Od Ruperta C. D. Nany

Słuchałam kobiety siedzącej naprzeciw mnie. Jej analiza przebiegała na zewnątrz. Dziwny osobnik. Za dużo błędów i wątków pobocznych przysłaniało jej obraz rzeczywistości. Nie było czasu do stracenia, Rupert mógł wrócić w każdej chwili.
— Matka, siostra, kochanka, narzeczona, żona? — spytała w końcu wprost. — Czy jest to jeszcze bardziej popierdolone? — nawet w połowie nie wiedziała jak bardzo.
Jeśli pytasz o mnie, to żadna z wyżej wymienionych. Inaczej jest w przypadku Tess. — siedziałam z brodą oparta na dłoni, nie przestając uważnie obserwować kobietę. — Jeśli chcesz dowiedzieć się czegoś więcej, niestety nie wskazane będzie mi przerywać. — nieme pytanie zawisło w przestrzeni pomiędzy nami. Kobieta przez chwilę walczyła z samą sobą, ale chyba ciekawość zwyciężyła jej gadulstwo bo tylko skinęła głową w odpowiedzi.  
— Opowiem Ci tyle ile wiem i tylko tyle ile mogę. Rupert zapewne nigdy nie przełamałby się na tyle, aby Ci opowiedzieć o tym, przynajmniej nie na początku. A bez tej wiedzy raczej nie będziesz w stanie ruszyć dalej. 
Zaczynając. Poznali się kiedy on miał 19 lat, ona była od niego starsza. Nie była nikim z kim należało się liczyć, w przeciwieństwie do rodziny Koji która z oczywistych względów była przeciwna ich związkowi. Przynajmniej do momentu w którym ojciec Ruperta nie dowiedział się o ciąży. Elita ceni sobie siebie i swoje geny, nawet te "zmieszane". Dziecko miało pozostać pod opieką rodziny, jednak nie było mowy o żadnym ślubie. Tu na scenę wkracza brat Tess. Co dokładnie powiedział głowie rodziny, tego nie wiem, skutek był jednak taki że ślub miał się odbyć najszybciej jak to tylko było możliwe. Przygotowania ruszyły pełną parą. Gołąbki zakochane w sobie po uszy. Jak zapewne zdążyłaś zauważyć Rupert bardzo ceni sobie to co uzna za swoją własność. — musiałam się postarać bardziej aby zrozumiała jego przeszłość. 
— Masz córkę Nano którą bardzo kochasz. Wyobraź sobie że patrzysz na nią teraz, stoi przed tobą istota najbliższa twemu sercu, za która bez wahania oddałabyś własne życie. — Widziałam, że wie do czego zmierzam. — W pewien słoneczny dzień kiedy ona biegnie by się w ciebie wtulić, to małe ciałko które sobie tak cenisz...zostaje brutalnie odebrane. Jeden strzał który sprawia że całe twoje życie ucieka pomiędzy palcami, wraz z każdą kroplą jej szkarłatnej krwi. A Ty nie możesz nic na to poradzić i wtedy spotykasz na swej drodze kogoś kto obiecuje zwrócić ją z powrotem. Co byś zrobiła na jego miejscu? pogrążonego w żałobie po stracie jedynej ukochanej i jeszcze nienarodzonego dziecka. Zabitych w dniu ich ślubu. Walczyłabyś z całych sił, czy poddała się bez walki rozpadając się wewnętrznie z rozpaczy?
