Od Fragonii c.d Network

Cóż, to dziwne uczucie..którego nie potrafiłam zrozumieć. Przytuliłam się do niego. Ufałam mu. Skoro Viper potrafił, to i ja. Nie umiałam tego nazwać. Czyżby...zauroczenie? Tak, to chyba właściwe określenie. Zasnęłam. Kiedy sie obudziłam, był środek nocy. Ktoś pociągnął mnie za ramię. Na początku byłam pewna, że to Net, jednak dopiero po chwili ujrzałam wilczy pysk Vipera:
- Mogłabyś coś dla mnie załatwić?
Skinęłam tylko głową i nie budząc wtulonego we mnie Networka wstałam. Jego ręce oparłam o poduszkę i wyszłam z pomieszczenia. Viper zaraz za mną. Znalazłam się po chwili na zewnątrz. Było potwornie zimno, jednak Viper o tym pamiętał, gdyż po chwili wręczył mi do ręki różową kurtkę jesienno-zimową.
- Czego chcesz?
- Mogłabyś..do sklepu skoczyć? Kakao się skończyło. (tragedia narodowa! XD) 
Spojrzałam na niego zrozpaczona, ale posłusznie ubrałam się i poszłam po to kakao. Kiedy znalazłam się ulicę dalej od zniszczonego domu, ktoś chwycił mnie za ramię. Zaczęłam się wydzierać, jednak nieznajomy zatkał mi usta szmatką. Zdjął ze mnie kurtkę i zaczął obmacywać.
<Net? Naprawdę - przepraszam za długość ;-;> 

Od Kasai

Nie wiem zupełnie co w ostatnich czasach się tu dzieje. Za niedługo mamy podzielić tereny watach a to wszystko jest męczące. Delta dochodzi do siebie po strasznych zniszczeniach. Spokój od dawna tu nie było nawet konflikt między watahami na razie ustał. Lasy zielone się zrobiły, muzyka znowu tam gości zwierzyna powróciła. Ciekawe jak to potoczy się dale.rzeka szumiała u było spokojnie.Wzdycham i usiadłam na skraju zeki gdy usłyszałam że ktoś się zbliża. Ciemna postać wysoczyła z cienia i wylądowała na mnie.
-Ej! Pacz gdzie skaczesz.
(Przepraszam że tak krotko, kiepsko ostatnio idzie mi pisanie. Ktoś chętny?)

Od Mercury

Nie lubię poranków zimowych. Jest lodowato i ciemno. Godzina 7:13, a ja pcham się razem z milionem ludzi w jednym autobusie. W tym momencie uszczęśliwiała mnie muzyka z słuchawek. Przyglądałam się ludziom z ogromnym zainteresowaniem. Każdy z nich miał swoje sprawy do załatwienia. A ja? Jechałam spotkać się z gościem z portali randkowych, potrzebowałam kogoś komu mogłabym się wyżalić. Piątkowy ranek, a ja pcham się w zapełnionych pojazdach aby zobaczyć jakąś osobę. Bardzo interesujące. Uśmiechałam się przez całą drogę, bo wiadomo... Osoba w realistycznym świecie zawsze inna. Znam i takich, którzy podczas pisania mają całkowicie inną osobowość. Liczę się z tym, że mogę spotkać się z typowym gwałcicielem. Na to też byłam przygotowana. Ubezpieczyłam się jak typowa kobieta w gaz pieprzowy. Znając życie, nie użyłam bym go, tylko przeszłabym do czynów. Później trzeba by było spalić ciało. Niezwykle dużo roboty, a ja chciałam się tylko spotkać i porozmawiać. Liczę też, że ta osoba nie będzie gejem - umrę na miejscu. Cały czas tłukę się w myślach, za to kiedy pocałowałam moją przyjaciółkę. Po pijanemu wszystko jest możliwe! Poprawiłam włosy i zerknęłam na tablicę przystanków linii 127. Za dokładnie pięć przystanków będę musiała wysiąść. Kontynuując, zdziwiło mnie to, że człowiek zaproponował spotkanie tak wcześnie. Rozumiem, czasem nie ma czasu w południe, ale czemu ósma? Ziewnęłam ociągale zasłaniając usta dłonią. Nie potrafiłam wytrzymać, ale chodzenie spać po godzinie zerowej jest złe. Nie polecam. Ciekawie jaki ten człowiek będzie. Jak wiadomo, zdjęcie jest... Ale zdjęcie to zdjęcie, w każdy sposób można je zmodyfikować. Poczułam przytłaczający smród. Do autobusu wkroczyła postać wyperfumowana do granic możliwości. Przecisnęłam się przez tłum, oddalając się od perfumowca. Oparłam się o słupek. Stałam koło Gota. Uśmiechnęłam się, mówiąc równocześnie "przepraszam" i specjalnie zmieniłam pozycję, aby mieć możliwość zerknięcia w telefon chłopaka. Pisał wiersz. Pewnie coś o śmierci. Zgryzłam wargę i zerknęłam na zegarek na kasowniku biletów. Godzina 7:39. Jeszcze jeden przystanek i wysiadam. Sprawdziłam czy słuchawki są dobrze włożone i zbliżyłam się do drzwi autobusu. Najechałam palcem na znak "stop" i kliknęłam go, gdy autobus zatrzymał się na przystanku. Dumna wysiadłam z pojazdu i ruszyłam na umówione miejsce spotkania. Poczułam przeszywający chłód. Wzdrygnęłam się i zawinęłam mocniej szal. Znajdowałam się w parku, przy fontannie. Oparłam się o włączoną latarnię i cicho westchnęłam. Wtem poczułam ucisk z drugiej strony. Ktoś także opierał się o nią, tylko trochę z innej strony. Gwałtownie odwróciłam się patrząc na zakapturzoną osobę.
-Ty jesteś tym na portalu randkowym? Ja to... -zastanowiłam się przez moment jakie imię mam użyć.
-Mercury. -postać odpowiedziała psując moją wypowiedź.
(Ktośku?)

Od Miyashi cd. Zdrajcy

Dalej patrzyłam na chłopaka, zaskoczyło mnie jego zachowanie. Od razu na myśl przyszły mi najczarniejsze myśli, co ciekawsze – tego nigdy nie przeżyłam, tylko mój mózg wymyślił te najgorsze scenariusze, jakie mogły się stać rzeczywistością. Co gorsza – nawet z nim… Z czarnowłosym chłopakiem, który chce mnie ratować… Przez to płakałam trochę głośniej. Po chwili on podszedł i delikatnie mnie pogłaskał.
- B…dzie d…rze – spojrzał mi w oczy.
Wtedy lekarz przygotował igłę i strzykawkę, a następnie wziął wodę utlenioną. Spokojnym głosem powiedział do mnie:
- Podaj mi swoją lewą rękę.
Ja się bardzo tego bałam. Nie chciałam tego robić. Co jeśli chce mi coś zrobić? Jeśli chce mnie zabić? W sumie śmiesznie to brzmi, ale wolałam zrobić to sama. Wiedziałam przynajmniej że sama sobie zadaję ten ból, chociaż wtedy miałam świadomość że sama tego chcę. I wtedy mogę to zrobić w taki sposób, w jaki chcę. Chociaż jeśli chce mnie zabić… widocznie musiałam na to zasłużyć. Ostatecznie powoli zrobiłam to, co chciał. Polał moją rękę wodą utlenioną co zaczęło szczypać. Skuliłam się mocniej i mało nie zabrałam mu ręki z powrotem.
- Cii, zaraz przestanie – uśmiechnął się doktor.
Następnie ostrożnie ją zabandażował. Dalej to bolało… Gdy skończył, poprosił o drugą rękę i zrobił to samo. Znowu ten ból… I skończył. Po chwili znowu bolał mnie brzuch, ale gorzej niż wtedy. Lekarz podał coś by to zneutralizować, ale to nie pomagało. Nawet pogorszyło sprawę.
- Brała coś wcześniej do tygodnia wstecz? – spytał.
- …ie w…m – odpowiedział chłopak smutno. Popatrzył mi w oczy. – Br…aś …oś?
- N-nie pamiętam… - odpowiedziałam. Ból skutecznie uniemożliwiał mi przypomnienie sobie nazwy czy chociaż składu leku.
- Nie mamy czasu na badania krwi – powiedział. – Powiedz to, nie masz się czego wstydzić… A uratuje ci to życie.
Nie… nie chcę innym zatruwać dalej życia! Wolę umrzeć teraz niż dalej innym przeszkadzać i ich denerwować. Te myśli skutecznie mnie blokowały w razie jakbym sobie przypomniała te nazwy. Więc poza płaczem żadnych innych dźwięków nie wydawałam.
- P…szę, …ób to… - powiedział Turoki patrząc mi ponownie w oczy.
- Nie… - cicho powiedziałam. Wtedy, gdy najmniej się tego spodziewałam, poczułam ukłucie. Doktor pobrał mi krew. Wtedy Turoki zawołał pielęgniarkę by próbkę zaniosła, a doktor powiedział jakie badania zrobić. Nie wychodzili z sali, a pielęgniarka nie wchodziła. Potem podeszli do mnie.
- Wiesz… jeśli powiesz teraz, przestaniesz czuć ból. A jeśli nie, to będzie ciebie dalej boleć… Spokojnie sobie przypomnij. – powiedział doktor miłym głosem, spoglądając na moje ręce. Schowałam je czym prędzej. Wstydziłam się z tego powodu, że je zobaczył. Wszystkie ślady po samookaleczaniu, które były od wczesnego dzieciństwa.

