Od. Shellis c.d Prim

Nie zdążyłam uciec, za długo nad tym rozmyślałam. Dziwnie znajoma wadera wywołała u mnie sen, lecz gdy się obudziłam, usłyszałam jej słowa..
- Shellis, to Ty… - powiedziała ze łzami w oczach.
Przestraszyłam się.
- S-skąd znasz moje imię?.. – Powiedziałam cichym głosem
Nie sądziłam, że ktoś oprócz Shena zna moje imię. Przecież przez prawie całe życie byłam samotna, a moja cała rodzina nie żyje…
- Proszę wypuść mnie, a już nigdy mnie nie zobaczysz, obiecuję… - Łzy zaczęły mi spływać z oczu na ziemię..
Jej smok zaczął mnie obwąchiwać. Nie wiedziałam co się dzieje, cały czas leżałam na ziemi przy krzaku nieświadoma sytuacji. Wpadłam na pomysł.. Jeżeli się przyśpieszę, na pewno jej ucieknę. Powietrze zaczęło okrążać moje łapy, po czym zaczęłam uciekać…
- Niech to! - krzyknęłam do siebie.
Nieświadoma byłam tego, że moja łapa zaczepiła się o krzak, więc gdy zaczęłam uciekać, szarpnęłam ją, przez co pojawiła się wielka rana.. Teraz zdana byłam tylko na litość wadery i jej smoka..

(Prim? :3)

Od. Shayen c.d Tyks, Enkas

Powolnym, lecz zdecydowanym krokiem ruszyłam przez asfalt. Chodzenie z kołczanem i łukiem po mieście nie było normalne. W ogóle, ja nie byłam za grosz normalna. Zerknęłam w niebo, burzowe chmury... Podmuch wiatru uderzył mnie w twarz, spowodowało to moje cofnięcie. Energicznie rozejrzałam się wokoło. Nie ujrzałam nic, pomimo tego pozostałam z bronią w gotowości. Zawsze należy być zapobiegawczym, unikać facetów, ostatecznie mordować, kobiet z resztą też. Najlepiej pozostać samotnikiem. Ruszyłam dalej, po chwili ujrzałam lekko spanikowaną dziewczynę, jak i w oddali dość dobrze zbudowanego mężczyznę. Zatrzymałam się, gwałciciel? Drobny uśmieszek wpełzł mi na buzię. Przyjrzałam się zwanej dziewczynie, niebieska poświata przemknęła za mną. Stałam pomiędzy nimi, bardziej skupiając się na demonicznym chłopaku.
-Ładnie to tak molestować? -uśmiechnęłam się uroczo.
-Ja? Nigdy. -warknął wyraźnie rozwścieczony.
Cofnęłam się w stronę dziewczyny, moje szanse były nikłe. Liczyłam, na chociażby minimalną pomoc z jej strony. Stanęłam na równi z nią. Przerażał mnie jeden fakt, była ode mnie niższa o głowę.
-Kto to jest? -szepnęłam, przygotowując broń.

(Tyks, Enkas?)

Od. Hellmestin'a c.d Shiriov +16

Przycisnąłem ją do siebie.

Od. Prim c.d Shellis

Ach! Jaki piękny dzień! Dziś miałam wyjątkowo dobry humor. Postanowiłam więc wyjść ze swoim smokiem na spacer po lesie. Zawołałam ją i poszłyśmy w stronę lasu. Korony drzew zasłaniały niebo. W końcu wyszłyśmy na polanę. Położyłyśmy się na miękkiej trawie i patrzyłyśmy w górę. Ponieważ miałam nowy pomysł na biżuterię do mojego nowego projektu zrobiłam bransoletkę z bluszczu,
w środku bransoletki znalazł się mały diamencik. Rozmyślając nad dopasowaniem kolorów przed moimi oczami przemknął zając.
- Shayla! Zobacz zając! – szturchnęłam smoka.
Oboje z Shaylą kochamy gonić zające, co prawda wygląda to trochę jakbym była małym szczeniakiem, ale sprawia mi to tyle radości.
- No choć Shayla! – krzyknęłam do smoczycy.
Zaczęłyśmy gonić zająca, ale niestety uciekł nam w lesie. Nagle coś przede mną spadło. To była wadera razem ze swoim feniksem.
- Uciekać czy nie? – szepnęła do swojego towarzysza.
Shayla spojrzała na nią niepewnie. Spojrzałam na jej twarz, która kogoś mi przypominała. Czyżby to była Shellis? Moja najbliższa zaginiona siostra? Musiałam się upewnić. Zaczęłam nucić piosenkę, jej oczy w tym czasie zrobiły się zamglone a ja kazałam waderze zasnąć.
- Raz kozie śmierć… - powiedziałam do Shayli i dotknęłam wilczycy.
Imię… Shellis… rodzina… Prim oraz reszta. Moje oczy zalały się łzami. Zobaczyłam historię… Te same odczucia, które towarzyszyły mi przy śmierci matki, ból przeżynający serce oraz smutek oraz złość przez swoją bezsilność. Księżyc w górze i ten sam śmiech demona.
- A jednak… - wyszeptałam do mojej smoczycy. To ona… Moja siostra. W tym samym czasie przestałam śpiewać a wadera się obudziła.
- Shellis… To ty… - powiedziałam ledwo połykając łzy.

(Sis? ♥)

Od. Shellis

Śpię w grocie samotna, budzę się i widzę coś tak pięknego, czego jeszcze nigdy nie widziałam. Pamiętam jak poznałam Shena tak, jakby to było wczoraj. Od tamtego czasu nie byłam sama.. To on nauczył mnie jak przetrwać w najgorszych warunkach.
- Dobra, koniec tego wspominania - mruknęłam do siebie, przywołując swoje skrzydła.
- Shen, chodź. - powiedziałam pół-głosem.
Pomyślałam, że gdy trochę posiedzę na chmurze z Shenem, moje wspomnienia odejdą, lecz cały czas o tym myślałam. Nie mogłam znieść bólu, który mi został po całej rodzinie, za wszelką cenę chciałam ich jeszcze raz zobaczyć.
- Przecież i tak losu nie oszukam, nie zobaczę mojej rodziny po raz drugi, choćbym miała zrobić wszystko. - warknęłam
Położyłam się na chmurze i zasnęłam. Po 10 minutach usłyszałam radosne krzyki na ziemi, postanowiłam sprawdzić kto to.
- Chodź, Shayla! - krzyknęła radośnie jakaś wadera.
Wydaje mi się, że skądś ją znam...
Wstałam z chmury i poleciałam na ziemię. Nie chciałam jej wystraszyć, więc obserwowałam ją z korony drzewa. Niestety mi to nie wyszło, ponieważ gałąź się zerwała i spadłam na ziemię.
- Uciekać, czy nie? - Szepnęłam do Shena...

(Prim?)

Od Miyashi C.D. Shinijro

Patrzyłam przerażona na chłopaka, którego w ogóle nie znałam. Nie wiem dlaczego, ale miałam wrażenie, że nie jest on taki, jak wszyscy. Kompletnie nie wiem dlaczego, niczym się nie wyróżniał… Chociaż dalej okropnie się bałam i dygotałam, czułam się trochę spokojniej. Nadal nie mogłam się jednak uspokoić.
- Spokojnie… - cicho powiedział delikatnie głaszcząc mnie po głowie. Ja tylko się mocno skuliłam trzymając za ogon.
Następnie chłopak sięgnął po apteczkę i zaczął opatrywać moje rany. Robił to bardzo wolno i ostrożnie, ale pomimo to ból był trudny do zniesienia. Cichutko piszczałam, starając się jednak być jak najciszej, by go nie drażnić. Każdego mojego poprzedniego właściciela nawet najcichsze moje dźwięki denerwowały. Jednak nawet pomimo moich największych starań nie mogłam być na tyle cicho, by go usatysfakcjonować.
- Przepraszam… - cicho szepnęłam, gdy skończył.
- Za co przepraszasz? Nie masz przecież za co… - odpowiedział.
Było to dla mnie bardzo zaskakujące. Nikt przecież nie mówił mi, że nie mam za co przepraszać.
- Jak to…? – cicho szepnęłam, a chłopak przetarł mi oczy.
- Po prostu… - odpowiedział spokojnie. – Nie masz za co przepraszać.
Niedługo potem poszedł na chwilę gdzieś i wrócił ze szklanką przeźroczystego płynu, podszedł z tym do mnie dość blisko. Czy to była woda? Nie miałam pewności… Próbowałam się odsuwać od niego.
- N-nie… błagam… - cicho szepnęłam. Wtedy on odłożył szklankę i do mnie podszedł.
- Nic ci nie zrobię, spokojnie… Chciałem tylko dać ci trochę wody.
Nie mogłam uwierzyć mu, że to tylko woda. Wielokrotnie dawałam się na to nabierać, ale teraz nie chciałam. Chociaż nie miałam w ustach od kilku dni ani kropelki żadnego płynu, nie chciałam się dać nabrać na to ponownie.
- Co się dzieje? – zapytał.
- Nie rób tego… Proszę… - cichutko mówiłam zapłakana.
- Nie płacz już, nic ci przecież nie chcę złego zrobić… - westchnął.
Dopiero po kilkunastu minutach się uspokoiłam. Przez ten czas cały czas siedział koło mnie i delikatnie głaskał. Wtedy się do niego mocno przytuliłam.
- Dziękuję… - cicho szepnęłam.

<Shinijro?>

Od. Enkasa c.d Nyki

Wyszczerzyłem rząd białych jak perła zębów i odepchnąłem ją z dużą siłą. Lecz ona zamiast eis przewrócić wciąż stała. Spojrzałem na swój nóż .
- czas zmienić broń - moje znaki na ciele zaświeciły i po chwili uwolniłem moc demona
Za mną pojawił się smok-demon . Po czym zamienił się on w dwa miecze . Na mojej twarzy pojawiła się maska . Moje ręce zmieniły się w demoniczne ręce:


