28 września 2017

Konkurs TICOD

Przez to, że WZ ma własny konkurs, sam zacząłem być męczony przez *kaszle* dwie panie. Dlatego też moi drodzy podróżnicy wymiarów.. czas na.. KONKURS MOKREGO PODKOSZULKA. Jakie są zasady? Bardzo proste, wysyłacie mi zdjęcie osób w bikini (Albo jak najbardziej podobne do waszej postaci, lub zwyczajnie dajcie mi zdjęcie, a ja urwę tej postaci łeb). Do tego krótki opis minimum 300 słów, jak idziecie po scenie, a na końcu, wy sami, lub ktoś oblewa was wodą. Proste? proste. Najlepszy opis i oczywiście zdjęcie dostanie WYSOKĄ nagrodę, niespodziankę. Polecam korzystać, ja jestem wyjątkowo hojnym dupkiem. Będą oceniać was oczywiście sędziowie, a jest i czterech! Polecam im się podlizywać ^^ Czas macie do 17 września.

Sędziowie: (Jeśli ktoś jeszcze chce być sędzią, można się zgłaszać -  wymagana znajomość ortografii i nie należenie do TICOD)
  • Shadow
  • Darkness
  • Youkami

Jury ocenia od 1 do 10:
  • Wygląd (Nie tylko na zdjęciu, ale także opisanie waszego wyglądu)
  • Opis (Ortografia, długość, estetyka i te sprawy)
  • Podejście (Czy robicie konkurs z widocznym entuzjazmem, czy nie)
Dodatkowe punkty:
  • Każdy uczestnik może przyznać innemu uczestnikowi 5 punktów
  • Za znalezienie mokrych zdjęć, też może coś wpaść :D 2 punkty!
~ Dziękuję za uwagę, Pacyfista Talon

Ps. Osoby bez ludzkiej formy, mają łatwiej, gdyż dostają na czas trwania konkursu taką możliwość, czyli nie macie problemów z twarzą postaci ;P

Ps. 2. Wszystkie opowiadania proszę wysyłać na konto "talon"

22 września 2017

Sztuka miłości, drogi Mordimerze [...]

Sztuka miłości, drogi Mordimerze, jest sztuką, która jak każda inna wymaga talentu otrzymanego od Boga - zaszeptał mi do ucha. - Ale w przeciwieństwie do pozostałych brak przyrodzonego talentu da się nadrobić pasją, wytrwałością, cierpliwością oraz ogromną chęcią pogłębiania wiedzy. Nie od rzeczy też będzie powiedzieć, że ten rodzaj talentu, jakim jest sztuka miłości, niemal nigdy się nie rozwinie bez mistrza, który wprowadzi Cię we wszelkie jej tajniki i ujawni przed Tobą sekrety, których nie tylko nie znasz, lecz nie spodziewałbyś się nawet, że one istnieją. 
[Assovi + luciaitaliana]
GODNOŚĆ: Ma on, lub jeśli wolisz – ona, dwa imiona: męskie, którym posługuje się w wilczej formie – Reaper i żeńskie, którego używa będąc dziewczyną – Valory. W obu formach używa jednego nazwiska – Moon.
PRZYNALEŻNOŚĆ: Wataha Karmazynowej Nocy
PŁEĆ: Jest zmiennopłciowa. Jako wilk jest chłopakiem, jako człowiek dziewczyną. Może się w dowolnej chwili zmienić. Sam decyduje kiedy. Bardziej uważa siebie za kobietę i w tej formie spędza więcej czasu. Dlatego sama do siebie zwraca się jako „ona”.
ORIENTACJA: Jest biseksualna.
WIEK: Ma 69 lat i jest nieśmiertelna. Jako Valory wygląda jednak na 22 lata, a będąc Reaperem wygląda na 24 lata.
RASA: Wilkołak
SYMPATIA: Nie potrzebuję nikogo na stałe, chociaż w takich związkach też bywała. Większość z nich kończyła się zdradą. Oczywiście to ona zdradzała. Jako, że partnery seksualni dość szybko jej się nudzą preferuje raczej nic nie znaczący numerek z pierwszą lepszą osobą. Ne patrzy na wiek, płeć czy wygląd. Dla niej to nie ma znaczenia. Ważne jest tylko to, aby zaspokoić chcicę. Nie bierze za to pieniędzy, chyba że widzi, że ktoś jest dziany. Wtedy namawia tą osobę, aby jej zapłaciła, a jeśli nie w nocy, kiedy druga osoba już zaśnie, okrada jej/jemu portfel i znika. Jest bardzo cicha, więc jej nikogo nigdy nie budzi.
 
