Od Dorina C.D Mishabiru

- Dobrze wychowana osoba zdjęłaby kaptur siedząc przy stole. - Białowłosy podniósł delikatnie głowę, kiedy usłyszał uwagę mężczyzny.
Cmoknął z niezadowoleniem, nie chciał pokazywać wszystkim dookoła, że nie jest człowiekiem. Owszem, w barze siedziało sporo magicznych stworzeń, ale, zdaniem Doria, sam wyglądał aż nadto jak wilkołak. No i zdecydowanie jego woń wskazywała na jego przynależność rasową. Uznał, jednak że zdejmie ten kaptur, przecież nie chciał wyjść na nie wychowanego gbura. Sięgnął dłonią po czarny materiał i ściągnął kaptur z głowy. Czuł za sobie lekko zdziwione spojrzenie nieznajomego, ale nie zważając na to dalej uparcie wpatrywał mu się w oczy.
- Mam nadzieję, że w niczym nie przeszkodziłem, ale tylko ten stolik wydał mi się być przyjazny. - powiedział po chwili do swojego towarzysza.
Delikatnie i nieznacznie uśmiechnął się przepraszająco do mężczyzny. Wiedział, że powinien zapytać się go, czy może z nim usiąść przy stoliku i było mu teraz troszeczkę z tego powodu głupio. Przynajmniej był zadowolony z tego, co powiedział białowłosemu, bo dzięki temu zablokował jednocześnie obie strony, więc nie będą przynajmniej musieli za dużo rozmawiać. Chciał aż sobie dać medal za tą przebiegłość.
- Nie, w niczym. - usłyszał odpowiedź siedzącego naprzeciw mężczyzny, który po chwili zdaje się, że odpłynął gdzieś daleko ze swoimi myślami.
Chłopak odwrócił wzrok od twarzy swojego tymczasowego towarzysza i błądził wzrokiem potwarzach pozostałych klientów. Usłyszawszy dźwięk otwieranych drzwi, szybko odwrócił głowę w tamtą stronę. Nowo przybyły ciągnął za sobą długi płaszcz i definitywnie podążał w kierunku ich stolika. Jego ciężkie kroki i miarowe skrzypnięcia podłogi były prawie niesłyszalne w gwarze, który tworzyli podpici goście. Mężczyzna nieśpiesznie zbliżał się do ich stolika. Dorin podniósł lekko brwi, był zdziwiony, czyżby ktoś znowu przydzielił mu jakieś zadanie? W końcu nieznajomy stanął przed nimi i dość podejrzanym ruchem ręki sięgał po coś do kieszeni. Wilkołak poderwał się na wszelki wypadek i zauważył, że jego towarzysz również. Wyglądali podobnie i nawet mieli podobne reakcje, to było naprawdę dziwne dla chłopaka. Dla postronnych zapewne wyglądali jak jakaś rodzinna...
Nieznajomy bez słowa rzucił na ich stolik dwie zaadresowane koperty. Chłopak szybko sięgnął po tą z jego imieniem. Usiadł z powrotem na swoim miejscu i bezceremonialnie rozdarł kopertę. Nie zwrócił nawet uwagi na odejście mężczyzny, ani też na to co zrobił jego towarzysz. Z lekko zmarszczonymi brwiami, wyrażającymi skupienie, przebiegł wzrokiem po starannie zapisanych literach. Zawsze podziwiał ludzi, którym chciało się tak ładnie pisać, bo sam raczej nie zwracał uwagi na kształt liter, a szybkość z jaką je zapisywał.
Treść listu zbytnio nie odbiegała od tych, które zazwyczaj dostawał. Jak zwykle ktoś "DZIAŁAJĄCY W OPOZYCJI PRZECIW MROKU" nie chciał ubrudzić sobie jakąś sprawą rączek, więc szukał kogoś od brudnej roboty. Typowo, ale białowłosy przyzwyczaił się do tego. Z koperty wyciągnął jeszcze mapę, którą złożył i włożył głęboko do kieszeni. Wyciągnął jeszcze z koperty bransoletę i schował ją czym prędzej do kieszeni. Omiótł wzrokiem salę, nikt nie zwrócił na nich uwagi, to dobrze. Zerwał się z miejsca, nie zwracając uwagi na długowłosego, który zrobił dokładnie to samo.
Podszedł do baru i zaczekał aż mężczyzna przed nim odbierze swój klucz od pokoju. Sam dopiero był zmuszony do zapłacenia za nocleg, więc jego tymczasowy towarzysz zniknął mu z pola widzenia. Zapłacił za pobyt, wziął kluczyk i zamówił dla siebie jakąś w miarę zjadliwą potrawę, która jednocześnie nie wyrwie mu z portfela większości monet. Jego żołądek od dłuższego czasu domagał się jakiegokolwiek posiłku, więc nie zwlekając szybko zjadł podane danie i ruszył w kierunku swojego pokoju. Był zmęczony i chciał jak najszybciej się położyć. Ten dzień był pełen wrażeń, więc naprawdę miał już tego wszystkiego dosyć.