<Zdrajca?>

Od Zdrajcy cd. Miyashi

- Ta dziewczynka wzięła ten lek i po tym zaczęło ją boleć? – lekarz mówił spokojnym, ciepłym głosem do Zdrajcy.
Obaj stali w niewielkiej salce, z wyłożonymi kafelkami, nieskazitelnie białymi ścianami oraz oknem, zasłoniętym nieskazitelnie białymi zasłonami. Z sufitu blady poblask dawała długa lampa, a centralnie pod nią stało nieskazitelnie białe łóżko z nieskazitelnie biała pościelą, pod którą kuliła się w przerażeniu bynajmniej nie nieskazitelnie biała dziewczynka. Czarnowłosy nie czuł się najlepiej. To sztuczne światło nie było tak uporczywe jak słoneczne, jednak nawet ono dotkliwie paliło wszystkie jego odsłonięte części ciała. Do tego widział, jak Miyashi cierpi. Jednak przypisywał to bólowi, po zażyciu leku, nie wiedząc, że nie jest on jedyną przyczyną.
- …ak. – Skinął poważnie głową. 
- Dobrze zatem, zbadam ją i podam stosowne leki. – Mężczyzna odwrócił się do pacjentki i pochylił nad nią. Jednocześnie zaczął przemawiać uspokajającym tonem. – W porządku. Jestem tutaj, żeby ci pomóc. Zobaczymy, jak bardzo zaszkodziły tabletki, podamy antybiotyk i już za tydzień będziesz mogła wrócić do domu. Będzie w porządku.
 Jednak Miyashi tylko skuliła się mocniej pod kołdrą. Zdrajca podszedł do jej posłania od drugiej strony i delikatnie zaczął ściągać je z niej. Dziewczynka opierała się nieco, jednak czarnowłosy był nieustępliwy. Pogładził ją delikatnie po skrytej pod pościelą główce.
- Im …ybciej …o za…twimy tym …iej …ędzie …oleć – powiedział cicho. - …oszę. …ozwól do…orowi cię …adać.
Pociągnął nieco mocniej i spod pościeli wychynęła główka dziewczynki. Co gorsza… posiadająca uszy główka dziewczynki. Lekarz wypuścił głośniej powietrze. Zrobił krok do tyłu.
- Proszę tu chwilę zaczekać – powiedział drżącym głosem. Głosem, w którym Zdrajca coś poczuł. Coś, co wcale mu się nie podobało. Błyskawicznie zanurkował pod łóżko, ku wyraźnemu zdziwieniu lekarza i pojawił się przy drzwiach. W dłoni trzymał nóż. Anioła.
- …igdzie …an …ie idzie – powiedział cicho, groźnie. - …oszę ją …adać i wy…eczyć. Już.
Doktor otworzył usta, po czym ponownie je zemknął. Na jego czole wystąpiły kropelki potu. Odwrócił się do pacjentki i pochylił nad nią. 
- Będę potrzebował pewnych materiałów… - powiedział do Zdrajcy niepewnie.
- …ego konk…etnie? – zapytał czarnowłosy. 
- Wodę utlenioną, gazę, bandaż… oraz Bioprazofolifinę dla zneutralizowania tamtego leku. – Lekarz chwycił w dłoń twarzyczkę Miyashi, która wywróciła oczyma, kierując je na Zdrajcę. Ten uderzony jej przerażeniem przyskoczył do lekarza i oderwał jego dłoń od szyi pacjentki. 
- …osze …ak …ie robić – warknął stanowczo, a stal w jego dłoni błysnęła niebezpiecznie.
- W porządku, w porządku… - Lekarz podniósł ręce w geście rezygnacji. 
Czarnowłosy obrócił się na pięcie i na chwilę wyszedł z pomieszczenia. Już na zewnątrz zaczepił jakiegoś pielęgniarza i łamanymi słowami przekazał mu, czego pan doktor od niego oczekuje. Ten popatrzył na niego jak na debila, jednak w końcu zgodził się przynieść, czego lekarz zażądał. Zadowolony z osiągniętego celu, człowiek wrócił do pokoju, w którym leżała Miyashi. Lekarz siedział kilka kroków od niej, na niewielkim stołku, a ona kuliła się pod prześcieradłem. Jej kulisty kształt drgał lekko, jakby szlochała. Coś ścisnęło Zdrajcę za pierś i nawet nie patrząc na doktora podszedł do dziewczynki i przytulił delikatnie.
- …epraszam… - szepnął. - …cę ..ylko by …ic cię …ie …olało… - Jego ręka mechanicznie zaczęła gładzić jej plecy. Otworzyły się drzwi do pomieszczenia i czarnowłosy poderwał się od dziewczynki. Wszedł pielęgniarz i nim zdążył cokolwiek powiedzieć Zdrajca już był przy nim. Odebrał sprzęt i prawie grzecznie wyprosił z pomieszczenia. Drzwi stuknęły cicho.
(Miyashi?)

Od Miyashi cd. Zdrajcy

Przede mną pojawił się chłopak z nieznajomą mi kobietą. Nigdy jej jeszcze nie widziałam, więc skuliłam się jeszcze mocniej, licząc na to, że nie zobaczy moich uszu i ogona. Jednak zauważyła…
- Co to jest? – wskazała na mnie, a mianowicie na uszy. – Jak to możliwe?!
Zdezorientowana złapała się za głowę i mało nie upadła na podłogę, ale Turoki odpowiednio wcześnie ją złapał. Następnie zaprowadził ją do przedsionka. Usłyszałam jedynie ich rozmowę, której towarzyszyły spore emocje, hałas uderzających o siebie sztućców i narzędzi kuchennych, znowu rozmowę, a na końcu samą kobietę. Jednak zadzwonili po pogotowie… Po chwili ponownie usłyszałam odkładane coś zrobione z metalu, najpewniej w kuchni. Odległość dźwięku nie kłamie, a po dźwięku domyślałam się, że mógłby to być nóż. Ale po co im nóż? Może lepiej żebym nie wiedziała… Po chwili chłopak usiadł koło mnie, razem z kobietą. 
- Za ch…lę przy…dą – powiedział. 
- Dlaczego… dlaczego… to zrobiłeś? – spytałam ze łzami w oczach. Były one nie tylko z bólu, ale też i ze strachu przed nieznaną mi kobietą i przed pogotowiem ratunkowym. A dokładniej przed ludźmi. 
- Prze…cież… m…szę t…ie p…móc – odpowiedział mi głaszcząc. – P…gą ci i b…zie d…rze.
- Ale… nie chcę… - szepnęłam kuląc się mocniej. Ból stawał się stopniowo coraz mocniejszy. Cicho pisnęłam zaciskając powieki.
- Co jej jest? – spytała kobieta. – Dlaczego tak mnie tu sprowadzasz? Nie można było użyć dzwonka?
- …ie – odpowiedział krótko. Po chwili usłyszałam jak jedzie coś na sygnale. Czy to po mnie? Chyba tak, po chwili syrena ucichła, pojazd się zatrzymał. Z okna widziałam niebieskie mrugające światła. To oni… Usłyszałam ich szybkie kroki na schodach, po czym pukanie do drzwi. Chciałam czym prędzej się ukryć, ale ból niemalże mnie paraliżował, nasilając się przy najmniejszym ruchu. Wtedy Turoki poszedł otworzyć. Weszło do środka 2 ratowników i lekarz, podeszli do mnie i wypytywali chłopaka i kobietę o wszystko. Wtedy zaczęłam się trząść ze strachu co potęgowało ból. 
- Spokojnie, jesteśmy tu by ci pomóc – powiedział jeden z ratowników. – Zaraz będzie po bólu. 
Uważnie przyjrzeli się pojemniczkowi z lekami, które przypadkiem się odkręciło i zawartość się rozsypała.
- Czy to wzięła? I skąd to ma? – spytał lekarz.
Turoki tylko przytaknął, nie odpowiadając na drugie pytanie. Po chwili poczułam ukłucie, od którego pisnęłam. Następnie podali mi coś ze strzykawki, a ja nawet nie miałam siły by odsunąć rękę. To było straszne – nie wiedziałam jakie mają plany wobec mnie. Po chwili kontynuowali badania na miejscu, a ja zaczęłam płakać. Chociaż po chwili bólu nie czułam, bardzo się bałam tego, co ze mną zrobią. 
- Musimy ją zabrać, ile tego wzięła? – spytał ratownik.
- J…dną – odpowiedział chłopak.
- Na pewno? Nie więcej? – dopytał, a Turoki przytaknął.
- Niemożliwe… tylko po jednej? – mruknął, po czym wszyscy położyli mnie na desce. Próbowałam się wyrywać, ale byli ode mnie silniejsi. Potem znieśli mnie na dół, jeszcze chłopak zamknął drzwi za sobą, a sąsiadka wróciła do siebie. Dalej płakałam, jednak próbowałam się powstrzymać by sąsiedzi się nie obudzili. Wyszliśmy wszyscy z budynku, potem położyli mnie w karetce i weszliśmy do środka. Po chwili ruszyliśmy do szpitala na sygnale. Czułam głaskanie po głowie i delikatne drapanie za lewym uchem, ale traciłam wzrok – zaczynałam bać się coraz bardziej.

