21 września 2021

Od Akiro C.D Możan

 Co to kurna miało być?! - wykrzyczała w  myślach po tym jak została wywalona z czaskiem drzwi za gabinetu jednego z dwóch następców.
- Co jest z tym kwiatkiem? - mrukneła  kierując się w stronę szklarni po swoje rzeczy. Weszła do szklarni i skierowała się do domu. Wilczyca dosyć szybko dotarła do domu.
- Wybaczcie, ale mam lekturę do ogarnięcia. -powiedziała kierując  swoje kroki do pokoju. Po wejściu do  środka, rzuciła księga na  miejsce do czytania i zaczęła czytać zawarte w niej informacje. Z litery na literę, z zdania na zdanie  wilczyce zadziwiała niezwykłość owej rośliny.
- Zmutowana. - wymruczała pod nosem opierając łeb o specjalną półkę, znajdującą się przed ogromną księgą oprawioną w skórę. Notatki w niektórych miejscach, były cięższe do roszyfrowania co wymagało dodatkowego wysiłku umysłowego by je rozczytać. Sama dziewczyna nie spodziewała się tego, że głównym czynnikiem rozwoju owej rośliny jest pochłanianych żywotność odpowiednich roślin w swoim otoczeniu, na dodatek skubana posiadała coś w rodzaju świadomości wiec jak jej się jej coś nie spodobało potrafiła gryźć lub dziobać. Na dodatek podczas zadowolenia wydawała dźwięki, które można było zaliczyć do mruczenia.
- Niesamowite, jedna roślina, a taka różnorodność. - mówiła do siebie w pewnej zadumie nad zdobytymi faktami.  Czytała tak aż nastała godzina wyjscia do zamku.

15 września 2021

Od Dian C.D Możan

Jak miałabym to określić. Nie było wyjścia. Mimo bycia w jego ciele wciąż posiadałam więź ze swoim ciałem, chociaż poczułam, jak rozdrapywał dłonie, oraz dotykał tam, gdzie nie powinien. Wiedziałam także, że mimo mocy, którą oboje posiadamy, mogą się pojawić lekkie zawirowania. W głowie coś mi podpowiadało, bym uważała. Ktoś się szykowała, by zabić jedno z nas. Dlatego też, gdy udało mi się przemknąć do lochu. Lekkie zamieszanie, bym mogła, zabrać więźnia do innego pomieszczenia. Na szczęście udało mi się odnaleźć miejsce, zapewne o którym oboje wiedzą, a jest ukryte między światami. Dokładniej między światem żywym a martwym.
- Wstawaj. Nie mamy czasu do stracenia. - powiedziałam, choć męski ton głosu był dziwny. Otwarcie drzwi, po czym uwolnienie siebie, w którym nie byłam ja tylko on. Dlatego też już wcześniej ze swojej komnaty udało mi się wziąć jeden z eliksirów.
- Czego chcesz. Najpierw mnie tu zabierasz, a teraz wykradasz? - Zakpił. Chwyciłam jego dłonią, swoje ciało w pasie i ułożyłam jego drugą dłoń, na swoim policzku.
- Nie ruszaj się, zapiecze i zobaczysz coś, co może pomóc albo zaszkodzić. - powiedziałam, po czym złączyłam musowo nasze wargi. Jest to najszybszy sposób na wyleczenie zranionych dłoni oraz ujrzenie przymusowej wizji, która może kosztować duszę Możana nie lada wyzwanie oraz koszmarny ból. Trwało to zaledwie chwilę, ale udało się nam przenieść do świata, pomiędzy był on niewidzialny dla innych. Dopóki jesteśmy blisko siebie, złączeni możemy się przemknąć przez innych.
Oderwałam jego wargi od swoich po dobrych minutach. Wzięłam swoje ciało na ręce, gdy pojawiła się wizja. Możan musi to znieść, zapewne sobie poradzi. Choć bardziej martwiło mnie to, co zobaczy. Robię to drugi, raz za pierwszym razem robiłam to po to, by moja córka mogła aktywować swoje moce. Miała blokadę, a to, co zrobiłam, jej pomogło. Chociaż przy przymusie, na każdego działa to inaczej.
Ułożyłam swoje ciało w wannie, w sypialni Możana znalazłam użyteczne przedmioty. Podczas wizji, jest się jak w transie i żadne działanie z zewnątrz nie wpłynie na ciebie. Odchyliłam głowę w swoim ciele i delikatnie nacięłam dłonie. Jedną swoją, a drugą z ciała Możana. Jest swego rodzaju rytuał, który pozwala wejść do wizji, którą ma właśnie. Na czole ciała Możana oraz na czole mojego ciała widniały nietypowe krwawe znaki. Po chwyceniu dłoni ujrzałam to, co widzi.
***
Świat wizji i wspomnienia zaczęły się mieszać. Było to wspomnienia moje i jego, mieszały się, do tego pojawiały się przebłyski wizji. Gdy zobaczyłam córkę z jednego ze wspomnień, udało mi się na czas zasłonić jego oczy. Tym razem nasze dusze były wolne od materialnych ciał.
- Nie wolno ci patrzeć. Skup się, niech wizja cię poprowadzi. Nie podążaj za wspomnieniami. - rzekłam łagodnie. Sama jednak nie mogłam odwrócić wzroku. Widok mojej pięknej córki był niczym grom, chciałam do niej podejść, przytulić moje piękne słoneczko. Jednakże nie mogłam.
- Mamo. - jej łagodny głos, kołysał na boki, musiałam zacisnąć dłoń i zamknąć oczy, byśmy mogli udać się gdzieś indziej. Gdy zabrałam dłoń, znajdowaliśmy się na pastwisku. Może jakieś łące albo blisko jakiejś wioski. Chmury się zaczynały zbierać, a oddali dostrzec można było czerwone oczy. Co słowo słyszałam od Możana, jak mnie przeklina. Nie miałam na to czas, czas mijał. Chociaż w wizji świat płynie inaczej.
- Co zobaczyłeś? - spytałam.
- Drzwi na pustkowiu. - fuknął w odpowiedzi.
- Przeszedłeś przez nie? - dorzuciłam kolejne pytanie.
- Nie, bo się oddalały i zniknęły. - odpowiedział. - Ktoś je otworzył. - dodał po chwili.
Gdy spojrzałam we wskazany kierunek, ujrzałam stworzenie. Złapałam za dłoń Możana i pociągnęłam przez szklane przejście. Westchnęłam i spojrzałam, gdzie jestem. Było to dziwne miejsce. Otaczały nas ruiny zamku. Pośród nas gdzieś płakało dziecko, a gdy ruszyliśmy dalej, zobaczyłam ciało kobiety.
- Zbliża się, nim udamy się do wyjścia, musisz... - nie mogłam dokończyć. Zaczęłam pluć krwią. Gdy dotknęłam boku, zobaczyłam krew. Najwyraźniej życzenie towarzysza, by mnie zabić, się spełniło. Udało mi się go wyciągnąć, a nasze dusze ponownie znalazły się w odpowiednich ciałach. Leżałam w wannie, a rana krwawiła. Udało unieść się mi dłoń, po czym przyciągnęłam Możana do siebie, by dokończyć. - Musisz, uważać. - ledwo udało mi się powiedzieć, a do pokoju wpadła straż. Starałam się odpocząć albo choć trochę się poruszyć.
Nie powiedziałam czemu, musi uważać, oraz przed kim i kto nadchodzi. Chciałam, ale nie miałam siły. Widziałam, jak się ktoś zaczął do mnie zbliżać. Gdy chciałam się poruszyć, krew wypływała znacznie szybciej. Ktoś się mną zajął, by zatamować ranę. Ktoś mnie wyciągnął z wanny. Zaniósł mnie gdzieś i ułożył. Ktoś się mną zajął. Oczy mi się kleiły, spojrzałam na Możana, gdy stał w drzwiach, rozmawiał ze strażą. Gdy krzyknęłam, wokół ranny pojawił się niebieski płomień. Zaczął on leczyć zadaną ranę przez miecz. Wypalał ją, ale także zasklepiał. Czułam ulgę, a tuż po tym przemieniłam się w wilka. Przez przymrużone oczy widziałam, jak inni wychodzą z pokoju, a Możan podszedł bliżej.
- Odpocznij. Niedługo przyjdę i dokończył, to na czym skończyłaś. - powiedział. Potem wyszedł, a ja mogłam zasnąć, gdyż tego potrzebowałam do pełnej regeneracji.

Możan?