- Czas zabawy - uśmiechałem się , ale ona nie widziała bo maska zasłaniała mi twarz. W masce widziałem wszystkie jej słabe punkty. Po chwili odparłem .
- hmm wilczyca spokrewniona ze smokiem ciekawe , bardzo - odparłem po czym wyjąłem dwa miecze , które miały prawie 2 metry - to będzie ciekawa walka - ruszyłem na nią .
Ona w szoku że wiedziałem , zę jest pół smokiem . Ale po chwili się ocknęła i zatrzymała jeden z moich mieczy , krzyżując swoje miecze.
Mój miecz napierał mocno na jej miecze. A drugim się zamachnąłem.
- pozdrów ode mnie mojego ojca . Już miałem ją przekroić na pół , gdy nagle usłyszałem dziwny szelest . Był to inny wilk. Odepchnąłem nogą dziewczynę , tak by upadła na ziemię. Skoczyłem w górę i wylądowałem za wilkiem . Moja maska rozpoznała , że nie był z watahy . Po chwili mój miecz przebił jego kręgosłup jak i brzuch na wylot. Wilk jeszcze chwile postękiwał , po czym odkroiłem mu łeb i rzuciłem pod nogi dziewczyny .
- ty tez tak skończysz - mruknąłem.
 Dziewczyna lekko się zlękła i zaczęła uciekać w stronę jeziora.Pobiegłem za nią . Kiedy byłem już przy jeziorku , zobaczyłem ją po drugiej stronie , ale pilnował jej zielony smok .
-myślisz że twój kolega mnie powstrzyma- zaśmiałem się. Dawaj smoczku .
Smok walnął mnie ogonem mocno w brzuch . Walnąłem w paręnaście drzew łamiąc je . Po chwili na 5 drzewie tylko lekko w nie walnąłem ale i tak upadłem na d*pe .Maska gdzieś spadła , ale wiedziałem że jak spadła na ziemie to znikła więc o to się nie martwiłem. Moje ręce stały się ludzkie . Plunąłem krwią i wstałem . Wziąłem miecze do rąk i zacząłem iść w kierunku smoka .
-ty zielony bydlaku twój łeb zawiśnie nad moim kominku w jaskini - wskazałem na smoka mieczem .
Smok zaczął biegnąć po wodzie na mnie. Ja tylko wypatrzyłem odpowiedni moment i skoczyłem zamykając gadowi pysk. Wbiłem w kark miecz po czym przekręciłem miecz o 180 stopni. Po chwili gad zaczął kłaść się. Ja skoczyłem na skałę i miałem bojową pozę.
Gad padł bez głowy.
Uśmiechnąłem się jak psychopata.
- teraz ty maleńka
Skoczyłem , a ona była już przygotowana. Zaczęliśmy walczyć na miecze.
Po chwili zacząłem pchać ją do tyłu a ona cofała się. Po chwili zatrzymała się gdy wpadła na drzewo. Spojrzała na mnie .
Zbliżyłem swoją twarz do jej . Szepnąłem do ucha.
-jesteś bardzo natrętna wiesz - liznąłem jej ucho a ona wzdryga się. Uśmiechnąłem się po czym ona odepchnęła mnie .
Mój uśmiech psychopaty nie schodził z ust . Wytarłem usta i brodę od krwi smoka i polizałem ją .
- pyszna na pewno twoja tak samo jak twoja - rzuciła się z mieczami na mnie . A ja zrobiłem taki trik że oby dwa miecze zostały wbite w gałąź drzewa na samej górze .Ja stałem za nią i przytulając ją trzymałem swój miecz pod jej gardłem .
- oj coś nie wyszło mała . Próbowała się wyrwać lecz trzymałem ja w mocnym uścisku . Wiec spróbowała mnie kopnąć w krocze , lecz nic mnie nie zabolało .
- haha myślałaś że tak mnie odpędzisz nie jestem z tych co jaj nie mają i kwiczą z bólu gdy ktoś ich kopnie w krocze, ja jestem z tych co mają coś tam - moje ciało przyległo do wadery tak że czułem jej cało a ona moje.


Shen



Imię towarzysza: Shen
Rasa: Feniks
Żywioł: Ogień
Opis: Feniks zrodzony z ognia. Jest bardzo silny.
Moce towarzysza:
Symfonia ognia: Otacza przeciwnika ogniem
Życie feniksa: Uzdrawia nawet śmiertelne rany
Materializacja dowolnej rzeczy
Wtapia się w tło
Ognista tarcza - daje sojusznikowi ognistą tarczę, która odbija ataki
Historia towarzysza: Pewnego dnia Shen znalazł małą samotną waderę w grocie. Postanowił że się z nią zaprzyjaźni. Od tego momentu są nierozłączni.
Właścicielka: Shellis

Władczyni Wiatru






{Wilka wykonał/a Teravia}
{Człowieka wykonał/a: autor nieznany}
"Nigdy nie kwestionuj mojej lojalności, nawet nie wiesz, ile mnie ona kosztuje..."

 Imię:  Imię jako wilk: Shellis (w skrócie Shell/She) Imię jako człowiek: Shesi
Płeć: Wadera
Orientacja:
Heteroseksualna
Wiek: Ok. 200
Partner/ka: Na razie brak
Zauroczenie: Na razie brak
Rodzina:  Matka zabita przez demona, ojciec nie wrócił, a rodzeństwo zaginione. Odnaleziona siostra: Prim
Szczenięta: Brak
Stanowisko:Łuczniczka
Charakter: Shellis jest miłą waderą, lecz potrafi być bardzo zła dla osób, które kiedykolwiek skrzywdziły osoby z nią spokrewnione. Wszystkie rany pamięta. Jest tajemnicza i nieśmiała dla nieznajomych. Jest wściekła, gdy ktoś przypomina jej o zaginionej rodzinie, ponieważ ona nie chce tego pamiętać. Uwielbia przebywać ze swoim feniksem, nigdy się nie rozstają. Wadera ma instynkt przetrwania. Nie lubi gdy ktoś jej przerywa w szkicowaniu.
Aparycja: Shellis jest szczupłą waderą o ciemnokasztanowym, a prawie czarnym kolorze sierści. Od pyszczka kolor jej sierści zmienia się na jasnobrązowy, który idzie przez cały brzuch. Na puszystym ogonie jej kolory zmieniają się: jasnobrązowy- ciemnokasztanowy. Ma pomarańczowe oczy, oraz pół twarzy zawsze przysłonięte grzywką. W postaci ludzkiej ma wzrost 170 cm oraz długie włosy, tak jak w wilczej.
Żywioł: Powietrze, Natura, Ogień
Moce:

  • Psychometry - Dar psychometrii pozwala dotykiem odczuć uczucia, oraz poznać historię innego wilka, a nawet poznać parę mocy na krótki czas.
  • - Wind Speed - znacznie zwiększa swoją szybkość.
  • - The Gift Of An Angel - Przywołuje swoje anielskie skrzydła, które pozwalają jej latać. Może je przyzwać również dla sojuszników na krótki czas.
  • - Fire Arrows - Jej strzały ujawniają słabości przeciwnika.
  • - Divine power - przyzywa swój ognisty łuk oraz ogniste strzały.
  • - End - Powoduje u przeciwnika znaczne osłabnięcie, po krótkim czasie omdlenie.
  • - Hypnotic - Przeciwnika zaczynają obrastać pnącza, co go hipnotyzuje.
 Zainteresowania/Talenty: Shellis uwielbia szkicować oraz walczyć. Zawsze przy jakiejś okazji bawi się ze swoim towarzyszem. 
Moce Specjalne: 

  • Flatline - Ogień zatrzymuje bicie serca swojego przeciwnika do odwołania. (z ang. "flatline" oznacza linię prostą, aparatura wydaje rozpoznawalny, ciągły sygnał)

Umiejętności: 
Siła: 300
Szybkość: 500
Zwinność: 500
Moc: 200
Technika: 300
Równowaga: 500
Zręczność: 100
Ukrycie: 600

Historia: Pewnego dnia Shellis wybrała się ze swoją rodziną na spacer. Pogoda nie była najlepsza, jednak nie było to dla nich problemem. Malutka wadera patrząc na wyrazy twarzy swojego rodzeństwa, obawiała się, że coś się stanie. I stało się, ciemne chmury zasłoniły piękny księżyc. Zrobiło się ciemno. Nagle Shellis usłyszała krzyk matki. Zaczęła skowyć, a w jej oczach były łzy. Zaczęła uciekać do lasu, a gdy się tam już znalazła, weszła do jakiejś groty i położyła się spać. Rano obudziła się odnajdując obok siebie feniksa. Po paru latach postanowiła dołączyć do watahy.
Przedmioty: 
Magiczny: Łuk stworzony z ognia. Dostała go od swojego feniksa.
Niemagiczne: Dwa sztylety
Pamiątki: Brak
Głos: [Klik!]
Towarzysz: Shen 
Inne: 

  • - Kocha biegać
  • - Kocha czekoladę
  • - Nienawidzi gdy ktoś pije alkohol
  • - Lubi siedzieć na chmurach i drzewach
  • - Woli przebywać w postaci wilczej

Kontakt: Shesi (Howrse)

Od. Shinijro c.d Miyashi

Zawsze trudno było mi się dogadać z kimkolwiek, nawet rodziną. Starałem się trzymać na uboczu, co często przynosiło mi wiele nowych problemów. Wybrałem się za miasto, czasami trzeba jakoś uciec od szarej rzeczywistości. Uwielbiałem to miejsce, duża przestrzeń, łąka.. Czego można chcieć więcej? Wziąłem głęboki oddech, w takich miejscach mogę czuć, że żyję. Zamieniłem się w wilka, promienie słońca delikatnie pieściły mój pysk. Zacząłem turlać się w trawie, to było silniejsze ode mnie. Takie chwile sprawiały, że życie zaczynało mieć dla mnie sens. Nagle.. Jakby coś ruszyło się w oddali. Wstałem w ludzkiej formie, ruszyłem do tego miejsca. Nie było to blisko, ale chciałem być pewny, że mogę być tutaj bezpieczny. Tym "czymś" okazała się drobna dziewczyna, była bardzo pocharatana, jej policzki były mokre od łez.
- Wszystko dobrze?- niepewnie kucnąłem obok niej.
Spojrzała mi w oczy, mocno mnie przytuliła. Delikatnie pogłaskałem jej plecy, musiała przeżyć coś strasznego..
- Już dobrze- byłem oszołomiony jej odwagą, mało kto rzuciłby się w ramiona obcego faceta.- Zabiorę Cię do siebie, zajmę się Tobą.
Dziewczyna spokojnie mnie puściła, wziąłem ją na ręce. Najchętniej pobiegłbym do mojego mieszkania, jednak musiałem być bardzo delikatny w stosunku do niej. Była krucha, mogłem przypadkowo dotknąć jednej z jej ran.
XxX
Dotarliśmy do mojego mieszkania, położyłem ją na kanapie i ruszyłem do kuchni po apteczkę. W końcu musiałem opatrzyć jej rany, mogła się wykrwawić.
- Ej młoda.. Nie płacz- wytarłem łzy z jej oczu, nie mogła się uspokoić.
Objąłem jej rękę i zacząłem ją oglądać. Ktoś musiał się nad nią znęcać, tak jak nade mną w dzieciństwie. Dobrze znałem ten ból, nikomu nie życzę czegoś podobnego.

(Miyashi?)

Od. Mefistofela c.d Darkness

Zamarłem. Czy naprawdę można być aż tak.. Bestialskim? Sam dokonywałem okropnych czynów w moim życiu, jednak nigdy nie posunąłem się do kanibalizmu. Musiałem zabrać się stamtąd jak najszybciej, mam dość gliniarzy i ich pytań. Nie chcę znowu siedzieć. Ból nie ustał, chłopak oddalał się coraz bardziej. Miałem zamiar go zatrzymać, co w mojej sytuacji wydawało się niemożliwe. Byłem za słaby, nie miałem siły na krzyk. Rzuciłem w niego torebką.
- Weź mnie stąd pacanie- powiedziałem cicho, spojrzałem na niego już zmęczony tym wszystkim.
Ze zdziwieniem wziął mnie na ręce, nie wyrażał sprzeciwu. Zaczął mnie gdzieś nieść, na szczęście nie byłem ciężki. Przymknąłem powieki, zacząłem rozmyślać. Co jeśli jadł coś takiego przed naszym "pocałunkiem"? Skrzywiłem się, ta wizja nie wydawała się kusząca. Byłoby to nieludzkie, co ważniejsza ohydne i niehigieniczne. Ale to ja go pocałowałem, nie mogę mieć do niego pretensji. Zamruczałem, może i nie wyglądał ale był bardzo ciepły. Wtuliłem się w jego tors, sądziłem, że zaraz się podirytuje i mnie zrzuci. Po chwili zasnąłem, było mi cholernie wygodnie.
- Dziękuję- wyszeptałem cicho.
<Darku?>