<Zdrajca?>

Od Darknessa c.d Youkami

Moja aktualna sytuacjia nie była zbyt kolorowa. Najwyraźniej tu utknęłam. W tym miejscu, w tym ciele. Z niewygodną kosą w ręku. Powoli przyzwyczajałam się do tego, że ludzie biorą mnie za kogoś innego, niż jestem.
- A ty tu co? – Przede mną stanęła dziewczyna, chowając katanę. Oparłam się o ścianę jakiegoś budynku, jakby w oczekiwaniu na odpowiedź. -Wypuścili cię?
Spojrzałam na nią spode łba. Najwyraźniej musiała mnie skądś znać. Tą mnie… tą osobę, w której byłam.
- Ta, na pewno wypuszczają rzekomo niepoczytalnego człowieka... – rzuciłam ponuro. 
- To zamierzasz tak użalać się nad sobą i dać się złapać, czy zebrać się do kupy i być na wolności? - spytała - Chodź do mnie, przekimam cię. – Westchnęła próbując zmusić mnie do wstania z chodnika. Mnie jednak opuściły wszelkie chęci ruszenia z miejsca. To nie miało sensu. Właściwie… od początku. Jeszcze świadomość, że mam coś, czym mogę się opiekować dodawała mi siły, jednak teraz… jestem nikim. Niczym. W kompletnie nieznanym środowisku.
- Zostaw mnie w spokoju – mruknęłam, wpatrując się w moje odbicie w kałuż. Zniechęcony wyraz twarzy, grzywka opadająca na jedno oko. 
- Daj spokój i weź się wreszcie rusz! – powiedziała tamta, rezygnując z bezskutecznych prób poderwania mnie z podłoża. – To jeszcze nie koniec świata. Kto to widział, żeby wielki Darkness załamywał się w ten sposób.
Spojrzałam na nią z ukosa. Darkness. Ciemność. W sumie… dawnej ja podobałoby się to miano, jednak teraz wywoływało nieprzyjemne wspomnienia. Jednak coś w moim sercu drgnęło. Nadzieja. Znała mnie… tą mnie. Być może od niej dam radę się czegoś dowiedzieć? Wstałam chwiejnie. Nogi kompletnie mi zesztywniały.
- Może masz rację… - mruknęłam cicho, lustrując spojrzeniem białowłosą dziewczynę. – Ty, jakkolwiek ci tam było na imię.
(Youkami?)

Od Zdrajcy cd. Miyashi

Zdrajca nie był pewien co robić. Dziewczyna zwijała się z bólu. Wiedział, że cierpi. Bardzo cierpi. Więc czemu odmawia pójściu do lekarza?
- …ie …aśniesz w t…kim …Anie – wymamrotał, podenerwowany. – A …eśli ci t.. …aszko…iło?
- N-nie – wyjąkała Miyashi. – Naprawdę! Wszystko w porządku! To tak zawsze… 
Czarnowłosy coraz bardziej przerażony powziął już inną decyzję. W roztargnieniu przeskoczył do sąsiedniego pokoju i co chwila na chwilę znikał w mroku, by wyłonić się w innym miejscu. Szukał. Szukał telefonu, by wreszcie znaleźć go w przedsionku. Chwycił słuchawkę, która z wrażenia niemal wypadłą mu z ręki, po czym otworzył książkę telefoniczną. Ku swojej wielkiej uldze telefon do służb medycznych znalazł już na pierwszej stronie. Szybko wpisał go na małej klawiaturze aparatu i skupił na dźwięku dobywającym się ze słuchawki. 
- Tak słucham?
- …wonie z … bo… …oja … to …aczy ten Mi…shi – nieskładnie próbował wytłumaczyć kobiecie w słuchawce sytuację, gdy rozległ się dźwięk przerywanego połączenia. 
Przez chwilę stał z telefonem w dłoni, nim doszedł do siebie i przeskoczył do swojej towarzyszki, która dalej zwijała się z bólu na łóżku. Nie wyglądało, żeby jakkolwiek miało jej się poprawić, a już tym bardziej nie zasnąć. Nie było też mowy, żeby poprosić ją, by sama zadzwoniła po karetkę. Ale było jeszcze jedno wyjście… 
Ponownie zapadł się w mrok, by wylądować dokładnie jedno piętro niżej, na środku czyjegoś salonu, na… stole. Piękny wazon, stojący na jego środku wywrócił się i z szyjki polała się woda. Czarnowłosy błyskawicznie zeskoczył z podwyższenia i chwycił naczynie, przerywając ciąg wylewającej się z niego wody. Odstawił wazonik na miejsce i zrobił krok nad mokrą plamą na dywanie. Ludzie… jacyś ludzie! Skacząc między po kilka metrów przez cień znalazł się w czyjejś sypialni. Na łóżku leżała jakaś postać, chrapiąc cicho.
Zdrajca podskoczył do niej i potrząsnął nią mocno. Kobieta, może po dwudziestce, gwałtownie otworzyła oczy i krzyknęła. Czarnowłosy zatkał jej usta ręką i zaczął szybko i nieskładnie mówić błagalnym tonem. Kobieta tylko wodziła po nim błędnym wzrokiem i próbowała się uwolnić z jego uścisku. Widząc, że tak do niczego nie dojdzie, człowiek puścił ją i cofnął się o krok. Najspokojniej i najwyraźniej jak umiał zaczął:
- Po… trzebuję paaa…i pmocy. …oszę. Ba…rdzo pr…szę. – Jego głos zawieszał się na chwilę, przy każdym dłuższym wyrazie. Kobieta siedziała wyprostowana na łóżku.
- Co pan tu robi o tej porze w moim mieszkaniu! Proszę wyjść, bo zadzwonię po policję! 
Widząc, że konwersacja nie odniesie zamierzonych efektów czarnowłosy postanowił podjąć bardziej zdecydowane kroki. Ponownie zbliżył się do kobiety i chwycił ją. Na chwilę oboje zawiśli w ciemności, by pojawić się tuż przy łożu cierpiącej Miyashi.
- Po… móc jej – powiedział Zdrajca, rozkazującym tonem, do zdezorientowanej kobiety. – Szy…ko!
(Miyashi?)

Od Miyashi cd. Zdrajcy

Spojrzałam na pojemniczek. Poza nazwą leku i głównych składników była też ilość tabletek, tylko 15 sztuk w opakowaniu. Obróciłam pojemniczek i czytałam dalej. Natknęłam się na datę produkcji – 16 kwietnia 2002 roku. Na pewno nie są przeterminowane? Czytając dalej upewniłam się że mało brakuje. Zawartość przeterminuje się 28 października tego roku – za 4 dni. Spojrzałam na Turokiego, który usiadł koło mnie i trzymał szklankę wody. Już chciałam otworzyć opakowanie, kiedy moją uwagę przykuły dziwne naklejki, z czarno-czerwoną obwódką. Przyjrzałam się temu i na wieczku zobaczyłam napis: „NIE UŻYWAĆ! LEK WYCOFANY”. Wtedy spojrzałam na chłopaka. Był trochę zaskoczony. Otworzyłam lekarstwo i wyjęłam ulotkę. Nawet jej nie czytałam, po czym wzięłam garść tabletek. Chciałam je połknąć, po czym poczułam jak on mnie powstrzymuje.
- …ie aż t…le… - powiedział spokojnie patrząc mi w oczy. – …o za d…żo.
Wtedy wziął ulotkę i zaczął czytać. Ja byłam mocno zawstydzona z tego powodu. Jak mogłam na jego oczach próbować się zabić… On mi pomaga, męczy się, po nocach chodzi do apteki, a ja na jego oczach chcę zrobić rzecz, której on chce zapobiec… W tej chwili chciało mi się płakać, moje oczy wypełniały się łzami, ale nie wydawałam jeszcze dźwięków płaczu. Chłopak dalej czytał ulotkę, po czym powiedział:
- J…na wy…czy, …ie m…na w…cej… 
- Ale dlaczego? – spytałam.
- To …ie…czne – odpowiedział.
- D-dobrze… 
Wtedy wzięłam jedną tabletkę, resztę wsypałam z powrotem do pojemnika. Połknęłam ją, a Turoki podał mi wodę. Użyłam naprawdę odrobiny, co go zaskoczyło. Po tym on odłożył szklankę i ja się w niego wtuliłam. Czułam coś dziwnego patrząc na niego. Chciałam być cały czas przy nim, nie wiedziałam jednak dlaczego. Przy nim czułam takie dziwne ciepło, które jednak było przyjemne. Nie chciałam od niego odchodzić.
Po kilku minutach poczułam nagle ogromny ból w brzuchu. Do tego stopnia, że zaczęłam płakać i się mocno skuliłam. Zwykle działo się to po połowie opakowania. 
- Co j…st? – spytał.
- Boli… - szepnęłam. Wtedy szybko zaczął czytać ulotkę. 
- …ic tu …ie ma o …ym – stwierdził po przeczytaniu. – Za...w…nić po k…re…tkę?
- Nie…! Proszę… nie rób tego... – powiedziałam przestraszona. Nie chciałam tam być, przy obcych ludziach, którzy będą coś przy mnie robić. I nawet nie będę wiedziała co...
- A…le… …ie …cę by c…ię bo...la…ło... – odpowiedział. Był trochę smutny.
- Proszę… nie… może… musi boleć…
- Tr…ba …ść do l…rza – powiedział znowu. – To …ie j..st n…ma...ne.
- Ale… tak… tak zawsze jest… u mnie… 