Wreszcie dotarł do swojego pokoju, otworzył niezwłocznie drzwi i wszedł do środka. Warunki może nie były fantastyczne, czy przynajmniej dobre, ale zawsze to ciepłe łóżko, a nie nocleg pod chmurką. W pomieszczeniu unosiła się woń stęchlizny, tak jakby nie było otwierane od dłuższego czasu, ale chłopak nawet nie zwrócił na to uwagi i czym prędzej położył się spać.

~*~

Obudził się dosyć wcześnie i szybko wyszedł z pokoju i oddał kluczyk właścicielowi. Wyszedł z budynku bez śniadania, ale nie czuł się szczególnie głodny. Znowu naciągnął kaptur na głowę i z pochyloną głową szedł wąskimi uliczkami w stronę wyjścia z miasta. Nowa moc rozwiązała wiele jego problemów i znacznie ułatwiała mu jego tułaczkę. Może nie korzystał z niej aż tak często od jego pamiętnego spotkania z magiem, ale przynajmniej nie musiał już się martwić o podróż ze Spatium do Imperium.
Wyszedł główną bramą i wszedł do pobliskiego lasu, z którego przeniósł się na obrzeża Regrant. Znowu poczuł to nieprzyjemne szarpnięcie, tak jakby ktoś chciał mu wyrwać organy wewnętrzne, ale na jego szczęście nie trwało ono długo. Tym razem wybrał bardziej odpowiednie miejsce, niż ostatnio i po chwili znalazł się w jakimś starym, opuszczonym magazynie, który znalazł podczas któregoś z zadań. Wyszedł niespiesznie na zewnątrz i rozejrzał się dookoła. To była jedna z tych dzielnic biedy. Smutny obraz, pełen ludzi w poszarpanych ubraniach, dziewczyn w zdecydowanie za krótkich spódniczkach i zawalających się domów. To było najgorsze miejsce jakie widział w stolicy, która jednocześnie była jednocześnie tak bogata i biedna. Oczywiście nie wszyscy tu wyglądali jakby się całkowicie stoczyli, ale tych wyglądających w miarę normalnie nie było aż tak wielu.
Białowłosy nie zwracał uwagi na ten obraz pełen nędzy i rozpaczy, tylko ruszył przed siebie. Czuł się trochę bezbronny, z powodu całkowitego braku magi w Imperium. Na niego to działało trochę słabiej niż na innych, ale i tak jego moc nie była niczym pewnym, bo mogła zawieść w każdym momencie.
Chłopak po wielu latach nauczył się skutecznie omijać jakiekolwiek kontrole i niezauważenie udało mu się do strefy B, a później było już tylko z górki. Oczywiście był zmuszony do przejścia dość niemałej odległości, ale w czasie wędrówki mógł się przynajmniej zastanowić nad jakimkolwiek planie. Nie wejdzie, przecież od tak sobie do Senatu, to by było samobójstwo. Heroiczne, ale nadal beznadziejnie głupie. Budynek był chroniony przez większość czasu i trudno będzie się do niego jakoś wedrzeć, a co dopiero mówić o uwolnieniu tych "magicznych istot", które przebywały w środku, jeśli wierzyć treści listu. Przegryzł nerwowo wargę, ponoć poprawiało do w skoncentrowaniu się i przyspieszało myślenie.
Wiedział na pewno, że nie będzie próbował wejść tam nocą. To było zbyt oklepane, no i zazwyczaj nie kończyło się zbyt dobrze dla tych, którzy próbowali. Westchnął, to zadanie było naprawdę trudne i wydawało się wręcz niewykonalne.
Nawet nie zauważył kiedy dotarł do sektoru A i stanął przed budynkiem Senatu. Zmierzył go wzrokiem, tak jakby szukał jakiegoś innego wejścia, czegoś czego nie znalazły inne osoby przed nim, które również z jakiegoś powodu chciały tam wejść. Ogromny, straszliwie wysoki budynek robił monstrualne wrażenie. Nikt o zdrowych zmysłach nie chciałby tam wejść z własnej woli, a on chciał się tam wedrzeć na siłę. Nie patrzył jeszcze na mapę, która była w kopercie, może to na niej znajdą się jakieś wskazówki, które pomogą mu wedrzeć się do środka.
Postanowił jeszcze, że odwlecze tą sprawę przynajmniej na jakiś czas. Ostatnie chwile odpoczynku i może uda mu się jakoś otrzeźwić myśli. Poza tym była jeszcze ta mapa, nawet na nią nie spojrzał i nie miał pojęcia co się może na niej znajdować. Rozejrzał się dookoła, zauważył niewielką restaurację dokładnie naprzeciw gmachu. Och, lepiej by nie mogło. Szybko skierował swoje kroki w jej stronę i po chwili wszedł do lokalu. Usiadł przy jakimś pustym stoliku, do którego wkrótce podszedł nawet sympatyczny kelner, który z przyjaznym uśmiechem podał mu menu.
