Od Alexa C.D Azami

Kamienica, przed którą się zatrzymaliśmy, nie odróżniała się niczym konkretnym od setek innych znajdujących się w mieście. Ta sama wielkość oraz styl, w jakim zostały wykonane. Nawet kolor cegieł był praktycznie identyczny, na moje będącym ciemnym odcieniem brązu. Dwa piętra i płaski dach, gdzieniegdzie w oknach widzialne jakieś roślinki. Dom jak dom, na którego patrząc nie domyślasz się, że mieszka w nim zbiegły z laboratorium, zmiennokształtny kocur. Bez chwili zawahania wszedłem do środka, pozostawiając otwarte drzwi, aby i Azami mogła pójść w moje ślady. Poświęciłem jedynie chwilę uwagi na wystrój pomniejszego holu, w którego wnętrzu po obu stronach drzwi frontowych znajdowały się te prowadzące do czyiś mieszkań. Zamiast jednak skierować się w stronę któryś z nich, ruszyłem w kierunku schodów znajdujących się pośrodku pomieszczenia. Tam, ignorując skrzypienie stopni pod każdym moim naciskiem, rozpocząłem wspinaczkę na piętro. Nie zatrzymałem się tam, lecz kontynuowałem swoje zmagania z tą górką drewna, po krótkiej chwili znajdując się już na samej górze budynku. Odwróciłem się przez ramię chcąc zobaczyć, czy aby na pewno dziewczyna, z którą tu przyjechałem, jest za mną. Jak się później okazało, ta stała tuż za moimi plecami, pilnie obserwując hol łudząco podobny do tego na dole. Wzdychając z rezygnacją, podszedłem do drzwi oznaczonych cyferką 5, a następnie zapukałem w charakterystyczny dla mnie oraz niepowtarzalny sposób, wystukując jedynie mnie znany rytm. Jest to poniekąd moja wizytówka, ale i umówiony wcześniej z Tomem sygnał. Trzy szybkie i ciche, a potem jeden głośny, po dłuższej przerwie. I tak jeszcze trzy razy, przy tym ostatnim podwójnie uderzając pięścią w drzwi w zwolnionym tempie. Przez chwilę nie było słychać żadnych odgłosów wydobywających się zza drzwi, a przez głowę przebiegła mi myśl, że być może trafiłem pod zły adres albo jego najzwyczajniej w świecie nie ma w domu. Takie samo zwątpienie wyczuwałem od stojącej nieopodal Azami, w której ruchach będącymi skrzyżowaniem ramion na piersi, doskonale można było wyczuć zniecierpliwienie. Zanim jednak zdążyłem wyciągnąć z kieszeni telefon i znów zadzwonić do kotołaka, blaszka znajdująca się w otworze na listy, ulokowanym w drzwiach, uniosła się ku górze, a w szparze powstałej w ten sposób dostrzegłem koniec lufy pistoletu oraz znajdujące się w pewnej odległości, czarne oczy.
- Jeśli jesteś komornikiem albo szukasz darczyńców, tutaj możesz dostać ewentualnie kulkę w łeb. — usłyszałem jego głos zza kawałku drewna — Jeśli jesteś którymś z nich, masz 5 sekund na ucieczkę.
- Ciastka sprzedaję, kupi pan paczkę? — zakpiłem, ignorując wymierzoną w moją stronę broń oraz pochylając się nieco, spotykając w ten sposób z jego wzrokiem — To ja. Byłbyś tak miły i wpuścił nas do środka?
- Jak to NAS? — ostatni wyraz wypowiedział z naciskiem, po czym poruszył się niespokojnie, wzrokiem napotykając dziewczynę — Kim ona jest, do cholery?
Na to pytanie przewróciłem oczami, łudząc się zarazem, że ta się odezwie. Jak jednak mogłem się spodziewać, ta nie odezwała się nawet słowem, licząc zapewne na to, że to ja ją przedstawię. Nie widząc zatem żadnej innej możliwości, ponownie zwróciłem całą swoją uwagę na Tomie, odpowiadając:
- To siostra znajomego, była w tym samym bagnie, co my. — i nie czekając na jej reakcję, dodałem — Można jej zaufać. — w myślach dodając: chyba.
Niecałą minutę później byliśmy już w jego mieszkaniu, podczas gdy on zamykał drzwi, zaczepiając już chyba setny łańcuch. Przyglądałem się temu wręcz ze stoickim spokojem, starając jednocześnie odczepić od mojego ramienia przyssawkę imieniem Azami. Nie do końca wiem, czego ona się tutaj bała, ale wiedziałem jedno — tutaj naprawdę nic nam nie groziło. A groźny wygląd Toma, którego skóra była w całości zapewne pokryta tuszem i bliznami, była jedynie elementem odstraszającym. Podobnie jak wygląd Shreka z tej bajki dla dzieci.
- Dobra, nie przeciągając. — zaczął gospodarz, mijając nas i siadając do laptopa, będącego sercem tego domu — Organizacja ta już od kilkunastu lat przeprowadza badania nad zmiennymi bądź też magicznymi. A przynajmniej od tamtego czasu zaczęli tworzyć dokumentację medyczną. Pilnie zapisują wszystkie, nawet najdrobniejsze szczegóły odnośnie funkcjonowania oraz zakresu możliwości mocy, później dostosowując do tego przeprowadzane badania. Wszystkie efekty zapisują w specjalnym folderze z numerem obiektu badań... Zresztą, zobaczcie sami.