<Zdrajca?>

Od. Darknessa c.d Tara

- Cały dzień cię coś gryzie. O co chodzi? – Blondyn usiadł i zwiesił nogi z krawędzi łóżka na podłogę. Wpatrywał się we mnie swoimi jasnymi oczyma.
- Bo widzisz… - zaczęłam, w zadumie chwytając kosmyk czarnych włosów i bawiąc się nim. Nie byłam pewna co odpowiedzieć. Ostatnio wiele się działo, naprawdę wiele. Moje zazwyczaj zimne emocje, przy tym mężczyźnie zdawały się wymykać spod kontroli. A jednak… musiałam się opanować, musiałam myśleć logicznie. Dla dobra mojej watahy. Tak, dobro watahy jest najważniejsze. Członkowie… nawet tak bliscy jak Rori nie powinni widzieć moich słabości. Dla nich muszę być silna. Nikt już nie pamięta o tym, kim byłam, nikt więc nie zrozumie mojego żalu, moich wyrzutów sumienia. Muszę być silna. Powoli, ponownie starałam się uporządkować swoje emocje. Ale przy nim… Wyprostowałam się i westchnęłam. Spochmurniałam. Trudno będzie mi wyjaśnić mu, co czuję… jeszcze ta sprawa z liścikiem, sprawa z Cassandrą, sprawa mojego klona… Tyle rzeczy zawaliło się na moją głowę… ile bym dała, by być teraz gdzieś indziej. W innej watasze, w innym kraju, w innym świecie.

W tym momencie poczułam, że coś się zmieniło. Cały świat pociemniał, ziemia wymknęła mi się spod stóp…

Zachwiałam się lekko, gdy moje stopy dotknęły twardego gruntu. Zamrugałam. Przede mną, w pozycji bojowej stała ładna, może kilkunastoletnia dziewczyn o kremowych włosach i błękitnych oczach. Kilka kroków za nią leżała kolejna, najwyraźniej nieprzytomna. Czarnowłosa. Wydawała mi się w pewnym sensie… znajoma. Ktoś ją zranił. Ja…? Ale jak?
Być może Anthitei miał rację, być może faktycznie znów mogę zabijać. Musiałam wpaść w furię i tą… dziewczynę. Członkinię mojej watahy… Zacisnęłam dłonie w pięści, po czym poluzowałam.
- Nie będziemy dalej walczyć – odezwałam się ponuro i ruszyłam w kierunku przygotowanej do pojedynku dziewczyny. Ta, nie ufając moim słowom, spięła się tylko bardziej. Wyminęłam ją i przystanęłam przy nieprzytomnej dziewczynie. Musiałam powalić ją na ziemię z dużą siłą. Na jej piersi widniały odciski olbrzymich, wilczych łap. Uklękłam przy niej, po czym ostrożnie pochyliłam się by sprawdzić oddech. Dłonią delikatnie odchyliłam jej podbródek. Oddychała, jednak pozostałam w tej pozycji jeszcze chwilę. Wpatrywałam się nieruchomo w dłoń. Moją…? Była zdecydowanie za duża i… męska. Potrząsnęłam głową, nie chcąc teraz o tym myśleć. Wyprostowałam się.
Tamta brunetka, która jeszcze chwilę temu była gotowa ze mną walczyć, teraz uklękła obok mnie.
(Tara?)

"Każdy z nas ma w sobie moc, by zabijać. Większość ludzi boi się jednak z tej mocy skorzystać. Ci, którzy potrafią, naprawdę kontrolują życie."



