Od. Enuri c.d Ishya

Położyłam się na stole, a Ish poszła na górę, po 10 minutach usłyszałam głuchy huk. Lecz nie zwróciłam na to uwagi, nagle zrobiło się strasznie ciepło. Świat dookoła zawirował, znalazłam się w dużym pokoju na ciemnej kanapie z falowanym oparcie. Podniosłam się z łóżka i ujrzałam wysoką postać, całą czerwoną z czerwoną chustą na szyi. Stała niedaleko mnie na jej widok zmroziło mi krew w żyłach. Nie byłam w stanie określić czy owa postać się na mnie patrzy czy też nie. Wiem jedno, czułam jej spojrzenie na sobie, położyłam się na kanapie i co chwilę zerkałam czy tam stoi. Gdy zniknęło uczucie obserwowania, postać zniknęła... Poczułam za sobą powiew śmierć...wstrzymałam oddech i się odwróciłam się ujrzałam martwe ciała niektórych członków watahy.
-Co tu się stało?
Spytałam sama siebie, po czym poczułam czyjś dotyk.
-U...cie..kaj stą..d!
Powiedział ktoś po czym wyzionął ducha. Byłam w nie małym szoku, ale po chwili ujrzałam dziwne postacie biegnące w moją stronę więc zaczęłam uciekać.
***
Ocknęłam się na ziemi w pokoju.
-Sen?
Podniosłam się z niej i otrzepałam się, poszłam na górę. Lucas leżał na ziemi nieprzytomny a Ishi rzucała się po podłodze.
-Ishi?
Nie zwracała uwagi.
-Ishi!!
Podniosłam głos a ona spojrzała na mnie dziwnym wzrokiem a jej oczy były koloru fioletowo-czerwonego.
Przyjrzałam się Ishi i Lucasowi, ale nie wiedziałam co robił, Ishi cierpiała a Lucas był nieprzytomny.
-Co mam robić.
(Ishi nie martw się)

Od Nightengale c.d Tyksona

- No dobrze - powiedziałem - Chyba możemy już iść, a Ake zajmie się Valixy.
- Czemu...Valixy? - zapytała.
Wtedy po prostu zamarłem. Nie wiedziałem o co chodzi. Wydaję mi się, że mnie i Kotkę coś łączy, czuję coś też do Valixy, a przy tym cały czas kocham Accailię. Po prostu już tak nie mogłem. Zamknąłem oczy i zemdlałem. Słyszałem jeszcze głosy Kotki i whiterine.
- Tato!
- Night! Co Ci jest!?
- Lekarz!
Widziałem tylko ich twarze, ale potem wszystko się rozmazało. Chyba byłem gdzieś w śnie. Słyszałem głos Accali, mówiła:
- Night, widzę że jest Ci dobrze z Ake i Whity.
- Co? Nie! - zawołałem. - Dobrze będzie, jak ty będziesz ze mną!
- Ale...nie mogę Night.
- Czemu?
- Ja już nie żyję, pamiętasz jak mówiłam o tej mojej przyszłości?
- Tak
- Ten basior, to nie byłeś ty! - wtedy po prostu serce mi pękło.
Mogła to być podróbka Acali, lub moja podświadomość.
- Co?!
- To był ktoś inny... - mówiła bardzo dziwnie.
Ten głos był inny niż te które słyszałem ostatnio. Nie wahałem się, skoczyłem i uderzyłem pięścią tego demona. To nie była moja Ali! To był demon! Zacząłem się trząść. Cały sen pękał, tak jak szyba w oknie.
- Nieee! - krzyczałem, zaczynałem widzieć światło.
- Idź w stronę światła, idź w stronę światła! - słyszałem dziwne głosy.
Jednak po chwili zaczynałem widzieć twarze Kotki i Whity.
- Night, lepiej Ci? - pytała Kotka.
- T-Tak
- Od żyje! Ake on żyje! - zauważyłem też mały puszczek Ake Accali.
- Kotka, muszę Ci coś powiedzieć. - oznajmiłem. - Whity, Ake zostawcie nas na chwilę.
Wadery od razu wybiegły.
- Widziałem Accalię, mówiła że mnie nie kocha...
- Co jeszcze?
- Nie pamiętam zbyt wiele, ale uderzyłem ją, okazało sie że to nie ona! to był demon...
- Co?! Co dalej?
- No gdy go uderzyłem wszystko zaczęło zijać się tak jak zbite szkło. a potem widziałem światło i ktoś mówił, że mam iść w stronę śwoatła! Co to oznacza?!
<Kotka? przepraszam za te błędy ale na fonie piszę.>

Od Katelyn do Luci

Wadera jak zawsze o poranku chciała przejść się po Delcie. Położyła się na kwiecistej łące. Chwilę tak leżała na plecach wpatrując się w niebo. Słońce mocno grzało i świeciło w oczy wadery. Przewróciła się na bok. Próbowała za wszelką cenę zasnąć, bowiem po ostatnim ciężkim dla niej dniu była bardzo zmęczona. Jednak sen nie przyszedł do niej. Może to przez to rażące oczy wadery słońce? Katelyn uwielbiała takie poranki, jednak wolała lekki wietrzyk. Wstała, po czym kontynuowała przechadzanie się po terenach Delty. W końcu zauważyła ogromne drzewo. Postanowiła położyć się pod drzewem, może wtedy zaśnie. Niestety, właśnie pod tym drzewem słychać było bawiące się szczeniaki. Kate zasłoniła łapami uszy tak mocno, jak tylko mogła. Jednak cały czas słyszała świetnie bawiące się szczeniaki. Nie chciała ukrócić tej zabawy. Wstała i poszła poszukać innego miejsca. W końcu znalazła drzewo. Nie było tam zupełnie nikogo. Zmęczona wadera położyła się pod drzewem i znów próbowała zasnąć. Teraz udało jej się. Zasnęła na kilka godzin. Następnie obudziła się w pełni odprężona. Wstała, ziewnęła i przeciągnęła się ziewając. Usiadła pod drzewem. Zaczęła rozglądać się. Nikogo tam nie było, chyba... Coś zaczęło szeleścić za krzakami. Wadera nie wiedziała co to, ani kto to. Na początku nie reagowała, jednak potem zaczęła się denerwować. Myślała, co tu zrobić żeby dowiedzieć się co to bez żadnego zadrapania. Wstała z wygodnego miejsca i zaczęła powoli zbliżać się do postaci. Po chwili istota wyskoczyła zza krzaka i zaczęła bić Katelyn swoimi łapkami krzycząc:
- Co ty jesteś?! Co tutaj robisz?!
Kate nie była zaskoczona reakcją nowej. Nigdy jej tu nie widziała. Dopiero potem zorientowała się, że to....wilk!
- Dobra, spokój! - wrzasnęła.
Ta przestała atakować waderę i usiadła grzecznie. Kate dziwnie na nią popatrzyła.
- A więc kim TY jesteś i jak tu dotarłaś? - zapytała spokojnie biała wadera.
<Luca? Przepraszam za długość :33>

Nowa Zakładka!

Co? Jak mnie nie ma na kompie, to chyba nie znaczy, że nie mogę krótkiej zakładki zrobić. Znalazłam trochę czasu i wymyśliłam nową zakładkę :3 Myślę, że wam się spodoba i będzie hitem (tsa, to samo było z Wrogimi NPC xd). Mam tylko nadzieję, że lubicie ważyć eliksiry.
#TyksNadalTuNieMa

Królowa Podziemia


"Życie nie ma gwarancji szczęśliwego zakończenia"

Stronnictwo: Wataha Karmazynowej Nocy
Miejsce pobytu: Ziemia
Imię i nazwisko: Luca Azama Hill (Po prostu Luca, czyt. Luka)
Płeć: Wadera/kobieta
Orientacja: Bi
Wiek: 19 lat
Rasa: Człowiek
Sympatia: Brak i wątpi, by kiedykolwiek miała kogoś na stałe
Rodzina: Jedyną częścią jej rodziny, jaką zna jest jej ojciec Ariok, demon zemsty,
Stanowisko: Strażniczka Portalu
Charakter: Luca jest zdecydowanie złośliwą istotką. Miała wielu partnerów, lecz z żadnym nie była dłużej niż tydzień. Luca jest zwyczajnie niewierna i prawdopodobnie nic nie da się na to poradzić. Często błądzi też sama w sobie, nie będąc pewną co czuje. Stałość w uczuciach również nie należy do jej mocnych stron. Duma z bycia córką demona zemsty wylewa się z niej za każdym razem, gdy mówi o swoim pochodzeniu czy rodzinie. Dziewczyna jest też pogardliwa dla wielu osób. Drugim imieniem Luci zdecydowanie powinien być sarkazm. Dziewczyna nie może się bez niego obyć. Mimo wszystkich złych cech Luca jest bardzo wrażliwa na słowa innych - nie okazuje tego jednak. Jej wrażliwość jest również jednym z powodów częstej zmiany związku - nie chce się do nikogo przyzwyczaić.

Aparycja: Luca jest albinoską, przez co jej skóra i włosy są szarawobiałe. Dziewczyna ma też czerwone oczy, często wyrażające pogardę. Nie należy do bardzo wysokich - ma zaledwie 173 centymetry wzrostu i waży około 58 kilogramów. Zazwyczaj nosi na sobie ciemne ubrania - czarne, bordowe lub granatowe, często osłaniające całe ciało przed słońcem. Rzadko można spotkać ją bez rękawiczek.
Żywioł: Ciemność, śmierć
Moce: 
- Stalowa skóra (pozwala na określony czas zwiększyć odporność na obrażenia. Działa około pół godziny) 
- Czarna magia 
- Przyzywanie Cieni (Cienie - słudzy demonów, pół demonów, inkubów i sukkubów) 
- Tworzenie iluzji - Podstawy białej magii (nauczyła ją matka) 
- Latanie (potrafi stworzyć sobie skrzydła - jedno z nich należy do demona, drugie do demona) 
- Niesamowita szybkość
Zainteresowania/Talenty: Wolny czas Luca spędza nad książkami, robiąc notatki o nieznanym świecie. Czasem też słucha muzyki lub przechadza się po miastach. Największym talentem Luci jest prawdopodobnie jej głos. Czysty i barwny, o dużej skali. Oprócz tego, dziewczyna jest nie najgorszą kucharką i wojowniczką.
Moce Specjalne: Azama (nazwa mocy pochodzi o drugiego imienia Luci) - Moc wyzwala w Luce szał, który objawia się zaczernieniem całej powierzchni gałki ocznej. Dziewczyna otwiera wtedy bramy piekła, z którego wypełzają Cienie, gotowe spełnić jej polecenia.
Umiejętności: 
Siła: 100 
Szybkość: 750 
Zwinność: 550 
Moc: 600 
Technika: 200 
Równowaga: 300 
Zręczność: 300 
Ukrycie: 200
Historia: Z wczesnych lat dzieciństwa Luca nie pamięta nic. Pierwszym jej prawdziwym wspomnieniem jest wielki pożar, w którym prawdopodobnie zginęła jej matka. Dziewczyna miała wtedy osiem lat. Później wychowała ją ciotka, która była narkomanką. W końcu, po czterech latach przedawkowała. Od tego czasu Luca żyła na własną rękę, zdobywając pożywienie z pomocą magii, której powoli się uczyła. Przez następnych kilka lat często spędzała dni i noce w wilczej postaci, wałęsając się po ulicach i uciekając przed hyclami. Dom znalazła dopiero w Watasze i ku swojemu zdziwieniu oznajmiono jej, że poza ziemią istnieje jeszcze inny świat - Delta. Luca została strażniczką portalu i do dziś uzupełnia swoją wiedzę o obcym świecie. Jej największym marzeniem jest podróż na Deltę.
Przedmioty: Magiczny: - Torba bez dna (zmieści się do niej wszystko) Niemagiczne: - Kostur - Noże do rzucania
Pamiątki: - Naszyjnik od ojca - Zdjęcie z rodzicami (twarz matki została przecięta, tak że widać tylko jedną trzecią)
Inne: 
1. Jest jedynaczką 
2. Czasem zdarzają jej się wizje sprzed pożaru, jednak nigdy nie widzi twarzy innych osób (np. swojej matki) 
3. Głos: Morgan Page
Kontakt:  Ksayah (iriqnatalie@gmail.com)