Od. Darkness'a c.d Tara



Darkness przechadzał się bezmyślnie po pomieszczeniu. Szukał śladów walki. A było ich tam pełno. Jednak nie było żadnego Ciekawego tropu. Nagle mężczyzna ukląkł przy najbliższej kałuży krwi, zamoczył w niej palec i spróbował. Była świeża.
- To było jakieś pół godziny temu. - zaczął- To krew jakiegoś nieznanego mi człowieka. A raczej wilka. Widzę, że chciał chyba dołączyć. Jednak nie zdołał. To jego zabito. Była walka. - mężczyzna przemienił się w wilka, pociągnął nosem i kontynuował:
- Woń mojego pierworodnego. Kłócił się z kimś. Czuję zapach wadery. Podejrzewam, że to była Accelia, ale nie jestem pewien. Później przyszedł basior. Nagle..
Mężczyzna odwrócił niespodziewanie głowę w stronę rozbitej szyby.
- Ktoś wybił szybę i dostał się do pomieszczenia. - mruknąć cicho Wilkobójca - A później za nim inni.
Darkness wytężył wzrok. Był mocno zaniepokojony. Znalazła go. Ale jak?! Najpierw ten autobus, a później to?! Zginęły cztery osoby. Troje morderców i ów mężczyzna. Czarny basior wiedział jedno: w tym domu nie jest już bezpiecznie, tym bardziej, że ONO go znalazło.  Darkness nienawidził tej istoty. Cały czas próbowała go wyeliminować. A później opętała jego córkę! Wilk zacisnął zęby. Opętańcy! Byli tu! Wyczuwał ich! Nagle skoczył w stronę Tary i warknął:
- Musimy iść!
Zdezorientowana Tara również przemieniła się w wilka i spojrzała z zaniepokojeniem na Darkossa. Już chciała się zapytać, dlaczego, ale Darkness łypnął na nią i wadera zamarła. Nagle w przejściu stanęła kobieta. Miała te same demoniczne oczy, które pamiętał. Opętaniec. Za kobietą pojawili się następni. Nieznajoma wyciągnęła rękę w stronę wilków, co było jej błędem, gdyż Darkness odgryzł ją i połknął. Kobieta jednak tylko się wyszczerzyła i wyciągnęła nóż, po czym zaatakowała wilki. Tak samo, jak reszta opętańców..
<Taro?>

Od. Kasai c.d Tenebrae

Ten poprosiła o wyjaśnienie.
-No wiec, po walce Shiro i Yukio zaprosili nas do siebie na noc, poszliśmy z nimi a ty zasnęłaś wcześniej na stojąco wiec Shiro cie niusl.... No i jak dotarliśmy tam ja się położyłam I zasnęłam a resztę znasz.
-Rozumie.
Z dala było widać chłopaków wracających z sklepów.
Shiro dal na po puszce koli.
-Dzięki. Otworzyłam kole i się napiłam.
-Chodźmy na plac zabaw.
Wszyscy spojrzeli na mnie.
--Dobra.
Odparł Yukio. Ruszyliśmy na plac zabaw, Ten rozmawiała z Shiro na ławce a ja z Yukio na huśtawkach  huśtając się. Nagle spadłam z huśtawki, gdy znajdywała się w górze, u padłam prosto głową o kamienie.
-Kas?
  Krzykną Yukio, a po chwili dobiegli Ten i Shiro. Podniosłam się z ziemi głaszcząc się po głowie a później po karku.
-Nic ci nie jest?
Zapytali.
-Nie nic wszystko gra.
Podniosłam się z ziemi na równe nogi.
-To co teraz robimy?
-Może pójdziemy nad rzekę.
Wszyscy ruszyli przodem a ja zostałam chwile z tyłu.
-Co jest? Cały obraz mam rozmazany.
Powiedziałam sobie w muslach, przecierając oczy. Po czym znowu sprawdziłam obraz.
-Kas idziesz?!
Powiedziałam Ten.
-Tak idę.
Dogoniła ich mimo że ledwo widziałam własny czubek nosa. Chłopaki poszli trochę do przodu.
-Wszystko w porządku?
-Tak
Odparłam
-To dobrze.
-Kłamstwa, kłamstwa one w końcu doprowadza mnie do grobu.
  Dotarliśmy nad rzekę.
(Tene, zorientowałaś się a może nie)

Od. Nyki c.d Enkas

Czarno czerwony basior się wycofał gdy reszta wracała.
Szybko znikną w koronach drzew, po chwili za krzaków wyszły dwójka inne wilki.
-Tu jesteś Nyki.
Powiedział fioletowy basior.
-Hm..
Spojrzałam na nich.
-Ktoś poprosił nas żebyśmy przekazali ci że musisz po jedna ze z skoczyć na tamtą górę.
-Kto??
-Nie pamiętamy, szukamy cię od 3 godzin.
-A co mam znaleść?
Wilki spojrzały na siebie.
-Wisiorek z błękitnym kamieniem.
-Jaja se robicie, mam głupi kamyk znaleść!!
Wykrzyknęłam, patrząc na nich dziwnym wzrokiem. Wilki były wystraszone.
-Ech... Dobra znajdę go wam.
-Dziękujemy.
Rozpostarłam skrzydła i wzbiłam się w powietrze. Po paru minutach
Dotarłam na skraj lasu wylądowałam na początku polany. Pod futrem ukryłam (skórę) łuski smoka i ruszyłam przed siebie. Polana zmieniła się w ogromną łąkę u podnóża gór.
-Czemu to zawsze ja po coś murze iść gdy cała reszta się kitra.
Pfy. Mam tego dość, ale ktoś musi.
-Chwila te miny tamtych wilków, co dałam się zwabić na tą łąkę. Kamyk był tylko zmyłką.
Byłam u podnóża góry, gdy zawracałam wtedy rzucił się na mnie wilk.
-Teraz jesteś moja!
Powiedział basior stojąc na mnie, zamienił się w człowieka o czarnej czuprynie i czerwonych oczach. Wyjął z kieszeni nóż i zamachną się na mnie, zdziwił się że nie mógł przebić mojej skóry, korzystając z sytuacji rzuciłam mężczyznę po czym zamieniłam się w człowieka i wyjęłam miecz.
-Ni myśl sobie że pudzie ci łatwo!
Basiorowi od razu poprawił się humor.
-Chodź, zabawmy się!
Powiedział po czym ruszyliśmy na siebie, krzyżując miecze i patrząc sobie w oczy, uśmiechając się.
(Enaks. Czas na zabawę XD)

Od. Shiriov c.d Hellmestin +16

Spojrzałam na niego z szokiem, zamknęłam oczy.

Od. Amira c.d Dakota

- Nie puszczę cię samej. - powiedziałem  - jeszcze wpadniesz do jaskini.
- Hahha bardzo śmieszne.
Zaczęliśmy truchtać.
Biegliśmy już z pół godziny gdy usłyszałem trzask.
- Stój - powiedziałem i nadstawiłem uszu.
- Co jest?
Przystawiłem palec do ust oznaczający, że ma się zamknąć. Całe szczęście to zrobiła. Teraz było całkiem cicho. Nasłuchiwałem. Nie chciałem by to byli ludzie.
Bezszelestnie zamieniliśmy się w ludzi. To nas uratuje przed ludźmi, a gdyby to był niedźwiedź po prostu wrócimy do wilków.
Usłyszeliśmy szelest gałęzi. Cofnęliśmy się. Nie był to dobry pomysł bo, albo ja albo Dakota nastąpiliśmy na pułapkę.
Jaką? A taką najzwyklejszą. Pętla owinęła się ona jej prawej, a na mojej lewej nodze.
Z grubsza wisieliśmy głową w dół przywiązani za kostki. Twarze mieliśmy bardzo blisko siebie.
Była teraz cała różowa. Chciałem zaproponować byśmy się zamienili w wilki żeby nie było to aż ta krępujące, ale...

(Dakota?)

Od. Hellmestin'a c.d Shiriov

Ona... Dotknęła mnie. Spojrzałem pusto za okno. Nie widziała tego incydentu, może to i dobrze? Nie wiem czy to nie jest już za dużo dla niej.
-Mogłabym skorzystać z łazienki? -spytała niepewnie.
-Jasne. Łazienka jest na lewo od sypialni. -kiwnąłem głową na drzwi.
Była... Zdziwiona moim zachowaniem? Czy, aż tak zmieniałem się pod względem rubinu? Jednak z tym klejnotem, tak naprawdę, nie jestem sobą. Żądza wpływała na mnie specyficznie, zawsze tak było. Czasem, mam dość siebie, swojego charakteru życia... W jakimś stopniu jestem zniszczony. Narkomaństwo to jedna wielka zguba, nie dotknęła mnie, sprawiła, że mogłem czuć się wolny.
Dziewczyna niemalże wybiegła z pokoju albo moja wyobraźnia to tak przedstawiła. Usłyszałem trzaśnięcie drzwi, po chwili sam skierowałem się ku wyjściu z sypialni. Uśmiechnąłem się lekko, a gdyby tak... Nie powinna  się specjalnie, zdenerwować, a ja miałbym uciechę. Jednak, co moja ofiara może mi zrobić? Doprawdy nic. Cicho zbliżyłem się ku drzwiom do łazienki. Trzy, czte - ry! Otworzyłem wejście. Stała tam naga Shiriov. Moje oczy doczekały się wymarzonego. Uśmiechnąłem się pokazując wampirze kły.
-Kontynuuj. -oparłem się o ścianę.
Dziewczyna spojrzała na mnie wzrokiem pełnym zirytowania? Nie wiem, czy jest to odpowiednie określenie...

(Shiri?)

Od. Tenebrae c.d Kasai

Nie kontaktowałam pod koniec tej walki i wiem tylko tyle, że poszliśmy do czyjegoś domu.
***
Obudziłam się. Nastawał ranek. Niebo było czyste. Zaczęłam się rozglądać po pokoju. Dostrzegłam Kasai śpiącą obok na łóżku.
- Hej. - wyszeptał Shiro
- Co wy tu robicie? - zapytałam jego i Yuko
Wskazali mi głową drzwi.
- No więc? Co tu robicie?
- Po pierwsze, miło cię widzieć. - powiedziała Shiro i pogłaskał mnie po głowie
- Serio? Nie jestem dzieckiem - wydarłam się.
- Wiemy. - powiedziała Kasai
- Ups. Obudziłam cię? - zapytałam
- Nie spokojnie.
Wyszliśmy na dwór. Usiedliśmy na murku.
- A teraz poproszę wyjaśnienie - powiedziałam
(Kasai?)

Od. Amir'a c.d Shiriov

- I nawzajem - powiedziałem i poczochrałem jej czuprynę.
Nachmurzyła się.
- To mi robisz po wspólnym spaniu? - zachichotała
- Prostując, to ty głównie spałaś. Ja cię tylko tu przyniosłem.
Popatrzyła na mnie drwiąco.
- To uczeszesz się? - zapytała
- A ty?
- Ty pierwszy.
Zdenerwowany poszedłem do łazienki i wziąłem prysznic, a potem dokładnie rozczesałem włosy.
Gdy wyszedłem powiedziałem do niej.
- Twoja kolej.
Uśmiechnęła się.
- Od razu lepiej. - chciała mi przejechać ręką po włosach, ale się uchyliłem
Gdy weszła do łazienki, padłem na łóżku. W końcu potrzebne mi było trochę snu.
Od razu zasnąłem
(Shiri?)

