Od Haylee cd Miyashi "Randka" 12+


Propozycja Miyashi nieco mnie zaskoczyła. Uśmiechnęłam się lekko i pomachałam głową w górę i w dół.
- Pewnie, czemu nie?- odwróciłam się, aby ułatwić jej zadanie. Robiła to trochę nieporadnie lecz wiedziałam, że się starała. Znając Miyę po prostu się wstydziła. Uśmiechnęłam się lekko pod wpływem jej pieszczot, wciąż jednak blizny małej nie dawały mi spokoju. Z cudzej perspektywy może wydać się innym dziwne jednak naprawdę czułam coś do niej. Fakt. Znałam ją tylko, a może aż, kilka dni jednak coś mnie w niej pociąga. I nie mówię tu tylko o jej wyglądzie. Ona cała jest wspaniała i taka niewinna. Nie wiem co się ze mną dzieje. Moje serce bije przy niej jak oszalałe, a uczucie które temu towarzyszy jest nie do opisania. Miłość ma wiele twarzy, a dzięki Miyashi poznałam jej nowe oblicze...
Gdy skończyłyśmy kąpiel, pomogłam małej wyjść z wanny i porządnie ją wytarłam, po czym wzięłam się za siebie. Szybko ogarnęłam się z grubsza poza włosami. Tam to była dopiero burza. Usiadłam na brzegu wanny po czym z marszczyłam brwi jakbym była zła. Wciąż jednak uśmiechałam się. Wyciągnęłam ręce przed siebie co zdezorientowało Miyashi.
- Na kolanka wskakuj! Migiem~! - mówiłam jakby był to rozkaz jednak pod koniec nie wytrzymałam i zachichotałam. Na jej twarzy również zagościł uśmiech. Spokojnie wykonała moje polecenie. Wzięłam z blatu szafki szczotkę i zaczęłam delikatnie rozczesywać brunatne włosy. Ach! Cudownie pachniały szamponem. Wtuliłam ją w siebie i narkotyzowałam się jej obecnością. Ogon małej delikatnie musnął moją nogę, dzięki czemu zdałam sobie sprawę z bardzo ważnej rzeczy. Zbliżyłam głowę do ucha Miyashi.
- Miyu będziemy musieli ukryć twój ogonek. Uszka z reszta też. To nie tak, że ich nie lubię. Są wspaniałe. Cała jesteś cudowna, jednak ludzie... Nyeh! Wiesz co próbuję powiedzieć?
Na szczęście zrozumiała mój przekaz. Nosz kurczę! Naprawdę wolałabym ich nie ukrywać. Cała ta sytuacja była do kitu. Niby chciałam, by zobaczyła trochę świata i przestała się bać, z drugiej strony bałam się, że straci resztki swojej pewności siebie. Poza tym... Co ja zrobiłabym, gdyby jakiś facet zaczął ją podrywać?
- Gotowe~! - zawołałam radośnie, a Miyu zeskoczyła z kolan.
- D-dziękuję Lusiu...
- No problemo, my lady! - zażartowałam, ale chyba nie zrozumiała dowcipu. Uśmiechnęłam się do niej przyjaźnie i zabrałam ją do sypialni. Zaczęłam szperać w szafie Miyashi. W końcu szłyśmy nieco się zabawić. Chciałam, aby wyglądała wystrzałowo. Ubrania Mi były raczej skromne. Wzięłam głęboki wdech i podałam jej długą do ziemi spódnicę oraz bluzkę na krótki rękaw. Mimo że nie był to mój styl muszę przyznać, że mała wyglądała w tym bardzo uroczo. Do tego ten kapelusz z różową wstążką, pod którym ukrywała uszy tylko potęgował ten efekt. Zamruczałam pod nosem z zadowolenia.
- Wyglądasz obłędnie Miyashi! Jesteś taka słodka, że mogłabym cię schrupać!
- T-ty też... wyglądasz ładnie Lusiu...
Ten komplement słyszałam wielokrotnie od swoich partnerów seksualnych ale w ustach Miyashi brzmiały zupełnie inaczej. Zrobiło mi się jakby cieplej na sercu. Zapewne, sądząc po reakcji małej, musiałam się zarumienić. Objęłam Mi rękami i ścisnęłam jej malutką pierś. Gdy ta odruchowo odchyliła się, pocałowałam ją mocno w policzek.