11 września 2021

Od Możana C.D Dian

   Sytuacja ta mogła być doskonałą nauką na przyszłość dla Możana. W tej sytuacji mógłby nauczyć się nieco pokory i poszanowania dla cudzego ciała. Niejednokrotnie jego ręka pobiegła w stronę piersi, aby ścisnąć je z całej siły, zastanawiając się nad uczuciem temu towarzyszącym. Zawiódł się, kiedy odczuł tylko nieprzyjemne porażenia. Libido było niskie, wręcz zniechęcające do większych integracji. Hormony działały w odwrotną stronę. Poczuł się więźniem cudzego ciała i przez ponad godzinę leżał bezczynnie, zastanawiając się nad podjęciem odpowiedniego działania i poddając się rozmyślaniu. Utkwił w półśnie, z którego mało która służąca była go w stanie wyrwać. Był oschły dla każdego, kto tylko mocniej zainteresował się jego osobą - zapominając przy tym, że nie może sobie już pozwolić na złośliwości i należałoby zachowywać się z taktem i wyrozumiałością wobec służących. Kto wie, może Dian postanowi dać mu nieco więcej swobody, dzięki swoim rozkazom?
   Mylił się.
  - Książę Możan Calveite Rivers rozkazuje nam zaaresztować panią pod....
  Strażnik przerwał, wpatrując się podejrzliwie w cielsko Dian. Ukryty w nim PRAWDZIWY książe uniósł podejrzliwie brew, zastanawiając się nad popełnieniem ewentualnej głupoty. Dwójka znanych mu dobrze mord wpatrywała się w siebie wzajemnie, rozmyślając, pod jakim dokładnie pozorem powinni ją zabrać do lochu. Nie było konkretnej opinii, ale rozkaz to rozkaz i należało go wykonać.
  -  W każdym razie to ma być chwilowe, do czasu wyjaśnienia całej sytuacji. Loch zostanie najlepiej przystosowany i będzie oddalony od reszty więźniów, więc nie należy się obawiać przykrych konsekwencji. To dla dobra pani.
  - A dla waszego dobra lepiej puścicie mnie wolno. Nie znacie całej sytuacji, nie wiecie, do czego jestem zdolny!
  Zdziwienie na ich twarzach wywołało użycie męskiej formy osobowej. Być może Dian okazała się być po prostu bardzo zniewieściałym czarodziejem. Blondyn, który wygłosił dostojną przemowę i okazał się być niemalże o głowę wyższy od Dian, postanowił ten fakt zaakceptować. Pochwycił więźnia za ramię, brutalnie je szarpiąc i niemalże wyrywając ze stawu. Darius wydał z siebie cichy syk stwierdzając, że jego strażnicy nie potrafią dobrze potraktować dam i trzeba będzie im za to obniżyć odpowiednio pensje, jeżeli ta cała sytuacja zostanie jak najszybciej rozwiązana. Ręce założono mu za plecy, aby nie miał większego pola do manewru. Gdyby nie zbrojka chroniąca krocze strażników, zapewne zastosowałby starą, skuteczną metodę kobiecego wpierdolu. Założono mu prowizoryczne kajdany, blokujące dostęp magii do umysłu basiora, przez co różnorakie sztuczki z góry były skazane na porażkę. Głowę opuścił w dół, przygnieciony całą tą sytuacją. Kostki nieprzyjemnie ocierały się o metal, wywołując przy tym ogromny dyskomfort.
  - Kurwy... - wysyczał cicho, szczerząc zęby w obrzydliwym grymasie.
   Drugi strażnik z szerokim, zakrytym łbem popchnął dziewcze do przodu, aby zmusić ją do ruchu. Dian, a raczej Darius w jej ciele, nie widząc na chwilę obecną innego wyjścia, postanowił ruszyć do przodu z wysoko uniesioną głową, próbując zachować resztę jakiegokolwiek honoru. Długie paznokcie rozdrapywały skórę na dłoniach, tworząc małe, czerwone ranki z których powoli wyciekała krew. Bolało, a i owszem, jednak szkarłatny płyn w którym tętniło życie dziewczyny mógł okazać się kluczowy do wyjścia z więzienia, choć to i tak było wyjście awaryjne, do którego książe wolał się nie posuwać, nie mając innego wyjścia. On już czuł, jak powoli coraz więcej kropel plami rękawy. Przestał rozdrapywać skórę, czekając, aż dotrą na dół. Znał dobrze rozkład całego budynku, więc wiedział, do której celi prawdopodobnie go wprowadził.
   Możan osobiście dopilnował, ażeby nikt nie był w stanie wyrwać się z więzienia. Dodatkowe straże postawił na wyjściu z lochów a ich liczba miała zmieniać się w zależności od pory dnia. Z tego co pamiętał najmniej straży miało być od godziny 7 do 9. W porze rannej rzadko kiedy więźniowie kombinowali cokolwiek, a nie można było trzymać w gotowości non stop swoich sług, bo i oni potrzebowali chwili na oddech. Czy wiedział coś jeszcze? Czy przeoczył jakikolwiek element celi, dzięki któremu mógłby wyrwać się na zewnątrz?
   - Mam nadzieję, że szybko dostanę chociaż jakiś posiłek. Nie zamierzam gnić w celi bez jedzenia. I może chociaż zapodajcie mi listę dostępnych potraw, będzie o wiele łatwiej na sercu! - mruknął, uśmiechając się najszczerzej jak tylko potrafił. Mimo ładnych oczek nie dostał odpowiedzi.
  Wrzucono go do zamkniętego pomieszczenia z przyciemnionymi ścianami, bez okien i nadziei na lepsze jutro. Dian zrobiła na nim jeszcze gorsze wrażenie, niż zazwyczaj, spowodowane gównianym potraktowaniem władcy.

30 sierpnia 2021

Od Możana C.D Alary

  - Poinformuj mnie, proszę, jak ze stanem żywności i co będzie podane na ucztę po turnieju i w trakcie jego trwania?
 - Potrawy przyrządzać ma Van Hen'si, kucharz z zachodniej watahy, jednak towarzyszą mu nasi zaawansowani cukiernicy, a składniki są dokładnie sprawdzane. Nie ma mowy o... jakiś nieścisłościach. - Ujął to najdelikatniej jak tylko się dało, nie uspokajając jednak swojego przełożonego, który od razu zainteresował się właśnie tym elementem przygotowań. Polecił Alarze, aby zamknęła szczelnie namiot i pobiegła wraz z nim do kuchni.
  - Menu kucharz przedstawi na miejscu. Mamy również wynajętych smakoszów, którzy będą degustować potrawy przed podaniem ich na stół. Prócz tego podczas samych igrzysk wystawiona zostanie lada z najlepszymi trunkami oraz przekąskami. Z tego co wiem pokazane mają zostać między innymi winogrona, pomarańcze, borówki, truskawki, banany, szaszłyki prosto z grilla pilnowanego przez najlepszych kuchcików Watahy Karmazynowej Nocy, a do tego różnej maści sery, szynki, chleby. Dla niepijących i dzieci przygotowana została krystalicznie czysta woda, ale również soki owocowe, więc o to też król nie powinien się bać.
Król. Niby nieistotne przejęzyczenie, a jednak...
  - Więc książę może mu przekazać, że wszystko w najlepszym porządku.
   Humor od razu odmienił się o sto osiemdziesiąt stopni. Basior prychnął, nawet nie udając, że jest zadowolony z wypowiedzi strażnika. Mimo to zaoszczędził słów i tylko ominął szerokim łukiem basiora, zastanawiającego się, czy powiedział coś nie tak. Alara nie dogadywała niepotrzebnie. Znała już Możana na tyle, aby wiedzieć, że w takim momencie powinna udawać, iż nic się nie stało. Drobnym krokiem, aby nie wyprzedzać swojego przełożonego. [...]

   W kuchni pierwsze, co rzuciło się Możanowi w oczy, było nienagannie czyste stanowisko pracy, z przygotowanymi warzywami różnego typu. Mięsa nie dostrzegł, co mogło być spowodowane przetrzymywaniem go w chłodniejszym pomieszczeniu. Lub myśliwi jeszcze nie dowieźli. Najbardziej i tak interesowały go drogie trunki, które będą mieli do zaoferowania. Bardziej niż jakością jedzenia przejmował się kucharzem, którego w ogóle nie znał i któremu nie ufał.
  - Popytaj dyskretnie jego pomocników i sprawdź składniki. Ja lecę zobaczyć menu. - rozkazał Alarze. 


Znajdziesz coś podejrzanego, ziom?

26 sierpnia 2021

Od Alary cd. Możana

- Ród Warkańczyków nie przepada za rodem Hajre, panie - odpowiedziała powoli gwardzistka, ważąc ostrożnie słowa. - Jak wiesz panie dla Hajre najwyższą wartością jest lojalność wobec rodziny królewskiej. Warkańczycy nie podzielają naszych wartości.
  Władca zerknął na waderę. 
- Możesz mówić otwarcie. Nie pytam cię o zdanie, żeby otrzymać ogólniki.
- Wybacz panie. - Alara zarumieniła się lekko ze zdenerwowania. - Warkańczycy sądzą, że wszystko można kupić pieniądzem, jednak nasza lojalność nie ma ceny, którą mogliby przebić. Denerwuje ich to, będąc cierniem w naszej relacji. Dodatkowo Hajre są lojalistami, monarchistami. Wiemy, gdzie nasze miejsce. Warkańczycy mają skłonności równościowe. Na tym polu można by wręcz powiedzieć, że są dla nas najgorszym wrogiem. A my dla nich.
- Rozumiem. - Możan skinął głową. - Zapewne dlatego tak szybko zauważyła twoją obecność.
- A Hajre nie odchodzą daleko od swojego pana. - Alara spojrzała na władcę krótko, jednak szybko odwróciła spojrzenie. - Następnym razem przedsięwezmę stosowne środki i nie dopuszczę do podobnej sytuacji. Panie.
  Możan chciał coś odpowiedzieć, gdy jego uwagę zwrócił pokaźny wilczy orszak, w całości wyposażony w zbroje płytowe, na którego czele szła charakterystyczna bladoczerwona wadera o chłodnym spojrzeniu. Przy jej boku maszerował sam Engermaus z typowym dla siebie, niezbyt uniżonym wyrazem pyska i najwyraźniej coś jej tłumaczył. Mastrus Zalarar zbyła go lekceważąco łapą z nieco znudzoną miną i wraz ze świtą udała się do barwionych na zielono namiotów. Gdy odeszła dowódca fortu najwyraźniej zauważył Darknessa, bo rzucił coś do podwładnego i skierował się w stronę władcy.
- Lord Możan. Zdecydowałeś się jednak panie przywitać przybyłą szlachtę. Co prawda lady Zalarar nie chciała, by ktoś jej przeszkadzał do wieczora, jednak zapewne twojej obecności nie...
- Nie po to przyszedłem. Chcę ocenić stan przygotowań - przerwał mu władca.
- Jak najbardziej w jak najlepszym porządku. - Odparł dumnie Engermaus. - Rozlokowaliśmy już większość przybyszów, a ostatnie przygotowania do fazy grupowej niebawem się zakończą. Czy jest coś, czego pragnąłbyś się dowiedzieć, mój panie?
(Możan? Właśnie xd co dokładnie chcesz skontrolować?)