Od. Enkasa c.d Nyki

Uśmiechnąłem się psychopatycznie.
- co taka samotna bezbronna wadera robi w takim okropnym lesie
- ten las jest piękny - odparła cicho
Rozglądnąłem się .
- hm.. aż się rzygać chce - wyszczerzyłem ząbki
Przydusiłem waderę mocniej by ledwo co oddychała . Przyjrzałem się jej bliżej . Dwa ogony , skrzydła .
- hm Twoje ogony i skrzydła przydały by się do ozdobienia mojej jaskini - uśmiechnąłem się
Wadera przełknęła lekko ślinkę . Dotknąłem drugą łapą skrzydeł .
-wypchałbym nimi swoją poduszkę lub powiesił je na ścianie - uśmiechnąłem się
Wyczułem , że wilki się cofają i idą w naszą stronę. Warknąłem pod nosem i spojrzałem na Waderę.
- dziś nam przeszkodzili , ale następnym razem przygotuj się na oskalpowanie - mrukiem i wskoczyłem na drzewo i zacząłem się po drzewach przemieszczać. Wróciłem do swojej jaskini w górach . Wyciągnąłem się i spojrzałem na wygląd jaskini .
- piękna - uśmiechnąłem się - brakuje więcej głów wilków , więcej krwi na podłodze a właśnie czy obiadek zrobiony ?
 Podszedłem do spiżarni i tworzyłem ją. Z saren obciekła już krew , która zebrała się w miskach . Ściągnąłem sarny i zacząłem kroić je na kawałki, później chowając w małej zimniej bardzo jaskini , miała ona -49 stopni .
Po czym wróciłem do misek z krwią. Napiłem się trochę i , zacząłem przelewać do pustych słojów . gdy skończyłem poszedłem umyć miski na resztce śniegu , który pozostał na czubku góry . Odłożyłem miskę i ziewnąłem . Położyłem się na łożu i zasnąłem . Nie spałem długo obudził mnie dziwny dźwięk. Który dochodził z łąki , która była 23km od mojego miejsca . Wstałem i ruszyłem powoli w kierunku dźwięku .
<Nyk?>

Od. Tyks c.d Enkas

Dziewczyna wzięła głęboki oddech. Policzyła do dziesięciu. Miała ochotę mu przywalić. Nienawidziła ród męski. Tym bardziej tych wrednych dla otoczenia. W sumie ona sama była wredna. Ale tylko dla tych wrednych. Po dłuższym spacerze wreszcie natrafiła na właściwą ulicę. Otworzyła oczy. Dom był cudny. Nawet bardzo. Tyks uwielbiała nowoczesne chaty. Dobrze pamiętała, że zanim Darkness przybył, mieszkała kilka dni w tym domostwie. Uśmiechnęła się sama do siebie, ale uśmiech zniknął, gdy tylko ujrzała Enkasa, który warknął:
- Co się szczerzysz?
"Co za wredny czubek!" - pomyślała i już zamierzała się na nim odgryźć, kiedy ktoś wyszedł z domu. Wadera w duchu podziękowała temu ktosiowi, bo gdy tylko się zbliżył do Tyksona, ty pobiegła do niego i warkneła;
- Trzymaj mnie z dala od tego psychola!
Po czym spojrzała na twarz postaci z błagalnym wzrokiem. Był to Viper. Upadły Alpha Watahy. Obecnie w nie najlepszym humorze. Tyks zgryzła wargę i wstała. Otrzepała się z kurzu i uśmiechnęła nieśmiało w stronę Viper'a:
- Już nie ważne.
- Mam nadzieję! - odburknął i raźnym krokiem ruszył w stronę najbliższego pubu.
Wadera smutno westchnęła. Do cholery, czy ktoś ją przed tym psycholem uratuje?!
<Enkas? Ktoś?>

Od. Dakoty c.d Amir

Jaskinia to nie najlepsze miejsce dla mnie. Co prawda była piękna, ale nic nie poradzę, że to w jaskini odbył się największy koszmar mojego życia. No, ale w końcu nie będę tu sama.
- W sumie to możemy tu zostać- powiedziałam cicho i bez przekonania.
- Jesteś tego pewna? Jak chcesz możemy znaleźć jakieś inne miejsce- zaproponował.
- Nie, tu jest dobrze. Tylko nie zostawiaj mnie tu samej, okej?- spytałam czerwieniąc się lekko.
- Jak chcesz- odpowiedział i poszedł w głąb jaskini.
Coś mi się wydaje, że on za mną nie przepada. Cóż, nie pierwszy raz osoba w której się zauroczyłam nie odwzajemnia mojego uczucia. Szkoda, bo bardzo miło się zapowiadało.
- Idziesz, czy zostajesz tutaj?- zapytał z głębi jaskini.
- Wiesz, chyba wolałabym zostać tu, przy wyjściu- powiedziałam, niepewnie patrząc pod łapy.
- Jak chcesz- mruknął, ale cofnął się w moja stronę.
- Ściemnia się, idziemy w kimę?- zapytał ziewając.
Faktycznie, dużo czasu zajęła wędrówka z miasta aż do lasu.
- Wiesz, zawsze późnymi wieczorami idę biegać- odpowiedziałam zakłopotana - ale za jakieś czterdzieści minut wrócę, chyba że pójdziesz ze mną.

(Amir?)

Awans

Raz awansował na gammę! Gratulujemy!

Od. Shiriov c.d Amir

- Uno momento- wsadziłam dłonie do torebki.- Ryzyk fizyk, najwyżej pozbędę się dłoni- słodko się uśmiechnęłam.
Wyjęłam małą paczkę tabletek przeciwbólowych, jedną mu podałam.
- Tylko popij, bo jeszcze się zakrztusisz- odstawiłam torebkę na komodę i podałam mu szklankę wody.- Jesteśmy u Ciebie w domu, prawda?
- No tak- odpowiedział po czym połknął tabletkę.- Co w tym dziwnego?
- Ładnie tu- rozejrzałam się po pomieszczeniu.- Em.. Spaliśmy w jednym łóżku?- zapytałam niepewnie, byłam zawstydzona.
- No tak.. Ale trzymałem ręce przy sobie- przełknął ślinę, rozbawiony podniósł ręce do góry.
- No dobrze, wierzę Ci- szturchnęłam go w ramię.
- Mam nadzieję- westchnął.
- Mógłbyś uczesać te kudły- poprawiłam kosmyk włosów opadający na jego oko, spojrzałam w jego oczy.

(Amir?)

Od. Amira c.d Dakota



Wadera potruchtała do mnie. Zacząłem się jej przyglądać. Nie mogłem nie zaprzeczyć, że była ładna. Może nawet więcej. Amir? Ziemia jest tutaj. Zacisnąłem zęby. No tak.
- A w zasadzie to gdzie idziemy? - zapytała
- Zobaczysz - odparłem tajemniczo
Szliśmy w milczeniu. Żadne z nas nie chciało się odezwać. Panowało niezręczne milczenie. Szukałem wzrokiem jaskini. Jaskini, w której zatrzymałem się parę dni temu.
- Zamknij oczy - poleciłem
Wadera posłusznie zamknęła oczy. Uśmiechnąłem się. Była taka potulna.
Poprowadziłem ją do jaskini.
- No już możesz otworzyć oczy. - powiedziałem
Wadera otworzyła oczy. Miała inną reakcję niż się spodziewałem.
- Co nie podoba ci się? - zapytałem. Na jej twarzy widać było strach i zdziwienie
- Podoba. Tylko. Boję się jaskiń. - zająknęła się
Spuściłem głowę. No pięknie. Jak to mówili moi koledzy. Co jest gorszego od zakochanej w tobie kobiety? Panikująca kobieta. Ja jednak nigdy tak nie uważałem.
- Przepraszam. Nie wiedziałem gdzie możemy pójść.

(Dakota?)

Od. Shayen c.d Shinijro

-Czemu miałabym? -napięłam mocniej cięciwę.
Nigdy nie przepadałam za pojawiającymi się znienacka. Wku****ło mnie to, w najbliższych minutach nie zamierzałam opuścić broni. Nie za bardzo chciałam, aby intruz zbliżył się chociażby o krok. Denerwowała mnie sama jego obecność. Nie wiem na ile musiał być głupi, aby chociażby poprosić mnie o odłożenie łuku. Idiotyzm. Zrobił jeden krok do przodu, cofnęłam się. Nacelowałam na niego.
-Ty też chcesz żyć. -warknął, tym razem on nie spuszczał wzroku ze mnie.
Opuściłam ręce.
-Co dokładnie masz na myśli? -uniosłam brwi.
Zbliżył się ponownie, chrząknęłam.
-Nic specjalnego. -schował dłonie w kieszenie spodni.
Przeszkadzać mi w polowaniu. Ponownie zwróciłam łuk ku intruzowi.
-Kim jesteś, jak się nazywasz? -zmierzyłam go wzrokiem.
-Shinijro Airay. -wyprostował się automatycznie.
-Shayen. -dygnęłam, ponownie się cofając.
Był specyficzny. Miał piwne oczy, tak jak "nauczyciel". W jakimś stopniu właśnie to wzbudzało we mnie chęć mordu. Nie znałam go, nie wiem czy nawet chciałam znać. Z ogromną chęcią nakazałabym mu natychmiastowe usunięcie się stąd, jednakże... Pojawił się mały problem. Zerknęłam za niego. Drzewo, nienaruszone. Napięłam cięciwę, a po chwili strzała wystrzeliła z głośnym, szybkim świstem, niemalże ocierając o głowę mężczyzny. Odskoczył w bok. Jego spojrzenie było pełne nienawiści, żalu. Pomyślałabym, że przeżywa uczucie zwane miłością, najwyraźniej kogoś stracił. W tył zwrot i do domu Shayen! Spokojnym krokiem ruszyłam przed siebie. Daleko nie zaszłam, usłyszałam za sobą wzburzony głos. Zdążyłam na tyle poznać Shinijro, aby domyśleć się, że niejaki głos należy do niego.

(Shin? :PP)

Od. Dakoty c.d Amir

-Furia?- zapytał- to twój towarzysz?
- Tak, znamy się już od roku i stałyśmy się najlepszymi przyjaciółkami- uśmiechnęłam się.
Furia, która jeszcze przed chwilą kołowała nad naszymi głowami usiadła mi na ramieniu.
- Karolciu Karolciu, a czemu jesteś taka czerwoniutka? Czyżby to przez tego chłopaka?- pokazała na Amira.
- Furia!- upomniałam przyjaciółkę- przestań!
- No dobra dobra, ale ja i tak wiem swoje- uśmiechnęła się ironicznie. Chyba tylko ona potrafi mnie tak zdenerwować. Ale i tylko ona zna mnie na tyle dobrze aby odgadnąć bez najmniejszego problemu co czuję.
- To przemieniamy się?- zapytał nieco zmieszany Amir.
Jemu chyba też ta rozmowa za bardzo nie pasowała.
- Tak, tak, już, momencik- powiedziałam różowa na twarzy.
Przywołałam mgłę, bo tylko dzięki niej mogę się zmienić w wilka. Nie widziałam co zrobił Amir, ale gdy już mgła zniknęła a ja się przemieniłam zobaczyłam wielkiego basiora. No, może nie był jakiś ogromny, ale na pewno większy ode mnie. Jego czarne futro lśniło w słońcu a oczy..
- Idziemy?- spytał z uśmiechem.
- Tak tak, już idę- powiedziałam i potruchtałam do niego lekko speszona.

( Amir ?)

Od. Prim c.d Shinijro

CO!!!!!! Mam u niego zostać! No nie, nie dość, że znamy się nawet nie pół dnia to jeszcze nie chce mnie wypuścić do domu!! Dobra rozumiem jest opiekuńczy, przyniósł mnie do swojego mieszkania za to mu dziękuje, ale bez przesady! Usiadłam na kanapie ze wzrokiem, którym mogłabym zabijać na odległość. Westchnęłam i rozejrzałam się nerwowo.
- Dlaczego jesteś taki opiekuńczy? – zapytałam.
Nie odpowiedział. Zachowywał się jakbym nie zadała tego pytania. Nudziło mi się więc zawołałam Shaylę.
- Shayla! – przywołałam smoka. Przede mną stała wielka zielona smoczyca, która usiadła mi pod nogami.
- Matko! Co to jest! – krzyknął ze zdziwieniem Shin.
- Co ty! Smoka nie widziałeś! – krzyknęłam głaszcząc smoka.
Shayla spojrzała na niego z nieufnością swoimi zielonymi oczami. Chłopak wyglądał na to, że obarczony wzrokiem smoczycy nie czuł się swobodnie. Spojrzałam na niego i zapytałam:
- Serio nie lubisz czekolady? – uśmiechnęłam się.
- Skąd ty to… A no tak ta psychometria… - westchnął. – Tak nie lubię czekolady – odpowiedział.
Chwilę milczeliśmy a ja wciąż rozglądałam się po pokoju. „ Shayla weź zmaterializuj jakieś kwiatki” poprosiłam w myślach o to mojego smoka. Przede mną pojawił się wazonik z białymi liliami wodnymi.
- Od razu lepiej! – powiedziałam.
Chłopak spojrzał na mnie i pokręcił głową. No co! Nie mogłam się opanować. No trzeba było coś tu pozmieniać!
- Czy mogłabym rozejrzeć po twoim domu? – spytałam
On kiwnął tylko głową. Wyglądał na zamyślonego.
Wstałam i poszłam schodami w górę. Piętro było również ciemne jak parter nic ciekawego. Jedyne co mnie zaciekawiło to śliczny brązowy wazon. Ponieważ chciałam poznać historię tego wazonu postanowiłam go dotknąć. Gdy moje palce zetknęły się z porcelaną ujrzałam swoją matkę i zaczęłam krzyczeć. Szybko zamieniłam się w wilka i przez przypadek strąciłam przedmiot ogonem. Słysząc to chłopak szybko przybiegł i zobaczył stłuczony wazon.
- Prze-przepraszam… - szepnęłam.

