Od Evie C.D Mobiusa

Cały czas nie mogłam uwierzyć w to, że Mobius się tu pojawił. Poszliśmy w stronę miasta. Nagle za sobą usłyszałam swoje imię za plecami. Był to ten sam skrytobójca, co wcześniej. Odruchowo chwyciłem się za ramię kuzyna. Myślałam, że mnie znowu zaatakuje. Jednak on tylko usiadł na ziemi i spojrzał na mnie swoimi oczami wypełnione cierpieniem i nienawiścią. Czarnowłosy podszedł do niego, ale w ostatniej chwili go powstrzymałam.
- Poczekaj. Muszę się go o coś zapytać - uklęknęłam przed nim. On siedział cicho i gapił się na mnie wlepiony. - Co wiesz o Jacobie? - zapytałam się.
- Nie mogę ci powiedzieć - odpowiedział zimnym głosem. - Sama weź te informacje. Twój ojciec zdradził mi twoje umiejętności - wrednie się uśmiechnął. Przez chwilę zapomniałam o swojej ranie. Zapomniałam, że obok mnie stoi mój kuzyn. Miałam wrażenie, że czas stanął w miejscu. Zmarszczyłam czoło i lewą ręką strzeliłam mu z liścia. Nic nie mówiąc, przyłożyłam dłoń do jego głowy.
- Skoro nie chcesz mi nic powiedzieć... - zaczęłam zimnym głosem - to sama znajdę odpowiedz - dokończyłam i w tym samym czasie na ciele zabójcy pojawiły się jasnobłękitne żyły. Poczułam okropny ból psychiczny. Niestety nie mogę wybierać to co chcę zobaczyć, muszę wszystko, każde jego wspomnienie. Minęło kilka minut zanim zobaczyłam poobijaną twarz brata. Jacyś zamaskowani mężczyźni ciągnęli go przez lochy. Niedługo później tortury, które prowadziła moja ofiara. Poczułam nagły przepływ wielu negatywnych emocji. W tej chwili miałam ochotę przerwać przeszukiwanie jego umysłu i mu odjebać łeb. Musiałam się jednak powstrzymać, by się dowiedzieć czy Jacob, który zaginął 50 lat temu żyje. W jego wspomnieniach zobaczyłam również arenę, na której odebrałam swojej biologicznej matce życie. Był tam Jacob i jakiś inny, bardzo dobrze wytrenowany morderca. Chciałam zobaczyć więcej, jednak ból jaki odczuwałam, był nie do zniesienia. Odsunęłam rękę, która drżała z bólu i ciało wroga opadło bezwładnie na ziemię.
- Po co ty do niego podeszłaś? - warknął Mobius.
- Chciałam się dowiedzieć czy mój brat żyje - odpowiedziałam zawiedzionym głosem.
- Chodź do tego lekarza zanim nas znowu ktoś zaczepi - na twarzy mężczyzna zagościł delikatny uśmiech. Niestety tym razem ten gest mi nie poprawił humoru. Po raz kolejny mogłam dowiedzieć się czy mój jedyny brat żyje, ale za każdym pierdolonym razem ból staje się zbyt mocny, bym mogła kontynuować szukania odpowiednich wspomnień. Szybkim krokiem poszliśmy do Regrantu. Ku naszemu zaskoczeniu w szpitalu nie było prawie nikogo i bardzo szybko weszliśmy do gabinetu. Lekarz założył szwy na moją kostkę. Gdy szukałam pieniędzy by mu zapłacić, zapytał się mnie o coś, co mnie cholernie zaskoczyło.
- Jak tam randka z twoim chłopakiem, Albertem? - powiedział z szerokim uśmiechem na twarzy. Poczułam na sobie wzrok Mobiusa.
- Albert to tylko dobry kolega. Nigdy nie myślałam by z nim się umawiać, plus nie jest w moim typie. I nie byłam z nim na randce tylko sprawy biznesowe - odpowiedziałam. Miałam nadzieję, że nie zada kolejnego głupiego pytania. Lubię Alberta, ale ja go tylko lubię. Nie uważam go nawet za przyjaciela.
- A to sorki - zakłopotany lekarz podrapał się za głową. Zapłaciłam mu i wyszliśmy wraz z kuzynem wyszliśmy z budynku. Dopóki nie opuściliśmy granice miasta, prawie ze sobą nie rozmawialiśmy. Miałam wrażenie, że się nad czymś zastanawiał.
- Dowiedziałaś się czegoś ciekawego o swoim bracie? - zapytał się, jednak domyślał się, że nic nowego nie znalazłam.
- Nadal przypuszczam, że żyje, ale nie wiem gdzie jest ani w jakim stanie jest... - westchnęłam głośno. Przez chwilę jeszcze rozmawialiśmy na temat wspomnień tego gościa. W pewnej chwili byłam wściekła do tego stopnia, że co drugie słowo, które wypowiedziałam to przekleństwo. Na całe szczęście kuzyn zorientował się, że na razie to nie jest najlepszy temat na rozmowy i natychmiast zmienił na coś innego...
- Tak w ogóle... - spojrzał na mnie podejrzliwie - Kim jest ten cały Albert? - powiedział zaciekawiony.
- Oooo... - szturchnęłam go łokciem i zaczęłam chichotać się pod nosem - Czyżby wielki i niepokonany Mobius był zazdrosny? - puściłam mu oczko, nadal śmiejąc się cicho. Oczywiście wiedziałam, że po prostu się o mnie martwi, bo jestem jego kuzynką. Na nic więcej nie liczę. Wiadomo, że w głębi serca chciałam by był zazdrosny czy coś, ale to się raczej nigdy nie stanie. Cóż... Przez tak długi czas myśleliśmy, że jesteśmy spokrewnieni przez co nigdy nie dopuszczałam do siebie uczuć do niego.

Mobius? XD

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Wędrowcze, oto masz możliwość pozostawienia po sobie śladu! Proszę o podpisanie się nickiem na howrse/imieniem postaci na Divided Kingdom. Obraźliwe i anonimowe komentarze będą usuwane!