Czarnowłosy przystanął na moment i rozejrzał się. To już kolejny, piąty krąg piekielny. Bardzo dawno tutaj nie był, a przez ten cholerny rozdział z Nemain zmuszony był odpuścić sobie dalsze poszukiwania, jednak wrócił. I był o wiele lepiej przygotowany niż poprzednio. Zamierzał zmierzyć się z Disem jeszcze dzisiaj. O ile się nie mylił, był to jeden z najgorszych książąt piekielnych. Nie będzie lekko.
Hunter delikatnie polizał go po ręce. Czarnowłosy skrzywił się i uderzył środkową głowę cerbera w nos. Towarzysz cicho zaskomlał, ale najwidoczniej zrozumiał przekaz, bo już więcej nie dobierał się do zaschniętej krwi na ręce pana. Zanim Wilkobójca odnalazł przejście, musiał oczywiście stłuc kilku mężczyzn.
Gdyby był żywy, nie wytrzymałby tutaj chociażby jednej sekundy, ponieważ w kręgu piekielnym było jebanie gorąco. Hunter to czuł i oddalił się kilka kroków od swojego pana. Dyszał ciężko, a jedna z głów skomlała cichutko. Wszystkie trzy pary oczu spojrzały na swojego pana. To był dopiero początek, a pies mimo to nie mógł wytrzymać.
- Przecież jesteś... - Darkness już zamierzał coś powiedzieć, ale po chwili zrezygnował. - Dobra, siedź tu i nie przeszkadzaj. Tak będzie lepiej i dla ciebie i dla mnie.
Cerber skłonił się i po chwili nie było go już widać. Pędził przed siebie, byle jak najdalej. Dziwne, dlaczego na niego ten gorąc tak działał? W końcu...
Wilkobójca skrzywił się. W powietrzu unosił się jakiś nieznany mu rodzaj magii. Musiał jednak to zignorować i ruszyć na przód. Czekała go walka z tysiącami diabłów, jeżeli strzeli jakąś gafę. Niestety, ale on nienawidził bawić się w chowanego. Był w tym równie dobry, jak w gotowaniu. Zwykle walczył na otwartym terenie ze swoimi wrogami. Nigdy nie lubił technik skrytobójczych, ale tym razem nie miał wyjścia.
Spojrzał na gigantyczny zamek diabła i przeklną cicho. I weź się teraz tam dostań. Chyba w formie ludzkiej za bardzo będzie się wyróżniał. Jako wilk wyglądał bardziej jak demon, więc istniał jakiś niewielki cień szansy, że jeżeli pojawi się tam bez maski, to wyjdzie z tego cało. Przemienił się więc, a maskę pozostawił pośród skał. Wróci po nią. Na pewno.
Dumnie zrobił kilka kroków i wychylił się. Jeden z demonów zwrócił na niego uwagę, jednak nic nie powiedział. Darkness kroczył więc dalej, lekko się chwiejąc. Próbował udawać zombie, albo jakąś zbłąkaną, wilczą duszę. Słyszał szepty strażników. Jedyni mówili, że chyba gdzieś widzieli już tego skurwysyna, drudzy komentowali jego szpetną facjatę. Wisielec mimo wszystko starał się nie przejmować. Było to jednak trudne, kiedy wszyscy wokół patrzyli na ciebie jak na najgorszego. Ledwo powstrzymywał się przed atakiem na strażników.
Ktoś z tłumu krzyknął. Chyba rozpoznał jego aurę. Darkness warknął i zawył, zwracając na siebie uwagę wszystkich strażników. I heretyków, uwięzionych tutaj. Jedynie teraz oni mogli mu pomóc w walce.
- No co? Tysiąc na jednego? - zaśmiał się Darkoss, spoglądając na tłum diabłów. - Gdzie jest wasz dowódca? Żądam spotkania z Disem!
- Tutaj. - warknął demon, przechodząc przez tłum. - Wisielec. Ciebie już kompletnie popierdoliło? Wiesz, że nie jesteś tu mile widziany.
- Wiem. - powiedział Wilkobójca. - Twoje wojsko, kontra moje wojsko. Chyba, że chcesz się wykazać w walce wręcz. Zawsze jestem gotowy i w porównaniu do ciebie nie chowam się za swoimi przydupasami.
- Twoje wojsko... - demon wybuchnął śmiechem i powiedział coś do Darknessa, jednak ten nic nie usłyszał, bo już rzucił się w wir walki.
***
Upadł w końcu. Jego energia życiowa była na wyczerpaniu, ale mimo to, mógł sobie pogratulować. Zabił. Zniszczył go. Po tak wielu godzinach wreszcie to zrobił. Teraz leżał spokojnie na jego piersi, a heretycy i przeklęte dusze wiwatowały na cześć Wilkobójcy. To nie był jednak koniec. to miał być dopiero początek jego wojny z resztą demonów. Chciał nawet zabrać z tego kręgu grzeszników, jednak wiedział, że to nie możliwe. Za to ludzie chociaż na chwile mogli nacieszyć się wolnością.
Powoli wstał i chwiejnym krokiem oddalił się od tego przeklętego miejsca. Kiedy wyszedł z zamku, upadł z powrotem na pysk. Tym razem jednak nie podniósł się. Hunter, widząc swojego leżącego pana, podbiegł do niego i wręczył mu czaszkę. Wilkobójca nawet nie wiedział, kiedy on się tutaj pojawił. Podziękował mu jedynie i zasłonił swój szpetny pysk. Musiał jeszcze trochę odpocząć...
Hunter usiadł obok swojego pana i zamerdał wesoło ogonem. Każda z jego głów zaczęła lizać czarnego wilka. On nie protestował. Jedynie pozwalał Hunterowi nacieszyć się obecnością pana.
Punkty: 720 x 2
Mam nadzieję, że nikt nie musiał tego czytać. ;_;
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Wędrowcze, oto masz możliwość pozostawienia po sobie śladu! Proszę o podpisanie się nickiem na howrse/imieniem postaci na Divided Kingdom. Obraźliwe i anonimowe komentarze będą usuwane!