Od Shadow "Spotkanie bratobójcy"

Zaczął się wieczór. Nie chciało mi się nic robić. Chodziłem po okolicy z nadzieją znalezienia jakiejś niezamieszkanej jaskini oraz czegoś do jedzenia. Idąc leśną ścieżką, natknąłem się na jagodowy krzew. Podczas zbierania usłyszałem jakby znajomy głos, gdzieś w okolicy. Wszedłem na najbliższe wysokie drzewo, by się rozejrzeć. Zobaczyłem czarnego wilka z jasnoczerwonymi oczami, w kapturze i czymś na kształt pancerza na łapy. Wyostrzyłem bardziej wzrok i ujrzałem mojego największego wroga. Chwilę zastanawiałem się, co on robi na Delcie, ale po chwili przestało to mieć dla mnie znaczenia.

-Oo nie, znów mi nie uciekniesz -krzyknąłem i zacząłem iść w stronę Onara.

Gdy mnie zobaczył, wyglądał na lekko zdziwionego, oraz zarazem szczęśliwego, że mnie widzi. Basior wyjął z pasa nóż, a ja zastosowałem przemianę.


-Pamiętasz mnie? Zgaduję, że nie. A pamiętasz mojego brata Havena?
-Zapytałem retorycznie.


Podszedłem do niego i jednym szybkim ruchem łapy rzuciłem nim o najbliższe drzewo. Ustał na łapach, jakby nic mu się nie stało. Podbiegł do mnie, robiąc zamach nożem, którym bym oberwał, gdybym szybko nie teleportował się za niego. Widząc, że jest szybszy, niż gdy go ostatnio widziałem, przywołałem cztery włócznie, które w jednej chwili poleciały na niego. Trzy nie trafiły, a ostatnią z nich jakoś odbił. Po chwili znów rzucił się na mnie z nożem, musiałem zrobić szybki uniknąć, gdyż kolejna teleportacja trwałaby zbyt długo. Nie udało mi się dobrze uniknąć tego ataku i dostałem w łapę. Sam fakt, że udało mu się mnie trafić, był zaskakujący, nie czekając na jego kolejny ruch, złapałem go telekinetyczne i rzucałem nim po każdym okolicznych drzewie. Przy szóstym uderzeniu upadł na ziemię. Myślałem, że już umarł, gdy nagle wstał i szykował się do kolejnego ataku. Nie chciało mi się długo walczyć, gdyż byłem zmęczony. Przyzwałem Balaama, żeby mi trochę pomógł, ale Basior rzucił nim o pobliskie kamienie i stracił przytomność. Byłem już w nerwach. Właśnie miałem znów rzucać nim po całym lesie, gdy nagle podbiegł do mnie i rozciął mi brzuch. Z bólu upałem na ziemię. Dostrzegłem, żeOnar gdzieś odchodzi, po czym... Najwyraźniej zemdlałem.



*piszcie co chcecie*


1 komentarz:

Wędrowcze, oto masz możliwość pozostawienia po sobie śladu! Proszę o podpisanie się nickiem na howrse/imieniem postaci na Divided Kingdom. Obraźliwe i anonimowe komentarze będą usuwane!