Od. Moon c.d Anubis

Po wyjściu Anubisa z jaskini jeszcze chwile leżałam, lecz po kilkunastu minutach wstałam.. Moim oczom ukazały się różne sprzęty do robienia mikstur.
Owszem jestem na niektóre uczulona ale kto powiedział że nie umiem ich przygotowywać.. I tu wpadł mi do głowy pomysł.. Szczerzę denerwowało mię że między mną a Anubisem jest taka różnica wieku.. Wyszłam z jaskini w poszukiwaniu Potrzebnych mi przedmiotów.. Niestety nie wszystko było na terenie watahy. Gdy miałam już wszystko to co mogłam zdobyć na terenach watahy teleportowałam się do swojego wymiaru. Lecz nie miałam za dużo czasu. Szybko pozbierałam potrzebne mi do tego ziele i wszystko inne. Ruszyłam w stronę zamarzniętej doliny.. Musiałam się śpieszyć lecz od tej krainy dzieliła mię cała wyspa.. Po przebyciu całej drobi zaczęłam się rozglądać za interesującymi mię rzeczami otóż szukałam Lodowych ostów oraz Kryształów . Poszukiwania i trochę zajęły lecz udało mi się jeszcze pójść w jedno miejsce.. Do lasu złotych liści lecz to było bardzo ryzykowne wejście o mały włos i bym została schwytana przez synów Hadesa i swojego byłego.. No przyznam zrobiło się gorąco... Lecz jakoś się z tego wykaraskałam.. Jakoś.. Oczywiście nie obyło się bez zdobycia Złotego jabłka. Po tej jakże interesującej wycieczce udałam się do czarownicy. Dostanie się do Kościoła na bagnach nie było łatwe ale, jakoś się udało.
-Witaj Pi..-Odezwałam się do Czarownicy.
-Witaj Moon.. Co cie do mię sprowadza?
-O tuż mam proźbe.
-Jaką to?-Czarownica odwróciła się w moją stronę.
-Zrobiła być mi miksturę Postarzającą?-po chwili dodałam- Mam wszystkie składniki.
-Dobrze-powiedziała z przekąsem- Lecz nie ma nic za darmo.
-Wiem- Odrzekłam- Mam coś co by ci się mogło spodobać.-Pokazałam złote jabłko.
-Dobrze umowa stoi.-Wiedźma rozejrzała się po składnikach.-Lecz brakuje jednego składnika.-Popatrzyła na mię- I ty już wiesz jakiego.
-Owszem wiem i dostaniesz w porę.. tym krew świeża tym lepsza.
-Zgadza się.
Wiedźma przystąpiła do zrobienia Mikstury. W połowie pracy nacięła mi lekko kopyto i zciągneła z rany kilka kropel krwi. Po kilkunastu minutach, Pi podała mi fiolkę z niebiesko fioletową miksturą.
-Wiesz jak się tym posługiwać najlepiej dożylnie...
Przytaknęłam i opuściłam Bagienny kościół.
Gdy byłam w odpowiednim miejscu otworzyłam portal po przejściu na drugą stronę znalazłam się przed jaskinią Anubisa. Weszłam do niej lecz nikogo nie zastałam.
"Nie ma go mam farta" Przelałam miksturę do Strzykawki. Widząc że Anubis wraca schowałam moje narzędzie.
-Witaj Anu.. - To było takie naciągane .-.
-Hej.. Już ci lepiej?
-Tak -uśmiechnęłam się lekko.
-To dobrze.-Odpowiedział niczego nie świadomy basior.
Nagle uderzyłam go jakimś kamieniem w łeb nie miałam innego wyboru lecz nic mu nie zrobiłam stracił tylko przytomność. Nie tracąc czasu wżęłam strzykawkę i wstrzyknęłam mu do żyły kilka miligramów mikstury, tak aby postarzyło go o 3 lata. Efekty były widoczne już po kilku chwilach.
Widząc że basior zaraz się ocknie dałam nogę i zwiałam na drugi koniec watahy lecz zostawiłam strzykawkę..

(Anubis?)

Od. Prim c.d Amir

Oczy mu się powoli zamykały.
- Dobranoc... - szepnęłam i okryłam go dokładniej kocem. Zaczęłam się w niego wpatrywać. Halo?! Prim?! Co z tobą?!!
" Nie zależy mi na nim... Nie zależy mi na nim! " powtarzałam w kółko. Dałam sobie z liścia i poszłam na górę po gitarę. Poszłam na górę po schodach i skręciłam w stronę mojego pokoju. Co prawda pomieszczenie szybciej przypominało sklep i instrumentami, ale wciąż był to mój pokój. W pokoju było pianino... Gitara... Flet... Ah długo wymieniać. Sięgnęłam po gitarę i usiadłam przy biurku. Wyjęłam z szuflady notatnik i zaczęłam pisać piosenkę od, której zabieram się od dwóch miesięcy. Nie mogłam się skupić!!!! Pierwszy raz nie mogłam się skupić!
- G- dur... A- dur... Nie!!!! To miał być a-mol!!! - krzyknęłam rozkojarzona. No nic... Odłożyłam gitarę bo prędzej popękałyby mi struny niż cokolwiek mogłabym zrobić.
- Dobra... Nowa kolekcja... - westchnęłam i poszłam do oddzielnego pokoju. Inni uważają mnie za idiotkę ponieważ mam dwa pokoje przeznaczone na muzykę... Trzy na projektowanie... I mój własny pokój. Tsa... Trochę tego dużo... Weszłam do pokoju z materiałami i wzięłam ze sobą to co potrzebowałam. Przeszłam do pokoju obok gdzie były manekiny... Wszystkie były już w użyciu więc... Podążyłam do następnego pokoju gdzie były same szafy. Włożyłam projekty do szafy ledwo co ją domykając.
- Chyba muszę kupić nową... - mruknęłam spoglądając na pozostałe pięć. I tak jest prawie codziennnie. W końcu usiadłam w spokoju i zaczęłam rozmyśłać nad... Nad... Właśnie nad czym? Nad Amirem!!!! Ale ja nie chcę! A może chcę?!!! Nie wiedzaiłam co myśleć! Prim! Zejdź na ziemię! Wzięłam dwa oddechy...
- Cholerka! - mruknęłam. Jak ja się zachowuję?!!! Jak jakaś idiotka!!! Zaczęłam ciąć materiał zdenerwowana. Ale dlaczego? Może po prostu się boję? Ale czego? Wreszcze się uspokoiłam.
- Spokój... - uśmiechnęłam się i zaczęłam szyć. Po kilku godzinach projekt był skończony. Była godzina 17:30.
- Teraz ja zrobię jedzenie... - powiedzaiłam i zeszłam na dół. Dobrze, że Amir spał i tego nie słyszał. Inaczej zapadałabym się pod ziemię.
Co by tu zrobić? Dobra postawię na prostotę. Pizza... Tsa... Nie miałam innego pomysłu. Podciągnęłam rękawy, zrobiłam sobie warokocza i wyjęłam składniki. Wszystko się dobrze układało. Zaczęłam nucić a po chwili śpiewać. Kiedy chciałam odłożyć mąkę i byłam już przy górnej szafce...
- Ładnie śpiewasz. - Amir powiedział uśmiechając się. Zamilkłam. Przez przypadek strąciłam mąkę na... Amira... Boże... Ale się wygłupiłam...

( Amir?)

Od. Anubisa c.d Moon

Nie wiedziałem, że mogę zrobić jej coś złego. To właściwie nie była nawet mikstura, tylko jakaś papka. Nieudany eksperyment ze smoczą krwią i paprotką. Wypita mogła zatruć, jednak gdybym tylko nią kogoś oblał, jak było w przypadku Moon, nic by się nie stało. No.. może oprócz pobrudzonej sierści. Spojrzałem na Moon. Nie wiedziałem, co właściwie mam zrobić. Podniosłem ją, ale zatrzymał mnie ten basior, warknął coś do mnie, ja jednak tylko uroczo pokazałem mu środkowy palec. Onyks omal na mnie nie skoczył.Ja jednak miałem go w dupie. Przytargałem Moon do jakiejś jaskini. Skoro miała uczulenie na mikstury, nie mogłem  jej niczego podać. Co najwyżej oczyścić jej futro. Viper nauczył mnie kilku sztuczek. Po chwili wadera otworzyła jedno oko, a później drugie. Rozciągnęła się i wstała:
- Gdzie..?
- W mojej tajnej jaskini. Ja.. ja muszę na chwilę gdzieś wyjść.
Po tych słowach wybiegłem z jaskini.
<Moon? Ułatwiłem ci zadanie XD>