29 lipca 2021

Od Nilvy do Kogoś

       Było pusto na placu. Ciemność otaczała z każdej strony dziewczę, wyglądającej na iście bezbronną istotkę. Ptaki nie ośmielały się dać głosu, zaś wiatr poruszał smutno gałęziami, na których nie dało się dostrzec jakiejkolwiek oznaki życia. Ni to zwierząt ni to liści. Jedynym źródłem światła okazała się być latarnia, z której to wydobywał się mały promyczek rozpraszający mgłę. Nawet szlachetny księżyc, który zawsze mimowolnie wywoływał podziw wśród deltowskich istot, postanowił zdjąć koronę i ukryć się za chmurami. A te nie zamierzały ustąpić mu miejsca.
   Powietrze oplatało gęsto każdy budynek i jakby wszystko stało się cięższe i bardziej nieznośne. Nie wystarczył posępny nastrój, jaki ciągnęła ze sobą Nilva od pozostawienia za sobą Rivangoth. Trudno było rzec, że kroczyła. Powolne ruchy dawały wrażenie, że wręcz wlokła się z całej siły przed siebie. Oczy podkrążone, ubranie podarte. Wrak humanoida, którego jedynym celem było marne egzystowanie i kroczenie przed siebie, za podążającym, przychylnym głosem. Jedynym wskaźnikiem.
    Dodawał jej siły podczas dwudniowej, nieustannej podróży. Wspierał dobrym słowem, kiedy ta chciała się już poddać. Coś jakby... ciągnęło ją do środka. Nie pamiętała swoich ostatnich dni. Robotnicy - nie żyli. Była wolna od swojego pana, ale na jak długo? Czy z jednego właściciela nie zmusili jej do przejścia do kolejnego? Być może nawet nie była świadoma, a żyły zapchane były różnymi substancjami psychoaktywnymi, które dodatkowo otumaniały jej wszystkie zmysły. Poza słuchem, wciąż czynnym na wołanie większej istoty.
   - Jestem zmęczona, mogę usiąść?
    Odgłos nie wydał z siebie żadnego dźwięku. Zrobiła więc to, co uznała za słuszne. Położyła się na pobliskim, przegniłym pniu, który pachniał wręcz odrażająco. Nie miala na nich ochoty i liczyła na szybką śmierć z ręki jakiegokolwiek potwora. Miast tego jednak usłyszała ciężkie kroki, zwiastujące o nadejściu jakiegokolwiek dwunoga. Nie miała przy sobie żadnej substancji, która mogłaby wspomóc ją w walce. Tak teraz pomyślała sobie o narkotykach różnej maści, uświadamiając sobie, dlaczego jest tak słaba. Bez życiobiornego prochu - umrze. 

Ktoś?

10 lipca 2021

Od Dian C.D Możana

 Obudziłam się z bólem głowy. Za wcześnie się obudziłam jednakże, gdy otworzyłam oczy.. Pomieszczenie było mi znane, ale obce. Inny zapach oraz czułam się ciężej, moje myśli wędrowały, a jakaś część mnie była, albo miała w sobie garść wylewających się opryskliwych i dosyć pesymistyczno-złowrogich emocji. Zdecydowanym krokiem skierowałam się do lustra. Gdyż cały czas coś mi się nie zgadzało. Gdy tylko spotkałam się ze swoim odbiciem, dostrzegłam, że jestem w ciele Możana. Nie spodziewałam się tak dziwnego obrotu spraw. Między nogami poczułam coś, czego wolałabym nie czuć, dlatego też zdecydowałam się przebrać i wybrać do mojego, a teraz [jego] pokoju.
Jakieś służki się zjawiły, najwyraźniej by pomóc, jednakże zostały odesłane ode mnie. Jednakże przed tym, wyraźnie powiedziałem, co chcę.
- Od dziś wiedźma, mi służy. - mój [jego] głos mógł przerazić. Najwyraźniej lekkie zaskoczenie się wkleiło na twarzach służek, ale nic nie dodały. Tak będzie mi łatwiej, by ten kobieciarz, nie dobrał się do mojego ciała. Choć to będzie dziwne.
Odłożyłam to na bok, po przebraniu się i ogarnięciu w miarę. Udałem się do swojej, a teraz [jego] komnaty. Po drodze natknęłam się na kilka osób. Udało mi się je skutecznie wyminąć. Tak zwane przeszkody. Bez zbędnych formalności wparowałam do pokoju. Moje ciało wyglądało dobrze. Zamknęłam drzwi, po czym podeszłam do niego [siebie].
- Słuchaj uważnie. Najwyraźniej zamieniliśmy się ciałami. Dlatego też, od teraz będziesz mi służyć jako ja. Pod żadnym pozorem nie dotykaj mojego ciała. Jeśli trzeba to, ja to zrobię. Choć to jest tak dziwne, że wolałbym to jak najszybciej odkręcić. Jednakże nie można. - powiedziałam i westchnęłam. Najwyraźniej jemu też się to nie spodobało. Jednakże, nawet jeśli nie mam co ukryć, to po prostu nie chce, by jakiś kobieciarz mnie dotykał.
- To teraz ty mnie posłuchaj. Ja nie wykonuje rozkazów nikogo, poza mną, a twoje ciało jest teraz moim. - jadowite słowa wydostały się z moich [jego] ust. Nie miałam innego wyjścia, dlatego też znalazłam potrzebne składniki i po przygotowaniu. Zdecydowałam zrobić coś, czego zapewne będę żałować.
- Skoro tak. Nie zostawiasz mi innego wyboru. - powiedziałam. Rozsypałam na swoim ciele [jego] proszek, przypominający proch. Tuż po zetknięciu z moim ciałem odwróciłam wzrok, gdyż na mym ciele pojawiły się znaki.
Najwyraźniej nie spodobało się to osobnikowi, nawet jeśli nie jestem w swoim ciele, to mogę zrobić wywary, które są zaklęte. Ten działa w ten sposób, że nawet jeśli będzie chciał dotykać, w których miejsca nie chce, by dotykał, poczuje nieprzyjemny ból. Jest też coś o tym wolę nie wspominać. Nie czuje wstydu, ale posiada sekrety, o których wolę, żeby nikt się nie dowiedział.
Wyjęłam z szafy szaty/szmaty, w które zazwyczaj się ubieram. Położyłam je na łóżku i patrzyłam uważnie na osobnika.
- Przebierz się, musimy gdzieś się wybrać. Bez sprzeciwów. Jesteś mną, ja tobą. - warknęłam. Już i tak byłam wystarczająco zła, a do tego ten nasilający się ból głowy, który nie dawał mi spokoju.
- Nie mów mi co mam robić. - wywarczał swoją odpowiedź. Jednym ruchem złapałam za jego [moją] szyję i uniosłem ciało w powietrzu. Starałam się ostrożnie to zrobić, ale trzymałam mocno, by nie wierzgał.
- Myślisz, że takie odpowiedzi zrobią na mnie wrażenie. Tutaj się mylisz. Twoje zachowanie jest takie samo jakie miało moje dziecko. - zmroziło mnie. Puściłam go, po czym odwróciłam się na pięcie i podeszła do stolika. Była tam śnieżno biała szkatułka, emanowała ona wspomnieniami, żalem, smutkiem i śmiercią. Wzięłam ją. Zanim jednak wyszłam, spojrzałam na osobnika, w moim ciele i wypowiedziałam dwa słowa.
- Zbliżają się. - po tych tajemniczych słowach wyszłam z pokoju. Musiałam udać się w pewne miejsce. Zła jak osa, jakimś cudem udało mi się wyjść, jednakże natknęłam się jednak na kogoś w miejscu, do którego zmierzałam.
Tak szczerze to musiałam odnaleźć zioła, które pomogą mi ten dokuczliwy ból głowy. Starałam się, unikać wszystkiego co żyje, by się nie odkryć. Jednakże spotkanie z Tytanem, nie było zbytnio dobre. Chciałam jak najszybciej się ulotnić, ale nie wyszło to dobrze.
- To, co robisz? - padło pytanie. Musiałam ostrożnie dobierać słowa.
- Szukam miejsca do odpoczynku. - odparłam beznamiętnie.
- Unikasz obowiązków. Skoro już tu jesteś, potowarzyszy mi w spacerze. - odparł. Wyczuwalne było napięcie, ale też może zgarnę zioła, o których mi chodzi.
- Dawno nie widziałem cię w tym miejscu. Myślałem, że unikasz tego miejsca, po tamtym wypadku. - najwyraźniej starał się brzmieć łagodnie i podtrzymać jakoś rozmowę.
Gdy znalazłem zioła, udało mi się odwrócić uwagę [brata], by móc je zerwać. Potrzebowałem jeszcze jednego składnika, ale z nim może być delikatnie mówić trudniej. Gdyż Tytan znajdował się w miejscu, z którego mogłam wziąć brakujący element. Więc zrobiłam coś, czego on by nie zrobił. Przytuliłam Tytana, by móc zerwać ostatni element. Zanim się jednak odsunęłam, zażyłam mieszankę, by pulsacje przeszły, wówczas puściłam chłopaka.
- Jakim wypadku? - spytałam. Już najwyraźniej chciał odpowiedzieć, ale zjawił się kolejny gość. Musieliśmy wracać, a dokładniej Możan, którym teraz jestem. Miał najwyraźniej dużo spraw na głowie. Choć starałam się jakoś wyplątać, to się nie udało i ostatecznie całe pomieszczenie było w licznych papierach i musiałam to wszystko ogarnąć, jednakże nie wiedziałam do końca, co do czego się ma...
Miałam złe przeczucie co do niego.
 