( Shin? )

Od. Shinijro c.d Shayen

- Dobra, dzisiaj na pewno pojawi się na spotkaniu- spojrzałem w lustro, ostatni raz poprawiłem
włosy.
Byłem w nim zakochany niczym jakaś nastolatka, w dodatku był starszy.. I był moim bratem. Pewnie nie czuł do mnie nic, tak po prostu. Jednak dla mnie był wszystkim. Zrobiłem sobie delikatny makijaż, może i jestem facetem ale raczej nie będzie go widać. Nałożyłem płaszcz, buty i powoli wyszedłem. Chłopak miał już czekać na mnie pod mieszkaniem, przynajmniej tak się umówiliśmy.
- Cze- niepewnie pomachał dłonią w moją stronę, uśmiechnął się.
- Mefisto- przytuliłem go mocno, uwielbiam jego ciepło.
- Tak, to ja- mocno wtulił mnie w siebie.- A to mój braciszek.
Zamruczałem zadowolony. Po chwili chłopak wypuścił mnie ze swoich objęć, ruszył przodem do pobliskiego parku. Przyśpieszyłem delikatnie obejmując jego dłoń, wysłałem mu czuły uśmiech.
- Bo wiesz, kocham Cię.. Nie jak brata- zamruczałem.
- Oszalałeś?! Przecież wiesz, ja dalej..- zagryzłem wargę.- Nie mogę odwzajemnić tego uczucia, przepraszam.
Ojej.. Miłość mojego życia dała mi kosza, fantastycznie.
- Przepraszam za zawracanie głowy- odepchnąłem jego dłoń i pośpiesznie odszedłem, już dzisiaj popisałem się idiotyzmem.
xXx
Było późno, nawet bardzo. Nie miałem ochoty wracać do domu, wolałem uspokoić się na dworze. Jak zawsze musiałem się zgubić. Niestety (a może i stety?). W końcu wydostałem się z gęstwiny krzaków, było to troszkę kłopotliwe. Nagle zobaczyłem dziewczynę, celowała łukiem w moją stronę. Zrobiłem dwa kropki do tyłu i podniosłem ręce.
- Em.. Cześć?- spojrzałem niepewnie w jej stronę, zmierzyła mnie wzrokiem.- Mogłabyś to odłożyć?

(Shayen?)

Od Darknessa c.d Mefistofel +16

Wilkobójca spojrzał raz jeszcze na młode kinder.  Miał ochotę na ich mięso.

Od. Viper'a c.d... No... do reszty.

Łeb. Głowa bolała mnie jak cholera. Upadłem na ziemię. Poczułem się nieswojo. Moje plecy.. coś po nich pełzło. Dotknąłem ich. Na nic się nie natknąłem. Poczułem  chłód w okolicy szyi. Byłem teraz pewien. Coś po mnie pełzło. Spojrzałem w kałużę. Moje oczy...znowu były takie dziwne. A co gorsz, na moim ramieniu siedział wąż. Był jakby zrobiony z mgły. Przywarł do mojej szyi. Potem nastała ciemność

NARRATOR 

Viper wstał i znowu zaczął uderzać Enuri. Dziewczynka próbowała się od niego oddalić. Na darmo. Chłopak przemienił się w wilka i zaczął na nią warczeć. Na pomoc Enuri skoczyła Amy. Oddychała głęboko. W jej oczach nie było widać ani nutki strachu. "Odważna." - mruknąć cicho Viper nie swoim głosem. 
- Viper, proszę, uspokój się! - Amy wyciągnęła obie dłonie w stronę chłopaka.
Viper jednak nadal warczał. Zacisnął zęby i skoczył na Amy. Jednak w tym momencie pojawił się Rhoan, uderzył Viper'a, a ten się cofnął. Z jego pyska wypływała ślina, przypominająca czerwoną substancję. Gdy tylko wilk próbował ponownie zaatakować, poczuł ukłucie. Obejrzał się. Było tak, jak myślał. Obok niego stał Anubis ze strzykawką. Brązowy basior odwrócił się. Czuł się osłabiony. Łapy  miał jak z gumy. Zrobił krok na przód i upadł. Zamrugał kilka razy i wrócił do swojego zwykłego stanu. 
- Gdzie...?? - wychrypiał, ale nie zdążył dokończyć. 
Głowa opadła mu na podłogę, po czym zasnął. 
(No więc, odpisałam, bo tak się złożyło, że Rhoan nie mógł.. Amy? Enuri? Rhoan?)

Od. Kasai c.d Tenebrae

Ten była zaskoczona, tym co jej powiedziałam. Podszedł do nas Tatsuka i powiedział że musimy iść. Po chwili dołączyliśmy do reszty, zajmowaliśmy się na lotnisku na jednym z bloków. Nadleciały helikoptery z jednego z nich wyskoczył jakiś człek ubrany na niebiesko przypominał mi smerfa.
- Reishi
-Mikoto.
Widocznie się znali, wymienili parę zdań. Po czym Tatsuka zabrał gdzieś Anne. Niebiescy szykowali się do ataku i po chwili wszystko się zaczęło. Wiedzieliśmy przecież ze nie będziemy ich zabijać, ale nie powiem że nie ta walka mi się spodobała. Po jakimś czasie wszyscy się rozeszli.

Od. Mefistofela c.d Darkness

Zacząłem kaszleć krwią, skuliłem się delikatnie siadając na jednej z ławek.
- Uroki stresu i tytoniu- wymamrotałem zaciskając zęby, wyjąłem z torby syrop na kaszel.
Połknąłem trzy tabletki przeciwbólowe i popiłem całą zawartością. Wytarłem pot z czoła, bolało cholernie. Nie wiedziałem, czy wytrzymam do momentu aż tabletki zaczną działać. Nawet brałem pod uwagę telefon po karetkę, ale nie stać mnie na jakąkolwiek hospitalizację.
- Kur*aa..- przyjechałem pazurami po torbie, zdałem sobie sprawę z tego jak bardzo zjebałem sobie życie.
Wyjąłem z torby chusteczki, zacząłem wycierać krew z moich ust. Zauważyłem tą samą grupkę nastolatków, zaczęli się śmiać.
- Dostałeś kosza?- blondynek uśmiechnął się szeroko i zaklaskał w dłonie.
- Ej.. Może zadzwonimy na pogotowie?- jeden spojrzał niepewnie w moją stronę.
- Spier*alać jak wam życie miłe- wyszczerzyłem się, uroczo pokazałem środkowy palec.
- Co się gapicie?- za ławką stał czarnowłosy, skamieniałem.
Zrobiłem z siebie totalne pośmiewisko i jeszcze go tam zostawiłem, mogę być z siebie dumny. Przeciągle zajęczałem z bólu, dalej bylem na przegranej pozycji. Spojrzałem na niego błagalnym wzrokiem, nie miałem siły na kolejną kłótnię.
- Proszę, zabierz mnie stąd- powiedziałem cicho.
<Darku?B)>

Od. Aeden do Hikaru

Dlaczego wszyscy muszą być tacy niemili? W ogóle nie potrafią się bawić, przecież ja tylko od czasu do czasu coś im spalę... I to przecież nie specjalnie, to taki głupi nawyk. Już trzeci wilk narzekał, że coś spaliłem. Przecież i tak jest susza, i w ogóle...
- Nie męczysz się, jak tak łazisz w kółko? - faktycznie, chodziłem w kółko po tym głupim lesie już jakąś godzinę, do tego płonąłem i podpaliłem kilka rzeczy. Mogłem przecież rozpętać pożar! Zgasłem i odwróciłem się, stała za mną wadera, a obok niej leżał nieprzytomny basior. Prawa, przednia łapa wadery płonęła, wywnioskowałem, że również posiada żywioł ognia.
- Zaśpiewałaś mu kołysankę? - zapytałem, uśmiechając się.
- Tak, łapą - wadera odwzajemniła uśmiech. Jej łapa zgasła.
- Łatwo zgadnąć że masz żywioł ognia... Jak się nazywasz? - dobrze byłoby poznać kogoś, kto ma podobne moce do moich, może nie będzie się gniewała, jak coś spalę...
- Hikaru, ty nie musisz się przedstawiać, ten gościu tutaj mruczał, że dołoży temu Aedenowi za spalenie jego kwiatka - no tak, teraz wszyscy będą się mścić.
- To nie moja wina, to wina smoków i... lamorożców? - brawo Aeden, jeszcze powiedz jej, że właśnie rzygasz tęczą i za nią stoją dwa jednorożce srające Zelfami.

<Hikaru?>

Od. Miyashi

- N-nie… - cicho szeptałam. Mój oprawca już przykładał nóż do mojej szyi. W moich oczach było coraz więcej łez, które powoli ciekły po moich policzkach. Byłam cała w licznych ranach, do tego związana i trzymana w niewielkim pomieszczeniu oświetlanym jedynie przez niewielką lampkę.
- Będziesz posłuszna? – powiedział do mnie patrząc mi w oczy, przycisnął trochę do mnie ostrze. Było to bardzo bolesne, szczególnie dlatego, że robił to wielokrotnie. Cicho pisnęłam, po czym chłopak uderzył mnie w twarz.
- Będziesz czy nie?! – krzyknął. Jedynie mu przytaknęłam, aby tylko nie krzyczał i nic mi nie zrobił. Zrobiłabym wszystko, byleby się stąd wydostać i nie przeżywać tego – najlepiej jeszcze o tym zapomnieć…
Po kilku dniach mnie rozwiązał, ale dalej ranił i karał za coś, czego nie zrobiłam. Było jak zawsze, czyli rozkazywał mi, jednak tym razem nie byłam związana, co było jedyną różnicą. Poza tym wszystko było jak zawsze. Z każdym dniem coraz bardziej mnie wszystko bolało, miałam coraz większe trudności z poruszaniem się. Pomimo tego musiałam być bezwzględnie posłuszna chłopakowi, który mnie tu przetrzymywał. Często zdarzało się tak, że kazał mi zrobić coś, czego nie potrafiłam lub całkiem niemożliwego.
Pewnego dnia zobaczyłam światło, ale inne niż z lampki czy żarówki. Było to naturalne światło. Jako że w tej chwili mój „właściciel” coś robił na górze, odważyłam się spróbować zobaczyć co to. Było to okno, które po chwili otworzyłam, ale zaczęłam się wahać. Co zrobić, czy powinnam wyjść tym oknem? Czy powinnam ryzykować, czy lepiej zostać? Nagle usłyszałam kroki, więc szybko wyszłam i zeskoczyłam na ziemię. Następnie rzuciłam się do ucieczki, aby tylko mnie znowu nie złapał. Po chwili usłyszałam jakieś strzały, po czym poczułam okropnie mocny ból na lewej nodze. Krzyknęłam, ale próbowałam uciekać dalej. Gdy spojrzałam na nogę, było tam dużo krwi, cieknącej po łydce. Każdy krok sprawiał, że było jej więcej, nie wspominając o bólu, który się nasilał. Doszłam w końcu do lasu, gdzie upadłam i przeturlałam się ze stromej skarpy. Po chwili wstałam i próbowałam iść dalej – byle oddalić się od miejsca, gdzie są ludzie. Nie chciałam tam przebywać. Po kilkunastu krokach upadłam ponownie, nie miałam siły iść dalej. Zamknęłam oczy i oczekiwałam swojego końca, chciałam, by nadszedł jak najszybciej i jak najmniej boleśnie. Po chwili poruszyłam swoimi wilczymi uszami – ktoś tu się zbliżał. Jedynie się skuliłam trzymając się za ogon. Co jeśli to kolejny człowiek lub co gorsza ten sam? Jeśli mnie porwie, zrobi to samo co tamten? W końcu nadszedł, więc otworzyłam oczy, pełne przerażenia i smutku.

