Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tytan Rivers. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tytan Rivers. Pokaż wszystkie posty

15 marca 2021

Od Tytana C.d Kościopsa

    Widać było, że już wcześniej rozgryzł brata króla. Możan śmierdział jakimiś podejrzeniami, jednakże podobnie jak Kościopies, zainteresował się sprawą podpalacza i również wszczął swoje śledztwo. Albo pragnął zakopać wszelkie podejrzenia wobec własnej osoby. W każdym razie basior stworzony z kości dostał wyzwanie od króla, aby mieć na oku księcia. Mogła być to również zwyczajna troska, jednak nigdy nic nie wiadomo. W obecnej sytuacji ostrożność miała być priorytetem wśród strażników i młodych detektywów.
   Oskarżony wcześniej basior został już wypuszczony z celi, dziękując miłosiernemu władcy za ułaskawienie. Obcałował starannie łapy i oddalił się w towarzystwie strażników, przewracających niecierpliwie oczyma. A sprawa jak stanęła w miejscu, tak stała przez kilka dni.  Dwójka więźniów, wciąż brutalnie przesłuchiwana, nie miała pojęcia o dalszym przebiegu. Pewien mądry król powiedział, że największą torturą może być właśnie brak pewności, co będzie jutro. Niejeden stosował tę taktykę, skazując więźniów na śmierć, ale nie podając im przy tym daty. Jedni oczekiwali na wyrok dwa lata, inni ledwo po dwóch tygodniach trafiali na ścięcie. Wszystko zależało tak właściwie od humoru króla.
    I jego życie również od tego zależało. To przerażające, że wystarczył kaprys drugiej strony, aby zniszczyć całe twoje życie. To przerażające, że wystarczyłby jeden błąd, a już zapewne nie miałby życia w watasze.
   Możan był o tyle bardziej uprzywilejowany, że i tak i tak posiadał władzę naprawdę wysoką i nie dało się go od tak wygnać przez Tytana, mimo jawnej niechęci do brata.
    Tymczasem król nie kłopotał się dalszym losem Kościa, mając nadzieję, iż ten świetnie poradzi sobie w trakcie śledztwa. Póki co zajmował się czyszczeniem pazurków i wyczesywaniem z sierści drobnego pyłku. Siedział sam, zamknięty we własnym pokoju rozkoszy, trzymając tym razem z dala służki. Pierwszy raz od tak dawna pragnął chwilowej ciszy. Aby to zrobić, polecił przynieść sobie aloes do kąpieli i przygotować saunę. Zajmie im to minimum dziesięć minut. Niby nic, ale to wystarczało, aby pozwolić na chwilę ochłody.
   Serce bowiem przepełnione było nadmiarem stresu i ciążyło w piersi jak głaz. Jednak za dużo myślał, zdecydowanie, na temat ostatnich wydarzeń. Wydawało mu się, że za rogiem czekać będzie kolejny skrytobójca... Bo nie wierzył, ażeby to podpalenie nie miało mieć skutków śmiertelnych dla jego osoby. Natychmiastowo wręcz przestał chcieć być sam, a donośny głos rozszedł się echem po sali. Imię gwardzistki szybko dotarło do uszu służki, która to ruszyła w pogoń do swojego pana, obawiając się najgorszego. Otworzyła drzwi, drżąc przy tym w obawie przed zastaniem swojego pana martwego, a to byłby cios nie tylko dla całego królestwa, ale również dla niej samej. Przecież... ile razy to było podkreślane, że to w łapach wadery spoczywa dalszy los rodziny Hajre? Gdyby okryła się hańbą, nie pilnując króla i zostawiając go na pastwę śmierci, zapewne szybko ród ten pozostałby okpiony.
   Wbiegła do pokoju, szykując sztylet w pogotowiu. Król, widząc ją uzbrojoną, zląkł się. Wadera ze zdziwieniem rozejrzała się po pomieszczeniu, ale nie dostrzegając nikogo, diametralnie zmieniła nastawienie.
   - Panie...
   - Nie chcę być sam. - odrzekł tylko. - Podasz mi ręcznik?

Kość?