Od Zary do Darknessa

Popatrzyła na niego zimno. Myślała właśnie czy się zgodzić, czy nie. Była trochę zła, że Darkness ją ignorował i odwrócił się do niej plecami. Nie lubiła, gdy ktoś nie zwraca na nią uwagi. Po chwili wstała i stanęła na przeciwko niego. Złapała go jedną ręką za brodę i podniosła jego głowę tak, żeby patrzył na nią. Patrzyła na niego z poker face.
- Tak... - odpowiedziała.
Po chwili zdzieliła go w policzek. Ten złapał ją za nadgarstek.
- Co to miało znaczyć? - zapytał coraz mocniej ściskając jej nadgarstek.
- To za ignorowanie mnie. - puścił ją, a ona znowu zdzieliła go z jej ulubionym poker facem.
- Ty... - spojrzał na nią, jednak to nie bolało go. Kobieta tylko zabawiała się z nim. Uwielbiała po prostu walić ludzi w twarz, można powiedzieć że to jej hobby, pasja. On ścisnął ją znowu w nadgarstku.
- Myślisz, że to robi na mnie wrażenie? - zapytała.
- A nie?
- Nie ma mowy.
Popatrzyła na niego i poszła zgrabnym krokiem w stronę kawiarni. Zupełnie zapomniała o swoim pół - nagim stroju, jednak teraz to nie miało znaczenia. Usiedli na przeciwko siebie.
- Kelner! - zawołał Darkness.
Kelnerka od razu przyszła.
- Ooo, często pan tutaj przesiaduje, ale widzę, że znalazł pan sobie nowy nabytek, co? - zaśmiała się.
Zara mało co zrozumiała. Dark nie odzywał się. Jak to,,nowy nabytek"? Co to miało znaczyć. Zara tylko pokręciłą głową przecząco .
- Dobra, co podać? - zapytała.
- Hmm, raz kawa i....Zara co chcesz?
- To samo.
- Dobrze, czyli dwa razy kawa?
- Tak.
Po 5 minutach kelnerka przyniosła kawę. Zara cały czas patrzyła w swoją kawę, natomiast Darkness spoglądał na dziewczynę. Szybko wypili kawkę i poszli na chwilę do domu Darknessa (bez żadnej przyczyny).
- Fajnie tu - powiedziała Zara rozglądając się po mieszkaniu Darknessa. Usiadła sobie na stole.
- Ou, zapomniałam o moim stroju - zaśmiała się dziewczyna.
Darkness znowu zaczął się w nią wpatrywać.
- Jaka ja głupia, po mieście baluję w takim ubraniu (xD). Może się przebiorę? Albo nie...nie mam nic na przebranie, a tam ;) .
Zara zaczęła się śmiać bez przyczyny. Nie mogła skończyć. Po chwili cały czas śmiejąc się zeszła ze stołu i usiadła obok Darknessa na kanapie. Cały czas się śmiała.
- Tylko mnie nie ignoruj, dobrze? - przestała się na chwilę śmiać i powiedziała namiętnie.
Owszem, jest zbokiem, jednak nie to miała na myśli. Chciała porozmawiać, bez ignorancji.
<DARKUŚ??? Jaka ja zboczooona :DD. Wiem, jesteś nieobecna, ale nie chce mi się czekać. Długość jest nie najlepsza, ale może być, prawda? Jakby co, będę teraz wysyłać opa do Kate ;)>

Od Urtear c.d Darkness

Poczułam delikatne ukłucie, a po chwili otworzyłam gwałtownie oczy.
- Co się tu… - zamilkłam widząc Darknessa wprost niebezpiecznej dla mnie odległości. – Gdzie z łapami! – warknęłam dając mu kopniaka w brzuch. Nie zrobiło to na nim jakiegoś tam wrażenia. On podniósł ręce do góry w celu niewinności.
- Teraz wyjątkowo trzymałem ręce przy sobie. – mruknął i podszedł do mojej półki z mangami yaoi, na których punkcie mam bzika. Zaczął oglądać każdy tomik z wielkim zainteresowaniem. Wziął kilka do reki i odwrócił się do mnie.
- Pożyczam sobie… - mruknął i usiadł na kanapie. Ja otworzyłam usta w celu powiedzenia czegoś, lecz nie wiedziałam co powiedzieć. Nie wiem dlaczego, ale mnie zatkało. Może dlatego, że pierwszy raz mam styczność z osobą, która lubi yaoi? Inni mówią coś w stylu „ Jak ty możesz czytać te zboczone rzeczy!?” albo „Jezu jakie to okropne…” i oczywiście wydobywało to się z ust homofonów. I tak właśnie nastała niepokojąca cisza. I tą ciszę przerwał Igneel.
- Mam nadzieję, że trzymałeś ręce przy sobie! – wrzasnął wchodząc do domu. Ja jednocześnie z Darkiem spojrzeliśmy na niego wzrokiem znaczącym „Dobrze się czujesz? Potrzebujesz lekarza?”

( Darkuś? Ta… Wiem zawieszona postać itd… Ale mi się nudziło… Trochę brak weny… I nie jest trudno to zauważyć… A długość masakryczna…)

Od Prim c.d Miyashi

Po chwili dziewczyna znowu straciła przytomność. Było to niepokojące, a najbardziej ta chwilowa utrata pamięci… Zaczęłam się o nią bać… A co jeśli to przeze mnie? Na szczęście po chwili dziewczyna otworzyła oczy.
- Co się dzieje… Miyashi? – zapytałam zaniepokojona.
- Nic… - odpowiedziała cicho, przytulając swój ogon.
I ona myśli, że jej uwierzę? Przecież to co przed chwilą miało miejsce, nie było normalne! Stracić przytomność, a następnie pamięć, a potem znowu stracić przytomność! A teraz mówi, że nic się nie stało. No niestety znając moją nadopiekuńczość musiałam coś z tym zrobić. Ale zasadnicze pytanie co? Pójść do lekarza i powiedzieć coś w stylu „Proszę pana, moja koleżanka jest wilkiem i co chwilę traci przytomność, a i niech pan nie zawraca sobie głowy tymi uszkami i ogonem – to naturalne…” ta, wyszłabym na idiotkę. Zresztą już ją jestem więc nic by się nie zmieniło. Po dłuższym czasie, który został przeznaczony na myślenie, z którego i tak nic nie wynikło, w końcu coś powiedziałam.
- Miyashi… Wiem, że coś się dzieje… To nie jest normalne… - szepnęłam wciąż zdenerwowana. Wow, normalnie taka przemowa… Na więcej nie było mnie stać?
- Nic się…. Nie dzieje… - wadera wciąż uparcie trzymała przy swoim. Ja w odpowiedzi westchnęłam i podsunęłam jej miskę, z zupą miso.
- Proszę, zjedz chociaż połowę… - mruknęłam i bez słowa poszłam na górę.
Może jeśli poszłam, w końcu coś zje? I tak przez całą godzinę siedziałam na łóżku, czytając pierwszą lepszą mangę, którą wzięłam z półki. Po chwili spojrzałam na zegarek.
- 22:34… - mruknęłam i po cichutku zeszłam na dół. O dziwo miska była pusta, a dziewczyna spała. Trochę mi ulżyło widząc, że nie próbowała się podciąć. Uśmiechnęłam się do siebie i odniosłam miskę, na swoje miejsce. Następnie usiadłam na ziemi przed dziewczyną i przykryłam ją kocem.
Niestety nie była to dla niej spokojna noc, co chwilę coś krzyczała, mówiła… Ale jakoś nie chciałam jej budzić. A co by było jeśli bym ją obudziła i mnie znowu nie poznała? No i tak po dłuższym „myśleniu” zasnęłam.
( Miyashi? Przepraszam za długość… Tak wiem, wyszło mi beznadziejnie…. )

Od Nightengale do Valixy

Dobrze, że chciała mi pomóc, jednak wolałbym żeby była tu Ali.
- Dzięki. - uśmiechnąłem się.
- Nie ma sprawy.
Byliśmy przed jaskinią. Od razu przysięgły Whity i Ake.
- Kto to jest?! - usłyszałem głośny i rozzlozczony głos Ake Accali.
- Wasza nowa.... opiekunka - spuściłem głowę.
- Nieeee - zauważyłem małą Whity i usłyszałem jej piskliwy głos.
- Cześć dzieci! - przytuliła je Valixy.
Whity odepchnęła ją, Ake jednak nie.
- Whiterino! - zawołałem i ja i Ake.
- No co?
Ake oprowadziła Valixy po jaskini.
- Wie pani, bardzo chciałabym mieć mamę.
- Rozumiem Ciebie.
Ake przytuliła ją, łzy zaczęły spływać z jej oczu na policzki.
- Nie płacz już. - uśmiechnęła się Valixy.
<Valixy? Sory że tak długo, ale główkuję nad ślubem ^^>

Od. Ishi c.d Enuri

- Jak myślisz… poradzi sobie? – zapytałam niepewnie Lucasa, który najwyraźniej mnie nie słuchał.
- Yhm… - mruknął nawet nie racząc podnieść nosa z nad telefonu.
- Słuchasz mnie w ogóle? – mruknęłam, a moje tętno robiło się coraz szybsze.
- Tak, tak… - szepnął wciąż wlepiając wzrok w telefon. 
Teraz to nie wytrzymałam. Wzięłam do ręki to co miałam pod ręką – gazętę i trzepnęłam Lucasa w rękę. 
- Za co!? – wrzasnął masując obolałe miejsce. 
- Za to… - mruknęłam wyrywając mu telefon z ręki i następnie wyrzucając urządzenie za okno. Lucas w tym czasie zrobił minę „fochniętej” nastolatki. 
Chwilę później usłyszałam trzask zamykanych drzwi, i powolne kroki, przypominające te zombie. 
W przejściu do kuchni stała nad wyraz padnięta Enuri.
- Jak… - rozpoczął Lucas, ale nie dałam mu dokończyć.
- Jak w szkole, Enuś? – uśmiechnęłam się i dostawiłam krzesło do stołu. 
Dziewczynka nie odpowiedziała, tylko bez życia opadła na krzesło. 
- Było aż tak źle? – mruknęłam podstawiając jej sok pod nos, po czym spojrzałam w stronę Lucasa, gdzie go nie było. Wzruszyłam ramionami i spojrzałam na Enu.
- A czy ty byś się tak nie czuła, gdybyś była w szkole od 8:00 do 16:30? – mruknęła i powoli zaczęła sączyć sok. 
No właśnie, jak ja bym się czuła? Nigdy nie byłam w szkole. No i jak tu pocieszyć dziecko „umierające” z przemęczenia twoich oczach?
- Ymmm… Poradzisz sobie? – palnęłam bez zastanowienia. Dziewczynka spojrzała na mnie beznamiętnym wzrokiem. 
- Może… A tak poza tym… Głodna jestem. – mruknęła i ponownie opadła głową o blat stołu. 
I teraz zaczynają się schody… Ja tam nic nie ugotowałam… Lucas miał to zrobić… 
- Ym… - mruknęłam i weszłam po schodach na górę, mając nadzieję, że tam będzie. 
Jednak zatrzymały mnie głosy, wydobywające się z kuchni.
- Faktycznie jesteś interesująca… - usłyszałam dziwny głos Lucasa. No i znając moją pochopność, nie wiem skąd – wzięłam patelnię i w mgnieniu oka znalazłam się przy stole. Nie zastanawiając się nad tym co robię, uderzyłam Lucasa patelnią, a ten runął na zimną posadzkę.
(Enuri? Enuś… Chciałabym cię jak najbardziej przeprosić… Tak wiem jestem okropna, beznadziejna, potworna, okropna itd. że musiałaś czekać tyle czasu(tak wiem miesiąc i coś), ale naprawdę miałam bezwen… Każdego dnia zżerało mnie sumienie, że musisz tak czekać… SUMIMASEN! Ale w końcu napisałam. I mam nadzieję, że się nie gniewasz… )

Adios, Wataho!

