Od Somina C.D Maeve

- Witam. – powiedziałem spokojnym głosem. Szedłem w jej kierunku, wirując między gęsto rosnącymi zaroślami. – Zgubiłaś się w lesie? – zapytałem.
Różo włosa, postać siedziała w bezruchu. Coś się jej stało? Jest głucha? Zatrzymałem się i rozejrzałem, czy w pobliżu nikogo nie ma.
- Hej, słyszysz mnie? – powoli zmierzałem w jej stronę.
Dziewczyna jak duch, w jednym momencie znalazła się w powietrzu nad moją głową. Zgrabnie obróciła się i wylądowała za moimi plecami. Nie zdążyłem się obrócić, bo na plecach i gardle poczułem zimną stal. Nie miałem wrogich zamiarów, ale nie byłem też głupcem, który będzie stał jak patyk na łasce zdziczałego dziecka. Chwyciłem za oba jej nadgarstki i skrzyżowałem jej ręce, odwracając się do niej przodem. Przez chwilę oboje zamarliśmy, czekając na kolejny ruch przeciwnika. Dziewczyna, a przynajmniej odnosiłem takie wrażenie, skrzywiła się i wyrwała jedną rękę, chcąc mnie przeciąć na pół swoim krótkim nożem. Musiałem puścić jej rękę, by zrobić unik. Oboje odskoczyliśmy od siebie na bezpieczną odległość.
- Spokojnie, nie chcę ci nic zrobić. – powiedziałem tym samym tonem, co na początku naszego spotkania.
- Skąd mogę mieć pewność? Dobranoc.
Wokół mnie zaczęła się pojawiać gęsta czarna mgła. Na początku starałem się z niej wyjść, ale była ona wszędzie, a przeszkody zbudowanie z drzew i ich korzeni uniemożliwiały wybiegnięcie z niej. Stanąłem w miejscu i postanowiłem rozwiać tę mgłę. Wyciągnąłem swój nóż zza pasa i wzmógł się wiatr. Mgła zniknęła jak płomień świecy przy mocniejszym dmuchnięciu. Nie mogłem nigdzie dziewczyny dostrzec. Uciekła? Pewnie nie… Kiedy byłem plecami do niej, zeskoczyła z drzewa, przewracając mnie na ziemię. Odwróciłem się na plecy i zablokowałem moim zakrzywionym ostrzem jej sztylet, którym chciała pozbawić mnie głowy.
-Przestań. – zacisnąłem zęby.
Napastniczka szybko zmieniła technikę i teraz chciała zatopić swoją stal w moim gardle. Złapałem ją za nadgarstek dwoma rękoma, wypuszczając tym samym nóż. Zaczęliśmy się siłować. Nie dość, że siedziała na mnie i z góry napierała całym ciałem, to okazała się jeszcze silniejsza ode mnie.
Gdybym tego nie zrobił, jej sztylet z pewnością w pewnym momencie zasmakowałby mojej krwi. Użyłem mojej ostatecznej broni w takiej sytuacji. Dziewczynę ściągnęło ze mnie trzech moich klonów, którzy dokładnie ją unieruchomili. Podniosłem się z ziemi i otrzepałem z piachu.
- Mówiłem dosyć. – byłem lekko zirytowany jej natręctwem.
Wiedziałem, że długo moje sobowtóry tu nie zostaną. Musiałem uniemożliwić jej dalsze podjęcie decyzji o walce ze mną. Była zbyt niebezpieczna, bym ją ot, tak puścił. Zebrałem swój nóż i ponownie schowałem go za pazuchę.
- Przestań atakować każdego, kto się pyta, czy nie zabłądziłaś. – kopnąłem ją solidnie w splot słoneczny, by nie mogła nabrać powietrza.
Najwyżej ją piorunem potraktuję, jak jeszcze się podniesie. Nad naszymi głowami zaczęły się zbierać deszczowe chmury. Klony wyparowały jak gotująca się woda.
- Nie trafiłaś jeszcze na godnego przeciwnika, czy wszystkich tak zabijasz znienacka?
 
Maeve?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Wędrowcze, oto masz możliwość pozostawienia po sobie śladu! Proszę o podpisanie się nickiem na howrse/imieniem postaci na Divided Kingdom. Obraźliwe i anonimowe komentarze będą usuwane!