Eksperyment 52


Rok 150 Ery III

Z dedykacją dla Meian, która nauczyła mnie, jak pisać dialogi. 
  Blondyn w ostatniej chwili cofnął się. Nie chciał nawet patrzeć w oczy małego dziecka, które spokojnie bawiło się swoją czarną maskotką w kształcie wilka. Wilka... Był to najdurniejszy wybór jego przełożonego. To stworzenie kojarzyło się mężczyźnie tylko z jednym. Z krwiożerczymi kłami tej bestii, która zabiła jego rodzinę. Kto by pomyślał. Wilka.
  Brunetka zaklaskała wesoło, kiedy udało jej się ułożyć zabawkę do góry łapami. Pięciolatka nie zdawała sobie nawet sprawy, co się wokół niej działo. Zainteresowana była tylko jednym. Niby najzwyklejsza maskotka, a przyniosła jej ogromną radość. Blondyn uśmiechnął się blado, widząc rozkoszną minkę malutkiej.
  Eksperyment pięćdziesiąt dwa. Będzie więcej zranionych malców, a ona była tą pierwszą. Wybraną. Przeklętą.
  Blondyn już zamierzał się powoli wycofać, kiedy usłyszał spokojne kroki. Odwrócił się i obok niego stanęła białowłosa, uśmiechnięta kobieta. Spojrzała na malca i zaśmiała się cichutko. Pogłaskała ją delikatnie po policzku, a przerażona malutka wypuściła z rąk czarnego wilczka, który po chwili znalazł się pod obcasem kobiety.
  Nie poruszyła się. Wiedziała, że należy się bać tego demona.
  — I jak, moja słodka krzyżówko? —  Zapytała Mroku, siadając obok małej i obejmując ją czule, jak swoje własne niemowlę. 
  — Parametry w normie... —Mruknął niespokojnie blondyn. — J-jest zdrowa, c-ciekawa, g-grzeczna...
  Mroku zignorowała przerażony ton głosu lekarza, dalej bawiąc się malutką. Brunetka była mocno zniesmaczona, czując kościste ręce kobiety na swoich ramiączkach. Przełknęła ślinę i ledwo powstrzymywała się od wybuchu płaczem. Próbowała dosięgnąć swojego poszkodowanego, pluszowego przyjaciela, jednak Mroku jednym ruchem urwała wilkowi łeb i kopnęła go pod samą szafę.
  Oddech dziewczynki przyśpieszył. 
  — Nie męcz mi malutkiej. — powiedziała spokojnie białowłosa, kładąc dziecko na plecach.
  Z różnych części ciała brunetki wystawały różne kable. Na rękach widniały charakterystyczne symbole, które miały sugerować, iż dziewczynka jest eksperymentem Czarnej Pani. Zaledwie jednak próbka spośród dwustu, za to pierwsza, najlepiej funkcjonująca spośród pozostałych braci i sióstr. 
  — Już dwoje ludzi zginęło, próbując zbadać dziewczynkę. Jedna z pielęgniarek za ostro ją potraktowała, a dziewczyna... dosłownie ją wyrzuciła w powietrze. Zginęła po kilku godzinach. Z kolei lekarz, który zabrał jej zabawkę, po prostu.. wybuchnął. Malutka śmiała się z jego wiszących na ścianie jelit... 
  — Też bym się zaśmiała, widząc flaki pana, który mnie zdenerwował, w jakimś nietypowym miejscu. Moja krew... — Kobieta pogłaskała dziewczynkę.
  — ...ale kiedy zdała sobie sprawę z tego, co zrobiła, nie mogliśmy jej uspokoić. — Dokończył beznamiętnie mężczyzna, zapisując coś w dokumentach.
  Malutka wyrwała się z uścisku Mroku i podpełzła na sam koniec łóżka, cicho płacząc. Najwidoczniej nadal chyba miała wyrzuty sumienia po tym, jak nieładnie potraktowała pana doktora. W rzeczywistości malutka nie zdawała sobie sprawę z tego, jaka była groźna dla innych. Nie chciała krzywdzić innych, ale nie mogła zapanować nad tą mocą.
  Mroku się skrzywiła i popchnęła dziewczynkę, przez co ta jeszcze mocniej zaczęła wylewać łzy.
  — Rodzice?
  — Obiekt 405 przywieziony ze Spatium. Kotołak posługujący się telekinezą. Mieliśmy niezły problem z tym cholernym gadem. Pogryzła kilku naszych. Zmarła po porodzie. Ojca pani dobrze zna.  — Westchnął blondyn.
  Białowłosa uśmiechnęła się i wstała z łóżka malutkiej, kierując się w stronę drzwi. Ominęła szerokim łukiem swoją straż i podeszła do jednego z okienek. Dwójka lekarzy próbowała uspokoić blondwłosego czterolatka z głową kruka. Dopiero, kiedy jeden z ludzi wstrzyknął coś chłopcu w rękę, ten upadł na ziemię bez oznak życia. Kolejny nieudany miot. Kobieta zacisnęła wargi. Ile jeszcze będzie tych pomyłek, zanim uda jej się stworzyć połączenie idealne? Imperium potrzebowało dodatkowych żołnierzy, a krukoni już nie wystarczali. Zaczęła więc bawić się genami innych stworzeń, łączyć je i sprawdzać, co z tego wyjdzie.
