Od Ruperta C. D. Nany

Rupert podejrzewał że ma zwidy, spowodowane zmęczeniem. Ból co prawda był aż nadto prawdziwy, nie dowierzał jednak by czekała w jego pokoju o tak późnej porze. Jej głos był ostry i lekko drżący, ręce jednak pozostawały delikatne. Chwycił za jedną z nich kiedy kończyła szyć ranę, przyglądał się jej z uwagą. Czuł ciepło skóry, gdzieniegdzie wyczuwał delikatne zgrubienia. Pociągnął Nane bliżej siebie, nie zważając na jej ciche protesty. Położył ją delikatnie, ale zdecydowanie obok siebie i słuchał jak mówi. Mówiła do niego najpierw ostro, później ciszej i delikatniej. Na końcu tuż na granicy snu, poczuł znajomą dłoń na swoim policzku. Koji przyciągnął jej ciało bliżej siebie, zamykając w ciasnym uścisku.
- Zostań - nie była to, ani prośba, ani polecenie. Odpłynął.
Obudził się sam, nie wiedząc czy śniła mu się, czy była tu naprawdę. Ramię co prawda było dokładnie zszyte i rana wyglądała na czystą. Umył się i ubrał w świeże ciuchy. Po godzinie był już w instytucie. W laboratorium zastał tylko Kurta. Przez chwilę rozmawiali o pracy.
- Nowe części sprawdzają się nie najgorzej, ale mimo wszystko największą robotę robi sama Nana. Dobrze że dołączyła do nas, do mnie i Adama. Zawsze to świeże pomysły i spojrzenie na wszystko. Trochę na początku było trudno przestawić się na pracę w trójkę. Mi trochę łatwiej bo obydwoje mamy dzieciaki w podobnym wieku. - Rupert słuchał z uwagą, wyczuwając że Kurt próbuje mu coś powiedzieć.
- Adamowi chyba też spodobał się nowy członek zespołu. - rzucił od niechcenia wciąż mając w pamięci Adama trzymającego Nane.
- Zdaje mi się, że chyba aż za bardzo. - Kurt podrapał się speszony w rudą czuprynę.- Słyszałem, że masz dla niej nowe zadanie. Może już czas aby sama pokazała na co ją stać, bo przy nas zaczyna się powoli już chyba dusić. - Po rozmowie przejrzał uważnie monitoring. Wychodząc udał się w stronę kwatery Adama.
Drzwi otworzyły się powoli ukazując posiniaczoną twarz, z lewej strony wystawał sporych rozmiarów guz. Rupert widział dokładnie co zaszło. Wszedł do pokoju i rozsiadł się na krześle. W małym pokoju nie było za dużo mebli, jedynie łóżko, stolik, regał z książkami i krzesło które zajął. Adam ostrożnie zamknął drzwi z miną psa, który wie, że pogryzł na strzępy ulubioną parę butów swojego pana. Rupert cierpliwie czekał aż przysiądzie na łóżku.
- Piłeś. - nie czekał na odpowiedz, nie było to pytanie. - Widzę, że zapomniałeś o czymś niezwykle ważnym. - mówiąc zaciskał coraz bardziej i bardziej pięści.
Adam siedział z opuszczoną głową. Wiedział że przegiął. Wiedział, że nie tylko złamał obietnice pijąc jak świnia, ale również położył łapy na czymś co nie należało do niego. Nie podniósł głowy słysząc skrzypienie krzesła i widząc parę czarnych skórzanych butów przed sobą.
- Raz już dostałeś ostrzeżenie. - Rupert przywrócił Adama do pozycji pionowej przygniatając przedramieniem jego szyję do ściany. - Masz cholerne szczęście, że ten kwiatek potrafi choć w małej części, sam o siebie zadbać. - Mówiąc to wymierzył cios. Pięść wylądowała z głośnym trzaskiem na twarzy Adama. Rozbryzg krwi pozostawił spory ślad na łóżku i ścianie.
- Zbierz się do kupy i widzę cię za dziesięć minut na bloku C. Od dziś dziesięć metrów to minimalna odległość między Naną a tobą. Więcej ostrzeżeń nie przewiduje. -Mówiąc to puścił mężczyznę i opuścił pokój.
Miał ochotę zrobić znacznie więcej, wyładować cały ten nagromadzony w nim syf na dwudziestoletnim kretynie. Musiał spotkać się z Naną i jasno postawić sprawę, inaczej sytuacje takie jak ta będą się powtarzać. Czuł, że następnym razem może nie być aż tak samo-zdyscyplinowany.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Wędrowcze, oto masz możliwość pozostawienia po sobie śladu! Proszę o podpisanie się nickiem na howrse/imieniem postaci na Divided Kingdom. Obraźliwe i anonimowe komentarze będą usuwane!