Od. Graya c.d Tenebrae

" Gray... Ratuj! " usłyszałem w mojej głowie.
- Tene! - wstałem na równe nogi. Coś jej jest... Obiecałem, że będę jej bronił... A ja?! Uciekłem jak jakiś idiota! Gdybym nie uciekł Tene nic by się nie stało. Muszę ją zlokalizować... Ale... Jeśli ktoś ją porwał! Mógłbym wpaść w furię i ją... Zabić... Alę muszę ją uratować! Jest wiem!
- Azura! - krzyknąłem a po chwili przybiegła klaczka. Szybko na nią wskoczyłem.
- Jazda! - cmoknąłem do konia a Azu pobiegła galopem. To moja wina... To przeze mnie... Przeze mnie Tene jest porwana... Po chwili zauważyłem Antiqę. Była spłoszona i zdezorientowana. Zeskoczyłem z Azury i pobiegłem do konia Tene.
- Ciii... - uspokoiłem konia. Przytuliłem ją i zaprowadziłem do Azury.
Dosiadłem klaczki i teraz biegliśmy galopem w trójkę. Po jakimś czasie musiałem użyć wilczego nosa. Przywiązałem konie do drzewa i za krzakiem zamieniłem się w wilka. Tak... Zapach był mocny i to bardzo. Szybko pobiegłem za tropem. Zapach doprowadził mnie do starej opuszczonej chaty w środku lasu. Widziałem ją jak leży na ziemi. A porywaczy w innym pokoju. Co mam zrobić! Zająć się porywaczami czy wziąć wpierw Tene... Wybrałem to pierwsze... No totalny idiota ze mnie! Mam nadzieję, że nie posunę się za daleko. Wślizgnąłem się do chaty i przywołałem miecz... Co ja robię!!! Już się zaczyna... Muszę to powstrzymać... Wziąłem dwa oddechy i schowałem miecz... Zacznie się walka na pieści! Weszedłem do pokoju... Oparłem się o framugę i pokręciłem głową.
- Czego tu chcesz?! - warknął jeden.
- Przyszem po to co moje... - odpowiedziałem że spokojem. Uśmiechnąłem się. Jeden szykował już się do uderzenia. Byłem szybszy i z całej siły uderzyłem go pięścią w twarz. Z jego ust zaczęła lecieć krew. Zachwiał się i stracił przytomność.
- Ktoś jeszcze? - zapytałem spoglądając na pozostałą dwójkę. Jeden pobiegł do pokoju obok gdzie była Tene! No niestety szybko tego nie załatwię... Ostatni wyjął nóż. Świetnie! Mi wciąż pozostają pięśći.
Zaczął do mnie podchodzić i wymachiwać nożem. Co prawda to nie była jakaś tam igiełka tylko nóż wielkości tasaka! Przywaliłem mu w twarz, stracił kilka zębów i upadł na ziemię. Już miałem pobiec do pokoju obok kiedy poczułem straszy ból w okolicy żeber. Dotknąłem tego miejsca a moja ręka była cała we krwi... Jeszcze nóż siedział głęboko... Nie mogę się tym przejmować! Ważniejsza jest Tene! Pobiegłem szybko do pokoju.
- No, no, no... Przyszedłeś po swoją dziewczynkę? - zagwizdał i kopnął Tene. Byłem wkurzony! Jak tak może!Uśmiechnąłem się i zacisnąłem pięść.
- Spróbuj... Jeszcze coś jej zrobić... A cię zabiję... - wysyczałem.
- Skoro chcesz... - powiedział uśmiechając się i wyjął nóż. Przestraszyłem się. Mam użyć magii? Wyjąłem sztylet i podeszłem do niego.
- Tamtych załatwiłem... Zostałeś ty... - powiedziałem uśmiechając się pomimo bólu.
- Nie sądzę, abyś z taką raną sobie poradził... - spojrzał na moją ranę, która z każdą minutą traciła krew. Zaczynałem się robić cały blady, ale nie zwracałem na to uwagi. Rzuciłem w niego sztyletem. Trafiłem go prosto w brzuch. Facet mruknął coś pod nosem i padł z hukiem na ziemię. Podeszedłem do Tene i wziąłem ją na ręce. Przeteleportowaliśmy się nad strumyk gdzie były już konie i położyłem ją przy drzewie. Podeszłem do wody i chciałem obmyć ranę, ale kiedy wyjąłem nóż krew tryskała na wszystkie strony. Widziałem jak przez mgłę.
- Tylko... Nie zamykać oczu... - szepnąłem i zamknąłem oczy.
" To już koniec... Wykrwawiam się... Tene... Kocham cię... " pomyślałem i straciłem przytomność
(Tene?)

Od. Amira c.d Prim

- No i zrobię okład i przejdzie... - uśmiechnęła się. Ładnie jej w uśmiechu.
A ona nie jest jeszcze osłabiona?
- No, ale... Energia? - zapytałem niepewnie.
- Oj tam, oj tam... - mruknęła i zaczęła ucierać zielsko.
Próbowałem ja powstrzymać.
- Ty leż - nakazała mi.
Słodkie. Tak się o mnie troszczy. Potulnie położyłam się i próbowałem się nad czymś skupić. Prim. Prim
To było jedyne nad czym się mogłem skupić.
- A teraz daj mi rękę. - powiedziała
Wyciągnąłem rękę życząc z bólu.
- Już spokojnie - powiedziala
Ale że mnie głupek. Jak ja się zachowuje?
Położyła mi zioło na ręku. Szczypalo Ale dali się wytrzymać.
- Otwórz buzię. - powiedziała
- Tak jest Pani doktor.
Uśmiechnęła się. Tak ładnie.
- Lepiej zyskaj nos.
Zrobiłem o co prosiła.
Wlala mi do gardła jakiś środek. Był obrzydliwy.
- No i za chwile będzie dobrze. Tylko ki tutaj nie pluje.
Miałem wielką ochotę to wypalić ale przekonałem.
- To ziele może mieć też właściwości usypiające.
  Powiedziała to w chwili gdy zamknąłem oczy.
(Prim?)

Od. Darknessa c.d Mephisto



Świat zawirował. Mężczyzna nie wiedział, czego bardziej teraz pragnie: zabić jego, czy siebie. Otworzył szeroko oczy. Śmierć od dziecka była mu bliska. Była dla Darknessa niczym istota, otaczająca go opieką i uwalniająca od różnych tortur oraz ludzi, których szczerze nienawidził. Dała mu ona władzę. Dzięki niej miał kim rządzić. Jednak nie mógł się pogodzić z tym, że tym razem zabrała mu córkę. Drugą córkę i kolejną istotę, którą kochał. A najgorsza z tego wszystkiego była świadomość, że to ON SAM był mordercą. Wyczuł jej śmierć. Wyraźnie wyczuł. Jednak tłumił to. Myślał, że tylko mu się wydawało. Jednak teraz miał już całkowitą pewność. Powinien teraz zaciągnąć duszę córki przed sąd, jednak nie miał odwagi. Nie potrafiłby spojrzeć jej prosto w twarz. Nie po tym wszystkim. Zacisnął pięść. Był mordercą. Potworem. Mroku miała rację. Powinien nie żyć. Spojrzał tylko na Mephistofela obojętnym wzrokiem, jakby był kimś nieistotnym.
- Wybacz, ale nie możemy być razem. Ja..też odwzajemniam twoje uczucie, ale zrozum: zabiję cię. To silniejsze ode mnie  każdy demon...każdy demon zabija. Nie ważne w jaki sposób, dobrowolnie czy nieświadomie, zabija. Jestem mordercą i gwałcicielem. Coś jeszcze? Tytanie zamordowałem nieświadomie. Zbyt..zbyt się upiłem i..to przez..rządzę. A teraz żegnam pana! - warknął mężczyzna i już miał odchodzić, kiedy Mephisto go zatrzymał i stanowczo powiedział:
- Darkuś..ni-nie zostawię ci-cię! - i pocałował go.
Darkness był zdziwiony zachowaniem Mephistofela. Myślał, był pewien, że za to go znienawidzi. Ale on nie. I w dodatku go pocałował. Czarnowłosy nie miał pojęcia, jak się zachować w tej chwili. Odtrącić go? Zniechęcić? Może znajdzie sobie kogoś lepszego? BA! Na pewno. Jednak, kiedy w końcu znalazł kogoś, kogo był w stanie pokochać, nie mógł tego zrobić. Kto wie, czy Mephisto naprawdę nie będzie mu wierny? Gdyby tak sie stało, mężczyzna do końca świata by go prześladował. Nie chciał mieć po raz kolejny blizny na sercu. Jednak nie potrafił powiedzieć mu, aby się łaskawie odpieprzył.
- No-no dobra! - uśmiechnął się czarnowłosy. - Puszczaj i rusz swoje cztery litery!
Jednak radość go opuściła, kiedy przypomniał sobie o Tytanii. W tym momencie zadzwonił jego telefon. Wyświetlił się numer Viper'a. Czarnowłosy jednak nie odebrał. Po chwili przyszedł mu sms. Przeczytał uważnie jego treść. Autora tej wiadomości zapewne znacie. "Zabiję cię! ~V." Darkness spoglądał co chwilę na ekran, jednak nie dostał już żadnej wiadomości. Po chwili urządzenie wyświetliło nieznany Darknessowi numer.
- To chyba do ciebie. - mruknął i wręczył Mephisto telefon.
<Mephisto? Nie wiem czemu, ale jestem dumny z tego opowiadania. Mam nadzieję, że choć trochę wynagrodziłem ci to zamieszanie z Tarą XD>

