OD Mishabiru CD Dorina

Powoli wchodząc w stan świadomości, czuł coraz większy ból szyi, jakby ktoś chciał mu urwać głowę. Podniósł się do siadu z głośnym stęknięciem, lecz zamkniętymi powiekami. Przyłożywszy dłoń do obitego miejsca, czuł niesamowite gorąco. Oberwanie od jednego z takich mięśniaków nie mogło się przecież równać z pogłaskaniem. Nawet nie miał możliwości swobodnego rozejrzenia się po pomieszczeniu. Jedynie chorymi obrotami wokół własnej osi, co nie było zbyt dobrym pomysłem, bo szybko zakręciło mu się w głowie.
Obmacawszy się dokładnie jawnie mógł stwierdzić, że zabrali im wszystko. Szczególnie zaczął tęsknić za płaszczem, w którym miał parę drobnych oraz klucze duchów.
- Masz z nimi jakieś układy? – zapytał, patrząc opatrunek partnera i podnosząc się ociężale z materaca. – Albo bardzo im na nas zależy…
Chłopak wzruszył ramionami, dość ofensywnie patrząc w obiektyw kamery umieszczonej w idealnym rogu pomieszczenia. Czerwona lampka równomiernie pulsowała, informując o chamskim obserwowaniu ich poczynań. Długo nie pobyli z sobą, gdyż już po chwili metalowe drzwi zostały otwarte z głośnym, i nadzwyczaj irytującym, zgrzytnięciem. W progu stanęli dwaj starzy znajomi wagi bardzo ciężkiej oraz drobniejsza, jednak wysoka, blond-włosa kobieta w laboratoryjnym kitlu.
Dryblasy wkroczyły do środka, bez problemu wyciągając obu albinosów na korytarz. Krótkowłosa palcami założyła kosmyk włosów za ucho, patrząc na nich z nieukrywanym zainteresowaniem.
- Jesteście braćmi? – jej głos był bardzo łagodny i przyjemny dla ucha, lecz sytuacja, w której się znajdowali, nie zachęcała do odpowiadania na jakiekolwiek pytania. – Szkoda, że nie chęcie rozmawiać. Mogłabym umilić wasze ostatnie chwile.
„Ostatnie chwile” nie zabrzmiało przyjemnie. Mieli szansę zaatakować, lecz niewiele by to dało, ponieważ nie mieli pojęcia, gdzie się znajdują. Najpierw obeznanie w terenie, potem jakiekolwiek podjęcie walki, chociaż czasu mieli niewiele, jeśli wierzyć kobiecie. Popchnięci przez mężczyzn, ruszyli za nią prostym korytarzem, prawdopodobnie w głąb budynku. Mijali wiele identycznych drzwi po obu stronach, z nieznaną zawartością za nimi. Może przetrzymywali więcej osób, kto wie? Na razie musieli martwić się o siebie.
Na końcu napotkali stalowe, rozsuwane drzwi, ówcześnie wymagające kodu. Przestronne pomieszczenie wypełnione było szumem działających maszyn, a szczególnie hałaśliwe było wysokie, cylindryczne naczynie, które na dole otoczone komputerami, wnikało w sufit, parę metrów wyżej. Obaj zostali zepchnięci na prawą stronę, wprost na ścianę, pod którą stały cztery szklane kapsuły. Wsadzenie ich do wewnątrz nie stanowiło największego problemu, gdyż wystarczyło lekkie uderzenie w zranione miejsca, co skutkowało chwilową niezdolnością do obrony. Zostali mocno przypięci skórzanymi pasami, po czym szklane kopuły zamknęły się z głośnym sykiem.
- Jesteście nadzwyczaj spokojni, pomimo świadomości o waszej rychłej śmierci. – Kobieta odwróciła się do nich tyłem i podeszła do jednego z komputerów przy cylindrze. Postukała palcami po klawiaturze, uważnie obserwując każdy z trzech monitorów, aż ponownie odwróciła się w ich stronę.
- Jak niby zamierzasz nas wykończyć? – Nieco przytłumiony głos partnera doszedł do uszu Alvareza, który ledwo go widział kątem oka.