09 lutego 2021

Od Tytana C.D Kościopsa

    Możan wpatrywał się beznamiętnie w trójkę osób płaszczących się przez królem, po czym spojrzał na brata. Tytan nie uśmiechnął się w jego stronę, nie zmrużył oczu, nie zmienił w jakikolwiek sposób wyrazu pyska. Jednie śmiało poruszył głową, jakby pragnął, aby to drugi z braci zaczął bawić się w pana od przesłuchań. Westchnął więc i zwrócił się w stronę pobliskiego strażnika, który to zbliżył się niebezpiecznie w stronę oskarżonych. Nie zrobił jednak krzywdy żadnemu z nich, a włócznią wskazał na brunatnego basiora, przedstawiając go wszystkim świadkom swoim donośnym głosem:
   - Panie i panowie. Śniadwy, tak wołają pierwszego oskarżonego. Jego żona doniosła o zaginięciu swojego męża w dniu wypadku. Ponoć basior w swoim domu szykował ładunki wybuchowe, rzekomo dla armii, a w rzeczywistości nikt nie słyszał o takowym zamówieniu. Mówi się, że to właśnie on pragnął spowodować ogrom zniszczeń. Odnaleziony został po próbie zdetonowania ostatniego z ładunków w pobliżu zamku, a dokładnie obok piwnicy mieszczucha Ringo, właściciela kamienicy obok zamku Rivangoth. To właśnie on zgłosił sprawcę, podejrzewając go również o zamach...
    - JEST NIEWINNY!
    Młoda, zapłakana wadera wybiegła na przód, uciekając strażnikom, którzy nerwowo wymachiwali mieczami, próbując złapać samicę. Ta jednak zapłakana padła przed panem, próbując zbliżyć się do bliskiej jej osoby. Jeden ze strażników jednak zagroził jej włócznią, a ta, przerażona, wycofała się nieco. Tytan warknął gniewnie na tego, który śmiał zagrozić panience i spojrzał na nią przychylnym okiem, pozwalając mówić.
   - W dniu... on... jego żona go w to wrobiła! To jego żona produkowała te naboje! Ma kochanka! W WATASZE ZACHODU! W WOJSKU! - zawyła tonem tak piskliwym, że niemalże nie dało się jej słuchać. - POTWIERDZI TO MÓJ BRAT! WIDZIAŁ, ŻE PRACOWAŁA NAD TYM! CHCIAŁA PODŁOŻYĆ POD BUDYNKI TE ŁADUNKI I WROBIĆ W TO MĘŻA! Chciała... chciała...
   - Już, spokojnie. - rzekł władca, schodząc ostrożnie z tronu i spoglądając na drżącą obrończynię. - Moi doradcy zajmą się przesłuchaniem was w osobnym pomieszczeniu. Podaj im tylko nazwiska wszystkich świadków, którzy mogliby wiedzieć coś więcej na temat tej sprawy i...
   - Ale nawet żona... nawet ona nie chciała cię panie wysadzić! Nie było jej w ogrodzie! To nieporozumienie! Ta cała rozprawa... to nieporozumienie!
    - Więc w takim wypadku nieporozumienie zostanie rozwiązane, młoda damo. Dziękuję ci za pomoc. Strażnik zaprowadzi was do odpowiedniego pomieszczenia, a mój doradca od spraw sądowych, Harold, zajmie się wami. Jeżeli zostaną wyciągnięte jakieś wnioski, przyjrzymy się waszej sprawie. Muszę jednak w między czasie przynajmniej pozostałej dwójki wysłuchać, nim padnie ostateczny wyrok. No, ale jeszcze raz dziękuję.
    A mówiąc to, wskazał kolejnemu na waderę oraz jej (tak podejrzewał) ukochanego, a ci zostali zabrani do sąsiedniej sali. Władca mógł na chwilę odetchnąć, spoglądając na swojego brata z dumą, wiedząc, że podjął kolejną dobrą decyzję - oddał ową sprawę w łapska kogoś innego, aby dokładniej przyjrzał się owej sprawie. A sam postanowił zarządzić przerwę, aby móc nieco odetchnąć. Dwójka pozostałych trafiła więc do śmierdzącej, mokrej "poczekalni".
    - A więc widzisz, tak to u nas bywa. - zaczął król, ocierając ubrudzony pysk za pomocą serwetki. Wytrawne wino miało to do siebie, że potrafiło nieźle brudzić białą sierść, a mimo to Tytan nie potrafił się oprzeć. - Trzeba będzie znaleźć więcej świadków. Ty przebywałeś w ogrodzie więc na pewno musiałeś coś widzieć, przyjacielu. Jeżeli chcesz, możemy przejść na stronę i wtedy wszystko mi wyjaśnisz, od początku do końca. Dla dobra dworu.

17 stycznia 2021

Od Tytana C.D Kościopsa

   Rozkazał przygotować sypialnię szlachecką dla basiora żyjącego w zupełnie innej watasze, co nie spodobało się wielu gościom Tytana. Nie śmieli jednak wyrażać sprzeciwu przy królu, więc ten kompletnie tego nie zauważył. Kierował się nie tyle moralnym obowiązkiem, co logiką - basior pomógł ocalić przynajmniej część ogrodów, to ten ma obowiązek potraktować go po królewsku. Zapewne dzięki temu pozostanie przy łatce dobrego władcy i sojusznika, wzmacniając stosunki z Watahą Zachodu. Odczuwał same plusy, poza delikatnym marudzeniem szlachty. Zazdrośni byli o to, z jakim szacunkiem i dobrotliwością będzie traktowany Kość przez następne kilkanaście dni. Za oknem dało się wreszcie zobaczyć padający śnieżek, który przykrył zniszczenia spowodowane ogniem. Mimo to w sercu Tytana narastał smutek, kiedy patrzył na to, co stworzył setki lat temu. Ktoś chciał przeprowadzić zamach, sądząc, że basior jest w ogrodzie. Teraz tylko pytanie: kto?
   Strażnicy zostali już postawieni na nogi. Wokół zamku pojawiła się obława. Ściągnięto nawet łowców z garnizonu, byleby tylko schwytać podpalacza. Również i służba została przeszukana. Podejrzani byli zwłaszcza ci najmniejszą oznaką magii ognia. Tytan na wszelki wypadek, za radą strażników, odesłał ich na urlop bezterminowy, przy okazji szpiegując rodziny. Każdy, nawet najmniejszy donos miał skończyć się nagrodą. Możan nie był zadowolony sytuacją i faktem, że jego brat rozdmuchał jego sprawę. Nie spodziewał się, że tak bardzo przejmie się swoim spalonym ogrodem. Równie dobrze mógł być to zwykły wypadek, do którego ktoś ze służby bał się przyznać. Wielu było palaczy na zamku i ktoś mógł po prostu nielegalnie wyjść na papierosa...
    Więc nie było potrzeby odpierdalać cyrku. Podobnie zresztą jak wokół Koścca. Obie sprawy bez problemu można było załatwić po cichaczu. Pierwszego złapać bez zbędnego budzenia strażników, a drugiemu poderżnąć gardło i odesłać w worku na śmieci... Darius jakoś szczególnie mocno pałał niechęcią do sąsiedniej watahy w porównaniu do brata. W dodatku był pewien umiejętności swoich żołnierzy i technologii, jaką władali.
     W każdym razie młody król nie przejmował się tym, co w owej chwili myślał brat. Postanowił spędzić trochę czasu z psem, któremu zawdzięczał ocalenie ogrodów. Pierwszym co należało uczynić było oczywiście przyszykowanie odpowiedniego stroju w stylu szlacheckim. Drogi gośc nie wyglądał, jakby przybywał na królewskim dworze, co naprawdę irytowało Riversa. Zlecił najlepszym krawcom sprowadzić drogie tkaniny. Nie zamierzał mu wybierać czegoś z jego szafy. Wolał, aby Kość miał szyty na miarę płaszcz.
    - Nie posiadasz ludzkiej formy? - zdziwił się biały, widząc potwierdzający ruch głową u nowego przyjaciela. W takim razie będzie musiał zmusić krawców do utworzenia czegoś na wilcze kształty. Należało jednak pamiętać o wygodzie Koścca. Jeżeli ten będzie dusił się w nowych szatach lub czuł potworny gorąc, zaraz pewnie podrze drogi materiał. A u wilka było o tyle trudno, że miał sierść. A Kościopies to już w ogóle. Brzydki, ale skuteczny pancerz osłaniał jego cielsko. Należało pokombinować z nieco innymi materiałami. Chociaż zawsze można było zrobić po prostu jakieś dodatkowe ulepszenie wizualne do już obecnych pancerzy. Basior miał dobry pomysł.
   - To może lepiej zawołać kowala. - rzekł na głos, spoglądając na krawca, który starannie brał wymiary od koścca. Nie musiał dwa razy powtarzać, bo po chwili już go nie było. 

