20 września 2017

Słowem Wstępu.. + czystka

  Cóż, wracam do domu i zacznę zabierać się w końcu za ogarnianie wyglądu bloga (nie chodzi o szablon, raczej o graficzne poprawki typu: nowe banery, prezentacje, więcej znaczników, połączenie zdjęć i dodanie kilku nowych autorów, których podrzuciła mi Taiga). Konkurs, ze względu na moją nieobecność, zostaje przedłużony do dnia 20 sierpnia, więc korzystajcie.
Na blogu - cisza. Spodziewałam się trochę więcej opowiadań, ale i tak jakoś daliście radę pod moją nieobecność, no i pojawili się nowi członkowie:  Charles i Amanda!
 Ale doobra, już przejdę do rzeczy. Wiecie, czego niedawno nie było? CZYSTKI! Jako iż powoli zbliża się wpis fabularny, to muszę oczyścić blog z członków nieaktywnych, leniwych i tych, którzy o nas zapomnieli.. jak zwał tak zwał. Zastanawiałam się nad daniem wam opowiadań do napisania, ale.. dobra, niech wam będzie - zwykłe wpisywanie się pod postem.

 Grę czas zacząć. 
 Ci, którzy nie wpiszą się na czystkę zostaną zamienieni w opętańców i dodani do zakładki "Bestiariusz" bo why not? Będzie zabawa, a ja wyżyję się na nieaktywnych ludziach.
 Aby zostać na blogu, należy po prostu napisać komentarz. Od falki wypisujecie postacie, które mają zostać. Na wasze wpisy czekam do 20 września do północy. 21 września czyszczę zakładki i łączę zdjęcia tych bohaterów, którzy zostali. Graficznie, z pomocą Alphy Haylee, poprawię też WZ, bo TICOD i WKN są już poprawione. 
No i ten.. postaram się też na blogu jakoś uprościć rozgrywkę i zaprosić nowych.
Bo niby czemu nie?

25 sierpnia 2017

Wyniki Konkursu

Witam państwa! Jako iż tej waszej ulubionej "dzieciny" w tej chwili nie ma, ja Pacyfek musiałem zrobić wyniki konkursu. Są pewne braki, dlatego mam nadzieję, że po zapoznaniu się, przeczytacie mój mały wpisik i mi pomożecie. Na samym wstępie chciałbym podziękować z całego serca za udział, który wcale nie był taki mały. Znalazło się kilka perełek, które wykonały wszystkie zadania! *Oklaski* Inni wcale nie byli gorsi, dali z siebie bardzo dużo, za co dziękujemy! Mam nadzieję, że w kolejnym konkursie wasz udział, będzie jeszcze większy!
Proszę pisać w komentarzach, jak rozdać waszym wilkom punkty!

Osoby, które wykonały wszystkie zadania z konkursu! (Gratulujemy i dziękujemy z całego serca za zaangażowanie):

  • Sarah 
          Nagroda: - 2.950p. do rozdania
                          - 100p. do każdej umiejętności
                          - 500p. do najsłabszej statystyki
                          - 5.150 trefli
                          - 2 kiery
                          - 2 diamenty
                         -  1.000p. do rozdania (Pierwsza osoba, która wykonała wszystkie
                            zadania)
  • Taiga
           Nagroda: - 2.950p. do rozdania
                           - 100p. do każdej umiejętności
                           - 500p. do najsłabszej statystyki
                           - 5.150 trefli
                           - 2 kiery
                           - 2 diamenty

Reszta uczestników (Również dziękujemy za wspaniałe prace i opowiadania):


  • Tyks 
          Wykonane: #1, #2, #3, #4, #5, #7, #8, #10
          Nagroda: - 2.450p. do rozdania
                          - 100p. do każdej umiejętności
                          - 3,650 trefli
                          - 1 kier
  • Mobius 
          Wykonane: #1, #2, #4, #5, #8, #10
          Nagroda: - 1,350p. do rozdania
                          - 100p. do każdej umiejętności
                          - 1.900 trefli
                          - 1 kier
  • Evie
          Wykonane: #5, #7, #9
          Nagroda: - 600p. do rozdania
                          - 500p. do najsłabszej statystyki
                          - 100p. do każdej umiejętności
                          - 2 kiery
  • Shadow
          Wykonane: #1, #2, #4, #10
          Nagroda: - 1.050p. do rozdania
                          - 1.500 trefli
  • Pandora
          Wykonane: #5, #7
          Nagroda: - 500p. do rozdania
                          - 100p. do każdej umiejętności
                          - 1.000 trefli
                          - 1 kier
  • Charles
          Wykonane: #1, #8
          Nagroda: - 700p. do rozdania
                          - 1.400 trefli

  • Hikaru
          Wykonane: #1
          Nagroda: - 300p. do rozdania
                           - 1.000 trefli

  • Slakey
          Wykonane: #3
          Nagroda: - 500p. do rozdania
                           - 750 trefli
Ps. Niestety nie posiadam waszych screenów jak kogoś zaprosiliście, lub wiadomości, czy oceniliście blog, dlatego proszę byście napisali mi na priv, (przypominam nick: talon) że coś takiego miało miejsce, a ja dodam wam punkty i uzupełnię post. Jeśli zobaczę taką wiadomość w komentarzu, niestety nie wezmę jej pod uwagę. <3

~ Pozdrawiam Talon

21 sierpnia 2017

Eliksir!

Berbali mieszając swoje składniki otrzymał... darmowe 300 trefli! Szkoda tylko, że kasa jest tak jakby... przeklęta. Jeżeli w ciągu 48 godzin Berbali nie przekaże jej dowolnej postaci na blogu, straci cały swój dobytek! Pośpiesz się więc i w komentarzu napisz, komu podarujesz 300 trefli! :)
Więcej tutaj!

Od Youkami C.D Darkness

Towar? Znajomy? Rozumiem.
- Podziękuję.- Yo westchnęła opierając się o ścianę.- Twój znajomy, twój towar, twoja sprawa. Najwyżej tu zostanę na pewien czas.
Dziewczyna ziewnęła zakrywając bladą twarz dłonią. Nie miała najmniejszej ochoty mieszać się w sprawy Darknessa, które zresztą najpewniej dotyczyły białych proszków i tym podobnych, czyli tak zwanych narkotyków. Bo niby co innego mogłoby to być, patrząc na poziom zjebiania wszystkich członków w tej watasze? Białowłosa skrzywiła się na wspomnienie jednego ze spotkań, gdy jeszcze był z nimi Hellmestin. "Pieprzony diler" pomyślała przypominając sobie skrzynkę z tak pożądanymi przez połowę zgromadzenia używkami, oraz samego chłopaka. Po chwili wyrzuciła to z myśli. Uniosła głowę i spojrzała na Wisielca.
- Mówiłeś coś?- spytała unosząc prawą brew, na co mężczyzna zrobił wyraźnie zniesmaczoną minę.
- Owszem, mówiłem. Jeśli nie pomożesz, zostajesz tu na wieczność. Co ty na to?- wyszczerzył zęby w uśmiechu.
-A mi to tam pasi, darmowa kanapa i darmowe żarcie.-Youkami mrukneła.
-Nie tak do końca madame..- Wilkobójca roześmiał się, kręcąc łbem. Przeczesał ręką kruczo(krukony!)czarne włosy.
-Za robienie lodów z przestarzałego automatu i zbieranie kawałków potłuczonego wazonu? Może być.
You ucichła gapiąc się na małego szarego pająka z niebieskim krzyżem na tułowiu, chodzącego bez celu po ziemi. Albo raczej krążącego wokół jej nogi. Uniósł się na pajęczynie w powietrze, z zamiarem polecenia w dal, jak to większość pająków robi. Zanim jednak zdążył odlecieć chociażby o pół metra, został ściśnięty w dłoni odzianej w czarną rękawiczkę.
- Wygrałeś.
Yo mruknęła zrezygnowana do czarnowłosego, jednocześnie spoglądając na rozduszone stworzonko spoczywające w jej ręce. Mężczyzna sięgnął do jednej z kieszeni swojego ubrania, po czym wyciągnął z niej klucze. Wsadził je do zamka i przekręcił, tym samym otwierając drzwi. Razem z Kami wyszli z mieszkania na zewnątrz. Ta rozejrzała się dookoła w poszukiwaniu jakichś znajomych jej budynków lub miejsc.
-Wiesz, że równie dobrze w tej chwili mogę ciebie olać i wrócić do siebie do domu? I w sumie chyba nawet to zrobię.- roześmiała się, spoglądając kątem oka na Darkossa. Założyła ręce za głowę.
-Nie możesz.- ten warknął nieco wkurzony. -Zero szacunku do alphy. Zero.- ciszej dodał, jakby mówił do siebie.
-Mam szacunek, ale jestem ogromnym leniem dziadziusiu. Drugiego takiego na świecie nie znajdzie.- Yoku odpowiedziała, uśmiechając się złośliwie w stronę mężczyzny. Oblizała górną wargę, z nieschodzącym z jej twarzy uśmieszkiem.
 
Dziadzia Dariusz?

Od Reny "Walka z Najadą"

Blondwłosa stała samotnie nad zarośniętym klombem dzikich kwiatów. Wzrok wbiła w ziemię, a usta nieporadnie składała w słowa usiłując wyszeptać modlitwę. Ciepły wiatr bawił się jej włosami. Rena już zakończyła swoją pogoń za funduszami. Jednak przed powrotem do pełnego zepsucia Imperium zapragnęła odwiedzić grób swej przybranej matki. Słoneczna polana po środku gęstego lasu. Dokładnie tak zapamiętała to miejsce. Wzięła raz jeszcze głęboki oddech i opadła na bujną trawę. Tym razem oczy skierowała ku górze. Leniwie płynące chmury co jakiś czas zasłaniały błękit nieba. Ta relaksująca monotonia szybko uśpiła Renę wystawiając biedne dziewczę na niebezpieczne dlań działanie ciepła.
 Blondwłosą z koszmaru zbudziła migrena. Zielonooka gwałtownie wstała, aby schować się w cieniu przez co niemiło przekonała się że bólowi towarzyszyły jeszcze zawroty głowy. Przemieniła się w swoją kocią formę  i ostrożnie ruszyła przed siebie. Wracając postanowiła zahaczyć o Hend, by nieco odpocząć i schłodzić się. Dopiero nieopodal brzegu jeziora powróciła do swojej ludzkiej formy. Uważnie się rozejrzała, jak później się okazało nie dość dokładnie, po czym zdjęła swoje niechlujne ubranie i weszła do wody. Podczas swojej orzeźwiającej kąpieli w chłodnej wodzie zielonooka straciła czujność. Niedostrzegła również że jest obserwowana. Inna, wyjątkowo piękna kobieta o wydatnych kształtach patrzyła na Renę. Coś jednak było w niej niepokojącego. I nie mówię tu o zielonkawej skórze albo fakcie że była ona naga, a raczej sposób w jaki patrzyła na blondynkę.Wzrok nieznajomej pełen pogardy, obrzydzeni oraz zawiści. Po dłuższej chwili obserwacji nieznajoma zniknęła w  leśnym gąszczu.  
Gdy Rena zdecydowała się wyjść z wody słonce przebyło już 3/4 swojej wędrówki po nieboskłonie. Szło jej to dość mozolnie. Tak naprawdę nie miała ochoty wracać do znienawidzonego przez nią Imperium. Wolała zostać tutaj w Spatium. W miejscu w którym dorastała, w miejscu w którym naprawdę żyła... 
Nagle coś zaszeleściło w szuwarach. Nim dziewczę zdążyło się odwrócić spomiędzy roślin wyłoniły się ręce, które wciągnęły blondynkę w głąb roślinności i pociągnęły pod taflę wody. Zielonooka szamotała się z całych sił. Czuła jak powoli odpływa jej jaźń. Nieświadomie zmroziła taflę wody. Musiało to spłoszyć przeciwniczkę bo ta zwolniła uścisk dzięki czemu Rena zyskała szansę by się uwolnić.  Teraz to blondwłosa była atakującą. Nie kazała jednak cierpieć najadzie. Sopel lodu przesył ciało napastniczki na wskroś przebijając przy okazji jej serce. Najada upadła bezwładnie. Z rany wydobywała się krew,która barwiła wodę na szkarłat. Znienawidzony kolor blondwłosej. Dziewczyna odwróciła tylko wzrok i wyszła na brzeg. Kiedyś ten widok ją przerażał jednak jeśli przeżyjesz własną śmierć wiedz że część ciebie umarła na dobre.