W tamtej chwili chciałam powiedzieć coś w stylu „pamiętaj, że jesteś moja” ale nie miałam na tyle odwagi. Puściłam ją i poszłam do drzwi. Przy okazji minęłam Sadako. Kiedy każda z nas powiedziała drugiej „dzień dobry” poszłyśmy w swoich kierunkach. Czekałam na małą na zewnątrz gdyż wolałam dać jej czas na ochłonięcie. Sądziłam, że pewnie wciąż tam siedzi i pali buraka. Heh. To byłoby bardzo w jej stylu. Na szczęście Miyu szybko dołączyła do mnie.


                                                                       * * *

Ach Nowy York! Miasto pełne brudu, glin, pubów, dealerów narkotyków, domów publicznych i wielu innych tego typu! To naprawdę uroczy zakątek Ziemi... Jako pierwszy punkt naszej randki obrałam karaoke. Dobra, wiem, że to miał być zwykły wypad, ale patrząc na to co wydarzyło się dzień wcześniej... Jak nasze ciała łączyły się w nocnym tańcu, doznania jakie ze sobą dzieliłyśmy tamtego dnia i nasze wspólne jęki pomiędzy sapaniami... Ach! Na samą myśl moje serce mocniej bije!
             Wracając... Przemieszczanie się po zatłoczonych ulicach było dość trudne. W przeciwieństwie do Miyi, byłam przyzwyczajona do tłumów. Za każdym razem, gdy na nią patrzyłam miałam wrażenie, że jej małe serduszko zaraz eksploduje, więc zrobiłam pierwszą rzecz na jaką wpadłam – naciągnęłam mocno kapelusz tak by nic nie widziała i wzięłam ją na ręcę sposobem panny młodej. Z początku troszku się opierała, ale ostatecznie dała za wygraną. Dzięki temu Miyashi zamiast zwracać uwagę na tłum, była zajęta rumieniem się. Jest taka słodka, gdy się wstydzi, że mogłabym ją schrupać! Tak oto dotarłyśmy do „SingIt!”. Mina ekspedientki była genialna. Niestety szybko na jej twarzy na powrót pojawiła się ta nudna pokerowa twarz.
- Jeden pokój na dwie godzinki. - rzuciłam nim ekspedientka zdążyła o cokolwiek zapytać. Niestety zmuszona byłam odstawić Miyu na ziemię inaczej nie mogłabym zapłacić. Od razu, gdy poczuła grunt, poprawiła kapelusz i wstała. Kiedy mieliśmy nareszcie te duperele szmele morele za sobą i babka w końcu nas wpuściła, mogłyśmy zacząć. Zajęłyśmy miejsca naprzeciwko siebie.
- Więc, Miyu, co masz ochotę zaśpiewać?
Ale Miyu milczała, rumieniąc się. Westchnęłam głośno. Domyśliłam się powodu jej reakcji.
- Mi! Nawet przede mną się wstydzisz zaśpiewać?
- N-no bo... - ale zakryłam ręką jej usta i spojrzałam w oczy mojej ukochanej. -Cii... Jeżeli masz mówić, że jesteś beztalenciem nie mów nic. Gorsza niż ja nie jesteś.
- N-nie je-
- Udowodnić ci, że jestem? - zapytałam wyzywająco i nie czekając na odpowiedź wzięłam mikro do ręki. Wybrałam jakąś losową piosenkę z top listy i zaczęłam śpiewać. Heh, byłam tak nieznośna, że Miyu musiała zakryć uszy. Uśmiechnęłam się i zastopowałam utwór. Chciałam już się zapytać, jak jej się 'podobało' ale nim cokolwiek powiedziałam, przeprosiła mnie. Spojrzałam na nią pytającym wzrokiem.
- N-no bo... uraziłam cię... - na co ja zaczęłam się głośno śmiać.
- Mnie? Urazić? Proszę cię! Doskonale wiem, że brzmię jak przetrącony kot po kastracji.
- Więc dlaczego... karaoke?
- Chciałam po prostu spędzić z tobą czas. Lubię to śpiewać i myślałam, że może ci się to spodobać. Chyba, że byłam w błędzie?
- N-nie... Lubię śpiewać.. t-tylko...
- To jak Mi? Śpiewamy? - podpuszczałam.
-J-ja...- lecz ona wciąż się wahała. Wtedy wpadłam na świetny pomysł jak ją przekonać.
- Miyu... Krępuję cię? A może... Jesteś na mnie zła za to co ci zrobiłam wczoraj? - zapytałam niby smutna. Tak naprawdę wiedziałam od początku, że tamten wieczór był dla niej cudowny. Miyashi nie potrafi kłamać. Od razu bym zauważyła, gdyby próbowała bujać.
- N-nie! - krzyknęła, a na mojej twarzy pojawił się chytry uśmieszek. Połknęła haczyk! Zostało tylko wyciągnąć rybkę z wody.