Ambre Solitaire

by Safiru
 |Kontakt: Diana18 (HOWRSE)|
Godność: Deirdre Torres. Nie jest to jej oryginalne imię. Przedstawia się także jako Mercury Chesterfield.
Płeć: Jest kobietą, wystarczy popatrzyć poniżej szyi. Ma czym oddychać.
Orientacja: Jest to dość ciężkie pojęcie do wyjaśnienia, w sprawie Deirdre. Dziewczyna czuje się "lesbijką", jednak pociągają ją obie płcie. Zdarzyło się jej raz pocałować płeć damską - tylko raz. Od tego jednego razu stwierdziła, że dziewczyny nie potrafią całować. Z płcią męska, uprawiała seks, całowała się ile wlezie - sprzedawała ciało dość wysoko, pomimo tego iż była przeciwna temu pomysłowi, musiała jakoś zarabiać na życie. Podnieca się umięśnionymi mężczyznami. Ale nie do przesady! W wyniku, czego raczej będzie bardziej heteroseksualna, chociaż ma zapędy pod biseksualistkę.
Wiek: Nieśmiertelna. W gepardzim ciele ma 160, tyle samo w ludzkim. Doprowadziło to do częstych wyprowadzek i ucieczek. Dziewczyna przestała starzeć się w wieku 16 lat.
Rasa: Zmiennokształtna.
by Rikamello
Sympatia: Interesuje się kilkoma basiorami, jednak z nich wszystkich najbardziej zauroczona jest w Viperze i Syriuszu.
Charakter: Nie jest opanowaną osobą i nigdy nią nie będzie. Uwielbia szaleć, urządzać imprezy, jak i zaszczycać je swoją obecnością. Nie ma imprezy, na której nie byłoby głośno o Torres. Tańczenie? Sprawia jej to ogromną przyjemność-bez tego nie potrafiłaby przeżyć nawet tygodnia! Wykluczam leniwość, Mercury jest czasem zbyt aktywna. Mimo iż chodząc do szkoły, nienawidziła wuefu i nic nie wychodziło jej dobrze, to teraz jej kondycja poprawiła się kilka miesięcy przed przybyciem na Deltę. Ulubiony sport? Koszykówka. Poruszając sprawę aktywności. Nie przepada za bieganiem, dlatego ucieczka przed kimkolwiek byłaby durnym pomysłem. Woli stanąć przed zagrożeniem, poświęcając wszystko, co ma przed sobą. Nie boi się przegrać, chociaż przed jakąkolwiek walką boi się o swoje życie. Podczas pojedynku, sytuacja całkowicie się zmienia. Walczy, choćby miała wypocić się na wszystko. Przejmuje się swoim wyglądem, mimo tego, iż jej styl walki sprawia wrażenie wyjątkowo delikatnego. Smuci się przegraną, często płacze. Można zaliczyć ją do wyjątkowo wrażliwych osób. Potrafi poryczeć się z byle powodu, przykładowo: wystarczy jej połamany kwiatek lub krzywda wyrządzona cudzemu pluszakowi. Empatia-kolejne określenie opisujące Chesterfield. Należy do grupy charyzmatyków. Jest niesamowicie pewna siebie, co niestety wiele razy zadziałało na jej niekorzyść, choć ona sama uważa, że ta cecha jest jej bardzo przydatna. W większości przypadków pokazuje swoją za bardzo wysuniętą do przodu dumę. Powiązanie: "Charyzmatyczna osoba przede wszystkim potrafi sprawić, że inni ludzie czują się przy niej w określony sposób. Taka osoba sprawia, że ludzie zaczynają ją postrzegać jako kogoś wyjątkowego, lepszego od nich, a to automatycznie sprawia, że inni chcą ją naśladować i być przy niej. To najbardziej uszczęśliwia Deirdre. Potrafi niezwykle szybko sprawić by inni ją uwielbiali, niezależnie czy używa do tego mocy, czy nie. Zawsze jest odważna. Potrafi działać, narażając się na cierpienie lub stratę. Ma odwagę robić coś, co jest zakazane i co w głębi serca inni chcieliby zrobić, ale nie mają na to odwagi. Właśnie to odróżnia ją od reszty społeczeństwa. Nigdy się nie poddaje. Czasem ma chwile zawahania, ale stara się je zawsze przezwyciężyć. Nie jest idealnym strategiem, co prawda nikt nie pokona jej w obmyślaniu najprzeróżniejszych, najbardziej poplątanych strategii, jednak zrozumieć własne wymysły potrafi tylko ona. Ma zbyt bujną wyobraźnię i w większości przypadkach dostrzega to-czego inne stworzenia nie widzą. Z tego powodu została samotnikiem. Nie tyle co nie potrafi kłamać, ona się do tego najzwyczajniej nie nadaje. Podczas kłamstw często przygryza wargę lub kręci językiem w buzi. Jest to coś, czego sama w sobie nienawidzi, a jest tych cech naprawdę niewiele. Nie ma w zwyczaju przerywać innym, gdy mówią, jednak gdy kogoś specjalnie znienawidzi, potrafi niemożliwie zdenerwować tę osobę, powoli doprowadzając do rękoczynów. Z tego wzięła się jej pasja do walk. Dawniej interesowała się Gotami. Goci w jakiś sposób pociągali ją, gdy w okresie, gdy wyglądała na 12-14 lat. Chodząc z ciocią za rękę, jako małe dziecko zawsze dokładnie się przyglądała niezwykle umalowanym, bladym twarzom. Byli magiczni, do ukończenia szesnastki. Zagłębiając się coraz bardziej w ich psychikę, stała się apatyczna i nabrała chęci na pisanie drastycznych wierszy i brutalnych opowiadań. Zauroczenie tymi czynnościami nie trwało długo, skończyło się w ciągu miesiąca. Dziewczyna wróciła do dawnej siebie i jakby zapomniała co wydarzyło się w ostatnich tygodniach. Uwielbia spędzać czas z płcią przeciwną. Potrafiłaby godzinami przyglądać się wybrankowi, ale spokojnie, nie jest osobą zbyt nachalną. Kiedy ktoś nie jest nią zainteresowany, nawet nie próbuje do niego podejść. Toleruje kobiety, ale nie oznacza to, że kiedykolwiek miała z kim pogadać o babskich "sprawach". Gdy chodziła do szkoły, starała się rozmawiać z dziewczynami, ale kończyło się na tym, że zawsze zostawała wyzywana od dziwek, bo to na jej krągłości patrzyła się większość przystojniejszych chłopaków. Nie miała wtedy na tyle umiejętności ani pewności siebie, by cokolwiek zrobić. Te kobiety nie chciały mieć z nią kontaktu ze względu na jej urodę. To wszystko wyjaśniało. Często zmieniając miejsce zamieszkania Deirdre pojawiała się pod wieloma różnymi osobami. Podczas tych czasów wyczuła osobowość charyzmatyczki i coraz lepiej zaczęła się dogadywać z innymi osobami.
Aparycja: Zacznijmy od postaci ludzkiej, liczącej sobie aż 160 lat. O figurze takiej, jaką posiada Mercury wiele kobiet mogłoby tylko się pomodlić. Nie jest zbyt krucha ani zbyt umięśniona. Idealna różana cera to na pewno jeden z podstawowych atutów Deirdre. Rude, kręcone włosy wyróżniają ją z tłumu na kilka kilometrów. Nierówno przyciętra grzywka dodaje uroku twarzy Deirdre. Drobny nosek i ogromne oczy. Oczy o źrenicach w kolorze bursztynu. Niestety, są to tylko soczewki. Prawdziwy kolor oczu Deirdre to metalicznie szary, co mogłoby budzić pewne podejrzenia u ludzi. W uszach często nosi kolczyki w odcieniach błękitu, czerwieni i żółci. | W postaci gepardziej, nie wyróżnia się specjalnie niczym od innych gepardzic. Wygląda całkiem naturalnie, pomimo tego iż na Delcie rzadko widzi się geparda.
Żywioł: Kontrola, Grawitacja, Tlen.
Moce:
· Astronomic Logic - Moc pozwala Deirdre wytwarzać magiczne kręgi wokół przeciwników zmieniąjąc ich pole grawitacji. Niezwykle mocno przytwierdzając do ziemi lub powodować niekontrolowane lewitowanie.
· Sky Maniac - Dzięki niej, Mercury może wznosić się w powietrze z dowolną prędkością. Moc ma swoje ograniczenia, Deirdre może znajdować się w powietrzu do trzech godzin. Moc powoduje, że Torres może skakać z dowolnych wysokości i nigdy nic sobie nie zrobi.
· Empty - Potrafi mieszać wspomnienia każdego stworzenia. Przywrócić te smutne i doprowadzić istotę do płaczu. Szczęśliwe...? Do śmiechu, rzecz jasna. Dodać swoje, lub przyprowadzić innych. Skutki uboczne tej mocy powodują nieprzyjemne bóle głowy i mdlenie. Utracenie wspomnień trwa to do 47 godzin.
· Time Fix - Potrafi spowolnić czas. Nie zatrzymać, ale spowolnić. Ona może poruszać się z dowolną dla siebie prędkością.
· Ozoron - Gdy Mercury ugryzie przeciwnika w ciele gepardziej, mięsień znajdujący się w pobliżu trucizny obumiera i przestaje normalnie funkcjonować. Mija to po kilku dniach.
· Telekineza - Nic bardziej mylnego. Potrafi wznieść w powietrze dosłownie wszystko.
 Zainteresowania/Talenty: Interesuje się pisarstwem, malarstwem, rzeźbiarstwem i dosłownie wszystkim związanym ze sztuką. Deirdre jest niezwykle kreatywną, pozytywnie nastawioną do świata osobą, więc gdy tworzy jakiekolwiek dzieło nigdy nie będzie ono zbyt depresyjne. Bardzo nie lubi upubliczniać swoich dzieł. Manipulowanie istotami żywymi jest na pewno jednym z jej talentów, z których jest dumna. Ma niezwykły dar przekonywnania innych osób do swoich racji. Dzięki temu w negocjacjach jest niezwyciężona, a samo "nie" potrafi sprytnie obrócić w "tak".
Moce specjalne:
· Magical Instruction - Potrafi zwrócić do siebie tysiące ludzi. Może rozkazać istocie dosłownie wszystko, jest w stanie zrobić to tylko dwa razy na poszczególnej jednostce. Moc uruchamia się poprzez kontakt wzrokowy z inną osobą. Lewe oko Mercury przybiera błękitną barwę podczas mówienia na głos czynności, którą osoba ma wykonać.
Historia: Niezbyt długa i niezbyt męcząca. Mercury urodziła się w roku 1856. Jak wiadomo ma 160 lat. Teraz ciekawostka. Jej urodziny są 16 grudnia. Nie pamięta wyglądu swoich rodziców, ale bardzo dobrze zapamiętała śmierć. Obaj zmarli we śnie przy spotkaniu z pewną kobietą. Tą kobietą była miss Chesterfield. To po niej ma jedno z nazwisk. Miss Chesterfield nie chciała być miłą osobą, pragnęła być postrzegana jako wyrodna ciotka. To koniec o ciotce. Jej śmierć wyrządziła Torres ogromną krzywdę psychiczną. Zmarła jak zwyczajny człowiek. Ze starości. Ważna jest Deirdre. Co o niej? Jej historia jest jednym wielkim znakiem zapytania. Dziewczyna z maską na twarzy. Pracowała w barach pod imieniem "Eve". Najbardziej rozchwytywana tancerka w pubie. Na tym polegało jej życie. Nic bardziej mylnego. Mercury nie robiła nic innego poza pracą w pubach, rozmawianiem z facetami, seksem i przeprowadzką. Zdobywała najłatwiejsze pieniądze i jakoś żyła. Sprawy na Delcie rozwijały się całkiem inaczej. Odkrywając portal, Torres była zachwycona obszernością świata. I to na tyle. Dziewczyna bardzo nie lubi swojej długowieczności.
Przedmioty: Niezwykle często można zobaczyć Deirdre w towarzystwie najzwyklejszych na świecie zapałek. Potrafi zdziałać nimi niewiarygodne czyny. W przeszłości, wiele razy zdarzyło się jej uratować nielicznych przechodniów przykuwających uwagę ludzi nieczystych. Jedynym interesującym atutem owego przedmiotu jest opakowanie na zapałki. Wykonane jest ono ze srebra. Na środku pudełka wyryte jest wgłębienie róży, wypełnione żywicą. Pomimo pięknego akcentu, po bokach znajdują się najprościej wykonane draski. | Kolejnym przedmiotem, towarzyszącym na co dzień Deir jest sztylet. Wykonany z czystego srebra, nic mylniejszego. Przy bliższym kontakcie z ostrzem, można zauważyć ledwo widoczny napis "Dorchadas" - co po celtycku oznacza ciemność. Trzon okuty została smoczą skórą, niezwykle ciężką do przebicia. Na nasadzie wyryto celtyckie słońce. Słowo, oznaczające obłęd, nie ma nic wspólnego z amuletem radości i szczęścia. Jest to także przedmiot magiczny. Jego właściwości nadprzyrodzone są dość niespotykane. "Olc cuffed anamacha damned. Maidir Tabhair dom do aghaidh fíor", wypowiedzianne z ust Mercury powoduje automatyczne ogłuszenie. Broń przybiera postać czarnego feniksa. W ręce najmłodszej z rodziny Torres, sztylet płonie kruczo-czarnym ogniem.
Bank: 300 $
Inne:
· Bardzo nie lubi tortów.
· Nosi soczewki aby ukryć swój prawdziwy kolor oczu.
· https://www.youtube.com/watch?v=-Hq0-47hyds - Głos Mercury.