20 sierpnia 2017

Od Reny cd Viper "Nocny Nachodźca"

Po powrocie ze swojej wyprawy Rena za dnia przesiadywała w szpitalu, aby dodać otuchy Artemidzie, noce zaś spędzała w zaułkach niedaleko zamieszkiwanego przez Tytanię apartamentu. W razie czego zawsze mogła szybko zjawić się z odsieczą. Nic nie umykało jej uwadze w tym fakt, że w przeciągu ostatnich dni kilkukrotnie mieszkanie odwiedził brunet. Zawsze w nocy kiedy to ciemność uniemożliwiała zidentyfikowanie jegomościa. Nic niepokojącego nie działo się, gdy znajdował się w środku jednak częstotliwość z jaką odwiedzał to miejsce niepokoiło Renę. Blondwłosa postanowiła, że następnym razem zagada nieznajomego. Jak postanowiła tak zrobiła.
Kolejnej nocy również zjawił się tajemniczy brunet. Niedane mu jednak było dotrzeć do apartamentu. Gdy mężczyzna mijał ostatnią ciemną uliczkę nieopodal wejścia, Rena poczekała na odpowiedni moment. Gwałtownie wyskoczyła z kryjówki, zasłoniła usta swoimi dłońmi i zaciągnęła go z powrotem do uliczki. Mimo że nawet nocą metropolia tętniła życia akcja działa się tak szybko że nikt nie spostrzegł zniknięcia jednego z przechodniów. Biedny mężczyzna nie mógł liczyć na niczyją pomoc. Blondwłosa przyparła bruneta do ściany. Osobnik ten jednak okazał się wiele silniejszy niż dziewczyna na początku przypuszczała i szybko uwolnił się z potrzasku. Zielonooka odskoczyła w tył na tyle, by  ją nie sięgnął.
- Czego szukasz w tamtym domu? Obserwuję cię już od jakiegoś czasu i nie daje mi to spokoju. No to jak? Masz zamiar mówić czy nie? - wycedziła wolno i wyraźnie tak jak się jej zdaniem powinno mówić do mężczyzn. W jej głosie nie dało się czegokolwiek wyczuć poza chłodem porównywalnym do jej natury. Roztropność nie pozwalała jej spuścić wzroku z bruneta nawet po to by mrugnąć. Szkoda że i tak nie miało to większego sensu. W ciemnościach jakich się znajdowali i tak mało co było widać.

Viper? Albo może tajemniczy brunecie? ;) Jak się podoba wstęp do naszej pierwszej przygody?

Zabij się [...]

 Zabij się, a nigdy nie zostaniesz mną.
 
Sevil-s
GODNOŚĆ: Evalan Demonic Blood, przezwisko Demonic oznacza jego dziwne zachowanie. Nazwisko Blood zmienia czasami na Blooderor. Jego prawdziwym imieniem jest Evil ale nikomu się nie przedstawia tym imieniem.
PRZYNALEŻNOŚĆ: Traveles in Cleft of Dimensions
PŁEĆ: basior
ORIENTACJA: Jest Biseksualny.
WIEK: Nieśmiertelny 40 lat, starzenie jego zatrzymało się na 12 latach.
RASA: Zmiennokształtny
SYMPATIA: Skoro o tym mowa, basior nikogo nie darzył sympatią ale kiedyś kogoś kto teraz jest martwy.
https://pre02.deviantart.net/f4eb/th/pre/i/2013/362/9/6/riddle_by_florawolf-d6ztplz.png
florawolf
RODZINA: Ojciec - Kimuro zginął, a brat Berbali - Nie przejmuje się nim.
STANOWISKO: Wojownik
CHARAKTER: Często bywa zły jak wkurzony kot (Naprawdę?), ale nie jest aż tak. Jest cichy, nawet w ogóle nic nie mówi. Tajemniczy i jak sama nazwa pseudonimu mówi, zachowuje się czasem jak psychopata. Powiedzmy też ze jest romantykiem ale nie takim jak ktoś myśli. Po prostu pociągają go dziewczyny, radosny to wo gule nie jest ale jak się go rozbawi może się na chwilę tylko stać. Z lekkiego powodu, nienawidzi szczeniaków. Najgorsze to tych które płaczą. Na ziemi i w Imperium, kiedy mu ktoś przeszkadza w graniu.. Ktoś dzwoni. Odbiera telefon, ale nic nie mówi.
ŻYWIOŁY: Szkielet, opętanie.
MOCE:
  • Pół ciało, pół szkielet - Staję się szkieletem z małą częścią ciała.
  • Opętanie - Tak prawidłowo to nie opętuję nikogo tylko wymazuję mu wszystko z pamięci co się stało przed chwilą, i gdzie był. Całej pamięci nie.
  • Wtedy ofiara ma oczy całe czarne i mdleje.
  • Przemiana - Zamienia się w człowieka z maską kruka.
ZAINTERESOWANIA/TALENTY: Interesuję się pewnymi rzeczami, takimi jak praca policjanta (Chciałby ale nie może) i coś tam ale dużo tego. Jego talentem jest ukrywanie. Potrafi się dobrze ukrywać.
MOC SPECJALNA:
  • Demon - Zostaję pod władzą demona, i staję się silniejszy niż zwykle.
HISTORIA: Z powodu dawnych przeżyć za wiele nie mówi. Od początku nie był demonem, był zwykłym dobrym wilkiem. Spotykał się że swoim bratem i było fajnie. Do czasu, kiedy zaczął się wdawać z demonem. Wreszcie stał się opętany. Dusza jego stała się duszą demona, a on nie kontrolował już sobą. Starał się odzyskać kontrolę nad sobą ale nie mógł. Stał się potworem i mordercą. Zabijał na ziemi ludzi ale potem dołączył do Traveles in Cleft of Dimensions i przestał. Demon przestał dawać znaki życia. Wilk jednak czuje, że ten wkrótce powróci.
PRZEDMIOTY: Maska kruka i nóż
LOKALIZACJA: Średnie mieszkanie w Imperium. Czasem przesiaduję na Ziemi.
BANK: Początkowo posiadasz 200trefli
INNE: Lubi grać w gry typu horror, takie jak Slenderman.
INNE ZDJĘCIA: X
CHAT: Berbalii



 
Siła - 400 Szybkość - 500 Zwinność - 200 Moc - 200 Technika - 300
Równowaga - 100 Zręczność - 90 Ukrycie - 30
 

Warczę i szczerzę zęby. [...]

"Warczę i szczerzę zęby.
Księżyc zawędrował już na drugą stronę nieba
musi nadciągać świt.
Jak długo byłam nieprzytomna?"
~MarcyKate Connolly ,Potworna'
GODNOŚĆ: Youkami Sakuruto >>Yoku, You, Yo itd<<
PRZYNALEŻNOŚĆ: Wataha Karmazynowej Nocy
PŁEĆ: Wadera
ORIENTACJA: Heterosekualizm
WIEK: Około 425 lat, wygląd 17 (starzenie się 25 razy wolniej)- długowieczna
RASA: Wilkołak
STANOWISKO: Warren, Łucznik
https://sinasni.deviantart.com/

CHARAKTER: Z całą pewnością, można określić Youkami jako dziwną osobę. Pomimo tych 420 lat, jest ona nadal bardzo dziecinna. Uwielbia się bawić z innymi, wiecznie chichocze. Dla członków której kolwiek ze znajomych watah, nawet tych nieznanych, jest bardzo miła. Potrafi ot tak *pstryka* zainteresować się jakąś zupełnie przypadkową osobą. Często śpiewa różne rzeczy bez sensu, układa niestworzone historyjki, w tym teorie spiskowe. Filozofuje na najróżniejsze tematy. Często czuje się ignorowana, dlatego przeważnie robi wszystko, by ktoś ją zobaczył. A kiedy nic nie działa, lubi chamsko usiąść sobie na środku sali. Bywają jednak takie dni, gdy You woli nie istnieć. Wtedy poprostu ma ochotę się do kogoś przytulić i spokojnie zasnąć. No cóż, przez całe życie nikogo nie miała, a każdy 'przyjaciel' jakiego poznała, po czasie ją zdradzał, więc chyba ma prawo do czucia się trochę osamotnioną. Jeśli wkraczać na tematy wyższej rangi; dziewczyna pomimo swoich wybryków, potrafi zachować powagę. Zwłaszcza jeśli sprawa jest poważna (wojna, wyparowanie Darknessa... A nie, to drugie skreślić.). Jeśli zachodzi taka potrzeba, może bez wachania kogoś zabić. O ile tego kogoś nie lubi lub nie ma z nim nic wspólnego.
Oprócz tego uwielbia wszelkie kotowate (koty, jaguary, tygrysy, rysie, żbiki itd.) oraz szopy.
ŻYWIOŁY: Sen, Trucizna
MOCE:
  • Sen- jeśli dziewczyna dotknie czyichś ust palcem, może go uśpić
  • Paraliż senny- to samo co powyżej, jednak osoba nie może się ruszać, oraz ma halucynacje
  • Jawa- Yoki może wniknąć podświadomie do czyichś snów zmieniając ich bieg
  • Trucizna- białowłosa dotykając kogoś, może wpuścić w żyły truciznę, która np osłabia umiejętności na określony czas
ZAINTERESOWANIA/TALENTY: W czym Yokuś jest dobra? Zdecydowanie w muzyce. Dziewczyna potrafi grać na kilku instrumentach: Gitarze, flecie, fortepianie, akordeonie, skrzypcach i harmonijce, jednak z trzema ostatnimi ma niemały problem. Potrafi też nieźle śpiewać. Głównym zainteresowaniem Youkami jest również rysowanie- ale to niezbyt jej wychodzi. Jeśli chodzi o pływanie- każdy, nawet 5-letnie dziecko ją pobije. Wilczyca poprostu nie umie utrzymać się nad powierzchnią wody.
HISTORIA: Dzieciństwo Youkami? Możesz powtórzyć? W teorii wychowywali ją dalsi krewniacy, lecz w praktyce Yokuś sama musiała na sobie polegać. Traktowana niczym piąte koło u wozu, dodatkowy, zbędny bagaż, rodzice bowiem wadery zginęli. Jak? Kiedy? Gdzie? Niestety tego ci nie powie. Była zbyt mała, aby cokolwiek pamiętać. Za to pewna jest, że nie posiada żadnego rodzeństwa. Może gdyby miała, nie czułaby się tak źle w rodzinnych stronach? Kolejnym problemem była długowieczność dziewczyny przez którą często była wyszydzana. „Przeklęte dziecko!” „Pomiot szatana” i inne tego typu 'miłe' epitety były na porządku dziennym. Nic dziwnego też, że gdy tylko podrosła uciekła, rozpoczynając tułaczkę po nieprzyjaznym jej świecie. Ostatecznie dołączyła do WKN.
PRZEDMIOTY:
-Dosyć duża, błyszcząca kula
-Łuk
-Patelnia
LOKALIZACJA: Spatium, zachodnia część lasów głównych. Czasem przenosi się do mieszkania na ziemi w Holandii.
BANK: 200 trefli
INNE:
  • -Nienawidzi żelek
  • -I owoców morza. Zwłaszcza krewetek.
  • -Panicznie boi się wody.
  • -Kocha pomarańcze i wszystko co z nich jest.
TOWARZYSZ: Kot Nico

 
Siła - 360 Szybkość - 375 Zwinność - 380 Moc - 370 Technika -380
Równowaga - 375 Zręczność - 380 Ukrycie - 380
 

Od Venus "Koniec."

Zawsze miałam słabą psychikę.
Przeszłość i teraźniejszość.
Cały ten kumulujący się ból musi kiedyś się ulotnić, prawda?
Gdybym chciała, mogłabym żyć kolejne kilka tysięcy lat, lecz po co? Nie mam już nikogo kogo mogłabym kochać. Wypełniłam swoją misję, zrobiłam co musiałam. Jeżeli zniknę nic się nie stanie, nikt nie będzie płakać. Nikt nie zapali świeczki na grobie. Oto właśnie mi chodziło, zostałam sama, pomogłam wszystkim, teraz mogę odejść. Odpocząć.
Stałam na krawędzi betonowego murku, rześki wiatr wprawiał moje włosy w lekki ruch, skutecznie zdmuchując blond kosmyki do tyłu. Czarne niebo usłane milionami, iskrzących się gwiazd górowało nade mną, czułam się jakbym mogła dotknąć przelatujących kilkanaście metrów nad moją głową chmur. Wystarczy tylko wyciągnąć rękę, a dotknę tego niebiańskiego puchu. Wystarczy jeden krok, a dotknę nieba.
Panorama tętniącego życiem miasta, rozpościerała się pod moimi nogami, ubranymi w czarne, obcasy. Tego samego kolory, długa suknia powiewała, jakby chcąc odsunąć mnie od krawędzi.
Śmieszne, wystarczył jeden krok w przód by o wszystkim zapomnieć. O dzieciństwie na zamku i pierwszej miłości, ogromnym bólu i niezmierzonym szczęściu. O wszystkim czego się nauczyłam, o wszystkich tych co spotkałam, o tym co zobaczyłam i czego doświadczyłam. Tak wiele stracić przez jeden krok w przód.
Mimowolnie płakałam, a słone łzy spływały z policzków i spadały w czeluści pod moimi stopami, rozbryzgując się kilkaset metrów niżej, na brudnym chodniku. Nie chciałam ich nawet wycierać, to nie miało już większego znaczenia.
Przeżyłam setki lat, widziałam śmierć wielu ludzi, na których narodzin długo czekałam, poznałam osoby które mnie skrzywdziły i sama wielu okropnie potraktowałam. Straciłam ważne mi osoby i sama opuściłam takowe. Popełniłam wiele grzechów, lecz dawno już je zmyłam, a teraz chciałam to zakończyć.
Ostatni raz przycisnęłam, złożone dłonie do piersi, tracąc równowagę i tym samym spadając. Moje nogi już nie dotykały betonowego muru, a lodowaty wiatr kaleczył ciało. Otworzyłam oczy, widok który ujrzałam zapierał dech w piersiach. Tysiące, złotych świateł palących się w oknach setki kamienic i bloków, w których niewinni i nic nie wiedzący ludzie, spożywali posiłek, lub kładli swoje małe pociechy spać.
Zawsze chciałam mieć dziecko, ale nigdy się go nie doczekałam, choć może nie było mi to pisane?
Im więcej metrów w dół, tym mniej widziałam, oczy zakryły łzy, na twarzy pojawił się nikły uśmiech. Mogłam rozwinąć skrzydła i wzbić się jeszcze w powietrze, lecz nie miałam na to sił, czy choćby ochoty, może gdzieś czekało na mnie lepsze życie, a takie poddawanie się było bez skutkowe, ale to ostatnia decyzja jaką chciałam podjąć.
Przez zamknięte oczy nie widziałam ile dzieli mnie od ziemi i brukowanej uliczki, ale nawet jeśli już się z nią dotknęłam, nie czułam bólu. A gdy otworzyłam oczy, ujrzałam morze, rozpościerające się na całą linię horyzontu, sama siedziałam na miękkiej ziemi, a dłonie wplątywały się w zieloną, trochę kłującą trawę. Pełny księżyc zastąpiła połówka pomarańczowego słońca, a iskrzące się gwiazdy, paleta kolorów na niebie, od pomarańczo do ciemnego granatu. Zawsze kochałam zachody słońca.
- I jak? Jesteś gotowa. - Usłyszałam niski, dobrze znany mi głos.
Spojrzałam się na lewo, koło mnie siedział młody mężczyzna, z białymi, dość długimi włosami, doskonale znałam te piękne rys twarzy, błękitne oczy i szeroki uśmiech. Wstając na kolano i otrzepując biały strój z niewidzialnego brudu, podał mi rękę.
- Zawsze byłam. - Szczerze się uśmiechnęłam i zdjęłam z szyi naszyjnik, dotychczas schowany pod sukienką. - A to chyba należy do ciebie. - Położyłam my na otwartej dłoni wisiorek ze srebrnym krzyżem.
- Masz rację. Dziękuję, ale wolałbym być go zachowała. - Znów zawiesił mi go na szyi i pomógł wstać. - A teraz może przejdziemy się brzegiem morza? - Wskazał ręką rozpościerającą się poniżej wzgórza i klifu, plażę. Rzadko miałam okazję przebywać nad morzem, może właśnie dlatego uwielbiałam jego krajobraz, szum fal i uczucie przesypującego się przez palce sandałów, piasku?
- Będzie zimno. - Stawiłam lekki sprzeciw. Wiedziałam że przy wodzie zawsze jest zimno, choć wiatr nie był aż tak dokuczliwi, wolałam się nie przeziębić.
- Narzekaż, dam ci mój płaszcz. - Lekko się zaśmiał i łapiąc mnie za rękę pociągnął w stronę kamiennych stopni, prowadzących na plażę.
- Ale jak będę chora to twoja wina! - Oboje się zaśmialiśmy i pobiegliśmy w dół wzgórza.
Teraz wreszcie mogłam odpocząć.

