Wiecie, z tymi mottami to trzeba ostrożnie [...]

Wiecie, z tymi mottami to trzeba ostrożnie.. niby nic, a można przez to komuś do duszy zajrzeć.
GODNOŚĆ: Jeanette Twardowski-Rizzoli, urodzona jako Julia Twardowska. W skrócie Jean. Czasami przedstawia się pseudonimem "Jaskółka". 
STRONNICTWO: Imperium.
PŁEĆ: Podobno piękniejsza.
ORIENTACJA: Panseksualna.
WIEK: Lat trzydzieści trzy. Tak tak, stara dupa z niej. 
RASA: Upadła, chociaż woli formę Nieumarła.
SYMPATIA: Miała kiedyś osobę, którą kochała. Teraz, po jej stracie, nie uważa żeby była zdolna do obdarzenia kogoś tym samym uczuciem. 
RODZINA: Rzecz się stała niesłychana — pani zabiła pana.. Matka Jean, Eliza, była mocną i niezłomną kobietą. Niestety, wybrała sobie złego męża. Jeanette nie pamięta imienia swojego ojca, ale doskonale pamięta, co się z nim stało. Otóż jej rodzicielka, kiedy jej partner podniósł na nią rękę, po prostu go zadźgała. Eliza jeszcze żyje, jednak Jean nie wie, co się z nią dzieje ani gdzie przebywa. Posiada przyrodniego brata, ale nie wie o tym, chociaż coś podejrzewa.
STANOWISKO: Zajmuje się łowieniem demonów i innych stworzeń, które zagrażają ludziom. Była policjantka.
CHARAKTER: Określa samą siebie jako "bogowie wiedzą kto". Tak naprawdę nigdy nie zastanawiała się nad tym, jakby siebie opisać. Zazwyczaj jednak pozostaje typową postacią trzecioplanową — szarą, niczym się nie wyróżniającą, stanowiącą tylko tło dla ważniejszych od niej osób. Jeanette stawia się gdzieś na samym końcu hierarchii, ale nie oznacza to, że nie potrafi walczyć o swoje. Owszem, jej samoocena co prawda wsiąka w ziemię, jednak potrafi nieźle naszczekać. Jest pesymistką, ale tylko w swoim zakresie. Innych dopinguje i wierzy w nich, czasem także gryzie się w język, kiedy ma zamiar powiedzieć coś demotywującego. Wyznaje zasadę, że nie ma czegoś takiego jak szczęśliwe zakończenie, a jeśli żyje jej się w danym momencie wyjątkowo dobrze, ktoś zapewne to spierdoli. Z ukosa patrzy na wszystkich optymistów przepełnionych szczęściem; uważa, że są niebezpieczni dla siebie i otaczającego ich środowiska i należy ich rozstrzelać, aby nie stanowili zagrożenia. Co do wyboru otoczenia, tak samo źle czuje się w towarzystwie wielu osób jak i jednej. Doskonale bawi się sama ze sobą i nie jest zbyt skora do nawiązywania nowych znajomości. Unika tego jak ognia, będąc przy tym dosyć sukowatym stworzeniem dla nieznajomych. Nie waha się sięgnąć do słownika po cięższe słowa i najzwyczajniej w świecie kogoś zwyzywać, a potem nie mieć z tego powodu żadnych, kompletnie żadnych wyrzutów sumienia. Rzadko kiedy zwraca uwagę na uczucia innej osoby, kiedy ma coś ważnego dla siebie do zrobienia. Nieustępliwa z niej suka, dojdzie do obranego przez siebie celu za wszelką cenę. Postronny obserwator mógłby stwierdzić, że Jean jest bardzo tolerancyjna. Ona sama twierdzi, że po prostu gardzi wszystkimi po równo. A najbardziej sobą. Prawda leży gdzieś po środku, ponieważ Jeanette po prostu ma głęboko gdzieś inne osoby i nic ją nie obchodzi czyjaś rasa, pochodzenie czy orientacja. Nigdy nie mówi, że jest jej źle. Doskonale maskuje swoje emocje i uczucia, jakby obawiała się, że zdradzą o niej zbyt dużo. Nie użala się nad sobą, twierdzi, że wszystko złe w jej życiu to tylko i wyłącznie jej wina. Osoby, które chciałyby się z nią zaprzyjaźnić odstrasza od siebie, z różnym skutkiem. Rzadko kiedy się przywiązuje do kogoś, a jeśli już to robi, jest to więź na śmierć i życie. Co do używanego przez nią języka, nie jest on jakiś wyjątkowo urozmaicony i kulturalny. Klnie jak szewc, rzuca niewybrednymi komentarzami i generalnie może kogoś urazić z pewną świadomością tego, co mówi i robi. Nie lubi jednak się odzywać, więc częściej po prostu macha komuś przed twarzą środkowym palcem, ewentualnie dwoma, bo co się będzie ograniczać. Jest szorstka, chłodna i sukowata, trochę mniej dla przyjaciół. Zawsze znajdzie okazję, żeby odpowiedzieć jakąś ciętą ripostą, ale czasami w ostatniej chwili zamyka pysk, żeby przypadkiem w niego nie dostać. Wojująca, nie da sobie wcisnąć czegoś, w co nie