Kość?

08 stycznia 2021

Od Tytana C.D Kościopsa

   Uprzednio nie miał w ogóle możliwości jakkolwiek zaznać luksusu życia szlacheckiego. W Watasze Zachodu nie było tak ogromnego dobrobytu jak tutaj - panował tam surowy, zimny klimat i uporczywe oszczędzanie zasobów. Tam wiele dobrodziejstw było na wagę złota i chociażby pies bardzo chciał - nie miał możliwości spróbowania chociażby krewetek, które to podawane były tylko na stołach najwyższej gwardii. Tutaj zarówno one, jak i homary, ośmiornice, małże, serwowane były przez najlepszych szefów kuchni, sprowadzonych z różnych zakątków Delty tylko po to, aby móc udobruchać kaprys królewicza, bo ten nie miał ochoty zjeść dzisiaj ziemniaków.
   Kościopies poczuł się przytłoczony tym wszystkim, jednak Tytan zdawał się tego nie dostrzegać. Nie mógł powstrzymać szerokiego uśmiechu na swojej twarzy, podając pani hrabinie z rodu Sansun wino. Wskazał na datę produkcji. Pięćdziesiąt lat to cholerstwo dojrzewało w ciemnej jaskini, aby móc w końcu ujrzeć światło dzienne i zostać użyte podczas jednej z mniejszych, dworskich uczt. Król był w swoim żywiole i nie chciał, aby cokolwiek przeszkodziło mu w uczcie. Pomimo, iż dobrze porozumiewał się z tutejszymi szlachcicami, musiał skupić się na Kościu, który rozglądał się po pomieszczeniu, jakby poszukiwał drogi ucieczki. Pasował jak wół do karety.
   - Może zechcesz się czegoś napić, młody? Wino, rum, whisky, szampan..?
   Z uprzejmości postanowił nie zrezygnować. Podsunął mu pod nos od razu najlepszy trunek, kiedy nie doczekał się odpowiedzi. Najwidoczniej biedaczyna była zbyt onieśmielona i oczekiwała tylko, aż ten cały cyrk się skończy. Ale Tytan dopiero się rozkręcał.
   - Powinienem oprowadzić was po ogrodach, ale po ostatnim... wypadzie.... strażnicy raczej nie są gotowi na wpuszczenie tam kogokolwiek. Mój gość za to może wam opowiedzieć, jak cudownie jest odpoczywać na ławce w parku, kiedy słońce  oświetla nam twarze i pieści ciała.
  No i zapadła cisza. Wzrok wszystkich gości padł na tego jednego, wyglądającego jak bezbronne szczenię basiora. Tytan mógł na chwilę odetchnąć i przepłukać gardło, które zaczynało już powoli wysiadać. Nawijał od dobrych kilku godzin i zasługiwał chociaż na krótką przerwę, która nie trwała zbyt długo. Spowodowane to było najazdem strażników, zmęczonych, spoconych i przerażonych.
   Ogrody stanęły w płomieniach.

Kość? Krótko, bo brak weny, rii

27 grudnia 2020

Od Tytana C.D Kościopsa

   - Ochh... troszkę wyżej, jakbyś mogła. - Basior wygiął swój grzbiet mocniej, nadstawiając dodatkowo krzyż do drapania. Basior od jakiegoś czasu już żył we wstrzemięźliwości od tego zwyczaju i jego plecki dawały się we znaki. Poczuł się o wiele lżej sam ze sobą, kiedy czułe łapy jednej ze służek gładziły jego bolące miejsca. Przestała jednak robić to natychmiastowo, kiedy do sali wkroczyli dwaj strażnicy, niosąc ze sobą trzeciego, nietypowego z wyglądu psa. Trudno było go do wilka przyrównać, zważywszy na nietypowe umarszczenie, jakby zbudowane z chitynowego pancerza. Albo kości.
   - Imponująca zbroja, młody kawalerze. Ale moje gwardzistki posiadają już odpowiednią, więc dziękuję, ale dzisiaj prawdopodobnie niczego nie wezmę. - podkreślenie padło na słówko "prawdopodobnie", bowiem nie można było się spodziewać po Tytanie niczego. Być może zbroje w rzeczywistości były już na wykończeniu a on sam nie znał się na rzeczach związanych z wojskowością. Najlepiej by było, aby panowie sami określili, czy pancerz ten nadaje się do użycia. Czekał tylko na odpowiedni sygnał wojskowych w postaci: "ale panie...". Kiedy zdanie rozpoczynało się od tego typu słów Tytan mógł być już pewien, że tak, należy towar obejrzeć.
  - My panie nie w tej sprawie. Złapaliśmy go w ogrodach królewskich. - jęknął mężczyzna, rzucając na ziemię zdezorientowanego basiora, który sam nie miał pojęcia, jak należy podejść do całej tej sytuacji. Milczał, czując na sobie wściekły wzrok strażników. - I teraz mamy do króla pytanie: co zrobić z tym złodziejem?
  - Złodziejem? - Tytan wyglądał na niezwykle zdezorientowanego mianem, jakie otrzymał przybysz bez wstępnego wytłumaczenia się. - A co miałby niby ukraść w ogrodach? Nie ma tam nic ciekawego do zabrudzenia sobie łapek. Jedynie kilka rzadkich kwiatów, ale może się nie znam. Z tego co widze, nawet gdyby chciał ukraść moje orchidee, to nie ma przy sobie żadnych narzędzi. Ba, nie jest nawet pobrudzony ziemią. Wygląda raczej jak zabrudzone, małe szczenię. Ale co wy panowie sądzicie na ten temat?
   Pysk basiora przyozdobiony został uśmiechem skrywającym niepewność i zdezorientowanie.
  - Przybywał z zachodu. Na pewno coś kombinował na naszych ziemiach. Może okazać się szpiegiem. - warknął jeden ze strażników, chwytając gościa za pysk i przyciskając go z całej siły do ziemi. Wojownik nawet nie jęknął. To była iście smutna scena, która mimowolnie poruszyła serce basiora. Tym bardziej, że ten był z zachodu. Nawet, jeżeli jest to szpieg, to należy potraktować go z szacunkiem, zważywszy na niestabilny kontakt z watahą zachodu. Akurat w tej kwestii (przynajmniej tak sądził), wypowiadać się nie powinien. Należało dotrzymać wszelkich starań, aby ten nie naopowiadał bzdur na temat watahy sąsiadującej z nimi. A strażników należało pogonić.
   - Gość. - mruknął Tytan. - To nasz gość. Zapewne zgubił się w ogrodach. Nie każdy, kto się tutaj pojawia od razu ma zostać nazwany mianem złodzieja, Joachimie. Wygląda na nieco zdezorientowanego. Odprowadź go może do sypialni i zawołaj służkę. Niech go umyje, bo, nie chcąc urażać naszego kościa, cuchnie.
   Minęło kilka sekund, nim Tytan zdał sobie sprawę ze swojej haniebnej pomyłki. Mimo to uśmiechnął się i złotą dłonią poklepał psa po pysku.
   - Miałem na myśli gościa. Jak się nazywasz młodzieńcze?
   - Może być Kość. - powiedział, powoli wstając na nogi i oglądając się z wyrzutem na strażników. Panowie wyglądali na nieco zdezorientowanych decyzją króla, jednak nawet nie ośmielali się sprzeciwiać jego woli. Wzrok tego, który został nazwany Joachimem, powędrował na pysk "szpiega". Miał ochotę go w tym momencie rozszarpać na strzępy. Poczekał jednak kulturalnie, aby gość dokończył to, co miał do powiedzenia, aby móc wycofać się ze służby. - Bo jestem Kościopies, panie. 