Kochani. Dzisiaj nadszedł ten smutny dzień. Wyjeżdżam na kolonię do Gdyni. Na siedem dni. Do drugiego sierpnia nie będzie mnie w watasze, a szczerze wątpię, czy będzie tam wi-fi. Nie chcę wyjeżdżać, bo po prostu boję się, co będzie z watahą. Ogarnięci członkowie wiedzą, że na WKJNie jest coraz mniejsza aktywność. Proszę was: MINIMALNIE JEDEN POST DZIENNIE MA SIĘ POJAWIAĆ NA WKJNIE BO URWĘ ŁBY! Szczerze nie mam pojęcia, czy Kapeć i Ren podołają temu zadaniu. Będzie to taki jakby test. Mam nadzieję, że po moim powrocie przynajmniej 3/4 członków nie opuści WKJNu. Proszę was o aktywność. Mnie nie będzie, więc zawieszam postacie:
  • Darkness (wara od niego!)
  • Viper (święty egzorcysta)
  • Tytania (ta normalna)
  • Anubis (pan pseudo gej)
  • Kleofas (niedźwiedźeł)
  • Tyks (była feministka)
  • Mroku (demon z piekła rodem)
  • Fragonia (czyli po prosty Tyks w świecie WKJNu)
Wiem, to dużo postaci. Jednak nie będę nimi w stanie pisać. Przynajmniej ten tydzień. Dodatkowo opuszcza nas kolejna postać: Virio. Mam też jeszcze jedną ważna informację: JEŻELI KTOŚ WAM NIE ODPISUJE BO JEST NIEAKTYWNY ZAWSZE MOŻECIE NAPISAĆ DO INNEJ OSOBY! TO NIE BOLI, A WY NIE BĘDZIECIE SIĘ NUDZIĆ I CZEPIAĆ MNIE!
Kiedyś Moon mi powiedziała, że w wakacje będzie lepiej. Wierzyłam w to. Niestety, tak nie jest. Proszę was o wznowienie aktywności. Niedługo tysięczny post i 100 tyś wyświetlenie. Liczę, że mnie nie zawiedziecie. I teraz kolejna ważna uwaga:
Proszę o wpisanie pod postem wszystkich waszych postaci, które NIE MAJĄ być złożone w ofierze na igrzyskach (czyt. które nie zostaną oddane do adopcji). Jest to też szansa dla wilków, które odeszły. Czystka trwa do dnia 10 września i obowiązuje KAŻDEGO WILKA!

Od. Est

Powoli przewróciłam się na drugi bok, obserwując spływające kropelki wody po ścianach jaskini. Ten dzień mijał jakoś... leniwie. Bez swego towarzysza u boku wszystko stawało się nudne i bezsensowne. Miał wrócić trzy godziny temu, ale znając życie pewnie znowu gdzieś przysnął. Delikatnym ruchem ręki odepchnęłam się od ziemi i po chwili znajdowałam się w pozycji siedzącej. Przetarłam oczy, jak zawsze nie wyspałam się, ponieważ spanie na ziemi nie należało do najwygodniejszych. Przeczesałam ręką swe miłe w dotyku, jasno niebieskie włosy. Ciężko było je utrzymać w dobrym stanie, jednak musiałam powrócić do ludzkiej postaci. Jest ona jedyną moją przemianą, która nie absorbowała aż tak wiele mojej energii. Wstałam i zaczęłam błądzić wzrokiem po jaskini. Była pusta, tylko w nie których miejscach widziałam przelatujący mały, niebieski płomień. Po chwili podleciał to mnie i zaczął szeptać różne słowa w pradawnym języku.
 - Płomyku nie mam teraz zbytnio czasu. Muszę się pójść i poszukać tą stertę kości. - Ruszyłam do wyjścia a za mną mój mały towarzysz. Stanęłam w płomieniach i po chwili wyszłam z nich jako wilk. Dalej nie byłam zbytnio do tego przyzwyczajona, jednak dało się to przeżyć.
~time skip~
Biegłam przez las rozglądając się dookoła. NIGDZIE.GO.NIE.BYŁO. Gdzie ten leń się znajdował? A może... coś mu się stało? Nie wybaczę sobie jeżeli coś mu się stanie...! Stanęłam w miejscu a z moich oczu zaczęły kapać słone łzy.
 - Huh? - od kiedy zależy mi tak na tym głupku? Zawsze mi dokucza i traktuje jak małe dziecko... ale był także opiekuńczy, pomocny i opanowany. Był moim najlepszym przyjacielem. A może kimś więcej...? Zaśmiałam się przez łzy na tą myśl. To niemożliwe. To raczej przyjacielska miłość, nic więcej. Ruszyłam dalej szukając swojego towarzysza. Nagle zauważyłam nawet dużego kota w niebieskiej bluzie, który smacznie chrapał sobie pod drzewem. Otarłam łzy i podeszłam do zwierzęcia.
 - Sans, co ja ci mówiłam o spaniu na polowaniach? - powiedziałam na niego ze złością w głosie. Ten delikatnie zaczął otwierać oczy i kiedy mnie zauważył jego pyszczek wykrzywił się w wielki uśmiech.
 - Duh. Sorry, ale kiedy polowałem poczułem się... zmęczony do kości. - Zaśmiałam się z jego żartu. Cóż kochałam jego kawały, ale nie mogliśmy pozwolić sobie na dłuższą pogawędkę, ponieważ w pobliżu polowało dużo niebezpiecznych zwierząt.
 - Wstawaj leniu, bo jeżeli tego nie zrobisz to zafunduję ci bad time. - Pokazałam mu język, a ten tylko westchnął. Zrobił to co kazałam i już byliśmy w drodze do domu. - Znalazłeś coś? - spytałam się go. Szczerze to byłam trochę głodna.
 - Nope. Ostatnio coraz mniej zwierzyny pojawia się w okolicy. Sądzę, że powinniśmy się przenieść w nowe miejsce. - Sans zmrużył oczy i przycichł. Wyraźnie o czymś myślał. Nie chcąc mu przeszkadzać po prostu się nie odzywałam. I w takiej ciszy doszliśmy do naszej aktualnej kryjówki. Sans przemienił się w swoją oryginalną formę i usiadł przy wejściu do jaskini. Założył nogę na nogę, lub jak to woli kość na kość i ponownie zasnął. Zrobiłam face palma, jednak dobrowolnie uśmiechnęłam się na ten widok. Zaczęłam chodzić po okolicy szukając czegoś ciekawego do roboty. Przemieniłam się w człowieka, by nie marnować już więcej energii.
~ time skip ~
Znalazłam się na z powrotem pod jaskinią i spojrzałam na śpiącego Sansa. Nie wiem co mnie poniosło, ale usiadłam na ziemi i przybliżyłam się do niego. Zbliżałam się coraz bliżej... i bliżej. Skończyłam na tym, że stykałam się z nim czołem. W tej chwili szkielet otworzył oczy, a ja odskoczyłam jak oparzona. Czułam jak się czerwienię. Sans nie wiem z jakiego powodu, ale zrobił się cały niebieski. Wtedy znów poczułam jak się czerwienię. Był tak słodki!
 - Uh.. wiesz... to-
Nagle usłyszeliśmy jak ktoś porusza się w krzakach. Zastygłam w bez ruchu. To był... wilk?!
(Ktokolwiek? Uh. Zero pomysłów na pierwsze spotkanie~ Może potem się rozkręcę)

