Jack The Ripper

{Art człowieka wykonał/a: Mydya}
{Art wilka wykonał/a: kipinwolf}
„I could snap your neck in a second, but it wouldn’t be as much fun.”

Imię: Ren. Jako człowiek przedstawia się jako  Seth Cauther, o ile w ogóle się przedstawi.
Płeć: Basior. Nie wierzysz mi?
Orientacja: Heh… Jest aseksualny. A co?
Wiek: W wilczych..? Powyżej 10 000 lat (Nieśmiertelny...). W ludzkich…? Twierdzi, że jest wiecznym 19 latkiem (w sumie po wyglądzie na takiego wygląda)
Partner/ka: On z kimś…? Pffft.. *wybucha głośnym śmiechem*
Zauroczenie: *śmieje się bardziej*
Rodzina: Heh.. A co jeśli powiem, że zabił ich wszystkich?
Szczenięta: Prędzej by je zabił.
Stanowisko: Werran, Chirurg
Charakter: Hmm.. No cóż. Ren to wilk, który nie zalicza się do osób miłych w żadnym wypadku i przypadku. Przecież jego tytuł musiał się skądś wziąć nieprawdaż? Ren to osoba, która z zimną krwią i z dziwnym uśmieszkiem na ustach, który przeraża każdego, może zamordować setki, jak nie tysiące osób, a co za tym idzie? Jest sadystą i chyba największym jaki kiedykolwiek stąpał po Ziemi i Delcie. Zbyt często przejawia się jego sadystyczność i brutalność, przez co bez przerwy ma jakąś ofiarę do znęcania się psychicznie jak i fizycznie. Większość wilków, jak i ludzi boi się, go przez sam wygląd, czy też spojrzenie. Egocentryk do potęgi piątej, nie akceptuje poglądów innych osób, ceni wyłącznie swoje myśli. Nietolerancyjny człek, który nie potrafi zrozumieć czyjejś orientacji, religii czy też innych podobnych spraw. Zdobycie jego zaufania, czy szacunku jest porównywalne do niemożliwości, ponieważ nie chce ich nikomu powierzać.  Bezpośredni i szczery do bólu, prawie zawsze mówi to co mu ślina na język przyniesie. Jednakże potrafi kłamać, w dodatku nie byle jak! Nikt, a nikt nie potrafi dostrzec tego, że kłamie, a nawet jeśli jakaś osoba ma dar do rozpoznawania kłamstw, to będzie mieć wątpliwości, czy aby na pewno oskarżyć go o kłamstwo. Jest po brzegi wypełniony zbyt dużą pewnością siebie, a także brawurą, przez co niebezpieczeństwo i ryzyko, można nazwać jego drugim imieniem. Potrafi podskoczyć każdemu i nie obchodzi kim, kto jest. Sarkazm, ironia, pogarda oraz bycie szorstkim i oschłym do innych to nieodłączna cecha rozmowy prowadzonej przez tego chłopaka. Chłopak nie rozumie, że inni posiadają uczucia i, że niektórych łatwo zranić. Potrafi oczarowywać kogoś jego pięknymi słówkami, po czym będzie targać ową osobę jak niepotrzebną szmacianą lalkę. Ma nieograniczony dostęp do różnych ripost, argumentów czy wymówek, przez co nikt nie chce się z nim na to pojedynkować. Jest przyzwyczajony do fałszywych uśmieszków i do grania „grzecznego chłopca”, przez co początkowo może wydawać Ci się, że jest nawet w porządku. BŁĄD. Masz do czynienia z mordercą, który jest bardziej przebiegły niż złodziej. Cholernie chciwy i sprytny, a na dodatek nie potrafi się z nikim, niczym dzielić. Często kradnie, jest profesjonalnym kieszonkowcem, zawsze gdy coś zwędzi zawsze mówi „Znalezione nie kradzione”, co bardzo denerwuje innych, ponieważ nigdy nie oddaje takich rzeczy. Na wszystko ma wywalone, łącznie z tym, że ktoś mu nie ufa i wyzywa od najgorszych. Ale jeśli chodzi o szacunek do niego.. MUSISZ go nim darzyć. Noo.. chyba, że chcesz skończyć jak Mary Jane Kelly. Piekielnie dobry manipulator i tworzyciel paniki i grozy w różnych stopniach. Osoba darząca nienawiść do egzystencji rasy ludzkiej, jak i wilczej, przez co często inni go nienawidzą. Chłopak ten pozbawiony jest jakiegokolwiek wstydu, a kiedy powie lub zrobi coś nie tak, jedynie wzrusza ramionami, jak gdyby nigdy nic. Do każdej rozmowy wtrąci swoje trzy grosze i zawsze się jakoś wypowie. Mimo to jest małomówny i odzywa się wyłącznie wtedy, kiedy uzna to za słuszne. Ren nie jest zbyt dobrze wychowany, a w jego prywatnym słowniczku nie ma miejsca na słowa typu: „dziękuję”, „przepraszam”. Chłopak nigdy nie dający się oszukać, nawet jeżeli ktoś ma wyjątkowy talent do łgarstwa, jak on. Chłopak powinien dostać magisterkę za tak dobrą umiejętność wku**iania innych (inaczej powiedzieć się nie da). Ma zaskakująco duży iloraz inteligencji, więc jest o wiele bardziej zaradny, niż inni. Bez większego problemu, potrafi wyjść z każdej niekomfortowej sytuacji. Osoba zdolna do kłócenia się godzinami nawet o byle błahostkę, jest zdolny się o nią nawet pobić, jednak zdarza się to stosunkowo rzadko. Jest typowym samotnikiem, który olewa otaczającą go rzeczywistość. Chłopak wykazuje dużą konkurencyjność i mógłby oddać życie, aby wygrać. Asertywność i stanowczość to jego dosyć mocne strony, przez co nawet osoba, która ma "dar" do przekonywania, nie jest w stanie go przekonać. Łatwo go wyprowadzić z równowagi, a wtedy nie ma przebacz, potrafi zrobić z Tobą to co z Catharine Eddowes, więc lepiej uważaj. Człowiek nieobliczalny, nie wiesz jak do końca się zachowa i czy przypadkiem nie najdzie go ochota mordu. Na wszystkich patrzy z góry, uważając, że to on jest tym ważnym. Zawsze przybiera kamienną twarz, bez jakiegokolwiek wyrazu najmniejszej emocji, wyjątek to morderstwo lub walka. Wtedy wygląda jak prawdziwy psychopata, żywcem wzięty z najgłębszych czeluści piekieł. Jest realistą, z nutką pesymisty, który dość często się ukazuje. Bardzo często bywa cyniczny. Nieugięty i uparty, zawsze dąży do postanowionego sobie celu, chociażby miał po trupach chodzić. Olewa zaloty do niego, ponieważ miłość dla niego, to tylko śmieszna gra, która nie ma najmniejszego sensu. Kiedy ktoś próbuje zawrzeć z nim jakąkolwiek znajomość typu „przyjaźń”, może zrobić z Tobą coś naprawdę nie przyjemnego, na przykład… wypruje Ci flaki i zrobi z nich ozdoby świąteczne. Chodzi własnymi ścieżkami, uważa, że ma zawsze rację. Nie potrafi przyznać się do przegranej czy nie mania racji. Z reguły wulgarny, jednak potrafi się jakoś zachować. Czerpie przyjemność, kiedy to zadaje komuś cierpienie, czy też ktoś, bądź coś to robi. Potrafi „przewidzieć ruch przeciwnika”, przez co może wyprzedzić Cię słownie, ZAWSZE wiedząc co miałeś/aś na myśli, gdyż jest takim.. obserwatorem ludzi i ich zachowań. Dzięki temu, wie jak dokładnie zachowasz się w danej sytuacji. Wredny, chamski i dwulicowy, zawsze jest niedostępny. Jest samoukiem, który bardzo szybko się uczy. Nienawidzi, gdy ktoś mu rozkazuje, w zwyczaju ma robienie kompletnie na odwrót. Bawi się ofiarami, nie zważa na błagania o litość, lecz torturuje dalej, z dziwnym uśmieszkiem na ustach. Do wszystkich zwraca się nieoficjalnie, zdaje się, że ocenia ludzi tylko w trzech kategoriach: szumowiny, ofiary i wrogowie. Gardzi wszystkimi żyjącymi istotami ludzkimi i wilczymi na tej planecie, jak i na Delcie. Ren nie potrafi, ale też nie chce prawić komplementów czy kogoś pocieszać, bo po co? Sami poradzą sobie doskonale. Nienawidzi prosić o pomoc, woli działać na własną rękę. Zabijanie traktuje jako hobby, a może nawet… zabawę.  Dla niego to wszystko jedna wielka, gra gdzie trzeba troszczyć się o własną skórę, a nie zawracać się innymi. Chłopak pozbawiony jakichkolwiek uczuć, nie potrafi okazać nawet najprostszych emocji np. radość, smutek czy… strach. Zbyt dużo przeżył, by zwracał uwagę na takie pierdoły. Osoba cholernie mściwa i pamiętliwa, swoją zemstę wykonuje w najmniej oczekiwanym momencie, a wtedy… heh… Twój żywot najpewniej się już zakończy. Jednak.. ten morderca ma jakąś zaletę. Jedną, ale ma. Mianowicie jest to osoba, która nie rzuca słów na wiatr i dotrzymuje swojego słowa. Chłopak stosuje zasadę „oko za oko, ząb za ząb”, więc oczekuj zemsty, jeśli mu coś zrobisz. Stosuje także zasadę „coś za coś”, tzn. musi dostać coś wartościowego, jeśli ma cokolwiek dla Ciebie zrobić (ciesz się, że się zgodził). Chłopak ten jest, po części damskim bokserem, ponieważ jeśli jakaś go wkurzy, to może ją uderzyć. Dziewczyna, czy nie, też człowiek i czasami im też się należy.
Aparycja: Jako człowiek Ren to chłopak wysoki, mierzący około 1,93 cm. Jego sylwetka jest szczupła i umięśniona, jak to na mężczyznę przystało. Ma piękny kaloryfer, który jak magnes przyciąga płeć piękną. Na jego głowie można zauważyć kruczoczarne włosy, ułożone w wieczny artystyczny nieład, a jego przydługa grzywka często wpada mu w oczy, jednak już się do tego przyzwyczaił. Wracając do tematu oczu, jego oczy mają dwie różne odmiany tego samego koloru – fioletowego. Lewe oko jest tej jaśniejszej odmiany, natomiast prawe tej ciemniejszej, a ten specyficzny kolor oczu, przyciąga płeć piękną, co nieco irytuje chłopaka. Zarówno jego nadgarstki, jaki i część twarzy obwiązana jest bandażem.. Powód tej czynności nie jest zdradzany przez Ren’a.  Jego ubiór najczęściej składa się z czarnych ubrań, ale na pewno zobaczysz go w czarnej bluzie z kapturem, który jest mocno zaciągnięty na twarz. Dobra. Zawsze go zobaczysz w czarnych ubraniach, nie ważne jaka pogoda czy pora roku.
Natomiast jako wilk Ren jest czary jak smoła, bez żadnych przejaśnień czy odmian. Z każdym ruchem pozostawia za sobą czarny dym,  przez który wywołuje strach czy też niepokój u innych. Jego oczy są o barwie krwistoczerwonej, przez co niektóre wilki się boją i uważają za demona.  Jego oczy z każdym ruchem pozostawiają za sobą coś w rodzaju czerwonej poświaty. Jego postura jest umięśniona, a także spora. Jest posiadaczem ostrych jak brzytwy, zaskakująco białych zębów, a także, haczykowatychrównie ostrych pazurów. Jest on średniej wielkości, nie za duży, ale też nie za mały. Ma dosyć długie nogi, co pozwala mu na szybszy bieg.
Żywioł: Cień, Śmierć, Krew
Moce: 
  • Smoke – Ciało Rena stworzone jest z czarnego dymu, przez co żadna hipnoza, klątwa, urok, zaklęcie wzrokowe, czy też inne  nie jest w stanie nic mu zrobić, ponieważ wszystko to przez niego przenika, jakby w ogóle go tam nie było. Moc ta uaktywnia się samoczynnie, więc nie ma szans, by ktoś mu coś zrobił z wymienionych powyżej rzeczy.
  • Filar Śmierci - Ren łączy ze sobą dłonie w specjalny sposób. Palce wskazujący i środkowy górnej dłoni są uniesione ku górze, natomiast w drugiej ku dołowi skierowany jest mały palec i wskazujący. W czasie rzucania zaklęcia, mężczyzna jest otoczony ciemną aurą. Dochodzi do pionowej, kontrolowanej eksplozji. Nawet najmniejsze draśnięcie, pozwoli na sparaliżowanie przeciwnika na czas nieokreślony, przez co wilk, może wykonać kolejny atak.
  • In My Shadow… – Może niepostrzeżenie wtargnąć do czyjegoś cienia, przez co może zadawać ataki, kiedy ofiara nic nie może na to poradzić. Ofiara może zorientować się, że Ren jest w ich cieniu, jednak tylko ten chłopak, może sprawić, by z niego wyszedł.
  • Devon - Ren tworzy dyski do rzucania stworzone z cienia. Są one zakończone ostrymi jak brzytwy kolcami, dostosowane tak, by aby je wyjąć trzeba byłoby przeprowadzić operację. Dodatkowo jeżeli dostatecznie szybko nie usunie się tych dysków z ciała, broń samoczynnie wprowadza do krwiobiegu truciznę, powodującą niemal natychmiastową śmierć. Mogą one z łatwością przeciąć każdy surowiec, więc.. w ogóle nie próbuj łapać.
  • Silence - Może sprawić, że dana osoba nie jest zdolna do wypowiedzenia słów, nazwy, czy też przywołania swojej mocy. Zarówno w myślach, słownie jak i za pomocą gestów. Jest tak jakby ktoś je.. zapomniał. Moc ta ma dodatkową zaletę. Mianowicie nie da się jej skopiować przez inną moc. Nie ważne jakbyś się starał, nie uda Ci się. (+ nie da się jej jakkolwiek zablokować. Tak, więc... zawsze ma na Ciebie haka.) Moc ta może także na pewien czas "skopiować" daną moc przeciwnika, dodatkowo blokując jej użycie u oprawcy, więc.. teoretycznie jesteś bezbronny.
  • Sangue - Dzięki czyjejś krwi, zdolny jest do regeneracji. To znaczy, wystarczy nawet małe draśnięcie, przez które spływa krew, a większość ran Ren'a już się regenerują.
  • Death Wave - Powoduje uwolnienie Mrocznej Fali, która może zabić wszystkich znajdujących się w pobliżu. 
  • Forgotten Blood - Ren może sprawić, że z pomocą Twojej krwi, staniesz się niezdolny do walki, przez zbyt wielki ból w sercu, zostaniesz zamieniony w marionetkę, bądź zostaniesz z automatu zabity. Wszystko to dzięki Twojej krwi. Może jej podziękujesz?