RODZINA:
Matka - jej matką była Alice Moon. Kobieta stanowcza, wiedząca czego chce. Jeśli coś sobie ubzdurała musiała bez względu na wszystko osiągnąć ten cel. Nie ważne czy to była nowa sukienka, praca czy dom. Bardzo lubiła pieniądze i nowoczesną technologię. Trzeba wiedzieć, że jako dziecko była zupełnie inna – marzycielska, miła i kochająca przyrodę. Wychowywała się w Spatium, jednak kiedy poznała Jamesa Moon'a i wyszła za niego wyprowadziła się do jego mieszkania w Imperium.
Ojciec – James Moon. Bogaty biznesmen. spędzał prawie cały dzień w pracy, by jego rodzina mogła mieć zawsze wszystko, co jej się zamarzy. Bardzo kocha swoją żonę,, Alice, ale nie raz zdarzyło mu się ją zdradzić, gdyż Alice rzadko chciała się kochać. Często się z tego powodu z nią kłócił, co słyszała ich córka.
Rodzice nigdy nie okazywali miłości Valory, przez co jak dorosła zaczęła się puszczać z kim popadnie, żeby poczuć chodź przez chwilę, że ktoś ją kocha. Jej rodzice nie wiedzieli, że ich córka potrafi zmieniać się w wilka i do tego basiora. Oboje umarło ze starości, kiedy Val miała 50 lat.
STANOWISKO: Za dnia jest nauczycielką w liceum ogólnokształcącym, gdzie uczy matematyki. Chłopaki, których uczy kochają ten przedmiot i uczą się nie żeby zdobyć wiedzę, tylko żeby zaimponować Valory. Żeby zwróciła na nich uwagę. W niektóre sobotnie noce zaś jeżdzi po klubach grając muzykę, jest DJ'em. Znana jest jako DJ Reap, skrót od imienia Reaper, bo właśnie pod tą postacią wtedy bywa.
CHARAKTER: Valory uważa, że jej ciało czy to ludzkie czy wilcze jest idealne. Uważa, że nikt nie nie może się równać z nią pod względem urody. Uważa, że każdy facet czy to wolny czy zajęty poleci na nią, wystarczy się trochę wypiąć, oblizać usta i puścić mu oczko. Prawie za każdym razem używa tej samej taktyki i niemal za każdym razem dostaje to, czego chce. Valory to nimfomanka, aż dziwne, że do tej pory nie złapała żadnej choroby przenoszonej drogą płciową. Zawsze w życiu ma farta. Nieważne co robi na dziewięćdziesiąt procent jej się to uda. Val żyje od nocy do nocy, od imprezy do imprezy. Dzięki temu, że zdaje sobie sprawę z tego, że jest atrakcyjna jest bardzo śmiała. Uważa siebie za szczerą osobę, chociaż nieraz zdarzało jej się kłamać. Dodatkowo jest bardzo zboczoną osobą. Rzadko płacze, prawie nigdy. Nie przejmuje się niczym za bardzo, nie bierze życia na poważnie. Jedyne jej problemy to znalezienie przystojnego chłopaka na noc, bo przecież nie będzie się bzykać z brzydalami tfu!, wybranie jakiegoś ładnego stroju czy ułożenie fryzury. Może się wydawać jedną z wielu głupich lasek, ale oprócz zgrabnego ciałka ma mądrą główkę. Nie tak łatwo ją oszukać czy wykorzystać, bo mimo że szybko nawiązuje kontakty z innymi, nikomu oprócz siebie w pełni nie ufa. Valory to egoistka, zawsze martwi się tylko i wyłącznie o siebie. Jest też wielkim narcyzem, trudno znaleźć drugiego takiego lalusia jak ona. Zawsze, kiedy widzi lustro musi się z nim przejrzeć, poprawić fryzurę, chociaż uważa, że nawet w rozwalonych włosach wygląda pięknie. Valory cieszy się z małych rzeczy, jest bardzo radosną osobą. Kocha przyrodę i pieniądze. Mimo tego, że jest bogata nikomu nie kupi nawet bułki za własny hajs, przecież sama sobie na niego zarobiła i to własnym ciałem! Lubi kupować drogie ubrania najlepszych marek, ale tańszymi też nie wzgardzi. Jej ulubione sklepy z ubraniami znajdują się na ziemi. Po prostu uwielbia Croppa, New Yorkera i Sinay. Lubi przebywać na ziemi, gdzie szokuje swoim wyglądem. W końcu trudno na co dzień spotkać piękną dziewczynę z para uszu i dziewięcioma ogonami. Pod postacią Reapera jest bardziej opanowana i mimo że pod tą postacią też lubi wyrywać, ale jest o wiele bardziej opanowana niż w postaci ludzkiej. Będąc pod postacią wilka nie jest taka nachalna i wścibska.
APARYCJA:
Jako Valory:
Włosy: Długie , gęste w czarnym jak noc odcieniu. Lekko się kręcą, ale zazwyczaj je prostuje. Często zaplata je w róże fryzury, żeby jej nie przeszkadzały. Najbardziej lubi kłosa i dwa dobierańce.
Uszy: Z głowy wyrastają jej dwa wilcze uszy w kolorze włosów. W każdym ma po dwie dziurki, w których najczęściej nosi okrągłe złote kolczyki.
Twarz: Delikatna. Duże oczy w żółtym kolorze, nad nimi zadbane równe brwi. Mały, zgrabny nosek. Usta duże, pełne. Dolna warga minimalnie węższa od górnej. Ząbki też ma zadbane i równiutkie. Na policzkach ma po trzy kreski przypominające kocie wąsy.
Ciało: Seksowne. Opalone, pokryte dziwnymi runami świecącymi kiedy używa mocy, zdenerwuję się lub jest szczęśliwa. Ma ładne, duże piersi. Chude, lecz umięśnione ręce i wystające obojczyki. Jej brzuch jest płaski. Dupę ma dużą, ale nie grubą. To same mięśnie. Wszystkie jej krągłości są naturalne, nigdy nie poddawała się operacji plastycznej.
Inne: Ma dziewięć ogonów o długim białym futrze. Ma 167 centymetrów wzrostu i długie nogi.
Ubrania: Odważne, pokazujące jak najwięcej ciała, podkreślające jej idealne kształty
Jako Reaper:
Sierść: Jest długa na karku i na ogonie, na reszcie ciała krótka. Ma kolor brązowo-fioletowy, jest ciemna. W niektórych miejscach, m.in. na karku i ogonie, ma białe pręgi, na szyi, brzuchu i na klatce piersiowej ma białe plamy, które świecą kiedy używa mocy albo ktoś mu się podoba.
Głowa: Ne jest ani za duża, ani za mała. Taka w sam raz. Nos czarny. Po bokach głowy i na brwiach ma białe plamki. Oczy średniej wielkości, z fioletowymi źrenicami, które przez cały czas świecą. Spojrzenie ma poważne, stanowcze. Uszy bardzo długie, sterczące do góry. Wnętrze ucha jest białe.
Ciało: Chude i długie, lecz umięśnione. Nogi wysokie, z odznaczającymi się pod skórą mięśniami.
Skrzydła: Składają się z mgły i malutkich kawałków gwiazd i kawałów galakityki. Skrzydła Reapera są tak naprawdę osobną galaktyką z kilkoma układami słonecznymi i wieloma planetami. Na niektórych z tych planet istnieje nawet życie. Kiedy leci nie wydają żadnego dźwięku.
Inne: Nad głową ma latający symbol. To z niego Reaper czerpie swoją moc. Symbol świeci, kiedy wilk używa mocy lub po prostu chce sobie rozświetlić drogę wracając do domu po nocy.
ŻYWIOŁY: Głównym żywiołem tej postaci jest Galaktyka, a pobocznymi Światło i Niebieski Płomień
MOCE:
  • 1. Gwiezdny Pył – może sprawić, by kawałki gwiazd z jego skrzydeł stały się jego bronią. Może wtedy okładać przeciwnika malutkimi planetkami, asteroidami i gwiazdami. Mimo, że gwiazdy są malutkie mają kilka tysięcy stopni Celsjusza i oberwanie nimi może boli.
  • 2. Zaćmienie – może sterować ruchem gwiazd i planet, rozkazywać im z jaką szybkością mają się kręcić. Może spowodować, że dzień lub noc stanie się dłuższy, na niebie zagości zaćmienie słońca, wszystkie planety się ze sobą zrównają, ale do tego ostatniego musi zużyć dużo energii, więc rzadko używa tej mocy.
  • 3. Ukamienowanie – moc ta pozwala na ściągnięcie z kosmosu kawałka gwiazdy lub tak zwanego „gwiezdnego śmiecia” na ziemię, by ten uderzył w wybrane przez niego, czy jak wolisz – nią, miejsce.
  • 4. Niebiańskie światło – potrafi tworzyć niebieskie kule światła dowolnej wielkości. Mogą one unosić się w powietrzu, a zamknięte w szklanym przedmiocie tworzą małe lampki. Nawet najmniejsze niebieskie kulki potrafią rozświetlić sporo miejsca. Nasz bohater bardzo lubi bawić się światełkami, lubi je tworzyć i łapać je. Uważa, że są one dobrym dodatkiem do erotycznych zabaw pośrodku nocy.
  • 5. Gorączka – może zwiększyć temperaturę swojego ciała. Pozwala to na ogrzanie swojego ciała, kiedy jest zimno albo oparzenie osoby, która ją dotyka.
ZAINTERESOWANIA/TALENTY: Valory uwielbia imprezować. Nie ważne czy to ona jako DJ rozkręca imprezę czy się na niej bawi wraz z innymi zepsutymi tak jak ona obywatelami Delty. Jej ulubiony typ imprezy to rave party. Jeśli tylko dowie się od swoich znajomych o zbliżającej się narkotycznej imprezie wiadomo już, że się tam pojawi. To trochę do niej niepodobne, ale innym jej zainteresowaniem, i talentem zarazem, jest matematyka. Bardzo dobrze radzi sobie ze wszelkimi równaniami, pierwiastkami i innymi procentami. Potrafi w głowie obliczyć prawie każde działanie. Kolejny talent – jest dobra w łóżku. Ma duże doświadczenie i się nim szczyci. Nawet za swoim pierwszym razem doskonale wiedziała, co ma robić. Za każdym razem daje z siebie wszystko. Nie jest delikatna, bywa naprawdę ostra. Ma dobrą głowę do alkoholu, rzadko zdarza jej się zgonować. To też jakiś talent. Valory interesuje się modą zarówno z Delty, jak i tą ziemską.
MOC SPECJALNA:
  •  Teleportacja – potrafi za pomocą wyobrażenia sobie, gdzie chce się znaleźć pojawić się w tamtym miejscu. Kiedy się przenosi jej sylwetka „spala się” w błękitnym ogniu, a ona pojawia się tam, gdzie chciała.
HISTORIA: Od dziecka rodzice nie zwracali na nią zbyt wielkiej uwagi. Zamiast okazywać jej miłość woleli jej kupić najnowsze zabawki. W szkole podstawowej nie miała prawdziwych przyjaciół, większość zadawała się z nią, bo miała drogie zabawki i pochodziła z bogatej rodziny. Już od małego wolała towarzystwo chłopców od dziewczyn. Wszystko zaczęło się, kiedy poszła do gimnazjum. Młoda, niewinna dziewczynka w drogiej szkole wśród zepsutych ludzi. Już w pierwszej klasie wyglądała na dojrzalszą niż była. Nic dziwnego, że próbował dobrać się do niej pewien chłopak z wyższej klasy. Pewnego dnia, smutnego dla Valory i zarazem jedynego, w którym płakała, zaprosił ją o domu. Dziewczyna się ucieszyła. Powiedział, że będzie fajnie, że nikt im nie przeszkodzi, jego rodzice są w pracy. Chciał z nią obejrzeć fajny film. Ona naiwna, nie domyślała się, o co mu może chodzić. Poszli razem do niego. On po drodze mówił jej komplementy, trzymał za rękę. W domu okazało się, że tym fajnym filmem będzie film pornograficzny. Jej pierwszy. Z zafascynowaniem oglądała kopulujących ludzi przez jakąś godzinę. Też tak chciała. Chciała zobaczyć jak to jest. Poczuć bliskość. Stać się z kimś jednością. Nigdy czegoś takiego nie czuła. Wtedy chłopak zaproponował jej, że odegrają role z filmu. Zgodziła się. Było wspaniale. Trochę bolało, trochę bardzo. Ale nie przeszkadzało jej to, chciała ciągle więcej i więcej. Raz on był na górze, raz ona. Val nie czuła nic do chłopaka, nigdy nie kochała, ale jej to nie przeszkadzało. Nie chciała wiedzieć, czym jest miłość, wiedziała, że się przez nią cierpi, więc po co się przywiązywać? Później nieraz robiła to z chłopakiem, czasami w kilka osób z jego napalonymi kolegami. Nie widziała w tym nic złego. Podobało jej się to. Jeśli rodzice nie dawali jej miłości udało jej się ją zdobyć w inny sposób. Chociaż na chwilę, na te parę chwil, byle poczuć się dla kogoś ważną. Później lata jej szybko mijały, poznawała nowe osoby, uprawiała wolną miłość, jej pierwsza impreza, pierwsze rave party, pierwsze narkotyki. Później jej rodzice umarli. Nie poczuła nic. Sprzedała ich mieszkanie. Za pieniądze z niego i za te zaoszczędzone przez jej starych kupiła sobie swoją własną willę i zaczęła pracować jako nauczycielka matematyki. Dodatkowo wydoroślała i przestała dawać dupy za darmo. Zaczęła brać za to całkiem duże stawki. Niedługo później dowiedziała się o istnieniu watahy Traveles in Cleft Of Dimensions i jej nowym pragnieniem było dołączenie do tej watahy. Tak więc zrobiła. Od tej pory została strażniczką swojego własnego wymiaru.
PRZEDMIOTY: Będąc pod postacią Valory nosi ze sobą wszędzie drogą czarną torebkę ze skóry, w której nosi po kilka paczek prezerwatyw i swoje ulubione wielkie różowe dildo. Przezorny zawsze ubezpieczony.
LOKALIZACJA: Valory/Reaper mieszka w Imperium, lecz często odwiedza inne krainy. W każdej z nich zaliczył przynajmniej pięć różnych osób. Najczęściej bywa w Vao-Rax. W Imperium mieszka w dużej willi z basenem, którą urządziła w orientalnym stylu. Dom położony jest w spokojnej dzielnicy willowej w mieście Aztarat City. Willa ma kolor jasnobeżowy, pomieszczenia mają wielkie okna. Są tam cztery balkony i wieżyczka. W domu Vallory są cztery pokoje, w których może spać i trzy z jej obraniami i butami, są też trzy łazienki, każda na innym piętrze, ogromny salon, a ostatnie piętro jest przerobione na wielką salę, w której od czasu do czasu urządza wielkie imprezy, które nierzadko zmieniają się w grupowe orgie. Na dworze, za domem znajduje się wielki basen wyłożony niebieskimi płytkami, po bokach jest podświetlany lampami, których kolory można zmienić na nawet najbardziej wymyślny odcień. Przy basenie stoi dużo stolików, krzeseł i leżaków, na których można się opalać. Dom ten okala wielki, zadbany przez ogrodnika Reapera, ogród z najpiękniejszymi drzewami i kwiatami. Do willi od strony ulicy podjeżdża się długim,, wysypywanym drobnymi kamieniami, podjazdem. Po jego obu stronach stoi wiele lamp, dzięki którym nawet w środku nocy można poczuć się jak w samo południe.
BANK: 200 trefli
INNE:
• Papierosy pali tylko okazjonalnie
• Lubi bawić się zapalniczkami, ma ich parę w domu
• Ma mocną głowę do alkoholu
• Dobrze gotuje
• Lubi jeść czekoladki
• Często miewa zboczone myśli
• Jej ulubiony typ imprezy to rave party, nie może odpuścić żadnej tego typu imprezy
• Jej trzy ulubione kolory to czerwony, biały, czarny i różowy
• Jej ulubiona muzyka to rap
• Jej ulubione filmy to filmy pornograficzne
INNE ZDJĘCIA: X, X, X, X,
TOWARZYSZ: Megi
CHAT: Akali
Siła - 300 Szybkość - 650 Zwinność - 550 Moc - 500
Technika - 400 Równowaga - 300 Zręczność - 200 Ukrycie - 100
 

21 września 2017

Od Darknessa C.D Nemain

  Minęło kilka miesięcy, odkąd Darkoss wydostał się z Nemain z piekła i wrócił do siebie. Obecnie siedział sobie na ławce w parku. Manhattan. Miejsce, gdzie praktycznie nigdy nie było dla niego miejsca. Nienawidził przebywać na Ziemi, jednak ostatnio coś ciągnęło go do tego miejsca. Do miejsca, gdzie pierwszy raz spotkał Elaine. 
  Na komórce wyświetlała się godzina czternasta. Dobrze by było w końcu ruszyć się z miejsca i przejść się, aby rozprostować nogi. Odblokował telefon i spojrzał na ostatnią konwersację sms'ową ze swoim synem. Chłopak nadal mu nie odpisywał. Najwidoczniej znowu siedział na Vao-Raxie, gdzie zasięg był... z pewnością do dupy.
  W końcu napisał do niego Anubis. Prosił go o pilne spotkanie przed... Czarnowłosy nawet nie zdążył przeczytać, kiedy wpadł na niego jakiś zakapturzony mężczyzna. Nieznajomy chwycił tylko jego Samsunga i pobiegł przed siebie, do pobliskiego apartamentowca. Wściekły Wilkobójca wstał, chwiejąc się lekko i pognał za złodziejem. 
  Nieznajomy wpadł do apartamentowca. Prawdopodobnie chciał zgubić czarnowłosego, jednak ten nie zamierzał się tak szybko odpuścić. Nie chciał, aby ktokolwiek grzebał w jego szajsungu, mimo iż w domu miał jeszcze ze dwa lepsze modele. 
  W końcu nieznajomy wpadł na jakąś kobietę i upadł na podłogę, wypuszczając z ręki telefon. Alpha WKNu uśmiechnął się złośliwie i podszedł do złodzieja. Chciał mu uciec, ale Wisielec uderzył go z całej siły z brzuch i zdjął mu kaptur, aby móc zobaczyć jego twarz. Już miał z nim skończyć, kiedy usłyszał okropny krzyk. Od czasu tego wydarzenia rozpoznałby go wszędzie. Wydobywał się z sąsiednich drzwi. 
  Wilkobójca zostawił mężczyznę i wziął telefon, po czym wbił do jej mieszkania nawet nie pukając. Wmawiam sobie, że była to tylko jego zwykła ciekawość, jednak... było to coś innego. Czyżby... troska? 
  - Nemain? - Darkness wszedł do sypialni, gdzie leżała rudowłosa.
  Ciężarna zwijała się z okropnego bólu.