- Udowodnij to i zabawmy się trochę!
Miyashi niepewnie podniosła mikrofon i wybrała jakąś wolną piosenkę. Po długiej przygrywce w końcu na ekranie pojawiły się słowa. To było niesamowite! Miyashi idealnie wpasowywała się w melodię, a jej głos był... wspaniały! Udało się jej mnie uciszyć. Zresztą, gdybym otworzyła wtedy usta, nie byłabym wstanie ich zamknąć z podziwu. Po dłuższej chwili utwór zakończył się. Mimo to wciąż trwałam w ciszy. Przez to Miyashi musiała poczuć się niezręcznie, dopóki się nie odezwałam. Teraz, gdy tak myślę, może faktycznie za bardzo zalałam ją potokiem słów... Skończyło się na tym, że od mojej paplaniny rozbolała ją głowa. Dopiero pod koniec ból ustąpił i mogłyśmy nieco pośpiewać. Zbytnio nie skorzystałyśmy z atrakcji. W ten sposób traci się pieniądze.
                 Następnym punktem na trasie była restauracja. W sumie nie pamiętam czy jadłyśmy śniadanie czy nie, ale byłam strasznie głodna, a że Lombardi's znajdowało się najbliżej właśnie tam zjadłyśmy posiłek. Teoretycznie trzeba było najpierw zarezerwować miejsce, ale jak się kaskę ma wszystko można załatwić. Specjalnie dla Mi 'zarezerwowałam' miejsce na uboczu z dala od reszty klientów, dzięki czemu nieco się rozluźniła.
- Zatem co sobie pani życzy? - zawołałam, by ją nieco rozbawić, lecz zamiast tego lekko się zarumieniła. Wybełkotała, że dopiero co usiadła i nie zdążyła otworzyć karty.
- Spoko – odparłam po czym sama wzięłam się za przeglądanie menu, które było pełno snobsko brzmiących nazw. W końcu znalazłam w karcie dań plackopodobne coś, a że można to było zamówić z orzechową posypką bez namysłu to wzięłam. Chciałam też do picia lemoniadę ale cóż... to zbyt 'pospolity' napój dla tak 'wykwintnej' restauracji. Nyeh. Ludzie zawsze wszystko komplikują.
- Mi, jak będziesz coś chciała to powiedz! - zawołałam radośnie odkładając menu.
- W-właściwie... -wydukała a ja zajrzałam do jej karty.
- Broche? Hmm... czemu nie! - zawołałam. Ręką dałam znak kelnerce, która po chwili przyszła z notesikiem i ołówkiem. Gdy znikła na zapleczu westchnęłam głęboko oparłam się o oparcie krzesła a nogi połorzyłam na stole. Zaczełam się bujać. Po chwili przyszła kobieta aby dać nam sztućce. Czepiała się również mojego sposobu siedzenia. Aby nie musieć słuchać tych pierdół usiadłam w tradycyjny sposób,lecz gdy kobieta zniknęła z pola mojego wzroku powróciłam do bujania się. Przy okazji przywłaszczyłam widelec, który z nudów zaczęłam wkęcać we włosy. Dobra, może jednak przesadziłam z przekleństwami, ale przyrządzanie posiłków trwało tak długo, że mój żołądek zaraz zacząłby trawić sam siebie. Co oni tam robili w tej kuchni?! Nie mieli mleka to spermę musieli w zastępie pozyskać?! Ech... Okey, przyznaję, że nie powinnam wyzywać ochroniarza i może przesadziłam z uderzeniem tego frajera w nos ale to nie był powód by nas z knajpy wyrzucać!
- Stałyśmy na chodniku, gdy kiszki zaczęły marsza grać. Zażenowała mnie nieco ta cała sytuacja. Tak bardzo, że nie byłam wstanie spojrzeć w jej oczy.
- T-to może pójdziemy do kina..? - zaczęłam niepewnie. Starałam się uśmiechnąć ale w takiej sytuacji moja twarz sama nerwowo się wykrzywia. Odwróciłam się i już miałam iść, sądząc, że Miyu podrepcze za mną, lecz zamiast tego poczułam jak mała dłoń delikatnie się zaciska na moim nadgarstku.
- Miyashi...? - zapytałam. Musiała zauważyć moje zażenowanie ale no kurczę. Naprawdę chciałam, żeby wszystko poszło jak najlepiej. Obróciłam się do niej, a wtedy Miyu przytuliła mnie.