Zainteresowania/Talenty: Ren interesuje się literaturą, a zwłaszcza z dziedziny horrorów, thrillerów oraz horrorów psychologicznych. Jego hobby to spanie, o ile można to tak nazwać, mimo iż śpi krótko, to nie oznacza, że nie rzadko. Jego głównym hobby, jak było już wspominanie jest znęcanie się psychiczne nad innymi, co robi piekielnie dobrze... niestety, a może stety, bo bardzo lubi to robić. Lubi także muzykę, co dziwne, ale jednak (tak na marginesie potrafi grać na: fortepianie, skrzypcach, gitarze). Interesuje się także motoryzacją, a to naprawdę go kręci, posiada nawet własny motor, którym uwielbia się ścigać na przedmieściach. Lubi także walczyć oraz używać broni, zarówno białej, jak i palnej, to zainteresowanie jest dosyć przesadne, ponieważ kiedy tylko ma okazję pozabijałby wszystkich dookoła (co dziwne nie jest). Interesuje się także chorobami,  ich objawami i terapią. Najbardziej interesują go te choroby psychiczne. Interesuje się także, Urban Exploring'iem, czyli chodzeniu po opuszczonych miejscach. Świetnie zna się na anatomii zwierzęcej, jak i ludzkiej. Ma także podstawowe pojęcie medyczne, zawsze wie o czym mówi, jeśli o to chodzi. Interesuje się także sportem, co już w ogóle jest dziwne. Jest prawdziwym mistrzem jeśli chodzi o koszykówkę, czy piłkę nożną, więc nawet nie próbuj się pojedynkować, bo wiadomo, że przegrasz. Jako, że prawie ciągle musi uciekać, przed policją, jest piekielnie dobry w parkourze (lata praktyk i ucieczek). Nic dziwnego, że dzięki temu jest wygimnastykowany, a różne gwiazdy, salta czy inne podobne rzeczy, to dla niego pestka.
Chłopak świetnie walczy bronią białą, którą ćwiczył sam i potajemnie. To samo tyczy się broni palnej, dodatkowo ma świetny refleks i cel. Zawsze trafia, nie ważne czym, ważne, że trafia. A co do refleksu... na pewno nie zaatakujesz go od tyłu, ponieważ on już wie, że chcesz mu przywalić. Dobra. Bądźmy szczerzy, refleks to jest jego... szósty zmysł. Nie dasz rady, ponieważ on to wszystko zablokuje. Chłopak nauczył się też jak to przeżyć w różnych środowiskach. Jako iż wielbi wszystko co jest związane z niebezpieczeństwem, często robi niebezpieczne odpały, typu ściga się na niebezpiecznych terenach, czy też wszczyna niebezpieczne bójki, z których z niewiadomych przyczyn zawsze wychodzi bez szwanku. Pokochał sztuki walki, jednak nikt nie wie gdzie i jak się tego nauczył, a więc sporo potrafi, w dodatku nie byle jak. Potrafi bezszelestnie się poruszać, a także szybko biega, szybciej, niż większość wilków, czy ludzi, a co za tym idzie ma świetną kondycję. Powróćmy po raz ostatni do tematu biegania, Ren potrafi zarówno chodzić bezszelestnie, jak i biegać. Potrafi także jeździć na łyżwach i robi to... zaskakująco dobrze. Skoro jest profesjonalnym zabójcą, oczywiste jest, że potrafi zabijać cicho i niepostrzeżenie. Potrafi wykonać skomplikowane operacje różnych partii ciała, a także wykonać proste czynności lekarskie.

Moce specjalne:
  • Murdurer Knife – Ren tworzy tysiące ostrych jak brzytwa noży i kieruje je na przeciwnika/ów. Kiedy spróbują się rozdzielić tworzone jest drugie tyle i „gonią” przeciwnika, w dodatku przy zawrotnej prędkości. Niestety nie da się od tego uciec, czy jakkolwiek zniszczyć. Chłopak używa tego tylko w ostateczności lub kiedy naprawdę chce kogoś zabić. Dodatkowo są zatrute jadem, który wypala przeciwnika od środka, dając mu bolesną i powolną śmierć.

Umiejętności:
  • Siła: 725
  • Szybkość: 745
  • Zwinność: 675
  • Moc: 575
  • Technika: 595
  • Równowaga: 330
  • Zręczność: 503
  • Ukrycie: 352

Historia: Urodził się na Ziemi, przez co nie wiedział zbytnio dużo o Delcie. Jego ojciec był pijakiem, natomiast matka puszczała się na lewo i prawo. W tej rodzinie, jedynie matka miała zdolność do zamieniania się w wilka. Miał także młodszą siostrę, jednak nie do końca ją pamięta, w swojej pamięci ma jedynie jej zakrwawione zwłoki... Jego ojciec znęcał się nad nim, zarówno fizycznie, jak i psychicznie.  Natomiast jego matka w ogóle nie zwracała uwagi na swojego męża i dzieci. Właśnie dlatego chłopak znienawidził kobiety. Kiedy tylko Ren skończył pięć lat, wyrzucono go z domu, wraz z siostrą. Wtedy niemalże od razu się rozdzielili, a Ren przeszedł na „ciemną stronę”, przez co rok później zdołał zabić paru ludzi, ze szczególnym okrucieństwem i nie zostać złapanym. Jako, że bardzo mu się to spodobało, z każdym rokiem, jego licznik zabójstw wzrastał dwukrotnie od poprzedniego. W wieku 18 lat, zaczął mordować prostytutki, a także inne kobiety w Londynie, a że robił to krwawo i dobrze, nadano mu tytuł „Jack The Ripper”, co na polski tłumacząc znaczy „Kuba Rozpruwacz”. Nie został złapany, ponieważ ciągle oskarżali osoby starsze od niego, a jego nawet nie dostrzegli. Kiedy tylko sprawa w miarę ucichła wrócił do rodzinnych stron i zabił całą swoją rodzinę, łącznie ze swoją młodszą siostrą. Potem odkrył portal łączący dwa światy – Ziemię i Deltę, przez co odkrył, że jest w połowie wilkiem. Teraz jest tutaj.. i nadal morduje niewinne osoby.
Przedmioty: 
  • Nóż - Jest to nóż do amputacji, który zazwyczaj Ren używa do morderstw. Nie zrażaj się jego wyglądem, ponieważ jest ostry jak brzytwa, dzięki czemu szybko i sprawnie można wtopić się tym w mięso osoby. Nawet przez najlżejsze tknięcie tym nożem naostrzonym przez Rena na jakiejkolwiek części ciała, może spowodować powstanie rany. Nigdy, przenigdy się z nim nie rozstaje
  • Pistolet Glock 18c - Zwykły pistolet, który Ren, wręcz wielbi.
  • Katana - Ta broń, kiedy jest w użyciu uwalnia z siebie czarną mgłę, dzięki czemu, Ren może zakamuflować się i zaatakować z zaskoczenia. Dodatkowo katana zatruta jest trucizną, więc nawet przez najdrobniejsze cięcie wejdzie w ciało przeciwnika, powodując bardzo bolesną śmierć. Podobnie jak z pistoletem, nigdy z nią się nie rozstaje. Dodatkowo może obrócić się przeciw Tobie, tzn. jeśli mu ją odbierzesz, broń sprawi by wróciła do swojego właściciela. Na przykład może wykonać gwałtowne cięcie, przez co Ren będzie mógł z łatwością ją odebrać. Jeśli Ren przypadkowo draśnie się kataną (co się naprawdę, ale to naprawdę rzadko zdarza), nic mu się nie dzieje.

Pamiątki: A więc.. blizny, więcej blizn i jeszcze może… blizny?
Głos: [Klik!]
Towarzysz: Hahaha… Prędzej by go zabił, jakby nie patrzeć.
Inne:
  • Świetnie gotuje.
  • Ma dziwne przyzwyczajenie zbierania organów wewnętrznych, zazwyczaj tych których zabił.
  • Bardzo krótko śpi, jedynie po 3-4 godziny. Ten czas wystarczy mu, by wyspać się po wszeczasy.
  • Nie lubi czekolady. Wyjątek to czekolada z orzechami.
  • Nienawidzi, gdy ktoś przy nim pali.
  • Ma mocną głowę, ciężko go upić, czy nawet odurzyć.
  • Wścieka się, gdy ktoś zmiękcza jego imię lub je zmienia. Wtedy może uderzyć Cię znienacka, nie zważając, na to czy jesteś dziewczyną, czy chłopakiem.
  • Bardzo lubi orzechy włoskie, a także rodzynki.
  • Ma szybki metabolizm, przez co jest "wiecznie" głodny.
  • Ulubiony kolor? Ciemny szkarłat...
  • Bardzo często pstryka palcami, robił to przez prawie 10 000 lat i jakoś nie ma krzywych palców.
  • Jako, że bezszelstnie się porusza, bardzo często z tej umiejętności korzysta, poprzez strasznie innych. 
  • Kiedyś nerwy mu się "popsuły", przez co nie odczuwa uczucia bólu. 
  • Jest ATEISTĄ. Nic go nie zmusi do wierzenia w cokolwiek.
  • Jest takim... "smakoszem krwi". Lubi próbować krwi z noża, tych których zabił. Teoretycznie to taki wampir. Nawet jego kły, zarówno pod postacią wilczą, jak i ludzką, przypominają te wampirze.

Kontakt: Aristanae

Od. Anubis'a c.d Moon

Wadera tak nagle wpadła do wody. Myślałem, że krew mnie zaleje. Stałem jak sparaliżowany nad strumykiem. Powiem szczerze, przydałby się Percy. Zamknąłem oczy i pomimo mojej nienawiści do brata, skontaktowałem się z nim. "Percy, daj mi przez chwilę władzę nad wodą, nie pytaj dlaczego". Wskoczyłem więc do wody. Poczułam przypływ energii i chwilę później mogłem swobodnie oddychać pod wodą. Otworzyłem oczy i rozglądnąłem się. Na dnie leżała nieprzytomna, biała wadera. Cóż mogłem zrobić? Chwyciłem ją za łapę i jakimś cudem wywlokłem na brzeg ciężko oddychając. Spojrzałem na waderę. Była... taka ładna. Ogarnąłem się jednak. Nie mogłem jej tak tu zostawić! Pełno tu ostatnio wrońców i krukonów. Zmieniłem się więc w człowieka i powoli, powolutku zaciągnąłem waderę do portalu...
(Moon?)