Nemain? UDAŁO MI SIĘ PRZED OPIEKUNEM NAPISAĆ! XD Wybacz beznadzieję ;-;

Wywalamy i AKTUALIZUJEMY! (Od Tyksa do Całej Reszty ludu, który tutaj wchodzi)

Dawno mnie nie było? *plask pomidorem* Ughr, nie no, byłam niedawno. 
W dodatku czułam potrzebę wrzucenia pomidora na post informacyjny. Wojna, Ziemniak versus Pomidor. Kto wygra? 
A tak już całkowicie na poważnie - była czystka i chyba rozumiecie, że muszę to i owo zmienić przez to na blogu.

No to tak, zadałam wam pytanie.
Niby nic nieznaczące, ale dla mnie w luj ważne. Bez tego pewnie nie zrobiłabym wpisu fabularnego.  Czy chcecie pozostać na blogu Divided Kingdom?
Cieszę się, że większość z was odpowiedziała pozytywnie *ktoś w tle rzuca konfetti*. Część osób jednak postanowiła odejść i oto właśnie przedstawiam wam nekrolog:

 https://orig03.deviantart.net/242d/f/2016/011/1/a/through_bones_and_barbed_wire_by_yokoyokonashi-d9nkixn.jpg
 >Feliks<
>Aramis
 
 
Myślę, że w porównaniu z tamtymi postaciami nie wyleciało aż tak dużo tych postaci. Na jednego właściciela czekam. Jeżeli autor któregoś z powyższych bohaterów napisze opowiadanie przed końcem września, zwrócę mu postać. Zacznę też w końcu ogarniać wygląd zakładek. No i pomogę w końcu Lenie ogarnąć WZ, żeby też przyciągał innych, ponieważ w WKNie, TICOD i Samotnikach jest za dużo postaci, a chcę jakąś tę szalę wyrównać, żeby było wobec niej sprawiedliwie. Zacznę też w końcu łączyć zdjęcia wszystkich postaci. Wcześniej przyznam się bez picia - olewałam to, podobnie jak poprawianie niektórych opowiadań i jest mi z tego powodu strasznie głupio. Chyba za dużo na siebie biorę - grafika, drugi blog, szkoła, ograniczony net, od cholery odpisów...
Informuję również, że nadal przyjmuję aktualizacje formularzy. Jeżeli dołączyłeś do bloga o wiele wcześniej i masz jeszcze stary formularz - nie czekaj i popraw go! Jest to okazja do ogarnięcia starych podpunktów, które zmieniły się już dawno, a nadal nie zostały uwzględnione w formularzu.
 
+ Informacja ode mnie, dotycząca pewnej postaci. Otóż zawieszam Anubisa do czasu, aż na blogu pojawi się jego nowy formularz.
Na Rynku Deltowskim pojawił się w końcu nowy, estetyczny szablon. Błędy i inne tego typu pierdoły proszę o zgłaszanie mi na howrse/discordzie. 
Pamiętajmy również o aktywności na chatach bloga. Nie możesz korzystać z discorda? Korzystaj z xata lub shoutboxa! Proszę was o to bardzo, bardzo mocno, gdyż aktywność na chacie jest równie ważna, co aktywność w pisaniu opowiadań i będzie uwzględniana przy miesięcznych aktualizacjach. Co to znacz? Jeżeli jesteś aktywny również na chacie to pod koniec miesiąca dostaniesz kasę trefle. Proste? Proste. A ile, to jeszcze zobaczymy.
W planach mam w końcu ogarnąć realia i dodać informacje o chatach na blogu. Na rynku prawdopodobnie też pojawią się w końcu pierwsze przedmioty do kupienia. To chyba tyle na dzisiaj. Dziękuję za poświęcenie swoich cennych minut na ten post.
I ave Delta!

Bohaterami nie zawsze są ci, którzy wygrywają. [...]

Bohaterami nie zawsze są ci, którzy wygrywają. Czasami są nimi ci, którzy przegrywają, ale nie poddają się i nadal walczą. To właśnie czyni ich bohaterami.

Anti-Dark-Heart

GODNOŚĆ: Impuls Arawn
PRZYNALEŻNOŚĆ: Samotnik
PŁEĆ: Basiorek, trudno nazwać tak młodego osobnika pełnoprawnym basiorem/
ORIENTACJA: Dowiemy się jak dorośnie
WIEK: Za mało by wziąć go na poważnie
RASA: Pół demon, Wilk Deltowski.
SYMPATIA: Jeszcze praktycznie nikogo nie zna
 
RODZINA: 
Nemain Arawn- matka.
Ojciec nieznany, reszta rodziny nie żyje
CHARAKTER: Impuls, jak już samej nazwy można wywnioskować jest nadpobudliwy i często działa pochopnie, bez żadnego planu. Lecz nie dajmy się zwieść i proszę mi wierzyć, jest to szczeniak bardzo inteligentny i dosyć przyjemny, lecz czasami zdarza mu się wpaść w furię, którą prawdopodobnie otrzymał po ojcu. Skoro przy tym stoimy, jest bardzo nerwowy, agresywny i brutalny. Jest cwany i chytry jak lis, a z każdej sytuacji wychodzi cało. Zdarza mu się jednak zachowywać jak normalne szczenię, bez przeskoków na jego demoniczne cechy, uroczy i wrażliwy. Z reguły wesoły i uśmiechnięty lecz uważajcie, bo pod tą uroczą skorupką opatuloną w prawdziwy miód kryje się prawdziwy potwór.
APARYCJA: Mała, puchata kuleczka o zielonych, uroczych oczach, szarej sierści i ostrych zębach oraz pazurach. Ma wysokie uszy, wiecznie stojące na "baczność" a także czarny i czujny nos. Gdy natomiast przyjmuje swoją "demoniczą" postać (co zdarzyło mu się tylko raz), z jego pyska zaczyna lecieć czarna, dziwna maź przypominająca krew, a oczy przyjmują czarny kolor.
ZAINTERESOWANIA/TALENTY: Na razie dobry jest jedynie w doprowadzaniu matki do obłędu, a jego zainteresowania ograniczają się do płakania bez powodu, co także sprowadza się do wymienionego wyżej "talentu"
PRZEDMIOTY: Brak
LOKALIZACJA: Przebywa tam, gdzie Nemain
BANK: 200trefli
INNE: 
- Potrafi sprawić, że jego oczy stają się kompletnie czarne.
- Jak na swój wiek, jest bardzo silnym basiorem
- Czasami gdy Nemain na niego patrzy, w jej oczach pojawiają się łzy, młody nie ma pojęcia dlaczego
- Mama mówiła, że jego ojciec zostawił ich gdy była w ciąży. I dlatego Impuls nienawidzi tego rzekomego ojca
- Rozwija się wyjątkowo szybko. Już kilka godzin po narodzinach otworzył oczy, mimo że urodził się przed terminem
- Uwielbia swoją mamę i kocha ją ponad życie
- Czasami zdarza się, że słyszy różne dziwne rzeczy, na przykład głosy albo śmiechy
- Ma wspaniały słuch i węch
CHAT: Slake
Siła - 500 Szybkość - 520 Zwinność - 500 Moc - 10
Technika - 10 Równowaga - 500 Zręczność - 10 Ukrycie - 500
 

Od Alex'a do... kogoś?

Jeżeli mam być w 100% szczery, sam do końca nie wiedziałem, dokąd tak właściwie zmierzam. Po prostu, wczesnym porankiem wyszedłem z mieszkania, idąc w bliżej nieokreślonym kierunku. Kluczyłem różnymi uliczkami, z wzrokiem wbitym w przestrzeń przed sobą, mijając przechodniów pędzących do pracy, nierzadko zderzając się z nimi ramionami. Nie wypowiadałem jednak żadnego słowa przeprosin, co nie raz i nie dwa kończyło się jakimś kąśliwym komentarzem za strony babcinek w podeszłym wieku, który dotyczył niewychowania oraz braku kultury ze strony młodego pokolenia. Obdarzając ów recenzentki jedynie przelotnym spojrzeniem, kontynuowałem poprzednią czynność, po raz już chyba setny tego dnia przechodząc obok sklepu zoologicznego, którego tekst obwieszczający promocję na psią karmę znam już na pamięć. Westchnąłem głęboko, nie do końca wiedząc, co teraz ze sobą zrobić. W sumie, dobrym pomysłem byłoby znalezienie jakieś roboty, bo na samych oszczędnościach długo nie pociągnę. Niestety, ostatnio za każdym razem, gdy szukam w sobie motywacji do znalezienia odpłatnego zajęcia, napotykam na swojej drodze przeszkodę w postaci lenistwa - instynktownego wręcz, zmieszanego z brakiem chęci do życia oraz wypełniającego każdą komórkę mojego ciała cechę, zniechęcającą do podejmowania jakichkolwiek działań w tej sprawie. Z moich obliczeń wynika jednak, iż w ten sposób przeżyję jeszcze jakiś tydzień, a potem grozić mi będzie eksmisja z mieszkania... Na całe szczęście cichy głosik w mojej głowie, mówiący "za dużo myślisz" pomógł mi odłożyć sprawę swojej niedalekiej przyszłości na później, pozwalając cieszyć się chwilą. A ponieważ taką radość trzeba pielęgnować, a ja już dawno porzuciłem terapię odwykową, przyszedł czas na ósmy cud świata. Taki, który zawiera 90% kakao, a najlepsze jego wydanie serwują w pomniejszym zakładzie, będącym czymś w rodzaju połączenia baru z kawiarnią. Czego to ludzie w dzisiejszych czasach nie wymyślą... Aby jednak dotrzeć do tej Ziemi Obiecanej, musiałem znaleźć się na drugim końcu miasta. Dla mnie nie stanowiło to jednak problemu, toteż o wiele już bardziej stanowczym krokiem ruszyłem w tamtym kierunku. Nie trwało długo, bym po raz kolejny już w ciągu obecnego miesiąca znalazł się we wnętrzu lokalu urządzonego w dość nowoczesnym stylu, krótkim skinieniem pozdrawiając pracującego za barem chłopaka, będącego mniej więcej w moim wieku. To właśnie dzięki niemu dowiedziałem się o tym miejscu. Tak to jest, kiedy ktoś siedzi na fotelu od ponad trzech godzin - człowiek zacznie gadać o wszystkim, nawet o pracy. A jako że to mnie akurat przypadło tworzenie tribalu pokrywającego całą jego prawą rękę, mam tutaj zniżkę w wysokości 50% na wszystkie dania. No tak: zapomniałem dodać, że to jego knajpa. Kelnerka biegająca po sali, po zauważeniu mojej obecności, nie musiała nawet pytać - uniesiony ku górze kciuk był oznaką tego, że moje zamówienie zostało przyjęte bez chociażby słowa. Nic w tym dziwnego, przecież zawsze zamawiam jedno i to samo. Ciasto czekoladowe z kremem czekoladowym z kawałkami czekolady z polewą czekoladową. Piękno i gracja w małej kostce, po której spożyciu czujesz się jak po najlepszym na świecie afrodyzjaku. Nie ma się zatem czemu dziwić, że gdy tylko - chyba ma na imię Tessa - kelnerka przyniosła danie, od razu zabrałem się za jego konsumpcję. Niestety, nie dane było mi dokończyć w spokoju, gdyż siadająca po drugiej stronie stolika nieznana osoba z całą pewnością będzie mi przeszkadzać. Dlatego nim zdążyła zabrać głos, ja zrobiłem to pierwszy:
- Jeżeli nie masz jakieś konkretnej sprawy, zrób tą przyjemność i mnie, i sobie, wracając tam, gdzie twoje miejsce. Czyli z pewnością nie tutaj.
Kończąc, spojrzałem wyzywająco w oczy swojego pseudo rozmówcy, z nieodgadnionym uśmiechem na twarzy biorąc do ust kolejny kęs ciasta.