wierzy. Nie przyjmuje rad, gdzieś ma oferowane przysługi. Wszystko to w imię swoich własnych zasad, które i tak łamie nadzwyczaj często. Stara się sprawiać wrażenie beztroskiej, mimo że w środku wszystko się wali. Swoje złe samopoczucie i blizny na psychice zakrywa za maską ironii, sarkazmu i czarnego humoru, czego nie szczędzi nikomu. Dosyć łatwo ją zdenerwować, ale trudno spowodować by to zdenerwowanie okazała. Jest nieprzenikniona, obojętna, neutralna. Posiadaczka przeuroczej cechy spotykanej u większości psów hodowanych na walki — prędzej zginie, niż się podda. Posiada swoją własną, bardziej pokręconą definicję honoru, odwagi czy sprawiedliwości. Pluje na wszystkich, którzy próbują jej wcisnąć swoje przekonania czy ideologie. Czasem ma ochotę radośnie wykrzyknąć im wszystkim w twarz "a chuj mnie to obchodzi". Nieufna i podejrzliwa, nie bez powodu. Wszystko woli sprawdzić w kilku miejscach, zdradza niektóre objawy socjopatii i schizofrenii paranoidalnej. Nie chodzi jednak do żadnego psychologa, bo boi się, że ją zdiagnozuje. Tak samo sprawa ma się z lekarzami, przez co Jean tak naprawdę nie wie, w jak bardzo złym stanie psychofizycznym jest. Siedlisko wszelkich nałogów, chociaż nie zbliża się do narkotyków, ale bardzo chętnie wyniszcza swój organizm wszelkimi lekami. Jeśli zamierza wyrazić swoją opinię o kimś, zazwyczaj używa sformułowania "głosy w mojej głowie mówią mi, że..". Zdanie innych na temat siebie ma głęboko w czterech literach. Szybko i łatwo adaptuje się do nowych warunków, niezwykle precyzyjnie oddaje także charakter swojego rozmówcy. Nie lubi kłamstw, ale czasami sama się do nich ucieka. Lubi sobie hobbystycznie pomachać rękami w trakcie rozmowy, a także podnieść głos. Jeśli bardzo się boi, reaguje agresją. Nie daje się zastraszać, nie daje po sobie poznać, że tak naprawdę jest słaba i delikatna. Nie lubi ludzi i zwyczajnie ich nie rozumie, o wiele bardziej woli zwierzęta. Na chwilę słabości pozwala sobie jedynie w samotności. Po części dlatego, że się wstydzi swoich emocji, a drugim powodem jest to, że wyładowuje negatywne emocje w dość.. agresywny i chaotyczny sposób. Zawsze kieruje się zdrowym rozsądkiem i logiką, nie traci czasu na bawienie się w to słynne podążanie za głosem serca. Nie uznaje władzy nad sobą, tak samo jak jakiejkolwiek formy dominacji. Bliskość i dotyk napełniają ją irytacją i niepokojem, lub jak niektórzy nazywają ten stan, niepohamowaną żądzą mordu. Nie jest zbyt religijna, raczej wierzy, że wszyscy bogowie istnieją, ale wszyscy mają ją po równo w dupie. Życie jest dla niej nic nie warte i uważa swój gatunek za szkodniki oraz pasożyty. Kiedy nie ma co robić, narzeka albo przeklina. Stara się jednak zawsze mieć jakieś zajęcie. Jest sprytna i spostrzegawcza, typowy cwaniak, który wykręci się ze wszystkiego. Domyśla się prawie wszystkiego, nawet z bardzo małą ilością informacji o tej osobie. Inteligentna, ma ludzi praktycznie od wszystkiego, dzięki czemu nie musi robić wielu rzeczy, na które normalnie szkoda jej czasu i energii. Czasami inni określają ją jakże zaszczytnym mianem szalonej, w czym jest trochę prawdy. Ma dni, w których zachowuje się jak rasowa psychopatka, ma dni w którym jest tylko skrzywdzonym dzieckiem. Określa siebie mianem "silnej i niezależnej kobiety" w negatywnym znaczeniu tych słów, ale jej charakter właśnie tak wygląda. Trudno jej się otworzyć przed kimkolwiek, jednak najbardziej na dystans trzyma mężczyzn. Nie ma dla niej sensu w rozpamiętywaniu przeszłości, więc nie rozdrapuje starych ran i nie ogląda się na swoje porażki. Kiedy znajduje się w towarzystwie bliskich osób (lub zostanie odpowiednio skarcona za plucie jadem na prawo i lewo), zdejmuje swoją maskę. Przestaje być niewdzięczną, bezduszną szmatą, znowu jest tylko wystraszonym i zmęczonym życiem dzieckiem, które przesiaduje na dachach po siedemnastej. Potrafi być nawet opiekuńcza i miła w takim stanie. Czuje się jednak słaba i wzbrania się przed tym, aby do tej rzekomej słabości nikt się przypadkiem nie dostał. Czasem po prostu chciałaby być martwą dla świata. 