Od. Viper'a c.d Acceli

Zadzwonił długo oczekiwany dzwonek. Viper już miał wychodzić z sali, kiedy zatrzymała go nauczycielka. Chłopak zamarł. Myślał, że chce z nim porozmawiać o siostrze, na co wcale a wcale nie miał ochoty. Nauczycielka matematyki spojrzała na swoich uczniów i powiedziała do Percy'ego:
- Zaczekaj chwilę.
Chłopak wrócił wiec do ławki i cierpliwie czekał. Nauczycielka wróciła do swojego biurka.
- Tak więc, chciałam wam tylko powiedzieć, że szkoła ufundowała nam wycieczkę... do Teksasu na tydzień.
Klasa milczała. Nikt nie rozmawiał. Uczniowie patrzyli nerwowo na panią Kelly. Było to trochę.. dziwne. Nauczycielka westchnęła ciężko i dokończyła:
- Wyjeżdżamy jutro o godzinie czwartej trzydzieści nad ranem. Spakujcie potrzebne rzeczy. Przepraszam, za to, że nie poinformowałam was o tej wycieczce. Sama dopiero dowiedziałam się o niej wczoraj.
Percy zdziwił się. Zaczął powoli podejrzewać, że ta wycieczka jest jakąś chorą aferą. Próbował jednak odgonić te myśli. Reszta uczniów nie wyglądała na jakoś szczególnie zaintrygowanych tą wycieczką. Zachowywali się tak, jakby było to czymś normalnym. Po dłuższej chwili, gdy pani Kelly wypuściła uczniów, Percy wybiegł praktycznie natychmiast ze szkoły. Chciał dostać się jak najszybciej do domu. Zauważył jednak tłum. Przeklną cicho i próbował się przedostać, ale cały czas ktoś go odpychał warcząc pod nosem: "Nie pchaj się!". Wściekły Percy wepchnął się nagle przed jakąś uczennicę. Była to ta sama, zamaskowana dziewczyna, która walnęła go drzwiczkami od szafki. Uśmiechnął się do niej, a ta tylko prychnęła cicho i spojrzała na podłogę. Uczniowie nagle zatrzymali się. Słychać było lamenty i stęki. W końcu padły znaczące słowa:
- Nie żyje.
Viper jakby się obudził. Zaczął się znowu rozpychać i dotarł przed drzwi do damskiej ubikacji. Leżała tam ruda, nie wysoka dziewczyna o zielonych oczach i dużych, czarnych okularach. Nad nią stał nauczyciel fizyki. Z tą samą dziewczyna rozmawiała czarnowłosa. Chciał podejść i przyjrzeć się nieboszczykowi, ale znając życie nauczyciel zakazałby mu tam wchodzić. Prychnął więc cicho i skierował eis w stronę drzwi. Miał nadzieję, że nikt go nie zauważy. I tak się też stało...
(Accelia? Wybacz długość, presja czasu ;-;)

Drogon

Imię: Drogon
Rasa: Smok
Żywioł: Śmierć
Opis: Drogon to agresywny i najbardziej narwany smok we wszech świecie.Nigdy nie dawał się dotykać.Kiedy jego panią była matka smoków.Dał dotchnąć się tylko niej i tylko ona mogła na nim latać.Swoje ofiary rozrywa i morduje bez najmniejszego zastanowienia.Każde jego spojrzenie jest tak przerażające ,że każdy mógł by się go przerazić .Groźny mało powiedziane on jest niebezpieczny .Nigdy nie da sobą pomiatać zawsze to on rządzi i nie ma innego wyjścia.Słucha się tylko swojej matki i Ahri.Jego ciało pokrywają twarde łuzki .A w okolicach głowy znajdują się kolce.Jego kły są toksyczne
Moce:
  • Dimidill : Jest odporny na magie a ugryzienia innych zwierząt nie wiele mu tobią.
  • Poisoning : Jeżeli chce może zatruwać dotykiem i może rozpuszczać wszystko na co spojrzy.
Historia: Nikt nie wie kim była jego prawdziwa matka.Znaleziono go jak jego dwóch braci jako skamieniałe jaja.Otrzymał je wódz plemienia Dothraków które porzekazał nowej przywudczyni tego plemienia.Niestety jej mąż zginą a aby przywrócić mu życie musiała odprawić rytułał i poświęcić swoje smocze jaja.Niestety ten plan powiódł się niewypałem ale za to od teraz matka smoków zyskała trzy smoki.Dalsza jego historia jest nieznana .Jego pani kazała mu uciekać a ten posłuchał jej i trafił pod opiekę siostry matki smoków Ahri.
Właściciel: Ahri

Opętana przez Diabła



{Art wilka wykonał/a: flowerewolf}
{Art człowieka wykonał/a: rinkupanda}
"Nie potrafię kochać tak jak wy ... Nigdy nie będę częścią tej chorej gry." ~ Nirvana.
Imię: Nirvana.
Płeć:Kobieta / wadera
Orientacja: Biseksualna.
Wiek: 16 lat ( Nieśmiertelna )
Partner/ka: -
Zauroczenie: brak ...
Rodzina: Siostra : Rikka, Brat: Vater .
Szczenięta: NOPE...
Stanowisko: Werran , Swatka.
Charakter: Nirvana nie należy do słodziutkich i milutkich osóbek, nigdy taka nie była. Uwielbia dni zasnute mgłą, deszczowe, czy gdy pada śnieg. Niepogoda jest lekarstwem na rany. Prawie zawsze ma pokerową twarz, bez wyrazu, bez grosza uśmiechu. Do większości rzeczy podchodzi pesymistycznie, a raczej realistycznie. Według niej nie ma co słodzić niesmacznej herbaty. Nie liczy na przyjaźń, miłość, lubi samotność, codzienność w samotności. A gdy już ktoś 'zakłóci' jej samotność i chce się z nią zaprzyjaźnić musi się liczyć z tym, że rozmowa z nią nie jest jakaś owocna. W słowach jest oschła i zwięzła, często cyniczna, ciężko rozmawia się jej na temat rodziny. Chociaż i tak rozmowa kończy się najczęściej ciszą. Owszem zawiera nowe znajomości, ale dopiero przy bliższych spotkaniach komuś z anielską cierpliwością udaje się z nią nawiązać lepszy kontakt. Jest nieugięta, licząca na samą siebie i uparcie dąży do swoich zamiarów. Nieprzyjaciele muszą uważać by ich ciała nie przebił jeden ze sztyletów Nirvany. Mimo swojego podłego charakteru jest zawziętą uwodzicielką, ale jej uwodzenie nie owocuje dłuższym związkiem. Co do płci przeciwnej ma swoje zdanie i nie wierzy w prawdziwą miłość. Nie lubi gdy ktoś się jej kręci przy jej 'zdobyczy' lub gdy ktoś jej nie podpasuje jest dla niego wredna i nie da za wygraną. Nie ma anielskiej cierpliwości, ale za to wielki upór i siłę. Jest odważna i nie boi się nowych wyzwań. Jej charakter i ona sama jest trudna jak orzech do zgryzienia, w głębi duszy jest pogodną, zabawną waderą, ale wszystko się zmieniło od czasu wojny i śmierci jej bliskich osób. Kocha, kocha, po prostu wielbi mścić się na wszystkim wokoło. Nawet za głośny oddech, nawet za łzę która spadła na jej policzek, bez jej pozwolenia. Nienawidzi płakać, ukrywa w sobie każdy ból, smutek, żal czy rozczarowanie. Nie da się tego odgadnąć w żaden sposób, pysk jej zawsze w mrocznym uśmiechu wykrzywiony. Nie jest mroczna, tajemnicza i skryta. Była taka, jeszcze nie dawno. Ale lubi zachowywać oryginalność, a w tym świecie każdy wilk otacza się mroczną aurą. Czerpie przyjemność z pozbawiania życia i używa to swego rodzaju jako "sport". Ma okropne zwyczaje. Jeszcze żywego przeciwnika przywiązuje do skały, żeby sępy zjadły go żywcem, każdego kto się do jej zbliży z zamiarem zaprzyjaźnienia się wypruwa oczy i robi z nich naszyjniki. Ale, nie zawsze tak jest. Tylko w większości przypadków, wtedy kiedy ktoś ją wkurza i nie podoba jej się jego sposób chodzenia czy mówienia. Jak już mówiłam, jest wrażliwa na te rzeczy. Cóż można powiedzieć o Nirvanie...Skryta wilczyca, mająca na sumieniu wiele morderstw, podejrzliwa i nieufna. Nienawidzi dzielić się innymi z jej historią życia, ponieważ jest ona długa i nędzna, nie warta uwagi. Nie lubi rozmawiać o ładnej pogodzie, o miłości i o uczuciach ponieważ ona ich nie zauważa. Jest nad wyraz inteligentna i sprytna. Żywi urazę do każdego kto miał kiedyś styczność z jej bratem, Vaterem prócz jej rodziny. Jest cyniczna i bardzo sarkastyczna. Chodzi własnymi ścieżkami, nie lubi nie mieć racji. Robi wszystko perfekcyjnie, nie znosi zmian w jej życiu a nawet w otoczeniu. Nie czuję się wygodnie w towarzystwie innych, jest jej niekomfortowo uczestniczyć w różnych imprezach. Nirvana często zabiera się za coś, co przewyższa jej siły, i to jest powodem jej częstego zagrożenia życia. Nirvana jest cyniczna, z reguły wulgarna. Zasłuchana w bicie własnego serca i nie przejmująca się losem innym. Przepełnia ją wola niesienia zła i bólu, sarkazmem i odwagą. Uwielbia adrenalinę, ale nie szuka jej byle gdzie. Jest samotniczką, szukająca pretekstu do walki. Mocna językiem jak i pazurami, mistrzyni riposty. Uwielbia się przekomarzać z bratem, ścigać się z nim. Nie znosi przegrywać, czuję się wtedy jak jakiś bezbronny zwierzak, jest wtedy smutna. Jej charakter nie jest zawsze taki sam. Raz, pełna goryczy i smutku, a zaraz potem tryska radością i chęcią do życia. Znajdzie wszędzie powód do ośmieszania kogoś, czerpie przyjemność z patrzenia na ludzką jak i wilczą krzywdę. Bawi się swoimi ofiarami, próbuje nie zważać na błagania umierających wilków. Zabija niechętnie, ale wie że to robi dla własnego dobra. Wychowana w trudnych i wymagających rosyjskich warunkach, karcona za złe spojrzenia, nie patrzy na wszystko z uchyleniem oka. Nie daruję niczego, tak jak jej ojciec Rosjanin nie darował jej. Wredna, nie daje się łatwo zadurzyć, niedostępna. Trudno nawet się z nią zaprzyjaźnić. Jest bardzo inteligenta, szybko się uczy, lecz tego nie wykazuję bo jest nieśmiała.Nie lubi podporządkowywać się harmonogramy dnia i jak ktoś nią kieruję. We wszystkich osobach widzi wroga, który gotowy jest poderżnąć jej gardło. Jest normalną istotą, która jak każda potrzebuje kogoś kto ją pocieszy, przytuli czy sprawi komplement, albo po prostu posiedzi z nią w ciszy. Zazwyczaj idzie do swojego przyjaciela...którego na "szczęście" nie ma. Ale na jej przyjaźń warto zapracować, jest oddana i lojalna w tej kwestii. Nie jest władcza, nawet jeśli jest "kimś ważnym" to nie okazuję tego. Można powiedzieć iż gardzi takimi wilkami wywyższającymi się na każdym kroku.Nie cierpi kłamstw, a prawdę (nawet tą najgorszą) wypowiada wprost, bez żadnych czułych, pocieszających słówek. Śmierdzisz? To śmierdzisz, ona ci o tym mówi. Uwielbia, ubóstwia śnieg i twierdzi że została powołana do życia aby z niego korzystać. Nienawidzi marnować czasu, lecz ze względu na długie przemyślenia i analizy ten czas marnuje. Ale dzięki temu nauczyła się przewidywać ruchy innych oraz tworzyć maskę emocjonalną, pod którą może płakać, śmiać się do woli a jej wyraz twarzy zostanie taki sam. Gdy jest w trakcie walki, nie używa wielu słów. Stara się tylko jak najbardziej ośmieszać przeciwnika. Ma wielce otwarty umysł, pragnący rozwiązać wszelkie zagadki, ale który jest w zamian za to niestety naiwny, gotowy uwierzyć w wszystkie bzdury które się powie jednak odpowiednim, zagadkowy tonem.
Aparycja: : Nirvana jest wysoką dziewczyną, której wzrost wynosi 170 cm. Posiada krótkie , gęste włosy. Ma jasną karnację. Posiada kocie oczy, które zdobią długie ,grube i naturalne rzęsy. Jej oczy wyglądają jak dwa ogromne oceany. Dzięki codziennemu bieganiu i ćwiczeniom jest wysportowana. Ma jasną cerę. Jej ciało zdobi kilka blizn. Prawą dłoń zdobi znamię w kształcie głowy wilka. Jest szczupła, ale kobiecych atutów zazdrości jej nie jedna pani. Niech jednak Cię to nie zmyli, bo z łatwością może Cię przechytrzyć, oraz wbić nóż prosto w serce.
Jako wilczyca jest wysoka. Posiada długą brązową grzywkę opadającą jej na oko. Jej futro nie jest zbyt długie ale za to gęste i przyjemne w dotyku. Futro Nirvany jest podobne do gazeli. Więc często można na nią wpaść myśląc ,że jakieś zwierze uciekło sobie z zoo. Posiada spiczaste uszy i długi, puszysty ogon. Kiedy jest wilkiem jej oczy zmieniają kolor na ciemno zielony i stają się wręcz do bólu kocie.
Żywioł: Ból , Krew, śmierć.


