OD Ravenis CD Syriusz

Dziewczyna, oszołomiona stała obok uśpionego Syriusza i ochrony. Zacisnęła ręce w pięści, prostując się.
- Wy... IDIOCI! TO JEST MÓJ PACJENT NIE DOSTALIŚCIE ZEZWOLENIA, ŻEBY GO USYPIAĆ!
- Zaatakował połowę personelu.
- MAM TO W DUPIE! SAMA MU TO KAZAŁAM! MROKU RÓWNIE DOBRZE SOBIE ZNAJDZIE KOLEJNYCH NA TAMTYCH MIEJSCE! A TERAZ WON! - dziewczyna była najbardziej oschła, jak potrafiła. Ochrona wyszła, razem z tamtym facetem, a Ravenis usiadła obok nieprzytomnego lwa. On mimo tego, chce ją odciążyć po tym wszystkim i przygarnąć malucha. On był gotów to zrobić... Wow. Uważała go za dupka, myślała, że go zostawi, a wręcz przeciwnie. Przyszedł, chcąc ją prosić o to, żeby urodziła dziecko. Wtedy, przypomniała sobie słowa swojego pacjenta. Spojrzała na niego i zaczęła go głaskać po grzywie. Starała się to robić najdelikatniej jak potrafiła. Nie mogła się na nim położyć, byłoby zaraz, że ma z nim romans. Zamknęła oczy.
- Chrzanić to...
Ravenis położyła głowę na jego grzywie i się delikatnie wtuliła. Nie wiedziała, czy jak się obudzi, to jej nie zadrapie czy coś, albo wywali... Chciała przez tą chwilę po prostu czuć, że mówił wtedy szczerze. Że chce to dziecko wychować. Ona nie nadawała się na matkę, a nie chciała zabijać dziecka. Nie byłaby w stanie. A może po prostu... Nie. Ona? Hah, na pewno nie. Zamknęła oczy, a mocami, zamknęła drzwi na klucz, żeby nikt nie wszedł. Wtuliła się w niego, zdając sobie z czegoś sprawę. Ceylo pozwalał jej się w niego wtulać.

*Kilka miesięcy później*
Ravenis przez te 2 miesiące, starała się unikać wszystkiego i wszystkich, więc przesiadywała w biurze. Przez ciąże, zasypiała nie wiadomo kiedy i późno wstawała. Jak na przykład teraz, o 10 rano. Podniosła się i od razu wzięła się za papierkową robotę. Nigdy pracy za wiele. Stała przed biurkiem, popijając kakaem ciężki dzień. Starała się nie myśleć ani o Syriuszu, ani o dziecku, które trzyma w swoim łonie. Mimo to, nadal się denerwowała. Ba, wszystkie nerwy, które aktualnie w niej siedzą, są ukrywane.  Usłyszała otwieranie drzwi, a gdy uniosła wzrok, zobaczyła Syriusza. Odwróciła wzrok, wracając do papierów.
- O co chodzi? - zaczęła Ravenis. W tym momencie prawie upuściła kubek, ale mocami udało jej się go złapać. Podkuliła się, łapiąc się za brzuch. Jebany skurcz... Gdyby nie jej mieszanka wybuchowa w jej głowie, może dałaby radę tego uniknąć.
- Kurwa... - syknął Syriusz zdezorientowany, a jego ojcowski instynkt dał o sobie znać. Podszedł do Ravenis i ją przytulił. - Bolało? Co się dzieje, Ravciu?
- Nie nazywaj mnie tak... - odsuwa się od niego - Nic mi nie jest. - napięła najmocniej mięśnie jak potrafi, żeby móc się wyprostować. Na krótko, bo potem znowu się podkuliła, opierając się o ścianę. 
- Widzisz?! WIDZISZ?! - zawołał Syriusz, spoglądając na Ravenis. Wbrew dziewczynie, wziął ją na ręce i położył na jednym ze szpitalnych "legowisk", które były niedaleko jej gabinetu, bo dosłownie miała do nich jedne drzwi. Było to jej prywatne skrzydło szpitalne. Czerwonowłosa nie miała jak się przeciwstawić, po prostu czekała, aż przestanie boleć. Spojrzała na mężczyznę, delikatnie się kuląc.
- Czemu mi pomagasz?
- Bo nie chce stracić dziecka. - powiedział, spoglądając w podłogę - No i... Lubię cię.
Ravenis doskonale wiedziała, że chodzi mu głównie o dziecko. Zamknęła oczy i odwróciła się do niego plecami.Wzięła głęboki wdech i starała uśpić w sobie wszelkie emocje. Za długo w tym brnie... I czyja to wina? W tym wszystkim, nie jest najgorsze to, że została przez niego upita, nie to, że razem spali, nie to, że ma dziecko z nim.
Najgorsze w tym wszystkim jest to, że za każdym razem, gdy zamyka oczy, to czuje jego usta na swojej szyi...

Syriusz?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Wędrowcze, oto masz możliwość pozostawienia po sobie śladu! Proszę o podpisanie się nickiem na howrse/imieniem postaci na Divided Kingdom. Obraźliwe i anonimowe komentarze będą usuwane!