STATYSTYKI
|Siła: 796|Szybkość 404 | Zwinność: 464| Moc: 471|Technika: 275|
|Równowaga: 225| |Zręczność: 590| Ukrycie: 75|
 ______________________________
TYTUŁY
Brak
______________________________
ŻYCIE:
GŁÓD 0||PRAGNIENIE 0||ZDROWIE 100||SEN 100||

"Nie możemy zaprzeczyć temu, co czujemy w środku."

Niewinna Owieczka
| asesek - howrse |
Godność: Imię i nazwisko owej dziewczyny brzmi Noxa Deus. Dziewczyna już dawno zauważyła, ze jej krótkie i dość niepowtarzalne imię łatwo wpada w ucho, co może przysporzyć jej wiele kłopotów, więc często posługuje się wymyślonymi naprędce imionami. Ponadto często posługuje się pseudonimem „Feather”
Płeć: Chyba nie ma wątpliwości, iż Noxa jest kobietą?
Orientacja: Noxa jest osóbką biseksualną, chociaż rzadko kiedy zdarza jej się nawiązać z kimś mocniejszą więź.
Wiek: Dziewczyna jest nieśmiertelna, obecnie ma sto czternaście lat, chociaż wygląda na nie więcej niż szesnaście.
Rasa: Noxa należy do zmiennokształtnych. Praktycznie zawsze ukazuje się jako człowiek, jako zwierze, jest niewielkim liskiem. Jednak owa forma jest bardzo niestabilna, i raz Noxa może być większa, raz mniejsza, raz może mieć długi ogon, a raz nie mieć go w ogóle. Często również jej futro jest tęczowe. Praktycznie zawsze wygląd inaczej.
Sympatia: Ma ważniejsze sprawy na głowie niż rozglądanie się za potencjalnym partnerem czy partnerką, może kiedyś ktoś wpadnie jej w oko, a może nie.
Rodzina: Niewiasta ta rodziny już nie posiada, wszyscy z jej rodu zmarli w niedalekim odstępie czasu, tylko ona jedna ocalała.
Stanowisko: Zmiennokształtna, czarnoksiężnik;
Charakter: Noxa jest dziewczyną przeważnie miłą. Lubi towarzystwo innych osób, o ile ci nie mają zamiaru zrobić czegoś złego. Stara się każdego zrozumieć i zaprzyjaźnić się ze wszystkimi. Jest bezinteresowna, dla każdego chce jak najlepiej. Potrafi zachowywać się jak prawdziwa dama, jednak nie robi tego zbyt często. Zazwyczaj jest łagodna jak owieczka. Jest bardzo emocjonalna i wrażliwa. Kieruje się impulsem i sercem, co często przysparza jej kłopotów. Dość łatwo doprowadzić ją do płaczu. Jest jednak wytrwała i uparta. Potrafi zrobić wszystko, byleby tylko coś osiągnąć. Ma w sobie nieco okrucieństwa, czasami wybucha i robi wiele niekoniecznie dobrych rzeczy. To jest je prawdziwy charakter. Ta miłą dziewczyna ma diabła za kołnierzem. Noxa to osoba bardzo sprytna i przebiegła. Potrafi świetnie kłamać gdy jest taka potrzeba. Normalnie jest jednak szczera i stara się nie ukrywać zbyt wielu rzeczy. Nie mówi zbyt wiele, jest małomówna, lubi za to słuchać. Nic jej nie umyka. Zazwyczaj zachowuje powagę i spokój jednak czasami może śmiać się jak szalona z jakiegoś żartu. Jest perfekcjonistką i nie może zmóc kiedy coś nie jest dopięte na ostatni guzik. Oprócz tego, spokojnie można uznać ją za pedanta, czystość to jej konik. Najmniejsza plama jest dla niej tragedią.
Aparycja: Noxa to dziewczyna niewysoka. Wzrostem nie przekracza metra pięćdziesięciu. Jest również bardzo chuda, niczym jakiś szkielet. Jej skóra jest mlecznobiała, jednocześnie dziewczyna bardzo szybko morze się opalić i wyglądać jakby ktoś wylał na nią brązową farbę. Jej włosy mają bardzo jasny odcień blondu, ponadto są długie i sięgają do ziemi. Noxa najczęściej zaplata je w długi warkocz. Dziewczyna ma duże, jasne oczy, źrenice są lekko kremowe, wydaje się, że dziewczyna nie widzi, jednak tak nie jest. Na czoło opada równo przycięta grzywka. Nosek dziewczyny jest mały i wręcz niezauważalny. Noxa uwielbia wymyślne i specyficzne stroje. Często okrywa się długimi płaszczami i półprzezroczystymi woalkami. Chętnie chodzi w spódnicach i obcisłych koszulkach bez ramion z obszernym dekoltem. Jej buty, z którymi prawie się nie rozstaje, są wysokie i wyglądem przypominają zbroje. Noxa nie jest w stanie pokazać się na oczy w kreacji, której gama kolorystyczna nie jest stonowana.
Moce: Sama Noxa wrodzonych mocy nie posiada. Odkryła jednak, że z łatwością przychodzi jej nauka zaklęć. Potrafi rzucać czary i klątwy. Może zamienić kogoś w żabę, stworzyć tarczę lub unieść coś w powietrze. Ma to jednak swoje ograniczenia. Najczęściej Noxa posługuje się zaklęciami ze swojej księgi, nie zawsze jednak jej to wychodzi. Ponadto nie potrafi skupić swoich umiejętności we własnym ciele np. dłoniach, potrzebuje przekaźnika, za który służy jej kostur. Oprócz tego, źle wypowiedziana formuła zaklęcia może przynieść zupełnie inny efekt, od tego który chciała uzyskać Noxa. Ponadto, każde zaklęcie wymaga od niej większej lub mniejszej siły, więc często w efekcie końcowy ląduje zemdlona na ziemi.
Zainteresowania/Talenty: Noxa uwielbia czytać książki. Nie ważne czy są to powieści historyczne, romanse, czy nawet roczniki gazet, przeczyta wszystko co tylko wpadnie jej w rączki. Oprócz tego, lubi śpiewać. Gdyby poświęciła tej umiejętności trochę więcej czasu, mogłaby wiele osiągnąć, jednak obecnie najczęściej śpiewa pod prysznicem lub w momentach gdy nikt nie może jej usłyszeć. Talentu plastycznego nie posiada, jednak lubi ogląda obrazy innych. Dziewczyna mimo tego, że jest szczupła, nie przepada za sportem. Nawet w tej kwestii wykorzystuje magie. Bardzo często lekko unosi się nad ziemią, lub wręcz lata, ponieważ jest to zaklęcie, które praktycznie nie odbiera jej sił.
Historia: Noxa wychowała się w cenionej rodzinie pochodzącej z Francji. Wiodła spokojne i szczęśliwe życie. Pewnego jednak dnia, przeszukując pokoje ogromnej rezydencji rodziców, odkryła pewną książkę, w której zapisano dzieje całej jej rodziny. Tego samego dnia, popędziła do swoich rodziców by porozmawiać z nimi o tym co tam wyczytała. Jednak gdy tylko znalazła się w korytarzu prowadzącym do salonu, usłyszała wystrzał z pistoletu. Przestraszona, ukryła się pod kanapą w jednym z pokoi. Gdy niebezpieczeństwo minęło, w salonie ujrzała swoją matkę i ojca, leżących w kałuży krwi. W pierwszej chwili nie wiedziała co zrobić. Wzięła dużą torbę i zaczęła pakować do niej swoje rzeczy. Ostatni raz obeszła dom i przy okazji znalazła tajemniczą laskę, która jakiś czas później, okazała się być kosturem. Zabrała wszystkie pieniądze, które były w domu i uciekła. Pieniędzy starczyło jej na niecały rok. Miała wtedy piętnaście lat, i wciąż nie wiedziała, że jest nieśmiertelna. Wałęsała się więc po świecie bez celu przez prawie sto lat, wreszcie jednak dowiedziała się o Watasze Karmazynowej Nocy i postanowiła do niej dołączyć.
Przedmioty: Noxa zawsze nosi przy sobie swój kostur (Pokazany na zdjęciu). Służy jej do rzucania zaklęć, skupia w sobie jej moc, jest czymś w rodzaju przekaźnika. Można porównać go do różdżki, jednak silniejszej i bardziej trwałej. Wygląda jak czarny patyk w kształcie litery „Y”, a pomiędzy jego ramionami zawieszony jest różowy kryształ, który nadaje mu jego właściwości. Posiada również pewną grubą księgę, która na pozór jest normalna, jednak naprawdę jest w niej zapisane wiele zaklęć z zakresu magii białej jak i czarnej. Oprócz kilku drobnych rzeczy, które dziewczyna nosi w kieszeniach, niema nic innego specyficznego przy sobie.
Pamiątki: Owa księga, o której wcześniej już było wspomniane. Jest to jej jedyna pamiątka po matce, która zwykła czytać jej ją przed snem. W dzieciństwie Noxa nie widziała w niej nic dziwnego, z czasem jednak zaczęła dostrzegać coraz to więcej tajemnic zapisanych na kartach owej księgi.
Bank: 700 $;
Inne: 
  • Mimo, że fizycznie nie różni się od żadnego normalnego człowieka, jest nadzwyczaj odporna na wszelkie złamania 
  • Ma tendencje do gubienia różnych rzeczy 
  • Ma chorobę lokomocyjną. Z tego powodu preferuje przemieszczać się na piechotę lub przy użyciu magii
  •  Boi się wody, więc nie pływa;