Moce:

  • * Bloody wings : Na jej plecach pojawiają się wielkie , masywne , krwiste skrzydła które zostawiają za sobą czarny dym który odbiera wszystkie zmysły i moce przeciwnika. Może również normalnie latać.
  • * Bend blood murder: Wokuł przeciwnika pojawia się krew która w kasem zapala się tworząc dziwny zielony ogień . Przeciwnik zasypia tedy w kródko trwałą '' drzemkę '' . Poczym Nirvana może wykonać ruch ostateczny aby zabić przeciwnika.
  • * Eyes future : W jej oczach można zobaczyć przyszłość. Ta moc jest bardzo rzadka a wręcz unikalna.Czasami również niewa wizje na jawie jak i w snach. Potrafi zobaczyć przyszłość w wodzie. Umie czytać z gwiazd , kości czy chmur. Rozumie również mowe watru , wody , ziemi itp.
  • * Speech of all the devils : Staje się dziwnym stworzeniem. Jest cała czarna. Jest dwa razy wysza od siebie samej .Jest jakby połonczeniem wilka , konia , kozy i smoka. To dziwne połączenie nazywa chybrydą lub czarną śmiercią. Nie posiada swojego głosu zdaje się ,że przemawiają przez nią wszystkie diabły a jaj ryk czy warknięcie jest podobne do ryku smoka i syczenia jaszurki czy więża. Oczy czarne jek smoła. Po jej łapach spływa krew . Podczas używania tej mocy morduje wszystko i nie ma kontroli nad sobą. A co najdziwniejsze ta istota żyje w niej i jast tak jakby drugą nią tylko ,że gorszą. Podobno gdy zabija pod tą postacią szepcze swojej ofiarze do ucha.
  • * The devil of god : Aby używać tej mocy musi pomedytować przez jakieś dwa do jednego dnia. Kiedy skończy jednym lekkim uderzeniem a nawed dotknięciem potrafi wyrwać drzewo skorzeniami czy zburzyć bydynek . Choć jest mały problem jeżeli uderzysz ją w ( Tajemnica ) . Traci swoją siłę i słabnie ale to miejsce pozostaje tajemnicą.
  • * Dark Dragon : Przemienia się w smoka.Jest on mały ale ,że jest mały to najleprze co może być. Niezwykle szybki posiada również umiejętność szybkiej regeneracji i eleportacji.Potrafi również opętać daną osobę i jest odporna na wszystkie istniejące moce i nie może zostać opętana.
  • * Whisper damend souls : Potrafi zapełniać głowy przeciwników różnymi głosami lub przekazywać wiadomości . Potrafi również stworzyć iluzję.Niby nie przydatna, bo ręką przez hologram przejdzie i co ? I wydane. Ale ! Nirvana może robić iluzje 3D i w dodatku taką, którą można dotknąć ! No wyobraź sobie, pysk wilka przenika i przez brzuch i nagle bum, robi się żywy i przegryza ci serce...
Zainteresowania/Talenty: Miała kiedyś zainteresowania. Kiedyś...Ale przechodząc do talentów . Posiada niewiarygodnie wielki talent do łgania i aktorsta . Ładnie śpiewa i tym potrafi oczarować każdego . Potrafi grać na gitarze .
Moce specjalne :

  • The army of the undead : Przywołuje ona armię nieśmiertelnych trupów któte po " Rozwaleniu " Znów składają się w kupę.A kiedy kogoś dotkną przechodzi on na nich stronę.
Umiejętności:
Siła: 600
Szybkość: 500
Zwinność: 400
Moc: 400
Technika: 300
Równowaga: 200
Zręczność300
Ukrycie: 200
Historia:
Naprawdę, czy macie ochotę słuchać jej historii? Nie było w niej żadnej wojny, odstrzeliwania, zabijania ani wybicia całej rodziny przez akurat nią. Została porzucona dlatego że była najmniejsza i najsłabsza.Mimo to poradziła sobie to chodziła to tu to tam.Żyła sobie swobodnie.Prowadziła normalne, spokojne życie w Rosji, a potem zostali deportowani do tego oto tutaj miejsca. Tam połowa rodziny się rozeszła i więcej się nie spotkali. Jedynie co wiadomo Noche o rodzinie, to to że ojciec podszedł za blisko ogrodzenia pod napięciem. Pewnego dnia spotkała na swojej drodze jakiegoś zwierza który ją pogryzł.Odnalazł ją jeden z członków watahy i tak trafiła do watahy.
Przedmioty: -
Pamiątki: -
Głos: [Klik!]
Towarzysz: -
Inne: Sam odkryj co kryje ta tajemnicza osóbka.

Kontakt: Mephiś

Od Riley c.d Tayron

Obok niej leżał basior, patrzący się gdzieś w dal. Po kilku minutach bezruchu wilk zerwał się na nogi i ruszył pędem przed siebie.
-Rhoan! -Ryknęła za basiorem.
Wstała i pobiegła za nim.
-Gdzie Ty znowu biegniesz?! -Nie dostała odpowiedzi.
Widoczność przerwał jej niebieski dym.
-Coś za idiota z Ciebie... -Mruknęła i weszła w sam środek.
Zatrzymała się, gdy zobaczyła swojego brata, który stał nad jakimś basiorem. Szczerzył kły, a ostatecznie przybliżając pysk do jego ciała. Wadera stojąca nieopodal osłupiała. Rhoan miał już wbić zęby w basiora, lecz ostatecznie wadera się otrząsnęła i przewróciła brata. Stała nad nim warcząc.
-Co Ci odbija znowu?! Masz jakieś napady agresji? -Basior spojrzał na nią krzywiąc się.
-Nie, nie mam. -Wilk oblizał się.- Ale jestem głodny.
-Yhh... To idź zapoluj sobie na jelonka! Nie będziesz żerował na innych wilkach! -Okrzyczała go i ugryzła. - Zrozumiano?
-Mhm... -Odpowiedział speszony wilk, odwracając wzrok.
Wstała i spojrzała na niego z rozbawieniem. Był starszy... Minimalnie, ale był. Basior z lekko podkulonym ogonem ulotnił się stamtąd. Wyprostowała się i podeszła do nieprzytomnego wilka sprawdzając czy była szybsza i go nie zranił. Na szczęście Rhoan'a nie. Połaziła chwilę w kółko zastanawiając się co robić, a znając swego brata napakował mu tych chemikali tyle, że prędko na nogi nie postawisz. Podeszła do wilka i położyła łapę na jego klatce piersiowej. Zamknęła oczy i wdarła się do jego głowy starając obudzić. Oddech basiora przyspieszył, więc wadera przewidując jego następny ruch odskoczyła, ponieważ zerwał się na nogi.
-Połóż się bo... -Basior upadł na ziemię.- ...będziesz widział swe lęki.
Spojrzał na nią, a jego źrenice się zmniejszyły. Riley przygwoździła wilka do ziemi by sobie nie zrobił krzywdy. Szarpał się, warczał i kłapał zębami starając się zwalić z siebie waderę. Przez moment nie była w stanie cokolwiek zobaczyć, czuła tylko ból. Ból spowodowany przez wilka. Odwróciła łeb i zobaczyła pazury wbijające się głębiej w ciało wadery. Zakaszlała krwią. "Jeśli tego nie powstrzymam... Zdechnę jak pies, a on będzie zabijał wszystko co napotka na swej drodze widząc swoje lęki." Pomyślała, maskując grymas bólu  na pysku wystawionymi kłami.  Postawiła jeden pewny krok. Basior nadal trzymał łapę w tym samym miejscu. Skrzywiła się. W jakiś sposób wbił pazury jeszcze głębiej, a wilczyca nie mogąc opanować nerwów zacisnęła szczękę na łapie basiora, tylko w taki sposób by się opanował. Nie zadziałało.  Chwila bez czujności to chwila śmierci. Wilczur teraz stał nad nią próbując dosięgnąć jej szyi. Zatrzymywała go łapami. Miała jedno wyjście... Zmieniła się w człowieka i wyślizgnęła spod wilka. Nie chciała walczyć, jednak skoro tak wyszło... Basior stał chwilę zdezorientowany, lecz się odwrócił i zawarczał. Dziewczyna zaczęła się cofać.
-Po co mi Rhoan skoro jak go nie potrzebuje on jest, a jak tak to nie ma... -Powiedziała nadal się cofając.
Brązowy wilk zmienił się w chłopaka o dwukolorowych oczach. "Urocze..." Pomyślała, jednak od razu wygoniła tą myśl z głowy. To nie jest dobry moment. Zatrzymała się na drzewie, a młodzieniec to wykorzystał i znikąd znalazł się przed dziewczyną trzymając za tchawicę i unosząc do góry. Powoli traciła oddech. Wyciągnęła rękę do przodu kładąc ją na czole i oczach chłopaka.
-Beakete... Sau.
Po wypowiedzeniu słów mężczyzna ją puścił. Upadła na ziemię i zaczęła kaszleć, łapczywie łapiąc oddech. Uniosła wzrok na zdezorientowanego i jeszcze oszołomionego chłopaka. Oparła się plecami o drzewo i zaczęła ręką masować czerwone miejsce na szyi, jednakże gdy dotknęła drzewa poczuła przeszywający ból gdzieś w plecach. Dotknęła dłonią lewej łopatki przez co ponownie przeszyła ją fala bólu. Spojrzała na swoją dłoń, która była we krwi.
-Świetnie...
Powieki zrobiły się na tyle ciężkie, że zamknęła oczy, chociaż nie powinna tego robić. Powinna walczyć. "Zabiję tego ćpuna, Rhoan'a." Ostatnia myśl przeleciała dziewczynie przez głowę, a później pochłonęła ją ciemność.

(Tayron?)

Przykrość Dnia

http://orig01.deviantart.net/53ea/f/2009/336/1/7/sky_by_aiki_ame.jpg


http://pre06.deviantart.net/3a46/th/pre/i/2012/236/8/7/id_for_hyorturhund_by_remarin-d5c9bvk.png
  {Art człowieka wykonał/a:aiki_ame}
{Art wilka wykonał/a:remarin-  }                      
"Nie wydawaj rozkazu, jeśli nie potrafisz wymusić posłuszeństwa."
Imię:  Rhoan
Płeć: Basior, mężczyzna
Orientacja:  Znacząco biseksualny.
Wiek: Jest w wieku siostry jednak... Wygląda na starszego, chociaż jest, jednak to szczegół i różnica kilku sekund.
Partner/ka: Tutaj... Zależy.
Zauroczenie: Nie ma owego.

Rodzina: Siostra o którą troszczy się jak o nikogo innego. Często, a nawet bardzo po prostu ją irytuje. A imię jego siostry brzmi - Riley.

Szczenięta: Yhy... Jasne. Nie życzę sobie takich.
Stanowisko: Wojownik
Charakter: Bardzo nadpobudliwy basior, którego nie łatwo poskromić. Tym gorzej, gdy jest głodny. Oschły i nie zawsze ukazujący uczucia. Uśmiecha się tylko w towarzystwie znajomych. No i siostry. Zdarzy się, gdy chce kogoś przestraszyć. Inni sami z siebie omijają go szerokim łukiem ze względu na wygląd. Jest w stanie pod porządkować się tylko kilku osobom. Nie zawiera nowych przyjaźni. Po prostu nie chce i nie jest do tego przekonany. Wymija natrętne osoby, chcące znać coś więcej niż imię. Pod tą skorupą bez uczuć znajduje się troszeczkę zmieniona osoba. Tylko trochę. Charakteru nie da się zmienić.
Aparycja:  Dość smukły śnieżnobiały basior z brązową plamą na karku i parą rogów wyrastającą z łba. Przeszywające zielone oczy i obroża na szyi, którą nosi od zawsze. Wilczur nie wygląda na silnego, jednak pozory mylą. Niezbyt szybki. Za tym również idzie zwinność. Jako basior zalety posiada w sile i technice walki. 
Mężczyzna jest wysoki. Coś około 1, 90 m. Przydługie włosy, które w ogóle nie odzwierciedlają sierści. Kolor waha się między czarnym, a szarym z fioletowymi pasemkami. Nie, nie są farbowane. Są naturalne. Kolor oczu jest blady. Szary z pobłyskami fioletu. Ubiera się jak człowiek, więc udaje mu się nie przyciągać wzroku ludzi. 
Żywioł: Cień, Mgła, Ból.
Moce:
- Dumai - Basior jest w stanie wytworzyć niebieski dym, który usypia każdego kto się w nim znajduje. Przydaje się, gdy... ma swój cel. Ofiarę, lub przeciwnika. 
- Inuotoju - Patrzy na Ciebie? Wydaję się, że po prostu się przygląda, prawda? Pomylić się można. Bóle serca. Wszystkiego innego wywołane przez jedno spojrzenie i nakierowanie takich myśli. Prosta sprawa. To nic dla Rhoan'a, jednak dla kogoś innego jest nieźle... szkodliwe. 
 - Seleniss - Jak to każdy osobnik posiadający ten gen... Zmienia się w cień. Kamery widzące podczerwienią mogą ją ujrzeć. Jednymi słowem - ,,Noc mi sprzyja". 
Umiejętności: 
  • Siła: 724
  • Szybkość: 346
  • Zwinność: 330
  • Moc: 335
  • Technika: 365
  • Równowaga:  280
  • Zręczność: 290
  • Ukrycie: 310
Historia: Jego życie wygląda tak samo jak żywot Riley. W krwi Rhoan'a dominuje gen krwiopijcy, Jedyne co tutaj się wplata to wypadek, który został spowodowany nie wiadomo przez kogo. Pamięta tylko, że nieźle go pobili. 
Przedmioty: -
Pamiątki: Pamiątki znajdują się w psychice chłopaka. Wypadek, sam nie wie jaki, a następnie amnezja. Nic więcej.

