Od Reny "Zatruta Miłość"

Jak każdego dnia udałam się w głąb lasu. Tym razem nie miałam zamiaru spać. Wciąż byłam przybita  po tamtym śnie, więc krótki spacer mógłby mi pomóc. Tak dla relaksu, nie by pracować. W końcu co mi może zrobić Hope? Dobra, faktycznie za daleko wtedy zawędrowałam ale nie myślałam trzeźwo.  Przycupnęłam nieopodal stawu. Słońce coraz mocniej grzało. „Jak tak dalej będzie będę musiała zrezygnować z przechadzki.” Skoro i tak nie mogłam iść dalej postanowiłam zażyć odprężającej kąpieli w stawie. Rozejrzałam się dokładnie czy nie ma nikogo w pobliżu, po czym zdjęłam moje mocno zużyte ubranie i zanurzyłam swe nagie ciało w wodzie. Śpiew ptaków był cudowny. A szum drzew? Szkoda słów! W dodatku muskający mą twarz wiatr wywierał niesamowite wrażenie. Czułam się jak w raju. Nagle usłyszałam trzask. Nim zdążyłam się zorientować w wodzie naprzeciw mnie stał niedźwiedź, obok niego pływała gałąź. Hej kolego, szukasz czegoś? - zagadałam do zwierzęcia. Jego milczenie mnie nieco zdziwiło. Zwykle niedźwiedzie są dużo bardziej gadatliwe. Nie tak bardzo jak sroki ale bardziej niż Hope. Ten w ogóle się nie odezwał. Co więcej unikał mojego wzroku co mnie bardzo zaskoczyło. Wyglądał na zmieszanego. Dopiero po chwili zrozumiałam, że wciąż jestem nago.  Zapiszczałam tak głośno, że spokojnie można byłoby mnie pomylić z alarmem samochodu. Szybko zanurzyłam się cała pod wodę aż niedźwiedź nie wyszedł ze stawu. Szybko wyskoczyłam z wody i popędziłam, by jak najszybciej się ubrać.  Gdy gotowa odwróciłam się by jeszcze raz zagadać niedźwiedzia już nie było. Na jego miejscu znajdował się wysoki i chudy basior o czarnej sierści.   „Zmiennokształtny wilk” - wywnioskowałam. Wróg? Na pewno! Cofnęłam się, dyskretnie sięgając po łuk.
-Nie czekaj! - krzyknął – Nie chcę  z tobą walczyć.
-Czemu mnie szpiegowałeś?
-Ja nie szpiegowałem... Chciałem popatrzeć na...
-Na?
-Twoją twarz? Nie miałem pojęcia, że siedziałaś bez ubrań! Korona drzewa była zbyt gęsta i prawie nic nie widziałem. No i chciałem...
-Chciałeś co?
-Ja – zrobił dramatyczną pauzę, (dopisek od autorki: wielbiciel dramatów się znalazł xD) by tuż po chwili wyrzucić jak najszybciej się da – Kocham cię!
To mnie nieźle zamurowało. Nie widziałam kim jest, nie znałam go a on mnie a ten o miłości wyskakuje. Jemu osoby się nie pomyliły? W ogóle to kim on jest? Szpieg? Z której watahy. I najważniejsze – czy stanowi zagrożenie.
-Twoja godność, wilku. - jak się okazało przerwałam  basiorowi jego mdłe tłumaczenia, gdyż w chwili kiedy byłam pochłonięta swoimi myślami on nadal nawijał.
-K-kleofas, należę do Watahy Zachodu i...
„Czyli jednak wróg. Nie czuję od niego żadnych morderczych intencji. Szpieg? Zapewne. Nie wiem za jak wielką kretynkę mnie wziął, myśląc, że mu uwierzę ale popamięta mnie.
-A ty? - wyrwał mnie z namysłu. - Jak się nazywasz?
Na moją reakcje nie musiał długo czekać. Chwyciłam szybko łuk i nakierowałam strzałę w jego stronę.
-Wynoś się stąd nim postanowię puścić cięciwę.
Basior próbował negocjować, jednak widząc mą nie ugiętą postawę zrezygnował. Do końca udawał, że nie chciał walczyć. Po tym wydarzeniu, pomimo żaru z nieba postanowiłam wrócić natychmiast do domu. Następnego dnia gdy wczesnym rankiem znów udałam się do lasu w poszukiwaniu ziół znów go spotkałam. Oczywiście go przepędziłam, był bardziej nachalny niż wcześniejszego dnia. W dodatku śmierdział. Nie chodzi mi o smród jego ciała lecz bardziej jego umysłu. Był nie do wytrzymania. W kolejnych dniach schemat się powtarzał: ruszałam do lasu, spotykałam go, coraz z większym trudem odpędzałam basiora, a jego smród był coraz gorszy. Po dwunastu dniach miałam już serdecznie dość. Postanowiłam zostać w domu i poczytać. 'Pożyczyłam' od  Mimi całkiem ciekawą książkę o eliksirach. Pochłaniając kolejne strony w końcu natrafiłam na powód mych problemów – eliksir miłości. To musiało być to.  Nie było opcji, żeby ktokolwiek tak dobrze grał. Nie możliwa jest też miłość od pierwszego wejrzenia. To musiał być eliksir. Do tej pory nie wiem kto zrobił ten cholerny eliksir. Nie obchodzi mnie to. Może ktoś chciał się go pozbyć z watahy? Romans z wrogiem... Mogło się udać.
Na szczęście pod sposobem przyrządzenia był również przepis na odtrutkę. O dziwo nie było to takie trudne. Potrzeba było parę podstawowych ziółek w domu, trochę czasu i viola! Odtrutka gotowa. W ten przez okno wdarł się mój 'amant'. Próbowałam mu wytłumaczyć lecz mnie nie słuchał. Strasznie od niego jechało. Eliksir chyba przeżarł mu umysł do reszty. Postanowiłam użyć siły. Pomimo, że został zaatakowany Kleofas nie bronił się. Gdy podałam mu odtrutkę znieruchomiał. Moją pierwszą reakcją było „ Czy on nie żyje?!” Na szczęście był tylko nieprzytomny. Wyniosłam go nie postrzeżenie z domu i zostawiłam na krańcu terytorium. Sama skryłam się nieopodal. Trochę mu to zajęło nim się wybudził.  Wyglądał na zdezorientowanego, ale po dłuższej chwili wstał leniwie i odszedł. Wydaje mi się, że nie pamiętał co się stało. „Żeby tak potraktować swojego. Wilki są nawet wobec siebie okrutne. Właśnie za to je nienawidzę.” - pomyślałam po czym skierowałam się w stronę mojego domu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Wędrowcze, oto masz możliwość pozostawienia po sobie śladu! Proszę o podpisanie się nickiem na howrse/imieniem postaci na Divided Kingdom. Obraźliwe i anonimowe komentarze będą usuwane!