Od Fragonii i Vipera C.D Tayron


 Dziewczyna skuliła się i szepnęła:
 - Nie martw się. Z krwią jest wszystko w porządku. Pomógł mi..ktoś. Nie złapią was, zaufaj mi. - powiedziała cicho i wyszła z pomieszczenia zostawiając Alphę i swojego mentora samych.
  Po wyjściu z pomieszczenia zalała się łzami i schowała w damskiej toalecie. Zamknęła jedną z kabin i zwinęła się w kłębek, żaląc się w myślach o to, jaką była idiotką. Wyjęła igłę ze strzykawki, którą podwędziła jednej z pielęgniarek. Strzykawka była pusta, więc raczej wątpiła, czy ktoś się zorientuje, że zwinęła jeden z przyrządów. Zamknęła oczy. Podobno było z tym jak z uzależnieniem. Z początku się boisz, jednak potem zaczynasz robić sobie to cały czas. Wbijasz to w skórę i ciągniesz.
  Fragonia właśnie tak zrobiła. Wiedziała, że igła nie była zbyt duża, ale powinna wystarczyć, jeżeli dodatkowo uszkodzi sobie żyły paznokciami. Nagle usłyszała huk. Coś upadło na ziemię. Fragonia się podniosła. Zobaczyła dziewczynę. Z jej koszuli wystawała żyletka. Czerwono włosa, która upadła na ziemię, wyglądała jak ćpunka. Trzynastolatka wybiegła na korytarz i zawołała pomoc. Nie musiała czekać długo, gdyż po chwili do pomieszczenia wbiegła pielęgniarka z lekarzem i wyciągnęli ćpunkę na zewnątrz, zostawiając Fragonię samą w toalecie.
  Dziewczynka skuliła się wyjmując z ukrycia pogiętą, ale jeszcze ostrą, żyletkę. Zamknęła oczy i pociągnęła mocno. Zapiekło i zabolało, ale pierwszy strumień krwi wypłynął z jej żyły. Potem kolejne szybkie cięcie. Znowu ból. Potem kolejne i kolejne i kolejne... (...)

 Viper skulił się pod pościel i westchnął cicho. Zacisnął zęby i odważył się w końcu odezwać:
 - Tak, to ja cię zaatakowałem, ale ty również nie byłeś sobą. Ja pamiętam to, jak się na mnie rzuciłeś z tym diabelskim czerwonym błyskiem w oku. Ja poczułem niepohamowaną złość i żal do ciebie. Wygląda na to, że mamy ze sobą taki sam problem. Tak, geny ojca dają o sobie znać. Jak nie mam problemu z depresją, to obudza się we mnie instynkt mordercy. - Percy przerwał, aby sobie odsapnąć. Nie miał ochoty na dłuższą rozmowę, ale czuł się winien za to, co się stało i musiał się wytłumaczyć. - Nie wiem, co mnie napadło..naprawdę..czułem się tak, jakby coś mną sterowało i jakbym..jakbym czuł się odpowiedzialny za to, że omal..nie zabiłeś Frago. Znaczy..wiem, że to był tylko wypadek ale...
  Przemowę Vipera przerwał tłum lekarzy i pielęgniarek, biegnących w jakieś miejsce. Viper podniósł się trochę i syknął z bólu. Tayron również. Obaj byli zaciekawieni tym, co się właściwie stało. I..gdzie poszła Fragonia.
 - Czekaj tu. W razie gdyby ktoś przylazł powiedz, że jestem w kiblu. - mruknął ale Tayron ze złośliwym uśmieszkiem na twarzy i wskazał stolik, na którym była mała fiolka z podpisem MOCZ.
 - TO SĄ CHYBA JAKIEŚ KPINY! - prychał Viper - Aż taki chory nie jestem.. (...)

 Nieprzytomną Fragonię przywieźli na salę obserwacji, gdzie dziewczyna otrzymała potrzebne leki i gdzie lekarze mogli dokładnie ją zbadać. Oprócz ran na rękach trzynastolatka miała również podejrzane rozcięcie na brzuchu i zabandażowaną kostkę oraz kilka, starych siniaków. Jeden z lekarzy zrobił jej USG, które wykazało, że dziewczyna ma poważnie uszkodzoną wątrobę (w dodatku ukróconą). Pewien czarnowłosy mężczyzna z kapturem narzuconym na głowę uważnie obserwował dziewczynę podpiętą do wielu urządzeń. Chwycił ją za rękę, próbując ogrzać delikatnymi ruchami dłoni.
  Osobnik, widząc wchodzącą do sali panią doktor wstał i wyszedł z sali, szukając dwójki znajomych dziewczynki. Ujrzał ich salę i wszedł do środka. 
 - Musicie być z siebie dumni. - warknął Darkness.
 
Tayuś? Takie trochu to opowiadanie poniekąd bekowe się stało xd

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Wędrowcze, oto masz możliwość pozostawienia po sobie śladu! Proszę o podpisanie się nickiem na howrse/imieniem postaci na Divided Kingdom. Obraźliwe i anonimowe komentarze będą usuwane!