Od. Tary c.d Darkness

Odwróciłam się szybko od niego by nie widział jak się lekko zaczerwieniłam na policzkach . Tak nagle zapytał i co teraz powiedzieć . On to dopiero ma podejście do dziewczyn , zmienię temat zginę , skłamie zginę , tylko ciekawe skąd będzie wiedział że ja kłamię.Nieważne i jak mam z teraz z tego wybrnąć. Jeśli powiem mu co czuje a on morze nie odwzajemni tego i wyśmieje mnie ... W tym oto momencie zaczęłam wyobrażać sobie wszystkie momenty jakie mogą za chwilę zajść , te pozytywne chodź więcej tych negatywnych . Przecież jest on tym złym może używa po prostu podstępu ... Chwilę CO ?! Jak mogę myśleć w ten sposób , morze jednak zaryzykuje i powiem mu że jednak coś do niego czuję.
Chłopak stał cierpliwie za mną . Wzięłam głęboki wdech , i się odwróciłam .
- A...- chciałam już powiedzieć ale jakby struny głosowe nie chciały ze mną spół pracować .
- Możesz powtórzyć bo nie dosłyszałem - powiedział do mnie basior wpatrując się głęboko w moje oczy. Niby były takie bezlitosne ale widziałam w nich iskrę troski i dobroci .
Podeszłam do niego i wzięłam jego zranioną dłoń a następnie kładąc na ranie delikatnie swą dłoń wyleczyłam ją .
- Nie rób więcej sobie krzywdy - powiedziałam cicho do niego ale wystarczająco głośno by usłyszał
- Nie zmieniaj tema...- Jednak postanowiłam że tak od razu mu nie powiem że go ... ale postanowiłam dać mu przynajmniej wskazówkę do tego co czuje.
- Zależy mi na tobie - powiedziałam mu to. Puściłam jego dłoń i stałam bez ruchu przy nim . Miałam spuszczoną głowę. Nie wiedziałam teraz jak on zareaguje .
Nie byłam w stanie powiedzieć mu w prost ,,Kocham Cię"
Chciałabym aby to on powiedział najpierw co do mnie czuje
(Darkness? Ciekawe co teraz zrobisz ? <3 )

Od. Prim c.d Amir

- Tak mi głupio... - powiedziałam rumieniąc się ze wstydu.
- Nic się nie stało... - uśmiechnął się.
- To... Może powiesz mi jak było z tym opętańcem? - zapytałam skrobiąc kosmyk włosa. Amir kiwnął głową i zaczął opowiadać...
- No i padłem z hukiem na ziemię... A co było dalej? Tego nie wiem... - powiedział i spojrzał wyczekująco w moją stronę.
- No... Gdy się obudziłam... Zobaczyłam ciebie na podłodze... I... Zaniosłam na kanapę... - zaczłam mówić.
- Czekaj, czekaj... Chcesz mi powiedzieć, że wzięłaś mnie na ręce i położyłaś na kanapie?! - zapytał. Kiwnęłam głową.
- A co? Jest w tym coś dziwnego? To, że jestem dziewczyną to nie znaczy, że nie mam siły... - powiedziałam z wyrzutem.
- No więc jak mówiłam położyłam cię na kanapie i położyłam zimny okład na czoło. No i potem... Za...Snęłam... - powiedziałam. Ostatnie słowo wymówiłam szeptem... Po chwili spojrzałam na rękę Amira, gdzie znajdowała się rana.
- Amir... Twoja ręka... - powiedziałam spoglądając na zakrwawioną rękę. Amir westchnął.
- Nic mi nie będzie... - powiedział spoglądając na rękę. Nie, nie mogłam go tak zostawić...
" Shayla... " pomyślałam i przede mną pojawił się zielony smok. Amir spojrzał na mnie niepewnie...
- Nic ci nie zrobi... - westchnęłam i pogłaskałam smoka po łbie.
- Wiesz co robić... - szepnęłam jej do ucha. Smoczyca wykonała moje polecenie. Podeszła do Amira i schyliła głowę nad jego ręką... Po chwili rany nie było. Shayla spojrzała na moją ranę.
- Nic mi nie będzie... Nie możesz się przemęczać... - powiedziałam do smoka a ona polizała mnie po policzku i po chwili zniknęła.
- To był twój smok? - chłopak zapytał spoglądając z niedowierzaniem na ramię. Kiwnęłam głową.
- Ale co z twoją ręką? - spytał z troską w głosie.
- Eeee... Kiedyś uczyłam się zielarstwa... - zaczęłam mówić i w tym samym czasie wyczarowałam pokrzywę i skrzyp polny.
- No i zrobię okład i przejdzie... - uśmiechnęłam się.
- No, ale... Energia? - zapytał niepewnie.
- Oj tam, oj tam... - mruknęłam i zaczęłam ucierać zielsko.

( Amir?)

Od. Tenebrae c.d Gray

- Przepraszam... Nie chcę nic ci zrobić... To zaszło za daleko... - szepnął
Nic nie rozumiałam. Dlaczego?
Powiedziawszy to wybiegł z jaskini. Co ja mu zrobiłam? Z oczu płynęły mi łzy. Dlaczego on się obwinia. Nic mi nie jest. Nic mi nie zrobi.
Próbowałam pobiec Ale nie byłam w stanie.
Nic nie widziałam. Łzy zasłaniały mi widok.
- Antiqa - wyszeptałam
Nie usłyszała. Obiecałam się. Kaczka padła się na polance. Zazdrościłam jej. Zero problemów. Zero wyrzutów sumienia….
"Antiqa" przyzwałam ja w myślach.
Klaczka podniosła łeb i zastrzega uszami. Była rozkojarzona Ale mnie rozpoznała.
Podbiegła do mnie.
Wsiadłam na nią bo nie byłam w stanie bieg o własnych siłach.
Pamiętaj….tak….jak cie uczył…..Gray…..
Kolejna łza
Kolejne wspomnienie.
Rzuszylysmy kłusem.
Gdzie on może się podziewać?
Nie patrzyłam przed siebie. Rozglądałam się na boki. Nagle dostałam gałęzią w twarz. Dosłownie. Po prostu byłam za wysoko. Upadlam z konia. Antiqa wystraszył się i podbiegła przed siebie. Nie mogłam ją za to winić.
  Leżałam na ziemi gdy nagle coś mi się wbiło w plecy i przerwali do góry.
- Proszę proszę. - powiedział męski głos
Nie tylko nie to. Nie Zamieniam się teraz w wilka proszę. Mówiłam do samej siebie.
I oczywiście stali się. Byłam w wilkiem.
Facet gwizdka cicho.
- Co my tu mamy.
Skusiłam się. Nie. Nie.
"Gray. Ja cię…..RATUJ"
Siatka spadła A ja razem z nią. Uderzyłam głową o ziemię. Syknęłam z bólu. Chwilę później poczułam chustę orzycisnieta do mojej twarzy albo pyska. Już nie wiedziałam w jakiej jestem postaci. Chusta miała mnie uśpić.
Zasnęłam
(Gray?)

Od. Enuri c.d Ishya

Ishi wyszła z kuchni, straszni się kłóciła z tamtym Luckasem czy jak mu tam, zjadłam ciasto i odłożyłam talerz do umywalki. Weszłam do szafy na korytarzu, gdy Ishi weszła tylko do kuchni wyszłam i poszłam do tego typa pogadać. Parę chwil później dowiedziałam się ciekawej historii o uw waderze, nagle do pokoju weszła Ishi.
- Trzymaj się od niej z daleka!
Powiedziałam poważnie zasłaniaj mnie, a mężczyzna się tylko zaśmiał.
-Myślisz że jesteś w stanie ja uchronić.
  Wadera się wściekła.
-A tak myślę!
Wykrzyknęła, demon podniósł się i powiedział.
-To spadaj.
 Po dłużej chwili Ishi była unieruchomiona.
-Jednak nie dałabyś rady.
Powiedział z złowieszczym uśmiechem siedząc jej na plecach, po czym się nachylił i lizną jej ucho, po czym usiadł na łóżku.