Możan?

03 lipca 2021

Od Możana C.D Dian

    Nie spodziewał się tak druzgocącej dla niego wiadomości. Nie sypiał ostatnio z nikim. Nawet Alara oddaliła się od niego, a popęd seksualny zmalał. Nie wyobrażał sobie zostać ojcem. Nie w tym wypadku. Coś takiego jak poczęcie z ducha świętego nie istniało, a przynajmniej nie według Możana. Mógł równie dobrze zostać wykorzystany i nawet nic nie pamiętać. Albo któraś ze służących zataiła to przed nim, lub Dian robi sobie z niego jaja. Równie dobrze mógł sobie pomyśleć o tym, że przecież ta kobieta nie myliła się w wielu sprawach, jednak Darius miał nieco inny tok rozumowania - zdawał sobie sprawę. Aby spróbować oderwać swoje myśli od zbyt ciężkiej i przytłaczającej rzeczywistości - postanowił wpić coś mocniejszego, najlepiej w dużej ilości.
    Głowa bolała jak po ostrym melanżu jeszcze przed rozpoczęciem picia. Skulił się w łóżku, nie wiedząc, co tak właściwie dzieje się wokół niego. Jakby nie był sobą po tym całym rytuale.
   To był błąd, zadudniło w jego głowie. [...]

   Bogowie swego czasu zebrali się na smoczym szkielecie, zaproszeni na seans. Wybierają sobie raz na jakiś czas ofiarę [lub ofiary], aby móc naparzać się nieszczęściami i tworzyć im trudności, z których takowi mogliby wyjść. Fascynujące i pożądane w tym środowisku było również wiązanie ze sobą różnych, rzekomo przypadkowych osób. Tworzenie relacji jest bardzo fascynujące, począwszy od tych wrogich, kończąc na przyjaźniach i związkach. To zdecydowanie było ulubionym zajęciem w trakcie czasu wolnego.
   Tak też tłumaczyli to sobie deltończycy, kiedy działo się coś nie do wyjaśnienia. Mało kto w tym świecie naprawdę wierzył w przypadki. Zwłaszcza, jeżeli takowy miał wydarzyć się z powodu skutku ubocznego, który wydarzyć się może raz na kilkanaście tysięcy stuleci, w skutek czego...
   Nastąpiła zamiana. I nazwać można to w przeróżny sposób: jedni twierdzą, że chodzi tu o przeinaczenie umysłów, drudzy, że dusze po prostu się wymieniły. Koniec końców władca obudził się w ciele kobiety o znanych sobie dobrze kształtach. Derealizacja uderzyła mu tak mocno do głowy, iż nie zorientował się, że już nie śni. Przewrócił się na drugi bok, a wszechobecna światłość uderzyła mu do głowy. Gdzie ja jestem?
   Ostro zakręciło się w jego [jej?] głowie. Natychmiast podniósł łepetynę, a zawartość żołądka wylądowała na trawie. Irytujący ból brzucha, mimo zabiegu oczyszczającego, nie przechodził. Podobnie zresztą jak i mózgownicy. Rozmasowanie bolących części ciała nie przyniosło długotrwałych efektów. Dawno nie czuł się tak paskudnie. Nie wiedział, co w takiej sytuacji należy robić. Nie pozostało nic innego, jak tylko czekać na cud.
   Nie pojawiło się jednak nic innego, prócz deszczu, zmywającego wymioty przybranej Dian. Ta [ten?] wpatrywała się beznamiętnie w niewielki strumień, który już po chwili utworzyła ulewa. Spadające krople przynosiły coś w rodzaju ukojenia, a dezorientacja i niepewność co do własnego bytu. Uczucie dziwne, ale jakże błogie.
   A jeszcze przyjemniejsze stało się, kiedy odkrył, że posiada melony na klatce piersiowej.

Dian?

04 czerwca 2021

Od Możana C.D Akiro

   Podręcznik napisany był w starszej mowie, a Akiro nie wyglądała na osobę obytą z tego typu tytułami, więc niechętnie wręczył jej ogromny atlas botaniczny z zaznaczoną stroną. Na kartce z numerem 274 znaleźć można było dokładny opis róży. Jakież było jednak zdziwienie lisowatego stworzenia, kiedy zobaczył fragment naderwanej stronnicy, poświęconej roślinie. Nie chciała, a może nie miała odwagi, pytać o to. Całość miała ponad tysiąc stron, więc mała miała problem z udźwignięciem całości. Chwiała się przy tym, nieomal potykając się o leżący na podłodze miecz (miała szczęście, że nie zdołała wywołać reakcji łańcuchowej, w wyniku której pokój przestałby istnieć).
   - Zapoznaj się z tym do jutra i odnieś mi egzemplarz. Pierdoliłem się kilka godzin szukając go na targu, więc nie radzę poniszczyć. Nie przejmuj się ewentualnymi brakami - jak wiadomo, każde starsze tomidło musi być w mniejszym lub większym stopniu jakkolwiek zniszczone. W razie pytań kontaktuj się ze mną jutro, bo dzisiaj będę zajęty i lepiej mnie już nie denerwować.
   Jego ogon drgał niespokojnie, uderzając co chwilę o ziemię. Podprogowo próbował powiedzieć Akiro, że nie jest już tutaj mile widziana, a przynajmniej nie teraz. Wystarczyło, że przekroczyła próg, aby drzwi zatrzasnęły się za nią z głuchym trzaskiem. Lisiątko podskoczyło, przestraszone nagłą reakcją. Nadal, chwiejąc się na boki, targała za sobą opasły tom w nadziei, że znajdzie coś wartego uwagi na temat tajemniczego kwiecia, z którym zostawiła swojego pana.
   W głowie kotłowało się milion myśli na temat tajemniczej rośliny.
    Możan usiadł, nadając sobie wilczy kształt. Jego ponure spojrzenie skupiało się na szaroburym widoku za oknem, zwiastującym burze. Ponoć podczas ulewnej burzy kwiat potrafił rozwinąć dodatkowe pąki, a gdy postawić go za oknem, jest w stanie przechowywać ładunki elektryczne...
   - Bujda.
   Delikatny głos poniósł się echem po komnacie. Czarny uśmiechnął się delikatnie, wpatrując się w postać o ciemnym kształcie. Pojawiła się zaraz za różą, kiedy niebo zatraciło swój piękny, błękitny kolor. Zniknęła, kiedy tylko przymrużył oczy. 

Akiro?