Głos: [Klik!]
Towarzysz: Pozwolę odmówić.
Inne:
-Ma amnezję.
-Rzadko kiedy pije alkohol.
-Od czasu do czasu pozwoli sobie zapalić papierosa. 
-Lubi koty, jednak one go nie lubią co go dobija.
Kontakt: FaithHope

Światło Nocy



http://img10.deviantart.net/5920/i/2012/056/4/5/that_dream__that_moment_by_drawing_wolfx3-d4qyfr5.png 

{Art wilka wykonał/a: drawing_wolfx3}
{Art człowieka wykonał/a: http://blood-and-freedom.tumblr.com/}
    "Jeżeli wieczność istnieje, śmierć jest tylko żartem."

Imię: Zwyczajne imię. Riley. Riley Jason. To jest jej prawdziwe nazwisko i się nim posługuje. 
Płeć: Kobieta, wadera
Orientacja: Heteroseksualna
Wiek:  Wygląda na lat 18 i tyle ma.
Partner: Owszem, jest nim Tayron... 
Zauroczenie: Nikt nie znajduje się na tej liście.
Rodzina: Rhoan
Szczenięta:Te małe szczenięta wyglądające jak dorosłe, jednak niedorozwinięte? Nie dziękuje.
Stanowisko: Gamma, Medyk
Charakter: Przeciwieństwo swojego braciszka. Pogodna i dość pomocna wilczyca, lecz od niedawna bardzo wstydliwa, również ciut inna. Zwyczajny odludek starający się trzymać tylko przy znanych osobach. Często boi się ukazać swoje zdanie przy nieznajomych, jednak gdy bierzemy pod uwagę czyjeś życie nastaje zmiana. Riley wtem jest kobietą. Uparta, postawi na swoje zdanie, lub kogoś innego, lecz tylko i wyłącznie wtedy, gdy uzna je za pozytywne. Unika śmierci innych istot, nie licząc roślinożerców. 
Aparycja: Czarna wadera, która po obu stronach pyska ma białe plamy. Na prawej łopatce również biała plama. Na szyi pod pyskiem czarna sierść jest lekko zielona. Początki i końcówki uszu również. Oczy, które wyglądają jak dwie kulki wstawione na miejsce zwykłych mają szkarłatny kolor. Budowa ciała wilczycy jest nietypowa. Długie kończyny umożliwiające jej szybkie bieganie. Palce w wilczej postaci są od siebie oddzielone, jednak nie widać tego, ponieważ zasłania je sierść. Pomaga jej to w wspinaniu się na jakieś wyższe obiekty. 
Żywioł: Cień, Umysł, Mgła. 
Moce: 
- Seleniss - Jak to każdy osobnik posiadający ten gen... Zmienia się w cień. Kamery widzące podczerwienią mogą ją ujrzeć. Jednymi słowem - ,,Noc mi sprzyja". 
- Vagis - Wohoho... Całkowite przeciwieństwo mocy brata. On wytwarza dym, a ona go likwiduje wchłaniając. 
- Abacter - Po niebieskim dymie brata istota, która nim przez kilka sekund oddychała traci przytomność, a przez owy dar jest w stanie ją wybudzić. Jednak są wady. Jeśli śpiąca osoba wybudzi się i wykona gwałtowne ruchy, jej głowę opanowuje lęk lub chęć mordu. Da się to tylko i wyłącznie cofnąć powodując ból takiej osobie. 
- Jenimas - Dziewczyna dosłownie przejmuje czyjąś głowę. Jest to wyczerpujące. Jest w stanie jej rozkazać, aby wykonała najróżniejsze czynności, czy powiedziała jej wszelkie informacje. 
- Vaistas - Umożliwia jej to wyleczenie każdego, nawet z najgorszych problemów. Jednak są i wady. Innych uleczy, a siebie nie. Zwyczajnie można opatrzyć dziewczynę, czy nafaszerować jakimiś świństwami. 
- Kalbejimo - Inaczej mowa. Wystarczy wypowiedzieć słowa, a one zrobią swoje. Po prostu duchoznawstwo.
Umiejętności: 
  • Siła: 463
  • Szybkość: 741
  • Zwinność: 673
  • Moc: 664
  • Technika:  592
  • Równowaga: 412
  • Zręczność: 503
  • Ukrycie: 452
Historia: Historia jak historia. Każdy ją posiada. Ona również. Ubogą, ale posiada. Nie ma nad czym płakać. Urodziła się w prawie tym samym momencie co brat. Są bliźniętami, jednakże tak nie wyglądają. Znacząco się różnią. Jednak w obu osobach są takie cechy, które denerwują drugiego, zaś go uspokoją. Rodziny nie zna, prócz brata. Historia Riley jest zwyczajna. Zwyczajniejsza od innych. Nie ma o czym tu mówić. Mieszaniec w którym dominuje wilk. Niebezpieczna, bo krew wampira. Ciekawe życie? Nie. Kręci się w kółko. Powtarza się. Nic ciekawego. O swej historii nie opowiada każdemu. Zna ją jedynie jej brat. Zawsze miała pod górkę. Tak jest również teraz. 
Przedmioty: Metalowa bransoletka, którą nosi na prawej ręce. Zmienia się ona w bat. Kiedyś dostała ją od jakiegoś mężczyzny spotkanego na ulicy. 
Pamiątki: |Pierścień|
Wygląda jak zwyczajny biało - czarny pierścień, nieprawdaż? Jednakże opowiem Tobie jego historię... Noszony przez pięknego psa. Rottweilera, o imieniu Seactre. Skądże wiedziała jak się zwierzę zwie? Ma się własne sposoby. Ów pies na szyi nosił wisior. Taki sobie... Zwykły wisior. Było coś co rzucało się w oczy każdemu. Pierścień. Któż mógłby wiedzieć co w ogóle jest w stanie zdziałać? Nikt. Seactre została zabita. Zabita przez wilki. Ahh... Nie takie. Najzwyczajniejsze wilki. Dziewczyna była załamana. A któż by nie po stracie najlepszego przyjaciela? Ogarnęła się i pozbierała. Codziennie chodziła w miejsce gdzie znalazła jej ciało. Kilka dni po śmierci suczki znalazła To. Owy pierścień. Cały ubrudzony krwią, leżał na ziemi. Dróżce wydeptanej przez zwierzęta. Od tamtego czasu dziewczyna go nosi. Człowiek - prawda dłoń. Wilk - Przewieszony przez szyję, ledwo widoczny. Kryjący się pod sierścią. Nie jest to sobie zwykły pierścionek... Jest w stanie zmienić kształt. Jest niezwykle przydatny w walce. Kto normalny kazałby zdjąć pierścionek z dłoni? Hmm? Nikt. Obejmuje całą dłoń tworząc pewną "ochronę" i tworzy coś podobnego do "kolców" przydatne, prawda? A ludzie nie są w stanie zobaczyć tego, ponieważ najzwyczajniej w świecie pierścionek się rozmazuje. Dziewczyna jest pewna, że rzecz kryje coś w sobie. Coś więcej. Coś czego sobie nikt nie wyobraża. To już tylko oddać w ręce przyszłości.

Głos: [Kilk!]

Towarzysz: Nie dziękuje.
Inne:
-Zawsze gdy źle się czuje jest w stanie zjeść olbrzymie ilości lodów.
-Nałogowo pije kawę.
-Brzydzą ją papierosy.
-Wręcz nienawidzi kotów i innych podobnych zwierząt.
Kontakt: FaithHope 


Od Hope c.d Aaron

Kiwnęła głową na znak, że rozumie i odprowadziła mężczyznę wzrokiem. Spojrzała na stolik i zabrała z niego klucze. Włożyła je do kieszeni od bluzy i wyszła z pomieszczenia do treningów. Pozamykała wszystko. Odłożyła łuk i kołczan na swoje dawne miejsce i rozglądnęła się. Nic ciekawego się nie działo. No może oprócz jednej rzeczy... Miała dwa wyjścia. Pierwsze; Zostać w domu i oglądać nieciekawą telewizję. Drugie: Wrócić na Deltę i postarać się coś zrobić. Wybrała wyjście pierwsze. Ruszyła do kuchni i zrobiła kanapki. Głodna zjadła je szybko siedząc na blacie stołu. Wpatrywała się w podłogę nadal myśląc kim mógł być ten... ktoś. Przetarła twarz dłońmi, a z transu wyrwało ją pukanie do drzwi.
-Przecież... -Odpędziła wątpliwość.
Zsunęła się w dół i powolnym krokiem szła w kierunku drzwi. Otworzyła wszystkie zamki. Uchyliła lekko drzwi i spojrzała na w części białowłosego chłopaka, który miał lekki uśmieszek na twarzy. Przekrzywiła głowę, gdy skupiła swój wzrok na jego tęczówkach.
-Ymm... Słucham? -Oderwała się od jego oczu lustrując twarz.
Chłopak wszedł do domu dziewczyny nie odpowiadając. Otworzyła usta chcąc coś powiedzieć, jednak zamknęła drzwi i złapała go za rękę przez co syknął. Zmarszczyła brwi. "Czyżby on był tą osobą?..." Myśl przeszła jej przez głowę. Chłopak uśmiechał się lekko co Hope kompletnie dezorientowało.
-Nie pozwoliłam Ci wejść. -Złapała go mocniej za rękę.- Wyjdź.
Puściła i wskazała na drzwi. Białowłosy tylko się zaśmiał nadal szczerząc się do dziewczyny. Pierwszy raz czuła się źle w towarzystwie kogokolwiek. Cofnęła się o krok uderzając plecami w ścianę. Włosy zasłoniły jej widoczność na jedno oko. Chłopak z uśmiechem na twarzy podszedł do dziewczyny. Nie mogła pozbierać myśli do kupy. Domyśliła się, że to był ten człowiek. Ten, który wypowiedział tamte słowa. Przez chwilę patrzył jej w oczy, po czym poprawił kosmyk włosów. Mocno przytulił dziewczynę, jakby chciał aby nie uciekła. Otępiała Hope stała chwilę nie reagując. Zaczęła go odpychać, lecz wychodziło to jej marnie.
-Puść... Mn..nie... -Wyjąkała, gdy przed oczami pojawiały się najgorsze wspomnienia, a po głowie ponownie zaczęły brzmieć słowa chłopaka. - Zostaw...
W ogóle nie reagował na jej słowa. Zrezygnowana dziewczyna przestała, a po chwili sama z siebie również go przytuliła. Zamknęła oczy, a wszelkie obrazy zaprzestały się pojawiać. Wyczuła rozluźnienie uścisku, więc wymknęła się z objęcia chłopaka. On odwrócił się i patrzył na Hope, która zmierzała do salonu. Słyszała kroki młodzieńca podążającego za nią. Zatrzymała się przy łukach i odwróciła. Momentalnie czas się zatrzymał, a ona trzymała metalowy łuk z ostrymi końcówkami przy szyi chłopaka. Patrzyła na niego podejrzliwie.
-Kim jesteś? -Zapytała po chwili.
Pod naciskiem końcówka broni nacięła chłopakowi skórę, jednak on się nie zorientował. Dziewczyna przeciwnie.
-Aaron. -Uśmiechnął się.
Przełknęła ślinę starając opanować chęć spróbowania jego krwi. Oczy dziewczyny zaczęły błyszczeć i rozjaśniać się. Odłożyła metalowe narzędzie na swoje miejsce i spojrzała na chłopaka. Dotknął miejsca z którego powoli ulatniała się czerwona ciecz i zmarszczył brwi. Nie świadomie sprowokował dziewczynę. To, że był wyższy od niej nie przeszkadzało w ogóle. Podeszła i spojrzała na zranienie. Mimowolnie oblizała się czując słodziutki zapach krwi. Owinęła ręce wokół karku Aaron'a, a nogi w pasie. Z rany chłopaka nadal ubywał szkarłat. Powoli wbiła w nią kły, tak aby nie poczuł. Przymknęła oczy. Przestała i puściła chłopaka, lądując prosto na nogach. Z ust dziewczyny wypłynęła stróżka krwi, którą od razu wytarła rękawem bluzy. Aaron stał zdziwiony. Osoba stojąca przed dziewczyną dotknęła miejsca ugryzienia napotykając zdrową skórę bez śladów. W tej chwili widocznie zamyślony chłopak wpatrywał się w nią.
-Jesteś... -Aaron przerwał na chwilę.
-Tak, jestem tym o czym myślisz. -Poprawiła włosy. - No i jak zapewne wiesz, jestem Hope.