Venus odchodzi...

19 sierpnia 2017

Chat RPG

Miejsce: Apartamentowiec rodzinki Rivers w Imperium.
Uroczystość: ??? - po prostu.. grill.

Chat RPG

Chat rpg odbędzie się w SOBOTĘ 19 SIERPNIA,
O GODZINIE 17:30! 19:00! Zapraszam!

Ogłoszenie!

Podchodzisz do tablicy na której zawieszony jest fragment pergaminu. Po dokładniejszych oględzinach stwierdzasz, że to mapa Spatium. Pierwsze co rzuca ci się w oczy to przesadnie duża strzałka z napisem "Tutaj". Poniżej znajduje się teks.


Yo! Tu wasza ukochana nimfomanka-imprezowiczka, alpha Watahy Zachodu. Jak już wiecie do tej pory ukrywaliśmy informację o naszej lokalizacji ale z tym już koniec! Zapraszam wszystkich śmiałków do nas. Może jak któremu się poszczęści wrócicie żywy do domu.
Całuski, 
~Haylee 
Dobra a teraz na poważnie. Wszyscy członkowie mojej watahy wiedzą, że WZ ma swoją wioskę-bazę, w którym oferuje (jeśli wilk tego zechce) kwaterę. Natomiast nikt nie wie (lub zapominają) gdzie dokładne ona się znajduje przez co w gdy czyta się opki od członków watahy można odnieść wrażenie, że osada się teleportuje. No chyba że ktoś inaczej mi wytłumaczy fakt że ta sama chałupa mieszcząca się w lesie nagle w opowiadaniu zwrotnym znajduje się np. w górach. Dokładna mapa siedziby powstanie na dniach. Jeśli ktoś z moich drogich podwładnych sobie życzy może mi w tym pomóc. Ah, zapomniałabym! Będę organizować event tylko dla WZ (i dla samotników, bo może dołączą :P ) Jeżeli w evencie weźmie udział mniej niż połowa watahy obiecuję, że wsiądę w pociąg i uduszę każdego po kolei. Ciebie, Tyksiu, też się to tyczy, więc obudź Syriusza albo Larotę. 
To tyle z pierdół Tyks Leny.
  

18 sierpnia 2017

Eliksiry!

Dreamer niestety nie otrzymał nic, ważąc swoją miksturę.
Więcej tutaj.

Od Amandy C.D Nyxs

Spokojny dzień, ale nie taki jak zawsze. Amanda była lekko zdenerwowana, obok niej była zaś jakaś wilczyca.
 - Przepraszam! - Wadera przewróciła oczami - Ale cóż musiałam, bo nie mam gdzie indziej się teleportować.
Wilczyca patrzyła się na nią i zaczęła iść w kierunku do niej. Amanda odeszła na bok i zrobiła złą minę.
- Co ty chcesz? Nie mam czasu na rozmowy. Już mnie ktoś wkurzył. No pewnie, że ona musi o tym mówić! Taki basior, to by co innego powiedział! - Amanda denerwowała się na siebie. Wadera dziwnie patrzyła się na Bell, jakby chciała jej coś powiedzieć ale nie odezwała się ani słowem. Widać było że jest trochę podenerwowana, usiadła obok wilczycy. Z lasu było słychać szmery, głosy zwierząt i odgłos stukania ogonu Belltriss o trawę.
- Czego ty wreszcie chcesz!? Nie jestem taka jak inny, jeśli tak myślisz. Nie powiem ci nic?

Nyxs?

Od Taigi C.D Mobius

Siedziałam na jakimś ptaku, nawet nie zastanawiając się, skąd się tutaj wziął, oraz czym, lub też kim jest. Oparłam się o ciepłe ciało Mobiusa, czując, że zaczęły przechodzić mnie ciarki. Zmęczenie i ból dawały się we znaki, kilka razy mówiłam sobie, że nie będę już się tak zachowywać. Obiecywałam sobie, że po każdej bójce, w której odniosę większe obrażenia, to pójdę gdzieś po pomoc, nawet jeśli miałabym zapłacić. Walczyłam o każdy oddech. Odchyliłam głowę, jakby w jakiś sposób miało mi to pomóc w unormowaniu oddechu.
- Zimno - Wymruczałam, zamykając oczy. Chciałam iść spać, po prostu położyć się na łóżku i usnąć. Przeczekać, aż wszystko ustanie. Nigdy nie byłam odporna na ból fizyczny. Może i umiałam zagryźć zęby, ale będąc w samotności, umiałam się popłakać, nie mogąc sobie poradzić z tym dziadostwem. Tyle lat, a zachowanie w pewnych momentach, jest gorsze niż u stulatki.
- Ej, tylko nie zamykaj oczu, słyszysz?! Musisz być przytomna! - Potrząsnął delikatnie moim ramieniem, przez co otworzyłam niechętnie oczy.
- Nie umieram, nie popadaj w paranoje - Wydusiłam z siebie, ba nie tylko miałam siły, aby mu odpyskować, ale nawet uśmiechnęłam się łobuzersko.
Nie wiedziałam, gdzie lecieliśmy, mogliby mnie w takim stanie wywieźć na inną planetę, a nawet bym tego nie spostrzegła. Ponownie zaczerpnęłam łapczywie powietrza. Lądowanie było delikatne, ledwo co odczuwalne. Rozejrzałam się po okolicy. Zdecydowanie byliśmy w Imperium, nie mogłam rozpoznać miasta, ale tylko tutaj wszystko jest tak bardzo rozbudowane. Mobius pomógł mi zejść z ptaszka. Dopiero gdy obydwoje znaleźliśmy się na ziemi, stworzenie zamieniło się w człowieka. Czarnowłosy, przystojny mężczyzna, z ciemnymi oczami, które zawiesiły się na mojej osobie. Najwyraźniej widząc, jak zginam się wpół, trzymając za miejsce owinięte bandażami, poczuł potrzebę niesienia pomocy. Złapał mnie za ramię, powoli unosząc, do prawidłowej pozycji.
- Co Ci się stało? - Odezwał się po chwili. Po głosie można było rozpoznać, że jest dorosły, ale jak bardzo, to już inny temat.
- Mała... Potyczka - Wydusiłam z siebie. Robiąc kilka kroków, miałam wrażenie, że wszystko w środku mi się przemieszcza. Ponownie zbliżyłam się do podłoża, zaciskając zęby, żeby nie wydobył się z mych ust, niechciany dźwięk. Poczułam obcą dłoń w talii, wiedziałam, co planuje Mobius, dlatego szybko go powstrzymałam.- Nie jestem kaleką... Dam radę - zapewniłam, powoli wchodząc po schodach przy małej pomocy, jak miewam jego przyjaciela.
- Uparta - Warknął na mnie, na co wytknęłam mu język. Na miejscu, mężczyzna zniknął nam z oczu. Szybko jednak pojawił się w polu widzenia, wraz z młodziutkim mężczyzną w fartuchu.
- Jeśli to praktykant, to lepiej mnie zabij - Mruknęłam cicho, co wywołało niewielki uśmiech u czarnowłosego.
Zostałam posadzona na wózku inwalidzkim i przewieziona do niewielkiego pokoiku. Był śnieżnobiały, wszędzie wszytko było idealnie wyczyszczone, poczułam się nieswojo, nie tylko dlatego, że przebywałam w takim pomieszczeniu, ale również dlatego, że za mną cały czas znajdował się alpha, tłumacząc coś lekarzowi.
- Pomogę się Pani położyć - Odezwał się, pomagając mi wstać z wózka. Usiadłam na kozetce, a on przeniósł moje nogi. - Odwiąże bandaż i zobaczę, jak to wygląda - Założył na swój nos okulary. Odwróciłam głowę w kierunku drugiego mężczyzny. Patrzyliśmy na siebie kilka sekund, po czym najwyraźniej zrozumiał, o co chodzi i usiadł na krześle za parawanem, który osłaniał całe moje ciało. Pozwoliłam sobie rozwiązać bandaże. Zaczął macać mnie po całych żebrach, najwyraźniej coś mu nie odpowiadało. - Umie się Pani zmieniać? - Zdanie stało się bardziej twierdzeniem, aniżeli pytaniem, niepewnie pokiwałam głową. Dobry jest, trzeba mu to przyznać. - Może się Pani zmienić? Pomogłoby to w ustawieniach połamanych kawałków, zdecydowanie mniej by bolało - Wyjaśnił z delikatnym uśmiechem.
- Chciałabym, ale niestety nie mogę. - Przymknęłam oczy.
- Nie możesz, bo? - Doszedł do mnie głos Mobiusa, na co westchnęłam. Nie mówiłam o mocy, którą ukrywałam przed całym światem.
- Przy przemianie, nie panuje nad sobą. Boję się tej mocy - Wyznałam powoli i ciężko - Wtedy staje się zupełnie inną osobą... Przy ostatniej przemianie, narobiłam więcej szkód niż pożytku.
- Rozumiem. Nastawimy ręcznie - Na te słowa, oblał mnie zimny pot. Przy pierwszym "kawałku", moje nerwy, a także wszelakie odruchy odezwały się i wręcz zaatakowałam lekarza. Niestety musiał cofnąć się o kilka kroków, żeby nie stracić równowagi i nie upaść. Wydusiłam z siebie ciche przeprosiny, wiedziałam, że tak nic nie wskóramy. Podjęłam się radykalnych środków, prosząc alphe, o przytrzymanie rąk. Nawet jeśli zobaczy moje ciało, to nie mam wyboru. Nie wytrzymam długo bez odmachnięcia się. Poczułam silny ucisk na nadgarstkach. Zamknęłam oczy, zaciskając zęby. Kolejny kawałek poszedł łatwo, ale przy następnych dwóch nie wytrzymałam. Otworzyłam usta, z których wydarł się stłumiony krzyk. - Już, już. Koniec- Uspokoił mnie lekarz. Oparłam z ulgą głowę, na poduszce. - Dam Ci znieczulenie i leki, które pomogą. Wszystko w kroplówce, dlatego zostaniesz na noc u nas - Mówił, jednocześnie bandażując całe żebra. Nie miałam siły mówić, tylko kiwałam głową. Kiedy ponownie otworzyłam oczy, byłam już na innej sali. Obok mnie wisiała kroplówka, z której powoli skapywały. Odetchnęłam z ulgą. Nareszcie mogłam normalnie nabrać powietrza, ból również powoli przestawał mi doskwierać.
- Ocknęłaś się. Potrzebujesz czegoś? - Spojrzałam w kierunku znajomego głosu. Skinęłam głową.
- Byłabym wdzięczna, jakbyś mi podrzucił moje ubrania.... I pod łóżkiem... Będzie niewielka torba, skórzana, będę jej potrzebować - Dodałam, ponownie zamykając oczy - Spać - Dodałam cichutko.
- Dobranoc, Tai... - Usłyszałam jeszcze, nim zupełnie zapadłam w głęboki sen.
Słysząc niepokojące dźwięki, moje dłonie odruchowo powędrowały pod łóżko, gdzie zastała mnie pustka. Podniosłam jedną powiekę, przypominając sobie, gdzie i dlaczego, aktualnie leże. Westchnęłam ciężko, przenosząc rękę na żebra. Zaczęłam się po nich dotykać, nie wyczuwając większego bólu.
Na spotkaniu z lekarzem, dowiedziałam się, że mam przyjść za dwa dni na kontrolę. Dodatkowo otrzymałam jakąś maść oraz małe zaklęcie, podobno działające cuda. Podziękowałam, odbierając dodatkowo swój wypis. Wyszłam ze szpitala obwiązana bandażem, zastanawiając się, gdzie wcięło Mobiusa z moimi rzeczami, o które wcześniej prosiłam. Nie musiałam go długo szukać, gdyż stał przed szpitalem z tym samym chłopakiem, dzięki któremu znalazłam się w szpitalu. Palił fajkę, rozmawiając o czymś zawzięcie.
- Hej - Podeszłam do nich, zabierając swoje rzeczy. Od razu owinęłam się peleryną, zaglądając do torby, czy zabrał odpowiednią. Kryształy zalśniły w moich oczach, a na twarzy pojawił się uśmiech. Przecież nie ominę okazji spędzenia tutaj kilku dni i niewybrania się do kasyna! Zawsze bardziej opłacało się teleportować na Ziemię, aniżeli wyruszać w podróż tutaj. - Dziękuje, za rzeczy, troskę no i transport - Ostatnie słowo wypowiedziałam, patrząc na czarnowłosego chłopaka.
- Nie ma sprawy. Tak w ogóle, jestem Charles, dowódca TICOD - Podał mi dłoń. Zarzuciłam torbę przez ramię i uścisnęłam ją.
- Taiga, zabójca z TICOD - Przedstawiłam się.
- Mogę zaproponować drogę powrotną - Uśmiechnął się.
- Skorzystałabym, ale zostaje w mieście kilka dni. Muszę się stawić do szpitala za dwa dni do kontroli, wynajmę mały pokoik na te kilka dni. Chyba nie muszę składać żadnego raportu, że mnie nie będzie? - Przechyliłam głowę.
- Tym razem to zrozumiem - Mobius pokręcił głową - Poza tym, wasze moce są dosyć podobne, moglibyście współpracować podczas walk.
- Latasz? - Chłopak zwrócił się do mnie z widocznym zaciekawieniem. Cóż, nie powiedziałabym, że nasze moce są podobne, ale przecież nie znam wszystkich jego asów w rękawie.
- Nie... Raczej... Biegam po niebie - Zaśmiałam się krótko - Kiedyś zaprezentuje. Teraz idę znaleźć pokój, cześć. Miło było poznać - Miałam zamiar się oddalić, gdy zatrzymało mnie złapanie za ramię. Mogłam się domyślić, że tak łatwo nie odejdę.
- Wiem, co masz w ten torbie. Za kilka dni będę w mieście, biada Ci, jeśli znajdę Cię w kasynie - Mobius zmarszczył brwi, karcąc mnie wzrokiem.
- Dobrze tatusiu - Przewróciłam rozbawiona oczami - Paaa! - Wyrwałam mu się i jak najszybciej uciekłam w jedną z uliczek. Przewrażliwiony staruszek. Mam tylko nadzieję, że to były tylko groźby słowne, nie mam zamiaru rezygnować z wizyty w kasynie! Po takiej akcji muszę mieć szczęście. Coś czuję, że jeszcze to wszystko wyjdzie mi na dobre.