Nieco krócej niż ty do mnie, ale no cóż, zabawa dopiero się rozkręci z biegiem czasu. Kościu?

19 grudnia 2020

Od Tytana

   Zapalił cygaro. Swąd zielska rozniósł się po całym pomieszczeniu, przyjemnie kojąc nerwy samego władcy, powoli tuptającego wokół stolika. Miał dzisiaj dzień prawdziwego relaksu z powodu braku zbędnego ciężaru (brata) w zamczysku. Jedynym minusem obecnej sytuacji był jednak brak odpowiedniego towarzystwa. Mógłby spróbować pobawić się w integracje.
    - Jasne licho. - mruknął pod nosem, nie zapominając o dobrym wychowaniu i powstrzymując się od klnięcia. Zapomniał o istotnym fakcie - kiedy nie ma brata, to właśnie on musi być w gotowości.
     - Panie, można by zrobić audiencje? - Gleviss, gwardzista pana watahy, ostrożnie wysunęła swój nos, obawiając się zastać coś, co mogłoby ją zgorszyć i odciągnąć od króla na kilka dobrych lat. Dobrze pamiętała słowa pewnego starego emeryta, który opowiedział jej o pewnej nieciekawej historii związanej z nakryciem władcy podczas... rozpoczęcia jakiejś szalonej orgii. Od tamtej pory Gleviss nieco inaczej patrzyła na swojego pana, nie tracąc przy tym jednak zapału do pracy.
     - Mieszczanie pragną się spotkać z królem jeszcze dzisiaj. Najlepiej jest mieć to z głowy i dodatkowo przysporzyć sobie nowych sojuszników wśród wieśniaków, bo ci zaczynają być nieco niezadowoleni z tego, co się dzieje. Odnoszą wrażenie, że król zaczyna ich... olewać.
    - Och, nie nie nie!
    Natychmiastowo świetlista dłoń wyrzuciła zza okno cygaro, zgaszone wcześniej o framugę. Jeżeli ktoś je znajdzie, będzie szczęściarzem, ponieważ jeszcze trochę zielska tam zostało. Wypali sobie i od razu świat stanie się piękniejszym miejscem do egzystowania.
   - Nie olewam ich, w żadnym wypadku. Po prostu tyle tego przychodzi, że aż nie wiadomo, w co ręce należy włożyć. Ale dziękuję za propozycję, rozważę to raczej pozytywnie, bo i tak nie mam co robić w tym pięknym dniu i wypadałoby się zainteresować sprawami, które olewałem z powodu nawału pracy. Możesz poprosić szambelana, aby stawił się dzisiaj na mównicy i ogłosił dzisiaj, że wasz władca zamierza spotkać się z głosem ludu. A, i zwołaj również mojego doradcę. A najlepiej ich dwóch. Albo, cholera, wszystkich na warsztacie.
  - Akurat Matt jest dzisiaj nieco niedyspozycyjny... Wziął go następca. Z kolei Zam obecnie leży w łóżku i stara się przezwyciężyć zapalenie płuc. Po ostatnim wypadzie do moczarów niestety ale coś go zaatakowało i teraz biedaczyna musi odpoczywać i w żadnym stopniu nie jest zdolny do pracy. Mogę zwołać tylko ostatniego, albo ewentualnie spróbować kogoś zrekrutować na szybko, ale szczerze wątpię, aby był to dobry pomysł zważywszy na obecną sytuację. Wiadomo, niedoświadczeni, nieodpowiednio przygotowani...
  - Tak tak, rozumiem, młoda damo. To daj mi ostatniego dostępnego. A, i może kogoś z wojska na ewentualne doradztwo. Zaczniemy zabawę natychmiastowo. Liczę na to, że uda mi się załatwić całość do dwudziestej drugiej, bo potem zamierzam zaprosić szlachtę na małe zebranie. Prosiłbym, abyś się moja droga nie ociągała i zrobiła to jak najszybciej. Czas to pieniądz, jak to mawia mój braciszek. Ja w tym czasie najlepiej pójdę się odpowiednio przygotować.
    A mówiąc to, narzucił na siebie czerwoną pelerynę i pochwycił w zęby jedną z większych ksiąg znajdujących się w jego pokoju. Otworzył na pierwszej stronie, spoglądając na spis najważniejszych państwowych osób. Zastanawiał się spokojnie, jak mógłby się odpowiednio przygotować do ewentualnej konfrontacji z nimi. A w głębi duszy wył skrycie o pomoc.

Blep, ktoś?