<Shinijro?>

Od. Shiriov c.d Hellmestin

Cicho zamruczałam zamykając oczy, w końcu uwolniłam się z ramion mężczyzny. Mogłam pobiec do drzwi, ale czy warto ryzykować? Stanęłam na palcach i zza ramienia czarnowłosego wyjrzałam przez okno. Widocznie było już po wszystkim, nic nie zauważyłam.
- Widziałeś coś ciekawego?- wymamrotałam kładąc twarz na jego ramieniu, przejechałam koniuszkami palców po jego plecach.
- Niezupełnie- westchnął.
- No powiedz- naburmuszyłam się, czekałam na konkretną odpowiedź.- No ej- podirytowałam się, przejechałam pazurem po jego boku.
- Coś ty taka ciekawska?- cicho zachichotał, zaczęło mu się to podobać.
Dziewczyna prychnęła z niezadowoleniem. W sumie, bycie porwanym przez niego wydawało się dużo ciekawsze niż praca.
- Gaaaadaj- zaczęłam się bawić kosmykiem jego włosów, było to cholernie kuszące.
Zaczęło burczeć mi w brzuchu, chyba jako ofiara nie miałam prawda do jakiegokolwiek posiłku. "Choolera" pomyślałam, na mojej twarzy pojawił się wyszczerzony uśmiech, nie miałam talentu aktorskiego. Stałam z nadzieją, że wytrzymam do wyjścia z tego mieszkania.
- Mogłabym skorzystać z łazienki..?- zapytałam niepewnie.

(Hellme?)

Od. Shayen

Lekki uśmieszek wpełzł na mój pysk. Podeszłam do ofiary. Świeżo zabita, niedotknięta plama krwi. Opuścił swój posiłek? Debil. Oderwałam ścięgno padliny. Odsunęłam się z kawałkiem. Zaczęłam wolno żuć mięso. Nie miałam specjalnego apetytu. Światło księżyca opierało się o brzozy. Lubiłam ten lasek. Tu, za młodu spędzałam najwięcej czasu. Noc...Jest tu, taka magiczna, inna niż wszystkie. Czuję się wolna, oddalona od tłoku całego świata. Czasem, puszczę się biegiem przed siebie. W jakimś stopniu jest tu bezpiecznie...
Księżyc zniknął za chmurami. Mrok spowił okolicę. Nie zrobiło się wcale lepiej, powiedziałabym o wiele gorzej. Przeobraziłam się w człowieka. Nie miałam jakiś specjalnych zdolnśći widzenia w ciemności. Niepewne czajenie się, niewiele dało. Cichy, ledwo słyszalny szelest. Przenikliwy śmiech. Odgłos łap. Głośne uderzenie... Walnął o ziemię, uskoczyłam w ostatniej chwili. Napięłam cięciwę, nacelowałam na demona.
-Zrobisz krok w moją stronę, a zginiesz. -syknęłam, nie spuszczając wzroku z potwora.
Uśmiechnął się dość...Psychicznie. Cofnęłam się.
-Nie podchodź. -warknęłam.
W odpowiedzi usłyszałam gromki śmiech. Demon zachłysnął się...Własną krwią. Strzała przecięła jego tchawicę. Bestia rozpłynęła się w powietrzu. Kucnęłam, szukając kolejnych przeciwników. Blada poświata księżyca ponownie przeszyła biały las. Wstałam. Z pomiędzy gęstwiny krzaków wyszedł typowy facet. Interesowało mnie jedno : Czy on jest równie trzepnięty, i wybiera się na polowanie o trzeciej nad ranem? Napięłam cięciwę łuku, celując w przybysza. Spojrzał na mnie zdezorientowany.

(Ktosiu :p Powiem...Bardziej proszona jest płeć męska)

Łuczniczka




Solstice by Yellwolf
{Autor wilka: nieznany}
"Nie uciekaj przed sobą. To o czym myślisz, i tak cię dopadnie."
Imię: Shayen.
Płeć: Wadera z krwi i kości. O ile, jakieś posiada...
Orientacja: Heteroseksualna, dość wiadome.
Wiek: Nigdy poważniej się nad tym nie zastanawiała, ogólnie może określić się na jakąś siedemnastkę.
Partner/ka: W najbliższej przyszłości? Szczerze, będzie musiała długo się nad tym zastanowić.
Zauroczenie: Doprawdy, głupie pytanie. Jednak, jest w tej oto wataszy pewien basior. Imienia nie zdradzi.
Rodzina: Żyła w dość przyzwoitym gronie, dopóki jej wręcz "ukochane" rodzeństwo nie odkryło tajemnicy Shayen. Doprowadziło to do zguby całego rodu.
Szczenięta: Małe, skrzeczące, na swój sposób słodkie. Przeraża ją poród, i sposób tworzenia tych stworzeń.
Stanowisko: Uwielbia zabijać istoty poprzez strzały. Strzała zawsze sprawia ogromny ból, trzeba tylko trafić w czułe miejsce. A więc, nadałaby się i do Strzelców oraz do Łuczników.
Charakter: Nie każdy ma w sobie bohaterskie serce, szarmańską postawę, czy chociażby ogromną liczbę przyjaciół. Proste? Tak.
Shayen niekiedy usiłowała podpasować się do innych - wychodziło to zawsze na złą stronę. Przy basiorach udawała głupiutką, słabą dziewczyneczkę. No cóż, tak było. Powtórzę się BYŁO, teraz... Dla każdej płci przeciwnej stara się być chamska, arogancka. Gra niedostępną - dosłownie. Najczęściej olewa ich intencje, nawet te dobre. Dlaczego? Dlaczego się taka stała, wyznacza jej cała przeszłość. 
"Koleżaneczki" z dawnej szkoły bały się wszystkiego, sport dla ów panienek był po prostu obrzydzeniem. Najgorzej było jak któraś z nich ułamała sobie drobinkę paznokcia. Histeria, ryk, płacz i śmiech Shayen. Dziewczyna nigdy, specjalnie nie dbała o paznokcie. Dopiero, gdy drasnęła nimi bliźniaczkę, jej matka ścięła je i zaklęła, aby do końca życia Shayen paznokcie, ślniły, oraz były odpowiedniej długości. Mya miała wtedy piętnaście lat. Zawsze starała wyróżnić się od innych. Jej ubiór był specyficzny, o charakterze nie wspomnę.
Według niej świat to jedno wielkie, pieprzone gówno. Spierdolona przyszłość, przeszłość, teraźniejszość. I jak tu normalnie żyć? Kontynuując... Dziewczyna poznała kiedyś pewnego chłopaka. Ów młodzieniec nauczył ją łucznictwa. Pokazywał słabe punkty na swoim własnym ciele. Parka zabiła tak bibliotekarkę ze szkoły. Shayen nauczyła się rozpoznawać odpowiednie punkty poznając nowe osoby, wczytuje się w nie jak w księgę, aby w razie niebezpieczeństwa zabić. Jednak nadszedł pewien dzień, wybiła wtedy godzina dwunasta - pora ćwiczeń dziewczyny.
"Unieruchomiona stałam wpatrując się w dwóch chłopaków. Całowali się. Obrzydzają mnie homoseksualiści. Był tam mój nauczyciel łucznictwa. Brunet z piwnymi oczami, jego uroda nie była zła....Miałam dość. Słaby punkt tego debila, szyja. Wyciągnęłam strzałę nasączoną dziwnym, zielonkawym płynem. Naciągnęłam cięciwę, celując właśnie w to miejsce. Usłyszałam błagalny głos:
Nie, Shayen...Nie rób, tego.
Ręka trzęsła mi się. Miałam zabić... Zabić, kogoś, kto właśnie zniszczył moje życie. Głośny świst, fala smolistej krwi. Gęstej, trującej. Czemu to zrobiłam? Miałam dość... Po chwili partner "nauczyciela" upadł na ziemię. Strzała przecięła go na wylot. Wokoło jego brzucha powiększała się szkarłatna kałuża. Zamknęłam oczy... Zaczęłam biec. Czułam na policzku gorącą łzę, zostawiającą za sobą prawie niewidoczny ślad"
Zginął wtedy jej nauczyciel, jak i jego partner. Później klęskę życiową poniosło wiele matek. Strata męży była dla nich nieprzewidziana. Dzieci umierały. Zabójca nie spał, Shayen zaczęła wytwarzać własne, śmiercionośne strzały. Pracowała w jaskini, co jakiś czas wracała na Deltę. Uwielbiała polować - oczywiście, nadal sprawia jej to ogromną przyjemność. Dziewczę ma depresję, chociaż nie okazuje jej za bardzo albo stara się tego nie okazywać. W głębi serca jest na swój indywidualny sposób urocza, czasem kochliwa, romantyczna. Niestety, jej postawa przypomina bezwzględnego mordercę.
Aparycja: Jako dziewczę ma długie, krucze włosy. Dość duże oczy, zazwyczaj mocno umalowane. Jak na kobietę przystało, pod bluzką nie jest deską. W postaci wilka, ma czarne, krótkie futro. Na grzbiecie widnieją smoliste pióra, innym słowem skrzydła. Ogon jest długi, puszysty. Uszy Shayen są spiczaste. Zawsze, katuje się za błyszczące runy, znajdujące się pod oczyma.
Żywioł: Powietrze - Prąd - Ogień.
Moce:

  • ~~ Wczytuje się w twoje oczy, rozpoznając każdy, cielesny słaby punkt.
  • ~~ Jej strzały polecą zawsze tam, gdzie Shayen rozkaże. Powoduje to też żywioł powietrza.
  • Telekineza~~ Zdolność przenoszenia dowolnych przedmiotów, w wypadku Shayen - emocjami.
  • Elektrokineza~~ To niezwykle potężna moc, pozwalająca na tworzenie i projekcję błyskawic.
  • Termokineza~~ Zmiana temperatury, Shayla najczęściej wykorzystuje to do tworzenia kul ognia lub mrozu.

Moce specjalne:

  • ~~ Podczas jakiekolwiek walki oko w oko, używa sprytu. Pewnej mocy, powoduje ona przenikanie Shayen, tworzy za sobą niebieską poświatę o jej kszatłcie. Może zadawać niespodziewane ciosy.

Historia: Shayla urodziła się w bogatym domu. Dwójka normalnych rodziców, zwykłe rodzeństwo. Zwykłe...Ha! Chciałoby się. Co dzień Shayen uciekała z domu na Deltę. Dlaczego? Sprawiało jej to ogromną przyjemność. Przyszedł jednak dzień zguby. Bliźniaczka i brat Shayli zażyli heroinę. Dość typowe, zakończenie wiadome. Pozabijali rodziców. Shayla przebywała wtedy na Delcie, gdy powróciła... Dwójka usiłowała zadźgać ją nożem. Szczęście pozwoliło jej przetrwać - miała przy sobie łuk, i klika strzał. Zamordowała rodzeństwo. Później wszystko miało potoczyć się prostą dróżką, jednak nie. Poznała "nauczyciela". (Historia w charakterze >.<) (...) Pewna, pochmurna, burzowa noc. Shayla polowała na delcie. Natrafiła na Darkness'a, i cudem dostała się do watahy.
Umiejętności:
Siła - 780
Szybkość -410 
Zwinność - 330
Moc - 300
Zręczność - 250
Równowaga - 140
Ukrycie - 190
Technika - 600
Przedmioty: Strzały o specjalnych właściwościach. Sztylet i katana.
Pamiątki: Łuk podarowany przez "nauczyciela"
Głos: [Klik!]
Towarzysz: Miała kiedyś pewnego, zabity przez rodzeństwo, albo...Kto wie?
Inne: -
Kontakt: Mufik.