Mobius,Charles?

Od Mobiusa C.d Evie "Walka z Najadą" +18

To już miesiąc kiedy ostatni raz widziałem Evie. Kuzynka rozpoczęła, wyznaczoną sobie misje. Postanowiła walczyć ze wszystkimi stworami, chcą polepszyć swoje umiejętności. Dało mi to czas na zastanowienie się i pozbycie części plugastwa noszącego się po Assyrio. Zbierało się ostatnio tego coraz więcej, było to co najmniej niepokojące, ale uważałem to także za szczęście.. dla mnie. Chociaż podczas walki mogłem zapomnieć o dręczących mnie myślach, czy oby na pewno wszystko w porządku z Evie, w końcu jak ostatni raz u mnie była, miała okropne bóle brzucha. Uderzenie w tę część ciała nie musi spowodować poronienia. Kobieta dość szybko poczuła się lepiej, gdy u mnie była, co dało chociaż cień szansy, że nie muszę się martwić, ale kto wie kiedy ten facet znowu podniesie na nią rękę. Walki w czasie ciąży także są bardzo lekkomyślnym posunięciem, wysiłek fizyczny, a do tego stres. Po samym poronieniu kobiece ciało jest bardzo osłabione. Nagle usłyszałem szelest, a zaraz po nim delikatny rozrywający powietrze głos.

Od Nyxs do Amandy

Dziś w nocy spotkałam się z Galaxi smoczyca już od dawna chciała ze mną spędzać czas. Po długiej nocy nastał ranek, pożegnała się ze smoczycą. Dzień był spokojny, nic się specjalnego się nie działo. Szłam po podszycie lasu, gdy nagle coś na mnie spadła.
- Co jest?
Warknęłam i spojrzałam na to, co mnie przygniotło. Była to wadera o czerwonym futrze.
- Przepraszam cię, ale czy mogłabyś, zemnie zejść.
Wilk zeszedł ze mnie.
- Patrzyłabyś, gdzie chodzisz.
- Ja mam patrzeć? Sama patrz, gdzie się teleportujesz. Co za debil teleportuje się pięć metrów nad ziemią.
Dziewczyna patrzyła tak, na mnie, jakby chciała mnie zaraz zjeść.
 
AMANDA?

Od Khazry do Darknessa

Dziewczyna nacięła swoją dłoń i własną krwią namalowała na ziemi pentagram. Normalnie mogłaby przywołać demona ot tak, lecz niektóre z nich są potężniejsze od innych. A te mogłyby wydostać się spod jej woli i siać postrach w mieście, a tego chyba nie chciała- prawda? Chociaż w sumie taki zamęt sprawiłby jej przyjemność. Narysowała ostatnią kreskę i uśmiechnęła się do siebie. Po chwili krąg zaczął płonąć czerwonym blaskiem, a gdy rozjarzył się cały, języki ognia sięgnęły jej kolan. W środku kręgu pojawił się wysoki, czarnowłosy mężczyzna ubrany w garnitur. Poprawił mankiety i obdarzył dziewczynę jednym ze swoich najlepszych uśmiechów.
- Lucy, Lucy, Lucy!- pisnęła i przekroczyła barierę ognia, rzucając mu się na szyję.
- Dlaczego mnie wzywałaś?- spytał.
- Tęskniłam.- jęknęła.
- To było takie ważne?- objął ją i położył głowę na jej ramieniu.
- Nikt mnie tu nie szanuje, moje moce są słabsze, nie jestem... nie jestem sobą. Tutaj jestem nikim.- wyżaliła się.
- Musisz zapracować na szacunek, misiu.- oznajmił.
- Mniejsza o to, potrzebuję na jeden dzień dwie moce.- oderwała się od mężczyzny.
- Dwie godziny i nie za darmo.- skrzyżował ręce na piersi.
- W porządku, pójdę dać coś Darknessowi i wrócę tutaj, wtedy zapłacę tak jak sobie zażyczysz.
Lucyfer pokiwał głową i uśmiechnął się przebiegle.

Khazra zapukała do drzwi i już po chwili w progu stanęła brunetka.
- Gdzie Darkness?- zapytała ostro, mijając dziewczynę.
- Na górze.- dziewczyna wskazała schody.
Khazra skinęła głową i pstryknęła palcami, zatrzymując czas, po czym podeszła do dziewczyny i powoli przesunęła ręką w powietrzu, zabierając dziewczynie wspomnienia z ostatniej chwili. Potem pobiegła na górę, rzuciła paczkę z trucizną na biurko czarnowłosego i opuściła dom. W końcu jej "były" kochanek nie mógł czekać wiecznie.

I znowu brak weny i beznadziejne opko.
Darkness?

Od Evie konkurs #9 "Coś chyba jest nie tak"

~ Jakiś czas temu przed aktualnymi wydarzeniami~

Podczas swojej misji w Imperium spotkałam całkowicie przez przypadek swoją dosyć bliską koleżankę. Zdziwił mnie fakt, że ona się tutaj zjawiła, szczególnie że ona jest zwykłym człowiekiem a nie maginą istotą, która szuka lepszego życia na Delcie. Umówiłyśmy się pod pobliskim klubem, który był jednym z najbardziej znanych miejsc w Imperium. No i co? Okazało się, że nie przyszła sama, tylko ze swoim chłopakiem i przyjacielem. Cóż, mówiąc o przyjacielu miałam na myśli kochanka.
- Nic nie powiedziałaś, że oni też przyjdą - powiedziałam spokojnym głosem i spojrzałam na tych mężczyzn. 
- Bardzo naciskiwali na to by przyjść - westchnęła cicho. Poczułam na sobie nieprzyjemny wzrok jej lubnego. Nagle coś sobie przypomniałam, on kiedyś był członkiem watahy Mobiusa... Ale został wywalony za morderstwo kilku członków podczas misji, czyli w skrócie zdrada. Miał zostać skazany na śmierć, jednak on zniknął ze swojej celi i rozpłynął się w powietrzu. Był poszukiwany przez długi czas, ale nikt nigdy go już nie zobaczył. Stwierdziliśmy, że popełnił samobójstwo albo został w jakiś sposób zamordowany, chuj wie. Nic nie mówiąc poszliśmy w stronę najbliższego portalu, który by nas zabrał do Nowego Yorku. Poszliśmy od razu do jakiegoś baru. Myślałam, że będzie to zwykła rozmowa przy piwie czy drinku. Ale się bardzo mocno myliłam. Nie wiem jak to się stało i nie wiem co się działo, ale nic nie pamiętałam z tej nocy. Obudziłam się w swoim pokoju w Niwym Yorku, łeb mnie napierdalał, kręciło mi się w głowie i miałam odruchy wymiotne. Nagle przede mną pojawiła się jakaś postać. Nie widziałam jej twarzy ani nic... Ta postać raz się podwajała a raz widziałam ją trzy razy. 
- Witaj Evie - powiedziała identycznym głosem jak moim. 
- Kim jesteś? - powiedziałam słabo mając ochotę już wszystko co miałam w żołądku wyrzygać. 
- Tobą, ale z równoległego uniwersum - odpowiedziała i podała mi szklankę wody. Chwyciłam ją i wypiłam duszkiem. 
- Dziękuję, ale czekaj... - pokręciłam głową i obraz stał się nieco ostrzejszy. Rzeczywiście, wyglądała jak ja, ale co się dzieje? Dlaczego ona tu jest? Jak ona się tutaj dostała? W tym momencie w mojej głowie pojawiło się tyle pytań.
- Zostałam przeteleportowana by cię ostrzec - powiedziała i wlepiła swój wzrok w moje zmęczone oczy.
- Przed...? - uniosłam jedną brew pytająco.
- Przed zabiciem kogoś niewinnego - usiadła na moim łóżku i podała mi karteczkę, albo może notes? A chuj wie, wiem jedynie, że to coś w dotyku przypominało papier. 
- O czym pierdolisz? - zapytałam się i poczułam przeszywający ból głowy.
- Zobaczysz, wszystko masz na kartce - odparła i pogłaskała mnie po głowie. Jednak niezadowolona jej zachowaniem odtrąciłem jej dłoń. - Jaka agresywna - prychnęła. 
- Kim jest ten niewinny osobnik? - spojrzałam na samą siebie, jakby to dziwnie nie brzmiało.
- Znasz go, spotkaliście się dzisiaj, albo raczej wczoraj - odpowiedziała i wstała z mojego łóżka. Popchnęła mnie z powrotem na łóżko. Gdy tylko moja głowa wylądowała na poduszce, zasnęłam w mgnieniu oka. Obudziłam się po kilku godzinach. Co prawda nadal mnie głowa bolała, ale już czułam się nieco lepiej i widziałam nieco wyraźniejszy obraz. W mojej dłoni leżała lekko pognieciona kartka. Odłożyłam ją na półkę i poszłam do łazienki by przemyć twarz. Poszłam na chwilę do kuchni po szklankę wody. Wróciłam do pokoju i chwyciłam tą kartkę. Przeczytałam co na niej było. Za pierwszym razem nie mogłam uwierzyć w to co zobaczyłam. Imię tego mężczyzny było napisane na kartce oraz wiele innych rzeczy. Okazało się, że on wcale nikogo nie zabił i był niewinny. Tak naprawdę to jeden z członków pozabijał swoich wspólników. Była to jego dziewczyna, dlatego nie miała serca by odebrać mu życie. Z niewiadomych przyczyn popełniła samobójstwo, wbijając sztylet w swoje gardło. Niezbyt rozumiałam dlaczego to się stało, ale to nie moja sprawa. Najważniejsze jest to, że mężczyzna jest niewinny. Musiałam zrezygnować z śledzenia i wrócić na Deltę. Zaczęłam się zastanawiać się czy powiedzieć Mobiusowi całą prawdę czy nic nie mówić... Jakbym mu powiedziała to muszę mu wszystko udowodnić. Dając mu tą kartkę i mówiąc mu, że dostałam to od siebie z równoległego uniwersum, wyśmiałby mnie i nazwał idiotką. Właściwie sama się zastanawiałam się przez chwilę czy nie prowadziłam konwersacji ze ścianą, ale ta kartka z notatnika mnie przekonała, że aż tak źle ze mną jeszcze nie jest. 