Sans


Imię towarzysza: Sans
Rasa: Szkielet
Żywioł: Ciemność
Opis Towarzysza: Sans jest bardzo leniwy i wyluzowany, często śpi w pracy i robi sobie dużo przerw. Lubi złe żarty związane z szkieletami. Chociaż fakt, jest bardzo dobrym aktorem i komediantem. Podobają mu się książki i filmy o tematyce fantastyki naukowej i uwielbia pić ketchup. Nienawidzi składać obietnic. Zwykle jest miły i pomocny, ale staje się niesamowicie poważny w określonych momentach, wtedy jego "oczy" znikają pozostawiając puste czarne oczodoły . Jest również bardzo uważny. Lenistwo Sansa jest w rzeczywistości połączeniem fatalizmu i apatii. Sądząc po książce od fizyki kwantowej, warsztacie, rozbitej maszynie znalezionej w jego domu i także z innych powodów, widać, że Sans bardzo dobrze zna się na rzeczach naukowych.
Moce towarzysza:
Sans potrafi się teleportować. Po prostu "skróty" lub "shortcut" (to znaczy to samo, jednak czasami przemienia słowa na angielski), jak sam je nazywa.
W walce, strzela, co wydaje się być czymś w rodzaju wiązki laserowej które nazywa "Gaster Blasters", urządzenie przypominające kozę lub smoczą czaszkę.
Potrafi przemieniać się w człowieka
Kontroluje grawitację, jednak naraz może kontrolować tylko jeden element.
Wystrzeliwuje kościami, z ziemi, sufitu itd. może kontrolować w którą stronę lecą.
Historia:
"[...] Po kilku dniach znalazła się w mieście. Przy pomocy swoich mocy przemieniła się w człowieka by bez problemu przejść przez miasto. Kiedy przechodziła przez centrum zauważyła staruszkę potrzebującą pomocy. Przez chwilę dziewczyna się wahała. Pomoc prawdopodobnie zakończyłaby się konsekwencjami. Est, jednak... zobaczyła w niej coś... czemu nie potrafiła się oprzeć. Pomogła jej, a staruszka zaprosiła ją do domu. Dziewczyna z grzeczności zgodziła się. Poszły, więc do jej mieszkania. Mieszkaniem staruszki okazała się stara, zapuszczona posiadłość. Starsza pani zaprosiła dziewczynę do ogrodu. Było to miejsce zarośnięte tylko jedynie różami, a no środku stała stara, także zarośnięta altana. Oboje usiedli przy stole, który był w środku altanki. Staruszka ugościła ją herbatą i ciastkami.  Po pewnym czasie, przed oczami Est zaczęły pojawiać się mroczki i zasnęła... Dziewczyna poczuła zimno. Est powoli otworzyła oczy i zobaczyła, że znajduje się w ciemnym lesie. Zaczęła rozglądać się dookoła siebie. Zauważyła, że leżała, obok dużych, masywnych drzwi o fiołkowym kolorze. Zaczęła dalej się rozglądać gdy nagle zobaczyła... to. Obok niej leżał nóż. Wzięła go do ręki i zaczęła go oglądać... był cały we krwi. Est przeraziła się i rzuciła go na ziemię... jednak nie wie sama czemu, ale wstała i ponownie go podniosła, a następnie schowała do tylnej kieszeni. Następnie ruszyła dalej. Jak mogło się to stać? Znowu komuś zaufała i nagle... znalazła się tu. Niespodziewanie dziewczyna usłyszała dźwięk łamanej gałęzi, odwróciła się, jednak nikogo nie zobaczyła. Przyśpieszyła kroku. Est w oddali zauważyła most. Była coraz bliżej. Gdy nagle...
"H u m a n."
Głęboki, niski głos ją sparaliżował. Nie mogła ruszyć się z miejsca.
"D o n 't  y o u  k n o w  h o w  t o  g r e e t  a  n e w  p a l?"
Est sięgnęła po nóż do tylnej kieszeni...
"T u r n  a r o u n d  a n d  s h a k e  m y  h a n d."
Dziewczyna złapała nóż i zamachnęła się do tyłu. Od razu kiedy znalazła się na przeciw przeciwnika przyjęła pozę do walki. Jej nie przyjacielem okazał się trochę wyższy od niej szkielet, w niebieskiej bluzie, czarnych, krótkich spodenkach z białymi paskami po bokach i różowych kapciach. Wyglądał trochę komicznie. Tak czy inaczej, uniknął jej ataku.
"Kim jesteś?"
Est patrzyła wprost na niego. Jej serce biło jak oszalałe.
"Oh... ty nie mówisz po angielsku. Nic nie szkodzi. Jestem Sans. Sans the skieleton."
Dziewczyna chwilę się wahała, jednak po chwili schowała nóż.
"Ja jestem... Est. Est Miyamae. Gdzie... gdzie ja jestem?"
Chłopak odetchnął i pokiwał głową.
"Jesteśmy w lesie, nie daleko Snowdin."
" S n o w d i n?"
Dziewczyna przeliterowała to słowo i zaczęła myśleć czy kiedyś słyszała o takiej miejscowości, jednak nic nie przychodziło jej do głowy.
"Pierwszy raz słyszę o takim miejscu. Poza tym tam skąd pochodzę jest teraz środek lata, więc to nie możliwe... żeby był tu śnieg."
Tylko jak daleko musiała zabrać mnie ta staruszka?
"Zawsze był tu śnieg i nigdy to się nie zmieniło."
Szczególnie to zdanie zainteresowało Est. Chłopak umiał angielski, także polski. Mieszkał w miejscu w którym jest zawsze śnieg... to nie mogło być raczej w Europie, ale, Est nie potrafiła w tej chwili wymienić krajów, w których padał ciągle śnieg. Szczerze można przyznać, że miała czwórkę z geografii. Zastanawiała się nawet czy taki w ogóle jest. Raczej jest tylko ona w takiej sytuacji nie potrafiła trzeźwo myśleć, zżerał ją stres.
"Rozumiem."
Zapadła cisza. Nagle... coś przejęło kontrolę nad Est, wyjęła nóż i próbowała zaatakować szkieleta, jednak on w ostatniej chwili uniknął uderzenia.
"Eh...? Czyli tak zamierzasz się ze mną bawić? Jesteś taka jak ona... morderca."
"Ale..."
Jednak coś powstrzymało Est od dokończenia zdania i ponownie zmusiło ją do ataku. Chłopak wyciągnął w jej stronę rękę i nagle z ziemi zaczęły wsuwać się kości i lecieć w stronę Est. Ona naturalnie zaczęła ich unikać.
"Czyli to byłaś ty... tak? To ty zniszczyłaś nasze szczęśliwe zakończenie?!"
Est nie wiedziała o czym on mówi. Nie wie sama czemu się tak zachowywała, czuła, że nie była sobą. Nagle z torebki wyleciał Płomyk i zaczął latać dookoła Est.
"PŁOMYK! NIE!!!"
Mały płomień dostał po chwili kością i wyparował. W oczach Est pojawiły się łzy. Po chwili Est także dostała i przestała się opierać.
"Płomyk... ja... przepraszam. O-od zawsze byłeś moim jedynym, najprawdziwszym przyjacielem."
Dziewczyna upadła na kolana, ze łzami w oczach. Po chwili zobaczyła w oczach szkieleta litość.
 "P-przykro mi..."
Est zaatakowała szkieleta ze złością i szaleństwem w oczach, on ponownie uniknął jej ataku. Użył teleportacji i oddalił się od niej. Sans wyciągnął w jej stronę rękę i chciał zakończyć cierpienie Est, gdy nagle...
"Sans...!"
oboje odwrócili się w stronę dochodzącego dźwięku.
Stała tam poraniona dziewczyna, w wzroście Est i brązowych włosach. Uśmiechała się, jednak po chwili z jej twarzy zniknął uśmiech i zaczęła się się chwiać.
"FRISK!"
Chłopak podbiegł do niej i w ostatniej chwili ją złapał.
"Sans... don't hurt her...  that is not her fault... that was... "
Dziewczyna nie dokończyła zdania i umarła...
"Frisk...?"
 zaczął trząść jej ciałem.
"Frisk!!!"
chłopak w oczach miał łzy.
"To ja... zrobiłam?"
powiedziała Est. Szkielet spojrzał w jej stronę.
"To wszystko... moja wina... "
W oczach Est było coraz więcej łez.
"To wszystko moja wina! Jestem potworem... Ja nie chcę... ja już więcej nie chcę. Pomocy...!"
Dziewczyna skuliła się i zaczęła się trząść. Jej twarz była mokra od łez. Była pewna, że to ona ją zraniła. Tamta dziewczyna przyszła ze strony tych dużych, masywnych drzwi, a jeżeli tam się obudziła, a nóż który leżał obok niej był we krwi, to było to oczywiste, że to Est to zrobiła. Ale czemu nie mogła sobie tego przypomnieć?! Najpierw straciła przyjaciela, a teraz także i dokonała serii zabójstw, których nawet nie pamięta. Nagle poczuła czyjąś dłoń na swoich plecach. Spojrzała w górę, był to... Sans. Złapał ją za nadgarstek, wyrwał nóż i odrzucił w dal. Następnie przyciągnął do siebie i przytulił.
"Tch. Nie płacz już. Pomogę ci, jestem tu."
Nagle wszystko stało się czarne. Zostali tylko ona i on.
"SYMULACJA ZAKOŃCZONA"
To mówił wielki napis, który wyświetlił się nad nimi. Oboje spojrzeli na to zdziwieni.
"Co to znaczy? To była tylko... symulacja?"
Chłopak uśmiechnął się.
"A, więc to tak? Heh, nie źle mnie oszukała. Obiecała mi powrót, a to wszystko było jedno wielkie kłamstwo."
Sans zaczął się szaleńczo śmiać.
"O co chodzi...?"
"Do zobaczenia za chwilę m'lady"
Szkielet mrugnął do niej, pomachał jej i zniknął w ciemnościach. Dziewczyna siedziała w ciszy przez dobre kilka minut. Ogromny napis niespodziewanie zniknął i Est zaczęła spadać. Zamknęła oczy i czekała na rzecz, która miała zaraz przyjść. Nagle Est uderzyła o coś i poczuła ból.
"Ups..."
Est usłyszała znajomy głos. Otworzyła oczy i zobaczyła wcześniej poznanego szkieleta.
"Sorki, że cię upuściłem, kiddo. Ile ty żeś ciasteczek zjadła zanim cię uśpiło? Bo ważysz chyba z tonę. A skiele - TON."
Dziewczyna zaśmiała się słysząc to, jednak po chwili spoważniała.
"Gdzie jesteśmy?"
Spytała w końcu. Nie pamiętała tego miejsca. Nic nie wyglądało znajomo. Pokój był ciemny, nic nie mogła zobaczyć. Z nie których miejsc świeciło czerwone światło. W rogu stało coś na kształt lekko pochylonych łóżek, obok nich monitory. Takie jak w szpitalach, prawdopodobnie do mierzenia pulsu.  Est czuła się dziwnie. Nie wiedziała co o tym myśleć.
"Pośpieszmy się. Raczej lepiej by było żebyśmy zaskoczyli ją a nie ona nas."
Na twarzy Sansa pojawiła się złość. A raczej nienawiść.
"Skąd mamy wiedzieć gdzie jej szukać?"
Spytała dziewczyna.
"Spokojnie znam każde miejsce tutaj. Sam je stworzyłem."
Est spojrzała na niego zdezorientowana, jednak nie zadawała pytań. Widziała, że chłopak nie chce o tym rozmawiać. Szkielet nie wiadomo czemu zaczął po kolei dotykać każdej płytki na ścianie znajdującej się w pokoju. Po chwili kawałek ściany rozsunął się i ich oczom ukazało się przejście. Wyszli z nie wielkiego pokoju i skierowali swe kroki ku końcowi korytarza. Kiedy tam doszli Est zobaczyła nie wielkie, masywne drzwi. Nim cokolwiek powiedziała, Sans pchnął drzwi i wszedł do pomieszczenia. Za biurkiem stała kobieta, przeglądała papiery. Gdy zauważyła chłopaka tylko się uśmiechnęła i czekała na to co miało zaraz się stać.   
"Przyszedł czas zapłaty, stara wiedźmo."
Chłopak pstryknął palcami i obok niego, z znikąd pojawiła się głowa smoka. Zaczęła się "nagrzewać" i nagle wystrzeliła białą wiązką laserową. W miejscu w którym stała staruszka został tylko szary proch. Chłopak padł na kolana i patrzył w ścianę. Est podbiegła do niego.
"Wszystko w porządku?"
Spytała zaniepokojona. Czuła także wiercącego się Płomyka w swojej torebce, próbował się wydostać, jednak Est zatrzymywała go.
"Tak, tak. Musimy się, jednak stąd wynosić. Ten dom nie długo wyparuje. Ustawiła go na samozniszczenie."
Uśmiechnął się blado. Est pomogła mu wstać i z jego pomocą wydostali się z rezydencji. Od razu po ich wyjściu dom zniknął. Została tylko ogromna dziura.
"Nie wiem co mam teraz zrobić... Nie mam gdzie pójść. Nie mam nic."
Chłopak uśmiechnął się bezradnie, a w jego oczach pojawiły się łzy. Est na ten widok zmiękła. Ten szkielet jej pomógł nie mogła, przecież go zostawić.
"Jeżeli chcesz... możesz pójść ze mną."
Dziewczyna wypowiadając to przymknęła jedno oko i wyciągnęła rękę w jego stronę.
"Jesteś tego pewna?"
Spytał z nie dowierzaniem Sans.
"Gdybym nie była, to nie proponowałabym ci tego, prawda?"
Est mrugnęła do niego. Chłopak po chwili namyśleń złapał ją za rękę i przyciągnął do siebie. Przytulał ją. Dziewczyna z początku była zdezorientowana, jednak potem odwzajemniła uścisk.
"Dziękuje." [...]"
~ Fragment z historii Est.
Ciekawostki:
- Sans może zginąć po jednym ciosie magicznym, jednak bardzo trudno go trafić.
- Jest trochę wyższy od Est. (167 cm)
- Jako kot
- Czasami wplata angielski w zdania.
- Kiedy używa magii  to czasami jeden oczodół staje się pusty a w drugim pojawia się niebieskie oko. Bywa też tak kiedy się denerwuje i w kilku innych sytuacjach.
- Kolor jego magii to niebieski.
- Miewa czasami w nocy koszmary.
- Głos i pokaz ogólnie jego mocy: X
Właściciel: Est

