Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dian Sean Feriner. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dian Sean Feriner. Pokaż wszystkie posty

15 września 2021

Od Dian C.D Możan

Jak miałabym to określić. Nie było wyjścia. Mimo bycia w jego ciele wciąż posiadałam więź ze swoim ciałem, chociaż poczułam, jak rozdrapywał dłonie, oraz dotykał tam, gdzie nie powinien. Wiedziałam także, że mimo mocy, którą oboje posiadamy, mogą się pojawić lekkie zawirowania. W głowie coś mi podpowiadało, bym uważała. Ktoś się szykowała, by zabić jedno z nas. Dlatego też, gdy udało mi się przemknąć do lochu. Lekkie zamieszanie, bym mogła, zabrać więźnia do innego pomieszczenia. Na szczęście udało mi się odnaleźć miejsce, zapewne o którym oboje wiedzą, a jest ukryte między światami. Dokładniej między światem żywym a martwym.
- Wstawaj. Nie mamy czasu do stracenia. - powiedziałam, choć męski ton głosu był dziwny. Otwarcie drzwi, po czym uwolnienie siebie, w którym nie byłam ja tylko on. Dlatego też już wcześniej ze swojej komnaty udało mi się wziąć jeden z eliksirów.
- Czego chcesz. Najpierw mnie tu zabierasz, a teraz wykradasz? - Zakpił. Chwyciłam jego dłonią, swoje ciało w pasie i ułożyłam jego drugą dłoń, na swoim policzku.
- Nie ruszaj się, zapiecze i zobaczysz coś, co może pomóc albo zaszkodzić. - powiedziałam, po czym złączyłam musowo nasze wargi. Jest to najszybszy sposób na wyleczenie zranionych dłoni oraz ujrzenie przymusowej wizji, która może kosztować duszę Możana nie lada wyzwanie oraz koszmarny ból. Trwało to zaledwie chwilę, ale udało się nam przenieść do świata, pomiędzy był on niewidzialny dla innych. Dopóki jesteśmy blisko siebie, złączeni możemy się przemknąć przez innych.
Oderwałam jego wargi od swoich po dobrych minutach. Wzięłam swoje ciało na ręce, gdy pojawiła się wizja. Możan musi to znieść, zapewne sobie poradzi. Choć bardziej martwiło mnie to, co zobaczy. Robię to drugi, raz za pierwszym razem robiłam to po to, by moja córka mogła aktywować swoje moce. Miała blokadę, a to, co zrobiłam, jej pomogło. Chociaż przy przymusie, na każdego działa to inaczej.
Ułożyłam swoje ciało w wannie, w sypialni Możana znalazłam użyteczne przedmioty. Podczas wizji, jest się jak w transie i żadne działanie z zewnątrz nie wpłynie na ciebie. Odchyliłam głowę w swoim ciele i delikatnie nacięłam dłonie. Jedną swoją, a drugą z ciała Możana. Jest swego rodzaju rytuał, który pozwala wejść do wizji, którą ma właśnie. Na czole ciała Możana oraz na czole mojego ciała widniały nietypowe krwawe znaki. Po chwyceniu dłoni ujrzałam to, co widzi.
***
Świat wizji i wspomnienia zaczęły się mieszać. Było to wspomnienia moje i jego, mieszały się, do tego pojawiały się przebłyski wizji. Gdy zobaczyłam córkę z jednego ze wspomnień, udało mi się na czas zasłonić jego oczy. Tym razem nasze dusze były wolne od materialnych ciał.
- Nie wolno ci patrzeć. Skup się, niech wizja cię poprowadzi. Nie podążaj za wspomnieniami. - rzekłam łagodnie. Sama jednak nie mogłam odwrócić wzroku. Widok mojej pięknej córki był niczym grom, chciałam do niej podejść, przytulić moje piękne słoneczko. Jednakże nie mogłam.
- Mamo. - jej łagodny głos, kołysał na boki, musiałam zacisnąć dłoń i zamknąć oczy, byśmy mogli udać się gdzieś indziej. Gdy zabrałam dłoń, znajdowaliśmy się na pastwisku. Może jakieś łące albo blisko jakiejś wioski. Chmury się zaczynały zbierać, a oddali dostrzec można było czerwone oczy. Co słowo słyszałam od Możana, jak mnie przeklina. Nie miałam na to czas, czas mijał. Chociaż w wizji świat płynie inaczej.
- Co zobaczyłeś? - spytałam.
- Drzwi na pustkowiu. - fuknął w odpowiedzi.
- Przeszedłeś przez nie? - dorzuciłam kolejne pytanie.
- Nie, bo się oddalały i zniknęły. - odpowiedział. - Ktoś je otworzył. - dodał po chwili.
Gdy spojrzałam we wskazany kierunek, ujrzałam stworzenie. Złapałam za dłoń Możana i pociągnęłam przez szklane przejście. Westchnęłam i spojrzałam, gdzie jestem. Było to dziwne miejsce. Otaczały nas ruiny zamku. Pośród nas gdzieś płakało dziecko, a gdy ruszyliśmy dalej, zobaczyłam ciało kobiety.
- Zbliża się, nim udamy się do wyjścia, musisz... - nie mogłam dokończyć. Zaczęłam pluć krwią. Gdy dotknęłam boku, zobaczyłam krew. Najwyraźniej życzenie towarzysza, by mnie zabić, się spełniło. Udało mi się go wyciągnąć, a nasze dusze ponownie znalazły się w odpowiednich ciałach. Leżałam w wannie, a rana krwawiła. Udało unieść się mi dłoń, po czym przyciągnęłam Możana do siebie, by dokończyć. - Musisz, uważać. - ledwo udało mi się powiedzieć, a do pokoju wpadła straż. Starałam się odpocząć albo choć trochę się poruszyć.
Nie powiedziałam czemu, musi uważać, oraz przed kim i kto nadchodzi. Chciałam, ale nie miałam siły. Widziałam, jak się ktoś zaczął do mnie zbliżać. Gdy chciałam się poruszyć, krew wypływała znacznie szybciej. Ktoś się mną zajął, by zatamować ranę. Ktoś mnie wyciągnął z wanny. Zaniósł mnie gdzieś i ułożył. Ktoś się mną zajął. Oczy mi się kleiły, spojrzałam na Możana, gdy stał w drzwiach, rozmawiał ze strażą. Gdy krzyknęłam, wokół ranny pojawił się niebieski płomień. Zaczął on leczyć zadaną ranę przez miecz. Wypalał ją, ale także zasklepiał. Czułam ulgę, a tuż po tym przemieniłam się w wilka. Przez przymrużone oczy widziałam, jak inni wychodzą z pokoju, a Możan podszedł bliżej.
- Odpocznij. Niedługo przyjdę i dokończył, to na czym skończyłaś. - powiedział. Potem wyszedł, a ja mogłam zasnąć, gdyż tego potrzebowałam do pełnej regeneracji.

Możan?