W następnej sekundzie jego palce znalazły się na klawiaturze, a energiczne stukanie w poszczególne klawisze sprawiło, że obraz wyświetlany na monitorze zmienił się nagle w morze kolorowych kafelków, każdy oznaczony innym numerem. Kiedy jednak podświetlił się ten z liczbą 926, mimowolnie zacisnąłem mocniej szczęki. Nim jednak zdążyłem go powstrzymać, otworzył go. Pierwsze, co rzuciło mi się w oczy, to zdjęcie mojej twarzy, znajdujące się po prawej stronie dokumentu zawierającego... 98 stron? Serio aż tyle?
- Widzę, że musiałeś im przypaść do gustu. — zagaił Tom, przesuwając powoli dokument i razem ze mną go czytając — Dali ci A2, czyli żołnierz z trudnym do poskromienia charakterem. Mało kto wie, ale oni nie tylko prowadzili badania nad nami w celach naukowych, ale i militarnych. Idea stworzenia żołnierza doskonałego jest przez nich praktykowana dosłownie, ale nie zabijają niepotrzebnie tych już dobrych. Jeśli dostajesz grupę A oznacza to tyle, że tamci zrobią wszystko, byle tylko przeciągnąć cię na swoją stronę. Cyfra oznacza z kolei poziom trudności. Im wyższa, tym łatwiej tego kogoś przekabacić...
Gadał coś dalej, jednak ja nie zwracałem na to wszystko uwagi. Z każdym czytanym słowem czułem coraz bardziej ogarniający gniew, który znalazł ujście w zaciskających się z całej siły pięściach. Zbliżyłem się nieco do ekranu monitora, za pozwoleniem Toma samemu przesuwając kolejne strony dokumentu. Było tam wszystko. Grupa krwi, co jadłem tego i tego dnia, waga mierzona w odstępach 3 dni, ilość snu, status brzmiący "zbiegł". Kiedy jednak minąłem stronę numer 9, moim oczom ukazał się jakże wymowny nagłówek 'Badania'. Sekcja ta nie zawierała jednak jedynie tekstu, ale i zdjęcia. Setki zdjęć, na których to testowali moje umiejętności, przedstawiające proces gojenia się ran lub też prób spalenia mnie żywcem, co niezbyt im wychodziło. W pewnym momencie jednak, zamiast kwadratu przedstawiającego którąś ze scen wyrytych wręcz w mojej pamięci, znalazł się film. Niewiele myśląc, kliknąłem kilkakrotnie, przez co odtworzył się on w nowym oknie. Wówczas zobaczyłem siebie samego w specjalnie przygotowanym na tę okazję stroju. Wiedziałem też, co się zaraz wydarzy. Podobnie jak wtedy, bez mrugnięcia chociażby powieką patrzyłem, jak podpalają nasączoną jakąś substancją koszulkę, która niemal natychmiast stanęła w płomieniach. Nie to było jednak najbardziej niebezpieczne, a topiący się materiał, z wolna przylegający do mojego ciała. Ja nie mogłem jednak nic z tym zrobić, gdyż skrępowane wówczas ręce uniemożliwiały mi jakikolwiek ruch. To nie mógł być oczywiście koniec. Po oblaniu mnie wodą podeszli ze znienawidzonymi szczypcami, odrywając nimi od mojej skóry przyklejone kawałki koszulki, sprawdzając w ten sposób zdolność regeneracji. Może mi ktoś przypomnieć, dlaczego już wtedy ich nie zabiłem?
- Uuu... — przeciągnął Tom, wyłączając filmik i znów wracając do folderu z liczbami — Miałeś jeszcze gorzej niż ja na B3, sekcja pobierania materiału. Dobra, czas poszukać tych waszych gołąbeczków. Podajcie mi chociaż kilka informacji, a znajdę ich w ciągu 5 minut.
W tamtym też momencie Azami odezwała się po raz pierwszy, a mnie szczerze powiedziawszy dopiero wówczas przypomniało się o jej istnieniu. Kiedy skończyła, zapytała się, czy może skorzystać z łazienki. Tom opisał jej pokrótce drogę do ów pomieszczenia, przez co chwilę później został ze mną sam w swoim salonie.
- Skąd ty masz te wszystkie informacje? — zapytałem, próbując nadążyć za wyświetlającymi się i zaraz znikającymi treściami.
- Ci debile mają swoją siedzibę tu, w Tampie. A jeśli chcesz się przed kimś schować, to najlepiej tuż pod jego nosem. Najciemniej pod latarnią. — rzucił, dalej wystukując coś na klawiaturze — Ich firewall jest tak słaby, że nawet zwykły amatorski haker jak ja był w stanie go obejść. Nie mogę jednak wprowadzać żadnych zmian, bo mnie zlokalizują i dupa. Mogę zamiast tego obserwować każdy ich ruch. — a po dłuższej chwili ciszy, dodał — Młody, powiedz mi coś tylko... Ta laska to twoja dziewczyna?
- Nie. — Odpowiedziałem praktycznie bez chwili zawahania. Ja i związek? Pff, dobre żarty!
- Czyli nie będziesz miał nic przeciwko, jeśli..? — przerwał, spoglądając przelotnie w moją stronę.
- Nie. Jak chcesz, to bierz. Mnie to nie obchodzi, rób, co uważasz. — Rzuciłem, patrząc obojętnym wzrokiem w monitor.


Azami?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Wędrowcze, oto masz możliwość pozostawienia po sobie śladu! Proszę o podpisanie się nickiem na howrse/imieniem postaci na Divided Kingdom. Obraźliwe i anonimowe komentarze będą usuwane!