Divided Kingdom: Nowe Pokolenie

  Nie mogli przestać. Zaraza. Każdy atakował każdego. Darkness podniósł rękę na swojego syna, Zdrajca na Miyashi, Haylee na Arayę.. Tylko niektórzy byli w stanie zachować trzeźwy umysł, a i oni nie wiedzieli, co zrobić, aby powstrzymać krwawą masakrę.
  Stał tam. Śmiał się, mierząc wzrokiem każdego członka każdej watahy. I samotników. Nikt nie był w stanie uciec przed jego wzrokiem. To było potworne.
  Byłam przy nim. Pokazywał mi swój nowy, chory świat. Zero miłości, zero przyjaźni. Tylko ból, wojna i cierpienie. Nowe pokolenia wychowywane na J.E.G.O zasadach. Zadowolona jesteś z siebie? Pewnie tak, skoro z taką fascynacją wpatrujesz się w to, co sama stworzyłaś.
  Ta. Jeszcze kilka dni temu miała pomysł na DOKŁADNIE taką apokalipsę na blogu. A teraz? Zainspirowała tym samym jednego z największych demonów. Gdyby był to tylko film, to śmiało mogła powiedzieć, że ten scenariusz zasłużyłby na Oskara (Tygz taka skromna XD). A sceny mistrzowskie. Szkoda tylko, że nie był to ani sen, ani film. To była rzeczywistość.

