Od Zdrajcy #8 "Real WKJN"

#8 Opowiadanie "Real WKJN": "Wyobraź sobie, że WKJN istnieje..naprawdę! I tylko TY, oraz inni członkowie bloga wiedzą o tej tajnej organizacji. Co więcej - twoja własna, stworzona przez ciebie postać chodzi za tobą, niczym anioł stróż. Pewnego razu dostajesz od Tyks (administratorki watahy) i Darknessa zadanie specjalne. Otóż w twojej szkole znaleziono ponoć magiczny artefakty i ty musisz go zwędzić, po czym zanieść na Deltę. Pamiętaj jednak, że twoja postać chodzi za tobą krok w krok i jest widoczna dla innych uczniów twojej szkoły! Czy twój towarzysz będzie ci przeszkadzał, czy wręcz przeciwnie? Czym okaże się artefakt?" [prosiłabym jednak zmyślić twoją placówkę edukacyjną, lub jedynie opierać się na twojej zwykłej szkole i nie podawaj nazwisk!] 
- Tak! Dokładnie tych kart brakowało mi do kolekcji! – powiedziałam z satysfakcją, aktywując kartę „Owcy”. Od dobrych kilku godzin siedziałam na Internecie, przeglądając jakieś głupoty i... nudząc się. To znaczy miałam naukę, ale jakoś... nie chciało mi się za nią brać. Z nudów odświeżyłam howrse i ku swojemu wielkiemu zadowoleniu zauważyłam, że przyszła nowa wiadomość. Weszłam w skrzynkę odbiorczą . – To od Tyks... – zdziwiłam się. Zwykle nie pisała do mnie przez howrse, ale przez skypa lub na chacie watahy... Szybko otworzyłam wiadomość.
„Argono, jest sprawa. W twoim Liceum III ponoć jest jakiś artefakt. Zapewne w twojej szkole jeszcze nikt nie wie, jaką moc posiada, jednak... może być nie fajnie, jak ktoś się kapnie. Ogarnij to, dobrze?”
Artefakt w szkole... To nie brzmiało dobrze.
„Dobrze... ;_; „ odpisałam i wstałam od komputera. Za moimi plecami zmaterializował się bezszelestnie Zdracja.
- ...oś ...ę ...ał...? – spytał.
- Taa... musimy ukraść artefakt ze szkoły. – Skrzywiłam się z niesmakiem. – Najlepiej będzie, jeśli zrobimy to od razu. – Sięgnęłam do szuflady przy biurku i wyjęłam z niej jednorazowe rękawiczki.
- hmm... – odpowiedział wilk. - ...emboki ...ech.
Chwycił mnie za rękę i oboje zapadliśmy się w ciemność. Poczułam, jak tracę oddech, jak czarne, lepka maź wypełnia mi płuca. Upadłam na twardą ziemię, kaszląc ciężko. Zdrajca stał nade mną, opierając się plecami o ścianę budynku szkoły.
- ...ści...e ...ama ...gę t... ...bić – oznajmił, patrząc na mnie z góry. Wyprostowałam się i usiadłam na piętach.
- Przecież wiesz, że nie możesz się ode mnie oddalać na więcej niż 5 kroków. – Westchnęłam. – Więc to raczej nie wchodzi w grę. No i nie wiemy, czym jest ten artefakt...
- ...eśli ...o ...ole nie...awno, mo...e ...char? – zasugerował czarnowłosy.
- Może tak być. – Pokiwałam w zamyśleniu głową. – Trofea stoją na parterze...
- ...d ...azu p...y we... – potwierdził Zdrajca.  - ...oni....ring?
- Nie przypominam sobie, żebyśmy takowy posiadali. Jednak załączają alarm na noc.
- ...ięc ...ybko – powiedział Zdrajca, z poważną miną, wyciągając do mnie dłoń.
- Jeszcze nie doszłam do siebie po poprzednim – zaprotestowałam niemrawo, wyciągając dłoń do towarzysza. Tym razem uczucie topienia się nie trwało długo i udało mi się nawet wyjść z mroku na nogach, tuż przed tablicą. Po prawej stronie, na końcu korytarza, zapaliła się czerwona kontrolka.
- Zaraz będzie wyło... – mruknęłam, robiąc zamach i rozbijając szklaną gablotę w drobny mak. – Rozległ się ogłuszający dzwonek, zapełniając korytarz bezkształtną masą, utrudniającą myślenie. – Zdrajco! 
Czarnowłosy zaczął przetrząsać trofea w poszukiwaniu czegoś nietypowego. Ja przebiegałam wzrokiem daty. To musiał być coś... niedawno.
- Ten! – wykrzyknęłam, wskazując na puchar, sprzed 4 dni. Towarzysz chwycił go i zachwiał pod ciężarem. Skinął mi głową. Chwyciłam go za ramię i utonęliśmy w czarnej wodzie. Szybko straciłam oddech, a czarna smoła wypełniła mi płuca. Zwykle w tym momencie Zdrajca przerywał naszą podróż i wyskakiwał w najbliższym punkcie celu podróży. Jednak tym razem tak się nie stało. Z przerażeniem zauważyłam, że czarnowłosy jest nieprzytomny. Nie miałam już w sobie ani grama tlenu, powoli zaczynałam tracić świadomość. Wyciągnęłam rękę, jakby chcąc chwycić mocniej towarzysza i przypomnieć, że musimy już wysiadać... gdy wypadłam na twardy beton. Zaczęłam się krztusić, więc podniosłam się do pozycji siedzącej, by to świństwo ze mnie wyparowało. W dłoni trzymałam artefakt.  Jednak... nigdzie nie było Zdrajcy. Rozejrzałam się przerażona, jednak on... zniknął. Czując jakąś pustkę w sercu wstałam i obróciłam się w kierunku domu. Coś cicho szczęknęło na betonie. Spojrzałam w tamtym kierunku. Kryształ Zdrajcy... był szary. Kucnęłam i wzięłam go do ręki. Przyglądając się bardzo uważnie mogłam dostrzec słabe blaski gdzieś w głębi jednak... Ten kielich wyssał z niego niemal cała energię.
- Muszę to zniszczyć – zadecydowałam, myśląc o moim towarzyszu. – Jeśli ktoś spróbowałby...
Jakiś lump przeszedł koło mnie, dziwnie się patrząc na puchar w mojej dłoni. Odwróciłam się do niego plecami, a w moich dłoniach zajaśniał czarny płomień. Resztki metalu upadły na ziemię, zmieniając się na zawsze w pył. 
Już spokojna, ściskając kryształ w ręce, jak najcenniejszy skarb wróciłam do domu.

TYKSU? DOSTANĘ ORDER CHALLANGER-A ZA ZROBIENIE KONKURSU W PRZECIĄGU 6 GODZIN OD WSTAWIENIA? XD

1 komentarz:

Wędrowcze, oto masz możliwość pozostawienia po sobie śladu! Proszę o podpisanie się nickiem na howrse/imieniem postaci na Divided Kingdom. Obraźliwe i anonimowe komentarze będą usuwane!