Lusiu... J-jest dobrze.... - wyszeptała. Szczerze? Z początku zaskoczyła mnie. Nie wiedziałam nawet jak powinnam się zachować. Koniec końców odwzajemniłam uścisk. Trwalibyśmy pewnie tak długo, gdyby nie tłum gapiów wpatrzony w nas, którzy szeptali między sobą. Czując ich wzrok na sobie Miyshi zaczęła się trząść. Nieźle mnie zirytowali. Serio, do cholery, nie mieli co robić? Wzięłam głęboki wdech próbując się uspokoić. Ni do *uja szło. Zrobiłam najmądrzejszą rzecz jaką mogłam – gwałtownie chwyciłam dłoń Mi i zaczęłam biec ciągnąc ją za sobą. Tak oto, po krótkim maratonie, znalazłyśmy się przed salą kinową. Szczęśliwie, właśnie zaczynał się film „Porady na Zdrady”- polecana przez krytyków komedia romantyczna. Plan był dobry. Zarezerwowaliśmy miejsca w przedostatnim rzędzie. Popcorn i cola też był, ale oczywiście nie byłabym sobą, gdybym czegoś nie skiepściła. Zamiast do trójki weszłyśmy do sali obok, gdzie grany był właśnie „Life” - thriller o jakimś kosmicie co pożerał załogę statku. Biedna Mi. Przez cały film była poddenerwowana i co chwilę odwracała wzrok chociaż... Może to samolubne co właśnie powiem ale cieszę się,że na to poszłyśmy. Przez cały film Miyu wtulała się we mnie. Byłam dla niej niczym super hero! Po seansie było już późne popołudnie. Niedługo musiałyśmy się zbierać, toteż postanowiłam się nieco rozerwać i zahaczyć o dom rozpusty. Pracownicy burdelu doskonale mnie znali. Zazwyczaj chodziłam tam po narkotyki, rzadziej na jednonocne przygody. Wtedy, z Miyashi, myślałam po prostu, aby wynająć pokój. Mieli tam całkiem dobrej jakości sprzęt, więc łatwo byłoby zapewnić Mi nowych doznań. Jeśli wciąż chciałaby więcej miałam jeszcze w planach wykorzystać jednego z chłopców. Wciąż jestem ciekawa jak czułaby się podczas podwójnej penetracji ale mniejsza z tym. Moje plany i tak nigdy się nie zrealizowały. Cóż, najwidoczniej nie byli zachwyceni obecnością Miyashi. Ci kretyni nazwali mnie pedofilem, a przecież Mi jest tylko cztery lata młodsza ode mnie. Ślepi są czy jak?! Jeden z goryli chciał mnie zgarnąć na policję. Szybko złapałam małą i wte pędy zaczęłyśmy uciekać, aż nie wpadłyśmy na smerfa. Heh, stary podkomendant John jak zwykle nie zawodny... Wspominałam kiedyś, że szuka mnie psiarnia za liczne „akty wandalizmu” i drobne kradzieże? Ale serio. Dlaczego moją toaletową fontannę w galerii nazywają wandalizmem. Kretyni! Toż to dzieło sztuki jest! Wychwalali okulary które ktoś zgubił a moja fontannę krytykują. Ślepi są, ale mniejsza. Ze wszystkich tych mend społecznych John jest najgorszy. Z tego co Sarah mówiła to on prowadzi moją sprawę. Uwziął się na mnie, bo z mojego powodu zdegradowali go do tego stanowiska. Heh...
                       Goryl odpuścił zaraz, gdy tylko zauważył świetlika. Mężczyzna złapał mnie za ramie. Pomimo że się wyrywałam on nie puszczał. Upierdliwość. Gdyby ludzie wiedzieli o magi nie musiałabym się z nim pieprzyć. Zresztą on chyba też był w nie sosie, ale najwidoczniej wizja złapania mnie bardzo poprawiła mu humor, bo ożywił się. Coś tam pierdzielił, że teraz mu już nie ucieknę, o komendzie i o honorze. Badziewie. Zwykły pies państwa. Tacy są najgorsi. Zakuł moje ręce w kajdanki. Niby nic. Przynajmniej dla mnie. Bardziej jednak obawiałam się co czuje Miyashi. Niestety nie mogłam nawet rzucić na nią okiem, gdyż ten skurwysyn przez to, że się wyrywałam obezwładnił mnie na masce swojej lodówki. Zawołałam ją ale nie odpowiedziała. Bałam się tak mocno... Że ją zraziłam... i że mnie znienawidzi. Moja mała Mi...

Miyashi? I co teraz? ;_;

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Wędrowcze, oto masz możliwość pozostawienia po sobie śladu! Proszę o podpisanie się nickiem na howrse/imieniem postaci na Divided Kingdom. Obraźliwe i anonimowe komentarze będą usuwane!