10 lipca 2021

Od Dian C.D Możana

 Obudziłam się z bólem głowy. Za wcześnie się obudziłam jednakże, gdy otworzyłam oczy.. Pomieszczenie było mi znane, ale obce. Inny zapach oraz czułam się ciężej, moje myśli wędrowały, a jakaś część mnie była, albo miała w sobie garść wylewających się opryskliwych i dosyć pesymistyczno-złowrogich emocji. Zdecydowanym krokiem skierowałam się do lustra. Gdyż cały czas coś mi się nie zgadzało. Gdy tylko spotkałam się ze swoim odbiciem, dostrzegłam, że jestem w ciele Możana. Nie spodziewałam się tak dziwnego obrotu spraw. Między nogami poczułam coś, czego wolałabym nie czuć, dlatego też zdecydowałam się przebrać i wybrać do mojego, a teraz [jego] pokoju.
Jakieś służki się zjawiły, najwyraźniej by pomóc, jednakże zostały odesłane ode mnie. Jednakże przed tym, wyraźnie powiedziałem, co chcę.
- Od dziś wiedźma, mi służy. - mój [jego] głos mógł przerazić. Najwyraźniej lekkie zaskoczenie się wkleiło na twarzach służek, ale nic nie dodały. Tak będzie mi łatwiej, by ten kobieciarz, nie dobrał się do mojego ciała. Choć to będzie dziwne.
Odłożyłam to na bok, po przebraniu się i ogarnięciu w miarę. Udałem się do swojej, a teraz [jego] komnaty. Po drodze natknęłam się na kilka osób. Udało mi się je skutecznie wyminąć. Tak zwane przeszkody. Bez zbędnych formalności wparowałam do pokoju. Moje ciało wyglądało dobrze. Zamknęłam drzwi, po czym podeszłam do niego [siebie].
- Słuchaj uważnie. Najwyraźniej zamieniliśmy się ciałami. Dlatego też, od teraz będziesz mi służyć jako ja. Pod żadnym pozorem nie dotykaj mojego ciała. Jeśli trzeba to, ja to zrobię. Choć to jest tak dziwne, że wolałbym to jak najszybciej odkręcić. Jednakże nie można. - powiedziałam i westchnęłam. Najwyraźniej jemu też się to nie spodobało. Jednakże, nawet jeśli nie mam co ukryć, to po prostu nie chce, by jakiś kobieciarz mnie dotykał.
- To teraz ty mnie posłuchaj. Ja nie wykonuje rozkazów nikogo, poza mną, a twoje ciało jest teraz moim. - jadowite słowa wydostały się z moich [jego] ust. Nie miałam innego wyjścia, dlatego też znalazłam potrzebne składniki i po przygotowaniu. Zdecydowałam zrobić coś, czego zapewne będę żałować.
- Skoro tak. Nie zostawiasz mi innego wyboru. - powiedziałam. Rozsypałam na swoim ciele [jego] proszek, przypominający proch. Tuż po zetknięciu z moim ciałem odwróciłam wzrok, gdyż na mym ciele pojawiły się znaki.
Najwyraźniej nie spodobało się to osobnikowi, nawet jeśli nie jestem w swoim ciele, to mogę zrobić wywary, które są zaklęte. Ten działa w ten sposób, że nawet jeśli będzie chciał dotykać, w których miejsca nie chce, by dotykał, poczuje nieprzyjemny ból. Jest też coś o tym wolę nie wspominać. Nie czuje wstydu, ale posiada sekrety, o których wolę, żeby nikt się nie dowiedział.
Wyjęłam z szafy szaty/szmaty, w które zazwyczaj się ubieram. Położyłam je na łóżku i patrzyłam uważnie na osobnika.
- Przebierz się, musimy gdzieś się wybrać. Bez sprzeciwów. Jesteś mną, ja tobą. - warknęłam. Już i tak byłam wystarczająco zła, a do tego ten nasilający się ból głowy, który nie dawał mi spokoju.
- Nie mów mi co mam robić. - wywarczał swoją odpowiedź. Jednym ruchem złapałam za jego [moją] szyję i uniosłem ciało w powietrzu. Starałam się ostrożnie to zrobić, ale trzymałam mocno, by nie wierzgał.
- Myślisz, że takie odpowiedzi zrobią na mnie wrażenie. Tutaj się mylisz. Twoje zachowanie jest takie samo jakie miało moje dziecko. - zmroziło mnie. Puściłam go, po czym odwróciłam się na pięcie i podeszła do stolika. Była tam śnieżno biała szkatułka, emanowała ona wspomnieniami, żalem, smutkiem i śmiercią. Wzięłam ją. Zanim jednak wyszłam, spojrzałam na osobnika, w moim ciele i wypowiedziałam dwa słowa.
- Zbliżają się. - po tych tajemniczych słowach wyszłam z pokoju. Musiałam udać się w pewne miejsce. Zła jak osa, jakimś cudem udało mi się wyjść, jednakże natknęłam się jednak na kogoś w miejscu, do którego zmierzałam.
Tak szczerze to musiałam odnaleźć zioła, które pomogą mi ten dokuczliwy ból głowy. Starałam się, unikać wszystkiego co żyje, by się nie odkryć. Jednakże spotkanie z Tytanem, nie było zbytnio dobre. Chciałam jak najszybciej się ulotnić, ale nie wyszło to dobrze.
- To, co robisz? - padło pytanie. Musiałam ostrożnie dobierać słowa.
- Szukam miejsca do odpoczynku. - odparłam beznamiętnie.
- Unikasz obowiązków. Skoro już tu jesteś, potowarzyszy mi w spacerze. - odparł. Wyczuwalne było napięcie, ale też może zgarnę zioła, o których mi chodzi.
- Dawno nie widziałem cię w tym miejscu. Myślałem, że unikasz tego miejsca, po tamtym wypadku. - najwyraźniej starał się brzmieć łagodnie i podtrzymać jakoś rozmowę.
Gdy znalazłem zioła, udało mi się odwrócić uwagę [brata], by móc je zerwać. Potrzebowałem jeszcze jednego składnika, ale z nim może być delikatnie mówić trudniej. Gdyż Tytan znajdował się w miejscu, z którego mogłam wziąć brakujący element. Więc zrobiłam coś, czego on by nie zrobił. Przytuliłam Tytana, by móc zerwać ostatni element. Zanim się jednak odsunęłam, zażyłam mieszankę, by pulsacje przeszły, wówczas puściłam chłopaka.
- Jakim wypadku? - spytałam. Już najwyraźniej chciał odpowiedzieć, ale zjawił się kolejny gość. Musieliśmy wracać, a dokładniej Możan, którym teraz jestem. Miał najwyraźniej dużo spraw na głowie. Choć starałam się jakoś wyplątać, to się nie udało i ostatecznie całe pomieszczenie było w licznych papierach i musiałam to wszystko ogarnąć, jednakże nie wiedziałam do końca, co do czego się ma...
Miałam złe przeczucie co do niego.
 

Możan?

17 maja 2021

Od Dian C.D Możan

Zbudziłam się, gdy księżyc wpadał przez okno, odbijając się w misce z wodą. Moja przemiana i osłabienie mogą potrwać kilka dni. Wyczuwałam w zamku magię, która powodowała chaos, oraz mieszała ludziom w głowach. Powodowała ona także wrabianie innych w uczynki, których by nie popełnili. Musiałem wylecieć przez okno i udać się w miejsce, do którego bym mogła to dokładnie przeanalizować. Chociaż gdy usłyszałam, że Możan został wrobiony, w próbę zamordowania brata. Chociaż to planuje, nie popełniłby tak oczywistego błędu. Nie miałam sił na przemianę w człowieka, gdyż pełnia uniemożliwia to. W takiej postaci szybciej mogę się zregenerować.
Musiałam najpierw przywołać stworzenie, które nie wymaga dużych pokładów magii. Musiało mi niezauważalnie przedostać się do celi, znajdował się wrobiony Możan. Kryłam się w cieniu, gdyż łapy odmawiały mi posłuszeństwa. Musiałam odpocząć, potrzebowałam tego bardziej niż czegokolwiek innego. Mój mały duszek, podszedł do wilka, który miał na pysku kaganiec. Stworzonko musiało uważać, gdy udało mu się wdrapać. Skierowało wilka w moim kierunku. Mój mały duszek, otworzył portal, który prowadzi do bezpiecznego miejsca, a my mamy się tam udać, by choć przez kilka chwil, ono mogło się uformować w dzikiego i złego zabójcę.
Przejście na drugą stronę było bezpieczne. Usadowiłam się w pierwszym lepszym miejscu i padłam tam, by móc odzyskać utraconą energię. Przemiana zejdzie jakieś dwa może trzy dni. Wówczas będę musiała odzyskać jak najwięcej sił i sprawdzić, co albo kto wrobił Możana, jaka magia otruła Tytana. Dopiero po tym się wyniosę. Zaczynam żałować, że ogóle się tu pojawiłam. Mogłam zignorować przepowiednie i po prostu zaszyć się w odludnym miejscu.
***
Ledwo minął jeden dzień, a Pan Pośpieszny chciał już się wydostać. Chciałam coś powiedzieć, ale jedynie zbudziłam się z koszmaru, przez który moje skrzydła, wyrzuciły z siebie szpony. Powbijały się one w ściany bezpiecznej przystani.
- Siadaj i myśl, kto chce cię wrobić. - warknęłam, podeszłam do źródełka, ale cofnęłam się szybko. Koszmar, na jawie ponownie się zaczyna. Zamknęłam oczy i przywołałam do siebie coś, czego nie powinnam. Ich ciepło, otuliło mnie, wówczas ponownie mogłam pogrążyć się we śnie.
- Nie budź jej. Pomaga ci, nawet jeśli chciałeś ją wyrzucić. Czekaj grzecznie albo idź, daj się złapać. - chłodny głos, wydostał się od demonicznego Lorda, który zmarł dekady temu. Zjawiały się, gdy byłam blisko przejścia na drugą stronę, tym samym mogłam otworzyć wrota dla dusz, które strzegłam.
- Sam Tytan jest do tego zdolny. Podobnie jak i lordowie, którzy nie mają co do mojej osoby przyjemnych zamiarów. Tudzież demony, wilki z watahy zachodu. Może to być równie dobrze każdy. - odpowiedział. Jego słowa odbiły się echem w moich uszach. Demoniczny Lord zrobił coś, czego mało kto się spodziewał. Zarówno ja, jak i Możan odzyskaliśmy masę pokłady magii. Pożegnał się, zostawiając całun dla Możana. Mnie pozostawił kolejną runę.
Przemiana była bolesna, gdyż była przedwczesna, a to się wiąże z bólem. Gdy w końcu udało stanąć trzeźwa i silna na nogi, mogłam pomyśleć, jaka to magia, oraz skąd się ona wzięła.
***
Możan miał kilka zadań, do zrobienia. Między innymi zwrócić uwagę straży oraz rozpylić pył, który w woreczku został mu dany. Zrobiłam go, by można bezpiecznie się poruszać, oszukując zmysły innych. Ja jednak miałam gorsze zadanie, musiałam jakimś cudem zbliżyć się do korony Króla i sprawdzić co się w niej kryje. Może to właśnie przez nią, ktoś wpadł na tak podły plan. Dowiem się jaka magia, spowodowała duszności, oraz to, że nikt nie mógł mu pomóc. Taka magia jest starożytna i bardzo niebezpieczna. Dlatego też trzeba uważać, by nie pojawił się zmiennokształtny, który może posypać cały plan.
- Zanim pójdziesz. Weź ten kamień i trzymaj go blisko serca. Wówczas zobaczysz tego, co zmienia swój kształt. Jednak uważaj, gdyż on nie może cię zauważyć. Nie będę mogła ci pomóc. - powiedziałam i ułożyłam kamień przy jego klatce piersiowej po odpowiedniej stronie, tuż przy sercu. Zaczęłam więc wypowiadać słowa w języku, który brzmiał jak nieprzyjemny dźwięk. Ścisnęłam kamień, który wchłonęło się w serce, tworząc coś na wzór tarczy. Zasłoniłam mu jedno oko, a gdy je odsłoniłam, mógł widzieć coś, co było ukryte na widoku.
Nie powiem mu, co zrobi kamień, gdy zauważy zmiennokształtnego, gdyż kamień jak pasożytem, który przechodzi na kolejnego. Tym samym może wypalić swojej ofierze znamię, a w ostateczności pochłonąć i zabić. Odetchnęłam i ruszyłam wykonać część swojego zadania
***
Jak się okazało magią oraz uleczenie Króla było sporym wyzwaniem. Musiałam zamknąć, każdej potencjalne wejście do pomieszczenia. Ułożyłam strażników, demoniczne psy, oraz magiczne stworzenia. Rozłożyłam i rozrobiłam napar, by móc w dosyć prosty sposób go ocalić i uwolnić. Tym samym chciałam, przenieść sobie to, co on miał na siebie. Poprzez wchłanianie, karze siebie za to, co zrobiłam. Może bardziej za to, czego nie zrobiłam.
Skomplikowane zaklęcie oraz bardzo nieprzyjemny ból, który mogę odczuć. Niewypowiedziane kłamstwo oraz zerwanie więzi. Odetchnęłam, po czym zaczęłam swój rytuał, który miał na celu wyzwolić władcę, zbudzić go i uniewinnić Możana. W tym wszystkim będę mogła się ulotnić i zniknąć z ich dziwnego skomplikowanego życia.
Słyszałem jak do drzwi, ktoś zaczął się dobijać. Dlatego też musiałem wypuścić dodatkową pomoc. Musiałam się skupić, a martwy klan, musiał mi pomóc. Nad tak potężnym zaklęciem, nie mogłam sobie sama poradzić. Myślałam, że ciągnie się to w nieskończoność.
Król w końcu oprzytomniał. Udało mi się zabrać wszystko mimo rany, którą sobie nabyłam. Kolejna runa. Chciałam coś powiedzieć, ale wraz z demonami zniknęłam w cieniu, obserwując zdarzenie. Słuchałam chwilę, ale musiałam zniknąć, odejść. Dlatego też zaczęłam oddalać się od zamku. Im mniej osób wie, że pomogłam tym lepiej. Jednakże król zapewne mnie widział.
***
Minął już chyba z tydzień, gdy ukrywam się przed koszmarami, które mnie gonią. Uciekam od nich, ale jednocześnie wiem, że popychają mnie w stronę miejsca, z którego odeszłam. Ujrzałam dwóch braci, nie wiem, co tam robili. Musiałam uciekać, dlatego też, gdy broń koszmarów mnie przeszyła. Wpadłam w ramiona jednego z nich. Starałam się uwolnić i uciec przed siebie, odwróciłam się za siebie, a tam ujrzałam nadciągający koszmar. Gdy znajdowałam się między tą dwójką. Strażnicy się pojawili. Tydzień uciekania i używania magii jest niesamowicie męczący. Starożytna magia także mnie wykorzystywała. Kurczowo złapałam za obu, by nikt mnie nie zabrał. Puściłam ich jednak...