30 maja 2021

Od Możana C.D Azgula

    Zamek na chwilę został oddany w ręce Tytana. Tego dnia hrabia postanowił udać się na polowanie, korzystając z czasu wolnego. Nie poinformował jednak o tym nikogo. Wolał trzymać Alarę na ten czas z dala od własnej osoby, próbując przy okazji zdać się sam na siebie. Towarzystwo ochroniarzy, magów i służby sprawiło, że uniesamodzielnił się nieco. Zmęczenie ciągłym chrzątaniem się po domostwie innych wilków z dnia na dzień powodowało coraz to poważniejsze skutki w postaci nagłych wybuchów złości oraz ciągłego zmęczenia.
   Wreszcie był w stanie odreagować to, rozdzierając ghula na strzępy i delektując się nieco gorzkim syropem, wypływającym z żył potwora. Szarpał się tylko przez chwilę, a pod wpływem ciężaru smukłego wilka nie był w stanie poruszyć żadną z kończyn, kiedy chciał się bronić przed oprawcą. Szybko został pozbawiony sporej ilości mięsa, a głębokie rany nie pozwalały już mu na jakikolwiek ruch. Zginął, dławiąc się krwią ku uciesze rywala.
   A to była jedna z niewielu ofiar, które planował Możan tej nocy. Plany te pokrzyżował mu jednak stwór o budowie podobnej do pokonanego stwora. Rzucił się na basiora, próbując go powalić tym samym sposobem, w który on uprzednio uziemił trupojada. Basior jednak był na tyle doświadczony, że uniknął skoku. Wywołał przez to złość u wroga.
   A przynajmniej tak myślał. Oczy, które miały mu wyrazić najwięcej emocji o bestii, nie istniały. Nie widział więc ubarwienia Możana i być może nawet nie zdawał sobie sprawy, z kim ma do czynienia. Nie mógł być nawet pewien co do tego, czy stworzenie jest rozumne. Na zastanawianie się zbyt dużo czasu nie miał. Ile sił pędził w stronę napastnika.
   Wziął zamach. Pazury ledwo drasnęły głowę. Bestia była równie szybka co on w unikach. Należało postarać się bardziej. Śmierć dodała mu siły, aby zmierzyć się i z tym dziwadłem. Przegryzł łapę wrogowi  powodując przy okazji brzydką, rozległą ranę. Obficie krwawił. Mimo to wola walki tkwiła w nim aż do samego końca. Póki nie został obezwładniony przez wyższego, choć nieco słabszego wilka. Magią władał on większą. I był zdecydowanie bardziej zaawansowany w boju.
   Zaciągnął się zapachem zgniłego mięsa, wciąż wydobywającym się z jego cielska. Nie był mimo to martwy. Swego rodzaju... przynęta na trupojady?
   - Bardzo dobry kamuflaż. - rzekł, przyciskając pazury mocniej i powodując przez to wyciek krwi. Podniecił się, a jego oddech przyspieszył. Dawno nie czuł tak ogromnej satysfakcji, chociaż niejednego wilczka przecież zabijał.
   - Musisz być zaawansowany w tym, co robisz. A teraz wycharcz mi, jakim stworzeniem jesteś...
   - TUTAJ! - zawołał ktoś, wprawiając w osłupienie Dariusa. Poczuł zagrożenie ze strony nadchodzących "przyjaciół". Śmierdzieli zachodem, co na dłuższą metę nie zwiastowało nic dobrego. A nie chciał się zdradzać.
   - Nie przejmuj się słodziutki. Jeszcze się spotkamy. - nachylił się, aby szepnąć mu do ucha i odskoczyć na bok, zostawiając swoją ofiarę z tyłu, chowając się do krzaków. Przez chwilę czekał, aż wyciągnie jakieś ciekawe wnioski z całego spotkania, jednakże cała gromadka szybko zniknęła mu z oczu, wraz z najbardziej interesującym go osobnikiem. Poczuł niedosyt, jednak jakaś jego część blokowała go przed działaniem. Pozostawił więc po sobie kilka kresek wyrzeźbionych na kawałku kory. Porzucił go i odszedł powolnym krokiem w swoją drogę, starając się nie wydawać żadnego hałasu. 
  Wystarczyło tylko jednak nadepnięcie na gałąź, która pękła z głuchym trzaskiem, aby od razu zwrócić na siebie uwagę przeciwników. Zadrżał zdezorientowany i w duchu zaczął przeklinać swoją głupotę. Tamci już się zbliżali, a on aż poczuł chłód wydobywający się z głębi serca. To się chyba nazywał strach.
  - Co to było? - zapytał jeden z nich, wyszczerzając zęby i nadstawiając ucha. Być może królik, a być może jakieś inne monstrum, jeszcze siedziało w krzakach i czyhało na ich życie. Ustawił się w pozycji bojowej, gotów w razie czego doskoczyć do najbliższych chaszczy i rozwalić łeb stworzeniu. Możan skulił się więc, wystawiając zęby i ostrożnie, powolnym krokiem, próbując się zmyć. Udało mu się to, nim Azgul stwierdził, że to musiał być zając. [...]

 Powrócił z walki, dzierżąc dumnie trofeum w postaci łba wyverny. Zakrwawionego, brudzącego intensywnie posadzkę.
  - Cholera jasna, co żeś tutaj sprowadził! - wykrzyknął brat, kiedy zostali sami. - Powinieneś...
  - Nie mów mi, co powinienem. Wiem dobrze, co należy robić. Jutro też wybieram się na polowanie i nic mnie przed tym nie zatrzyma.
   - Może chociaż pomógłbyś mi w królewskich obowiązkach, jeżeli tak bardzo łapiesz się tronu, braciszku?
   Możan odwrócił wzrok od Tytana, podśmiechując się cicho. A jak przyszłoby co do czego, to i tak z tronu nie zobaczyłby nic. 
 
Trochę mi to zajęło. Azgul?

17 maja 2021

Od Dian C.D Możan

Zbudziłam się, gdy księżyc wpadał przez okno, odbijając się w misce z wodą. Moja przemiana i osłabienie mogą potrwać kilka dni. Wyczuwałam w zamku magię, która powodowała chaos, oraz mieszała ludziom w głowach. Powodowała ona także wrabianie innych w uczynki, których by nie popełnili. Musiałem wylecieć przez okno i udać się w miejsce, do którego bym mogła to dokładnie przeanalizować. Chociaż gdy usłyszałam, że Możan został wrobiony, w próbę zamordowania brata. Chociaż to planuje, nie popełniłby tak oczywistego błędu. Nie miałam sił na przemianę w człowieka, gdyż pełnia uniemożliwia to. W takiej postaci szybciej mogę się zregenerować.
Musiałam najpierw przywołać stworzenie, które nie wymaga dużych pokładów magii. Musiało mi niezauważalnie przedostać się do celi, znajdował się wrobiony Możan. Kryłam się w cieniu, gdyż łapy odmawiały mi posłuszeństwa. Musiałam odpocząć, potrzebowałam tego bardziej niż czegokolwiek innego. Mój mały duszek, podszedł do wilka, który miał na pysku kaganiec. Stworzonko musiało uważać, gdy udało mu się wdrapać. Skierowało wilka w moim kierunku. Mój mały duszek, otworzył portal, który prowadzi do bezpiecznego miejsca, a my mamy się tam udać, by choć przez kilka chwil, ono mogło się uformować w dzikiego i złego zabójcę.
Przejście na drugą stronę było bezpieczne. Usadowiłam się w pierwszym lepszym miejscu i padłam tam, by móc odzyskać utraconą energię. Przemiana zejdzie jakieś dwa może trzy dni. Wówczas będę musiała odzyskać jak najwięcej sił i sprawdzić, co albo kto wrobił Możana, jaka magia otruła Tytana. Dopiero po tym się wyniosę. Zaczynam żałować, że ogóle się tu pojawiłam. Mogłam zignorować przepowiednie i po prostu zaszyć się w odludnym miejscu.
***
Ledwo minął jeden dzień, a Pan Pośpieszny chciał już się wydostać. Chciałam coś powiedzieć, ale jedynie zbudziłam się z koszmaru, przez który moje skrzydła, wyrzuciły z siebie szpony. Powbijały się one w ściany bezpiecznej przystani.
- Siadaj i myśl, kto chce cię wrobić. - warknęłam, podeszłam do źródełka, ale cofnęłam się szybko. Koszmar, na jawie ponownie się zaczyna. Zamknęłam oczy i przywołałam do siebie coś, czego nie powinnam. Ich ciepło, otuliło mnie, wówczas ponownie mogłam pogrążyć się we śnie.
- Nie budź jej. Pomaga ci, nawet jeśli chciałeś ją wyrzucić. Czekaj grzecznie albo idź, daj się złapać. - chłodny głos, wydostał się od demonicznego Lorda, który zmarł dekady temu. Zjawiały się, gdy byłam blisko przejścia na drugą stronę, tym samym mogłam otworzyć wrota dla dusz, które strzegłam.
- Sam Tytan jest do tego zdolny. Podobnie jak i lordowie, którzy nie mają co do mojej osoby przyjemnych zamiarów. Tudzież demony, wilki z watahy zachodu. Może to być równie dobrze każdy. - odpowiedział. Jego słowa odbiły się echem w moich uszach. Demoniczny Lord zrobił coś, czego mało kto się spodziewał. Zarówno ja, jak i Możan odzyskaliśmy masę pokłady magii. Pożegnał się, zostawiając całun dla Możana. Mnie pozostawił kolejną runę.
Przemiana była bolesna, gdyż była przedwczesna, a to się wiąże z bólem. Gdy w końcu udało stanąć trzeźwa i silna na nogi, mogłam pomyśleć, jaka to magia, oraz skąd się ona wzięła.
***
Możan miał kilka zadań, do zrobienia. Między innymi zwrócić uwagę straży oraz rozpylić pył, który w woreczku został mu dany. Zrobiłam go, by można bezpiecznie się poruszać, oszukując zmysły innych. Ja jednak miałam gorsze zadanie, musiałam jakimś cudem zbliżyć się do korony Króla i sprawdzić co się w niej kryje. Może to właśnie przez nią, ktoś wpadł na tak podły plan. Dowiem się jaka magia, spowodowała duszności, oraz to, że nikt nie mógł mu pomóc. Taka magia jest starożytna i bardzo niebezpieczna. Dlatego też trzeba uważać, by nie pojawił się zmiennokształtny, który może posypać cały plan.
- Zanim pójdziesz. Weź ten kamień i trzymaj go blisko serca. Wówczas zobaczysz tego, co zmienia swój kształt. Jednak uważaj, gdyż on nie może cię zauważyć. Nie będę mogła ci pomóc. - powiedziałam i ułożyłam kamień przy jego klatce piersiowej po odpowiedniej stronie, tuż przy sercu. Zaczęłam więc wypowiadać słowa w języku, który brzmiał jak nieprzyjemny dźwięk. Ścisnęłam kamień, który wchłonęło się w serce, tworząc coś na wzór tarczy. Zasłoniłam mu jedno oko, a gdy je odsłoniłam, mógł widzieć coś, co było ukryte na widoku.
Nie powiem mu, co zrobi kamień, gdy zauważy zmiennokształtnego, gdyż kamień jak pasożytem, który przechodzi na kolejnego. Tym samym może wypalić swojej ofierze znamię, a w ostateczności pochłonąć i zabić. Odetchnęłam i ruszyłam wykonać część swojego zadania
***
Jak się okazało magią oraz uleczenie Króla było sporym wyzwaniem. Musiałam zamknąć, każdej potencjalne wejście do pomieszczenia. Ułożyłam strażników, demoniczne psy, oraz magiczne stworzenia. Rozłożyłam i rozrobiłam napar, by móc w dosyć prosty sposób go ocalić i uwolnić. Tym samym chciałam, przenieść sobie to, co on miał na siebie. Poprzez wchłanianie, karze siebie za to, co zrobiłam. Może bardziej za to, czego nie zrobiłam.
Skomplikowane zaklęcie oraz bardzo nieprzyjemny ból, który mogę odczuć. Niewypowiedziane kłamstwo oraz zerwanie więzi. Odetchnęłam, po czym zaczęłam swój rytuał, który miał na celu wyzwolić władcę, zbudzić go i uniewinnić Możana. W tym wszystkim będę mogła się ulotnić i zniknąć z ich dziwnego skomplikowanego życia.
Słyszałem jak do drzwi, ktoś zaczął się dobijać. Dlatego też musiałem wypuścić dodatkową pomoc. Musiałam się skupić, a martwy klan, musiał mi pomóc. Nad tak potężnym zaklęciem, nie mogłam sobie sama poradzić. Myślałam, że ciągnie się to w nieskończoność.
Król w końcu oprzytomniał. Udało mi się zabrać wszystko mimo rany, którą sobie nabyłam. Kolejna runa. Chciałam coś powiedzieć, ale wraz z demonami zniknęłam w cieniu, obserwując zdarzenie. Słuchałam chwilę, ale musiałam zniknąć, odejść. Dlatego też zaczęłam oddalać się od zamku. Im mniej osób wie, że pomogłam tym lepiej. Jednakże król zapewne mnie widział.
***
Minął już chyba z tydzień, gdy ukrywam się przed koszmarami, które mnie gonią. Uciekam od nich, ale jednocześnie wiem, że popychają mnie w stronę miejsca, z którego odeszłam. Ujrzałam dwóch braci, nie wiem, co tam robili. Musiałam uciekać, dlatego też, gdy broń koszmarów mnie przeszyła. Wpadłam w ramiona jednego z nich. Starałam się uwolnić i uciec przed siebie, odwróciłam się za siebie, a tam ujrzałam nadciągający koszmar. Gdy znajdowałam się między tą dwójką. Strażnicy się pojawili. Tydzień uciekania i używania magii jest niesamowicie męczący. Starożytna magia także mnie wykorzystywała. Kurczowo złapałam za obu, by nikt mnie nie zabrał. Puściłam ich jednak...