STATYSTYKI
Siła 0 | Szybkość 350 | Zwinność 450 | Moc 600 | Technika 400 | Równowaga 450 | Zręczność 400 | Ukrycie 350

TYTUŁY
Brak

ŻYCIE
|| GŁÓD: 0 || PRAGNIENIE: 0 || ZDROWIE: 100 || SEN: 100 ||

Od Tayrona c.d Fragonii



No i co ona mi do cholery zrobiła z moją twarzą? Wspaniała reakcja, ale jednak... Dlaczego twarz? I jeszcze te ulewy, ciągle się zdarzają. Dodatkowo zaczęło grzmieć. Co innego miałem zrobić? Jedynym pomysłem był powrót do domu. Zabójczym tempem zbliżaliśmy się do domu. Zamknąłem drzwi na klucz i ściągnąłem kurtkę. Kulturalnie pomogłem zdjąć Fragonii swoją i powiesiłem odzież na wieszaku. Uśmiechnąłem się lekko i poszedłem do łazienki oczyścić ranę. W progu drzwi do łazienki rzuciłem do Cornelii.
-Możesz nalać sobie sok, jeżeli chcesz. Ostatnia szafka na dole po prawej.
Nastała cisza. Oparłem się o ramę drzwi, a ona stała przez moment, przyglądając się mi z dziwną dokładnością. Najwyraźniej czuła się winna mojemu cierpieniu, bo zamiast przygotować napój, ruszyła za mną do łazienki.
-Daj, pomogę ci. -mruknęła.
-Nie musisz.
-Jestem winna, mimo że według ciebie takie zachowanie jest dobre.
Gdyby rana mnie nie bolała, ze zdziwienia otworzyłbym buzię w znaku „Tyyyyy??? Oooo” Tak pomyślałem, ale czy to moja wina, że jestem zboczeńcem? Riley powiedziałaby, że tak, cóż. Fragonia chwyciła wacik, nalała wodę utlenioną i delikatnie zaczęła przemywać ranę.
-Jasne, że jest dobre. Ważne jest, abyś umiała uchronić się przed kimś takim jak ja. -uśmiechnąłem się, odkrywając rządek śnieżnobiałych zębów. -Przyznaję ci rację, pośladki masz całkiem niezłe.
Dostałem w twarz, tylko tym razem wacikiem. Zdenerwowana wstała i ruszyła w kierunku kuchni.
-Myślę, że dalej sam sobie poradzisz. -warknęła i wyciągnęła dwie szklanki z szafki,
-Jasne, dam radę. -uśmiech zniknął mi z twarzy.
Dawno nie widziałem własnej krwi. Ostatni raz... Właśnie, kiedy to było? Nie potrafię spamiętać. Po pięciu minutach sam wstałem i zerknąłem przez okno. Pogoda nie zmieniła się ani trochę. Bo niby jak mogła się zmienić w ciągu 10 minut? Mógłbym stwierdzić, że deszcz zaczął padać jeszcze bardziej. Kątem oka zerknąłem na Cornelię. Klapnąłem na kanapę i usiłowałem włączyć telewizor. Niestety, brak prądu doskwierał zbytnio. Sięgnąłem do szafki i wyciągnąłem zapałki i świeczki. Poustawiałem i zapaliłem je tam gdzie były najbardziej potrzebne.
-Chyba będziesz musiała zostać na noc. Prawda? -uśmiechnąłem się, sprawdzając, czy drzwi na pewno są zamknięte.
Dziewczyna przełknęła ślinę, a ja czułem, że świecą mi oczy.
(Fragonio?)

Od Hikaru c.d Viper

Dołącz do watahy, mówili. Będzie fajnie, mówili. Baaaardzo fajnie. Póki co spotkałam tu już kilka demonów a sam alfa właśnie ukradł większość moich ciuchów wliczając w to bieliznę. Oj, kogoś tu czeka rychła śmierć. Moich majtek się nie dotyka! Biegłam za Viperem, który zdążył już wybiec z hotelu, w którym akurat się zatrzymałam po tym całym zamieszaniu z igrzyskami. Chłopak wymachiwał walizką jak szalony. To nie mogło skończyć się dobrze, szczególnie, że owa walizka była już tak stara, że zatrzaski nie działały zbyt dobrze. Moje obawy okazały się być słuszne, bo gdy tylko Viper przebiegł jakieś trzysta metrów, zapięcia w walizce zaczęły się rozluźniać a przez szparę, która się utworzyła, powoli wylatywały moje ciuchy. Więc teraz, oprócz szaleńczego biegu i wykrzykiwania przekleństw, musiałam jeszcze łapać zawartość mojej garderoby.
Viper wybiegł na główną ulicę. Po chodniku szło akurat mnóstwo osób, wiec chłopak musiał nieco zwolnić. Torował sobie drogę moją walizką, a ja korzystałam z tego, że robił coś w rodzaju tunelu. On się przeciskał a ja go goniłam. Po kilku chwilach dzieliły nas jedynie dwa czy trzy metry. Skoczyłam chłopakowi na plecy i wywróciłam go na ziemię.
Wyrwałam mu z rąk moją walizkę i spakowałam do niej wszystkie ciuchy, które udało mi się złapać. Następnie kulturalnie zeszłam z chłopaka i otrzepałam ubranie z kurzu, który uniósł się po upadku Vipera. Chłopak wstał z ziemi i wystawił mi język.
- A tak miło mi się biegło! Czemu mi przerwałaś? – prychnął z udawaną złością. Wywróciłam oczyma.
- Może dlatego, że nie chcę żeby moja bielizna trafiła w rączki jakiegoś niewyżytego prawiczka?
Viper uśmiechnął się głupkowato.
- A gdyby dostała się w moje rączki? – zapytał szczerząc zęby.
- Ugh, znajdź se wreszcie dziewczynę - mruknęłam i pstryknęłam Vipera w czoło.
- Pff, jestem dzielnym, niezależnym alfą i nikt nie będzie mi mówić co mam robić! – Powiedział Viper zadzierając nos i przybierając wyniosłą pozę.
Po chwili jednak spoważniał.
- Znasz jakieś miejsce, gdzie można porozmawiać tak na osobności? – zapytał po chwili namysłu.
- Może jakaś kawiarnia?
Viper skinął głową. Przeszliśmy kawałek, aż zobaczyliśmy niewielką kawiarnie na uboczu. Siedziało w niej może pięć osób? Nie więcej. Poszliśmy wiec Tm i zajęliśmy stolik w rogu pomieszczenia, z dala od innych klientów i kasy. Wygrzebałam z kieszeni kilka monet, Viper też nie szastał kasą. Razem starczyło nam na dwie kawy i jedno ciastko, które przełamaliśmy na pół.
- Więc o co chodzi z tym wojskiem? – spytałam zaciekawiona.
- No, chcą nas zwerbować, całą watahę! – powiedział Viper.
- Ale, że będziemy mieli karabiny i ciuchy moro? I będziemy latali samolotami i skakali ze spadochronami?! I będziemy mogli mordować innych ludzi z karabinami?!
Viper nie wyglądał na zadowolonego.
- Wiesz, nie jestem pewien, czy wszyscy chcą się w to bawić – mruknął w odpowiedzi.
- No, ale co ty niby chcesz z tym zrobić? – spytałam a następnie wepchnęłam sobie do gęby całe ciastko.
- Znajdziemy Darka, cofniemy się w czasie i sprawimy, by mgła nigdy nie znikła – wytłumaczył krótko Viper.
- Serio? – spojrzałam na chłopaka ze zdziwieniem.
- Co?
- Jak niby masz zamiar przekona tego dziadygę do współpracy?!
<Vipeeeeeeerrrrrr?>


"Każdy z nas jest spragnionym mordercą z apetytem szakala"

 Jesteś dla niej czerwem, nic nieznaczącą gnidą. Zapchane krwią koryto to przerażający widok.

©Navira

|Kontakt: yulca (howrse)|
Godność: Dessari
Płeć: Wadera, aż tak trudno to zauważyć ?
Orientacja: Hetero
Wiek: Jej wielce kontrowersyjna postać przeżyła na tej ziemi (i nie tylko), kilka tysięcy morderczych lat w krwawym kalendarzu. Jej wiek stanowi zagadkę również dla niej, z reguły wygląda na 3 lata wilcze.
Rasa: Hymm... raczej podchodzi pod formę Magicznego wilka Wilkołaka... ale kto ją wie.. W sumie jej ojciec sam nie wie co stworzył w piekielnej kołysce...


