Od. Tytanii "Era Mroku cz.I"



Dzień był dosyć pochmurny i mokry.  Tytania i Viper siedzieli sobie przy kominku ogrzewając swoje futra i rozmawiając na jakieś durne tematy. Tiffany ze skwaszona miną słuchała tego, co jej brat ma do powiedzenia.  Basior był dzisiaj najwyraźniej w dosyć dobrym humorze. Ciągle sie śmiał i opowiadał jej jakieś suchary. Dziewczyna udawała, że uważnie słucha rozgadanego brata, ale tak naprawdę ciągle nie mogła skupić się na niczym innym, niż tej przeklętej demonicy.
- Hmm... Dobra kawunia? - zapytał po chwili Viper.
Tytania chwilkę milczała i przyjrzała się gorącemu napojowi. Co prawda, Tytania nigdy nie przepadała za kawą, gdyż zawsze brała ją za zbyt gorzką, tego dnia jednak piła ją z wielka chęcią i nie dlatego, aby udobruchać jej brata, ale aby utopić w niej smutki i żale.  Wadera nie marzyła o niczym innym, niż tylko zamknąć sie w czterech ścianach i pobyć chwilkę sama. Problem jednak leżał po stronie jej brata. Chłopak ubzdurał sobie, że jeżeli pobędzie trochę z Tytanią, Mroku nie będzie tak jej dokuczała. Demon jednak cały czas nie przestawał dręczyć młodej Alphy. Albo słyszała podejrzane głosy w swojej głowie, albo widziała jakieś iluzje, przedstawiające demona, albo dręczyły ją koszmary. Dziewczyna bała sie stanąć przed lustrem, gdyż wiedziała, że gdy na nie spojrzy, ujrzy nie Tytanię, ale demonicę, która ongiś była dziedziczką wilczego tronu. Do oczu napłynęły jej łzy i odwróciła sie plecami do brata. Chłopak jednak zauważył, że coś męczy waderę i podszedł do niej:
- Heyy.. Tit?
Wadera tylko odburknęła i trąciła brata w pysk, dając mu do zrozumienia, że woli zostać sama. Chłopak zaśmiał się tylko i powiedział:
- Ty chyba w to nie wierzysz, prawda?
Tytania podniosła łeb i spojrzała smutno na brata:
- Ona ma do mnie prawo. Moja matka podpisała ten cholerny pakt. Nic nie da się już zrobić! - powiedziała, a mówiąc to, przekręciła łeb i spojrzała na pobliskie drzwi. - Idę.
Po czym wadera wstała i ruszyła w stronę dziedzińca.  W oddali dobiegały odgłosy roześmianych wilków. ''Gdyby oni wszyscy wiedzieli  o mnie, już wcale nie byłoby im do śmiechu" - mruknęła i ruszyła przed siebie w głąb zamku, aż do lochów. Może was to dziwić, ale wadera ostatnio często tu przybywała. Spojrzała za siebie i przyspieszyła kroku. Niechcąca wpadła na Raza, który właśnie wychodził z lochów.  Wadera uśmiechnęła się do niego nieśmiało:
- Prze-przepraszam - wyjąkała.
- To ja przepraszam, mogłem cię minąć, a się rozmyśliłem.
Wadera zarumieniła się i minęła Raza, po czym natrafiła na Rena. Basior tylko cicho prychnął i odszedł. Wadera nie przejmowała sie zbyt długo czarnym jak smoła basiorem, ponieważ wędrowała do konkretnej celi, na której teraz musiała się koniecznie skupić. Gdy w końcu stanęła, zobaczyła ogromną kratę i celę, w której siedział zamaskowany więzień. Wadera otworzyła drzwi do ciemnego pomieszczenia i wbiegła do niego. Spojrzała surowo na czarną postać. Kształtem  przypominał dorosłego mężczyznę. Był mocno spętany łańcuchem.  Wadera podbiegła do więźnia i zdjęła mu kaptur. Był to faktycznie mężczyzna. Miał z "lekka" poharataną twarz, czerwone oko i kruczo czarne włosy. Wyglądał raczej jak typowy zamachowiec . Wadera przybliżyła swój pysk do jego twarzy, po czym warknęła:
- Jak się jej pozbyć?! MÓW BO CI POCHARATEM TĘ TWOJĄ PIĘKNĄ TWARZYCZKĘ!!!
Mężczyzna tylko się zaśmiał. Wadera pociągnęła go za łańcuchy, aby spowodować u krukona ból. Ten jednak nic sobie z tego nie robił.
- Z czego rżysz śmieciu?! - krzyknęła do niego Tytania.
- Z twojej naiwności madame. My krukoni nigdy byśmy swojej pani nie zdradzili. I tak już jest za późno... - powiedział więzień.
-  Za późno na co?!