Od Amira do Dakoty

Zacząłem iść. Mam nadzieję, że kierowałem się do lasu.
- Idziesz? - rzuciłem prZez ramię
- Jasne - odparła dziewczyna
Jej twarz miała kolor lekkiego różu. Czyżby to była moja zasługa? Zobaczymy.
- Czy mógłbym jeszcze trochę wody? - zapytałem patrząc jej w oczy. - Przepraszam ale z reguły nie piję i...
- Spokojnie rozumiem. - podała mi butelkę. -  Czasem trzeba wypić coś mocniejszego.
Uśmiechnąłem się i napiłem. Ona odwróciła wzrok.
- Wiesz. Karolina to nie jest imię wilcze. Bardziej ludzkie.
- Dakota. - odparła czerwoną jak burak
Ach A więc to ja tak na nią działam.
- Pięknie. Ja jako człowiek stwierdziłem że będę używał swojego zwykłego imienia
- Amiros?
Skrzywiłem się.
- Amir. Proszę tylko nie Amiros.
Wydawała się skruszona. Nie odezwała się już.
W końcu dotarliśmy do lasu.
- Co to za ptak? - zapytałem
- A to jest Furia.

(Dakota?)

Od. Hellmestin'a c.d Shiriov

Uśmiechnąłem się lekko. Klejnot działał, czyli już dobitnie wiem co muszę robić w razie kolejnych takich przypadków. Jednak, czemu muszę o to dbać? Nie za bardzo panuję nad sobą, to dość sympatyczne uczucie. Była osłabiona, doprawdy... Wyszło mi to na dobre. Od dawna żadna z moich ofiar nie dawała się ugryźć bez większych przedstawień. Ona po prostu była słaba, a jej krew znakomita. Proste, nieprawdaż? Szczerze, jej figura też nie była specjalnie zła. Ciekawił mnie rozmiar jej biustonosza. Serio, to naprawdę jest interesujące... Nie podejrzewałem, że moje jedzenie będzie w jakimś stopniu podobne do Cin. Ignorując to, iż Cin była silna. Bezinteresownie przejechałem ręką po jej głowie - miała miękkie, dość puszyste włosy. Odsunąłem się od dziewczyny siadając na krańcu materaca. Podniosła się patrząc na mnie zdezorientowanie.
-Właściwie...To jak masz na imię? -spytałem.
-Shiri, Shiriov. -nie spuszczała ze mnie wzroku. -A ty?
-Hellmestin. -uniosłem brwi słysząc syrenę karetki.
Skinęła głową. Wstałem i powolnym, lecz zdecydowanym krokiem ruszyłem do najbliższego okna. Ludzie...Biegli z kimś na noszach. Moment, ten ktoś miało strzykawkę w ręce. Przykład nieodpowiedzialnego narkomana, śmieszny przykład. Kątem oka zerknąłem na Shiriov. Miała zamknięte oczy. Może myślała, tylko nad czym? Ogólnie, zastanawiała mnie jej postawa, była dość...Inna. Z jednej strony pociągająca, ale czy to nie było chwilowe? Raczej tak, nie spodziewałbym się po sobie innej, bardzo innej reakcji. Mógłbym pozwolić jej wyjść, ale, dlaczego tego nie robię? Nie pozwalam jej, chociaż z jednej strony drzwi są otwarte. Gdyby tylko chciała... Byłaby w stanie uciec stąd i powrócić do własnego domu. Skrzek materacu, Shiriov wstała.

[ Shiriov. Tu nie ma nic specjalnie zboczonego, ale... ( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°) ]

Od. Shinijro c.d Prim

- Jeszcze dowód- westchnąłem.- Chyba nie można zapominać o czymś tak istotnym, prawda?- pomachałem dokumentem.
Dziewczyna niechętnie chwyciła go i schowała do kieszeni. Było widać, że ma zamiar jak najszybciej wrócić do domu. Stanąłem przed nią tamując jej drogę wyjścia,
- Nie mogę Cię puścić, przed chwilą zemdlałaś- złapałem się za kark, bałem się, że przez wypuszczenie jej będę mieć problemy.
- Ale ja czuję się dobrze- spojrzała na mnie ze zdziwieniem.- Możesz spokojnie dać mi wyjść.
Zamknąłem drzwi na klucz, później spokojnie usiadłem na fotelu. Wskazałem na miejsce na kanapie. Dziewczyna niepewnie usiadła, nie miała do mnie zaufania. 
- Chcesz może coś do picia?- uśmiechnąłem się słodko, chciałem mieć pewność, że nie zemdleje. 
- Podziękuję- nerwowo rozejrzała się po pomieszczeniu.

(Prim?)

Od. Darknessa c.d Mefisofel


Było źle. Było nawet bardzo źle. Żeby nie powiedzieć fatalnie lub do dupy. Darkness zgryzł nerwowo wargę. Wściekły Viper, który właśnie przed chwilą oglądał pocałunek jednego geja i jednego nekrofila, który w dodatku był jego ojcem. Żyć nie umierać! Albo, jak w przypadku Darknessa: Umierać nie żyć!
- Wytłumacz mi proszę łaskawie. - mruknął nerwowa Viper. - Dlaczego całowałeś sie z jakimś obcym facetem?! Przez ciebie już całkowicie straciłem wiarę w ludzkość!
- Giń niewierny! Giń ateisto-homofobiaku! - zaśmiał się nerwowo czarnowłosy i spoglądnął w oddalającego się Mefistofela.
Jakby spodziewał się, że czarnowłosy za chwilę zawróci i  uratuje go przed wściekłym Viper'e. Tak się jednak nie stało. Zapewne, był tchórzem. Darkness nienawidził tchórzy i mścił się za najmniejszy drobiazg. A jego zemsta była bardzo krwawa...
- Nie mam zamiaru gościć cię w swoim domu! Idź! I trzymaj się z daleka i ode mnie i od Anubisa! A w szczególności od Tytanii! Ja wiem, co ci chodzi po głowie i wiem, co byś z nią zrobił.
Darkness dobrze wiedział, o jaką czynność chodziło Viperowi. Tytania była atrakcyjna, a w tym starciu nie miała by szans. Poza tym, wykorzystując ją, zniewoliłby całą watahę, gdyż dobrze wiedział, że Tytania pośród członków była szanowana, a może nawet i lubiana. Uśmiechnął się, a Viper próbował dać mu w twarz. Jednak, spóźnił się, a Darkness zdążył oddać cios i uderzył Vipera w nogę. Chłopak zachwiał się i padł na ziemię. Trzymał sie kurczowo za miejsce, w którym trafił go jego ojciec. Gdy Darkness tylko go uderzył, kość chrupnęła nieprzyjemnie. Prawdopodobnie mężczyzna ją złamał, a może nawet zmiażdżył. Wilkobójca uśmiechnął się i podszedł do skulonego chłopaka:
- Dobry jesteś w te klocki, ale ja jestem lepszy! Wspomnisz moje słowa. Ze mną nie masz szans.
Chłopak warknął tylko coś cicho, a Darkoss zabrał mu klucze do domu, po czym zostawił samego na ulicy. Wściekłość w nim narastała. Zamierzał się na kimś wyżyć...
(Mefisto? Wiem, trochę dziwne jest to opowiadanie, ale wena mnie natchnęła i musiałam ją przelać na  to opowiadanie!)

Wielkanoc (z dedykacją dla ateistów)

Spokojnie, nie zapomniałam o was! Chcę złożyć serdeczne życzenia każdemu członkowi watahy! Za co? Może za to, że jest? Bez was prowadzenie tej watahy nie miałoby sensu! Dziękuję za tak mocną aktywność oraz zaangażowanie w życie watahy! Dziękuję również adminom za cierpliwość do innych członków, za pomoc w zarządzaniu watahą i za ciekawe pomysły ♥ 
Dziękuję wam wszystkim za mile spędzony czas!
Wiem,  drogi ateisto, że nie wierzysz w Boga, ale ja i tak składam ci życzenia z okazji świąt Wielkanocnych!. 
WESOŁEGO ALLELUJA! 
♥ ♥ ♥ 
♥♥ ♥ 
Życzy jak zawsze nieogarnięty admin Tyks! 

Furia

Imię: Furia
Rasa: yy chyba Baletnik jakiś tam
Żywioł: Mgła
Opis: Uwielbia się śmiać i można z nią rozmawiać na każdy temat, oprócz jej przeszłości. Nigdy nikogo nie obgaduje i nie kłamie, Jest dusza towarzystwa, mimo że przez długi czas była sama. Nigdy się jeszcze nie zakochała (farciara)
Moce:  Powstawanie czarnej gęstej mgły i powtarzanie usłyszanych głosów (jak kosogłos, if you know what i mean ;)
Historia:  Uratowała mnie, kiedy na moją watahę napadły wrogie wilki. Nie lubi opowiadać o przeszłości. Jedyne co o niej wiem to to, że nie poznała rodziny tak jak ja. Podróżowałyśmy razem przez rok i teraz jesteśmy nierozłączne.
Właściciel: Dakota

„Lepsza jest samotność niż fałszywi przyjaciele”