Płomyk


Imię towarzysza: Płomyk
Rasa: Płomień (?)
Żywioł: Nie wiadomo
Opis Towarzysza: Płomyk to bardzo ciche stworzenie. Mówi w pradawnym języku, który rozumie tylko Est. W sumie rozmawia tylko z Est, wyszeptując jej słowa do ucha. Nic nie wiadomo, nawet czy jest żyjącą istotą. Płomyk lata zawsze dookoła Est, tak naprawdę nie może się od niej zbytnio oddalać. Kiedy wychodzi razem z Est chowa się w ziemi, torebce, lub w czymś jeszcze innym. Jej właścicielka zauważyła, że Płomyk nie oddala się od od niej max. na dwadzieścia metrów.
Moce towarzysza:
Jest naprawdę bardzo szybki, albo potrafi się teleportować, nie wiadomo.
Na pewno jest tak jakby "tarczą" Est przed wszelkimi fizycznymi i magicznymi atakami.
Potrafi przenikać przez ściany, ziemię, rośliny itd. Kiedy przenika przez rzeczy (oprócz przez ziemię i rośliny) to zdarza się, że zostawia po sobie niebieski śluz.
Płomyk zniszczony regeneruje się i powraca po piętnastu minutach.
Reszta jest nie wiadoma, sama Est nie wie nic o swoim towarzyszu.
Historia : Wyszła z płomieni razem z Est. Podążała za nią, towarzyszyła jej, nigdy jej nie zostawiła. Skąd pochodzi, czym jest? Nie wiadomo. Nawet Est nie wie czym jest Płomyk.  
Właściciel: Est

Wystarczy [...]