<Ktosiu? Wybaczcie beznadziejność, ja się poprawię!>

20 września 2017

Od Mare do Riugi

Na Boga, dlaczego właśnie mi zdarzają się takie rzeczy? Czyż nie zasługuję na odrobinę szacunku? Przewróciłam oczami i westchnęłam głęboko, zabierając facetowi portfel. Przejrzałam szybko jego zawartość, zabrałam pieniądze i wyjęłam pierwszy lepszy dokument.
RYUGA HIDEKI
Interesujące, psycholog, który sam wygląda na chorego psychicznie. Naprawdę, intrygujące. Może brał udział w jakimś eksperymencie społecznym. Znałam tego gościa dość dobrze... tak jak większość społeczeństwa Delty, moi mili, przeglądanie aktów w wolnych chwilach się przydaje. Podniosłam się z ławki, zarzuciłam sobie mężczyznę na ramię jak worek ziemniaków i ruszyłam w stronę apartamentowca w którym mieszkał. Wystarczyło tylko prześlizgnąć się przez ochronę, wejść do windy i zabrać gościa tam gdzie powinien być, czyli do domu. Stanęłam przed szklanymi drzwiami, które szybko się rozsunęły i wkroczyłam do budynku. Ochroniarz stał tyłem do mnie, rozmawiając z jakąś babką. Przebiegłam przez hol i wskoczyłam do windy. Idzie jak z płatka. Kliknęłam przycisk z odpowiednią cyfrą i wyluzowałam się. Drzwi rozsunęły się, a ja ruszyłam do wejścia do apartamentu. Wyciągnęłam wytrych, pomajstrowałam chwilę po zamku i kopnięciem wkroczyłam do pokoju. Zrzuciłam mężczyznę na kanapę i rozejrzałam się po mieszkaniu. 

- No proszę proszę. Kogo my tu mamy. Mare Barrow, urodzona siedemnastego listopada 1800, córka Ruth Barrow – zarecytował z pamięci policjant, streszczając moje życie. – Nie masz zawodu. Zajmujesz się niemal wszystkim co nielegalne, masz na swoim koncie wykroczenia, za które w większości miast trafiłabyś do więzienia. Kradzieże, przemyt, stawianie oporu podczas aresztowania to zaledwie początek listy. Ogólnie rzecz biorąc, jesteś biedna, nieokrzesana, niemoralna, mało inteligentna, zgorzkniała, uparta i przynosisz hańbę swojej wiosce i królestwu.
- Studiujecie moją biografię w tej swojej akademii?- zapytałam, krzyżując ramiona na piersi.
- Niektórych powinno się znać, prawda?- złapał moje ręce, wygiął je do tyłu i spiął nadgarstki kajdankami. Odwrócił się na chwilę, a ja jak zawsze skorzystałam z okazji. Gdy "stróż prawa" odwrócił się, pomachałam mu metalowymi obręczami przed twarzą.
- Powinni uczyć też, że to na mnie nie działa.- uśmiechnęłam się.
Mężczyzna wściekł się, rzucając mną o maskę.
- Mare Barrow, jesteś aresztowana pod zarzutem kradzieży.- warknął.

- Wezwijcie jakiegoś psychologa, nic od niej nie wyciągniemy.- powiedział jeden gość do drugiego, gdy zaśmiewałam się do rozpuku.- Dziewczyna albo udaje, albo jest pojebana.
Zamilkłam na chwilę, zastanawiając się nad manierami tego kolesia. Gdy spojrzeli na mnie, znowu wybuchłam śmiechem

Riuga? Kolejne beznadziejne opko w mojej kolekcji c:

Mikstura - Taiga

Taiga niestety nie wygrała w miksturze nic.
Więcej informacji na rynku deltowskim!

Od Taigi "Walka z Najadą"

Kolejny monotonny dzień. Do głowy wpadł mi pomysł, aby wybrać się na Ziemię, jednak szybko odgoniłam od siebie te myśli. Nie miałam dzisiaj najmniejszej ochoty na oglądanie tych samych twarzy w kasynie. Zresztą, zaczynam tam coraz częściej chodzić, jeszcze trochę i całkowicie się od tego uzależnię. Żeby po raz kolejny nie marnować dnia, zajęłam się porządkami. Najpierw w szafkach, gdzie było jedzenie, zrobiłam przy okazji listę, co potrzebuje kupić, następnie szafka z ciuchami. W ręce wpadł mi strój kąpielowy. Przechyliłam głowę, rozmyślając chwilę, po czym zapadła decyzja. Czas trochę popływać. Dzięki teleportowi przemieściłam się do Spatium, gdzie były jedne z najpiękniejszych jezior. Weszłam na jedną z tak zwanych dzikich plaż. Widok nagiego mężczyzny i pięknej kobiety. Chciałam odejść, gdy zauważyłam, że to wcale nie są namiętne pocałunki, a wgryzanie się w jego ciało. Wyciągnęłam dwa sztylety, bez których nawet nad jezioro nie mogłam wyjść. Rzuciłam w kobietę jednym z nich. Sprawnie uniknęła mojego ciosu, patrząc na mnie z odrazą i nienawiścią. Chłopak ledwo co żył, przez co westchnęłam.
- Najada - Mruknęłam, widząc jak kolor jej skóry się zmienia. Chciała ponownie podejść do chłopaka, ale szybko ją zatrzymałam jedną wyrzucając kolejny sztylet, który zranił ją w ramię. Jej krzyk był straszny, szybko machnęłam dłonią, żeby wygłuszyć cały obszar. Dzięki temu, mogłam na nią spojrzeć normalnie. Zanim się otrząsnęła, pomogłam chłopakowi wstać. Miał na tyle w sobie sił, aby samemu się zmienić w wilka i uciec do najbliższego szpitala.Widząc to nimfa zaczęła coś do mnie krzyczeć, co było bezcelowe, ponieważ magia wciąż działała. Przyglądałam jej się z uwagą. Nie była chyba zbyt mądra, najwidoczniej miała w sobie jedynie urodę, którą wabiła mężczyzn. Zanim zdążyłam wykonać ruch kobieta rzuciła się na mnie z zębami.
- On był mój! - Krzyczała. Zmarszczyłam brwi, uderzając ją w twarz. Upadła na bok, i nim się podniosła z ziemi wyrosły cieniste pędy, które owinęły się wokół jej ciała. Wierciła się i chciała wyrwać, ale było to bezcelowe, im mocniej się rzucała, tym bardziej pędy się zaciskały.
- No i po co Ci to było? - Podniosłam jedną brew rozbawiona jej zachowaniem. Wyrwałam jeden z korzeni, który wpiłam w jej udo, tak że przeszło je na wylot. Jeśli się nie wykrwawi, to uschnie. Sama nawet nie wiem, która śmierć jest lepsza. Przeczesałam włosy, patrząc na jezioro - Może lepiej iść na basen? - Mruknęłam, jeszcze raz patrząc na Najadę, która chciała mnie zabić wzrokiem. Rozbawiona weszłam na drzewo, z soczystymi jabłkami. Ułożona wygodnie wyciągnęłam jedną z książek, zaczynając czytać. Powoli zjadałam słodkie owoce, co jakiś czas patrząc na nimfę. Nim słońce zaszło, z jej ciała pozostał proch i kości. Smutna śmierć, ale przynajmniej mogłam się trochę zabawić.

Słowem Wstępu.. + czystka

  Cóż, wracam do domu i zacznę zabierać się w końcu za ogarnianie wyglądu bloga (nie chodzi o szablon, raczej o graficzne poprawki typu: nowe banery, prezentacje, więcej znaczników, połączenie zdjęć i dodanie kilku nowych autorów, których podrzuciła mi Taiga). Konkurs, ze względu na moją nieobecność, zostaje przedłużony do dnia 20 sierpnia, więc korzystajcie.
Na blogu - cisza. Spodziewałam się trochę więcej opowiadań, ale i tak jakoś daliście radę pod moją nieobecność, no i pojawili się nowi członkowie:  Charles i Amanda!
 Ale doobra, już przejdę do rzeczy. Wiecie, czego niedawno nie było? CZYSTKI! Jako iż powoli zbliża się wpis fabularny, to muszę oczyścić blog z członków nieaktywnych, leniwych i tych, którzy o nas zapomnieli.. jak zwał tak zwał. Zastanawiałam się nad daniem wam opowiadań do napisania, ale.. dobra, niech wam będzie - zwykłe wpisywanie się pod postem.

 Grę czas zacząć. 
 Ci, którzy nie wpiszą się na czystkę zostaną zamienieni w opętańców i dodani do zakładki "Bestiariusz" bo why not? Będzie zabawa, a ja wyżyję się na nieaktywnych ludziach.
 Aby zostać na blogu, należy po prostu napisać komentarz. Od falki wypisujecie postacie, które mają zostać. Na wasze wpisy czekam do 20 września do północy. 21 września czyszczę zakładki i łączę zdjęcia tych bohaterów, którzy zostali. Graficznie, z pomocą Alphy Haylee, poprawię też WZ, bo TICOD i WKN są już poprawione. 
No i ten.. postaram się też na blogu jakoś uprościć rozgrywkę i zaprosić nowych.
Bo niby czemu nie?

19 września 2017

Astrid odchodzi!

False queen by Kenzzay
GODNOŚĆ: Astrid Kida Aviana Manore..Tak wiem długie. Pochodziła z zamożnej rodziny. Każdy zwraca się do niej Astrid bądź Kida.
PRZYNALEŻNOŚĆ: Samotnik
PŁEĆ: KOBIETA-WADERA
ORIENTACJA: Heteroseksualizm
WIEK: 122 lata, jednak przestała się starzeć w wieku 20 lat.
RASA: Zmiennokształtna
SYMPATIA:  Cóż nie ma co ukrywać, że wpadł jej w oko Mobius.
Powód? Decyzja właściciela
Wadera zostanie uśmiercona w następnym wpisie fabularnym.
Mamy nadzieję, że kiedyś jeszcze jej duch odwiedzi te tereny.

Od Fragonii C.D Marco

  Brunetka skrzywiła się, czując ukłucie i omal nie zabrała ręki pielęgniarce. Nie chciała jednak pokazać, zwłaszcza przy Darknessie, który stał nad dziewczynką, tego, że wymięka. Chociaż owszem, miała już dosyć tych wszystkich testów i odkąd tylko pamiętała - nienawidziła szczepionek.
  W końcu białowłosa skończyła i brunetka była wolna. Nudzący się alpha postanowił wcześniej wyjść, więc została sama z kobietą, jednak szybko zamierzała  opuścić pomieszczenie. Tak też zrobiła. Gdyby jednak wiedziała, prawdopodobnie przez kilka godzin nie wyszłaby z gabinetu. Usłyszała hałas. Śmiechy i odgłos tłuczonego szkła. Zaciekawiona zmieniła się w lwicę i wzięła do pyska swoją maskotkę - uśpionego Kazumę. Podeszła do drzwi, w których znajdował się Darkness...
  I kobieta. Rudowłosa kobieta. Śmiała się, od czasu do czasu głaszcząc i całując Wilkobójcę. Mężczyzna jej na to pozwalał. Fragonia już wiele razy widywała go z kochankami, ale tym razem coś w niej pękło. Wypuściła swojego pluszaka i wycofała się. Dwójka była na tyle mocno zajęta sobą, że nawet nie zauważyli kotki, która zaczęła biec, kiedy oddaliła się dwa metry od pokoju. Zmieniła formę na ludzką i złapała do ręki leżący na kominku nóż. Skierowała się w stronę łazienki, aby nikt jej nie przeszkadzał. Marco, o ile się dobrze orientowana, znajdował się w salonie, więc raczej by jej nie usłyszał. Raczej.
  Malutka zamknęła się na klucz w pomieszczeniu i usiadła pod wanną. Wyjęła nóż i zaczęła się zastanawiać.
Ma cię w dupie. 
Odezwała się wściekła Tyks.
Przykro mi, nie jesteś godna. 
W swojej głowie usłyszała głos Fragonii.
Naprawdę myślisz, że dziewczę twojego pokroju byłoby w stanie go zainteresować? Niedoczekanie! Jesteś zwykłą kurwą!
Słowa Cornelii.
  Jej trzy osobowości, a mimo to każda z nich mówiła jej to samo. Chciała umrzeć, nie miała już dla kogo trwać, jak jej ojciec i brat leżeli martwi pod warstwą gruzów, a Darkness właśnie zajmował się inną kobietą. Ładniejszą, zgrabniejszą, bardziej dojrzałą od niej. Była już zdecydowana. Wzięła nóż i przyłożyła go sobie...