„Niby ktoś, niby nikt.” - Filkowe powiedzenie

 The Fallen
hioshiru 
|HOWRSE: SiećSiećSieć|
Godność: Network
Płeć: Basior
Orientacja:Heteroseksualny
Wiek: 19 lat

Tapety
Sympatia: Jest zauroczony we Fragonii
Rodzina: Kiedyś miał, ale nie specjalnie pamięta imiona.
Stanowisko: Szpieg, Skrytobójca
Charakter: Z pozoru cichy i tajemniczy, a tak naprawdę mocno kopnięty. Jego zachowanie zależy od tego w czyim towarzystwie się znajduje. Raz jest rozgadany i paszcza mu się nie zamyka. A kiedy indziej milczy jak trup i wodzi za tobą pustym wzrokiem, ale to drugie zdarza się duuużo częściej. Uwielbia samotność i tak głównie spędza swój czas. Nie specjalnie przepada za towarzystwem ludzi lub wilków, są za bardzo wygadane. Jeżeli już spotka jakiś ciekawy wyjątek od reguły to z chęcią posiedzi z nim trochę, ale bez przesady. Kto by chciał być cały czas otoczony zrzędzącymi stworzeniami? Brr.. Aż ciarki po plecach przechodzą. Ale miękkimi poduszkami to już co innego! Od co. Wygodnicki to mało powiedziane. Najchętniej zaszyłby się pod kołdrą i poduszkami do końca swego marnego żywota, ale rzadko kiedy udaje mu się w ogóle trafić do łóżka. Preferuje drzewa i miękkie mchy jako miejsca na drzemkę, ale nie raz przyśnie na parę ładnych godzin. Jako wilk zazwyczaj bawi się swoją ofiarą, gdy ta kona w męczarniach. Natomiast jako człowiek preferuje rzeczy typu instant. *Jak proszek może się zepsuć?* Nie przepada za latem, ale wygrzać się trochę w porannym wiosennym słoneczku chyba każdy lubi. Cóż, wracając, do normalnych i stabilnych emocjonalnie to on na pewno nie należy. A i żeby było jasne - on nie jest ani kapkę zboczony. I uwierzcie tak się naprawdę da! Jeżeli spaceruje po ciemnym lesie niedaleko średnio uczęszczanej ścieżki to wcale, a wcale nie czai się na bezbronne wadery czy kobiety. *No chyba, że z nożem to wtedy już całkowicie inna sprawa..* Ale tak czy siak przeważnie po prostu sobie spaceruje przed snem. A właśnie co do snu. Uwielbia spać za dnia. Kiedy wszystkie inne istoty ruszają swoje tyłki na dwór on smacznie chrapie u siebie albo gdzieś w lesie. A właśnie jak już mowa o innych istotkach. Dacie wiarę, że to kopnięte „coś” było kiedyś alfą i to nawet w sporej watasze. *Odpływam…* W sumie podobało mu się tam. Wszędzie lawa, pustynie, popiół. Normalnie żyć nie umierać! Co ciekawe znalazły się nawet inne wilki, które chciały zamieszkać na tym pustkowiu, ale nie za często je widywał. Sam się trochę za kumplował z paroma smokami czy tam innymi ciepłolubnymi stworkami. *…Wróciłam!* Ponawiając widział w życiu nie jedno i w sumie bawią go różne (typu śmierć, apokalipsa.. O! I tortury! Tortury to dosłowna komedia) rzeczy.
Aparycja: Jako wilk to masywny i wysoki basior, ale jego ludzki wygląd nijak się do tego ma. Średniego lub niskiego wzrostu chłopak *1,75 m jak na chłopaka to normalny czy krasnoludek?* o jasnych włosach i szkarłatnych oczach.. Chwila chwila! Jasne włosy? Niby skąd? A no właśnie potrafi zmienić czerwony kolor (futra, pazurów) na biały lub szary. Jedynie oczy zawsze pozostają krwiste z lekką poświatą. Ubiera przeważnie trampki, jakieś jeansy, wymiętoloną koszulkę i wygodną marynarkę. Blada skóra nie jest podatna na słońce i nawet gdyby chciał się spalić na raka na jednej z karaibskich plaży to wszystko i tak skończy się fiaskiem. Oczy w ludzkiej formie prawie tracą swoją poświatę, tylko w nocy można dostrzec jej nikły ślad. Ma uroczy uśmiech, ale istoty, które nie są jego odbiciem w lustrze raczej nigdy go nie ujrzą. No chyba, że mówimy o tym złowieszczym lub ironicznym to te występują nadmiernie często. Nie jest jakiś napakowany, ale przez koszulkę nie policzysz mu też wszystkich żeber. W wilczej postaci jest bardziej monumentalny *da się to zastąpić jakimś bardziej ludzkim słowem?* i potężny. Ma gęstą i ciepłą sierść, która grzeje w zimie podczas mrozów jak i chroni w małym stopniu przed deszczem. Co prawda może bawić się w kameleona, *czytaj wyżej o bielach, szarościach i szkarłatach* ale przeważnie trzyma się krwistego odcienia. Reszta przydaje się tylko podczas roboty albo jak się za kimś zakrada z nudów. Nie tylko jego oczy świecą, całe jego kolorowe plamki mogą pochwalić się tą zdolnością. Nabył ją podczas licznych mutacji.. *ale o tym już wkrótce! A raczej trochę niżej w histerii jego marnego żywota* Skrzydła też nie są jego częścią od narodzin. One sobie wyrosły podczas pierwszej, ale najsilniejszej przemianie. Na jego ciele nie widać żadnych blizn, chociaż przed mutacjami miał ich mnóstwo. *To trochę tak jakby się naprawił i dostał bonusy od życia xd*
Żywioł: Apokalipsa, DNA, Psychika
Moce:
  • Disaster - Klęski żywiołowe na dużych obszarach to dosyć normalne zjawisko. Ale trzęsienie ziemi tylko w jednym mieście? Jest to możliwe z mocą wywoływania takich anomalii na średnicę do 3 km. Może to być grad wielkości piłek tenisowych, trzęsienie ziemi tworzące kanon lub góry, fala tsunami z jeziora. Wszystko co tylko przyjdzie mu do tego psychicznego łebka. Wadą jest, iż sam musi być w zasięgu tych 3 km od wybranego hipocentrum, a dodatkowo to, że nad poziomem chmur może schronić się każde latające stworzenie i nie odczuje jego mocy.
  • Pest  - Plagi są znane ludzkości już od starożytności. Może to być inwazja niebezpiecznych lub wyrządzających szkody zwierząt, długotrwałe zaćmienie słońca, diametralna zmiana klimatu itp. Mimo, iż brzmi to nieco strasznie nie mają one bezpośredniego wpływu na środowisko i ludzi. Wszystko w nich jest pośrednie i potrzebuje więcej czasu by zacząć działać. Nightmare może wywołać taką sytuację na terenie aż do 10 km średnicy.
  • Depths - Modyfikacja DNA w każdym możliwym kierunku zwierząt i roślin. Podstawą i najważniejszą rzeczą jest to, że organizmy te muszą być słabsze od niego lub mu równe. Nie działa na zwierzęta mające własną psychikę, wolę i moralność.
  • Death in the Dream - Może wnikać w sny innych *bardziej lub mniej* inteligentnych istot. Może zmieniać temat, miejsce i inne rzeczy w śnie. Lubi przeważnie używać tej mocy by wejść do snów wilków lub ludzi pod inną postacią i straszyć je przez sen. Jeżeli chodzi o „wejście” w sen innej osoby i kontrolowanie wszystkiego na bieżąco to sam musi zasnąć minimalnie lekkim snem lub na jawie. Może też równie dobrze zaprogramować czyiś sen (Np. że osoba się topi, spada z wysokości itp.) i wtedy nie musi samemu zapadać w objęcia morfeusza. Oczywiście nie ma ograniczeń tylko do koszmarów. Może po prostu obserwować o czym śni dana postać lub zmienić koszmar w miły sen. (Co zdarza się wyjątkowo rzadko.)
  • Teratoma - Z łatwością może zmieniać czyjeś wspomnienia czy doprowadzić go do amnezji lub połączyć jego myśli z kimś innym przez co będzie cierpiał na podwojoną historie, emocje i osoby. *Skutki uboczne: chroniczne bóle głowy, gorączka, mdłości, bezsenność. A w najlep…gorszym wypadku śmierć* Minusem tej mocy jest to, że najpierw sam musi wniknąć do pamięci tej osoby i  odczuć ten sam ból co ona. (Odczuwa to w skali wrażliwości danej postaci, nie siebie; Chociaż nie wpływa to na jego psychikę.)
  • Haunt - Dzięki żywiołowi psychiki może wnikać w czyiś umysł i wywoływać u niego różnorodne choroby psychiczne od anoreksji przez depresję po schizofrenie bez ograniczeń.
  • The Senses - Ma wyostrzone wszystkie możliwe zmysły. Poza tymi podstawowymi 5 czy 6 zalicza się do nich też wyczuwanie czyjejś aury (w sensie czy ktoś jest w pobliżu lub go obserwuje) i z małym prawdopodobieństwem wpływanie własną aurą na czyjąś. Do ulepszonego wzroku zalicza się też widzenie w ciemności, dzięki czemu w nocy dostrzega okolicę tak samo jak za dnia.
Moce specjalne:
  • Wildlife Souls - Panuje nad duszami martwych zwierząt. Widzi je cały czas oraz wie jakie i ile jest ich wokół niego. W przeciwieństwie do żywych istot lubią one jego towarzystwo, więc często kilka lata koło niego, a inni nawet nie mogą ich zauważyć. Są one na ogół kompletnie nie groźne, no chyba, że ktoś zdenerwuje Nightmare to wtedy psocą się tej istocie (m.in. zwalają wszystko w półek, otwierają szafki lub drzwi, wydają dziwne odgłosy i naśladują dźwięk kroków) lub wchodzą w jej sny wywołując ciągłe koszmary nocne. Duszyczki nie opuszczają Nightmare nawet na chwilę przez co na polu walki mogą się zmaterializować do połowy i walczyć. Do połowy w sensie słabną z każdym otrzymanym obrażeniem, a po przekroczeniu ich granicy stają się z powrotem niewidzialne na czas ok. 30 minut. (Zależy od wielkości duszy zwierzęcia.) W dodatku nie mają dolnych kończyn i lewitują przez co nie da się im podstawić nogi. Moc pozwala także na tworzenie iluzji zwierząt jeżeli jest ich za mało w okolicy, a on chce tylko nastraszyć przeciwników - znikają po pierwszym otrzymanym obrażeniu.
 Zainteresowania/Talenty: W wolnym czasie lubi przejść się na strzelnicę albo do biblioteki. Zależy od dnia i jego humorów. Mimo iż jest z lekka kopnięty nie pogardzi dobrą książką grozy. Poza tym uwielbia też chodzić po zamkniętych strefach, opuszczonych i walących się budynkach oraz.. kinach. Obejrzy i przeczyta wszystko co nie jest romansem. Nie, że ma jakiś uraz czy coś. Po prostu mu nie podchodzą. Czasem poleży sobie brzuchem do góry oglądając chmury lub gwiazdy, albo postraszy nieuważne wilki idące przez las. Może też połazić po drzewach i się zdrzemnąć w wysokiej trawie na polanie wygrzewając się w słońcu. A no i ma oczywiście wspaniały talent do siedzenia w kuchni i grania na nerwach.
Historia: Urodził się jako wilk w biednej rodzinie omeg. Miał sześcioro rodzeństwa. Niemalże cała jego rodzina zginęła wspólnie w okrutny sposób, a dwójka z rodzeństwa, która przeżyła razem z nim zaginęła kilka lat po osieroceniu trójki małych wilczków. Spędził większość życia samotnie jako pustelnik podróżujący po martwych i opuszczonych miejscach. W międzyczasie nabył niektóre ze swoich umiejętności. Po latach tułaczki spotkał na swojej drodze dwójkę wilków, która jest jego jedyną rodziną. Niedługo po tym każdy z nich poszedł swoją drogą i rozeszli się nie wiedząc czy kiedykolwiek się jeszcze spotkają. Los chciał by zobaczyli się ponownie i wszyscy kolejno dołączyli do tej samej watahy o rozległych terenach. Niestety niedługo po dołączeniu ostatniego wilka z tej trójki wataha upadła, a raczej alfy gdzieś znikły, a przez nikogo nie zarządzane tereny opustoszały. Tam też wszyscy przeszli w swoim życiu jedną z silniejszych mutacji. Jak się okazało później Network zmutował wystarczająco by dostać skrzydła oraz na dalszym etapie dostrzec u siebie możliwość transformacji w człowieka. Ponownie się rozeszli. Kilka lat później basior dołączył do obecnej watahy. Nie ma pojęcia gdzie jego nietypowa rodzinka przebywa ani nawet czy wciąż trwa przy życiu, ale nie przejmuje się tym i żyje sobie dalej.
Przedmioty: Wiatrówka, sztylet oraz średniej długości miecz o wiecznie gorącym, ale nie czerwonym ostrzu. Nie poparzy właściciela, ale zadaje bardziej bolesne cięcia niż normalne ostrze.
Towarzysz: Hm.. poza duszyczkami chyba nic normalnego o zdrowym rozsądku nie zniesie jego obecności przez dłuższy czas.
Inne:
• Network to nie jest jego prawdziwe imię, a zaledwie pseudonim. Nigdy nie lubił używać jednej i tej samej nazwy, więc każdy kto spotkał go kiedyś na swojej drodze zna go pod innym przezwiskiem.
• Zmutowało mu się w życiu i to nie jeden raz.
• Umie świetnie gotować i piec. Trucizny też przygotowuje dosyć nieźle.
• Kocha spać i jeść. Mówi, że urodził się w złym gatunku, a miśki grizzly mają za dobrze.