się tylko uśmiechać by ukryć zranioną duszę i nikt nawet nie zauważy, że cierpisz.
GODNOŚĆ: Jej prawdziwe imię to Est Miyamae, jednak zdarza się, że nazywają ją niebieską, płomieniem lub potworem w samej osobie.
PRZYNALEŻNOŚĆ: Niepodległa Republika Samotników.
PŁEĆ: Kobieta.
ORIENTACJA: W pewnym sensie jest Heteroseksualna.
WIEK: W ludzkich posiada 24 lata, nie może się już starzeć.
RASA: Człowiek mogący przemienić się w wilka, z mocami.
SYMPATIA: Jest już ktoś dla kogo bije jej serce.
http://s1.zerochan.net/Hatsune.Miku.600.2075029.jpg
RODZINA: Rodzice... nie żyją. Posiada także dwunastkę rodzeństwa, lecz nie wie co się z nimi stało.
STANOWISKO: Rada Założycieli
CHARAKTER: Słodka, miła, uczynna, zawsze pomocna. To tylko przykrywka dla jej prawdziwego przerażającego charakteru. Od kiedy Est w dzieciństwie, na własne zobaczyła śmierć swoich rodziców stała się nie do poznania. Agresywna, fałszywa, melancholijna, czasami nawet psychopatyczna. A, więc do rzeczy Est to niesamowicie przebiegła dziewczyna, inteligentna, jednak bardzo leniwa. Często płacze bez powodu i nie raz zdarza się, że gada o depresyjnych rzeczach. Na zewnątrz wydaje się, że jest bez uczuć, jednak w środku jest bardzo delikatną dziewczyną i bardzo łatwo ją zranić. Przez jej buntowniczą naturę udaje, że nic ją nie obchodzi, jednak tak naprawdę bierze wszystko na poważnie i potrafi płakać godzinami o jedną drobnostkę. Ma silną siłę woli, jednak jeżeli zahaczy się o odpowiedni punkt, wtedy nią łatwo zmanipulować. Jeżeli ma kogoś zabić wtedy szaleje i znęca się nad swoją ofiarą, bawi się z nią, torturuje póki ofiara sama się nie wykrwawi, jednak rzadko się zdarza by w ogóle z kimś walczyła. Po prostu nie lubi walczyć, gdyż nie do końca się wtedy kontroluje. Choć sprawia wrażenie niestabilnej, sprawnie ukrywa to pod uśmiechem, który jest jak promień światła w jej charakterze. Niebieska nie lubi towarzystwa, lecz często czuje się samotna, z powodu ignorancji innych ludzi na jej osobę. Czuje się niezauważana i niedoceniana przez innych. Ufa nie wielu osobom, a o swojej przeszłości woli nie rozmawiać, ze względu na cierpienie jakie wtedy przeżyła. Czasami lubi patrzeć w księżyc i myśleć co by się stało jeżeli coś w jej życiu potoczyło się inaczej... Wielu osobom może się wydawać, że Est to podła dziewczyna, która nie potrafi poradzić sobie z życiem, jednak po przebywaniu z Sansem oraz Niepodległą Republiką Samotników niebieska trochę złagodniała. Czuje, że wreszcie znalazła powód by ciągnąć swoją egzystencje na tym świecie.
APARYCJA:
Jako wilk: Est to w miarę smukła wadera. Posiada ładne, miękkie, niebieskie futro, oczy o jasnoniebieskim kolorze i długie, stojące uszy.
Jako człowiek: Est to w miarę wysoka dziewczyna o wzroście stu sześćdziesięciu czterech centymetrów. Ma piękne, długie, jedwabiste, puszyste włosy o niebieskim kolorze i jasnych kolorach. Jako fryzurę często nosi w dwa kucyki, czasami jeden (raz z boku, raz z tyłu), jednak najczęściej po prostu rozpuszczone. Ma szczupłą sylwetkę, waży około pięćdziesiąt trzy kilogramy. Posiada duże, jasno niebieskie oczy. Nie lubi się malować, stawia na naturalność.
ŻYWIOŁY: Regeneracja, Ciemność, Grawitacja.
MOCE:
  • Teleportacja pomiędzy światami.
  • Rozumie każdy istniejący język.
  • Z pomocą swojego towarzysza Płomyka jest tak jakby niezniszczalna (raczej bardzo dobra regeneracja) i każda zadana rana znika, jeżeli zabije się Płomyka wtedy może zabić ją każdy cios magiczny lub fizyczny. Moc nie oddziałowywuje na ból.
  • Potrafi się przemieniać w człowieka.
  • Reszty jeszcze nie odkryła.
ZAINTERESOWANIA/TALENTY: Rysowanie, robi to bardzo dobrze. Nauka, w sumie wcale nie musi się uczyć, ma bardzo dobrą pamięć... tylko do tego, normalnie nie ma nawet poczucia czasu i zapomina o wielu rzeczach, idzie jej tak tylko z nauką i piosenkami. Ma ładne pismo. Szukanie Sansa w lesie też jest jej wielkim zainteresowaniem.
MOC SPECJALNA: 
  •  Bardzo silna tarcza odpierająca dosłownie każdy atak fizyczny i psychiczny. Niestety, że Est jest słaba z mocy to tarcza trwa tylko przez 3 sekundy i może wytworzyć ją tylko raz dziennie.
HISTORIA: Est narodziła się w bogatej, staroświeckiej rodzinie. Mieszkała na dworze w stylu japońskim, który był... naprawdę ogromny. Rodzina Miyamae posiadała ok. tysiąc hektarów ziemi, w którym mieszkało dużo ludzi, wliczając w to rodzinę Miyamae, służbę (bardzo dużą służbę), a reszta to ludzie, którzy stracili dach nad głową, podróżnicy, którzy nie mieli gdzie się zatrzymać lub ludzie, którzy wynajmowali tam domki letniskowe lub mieszkali na stałe. Podatki nie były zbyt wysokie, a mieszkania były bardzo tanie, ładnie wymeblowane. Był tam rynek, las, pole, ulice mieszkalne. W sumie można byłoby nazwać to taką wsią otoczoną wysokim, czerwonym murem. Jak to każdy mieszkający mówił: " Po prostu raj na ziemi". Rodzice Est byli bardzo uczynni i nie żałowali pieniędzy dla osób potrzebujących, lecz nie wszystkim osobom z rodziny Miyamae podobała się ich hojność. Największym przeciwnikiem dobroci jej rodziców był jej wujek. Uważał, że ludzie biedni, to ludzie leniwi i bez ambicji, dlatego nie potrafią utrzymać siebie, ani swoich rodzin. Do tego był zazdrosny o swojego brata, gdyż on posiadał piękną żonę, dzieci i był niesamowicie bogaty, a co miał Hideki (imię jej wujka)? Nie miał nic z tego. Hideki nie raz podstępami próbował odebrać swojemu bratu jego rodzinę i bogactwo, jednak za każdym razem kończyło się to nie powodzeniem. I za każdym razem było mu to wybaczane. W Hidekim było coraz więcej nienawiści do brata a w głowie miał coraz więcej pytań "czemu?", "Dlaczego znowu mi wybaczył...?", "Gdybym był na jego miejscu nigdy bym mu nie wybaczył.". Po tym Hideki ani razu nie pojawił się w domostwie Miyamae. Kilkanaście lat po narodzinach Est...
Nastał czas rozstań. Swą pełnoletność osiągnęło już prawie całe potomstwo rodziny Miyamae. Est była najmłodsza z całego rodzeństwa i kiedy przed ostatni członek jej rodzeństwa zdobył osiemnaście lat, Est została ostatnim dzieckiem mieszkającym w swoim rodzinnym domu. Nie długo po wyprowadzce jej rodzeństwa na rodzinę Miyamae napadli zabójcy. Nim ktokolwiek się zorientował, rodzice Est i połowa służby została zabita. Est po zobaczeniu ciał martwych rodziców oszalała. Zamknęła się w swoim pokoju, zwolniła całą służbę, a ludzie mieszkający na ziemiach Miyamae zniknęli. Est została sama. Nie długo po tym odbył się pogrzeb jej rodziców, jednak nie pojawiła się na nim. Całe tereny należące do rodziny Miyamae zostały zamknięte. Przez dwa lata Est mieszkała sama. Przez ten czas cała posiadłość zarosła i wprowadziły się tam dzikie zwierzęta. Pewnego dnia na dwór przybył pewien przystojny, młody chłopak. Był bardzo miły i wcale nie speszył go wredny charakter Est. Nie wiadomo jakim cudem, ale Est pozwoliła mu zostać na terenach posiadłości. Po kilku miesiącach spędzonych z chłopakiem Est zauroczyła się w nim. Myślała, że to miłość i wyznała mu uczucia, a on je odwzajemnił. Byli parą, jednak tak naprawdę nigdy nie okazywali sobie uczuć, wręcz przeciwnie, unikali się. Pewnego razu po ukończeniu przez Est osiemnastu lat chłopak oznajmił, że chciałby poznać jej rodzinę. Dziewczyna bez zastanowienia zgodziła się a, że jej jedynym krewnym z jakim miała kontakt był wujek Hideki, więc zaprosiła go. Gdy Hideki przybył do domostwa odwiedziny przebiegły normalnie. Nawet nie wiadomo kiedy, ale nastała noc i wszyscy poszli spać. Est obudziła się w środku nocy, gdyż usłyszała dziwne szmery i następnie skrzyp otwieranych drzwi. Do sypialni wparował Hideki z kataną i próbował zabić dziewczynę, jednak ta w ostatniej chwili uchyliła się przed uderzeniem miecza i wybiegła na korytarz. Zaczęła uciekać, gdy nagle wpadła na swojego ukochanego. Ze strachem w oczach opowiedziała mu co się stało i, że powinni uciekać. Nagle chłopak wyjął zza pleców nóż i przebił serce Est...
Est... zaczęła się śmiać i pluć krwią. Przerażony chłopak cofnął się
Dziewczyna zaczęła płonąć... jej ciało pokryły niebieskie płomienie. Chłopak wystraszony krzyknął:
"POTWÓR, NIE PODCHODŹ DO MNIE!"
 Dziewczyna nie odpowiedziała, po chwili wyjęła nóż z serca i przecięła na wskroś ciało przeciwnika.
"Za zdrady trzeba płacić."
Ciało chłopaka padło na ziemię. Est pochłonęły płomienie. Po chwili wyszła z nich... przemieniona wilka, a obok niej pojawił się niebieski płomień. Wilczyca zaczęła uciekać z domostwa, a tajemnicza istota podążała za nią, dotrzymując jej towarzystwa. Est wyruszyła w podróż.
Wilczyca żyła w izolacji przez rok. W tym czasie nauczyła się nowych sztuczek i jak panować nad nimi. Trenowała bardzo ciężko, jednak nie uzyskała tego czego pragnęła. Uważała, że jej moce są do niczego i nie są zbyt przydatne, więc poddała się i wyruszyła dalej. Po kilku dniach znalazła się w mieście. Przy pomocy swoich mocy przemieniła się w człowieka by bez problemu przejść przez miasto. Kiedy przechodziła przez centrum zauważyła staruszkę potrzebującą pomocy. Przez chwilę dziewczyna się wahała. Pomoc prawdopodobnie zakończyłaby się konsekwencjami. Est, jednak... zobaczyła w niej coś... czemu nie potrafiła się oprzeć. Pomogła jej, a staruszka zaprosiła ją do domu. Dziewczyna z grzeczności zgodziła się. Poszły, więc do jej mieszkania. Mieszkaniem staruszki okazała się stara, zapuszczona posiadłość. Starsza pani zaprosiła dziewczynę do ogrodu. Było to miejsce zarośnięte tylko jedynie różami, a no środku stała stara, także zarośnięta altana. Oboje usiedli przy stole, który był w środku altanki. Staruszka ugościła ją herbatą i ciastkami.  Po pewnym czasie, przed oczami Est zaczęły pojawiać się mroczki i zasnęła... Dziewczyna poczuła zimno. Est powoli otworzyła oczy i zobaczyła, że znajduje się w ciemnym lesie. Zaczęła rozglądać się dookoła siebie. Zauważyła, że leżała, obok dużych, masywnych drzwi o fiołkowym kolorze. Zaczęła dalej się rozglądać gdy nagle zobaczyła... to. Obok niej leżał nóż. Wzięła go do ręki i zaczęła go oglądać... był cały we krwi. Est przeraziła się i rzuciła go na ziemię... jednak nie wie sama czemu, ale wstała i ponownie go podniosła, a następnie schowała do tylnej kieszeni. Następnie ruszyła dalej. Jak mogło się to stać? Znowu komuś zaufała i nagle... znalazła się tu. Niespodziewanie dziewczyna usłyszała dźwięk łamanej gałęzi, odwróciła się, jednak nikogo nie zobaczyła. Przyśpieszyła kroku. Est w oddali zauważyła most. Była coraz bliżej. Gdy nagle...
"C Z Ł O W I E K U."
Głęboki, niski głos ją sparaliżował. Nie mogła ruszyć się z miejsca.
"N I E  W I E S Z  J A K  P O W I T A Ć  N O W E G O  P R Z Y J A C I E L A?"
Est sięgnęła po nóż do tylnej kieszeni...
"O D W R Ó Ć  S I Ę  I  U Ś C I Ś N I J  M O J Ą  D Ł O Ń."
Dziewczyna złapała nóż i zamachnęła się do tyłu. Od razu kiedy znalazła się na przeciw przeciwnika przyjęła pozę do walki. Jej nie przyjacielem okazał się trochę wyższy od niej szkielet, w niebieskiej bluzie, czarnych, krótkich spodenkach z białymi paskami po bokach i różowych kapciach. Wyglądał trochę komicznie. Tak czy inaczej, uniknął jej ataku.
"Kim jesteś?"
Est patrzyła wprost na niego. Jej serce biło jak oszalałe.
"Oh... Chyba cię z kimś pomyliłem. Nic nie szkodzi. Jestem Sans. Sans Szkielet."
Dziewczyna chwilę się wahała, jednak po chwili schowała nóż.
"Ja jestem... Est. Est Miyamae. Gdzie... gdzie ja jestem?"
Chłopak odetchnął i pokiwał głową.
"Jesteśmy w lesie, nie daleko Snowdin."
" S n o w d i n?"
Dziewczyna przeliterowała to słowo i zaczęła myśleć czy kiedyś słyszała o takiej miejscowości, jednak nic nie przychodziło jej do głowy.
"Pierwszy raz słyszę o takim miejscu. Poza tym tam skąd pochodzę jest teraz środek lata, więc to nie możliwe... żeby był tu śnieg."
Tylko jak daleko musiała zabrać mnie ta staruszka?
"Zawsze był tu śnieg i nigdy to się nie zmieniło."
Szczególnie to zdanie zainteresowało Est. Mieszkał w miejscu w którym jest zawsze śnieg... to nie mogło być raczej w Europie, ale, Est nie potrafiła w tej chwili wymienić krajów, w których padał ciągle śnieg. Szczerze można przyznać, że miała czwórkę z geografii. Zastanawiała się nawet czy taki w ogóle jest. Raczej jest tylko ona w takiej sytuacji nie potrafiła trzeźwo myśleć, zżerał ją stres.
"Rozumiem."
Zapadła cisza. Nagle... coś przejęło kontrolę nad Est, wyjęła nóż i próbowała zaatakować szkieleta, jednak on w ostatniej chwili uniknął uderzenia.
"Eh...? Czyli tak zamierzasz się ze mną bawić? Jesteś taka jak ona... morderca."
"Ale..."
Jednak coś powstrzymało Est od dokończenia zdania i ponownie zmusiło ją do ataku. Chłopak wyciągnął w jej stronę rękę i nagle z ziemi zaczęły wsuwać się kości i lecieć w stronę Est. Ona naturalnie zaczęła ich unikać.
"Czyli to byłaś ty... tak? To ty zniszczyłaś nasze szczęśliwe zakończenie?!"
Est nie wiedziała o czym on mówi. Nie wie sama czemu się tak zachowywała, czuła, że nie była sobą. Nagle z torebki wyleciał Płomyk i zaczął latać dookoła Est.
"PŁOMYK! NIE!!!"
Mały płomień dostał po chwili kością i wyparował. W oczach Est pojawiły się łzy. Po chwili Est także dostała i przestała się opierać.
"Płomyk... ja... przepraszam. O-od zawsze byłeś moim jedynym, najprawdziwszym przyjacielem."
Dziewczyna upadła na kolana, ze łzami w oczach. Po chwili zobaczyła w oczach szkieleta litość.
 "P-przykro mi..."
Est zaatakowała szkieleta ze złością i szaleństwem w oczach, on ponownie uniknął jej ataku. Użył teleportacji i oddalił się od niej. Sans wyciągnął w jej stronę rękę i chciał zakończyć cierpienie Est, gdy nagle...
"Sans...!"
oboje odwrócili się w stronę dochodzącego dźwięku.
Stała tam poraniona dziewczyna, w wzroście Est i brązowych włosach. Uśmiechała się, jednak po chwili z jej twarzy zniknął uśmiech i zaczęła się się chwiać.
"FRISK!"
Chłopak podbiegł do niej i w ostatniej chwili ją złapał.
"Sans... nie krzywdź jej... to nie jej wina.. to..."
Dziewczyna nie dokończyła zdania i umarła...
"Frisk...?"
 zaczął trząść jej ciałem.
"Frisk!!!"
chłopak w oczach miał łzy.
"To ja... zrobiłam?"
powiedziała Est. Szkielet spojrzał w jej stronę.
"To wszystko... moja wina... "
W oczach Est było coraz więcej łez.
"To wszystko moja wina! Jestem potworem... Ja nie chcę... ja już więcej nie chcę. Pomocy...!"
Dziewczyna skuliła się i zaczęła się trząść. Jej twarz była mokra od łez. Była pewna, że to ona ją zraniła. Tamta dziewczyna przyszła ze strony tych dużych, masywnych drzwi, a jeżeli tam się obudziła, a nóż który leżał obok niej był we krwi, to było to oczywiste, że to Est to zrobiła. Ale czemu nie mogła sobie tego przypomnieć?! Najpierw straciła przyjaciela, a teraz także i dokonała serii zabójstw, których nawet nie pamięta. Nagle poczuła czyjąś dłoń na swoich plecach. Spojrzała w górę, był to... Sans. Złapał ją za nadgarstek, wyrwał nóż i odrzucił w dal. Następnie przyciągnął do siebie i przytulił.
"Tch. Nie płacz już. Pomogę ci, jestem tu."
Nagle wszystko stało się czarne. Zostali tylko ona i on.
"SYMULACJA ZAKOŃCZONA"
To mówił wielki napis, który wyświetlił się nad nimi. Oboje spojrzeli na to zdziwieni.
"Co to znaczy? To była tylko... symulacja?"
Chłopak uśmiechnął się.
"A, więc to tak? Heh, nie źle mnie oszukała. Obiecała mi powrót, a to wszystko było jedno wielkie kłamstwo."
Sans zaczął się szaleńczo śmiać.
"O co chodzi...?"
"Do zobaczenia za chwilę, obiekcie.."
Szkielet mrugnął do niej, pomachał jej i zniknął w ciemnościach. Dziewczyna siedziała w ciszy przez dobre kilka minut. Ogromny napis niespodziewanie zniknął i Est zaczęła spadać. Zamknęła oczy i czekała na rzecz, która miała zaraz przyjść. Nagle Est uderzyła o coś i poczuła ból.
"Ups..."
Est usłyszała znajomy głos. Otworzyła oczy i zobaczyła wcześniej poznanego szkieleta.
"Sorki, że cię upuściłem, kiddo. Ile ty żeś ciasteczek zjadła zanim cię uśpiło? Bo ważysz chyba z tonę. A skiele - TON."
Dziewczyna zaśmiała się słysząc to, jednak po chwili spoważniała.
"Gdzie jesteśmy?"
Spytała w końcu. Nie pamiętała tego miejsca. Nic nie wyglądało znajomo. Pokój był ciemny, nic nie mogła zobaczyć. Z nie których miejsc świeciło czerwone światło. W rogu stało coś na kształt lekko pochylonych łóżek, obok nich monitory. Takie jak w szpitalach, prawdopodobnie do mierzenia pulsu.  Est czuła się dziwnie. Nie wiedziała co o tym myśleć.
"Pośpieszmy się. Raczej lepiej by było żebyśmy zaskoczyli ją a nie ona nas."
Na twarzy Sansa pojawiła się złość. A raczej nienawiść.
"Skąd mamy wiedzieć gdzie jej szukać?"
Spytała dziewczyna.
"Spokojnie znam każde miejsce tutaj. Sam je stworzyłem."
Est spojrzała na niego zdezorientowana, jednak nie zadawała pytań. Widziała, że chłopak nie chce o tym rozmawiać. Szkielet nie wiadomo czemu zaczął pokolei dotykać każdej płytki na ścianie znajdującej się w pokoju. Po chwili kawałek ściany rozsunął się i ich oczom ukazało się przejście. Wyszli z nie wielkiego pokoju i skierowali swe kroki ku końcowi korytarza. Kiedy tam doszli Est zobaczyła nie wielkie, masywne drzwi. Nim cokolwiek powiedziała, Sans pchnął drzwi i wszedł do pomieszczenia. Za biurkiem stała kobieta, przeglądała papiery. Gdy zauważyła chłopaka tylko się uśmiechnęła i czekała na to co miało zaraz się stać.  
"Przyszedł czas zapłaty, stara wiedźmo."
Chłopak pstryknął palcami i obok niego, znikąd pojawiła się głowa smoka. Zaczęła się "nagrzewać" i nagle wystrzeliła białą wiązką laserową. W miejscu w którym stała staruszka został tylko szary proch. Chłopak padł na kolana i patrzył w ścianę. Est podbiegła do niego.
"Wszystko w porządku?"
Spytała zaniepokojona. Czuła także wiercącego się Płomyka w swojej torebce, próbował się wydostać, jednak Est zatrzymywała go.
"Tak, tak. Musimy się, jednak stąd wynosić. Ten dom nie długo wyparuje. Ustawiła go na samozniszczenie."
Uśmiechnął się blado. Est pomogła mu wstać i z jego pomocą wydostali się z rezydencji. Od razu po ich wyjściu dom zniknął. Została tylko ogromna dziura.
"Nie wiem co mam teraz zrobić... Nie mam gdzie pójść. Nie mam nic."
Chłopak uśmiechnął się bezradnie, a w jego oczach pojawiły się łzy. Est na ten widok zmiękła. Ten szkielet jej pomógł nie mogła, przecież go zostawić.
"Jeżeli chcesz... możesz pójść ze mną."
Dziewczyna wypowiadając to przymknęła jedno oko i wyciągnęła rękę w jego stronę.
"Jesteś tego pewna?"
Spytał z nie dowierzaniem Sans.
"Gdybym nie była, to nie proponowałabym ci tego, prawda?"
Est mrugnęła do niego. Chłopak po chwili namyśleń złapał ją za rękę i przyciągnął do siebie. Przytulał ją. Dziewczyna z początku była zdezorientowana, jednak potem odwzajemniła uścisk.
"Dziękuje."
Tak z zdobyła kolejnego towarzysza, Sansa. Przeżyła tak z nim około dwa lata. Chłopak dowiedział się o całej historii Est, jednak on dalej pozostawał tajemniczy. Est bardzo polubiła szkieleta i jego żarty. Zawsze byli w ruchu i nigdy nie pozostawali w tej samej kryjówce. Pewnego razu Est nauczyła się nowej mocy, na początku nie wiedziała o niej za wiele, lecz pewnego dnia... Przez przypadek otworzyła portal, który wciągnął ją i jej towarzyszy. Nie wiedziała, gdzie byli i nie potrafiła otworzyć powrotnego portalu. Przez następne pół roku przeżyli w nie znanym sobie świecie szukając podobnych do siebie istot, które stanęłyby po ich stronie. Czy, jednak taka się tu znajduje? 
PRZEDMIOTY: Amulet po mamie, chyba brak magicznych właściwości... tak sądzę.
PAMIĄTKI: Nic mi po nich nie pozostało... tylko wspomnienia, które znikają z każdym następnym wschodem słońca.
LOKALIZACJA: Siedzi w zakamarkach Fortecy Cor'Tus.
BANK: 800 trefli
INNE: 
  • Nie lubi płci przeciwnej.
  • Raz w roku przychodzi na ziemię na festiwal.
  • Poprzednia rzeczywistość nawiedza ją w snach.
  • Jej głos.
INNE ZDJĘCIA: brak
TOWARZYSZ: Sans i Płomyk
CHAT: Est
Siła: 300 Szybkość: 1600 Zwinność: 1000 Moc: 200 Technika: 500 Równowaga: 500 Zręczność: 400 Ukrycie: 1150 