Marco? Tak, wiem, znowu mnie wzięło na jej okaleczanie. Tym razem poważniejsze.

Od Owieczki i Wilczka C.D Darkness

Mój piękny niebieski płomyk palił wszystko na swojej drodze. Cudownie jest patrzeć, gdy ofiarza w nim znika, jakby to one odbierały i dawały życie. To tylko płomienie. Tylko one. Nic takiego nie robią tylko pięknie płoną. Wilka nie było, zabawiał się, jednak zbytnio mi to  nie przeszkadzało. Ja mam przynajmniej spokój a on nie narzeka, że nie ma czego tknąć. Takie jego marne życie. Nie raz chciał zasmakować mnie, ale nie z tego nie zrobił. Jest odważny, jednak nie zadrze ze mną. Pierwsze co wilk jest potworem, lecz przy mnie to niegroźna istota. Ja wręcz przeciwnie. Stałam przy zamku, nie było ofiar. Zmierzch nastawł, gdy już chciałam się ruszyć. Wtedy przyszedł Darkness. Kątem oka widziałam mężczyznę. Kroczył w moim kierunku.
Powoli ruszyłam z miejsca.
- Gdzie mnie prowadzisz, Owieczko? - Spojrzałam na niego, widziałam go doskonale.
- W pewne miłe miejsce. - Przeszłam przez zarośla, drobny las i doszłam do wodospadu przy łące. Gdy się łazi, znajduje się wiele miejsc.
- Ładne miejsce. - Jego dłonie wędrowały po moim ciele, nie musiałam pokazywać tego, że to mi się podoba. Wiedział o tym bardzo dobrze. Dobrze wiem, że to i tak na jedną noc, może mieć każda. Zapewne ma, każda jak tu mu odmówić nie da się, chce się go.
Odwróciłam się i położyłam go. Patrzyłam, powoli się zbliżając, gdy osiągnęłam cel. Celem był pocałunek, zasmakować go choć odrobinę. Smakowałam jego ust powoli, się nie śpieszyłam. Moja dłoń była zatopiona w jego włosach, drugą wplotłam w jego. Chciałam, aby ta chwila trwała długo, bardzo długo, zanim się skończy. Odsunęłam się, aby odetchnąć.
- Jedna noc i czeka cię inna. Chyba że twoja niewolnica jest kimś, kogo wybrałeś. - Zapaliłam kawałek polany, płonęła. Niebiański płomień pożerał trawę. On nie zwraca, chyba że tego chce. Dlatego jest nas dwoje. Wilk zabiera życie, natomiast ja oddaje, jeśli mam ochotę. Jeśli coś dostanę, zawrzyj pakt z  diablicą. No dawaj, skuś się, zrób to... Pewnie, parę osób się już dało, ja i tak zabieram więcej. Powoli, już nie tak szybko. Im więcej paktów z jedną osobą, tym większy dług mniam.
- O czym tak myślisz. - Spojrzałam na dłoń, płomień ustał. Jego dłoń go zatrzymała. Czasem, gdy się za bardzo zamyśle płomień staje się większy i płonie, dopóki go nie zatrzymam.
- O tym, czemu nie zabiłeś mnie za to, że nazwałam cię Darkusiem. - Spojrzałam na niego, położyłam dłoń, w miejscu, gdzie powinno być serce.
- Po prostu tak wyszło. Chcesz o tym teraz rozmawiać czy wcale nie rozmawiać. - Powiedział.
Teraz to ja leżałam,
przyglądałam się Darkness'owi. Ludzka forma jest przydatna, zwabić jest łatwo. Czekałam na ruch, ale wiedziałam i tak, że nie będę jego. Może znajdzie się ktoś inny. Choć on.... Jego pragnę. Na tę noc, na ten raz, może na więcej. To jego decyzja, co zrobi. Jeśli mnie zostawi i pójdzie, nie mam żalu, jeśli zostanie też miło. Czułam jego dotyk, nie spieszył się, powoli. Jego oddech otulał moją szyję ciepłem.

Darkness? Co zrobisz z owieczką?

18 września 2017

Od Darknessa C.D Owieczki i Wilka

   Czasem aż żałuję tego wyboru. W końcu, co złego jest w życiu zwykłego samotnika, który od czasu do czasu tylko postraszy inne wilki. Własne tereny, własny zakątek. Tylko ja i moje truposze. Nie musiałbym znosić kolejnej napalonej laski, która ma ochotę tylko na jedno. Ja to wyczułem. Powinienem był ją ukatrupić już za samo słowo "Darkuś". Dlaczego tego nie zrobiłem? W tych czasach ważny jest każdy sojusznik, a dziewczynka faktycznie była smakowitym kąskiem. 
   Czarno-czerwone oko zaświeciło na czerwono. Dla niektórych byłby to znak, który mówił "uciekaj". Ona jednak nawet tego nie widziała przez jego grzywkę. Wilkobójca pogłaskał delikatnie swoją zdobycz. Ta odwzajemniła mu się, wydając cichy, spokojny pomruk.
   - Wiem, skarbeńku, co ci w głowie. - Zaśmiał się Warren Rivers. - Ale może nie dzisiaj. 
   Dziewczyna mocno się zachmurzyła i zeszła z Darkossa, zanim ten zdążył ją strącić z kolan. Czarnowłosy podniósł się i przeciągnął leniwie. Zmienił formę na wilczą i ruszył przed siebie, szukając czegoś do jedzenia. Widział kątem oka Owieczkę, która nadal śledziła go wzrokiem. Czuł, że znowu chciałaby się do niego zbliżyć, jednak ten postanowił się z nią trochę pobawić. Ostatnio trochę inaczej się zachowywał. Był w 60% zwykłym, starym Warrenem, a zaledwie w 40 był Darkossem. Czyżby jego niewolnica tak wpłynęła na jego zachowanie? Chyba faktycznie musiał ograniczyć kontakty z Fragonią, jeżeli ten ma się teraz zachowywać... tak. 
   - Bądź wieczorem pod zamkiem. - Mruknął przez zęby wilk z maską na łbie i odszedł od białej. Owieczka uśmiechnęła się i zatarła ręce. 
➤➤➤
   - Moja droga... - Darkness wstał ze stołu, wycierając chustką pobrudzoną krwią brodę. - Wyjątkowo smaczne to mięso. 
    - Bo surowe. - Westchnęła Fragonia, przewracając oczami.
  W sumie prawda. Nigdy nie podawała mu inaczej przyrządzonego mięsa, jak tylko ładnie pokrojonego i polanego krwią ofiary. Darkoss tak właściwie to jadł nie po to, by się posilić, ale tylko dlatego, że miał z tego frajdę. W końcu jego mięso nie mogło się zmarnować, a Frago nie przepadała za jego zdobyczami. Zwykle zamawiała sobie coś przez internet, albo robiła proste potrawy typu jajecznica.
  - Jesteś dzisiaj zajęty? - Zapytała cichutko Tyksia, bawiąc się sztućcami.
  - Wieczorem a i owszem. Umówiłem się... z członkinią bloga.
  Dziewczynka spojrzała z wyrzutem na czarnowłosego, ale nic nie powiedziała. Nie chciała dodatkowo zawracać głowy swojemu panu. Chciała z nim jedynie trochę pobyć, nawet zgodziłaby się na oglądanie jakiegoś okropnego horroru gore. Wszystko, byleby dodatkowo zbliżyć się do niego. Serce uderzyło jej mocniej, kiedy czarnowłosy złapał ją za rękę, a ta musiała ukryć okropne rumieńce na swojej twarzyczce. Dopiero, kiedy zdała sobie sprawę z tego, że to po prostu nigdy nie mogłoby się udać, spochmurniała. Do jej oczu napłynęły pierwsze, słone łzy.
  Czarnowłosy wypuścił jej dłoń i oddalił się trochę. No tak, są limity. Zamierzał się zabawić, ale na pewno nie z nią. Dlatego właśnie potrzebował kogoś innego, przynajmniej na ten jeden wieczór, aby ochłonąć. A jego biała kobieta czekała już pod zamkiem.

Owieczko? Wilczku? Wybaczcie długość i te ssące opowiadanie ;-;

Od Kudiego [+12]

-Wstawajcie lenie! Robota czeka -krzyknął Bruce, wchodząc do pokoju.
Judi podniosła się z łóżka i zaczęła szturchać ręką Kudiego.
-Czego? -Zapytał zabójca i zakrył głowę poduszką.
-Jak to czego? Ten idiota nas woła. -Odpowiedziała Judi.
Rodzeństwo przyszykowało się, zeszło na dół i wyszło z domu.
-No to o co chodzi? Gdzie ta robota? -Zapytała blond włosa.
-Widzisz tego ciapciaka w okularach? -Bruce wskazał palcem na mężczyznę stojącego obok wózka. -Musicie go obstawiać w drodze do Imperium.
-A ty to co? -Wtrącił Kudi.
-Ja?... Ja mam dostawę, śpieszy mi się... Lucas już na mnie czeka.
-Dobra, nie tłumacz się,  tylko ruszaj dupę, bo się spóźnisz. -Powiedziała Judi i odepchnęła lekko Bruce'a. 
Rodzeństwo podeszło do czarnowłosego faceta stojącego pod murem. Włamywaczka kiwnęła głową na znak, by już ruszać. Trójka zaczęła wywozić wózek z Qan'Rat. 

*Godzinę później*

-Możemy tu odpocząć. Nogi mnie bolą, a was pewnie też. -Zaproponowała Judi. 
Rodzeństwo usiadło pod drzewem, a Pan Ważny poszedł przemyć twarz w rzece.
Kudi wpatrywał się w ciemną folię polietylenową okrywającą wózek.
-Jak myślisz, co my dokładnie wieziemy? -Zapytał i lekko szturchnął Judi łokciem.
-Z tego, co się dowiedziałam... broń palną.
-Broń? Do Imperium? Taką ilość?
-Też się zdziwiłam. No cóż... zadanie trzeba wykonać.
Dziewczyna Wstała z ziemi i zaczęła się rozciągać. 
-To jak? Idziemy dalej?
Blondynka zawołała okularnika i poszli dalej. Kilka minut później,  grupa znalazła się pod murami Imperium. Pan Ważny zapłacił za obstawę, a strażnicy zajęli się wnoszeniem towaru. Rodzeństwo zameldowało się w motelu niedaleko Lorog City. Weszli do swojego pokoju i położyli się spać. Godziny mijały wolno, w tej części Delty było strasznie duszno w nocy. Najwyraźniej nie tylko oni nie mogli zasnąć,  gdyż ktoś zapukał do drzwi.


~Ktoś, coś?