Od Evie CD Viper'

Teksty chłopaka były dosyć nietypowe, przynajmniej takie które prawie nigdy nie słyszałam. W dodatku jeszcze powiedział "księżniczka"... Nienawidzę jak ktoś mnie tak nazywa. Ale nic nie mogłam zrobić, Viper należał do innej watahy i nie był byle kim. Jakby był jeszcze w watasze Mobiusa to bym mu powiedziała kilka niezbyt miłych słów, ale jak na złość nie mogłam. Jedyne co mi zostało to ugryźć się w język. Może w ten sposób pomogę trochę kuzynowi polepszyć stosunki z WKN. Wszystko wyglądało w miarę normalnie do czasu... Do czasu jak zobaczyłam, że wykorzystuje dziecko do roboty. Dlatego wybrałam zwykłą wodę a nie jakieś herbaty czy kawy. Gdy dziewczyna odeszła, spojrzałam na chłopaka zimnym wzrokiem. Najwyraźniej zrozumiał o co mi chodzi.
- Poczekaj chwilkę - powiedział i wyszedł z salonu. Po kilku minutach wrócił z jeansowymi rurkami i czarną koszulką z sporym dekoltem. Nie byłam pewna czy to dobry pomysł, ale stwierdziłam, że nie mam się czego bać. Popatrzeć sobie może, ale podotykać... oj No to nie wiem. Chyba nie byłby na tyle głupi by narazić się na gniew Mobiusa. Nawet jakbym nic nie mówiła to mój kuzyn wyczuje zapach obcego mężczyzny na moim ciele. Taki trochę nadopiekuńczy, ale kochany kuzyn. Poszłam do toalety i przebrałem się w ubrania, które mi przyniósł. Trochę się załamała, jak uświadomiłam sobie, że ta koszulka lepiej wyglądałaby na większym biuście. Westchnęłam cicho i wyszłam z łazienki. Viper otworzyszł szeroko oczy i skupił swój wzrok na wysokości mojej klatki piersiowej. Westchnęłam cicho i usiadłam naprzeciwko chłopaka.
- Cóż, muszę powiedzieć, że twoja siostra ma ciut większy biust ode mnie - zaśmiałam się cicho pod nosem. Chłopak się nieco zdziwił słysząc moje słowa. No cóż, przynajmniej byłam szczera. Nagle usłyszałam kroki dobiegające ze strony windy. Odwróciłam się i zobaczyłam czarnowłosego mężczyznę. Wstałam z siedzenia i ukłoniłam się. Czułam się trochę zmieszana, ponieważ nie wiedziałam zbytnio co mam powiedzieć widząc alfę WKNu, Darknessa. Mężczyzna zaczął mi się przyglądać, przez co odczuwałam lekki dyskomfort. No cóż, nie jestem przyzwyczajona do tego wszystkiego. 
- Jestem Evie Kendick, szpieg z TICOD i kuzynka Mobiusa Brandforda - oznajmiłam spokojnym głosem. Miałam tylko nadzieję, że nie zostanę skrócona o głowę czy coś. Nie znałam zbyt dobrze alfy tej watahy i jego rodziny. Jest to pierwszy raz kiedy ich spotkałam osobiście a słyszałam o nich różne rzeczy. Jak na razie Viper mnie zaciekawił i wydaje mi się, że należy do sympatycznych osób. 

Viper? Sorki, że takie krótkie.

Od Calypto do Shiro

- Ty tak na serio?- spytałem, wciąż się uśmiechając. Wyciągnąłem dłoń i pomogłem chłopakowi wstać. Był wysoki, ale i tak niższy ode mnie.
- Ale co?- zmierzył mnie spojrzeniem.
- Po co ci ta maska?- spytałem, wyciągając paczkę papierosów z kieszeni.- Chcesz jednego?
- Nie twoja sprawa i nie, dzięki.- fuknął.
- Milusio.- chuchnąłem na końcówkę fajki, rozpalając ją.- Calypto jestem.
- Akiyama.
- Mój boże, kto nadał ci takie chujowe imię?- parsknąłem.
Oczy chłopaka rozbłysły. Palcami przeczesał różowe włosy (na wszystkie świętości, no przyrzekam, różowe) i spojrzał na mnie spode łba.
- Na co się tak gapisz? Tylko podnieś na mnie rękę, a już nie żyjesz.- uśmiechnąłem się ponownie.
Rozejrzałem się po okolicy, przypominając sobie co miałem teraz robić. Budynki o zdobionych oknach, ani drzewa, za cholerę nie pomagały w przypominaniu sobie swoich celów.
- Miałem chyba iść do jakiegoś baru, może pójdziesz ze mną?- spytałem po chwili.
- Nie jest to najlepszy pomysł.- stwierdził.
- Nikt cię nie zaatakuje, ty też nikogo nie pobijesz.- oznajmiłem.- I tak, widziałem co zaszło w poprzednim. Powiedzmy że dzisiaj zostanę ochroniarzem twoim i otoczenia.- uśmiechnąłem się.
Chłopak wzruszył ramionami i ruszył za mną.

Nie miałam weny, sory sory.

Akiyama?

Od Nemain do Darknessa

- Jeśli ktoś tu jest niemytym ścierwem to ty.- odgryzła się rudowłosa- Przy tobie tamten burdel był przykładem czystości.
Czarnowłosy odwrócił się i zmierzył dziewczynę spojrzeniem.
- No co się gapisz?- syknęła.- Idź się umyć bo zaśmierdzisz mi mieszkanie.
Nemain zmarszczyła nos i rzuciła w Darknessa ręcznikiem
- Zdajesz sobie sprawę z tego kim jestem?- spytał mężczyzna.
- Mam gdzieś twoją pozycję.- odparła.- Więc idź się umyć.
Czarnowłosy zmarszczył brwi i podniósł się z ziemi, delikatnie krzywiąc się z bólu.
- Łazienka jest tam.- rudowłosa wskazała drzwi po prawej.
Mężczyzna ruszył w tamtym kierunku, a potem gniewnie zatrzasnął za sobą drzwi. Dziewczyna pokręciła głową. Przeklinała się za swoje wciąż dobre serce, następnym razem nie weźmie jakiegoś gościa z baru do swojego domu. Nie mogła zostawić nieprzytomnego mężczyzny w barze. W sumie- mogła, tylko nie chciała. Ból przepływający przez jej ciało nagle się wzmocnił, jęknęła i oparła się o ścianę, próbując się uspokoić. Na jej ciele wykwitły atramentowe pajęczyny, a okręgi wokół jej ciała pociemniały. W tej samej chwili jej gość wyszedł z łazienki.
- Chodź, opatrzę twoje rany.- oznajmiła, wskazując krzesło przy stole kuchennym.
- Sam sobie poradzę.- mruknął.
- Jeśli chcesz pokonać Lucyfera, musisz być w pełni sił.- powiedziała spokojnie.- Więc nie pyskuj jak mały bachor i nie udawaj chojraka, bo przypłacisz życiem.
Czarnowłosy spojrzał na dziewczynę, zmarszczył brwi i usiadł na wskazanym wcześniej krześle.
- No kto by pomyślał, że rzekomo potężny Darkness posłucha małej niewinnej dziewczynki.- zaśmiała się, wyciągając opatrunki z szafki.
- Mam coś do załatwienia, więc mogłabyś się sprężać?- syknął.
- To urocze jak próbujesz odzyskać honor.- uśmiechnęła się, po czym w jej oczy rozbłysły niebieskim blaskiem.- Nieźle się urządziłeś. Ale oprócz pogruchotanego żebra nic ci nie będzie.
- Masz rentgen w oczach?- uniósł brwi.
- Coś w ten teges.- mruknęła i wzięła z blatu fiolkę z zielonym płynem.- Myślałam, że będzie gorzej. Wypij to i za godzinę będziesz śmigał, znowu piękny i gładki. Choć co do tego pierwszego nie jestem pewna.
Darkness wyrwał fiolkę z jej ręki i wypił jej zawartość w ułamku sekundy. Po chwili skrzywił się i zrobił się purpurowy na twarzy. Dziewczyna zaśmiała się głośno.
- Mogę pomóc ci w pokonaniu Lucyfera. Potem raz na zawsze wyniesiesz się z mojego domu.- zaproponowała.
- W porządku.- mężczyzna podał jej dłoń.
Nemain uścisnęła ją i odsunęła się szybko.

O mój bosze, nie miałam weny, naprawdę :c
Darkness?

17 sierpnia 2017

Od Calypto do Laroty

Oderwałem się od dziewczyny i usiadłem na krawędzi łóżka, opierając łokcie na kolanach. Larota po chwili dotknęła mojego ramienia.
- Przepraszam, ja nie mogę.- stwierdziłem.
- Zrobiłam coś nie tak?- spytała zmartwiona.
- Nie.- podniosłem się z łóżka.- Pójdę się przejść, zostań tu na noc.
- Może wrócę do domu?- wyjrzała przez okno.
Pokręciłem głową i opuściłem pokój, po drodze zbierając swoje rzeczy. Wrzuciłem ubrania do mojej sypialni i przemieniłem się w wilka, po czym pognałem na dwór. Minąłem bramę i usiadłem na chodniku. Co ja tak właściwie sobie myślałem? Co chciałem udowodnić? Położyłem się i ukryłem pysk w łapach. 
- Joł, Ahrazil- usłyszałem po chwili.
Odwróciłem głowę w tamtym kierunku i odskoczyłem w bok.
- Na boga, co tu robisz?- spytałem, powoli się uspokajając.
Dawny znajomy spojrzał na mnie i uśmiechnął się chytrze.
- Przybyłem, żeby cię zobaczyć.- rzucił.
Skinąłem głową i ugryzłem się w język żeby nie palnąć nic dziwnego, albo nie zacząć śmiać się jak szaleniec.
- Ty mnie nawet nie lubisz.- parsknąłem.
- Chciałem się pogodzić.- mruknął pokornie i przemienił się w szarego wilka. W jego oczach faktycznie widać było skruchę.
- Daj spokój, idziemy na piwo?- spytałem po chwili.- Zachowujesz się jak baba.
- Och, okej.- basior od razu się rozpromienił.
Minąłem go i pognałem w stronę miasta, a dawny znajomy podążył za mną.

Larota? Kompetnie nie miałam pomysłu.

Od Darknessa "Walka z Lucyferem"

 Czarnowłosy powoli otworzył oczy i przeciągnął się leniwie na niezbyt miękkim podłożu. Jak to było? Co to było? Potrącenie przez samochód? Nie mógł umrzeć tą jakże.. prostacką śmiercią. Och, a skro nie żyje.. Dlaczego Bóg nie zechciał dać mu bardziej miękkiego podłoża do spania? Darkness w pełni rozumiał to, że nie był święty, jednak uważał, że aniołowie mogli się bardziej postarać. 
  No i po chwili - oślepiające światło. Wilkobójca, wściekły do reszty wstał z kamienia i spojrzał w stronę postaci, która miała czelność go obudzić. Był to wysoki, blond włosy mężczyzna. Ręce miał skrzyżowane na piersi, jakby wściekał się na Darknessa. Ubrany był w nieskazitelnie białą szatę, coś przypominającego damską, nocną piżamę. 
  — Mogłeś sobie darować tą jakże "zajebistą niebiańską aurę", Gabriellu. — warknął Darkoss, wpatrując się w archanioła. — A skrzydełka to gdzie? 
  — Daruj sobie te złośliwości, Możanie Riversie.  Nie po to cię tutaj wezwaliśmy, żebyś grał bezczelnego. Potrzebujemy twojej pomocy.
   — Ktoś ci aureolkę podpierdzielił? — zapytał złośliwie czarnowłosy.
  Zniecierpliwiony anioł przekręcił oczami i podszedł do niewiele niższego mężczyzny. Darkness uśmiechnął się złośliwie i oblizał wargi, czekając na dalszy ruch archanioła. Gabriell podniósł rękę, ale nie uderzył nią Wilkobójcy. Westchnął tylko ciężko. 
  — Sprawa jest poważna. Jeżeli ci się uda, Ojciec odda ci z powrotem życie. Albo choćby nagrodzi za próbę wydostania Samael z Netheru. Anioł śmierci został porwany przez Azazela, a żaden z aniołów nie może dostać się do piekła. W każdym razie nie do jego najgłębszej części. Ty zaś jesteś mężem..
  — Nie mam żony. — zaprzeczył Wilkobójca. Archanioł zmierzył go złowrogim wzrokiem. — Dobra, wiem o co ci chodzi. Kontynuuj.
  — Pomożemy ci, dostarczymy ci broń, zbroję.. co tylko zechcesz. Jedynie problem będzie z towarzyszami. I Lucyferem. Właśnie! — Gabriell klasnął w dłonie. — Wpierw musisz pokonać Księcia, abyś mógł przejść dalej. Ostatnio Jutrzenka* często włóczy się przy wejściu do podziemia. A dokładnie w pewnym domu rozpusty, na Manhattanie.
   Gabriell skrzywił się, kiedy wspomniał o jednym z domów publicznych. Darkness zmierzył go zboczonym wzrokiem, przez co archanioł jeszcze bardziej się zniesmaczył. 
   — Mógłbym pomóc ci w walce z..
   — To nie będzie konieczne. Sam świetnie dam sobie radę z Lucyferem.

