Od Somina C.D Valory [+18]

Ciepło dziewczyny i jej silny wabiący zapach spowodował, że na chwilę przestałem myśleć. Wszystko wokół straciło swoje barwy. Widoczne były tylko jej czerwone usta i ciemne włosy na jej jaskrawej karnacji. Jednak po chwili milczenia ugryzł mnie mój brak manier.
- Wybacz, nie mam pieniędzy przy sobie. – delikatnie zerwałem jej objęcie.
Po części to była prawda, nie noszę na co dzień gotówki. Zwykle posługuję się kartą i bynajmniej nie zadaję się z pannami lekkich obyczajów. Jedno głupie zdjęcie i można mieć zepsutą reputację do końca życia.
- Nie, nie trzeba. Ja nie z takich. Składam tylko taką małą prostą propozycję na wieczór.
Płatny zabójca, czy agentka z prasy? Zaczęło się robić coraz dziwniej. Nie jest to typowa sytuacja, którą spotyka się na co dzień. Złapałem dziewczynę za rękę i zabrałem na stronę. Musiałem to zrobić, by się upewnić, że wszystko gra. Nie stawiała najmniejszych oporów, kiedy zabrałem ją, bo bocznej alejki.

- To jak? – zapytała.
- Mam trochę wolnego czasu, ale najpierw muszę sprawdzić jedną rzecz.
- Jaką? – lekko się zdziwiła.
Zanim zdążyła dłużej pomyśleć i dodać coś do swojej wypowiedzi, złapałem ją za ręce, które przybiłem do ściany budynku. Z zębami, lecz delikatnie dorwałem się do jej skóry na szyi. Jej zachowanie nie potwierdziło żadnej z moich teorii. Dziewczyna nie wyglądała na spitą ani upośledzoną umysłowo. Była zwyczajnie napalona. Jej z początku szybki oddech zaskoczenia zwolnił, a przyśpieszyło serce. Zarówno moje, jak i jej.
- Może jednak nie tutaj? – ciężkim głosem z siebie wydusiła.
- Przepraszam, nie wiodę prostego życia i muszę się mieć wiecznie na baczności. – puściłem jej ręce, robiąc krok w tył.
- Chyba nie tylko twoja czujność stoi na baczność. – zaśmiała się z własnego żartu.
- Jak dużo masz czasu, pfff nieważne i tak na całą noc już zostanę w hotelu. Znasz coś wygodnego w okolicy? Ja pokryję koszty lokalu.
- Nagle pieniądze ci z nieba spadły? – popatrzyła na mnie z ukosa.
- O tym mowa? – wyciągnąłem kartę kredytową. – To tylko kawałek plastiku, a nie pieniądze.
- Kłamca, kłamca. Coś na pewno się znajdzie. – zmów złapała mnie w swoje ramiona.
- Idziemy?
- Już myślałem, że nie zapytasz.
Tym razem to ona prowadziła mnie w nieznane mi rejony. Nie zaszliśmy daleko. Powiedziałbym, że dziewczyna wybrała pierwszy lepszy hotel, gdyby nie to, że był czterogwiazdkowy. Pewnie od samego początku wiedziała o jego istnieniu.
- Może być? – zapytała.
- Nie było niczego lepszego w okolicy?
Uśmiechnęła się pogodnie. Weszliśmy do środka, kierując się na wprost do dużej recepcji. Że też w tak luksusowym miejscu dziewczyna musiała nosić tak skąpe ubranie. Od razu widać powód naszej wizyty w tym miejscu. Postanowiłem więc wynająć dwa pokoje.
- Będą dwa pokoje obok siebie.
- Zaraz zobaczę.
- Po co aż dwa? – zapytała skąpo ubrana osóbka.
- Żebyś się pytał. – powiedziałem jej na ucho. – Nie podoba ci się? Mam taki kaprys.
- Na nazwisko? – zapytała recepcjonistka, wystawiając terminal.
- Hawk. – przyłożyłem kartę i zabrałem kluczyk. – No bierz. – zwróciłem się do dziewczyny.
Patrzyła na mnie jak na kosmitę. Chyba zastanawiało ją to, z kim właśnie pójdzie do łóżka. Nie robiła problemów. Wzięła grzecznie kluczyk i weszliśmy do windy.