- Zjawiłam się, gdyż nie mogę od was uciec, nawet jeśli mnie tu nie chcecie. Możan w niedalekiej przyszłości, zostaniesz ojcem.. - przerwałam. Gdyż czułam wykręcające spojrzenia na sobie. Najwyraźniej Możan wyglądał jak zły, ale nagle jego osoba się zmieniła. Jednakże to może zagrozić wojnie między braćmi. Ona nastąpi, nijak nie da się tego zatrzymać, ale zbyt szybko mogłam z tym wyskoczyć.
Jeden z braci złapał mnie za rękę i zaczął ciągnąć, wepchnął mnie do mojej starej komnaty. Mieszkałam w niej tylko kilka dni.
- O czymże tyś mówiła. - donośny głos Możana obijał mi się o uszy. Dudnił jak kopyta coś, co nie dawała mi spokoju.
- Przepowiednia, którą zobaczyłam. Przed kilku dni, ukazała mi cię z małym chłopcem. Oznacza ona, że doczekasz się bycia ojcem. - rzekłam i ruszyłam, by napuścić sobie wody do wanny.
- Co ty wyprawiasz?. - jego słowa, nie zrobiły na mnie wrażenia. Dlatego też ściągnęłam swe szaty i weszłam do wanny. Wygodnie się ułożyłam.
- Zostanę tu, dopóki nie odnajdę odpowiedzi na męczące mej osoby pytanie. Teraz wyjdź. Wróć za kilka dni. - powiedziałam. Kąpiel zajęła mi masę czasu, a wytarcie się i doprowadzenie do ładu, zajęło dłuższą chwilę. Nie śpieszyłem się, za to jednak posiłek został mi dostarczony, choć nie czuje głodu, by zapełnić brzuch jedzeniem. Musiałam jedynie się położyć i odpocząć bez koszmarów. Wypuściłam małe duszki, by strzegły mych snów.

 

Możan?

13 kwietnia 2021

Od Dian C.D Możana

 Będąc w bibliotece, mogłam znaleźć księgi, które chciałam przeczytać. Skoro już tu jestem, to mogę przynajmniej się rozejrzeć, może coś ciekawego, albo przydatnego znajdę w nich. Niektóre były tak zakurzone i zaniedbane, że aż przykro się zrobiło. Gdy nie zauważyłam nikogo, mogłam swobodnie wypuścić kilka demonów/zjaw, które lubią sprzątać oraz są swego rodzaju zobowiązania. Niektóre z nich przybrały ludzkie formy, choć wciąż nie całkiem ludzkie. Za życia, za śmierci, każde z nich ma swoje zobowiązania oraz to, co lubią. Niektóre naprawdę uwielbiają książki, uczyć się z nich, czytać, a nawet pisać. Nie cierpią patrzeć, na tak zaniedbane źródła wiedzy.
Siedziałam na drewnianej drabinie i czytałam jedną z zakurzonych książek. Nie widziałam jego tytułu, gdyż brud go zasłaniał. Za to w środku, te strony wydawały się w dziwnym języku z udziałem jakichś klątw. Nie pomyślałabym, że coś takiego może się tu znaleźć. Jednakże to mnie zaskoczyło. Nie zrezygnowałam, czytałam dalej, mogłam rozpoznać ten język i wkręciłam się, zagłębiając się w nią. Zapomniałam o bożym świecie. Gdyż byłam zajęta czymś szczególnie interesującym.
Po niedługim czasie skończyłam czytać, zeszłam z drabiny i podałam ją upiorzycy, by wyczyściła i tę. Przeszłam się dalej po bibliotece, niektóre demony i zjawy, czy to upiory piły herbatkę, grały w szachy, albo zanurzały się w książki i ich rozmaite treści. Przechadzałam się między półkami, by poszukać czegoś jeszcze ciekawego. Gdyż jak dotąd to jest jedno z tych wyjątkowych i specjalnie cichych miejsc, w których ja i moi towarzysze chcemy być. Tutaj przynajmniej czujemy się swobodnie.
Wszyscy zatrzymali się w bezruchu, gdy dwie osoby zajrzały do biblioteki, był to strażnik oraz służka. Spojrzałam na nich, po czym podeszłam ciekawa, oraz by moi drodzy czuli się bezpieczni.
- Czego tu szukacie? - spytałam. Wypchnęłam ich za drzwi i sama wyszłam, by mogli na nowo poczuć spokój. Zamknęłam drzwi za sobą i stanęłam o nie oparta, by nie wparowali do środka.
- Szukamy cię, nie było cię w komnacie. Żadne z nas nie może nic znaleźć, ale potrzebuję cię, byś spojrzała czy łazienka nie jest nawiedzona. Widzieliśmy tam coś.. - powiedzieli to znacznie ciszej. Tak jakby obawiali się, że ktoś się o tym dowie, albo nawet, że przychodzą tu w niewiedzy innych. Bez słowa wyciągnęłam dłoń, by tu zostali, po czym weszła z powrotem do biblioteki. Ukłoniłam się w ramach przeprosin. Ruchem dłoni i przy użyciu zaklęcia udało mi się utworzyć lustrzane przejście, do widmowego świata, połączonego z moim. Gdy im otworzyłam. To poszli, wyglądali na przygnębionych. Gdyż ten dzień chcieliśmy spędzić razem w zwiedzaniu zamku. Jednakże nasza wycieczka musi zostać zmieniona. Gdy wszyscy poszli, niektórzy przyszli się przytulić, inni byli nadąsani. Będę musiała im to później wynagrodzić. Na pewno to zrobię, znajdę jakieś miejsce i powędruje z nimi.
Wyszłam z biblioteki i ruszyłam za służką i strażnikiem. Kierowali się w stronę drugiej łazienki, było tam kilka osób. Niektórzy wydawali się dziwni, jakby wystraszeni, albo też nieco zaskoczonych, że nic tam nie ma albo i jest. Odetchnęłam i weszłam, gdy ostatnia osoba już wyszła.
Poczułam dziwne wibracje, Zamknęłam drzwi, a dokładniej cień je zamknął. Gdy mam użyć i dowiedzieć się kto tu się znajduje, wówczas wolę być sama. Zamknęłam oczy, po czym je otworzyłam, a pomieszczenie natychmiast zaczęło jaśnieć, świetlistymi światłami. Starałam się wykurzyć owo stworzenie. Udało mi się, gdy całe pomieszczenie błyszczało światłem, tak jasnym, że stworzenie, obca forma życia może oślepnąć. Pokazała się, to czego się obawiałam.
Był to mściwy duch. Jeśli jest w łazience, coś musiało go tu skłonić, by się zjawił, oraz to, że tego ducha trzeba się pozbyć i oczyścić to miejsce. Zapewne jego właściciel łazienki, powinien przejść przez swego rodzaju rytuał. Odetchnęłam, gdyż przede mną kilka dni w wilczej formie i zapewne nie będę się z łóżka poruszać, chyba że rozprostować skrzydła i polatać, bo to by mi się przydało. Wyrwać się z zamku i polatać, poczuć wiatr na futrze, pysku i ogólnie lot jest przyjemny i wygodny.
Pojawiła się Uranell — zmarła czarownica, która włada wieczną magią i ciąży na niej klątwa. Tak też ogniki zamieniły się na kolor, którego nie lubię, szkodzi mi. Dlatego też wyszłam.
- Nie wchodźcie przez kilka godzin albo i dni. Drzwi zostały zapieczętowane, spec się tym zajmuje. - rzekłam. Chciałam już wracać, ale ktoś, któraś ze służek zaczęła mnie ciągnąć. Zatrzymała się, dopiero gdy doszliśmy do wyznaczonego kierunku. Zapukała do drzwi, po czym wepchnęła przez otwarte drzwi mnie do środka. Napotkała wzrok Możana oraz jakiejś dziwnej służki. Zapewne należy do drugiego brata.
- Odejdź, twój pan mnie wysłał. Masz się do niego czym prędzej zgłosić. - rzekłam, co było wierutnym kłamstwem, ale inaczej pozbyć się jej chyba nie da. Wyrzuć przez okno niby też można, ale lepiej ją okłamać. Patrzyła na mnie to na swojego pacjenta, po czym ponownie na mnie. - Czas ci ucieczka. Czy twój pan, będzie zadowolony, jak się spóźnisz? - moje pytanie była raczej retoryczne niż takie zwyczajne.
W końcu zdecydowała się wyjść, tuż po jej zamknięciu drzwi. Upewniłam się i przekręciłam klucz, by nikt mi się nie szwendał i nie starał się przeszkadzać.
- Znowu się spotykamy. Tylko, masz pecha, spokojnie twojego brata to też dopadnie. Wszystko po kolei. Burza nadchodzi, powoli, ale jak uderzy, to lepiej uważajcie. Leż spokojnie, zamknij oczy i ich nie otwieraj. Bądź cicho, czym szybciej się to skończy tym i lepiej. - powiedziałam.
Nawet nie chciałam słuchać jego gadaniny. Dlatego też spętałam go zaklęciem. BY był cicho, nie ruszał się oraz nie otwierał oczu. Odetchnęłam głęboko, po czym odsłoniłam jego brzuch i narysowałam runę na skórze, była ona niebieskim barwnikiem. Był chłodny jak sproszkowany lód. Na mojej dłoni był krwawa runa. Mniejsza, ale użyteczna. Musiałam usiąść na nim, co było i będzie nieprzyjemne. Jednakże to będzie użyteczne, jak go tym samym pozbawi tego strachu, że ktoś próbuje go się pozbyć. Jednakże przez to, będę pozbawiona sił i nie wiem, czy dojdę do swojej komnaty. Nie chcę tu paść obok niego.
Przyłożyłam runę do jego runy, po czym wypowiedziałam wiązankę, która zaczęła działać. Sproszkowany lód i krew, łączyły się, jeszcze trochę, a wszystko pójdzie dobrze. Czułam, jednak jak słabnę, gdyż ten osioł zaczął się szamotać.
- Leż, zaraz skończę. - powiedziałam, ledwo oddychając. Udało się, w końcu spętanie puściło, a ja po prostu padłam obok niego, nie mając sił już się podnieść.
- Teraz powinieneś podziękować, za ocalenie cię przed strachem. Zanieś mnie do komnaty, nie poruszę się, to twoja wina. - warknęłam i kaszlnęłam czarną krwią i zasnęłam. Musiałam odpocząć, nawet nie wiem, kiedy się przemienię w wilczą formę.