APARYCJA: Dziewczyna, a raczej mikrob z piekła rodem, bez zęba na przedzie. Antropomorficzna biała suka, z jednym wyjątkiem, mianowicie uchem w kolorze kawy z mlekiem. Posiada różowy nos tak samo jak poduszki łap. Pazury są z kolei czarne. Jeanette zalicza się do grupy niskich dziewczyn. Nie dość, że niska to jeszcze chuchro. Ma około sto sześćdziesiąt centymetrów wzrostu, nie wiadomo ile waży, chociaż jest bliżej dolnej granicy prawidłowej wagi. Nie posiada zbyt kobiecej budowy ciała - jest dosyć płaska, wcięcie w talii nie jest jakieś oszałamiające, a biodra są wąskie. Jej włosy są płomiennorude, sięgające mniej więcej do początku łopatek. Zawsze nosi je rozpuszczone, gdyż po prostu w związanych nie podoba się sama sobie. Narzeka na swój wygląd jak tylko może, lecz tak naprawdę nie przeszkadza jej on w ogóle. Jej twarz bardziej przypomina twarz młodego chłopca o dziewczęcym wyglądzie niż twarz kobiety. Oczy Jeanette są czymś, co chyba najbardziej przyciąga uwagę - ich kolor zmienia się w zależności od oświetlenia, od zielonego aż po szary. W dowodzie ma wpisany ten drugi i tego się trzyma. Co do znaków szczególnych, posiada ich całkiem sporo. Na lewej łopatce dziewczyny widnieje biały pentagram wykonany czarnym tuszem zamknięty w kole, jako symbol ochrony. Posiada wiele blizn, w tym jeden niezbyt przychylny napis na plecach. Skóra Jean jest delikatna, przez co szybko dochodzi do podrażnienia i dziewczyna praktycznie cały czas ma siniaki lub zadrapania. Co do ubioru, nie jest on szczególnie wyszukany. Jean uwielbia czarne ubrania, a najszczęśliwsza jest w skórzanych płaszczach, bojówkach i wojskowych butach lub trampkach, w drodze wyjątku czerwonych. Nigdy nie nosi krótkich spodenek. Po prostu nigdy. Jako ozdób używa jedynie dwóch rzemieni z zawieszkami, których nikt nigdy nie widział. Legenda głosi, że jeden z nich to obrączka. Nie stosuje makijażu. Jej ogon jest puszysty, a futro średniej długości, chociaż jest delikatne. 