- Zjawiłam się, gdyż nie mogę od was uciec, nawet jeśli mnie tu nie chcecie. Możan w niedalekiej przyszłości, zostaniesz ojcem.. - przerwałam. Gdyż czułam wykręcające spojrzenia na sobie. Najwyraźniej Możan wyglądał jak zły, ale nagle jego osoba się zmieniła. Jednakże to może zagrozić wojnie między braćmi. Ona nastąpi, nijak nie da się tego zatrzymać, ale zbyt szybko mogłam z tym wyskoczyć.
Jeden z braci złapał mnie za rękę i zaczął ciągnąć, wepchnął mnie do mojej starej komnaty. Mieszkałam w niej tylko kilka dni.
- O czymże tyś mówiła. - donośny głos Możana obijał mi się o uszy. Dudnił jak kopyta coś, co nie dawała mi spokoju.
- Przepowiednia, którą zobaczyłam. Przed kilku dni, ukazała mi cię z małym chłopcem. Oznacza ona, że doczekasz się bycia ojcem. - rzekłam i ruszyłam, by napuścić sobie wody do wanny.
- Co ty wyprawiasz?. - jego słowa, nie zrobiły na mnie wrażenia. Dlatego też ściągnęłam swe szaty i weszłam do wanny. Wygodnie się ułożyłam.
- Zostanę tu, dopóki nie odnajdę odpowiedzi na męczące mej osoby pytanie. Teraz wyjdź. Wróć za kilka dni. - powiedziałam. Kąpiel zajęła mi masę czasu, a wytarcie się i doprowadzenie do ładu, zajęło dłuższą chwilę. Nie śpieszyłem się, za to jednak posiłek został mi dostarczony, choć nie czuje głodu, by zapełnić brzuch jedzeniem. Musiałam jedynie się położyć i odpocząć bez koszmarów. Wypuściłam małe duszki, by strzegły mych snów.

 

Możan?

12 maja 2021

Od Akiro C.D Możana

 Gdy usłyszałam, że mam zajmować się tylko tą dwu kolorową różą, ponieważ Możan niemiał nic innego fo zaoferowania jak on sam tak stwierdził.  Wzięłam niewielką zieloną konewkę z wodą, która znajdowała się przy roślinie, w zęby ponieważ jej ziemia, była sucha jak wiór. Powoli ją podlewałam, od dołu do góry starając się unikać młodych pąków, by ich nie uszkodzić. Gdy ziemia odpowiednio nasiąkła, odstawiłam konewkę na jej miejsce. Wszyscy wiedzą, że  Führera nie przepada jak nie znosi roślin, więc lekko byłam zaskoczona faktem, że miał roślinę. Słuchałam uważnie jego słów, ponieważ zawierały informację, których będę musiała się trzymać, żeby nie skazać się na jego gniew. Gdy wielki basior mówił co mam odpowiadać ciekawskim, którzy chcą poznać wszystkie sekrety. Czułam chłód i dominację z jego strony, która informowała, że nie znosi żadnych odchyleń od jego rozkazu.
– Rozumiem Führero.
Powiedziałam uchylając głowę i kładąc lekko uszy do tyłu. W sumie trzydzieści minut pracy to taki czas w sam raz, ale na myszkowanie na razie nie zabardzo, pozatym on nie jest naiwny tak jak jego brat, co mi się podobało. Spojrzałam na uschnięte rośliny.
– Nie będzie to problem jeśli wyniosę te suche rośliny?
Zapytałam spokojnie widząc, że z nich już nie będzie, są to suche badyle, w suchej ziemi. Nagle usłyszałam na zdrowie od strony kwiatka? Nie na pewno się przesłyszałam.  Na zdrowie, pomyślałam i przypomniałam sobie słowa pana.
– Mogę więc prosić opis tej róży, nie chciałabym jej zaszkodzi nieświadomie.
 Mówiłam spokojnie lecz dało się wyczuć w moim gonie fascynację  nową nieznaną rośliną.

Możan?