19 lutego 2021

Od Dian C.D Możana

   Otworzyłam swe oczy, niebo wisiało tak wysoko, było zbyt ciemne, ale to i lepiej. Zapach wokół mnie należał do kwiatów. Zazwyczaj bywało tak, że zdarzało mi się nie pamiętać jakichś części, które były bez znaczenia. Ta też taka była. Pora nocna, jednakże to nie pozostało mnie samotnej. Nieopodal byli strażnicy możliwe, że mogli się we mnie wpatrywać. Gdyż kilka razy mogły pojawić się postacie, które na ogół pojawiają się, gdy tego nie chce, a one chcą.
   - Dian, pojawił się drugi omen. Spójrz tam. - odezwały się bliźniaki. Podniosłam się, by spojrzeć w wyznaczonym kierunku. Miały rację. Zjawiały się zjawy, które przypominały ludzi. Nazwali je wspomnieniami, największymi pragnieniami. Przy pomocy bliźniaków wstałam z ziemi i otrzepałam się z brudu, choć nic tam nie było. Wraz z bliźniakami przeszłam obok nieświadomej straży, która była zajętą zjawą swego szczęścia, czy też tragedii. Nawet ja taką posiadam, ale potrafię to zatrzymać. Nawet gdybym tak bardzo chciała ujrzeć twarz mojej zmarłej córki. Kochanej i wesołej perełki. Istoty, która nadała znaczenia mojemu życiu, jednakże jej utracenie było niezwykle bolesne. Nawet po latach wciąż ciąży to na mnie jak skała, której nie możesz się pozbyć. Jedynie z czasem ból może się zmienić i okryć to, co jest za nim.
  Po wróceniu do zamku oraz mijaniu żyjących istot w nim, przy każdej znajdowała się zjawa. Nie były one złe, jednakże to można nazwać swego rodzaju testem, który trzeba samemu przezwyciężyć. Masz wiele wyborów, wiele rozterek. Wszystko może się tam pojawić. Nikt nie będzie mógł cię obudzić jedynie ty sam. Lepiej nie atakować zjaw. Prowokujesz je, a gdy się je doprowadzi do szału, może pochłonąć ciało i duszę istot, z którymi jest połączona.
~ Tego chyba nie wspomniałam. - powiedziałam do siebie w myślach. Najwyżej sami się na własnej skórze przekonają. Kierując się do swojej komnaty z takimi myślami, natknęłam się na Tytana, który wydać, by się mógł, iż jest otoczony czymś dziwnym. Zamiast do swojej komnaty, poszłam za Tytanem. Końcowym przystankiem była jego komnata, weszłam przez uchylone drzwi, chociaż pukałam kilka razy. Za sobą przymknęłam wrota i weszłam w głąb komnaty. Wyglądała jak gabinet, a może jakieś sekretne miejsce do ukrycia przed światem.
  - Zwabiłeś mnie. Chcesz wiedzieć o zjawach, czy może chcesz wiedzieć, co za katastrofa czeka na tym dworze? - posłałam pytanie, zasiadając na fotelu. Wyglądał jak fotel, chociaż był nieco przedłużony. Wygodnie się ułożyłam i chwyciłam za książkę, która wydawała się ciekawa.
- Czym są te zjawy? - spytał. Podniosłam wzrok znad książki i spojrzałam na władcę. Bliźniaki się pojawiły, patrzyły się na władcę, po czym zmieniły swój kształt na bardziej zwierzęcy, czy też potworny, kładąc się tuż przy mnie. By władca wiedział, że ma się strzec. Swego rodzaju ostrzeżenie.
- Zjawy są to postacie głęboko ukryte w sercu czy też we wspomnieniach danych osób. Można też nazwać to testem. Każdy z osobna doświadcza czegoś innego. Nie musi być to jedna osoba, może być ich więcej. Mogą być to słowa, czyny czy też namowa by dokonał samobójstwa. - rzekłam, jednakże świdrujące spojrzenie skierowane we mnie było tym, które mówiło, bym kontynuowała. - Nikt nie może ci pomóc, gdyż to zburzy równowagę, a gdy tak się stanie, zjawa pochłonie użytkownika. Każdy musi samodzielnie przez to przejść, gdy się komuś nie uda, cóż.. Część wspomnień, duszy zostanie odebrana. Jako zapłata za niezdanie. Wówczas pojawi się ostatni omen sąd ostateczny. By ujawnić tych, którzy są godni. To tyle. - rzekłam i pogłaskałam bliźniacze bestie. Wróciłam do książki.
- Czy ty także przeszłaś ten test? - padło kolejne pytanie. Tytan władca, a zadaje takie pytania. W sumie mało zapewne wiedzą co się dzieje w świecie.
- Tak i nie. - rzekłam. Szelest i huk spadającej książki zmusił mnie do podniesienia głowy, by spojrzeć na władcę. Chciał wiedzieć, może też był zaciekawiony bliźniakami. Chciałam coś powiedzieć, ale nawet gdy próbował je dotknąć, pojawiła się Arhana.
  - Nie wolno ci dotykać bestii. Jesteś kimś, kto jest uprzejmy, ale walka o władzę was psuje. - rzekła dama w bieli w przepasce na oczach. - Dian, zabiorę bliźniaki. - rzekła tym razem z ukłonem do mnie, zanim jednak zniknęła, skierowała się do Tytana. - Drogi Władco, przed tobą poważne kłopoty, tragedie i rozterki. Życzę ci powodzenia i lepiej rozważ konsekwencje swoich uczynków. Arhana to moje imię. - po tych słowach zniknęła.
- Kto to? - padło kolejne pytanie.
- Arhana, księżniczka dawno zniszczonego królestwa. Jest w połowie potworem, a w drugiej jest mi posłuszna, za uratowanie jej i bliźniaków. Jest niewidoma, jej oczy zostały wydłubane, gdy musiała wybrać kto, ma przeżyć i za jaką cenę.. - rzekłam. Cisza była przyjemna, jednakże musiałam spytać.
  - Kiedy będę mogła odejść. Przyszłam jedynie podać przepowiednie, a nie mieszać się w wasze sprawy?. - może to tak trochę nie przypominało pytania, ale i tak czekałam na odpowiedź.
- Chcę, byś spróbowała, pogodzić mnie i brata. Twoje pojawienie zmieniło wiele, ale też zamieszało. Możesz opuścić to miejsce w każdym momencie. Jednakże pamiętaj, że twoja komnata, pozostanie taka, jak jest. Muszę iść, możesz, zostać tutaj ile chcesz. Wpadać także możesz uciec przed wszystkimi. - powiedział, kierując do drzwi, zanim wyszedł. - Bądź ostrożna. - ostrzegł i wyszedł. Poczułam jakiś dziwny chłód, tak jakby za drzwiami była osoba, która może być w dalekiej przyszłości kimś, kto zmieni moje życie. To jest śmieszne i wolę tego nie robić. Nie zbliżać się, jeśli nie trzeba.
Westchnęłam i wstałam z przyjemnego "fotela". Odłożyłam książkę i ruszyłam do wyjścia z pokoju. Napotkałam na swojej drodze Możana. Wyminęłam go, chociaż zagradzał mi drogę. Podeszłam do niego znacznie bliżej.
  - Wiem, co knujesz. Strzeż się i nie próbuj mnie kontrolować. - rzekłam ozięble. Wyminęłam go i nawet odepchnęłam, by się posunął i nie zastawiał mi drogi. Skierowałam się do swojej komnaty. Po otworzeniu drzwi uśmiechnęłam się, gdyż pojawił się portal, do miejsca, w którym teraz chce być. Tak dokładnie chce uciec i się ukryć. Dlatego też zamknęłam drzwi i weszłam do portalu, który zamknął się za mną.
  W miejscu, w którym czuje się jak w domu, mogę też obserwować, co się dzieje w zamku, nie reagując. Nie wtrącam się we wszystko, gdyż to nie moja sprawa. Tak naprawdę to po prostu potrzebuje czasu dla siebie, miejsca, w którym mogę się ukryć. Przede wszystkim i wszystkimi. Nawet jeśli moi poddani, przyjaciele i ci, którzy są mi posłuszni, to nie gra roli. Przy nich przynajmniej czuje się szczęśliwa i mam swego rodzaju swobodę. Jak na razie nie wrócę, chyba że wymusi to na mnie sytuacja bez wyjścia. Gdyż taka może się pojawić.