*No i minęło te kilka nieszczęsnych godzin..*

  Czarnowłosy otrzymał od swoich "wielbicieli" oręż, aby móc godnie przywitać swojego wroga. Nie ma jak zasadzić komuś ostrze w zad na dobry początek dnia. W dodatku mężczyzna miał to zrobić w jednym ze swoich ulubionych domów publicznych. Darkoss stanął przed zniszczonym wejściem do rzekomego "klubu". 
  Przykrywka dla nielegalnego domu rozpusty. Co ciekawe - poza zwykłymi kobietami Wilkobójca był w stanie zauważyć również sukkuby oraz krukonki, zabawiające się z przypadkowymi gośćmi. Czekając, aż Lucyfer sam wpadnie w łapy alphy WKNu, Śmierćmistrz usiadł przy ladzie i poprosił o wódkę z colą. Gruba barmanka podała mu upragniony napój, a kiedy Wilkobójca miał zaczerpnąć życiodajnego płynu, usiadła obok niego piękna, blond włosa prostytutka. Poprawiła swoją koronkową bieliznę i przysunęła się do czarnowłosego, pokazując mu swoje dorodne piersi. 
  Pan podziemia z początku starał się ignorować młodą nierządnicę, jednak kiedy kobieta zaczęła delikatnie masować jego plecy, nie wytrzymał. Odwrócił się do niewiasty i uśmiechnął się beztrosko, jakby zobaczył swoją dobrą przyjaciółkę z czasów szkolnych. Kobieta zaczęła zachęcać go, by skorzystał z jej usług i chociaż na chwilkę udał się z nią do pokoju na małą zabawę. Darkoss przewrócił oczami i już miał się zgodzić, kiedy ktoś brutalnie pociągnął blondi za ramię, robiąc sobie miejsce na krześle, obok Wilkobójcy.
   — Laska jest już zajęta, znajdź sobie własną! — warknął przez zęby czarnowłosy, omal nie rzucając się na mężczyznę, który zamierzał zabrać jej zabawkę. 
   — Przecież nie przyszedłeś tu, by się pobawić, zgadłem? 
  Mężczyzna okazał przystojnym, niezbyt wysokim, czarnowłosym osobnikiem. Ubrany był w nienaganny, czarny garnitur, jakby szykował się na jakieś ważne spotkanie, a nie na noc w domu publicznym. Jego krwistoczerwone oczy uważnie przypatrywały się Darknessowi. 
  Wilkobójca właśnie teraz zdał sobie sprawę, z kim ma tak naprawdę do czynienia. Jego lewa ręka powędrowała w stronę kosy, którą bardzo łatwo mógłby w kilka sekund pokonać demona. Jednak Lucyfer był upadłym aniołem. Nie dałby się tak łatwo.
   — Ciebie też niemiło widzieć, Wisielcu.
   Zanim Darkoss zdążył zareagować, jego przeciwnik wyjął sztylet i skoczył na niego, wbijając mu ostrze w skórę. Zdenerwowany alpha wyjął broń Lucyfera ze swojej piersi i uderzył go na tyle mocno, że jego przeciwnik upadł na podłogę. Czarnowłosy wstał i otrzepał się z kurzu. Krew z dziury, w której powinno znajdować się serce, wypływała strumieniami.
   Jeden z inkubów widząc, że dwaj mężczyźni rzucili się sobie do gardeł, wrzasnął przerażony i zaczął biegać po pomieszczeniu, jakby coś go ugryzło. Napaleni klienci oderwali się od swoich prostytutek i spojrzeli zaciekawieni na walkę dwóch mężczyzn w średnim wieku. Jedni zaczęli kibicować Lucyferowi, drudzy Darkossowi, a inni umykali cichaczem przerażeni, nawet nie płacąc za usługi kobiet.
  Wilkobójca stanął na nogi po dezorientującym uderzeniu w głowę. Zaczął się lekko chwiać, ale jego przeciwnik również był zdezorientowany. Z trudem mężczyzna zdołał rzucić w Wisielca sztyletem, jednak w ostatniej chwili jego przeciwnik zrobił unik, a ostrze trafiło w obraz przedstawiający opustoszały dom. Zupełnie nie pasował do wnętrza budynku.
   Czarnowłosy zamienił się w wilka i skoczył na Lucyfera, przegryzając krtań upadłego anioła. Lucyfer po chwili upadł. Rzucał się wściekle po podłodze, próbując uwolnić się z morderczego uścisku, co jednak tylko pogarszało sprawę. Po chwili jego głowa znalazła się kilka metrów od ciała. A Wilkobójca, wycieńczony, upadł na ziemię. Zamknął oczy.
*No i znowu przewijamy, bo why not*
  — Żyjesz? 
  Wisielec powoli otworzył oczy. Był pewien, że właśnie znowu zakończył swój żywot. W dodatku nie wypełnij misji, a jedyne co zrobił, to nawalał się z Lucyferem. Wygrał, ale co z tego? Jak nie żyje, to nie ma się z czego cieszyć. 
  Zaraz.. skoro ktoś się go zapytał, czy żyje, a on usłyszał jego głos, to chyba mógł odpowiedzieć na spokojnie "tak, ale pierdole oddychanie, bo na co to komu?".
  — Nie, zdechłem w wypadku samochodowym. — westchnął pół żartem pół serio. — Gdzie mnie zawlokłeś, ścierwo niemyte? Bo raczej wątpię, że jesteśmy nadal w burdelu. 

Ktoś, kto mi zechce pomóc w misji?

*Lucyfer to inaczej Jutrzenka.

Od Berbali'ego

Wieczór. Basior przechadzał się, szukając czegoś do upolowania. Co chwilę zatrzymywał się, by odpocząć. Nie myślał w ogóle, że idzie za nim Amanda, która coś mruczała do siebie. Coś o ludziach i cholera po co wszystko mówić?
—  Nuda... Gdzie my, idziemy wreszcie?! — Nikt jej nie odpowiedział, więc stanęła.
—  Co, nie idziesz? — Berbali popatrzył się na nią — Jesteś TAKA...
—  CI!! - Darus mu przerwał i zaczął się rozglądać — Słyszycie?
 Podniósł głowę i zaczął jakby to powiedzieć nasłuchiwać. Zaświeciły mu się oczy i podszedł do Berbaliego, jakby chciał mu coś zrobić. - Ale co?
—  On...  —  Nie wiedział o co chodzi. Nic nie słyszał, nawet szmeru lub czegoś innego. Coś za nim stało, bo poczuł zapach i to bardzo mocny. Odwrócił się i zobaczył.. Na wpół szkielet i ciało wilka, które nie miało kłów i sierści. Szkielet patrzył się na nich, pustym oczodołem i zwykłym okiem.
 * To ja...* —  Usłyszał w głowie Berbali. Wilk zachwiał się i spadł na ziemię. Jego oczy pochłonęła ciemność. Wydał z siebie cichy krzyk i zemdlał.  
— Berbali! — Wilczyca spojrzała na niego, a potem na szkielet. — Czym ty jesteś?! I po co tu przyszedłeś?!
Czaszka spoglądała na nią, wydała jakiś dźwięk i znikła. Daku siedział obok Bell, otworzył paszcze i zaczął mówić.
— Zemdlał tylko na godzinę, co zrobimy siostro?
— Zabierzemy go. — Rzekła i zamieniła się w człowieka. Podniosła ciało Berbali'ego i zaczęła iść.
 — Ale gdzie?
 — Na wyspy czaszki.
<CDN> 

Od Amandy

Krzyk, pisk i wybuch. Uciekający ludzie i palące się budynki. To właśnie widziała Amanda, a po dwóch godzinach palące domy były gaszone wodą. A ona sama skulona obok krzaka, płakała.
- Dlaczego?! Dlaczego to zrobiłam?!
Jej łzy kapały na ziemię, a głosy ludzi było wszędzie słychać. Podniosła głos, gdy ktoś ją usłyszał.
- Ben! Ktoś płacze!
Dziewczyna przestała i zaczęła uciekać.
- Dlaczego uciekasz?! - Jakiś mężczyzna zaczął biec za nią.
- NIE!
Wadera budząc się podskoczyła. Widać było w jej oczach strach i zaniepokojenie. Podeszła do zniszczonej i niedokończonej szafki, ukradzionej z jednej z wysp. Leżała na niej kartka i szklanka z czarnym płynem. Próbowała w wziąć kartkę do ręki, ale nie mogła. Sama ona! Nie mogła się poddać więc miała ją blisko, ale zamiast ją wziąć zwaliła na skalną podłogę czy jak by to się nazywało. Podniosła ją i zaczęła czytać.
- Pójść do krukonów? Po co mam się męczyć?!
 Uderzyła pięścią w szafkę, i z teleportowała się na Spatium. Zaczęła iść na cmentarz, gdy jakaś czarna postać śmignęła jej przed nosem. To był krukon, zaczęła się teleportować zanim gdy coś ją uderzyło. Cicho krzyknęła z bólu i zaczęła się rozglądać. Była blisko portalu, którego pilnował niedźwiedź.
- Czego chcesz?
- Niczego?! A co miałam bym chcieć?! - Zdenerwowany zaryczał, i odwrócił się.
- Co za zwierzęta.
Rozglądała się nikogo nie było, przeniosła się do jednego z lasów i przewróciła się.
<Ktoś odpisze?>

Od Mobiusa C.D Taiga

Dotknąłem delikatnie klatki piersiowej kobiety, która z sykiem się cofnęła do tyłu
- Nie rób takich nagłych ruchów, żebra chronią serce i płuca, jak będziesz się rzucać, a one będą złamane, możesz doprowadzić do uszkodzenia tych narządów - Wytłumaczyłem i po chwili starałem się uspokoić kobietę. Przez dłuższa chwilę mnie w ogóle nie słuchała, gdyż nadal była zamroczona, w końcu, w takim stanie poszła po prostu spać. Muszę się dowiedzieć jak dawno temu był atak - Boli Cię w czasie wdechu? - Zapytałem dotykając napuchnięta skórę, dokładnie pod nią wyczuwałem ostre odłamki kostne
- Tak.. trochę.. - Wydusiła. A więc złamane
- Jak dawno temu to było? - Zapytałem zaniepokojony
- Nie wiem, kilka godzin temu? - Skoro dziewczyna jeszcze żyje, jest szansa, że nie jest to tak poważne jak wygląda
- Siedź tak i się nie ruszaj - Rozkazałem - Masz gdzieś tutaj opaskę uciskową lub bandaż elastyczny? - Zacząłem się rozglądać po mieszkaniu
- Tak.. w łazience powinna być apteczka - Wydusiła, a ja szybko tam poszedłem. Oczywiście po drodze ciągle się obracałem, by sprawdzić, czy dziewczynie nic nie strzeli do łba. Kiedy znalazłem się w łazience, szukałem w każdym kącie apteczki. To pod umywalką, w szafkach, czy nawet koszu z bielizną. Podirytowany faktem, że tak dużo czasu mi to zajmuje uderzyłem delikatnie dłonią o ścianę. W tym momencie jedna z pólek się wysunęła i ukazała apteczkę. Przecież tam szukałem. Westchnąłem biorąc zdobycz i wracając do towarzyszki
- Zdejmij całkowicie bluzkę - Powiedziałem od razu, gdy znalazłem się przy dziewczynie. Taiga potrząsnęła głową, jakby nie wiedziała, czy dobrze usłyszała
- Co? - Zapytała niepewnie zakrywając się rękoma
- Jestem Alphą, to rozkaz - Mruknąłem, nie chcą tracić jeszcze więcej czasu - Stanik też - Dodałem niewzruszony
- Pogięło Cie?! - Fuknęła marszcząc brwi, nie dziwię się, że jej się to nie podobało. No, ale niestety innego wyjścia nie było
- Już je widziałem, nie pamiętasz o eliksirze? - Uśmiechnąłem się, przy tym puszczając jej oczko
- Miałeś tego nie wspominać! - Wykrzyknęła i jednym ruchem zdjęcia ubranie i bieliznę, lecz od razu zakryła się dłońmi. Teraz człowieku, spróbuj ją przekonać, by je zabrała
- Musisz wziąć ręce - Powiedziałem przekręcając oczami
- Chyba śnisz - Odwróciła głowę, zakrywając przy tym zaczerwienione policzki
- Dobra, inaczej.. - Westchnąłem i wchodząc na łóżko usiadłem zaraz za Taigą
- Co ty robisz? - Zdziwiła się, jeszcze bardziej się zakrywając
- Z tej perspektywy nie widzę twoich piersi, wybacz, ale nie mam w zwyczaju nosić kobiecej wróżki, która jest lekarzem w kieszonce - Powiedziałem dość ironicznie i kobieta dobrze to zrozumiała, gdyż pokazała mi wypięty język - Weź głęboki wdech i przytrzymaj - Spojrzałem na Taigę, która nie była pewna tego co mówię, uśmiechnąłem się jedynie w odpowiedzi i czekałem, aż wykona moje polecenie. Kiedy to zrobiła, założyłem opaskę okrężnie na klatkę piersiową. Żebra były uszkodzone tylko po lewej stronie, tak więc musiałem również unieruchomić rękę
- A to po co? - Zapytała, gdy zauważyła, że nie może poruszyć kończyną
- Dla bezpieczeństwa i Twojego dobra - Powiedziałem zadowolony, że chociaż część, gładko poszła - Muszę Cię wziąć do lekarza, trzeba dowiedzieć się czy nie doszło do przemieszczenia się odłamków kostnych - Stwierdziłem schodząc z łóżka i stając na przeciwko kobiety
- Co to znaczy? - Uniosła ku górze jedna brew
- Że jak nie doszło do przemieszczenia, leczenie będzie dużo łatwiejsze i będziesz lecieć na tabletkach przeciwbólowych dobre kilka dni i przy tym drobna rehabilitacja oddechowa - Wytłumaczyłem, chociaż miałem wrażenie, że to zniechęci Taigę i zaraz będę musiał znowu się kłócić, tylko tym razem o to, by ruszyła zadek do lekarza, a podobno to mężczyźni nie lubią tam chodzić. Tak czy siak, muszę dodać coś, co chociaż trochę ja zachęci - Ale to drugie nie jest konieczne, w końcu magia działa cuda - Uśmiechnąłem się szeroko
- Skąd ty tyle wiesz? - Zapytała niepewnie, dokładnie mi się przyglądając
- Jestem dwa razy starszy od Ciebie to się ceni - Roześmiałem się
- Wtedy miałbyś ponad trzy tysiące lat, aż tak się postarzasz? - Uśmiechnąłem się na te słowa, a Taiga zamrugała kilkukrotnie i popatrzyła na mnie z niedowiedzeniem - Masz ponad trzy tysiące lat?! - Wrzasnęła podskakując przy tym i szybko zapłaciła za to ostrym bóle w klatce piersiowej
- Mówiłem byś się nie ruszała - Westchnąłem i wziąłem kobietę pod ramię - Teraz powoli.. - Przeszliśmy przez prób mieszkania
- Masz zamiar mnie tak nieść, aż do lekarza? Zanim dotrzemy na ziemię trochę czasu minie.. - Oddech kobiety stawał się ciężki. Taiga zaczęła wręcz walczyć o każdy chełst powietrza
- Nie mam na to czasu - Wsadziłem palce do ust i wydałem z nich głośny gwizd, nie musieliśmy długo czekać, aż przynajmniej dwunastometrowy orzeł biczował nas po twarzy, zimnym powietrzem wytworzonym przez jego ogromne skrzydła
- Co to za bydle? - Fuknęła prawie niesłyszalnie Taiga
- Poznaj moje zastępce Charlesa - Uśmiechnąłem się i pomogłem kobiecie dostać się na jego grzbiet, a ja z konieczności przytrzymania dziewczyny usiadłem za nią - On nas zabierze do imperium, tam się szybciej Tobą zajmą - Powiedziałem miło, chwytając jedną ręką pióra towarzysza, a drugą tułowie Taigi
 
 Tai?