12 grudnia 2020

[KP] Tytan Calveite-Rivers

Król nigdy nie zgadza się z twoim zdaniem, to ty zgadzasz się ze zdaniem króla.

Tytan Calveite Rivers
Przedstawienie

GODNOŚĆ: Imię zostało nadane przez dumnego ojca, który to wiedział już, że syn będzie rządzić silną ręką. Przydomek otrzyma dopiero po swojej śmierci, zaś zdrobniałego pseudonimu... nie posiada. Często jednak posługuje się swoim pierwszym nazwiskiem, które, według niego, brzmi o wiele dumniej niż "RIVERS".
PŁEĆ:  Pomimo iście kobiecego makijażu oraz damskich rysów twarzy nie waha się powiedzieć o sobie, że jest mężczyzną. W swojej wilczej formie wygląda nieco mniej zniewieściale.
WIEK
: Starszy Rivers, lat 156, nieśmiertelny. Chodzą jednak słuchy, iż jest o wiele młodszy, a jego ojciec sfałszował datę urodzin syna ze względu na faworyzację. Od zawsze lepiej i tak miał pierworodny.
STANOWISKO: Oto, panie i panowie, król nad króly, pełniący funkcję zarządcy watahy karmazynowej nocy za pomocą swej świetlistej ręki i... pomocnej dłoni w postaci brata. Tak praktycznie do niczego innego by się nie nadawał, gdyż nie zgłębiał temat pozostałych zawodów. Od urodzenia wiedział, do czego został spłodzony.

Powiązania

SYMPATIA: Mimo zobowiązania do poślubienia szlacheckiej niewiasty póki co nie zamierza dłużej się z kimś wiązać. Interesują go wyłącznie przelotne romanse i to głównie ze służkami, które potem siedzą w milczeniu i grzecznie przytakują władcy w obawie o utratę posady, gdyby ktoś się dowiedział. Ojciec nie byłby z niego zadowolony. W razie konieczności (a mówiąc o konieczności mam na myśli rosnącego w siłę brata) pragnie ożenić cię z Alarą z rodu Hajre.
RODZINA: Jedyną żyjącą obecnie rodziną jest Możan Darius Rivers, młodszy brat o zupełnie innym temperamencie, który od zawsze traktowany był przez Tytana jak piąte koło od wozu. Bo prawda jest taka, że ten z początku go wykorzystał, a potem, kiedy Możan stał się zbędny, porzucił. Lubuje się w zgrywanie tego lepszego spośród rodzeństwa, ale w głębi duszy boi się własnego brata, bo wie, jak to jest koniec końców z tą klątwą. W przeciwnym wypadku nie musieliby zrobić ogromnego pogromu reszty rodzeństwa.
Do ojca odczuwał zaś ogromny respekt. Był jedną z nielicznych osób, która tak go wywyższała i podkreślała na każdym kroku, jak powinien zachowywać się prawdziwy król. Wiele wyniósł za jego życia i nawet po śmierci pozostał wierny ideałom, które w nim zaszczepił. Surowy wobec swoich poddanych, dbający przede wszystkim o wygodę własnej rodziny i rozwój samego Rivangoth, oraz wież obronnych. W porównaniu jednak do Mobiusa Riversa, Tytan tak bardzo nie przejmuje się sprawami wojskowości. 
Matka zaś nie została do synów dopuszczona po ukończeniu przez nich pięciu lat. Została zesłana do świątyni, aby "nie przeszkadzać w ich wychowaniu" oraz w ramach "pokuty za urodzenie dziecka ze skażonym żywiołem". Tytan w ogóle jej więc nie pamięta i jedynie przez pierwsze lata odczuwał smutek po jej odejściu. Co się stało z Clementine Calveite? Prawdopodobnie została zasztyletowana przez skrytobójców zesłanych przez jej męża, a jej zwłoki porzucono gdzieś na moczarach, aby zajęły się nimi trupojady.
HISTORIA: Miał lekko. Nie był nigdy przygotowany do sytuacji stresowych. Odkąd tylko się urodził otaczany był opieką najwyższego lotu, głównie przez służących oraz ojca. Matka z jego życia zniknęła dosyć szybko, bo kiedy nie była już potrzebna, wywieziona została do świątynii, a po kilku tygodniach słuch o niej zaginął. Młody Tytan nie potrafił odczuć większej straty po jej śmierci, gdyż wystarczał mu jedynie wzór ojca, jako tego najlepszego i najznakomitszego (według samego następcy) władcę watahy karmazynowej nocy. Popadł w swego rodzaju całkiem nieprzyjemny stan depresyjny, z którego wydostali go służący oraz sam dzień koronacji. Nigdy tak właściwie nie zapomni momentu, w którym jego głowa stała się cięższa o dodatkowy kilogram za pomocą ozdobnych, przepięknych rogów. 
   Prawda jest taka, że rządzi już od pięćdziesięciu lat ponad, rozwijając ciągle swój zamek. Prawda jest taka, że poza pobytem w Rivangoth nie wyszedł na zewnątrz. Jedynym jego łącznikiem z pozostałymi częściami królestwa są zwiadowcy, którzy czasami mają tendencję do naginania prawdy w większym lub mniejszym stopniu. Innymi słowy: życie to sielanka a inni odwalają za ciebie część brudniejszej roboty, bo ty sam nie jesteś przyzwyczajony do robienia rzeczy, które nie sprawiają ci większej przyjemności. Życie przepełnione jest rutyną, którą przerywały nieliczne występki brata, który ma lepsze plany na temat całej przyszłości watahy, aniżeli sam Tytan. Pamiętał dzień, kiedy przywieziono jego rannego brata, z podpaloną mordą. Mimowolnie czuł wtedy pewien rodzaj satyswakcji, bo wiedział, że po otrzymanym ciosie Możan nie będzie już w stanie normalnie funkcjonować. Zaczął budzić strach pośród poddanych Tytana, a ten publicznie zakazał mu się pokazywać. Można się domyślić, czy ten go słucha.

