Od. Darkossa "Nie ma jak zwłoki!" czyli misja zdobycia Platynowego Dysku etap 4

Czekała mnie mnie ulubiony etap! Nie bez powodu Viper mnie do niego wybrał, chociaż miałem wrażenie, że chce się mnie pozbyć... Ale to w końcu moje krew. Nie mogę narzekać na własne, niedorozwinięte bachory, nawet jeśli mnie wkurzają. Ehh. Że też Viper nie urodził się taki jak ja. I niby on ma odziedziczyć moją watahę! Ani w ćwierci nie był demonem. Jedno z moich musiało jednak odziedziczyć ten gen. Na pewno nie była to Tytania, bo inaczej Mroku by jej nie opętał. Czyli albo Viper, albo Anubis... albo ... jednak nikt. Wsiadłem do swojego Audi i odjechałem. Kurde... wiedziałem, że facet jest gdzieś w tym mieście, bo to był podobno skarb przekazywany z pokolenia na pokolenie. Rodzina, z której pochodził ten mężczyzna podobno była związana z wilkami. Jeżeli mam być szczery, zapomniałem, który to grób i jak się nazywał ten...gostek. Na imię miał Sage, tylko tyle wiem. Ale mógłbym błądzić w podziemiach i przeszukiwać te nudne akta w poszukiwaniu Sage'a, albo błąkać się po cmentarzu i bawić się trupami. Wolałem to drugie. Lubie ludzkie organizmy, a przy odrobinie szczęścia jeszcze jakaś część jakiegoś trupa będzie jadalna. Nie zabrałem śniadania. Dotarłem na cmentarz i rozglądnąłem się po pustym parkingu. W okół nie było żywej duszy. I dobrze, bo już się bałem, że będę musiał udawać kosiarza. Otworzyłem bagażnik i wyjąłem nóż, tasak, kilka żyletek, łopatę, trumnę i maskę. Mój NEŚNID (niezbędny-ekwipunek-śmiertelnego-kosiarza-i-demona). Założyłem maskę i wziąłem do ręki łopatę, a do drugiej nóż. Wszedłem na cmentarz i westchnąłem cicho:
- Tu aż cuchnie od śmierci. Widzę wyraźnie zaniepokojone duszyczki...  Dobra, do roboty!
Położyłem rękę na pierwszym lepszym grobie. Spojrzałem na napis. "Edmund Jason". Nie kojarzę.  Zapewne trafił do Lucka, albo od razu ziut, do nieba. Ciekawe... chyba, ze odszedł akurat wtedy, kiedy sądy rozstrzygał... ktoś inny. O ile dobrze wiedziałam, na tym cmentarzu jest około... dwa tysiące grobów... Przeszukanie tego całego cmentarza zajmie mi.... wiele,wiele, wiele, wiele godzin. Aby przyspieszyć pracę, wywołałem chmarę kilku(nastu) żywych trupów. Rozkazałem im kopać, a ja usiadłem sobie pod drzewem i zamknąłem oczy. Udawałem, że śpię. Nagle wyczułem wibracje. Niby nic, zwykłe wibracje, ale nie były to moje żywe trupki. Otworzyłem oczy, a nade mną stał młody, szesnastoletni chłopak. Miał czerwone oczy i jasnobrązowe włosy. Nie był jednak blondynem. Uśmiechnąłem się do swojego synalka:
- No proszę, proszę. Zaszczycił mnie były Alpha!
Percy lekko się skrzywił. Widać, był zdezorientowany. Wyciągnąłem ze swojego płaszcza małą, foliową torebkę. W środku był biały proszek. Herka dobrze mu zrobi. Viper spojrzał na mnie podejrzliwym wzrokiem i wskazał na towar:
- Skąd to masz?
- Znalazłem. - mruknąłem - Chyba, że chcesz łagodniejszy towar? Mam jeszcze Kokę, Marychę...
Chłopak spiorunował mnie wzrokiem i zabrał towar. Uśmiechnąłem się do niego uspokajająco, a tyn znowu fuknął. Bezczelny kurdupel. To ja mu ofiarowuję swój najlepszy towar, a ten tak mi się odwdzięcza! Po kim on taki jest? Bo na pewno nie po mnie. Jak już, to po dawnym mnie. Percy spojrzał na mnie błagalnie.
- Masz ten dysk? - zapytał
- Moje żywe trupy go szukają. - zdjąłem maskę. - A tak w ogóle, to...jak życie?
- Nijak! Siostra opętana, tron zabrany... i jeszcze wtryniasz się... TY! Jesteś... - wrzasnął, ale się opanował.
Uśmiechnąłem się do niego złowrogo. Dobrze wiedział, co chciał powiedzieć i za to chciałem go ukarać. Wyciągnąłem pepsi i kiedy Viper nie patrzył, wylałem je, a w zamian za gazowany napój, dolałem winka. Spojrzałem na Percy'ego:
- No dobra, przepraszam! - powiedziałem - Chcesz pepsi?
Chłopak spojrzał na mnie podejrzliwie, a potem wziął puszkę i powąchał.
- Nie pachnie mi to jak cola..
- Ale to jest cola! - wstałem i podszedłem do chłopaka, po czym nachyliłem się i spojrzałem mu prosto w oczy: - Nie zaszkodzi ci.
Szepty zawsze działały, tak samo było teraz. Viper wziął łyk napoju. Chyba mu posmakowało, bo zaczął pić. Kiedy się skończyło, chłopak popatrzył na mnie błagalnie. Uśmiechnąłem się. Dałem mu znowu wino, ale tym razem... z małym dodatkiem. Chłopak na raz wypił wszystko, a po chwili chwycił się za głowę i zemdlał. Nie mogłem  się powstrzymać i zaśmiałem się głośno. Nagle do mnie podszedł jeden z zombie i wskazał pobliski grób. Wstałem i zobaczyłem na nim znaczące nazwisko: "Sage Parker". Uśmiechnąłem się i przesunąłem z trudem nagrobek. Wskoczyłem do dziury i zauważyłem niewielką skrzynkę w ziemi obok trumny. Wziąłem ją i otworzyłem. W środku był fragment dysku. Wyglądał jak trójkąt z niewielkimi ząbkami i runami po bokach. Wdrapałem się na powierzchnię i spojrzałem na trupa.
- Zanieś mojego syna do auta, na tylne siedzenie oczywiście. - mruknąłem. - No i powiedz kumplom, żeby zaklepali ten grób jak należy. Ja... idę zapalić.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Wędrowcze, oto masz możliwość pozostawienia po sobie śladu! Proszę o podpisanie się nickiem na howrse/imieniem postaci na Divided Kingdom. Obraźliwe i anonimowe komentarze będą usuwane!