ZAINTERESOWANIA/TALENTY: Właściwie to Jean potrafi spieprzyć wszystko, czego się tylko dotknie. Ma naturalny talent do pakowania się w kłopoty i robienia różnych, głupich rzeczy. Gubi wszystko i niekoniecznie to znajduje. Podobno dosyć dobrze gotuje, jednak robi to na tyle rzadko, że często zapomina wszelkich przepisów. Po matce odziedziczyła sprawność fizyczną, więc skakanie po blokach i barierkach przychodzi jej naturalnie. Wykonuje nawet te bardziej skomplikowane działania w pamięci, nadal nie znalazła zastosowania dla tej umiejętności w życiu. Ma lekkie pióro, swobodnie posługuje się słowami. Przez lata zdążyła sobie wyrobić delikatność i precyzję w dłoniach, ale nie zajmuje się rękodziełem, lecz oczyszczaniem delikatnych, małych elementów. Najczęściej drogimi pędzlami przeznaczonymi do zupełnie innych celów. Szybko przyswaja większość faktów, nie wymaga tłumaczenia po setki razy. Szybko uczy się nowych języków, gramatyki i słownictwa. Ma rękę do zwierząt, jednak wszystkie rośliny w bestialski sposób morduje, na przykład zapominając o podlaniu ich. Tak, kwiatki i inne cudeńka nie mają racji bytu pod jej opieką. Na tym właściwie można byłoby zamknąć listę talentów rudej, jednak jest też coś, czym wyjątkowo chętnie się chwali, chociaż inni nie uważają tego za coś wielce przydatnego: mianowicie ma bardzo mocną głowę. I rzadko miewa kaca. Oprócz bycia wrzodem na dupie wszystkich mieszkańców jej domu jest też całkiem przydatną pomocą domową, bo całkiem dobrze bawi się gotując czy wykonując inne drobne czynności w domu. Słucha dużo muzyki, właściwie rzadko kiedy można ją zobaczyć bez słuchawek w uszach. Gustuje w cięższych gatunkach, chociaż ostatnimi czasy próbuje poszerzać swoje horyzonty. Kolekcjonerka. Niektórzy ludzie kolekcjonują znaczki pocztowe lub kubki, Jeanette zaś kolekcjonuje części wszystkiego, co martwe. Jej znajomi już się nie dziwią, kiedy nagle z parkingu zgarnia martwego gołębia tylko po to, żeby wyrwać z niego kilka piórek i być może spreparować szkielet. Do jej ulubieńców w kolekcji należą czaszki, rogi, poroża oraz pióra. Oprócz tego chętnie zbiera wszelkie kawałki skóry i sierści. Pcha ręce wszędzie tam, gdzie nie powinna. Fascynuje ją tanatologia, czyli nauka o śmierci, w skrócie. Interesuje się również zaburzeniami psychicznymi najróżniejszej maści. W wolnych chwilach zazwyczaj czyta lub pisze, najchętniej kryminały lub thrillery. Przeczyta praktycznie każdy gatunek książki z wyjątkiem sci-fi oraz typowego, tandetnego romansu.
HISTORIA:    "Ha! ha!" zsiniałe usta, oczy przewraca w słup, drżąca, zbladła jak chusta; "Ha! mąż, ha! trup!". To właśnie od momentu, w którym Eliza zadźgała swojego męża nożem zaczęły się wszystkie problemy Jeanette. Miała wtedy zaledwie siedem lat.. i nie rozumiała niczego, co się stało. Można powiedzieć, że właściwie nie przeżyła jakoś mocno śmierci swojego ojca, bo nigdy nie była z nim zżyta. Nie rozumiała tylko, czemu nagle musiała zmienić w swoim życiu wszystko i wyjechać na drugi koniec kraju. Jej matka stała się chłodna, zdystansowana. Dzisiaj już wie, że to było tylko po to, żeby ją chronić. Ma żal do siebie, że zachowywała się tak, jak się zachowywała. Często zmieniały miejsce zamieszkania, praktycznie za każdym razem, kiedy ktoś zbliżał się bardziej do jej matki. Kiedyś myślała, że tchórzyła, jednak teraz szczerze ją podziwia. Cały czas zmieniały nazwiska, miejsca zamieszkania, tożsamość. Nie raz była w sytuacji, kiedy po prostu nie miały domu. Spały w samochodach, przytułkach. Matka Jeanette uciekała się do różnych, niekoniecznie legalnych rozwiązań, aby utrzymać siebie i córkę. Zwiedziły pół świata, na dłużej zatrzymały się w Ameryce. I wtedy czternastoletnia Jean ubzdurała sobie, że ma dość takiego życia. Pod nieobecność matki, zwiała.
   I to był jej największy błąd. Nie wiedziała, że matka nie ucieka przed policją, a przed przyjaciółmi swojego ojca. Dopadli ją, jako najważniejszą osobę dla jej matki. Przez sześć lat była przetrzymywana u jednego z nich. Do dzisiaj pamięta wszystko, co jej robił. Nikomu o tym nie mówi i stara się zapomnieć, ale blizny na psychice już nie znikną. Uratowało ją zgłoszenie od troskliwego sąsiada.