STATYSTYKI
|Siła: 500|Szybkość: 400|Zwinność: 400|Moc: 220|
|Technika: 160|Równowaga: 200|Zręczność: 300|Ukrycie: 820|

 ______________________________
TYTUŁY
Brak
______________________________
ŻYCIE:
GŁÓD 0||PRAGNIENIE 0||ZDROWIE 100||SEN 100||

Od. Moon c.d Kano

Gdy ten debil do mię podszedł, popatrzyłam na niego z lekka poirytowana.
-Co chcesz?-Mrukną do mię.
-Zobaczysz w swoim czasie, ale chciała bym cię poinformować, że ze mię się nie kpi. Rozumiesz?!
-Na żartach się nie znasz? Pff.. Jaka sztywna-burkną do siebie.
Był wszy ode mię więc nie mogłam go podnieść i poddusić, wiec dałam mu z całej pety w ryj. Przy okazyjnie rozcięłam całkiem nieźle wargę.
-A to ku**a za co?!-Rykną na mię wściekle. Przy czym dotkną opuszkami palców świeżą krew wyciekającej z Rany.
-Ostrzeżenie-popatrzyłam na niego po czym uśmiechnęłam się szyderczo.
-Bardzo zabawne-Warkną i popatrzył na mię z lekką wściekłością. Jakie to było słodkie. Przybliżyłam się do niego i wyszeptałam mu do ucha:
-Spokojnie bo mię zaraz tu..-zachichotałam. Chłopak w odpowiedzi coś mrukną pod nosem. Odeszłam od niego i podeszłam Do pierwszych drzwi po prawej. Po czym otworzyłam je.
-Umyj się...
Chłopak nie chętnie wszedł do pomieszczenia i odkręcił wodę. Ja w między czasie oparłam się o framugę drzwi i popatrzyłam na jego odbicie w lustrze.
-Co się gapisz?!-Rzucił zerkając na moje odbicie. Po czym przemył twarz letnią wodą.
-A co nie mogę?
-Yh...
Po kano było widać że coś Ala złość go męczy od środka heh to było urocze...
Ale no musiałam wykorzystać ten moment. Podeszłam do niego i można powiedzieć że zaczęłam się do niego łasić. Chłopak był zdezorientowany i troszku go przytkało ale mi to nie wystarczało postanowiłam się posunąć ciut dalej. Na deser Pocałowałam go. Kano stał jak sparaliżowany a patrząc na niego o mało nie wybuchłam śmiechem. Uwielbiam ten ich stan.. On jest taki rozbrajający i można zwiać. Wyszłam z łazienki i zamknęłam drzwi. I w tym momencie zaczęłam się śmiać pod nosem. Chłopak który wcześniej siedział na krześle, teraz spał na kanapie. Przycichłam trochę po czym otworzyłam drzwi do Garażu i podeszłam do Czarnego Mustanga zamykając wcześniej drzwi. Otworzyłam maskę Auta i zaczęłam prace.
Po jakiś 30 minutach usłyszałam pukanie przepraszam walenie do drzwi.
"Kano się ockną ups..." Ogarnęłam się lekko otworzyłam drzwi i wślizgnęłam się do pokoju. Młodego chłopaka już nie było a Kano przybył mię do ściany.
-Czeeść... -uśmiechałam się lekko-
<Kano?>

Od. Graya c.d Tenebrae

Śmierć... Krzyki... Tene... Cała we krwi... Ja z nożem w ręku... Boże... Czy to naprawdę się stało? Czy może jest to sen? To wszystko jest takie realistyczne... Po chwili poczułem ciepły pocałunek na policzku... Nie to nie mogła być Tene... Nie zrobiłaby tego... Pewnie mnie teraz nienawiadzi... Przecież obiecałem jej, że jej nie skrzywdzę... A było blisko... To napewno był sen...
***
Obudziły mnie ciepłe promienie słońca... Poczułem, że ktoś się do mnie przytula. Odwróciłem się i nie mogłem wierzyć własnym oczom... To była Tene... Ale... Jeśli to także był sen? Niezawracałem sobie tym głowy... Byłem szczęśliwy. Po moich policzkach spływały łzy... Pogłaskałem Tene po głowie, gdy po chwili się obudziła...
- Gray? - zapytała niepewnie. Ja nic nie odpowiedziałem tylko mocno ją przytuliłem.
- P-przepraszam... - wyszeptałem płacząc. Ona odwzajemniła uścisk...
- Nie przepraszaj... - szepnęła Tene.
- Ale... - nie zdąrzyłem nic powiedzieć ponieważ Tene mnie pocałowała... Odwzajemniłem go... Mógłbym siedzieć tak do końca świata... Po kilku minutach, a nawet godzinach przestaliśmy. Spojrzałem jej w oczy...
- Kocham cię... - wyszeptałem i ponownie ją przytuliłem. " Tene jest jedyną dziewczyną, którą kocham tak bardzo... Ale boję się, że mogę ją skrzywdzić... " Nie wiedziałem co robić... Gdybym z nią został mógbym ją zabić. Na przykład kiedy śpi... To dla jej dobra... Dla jej życia...
- Przepraszam... Nie chcę nic ci zrobić... To zaszło za daleko... - szepnąłem i szybko wybiegłem z jaskini... Co ja robię!!! Zachowuję się jak jakiś debil! Wciąż ją kocham! Ale... Nie mogę! Nie chcę jej zabić! Szybciej zabił wpierw siebie... Rozmyślałem tak gdy ujrzałem strumyk... Usiadłem przy drzewie i zacząłem płakać...
- Przepraszam... - wyszeptałem.