Marco do Fragoni

Drakkoness wciągną ją do domu, a Diablo został na zewnątrz. Demon nie chciał zaczynać jakiejś durnej bójki z władcą podziemia.
Diablo wrócił do domu i po dwóch dniach, postanowił odwiedzić niedawno poznanego dzieciaka.
Zapukał w drzwi do jej domku, Fragonia otworzyła drzwi.
-O cześć.
-Cześć. Jest u ciebie Drakkones?
-Nie.
-To dobrze. ( Chłopak, się uśmiechną.) To dobrze, bo mam prezent, dla ciebie.
Diablo wręczył kwiaty Fragoni.
-To dla ciebie.
Powiedział chłopak, dziewczyna zarumieniła się i wzięła bukiet od Marco. Dziewczyna zaprosił go do środka, Frago przyniosła herbatę, a chłopak pod jej nie obecność wyciągną czekoladki. Dziewczynka na wróciła, z naparami, omal nie wypuściła kubków z dłoni.
(Fragoni)

Od Pandory C.D Mobius

Złapałam się mocno Hipogryfa, który wzbijała się coraz wyżej i wyżej. Poczułam, że stworzenie wyrównuje lot. Powoli odchyliłam powieki, a moim oczom ukazał się piękny widok, który można zobaczyć  w filmach, lub tylko na latającym stworzeniu.
- Ale tu pięknie.
Hipogryf kiwną głową jakby na potwierdzenie moich słów. Z góry widziałam bardzo wiele. Cała okolica wyglądała jak na obrazku.
Gryf zleciał i trzymał się blisko tafli wody, następnie wzbił się w powietrze i wróciliśmy do Mobiusa. Hipogryf wylądował, po czym zrobił parę kroków i się zatrzymał, zeszłam z niego i upadłam na ziemie.
- Nic ci nie jest?
- Nie.
Nogi miałam trochę jak z waty cukrowej. Podziękowałam Hipogryfowi za tą wycieczkę, po czym on ruszył w powietrzne ścieżki.
- Było super. - Krzyknęłam z entuzjazmem, a chłopak spojrzał na mnie z uśmiechem.
- Dziękuje. - Powiedziałam.
 
Mobius?

Nowości!

  Ha haa! Tyks nigdy nie próżnuje, a dzisiaj przychodzę przedstawić wam kilka małych, być może niezauważalnych aktualizacji.
  • Powstała zakładka rekrutacja, w której znajduje się zarówno regulamin, adopcja, link do formularza jak i oceny do bloga. 
  • Zostały zmienione napisy w aktualnościach na.. "bardziej pasujące do szablonu"
  • Stempelki discorda i skype zostały przeniesione i zmienione. Teraz jest estetyczniej!
  • Stempelki administracji i opis Tyks uległy zmianie. 
  • A na rynku deltowskim wielkie poruszenie. 
  • Ustalono datę chatu rpg. (sobota, 19 sierpnia, godzina 17:30)
 Dziękuję za uwagę i do usłyszenia! :D

Od Mobiusa C.D Sarah "Walka ze Śmierciożercą"

Ostatnio na Assyrium zaległo się zbyt dużo plugastwa. Taiga została zaatakowana przez jeźdźca, a teraz to.. Patrzyłem na dziwne wilcze ślady, które niemal mieniły się ogniem. Dobrze wiedziałem, jaki stwór to pozostawił i modliłem się, by nie wpadł na żadne niewinne stworzenie podczas swojej wycieczki. No jak ma się takie przesrane życie, że zostawia się na ziemi własne ślady, które przyciągają wzrok z kilometra, trudno się skradać i w ogóle coś upolować. Wykrakałem. Warknąłem widząc ciało, a wokół niego mnóstwo tropów. Przykucnąłem. Satyr. Dostrzegłem na ciele stworzenia odwrócony krzyż, już nie mam wątpliwość. Śmierciożerca. Na całe szczęście nie trafił na jednorożca, zabicie takiego, mogłoby go trochę podrasować. Wyprostowałem się. Nie powinienem, tak zostawiać tutaj tego ciała, jednak nie mam czasu. Przemieniłem się w wilka i ruszyłem biegiem, przed siebie. Zapach wroga był tak nieprzyjemny, że kuł mnie w nozdrza. Cóż za wstrętny odór. Sam nie wiedziałem, czy tak pachnie śmierć, czy to cholerstwo po prostu nie wie co to mydło. Jakimś cudem nie miałem odruchów wymiotnych. W sumie i tak nic nie jadłem, więc nie miałem z czego opróżnić żołądka. Zaczynałem czuć zmęczenie, mój bieg trwał już dobre kilkanaście minut. Jak dawno temu to coś tutaj było? Trop wydaje się świeży, ale czas przez który poszukuje stworzenia zaprzecza mojej teorii. nagle dostrzegłem, jak drzewa robią się gęstsze i dużo wyższe. Zatrzymałem się z impetem. Ziemie elfów. Stwór pewnie już nie żyje. Westchnąłem. Taka długa wyprawa na nic. Chciałem już wrócić, gdy wyczułem obecność elfa. Uniosłem wargi do góry, by pokazać szereg ostrych zębów. Przed moimi oczami pojawił się jeden z wspomnianego przed chwilą gatunku. Nie wszedłem na ich teren, nie mają powodu, by mnie atakować. Chociaż kto je wie, przeklęte samoluby
- To ty przyprowadziłeś tutaj Śmierciożercę? - Usłyszałem męski głos. Elf stał wyprostowany, dumny niczym paw
- Wybacz, ale ja go ścigam, co z logicznego punktu widzenia jest niemożliwe, bym go "przyprowadził" - Powiedziałem miło, delikatnie uchylając łeb, w oznace, że przybywam w pokoju
- Nieważne, weź odpowiedzialność za swoje czyny i zabij to stworzenie, udało się na północ - Brzmiało jak podstęp, jednak fakt iż elfowie są tak honorowi, zaprzeczał temu. Zwyczajnie chcieli mnie wykorzystać, bym to ja zabił Śmierciożerce, nie musieliby ruszyć palcem, zero strat, a do tego młodzi strażnicy mają rozrywkę z oglądania
- Dziękuję za wskazanie drogi - Odparłem miło, ale dostałem jedynie pognębiające spojrzenie. Czyżby tego królewicza odrażały wilki? Chyba jeszcze bardziej polubię tę formę. Bez uzyskania odpowiedzi, ruszyłem za śladami. Skoro Elf czekał tutaj na mnie, oznacza to, że stworzenie nie jest daleko. Albo miejmy taką nadzieję. Po kilku minutach biegu, dostrzegłem wielką jaskinię. Śmierciożerca czuje się pewnie tam jak ryba w wodzie. Muszę jakoś go stamtąd wyciągnąć. Zacząłem się rozglądać. Normalnie urwałbym gałąź i spróbowałbym wystraszyć go ogniem, ale kto wie jak elfowie zareagują, jak dotknę w ogóle listek na drzewie. Nabrałem dużo powietrza do ust i z niechęcią wszedłem w pochłaniająca mnie ciemność. Odór był nie do zniesienia, nie potrafiłem stwierdzić, gdzie może znajdować się wróg. Wyczuwałem pod łapami wilgoć, ostre skały podrażniały moje poduszki, doprowadzając moje ciało do nieprzyjemnych dreszczy. W pewnym momencie nadepnąłem na coś, co pękło i oddało charakterystyczny dźwięk. Kość. Zaciągnąłem się zapachem, który był przy samej ziemi. Stęchlizna. Śmierciożerca, na pewno dopiero tutaj nie przybył. To jest jego główne leże. Przełknąłem ślinę, myślałem, że idę za niedoświadczonym wilczkiem. Myślałem, że to on jest ofiarą, a tak naprawdę ja nią byłem. Nagle poczułem silne uderzenie w klatkę piersiową, moje ciało zatrzymało się dopiero na twardej skale. Zachłysnąłem się powietrzem i zacząłem nachalnie kaszleć. Nic nie widzę, nawet nie wyczuję tego stwora, pozostał mnie słuch, ale ułatwiać sprawy mu nie będę. Zacisnąłem zęby i przemieniłem się w człowieka. Wyjąłem swoją fajkę z torby i zaciągnąłem się. Wypuściłem z ust ogromną ilość dumy, która rozprzestrzeniła się po całej jaskini. Teraz i ty nic nie czujesz i nie widzisz mały sku*wielu. Uśmiechnąłem się i wstałem, by się jak najszybciej przemieścić. Nagle usłyszałem jakiś hałas po mojej lewej. Blisko, zbyt blisko. Uchyliłem się w ostatniej chwili, a ruch powietrza, dał mi do zrozumienia, że właśnie uniknąłem mocnego uderzenia. W mojej ręce pojawił się szklany sztylet, którym się zamachnąłem i zacząłem ciąć powietrze. Nic nie trafiłem, nic tam nie było... Najchętniej zmieniłbym wszystko w szkło i rzucił się na to cholerstwo, jednak wtedy nie miałem szans by go usłyszeć. No chyba że stwór nigdy nie jeździł na łyżwach i co chwilę będzie się przewracał. Stawiałem powoli kolejne kroki, upewniając się na jaką powierzchnie natrafiam. Usłyszałem łamaną kość, jak najszybciej rzuciłem w tamtym kierunku sztylet i doszedł do moich uszu okropny pisk. Trafiłem. Zasłoniłem uszy, gdyż ten "krzyk" był na tyle głośny i intensywny, że moja głowa prawie eksplodowała. Odruchowo oddałem z siebie cichy odgłos. Pisk ustał. Wydałem swoje położenie. Próbowałem uspokoić oddech i powoli, znowu ruszyłem wzdłuż ściany. Bez jakiegokolwiek dźwięku i ostrzeżenia, pod mojej klatce piersiowej przeszły pazury. Syknąłem z bólu i mając w dłoni kawałek szkła rzuciłem się przed siebie. W dłoni poczułem coś w rodzai sierści, jednak ta z łatwością wydostała się z mojego uścisku. Bez wytchnienia zacząłem szastać dostępną bronią na prawo i lewo, aż silne szczęki zacisnęły się na mojej ręce. Krzyknąłem z bólu i uderzyłem kilkukrotnie pięścią w stworzenia, aż nie puściło mojej przedniej kończyny. Dotknąłem ręki, krwawiła, zbyt mocno. Śmierciożerca najprawdopodobniej przebił tętnicę. Jak tak dalej pójdzie, wykrwawię się tutaj. Zacisnąłem szczęki i wszędzie dokoła siebie wytworzyłem lustra. Wszystkie prócz te obok mnie zniszczyłem. Kolejny głośny pisk. Z głośny westchnięciem zacisnąłem koszulkę wokół krwawiącej rany. Otaczające mnie lustra zniknęły. Teraz jak tak dużo odłamków jest na ziemi usłyszę każdy krok. Nie czekałem długo co chwilę słyszałem chrzęst szkła. Zadowolony wytworzyłem w sprawnej dłoni lodowe sztylety, które rzucałem do skutku. Głośne piski zawsze dawały mi oznakę, czy trafiłem. Kiedy rzuciłem już co najmniej szósty sztylet, krzyki były już słabsze, z każdym kolejnym, coraz cichsze, aż nagle coś upadło na ziemię. Sk*rwiel w końcu padł. Jak za to nie dostanę od Elfów gorącej herbaty, to chyba strzele sobie w łeb...
~ Kilka godzin później ~
 