Mushi shoujo no mori

Godność: Miyashi Kamitsuruyoshi
Płeć: Wadera
Orientacja: Najbardziej prawidłowym stwierdzeniem jest takie, że jest biseksualna. Dla niej płeć wilka, w którym się zakocha, nie ma większego znaczenia – dla niej ważniejsze jest samo uczucie miłości.
Wiek: 15 lat, jednak od ukończenia dwunastego roku życia nie starzeje się z wyglądu – nawet nie rośnie. 
Rasa: wilkołak
Sympatia: Chętnie by kogoś znalazła… Kto jej nie skrzywdzi i pokocha taką, jaką jest.
Charakter: Zwykle nie pokazuje się innym wilkom ani innym zwierzętom, dlatego prawie nigdy sama nie podejdzie do nikogo. Prawie zawsze ukrywa się w miejscach, gdzie nikt nie chodzi, aby nikt jej nie znalazł. Na pierwszy rzut oka jest skryta. Można powiedzieć, że nie okazuje żadnych uczuć, ale gdy się ją bliżej pozna, okaże się, że tak naprawdę jest miłą, momentami słodką, wręcz chorobliwie wrażliwą i przyjaźnie nastawioną waderą, którą łatwo doprowadzić do rozpaczy.
Wszystkie uczucia ukrywa jak może, co często jej nie wychodzi. Bardzo często płacze przez przeżycia z dzieciństwa, ale nie tylko – wystarczy powiedzieć coś złego na jej temat lub przypomnieć jej o przeszłości, aby z płaczem uciekła i zaszyła się w miejscu, gdzie nikt jej nie zobaczy. Wtedy niewiele trzeba do tego, by spróbowała sobie coś złego zrobić. Spowodowane jest to tym, że przez wydarzenia z jej dzieciństwa jej psychika uległa znacznym i najpewniej nieodwracalnym zniszczeniom. Kiedy płacze, przez długi czas nie może przestać – nie da się jej wtedy ani pocieszyć, ani zmusić do tego, by przestała. Kiedy widzi kogoś w potrzebie, czuje ogromną chęć i konieczność pomocy temu komuś. Jeśli nie pomoże lub z jakiegokolwiek powodu nie będzie mogła pomóc, będą dręczyć ją wyrzuty sumienia przez długi czas – od kilku miesięcy do nawet jej zgonu. Wszystkie negatywne wydarzenia z jej dzieciństwa bardzo mocno przeżywa, szczególnie podczas snu. Jednak przed innymi jest zwykle uśmiechnięta i sprawia pozory szczęśliwej. W sumie zdarza się jej, że jest szczęśliwa, ale trudno rozróżnić jej prawdziwe szczęście od udawanego.
Każdego innego wilka traktuje z szacunkiem, czy to najlepszy przyjaciel, czy ktoś jej nieznany. Uważa, że jest kimś gorszym, kto nie zasługuje na normalne i spokojne życie, jeśli w ogóle ma prawo do życia. Ponieważ strasznie boi się innych, daje się wykorzystywać, a nawet poniżać – cokolwiek, by nikt się na nią nie gniewał. Na kolanach przeprasza za wszystko – nawet za najmniej ważne rzeczy, na które nikt nie zwraca uwagi. Dla innego, znanego jej i lubianego przez nią wilka potrafi poświęcić całe swoje życie, byleby tylko był szczęśliwy – nawet nie pomyśli o tym, że też chce być szczęśliwa. 
Nienawidzi walczyć, ale nie dlatego, że nie potrafi. Nienawidzi krzywdzić innych w żaden sposób, dlatego preferuje spokojną rozmowę zamiast walki. Jeśli komuś nie odpowiadałoby takie rozwiązanie, gotowa jest się poddać lub uciec, jeśli to możliwe. 
Przez to, że nie radzi sobie z przeszłością, która dręczy ją niemal na każdym kroku, popełnia próby samobójcze, które do tej pory nie skutkowały. Często także sama siebie okalecza, gdy ma momenty, że boi się zabić – najczęściej po nieudanych próbach samobójczych. Próbowała wcześniej komuś powiedzieć, co jej leży na sercu, brać leki antydepresyjne i wiele innych rzeczy, ale nic nie pomagało. Dlatego nie chce zabierać innym czasu swoimi problemami. Nawet przestała prosić kogokolwiek o pomoc – uważa, że nikt i tak jej nie pomoże.
Aparycja: Jako wilk:
Nie jest zbyt wysoka, od większości wilków byłaby chociaż o kilka milimetrów niższa. Każdy z jej 7 ogonów ma około 0.8 m długości. Skrzydła domyślnie ma o rozpiętości 8 m. Całe futro wadery jest śnieżnobiałe, przez co prawie w ogóle nie widać jej w śniegu. Pod swoim gęstym futrem ma liczne blizny po tym, co przeszła, chociaż świeże rany też się pojawiają. Jej oczy są koloru złotego i mogą świecić w nocy.
Jako człowiek:
Tak naprawdę nie jest człowiekiem pod tą postacią, przynajmniej w pełni. Jej wzrost wynosi niecałe 1.47 m, z wilczymi uszami około 1.54 m. Jest szczupła, nie widać po niej stanowczo za małej wagi. Jej włosy są brunatne, długie do jej ramion i lekko pofalowane. W zbliżonym kolorze ma ogon i uszy. Długość jej ogona w tej postaci wynosi 1 m. Oczy pod tą postacią stają się karmelowe. Jej cera jest chorobliwie jasna i także pokryta bliznami i ranami, w większości jednak ukrytymi. Nie brakuje też śladów po sznurach.
Zainteresowania/Talenty: Interesuje się lotnictwem, medycyną, a także trochę ogrodnictwem, jednak czasami jej problemy psychiczne nie pozwalają jej na wykonywanie ulubionych czynności. Z talentów… Poza dobrym lataniem umie pięknie rysować, a nawet i śpiewać, co jednak rzadko kiedy robi. Umie także rozmawiać z niektórymi zwierzętami, w szczególności z lisami, z którymi w dzieciństwie często rozmawiała.
Stanowisko: Rada Założycieli
Żywioł: Powietrze, parapsychologia, fale dźwiękowe
Moce: 
  • Telekineza
  • Biokineza – może modyfikować i odczytywać kod DNA różnych organizmów żywych, a także wspomagać leczenie ich chorób lub gojenie się ran. Na nią samą nie działa to prawie wcale.
  • Ultradźwiękami może przyspieszyć gojenie się ran nawet czterokrotnie.
  • Pamięć hiperdźwiękowa – używając tej mocy na kryształach może zapisywać różne rzeczy, jak tekst, obrazy, dźwięki i inne rzeczy, nawet wrażenia węchowe, dotykowe i smakowe. Wszystko za pomocą hiperdźwięków (częstotliwość powyżej 1 GHz), jednak wymaga to użycia kryształów (ciał krystalicznych) jako „nośników pamięci”. Może to być też używane do przesyłania informacji na duże odległości z dużą prędkością. Wadą jest to, że najmniejsze uszkodzenia danego ciała krystalicznego powodują uszkodzenie lub nawet skasowanie całej informacji. Częścią jej mocy jest to, że w okolicy jej mózgu (po wewnętrznej stronie kości czaszki) ma właśnie fragment krystalicznej substancji która służy za jej dodatkową pamięć – działa ona niezależnie od jej woli, pomaga w zapamiętywaniu innych rzeczy i jest trwalsza od zwykłej pamięci mózgowej. Wadą jest to, że można ją przypadkowo wywołać w dowolnym momencie.
  • Może odtworzyć dowolny fragment muzyki jaki istnieje na świecie.
  • Może zmienić skład powietrza w danym miejscu, ma to kształt kuli o maksymalnym promieniu 2 m. Może to utrzymać tylko przez krótki czas, do 5 minut maksymalnie.
Moc Specjalna: 
  • Latanie – pod każdym z jej skrzydeł ma miejsce, z którego wydostaje się silnie sprężone powietrze, dzięki czemu Miyashi nie musi machać skrzydłami. Jest ono niewidzialne i nie zmienia budowy skrzydła, które wygląda tak, jak u większości wilków. Do tego dochodzi sterowanie podobne do tego znanego z samolotów – jej skrzydła wyginają się odpowiednio tak, jak powierzchnie sterowe tych maszyn powietrznych (m.in. klapy, lotki, hamulce aerodynamiczne, spoilery, a nawet skrzela (przednia część skrzydła wysuwana do przodu celem zwiększenia siły nośnej). Za ster wysokości oraz statecznik pionowy służy jej 7 ogonów). Może także wychylić skrzydła lekko do tyłu, celem umożliwienia lotów naddźwiękowych. Pozwala jej to na osiągnięcie wysokości 14.5 km oraz prędkości 1000 węzłów (ok. 1852 km/h) rzeczywistej prędkości powietrznej na maksymalnej wysokości przelotowej – na wysokości poniżej 5.5 km maksymalnie osiągnie 480 węzłów (889 km/h). Minimalna prędkość jej lotu wynosi 30 węzłów (ok. 55 km/h). Oczywiście może poruszać skrzydłami, co może w pewnych momentach pomóc w locie, ale równie dobrze może uczynić ten lot niestabilnym, co może zakończyć się nawet dla niej tragedią. Do tego może zmieniać jeszcze rozpiętość skrzydeł – od 8 m do nawet 20 m, odejmując 20 cm od skrzydła, które może wygiąć do góry pod kątem 75 stopni, co pomaga w stabilizacji lotu (zmniejsza turbulencje) i zmniejsza częściowo opór powietrza. W ten sposób działa to pod postacią wilczą, chociaż pod ludzką w podobny. Jako że nie ma skrzydeł jako człowiek, są one słabo widoczne, stworzone z pary wodnej i powietrza. Wtedy odpowiedniki steru kierunku i steru wysokości tworzą się na jej plecach (w pierwszym przypadku) i na nogach, w okolicy kostek (w drugim). Pod ludzką postacią rozpiętość jej sztucznych skrzydeł wynosi od 10 do 25 m.
Pamiątki: Jedyne co jej zostało to wspomnienia, zaburzenia depresyjne, inne zaburzenia lękowe i nerwicowe, a także liczne rany i blizny. Do tego dochodzą inne dolegliwości fizyczne tym spowodowane.
Przedmioty: Nic jej nie zostało…
Towarzysz: Jeszcze nie ma, ale może kiedyś… A może i nawet całkiem niedługo…
Historia: Jej historia zaczyna się w niewielkiej watasze odległej stąd o około 25 km. Tam się urodziła jako ostatnia z miotu. Nie było komplikacji, ale jej rodzice nie chcieli jej z niewiadomego dla niej powodu. Chodziło o to, że jako jedyna potrafiła zamieniać się w człowieka, a w sumie istotę do człowieka podobną. Potwierdzone to było dopiero po pierwszych trzech latach jej życia. Z całej rodziny była najgorzej traktowana – musiała spełniać wszystkie zachcianki innych, nawet rodzeństwa, które nauczone było traktować ją gorzej od innych. Często była ciężko raniona za choćby sekundowe opóźnienia, a czasem i bez powodu. Jedynie pewien basior z całej czwórki ją szanował i pomagał jej wszystko przetrwać. Chociaż całymi nocami płakała, on ją pocieszał i podtrzymywał na duchu. W końcu sam był też gorzej traktowany, jednak nie aż tak źle, jak ona. W końcu, gdy już nie była w stanie wytrzymać, jej brat pomógł jej stamtąd uciec, ponieważ gdy wcześniej próbowała, była dotkliwie karana. Przy próbie jej ucieczki, tamten basior został za to zabity, a Miyashi została ciężko zraniona. Podczas ucieczki jakimś cudem znalazła się w ludzkim świecie, gdzie nie mogła się odnaleźć. Nikt jej nie pomagał, ale po kilku dniach zaczęła sobie radzić coraz lepiej. Skończyła 11 ludzkich lat, jak została porwana przez ludzi, którzy ją między sobą sprzedawali i traktowali jeszcze gorzej, niż jej rodzina. Dopiero po 4 latach udało jej się uciec z tej niewoli – była wycieńczona i dotkliwie zraniona. Ostatnimi siłami poszła w nieznanym jej kierunku, upadła na ziemię po kilkunastu godzinach męczącej wędrówki. Już miała skonać, ale na szczęście odnalazł ją jeden z członków Watahy Karmazynowej Nocy (tych, którzy spiskują przeciwko opętanemu Alfie) i ją uratował. Jednak pomimo tego wszystkie złe wspomnienia oraz obrazy z poprzednich lat zostały. Wszystko przypomina jej się podczas snu, a nawet w dzień, w losowych momentach. 
Bank: 800$
Inne:
  • Cała jej rodzina została przez nią zapomniana.
  • Nie ma nic przeciwko szczeniętom, ale obawia się, że nie będzie dobrą matką. Nie chce, by jej dzieci miały tragiczne dzieciństwo.
  • Jej głos [Klik!]
  • Jej psychika jest trwale uszkodzona, a przy braniu leków jej stan może się pogorszyć. Przez to już ma także problemy z żołądkiem, sercem i wątrobą.
  • Niewyobrażalnie łatwo zapada na różne choroby zakaźne i wewnętrzne. Można stwierdzić, że jeśli jest jakakolwiek szansa, że Miyashi zachoruje, jest ona zawsze niemalże stuprocentowa.
  • Bardzo lubi przebywać pod ludzką postacią (o wiele bardziej niż pod wilczą), ale nie lubi, gdy nazywa się ją człowiekiem. Ją to obraża, ale nie jest to jej fanaberia. W przeszłości miała do czynienia z ludźmi i ma o nich takie zdanie, a nie inne. Z powodu tych samych zdarzeń niemalże panicznie boi się innych ludzi.
  • Jej grupa krwi to AB Rh-
  • Posiada 62 pary chromosomów zamiast 39 (dla wilka) lub 23 (dla człowieka). Nie jest znana przyczyna tego zjawiska, ale prawdopodobnie dzięki temu ma ludzką postać. 
STATYSTYKI
Siła: 3 | Szybkość:747 | Zwinność: 400 | Moc: 1032 |
Równowaga: 340 | Technika: 310 | Ukrycie: 140 |

TYTUŁY
Brak