Od Haylee "Nowy Lider" #3

Jeśli ktokolwiek kilka dni temu powiedziałby mi, że wybuchnie wojna z Mroku wyśmiałabym go. Teraz stało się to prawdą. Co więcej sama z własnej woli się zniewoliłam. Ta, wiem masło maślane. Troszku śmieszna ta cała sytuacja... Stoję ze wzgórza obserwując całą tą jatkę, a reszta spogląda na mnie niczym na jakiegoś nie wiadomo jak wspaniałego lidera. Same z tym utrapienie. Gdy tylko całe to bagno dobiegnie końca, odpocznę z Miyashi, o ile nie wywali mnie za drzwi na zbity pysk. Ale może zacznę od początku? Więc zaczęło się to tak...
W namiocie w którym znajdowali się wszystkie alphy panował harmider. Właściwie to Tytania i Viper znowu o czymś pieprzyli. Atmosfera była jakby mieli sobie zaraz skoczyć do oczu. W sumie chętnie zobaczyłabym to no ale cóż Zdrajca zaproponował aby tym razem wykazał się WZ. Miałam ochotę pieprznąć go o ścianę. Czy on serio aż tak mm\i nie ufał? To wina płaszcza czy co? Moim zdaniem wyglądałam w nim zajebiście. No i ta tajemniczość! Zjeb musiał wszystko spierniczyć. Nawet siedziałam na spotkaniach cicho, bo jeszcze nasza urocza Tiffany rozpoznałaby mnie po głosie. Wiecie jakie to niewyobrażalnie trudne?! No ale co zrobisz? Nic. Tak więc zdjęłam jednym szybkim ruchem mój zajebisty płaszcz zajebistości ujawniając mą tożsamość. Ich miny! Szkoda, że nie cyknęłam fotek! Jestem pewna, że zrobiłyby furorę w sieci! Kiedyś się to uda. Zobaczyta. Gdy nieco emocje opadły Viper coś tam trajkotał. W wielkim skrócie zadaniem naszym stała się partyzantka. Taka sobie walka ale jak na nasze wątłe aktualnie siły musi wystarczyć. Wataha Zachodu za panowania Kleofasa podupadła... Nie ma co tu owijać w bawełnę. Są niczym owieczki potrzebujące troskliwego pasterza. Po wojnie ofiaruję im duuuużo miłości.
W ten sposób tu się znalazłam. Wszyscy członkowie watahy poza Arayą wzięli udział w walce. Czemu? Przecież niedoświadczonego bachora nie poślę na pole. To chyba logiczne, c'nie?

Gdy tylko Hunter wrócił z informacjami o dokładnym położeniu krukonów, Kleofas ułożył jakąś tam strategie. Nie wiem czy była kijowa czy nie, bo nigdy nie interesowałam się tego typu sprawami, ale skoro nikt nie miał wątów i plan zadziałał to chyba nie był taki zły. W każdym razie mniej roboty dla mnie. No więc poczekaliśmy aż umarlaki dotarły do czarnuchów... Co? Nie mówiłam, że Darkness pożyczył nam nieco swoich zombiaczków? To teraz mówię. Atak chordy trupów był idealną dywersją. Gdy większość zajmowała się ubijaniem pupili Pierdobujcy, my zaatakowaliśmy od tyłu. Moja wesoła kompania rozpierzchła się gdzieś ubijać pionki, zostawiając mnie samą z głównodowodzącym. Zarżnięcie go zajęło mi troszku czasu. Okazał się godnym przeciwnikiem, w przeciwieństwie do jego przydupasów. Jego czary były potężne. Ba! Udało mu się nawet mnie zranić. Ostatecznie jednak poległ i tak jak cały jego legion zmienił się w papu dla maluchów Darknessa. Jak pięknie! Wielki powrót WZ!

Zmieściłam się w czasie a teraz idę spać T_T

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Wędrowcze, oto masz możliwość pozostawienia po sobie śladu! Proszę o podpisanie się nickiem na howrse/imieniem postaci na Divided Kingdom. Obraźliwe i anonimowe komentarze będą usuwane!