Od Caddy C.D Azrael

- Nie to nie mija sprawka. Widziałam jak ktoś stamtąd uciekał, z wyglądu wyglądał jak mały chłopiec, a przypominał w sumie nie wiem co za rasę. - powiedziałam, patrząc na kociaka, który znikał powoli. - Jeśli chcesz mogę go wytropić. - powiedziałam spoglądając na Azrael'a.
- Poradzę sobie. - wstał i poszedł. Po prostu sobie wyszedł, jego towarzysz patrzył na mnie. Widać, że nie lubią gości. Może uda mi się wyjść niepostrzeżenie i będę mogła polatać. Swoją wilczą skórę innym razem pokaże. Wyszłam z domu, spojrzałam czy nikt mnie nie widzi. Wtem rozłożyłam skrzydła i się wzniosłam wysoko. Poczułam powiew wiatru i mogłam obserwować tego chłopaka. Jego naturalny sposób życia. Jest miękki i taki ciepły, też jest... Nie po to tu przybyłam, aby przymilać się do chłopaka. Choć w sumie miałoby było. Gdy spojrzałam ponownie, powoli kończył więc wróciłam. Po schowaniu skrzydeł przebrałam się w uprzednio narysowane ubrania. Rozłożyłam pościel, rozpuściłam włosy. Położyłam się patrząc jak wchodzi do domu i odbywa swoje czynności. Zainteresował mnie. Jego osoba, było coś w nim. Ciekawe, jakie ma żywioły albo moc.
~ Caddy, jesteś tam. Oczywiście, że tak. Nie odezwałaś się jak doleciałaś. Martwiłam się. - powiedziałam telepatycznie moja siostra.
~ Jestem, wybacz poznałam człowieka. Pewnie czułaś to, co ja. - powiedziałam.
~ No czułam, ogólnie nauczyłam się niekiedy wyłączać nasz wspólny dotyk. No wiesz, żebyś ty albo ja nie musiały czuć no tego. - mówiła jakby coś ukrywała.
~ Tey.
~ Eh, domyśliłeś się. Ojciec znalazł sobie jakąś nową Panią. Wprowadził się do niej, a ja zostałam sama wraz ze służba. Czasem się zjawi, to sam to z nią. - mówiła smutna.
~ Jak on mógł kogoś zastąpić mama, przecież mówił, że tego nie zrobi. Jaki on fałszywy, tacy są mężczyźni. Jak uda mi się wrócić pożałuje. - powiedziałam, a wtedy pojawił się diadem. Zaczął migotać na czarno. Uspokoiłam się i dotknęłam diademu, po tym czarna moc zniknęła.
~ Czyżby diadem próbował się uwolnić. Musisz uważać, jest już późno. Pogadamy jutro, muszę się szykować do jutrzejszego wyścigu. - uśmiechnęłam się na jej słowa.
~ Samych wygranych życzę, powodzenia. Tey. - poczułam jakby mnie przytulała, następnie poszła. Gdy próbowałam zasnąć nie udawało mi się. Nie jestem strachliwa nic z tych rzeczy. Po prostu humor mi się zmienił. Wstałam i skierowałam się do sypialni Azraela. Zapukałam delikatnie, usłyszałam proszę i wtedy weszłam. On jeszcze nie spał. Spojrzał na mnie.
- O co chodzi. - powiedział. Jakby był przytłoczony ta sytuacja. Podeszłam bliżej.
- Czy mogę spać z tobą. - powiedziałam spokojnie, lecz z lekkim lękiem. Nie uciekło to jego uwadze, choć był obojętny. Może taki jest.
- Czemu, masz tam miejsce. Idź tam. - przebrany, położył się na łóżku. Usiadłam na skraju łóżka, gdy usłyszałam jakiś hałas mnie wystraszył. - O rany. Dobra eh, masz tu miejsce.. - przesunął się i użyczył mi trochę miejsce. Odwrócił się w moją stronę plecami. Położyłam się ostrożnie. Gdy się zbliżyłam szepnelam do jego ucha dziękuję. Położyłam się na swojej połowie, gdy w miarę myślałam, że zasnęłam. On się położył ja plecy. Patrzyłam na niego. Jeden kosmyk spadł na jego oczy, odsunąłem go. Kątem oka, spojrzałam na jego towarzysza.
- Przepraszam, że tak nagle się pojawiłam, nie zabiorę ci przyjaciela. Chcę was poznać. - powiedziałam. Spoglądając kątem oka na liska. Przysunęłam się i przytuliłam go podczas zagłębienia się w sen. Gdy już zagłębiłam się, wtuliłam się w niego. Aby czuć ciepło oraz zapach wilka.


Azrael?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Wędrowcze, oto masz możliwość pozostawienia po sobie śladu! Proszę o podpisanie się nickiem na howrse/imieniem postaci na Divided Kingdom. Obraźliwe i anonimowe komentarze będą usuwane!