( Tene?)

Od. Amira c.d Prim

Gdy się w końcu obudziłem siedziałem na kanapie. Dziwne…pamiętam walkę z opętańcem w drzwiach A potem. No właśnie co? Widocznie straciłem przytomność.
Co dziwniejsze Prim również spala tak jak przedtem tylko ze teraz jej głową leżała mi na ramieniu.
- Tylko się nie obudź - myślałem sobie
Jak to zrobić żeby jej nie obudzić?
Po długich staraniach udało mi się ja ułożyć na kanapie. Nie budząc jej. Patrzyłem jak śpi. Wyglądała tak słodko.
Przestań mówiłem sobie.
Nagle dziewczyna otworzyła oczy i zobaczyła że się w nią wpatruje.
- Amir tak mi głupio - powiedziała - żadne mam w najgorszym momencie.
Ucieszyłem ja.
- Nic się nie stało.
Odpowiedziałem jej historię o walce z opetancami.
(Prim? Brak weny)

Od. Mine c.d Yuno

Dziewczyna zaczęła wymachiwać nożem, starałam się by nie odwracała wzroku Ayashi szybko zabrał jej bron i zanikłą w mroku a ja ja unieruchomiłam.
-Człowieku spokojnie!
Dziewczyna był wystraszona co nie ułatwiało sprawy.
- Ale ona ma zryta psychikę. (Pomyślałam) Słuchaj nic ci tu nie grozi Yuno.
- Skąd znasz moje imię?!
-No bo wodziłam cie wcześniej...
Puściłam dziewczynę która usiadła na ziemi opierając się o drzewo.
-Kim jesteś, bo na wilka nie wyglądasz?
Eee... No w połowie jestem demonem.
Dziewczyna trochę się zlękła.
-Ale spokojnie nic ci nie zrobię.
-Jak się nazywasz.
-Mine, pewnie już słyszałaś monie od innych.
-Tak.
Yuno nagle zakatowała mnie nożem, ale szybko zareagowałam oplotłam jej szyje ogonem i wskoczyłam na drzewo a ona wisiała w powielaczu podciągając się rekami. Po chwili ja puściłam.
(Yuno)

Od. Tenebrae c.d Gray

Obudziłam się o świcie. Słońce jeszcze nie świeciło tak mocno ale poranek był ciepły. Antiqa już wstała i cicho zarżała. Wstałam i podeszłam do niej.
Szkoda że nie możesz mówić. Pomoglabys mi. Myślałam sobie. Dlaczego. Dlaczego ja?
Klaczka zarżała ponownie
- Co się dzieje? - zapytałam
Antiqa pokazała łbem postać leżącą na ziemi.
Nie. Nie wierzę. To nie może być…..
A jednak. To był Gray.
Czułam jednocześnie wielką radość ale też wyrzuty sumienia. Co on sobie o mnie myśli? Czy jeszcze mnie kocha? A może mnie nienawidził i przyszedł mnie zabić? Te wszystkie wątpliwości jak najszybciej rozwiałam. Byłam uratowana ze jednak tu przyszedł.
Moje rozmyślania przerwała Antiqa. Przebiegała nogami.
  Wyprowadziłam ja na zewnątrz. Niedaleko była polana i niewielki strumyk. Puściła ją wolni.
Przypominała mi o nim…..Odwróciła się.
On tam nadal jest. I śpi. Taki niewinny i bezbronny.
Weszłam do jaskini i położyłam się obok niego. Dałam mu całusy A on się uśmiechnął przez sen. Postanowiłam jeszcze pospać.
  Przytuliłam się do niego i zapadła w sen.
Niech się dzieje co chcę….
(Gray?)

Od. Viper'a c.d Hikaru



Czujnym okiem obserwowałem Hikaru. Nie wiedziałem już, co myśleć o tym całym wydarzeniu. Spojrzałem w górę. Sufit ledwo się trzymał. Miejsce jednak było bezpieczne i aż mnie korciło, aby przespacerować się po tym szpitalu. W końcu nie każdy ma okazję zwiedzić stary szpital. Kuźwa, aż bym siostrę zaciągnął! Ale gdzie ona jest?! Jedno wiem: jest ranna. Podobno ciężko. Ale nie wiem, czy ktoś się nią opiekuje. Ehh.  Tiffany? Żyjesz opętańcu, czy mam wezwać egzorcystę? A tak na serio, gdzie jesteś?
- Viper? - usłyszałem we łbie mamrotanie swojej siostry - Chyba żyję. Tak mi się wydaje. Mroku chyba sobie odpuściła, więc jestem wolna. Nie wiem, w jak poważnym stanie się znajduję. Wiem tylko, że ona strzeliła do mnie dwa razy i chyba mam kule w ciele. Nie jestem lekarzem. Mam też kilka ran ciętych, jakaś dziwną sczerniałą rękę i coś tam z żebrami.
Jesteś ty przytomna?
- No nie. Ciemność widzę. I słyszę tylko twój głos. A teraz powinnam się rozłączyć. Dla..dla twojego dobra.
Dla mojego dobra. Tsa. Po prostu nie ma ochoty ze mną gadać. Chciałem namierzyć jej lokalizację, ale nie zdążyłem. Powstrzymał mnie przed tym cholerny ból brzucha. Sraczka!!? W takim momencie!!? Nie! To nie to. Za bardzo panikuję. Mam nadzieję. To było spowodowane czymś innym. Jaki ktoś przebił mi nożem brzuch. Teraz już wiem, co się stało. Połączenie miedzy mną a Tytanią. Ona zaraziła mnie bólem. O ile tak można. Upadłem na podłogę. Po chwili ból na szczęście minął. Hikaru przez cały ten czas obserwowała mnie. Byłem pewny, że myślała w tym momencie o mojej demonicznej stronie. Nie był to jednak jeden z ataków. Położyłem się na podłodze i zasnąłem. obudziła mnie rano dwunastoletnia dziewczynka. Byłem pewien, że była to Fire. Nie myliłem się. Uśmiechnęła się do mnie i pokazała talerz. Fakt, był troszkę zarysowany, ale nadal nadawał się do użytku. Na moje szczęście. Znajdowała się na nim jajecznica z bekonem. Ciekawe, skąd wzięła produkty spożywcze? Fire jakby czytając mi w myślach powiedziała:
- Przyniósł je tu przed godziną twój brat. Dał nam spore zapasy. Odszedł stąd i kazał ci przekazać, żebyś póki co go nie namierzał, gdyż twój umysł jest narażony na ataki krukonów. Te stworzenia z czarnej mgły czarnej pani potrafią grzebać w odsłoniętych umysłach. Nikt nie chce stracić tak doskonałego Alphy, jak ty...ojcze.
Na słowo "ojcze" wzdrygnąłem się nieco. Myślałem, że sobie odpuściła. Wyglądała i przemawiała jak co najmniej 40 letni naukowiec. I teraz jak ją przekonać do tego, że jestem wilkiem?
- Wyczuwam w tobie poniekąd siłę smoków. Ty musisz mieć dużo wspólnego ze smokami.
- To przez jedną z moich mocy. - powiedziałem. - Sam nie wiem, dlaczego akurat ja ją mam.
- Nic nie dzieje się przypadkiem. - powiedziała.
- Ale.. ja nie jestem smokiem. - mruknąłem ponuro. - I nie jestem też twoim ojcem.
Dziewczyna próbowała ukryć smutek. jej twarz pozostała niewzruszona, jednak dobrze wiedziałem, że jest jej z tego powodu źle. Powiedziałem to zbyt brutalnie. Nie mam ręki do smoków. Ani do szczeniąt. Dziewczyna bez słowa wręczyła mi talerz i odeszła. Chciałem ją dogonić, jednak Hikaru mi przeszkodziła. Zapomniałem o niej. Spojrzała na mnie i ruchem głowy wskazała na łóżko. Usiedliśmy na nim.
- Czyli pozbyłeś się swojej podopiecznej?
- Tak, ale ja do cholery nie nadaję się na ojca. - warknąłem.
W tej chwili usłyszałem krzyk. Fire. Wstałem. Poczułem nagły przypływ furii. Spojrzałem na okna. Wszystkie były przebite deskami. Poruszyłem nimi, ale nie chciały pęknąć. Uwolniłem magię, ale to też nie zadziałało. Podszedłem do drzwi wyjściowych. Poruszyłem nimi, ale ani drgnęły. Spróbowałem magią. Nie puściły. Hikaru próbowała  wypalić nam wyjście. Jednak gdy tylko podpaliła drewno, ogień zgasł od razu. Spojrzałem w oczy dziewczyny:
- To pułapka. Jesteśmy uwięzieni w... szpitalu psychiatrycznym.
<Hikaru? I teraz zrobiłem z nas psycholi x3>

