Od Venus C.D. Alex "Babcia - szpieg zza lodówki"

To pytanie mnie zamurowało, już i fizycznie i psychicznie nie mogłam się ruszyć, ale no błagam, ja i ciąża?! Nigdy, wolałabym adoptować sobie małego murzynka z Afryki i uratować mu życie niż męczyć się dziewięć miesięcy, a po tym czasie jeszcze niemiłosiernie cierpieć.
- Ja... - Zaczęłam oszołomiona.
- A robiłaś test ciążowy? I kim jest ojciec? Muszę poznać mojego zięcia. - Powiedziała już podekscytowana.
- Ja nie będę mieć dziecka. - Wykrztusiłam, ukradkiem spojrzałam na mojego towarzysza błagalnym wzrokiem, choć czego ja oczekiwałam i tak mi nie mógł pomóc, teraz tylko stoi jak ten słup i się śmieje.
- Planujesz aborcję?!
- Tak, chwila nie! Ja nie jestem nawet w ciąży!
- A więc z skąd ta bluza i ten apetyt?! - Założyła ręce na piersi i uniosła oskarżycielsko brew.
- Ta bluza należy do... - Pogrzebałam chwilę w pamięci. - Lucasa, ostatnio robiliśmy projekt na...geografie, pamiętasz, ten o Japonii i on ją zostawił przez przypadek, miałam ją oddać, ale trafiłam do szpitala i no...
- A dlaczego pachnie twoimi perfumami? - Chyba mi nie wierzyła.
- Psikałam go nimi.
- Czemu?!
- Ponieważ przypomniało nam się o projekcie dzień przed terminem oddania, a że mieliśmy na niego cały miesiąc to musieliśmy spiąć dupę i wymyślić, i wykonać coś odjazdowego w jeden wieczór, w zasadzie całą noc, a później iść jeszcze do szkoły w tych samych ciuchach?
- A ten apetyt? - Chyba uwierzyła.
- No wiesz, potrzebuję dużo energii w ciągu dnia, a kalorie dają go najwięcej, a poza tym jestem strasznie chuda. - Aby jeszcze bardziej pokazać moją rację wygrzebałam się z kokonu kocy i uniosłam bluzkę ukazując płaski umięśniony brzuch.
- Rzeczywiście jesteś strasznie chuda, od dziś będziesz jadła podwójny obiad, a na śniadanie będę robić ci o jedną kanapkę więcej, byś miała siłę na do obiadu. - Chyba się już podekscytowała wiadomością że bezkarnie będzie mogła mnie tyć.
- Dziękuję...babciu. - O cholera! Ratujcie!!!
Prawa powieka zaczęła mi drgać z nerwów. Ona chyba to zauważyła.
- Co ci się stało z okiem? - Zapytała z przejęciem.
- Nerwica skutkuje. - Odparłam. - Ale przejściowa, nie martw się.
- Niech ci będzie. - Głośno westchnęła. - A właśnie, kiedy znajdziesz sobie wreszcie chłopaka?
Bo mnie szlag trafi.
- Nie szukam. - Odparłam chłodno.
- Nicol, masz 17-lat. Musisz wreszcie sobie kogoś znaleźć. - No tak, ona nie zna mojego prawdziwego wieku.
Niedługa na serio się wyniosę i wrócę do Shiro do Japonii, on przynajmniej nie jest AŻ tak nadopiekuńczy.
- Facet nie jest mi potrzebny, a gdy skończę szkołę wyprowadzam się z powrotem do Japonii.
- Do Japonii? Tych świrusów i tego swojego "przyjaciela" ze świątyni dla bezbożników.
- Tak dokładnie, przynajmniej tam mam spokój od twojego ciągłego narzekania i przesadnej opiekuńczości!
Już nawet nie będę wspominała o wierzę, kiedyś wierzyłam, jak mieszkałam z Shiro to w na szczycie mojej duchowości stały japońskie bóstwa, a gdy przeprowadziłam się tu, czyli kochanego USA z powrotem przyjęłam chrześcijaństwo, choć nie jestem aż tak pobożna, kościół za daleko i mam dużo na głowie.
- Ach, czyli tak o mnie myślisz i o tym jak trzymam cię pod swoim dachem?!
- A jak mam inaczej?! Kobieto jestem prawie pełnoletnia! Umiem o siebie zadbać!
- No to proszę bardzo, radź sobie sama! - Wychodząc trzasnęła drzwiami.
Zakryłam głowę kołdrą głośno wzdychając. Alex wrócił już do swojej materialnej postaci i przypatrywał mi się ze zdziwieniem.
- Przeprowadzasz się do Japonii? - Spytał przerywając ciszę.
- Mam tam przyjaciela. - Odparłam już trochę spokojniej wychylając głowę z spod koca i siadając, reszta tego kokonu wylądowała na podłodze.
- Często się tak kłócicie. - Wskazał niepewnie na drzwi.
- Niestety teraz częściej. Siadasz czy będziesz tak stał?
- A ta, jasne. - Powoli podszedł i usiadł koło mnie na łóżku.
- Wybacz że musiałeś być świadkiem " tego". - Przeczesałam palcami włosy.
- Nie no spoko, w końcu kiedyś to ty musiałaś słuchać moich kłótni z szefem - Urwał.
- Szefem Max'em...? - Powiedziałam po cichu. Chwila z skąd ja go znam?!
Świetnie wcześniej sprawa z jedzeniem, a teraz przypomniał mi się ten jego cały szef co się do jasnej cholery dzieje. Altheimer się rozwija?
- Co? - Spytał bardzie z niedowierzaniem niż z powodu niezrozumienia.
Lecz nim odpowiedzialna zadzwonił mój telefon. Szybko się podniosłam i odebrałam.
- Halo? - Spytałam do słuchawki.
- No siema skarbie! - Rozbrzmiał kobiecy głos.
- Cześć, co chcesz Isabel?
- Wieczorem organizuje imprezę urodzinowa na 18-stkę, wchodzisz w to? Będą faceci, alko i może coś bardzie odlotowego, ale o tym cii...
- A mogę z osobą towarzyszącą? - Spytałam ukradkiem zerkając na przeciągającego się na moim łóżku chłopaka.
- Uu..chłopak?  - Już zobaczyłam w myślach ten lenny face na jej twarzy.
- Bardziej szkodnik, ale tak.
- Okej nie ma problemu życzę ci miłej zabawy z tym swoim szczurkiem, jak by co, sypialna na górze pierwsze drzwi na lewo. - Z deka się zarumieniłam, co ona sobie myśli!? - No to widzimy się wieczorem, całuski.
Już nawet nie odpowiedziałam, chciałam jak najszybciej się rozłączyć i skończyć tą żenującą "konwersację", ale jednak tamta wiadomość może się przydać, w końcu mówiła że faceci będą więc...też skorzystam z zabawy.
Odłożyłam telefon i zwróciłam się do chłopaka.
- Idziemy na 18-stkę Isabel.
Alex?
Pisze się "wreszcie" a nie "wreście"~Lena

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Wędrowcze, oto masz możliwość pozostawienia po sobie śladu! Proszę o podpisanie się nickiem na howrse/imieniem postaci na Divided Kingdom. Obraźliwe i anonimowe komentarze będą usuwane!