Możan?

13 stycznia 2021

Od Dian C.D Możan

   Moje ukochane stworzenia, chciały wyjść, jednakże nie mogłam im na to pozwolić. To nie był odpowiedni czas. Dlatego też w odpowiednim wymarłym już języku, cicho powiedziałam im jaka jest sytuacja. Mogłam też je wypuścić, ale nie chciałam żadnej walki, ani by przywódcy nie uznali mnie za oszusta. Gdyż to nie jest moja rola. Mój dar albo i przekleństwo jest prawdą i się spełnia. Chciałam ostrzec, by nie wychodzili dziś z zamku i domów. Przynajmniej udało mi się namówić niektórych ludzi, by zostali. Jednakże nie wiem, czy aby na pewno wszyscy się usłuchają.
Dziś wystąpi pierwszy omen. Pierwsze ostrzeżenie. Ja im nie zapobiegam, przeżywam i je słucham. Bogowie sami postąpią, jak zechcą, ją jedynie ostrzegam, a ci, którzy się nie słuchają, mogą pożegnać z życiem. To nie jest kara z mojej strony, choć tak nie raz zwalają i rzucają we mnie, czym mają pod ręka. Jednakże, gdy moja krew jest zabarwiona prawie na czarno, uciekają w popłochu. Przynajmniej mam spokój.
   Moje drogie stworzenia, były niespokojne. Gdyż im bliżej pierwszej wiadomości, tym bardziej chcą mnie chronić i być blisko. Są jak dzieci, które się boją. Staram się je chronić, mimo iż niektórzy myślą, że mogą ich zabić, to nie jest wykonalne. Ich szczątki są ukrywane, dlatego też będą się odradzać, za każdym razem. Uczą się na swoich błędach, ale także mogą powoli przejrzeć przeciwników.
- Zabierzcie ludzi z dworu. Nim spotka ich nieszczęście. - rzekłam, gdy mnie prowadzili gdzieś. Nie wiem, czy potraktują moje słowa jako przestroga, czy jednak je zignorują. Przekonają się już niebawem, że ich strata, jeśli utracą swych pobratymców. To nic dla mnie nie znaczy, ich sprawa, co zrobią. Ja jedynie chcę skończyć swoje i iść w dalszą wędrówkę. Spełnić marzenie i decyzję utraconych.
Sala obrad miała okno. Gdy mogłam swobodnie się poruszać. Podeszłam do okna, by spojrzeć, co znajduje się za nim. Każde okno i ich widoki są zupełnie inne, mają inne uczucia. Inaczej też można spojrzeć na przestrzeń.
- Pogoda się zepsuje. Uważajcie na swych towarzyszy, gdyż omen się pokaże. - rzekłam, nie patrząc na nich. Nie poruszyłam się nawet o milimetr, gdy usłyszałam za sobą kroki. Zapewne niezadowolenie było pisane na ich twarzach i pogarda. To takie codzienne, nie miałam potrzeby, by patrzeć. Jednakże też wiedziałam, że nie mogą nic mi zrobić. Nawet jeśli mnie dotkną, cóż moja straż też się pokaże i już im nie będzie do śmiechu. Czyżby wszczęcie walki było czymś, co chcieli. Plus surowa kara od władcy. To zwyczajnie mnie bawiło, o ile wewnętrzna zabawa jest czymś szczerym. Odetchnęłam i poczułam nieprzyjemne poczucie, które mówiło, że nadchodzi. Odsunęłam się od okna i cofnęłam, by nie być koło nich.
Zjawili się goście honorowi, weszli z obstawą. Dwóch braci, którzy walczą o jeden tron i o zabicie tego drugiego. Skłoniłam się na swój sposób, który zwykle robiłam.
- Jaka jest twa przepowiednia. - Odezwał się Tytan. Jego osoba na tronie, postawa, było wiadome, że obawia się brata. Ten drugi tylko czeka, aż zada cios.
- Gdy wy walczycie między sobą o tron, który należy się do nikogo. - rzekłam pierwsze zdanie. Chyba moje słowa były zbyt oczywiste. Gdyż oberwało mi się od straż za to. Tuż po pierwszym ciosie, zjawiły się stworzenia, które odepchnęły straże. Podniosłam się za ich pomocą. Powiedziałam im parę słów, jednakże zostały ze mną.
- Radze wam byście nie podnosili na mnie ręki, chyba że wasze ręce mają zostać odebrane. - moje słowa zostały skierowane do straży, po czym spojrzałam na władców. - Zjawiłam się was ostrzec, nie po to, by zostać zabita przez słowa, które są prawdą. Wysłuchajcie mych słów, zanim będzie za późno. - mój głos był znacznie twardszy i głośniejszy. By wiedzieli, że nie jestem tu po to, by walczyć.
Skierowałam swe oczy na okno, po czym wyprostowałam i spojrzałam na obu władców.
- Pierwszy omen. Pierwsze ostrzeżenie. Jest nim deszcz. Nie jest on zwyczajny, mimo iż krwawe deszcze pojawiają się rzadko. W deszczu krwi występują jaja, które przekazują swą przestrogę. - rzekłam. Ma dłoń, skierowała, się do władców. - Wasza dwójka mimo sporów i walk, nie może odziedziczyć tronu. Gdy zrobicie to siłą wasze królestwo, was dom spłynie krwią niewinnych. - przerwałam. Moja dłoń skierowała się na okno. To, co się za nim kryje. - Jesteście w niebezpieczeństwie. Wasza przyszłość oraz to, co się wydarzy między wami, może przeważyć szale. To jednak nie koniec. - rzekłam i zaczęłam kaszleć. Krew, znajdowała się na mej dłoni. Jednakże nie przerwałam. Zrobiłam krok do przodu. - Pojawi się wędrowca, pojawią się próby, by przeważyć albo obniżyć szale. Wasze życie jest w wielkim niebezpieczeństwie. - wyplułam jeszcze więcej krwi. - On się zjawi. Strzeżcie się go. On... - nie dokończyłam, gdyż moja przytomność została utracona.
Poczułam znajome ramiona, moje stworzenia mnie trzymały.
***
Odzyskałam przytomność, będąc w nieznanym mi pokoju. Podniosłam się, moje stworzenia zniknęły, ale miałam z nimi kontakt. Powiedziały, co się wydarzyło. Gdy zjawiła się jakiś służka, ja stałam przy oknie. Miałam wziąć kąpiel i się przebrać, jednakże uparłam się, by zrobić to sama. Nie potrzebowałam żadnej pomocy. Używanie daru wieszczki jest bardzo trudne i wyczerpujące. Wyczyściłam się, choć przez moment zastygłam. Miałam wrażenie, że moja córeczka jest tu ze mną, jednakże to niemożliwe. Nawet jeśli wiedziałam, tkwiłam tak przez dłuższa chwile. Głos służki mnie obudził. Wyszłam z wanienki, po czym zmieniłam dane mi szatę, na te które ja noszę. Przynajmniej jakaś nowa odmiana. Wyszłam, by spotkać się ze służką, która się mną zajmowała. Ukłoniłam się i odsunęłam kawałek. Wolę się nie zbliżać do nikogo, nie potrzebuje kolejnej wizji. Będąc nieprzytomną, pamiętam, jakie mogą być próby i klęski, oraz co się stanie, jakie czekają na nich przyszłości. Większość z nich była zła.
Nigdy nie mogłam, zrozumieć czemu walczą, nie mogą się połączyć i rządzić razem. Rozmawiać i znajdować wspólny język w końcu i tak ich dzieci przejmą władzę. Chociaż w tak zepsutym środowisku, aż szkoda mi tych dzieci, które mają się urodzić.
Wraz ze służką, ruszyłam w wyznaczone miejsce. Stanęłam i odwróciłam się, poczułam odór śmierci.
- Czy ktoś zginął? - spytałam, kobiety przed sobą. Chyba nie chciała nic mówić, ale w końcu powiedziała.
- Gdy straciłaś przytomność i zostałaś położona w pokoju. Przyszli strażnicy i służki, które oskarżyły cię o czary. Byli we krwi oraz jakby coś ich opętało. Niektórzy są w ciężkim stanie, za to reszta umarła. - rzekła, gdy ją dogoniłam. Słuchałam uważnie oraz ciekawiło mnie też to, czy będę mogła zbadać ciała. Ukłoniła się i poszła.
Weszłam do pomieszczenia i zobaczyłam zdenerwowanie. Tak naprawdę prawie nikt nie zwrócił na mnie uwagi, byli za bardzo zajęci. Przeszła do ściany, chcąc zobaczyć, co się wydarzyło. Za oknem były kałuże. Wypuściłam kilka stworzeń, by się najadły. To idealny posiłek dla nich. Obserwowałam ich. Jednakże wejście nagłe do środka, odwróciło moją uwagę od okna, w kierunku drzwi. Kolejne nosze, przechyliłam głowę i wysłałam wiadomość do wypuszczonych stworzeń.
Podeszłam do ciała i kucnęłam przy nim. Mężczyzna był nieprzytomny, choć był aktywny. ~Czyli to jednak robale. - pomyślałam. Poczułam dotyk dłoni ofiary i słowa. Których nie chciałam słyszeć. Gdy się odsunęłam, plecami spotkałam się z kimś. Odsunęłam się tak szybko, jak to możliwe, nie potrzebowałam kolejnej dawki wizji. Usłyszałam jednak oschłe prychnięcie, osobnik, który mnie wyminął był to Możan jeden z tych, którzy walczą o tron.
Odsunęłam jak najdalej od innych, chociaż mogłam, ich wyleczyć, ale tego nie zrobiłam. Nic z tego nie dostanę, a nie jestem dobrym i bezinteresownym samarytaninem. Poczekałam, aż będą chcieli rozmawiać.
Gdy tak przyglądałam się ofiarom, niektórych warto by było od razu spalić, a inni byli warci ratunku. Zaczepiłam jakiegoś podchodzącego strażnika. Zabrałam głos, ale poszedł dalej, ignorując mnie. Westchnęłam tylko, po czym zdecydowałam się wymknąć, wolę chyba przesiadywać na dworze. Gdy tylko udało mi się wypuścić mały płomień, by podpalić jedno z ciał, wymknęłam się i jak tylko udało mi się wydostać na świeże powietrze. Odetchnęłam świeżym powietrzem. Zdecydowałam się na spacer, skoro i tak są zajęci. Ja przecież nie mam dokąd uciec. Przysiadłam na pobliskim zerwanym drzewie i zerkałam, co się dzieje. Dziwna aura otaczała zamek. Nie chciałam w nim przebywać. Wole po prostu się ulotnić, jednakże nie było trudno dostrzec ogon.
- Kazali ci mnie pilnować. - rzuciłam i spojrzałam w tamtym kierunku. To była jakaś gwardzistka. Wzruszyłam ramionami, po czym dodałam. - Nie wrócę tam, chyba że pozbędą się tych ciał. Za bardzo cuchnie tak złą energią. - zeszłam. Po czym zostałam pociągnięta przez jakąś małą dziewczynkę.
- No witaj. Co tu robisz? - zapytałam, kucając. Taka drobna, ale za to nawet mimo łez starała się powiedzieć, co się stało.
- Pomóż mojemu bratu. Moja mama stara się mu pomóc, ale ty możesz go uleczyć. - powiedziała odważnie, chociaż poszczególne łzy spływały po jej twarzy.
- Już, już moje drogie. Nie płacz. Chodźmy, prowadź. - rzekłam i spojrzałam na gwardzistę za mną, by ta też się ruszyła. Droga nie zajęła długo, domek był nieopodal. Krew w kałużach powoli znikała, wsiąkała w ziemię. Jednakże wciąż się utrzymywała. Wezwałam swoje stworzenia, które się tym zajmą, oczywiście, jeśli są głodne. Nie zmuszę ich. Doprowadziła nas, chociaż spojrzała na osobnika za mną. Tylko pogłaskałam po głowie dziecko i weszłam do środka domostwa. Brat oraz syn leżał. Był nieprzytomny, ale też jakby żywy i jednocześnie walczył z bakteriami.
- Wyjdź z matką z domu, zajmę się twoim bratem. Pobędziesz z moją towarzyszką. "Towarzyszka" nie była zadowolona, ale gdy dałam jej dziecko, nie mogła odmówić. Wyprosiłam je. Ułożyłam dłoń na klatce piersiowej chłopca, po czym moja dłoń powoli zaczął pojawiać się niebieski ogień. Rozpowszechniał się po całym ciele chłopca, dokładnie mogłam wychłodzić bakterie i powoli dokładnie uzdrowić go. Trwało to chwilę. Gdy się chłopiec obudził, pierwsze co zrobił, to mnie przytulał. Uśmiechnęłam się lekko i wzięłam go na ręce, by wyjść z domu i oddać go matce. Kobieta płakała, że szczęścia. Obie mi cały czas dziękowały i podarowały pieniądze i posiłek. Przyjęłam je. Wróciły do domu, a ja dałam część posiłku, który dostałam "towarzyszowi", powoli jadłam swoją część i kierowałam się z powrotem do zamku. Przeszłabym i podziwiałabym ogród, może tu mają jakiś.
Możliwe. W drodze napotkaliśmy na resztę straży, która była już wyczerpana. Wzruszyłam ramionami i zajęłam się znalezieniem jakiegoś przyjaznego środowiska. Może uda mi się stworzyć jakichś nowy ogień. Zresztą i tak nie widziała, jak go uzdrowiłam, ale to zrobiłam. Kucnęłam na chwilę, zatrzymując tym samym wszystkich. Chciałam chwili. Chciałam pomyśleć.
Zawsze mogą mnie zaciągnąć przecież. Westchnęłam. Jednakże wstałam, gdy mnie poganiali, wróciłam wraz z nimi do zamku, ale tym razem znaleźliśmy się w zupełnie innym pomieszczeniu.