Jestem częścią Tess, jego ukochanej. Udało mu się stworzyć robota z jej ciałem i nawet z jej krwioobiegiem. Robota którego trudniej zabić niż przeciętnego człowieka, ale nie posiadającego jej duszy i wspomnień. To było dla niego jak rozdrapanie ran nie do końca zaleczonych i posypywanie ich solą. Bolało, ale nie na tyle by od tego umrzeć. Może nawet byłaby nadzieja że w końcu uda mu się wyjść z tego, choć prędzej skończyłby martwy w czasie jakiejś bezsensownej bójki. Brat Tess nie mógł na to pozwolić, obiecał pilnować Ruperta. Zawarł więc pakt, dzięki któremu jestem dziś przed tobą. Mam dusze Nano, nie swoją ale Jej. — dotknęłam klatki w miejscu gdzie powinno bić ludzie serce. — I to jest powód dla którego wciąż jestem przy nim. Bo ja tego chce, nie on. Na początku zapytał mnie jak chce się nazywać. Posiadałam już ogólnie dostępną wiedzę, nie całą oczywiści ale dość sporą. Kazałam mówić do siebie Wiolonczela, bo jestem instrumentem o kobiecych kształtach, który ma uwodzić ludzi, doprowadzać ich do łez i melancholii swoim brzmieniem. Mój widok sprawia mu tylko ból Nano przypominając o niej, a ja nie opuszczę go dopóki nie będę pewna że znalazł kogoś, dla kogo będzie chciał żyć. To by było na tyle. Więcej opowie Ci sam Rupert jeśli będziecie mieli ku temu sposobność. — Wstałam, skłoniłam się i opuściłam pokój zamykając po cichu drzwi. Za nimi zostawiłam kobietę która musiał sama zdecydować co dalej. Miałam tylko nadzieję że w końcu znalazłam, tą której obydwoje szukaliśmy.

Rupert kasował dane z dysku w pokoju hotelowym. Tym razem wśród ludzi pracujących dla Mroku znów znalazł się ktoś, kto chciał odejść, zabierając ze sobą cenne dane. Na szczęście nie przeciekły one dalej. Uciekinier leżał w łóżku sparaliżowany, dusząc się własną śliną. Specyfiki Viol były skuteczne i przede wszystkim nie pozostawiały śladów. Był już zmęczony, nie spał od czterech dni i był na pograniczu. Ostatnie sekundy i mógł sobie pozwolić na odpoczynek. Właśnie wieszał zawieszkę "nie przeszkadzać" i miał udać się w kierunku schodów przeciwpożarowych, gdy z za zakrętu wyłoniła się kobieta. Rozpoznał w niej kobietę doktorka który zapewne już nie żył. Nie miała ona nic wspólnego z projektem. Z obserwacji jasno wynikało, że trzymał ją z dala od spraw związanych ze swoją pracą. Nie było więc potrzeby pozbywać się jej. Obrócił się szybko zmierzając w kierunku wyjścia ewakuacyjnego. To był błąd, zwykłe niedocenienie cywila, wynikające z przemęczenia. W kasku przeskakiwały informacje dotyczące najkrótszej drogi do kolejnego celu, kiedy poczuł przeszywający ból w ramieniu. Suka strzeliła do niego z broni z tłumikiem. Tego się nie spodziewał po pani nauczycielce. Widać nie była na tyle naiwna by uwierzyć we wszystko co mówił jej doktorek. Skórzana kurtka skutecznie chłonęła krew nie pozostawiając śladów na jasnej hotelowej podłodze. Miał działać po cichu i w ukryciu, bez zbędnych ofiar. Szlak go trafiał że znów przybyło mu roboty. Nici niepostrzeżenie poleciały do przodu wraz z jego ciałem. Złapał kobietę unieruchamiając ją, nici przecięły pistolet blokując kule. Ogłuszył kobietę i z jej bezwładnym ciałem udał się w stronę wyjścia.
W wiadomościach zamieścili krótką informację o ciele pewnej nauczycielki znalezionym w parkowym jeziorze. Najprawdopodobniej kobieta wpadła do wody po wypiciu znacznej ilości alkoholu. Kolejny artykuł jeden z wielu opisywał śmierć mężczyzny w hotelowym pokoju. Mężczyzna zażył leki na sen cierpiąc na padaczkę. Atak nastąpił nocą, mężczyzna zadławił się własnym językiem.
Wchodził na schody rezydencji, mijał szósty dzień bez snu, w ranie wciąż tkwił pocisk. Marzył by w końcu udać się do sypialni i zasnąć, nawet otwarta rana nie była pilniejsza od potrzeby snu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Wędrowcze, oto masz możliwość pozostawienia po sobie śladu! Proszę o podpisanie się nickiem na howrse/imieniem postaci na Divided Kingdom. Obraźliwe i anonimowe komentarze będą usuwane!