Od. Mephisto c.d Darkness

Kochał go, jednak w tej chwili życie Tytani było bardzo narażone. Odepchnął Darka i mocno objął waderę.
- Wynoś się potworze!- krzyknął z zamkniętymi powiekami.- Zrobisz krzywdę własnej córce... i m-mnie- mruknął cicho.
Usłyszał trzaśnięcie drzwi, czarnowłosy wyszedł z pomieszczenia. Mefisto otworzył oczy, z przerażeniem spojrzał na nieoddychającą waderę. Zmienił się w człowieka, ledwo podniósł ją i położył na łóżku. Nie wiedział, czy da radę ją uratować. Musiał przynajmniej spróbować, choć szanse były niewielkie. Ponownie sięgnął do szafki, zostały mu jedynie same resztki. Wyciągnął kilka fiolek i bandaże z apteczki. W tej chwili mogła pomóc mu jedynie magia. Padł na podłogę, zaczął szukać swojej torby. Musiałbyś tam jego telefon, Shin wydawał się jedynym ratunkiem z obecnej sytuacji. Wsadził ręce pod łóżko i zaczął wędrować nimi po podłodze. Był tam jedynie płaszcz, w dodatku nie jego. Wyciągnął go jednym ruchem, liczyła się każda sekunda.
- Czy to.. Telefon Darkusia?- wyjął dość dziwny wynalazek, nie przypominał do końca tego, co można nazwać "telefonem". Bardziej cegłę, czy inny ciężki kamień.- Chyba nie mam wyboru- ledwo odblokował go i z pamięci wybrał numer do brata, na szczęście ten odebrał od razu.
- Miałem wypadek, przyjdź do mojego mieszkania- wymamrotał i się rozłączył.
Zaczął nakładać opatrunki na ranę na szyi, cały czas leciały z niej strumienie szkarłatnej cieczy. Do pokoju z trzaskiem drzwi wszedł Shinijro. Wyglądał na bardzo zdezorientowanego, rozejrzał się po pomieszczeniu. Na widok wadery od razu do nich podbiegł.
- Błagam... Pomóż jej- Mefisto zaczął dusić się płaczem.- Da-darkness.. To wszystko- zakrył mokrą twarz dłońmi. Zdawał sobie sprawę, że to może być nieosiągalne.
Shinijro kucnął obok niego, zaczął oglądać waderę.
- Ona.. Nie żyje- spojrzał na Mefistofiela z jak największą powagą.- Raczej nie uratujesz już zmarłego, lepiej się odsuń...
Wyjął ze swojej kieszeni książeczkę, zaczął się modlić. Mógł jedynie zadbać o spokój jej duszy, nic więcej nie dało się zrobić.- Zajmę się nią, Ty idź go poszukać. Tylko uważaj na siebie, proszę..
Chłopak narzucił na siebie płaszcz Darka, twarz skrył w o wiele za dużym, czarnym kapturze. Opuścił pomieszczenie. Chciał sę uspokoić, miał dość tego wszystkiego. W jego głowie kłębiły się myśli, czy on też mógł zostać jego ofiarą? Umrzeć równie bestialsko? Spojrzał na swoją dłoń, "wszystko mogło mieć inne zakończenie". Nie mógł się załamywać, musiał znaleźć chociażby Darka. Zabił własną córkę, kto wie czy świadomie? Ruszył ulicą, ciągle lał deszcz. Na ulicy nie było zbyt wielu ludzi, co jakiś czas przypałętał się jakiś dzieciak skaczący w kałużach. Mefisto cicho przeklinał pod nosem, ten dzień mógł dostać miano drugiego najgorszego w jego życiu. Nagle wpadł na wysoką postać.
- Przepraszam- wytarł oczy rękawem.- N-nie chcia..- mężczyzną okazał się być Darkness, po prostu cudownie.- DARKUŚ?!
Wyższy odwrócił wzrok, cofnął się kilka kroków w tył.
- Ach tak... To Twoje- zdjął płaszcz i podał go chłopakowi. Poprawił mokrą od deszczu grzywkę.- Tytania nie żyje- powiedział cicho.- Może Shnijro da radę jakoś ją uratować, ale nic nie mogę Ci obiecać. Jest tylko egzorcystą, nie żadnym cudotwórcą.

Od. Ayano c.d Amir

Podałam mu kawę a on zapytał :
-Co robimy?
-Robi się powoli wieczór może pójdziemy do Wesołego Miasteczka?
Niedawno widziałam go w pobliżu. - zaproponowałam.
-No ok. - uśmiechnął się przytakując. - Tylko wypije kawę.
Pijąc kawę oglądaliśmy telewizor i trochę rozmawialiśmy.
-Masz dziewczynę? - zapytałam.
-Jeszcze nie. - odpowiedział,
Pomyślałam : ,,To dobrze"
Wstałam i zaniosłam puste kubki po kawie do zmywarki.
-Dobra idziemy? - zapytał.
-Tak. Zadzwonię po taksówkę. - wzięłam telefon.
Wyszliśmy na podwórko czekając na taksówkę.

(Amir?)

Od. Prim c.d Amir

- Ktoś tu chyba się niecierpliwi... - Amir westchnął i podszedł do drzwi... Ja momentalnie zasnęłam. Co ja robię!? A jeśli do drzwi pukał opętaniec?! Jaka ja jestem głupia! Co Amir o mnie pomyśli?! Zmęczona śpiąca królewna musiała się zdrzemnąć! Yhhh! Jestem głupia, głupia, głupia! Rozmyślałam tak gdy nagle usłyszałam huk... Od razu się obudziłam. Syknęłam z bólu.
- Amir? - zapytałam wyczekując odpowiedzi. - Amir? - zapytałam ponownie... Nie odpowiedział. Zdenerwowana wstałam i spojrzałam w stronę drzwi... Drzwi były otwarte, ale nikogo nie było... Spojrzałam na podłogę.
- Jezu! Amir! - krzyknęłam klęcząc nad nim. Był cały blady... Sprawdziłam puls... Wszystko w porządku. Ulżyło mi... No, ale leżał nieprzytomny!
- To moja wina! Boże moja wina! Zaczęłam się obwiniać.
- Dobra, Prim ogarnij się! - krzyknęłam i dałam sobie z liścia... No... Skoro pozory mylą, wszyscy myślą, że taka słaba dziewczynka nie poradzi sobie z siatką zakupów. A tu? Rozczarowanie! Podniosłam Amira i położyłam go na kanapie. Przykryłam chłopaka kocem i zrobiłam mu zimny okład. Wciąż byłam na siebie wściekła. Patrzyłam na chłopaka. Wyczekiwałam aż się obudzi. Boże! Wydaje mi się, że to trwa wieczność!!!
- I to wszystko przeze mnie... - wyszeptałam. Znowu byłam senna.
- Tylko... T-tylko nie zasypiać... - mruknęłam i zasnęłam. Boże jaka ja jestem głupia! Co on sobie pomyśli jak wstanie a ja leże mu na ramieniu!!!!
<Amir?>

Od. Graya c.d Tenebrae

Udało mi się pozbyć opętańców w szybkim tempie, ale żądza krwi była silniejsza... Nie mogłem nic zrobić... Chociaż chciałem... Nie schowałem miecza i odwróciłem się w stronę Tene... Moje oczy znów były czerwone... Widać było, że dziewczyna czuła mój ból...
" U-u-uciekaj... " pomyślałem. Ona spojrzała na mnie ze łzami w oczach i pobiegła w stronę lasu... I co ja zrobiłem! Znowu to było ode mnie silniejsze... Upadłem na kolana i zacząłem płakać... Użalałem się nad moim nędznym, ale i szczęśliwym życiem...
- Czy... Ona... Jeszcze do mnie wróci? - wyszeptałem załamany.
- Jeszcze trochę a była by już... - zamilkłem. -... Martwa... - wyszeptałem.
- Dlaczego! Dlaczego ja! - zacząłem się drzeć do nieba. Wyglądało to jak jakiś debil krzyczący do Boga... Po kilku minutach, a nawet po godzinach wstałem z ziemi, a moje oczy były czerwone od łez...
- Muszę ją znaleść... Ale czy będzie chciała mnie widzieć? - zapytałem siebie. Przeteleportowałem się do stadniny i wzięłem mojego konia. Ta łatwiej było by przeteleleportować gdzie się chce, a nie przemęczać biednego konia... No cóż nie miałem energii.
- Azura... - powiedziałem i pogłaskałem ją po szyi. Po chwili wsiadłem na nią i galopem pędziliśmy w stronę polany. Na polanie zrobiłem postój.
- Tene... Tene... Tene... - powtarzałem w kółko rozglądając się dookoła. No to trzeba było postawić na wilczy nos... Ta kolejne znęcanie nad koniem. Zamieniłem się w wilka, a koń od razu uciekł. Westchnąłem i zamknąłem oczy. Od razu wywęszyłem słodki zapach Tene. Zapach kierował na północną część lasu. Od razu ruszyłem biegiem. Z każdą chwilą trop był coraz mocniejszy... Po chwili ujrzałem jaskinię. Weszłam do niej powoli. W kącie leżała Tene razem ze swoim koniem. Zasnęła. Nie chciałem jej budzić... Nawet nie wiem jakby zareagowała na mój widok. Wyszedłem z jaskini i położyłem się przed wejściem. Byłem zmęczony tym co się wydarzyło.
" Czy ona do mnie jeszcze wróci? " zapytałem sam siebie i zasnąłem...