Możan?

06 stycznia 2021

Od Dian do Możana

  Przystań jest pełna kupców i rybaków. Zapach ryb unosi się w powietrzu. Dla niektórych nowych przybyłych może śmierdzieć, jednakże ten zapach jest zwyczajny tak samo, jak zapach zwłok. Tak dziwna jestem, ale to mi nie przeszkadza. Ślepcy tacy są.
Przypłynęłam tu statkiem dwa dni temu. Podróżuję, zwiedzam oraz idę za danymi wizjami, jeśli są istotne i mogą kogoś dostrzec albo uratować. Tym razem jednak kierowałam się do rodziny kupiecko-rybackiej. Była to wizyta dotycząca babki, która ma umrzeć, ale też po jej śmierci stanie się coś bardzo niedobrego. Dlatego też muszę im powiedzieć, co może się z tym wiązać. Wiedziałam, gdzie się wybieram, oraz miałam wszystkie potrzebne dane. Zanim jednak popędzę i zrobię swoje. Najpierw chcę, zobaczyć co się tu kryje. W każdym miejscu ukrywa się coś innego, dlatego może coś zakupię. Zanim wyruszę w dalszą drogę, nie chce zbyt długo zagrzewać tu miejsca, zrobię swoje i idę dalej. Nigdy nie wiesz, przez co albo kogo pojawi się kolejna wizja. Pojawiają się niezależnie ode mnie. Nie mam nad nimi żadnej kontroli. Przez zwykły przedmiot mogę mieć, dlatego staram się robić swoje i nie przejmować błahostkami. Chcę żyć w spokoju i tak jak, każdy. Nie mam też żadnych specjalnych wyrzutów sumienia, przecież to i tak się skończy, tak jak skończy. Po co się w to pakować jak mogę robić swoje i się nie przejmować.
Zatrzymałam się przy jednym ze straganów. Miałam wątpliwości, czy ta rzecz, przypominająca wisiorek z kością, nie było czymś, w co się lepiej nie pakować. Dlatego też odwróciłam się na pięcie i ruszyłam w swoją stronę, byle jak najdalej się trzymać od tego. Skierowałam się w stronę, do której powinnam iść. Mieszkańcy albo też przyjezdni zajmowali się sobą, choć podejrzliwe spojrzenia w moim kierunku były w zupełności zwyczajne. Wszędzie się je natrafi. Gdy ktoś starał się podejść, pojawiły się stwory, które odstraszały. Tak było lepiej, dla mnie i dla nich. rozglądałam się za domostwem. Znalazłam babkę, podeszłam do niej.
- Witaj młoda damo. Jaka jest ma przyszłość, przewidzisz ją. - powiedziała, swym miłym i tym tonem jakby się spodziewała tego, co ma nadejść. Kucnęłam przed nią, gdyż siedziała na ławeczce. Patrzyła, jak jej wnuki się bawią, naprawdę cudowny widok.
- Twa linia życia się ukróciła, przez leki, które zażywasz. One nie pomagają, tylko szkodzą. Zmień także ten skrywany nawyk, przez który się wyrwać nie możesz. Gdy twa śmierć się pojawi, rodzina srogo za to zapłaci. - rzekłam, to co widziałam, że jeśli zrobi po swojemu. Wówczas pojawi się to, czego sobie sama zażyczy. Przynajmniej tak jest czasem.
- Leki dane mi przez syna, czyżby mnie zabijały. - usłyszałam jej śmiech. - To nic takiego, może już czas na mnie. - dodała, głaszcząc mnie po głowie.
- Zostawisz tak swoje wnuczęta, które liczą na swoją babcię. Podejmij decyzję nie dla siebie, a dla tych, których masz wokół siebie. - powiedziałam. Podniosłam się i odeszłam. Nic tu po mnie. Zrobiłam swoje. Resztą zależy od niej. Dostałam swoją zapłatę i mogłam wyruszyć na dalsze zwiedzanie, czy też znaleźć miejsce do przemiany. Może czas rozprostować skrzydła. Ciekawe jak sobie poradzą.
Znalazłam miejsce, w którym mogłam się przekształcić oraz wzbić się w powietrze. Zamiast chodzić, mogę polecieć. Machanie skrzydłami, było czymś przyjemnym. Mogłam podziwiać, co znajduję się pode mną i przede mną. Nie robiłam specjalnych trików, czy też jakichś sztuczek. Nie czułam potrzeby zabawy, chociaż im bliżej końcowego punktu. Zdarzyło się coś, czego szczerze nienawidzę.
Objawiła się przerażająca bardzo niespodziewana wizja, która dotyczyła władców. Zaczęłam spadać, na szczęście, zostałam złapana przez moje stwory. Już nawet w powietrzu, gdy zaczęłam spadać, zmieniłam się ponownie. Wizje wymuszają zmiany, nie wiem, czemu tak jest. Jednakże nawet nie mam po co się tego dowiadywać, bo kogo. Mam tak odkąd pojawiła się po raz pierwszy, ale wtedy to było takie delikatnie. Subtelne zmiany, przez spopielenie, zaczęły się zmieniać. Zapewne moja psychika, też miała na to duży wpływ.
W języku martwym powiedziałam jedynie jedno słowo. Było to "Rivangoth". Zabrały mnie tam, mogła w międzyczasie spróbować choć trochę zajrzeć do tej wizji. Nie wiedziałam za wiele, ale coś im mogło grozić. Coś, czego się nie spodziewają, odczują pierwsze pojawienie się oznak. Nie zmuszam nikogo, by uwierzył. Robię, to co trzeba. Tę muszę załatwić szybko, zanim pojawią się następstwa.
Dotarcie na miejsce nie zajęło długo, a może byłam zbyt zajęta swoją wizją. Nie patrzyłam ani nie podziwiałam widoków, nie było na to czasu. Stanęłam na własne nogi, ale moje stworzenia nie chciały odejść, gdyż wyczuły oraz widziały, jak otacza nas gwardia.
- Audiencja u władcy Tytana i jego brata Możana. - rzekłam. To jednak było za mało. Jeszcze parę słów i odesłałam stworzenia. Musiałam czekać przed zamkiem. Groza, ale też czuć było krwią, która niebawem wyleje się i będzie skapywać z na ziemię, po powierzchni budynku. Podeszłam do niego, by dotknąć swą dłonią. Zobaczyłam, coś, czego nie chciałam. Dłoń i sama odeszłam od nich. Czekałam, też aż pozwolą mi się z nimi spotkać. Chyba nie będzie mi to dane, dlatego też. Wezwałam zmarłych, poległych by się zjawili i mi pomogli. Zajęta gwardia. Wślizgnęłam się do środka omijać wszystkich, jako środek ostrożności. Kierowałam się do sali tronowej, tam powinnam ich zastać. Ktoś z nimi był, poczekałam, aż wyjdzie.
To był błąd, ale muszę tak postąpić.
- Witam Tytana i Możana. Mam dla was przepowiednie. Wysłuchajcie jej albo wasze królestwo upadnie. - to nie była groźba, ale chyba tak ją odebrali. Słyszałam, jak ktoś się zbliża. Przeszła od razu do rzeczy. Powinnam uklęknąć, ale nie było na to czasu. - Jednemu z was grozi niebezpieczeństwo, którego nikt się nie spodziewa. Nikt nie będzie na nie gotowy, jego następstwa będą widoczne... - niedane było mi skończyć. Brat króla zaczął się śmiać, drugi wydawał się zmartwiony. Gwardia wparowała i mnie złapała.
Myślałam, że mnie zabiorą i wtrącą do lochu, już podobne wydarzenie miało miejsce. Kilka dni w ciemnym lochu, oczekiwania i bum jak grom z jasnego nieba, moje słowa się potwierdziły, ale wtedy było już za późno. Tak utonęli we krwi swojej, jak i ludu. Dlatego wolę powiedzieć swoje i odejść. Chciałam ich ostrzec, to teraz powinnam wyjść, ale no nie miałam jak. Oczekiwałam na kolanach, werdyktu. Tytan jako mądry i rozważny władca, najwidoczniej się zastanawiał, co trzeba uczynić.