Chłopak zdjął kaptur z głowy, mając nadzieję, że nikt się nie będzie czepiał za jego nieludzkość. Znudzonym wzrokiem czytał drobne litery na kartce. Nie trwało to długo, ponieważ ktoś przerwał mu to jakże ekscytujące zajęcie.
  - Czy posiadamy ten sam cel? - Usłyszał dość znajomy głos i szybko odwrócił głowę w kierunku mówiącego.
O w mordę jeża, to nie mógł być on, przecież jeszcze kilka godzin temu był razem z nim w tamtym mieście. Nie mógł się tutaj pojawić ot tak sobie, ale w sumie skoro złotooki mógł, to może on też... Chłopak zmrużył oczy, chcąc się zapewne przekonać, czy obraz mężczyzny nie zniknie mu sprzed nosa, ale niestety to nie nastąpiło.
- Senat.- powiedział tylko i odwrócił wzrok od niego.
Starszy usiadł obok niego, co tylko lekko zbiło go z tropu. Nie miał najmniejszej ochoty z kimkolwiek współpracować i był zły, że został w to wkręcony. Niestety zdawał sobie sprawę z tego, że sam prawdopodobnie nie da rady tego zrobić, więc był zmuszony do pracy z tym gościem.
  - Jak zamierzasz się tam dostać, skoro nawet nie posiadamy mapy? - Długowłosy spojrzał na niego, a chłopak nie mógł się powstrzymać od triumfalnego uśmiechu, a więc tylko jemu powierzono mapę. Czuł się z tego powodu minimalnie lepszy, ale skoro musieli współpracować, zdecydował się na wyciągnięcie zwiniętej kartki z kieszeni.
- Przyjmij poprawkę - Znowu uśmiech wpełzł na jego twarz, tym razem był on, jednak zadziwiająco perfidny - To ty jej nie posiadasz.
Rozłożył mapę na stoliku, co było trochę bezmyślne z jego strony, ale nie zwrócił na to uwagi. Uważnie śledził wszystkie narysowane na kartce linie. Rozpoznał budynek Senatu, ale to było prawie oczywiste, że to on się na niej znajdzie. Przegryzł wargę, skupiając się na konturach budynku. Na mapie nie było zaznaczonego miejsca, przez które mogliby na spokojnie przejść, ale też takiego nie znalazłoby się w całym Senacie. Przynajmniej na kartce widniało kilka wejść, które zapewne nie były aż tak pilnowane, ale nadal próba wejścia tam wciąż pozostawała próbą samobójczą. Chyba, że mężczyzna ma jakiegoś asa w rękawie. Chłopak jeszcze raz otaksował go wzrokiem, chcąc jakby sprawdzić, czy ten nie ma nic w zanadrzu.
Odwrócił wzrok od białowłosego i z powrotem spojrzał na mapę. Wyprostował się na krześle i mocniej pochylił się nad nią. Zmarszczył brwi, coś w tym zadaniu mu nie pasowało. Sam nie wiedział co, ale czuł, że coś jest nie tak. Pamiętał obraz mapy, którą widział już szmat czasu temu, ale wiedział też, że na pewno widniały na niej jakiekolwiek tajne wejścia, a na tej nic takiego się nie znajdowało. Tylko, że minęło od tego czasu naprawdę wiele lat, więc może już zostały one zlikwidowane.
- Moglibyśmy spróbować wejść tym bocznym wejściem, może będzie trochę mniej pilnowane -powiedział głosem pełnym wątpliwości i wskazał miejsce na mapie palcem.
Na jego dłoniach wciąż znajdowały się rękawiczki, ale chyba a bardzo się do nich przyzwyczaił, żeby je zdjąć. Poza tym nie wiedział do końca jak jego skóra i ogień zareagowałyby na coś takiego.
Kątem oka spojrzał na mężczyznę. Planował z nim właśnie atak na Senat, a nawet nie wiedział jak się nazywa.
- A to nie byłoby lepsze? - Usłyszał w końcu jego głos.
- Jest bardziej pilnowane, trudno będzie się przedrzeć - powiedział kręcąc przecząco głową - Tylko nie wiem, o której godzinie będzie najlepiej spróbować. Trzeba pewnie to zrobić w dzień, bo w nocy nie mamy najmniejszych szans.
Chłopak silił się, żeby nie wyjść i nie próbować zrobić tego teraz. Nie miał ochoty na towarzystwo podczas tego zadania, zawsze robił wszystko sam, więc wizja współpracy z kimkolwiek mocno go zniechęcała.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Wędrowcze, oto masz możliwość pozostawienia po sobie śladu! Proszę o podpisanie się nickiem na howrse/imieniem postaci na Divided Kingdom. Obraźliwe i anonimowe komentarze będą usuwane!