Od Możana C.D Dian

   Nienormalna, stwierdził. W dodatku bezczelna gówniara. Możan bardzo nie lubił tego typu dziewuch i nie zamierzał dłużej zadawać się z Dian... Miał jednak świadomość, że mu pomogła i mimo tłumienia w sobie ogromnych pokładów wściekłości musiał spojrzeć prawdzie w oczy - gdyby nie ona, albo postradałby zmysły, albo faktycznie doprowadziłby się do wykończenia. Takiego zachowania jednak nie mógł tolerować, więc nagroda za jakąkolwiek zasługę, w tym chociażby za podziękowania, nie wchodziły w grę. Czy należało ją jednak zostawi...
   - Mój panie, wszystko dobrze?!
   Do komnaty wpadła rozdygotana dziewczyna o białych jak śnieg włosach i niebieskich oczętach. Wargi jej drżały, kiedy wpatrywała się w swojego pana. Krzyknęła, dostrzegając również i leżącą kobietę, nad którą czarnowłosy klęczał, nie wiedząc tak właściwie, co należy robić. Służąca jednak, spod znaku krzyża oznaczającego pomoc medyczną, wiedziała, że kobiecie należy pomóc. Możan milczał nawet wtedy, kiedy jego dziewczę uklękło przy Dian, sprawdzając jej puls. Oznajmiła ze spokojem w głosie, że jest raczej w stanie stabilnym, a na zły stan ciała wpłynęła zbyt ogromna ilość magii.
  - Zanieś ją... do sali szpitalnej. - rzekł tylko, nim wyruszył w stronę wyjścia.
   Nawet nie pytała o to, czy należy informować go o stanie dziewczyny. Nie obchodziło go już, czy zdechnie, czy nie. Najlepszym wyjściem z tej sytuacji było udanie się do ustronnego miejsca i zaczerpniecie oddechu. Miał dosyć jak na ostatnie mordercze godziny. Życzył sobie zniknięcia tylko młodej damy z jego życia i to jak najszybciej. Serce uspokoiło już swój rytm, a kiedy położył się na łóżku - poczuł błogi spokój. Nie miał siły nawet wzywać pielęgniarki, która zapewne nadal czuwała przy Dian, aby uprosić ją, że kiedy pacjentka tylko się obudzi - ma natychmiast opuścić zamek. Należało też poinformować o "groźbie" rzuconej przez to babsko w stronę brata Możana. Ta cholera mogła równie dobrze sama wywołać jego gorsze samopoczucie, aby na tym zyskać. Nie ufał jej, nie tolerował.
   Sen zmorzył go dosyć szybko, a pobudka nie należała do najprzyjemniejszych. Zamek bowiem toczył ogromny chaos, a słudzy o przeraźliwym spojrzeniu rozglądali się dookoła, zapominając o księciu, który ledwo stał na nogach. Jeszcze nie do końca był w stanie odczuwać odpowiednio mocno. Jego mózg nie pojmował, co działo się wokół. Na przemian - zmysły wyostrzały się i cichły. Pulsacyjny ból łba przesycił jego czaszkę, rozdzierając ją na dwie części.
    Przetarł łapą fragment pyska. Było mu za mało. Potrzebował do tego jeszcze łyka alkoholu oraz wsadzenia nosa do lodowatej wody. Gwarantowało to natychmiastowe wstanie na łapy.
   I tak kręcił się zdezorientowany, podczas, kiedy wilki i ich ludzkie formy przebiegały przez korytarze, krzycząc coś niezrozumiałego dla samego fuhrera. Wyniuchał dobrą wódkę z jednej z szaf kuchennych. Nie zdziwił go nawet fakt, iż o tej porze wyjątkowo nikogo nie było w pomieszczeniu, które zazwyczaj roiło się od innych postaci. Na chwilę obecną liczyło się tylko orzeźwienie i obudzenie. Być może Dian osłabiła go dodatkowo swoim zaklęciem i to właśnie był skutek uboczny.
    Łyk wystarczył. Nawet nie potrzebne było zanurzanie się w zimnej wodzie. Od razu poczuł się jak nowo narodzony. Przeciągnął się leniwie i otrząsnął. Krzyki zaczynały do niego powoli docierać. Słyszał hałasy dobiegające zza drzwi. Zainteresowało go to.
   Zaczepił więc pierwszego lepszego kolesia od straży. Nie kojarzył nazwiska widniejącego na plakietce, jednak wyjątkowo się tym nie przejął. Być może ktoś nowo zatrudniony przez brata... Brata.
   - Co się dzieje? Gdzie jest wasz dowódca?! - głos fuhrera stawał się coraz bardziej przytomny, a przy tym - rozwścieczony. Powoli docierało do niego, co się wydarzyło.
   - Król dzisiaj w nocy zaczął się dusić, panie. Zesłano do niego najlepszych magów i medyków. Stan stabilny. Obecnie - śpi. Szukamy winnych. Podejrzewam, że kiedy pan się obudzi, będzie koniecznie chciał z tobą rozmawiać, hrabio.
   Głos nieznajomego strażnika nie napawał optymizmem Dariusa.
  - Pójdzie pan ze mną. - z tyłu rozległ się donośny głos kapitana. Wilk nie zorientował się, że chodzi o niego, póki dorosły mężczyzna nie złapał go za ogon, uwłaczając godności. Poczuł się źle, i odruchowo wyszczerzył zęby. W zamian za to otrzymał sporą dawkę żelaza na ryj w postaci niewygodnego kagańca. Nie wiedział, co się dzieje. Próbował użyć magii, tyle że... cholera.
   - Jesteś aresztowany, Możanie Dariusu Rivers z powodu próby zamordowania miłościwie nam panującego króla Tytana Trzeciego Riversa. Radzę zachować milczenie gdyż każde słowo wypowiedziane może obrócić się przeciw panu. Ma pan prawo do adwokata w areszcie oraz krótkiej rozmowy z wybranym przez pana świadkiem w obecności strażnika przed rozprawą. Rozmowa ma trwać nie dłużej niż trzydzieści minut.
    - Pierdol się, Golden. - warknął fuhrer. - Pierdol się zdrajco.

Dian?

08 maja 2021

Od Możana C.D Akiro

   - Nie mam nic więcej do zaoferowania. Większość z tych kwiatów zdechła dawno temu, chociaż nie zaszkodziłoby przynieść tutaj również i innych, cennych roślin. Kto wie, może Orchidea pasowałaby do tego wnętrza, jak myślisz?
   - Pozostałabym przy różach. - stwierdziła spokojnie Akiro, muskając delikatny kwiat wodą. Nigdy w życiu nie widziała takiego połączenia w postaci czarno-czerwonych kwiatów. Nie śmiała jednak skomentować nietypowego dla niej wyglądu. Po prostu wykonywała rozkaz polegający na pielęgnacji rośliny. Nie wyglądała na chorą ani osłabioną, wręcz przeciwnie - mogłaby rozwinąć wkrótce dodatkowe pączki i rozrosnąć się jeszcze bardziej. Wyglądało to tak, jakby to właśnie ona była powodem śmierci pozostałych, mimo iż nie była pasożytem. Chociaż kto wie, czy Darius nie wyhodował jakiegoś specyficznego rodzaju?
   - Dobrze wiem, że nie wygląda to najciekawiej. - rzekł, obracając się wokół rośliny. - A jednak widzisz, testy z atramentem jednak robią swoje. Nie masz się czym przyjmować. Do komnaty wpuszczać się będę między godziną osiemnastą piętnaście a osiemnastą minut trzydzieści. Nie dostaniesz więcej czasu nawet w razie spóźnienia, o ile nie dasz mi wcześniej znać, że zaszły jakieś problemy. Nabrać wody możesz nawet z mojej prywatnej łazienki obok. I w żadnym wypadku nie zdradzaj nikomu, co tutaj robisz i czym się zajmujesz. Wystarczy odpowiedź, że jesteś tu na moje polecenie i nie powinni cię zaczepiać podczas pracy. Jeżeli jednak, to zakoduj sobie, że będą mieli ze mną do czynienia i nie masz prawa się tłumaczyć. Instrukcję na temat tej róży możesz przeczytać tylko tutaj. Nie wynoś jej poza pole tego pokoju, rozumiesz?
   Kwiat kichnął.

Akiro? To nie jest zwykła róża! Mam chyba pomysł wreszcie na coś

05 maja 2021

Od Akiro C.D Możan

Wedle słów drugiego syna alfy zajęłam się ziołami, którymi zajmowałam się przed przybyciem jego osoby do szklarni zwanej "Ogrodem". W pewnym momencie poczułam, że basior jest o krok ode mnie i sprawdza kim jestem. Odpowiedziałam cicho na jego pytanie. Moje uszy były położone lekko po głowie, jednak lekko się uniosły gdy usłyszałam o jakiś różach. Wiec che bym się nimi zajęła bo niema ręki. Poczułam jak jego ogon obtacza się w koło mojego ciała, niewiedząc co powiedzieć skinęłam głową i ruszyłam za nim. Basior zapewniał mnie, że nie będę mieć problemów z powodu zostawienia szklarni, chodź w sumie i tak już naprawiłam to co ktoś sknocił. Powoli szłam przy boku muskulatornego Führera. Weszliśmy do zamku, a mój wzrok zwiedził główny korytarz. Szłam krok w krok przy basiorz, zastanawiałam się czy kazał mi ze sobą iść tylko dla kwiatów, czy to może ciekawość przez mój niestandardowy wygląd. W końcu nie codziennie widzi się wilka z porożem, podniosłam wzrok do góry, tym bardziej u samicy. Po chwili weszliśmy do jego gabinetu, był dosyć spory, pełno półek. Sprawnym okiem namierzyłam róże, o którą chodziło Możanowi.  Zdałam sobie sprawę, że zostawiłam torbę w Ogrodzie. Drzwi się za nami zamknęły, a ja spojrzałam na basiora, który był w wilczej formie.
-Więc mam zająć się tą piękną różą?
Zapytałam spokojnie, wilka który przemienił się w człowieka i usiadł na krześle za biurkiem.

(Możan, czy chodzi ci tylko o róże?)

30 kwietnia 2021

Od Możana C.D Akiro

   - Nie patrz na mnie. - rzekł cicho. - Odwróć oczy. Zajmij się kwieciem. Po prostu nie patrz na mnie.
  Był przygnębiony i nie potrafił się z tym kryć. Jego ogon drgał niespokojnie, a zęby trzymał zaciśnięte, jakby próbował się powstrzymać przed atakiem. Zastanawiał go lis niecodziennej urody. Nigdy wcześniej nie widział go w tych okolicach. A brat nie wspominał nic o nowym ogrodniku. Z drugiej strony - po co by miał? Przecież, do cholery, robił wiele różnych takich rzeczy.
   - Długo tutaj pracujesz? - zapytał ją, podnosząc się niespodziewanie i obwąchując jej ogon.
  - Nie, panie. - rzekła. Zdaniem Darknessa głos wadery kompletnie nie pasował do jej wyglądu. Cała ta hybryda była najdziwniejszym wilkiem jakiego w życiu widział. Być może miał równie interesującą osobowość.
  - Potrafiłabyś zająć się może moimi różami? - zapytał. - Otrzymałem niedawno, ale nie mam kiedy się nimi zająć, a nie chcę, aby zaśmiecały mi pracowni, będąc martwe. Zatrudniam cię, młoda damo, jako prywatnego ogrodnika, bo nie ma po co siedzieć tutaj i martwić się o patyczaki króla. Ten najlepiej wie, jak się powinno nimi zajmować.
   Skinęła potulnie głową, nie wiedząc, jak właściciwe zachować się w tej sytuacji. Poczuła, jak potężny basior obejmuje ją ogonem, robiąc kilka kroków do przodu. Zachęcona, zaczęła kroczyć wraz z nim - ramie w ramię.
   - I nie bój się, usprawiedliwie twoją nieobecność.

Aki?