Od. Darknessa c.d Zara

Mężczyzna zaczął wpatrywać się w kobietę i zaczął się niespokojnie wiercić. Sam już nie wiedział, dlaczego. Odwrócił się od dziewczyny plecami. Zaczął bawić się swoim pierścieniem. Podrzucał go do góry, to kręcił nim jak talerzem. Pierścień jednak ani razu nie spadł mu na chodnik. Dziewczyna zauważyła, co on trzyma w ręce. Dotknęła nieśmiało błyskotki, ale Darkness zbił ją po łapie. Ta się skrzywiła i powróciła do poprzedniej pozycji. Wilkobójca zaczął coś nucić. Wbił swój wzrok i udo Zary. Dziewczyna nie zwróciła na to uwagi.
- Może jakiś lokal? - zapytał mężczyzna.
<Zaro? Wybacz, ale mam dzisiaj takiego doła, że ledwo zdołałam to wyskrobać ;-;>

Od. Tytanii c.d Raz

Byłam załamana. Umierał. A co ze mną? Nie mógł mnie zostawić. Nie teraz. Odeszłam od niego. Nie wytrzymałam i pobiegłam na dół. Wiem, nie mogłam biec, ale inaczej wybuchnęłabym przy Razie. Znalazłam się w jakimś ciasnym pokoju. Miejsce idealne do...rozróby. Spojrzałam w górę.
- I CO?! ŚMIEJ SIĘ ZE MNIE!!! CIEKAWE, CO BY BYŁO, GDYBYŚ ZNALAZŁ SIĘ NA MOIM MIEJSCU TY MĘSKA DZIWKO!!! - przemieniłam się w wilka i zaczęłam rzucać się po ścianach. Wyglądało to naprawdę dziwnie i musiałabym się nieźle zbłaźnić przed Razem, gdyby tutaj był. Do oczu napłynęły mi pierwsze krople słonych łez. Nie byłam wściekła na ojca. Owszem, był sukinsynem, który chciał zrujnować mi życie i ożenić mnie z własnym bratem, ale z niewiadomego powodu wtedy moje myśli skupiły się bardziej na Viperze. Zawsze był tym lepszym, zawsze był tym mądrzejszy i bardziej odpowiedzialny, traktowany jak bóstwo. W dodatku całował się z dziewczynami za hajs i nie widział w tym nic złego. Jeszcze tylko brakowało, aby zaczął się z nimi kochać za szmal i zostałby męską prostytutką. Dobrze wiem, że mój brat nigdy nie byłby taki. Jednak wtedy myślałam o nim jak o samym szatanie. Ktoś jakby w kodował mi do mózgu, że za wszelką cenę mam nienawidzić swojego brata bliźniaka. Otworzyłam szeroko oczy. Oddech mi się uspokoił. Wyszłam z ciemnej butki. Spojrzałam na górę. Zaczęłam wchodzić powoli po schodach, aż dotarłam do drzwi. Otworzyłam je i spojrzałam na chłopaka:
- Przepraszam. - wyjąkałam cicho i zamknęłam drzwi.
Podeszłam do chłopaka i spojrzałam mu głęboko w oczy. Takie piękne. Były niczym dwa szmaragdy, mieniące się w ciemności. Raz nie wiedział, czemu tak się w niego wpatruję. Miał w sobie coś pociągającego. Nie wiedziałam jednak, czy naprawdę tego chcę. "Jeżeli zależy mu tylko na tronie? Kiedy zabijesz Vipera, ty będziesz dziedziczką. Kiedy Raz będzie ci bliski, niespodziewanie zada cios. Może i to o tej całej truciźnie to kłamstwo, które cię zaślepiło?" Nie mogłam tak myśleć. Odwróciłam wzrok od oczu Raza. Wydawał się szczery i śmiertelnie poważny, kiedy o tym mówił. Zamknęłam oczy i pocałowałam go. Nie bronił się. Poruszył tylko leciutko głową. W końcu oderwałam się od niego. Zrobiłam krok w tył i powiedziałam cicho:
- Nie tylko tobie zostało mało czasu. Igrzyska. Wkrótce mają się odbyć. Zginę. Albo mój brat. Ojciec chce nas swatać, aby nie dopuścić nikogo obcego do tronu. Jeżeli będziemy w związku kazirodczym, nie grozi zgon żadnemu z nas. Ale Darkness będzie bliżej tronu. Jestem jego dzieckiem. - podwinęłam rękaw i pokazałam chłopakowi znamię w kształcie przewróconej klepsydry i litery "D" - Jednym z nielicznych, które nie zginęło. Każde dziecko ginęło, łącznie z jego matką. Ja, Viper i Anubis byliśmy wyjątkami. Nie wiemy nawet dlaczego. Nie wiem czy wiesz, ale kiedy rodzą się bliźniaki, niezależnie od płci i stanu zdrowia, mają przystąpić do tak zwanej próby. Losowani są ich pomocnicy. Zazwyczaj są to cztery osoby, plus jeden łącznik z zewnątrz. Wypuszczani jesteśmy do labiryntu, w którym znajdujemy różne skrzynie i przeszkody. W skrzyni znaleźć możemy prowiant, broń, bonusy lub zupełnie nic. Czasem po otwarciu skrzyń automatycznie się transportujemy do jakiegoś miejsca. Może to być wrząca lawa, a może to być jakaś górka. Kiedy jeden z pomocników ginie w labiryncie, zostaje przetransportowany automatycznie do bezpiecznego miejsca, czyli do kryjówki WKJNu. Kiedy zaś ginie przewodnik, czyli dowódca grupy, niestety nie wraca. Ginie, ale tak...jakby został zamordowany. Czuje prawdziwy ból. Przewodnim może też wycofać się z gry. Wtedy zostaje opatrzony z ran, a potem: chłosta biczem i banicja.
Zapadła kłopotliwa cisza. Pierwszy jednak odezwał się Raz:
- Ale...igrzyska o ile dobrze się uczyłem, zostały odwołane przez ojca twojej matki. Wybiera się władcę watahy poprzez elekcję.
- Darkness je przywrócił. Mówił mi o tym. To barbarzyńskie. Według niego przyszły władca watahy powinien dowieść swojej odwagi, wytrwałości i umiejętności przywódczych podczas zawodów.
***
Po dwóch dniach spakowaliśmy prowiant i wszystko było gotowe do wyruszenia w trasę. Zamierzaliśmy odszukać Fragonię i poprosić ją, aby użyczyła nam swoich mocy. Według Anubisa, z którym skontaktowałam się telepatycznie, dziewczyna była w naszym domu. Jako, iż mogliśmy używać mocy specjalnych, pożyczyłam od brata teleportację. Przetransportowałam nas prosto do mojego pokoju. Było cicho. Aż za cicho. Wiedziałam, gdzie mam się skierować. Weszłam do sypialni mojego ojca niewiele myśląc. Była tam trzynastoletnia dziewczyna, trzymająca w ręce mop. Spodziewałam się najgorszego. Nie chcę wyjść na zboczeńca, ale znając mojego ojca, myślałam, że przyłapię go w łóżku gwałcącego nastolatkę. Jaka była moja ulga, kiedy zobaczyłam, że Cornelia jedynie sprząta. Raz wparował do sypialni i jak na złość potknął się i upadł na mnie. Leżeliśmy teraz w dosyć dziwnej pozycji. I na to wszystko patrzyło dziecko. Wstałam nagle i uderzyłam Raza w nos. Chłopak Skulił się i sprawdził, czy aby na pewno nie leje mu się z niego krew. Na szczęście uderzenie nie było aż tak mocne. Zauważyłam kątem oka, że pseudo Tyks uniosą ręce do góry, zamknęła oczy i powiedziała:
- Nic nie wiem na temat niczego! Ja tu tylko sprzątam, więc ten pokój jest zajęty! Jak chcecie się rozbierać na moich oczach, to przysięgam wam, że moi rodzice wam tego nie darują! NIE ZNOSZĘ PORNOSÓW I DARKNESS MNIE NIE ZMUSI DO OGLĄDANIA FILMÓW PLUS OSIEMNAŚCIE NAWET Z UDZIAŁEM MOJEJ WŁASNEJ...!!! - dziewczyna nagle przerwała i powoli otworzyła oczy.
Spojrzałam zdezorientowana na Raza i zaczęłam się śmiać. I on niby chciał coś z takiej małolaty wyciągnąć? Chłopak również wybuch śmiechem. Fragi tymczasem zarumieniła się lekko i pochyliła głowę, w geście przeprosin. W tej samej chwili do sypialnie ktoś wszedł. Nie myśląc dłużej schowałam się pod łóżko. Raz nie zrobił tego. Widziałam czyjeś buty i słyszałam cichy głos z góry. Wiedziałam do kogo należy.Coś we mnie pękło i skoczyłam na tą osobę w wilczej postaci. Mój brat jednak zdołał uniknąć ciosu i również mnie zaatakował. Nie czułam bólu po zabiegach przeprowadzonych przez wiedźmę. Teraz liczyło się tylko jedno. Zabicie Vipera Perseusza Riversa. Mój brat widocznie myślał o tym samym, tylko wziął pod uwagę zamordowanie innej osoby. Mnie. Jego oczy były nienaturalne, a na tylnej łapie znamię Darknessa świeciło na szmaragdowo, podobnie jak oczy młodego pseudo alpy. Fragonia przemieniła się w lwicę i zaatakowała mnie. Byłam jednak bardziej doświadczona, a jak na lwa, Cora była stosunkowo niewielka. Polała się krew. Biała padła na ziemię. Z trudem łapała oddech. Viper zaczął mnie okrążać. Skoczył. Odbiłam jego pierwszy atak. Do akcji jednak wkroczył Raz, zasłaniając mnie własnym ciałem.
- Nie skrzywdzisz Tiff. - warknął i skoczył na Percy'ego.