- A więc Panie Hawk…
- Czemu per pan? – dziwnie „Panie Hawk” brzmiało z ust dwudziestolatki.
- Nie zachowujesz się tak, jak powinna osoba w twoim wieku. Jestem ciekawa, ile masz lat.
- Jestem pełnoletni, jeśli ci o to chodzi.
- W to nie wątpię. – ledwo powstrzymywała się od wybuchu śmiechu.
- Starszych się o wiek nie pyta.
- Hahahaha… Starszych? To ile ty masz lat, ze sto?
- A ty? – spojrzałem podejrzliwie.
- Sześćdziesiąt dziewięć.
- Poważnie? – uśmiechnąłem się pod nosem.
- Jestem nieśmiertelna, więc… co cię tak bawi?
- Poczekaj… Śmieje się, że mam tyle samo. – starałem się opanować od śmiechu, ale nie potrafiłem.
- To ci dopiero niespodzianka. Nie wyglądasz tak staro.
- Dziękuję ty też.
Drzwi windy otworzyły się na jedenastym piętrze. Była to prawie sam szczyt piętnastokondygnacyjnej budowli. Ciężko tu o wyższe wieżowce. Weszliśmy do pokoju, ale nie zapalaliśmy światła. Blask oświetlonego miasta dawał wystarczające oświetlenie, by wszystko było widać jak na dłoni. Stojąc pod oknem, można było z tej wysokości obserwować dwa nieboskłony. Jeden na górze, rozświetlony gwiazdami na ciemnym tle i drugi znajdujący się pod naszymi stopami. Szara aglomeracja pokryta kolorowymi neonami i masą lamp w oknach i na ulicy.
- Pozwolisz? – dziewczyna zaczęła rozpinać guziki mojego płaszcza. – Jasne, że tak. W końcu zaatakowałeś mnie bez mojej zgody.
- Z ciebie nie ma za wiele do ściągania.
- Lubisz rozbierać dziewczyny? Mogę coś na siebie założyć. – przymierzyła płaszcz.
- Tylko wzrokiem. – spojrzałem na nią wymownie.
Dziewczyna się uśmiechnęła i przystąpiła do dalszego pozbawiania mnie odzienia. Kiedy była zajęta guzikami, ściągnąłem jej miniówkę. Jej nogi były gładkie i sprężyste jak balonik. Skończyły się namiętne i delikatne gry wstępne, gdy dziewczyna wręcz rozerwała resztę guzików i ściągając koszulę. Skończyła się jej cierpliwość. Moja też była na wyczerpaniu, gdy stykając się biodrami, zaczęła się wiercić i jeździć swoimi palcami po moich plecach.
- Z nieba mi spadłaś. Zaczęło mi tego brakować.
- Nie masz nikogo na stałe, a może jakieś ciche dni? – ściągnęła bluzkę z ramion.
- Nie kręcą mnie stałe związki. Zbyt szybko się nudzą. W dodatku, dla takiego kogoś jak ja i ty nie jest dane mieć kogoś na stałe. Jak byś się czuła, kiedy ten ktoś zestarzałby się o dziesięć lat, a ty nic?
- A co powiesz na kogoś takiego jak ja?
W sumie nigdy nie myślałem nad kimś, kto tak jak ja ma sporo lat na karku, ale duchem i wyglądem w dalszym ciągu jest młody. Teraz też nie był czas na myślenie. Uniosłem nieznajomą i rzuciłem na łóżko. W ułamkach sekund pozbyliśmy się reszty ubrań z siebie nawzajem. Chyba rozerwałem jej jedno ramiączko od stanika z tego pośpiechu. To było przedziwne uczucie. Wystarczyła mi z nią krótka rozmowa do łóżka, a miałem wrażenie, jakbym ją znał dłużej niż tę godzinę, którą dotąd spędziliśmy.
- Ty marzyciel, jesteś tu? – zapytała, głęboko oddychając.
- Pytałem już o imię?
- Teraz ci to po głowie chodzi?
- Po stosunku będzie niezręcznie pytać.
- Mów mi Valory.
- Somin, naprawdę miło poznać.