(Aaron?)

Od Rother'a c.d Hope, Aaron

Zanim się odezwał przez chwilę milczał nasłuchując czy nie ma tutaj kogoś jeszcze, na pierwszy rzut oka raczej nie.
- Tym któremu zabrałaś papierosa - Rother wyszedł z postaci cienia i stanął na przeciw Hope - Dostałem się przez drzwi , były otwarte.
- Dlaczego tutaj przyszedłeś? - dziewczyna nie wydawała się być zadowolona jego obecnością.
- Przyszedłem oddać Ci klucze - powiedział obojętnym głosem, mina dziewczyny wskazywała na to, że taka odpowiedź jej nie wystarcza, mimo iż niespecjalnie miał ochotę tak się rozgadywać kontynuował - Po tym jak poszłaś wywaliłem twojego wielbiciela czy też pana na dwór i zamknąłem drzwi na klucz - wyciągnął go z kieszeni i położył na stół - Więc teraz go oddaję - wyjaśnił po największych skrótach. Przyjrzał się teraz dokładnie dziewczynie i ocenił, że raczej nic jej nie jest. Ten chłopak z dnia wcześniejszego był jakimś psychopatą, nie miał pojęcia jak wygląda bo cały czas był niewidzialny, ale za to robił wiele hałasu dzięki czemu Rother sobie z nim poradził. Walił na oślep i raczej bez przemyślenia bił by zabić, ale gdy Rother zamknął oczy słyszał każdy jego ruch i był w stanie mniej więcej określić gdzie uderzy. Jednak i tak dostał parę razy, a uderzenie tamten miał silne. Udało mu się tajemniczego psychopatę jakoś wypchnąć na dwór. Klucze były w drzwiach, więc po prostu jak tamten się podnosił wyciągnął je z jednej strony i zamknął z drugiej. Następnie dostał jeszcze raz w brzuch, ale potem niewidzialny go zostawił. Rother przez chwilę kręcił się wokół domu, ale nie napotkał już niewidzialnego. Nie sądził jednak by odpuścił tak łatwo. Przyszedł tutaj również z tego powodu by sprawdzić czy Hope jeszcze żyje.
- Tak po prostu zabrałeś sobie mój klucz? - słychać w jej głosie było podejrzliwość.
- Tak - nastało milczenie,.
- To wszystko? - spytała Hope przerywając ciszę.
- Tak, już lepiej pójdę. - powiedział basior i odwrócił się by wyjść sięgnął nawet już po papierosa - Uważaj na siebie - dodał jeszcze mając na myśli wczorajsze wydarzenia. Potem opuścił jej dom.

(Hope? Aaron?)

Od Lorcan'a c.d Tristian

Lorcan uśmiechną się był lekko zakłopotany co nie zdarzało mu się wcześniej, więc po prostu ukrył to pod uśmiechem. Tak naprawdę nie pomyślał o tym by zadzwonić po pogotowie. Jego pierwszą myślą było to by zabrać go do domu i się nim zaopiekować, więc to wykonał. Teraz czuł, że szpital byłby o wiele lepszym miejscem i lepiej by się zajęli białowłosym niż jego własne wygłupy z bandażem. Plus wtedy poszedłby na swoją kolacje do knajpki.
- Po pierwsze nie jestem wszyscy - spojrzał na chłopaka jego oczy badały jego twarz chłopaka. - A jesteś tutaj, bo nie pomyślałem o szpitalu - podrapał się po głowie - ale to naprawdę dobry pomysł i powinieneś się tam zjawić by sprawdzić czy nie masz jakiś gorszych obrażeń. Nie znam się na medycynie... i może być gorzej niż oceniłem... - wrócił do robienia jajecznicy. Białowłosy przez chwilę milczał i się mu po prostu przyglądał. Lory udawał, że wcale tego nie zauważa i po prostu robił swoje.
- Nie będzie to chyba konieczne - powiedział jakby się trochę wahał.
- Jeszcze zobaczymy. Nie chcę, żeby coś ci się stało po tym co się wydarzyło - uśmiechnął się, ale jego oczy pociemniały, przed oczami stanął mu obraz kopanego białowłosego. Ściągnął patelnię z palnika i nałożył jajecznicę na dwa talerze robiąc to w miarę równo - Może być trochę słone zawsze robię pod siebie, a to nie wszystkim musi smakować. Jesz łyżeczką, widelcem? - Lory szybko zmienił temat. Zorientował się, że jego wcześniejsza wypowiedź mogła zostać źle odebrana. Cóż nie wstydził się swojej orientacji, ale zdarzali się ludzie, którzy przez to odsuwali się od niego, a miał dziwne wrażenie, że w wypadku białowłosego nie chciałby tego.
- Widelec
- Łap! - Lory rzucił widelcem do chłopaka ten jednak nie złapał i dostał w czoło - O matko przepraszam - podbiegł do białowłosego - Nic ci się nie stało?
- Nie nic - wydawał się zażenowany tym, że nie złapał.
- Fajtłapa z ciebie - powiedział Lory jak zwykle trochę wrednie, ale nie miało to na celu urazić nikogo. Białowłosy jednak schylił głowę, więc Lory szybko spróbował to naprostować - Hej nie chciałem cię urazić.
- Nie uraziłeś... przyzwyczaiłem się - starszy basior przez chwile nie potrafił nic powiedzieć, w końcu jednak na jego twarzy pojawił się delikatny uśmiech, delikatnie uniósł podbródek chłopaka by ten spojrzał mu w oczy.
- Nie bierz do siebie wszystkiego co mówią. ja sam czasami zbyt dużo gadam, ale nie chciałem cię urazić to było wręcz urocze - patrzył w czerwone oczy chłopaka jak oczarowany. Nagle odsunął się i wziął rękę - Emm... no to może w końcu jedźmy - szybko wziął się do jedzenie. Pozwolił sobie na zbyt wiele względem chłopaka było mu teraz głupio bał się, że weźmie go za zboczeńca.

(Tristian? Pisanie o 2 w nocy tak się kończy xd)

Od Hope c.d Aaron, Rother

"Jesteś moja... Rozumiesz?" Słyszała te słowa w kółko w swojej głowie. Jakby ktoś włączył płytę i ciągle leciało to samo. Dziewczyna nie miała zielonego pojęcia kto to mógł być. Oszołomiona siedziała na kanapie zastanawiając się. Była nieobecna. Słyszała jakieś części zdań. Otrząsnęła się i spojrzała na spiętego Rother'a.  Źrenice dziewczyny zwięziły się przez co widziała wszelkie ciepło poruszające się po pomieszczeniu. Nie mogła ocenić wyglądu napastnika, jednakże był wysoki. Przełknęła głośno ślinę. Była zdesperowana swoją niewiedzą. Szybko zdesperowanie przerodziło się w gniew. Zacisnęła pięści. Podeszła do chłopaka, który wypowiedział słowa obijające się dziewczynie o uszy. Nie był świadom, że ona widzi. Popchnęła go, przez co oparł się o ścianę. Podeszła i wspięła się na palce przystawiając twarz do jego ucha.
-Kochany... Jestem niczyja. -Wyszeptała.
Odsunęła się i spojrzała jeszcze raz na Rother'a.
-Nie mam chęci widzieć waszej bójki. -Odwróciła się.- Nie mam siły.
Ze spuszczoną głową pełną myśli ruszyła do swojego pokoju w kolorze burgundowym. Otworzyła drzwi i na chwilę się w nich zatrzymała. Najgorsze wspomnienia powracały o których nie powiedziała nikomu. Zostawiła je dla siebie, by zapomnieć. Przymulona podeszła do łóżka nawet nie zamykając drzwi. Zostały takie jakie zostawiła. Uchylone. Położyła się na łóżku i zamknęła oczy. Po głowie krążyły jej najróżniejsze myśli. "Kim jest? Co tu robi? Po co to mówił? Dlaczego to powiedział? Co zrobił Rother, że go zaatakował? A najważniejsze; Kim on jest?" Pytania nie dawały jej spokoju, póki nie zasnęła. Zapadła spokojna ciemność dająca odpocząć umysłowi. Czasem powinna trwać wiecznie.
                                                     ***
Otworzyła zaspane oczy zauważając pogniecione miejsce obok. Naszły ją wątpliwości, że ktoś był u niej w pokoju, jednak odpędziła je wymówką "zapewne rozwaliłam się na całe łóżko". Pościeliła łoże, wzięła ubrania i poszła do łazienki doprowadzając się do porządku. Całkowicie zapomniała o wczorajszych wydarzeniach. Zeszła na dół do salonu zastając porządek. Wszystko było poskładane. Lekko zdziwiona przeszła obok kierując się do swej kolekcji. Nie całej, ponieważ reszta znajdowała się w innym pomieszczeniu. Spojrzała na łuki i wzięła metalowy. Ostro zakończone końcówki. Do ćwiczeń. W dłoń również złapała kołczan. Odwróciła się i ruszyła do drzwi wyjściowych. Podeszła i zamknęła na wszystkie zamki, aby nikt nie wszedł do domu. Złapała pewniej ekwipunek.
-Dawno nie strzelałam... -Powiedziała do siebie.
Podeszła do półki z książkami. Zatrzymała się przed nią lustrując i zastanawiając jak się otwierało przejście. Dłonią przejechała po rządku, a zastygła gdy jedna z ksiąg się poruszyła. Wykonała krok w tył i poczekała, aż się otworzy. Przed nią pojawiły się kolejne drzwi. Tym razem z jakiegoś metalu. Przyłożyła wolną dłoń do czytnika, a następnie weszła do środka. "Te schody chyba nigdy się nie skończą..." Pomyślała i znalazła się u celu. Wielkie pomieszczenie w którym znajdowały się trzy inne. Podeszła do kolejnego czytnika i ustawiła na nim kilka rzeczy. Weszła do jednego z pokoi, który miał kształt prostokąta. Przygotowała łuk. Rozejrzała się biorąc wdech. Zaczęły pojawiać się pierwsze iluzje. Likwidowała je cudem nadążając. W głowie liczyła ile iluzji zniknęło. Każda ją atakowała, a dziewczyna przeszywała je strzałą. Trening się skończył, i wszystko ustało. Rozluźniła się i wyszła z pokoju od razu czując na sobie wzrok. Drzwi od pomieszczenia się zamknęły, a Hope oparła się o nie rozglądając. Nie widziała nikogo, lecz była pewna, że albo tutaj znajduje się Rother lub ten drugi...
-Kim jesteś? I co tu robisz? Jak się dostałeś? -Oczekiwała odpowiedzi nadal się rozglądając.

(Rother? Aaron?)

Od Tayron'a c.d Tyks, Anubis, Quinn i ktoś

"Patrz! Tay, zobacz... To już blisko! Spójrz, spójrz tam! Co krok zbliżamy się do zwycięstwa! Tayron, pośpiesz się, szybko!!! Ma... Mamo? Czy ty? P...amiętaj Tayron, cokolwiek by się nie działo ofiaruję to Tobie."
***
Wilk mrugnął przemęczonymi powiekami. "Tayron, zrób to..." Potrząsnął głową i rozejrzał się po karczmie. "Tay..." Basior przemienił się w człowieka, i spojrzał pustym wzrokiem w podłogę. Przestał wsłuchiwać się w rozmowę Tyks, Anubisa... I Quinn'a. Z transu wyrwały go warki, a zaraz potem odgłos zamykanych drzwi do karczmy. Podniósł wzrok na gromadę Krukonów, dopiero teraz zrozumiał. Quinn zabrał Tyks i Anu z karczmy. Chłopak rozejrzał się po obiekcie. Nikogo nie było, został sam z Krukonami. Wstał od baru lekko się chwiejąc.
-Wynoście się stąd po dobroci, albo was wszystkich ukatrupię. -burknął trzymając się za głowę.
Zamiast ucieczki, usłyszał tylko gromki śmiech.
-Powiedziałem... Macie stąd wyjść. Teraz. -puścił swoją głowę i złowrogim wzrokiem spojrzał na sługusów Mroku.
Tym razem przewodniczący Krukonów podszedł do Tayrona. Spojrzał mu w oczy.
-Ty? Ty mi coś zrobisz? -zaśmiał się, patrząc w oczy chłopaka.
-Oczy...wiście. -rzekł osiemnastolatek.
Wtem Krukon zamachnął się trafiając pięścią w twarz generała.
-Prędzej my, zrobimy tobie coś. -burknął dominująco.
-Nie... Mylicie się. -Tayron energicznym ruchem chwycił za tchawicę stojącego przed nim koleśa, poczym gwałtownie wsadził mu miecz prosto w serce. Z piersi krukona zaczęła lać się krew, a ten upadł bezwładnie na ziemię. Chłopak puścił jego szyję przyglądając się morderczym wzrokiem na martwego.
-Chcecie tak skończyć? -przetarł ręką krwawiący nos zerkając na pozostałych przeciwników.
Banda, wycofała się z karczmy, a gdy znalazła się poza obiektem wzleciała w powietrze i pofrunęła prosto do zamczyska Mroku. Chłopak wyszedł z miejsca zabójstwa i rozejrzał się za Tyks, Anubisem i Quinn'em. Przemienił się w wilka, i ruszył ślepo przed siebie.
***
-Anu, Anubis? Tyks? Quinn? -basior błądził po lesie szukając trójki.
-Gdzie ja do jasnej cholery jestem... -rzekł sam do siebie.
Wokoło wilka pojawiały się ognia, a z nieba spłynął błękitny dym powodujący senność. Tayron nie chodził, zataczał się, aż nagle usnął upadając na ziemię. Jedyne co dostrzegł przez sen do zbliżającą się do niego postać...