<Raz? Co teraz zrobisz?>

Od. Raza c.d Tytania

Po tej akcji w chatce byłem zupełnie zdezorientowany. Agon... mój stary przyjaciel... Musiałem ..... musiałem go zabić. Pierwszy raz zginął... kiedy zabiła go opętana Tif i teraz ja go zabiłem. Czy oni nie mogą dać mu już spokoju? Nie mogą dać mu spokojnie spocząć? I jaki ślub? O co może chodzić gorszej połówce Warrena? Nie wiem. Jak zwykle jestem niedoinformowany. Ale jak zwykle jestem też lepiej poinformowany w innych sprawach. To co mam... i ten kto może tego użyć może zmienić wszystko. Oddzielić nas od Mroku. I od "złego Warrena". Warto było się poświęcić. Biegłem z Tif jakieś dziesięć minut. Dotarło do mnie, że ona nie może biegać. Szybkim ruchem zabiegłem jej drogę i ją zatrzymałem. Nie do końca tak jak chciałem, bo wylądowaliśmy na ściółce. Miękki mech zarmotyzował upadek. Przeturlaliśmy się kawałek.
  - Co ty robisz? - zapytała otrzepując futro z liści.
  - Nie możesz biec, jesteś ranna. Moce związane z transportem nie są do końca zablokowane. Jeżeli się skupię... - w tym momencie przestałem. Doznałem kolejnego silnego ataku kaszlu. Wyplułem turkusową wydzielinę na chusteczkę.
- Co ci jest? - zapytała i trochę przestaszona spojrzała na chusteczkę.
- Przeziębiłem się. - kłamstwo jak kłamstwo. Kiedyś wyjdzie na wierzch. Ale nie teraz. Nie może się póki co dowiedzieć... o Ostatnim Thagri. W ogóle o Thagri i o Mglistych. Powiem jej gdy będziemy bezpieczni.
- Nie chce mi się wierzyć - powiedziała.
- Nie mamy teraz czasu na kłótnie! Musimy stąd spadać. Najlepiej do Lotharsis. - zmieniłem się w człowieka i objęłem ją. Skupiłem się. Ciężko było przebić się przez blokadę transportową. Ale to jedyna blokada pierścienia możliwa do przebicia. Widok się rozmazał.
*
Pojawiliśmy się na jednej z bocznych uliczek w Lotharsis wzbudzając podmuch wiatru. Przechodnie spojrzeli na nas na chwilę, ale potem szybko wrócili do swoich zajęć. Tutaj nie było to niczym nadzwyczajnym. Często widywało się magiczne utalentowanych. Podniosłem ją na rękach i poszedłem wzdłuż ulicy. Przechodnie, ubrani przeważnie w łachmany, co chwilę spoglądali podejżliwie w naszą stronę. Wyglądali trochę jak kruki czekające na padlinę. Ciekawe co dzieje się w innych miejscach delty. I jak płynął na deltę wewnętrzny konflikt wilczych. W sumie mamy dwie wielkie watahy. WD i WKJN. Są jeszcze nic nie znaczące malutkie watahy. Niosłem ją przez główną ulicę pod prąd. Jest tu niedaleko tawerna. Przyjemne miejsce. To tutaj... tutaj Agon i Aragorn się upili zanim wszytko zaczęło się wszytko walić. Wszedłem do środka. Oczywiście zwracając uwagę wszystkich. Udało mi się załatwić wolny pokój. Zwykle wszystko jest zajęte. I pewnie dzisiaj też tak było. Ale uzbrojony po zęby, z widocznymi zadrapaniami i przede wszystkim dziewczyną na rękach musiałem sprawić wystarczające wrażenie. Zaniosłem ją do pokoju. Przez całą drogę powtarzała mi, że może iść normalnie ale do mnie to tak jakby nie docierało. W dosyć ciemnym biednie umeblowanym pokoju z jedną szafą, stolikiem, dwoma krzesłami i  jednym łóżkiem  szykowaliśmy się do zaśnięcia. To był ciężki dzień. Usiedliśmy na krzesłach. Milczenie trwało od momentu gdy tu dotarliśmy.
- To co teraz? - zapytała.
- Nie wiem do końca. Powinniśmy przeanalizować wszystko. Plusy i minusy naszej sytuacji. - oparłem wtedy łokcie na kolanach, a głowę na pięściach.
- Minusy... i plusy? - była lekko zdziwiona. Fakt. Ciężko było w naszej sytuacji znaleźć plusy.
- Minusy: przeziębiłem się, nie wiemy komu ufać, WD jest coraz silniejsza, twój ojciec znowu szaleje, a Mroku znowu gdzieś coś knuje. Ty jesteś osłabiona. No i moce odebrane. Nie wiem czy bez dobrego uzbrojenia mamy jeszcze szanse z opętańcami. No i.... jaki ślub? - zasmuciła się widocznie. Przesiadła się na łóżko. A ja obok niej. Oparła głowę o moje ramię.
- Chciałabym czasem odciąć się od tego wszystkiego. Albo przenieść do miejsca gdzie nie będzie już czegoś takiego. - pogrzebałem w kieszeni i wyjąłem błękitny kryształ.
- Wiesz. Może to twoje marzenie się spełni. Teraz plusy: Wiem gdzie zdobyć broń, i.... mam to. Wielka szansa dla wszystkich. - podałem jej przedmiot, a ona oglądała go w dłoniach.
- To jedyny taki kryształ. Może dać nam szansę. Tylko będzie potrzebna jedna wyjątkowa osoba. Fragonia. Tylko ona będzie mogła tego użyć. -
Objęła mnie jedną ręką od tyłu, a drugą trzymała kryształ.
- No dobra. Ale co to robi? I skąd to masz?? - teraz zaczną się schody.
- Otwiera przejście do jakiegoś... trzeciego wymiaru. A zdobyłem to w walce z potworem. Thagri.... wygląda jak  połączenie salamandry z rekinem i smokiem. I jest wielkości samochodu osobowego. Trochę dłuższe. To był Ostatni Thagri. Tylko ten miał ten kryształ. Był władcą wszystkich Thagri. To są zaprojektowane do walki bestie. Posługujące się magią. Stworzone przez magię. Przez największych magów javy stąpali po tej ziemi. Stworzyli je po to aby polowały na Mglistych. A Mgliści... patrzysz na jednego z nich. Prawdopodobnie jestem ostatni. Mgliści to elitarna grupa zabójców-strażników. Poddawani mutacjom takim jakich ja doświadczyłem. Ale jest jeszcze coś. Jakaś pradawna siła łącząca wszystkich Mglistych. Żywych i zmarłych. Nikt nie jest w stanie określić ani nazwać tej potężnej mocy. Ja sam nigdy tego nie wywołałem ale ponoć dzięki temu powalano całe armie. Może to dla tego Darkness nie zaatakował mnie wtedy w tamtej chatce? Nie wiem. Mgliści byli też połączeni pewną siłą z osobami które mieli chronić. Ich zadanie polegało właśnie na tym. Ochraniali ważne osobistości jak królów, możnych, wpływowych. Brali za to dużo. Baaardzo dużo. Sami często byli doradcami. Lecz najczęściej niewidoczną ochroną. "Duchami". Zabijali skrytobójców i jednocześnie sami nimi byli. Najlepsza ochrona to ta niewidoczna, nie do wykrycia. No i magowie nie mogąc nasyłać swoich skrytobójców się wkurzyli. Mogli tak kontrolować politykę. Więc zebrali się i stworzyli Thagri. Potwory stworzone do zabijania Mglistych. Potrafiły ich wyczuć. I zabić. Powstała w ten sposób wojna. Taka niewidoczna. Thagri już nie ma. Wygrałem. - kolejny atak kaszlu. Kolejna wydzielina. I kolejny strach. Podszedłem do okna.
- Nie przeziębiłeś się. Prawda? - podniosła głowę.
- Nie. Jestem chory. Thagri był jadowity. Jad nie niszczy ciała lecz duszę. Idealna broń przeciw Mglistym. To co wypluwałem to ektoplazma. - powiedziałem... ci ona teraz zrobi? Odwróciłem się. Spojrzałem na nią. Leżała na boku. Łóżko jej się przyda. Źle spała ostatnio. Ja najwyżej wyląduję na podłodze.
- Czy? Czy ty....? - przestraszona zacinała się pytając
- Tak. Umieram. I nie wiem zupełnie zo mogę z tym zrobić. Mam jeszcze sporo czasu. Ale on i tak jest ograniczony. Chiałbym go spędzić przy tobie. Jeżeli będę mógł. Chciałbym zrobić z tobą jeszcze wiele rzeczy....
(Tym zakończę. I teraz tobie dam pole do popisu😉😏👉👌😂 I sorry że tak długo. Pamiętaj o Fragonii i kamieniu. Wee znowu mieszam w fabule.Tytanio?😂)