- To zależy od paru czynników, ale mamy jeszcze chwilę czasu, więc mogę wam nieco poopowiadać. – Ponownie zaczesała kosmyk włosów za ucho, podchodząc nieco bliżej. – Imperium bardzo szybko się rozwija, co pewnie nie uszło waszej uwadze. Codziennie setki naukowców spędzają sen z powiek, by tworzyć coraz to nowsze technologie, jednak potrzebujemy do tego pieniędzy oraz dużych zasobów energii. Te dwie rzeczy zdobywamy dzięki wam, magicznym istotom. Wiele osób płaci pokaźne sumki choćby za palec. Co do energii… - Na chwilę obejrzała się na monitory, co by odnaleźć się w czasie. – Nauczyliśmy się wysysać z was magię i przerabiać ją na prąd, czy nawet używać do tworzenia broni. Odpowiednio skonstruowane kapsuły wyciągają wszystko, co się da, a ich szczelne zamknięcie uniemożliwia uzyskanie jakichkolwiek strat. Możecie mieć tyle szczęścia, że nim zacznie się cały proces, po prostu zemdlejecie z powodu braku tlenu, bądź pozostaniecie świadomi aż do samego końca. – Kobieta z lekkim uśmieszkiem przeszła przed nimi, zatrzymując się przy stalowym stoliku stojącym pod prostopadłą ścianą. Palcami przesunęła po ostrzach katany oraz mieczy, po czym ujęła pęk złotych kluczy. – Chciałabym wiedzieć, jak się tym posługujecie…
Ciężkie oddychanie odczuwali już dawno, jednak nie zamierzali tak łatwo odpuścić. Mishabiru zmaterializował katanę, którą odwołał jeszcze przed złapaniem, i elastycznymi ruchami nadgarstka począł rozcinać skórzane pasy. W momencie, kiedy została mu jeszcze jedna ręka oraz noga, coś przycisnęło wilkołaka do samego dna. Owa dziwna energia zaczęła również działać w górę, zadając mu cierpienie tak wielkie, jakby żywcem obdzierali go ze skóry. Dość szybko zaczął tracić siły, przez co nie mógł nawet uderzyć w szklaną kopułę. Chcąc jakoś zniwelować ból, zaczął szybko oddychać, jednak tyko wszystko pogorszył. Zużył cały tlen, który miał. Powoli zaczęły mu się pojawiać mroczki przed oczami, kiedy bliżej nieznana eksplozja wstrząsnęła pomieszczeniem.
Alvarez widział niewiele, ponieważ obraz okropnie mu się rozmazywał, a świadomość bujała się na cienkiej granicy pomiędzy przytomnością, a omdleniem. Zagłuszone wrzaski, wręcz rozdwojone, atakowały uszy Mishabiru, którego zmysły zaczęły szaleć. W pewnym momencie coś lub ktoś, wskoczył na jego kapsułę i począł czymś walić górny właz. Rozległ się głośny syk, po czym grube szkło zaczęło pękać, aż w końcu się rozpadło.
Wilkołak zaczął łapczywie wciągać powietrze, kiedy został całkowicie uwolniony. Zakaszlał parę razy, po czym z pomocą katany podniósł się z podłogi. Dwaj sterydziarze leżeli na ziemi, zaś nad nimi stał Dorin, a jego dłonie płonęły żywym ogniem. Jak? Skoro magia była wręcz tłumiona? Uwagę Mishabiru rozproszyła laborantka, która podbiegła do dalszych komputerów, prawdopodobnie w celu wezwania pomocy. Doskoczył do niej, po czym, omijając kręgosłup, przebił się przez jej ciało kataną.
- Przepraszam – szepnął i przeciągnął ją do ściany, by następnie zabrać swoje rzeczy ze stolika oraz podać towarzyszowi jego sztylety. – Skoro możesz używać magii, to rozwal to wszystko w cholerę, by na jakiś czas zaprzestali porwań.
W chwili wypowiadania ostatnich słów, ogień zgasł. Miał co do tego złe przeczucia.
- Nie mów mi, że…
- Nie mogę jej ponownie wydobyć. – odparł mężczyzna, potrząsając swoimi dłońmi.
Wilkołak przygryzł dolną wargę, podchodząc do komputerów. Wszystkie były zablokowane. Bez zapowiedzi wpadł mu do głowy pomysł, jak mogli się stąd wydostać.
- Zmusimy ich do ewakuacji. – Oznajmił, po czym wbił ostrza w te pieprzone ustrojstwa.
Powtarzał tę czynność na każdym po kolei, nie oszczędzając żadnych kabli oraz monitorów, a tym bardziej cylindrycznego naczynia, na które obaj się rzucili. Mishabiru długo tak nie podziałał, ponieważ czuł się okropnie wybrakowany. Maszyna zdążyła wyciągnąć z niego nieco życia. Opadł na ziemię, spoglądając na ledwo przytomną kobietę. Po raz kolejny pomieszczenie zawirowało mu przed oczami, gdy partner zaczął go podnosić. Sygnały alarmowe krzyczały, niektóre urządzenia zajmowały się ogniem. Ku ich zdziwieniu, drzwi do laboratorium otwarły się.

<Dorin? ^^>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Wędrowcze, oto masz możliwość pozostawienia po sobie śladu! Proszę o podpisanie się nickiem na howrse/imieniem postaci na Divided Kingdom. Obraźliwe i anonimowe komentarze będą usuwane!