16 września 2017

Od Nemain do Darknessa

Leżała tam, niezdolna do niczego. Mogła jedynie leżeć i wpatrywać się w jeden punkt. Naga i upokorzona. Czuła się brudna, wzgardzona przez świat. Wiedziała, że Darkness za nią stał lecz nie mogła nawet spojrzeć w jego kierunku. Nie mogła wybaczyć sobie, że widział ją w takim położeniu. Praktycznie go nie znała, w ogóle go nie znała. Kilka razy natknęła się na niego przypadkiem, w jakimś barze, klubie czy sklepie. Wiedziała kim jest, lecz oprócz tego, nie wiedziała o nim nic. Był dla niej kompletnie obcym człowiekiem, czy czym tam on był. Chciała coś powiedzieć, coś co postawiłoby ją w lepszym świetle lecz gdy otworzyła usta, jej ciałem znowu wstrząsnął szloch. Gdy kolejna fala płaczu ustała, Nemain zamilkła, wciąż uparcie patrząc w jeden punkt.
- Idź sobie.- powiedziała w końcu.
Mężczyzna poruszył się, lecz wciąż stał nad dziewczyną.
- Powiedziałam, żebyś sobie kurwa poszedł.- warknęła przez zęby.
Darkness wciąż się nie ruszył, co doprowadziło Nemain do wybuchu lodowatej złości. Przemieniła się w wilka, podniosła się i zmierzyła czarnowłosego zimnym wzrokiem. Nie zaryzykowała spojrzenia w stronę rozerwanych ubrań. Wyszczerzyła zęby i rzuciła się przed siebie, uderzając towarzysza tylną łapą i ogonem. Chciała opuścić to Piekło, opuścić wszystko i wrócić do jednego ze swych mieszkań. Mogła wrócić do tamtego, gdzie po raz pierwszy rozmawiała z Darkossem lub do jakiegoś na Delcie. Gdziekolwiek gdzie mogłaby się schować.

Nieważne ile się szorowała, wciąż nie mogła zmyć z siebie tego uczucia. Dolne partie jej ciała wciąż pulsowały bólem, a wspomnienie samego demona i tego co jej zrobił wciąż siedziało w głowie wadery. Skóra stała się już niemal czerwona od szorstkiej gąbki. Nemain wyłączyła wodę i osunęła się po śliskiej od wody ścianie. Podkuliła kolana i ponownie się rozpłakała. Ból w jej ciele się nasilił, jakby sam jej organizm karał ją za to, że ruszyła do Piekła. W głębi duszy tęskniła za Darknessem, lecz było to głupie. To on ją w to wpakował, to wszystko jego wina. Jednak to ona mu pomogła, to ona poszła za nim, ona... sama się o to prosiła. Wysiliła swoją moc, karząc się za to wszystko. Znowu wybuchła płaczem, dlaczego to musiała być ona? Dlaczego demon to zrobił? Tyle pytań, na które nie miała poznać odpowiedzi. Zagryzła wargi. Zapomni. Na pewno zapomni.

Jakiś czas później (przewijamy bo czemu nie)
Nie zapomniała. Było wręcz gorzej. Szczególnie gdy zaczęła wymiotować i pochłaniać wszystko na swojej drodze. W ciągu dwóch dni wyjadła całą zawartość swojej lodówki i spiżarni. Gdyby okazało się, że jest w ciąży, nie wiedziałaby co zrobić. Z jednej strony wiele razy starała się o dziecko, jednak poroniła już cztery razy, taka wieść byłaby dla niej wspaniała. Z drugiej strony znienawidziłaby siebie jeszcze bardziej, nienawidziłaby potwora jakiego w sobie nosi. Spojrzała na pudełeczko i wyciągnęła z niego test. Nie mogła się zevrać na wykonanie go. Co zrobi później? Samotna matka z dzieckiem pół demonem, pracująca jako najemniczka. Gdyby jej ukochany jeszcze żył, możliwe że jakoś by to ułożyła. Lecz teraz? Co by jej pozostało? Jednak to były jedynie przypuszczenia, na pewno nie jest w ciąży. Ostrożności nigdy za wiele, prawda?
Spojrzała na drugi wykonany test, jednemu nigdy nie można ufać. Patrzyła oszołomiona na te dwie, czerwone kreski. Podsunęła się na koniec kanapy i podkuliła nogi, nie, to nie mogło tak być.

Darkness? Czyżbyś już znał miejsce zamieszkania Nemain?

Od Darknessa C.D Nemain

  Jego kompan oddalił się od Wilkobójcy. Czarnowłosy nie wiedział, czy ma zacząć się za nią rozglądać, bo ta mogłaby się zgubić, czy zignorować to i iść zadowolony na przód. Być może jego towarzyszka postanowiła jednak grzecznie wrócić do bezpieczniejszego miejsca, dając mu pole do popisu. W końcu po cholerę miałby się zajmować kimś, kto nawet nie był z jego watahy. I znał ją tylko kilka godzin. 
  Spokojnie już miał ruszyć do kolejnego kręgu, kiedy usłyszał potworny lament. Odwrócił się zdziwiony. W pierwszej chwili chciało mu się... śmiać. W końcu, dziewczyna, niby taka pewna siebie, a nagle cierpi z powodu oddalenia się Darkossa? Jak typowe dziecko, potrzebujące opieki matki. Niestety, albo stety, Wilkobójca był tylko ojcem trójki... a właściwie czwórki szczeniąt, więc nie potrzebował jeszcze kolejnej osoby do niańczenia. 
  Krzyk rozległ się ponownie, tym razem jeszcze głośniejszy i pełen goryczy. W końcu czarny wilk zatrzymał się. Skowyt stawał się wręcz nieznośny. Wszędzie rozpoznałby ten pełen bólu okrzyk. W jego oczach pojawiły się ogniki a wspomnienia stały się o wiele bardziej wyraźniejsze. Skrzywdzone stworzenie już nigdy nie zapomni.
  Wewnętrznie czuł potrzebę ukarania istoty, która znęcała się nad bezbronną Nemain, o ile to faktycznie była ona, a nie kobieta o podobnym głosie. Kolejny skowyt. I teraz Darkoss był już zdecydowany. Zawrócił, by rozwścieczony namierzyć postać. 
  Przybył jednak za późno. Prawdopodobnie sprawca wyczuł już jego obecność i zerwał się, zostawiając nagą, bezbronną Nemain. Dziewczyna kuliła się, zasłaniając najwrażliwsze miejsca przed wzrokiem zboczonego alphy. Wilkobójca mimowolnie oblizał się, widząc pokrzywdzoną. Część jej ubrań, podarta leżała kilka metrów od kobiety. Czarnowłosy podszedł do rozerwanej bluzy rudowłosej i rzucił ją ofierze demona. 
  - Naprawdę? - westchnął wściekły i zrezygnowany Wisielec - W takim momencie musiałaś przerwać mi misję, bo nie potrafiłaś poradzić sobie z napalonym demonem? 
   Darkoss nie chciał przyznać, ale znał to uczucie i wiedział, co ona teraz może przeżywać. Sam przeżywał to uczucie, kiedy był jeszcze młodziakiem. Zbezczeszczony przez ojca i braci. Wpatrywał się beznamiętnie w kobietę, próbując pojąć, co tak właściwie się stało. Podszedłby i pobawiłby się w chirurga, ale wiedział dobrze, że taka osoba nie da się dotknąć. Czekał więc. I czekał.

Nemain? Krótkie, ale z sensem! T.T
A teraz idę wyskoczyć na lunch. 

Od Nixie C.D Shadow

Dziewczyna spojrzała z ukosa na czarnowłosego, którego zawlokła za sobą. Oblizała się, uważnie przypatrując się jego twarzy. Szybko jednak zmieniła punkt zainteresowania na blondyna, wchodzącego do budynku. Roześmiała się unosząc brew. -Z nim sobie zagramy, chodź.- cicho powiedziała, wstając z krzesła. Nixie przestała całkiem zwracać uwagę na cienia- w tej chwili była skupiona tylko na facecie siedzącym kilka stołów dalej. Oparła się łokciem o jego prawe ramię. -Grasz złotko?- przegryzła język, nie spuszczając z niego wzroku.
-Poker?- ten tylko mruknął znudzony.
-Może być- Qvix odchyliła głowę, z uśmiechem.
 -Zaczynaj jak chcesz.- dodała siadając obok.
Białowłosa wyjęła opakowanie z talią z kieszeni i wyłożyła na stół. Pokazując, że mając jedną rękę nie ma jak potasować, wtuliła się w oparcie krzesła. Na oko czterdziestolatek skrzywił się. Po chwili rozdał po 5 kart, a resztę odłożył na bok. Uśmiech Remy nadal nie schodził z jej twarzy. Wzieła w dłoń kawałki papieru, aby ocenić czy są warte gry i jakiejkolwiek wyższej stawki. 3 trefle, kier i karo. Wystawiła lekko język myśląc nad tym, czy nie pasowałoby chociaż po części do któregoś z układów. Postanowiła spróbować uzbierać trefle- w końcu ich miała najwięcej. Przerzuciła wzrok na lewą stronę, aby sprawdzać czy młody mężczyzna nie zwiał. Ten jednak nadal stał nieco z tyłu, przyglądając się poczynaniom dwójki. Nix niezauważalnie wykrzywiła twarz wewnętrznie śmiejąc się. Wyłożyła z torby wszystko co miała cokolwiek wartego.
 -Gramy o wszystko, albo nic. Nie ma podbijania stawek, to wszystko co mam.- mruknęła szczerze, ukazując torbę, w której zostały same pióra. Facet wyłożył na stół gotówkę.
-Wszystko, albo nic.- powtórzył, a na jego pysk wstąpił przebiegły uśmiech. Dziewczyna puściła zadowolona oczko. jakiś tam sobie czas później
-Straight Flush.- Qv mruknęła kładąc na stole 8,9,10, Waleta i Królową trefla. Zgarnęła ze stołu stawkę.-Wygrałam.- uniosła podbródek jasnowłosego.
- Nie oszukiwałeś. To się chwali- jej głos nieco zadrżał. Odsunęła się i jak to ona zasalutowała na pożegnanie.
- Idziemy. Rem mruknęła do czarnookiego. Wyszła na ponurą ulicę i na powrót wcisneła się w węższy z zaułków.
 -I na co ja tam byłem?- westchnął, znacznie starszy z wyglądu chłopak.
 -Dzisiaj na nic, ale jednak zostałeś. A skarbie nie musiałeś. Przecież nie zwracałam na ciebie uwagi.- nastolatka opuściła głowę szczerząc się jak głupi do sera.
- Na serio nie Qvix, a Nixie.- wyciągnęła prawą dłoń do mężczyzny.
-Shadow.- ten także uniósł swoją rękę i lekko ją uścisnął.
-Z Delty jak mniemam?- spytała spoglądając z fascynacją na czarne tęczówki Shada. Położyła dłoń na metalowej płytce w karku. Gdy ten potwierdził skinieniem głowy, zaśmiała się, po czym pogładziła palcami jego czarną, kozią bródkę.
- Porządniejsze i przystojniejsze to od alphy, nie słychane.- wybuchła śmiechem, otarła łzę rozbawienia, spływającą z jej zdrowego oka. Białowłosa usiadła na chodniku, obok wielkiej kałuży. Padało. Zdjęła z ręki ciężką broń i odłożyła ją na bok. Spojrzała na niebieski kikut będący zamiast mniej-więcej części ciała od łokcia w dół. Oparła zrezygnowana głowę o ścianę budynku, po czym spojrzała na częściowo zachmurzone niebo. Zapominając o chłopaku stojącym obok, sięgnęła po maskę. W połowie drogi do niej, zatrzymała dłoń w powietrzu. Cofnęła ją powoli, a ten niby wiecznie nie schodzący uśmiech z jej twarzy zamienił się w płaską krechę obojętności. Ziewnęła, jednocześnie wystawiając język.

Shadow?

