Od Taigi - Konkurs "Podróż do przeszłości" Cz. 2

Weszłam do pomieszczenia, w którym było jasno. Niewielki barek oraz kilka stolików z ciemnego drewna, idealnie pasowały do jasnych ścian. Rozglądałam się z zachwytem. Nie pamiętałam o tym oraz nikt mi nie mówił, że moja mama prowadziła taki bar. Zawsze każdy mówił o tym, jaka była surowa, zła, jak jej nikt nie lubił, a teraz widzę, że jest zupełnie inaczej.
Usiadłam przy jednym stoliku, a do środka wbiegła mała uśmiechnięta dziewczynka. Miała krótko ścięte białe włosy. Od razu zobaczyłam w tym małym człowieczku swoją osobę. Byłam szczęśliwa, uśmiechnięta. Nie pamiętam już, kiedy ostatnio w swoim życiu, byłam tak naprawdę szczęśliwa. Kobieta dosiadła się do mnie i zaczęła rozmowę, na razie wypytywała o podstawowe informacje, o których musiałam kłamać i tak już widziała podobieństwo między mną a młodszą wersją mnie. Ciężko zresztą, jakby nie zaczęła czegokolwiek podejrzewać.
— Co jest Twoim następnym celem? Jakaś konkretne miasto?- Zapytała, popijając zieloną herbatę.
— Sama nie wiem, chyba pójdę tam, gdzie mnie nogi poniosą — Powiedziałam niepewnie, patrząc to raz na nią, a raz na samą siebie.
Chciałam coś dodać, sama nie do końca wiedziałam co, ale miałam wrażenie, że muszę jej powiedzieć prawdę, gdy do środka niczym piorun wleciał młody mężczyzna. Zaczął krzyczeć pojedyncze słowa, mówił coś o wielkiej wojnie, smoku, jakiś królu co chce zemsty, nic z tego nie mogłam zrozumieć. Moja matka złapała mnie za dłoń i zaciągnęła na zaplecze, gdzie moim oczom ukazało się tajemnicze przejście.
— Wiedziałam, że kiedyś to nadejdzie. Szybko musimy się ewakuować — Spojrzała na nas. Była zdeterminowana, a ja tylko skinęła głową, idąc za nimi ciemnym korytarzem. Wyszłyśmy w jakieś ciemnej uliczce, gdzie było słychać krzyki i błagania innych ludzi. Dookoła byli ranni, a także i martwi. Widziałam, jak moja matka zasłania małej białowłosej oczy i śpiewa jej kołysankę, to śmieszne, ale sama zaczęłam ją cicho śpiewać.
—"Był sobie król, był sobie paź i była też królewna. Żyli wśród róż, nie znali burz rzecz najzupełniej pewna. Kochał ją król, kochał ją paź, i ona też kochała ich, kochali się we troje... Lecz srogi los, okrutna śmierć w udziale im przypadła. Króla zjadł pies, pazia zjadł kot, królewnę myszka zjadła... Lecz żeby Ci, nie było żal dziecino ukochana, z cukru był król, z piernika paź, a królewna z marcepana" - Kobieta spojrzała na mnie zaskoczona, po czym uśmiechnęła się do mnie ciepło.
— Wiedziałam, że Cię znam.... Córeczko — Mówiła to ze łzami w oczach, jakby wiedziała co się zaraz stanie. Sama zaczęłam płakać, stojąc przy tej ścianie, jak słup soli. Obydwie podeszły do mnie, przytulając się.
— Nie sądziłam, że to będzie możliwe — Wyszeptałam.
— Przynajmniej już wiem, jaki mój los. Proszę bądź szczęśliwa — Wyszeptała. Powiedziała coś do małej mnie. Nie słyszałam co, ale doskonale wiedziałam, o czym mówi, pamiętałam te słowa. "Uciekaj nad rzekę, schowaj się w swojej kryjówce i nie wychodź, ja do Ciebie przyjdę, obiecuję"
— Nie przyszłaś — Spojrzałam, jak uciekam ile sił mam w nogach w kierunku rzeki. Dobrze znałam uczucie, które mi teraz towarzyszyło.
— Wiem, Ty lepiej też uciekaj, domyślam się, że nikt nie przeżył... Cieszę się tylko, że Ty jesteś cała — Złapała mnie za włosy i uśmiechnęła się szczerze — Taka piękna kobieta z Ciebie wyrosła. Bardzo Cię kocham dziecko — Sama ruszyła przodem na wielkiego smoka. Używała chyba wszystkich swoich mocy, aby go powstrzymać. Chciałam jej pomóc, użyć swojej ukrytej mocy, ale nie mogłam. Moja magia tutaj nie działa... No tak, młoda ja, jeszcze ich w sobie ukryła, dlatego nie mogłam ich sama używać. Patrzyłam na wielkiego brunatnego smoka i wtedy dotarło do mnie, że na jego grzbiecie siedzi mężczyzna. Dobrze zbudowany, wytatuowany blondyn, który śmiał się szyderczo. Miałam ochotę rozerwać go na strzępy, wybiegłam na pole bitwy, lecz nim cokolwiek zdążyłam zrobić, sparaliżowało mnie, wszystko zaczynało robić się czarne, a ja ostatni raz spojrzałam w oczy matki, aby powiedzieć jedno słowo "Przepraszam".
Obudziłam się w swoim mieszkaniu. Leżałam na stole. Podniosłam się, ponownie czując suchość w ustach. Przede mną było zaproszenie. Znowu byłam sama. Nie czułam nic, złości, radości, gniewu. Czułam się pusta, jakby po raz drugi odebrano mi to, co było dla mnie najważniejsze. Pomimo to, poczułam ulgę. W końcu wiedziałam, jaka moja mama jest naprawdę. Poznałam ją, nawet jeśli była to tylko godzina, to nic tego nie zastąpi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Wędrowcze, oto masz możliwość pozostawienia po sobie śladu! Proszę o podpisanie się nickiem na howrse/imieniem postaci na Divided Kingdom. Obraźliwe i anonimowe komentarze będą usuwane!