(Em, Tyks... Anubis, Quinn, i ktoś :P)

Od Aaron'a c.d Hope, Rother

Nastolatek uniósł znacząco brwi.
-Interesujące. -burknął ironicznie do zbliżającego się Krukona.
-Nie uważasz, że powinieneś się stąd wynosić? -zaskrzeczało czarne stworzenie.
-Nie? -chłopak wybuchł gromkim śmiechem. -Śmiesz się do mnie tak odezwać? -wstał z taboretu i podszedł do ptaka.
Sługa Mroku przemienił się w czarnowłose straszydło i cofnął się o kilka kroków w tył. Aaron ponownie wybuchł śmiechem i przywalił pięścią Krukonowi. Z buzi młodzieńca zaczęła wypływać krew.
-Lepiej ty się wynoś. -rzekł, i wyciągnął sztylet. -Dokładnie! Spie****aj. -zerknął za odchodzącym chłopakiem. Nagle, Aarono'wi zwiększyły się źrenice, odwrócił się napięcie w kierunku kruka. Spojrzał na złocisty sztylecik, zamachnął się i rzucił w plecy przeciwnika. Spokojnym krokiem zbliżył się ku ofiarze i wyciągnął swoją broń z pleców. Młodzieniec rozejrzał się po okolicy, przemienił się w wilka i ruszył przed siebie. Wkroczył dumnie do ciemnego lasu, węsząc za pożywieniem. Zbliżył się do rozległej polany, przyczaił się wpatrując się w najdorodniejszego jelenia. Wszystko trwało dosłownie kilka sekund. Basior, wzbił się w powietrze, skacząc prosto na wybraną ofiarę. Powalił jelenia, wbijając mu kły w udo. Uśmiechnął się morderczo i wygryzł zwierzęciu jedno oko. Poczekał chwilę, i wgryzł się w tchawicę, kończąc żywot stworzenia. Wstał od jedzenia. Tak naprawdę wcale nie był głodny, potrzebował kogoś do wyżycia się. Mimo, iż basior nie posiadał za dobrego wzroku w oddali zauważył kogoś niosącego jego wybrankę. Wyszczerzył kły, i ruszył za nimi stając się niewidzialny. Przyśpieszył widząc jak zbliżają się do domu. Basior cudem wszedł na teren posesji, w myślach przeklinając. Gdy mężczyzna wkroczył do domu dziewczyny, Aaron wpadł w furię.
-Debil...Debil... -powtarzał sam do siebie, trzymając się za głowę.
Po okropnie długim wyklinaniu osobnika, nastolatek osunął się na ziemię, jednakże gdy tylko poczuł smród kawy, uniósł się z ziemi i bez zastanowienia wparował do domu Hope. Nikt go nie widział, stanął w pobliżu dziewczyny i chłopaka, dość głośno oddychając. Wściekły podszedł do Hope.
-Jesteś moja... Rozumiesz? -warknął szeptem do ucha dziewczyny.
Oszołomiona nastolatka spojrzała znacząco na Rother'a, a ten spojrzał na nią niezrozumiale. On tylko na to czekał, zbliżył się do siedzącego i walnął go pięścią w nos. Wybuchł śmiechem. Natomiast Rother, wstał przygotowany do walki. Hope patrzyła na sytuację ze zdziwieniem.
-Cuchniesz... Papierosami. -burknął do chłopaka.
-Co tu się dzieje? -rzekł zdesperowany Rother ocierając lecącą krew z nosa.
-N...nie rozumiem. -powiedziała Hope, siadając na kanapie.

(Wiem, wpier*****am się wam do opowiadań :') XDD Rother+ Hope)

Psychopatyczny skrytobójca.

  http://www.wall321.com/thumbnails/detail/20120522/anime%20boys%20crows%202000x1500%20wallpaper_www.wall321.com_64.jpg


http://pre08.deviantart.net/e433/th/pre/f/2015/101/b/6/___i_am_the_void______by_verceline-d8pco60.png
{Art człowieka wykonał/a: autor nieznany}
{Art wilka wykonał/a:verceline}
      'Spójrz, znowu wszystko spie*****łeś' 
Imię- Aaron.
Płeć- basior, chłopak.
Orientacja- Heteroseksualny.
Wiek- 18
Partner/ka- Czyżby? Czyżby ktokolwiek byłby na tyle głupi, aby podjąć tą decyzję?
Zauroczenie- Jest w tej watasze pewna wadera. Beta...
Rodzina- Aaron nigdy nie poznał swojej rodziny, chociaż... Nie nigdy nie był aż w tak dobrym nastroju aby o tym w ogóle powiedzieć.
Szczenięta- Hm? Co? Nikt, nie wie co kryje się w tym krwistym sercu.
Stanowisko- Czarnoksiężnik.
Charakter- Psychopata - tak można ocenić wilka jednym słowem. Sadysta -kolejne słowo określające jego osobowość. A teraz spójrz w tęczówkę basiora. Ha! Dokładnie, widzisz? Tą drobną iskierkę? Iskierkę mordu? Brawo, znaczy, że jesteś na tyle mądry aby zostawić go w spokoju. Ale teraz zapamiętaj, gdy źrenica się powiększa nie możesz mu zaufać. Jest  po prostu psychopatyczną bestią, zabije każdego kto stanie mu na drodze. Niekiedy oszczędzi ci życie, ale pamiętaj, że w takim razie musisz być dla niego bardzo ważny. Ale? Ale pocieszę cię, nigdy tak nie było. Chwyć go za dłoń, zamknij oczy, a może cię pocałuje... Nikt nie wie. Może z tobą spać... Potrafiłby by cię pocieszyć, przytulić. Poświęciłby swoją całą duszę dla tej osoby. Podniósł by ciebie, byłby tobie oddany. O takim Aaroni'e tylko marzyć. Pomyślmy, czy ty też byłabyś taka? Nie... Właśnie, nigdy wam nie wyjdzie. Nie uda się, między wami zawsze zostanie stalowa ściana. Wilk jest uroczy na swój sposób, trzeba go tylko odkryć. Potrafi być niezwykle pamiętliwy, mściwy. Ongiś podciął swe żyły. Pozbył się wtedy mnóstwa krwi. Był słaby... Do czasu. Mimo swej historii basior często wykazuje się swoim sprytem i odwagą. Nie boi się demonów, boi się utraty ważnych dla siebie osób...
Aparycja- Ma długą, śnieżnobiałą sierść. Iskrzące niebieskie tęczówki. Ostre? Ostre kły i owszem, pazury odrobinę mniej. Na piersi ma paski... Łatwo powiedzieć paski... Jako człowiek, jest dość dobrze zbudowany, chociaż nie widać tego po nim. Oczywiście posiada włosy, w kolorze ...Uch biało-czarnym z pasemkami... Czerwonym i niebieskim.
Żywioł- Krwi, Mroku, Ognia
Moce-

  • *Ytuis*
Nie może zostać opętany. Żadne tego typu zaklęcia na niego nie działają. Działa tak samo na hipnozę, nie jest na nią podatny.
  • *Tvimo*
Źrenica powiększa się, tworząc błękitną aurę wokoło wilka. Ów basior staje się wtedy niepokonalną bestią niszczącą wszystko na jego drodze.
  • *Reiji*
Wokoło wilka tworzy się ognisty pierścień chroniący go na polu walki.
  • *Uigo*
Innym słowem po prostu "niewidzialność".
Zainteresowania/Talenty- Chłopak uwielbia biegać, sprawia mu to ogromną przyjemność. Jeżeli chodzi o talenty to zdecydowanie... Łucznictwo, Strzelnictwo.
Umiejętności-
Siła-500
Szybkość-450
Zwinność-375
Moc-375
Technika­‑375
Równowaga-175
Zręczność-375
Ukrycie-375
Historia- Czasem Aaron przypomni ją sobie. Ale czasem, a tak naprawdę to kiedy tylko mu się zachce. Wilk nie lubi mówić jej nikomu, ale jeżeli trzeba opisze to co najważniejsze... Urodził się w sam nie wie czym. Coś na kształt brudnej cuchnącej uliczki. Urodziło go sam nie wie co. Chyba matka, jeżeli tak na to się mówi. A ojciec? Nie nie wiem. Do watahy trafił przez zwykły przypadek.
Przedmioty- Pistolet. Podręczny złoty sztylet. Jeżeli przedmiotem można nazwać oczy, to oczywiście. Nie lubi rozwijać tego tematu...
Pamiątki- Nie posiada.
Głos- [Klik!]

Towarzysz-
Inne-

  • -Nienawidzi papierosów.
  • -Kawa? Śmierdzące, ohydne coś.
  • -Wilk jest uzależniony od czekolady
Kontakt- Diana18|nut.na@onet.pl

Od. Hikaru c.d Fell

Skoczyłam na waderę powalając ją na ziemię zanim wybiegła na zaludnioną ulicę. Nie wiem czemu zaczęła uciekać. Może przestraszyła się faktu, że ja również jestem wilkiem? Teraz to nie było ważne. Odsunęłam się od niej. Przemieniłam się w człowieka i uśmiechnęłam się do mojej wybawczyni.
- Dziękuję! – powiedziałam wesoło. – Jak masz na imię?
Wadera spojrzała na mnie zdziwiona. Teraz byłam już pewna, że jeszcze przed chwilą widziała we mnie wroga. Podniosła się z ziemi i spojrzała w moim kierunku. Teraz jednak ona również uśmiechała się do mnie. Przemieniła się w człowieka.
- Fell, a ty?
- Hikaru, jeszcze raz dziękuję za ratunek, przepraszam, że robiłam kłopot ale zaskoczyli mnie – powiedziałam. - Dlaczego uciekałaś? Gdybyś wybiegła na tamtą ulicę wywołałabyś panikę.
Wadera przewróciła oczyma i wzruszyła ramionami. Ruszyła powolnym krokiem zostawiając mnie na śniegu. Podbiegłam do niej i bez słowa podążałam za nią. Kręciłyśmy się trochę po mieście dopóki nie zamieniłyśmy się w wielkie białe bałwany. Wtedy zaczęłyśmy rozglądać się za jakimś ciepłym miejscu, w którym mogłybyśmy się rozgrzać. Padło na niewielki bar pełen ludzi. Usiadłyśmy przy najdalszym stoliku. Zamówiłyśmy jakieś jedzenie i czekałyśmy aż je nam przyniosą.
- Dlaczego cię zaatakowali? – zapytała w międzyczasie Fell.
- Chyba byłam zbyt pewna siebie kiedy ze mną rozmawiali. Oczywiście jeśli można to nazwać rozmową. Po prostu podeszli do mnie i zażądali pieniędzy, nie spodobało im się jak odmówiłam – wyjaśniłam krótko.
Na naszym stole pojawiły się pysznie pachnące frytki, od razu zabrałam się do jedzenia. Swoją porcję pochłonęłam w jedną chwilę w przeciwieństwie do Fell, która jadła wolno i delektowała się smakiem. Mimo wszystko nie przeszkadzało mi, że nie posiadam prawie żadnych manier.
- Pyyszne – mruknęłam pod nosem.
Fell pokiwała głową i sięgnęła po picie. Rozmawiałyśmy przez chwilę. Później do baru ktoś wszedł. Właściwie było ich kilku. Fell nie zwróciła na nich uwagi jednak ja spoglądałam na nich z przerażeniem. Obróciłam się lekko by nie zauważyli mojej twarzy. Dziewczyna spojrzała na mnie.
- Co ty robisz?
- Tamci faceci to kumple tych co mnie zaatakowali. Widziałam jak szli całą bandą a później się rozdzielili. Co jeśli dowiedzieli się, że tu jestem? Jest ich pięciu, trudno będzie nam coś zrobić przy tylu świadkach.
Fell obserwowała ich uważnie.
- To co robimy?

(Fell?)