15 września 2017

A mogło być inaczej... Od Tytanii C.D Raz

Inna Rzeczywistość, rok bliżej nieokreślony, czternaście lat po wielkiej bitwie na Delcie

  Mała, niczego nieświadoma czternastolatka wkroczyła na przeklętą ziemię, nie znając sobie sprawy z zagrożenia, jakie niosło naruszenie terenów. Wojna, kości wilków pod jej nogami. Nikt nie przyszedł tu nawet pożegnać dzielnych obrońców Delty. Zostawili ich, a nazwę ziemi zmieniono. Ponoć przy pełni księżyca wojownicy budzili się do życia, by rozstrzygnąć odwieczny spór.
   Wilki czy krukoni? Demon czy alphy trzech, potężnych watach?  NRS, WZ czy znany dawniej WKN? 
   Nie powinno cię tu być, moja malutka. 
  Czternastolatka usłyszała głos w swojej głowie. Ton był raczej spokojny. Nie wyglądało na to, żeby przybysz, który wtargnął jej do głowy miał jakieś złe zamiary. Dziewczyna była sparaliżowana strachem. Zamknęła oczy i modliła się o to, żeby nieznajomy mimo wszystko ją opuścił. Nie zamierzała wdawać się z nikim w dyskusję. 
   Aż tak bardzo przeraża cię moja obecność w twojej głowie? Przecież nie masz na tyle ciekawych informacji, bym mógł do niej zajrzeć, moje szczenię. Podejdź do tej wielkiej, czarnej płachty i odsłoń ją.
  Czuła, że nie miała wyboru. W dodatku bała się, że istota, która potrafi grzebać w jej umyśle, mogłaby być zdolna do czegoś więcej. Nieśmiało podeszła więc do zniszczonego, ogromnego namiotu i wykonała polecenie demona. Czy czymkolwiek było to stworzenie.
   Przestała czuć obecność tajemniczej duszy. Prawdopodobnie postanowiła w końcu dać jej spokój, jednak nie wiedziała, na jak długo, więc postanowiła jak najszybciej zbiec z tego przeklętego miejsca. Kiedy już miała się odwrócić i pognać przed siebie, kątem oka zauważyła piękny, błyszczący przedmiot, leżący w trawie.
   Była to kosa. Nie byle jaka, wygnieciona i zardzewiała, zrobiona z najtańszych materiałów. Było to piękne, srebrne ostrze, przyozdobione czerwonymi kamieniami, prawdopodobnie rubinami. Rączka zrobiona była z czegoś, co było czarnym, szlachetnym minerałem. Wokół kosy kręciły się szkarłatne runy w nieznanym dziewczynce języku. Delikatnie podniosła swoją piękną zdobycz.
  Była jej. Była tylko jej. Za takie cacko, które z pewnością należało do męża ze szlachetnego rodu łatwo mogła dostać co najmniej pięć tysięcy trefli i wyżywić swoją rodzinę. Dlaczego nikt jednak tej kosy nie wziął?
   Zostaw!
  Mała krzyknęła i wypuściła z ręki swoją zdobycz. Rozglądnęła się przerażona dookoła, aby sprawdzić, kto znowu wpełzł do jej głowy. Usłyszała potworny jęk i przerażona skuliła się. Zaczęła wić się i krzyczeć, aby tylko zagłuszyć te potworne jęki. Miała jednak wrażenie, że to tylko pogarszało jej sytuację.
   Czarny dym zaczął się unosić nad kosą i przybierać ludzką formę. Nie trzeba było długo czekać, aż w końcu przed zwijającą się z bólu małolatą staną dobrze zbudowany mężczyzna po trzydziestce. Uklęknął przy malutkiej i chwycił ją za gardło. Ta przestała się wić i spojrzała prosto w oczy nieznajomego. Na jego czole widniało znamię demona.
   - Zemsta. Nareszcie. - Darkoss oblizał się i wbił kły w szyję malutkiej, która po chwili przestała się bronić.
Powracamy do Tytanii i Raza
  Ostatecznie to Tytania namówiła chłopaka na kolację w zamku. Przy stole miała usiąść jej cała rodzina i pomyślała, że dobrze by było, gdyby pojawiła się tam z Razem. Zresztą bardziej wyśmienitych potraw niż na zamku Rivangoth to ze świecą szukać. Kolacja była obfita w najróżniejsze, tłuste potrawy. Pieczony dzik, zupy grzybowe, kaczki, tortille, sałatki greckie (wspomniałam już, że Riversi bardzo cenią sobie kuchnię z Ziemi?), a nawet hamburgery. Innymi słowy - uczta godna prawdziwych alph. 
   Raz kątem oka wpatrywał się w Darknessa, który jako jedyny jadł surowe mięso. A i tak spożywał cokolwiek tylko na pokaz. Viper przyprowadził Hikaru. Dwójka cały czas wymieniała zdania między sobą i śmiała się tak głośno, że było słychać ich także w kuchni. Anubis, najmłodszy z rodziny, siedział samotnie na końcu stołu i czytał swoją książkę. Fragonia plątała się pod nogami kucharzy, od czasu do czasu wpadając na któregoś z nich. Darkness co chwila miał do niej jakąś prośbę. 
   - Ekhem.. żyjesz? - zapytała Tytania, lekko trącając swojego przyjaciela, który zamiast jeść, bawił się kawałkiem kaczki na talerzu.
   - Co? - Raz podniósł głowę i spojrzał prosto w oczy Tytanii. 
   Dziewczyna mimowolnie się uśmiechnęła. W sumie lepiej, jeżeli werran uruchomi swoją naturalną gadatliwość, a nie siedzi cicho i wpatruje się to w jej ojca, to we Fragonię, która najwidoczniej nie miała co ze sobą zrobić. 
   - Zastanawiałeś się nad czymś? - zapytała, wpatrując się w czarnowłosego mężczyznę, który złapał niespodziewanie Fragonię za rękę i przejechał ręką po jej udzie. Dziewczynka nie broniła się, jednak wzrok Tytanii sprawił, że jej ojciec puścił czternastolatkę. Ta tylko mruknęła coś pod nosem i odeszła kawałek. WIlkobójca poszedł za nią, dziękując za "mile spędzony wieczór". 
  - Tak jakby. - mruknął Raz. - Czy on pamięta coś z tamtej rzeczywistości?
  - Mój ojciec owszem, jednak bracia nie. Czasem z nim gadam na temat tego, co się wtedy wydarzyło na wojnie i co by było, gdybym nie cofnęła czasu. Nie chciałam ludzi na Delcie. Chciałam tylko wrócić do czasów, kiedy nie byłam wygnańcem. I-i kiedy Mroku mnie opętała po raz pierwszy, abym mogła to powstrzymać. Wtedy nie musielibyśmy uciekać z Delty na Ziemię, Yo by żyła, Darth by żył, Aragorn by żył, Agon... 
   Raz położył rękę na ramieniu dziewczyny, aby trochę ją uspokoić. Ta wzięła kilka głębokich wdechów i spojrzała na chłopaka. 
   - To nie była twoja wina, a nikt nie przewidział skutków przeniesienia nas do alternatywnej rzeczywistości i zmiany linii czasowej. Być może, gdybyś tego nie zrobiła, bitwa zakończyłaby się porażką, a tak to nigdy się nawet nie wydarzyła. 
    - Teraz pozostaje mi większy problem. Ludzie i ich żądza nieśmiertelności. Mroku... jej chyba już nie ma. Nie wiem, nie daje znaku życia odkąd tylko przeniosłam się tutaj. Być może nawet nie pamięta, że mnie kiedykolwiek opętał. 
   - Demony zawsze pamiętają. - Raz wstał, a jego śladem poszła szatynka. - No nic, pora się trochę przejść. Jest wieczór, ale chyba mały spacer ci nie zaszkodzi, tym bardziej, że Spatium to właśnie w nocy jest najpiękniejszy.
   Tytania tylko wzruszyła ramionami i wraz ze swoim znajomym wyszli przez drzwi frontowe. Nie minęło kilka sekund, kiedy młoda betha dostała sms'a od Fragonii z prośbą o pilne spotkanie w jej komnacie. Pokazała go werranowi. 
   - Jak chcesz, to... - zaczął chłopak, ale Tytania zakryła mu usta.
   - Idziesz ze mną. - rozkazała. - Jeżeli nastolatka ma kłopoty, to pomożemy jej oboje. Załóżmy .. że jest to ciąg dalszy mojego treningu.
  
Raz? Masz pomysł? ;D

Od Shadowa C.D Nixie

Czarnooki obudził się w Rivangoth częściowo na kanapie obok kominka. Grawitacja sprawiła, że runął na podłogę po lekkim ruchu ręką. Mężczyzna przeklął podczas podnoszenia się i poszedł do kuchni.
-No zobaczcie, kto wreszcie wstał. -Zażartowała Tyksona, patrząc się na mężczyznę.
-Wreszcie?
-Spójrz na zegarek geniuszu.
Shadi spojrzał na kuchenny zegarek, pokazywał on godzinę 13:57.
-Skoro już jesteś na nogach, to idź do Imperium, teraz twoja kolej na zakupy.
-Porąbało cię? Nie wpuszczą mnie do środka, prędzej mnie rozstrzelają.
-Moi znajomi pracują w straży. Krzykniesz przez bramę, jak któryś z nich wyjdzie, to dasz mu ten list, a Cię wpuszczą. -Powiedziała i pokazała palcem na kartkę na stole.
Chłopak kiwnął głową od niechcenia i po chwili zadzwonił do znajomego i wyszedł z zamku. 
Jessmay przyleciał helikopterem po 10 minutach i polecieli do Imperium.

*Kilka minut później nad Imperium*

-Okay, to już tutaj, możesz lądować.
-Nie jestem pewien... Za dużo drzew. -Zająkał się pilot.
-Tam jest wolna przestrzeń. -Powiedział Shadi i wskazał ręką puste pole po drugiej stronie murów Imperium  (całkowicie po drugiej stronie, nie w środku).
Po wylądowaniu czarnowłosy poszedł wzdłuż muru, aż do głównej bramy. Chłopak zaczął wołać strażników, ale żaden się nie pojawił. Zdenerwowany zaczął walić pięścią o bramę, by ktokolwiek go usłyszał. Hałas zwrócił uwagę strażnika idącego akurat w stronę bramy.
-Czego tam? -Krzyknął.
Chłopak wyciągnął z torby kopertę,  którą następnie otworzył i pokazał list strażnikowi. Żołnierz zaczął czytać i po chwili otworzył przejście. 
-Ale tylko spróbujesz coś zbroić, to obiecuje, że Cię znajdę i zabije. -Powiedział strażnik i po chwili zamknął ponownie przejście.
Chłopak zaczął chodzić spokojnie po mieście, by znaleźć jakikolwiek sklep spożywczy. Przeszedł kilka ulic i akurat natrafił na policyjną interwencję. Siedem radiowozów policyjnych otoczyło samochód osobowy z czteroma gangsterami. Shadow przeszedł obok, uważnie wpatrując się w całą sytuację.
Kilka godzin później zaczęły nadchodzić chmury deszczowe. Nie trzeba było długo czekać na ich efekt. Chłopak skręcił w zadaszoną uliczkę, aby przeczekać deszcz. Przykucnął pod ścianą i zaczął czytać książkę,  by czas oczekiwania na poprawę pogody się przyspieszył. Minuty mijały,  a pogoda się nie poprawiała. Im mocniej padało, tym Shadi robił się bardziej zmęczony. Powoli zasypiał, gdy usłyszał powolne kroki. Dźwięk zaczął zbliżać się w jego stronę. Otworzył oczy i zobaczył kobiecą postać stojącą kilka metrów przed nim.
-Co chcesz? Qvix, narkotyki i inne tego typu usługi w Imperium tylko tu. -Powiedziała kobieta.
Czarnooki milczał i starał się ocenić całą sytuację.
-No gadaj! -Krzyknęła. 
Jej oko zaświeciło na niebiesko. Dookoła zaczęło błyskać. Dziewczyna prawdopodobnie nie była zwykłym człowiekiem. Podniosła rękę, na której końcu miała jakiś niebezpieczny przedmiot. Przybliżyła się i przełożyła mu go do głowy.
-To jak? Będziesz gadał, czy mam zakończyć twój żywot?
Cienisty demon powoli podniósł rękę na znak poddania się. 
-Nic od ciebie nie chce. Jestem tu tylko turystycznie,  zaraz znikam. -Odparł spokojnie.
Dziewczyna powoli opuściła broń i kazała mu iść za nią. Wyszli na ulice, dziewczyna wskazała palcem na pobliski bar.
-Widzisz ten budynek? Tam przebywają jedni z nie bezpieczniejszych hazardzistów w Imperium. Wiesz, ile tam stawiają?
-Nie wiem. Nie znam się na hazardzie. -Odpowiedział.
-Mam nadzieje, że umiesz walczyć,  bo posłużysz mi za ochroniarza. A tylko spróbujesz uciec, to ci łeb odetnę! -Uśmiechnęła się i przełożyła nóż do szyi Shada.
-A co z tego dostanę? -Zapytał i odsunął broń od siebie.
-Życie, a teraz chodź. 
Para weszła do środka i usiadła przy jednym ze stolików. Qvix zaczęła rozglądać się po pomieszczeniu, jakby na kogoś oczekiwała. Po chwili objęła wzrokiem faceta w skórzanej kurtce wchodzącego do baru. 
-To on, z nim sobie zagramy. Chodź. -Wstała i podeszła do mężczyzny...

