Od Huntera "Quest 3"

Sam nie wiem, który to już raz wpatrywałem się w sylwetkę swojej przyszłej ofiary, zastanawiając się nad sposobem, w jaki zakończę jej marny żywot. Uzmysłowiłem sobie, jak bardzo moje obecne polowania różniły się od tych dawnych. Kiedyś, z bijącym szybko sercem i trzęsącymi się łapami byłem bliski błagania zwierzyny, by dała złapać się w pułapkę. Obecnie ograniczam się do tropienia i szybkiego, w miarę możliwości bezbolesnego zabijania. O ile zabijanie może być bezbolesne.
Tak więc i tym razem skradałem się w stronę sarny. Zwierzę było wyjątkowo duże. Odczekałem, aż stanie, po czym wyciągnąłem łuk i naciągnąłem cięciwę. Schowany za drzewem byłem niemal niewidoczny, dlatego moje zdumienie było ogromne na widok rozszerzakących się ze strachu czarnych ślepi mojej ofiary. Czy zrobiłem coś nie tak? Zwierz nie powinien mnie przecież widzieć. Błyskawicznie przejrzałem listę kolejno wykonywanych przeze mnie czynności. Może zauważyła moje ślady, mimo, że starałem się je tak dokładnie zacierać? Każda możliwość wydawała mi się nieprawdopodobna, biorąc pod uwagę wszystkie lata, jakie spędziłem na łowach. Rzeczywistość była jednak jeszcze mniej prawdopodobna.
Niecałe dziesięć metrów od sarny, na nagiej skale, przycupnął smok. Tak, taki wielki gad ze skrzydłami i miotaczem ognia w gardle. Bestia spoglądała na biedne zwierzę spode łba, najwyraźniej przeglądając w głowie książkę kucharską "1000 sposobów na przyrządzenie dziczyzny". Kiedy przeminęła moja pierwsza myśl pod tytułem "Ej, on zamierza zabrać mi obiad!" dotarło do mnie, że moim najważniejszym problemem jest to, czy na jego półce nie znajduje się również książka pełna "Domowych porad na przyrządzenie wilkołaka". Przełknąłem głośno ślinę na tę myśl i przez chwilę miałem niepokojące wrażenie, że bestia to usłyszała.
Nim zdążyłem mrugnąć, ogromny gad kłapnął zębami i po moim ślicznym obiadku nie został nawet ślad. Najgorsze było jednak to, że w wyniku tej, zapewne codziennej dla stwora, czynności, obrócił on głowę idealnie w moim kierunku i teraz wpatrywał się we mnie obsydianowymi oczami.
Strach, który zawładnął całym moim ciałem, przez ułamek sekundy nie pozwolił mi się ruszyć. Na szczęście, bogom niech będą dzięki, sama bestia wydawała się być zbyt zaskoczona moim widokiem, by wykonać jakiekolwiek działanie opisane w jej książce "Domowe porady na przyrządzenie wilkolaka", w której istnienie zaczynałem coraz bardziej wierzyć.
W takich sytuacjach zawsze mile widziany jest jakiś ambitny pomysł. Niestety ja takowego nie posiadałem. Krzyknąłem zamiast tego "och, co to jest?" pokazując ręką w jakiś przypadkowy punkt na niebie, nie łudząc się nawet, by cokolwiek to dało. Tak więc moja samoocena została mile połechtana, gdy smok spojrzał we wskazanym kierunku. Nie czekając ani chwili, rzuciłem się do ucieczki. Stwór zdążył tylko warknąć i posłać w moją stronę ognisty pocisk. Środowisko, w którym się znajdowałem, najprawdopodobniej uratowało mi życie - bestia była zbyt duża, by zmieścić się w wąskich przestrzeniach między drzewami, dlatego już po kilku chwilach straciła mnie z oczu. Gdy znalazłem się już daleko, czyli w odległości, w której nie było słychać ryku potwora, miałem ochotę skakać ze szczęścia i niedowierzania, że mi się udało. Zacząłem nawet traktować to wydarzenie jako świetną opowieść, którą raczyć będę głodnych wrażeń członków mojej watahy. Euforia trwała jednak krótko, gdyż po chwili dotarł do mnie dość istotny szczegół. Nie miałem ze sobą łuku. Musiałem upuścić go, gdy smok patrzył w moim kierunku... Nie, to niemożliwe... To ta bestia musiała mi go zabrać. Moje uczucia uległy zmianie o 180 stopni. Radość i ulgę zastąpiły złość i frustracja. Łuk był dla mnie najważniejszym przedmiotem. Nie rozstawałem się z nim praktycznie nigdy. Nagle poczułem się zupełnie bezbronny, mimo sztyletów znajdujących się za pasem.
"Dobra, Hunter, uspokój się. Wystarczy, że odczekasz, aż smok odejdzie, i po prostu zabierzesz stamtąd swoją broń", próbowałem się uspokoić.
Chodziłem nerwowo w kółko, mimo całego swojego opanowania będąc nieźle podenerwowanym. Czułem się tak, jakbym stracił bliską osobę.
-Czy coś się stało? - usłyszałem chłopięcy głos tuż za mną.
Odwróciłem się w jego kierunku i, o dziwo, ujrzałem dziewczynę. Szła w moim kierunku z jakimś dziwnym uśmieszkiem na ustach. Wyglądało na to, że była albo bardzo znudzona, albo bardzo wścibska. Nie wyglądała mi na osobę, która z dobroci serca przejmuje się czyimś losem.
-A dlaczego pytasz? - rzuciłem, może nieco zbyt chłodnym tonem.

<Larota?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Wędrowcze, oto masz możliwość pozostawienia po sobie śladu! Proszę o podpisanie się nickiem na howrse/imieniem postaci na Divided Kingdom. Obraźliwe i anonimowe komentarze będą usuwane!