Od. Hikaru cd. Chichi

 Usiadłam obok wysokiej dziewczyny o długich, jasnych włosach. Miała nieco zniesmaczoną miną, nie wyglądała na uszczęśliwioną moją obecnością. Fakt iż była wilkiem wyczułam od razu dlatego podążałam za nią przez pewien czas aż wreszcie odważyła się zagadać. W przeciwieństwie do mnie, jednak dziewczyna nie miała ochoty na rozmowę. W odpowiedzi na jej pytanie jedynie się uśmiechnęłam. Dziewczyna odwróciła głowę i zaczęła oglądać swoje paznokcie zupełnie mnie ignorując.
- Hikaru, a ty? – zapytałam otwarcie obracając się twarzą do dziewczyny.
Spojrzała na mnie podejrzanie swoimi głębokimi oczyma i nic nie powiedziała. Chyba nie miałam talentu do zawierania nowych znajomości. A może to po prostu jej wina? Może powinnam zostawić tą tajemniczą dziewczynę. Jeśli nie chce rozmawiać to co ją będę zmuszać? Westchnęłam głośno i spojrzałam w niebo. Na mój nos spadł mały płatek śniegu a chwile potem rozpętała się prawdziwa śniegowa nawałnica. Wszędzie było biało, moje pole widzenia zostało ograniczone do minimum co było bardzo nie wygodne. Naciągnęłam na głowę kaptur i rozejrzałam się za jakimś schronieniem. Po drugiej stronie ulicy znajdowała się mała kawiarenka, podniosłam się z ławki.
- Idziesz? – zapytałam dziewczynę.
Pokręciła głową. Ale była uparta. Śnieg sypał już bardzo mocno, dziewczyna była nim pokryta od stóp do głowy. Wyglądała przekomicznie w tej białej czapie, przypominała niedoszłego bałwana, który zastygł w jednej pozycji. Zachichotałam cicho pod nosem.
- No chodź – złapałam ją za rękę i pociągnęłam.
Z niechęcią ruszyła za mną i już po chwili staliśmy w ciepłej kawiarni. Była niewielka, urządzona została bardzo przytulnie, na ścianach wisiały liczne obrazy. Usiadłyśmy przy stoliku pod oknem. Dziewczyna wciąż siedziała w ciszy. Podeszła do nas kelnerka i zapytała co zamawiamy. Ja poprosiłam o ciastko i herbatę a moja towarzyszka zwykłą kawę.
- Chichi – powiedziała nagle gdy kelnerka odeszła.
- Hm?
- Mam na imię Chichi , czy ta wiedza ci wystarczy?
- Jeszcze jakbyś była trochę mniej zrzędliwa to byłoby idealnie – powiedziałam z uśmiechem i zabrałam się za swoje ciastko. Chchi powoli wypijała zawartość swojego kubka.
- Czemu mnie śledziłaś? – zapytała podejrzliwie.
Wzruszyłam ramionami i odgarnęłam grzywkę.
- Jesteś wilkiem – powiedziałam ściszonym głosem. Chchi otworzyła szerzej oczy ze zdziwienia.
- Skąd wiesz? – zapytała zaciekawiona.
Już miałam odpowiedzieć kiedy nagle usłyszałyśmy dzwonek nad drzwiami oznajmiający pojawienie się nowych klientów. Do wnętrza kawiarni weszli jacyś mężczyźni. Byli tędzy a ich miny nie sugerowały, że nie mają zamiaru kupować czegokolwiek. Chchi obserwowała ich uważnie. Wydawali się mieć złe zamiary. Jeden z nich podszedł do lady i oparł się o nią. Kasjerka odsunęła się odruchowo jednak ten złapał ją swoją wielką łapą.
- To teraz, paniusiu, dawaj wszystko co masz w kasie – wysyczał. – JUŻ! – warknął.


(Chichi?)

Od. Acceli c.d Viper

Wzrok. To właśnie czuła Accelia. Wzrok setek, jak nie tysięcy par oczu, przyglądające się jej zarówno z przerażeniem jak i z ciekawością. Dziewczyna odgrywała rolę tej „innej” i przerażającej, Carter jakoś to specjalnie nie przeszkadzało, ponieważ nie musiała się z nimi użerać. Jednak tak czy siak ta szkoła, kiedyś doprowadzi Accelię, do szału, a wtedy nie będzie czasu na słowa „przebacz”, ponieważ ta dziewczyna zdążyłaby wybić połowę szkoły z dziwnym uśmieszkiem na ustach. Ale no cóż.. czasem trzeba zachować się w miarę... normalnie, co niestety jest trudne, ponieważ prawie cała szkoła się jej boi zarówno przez charakter, jak i przez noszoną przez nią maskę, którą wręcz Ace kocha, lecz nauczyciele nie bardzo. Na lekcjach ciągle każą jej to zdejmować, jednak jak to Carter ona tego uczynić nie zamierza i wręcz olewa nauczyciela. No, ale cóż… Życie. Dziewczyna przeniosła swój wzrok z butów na uczniów, co ich z lekka przeraziło i cofnęli się o kilka kroków do tyłu. Nastolatka prychnęła pogardliwie, a na jej ustach wymalował się złośliwy uśmiech. Wstała z ławki niespiesznie, przy okazji zabierając ze sobą torbę. Kiedy ruszyła w kierunku wyjścia, nałożyła kaptur bluzy bardziej na twarz i dostrzegła, że uczniowie ustępują jej miejsca, widać, że robili to niechętnie, jednak pewnie nie chcieli oberwać, gdyż Ace jest do tego zdolna. Dziewczyna przechadzała się teraz po krętych korytarzach, by dotrzeć do swojej szafki, by wyjąć stamtąd parę rzeczy, między innymi jej kochane probówki z witaminkami. Kiedy tylko dotarła do swojej szafki, która znajdowała się tuż obok sali lekcyjnej, w której Carter miała mieć język angielski, dostrzegła jak grupka nastolatków gra w przymkniętym schowku na miotły w Pokera, Black Jack’a czy inną hazardową grę karcianą, jednak Ace stawiała na te dwie pierwsze. Nieznajomi widocznie nie grali na żetony, lecz na pieniądze, ponieważ można było dostrzec błyszczące monety i usłyszeć ciche szelest banknotów. Dziewczyna stała jeszcze tak trochę przypatrując im się z poważnym wyrazem twarzy, po czym wzruszyła ramionami i odwróciła się napięcie, przypatrywanie się im nie miało raczej żadnego sensu, chociaż ciekawie byłoby popatrzeć jak jaki nauczyciel rozpęta im kazanie, że tak nie wolno, a następnie zaprosi ich na dywanik.  Na samą myśl na usta Acceli wpełzł dziwny uśmieszek, jednak dziewczyna szybko się otrząsnęła i szybko otworzyła swoją szafkę, wcześniej zaskakująco szybko ją odblokowując. Kiedy tylko ją otworzyła usłyszała jak metalowe drzwi  szafki z głuchym hukiem w coś uderzają. Chowając parę probówek do torby wyjrzała zza szafki, by sprawdzić w co takiego uderzyło. Okazało się, że Ace walnęła jakiegoś chłopaka, który teraz trzymał się za nos. Ace prychnęła z pogardą, po czym powiedziała udawanym zatroskanym głosem:
- Oh, jak mi przykro.
Dziewczyna uśmiechnęła się pod nosem, co chłopak widzieć nie mógł widzieć, przez maskę. Wzięła jeszcze jedną książkę z szafki, po czym ją zatrzasnęła z hukiem. Potem wręcz olała nieznajomego i weszła do sali, gdzie już rozpoczynała się lekcja. Zignorowała wściekły wzrok nauczycielki i usiadła na swoim miejscu, burknęła pod nosem "przepraszam za spóźnienie", po czym podparła się na łokciu. Po chwili do klasy wszedł ten sam chłopak, który dostał od niej szafką. Nieznajomy dostrzegł ją, jednak ona zupełnie go zignorowała i ze znudzeniem wymalowanym w oczach patrzyła się na tablicę, pełną słówek, które już znała. Po chwili poczuła na sobie czyiś wzrok, myślała, że to któryś z uczniów, więc zignorowała swoją intuicję. Jednak coś podpowiedziało jej, żeby jednak rozejrzeć się po klasie. Więc tak uczyniła. Po krótkiej chwili dostrzegła, że tajemniczy nieznajomy, którego zaatakowała szafka przyglądał jej się z zaciekawieniem. Dziewczyna jedynie wywróciła oczami znudzona, po czym ponownie wlepiła wzrok w tablicę.

(Viper? Wena mi siadła ._.)

Od Hope c.d Rother

Skrzywiła się na wyrażenie "wilkokrwiści". Starając się znaleźć w pozycji siedzącej poczuła falę bólu w klatce piersiowej, przez co straciła oddech.  Mimo wszystko aktywowała Hael, by zdobyć kilka gramów siły.  Już drugi raz znalazła się w takiej sytuacji, jednakże za pierwszym przypadkiem wyratowała się sama. Cudem. Uniosła wzrok na złote oczy chłopaka, nadal milcząc. W ustach znalazła się krew, którą od razu wypluła. Jako mieszaniec nie miała takiej odporności jak istota czystej krwi.  Są zalety, są wady. Nie mogła dłużej wzlekać. Głowę zaprzątały jej myśli. "Wpuścić nieznajomego do swojego domu?" Słowa odbijały się echem w głowie. Lepiej do własnego niż czyjegoś...
-Tu... Obok... Nie daleko... -Wydukała starając się pozbierać słowa w sensownie zdanie.
-No... Mam dom obok... Pokieruję Cię, okej? -Spytała, a na jej twarzy ponownie zawitał grymas bólu.
-Mhm.
Podniósł dziewczynę, a ta skrzywiła się czując ucisk w płucach. Czyli w jakiś sposób ma złamane żebra...
-Dokąd? -Spytał czarnowłosy.
-Prosto. Kilkanaście metrów, a później skręć dróżką w las... -Zakaszlała.- Później... później idź prosto, aż zobaczysz czarną bramę. Otworzy się... -Miała powiedzieć więcej, lecz przerwała jej suchość w gardle.
Powieki zrobiły się strasznie ciężkie. Zamknęła oczy i odpłynęła, nie myśląc o niczym.
------
Obudziło ją nagłe zatrzymanie . Otworzyła oczy i spojrzała na bramę.
-Zapomniałam... -Wychrypiała.- Możesz podejść do tego gadżetu? -Poprosiła co rzadko się zdarza, a chłopak wykonał jej prośbę.
Maszyna zeskanowała jej siatkówkę i potwierdziła tożsamość. Brama bez zarzutu otworzyła się. Mężczyzna ruszył dalej, wchodząc do domu w starym stylu. Hope rozglądając się po wnętrzu była nieco zdziwiona, iż wszystko lśniło i było posprzątane. Odstawił ją na kanapie znajdującej się w salonie i ruszył do kuchni. Dziewczyna nie była w stanie dojrzeć co tam robił, ponieważ zapadła ciemność. Czuła tylko obecność, później już zupełnie nic.
-------
Przebudziła się. Nie czuła uścisku w klatce piersiowej co wcześniej. Wstała gwałtownie, jednak cicho, przez co napotkała zawroty głowy. Podparła się dłonią o róg kanapy. Już odwrócona dziewczyna zobaczyła drzemiącego chłopaka na fotelu. Była zdziwiona. Uważała, że od razu wyjdzie. No cóż. Nie zamierzała go budzić. Na ziemi leżała jej bluza, jednak była we krwi. Poszła do kuchni nalewając sobie szklankę wody z kilkoma kroplami krwi. Wypiła pobudzając się. Odstawiła szklankę i zmierzała do swojego pokoju, który znajdował się piętro wyżej. Gdy wdrapała się po schodach najciszej jak umiała weszła do pomieszczenia.  Wyciągnęła z szafy identyczną bluzę i jakąś białą koszulkę, a do tego czarne jeansy. Wzięła to wszystko do ręki i weszła do łazienki znajdującej się w tym samym pomieszczeniu. Stanęła przed lustrem. "Wyglądam jak potwór." Pomyślała patrząc się w swoje odbicie. Zdjęła koszulkę, przez co zauważyła bandaż, którego wcześniej nie czuła. Zmieniła ciuchy i doprowadziła się do jakiegoś porządku. Wyszła z łazienki zostawiając brudne ubrania w koszu. Zamknęła pokój i zeszła na dół. Znajdowała się w kuchni. Usłyszała szelest dochodzący z obszernego salonu. Włączyła wodę, aby ta się zagotowała. Salon był połączony z kuchnią, jednak nie było wielkiej widoczności na oba pomieszczenia. Chłopak nie spał.
-Chcesz kawy? -Spytała, a ten przytaknął.
Wróciła do kuchni i przygotowała wszystko. Zalała i wzięła kubki w obie dłonie kierując się do salonu. Szła dość ostrożnie. Odetchnęła z ulgą, gdy postawiła już bezpieczne napoje na blat stolika. Usiadła na kanapie biorąc w dłoń kubek. Skupiła swój wzrok na chłopaku.
-Nie przedstawiłam się... Hope. -Upiła łyk kawy.
-Rother.
-No i... -Odwróciła wzrok.- Dziękuje.

(Rother?)