23 kwietnia 2021

Od Akiro C.D Możan

Skończyłam przesadzac jeden długi rząd roślin, więc usiadłam patrząc na swoje dzieło. Siedziałam, a mój ogon z zadowoleniem lekko podrygiwał, w rytm oddechu. Do moich uszu dotarł dźwięk otwieranych drzwi do szklarni, miałam już zamiar ochrzanić zielarza za jego niedouczenie i prawie zniszczenie roślin. Jednak gdy tam spojrzałam to zobaczyłam istotę chodzącą na dwóch nogach, wiec podniosłam nieco wzrok i ujrzałam zniszczoną cześć twarzy. Słyszałam, że jeden z dziedziców został oszpecony w pewnym incydencie, ale nie sadziłam, że aż tak. Podniosłam się chcąc się przywitać  zanim to uczyniłam po szklarni przeszedł jego głos niosący słowa "NIE GAP SIĘ" spuściłam głowę kładąc po sobie uszy, w tym momencie przypomniałam sobie, że nie lubi jak się na niego patrzy.
-Proszę o wybaczenie.
Powiedziałam uginając przed nim kark. Widziałam, że miał źle opatrzone świerze rany, ale wolałam się nie wychylać. Słyszałam, że Możan nie umie panować nad swoimi nerwami. Widząc, że przestał specjalnie zwracać uwagę, wzięłam worek i ruszyłam na górę. Zaczęłam wykopywać rośliny i chować je do worka, a gdy to zrobiłam wyciągałam cała ziemię i upychałam ją w worek, następnie wsypywałam nową w pewnym momencie wyczułam, że stoi  za mną i mi się przygląda co potwierdziłam zerkając za ucho. Odwróciłam się w jego stronę z spuszczoną głową, rogi były jeszcze małe wiec o nic nie zachaczały.
-Czy mogę w czymś pomóc panie?
Zapytałam niepewnie nie wiedząc, czy czasem zaraz w głowę czymś nie dostanę.


Możan, spróbuje

21 kwietnia 2021

Od Możana C.D Akiro

    Było tego dnia zimno, jak na wiosenny poranek. Wiatr nieprzyjemnie targał jego grzywę, odsłaniając rozdrapane do krwi lico. Tego dnia miał wypadek. Służąca, która po potknięciu spowodowała dodatkowy uraz twarzy wilka, została wywalona pracy na zbity pysk, tracąc przedtem kilka palców u rąk, aby już nigdy więcej  nie ośmieliła się cokolwiek skrzywdzić. Nie dochodził do tego, czy zrobiła to specjalnie, czy może był to zwykły wypadek (chociaż on sam zakładał jedynkę jako bardziej prawdopodobną opcję). Miał zostać opatrzony, jednak był zbyt agresywny wobec medyków, aby ci mogli podjąć jakiekolwiek działania. Sam wyciągnął sobie szkło z pyska, starając się przy okazji nie wybuchnąć. Łzy aż kręciły się w oczach, jednak nie zalał się nimi jak mały szczeniak. Czuł się okropnie z faktem, że to właśnie pysk został naruszony... Przynajmniej w niewielkiej części.
    Miał dosyć ludzi, więc wyszedł do drugiej części ogrodu, zapominając o tym, że ktoś jeszcze tutaj był. Jak mógł zapomnieć o nowo zatrudnionym ogrodniku, który podlizał się Tytanowi, dostając dzięki temu brak dozoru, co nie spodobało się samemu Dariusowi.
   Woda uderzyła do mu głowy, kiedy tylko zauważył rogacza. Budowę miał ni to waderzą, ni to basiorową. Nie interesowała go jednak płeć, a sam fakt, że lisowaty zwrócił uwagę czarnego, prowokując go przy tym. Bo wystarczyło tylko spojrzenie na pysk, aby od razu uderzyła go myśl o szyderstwach kotłujących się w głowie nieznajomego. Patrzy na twarz. Widzi rany. Widzi jego ohydne cięcia. On to wszystko widzi...
    Widział też to, że Możan nieumiejętnie opatrzył całość.
    - NIE GAP SIĘ. - głos następcy, załamany i wrogi, obił się echem po ogrodzie.

Aki? Seria szybkich opek?

Od Możana C.D Kościopsa

    - Och, cóż to za zamieszanie?
   Goście rozstąpili się w popłochu, nie spodziewając się pewnego jegomościa, kroczącego dumnie w stronę baru. Część z nich - ukłoniła się w przestrachu, okazując tym samym głęboki szacunek. Wszyscy, poza Kościopsem, zareagowali głębokim niepokojem. Zaś on, wyjątkowo, nie potrafił. Nie był królem, a jedynie księciem... Dlaczego wszyscy reagowali więc z większym przestrachem niż na widok Tytana? Coś tu musiało być ewidentnie nie tak.
   - Nie musicie... - rzekł Możan, wyszczerzając zęby w nieprzyjemnym uśmiechu i poruszając przy tym łbem, przez co odsłonił część swojej brzydkiej facjaty, wywołując u niejednego mdłości lub wymioty, w zależności od wytrzymałości. Odwracali wzrok, kpili w żywe oczy, lub wyszydzali po cichu, przy Dariusu próbując zachować najwyższą formę szacunku. Dwulicowi, podli, zakłamani. Takimi otaczał się najczęściej fuhrer, dlatego tęż z pogardą wpatrywał się w każdego, kto wykonał ukłon z nisko opuszczoną głową. Kościopies w swoim braku kultury wydawał mu się w tym momencie najbardziej szczery, jednak mimo to nie robił dobrego wrażenia swoją pychą (jak to odebrał wilk). Bardziej niż kłamców basior nienawidził osób przepełnionych dumą, które nie mają pojęcia, kiedy należy schować się przed następcą tronu. Mimo to nie przybrał wrogiej postawy wobec przybysza, a jego głos wydawał się po chwili kojąco przyjemny dla ucha:
   - Nie przejmuj się moimi ludźmi. Nie są przyzwyczajeni do gościnności. Chodź, usiądźmy i pogadajmy. Jak mam się do ciebie zwracać, przybyszu?
   - Kość... Kościopies. - rzekł spokojnym głosem, nieufnie śledząc wzrokiem ruchy czarnego, który zbliżał się coraz szybciej w jego stronę. Uczucie bycia osaczonym paraliżowało go, więc czuł, że mógł robić tylko tyle, na ile pozwalał mu sam Możan. Kiedy ten zasiadł więc do stołu i ruchem głowy zachęcił go do podejścia, ten wykonał rozkaz bez najmniejszego zawachania. Był z jednej strony przerażony, a z drugiej zaintrygowany tym, co ma mu do przekazania wyżej położony basior.
   - Opuśćcie nas. Zajmę się naszym gościem. - rzekł do służby, zrzucając wilczą skórę. W ludzkiej formie był równie odpychający z wyglądu, chociaż dało się zauważyć, że kiedyś nie dało się od niego oderwać wzroku. W lewej ręce trzymał puchar wypełniony po brzegi winem. Kość nawet nie zdołał zauważyć, kiedy kelner mu je zaoferował. Chociaż istniało też prawdopodobieństwo, że ktoś po ludzku, ze strachu, postanowił je odstąpić.
  - A więc jesteś tu tubylcem. - rzekł cicho, kiedy powoli jego poddani zaczęli się wycofywać z pomieszczenia. Nawet karczmarz oraz poboczni goście postanowili dać sobie spokój i gruby basior zza laty postanowił przepłoszyć wszystkich i zaprosić na jutrzejszą promocję, bo dzisiaj nie było już czego szukać w tym barze. Wiatr wył nieprzyjemnie, poruszając drzewami złowrogo. Dało się odnieść wrażenie, że zaraz nastąpi coś okropnego.
   A mimo to jedynie fuhrer rzekł:
   - To nie miejsce dla cudzoziemców.

Kość?

18 kwietnia 2021

Od Akiro do Możana

 - Niro, Niro! Kurwa wstawaj!
dało się słyszeć po całym domostwie.   Spod ciepłej pierzyny na drewnianą podłogę suneła się wilczyca o rudo czarnym kolorze siersci z parą małych pojedynczych rogów.
- Już! Już...
mrukła podnosząc  się z podłorzą, otrzepała się powdoujac tym samym lekkiei ochłodzenie ciała.  Wilczyca siekrowała sie do drzwi a następnie zeszła na dół.
-No wreszcie wstałaś.
powiedziała  kobie kłada przed nia talerz z ryżem i miesem.
-Przepraszam, byłam wykonczona.
powiedział i zaczęła zajadać się przygotowanym jedzeniem przez panią domu.
-Dzisiaj idziesz do ogrodu w pałacu?
-Tak.
odparła oblizując pysk z smakiem i podała jej pusty tależ. Po czym skierowała się do wyjścia z domu, narzuciła torbę z narzedziami na grzbiet i otworzyła drzei.
-Pa.
powiedziałai biegiem skierowała się do zamku, pokazała straży przepustke i przeszła przez bramę kierując się do ogrodu. Zatrzymałam się przy jednym z krzaków białej róży, sciagnełam torbe z grzbietu i wyjełam z niej mapę ogrodu.
-Czyli dzis wieczorem wytarczy podlać cała tą częśći, a dziś głownie została szklarnia.
wilczyca złapała torbę w zęby i przeszła do szklarni i zajełam się roślinami.
-Znowu jakis debil puścił słona wode, do tych leczniczych ziół. -westcheła i poblokowała wpływy i pusciła słodką wodę, po czym zabrał się przesadzanie roślin.

Szablon wykonała Fragonia na rzecz bloga Wataha Karmazynowej Nocy. || Credits