Zakładnik (Od Reny do Kirisa)

Miałam taki cudowny sen... Szkoda, że ktoś mnie z niego brutalnie obudził. Jakiś nieznajomy basior. Wymieniliśmy się spojrzeniami.  Przeciągnęłam się ospale po czym przerwałam ciszę.
- Straszny harmider... - rzuciłam ni to do niego ni do siebie po czym zwróciłam się do nieznajomego – To ty jesteś tym nowym jak mniemam. Głośno jest o tobie. Jak cię zwą? Nie, nie mów. Zaraz sobie przypomnę... Belial, racja?
Gdy to mówiłam, wilk wydawał się nieco skołowany. Nim uraczył mnie swoją odpowiedzią, ziewnęłam przeciągle. Basior niepewnie pomachał głową w górę i w dół. A ja zaczęłam klepać swoją formułkę, którą zawsze recytuję nowym.
- Powiem ci coś, aby między nami nie było niezgody. Po pierwsze, dla własnego dobra, trzymaj się ode mnie z daleka, a po drugie... Łapy precz od mojego małego zakątka – warknęłam, a on wydawał się nieco zdziwiony. - Łatwo poznasz, w końcu nie w każdym miejscy zobaczysz wtulającego się w lisa królika. Długo zajęło mi stworzenie mojego raju i nie chcę aby jakiś głupiec wszystko to zaprzepaścił.
Widząc jego reakcję westchnęłam. Zirytowana warknęłam aby po prostu szedł za mną. Gołym okiem widziałam, że nie czuje się raczej komfortowo. W dodatku całe to zamieszanie... Prawdopodobnie ktoś obcy wkroczył na nasz teren. Dziwna również była reakcja Belialiego na mój komentarz tej całej sytuacji. Nigdy nie ufam nowym lecz jego zachowanie było szczególnie podejrzane. Podejrzewałam, że może znać intruza. Lepiej było poruszyć ten temat, gdzieś gdzie nikt by nas by nie widział. Ciężko byłby się wytłumaczyć z zabójstwa nowego. Zresztą i tak nie uwierzyliby nawet gdybym miała niezbite dowody. Pozwoliłam poczuć mu się nieco mniej osaczonym i oddaliłam się od niego kawałek. W końcu dotarliśmy.
- Usiądź. Ten jeden raz możesz się tu zrelaksować. Zatem witaj w moim raju. Słyszałam jakie masz podejście do tego typu spraw ale powiem to wprost – tknij tu chociaż mrówkę albo złam choćby źdźbło a rozszarpię cię tymi o to pazurami – to mówiąc pokazałam mu moją biologiczną broń z której byłam bardzo dumna. Nagle usłyszałam trzask gałązki. Nim się odwróciłam poczułam na swoim grzbiecie mały ciężar. To Apollo ściskał kocią mnie z całej siły. Zapewne mój wzrok złagodniał. Nie potrafię przy moich szkrabach zachować kamiennej twarzy. Chłopiec cieszył się z mojego wcześniejszego powrotu po czym z zaciekawieniem spojrzał w stronę Belialiego.
- Mamo, kto to? - zapytał. W tamtej chwili przypomniałam sobie o obecności nowego. Złapałam pyskiem za przedramię Apolla i odciągnęłam go od basiora. Ten pod siłą mojego pociągnięcia przewrócił się na ziemię. Wzięłam głęboki wdech.
- Apollo, mówiłam ci tyle razy, że masz się nie pokazywać przy obcych. - zaczęłam poważnie starając się przybrać srogi ton lecz jak zwykle średnio mi się udało. Chłopiec tylko się uśmiechnął i zaczął się tłumaczyć tym, że skoro ja też jestem to nie jest to całkiem obca osoba. Przewróciłam tylko oczyma i odwróciłam się do Belialiego, który dziwnie się na mnie patrzył.
- Czego?! -warknęłam. Nie dostałam jednak odpowiedzi. Usłyszałam zamiast tego krzyk Alishy, abym się odsunęła. Nim zrozumiałam co się dzieje basior pomknął do przodu i rzucił się na Apollo, czyniąc z niego swojego zakładnika. Ali wyjaśniła mi później, że to nie był Beliali tylko intruz jednak w tamtej chwili byłam zdezorientowana. Dopiero kiedy dostrzegłam jego kły blisko krtani mojego syna zmieszanie zmieniło się w strach. Przed oczami pojawił mi się widok ciała matki rozszarpanej przez wilki. Bolesne wspomnienia... Byłam przerażona. Nie chciałam aby sytuacja z tamtych lat powtórzyła się. Stworzyłam szybko sople, którymi zaczęłam miotać w obcego. Nie byłam wtedy sobą. Robiłam to na oślep byleby jak najszybciej go zarżnąć. Całe szczęście, że nie zraniłam Apolla. Nie wybaczyłabym sobie!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Wędrowcze, oto masz możliwość pozostawienia po sobie śladu! Proszę o podpisanie się nickiem na howrse/imieniem postaci na Divided Kingdom. Obraźliwe i anonimowe komentarze będą usuwane!