  Może i Darkness posiadał potężnych wojowników, może i nieśmiertelnych, jednak to Mroku miała znaczną przewagę. Ludzie posiadali sprzęt, który byłby w stanie całkowicie zmieść Spatium z powierzchni Delty. (...)
  Maluch obudził się w nocy przerażony i zawinął się w kołdrę. Znowu ten sam koszmar. Kotka ledwo powstrzymywała się od wybuchu. Mężczyzna, wilk, setki tysięcy trupów. Była jeszcze za mała, aby to zrozumieć.
  Rozejrzała się zdezorientowana po pomieszczeniu. Było ciemno, a jedynym źródłem światła były linie na monitorach oraz czerwone punkty na podłodze. Chciała się poruszyć, jednak była na tyle osłabiona, że każdy ruch powodował u niej silną falę bólu.
  Chciałaby stąd zniknąć. Jaki był świat poza tymi murami? Czy znalazłaby w końcu kogoś, kto byłby w stanie jej pomóc? Znalazłaby schronienie? A może nie istniał inny świat? Może było tylko tu. Nawet jeśli poza murami znajdowało się coś jeszcze, to czy poradziłaby sobie w innym świecie? Nie wiedziała, jak się zachować, co robić. Jedyne co jej pozostawało, to prośby do nieba. Chciała mieć w końcu kogoś, kto pomógłby jej się stąd wydostać. Nie miała pojęcia, że jej marzenie wkrótce się spełni.
  Dziewczynka przewróciła się na drugi bok. I jeszcze raz. Po chwili spadła na zimną podłogę. Pisnęła cichutko, czując kolejną falę bólu. Poza tym, że wywołała u siebie to nieprzyjemne uczucie, nic się jednak nie stało. Złapała się rączkami za pościel, próbując w ten sposób podnieść się na nogi.
  Podłoga była nieznośnie zimna. Chciała wrócić na łóżko, jednak było dla niej za wysoko. Zachwiała się niebezpiecznie i znowu upadła na podłogę. Zrezygnowana podpełzła więc do ściany na czworakach. Znalazła się obok przyjemnie grzejącej, białej ścianki. Złapała ją delikatnie, znowu próbując się podnieść. Część kabelków odpadła od małolaty, kiedy ta spadła z łóżka, więc... nie było tak źle. Wiedziała jednak, że białowłosa pani będzie zła. Zamknęła oczy. I co teraz? Zawołać kogoś, aby pomógł jej wejść na łóżko?
  Czerwone światła, potworny hałas... To było tak niespodziewane, że malutka ponownie upadła i skuliła się. Rączkami zasłoniła swoje uszy. Zaczęła krzyczeć w nadziei, że jakimś cudem zagłuszy potworną syrenę. Nic takiego się jednak nie stało. Hałas jedynie się nasilił.
  —Tutaj ktoś jest! — Zawołał nieznajomy mężczyzna, wchodząc do pokoiku brunetki.
  Czarnowłosy delikatnie złapał małą i usadowił ją na łóżku. Kotka spodziewała się, że jest to kolejny lekarz, więc skruszona pochyliła głowę. Nieznajomy jednak zaczął odpinać od niej te irytujące sznurki i uwolnił kotkę.
  Bez żadnego przywitania, rzucając jej tylko krótkie "chodź", mężczyzna zabrał malutką na ręce i pobiegł przed siebie. Jedna z członkiń ruchu oporu zobaczyła swojego dowódcę i zaczęła go poganiać. Hałas dla malutkiej stał się już nieznośny, z kolei ona była na tyle mocno wyczerpana, że położyła głowę na ramieniu nieznajomego. Nie ufała mu. Nie ufała tej kobiecie. Ale chciała mieć w końcu święty spokój.

Ciąg Dalszy Nastąpi (Być może). 

 Ha ha... Tyks nawaliła dialogów i od razu myśli, że ma wielki wpis fabularny. *przewraca oczami* Tu macie przedstawiony wstęp mniej więcej do tego wszystkiego. No i chciałam też dać wam znać, że DiKi żyje. Mamy nowego admina, moderatorów i musimy dać sobie rade, ale bez was to będzie niemożliwe. Śledźcie pilnie pracy na Divided Kingdom. Każdego dnia pracujemy, więc jeżeli się uda, może nawet w tym tygodniu oddamy blog do użytku! :)
Dziękuję tym wszystkim, którzy pomagają nam przy pracy! Kiedy oficjalnie otworzę znowu blog (drugim wpisem fabularnym) zapraszajcie do DiKi kogo tylko się da! :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Wędrowcze, oto masz możliwość pozostawienia po sobie śladu! Proszę o podpisanie się nickiem na howrse/imieniem postaci na Divided Kingdom. Obraźliwe i anonimowe komentarze będą usuwane!