Od Fragonii C.D Peruna

  Wtuliła się w dawno niewidzianego basiora. Pocałowała go delikatnie w pyszczek i przytuliła, starając się nie wypuścić Antalesa z delikatnych objęć. Płakała okropnie, całując furry w pyszczek. Drżała cała i nie potrafiła się nadal uspokoić. Nie rozumiała ponad połowy tego, co się obecnie działo w domostwie. Nadal słyszała okropne odgłosy walki, ale teraz skupiała się tylko na jednym - przyszedł po nią. Jej czarny książę przyszedł i nie chodziło tutaj o Wilkobójcę. 
    - Już dobrze, jestem. - wyszeptał Perunisko, mocniej tuląc do siebie dziewczynkę. 
   - Tęskniłam za tobą... - westchnęła Fragonia. - Proszę, powiedz im, aby zaprzestali walki! To nie było tak, jak myślisz! 
   - Cccczyje to dziecko? - wyjąkał furry, zdając sobie sprawę, że Fragonia trzyma na swoich rękach kilkumiesięcznego chłopczyka. 
   - Potem wyjaśnię. Jak skończycie walczyć, wszystko wam z Sominem powiemy! - Zaczęłam ciągnąć basiora za rękę, dopóki ten w końcu się nie ruszył i nie pobiegł za mną na dół, aby uspokoić walczących mężczyzn i kobiet. Maeve uderzyła nieznaną mi furry, zapewne partnerkę Perunka, w nos, na co ta odpowiedziała szaleńczym okrzykiem i kopnęła ją w brzuch. 
   Dziewczyna cofnęła się kilka kroków i wytarła krew ze swojej twarzy. Na chwilę obecną nie obchodziło ją jednak starcie pani od FBI versus Niania, a walka między Sominem i Darknessem. To dobrze dla tego pieszego nie mogło się skończyć. Nigdzie jednak nie widziała panów. Dopiero po chwili usłyszała hałas w kuchni i przeraźliwy śmiech Wilkobójcy. Podała synka czerwonowłosemu i pobiegłam sprawdzić, co się stało. Alpha, w wilczej formie, skradał się do ojca jej małego Antaleska. Z brzucha sterczał mu duży nóż, jednak on zachowywał się tak, jakby była to tylko drzazga. Ba, jakby w ogóle nic tam nie miał. 
   Brunetka wciągnęła rękę i podeszła do Darknessa. Stanęła między nim, a kulejącym na jedną nogę Sominem. Zaczęła cichutko śpiewać jakąś deltowską, starą kołysankę, którą kiedyś zaśpiewał jej Wilkobójca, kiedy ta miała problemy ze snem. Gdzie się podział jej kochany Wisielec...? Nie mogła pozwolić, aby zabił chirurga. Co prawda, nadal miała wyrzuty, jednak to był w końcu ojciec jej dziecka! Nie miała wyjścia i musiała skłamać, inaczej, gdyby się okazało, że ją zgwałcił, Darkoss dostałby furii i zabiłby nie tylko lekarza, ale również jej dziecko, a być może nawet ją samą. 
   Czarny wilk spojrzał dumny na swoją uczennicę, a po chwili się uspokoił. Dziewczynka usiadła obok niego i delikatnie przytuliła łeb basiora. Czuła, jak jego mięśnie się rozluźniają. Czekała ich teraz poważna rozmowa, ale póki co musiała nacieszyć się również obecnością swojego mistrza i upewnić, że na pewno jest bezpiecznie. W końcu... w każdej chwili mógłby ponownie uruchomić swój szał. 
   - Chodź, proszę... Usiądźmy i porozmawiajmy. - jęknęła Tyksia. 
   - Ten gnój cię porwał i zniewolił. Zamierzam go rozerwać na tysiące małych kawałków. Pozwól mi. 
  - Darkness... Proszę. Zaraz wszystko wam wyjaśnię. Przepraszam, że przeze mnie macie tyle kłopotów...
   Śmierćmistrz tylko przeklął, ale skinął głową i wyszedł z uścisku swojej małej przyjaciółki, po czym zmienił się w człowieka. Nóż nadal sterczał mu z brzucha. Był bardzo głęboko wbity, jednak Soimin był w gorszym stanie...

Sominek? Cóż... zaczynamy rozmowy pokojowe xD
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Wędrowcze, oto masz możliwość pozostawienia po sobie śladu! Proszę o podpisanie się nickiem na howrse/imieniem postaci na Divided Kingdom. Obraźliwe i anonimowe komentarze będą usuwane!