Dom, słodki dom. Zadowolony, bo opatrzony i wypoczęty, chwyciłem za klamkę. Nagle dostrzegłem pod drzwiami jakąś kartkę. Zdezorientowany podniosłem ją i zrozumiałem, że był to list, jednak nie miałem pojęcia, kto mógłby go przysłać. Wszedłem do środka i rozsiadłem się przy stoliku. Kartka przyszła z Imperium, a nadawcą jest.. Sarah Hersey. Chwilowo nie mogłem sobie przypomnieć takowej osoby, jednak wraz z zagłębianiem się w list, wszystko wróciło. A więc, to ta dziewczyna, z która walczyłem tamtego dnia. Uśmiechnąłem się szeroko i wziąłem starą kartkę spod kilku tomów ksiąg. Wziąłem też pióro i zamoczyłem je w atramencie. Chyba czas opowiedzieć co tam u mnie
- Droga Sarah, Cieszę się, że znowu mam okazję o Tobie usłyszeć... - Czytałem na głos treść listu

 
< Sarah? >

16 sierpnia 2017

Od Fragonii C.D Marco

  Spacer był jedyną rzeczą, której w tej chwili obecnie potrzebowała Fragonia. Wraz z Marco błądzili po labiryncie. Chłopak pokazywał jej przeróżne zakątki, a dziewczynka dokładnie przyglądała się krajobrazowi. Marco złapał dziewczynę za rękę, żeby ta przez przypadek nie oddaliła się od niego. Brunetka uklęknęła przy krzaczku róż i zaczęła wąchać kwiaty. 
  — Assyrio jest piękne. — westchnęła brunetka, bawiąc się swoimi włosami. — Ale mimo to, tęsknię strasznie za Rivangoth. 
   Marco zauważył, że brunetka otarła pierwszą łzę i niespodziewanie wtuliła się w chłopaka. Diablo był zdezorientowany nagłym ruchem dziewczynki.
   — Ej, nie no, jak potrzebujesz przerwy.. — Marco pogłaskał Fragonię po głowie i pomógł jej wstać.
   Dziewczyna przeprosiła go za swój nagły atak paniki. Diablo jednak wcale nie był na nią zły. Pomógł odprowadzić małą do domu, gdzie czekał na nią Wilkobójca. Mężczyzna zmierzył wzrokiem przybysza, jakby nie miał czelności nawet wpatrywać się w jego uczennicę. Dziewczyna widziała, że jej alpha wyczuł zgniliznę od chłopaka.. albo coś innego, co mogło go niepokoić.
  — Fragonio, obiecałaś mi dzisiaj, że przyjdziesz na trening. Co się z tobą dzieje?
  — Mistrzu.. — Fragonia złapała mężczyznę za rękę. — To był tylko zwykły spacer. Marco chciał pokazać mi labirynt.
  Darkness złapał brutalnie dziewczynę, po czym zawlókł ją do domu. Diablo został sam, wpatrując się w dal. Znał dobrze Wilkobójcę. Jego pani również.

Marco? Wena umarła.

Zadania od Taigi

Taiga za wykonanie:
  • Nagłówka
  • Baneru
Dostaje łącznie: 700 trefli.
Więcej tutaj.

Towarzysz - Usui

Imię Towarzysza: Usui
Właściciel: Taiga Nagiko
Rasa Towarzysza: Demon
Level: 1
Opis:Usui to koto-podobny demon, który powstał z nieudanego eliksiru. Przypadkowe dodanie jednego składniku i wyleciał Usui. Posiada długi, biały puszysty ogon i dwa przypominające wstążki kawałki jego ciała zakończone na końcu różem i trzema kropkami w kolorze fuksji. Przez wygląd, każdy myśli, że ten oto stworek, jest wesoły, i skory do zabawy, jednak nie ma nic bardziej mylnego. Jest to istny demon, bez jakichkolwiek uczuć. Cały czas ma na pyszczku uśmiech, nie zależnie od tego, czy wyzywa Cię od najgorszych, czy siedzi odpoczywając. Zapytacie, jak to możliwe, że on kogoś wyzywa, a no jest to możliwe, ponieważ niestety, ale potrafi on mówić, nie robi tego zbyt często, ale jak złapie rytm, to nadaje, jak katarynka. Oprócz Taigi, która poniekąd go stworzyła, nie akceptuje on nikogo innego. Jest nieufny, ale co ciekawe, szybko zdobywa zaufanie innych, najprawdopodobniej przez swój wygląd. Nienawidzi słodyczy, a także wszystkie co słone, zanim coś zje, musi obejść to kilka razy i zastanowić się, czy w ogóle warto to jeść. Nieraz zachowuje się jak pępek tego świata. Pomimo swojego ciężkiego charakteru, bardzo dobrze dogaduje się z właścicielką, którą bardziej traktuję jak przyjaciółkę, którą trzeba pilnować.
Modyfikacje Genetyczne: Dwie "wstążki", wstające z jego uszu, jest to nieoderwany element jego ciała, na których końcach znajdują się złote pierścienie.
Magiczne zdolności:
- Pierścienie spadają z jego wstążek, zaciskając się na atakowanej osobie, co uniemożliwia jej wykonanie jakiegokolwiek ruchu,
- Im dłużej ktoś wpatruje się w jego oczy, tym bardziej zapada w jego świat, który wymyśla. Niekiedy są to przyjemne wizję, wręcz raj, innym razem tworzy iluzję mroku i cierpienia,
- Podobnie, jak właścicielka, zmienia się w demona, z tą różnicą, że nie widać zmian w jego wyglądzie.


Siła: 5 Szybkość: 10 Wytrzymałość: 5 Magia: 40

Od Taigi Quest nr. 34

Dobra książka, ciepła herbata i koc. Nie ma nic lepszego na wieczór, kiedy za oknem deszcz nie przestaje padać. Owinęłam się szczelnie i trzymałam oburącz kubek, wdychając słodki aromat malinowego naparu. Zadowolona przesuwałam kolejne kartki. Sama już nie pamiętam, kiedy ostatnio miałam okazję czytać książkę inną, aniżeli tą związaną z magią. Jeszcze dekadę temu, potrafiłam nie spać całą noc, aby przeczytać najnowszą trylogię. Całkowicie zanurzyłam się w świat smoków, cudownych, dzielnych rycerzy i pięknych dam w sukniach, których w dzisiejszych czasach już się nie dostanie, śmieszne, ale zaczęłam tęsknić za tymi czasami. Wszystko wtedy wydawało się łatwiejsze, no może poza tym, że za magię palono na stosie, ale poza tym, żyć nie umierać. Dopiłam swój napój, po czym oparłam się o dużą białą poduszkę, wczytując się w kolejne rozdziały. Będąc, już w połowie książki, coś zaczęłam mnie wciągać. Dosłownie. Moje dłonie, zostały wessane do książki, a zaraz po nich całe ciało. Otwarłam niepewnie oczy. Znajdowałam się w lesie, na niebie świeciło słońce, tak mocno, że musiałam zmrużyć oczy. Ruszyłam przed siebie, starając się zrozumieć, gdzie zostałam wysłana, oraz przez kogo. Znalazłam pewną grupkę i aż przetarłam oczy ze zdziwienia. Kilku mężczyzn, przy koniach, w srebrnych zbrojach, stało i dyskutowało o czymś zawzięcie. Czy to możliwe, że przeniosłam się do książki? Wszystkie opisy z niej się zgadzały, ale jak to możliwe? Kolejna magia? Tylko, jak mogłam, tego nie zauważyć?
- Hej! Ty tam, czegóż tutaj szukasz?! Podsłuchujesz nas? - Jeden z mężczyzn, momentalnie znalazł się przy mnie, przez co odskoczyłam, zakrywając twarz dłonią. Nie pamiętam już za dużo z tych czasów, ale jedno jest pewne, jeśli jestem w książce, a to są prawdziwi rycerze, to zadziała tylko jedno. Przyłożyłam dłoń do czoła i westchnęłam głęboko.
- Jestem księżniczką z dalekiego królestwa, kilku mężczyzn porwało mnie i wywiozło aż tutaj - Zaczęłam z poważnym tonem, spojrzałam na nich, zastanawiając się, czy moje kłamstwo, nie wyjdzie zaraz na światło dzienne.
- Och wybacz nam Pani, nie wiedzieliśmy, żeś księżniczką jest! - Zaczęli mi się kłaniać, a ja nie wiedziałam, czy mam się śmiać ze swojego szczęścia, czy płakać z ich głupoty. - Idziemy na turniej rycerski, tam wszyscy będziemy się starać o rękę pięknej damy, naszego serca. Czy zechcesz mość Pani iść z nami? Tam uzyskasz pomoc - Złapał za moją rękę, całując ją z uśmiechem.
Teraz nawet nie mogę odmówić, w końcu, jeśli to zrobię, zaczną coś podejrzewać, a nie chce mi się im tłumaczyć, że magia nie jest zła. Poza tym, stanie na stosie i patrzenie, jak pochłania mnie ogień, wcale nie jest piękną wizją. Skinęłam głową, udając wielce pokrzywdzoną. Wszyscy traktowali mnie jak jajko. Gdyby oni wiedzieli, przez co ja przeszłam... Z uśmiechem usiadłam na kłodzie, gdzie zostałam poczęstowana pieczenią, a także wodą.
- Niestety nie mamy nic więcej, mam nadzieję, że to będzie dla Ciebie wystarczające - Blondyn o zielonkawych oczach usiadł obok mnie z nieziemskim uśmiechem. Muszę powiedzieć szczerze, że gdybym rzeczywiście była księżniczką, to zastanawiałabym się nad zostaniem damy jego serca.
- Jest pyszne - Powiedziałam z udawanym uśmiechem. Nie dane jest mi uśmiechanie się do każdego, dlatego wymagało to ode mnie wiele wysiłku. Ledwo wzięłam dwa kęsy, gdy wszyscy się zerwali. Spojrzałam na nich jak na kretynów. Wszyscy wsiadali na konie i najwyraźniej zapomnieli już o mym istnieniu.
- Pojedziesz ze mną - Blondyn podał mi dłoń. Wskoczyłam na tył konia. - Jestem Alex - Dodał po kilku minutach podróży.
- Taiga - Mruknęłam niechętnie. Rozglądając się dookoła. Widoki były cudowne. Wszędzie wzgórza i zieleń. Dawno nie miałam okazji widywać takich rzeczy.
Po niecałej godzinie byliśmy w zamku, otoczonym fosom. Wszędzie widniał herb, danego królestwa. Wjechaliśmy do środka, gdzie zostałam miło przyjęta. Nikt nawet nie zapytał, z jakiego królestwa pochodzę, ach jaki pech, że nie mogę tego szczęścia przelać dzisiaj na grę w karty. Zostałam przetransportowana do komnaty, gdzie służki latały obok mnie, jak muchy wokół gó.wna. Zostałam uczesana, umalowana, ba nawet ubrana, jak prawdziwa księżna. W sumie coraz bardziej podoba mi się życie w tej bajce. Obróciłam się dookoła własnej osi przed lustrem ze śmiechem. Powinnam częściej się tak ubierać. Podczas robienia kolejnej pozy, usłyszałam czyiś śmiech.
- Jesteś inna niż wszystkie damy, które do tej pory spotkałem - Alex wszedł do środka, a ja speszona zaczęłam drapać się po karku.
- Miałam niecodzienne wychowanie, mój ojciec chciał, żebym była samodzielna - Wyjaśniałam, też delikatnie się uśmiechając.
- Musi być dobrym człowiekiem - Taa... Szkoda, że nawet go nie znam.
- Mhm - Skinęłam głową. Podnosząc suknię, aby móc przejść kilka kroków. Dawno nie chodziłam w takich sukniach, przez co szybko straciłam równowagę. Na szczęście rycerz złapał mnie w pasie, przytrzymując. Spojrzał prosto w moje oczy, przez co poczułam się niepewnie, nawet powiedziałabym, że ciepło w środku.
- Dziękuje - Powiedziałam z nieco zalotnym uśmiechem.
- To nic, ciesze się, że mogłem pomóc... Jeśli będziesz mieć jakieś problemy, zawsze możesz na mnie liczyć - Wyszeptał, na co odpowiedziałam mu jedynie uśmiechem.
Siedziałam obok królewskiej rodziny, patrząc na wszystkich z góry, co nie było dla mnie komfortowe. Skrzywiłam się nieco, słysząc, że zaraz odbędzie się pojedynek, w którym mężczyźni będą walczyć, aby zdobyć rękę "pięknej dziewoi". Tym pięknem miała być dziewczyna siedząca obok mnie. Może nie znam się na tutejszej modzie, ale daleko jej było do piękna.
Walki były nudne, każdy machał tym mieczem, tak samo. Jednakże moją towarzyszkę, jakże to podniecało. Po dwóch godzinach męczarni zwycięzcą okazał się chłopak, który zawrócił mi swoim uśmiechem w głowie. Podniósł symbolicznie miecz ku górze, po czym uklęknął na jego kolano.
- Nigdy nie spotkałem takiej kobiety, pięknej, mądrej, samodzielnej. Taigo, wyjdziesz za mnie? - Powiedział głośno i wyraźnie, a mnie zatkało. Wstałam i chciałam już wygłaszać swój monolog, jednak gdy spojrzałam na miejsce, gdzie powinien klęczeć blondyn, zobaczyłam koc zwinięty w kłębek. Sama stałam na krześle, w swoim małym mieszkanku.
Zaskoczona złapałam za książkę, leżącą na łóżku. Przewertowałam kartki, znajdując końcówkę. Zaczęłam się śmiać, na cały głos, gdy przeczytałam ostatnie zdanie "Alexander wraz z Taigą, odjechali na rumaku, chcąc żyć poza tymi wszystkimi zasadami". Nie wiem, co to za książka, ale mam nadzieję, że spotkam jeszcze kiedyś Alexa

Statystyka

Obserwatorzy