03 stycznia 2021

[KP] Dian Sean Feriner

Mam siłę. Miałam też więzi, teraz ich nie ma. Pozostała tylko siła, która mnie trzyma.

Dian Sean Feriner
Przedstawienie

GODNOŚĆ: Dian Sean Feriner
PŁEĆ:  Kobieta-wadera
WIEK
: Nazbierało się jej już trzydzieści jeden lat. Nieśmiertelność to coś co się jej trzyma. Jej prawowity wiek, nie jest dokładnie określony, gdyż nikt nie wie.
STANOWISKO: Kapłanka kultu śmierci

Powiązania

SYMPATIA: Nie ma żadnej konkretnej. Jak jakaś wyjdzie to wyjdzie.
RODZINA: 
Air - tak miała na imię córka, którą straciła gdy ich miejsce zostało spopielone. Była wesołą dziewczynką, twardą i stawiała na swoim. Gdy jej moce się rozwinęły, była zaskoczona i przeszczęśliwa, że może dzielić coś z mamą. Miała koło 9-10 lat gdy przydarzył się ten "wypadek"w którym zginęła. Nie tylko ona, ale cała osada. Byli jak rodzina, a teraz ich nie ma.
Jeśli rodziną, można nazwać kobietę, z rodu, która dała jej schronienie i pracę. To można nazwać swego rodzaju rodziną, czy czymś podobnym.
HISTORIA: Zaszła w ciążę, przez przypadek, jej partner. Albo jego brak, gdyż zniknął gdy tylko się dowiedział, o ciąży. Nie przeszkadzało jej to w żadnym stopniu, można powiedzieć, że się cieszyła iż może sama wychować swoje potomstwo. Obozowisko, na którym stała czele, było czymś w rodzaju zbieraniny wielu samotnych, porzuconych samic, potomstwa oraz podstarzałych członków rady. BYła tutaj ciekawa mieszanina, a na czele stała Dian. Choć zwali ją even, ten przydomek nie wiadomo skąd się wziął, ale się przyjął i pozostał.
Warto też wspomnieć o tym co się przydarzyło jej samej. Dian nie zawsze, była taka silna, twarda i odstraszała innych od siebie. Strasząc ich zmarłymi. BYła mała gdy na jej oczach, podczas chowania się z rodzeństwem straciła rodziców. Brutalnie zamordowani zostali, następnie był pożar, wyprowadziła bliźniaki. Jednakże nie ocaliła prababki, która spłonęła. Kolejne jej lata, były udręką. Choć mimo prób, które udawało jej się przejść, straciła także bliźniaki, swoje kochane rodzeństwo. Wszystkich, których ceniła zniknęli. Jej iście cudowne skrzydła zniknęły. Dokładniej zostały jej wyrwane, pod postacią człowieka. Przechodziła prawdziwe piekło, aż w końcu udało jej się uwolnić jedną ze swoich piekielnych mocy.
Dopiero po jakimś czasie odzyskała skrzydła, które powoli odrastają, odbudowują się i rosną. Wydawać, by się mogło, że jest ślepa, nic bardziej mylnego. Jej oczy zostały pozbawione barw, gdyż taka jest klątwa jej rodziny. Nikt tak naprawdę nie wie, na czym ona polega. Gdy rodzice chcieli jej powiedzieć, świat się zawalił. Diametralnie się zmieniła i zdecydowała się postawić, stać się tym, który utworzy własne plemię.
Udało jej się zebrać porozrzucane po świece samotne osobniki i wraz z nimi utworzyć plemię, które siało strach i przerażenie. Na straży stali zmarli, to oni strzegli ich i chronili.
Tutaj powracamy do narodzin Air. Air była unikalna, prześliczna i można nazwać ją darem światłości. Była darem dla Dian, kimś najważniejszym i zdecydowanie kochała ją całym sercem. Była rozpieszczana, ale także uczyła się pilnie i słuchała się rodzica.
Nikt tak naprawdę nie wie co spowodowało spopielenie plemia. Całe plemię zniknęła, a jej córka umarła w Dian ramionach. Była wściekła, wypuściła swe ogary by siały zniszczenie. Rozpacz trwałe długie miesiące, aż w końcu udało jej się pozbierać i ponownie zmienić.