~Sorki za długie rozwinięcie,  ale musiałem jakoś opisać wejście do Imperium.

Marco do Fragoni

Fragonia odwróciła się w moim kierunku i powiedziała, że musi jechać do miasta niezwłocznie i jak chce, to mogę z nią pojechać. Wiec wsiedliśmy do samochodu i kierowca zawiózł ba s do miasta, na samym początku dostałem jakąś brazolete i kazali mi jen nie zdejmować, dopóki nie opuszczę miasta. Zauważyłem, że dziewczynka się czymś mocno martwi.
-Coś się stało?
Zapytałem zmartwiony Fragonie, ona spojrzała na mnie tymi swoimi oczkami.
-Nie wszystko gra.
Zatrzymaliśmy się przed sporym budynkiem i weszliśmy do środka, przywitał nas mężczyzna o czarnej czuprynie.
-Witaj Frogoniio.
-Witaj Drakkonesie.
-A to, kto jest?
Powiedział, patrząc, na mnie swoim przeszywającym wzrokiem. Chciałem powiedzieć, ale kotka mnie uprzedziła.
-To jest Marco, jest moim znajomym.
Odparła dziewczyna.
-Rozumie.
Następnie się odwrócił i gdzieś nas prowadził.


(Frago. Przepraszam, że tak długo i beznadziejnie).

14 września 2017

Zasiej niepewność [...]

Zasiej niepewność w obozie wroga, a wygrana będzie twoja
[Zdjęcie po przemianie będzie dostępne, jeżeli autor wyrazi zgodę, gdyż bez pisma zabrania edytować|używać swoich prac. Przepraszamy!]
GODNOŚĆ: Aksel Sunrise
PRZYNALEŻNOŚĆ: Wataha Karmazynowej Nocy
PŁEĆ: Basior/Mężczyzna
ORIENTACJA: Heteroseksualizm.
WIEK: 335 lat
RASA: Wilkołak
STANOWISKO: Szpieg
CHARAKTER: Mówi od razu co myśli, nie owija w bawełnę. W stosunku do innych osób jest neutralny. Potrafi dogryźć. Zazwyczaj jest chamski, cyniczny oraz szyderczy. Zdaje sobie sprawę z faktu, że jest przystojny. Podrywa wszystkie dziewczyny/wadery. Wokół siebie roztacza aurę spokoju i opanowania. Niełatwo wyprowadzić go z równowagi. Nigdy nie pokazuje uczuć i należy do osób nieprzewidywalnych. Uwielbia bawić się innymi, szczególnie w gnębienie i poniżanie. Ma jednak szacunek do osób wyższej położonych w hierarchii. Niełatwo zdobyć jego przyjaźń, potrafi trwać to nawet miesiącami, jednak kiedy ci się to uda, okazuje się, że jest naprawdę dobrym przyjacielem. Potrafi poświęcić życie, żeby kogoś ocalić.
APARYCJA: Jego oczy są koloru perłowego, zmieniają się wraz z nastrojem od prawie białych po stalowoszare.
ŻYWIOŁY: Żywioł Księżyca - ten kto go posiada, włada księżycową magią. Potrafi z niej robić rożne rzeczy takie jak np. skrzydła, ostrza którymi można władać itp. ono czystą magią samym światłem które oślepia i pomimo kruchego wyglądu tnie jak ostrze.
MOCE:
  • Tworzenie różnych rzeczy z pyłu księżycowego - ostrza, tarcze, skrzydła itp.
    Bycie niewidocznym - minusem jest to, że kiedy jest jakiekolwiek światło w pobliżu widać jego cień, Wyczówanie nadchodzącego niebezpieczeństwa minus taki że nie ukazuje ono kiedy i gdzie ono będzie. 
  • Chodzenie po tafli wody - jeszcze nieopanowane.
  • Ponoć posiada jeszcze trzy moce, które jeszcze mu się nie objawiły.
ZAINTERESOWANIA/TALENTY: Pasjonuje się Końmi, uwielbia je obserwować. Talentem jest perfekcyjna jazda konna, potrafi władać mieczem i dobrze strzela z łuku.
MOC SPECJALNA:
  • Czarna Magia - rzuca zaklęcia oparte na tej dziedzinie magii.
HISTORIA: Nie pamięta swoich rodziców. Odkąd pamiętał, zawsze mieszkał w lesie. Sam się wychował, nauczył przetrwać. W pewnym momencie poczuł zew do wędrówki. Posłuchał go i ruszył w podróż trwającą jakieś 3 lata. Szukał swojego miejsca w przeróżnych krainach. Aż w końcu je znalazł.
PRZEDMIOTY: Miecz posiadający coś w rodzaju własnego rozumu - potrafi sam walczyć oraz rozmawiać.
LOKALIZACJA: Vao-Rax
BANK: 200trefli
TOWARZYSZ: [Zdjęcie]
Siła 200 Szybkość 300 Zwinność  300 Moc  500
Technika  400 Równowaga  300 Zręczność  500 Ukrycie  500
 

13 września 2017

Ogłoszenia parafialne!

So... Ocenił ktoś blog na Ankiecie?
No to teraz czas go wychwalić publicznie! :D 
Podoba ci się nasz blog? Lubisz nas? Kochasz tutejszą atmosferę? Poleciłbyś go innym?
Śmiało, napisz już dzisiaj komentarz na Salonikach Howrse!
Będę wdzięczna za każdy komentarz od was! :) 

KLIKNIJ NA BANER, ABY PRZENIEŚĆ SIĘ NA POST!
https://salonik-howrse.blogspot.co.uk/2017/09/blog-divided-kingdom.html


Pst! Może oceniłbyś też naszą grafikę z SOTT? :D
Klikeł!

Od Tytanii C.D Apollo

  Dziewczyna spojrzała na Apolla, który dosyć szybko znowu odzyskał dobry humor po tym, jak go upomniała za rozbijanie szklanek. Liczyła na to, że już więcej nie będzie musiała sprzątać bałaganu po chłopczyku. No i liczyła też na rozluźnienie się. Jego mogłaby wysłać na kreskówkę, a ona mogłaby pójść i obejrzeć jakiś dramat... w zależności od tego, co puszczają w Imperium. 
  Apollo radośnie latał od domu do domu, a ta pilnowała go, by nie zrobił sobie krzywdy, skacząc przez niektóre bramki i omijając przechodniów, niczym zawodowy sprinter. Szatynce poprawił się trochę humor, widząc zadowolonego i pełnego energii chłopca. Liczyła na to, że białowłosy będzie grzeczny w kinie i zajmie się filmem. Nie chciała, żeby po chwili wyrzucili dwójkę na bruk, mimo zapłaconych biletów. 
  Kiedy stanęli pod budynkiem, Tytania zamówiła na jednej z tablic multimedialnych dwa bilety, dla Apolla na film o wyścigówkach i dla siebie na jakiś film obyczajowy. Wzięła pierwszy lepszy seans. I tak nie zamierzała skupiać się na projekcji. Uklękła obok Apolla.
  - Idziesz do sali dwunastej. Twoje miejsce to trzeci rząd, fotel oznaczony literką X. Jak skończy się seans... - Tytania podała chłopakowi swój telefon, na którym wybrany był już jej numer. - Zadzwoń do mnie. Ale błagam, nie wcześniej, bo kończy mi się kasa. Przyjdę po ciebie, jak najszybciej. Będę w drugiej sali.
  Tytania nie miała stuprocentowej pewności, czy aby na pewno dobrze robi, zostawiając Apolla samego w sali. Może jednak lepiej było znieść tą kreskówkę i mieć białowłosego na oku? Rena najprawdopodobniej ją ukatrupi, jeżeli mały zrobi coś sobie... albo komuś innemu.
⏫⏫⏫
   Omal nie usnęła na tym filmie. Wiedziała, jak to się skończy. Seans trwał dopiero pół godziny, a ona już zaczęła się nudzić. Może faktycznie lepiej było przejrzeć dokładnie, zanim się poszło na ten film. Dziewczyna przekręciła się na drugi bok, próbując wygodnie się ułożyć. Fotele nie były pierwszej klasy, za to pomagał fakt, iż była prawie sama na widowni. Prawie, bo oprócz niej na przodzie siedziały dwie, starsze kobiety, po bokach cztery pary zakochanych, a zaraz za Tytanią - nieznajomy mężczyzna.
  Obcy nie wydawał się być skupiony na filmie (jak zresztą każdy tutaj, prócz dwóch pań, zaś pary zajmowały się sobą), za to wpatrywał się z fascynacją na czarnowłosą, jakby widział w niej kogoś więcej, niż tylko szarego obywatela Regrant. Tiffany wyczuła wzrok czarnowłosego i omal nie wstała, aby uderzyć nieznajomego, który zaczął ją irytować. Mężczyzna nawet nie ukrywał zainteresowania dziewczyną. 
  - W czymś przeszkadzam? - zapytała lekko poirytowana betha. - Jeżeli tak, to niech pan powie, a nie patrzy się na mnie, jak sroka w kość!
   Przykryta kapturem Tytania postanowiła wyjść z sali, kiedy obcy nie odpowiedział. Film i tak nie był ciekawy, więc straciłaby zaledwie czternaście trefli na bilet. Dla osoby, która ma kasę pod ręką nie było to nic niezwykłego. 
    Nie wiedziała, że mężczyzna wziął ją sobie na kolejny cel. Kiedy tylko Tytania wyszła, ten szybko podążył jej tropem. W poczekalni nie było nikogo, więc miał pole do popisu. Tiffany usłyszała jego kroki i odwróciła się. Nie dał jej wielkiego pola do popisu, ponieważ kiedy tylko ta spojrzała w jego oczy, on wystrzelił z broni. Pocisk ze środkiem nasennym. Tytania nie miała nawet okazji krzyknąć. Upadła na ziemię.

Apollo? Ratuj ciotkę, to może ci wybaczy te szklanki xD
Oto, panie i panowie, jeden z przykładów mojego "z dupy wziętego zwrotu akcji". Można robić zdjęcia! *ustawia się w ładnej pozie*

Statystyka

Obserwatorzy