W oku krukona pojawił sie tajemniczy błysk szaleństwa. W jednej chwili Tytania rzuciła się na mężczyznę i zaczęła go szarpać. Błysnęło światło i wadera sparaliżowana padła na ziemię. Tytania zaczęła dławić się własną krwią. Zaczęła pluć czarno-złotą krwią na ziemię, aż  w końcu krukon zaprzestał ją torturować. Pstryknął palcami w powietrzu i dziewczyna padła na ziemię półprzytomna. Mężczyzna zmienił sie w nienaturalnie dużego kruka (wielkości średniego psa) i podszedł do wadery. Przyszpilił ją do ziemi swoimi ostrymi jak brzytwa szponami, i zakrakał jej cicho do ucha. Wadera bez problemu rozumiała jego mowę:
- Nasz czas znów się zbliża. Zapamiętaj sobie, droga Kinder, że z Mroku sie nie zadziera. - powiedział i wziął od Tytanii klucze.
Zaczął w nich grzebać, aż w końcu znalazł klucz do swoich kajdan.  Włożył mały kluczyk do dziurki i zaczął go przekręcać. Zgrzytnęło i kruk był wolny. Wyfrunął z celi, zostawiając Tytanię samą. Wadera nie miała siły sie podnieść. Co prawda, była odporna na magiczne zaklęcia, ale krukon nie zrobił tego do końca zaklęciem. Poprzez dotknięcie Tytanii zdołał wytworzyć na jej szyi znak. Znak bólu i krwi. Znaki te to nic innego jak runy. Tymi właśnie runami władał Lucas. Władca krukonów i wrońców, oraz najwierniejszy sługus Mroku...
***
Viper spojrzał z przerażeniem na otwartą celę, a potem na swoją siostrę. Tytania miała zakłopotaną minę.
- V-vip-per... - wyjąkała- j-ja..
- Dobrze wiem, jakie miałaś intencje, ale problem polega na tym, że byłaś zbyt naiwna. Jak mogłaś w ogóle myśleć, że Lucas powie ci co kolwiek o Mroku?! To morderca i manipulator, a na dodatek wbrew pozorom wcale nie taki głupi. - prychnął głośno Viper. - A teraz idź do swojego pokoju i odpocznij. Przyjdę tam zaraz do ciebie.
Chłopak zaczynał mieć powoli dosyć obsesji siostry. Uważa, że Mroku tylko chce nastraszyć Tytanię i nic więcej. Nie podejrzewał nawet, że dziewczyna wkrótce może stać się demonem. Tytania? Nigdy! Basior przyglądał się pustej celi swoim tępym wzrokiem i odszedł. Chciał pogadać koniecznie z Agonem o całej tej sytuacji. Uprzedził go jednak Aragorn. Gdy Viper zobaczył, ze dyskutują o czymś ze sobą, od razu odszedł. Miną po drodze Kasai. Zdziwił sie na jej widok. Miała patrolować przecież teren...
- Kasai? Co ty tu do cholery robisz?
- Chyba powinieneś o czymś wiedzieć... Ten krukon,  uciekł i...
- Dobrze wiem, że uciekł. - prychnął.
- Ale Tytania też uciekła! - powiedziała Kasai.
- Jak to "uciekła?" - zapytał zdziwiony Viper.
Ucieczka Tytanii z zamku nie wróżyła przecież nic dobrego...
***
Biała wadera biegła przed siebie, nawet sie nie odwracając. Czy to wszystko było tylko jakimś jej wymyślonym koszmarem?! To nie mogło dziać się naprawdę! Nie! Wadera wzbiła sie w powietrze. Zaczynało robić się coraz chłodniej. Poczuła, jakby jakieś oślizgłe ręce próbowały chwycić ją w sidła. Poczuła pulsujący ból czaszki. Miała wrażenie, że ktoś ją śledzi. Przyśpieszyła. Nie zważała praktycznie już na nic. Nie bała się konsekwencji. Po chwili namysłu zleciała w dół. Okazało się, że wylądowała dokładnie na samym środku ciemnego lasu.  Nic nie słyszała, ani nikogo nie widziała, ale była pewna, że ona tu jest i bacznie się jej przygląda. Tytania zamknęła oczy i poczuła wyraźnie czyjś dotyk w okolicy gardła.
- NIE DOTYKAJ MNIE! - krzyknęła przerażona.
Wadera otworzyła oczy i ku zdziwieniu nie zauważyła nikogo. Mimo to ona nadal tu była. Obserwowała ją. Tytania jeszcze nigdy nie poczuła tak mocnego strachu. Mimo, iż była odważną waderą, w takiej sytuacji nawet najodważniejszy basior by wymiękł. Bała się. Pochyliła smutno łeb.  Chciała jej się już poddać i mieć to za sobą. Poczułam piekielny ból w okolicy piersi. Nie powstrzymałam się. Krzyknęła. Poczuła, jak ktoś ją przewraca i wbija swoje lodowate kły w jej czaszkę. Potem zapadła ciemność....
C.D.N

2 komentarze:

  1. Mine wkrecisz mnie do op

    OdpowiedzUsuń
  2. Tu nyki i kasai mamy formularz jeszcze raz wypełnić czy wsawisz te co były z dodatkowymi mocami?

    OdpowiedzUsuń

Wędrowcze, oto masz możliwość pozostawienia po sobie śladu! Proszę o podpisanie się nickiem na howrse/imieniem postaci na Divided Kingdom. Obraźliwe i anonimowe komentarze będą usuwane!