Rozpiska

CHARAKTER: Duma bije od niego na kilka dobrych kilometrów. Wiecznie uniesiona głowa i surowy wyraz twarzy, który patrzy z czułością na swoich poddanych. A za tą czułością kryje się... leniwy, nieco niesprawny władca, który nie jest w stanie sam wziąć na siebie całość rządów. Pomimo wieloletniego treningu nie otrzymał wielu przydatnych genów od ojca, a po jego tragicznej śmierci ten załamał głowę i zaczął zatrudniać coraz to więcej doradców, oddając im właściwie rządy, a sam pławiąc się w luksusie i świecąc magią na pokaz. Niestety dla jego brata, magia światła sprawiła, że Tytan pociągnął tłumy na swoją stronę i otrzymał to, o czym marzył będąc jeszcze małym, upartym dzieckiem - sławę i uwielbienie, chociaż nie do końca zapracowane. 
I to, że czuje się lepszy dzięki naprawdę troskliwemu ojcu, szumie wiwatujących poddanych oraz przytakujących mu zewsząd służebnych, sprawia, że jego ego wyjebało w kosmos. Mogę przysiąc, że nikt nigdy nie spotkał bardziej zadufanego w sobie mężczyzny, który w dodatku życiowo jest tak nieporadny... Ale co jak co - gadane to on miewa. Potrafi zwykłym laniem wody na dowolny temat onieśmielić, a przynajmniej zdenerwować, swojego rozmówcy, nawet nie mając żadnych argumentów. Mówcą jest znakomitym, również przed poddanymi. Jego przodkowie wychodzili na balkon ledwo na kilka minut, jednak jeżeli chodzi o Tytana, to ten potrafi spędzić co najmniej godzinę, opowiadając o wszystkim i o niczym, jednak nie zanudzając swoich poddanych. Bo robi to jednak... bardzo bogato. Zmienia tonację, gestykuluje żwawo i podprogowo, wymuszając na niektórych czasem postawę uległą wobec własnej osoby. Świadomie bądź nie, stosuje różnorakie techniki manipulacyjne i przyzwyczajony jest do tego, że zawsze dostaje to, czego chce. Miewa tendencję do bycia niezdecydowanym i zmienia zdanie co kilka minut przy mniej lub bardziej błahych sprawach. Zazwyczaj wtedy musi mieć wypisane zdanie innych, a potem uważa, że nie zrobił tego czy owego pod wpływem tłumów.
Chociaż jest dosyć miły i, przynajmniej na pierwszy rzut oka, sympatyczny, to wobec swojego brata bywa... bardzo złośliwy. Nawet nie ukrywa tego, że lubi się z nim kłócić przed poddanymi i prowokować go, próbując potem zwalić winę na młodszego z rodzeństwa. Jest to swego rodzaju forma wyżywania się, gdy ma gorszy dzień, lub po prostu traktuje to jako rozrywkę. Czasem robi, czasem nie robi tego publicznie. Uderzyć jednak - nigdy go nie uderzył. Jest to otwarty pacyfista, którzy brzydzi się przemocy wobec drugiego wilka. Nie potrafi normalnie spojrzeć na rozlew krwi, dlatego unika wszelkich konfliktów z Watahą Zachodu a nawet zwykłych wilczych walk na arenach (którymi zaś Możan nie pogardzi). W przemoc psychiczną zaś nie wierzy w ogóle. Przyzwyczajony do wiecznego poklasku ma problemy z przyjęciem do siebie krytyki, a potem staje się markotny i chodzi od wilka do wilka, łechtając sobie ego czymś innym. 
 Potrafi docenić prawdziwe piękno ludzkiego ciała i jest uzależniony od utrzymywania higieny. Nie lubi brudzić sobie łapsk, czy to robotą czy... czymś innym. Jeżeli poprosisz go o pomoc dotyczącą wyglądu i relaksu - ten będzie wręcz wniebowzięty. Ubranie da, nawet i bez zapłaty. Bo chociaż bywa pomocny to również rozrzutny, bo według niego, skarbiec nie ma końca. A w razie czego będzie w stanie po prostu podnieść podatki czy coś i szybko zapełni się dziurę budżetową, prawda? 
   W grupie swoich znajomych ma tendencję do żartowania i plotkowania na różnorakie tematy. Zna się na rozbawianiu towarzystwa i nawiązywaniu nowych znajomości, czego odmówić mu nie można. Bardzo lubi się integrować, a swoich znajomych posiada nawet w nie do końca neutralnej watasze zachodu. Każdy, kto przebywa z nim na imprezach jest w stanie ci przysiąść, że nie zna osoby lepszej do towarzystwa, niż sam Tytan. Stoi ponad prawem. On JEST prawem. Nie czuje się więc zobowiązany do respektowania między innymi ciszy nocnej. Dosyć śmiały w swoim obyciu, nie ugnie głowy przed nikim, nawet pod wpływem szantażu. Jest wobec innych ludzi stosunkowo ufny.
APARYCJA: Kobiece rysy twarzy, którymi odznacza się mężczyzna, są dosyć charakterystyczne. Mają w sobie coś iście elfickiego i pociągającego, nawet dla innych panów. Trudno jest oderwać wzroku od jego ludzkiej, delikatnej urody. A najbardziej jednak pociągające są błękitne oczy, które to zawsze emanują błękitną aurą. Kolor ich zmienia się pod wpływem wytrysku energii podczas uaktywniania magicznych zaklęć. Skóra jego jest delikatnie opalona i rumiana, pozbawiona różnych wyprysków oraz blizn. Usta, krwawo czerwone, wąskie, ale pulchne. Kości policzkowe wystające, często podkreśla je delikatnym makijażem, podobnie zresztą jak te niewielki, migdałowate oczęta. Nie maluje białych rzęs, ale często ma tendencję do optycznego powiększania swoich gał za pomocą triku z czarnymi kreskami. Nie robi tego jednak sam, zazwyczaj pomagają mu służące.  Włosy - białe, długie, wyprostowane. Sięgają mu do końca łopatek. Zaczesuje je w taki sposób, aby dobrze wpasowywały się w koronę. Nie posiada grzywki, aby nie utrudniać sobie widoczności. 