Jak pijawka przykleiłem się do jej szyi, oddając się pokusie. Wzajemnie się dopełnialiśmy, każdej akcji towarzyszyła reakcja. Nie wyłonił się wśród nas dominujący charakter, oboje byliśmy tak samo zawzięci. Nie stawialiśmy sobie oporów, jedno podążało za uwodzicielem, po czym następowała zmiana. Valory była wspaniała, nie pierdoliła się w gry wstępne. Od razu przeszliśmy do rzeczy, gdy zrobiła się wilgotna. Z początku kurczowo się mnie trzymała, wbijając swoje paznokcie w moje łopatki, lecz długo tak nie wytrzymała. Gwałtownie wygięła się w łuk, łapiąc się miękkiego materiału. Przełożyłem sobie jej nogę przez ramie i dociskałem ją do łóżka. Postanowiłem odegrać się tym samym za jej niedelikatność. Nie potrzebowaliśmy nawet lampki wina, by tak szybko się do siebie zbliżyć. Trafił swój na swego.
Przez cały nasz stosunek nie padło ani jedno słowo, nie licząc naszych westchnień i cichych przekleństw. Zachowywaliśmy się jak zwierzęta, drapiąc się i gryząc. Nie powiedziałbym, że ta noc była spokojna. Dawno już się tak dobrze nie czułem i powtórzę, że dziewczyna nie miała przed sobą równych przez całe te osiemdziesiąt lat. Mam nadzieję, że Valory myśli podobnie, bo byłoby mi szkoda, gdyby drugi taki raz się nie przytrafił. Już myślałem o drugim razie, kiedy zajmowałem się jej tyłkiem. Leżała na brzuchu trzymając nogi razem. Starałem się je rozdzielić, lecz pod koniec zabawy Valery postanowiła się ze mną podroczyć. Oboje mieliśmy ochotę na więcej, ale ona miała kaprys, bym się trochę więcej pomęczył, nim dostanę swoje. Równemu rytmowi naszych płonących serc towarzyszył mokry, ciężki oddech. Zdecydowanie nie była to miłość. Czysta żądza zaspakajająca chcicę, która długo we mnie wzbierała.
Skończyło się na tym, gdy Valery po raz ostatni doszła. Nie spowodowało to jednak naszej rozłąki. Objąłem ją ręką i położyłem się obok, naciągając ją lekko na siebie. Chwilę tak leżeliśmy i stygliśmy. Dziewczyna jeszcze wewnętrznie przeżywała, starając uspokoić swój oddech. Nie miała zamiaru mnie puścić.
Za oknem zaczął lać deszcz. Na wieczór zapowiadali burzę z piorunami. Zerknąłem na zegarek w pokoju. Za parę minut miała być druga nad ranem. Chciałem wstać i trochę się oporządzić w Łazice, lecz wystarczyło podnieść się na łokciu, by dziewczyna wspięła się na mnie i powiedziała:
- To co, druga rundka?
Na początku uznałem to za bardzo dobrzy żart, lecz ona nie wyglądała, jakby miało to tak zabrzmieć. Poważnie?! Runda druga? Ja już się naliczyłem kilkunastu…
- Może innym dzisiaj jestem już padnięty, a jeszcze do dziesiątej muszę pewną sprawę załatwić.
- Pali się gdzieś? Nie chcesz się jeszcze pobawić? Było źle? – Valory zaczęła kołysać biodrami, ocierając się o mnie.
- Jest to sprawa życia i śmierci. Gdyby nie to, to zostałbym na dłużej. Niestety pokój wynająłem tylko na nockę. – poważnie sprawa miała wagę czyjegoś życia. Pewna kobieta o dziesiątej jedzie do pracy i ma do niej nie dojechać. – Pójdę się umyć. Tobie też to radzę i jak chcesz odespać, to do dziewiątej możesz spać w pokoju obok. Tu trzeba będzie posprzątać. Za to właśnie kocham hotele. – uśmiechnąłem się wymownie do dziewczyny.
 
<Valory?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Wędrowcze, oto masz możliwość pozostawienia po sobie śladu! Proszę o podpisanie się nickiem na howrse/imieniem postaci na Divided Kingdom. Obraźliwe i anonimowe komentarze będą usuwane!