   Pamięta ten dzień jako dzień swoich drugich narodzin, wtedy też przybrała nazwisko Jeanette Twardowski. Bo Julia Twardowska umarła w niej, kiedy trafiła do tamtego człowieka. Policja odbiła ją już jako dwudziestoletnią osobę. Dwudziestoletnie dorosłe dziecko, którego edukacja zakończyła się w wieku lat czternastu. Przez kolejne pięć lat swojego życia mieszkała z policjantką, pod którą opiekę została oddana, ponieważ nie była w stanie przebywać z mężczyznami, nawet w jednym pokoju. W ciągu tych pięciu lat udało jej się nadrobić wszelkie braki w nauce, ale nie ma żadnych papierów ani świadectw ukończenia szkół. Podjęła pracę, żeby chociaż trochę odciążyć dziewczynę, z którą mieszkała. I udało się. Udało jej się w niedługim czasie wyprowadzić do niewielkiej kawalerki na obrzeżach. Miała wtedy około dwudziestu sześciu lat, jednak była o wiele dojrzalsza niż większość jej rówieśników. I jakoś to poszło. Zakochała się, można powiedzieć, że szczęśliwie. Temu związkowi było daleko od ideału, jednak obie dziewczyny były w nim szczęśliwe. Niestety, ledwie przez dwa lata. Nefertete Rizzoli — bo tak miała na nazwisko partnerka Jean — została rozstrzelana przez ludzi swojego byłego przełożonego, za zerwanie kontaktów. Jeanette obiecała sobie, że jeszcze raz spróbuje poskładać swoje życie.
   Ale tak się nie stało. Coraz częściej zaglądała do kieliszka, coraz częściej udawało jej się wypalić paczkę papierosów dziennie, lub więcej, jeśli się zestresowała. Stała się praktycznie człowiekowrakiem, bez nadziei, bez emocji, bez przyszłości. To było jak letarg. Kilkuletni letarg. Ocknęła się może w wieku trzydziestu dwóch lat. Cztery lata poszły się kochać. Znienawidziła siebie samą i ten świat już do reszty. Chciała się poddać, już po raz trzeci, jednak leki nie zadziałały na jej i tak wysłużoną wątrobę. Sama nie wie, czemu po prostu nie dokończyła sprawy z pistoletu, bo już wtedy pracowała w policji. Nie można powiedzieć, że odbiła się od dna. Może jedynie wstała z kolan.
   Jej życie runęło po raz kolejny, już nie liczyła który, kiedy została porwana przez niejakiego Artura. I stamtąd też się wydostała, łutem szczęścia, kiedy bogowie po raz pierwszy nie mieli jej w dupie. Ale wtedy ludzie Bucka dokończyli swoją robotę, po prostu strzelając jej w łeb. I powinna była umrzeć. Ale, kurwa jego mać, nie umarła, jak na złość. A właściwie umarła, ale stała się upadłą, nieumarłą. Czymś na pograniczu wampira i zombie. Udało jej się znaleźć drogę do swojego jedynego przyjaciela, Peruna. I tam znalazła swój kąt. Czy na stałe? Nie wiadomo. 
LOKALIZACJA: Zamieszkuje niewielki pokój na końcu korytarza na drugim piętrze w domu Peruna. Na czarnych drzwiach nabazgrane jest jakże urocze "Uwaga! Zła suka." na podobieństwo tych wszystkich tabliczek, które można kupić w sklepach zoologicznych. W środku pokoju znajduje się komoda, podwójne łóżko i biurko z tablicą korkową nad nim. Podłoga wyłożona jest miękkim, czerwonym dywanem, a ściany pomalowane na szaro. Są poobwieszane różnymi półkami, na których stoją książki i inne rzeczy, jak na przykład części do kolekcji. Nad drzwiami wisi wielka czaszka jelenia wraz z porożem. A nad łóżkiem narysowana jest pułapka na demony w postaci pentagramu, ale kogo to obchodzi. 
INNE: 
  • jest wysterylizowana, przez co nie może mieć dzieci.
TOWARZYSZ: Falka
CHAT: Perun [c] Wołkow [d]
EKWIPUNEK:
  • 3500 trefli
  • Colt na srebrne kule;
  • dziennik.
Siła - 100 Szybkość - 2100 Zwinność - 2000 Moc - 0
Technika - 350 Równowaga - 350 Zręczność - 2050 Ukrycie - 650

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Wędrowcze, oto masz możliwość pozostawienia po sobie śladu! Proszę o podpisanie się nickiem na howrse/imieniem postaci na Divided Kingdom. Obraźliwe i anonimowe komentarze będą usuwane!