Rozpiska

CHARAKTER: Wiele razy dokonała zmian. Wiele razy pokazywała jaka jest, chociaż straciła nadzieje. Zyskiwała ją i traciła. Wiele prób i błędów przeszła. Była zbyt naiwna i łatwowierna. Zbyt łatwo ufała i dawała się omamić.
To wszystko nauczyło ją by się stawiać strachowi, by go przezwyciężyć i zaakceptować taki jaki jest. Jej chciwość. Żal. Żałoba, którą miała i czasem wciąż wraca. Mimo pogodzenia się, to część jej się z nią nie pogodziła. Mimo zerwanych więzi zyskała te, których nie może zerwać. Widzi to czego niektórzy nie mogą, rozmawia i stara się złapać kontakt. Chociaż miejsce ich jest odległe i nie dla niej. Nie może po nie sięgnąć. Waleczna i dość silna, by znaleźć własną drogę. Nawet jeśli chodzi po trupach. Nawet jeśli z nimi rozmawia, to wie że takie jest jej zadanie. Takie jest ich zadanie. Diam nie ma nic na własność. Jej postawa, sposób funkcjonowania oraz to jaka na tę chwilę jest, zostało zbudowane i ułożone, by takie było w dawnych czasach. Chociaż mały pożar może wszystko spopielić i powróci rozpacz, ból, samotność i wieczny żal popędzany zemstą.
Rozsądek zmiażdżony zostanie przez brutalną siłą. Chciwość i żądze, która zniszczy wszystko dopóki na nowo się nie pozbiera. Może na pierwszy rzut oka jest niezniszczalna, ale to tylko fasada. Jest tykającą bombą, wulkanem, który dokona erupcji, w każdej możliwej sekundzie. Nie spodziewasz się tego co cię czeka. Zapewne też nawet sama nie będzie sobie zdawać z tego sprawę.
Nawet jeśli uda jej się zachować jasność, nie wiadomo jest czy kogoś przez przypadek nie zabije, albo nie przyzwie, by się ochronić albo zaatakować. Nieobliczalna i niebezpieczna. Bycie kochaną jest trudne i dawno zapomniane. Jej uśmiech wyblakł, zgasł wieki temu.
APARYCJA:  Pod wilczą postawą: Jest uskrzydlona. Jej skrzydla się dziwne, może to dlatego, że poprzednie utraciła i teraz się zmieniły. Można powiedzieć, że jej nowo nabyte skrzydła, płoną. Ten ogień jest swego rodzaju dodatkiem, ale też nie tylko tym. Posiada znaki na ciele, których wcześniej nie miałą. Pozostały jej po uczynieniu z niej przywódczyni plemienia. Posiada bliznę na brzuchu. Ma także ozdobę, która została zrobiona przez jej córkę, mało zostało jej pamiątek po niej.
Pod ludzką postacią: Ma czarne długie włosy, wydają się wiecznie mokre. Jej oczy są klątwą, ale nie jest ślepa. Oczy pozwalają jej lepiej rozumieć zmarłych/armię, którą wzywa. Nosi sobie czaszkę, nie wiadomo do kogo ona należała, ale jest z nią. Jej szaty są, takie jakie są. Nie nosi innych, barwa jest taka sama, albo nieco ciemniejsza, czy też jaśniejsza. Ma blizny na plecach, po wyrwaniu skrzydeł, na brzuchu, lewym udzie oraz szyi. Jej skóra przypomina trochę zmarłych. Czuje się nim, ale też nim nie jest. Jej skóra stała się taka przez ogromny wpływ momentu, w życiu. Pojawiają się też coś podobne skrzydła. Na prawej kostce ma bransoletkę. Długie paznokcie u dłoni, które mogą bez problemu chwycić za serce i je wyrwać, ma do tego siłę.
ZAINTERESOWANIA/TALENTY:  Lubi czytać wszelakie księgi, mapy, notatki. Wszystko co wpadnie jej w ręce. Dobrze posługuje się językami martwymi, oraz pradawnymi. Potrafi zrozumieć wiele, ale też ma drobne problemy z niektórymi. Nie musi wiele się uczyć o tym, by znać i rozumieć. Jest rozumną istotą, jednakże jej zainteresowania śmiercią jest czasem, zbyt duże, by nie zostać odepchniętym. Czasem nawet woli zrozumieć i skomunikować się z potworem, niż go zabić. Może to już w ostateczności. Lubi muzykę i ciepło kominka, ogniska, czy też palonego ciała. Muzyka, jest przyjemnym relaksacyjnym elementem, który koi jej duszę. Sama jako tako nie gra na żadnym instrumencie, nie potrzebuje tego, ale za to może słuchać jak ktoś gra.
Gotowanie może zaliczyć się do codziennych prac. Kiedyś bardzo chętnie i podobnie podchodziła do tego ucząc innych. Teraz jednak, gdy musi jeść. Może towarzyszyć innym przy stole, ale nie spodziewajcie się z jej strony przyłączenia się do rozmowy, czy też zabaw i tańców. Choć w tańcu jest zaskakująco dobra, ale to tam taki dodatek. Jak już przy tańcu jesteśmy to woli to robić w gronie wesołych i wolnych dusz, niż skąpanych w strojach, w których zapewne się duszą, choć się do tego nie przyznają. Zdarza jej się kpić z tych łakomych kobiet, które lgną do mężczyzn jak ćmy, albo też na odwrót.
Może to cię zaskoczy, gdy jej wzrok zelży na widok ogrodów. Wolnych roślin, rosnących tam gdzie chcą. Bycie wolnym jest czymś co ceni. Lubi spędzać czas w ogrodach, gdyż zdarzyć się może, czasem widzi w środku nocy dzieci. Tak jakby się dobrze bawiły i cieszyły. Dzieci są darem, który bardzo szanuje i kocha. Jednakże nie potrafi wybaczyć tego jak są traktowane i zabijane. Wówczas sam zginiesz o wiele wiele gorzej. Krzykliwe ubiory rażą ją w oczy, nawet jeśli coś takiego dostanie zmieni je do własnego użytku na coś zupełnie (okropnego, brzydkiego i paskudnego) gdyż tak zwykle się o niej mówi.

Moce

ŻYWIOŁY: Jej dwa żywioły pierwotny, który był od zawsze, a mianowicie Nekromancja. Jest z nią zaprzyjaźniona. Natomiast drugi to ogień, wszelkiego tego słowa znaczeniu, tworzyć może nowe oraz mieszać. Rozwija go nie bacząc na przeciwności losu..  Jeśli chodzi o trzeci nie jest to wiadome, albo udostępnione jaki on jest.
MOCE: 
  •  Nekromancja - może przyzwać hordy stworów, zmarłych czy też to co nie jest mile widziane w świecie żywych. Nekromancja pojawiła się, gdy wycierpiała wiele i została wieszczką/szamanką swojego plemienia. Wówczas użyła jej, by ochronić swój lud, zmarłymi kreaturami, oraz tymi których sama wyhodowała. Pozwala jej na wiele więcej niż by się mogło wydawać. Jej teraźniejszy wygląd ludzkiej formy, odpowiada za pojawienie się nekromancji. Rozmowa z zmarłymi, kontakt, oraz otwieranie i panowanie nad nimi jest czymś, co... Musi uważać i być ostrożna w tym. Gdyż nikt nie wie co się stanie, gdy będzie poza kontrolą, czy też bycie zbyt pewnym, że wszystko się uda.
  • Ogień - Potrafi zmienić jego barwę oraz tworzyć inne. Łączyć je i mieszać. Każdy z nich ma inne właściwości, jednakże tylko o niektórych wiadomo. Niektóre ukrywa, gdyż nikt nie musi o nich wiedzieć:
  • + Niebieski - ten piękny błękitny/ciemnoniebieski płomień, potrafi uzdrawiać, w mniejszym czy też większym znaczeniu. Nie parzy, można za to poczuć chłód lodu, albo też ciepło łona matki. - Każdy czuje coś zupełnie innego. (Uwaga można rzec iż ma związek z wodą i lodem, jednakże nie jest to pewne).
  • + Czerwony - ogień piekielny. Czerwony jak krew. Jarzy się i może spopielić wszystko na swej drodze. Wypływa z niego krew swoich ofiar. Łaknie go, pożąda i uwielbia skomlenia o pomoc. (Uwaga, jest on połączony z żalem, zemstą i krwią)
  • + Złoty - ma połączenie ze świetlistymi. Niebiański, coś... Wciąż go nie rozpracowała do końca.
  • + Biały, Zielony i Tęczowy - te trzy są na jej użycie. Tęczowy przypomina jej o córce, gdyż taki po raz pierwszy udało jej się utworzyć. Biały i zielony, o tym nie mówi. Lubi je, jednakże nie chce wyjawić znaczenia.
MOC SPECJALNA:  Oczy - ich barwa jest odpowiednia na wieszczki, która była w plemieniu. Przewidywała przyszłość tylko tym, którzy wyrażali na to zgodę. Jednakże gdy wiedziała, że na owe stworzenie czyha niebezpieczeństwo, robiła to nawet bez zgody. Jednakże tego co widzi, jest kilka różnych wersji, zdarzyć by się mogło iż trzeba to długo dłużej przejść, by nie stworzyć nowej.
 
Pozostałe

LOKALIZACJA: Nieznana.
INNE:

  • Odmieniec rodu, nie posiada żywiołu metalu. Została przygarnięta przez kobietę, która dała jej dach nad głową, ale oficjalnie nie ma krwi rodowej, choć ją do niej przypisują.
  • Dwie pozostałe moce chyba się nie ujawniły, albo to zrobiły, jednakże ona sama może nie zdawać sobie z nich sprawy - dowiemy się o tym w swoim czasie.
  • Posiada dużą ilość stworzeń. Są tam magiczne, niemagiczne i ogromna ilość martwych.
  • Miewa koszmary, przez które budzi się czasem z krzykiem.
  • Czasem ucieka myślami, przez co wydawać by się mogło, że cię nie słucha. Jednak tak nie jest.

EKWIPUNEK:

  • 200 trefli
  • Cierniowa korona - stworzyły ją potwory dla swej "Królowej". Ma swoją mroczna pradawną moc, która objawia się tylko wybranym. Nieliczni mogą ją wydobyć i zapanować nad nią.
  • Koraliki i wygrawerowany sztylet
Siła: 700 Szybkość: 200 Zwinność: 200 Moc: 650
Technika: 650 Równowaga: 200 Zręczność: 200 Ukrycie: 200
Od Autorsko

 Długie robienie, staranne i pomysłowe, choć pod koniec męczące. Odpisy niech nie przekraczają 2k, takich długich nie czytuje, a tym bardziej nie pisze. Pamiętać trzeba, iż trudno mi przekraczać albo też dobić do 1k, więc miejcie to na uwadze.
Każdy wątek mile widziany, jednakże jeśli chodzi o tworzenie rodziny, jest już kandydat na to, jednak jakieś wolne luźne spotkania, są mile widziane. Zresztą zobaczymy jak Diam będzie chciała. I tak mimo, iż ja ja zrobiłam, steruje i mówie co robi, to także może być sprzeczna do tego co robię i mówię. - Może zbyt bardzo wczuwam się w postać i tworzy się kolejna wyimaginowana osobowość/istota we mnie. Cóż kto wie.
Sterowanie postacią - do uzgodnienia.

KONTAKT: discord - Tandy#1990
AUTOR: grypwolf + sephiroth-art

Szablon wykonała Fragonia na rzecz bloga Wataha Karmazynowej Nocy. || Credits