  Często zdobi swoją osobę dodatkowymi błyskotkami, najczęściej w postaci różnorakich sygnetów, długich, złotych kolczyków, oraz wisiorków. Utrzymuje stanowisko, że dodają mu one uroku. Jest mężczyzną przeciętnego wzrostu, który liczy sobie 180 centymetrów. Barki ma bardziej szerokie niż swój brat. Ogółem, wbrew pozorom, jest od niego lepiej zbudowany, co nie do końca może komponować się z jego delikatną, kobiecą urodą. O dłonie dba najlepiej, jak tylko potrafi, aby wciąż dało się wyczuć ich delikatność. Zazwyczaj maluje swoje paznokcie na kolor złoty, chcąc dopasować je do pierścieni. W porównaniu do brata na swym ciele nie posiada wiele blizn, gdyż pomimo wysportowanej sylwetki nigdy nie brał udziału w otwartym boju, bojąc się... pobrudzić. 
   Ma tendencję do wybierania sobie jasnych, dopasowanych do jego oczu szat, które przypominać mogą styl japoński. Są one równie bogato zdobione jak jego lico, utkane z najlepszych jedwabiów, sprowadzonych z najbardziej odległych zakątków wilczego królestwa. Nie posiada zarostu. 
   Z kolei wilcza forma posturą przypominać może niedźwiedzia. Sierść biała, niczym włosy w jego ludzkiej posturze, i dosyć gruba. Zmuszony jest ją starannie czesać i strzyc, gdyż w innym wypadku mieć będzie problem z temperaturą i higieną. Największą warstwę futra posiada jednak wokół głowy, które wyróżnia się brązową barwą. Boki pyska również są ciemnodrewniane. Oczy dosyć nietypowe, bowiem białka zdobione są żółcią oraz bielą źrenic. Wbrew pozorom nie jest jednak ślepy. Najbardziej inponujący wydawać się może ogon, dwa razy dłuższy od ciała basiora i przyozdobiony złotymi pasami tygrysimi, podobnie jak dwie przednie łapska. Od prawego oka przebiega delikatny symbol złotej błyskawicy, mieniący się podczas używania magicznych umiejętności. Całe jego wnętrze mieni się złotem, w tym również krew, jednak wbrew pozorom nie jest ona pokryta tym jakże cennym kruszcem. Ma bardzo podobną budowę pyska do swojego brata i równie długie, odstające uszyska.
ZAINTERESOWANIA/TALENTY: Od zawsze jego miłością była kuchnia i potrawy zabrane z różnych stron całej wyspy. Jako iż jednak szkoda było mu czasu na naukę gotowanie, to ojciec sprowadził mu najlepszych i najbardziej wytrawnych kucharzy. Chociaż nie widać tego po nim - jak na króla bardzo dużo je. Nie robi jednak tego jak świnia, wpychając sobie wszystko do gardła. Uczta w jego obecności potrafi trwać nawet kilka godzin, zważywszy na to, iż Tytan konsumuje bardzo powoli, zawsze w ludzkiej formie i używając tysiąca sztućców, które każdy służy do czego innego. Zazwyczaj jednak, aby nie poczuć przytłaczającego osamotnienia, zabiera ze sobą grupki znajomych z rodzin szlacheckich, a wtedy śmieją się razem i piją, wymieniając się informacjami spoza kraju. Jego brat szybko opuszcza salki i zamyka się w swoich czterech ścianach. Tytan jest osobą dosyć towarzyską, który najbardziej na świecie boi się właśnie samotności. 
Ma więc tendencję do otaczania się różnorodnymi kobietami, którymi potrafi się świetnie bawić za pomocą zwinnych sztuczek manipulacyjnych. Nie ma poszanowania dla kobiet, czuje się od nich lepszy, a kiedy kolejną panią zaciąga na bok za pomocą swojego uroku, czuje się jak zwycięzca. A fakt, że jest dosyć bogatym władcą, sprawia, że idzie mu to znacznie lepiej. Znakomicie potrafi porozumieć się z kopytnymi i dzięki ich pomocy ma tendencję do nocnych, długich przejażdżek w otoczeniu najbliższej służby. Hobbystycznie gra w krykieta oraz golfa, mając do dyspozycji ogromne ogrody, które to są jego ulubionym elementem całego Rivangoth. Władca nie jest w stanie ukryć przed wszystkimi najszczerszej miłości do roślin i trzeba mu przyznać, że to właśnie on przyczynił się do ich rozrostu, a te zasłynęły na całą Deltę pod nazwą ogrodów tytańskich. 
  Nie posiada większych problemów z nauką języków obcych, które wpoił mu ojciec, kiedy ten był jeszcze małym szczylem. Potrafi się dobrze porozumiewać wieloma, zapisanymi w księgach ludzkimi językami (francuski, angielski, hiszpański) oraz językami starodawnymi (krasnoludzki, elficki, smoczy). Chociaż są to języki dosyć stare i niemalże wymarłe, to Tytan wciąż odczuwa do nich ogromny sentyment i zachwyca się pięknem brzmienia, od czasu do czasu rozmawiając z jakimś wynajętym krasnoludem w jego ojczystym, starym dialekcie. 
  Nie można odmówić mu również dobrego oka. To idealista, który doskonale zna się na modzie i, wstyd to Darkowi przyznać, kiedy jeszcze byli pogodzeni z bratem, miał tendencję do ubierania go, świetnie się przy tym bawiąc. Sam również pragnął nauczyć się tkać oraz projektować, jednak skończyło się tylko na tym drugim, ze względu na uwagi ojca ("poucinasz sobie palce, a król mieć powinien wszystkie!"). Zajął się więc też czymś, co było, według jego tatusia, bardziej pożyteczne. Mianowicie polityką. Skupia się jednak na tej wewnętrznej i przede wszystkim skupionej wokół jego własnego zamku. Nie ma czasu, jak się tłumaczy, gdybać w problemach mniejszych mieścin, więc zatrudnia do tego pomniejszych, podległych mu starostów i burmistrzów. Raz na miesiąc organizują oni spotkanie, na którym Tytan... po prostu się nudzi.