( Tene?)

Od. Yuno Gasai do Mine

Szlam.przez ten teren, czy się, bałam? Tak. Zupełnie sama . Nie wiadomo kiedy kogoś dźgnę nożem przez przypadek. Boję się pomyślałam. Zaczęłam chować się za drzewami. Z moich oczu lasy się lekko łzy. Usiadłam na trawie i próbowałam się uspokoić, ale nic to nie dawało, więc poszłam dalej. Później, zrobiło się ciemno. Nic nie widziałam, dopiero jak popatrzyłam w górę zobaczyłam miliony gwiazd. Nagle coś w kształcie wilka przebiegło mi. Moje oczy zaczęły się trząść. Czyżby zbliżało się to co myślę. Po chwili, słyszałam straszne dźwięki
  Zaczęłam biegnąc przestraszona. Nie zauważyłam drzewa i wpadłam w nie. Miałam trochę potarganą spódnicę. Gdy wstałam wzięłam.nóż w rękę. Spojrzałam.prosto ujrzałam dziwną postać, która podchodziła do mnie coraz bliżej
Zrobiłam taką minę.
 Dziewczyna od razu zaczęła wachać się podejścia do mnie. Zaczęła na mnie warczeć, a ja wymachiwałam nożem .
(Minę?)

Od. Yuno Gasai c.d Fragonia

- Eee... Co?
- Nic nic- powiedziała
- Zwą cię Fragonia?-zapytałam
- Tak!- powiedziała - A ciebie?
- Y- Yuno- powiedziałam nie chętnie
- Yhym
  Cofnęłam się . Nie powinnam z nią rozmawiać. Trzymałam za sobą nóż.
- Coś się stało? - zapytała
Nic nie mówiłam. Czy ona może.mi coś zrobić? Nie wiem. Schowałam się za drzewem. Trzymałam w prawej ręce nóż, gdyby chciała mi coś zrobić, choć nie wiem.
- Nie skrzywdzisz mnie?- zapytałam
- Co?! Nie!- krzyknęła
  Zacisnęłam bardziej nóż, mówiąc.
- Nie wierze ci
( Fragonia?)

Od. Tenebrae c.d Kasai

Opętaniec był zbyt silny. Upadłam na ziemię. Nagle obok mnie zmaterializowała się Kas z paroma innymi wilkami.
Mój wzrok był zamglony.
Straciłam przytomność
***
Gdy się obudziłam nade mną była twarz człowieka. Odskoczyłam. To był ten opętaniec. Dlaczego ja jeszcze żyje? Nie zabił mnie?
- Przepraszam - powiedział.
Chwila. Daj cię mię ssie zastanowić. On jest normalny?
- Ten - krzyknęła Kasai i podbiegła do mnie
  Objęłyśmy się.
- Co się właściwie stało? - zapytałam
Kasai opowiedziała mi wszystko i przedstawiła swoich nowych znajomych.
  Pokiwałam głową.
Będzie się działo.
(Kas?)

Od. Aaron'a c.d Hope

Niewinne, urocze, a zarazem niepewne spojrzenie - kusiło mnie to niezmiernie. Mój wzrok powędrował na lekko rozpiętą bluzę. Uśmiechnąłem się wspominając niedawną rozkosz. Chwyciłem kosmyk jej włosów, miękkie... Dłoń dotarła na zarumieniony policzek, pocałunek powtórzył się. Dopiero, gdy zaczęliśmy tracić oddech, oderwaliśmy się od siebie.
***
Zapiąłem zamek odzienia Hope.
-Teraz serio, powinniśmy iść po ten miecz, Romeo i Julia powracają do akcji! -zaśmiałem się i pomogłem jej wstać.
 Nie wydawała się szczęśliwa, najwyraźniej ugasiłem jej myśli. Ale czy naprawdę to zrobiłem? Po głowie krążyły mi chore pomysły. Z ogromną chęcią pociągnąłbym to dalej, ale coś mnie powstrzymało. Niestety. Zerknęła na mnie zawiedziona.
- A więc, idziemy dalej. -ruszyła do przodu.
Podszedłem do niej, i spokojnie złapałem za rękę. Kąciki ust dziewczyny podniosły się minimalnie, ale odwzajemniła uścisk.
***
Powoli zbliżaliśmy się do zamku Mroku. Sam pałac nie wyglądał na miły i przyjemny domeczek. Szkoda, o co ja się łudziłem. Głupi Aaron, głupi. Puściłem dłoń białowłosej. Sięgnąłem po sztylet.
-Wchodzimy? -spytała gotowa już Hope.
Pokiwałem głową, najwyraźniej moja  partnerka już dawno wymyśliła plan zabrania miecza. Dziewczyna zerknęła na mnie.
-Odciągniesz Mroku, a ja zabiorę miecz. Później spotkamy się w tym samym miejscu. -stwierdziła i wbiegła do zamku.
-Okej.
Chwila... Co?! Dałem się wrobić w odciąganie Mroku. Ten jej przeklęty urok. Niestety. Pff, a więc czas zacząć. Skoro jest demonem, zapewne ściągnie ją zapach krwi. Obejrzałem swoją rękę. Cóż, moje rany jeszcze nie zaschły, a więc powinny jeszcze wytwarzać ów zapach. Nie myliłem się, Mroku stała niedaleko mnie. Białe, lekko zakręcone włosy kołysały się na wietrze. Nie wyglądała na aż tak okrutną kobietę, chociaż nią była.  Chodziło o to... Mam ją przetrzymać tutaj. Spojrzenie demona było po prostu puste, a zarazem żądne krwi. Nie potrafiłem rozpoznać co drzemie w jej umyśle. Cofnąłem się kilka kroków wzbudzając zaciekawienie demona. Aktywowałem Uigo. Zacząłem biec w kierunku Mroku usiłując zrozumieć jej reakcję. Wyminąłem ją zgrabnie i zatrzymałem się za nią. Zmaterializowałem się. Obróciła się w moją stronę, szeroki uśmiech prezentujący rządek bielutkich zębów nie zamierzał zniknąć z jej bladej twarzy. Och, Hope sprężaj się... Odciągnąć... Od-ciągnąć. Dokładnie! Wyciągnąłem sztylet i ruszyłem na demona. Rozpłynąłem się w powietrzu nim miecz zdołał chociażby zaciąć Mroku. Zdezorientowany demon zaczął atak. Aktywowałem Reiji. Zdołałem odeprzeć atak, zyskując na czasie. Nie, niech ta dziewczyna się pośpieszy. Nie chcę ranić Mroku, dobrze wiem, że w tym pojedynku moje szanse wynoszą zero. Hope wybiegła z zamczyska z mieczem w rękach.
-Aaron! Mam! -wrzasnęła, a ja skupiłem na niej swoją uwagę.
Było to błędem. Ledwo umknąłem przed Mroku, właściwie to nie... Nie umknąłem. Pazury demona wbiły się w moją skórę zostawiając czerwone wgłębienie. Syknąłem z bólu odruchowo chwytając się za ranę. Przymknąłem oczy, stałem się niewidzialny i pobiegłem do Hope.
-Możemy iść. -szepnąłem do jej ucha.
Dziewczyna drgnęła, ale ruszyła biegiem przed siebie. Po chwili stałem się widzialny.
***
Zmachany, zmachanie... Boli, bardzo boli. Zacisnąłem zęby.
-Możemy zrobić tutaj postój? -uśmiechnąłem się kwaśno.
Spojrzała na mnie podejrzliwie, ale przytaknęła. Uff... Dawna rana na nodze też nie wyglądała zachęcająco. No i jeszcze ta przy biodrze, ciągle wypływała z niej krew. Nie fajnie. Nie bez powodu zrobiłem tutaj postój. Wszedłem do wody i usiadłem tak aby tylko łeb został widoczny.
-Aaron co ty robisz? -spytała marszcząc brwi.
-Jak chcesz, to też chodź! -wyszczerzyłem zęby w bolesnym uśmieszku.

(Hope, proszę bardzo. Przepraszam za błędy, i tą beznadziejną beznadziejność, ostatnio jak wiesz, wena mi nie dopisuje! ;^;)