Sympatia: Swojej sympatii wyrwałaby serce i rzuciła krukom na pożarcie, więc się strzeż tej demonicznej duszy.
Rodzina: Raczej się tym nie chwali, bo jej ojcem jest sam Lucyfer, a matką jego wybranka Deborah. Rodzeństwa nie posiada i tym samym jest oczkiem w głowie tatusia... Potomstwa nie ma i raczej nie chce mieć, a jeśli nadarzyła by się wpadka wyrwała by to dziecię z własnego brzucha..
Stanowisko: Werran
Charakter: Tak w skrócie... Jest bardzo szczera i niezwykle odważna, może czasami skryta i zamknięta w sobie. Potrafi pokazać pazur. Nie powie co ją dręczy ale za to może ci wygarnąć co o tobie myśli, nie żałuje swoich słów. Zawsze stawia na swoim, nie zmienisz jej planów gry. Posłuszna, aczkolwiek lubi łamać zasady. Nie lubi pracować w grupie.Wie kiedy ktoś kłamie, więc nie wpuścisz ją "w maliny". Lubi słuchać muzyki i często to robi, nie chce być sama chociaż nie ma wyboru bo nie ma zbyt dużo przyjaciół. Szuka odpowiedniej osoby przed którą mogłaby się otworzyć i powiedzieć jej wszystko ale jest to trudne gdy nie lubi się rozmawiać z większym procentem ludzi. Nie lubi dzieci ale nie ma potrzeby robienia im krzywdy, może kiedyś się z jakimś zaprzyjaźni? Dla nowych osób nie jest za bardzo miła. W głębi duszy to naprawdę miła i ciepła dziewczyna, która potrafi kochać. Stroi dobrą minę do złej gry. Na co dzień jest złośliwa i małomówna. Chamska i wredna dla większości, a szczególnie dla tych którzy ją zaczepiają i gdy ktoś jej podpadnie... Jeśli jest dla ciebie miła to dla niej jesteś wyjątkowy, łatwo jej podpaść lub stracić jej zaufanie. Sarkastyczna i bardzo często wulgarna... Arogancka. Nie daje drugiej szansy Uważa że im bardziej poznaje innych tym bardziej wierzy, że na świecie są same fałszywe osoby. Lubi się śmiać ale nie robi tego tak często jak powinna i nie z tego co powinna (ze słabości innych), może kiedyś się otworzy na świat? kto to wie... Jest bardzo wytrzymała fizycznie, ale ma bardzo słabą psychikę, bardzo dosłownie wszystko do siebie przyjmuje i bardzo szybko się denerwuje. Boi się chodzić sama po nocy, bo myśli że ktoś ją napadnie lub co gorsza zrobi jej coś strasznego. Każdy kto ją poznał wie jaka jest naprawdę, że jednak w niej kryje się (bardzo) spontaniczna dziewczyna.. Szalona, lubiąca czuć ryzyko. Przyjazna i wesoła. Przyjaciele to dla niej druga rodzina więc robi wszystko aby ich nie stracić, gdy ktoś im zagraża potrafi poświęcić życie za tą 'rodzinę'. Zadziorna, czasem dziecinna. Uwielbia się śmiać. Czasem romantyczna i słodka, ale tylko dla tego kogoś.. Kto zechce spędzić z nią życie. Ma pewien dystans do facetów. Nie jest otwarta dla nowych. Pewna siebie, ale nie otwarta. Na co dzień nie jest słodką psinką.. Gdy coś lub ktoś w drobnej mierze jej zagraża "atakuje, zabija". Ale gdy coś ją dręczy.. Potrafi zamknąć się w sobie i do nikogo się nie odzywać. W tedy myśli długo. Czasem zbyt długo, głównie nad swoim życiem. Bardzo często płacze gdy nikt nie widzi, zgrywa twardą. Dla wrogów jest bezlitosna. Trudno się z nią dogadać, gdy ktoś jej prawi kazania traktuje wszystko z przymrużeniem oka. Dess jest dość trudna do rozgryzienia. Uważaj bo jeszcze zbeszta cię z błotem..
Aparycja: Dessari jest niezwykle zgrabna i wysportowaną waderą. Posiada blizny na pysku, które o dziwo nie widać aż tak bardzo, chyba że jej futro będzie mokre. Ma miodowo-złote oczy. Jest ciut mniejsza od normalnego wilka czy wilkołaka, ale nadrabia to tym że jest o wiele silniejsza i szybka jak błyskawica. Na pierwszy rzut oka niczym szczególnym się nie wyróżnia, dopiero w napadzie furii można podziwiać jej świecące runy i oczy (choć potrafi też tak sama z siebie zrobić z siebie takie cudo). Podczas gdy wyczuje gnijące mięso lub świeżą krew jej instynkt zbyt bardzo wychodzi na wierzch i nie może opanować ewentualnej agresji czy głodu, czasem jest to silny a czasem słaby atak. Charakteryzuje ją niezwykłe umaszczenie na grzbiecie, białe paska sierści po bokach głowy i bardzo chamskie spojrzenie.
Żywioł: Mork, plazma, sen
Moce: w skrócie: W pełni włada nad ogniem(plazmą) i mrokiem i snami: rozmawia ze zmarłymi, zmienia się w mgłę, zabija szybko i bezboleśnie, tworzy koszmary w snach innych, porusza się bezszelestnie, potrafi podpalić coś skupiając na tym wzrok, ogień jej nie parzy.
bardziej rozbudowane:
  • ELEptuseum: Wszystko co związane z snem i myślami. To ulubiona moc jej ojca. Bez żadnego trudu wchodzi w sny innych i zamienia je w koszmary, steruje nimi jak chce. Tym samym wchodzi do umysłu i potrafi wytworzyć tak koszmarne myśli i wyrzuty sumienia, że może skłonić cię to do zabójstwa lub samobójstwa, uważaj bo się opęta.
  • RetvoMorte: Jest niczym czarna mgła: nieprzewidywalna i strasznie trudna do pozbycia się. Potrafi się szybko i bezszelestnie przemieszczać zamieniając się w mgłę lub mglistego wilka. Czasem gdy mrok bierze władzę nad waderą nie panuje ona nad zabijaniem, trudno wtedy wybudzić ją z transu tak aby wyjść żywym.
  • Valentines: Ta moc pozwala jej władać nad plazmą, czyli niebieskim światłem/ogniem. Dessari potrafi wytworzyć kulę plazmy i rzucić nią w przeciwnika, ogień w ogóle jej nie parzy ani nie robi krzywdy. Skupiając na czymś wzrok potrafi to podpalić i tym samym zagasić.
Zainteresowania/Talenty: Jest uzdolniona w kwestii śpiewu, pływania, potrafi rozmawiać ze zwierzętami. Lubi oglądać zachody i wschody słońca oraz zasypiać przy pełni księżyca.
Historia: Urodziła się tam gdzie nie chciałbyś być. Jeśli kojarzysz Lucyfera to prawdopodobnie już wiesz kim jest Dessari. Po przyjściu na świat ojciec chciał aby została z nim w otchłani ciemności na zawsze, aby była taka jak on. Ta jednak chciała żyć na powierzchni i tak też się stało. Dotarła do Wilczego Imperium i postanowiła tu się zadomowić na stałe. Wierzy w szczęście wieczne i na takie liczy w głębi swojej piekielnej duszy.
Przedmioty: Bilet do Zaświatów, Eliksir Dusz Łuk i strzały
Pamiątki: Amulet dzięki któremu może rozmawiać z ojcem
Bank: So much: 200$
Inne: Uwielbia jeść słodycze || Mordowanie sprawia jej przyjemność || Uwielbia zapach vaniliowego cukru || Czyta demonologie || Ma trującą czarną krew || Zmienia się w człowieka bez komplikacji || Jako człowiek jest wegetarianką, zaś jako wilk jest normalnie mięsożerna || W człowieczym ciele ma ślady na rękach po żyletce || Nie pali, nie ćpa, nie pije bo kiedyś przedawkowała i wylądowała w złym miejscu || Szybko się denerwuje(raczej wpada w furię) i to może być dla ciebie zgubą || Pięknie śpiewa || Lubi chodzić w deszczu || Pasuje jej zapach trawy || Nienawidzi zapachu benzyny || Często gada do siebie po cichu || W religii niemożna jej przydzielić żadnej kategorii, wie że Ci oboje istnieją. Gdybyś widział tyle co ona też byś był pewien || Ma tatuaże runiczne, które są czarne gdy jest w ciele człowieka, zaś świecą podczas furii gdy jest w ciele wilka || W jej ciało wchodzą różne demony aby porozumieć się z konkretną osobą, czasem ma prawo wyrazić na to zgodę, a czasem nie, || Inne warianty wyglądu: x x x x

STATYSTYKI
|Siła: 150| Zwinność: 400| Szybkość: 1400| Moc: 400| 
|Technika: 245| Równowaga: 100| Zręczność: 105| Ukrycie: 200|
 ______________________________
TYTUŁY
Brak
______________________________
ŻYCIE:
GŁÓD 0||PRAGNIENIE 0||ZDROWIE 100||SEN 100|