Od Feliksa (Quest 4)

Po raz enty przechadzał się po lesie, w którym nic się nie zmieniało. Codziennie mijał ten sam głaz porośnięty mchem i stare mrowisko, w którym już od dawna nie zawitała żadna mrówka. Ten sam, rześki powiew wiatru i przyjemny dla ucha szelest liści w koronach drzew. Chociaż tym razem rozglądał się bardziej niż zwykle, z nadzieją na odkrycie czegoś ciekawego. Już po kilku następnych krokach jego uwagę przykuła stara studnia, daleko od wydeptanej ścieżki. Podszedł więc bliżej, wchodząc głębiej między stare pnie drzew. Z lekkim uśmiechem na twarzy oparł ręce o kamienie i pochylił się nad, jak się okazało, raczej płytką przepaścią. I ten fakt trochę go zniechęcił, ale kto wie? Może jest tu coś wartego uwagi? Obszedł studnię dookoła przyglądając się uważnie to górnej jej części, to zaraz spuszczał wzrok niżej, na ułożone kamienie. Tylko że coś mu w pewnym momencie przeszkodziło. Niespodziewanie kopnął nogą w kamień, ale ten zamiast polecieć metr dalej, spowodował, że Feliks stracił równowagę i upadł do przodu, w prost do studni. Spadał stosunkowo krótko, a chwilę potem uderzył boleśnie o twardą ziemię. Stęknął a plecy zaczęły go wręcz palić od środka. Długo się z tym zmagał, ale po dłuższych staraniach udało mu się podnieść do siadu. Uniósł głowę.

-Nie tak wys-soko..

Ze zrezygnowaniem w oczach wstał na równe nogi i otrzepał się z piasku. Przybliżył się do nierównej ścianki i wsunął chude palce w szparkę między kamieniami. Podpadł się i w ten sposób po krótkiej chwili podciągnął się rękoma by wyjrzeć za kamienie na las, którego jednak tam nie było. Zdziwił się mocno. Czyżby walnął się jeszcze w głowę i teraz ma omamy? Nie, był pewien, że nic mu nie jest. Wyszedł już całkowicie i stanął twardo na kamiennej posadzce, na ścieżce prowadzącej do jednego z wielu domów wokoło. Dalej nie było nic, zwykła pustynia, a wioska wyglądała na opuszczoną. Możliwe, że w studni skończyła się woda i mieszkańcy musieli zostawić to miejsce? Po kilku minutach stania na pełnym słońcu zaczęła piec go głowa, tak więc szybko postanowił skryć się w jednym z budynków. Najbliższy był kościół i tam też wszedł. Otworzył stare drzwi a oczom ukazał się mu pięknie zdobiony klasztor, jednakże bez oświetlenia, co dodawało mu trochę grozy. Brunet aż zdziwił się, że ktoś mógłby zostawić tu takie skarby. Gdzie nie gdzie w ściany wciśnięte były odłamki diamentów, a sam ołtarz miejscami był pozłacany. Ogromne witraże przedstawiające najróżniejsze momenty z Biblii, a jednak było to zbyt piękne, by mogło być prawdziwe. Wziął w dłonie kilka kamieni szlachetnych i pospiesznie wyszedł na zewnątrz. Podbiegł do studni, która tym razem wydawała się znacznie głębsza i aż ciarki go przeszły. Nie wiedział czy to ponownie zadziała, ale musiał zaryzykować, tak więc stanął na krawędzi i po dłuższej chwili namysłu skoczył. W prost w czarną przepaść. Nie mógł powstrzymać głośnego krzyku i mocnego zaciśnięcia powiek. Skulił się przyciskając ręce do klatki piersiowej. Aż w końcu poczuł pod sobą grunt, jednakowoż nie uderzył w niego z tak ogromną siłą jak mu się zdawało. Uśmiechnął się tylko chytrze i odsłonił ręce by zobaczyć swój łup, którym okazał się teraz zwykły węgiel. Szybko zmarkotniał i rzucił surowiec w drugi koniec głębiny, z której po chwili wyszedł jak poprzednio. Cały dzień wyglądał teraz znacznie gorzej niż przez zobaczeniem studni.

~Zaliczone

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Wędrowcze, oto masz możliwość pozostawienia po sobie śladu! Proszę o podpisanie się nickiem na howrse/imieniem postaci na Divided Kingdom. Obraźliwe i anonimowe komentarze będą usuwane!