Moce

ŻYWIOŁY: Żywiołem charakteryzującym Tytana jest żywioł światłości. Ponoć mówi się, że jego matka była spokrewniona z rodem Alardunai, przez co ten otrzymał łaskę dostania ich pochodnej magii. Jest to jego duma i nie wyobraża sobie szczerze chwalić się zupełnie innym rodzajem mocy. Zyskał sobie dzięki temu przychylność wielu poddanych, którzy zaczęli dostrzegać w nim potomka Świetlistych. Prócz tego żywiołem, którym lubi się popisywać ze względu na jego znakomitość, jest żywioł burz. Możan również został nim obdarzony. Trzecią esencją jest umysł.
MOCE:
  •  Napełnienie - moc Tytana nakierowana jest między innymi na wzmacnianie innych sojuszników, ale równie dobrze może nią obdarzyć wrogów, którzy zdezorientowani nie będą wiedzieć, co się dzieje. Basior nakłada na swoich sojuszników świetlistą aurę, która jest w stanie oślepić wrogie jednostki. Dzięki temu zaklęciu może też napełnić obiekt zaklęcia za pomocą swojej wewnętrznej many.
  •   Świetliste dłonie - jest to pewna istotna rzecz w przypadku jego wilczej formy, która posiada dodatkową parę magicznie wykreowanych rąk, dzięki którym może pozostać jako feral i móc nadal pisać, czy walczyć za pomocą miecza i tarczy. Ów moc została odblokowana, kiedy tylko przeszedł przez pierwszy dzień koronacji. Nie zużywa wiele energii, więc niemalże non stop korzysta z dodatkowej pary kończyn, którymi jest w stanie poruszać jak zwykłymi. Może je od czasu do czasu przekształcać czy to w jakieś narzędzie, czy w dodatkową broń.  
  •   Połączenie - świetliste połączenie za pomocą pioruna, który przeszywa sojusznika, napełniając go ładunkiem elektrycznym, który jest w stanie razić dowolnego przeciwnika. W zamian za ów moc Tytan bierze część energii od swojego partnera, dzięki czemu może naładować dodatkowego obrońcę.
  •   Umysł - zamiana umysłu polegająca na wstąpieniu Tytana w ciało dowolnego sojusznika lub też wroga, dzięki czemu jest w stanie skorzystać z jego zasobów energetycznych i magicznych. W tym samym czasie jego sojusznik z kolei ma dostęp do jego energii oraz zaklęć. Basior jest jednak w stanie w każdej chwili wrócić do ciała, a robi to automatycznie, kiedy jego oryginalne naczynie zostanie zranione. Moc ta jest jednak odporna na istoty z ochroną myślową.
MOC SPECJALNA: Ogniki - piękna popisówka ze strony króla, który za pomocą kilku słynnych ruchów lewej ręki, lub ogona, jest w stanie wytworzyć coś w stylu miniaturowego słońca o średnicy metra. Owa kula jest w stanie rozdzielić się na mniejsze wiązki światła. Jest to coś w rodzaju pocisku, zużywającego chyba najwięcej energii samego władcy. Nie zawsze jednak wykorzystuje zaklęcie w celu obezwładnienia wrogów. Raz na jakiś czas lud prosi go o pokaz, a potem ten zmuszony jest odpocząć dwa dni i zebrać od nowa nieco esencji.
 
Pozostałe

LOKALIZACJA: Jest to chyba najbardziej oczywiste miejsce, w którym można natknąć się na króla. Chodzi o Rivangoth, który jest jego domem od urodzenia i który z całego serca kocha. Nie ma tendencji do podróżowania po całej watasze, zostawia to raczej bratu. Sam uwielbia swoje ciche, domowe kąty.
INNE:

  •  Ma tendencję do paraliżów sennych, jednak przechodzą mu one, kiedy mężczyzna zostanie rażony prądem. Zazwyczaj wykorzystuje do tego zaklęcie połączenie wobec samego siebie. 
  • Ma dosyć mocną głowę. 
  • W ogóle sobie nie radzi ze śmiercią ojca, pomimo iż minęło kilka lat. Obwinia o to Możana, uważając, że ten go otruł z powodu nienawiści. Darius wszystkiego się wypiera. W każdym razie Tytan ma tendencję do odwiedzania grobu rodziciela i posiedzenia tam kilka godzin. Czasem rozmawia z jego niewidzialnym widmem, które przywiązało się do pomieszczenia w którym został pochowany, pytając go o rady. Do tej pory nie potrafi stać się samodzielny. 
  • Jest dosyć wrażliwy na wszelkiej maści irytujące hałasy. 
  • Tytan jest ateistą. Nie zaprząta sobie głowy różnymi wierzeniami, a na kapłanów patrzy dosyć stereotypowo - jako na istoty wyciągające dodatkowe trefle od pozostałych mieszkańców i straszące ich nadejściem końca świata. Doprowadził do otwartego konfliktu z największym kapłanem Mroku oraz kilkoma pomniejszymi od Stwórcy, którzy uparcie próbują go nawrócić.

EKWIPUNEK:

  • 200 trefli
  • Korona, stylizowana na rogi jelenia, pokryta cienką warstwą złota, którą dodatkowo Tytan ozdabia za pomocą wisiorków i naszyjników z brylantami. Ogólnie rzecz mówiąc, jest on uzależniony od wszelkiego rodzaju ozdobników w tym stylu, dlatego od korony nigdy się nie oddala.
Siła: 100 Szybkość: 900 Zwinność: 700 Moc: 500
Technika: 0 Równowaga: 100 Zręczność: 400 Ukrycie: 300
Od Autorsko

   Opowiadań ode mnie spodziewać się można różnej długości, ale raczej nie staram się pisać dłużej niż 1000 słów. Sama preferuje od innych opisy raczej średnie, do 700 słów maksymalnie. Lubię, kiedy coś się dzieje - krew, flaki, spiski, przygoda i tak dalej. Nie zamierzam bezczynnie siedzieć na tyłku podczas gdy inni mają się dobrze bawić, więc proszę nie liczyć na mnie w sprawie tych spokojnych. Romans może być: przygarnę wszystko. Dobrze by jednak było, aby to była partnerka, która zechce założyć rodzinę z tym ziomem (na potrzeby fabuły). Przelotne romanse również wchodzą w grę. Nie lubię psuć sobie niespodzianki i wolę odpisy spontaniczne aniżeli planowane, jednak dobrym planem nie pogardzę, chociaż proszę, aby nie wybiegał on daleko w przyszłość. Tytanem sterować można, jednak wszystko w umiarze - nie pozwolę na to, aby bez mojej zgody ten wyznał komuś miłość, bądź został ukatrupiony.

KONTAKT:
KREDYTY:
Fragonia + thefearmaster

Szablon wykonała Fragonia na rzecz bloga Wataha Karmazynowej Nocy. || Credits