  Fragonia obudziła się z krzykiem. Jej lament nie trwał jednak długo, ponieważ zaraz po pierwszych dwóch sekundach oberwała czymś metalowym w nos. Znowu położyła głowę na poduszkę i przeklinając niczym szewc, przyłożyła sobie swój zimny telefon do bolącego miejsca.
  - Głośniej się nie da? - warknął czarnowłosy, wychodząc z cienia. W ręce trzymał patelnię. - Mam komuś tu jeszcze raz przypier... przywalić?
  Mimo bólu dziewczyna była szczęśliwa, że ujrzała akurat Ponuraka, a nie.. Est, czy Zdrajcę. A Zdrajcy to nie chciałaby już nigdy w życiu widzieć na własne oczy!
  Powoli podniosła się i wyszła spod ciepłej kołdry. Przetarła oczy i jeszcze raz spojrzała na czarnowłosego. Zwykle wolała mężczyzn z zarostem, ale Darkness wyglądał cudnie i bez niego. Przypominał jej z lekka Sherlocka Holmes'a, jednak ta jego charakterystyczna grzywka, opadająca na oku.. To dodawało mu +1000 do seksowności. Wilkobójca zdał sobie sprawę, że brunetka zaczęła mu się dziwnie przyglądać, dlatego odsunął się, jakby ta zaraz zamierzała na niego skoczyć i zacząć rozbierać.
  Fragonia w końcu wypadła z transu.
  - Chciał pan coś konkretnego, czy może zechciałeś się panie Wilkobójco tylko wyżyć, lub mnie obudzić?
  - Co? A, noo.. Fox odmówiła współpracy, musiałem się nią zająć, a jako iż nikt nie był chętny zostać z tobą, to wygląda na to, że musimy poradzić sobie sami.
 - To znaczy..? Zabierasz mnie mistrzu na pole bitwy? - zapytała brunetka, próbując ukryć ekscytację.
 - Taa.. moja ty gówniaro. I ciesz się póki możesz. Mamy znaczną przewagę, a zdecydowana część krukonów, dla własnego dobra, zrezygnowała z dalszej walki. Co za tym idzie? Rzeź nie potrwa długo, chyba, że będę miał taki kaprys i zechcę się pobawić ciałami moich ukochanych przyjaciół.
  Cornelia złapała więc swoje ubranie i wybiegła z sypialni, kierując się w stronę łazienki. Po drodze wpadła na rudowłosą, która czyściła swoją broń.
  - Ejj.. panie! Uważaj, gdzie... - Fox przystopowała, kiedy zorientowała się, że wpadła na Fragonię. Zrobiła obojętną minę. Brunetka już miała coś powiedzieć, kiedy na korytarz wyszedł Darkness.
 - Persu, wiesz, gdybyś chciała się ubrać, to ja mógłbym się odwrócić, a ty od razu ucieka.. - czarnowłosy spojrzał na rudowłosą i zrobił kwaśną minę, jakby zobaczył Mroku we własnej osobie.
 Fox również nie wyglądała na uradowaną, widząc czarnowłosego. Fragonia domyśliła się, że między nimi była jakaś ostra sprzeczka ostatnio, jednak wolała się nie dopytywać, o co chodziło. Westchnęła tylko i ominęła dziewczynę. Kiedy odeszła tylko kilka kroków, między jej znajomymi znowu doszło do kłótni. Darkness zaczął wyzywać Fox od ladacznic, zdrajców i suk, ta z kolei również zaczęła wyzywać Wilkobójcę. Cornelia po prostu nie mogła znieść ich kłótni. Myślała, że od czasu ich wspólnej przygody, przynajmniej nabiorą do siebie jakiegoś szacunku. Szkoda tylko, że oboje byli na tyle uparci, że żadne z nich nie chciało ustąpić.
  Tytania rozpędziła się i z całej siły uderzyła w pobliskie drzewo, które pękło na pół. Metalowe skrzydło wytrzymało uderzenie i nawet nie zaskrzypiało. Dzięki Archaniołom Tytania nic sobie nie zrobiła podczas tej próby. Szkoda tylko, że nie mogła już podziękować temu, który wykonał dla niej to skrzydło. A raczej zamówił.
  Dość. Musiała się wziąć w garść! Zacisnęła zęby i wysunęła pazury. Zaczęła się pastwić nad biedną rośliną. Czarnej wzrosła agresja. Miała ochotę stłumić wszystkie swoje uczucia w sobie. Teraz wiedziała, dlaczego Darkness tak bardzo przeklinał to uczucie.
 Raz nie pojawił się na wojnie. Zniknął. Zwyczajnie rozpłynął się w powietrzu. Zdradził ją. To bolało tak bardzo, jak nigdy.. Podobnie zabolał ją też brak wiadomości od Hellmestina. Dopiero od Wilkobójcy dowiedziała się, że on również rozpłynął się w powietrzu. Prawdopodobnie został zabity, lub sam popełnił samobójstwo po stracie Shiriov.
  Z namiotu wybiegła Rena, która usłyszała przekleństwa młodej wadery. Tytania odwróciła się.
 - Tytanio, proszę, przestań. - powiedziała spokojnym głosem kocica, dotykając łapą zdrowego skrzydła wadery.
  Czarna wadera odwróciła się w stronę kotki. W oczach miała łzy.
 - Prze.. przepraszam. - jęknęła i usiadła na ziemi. - Po prostu.. tęsknię, rozumiesz? Mimo tego, iż mnie wystawił, nie mogę przestać myśleć o nim. Faceci to jednak debile.
 Rena przytuliła bez słowa waderę. Widziała, że Tiffany była bardzo nie w sosie. Gorzej również radziła sobie z walką i przez całe dnie chowała się w swoim namiocie. Członkowie Sekt bali się zakłócać jej spokój. Tylko jej przyjaciółka i jej dzieci mieli możliwość odwiedzania Alphy. Nie wiedzieli nic o planach Tytanii. 
 
  Basior otworzył powoli oczy i delikatnie poruszył łbem. Próbował ogarnąć, co właściwie się stało. Umarł? A może tylko oberwał czymś w mordę, podczas walki. H-hikaru.. Widział ją? Żyje? Jest bezpieczna? ChoiLee..? Mercury? Ktokolwiek?
 Obraz powoli wrócił do normy. Widział tłum wilków i ludzi, walczący ramie w ramię z wrogiem. Nikt nie zwracał uwagi na półprzytomnego dziedzica Przeklętego Rodu. Właśnie. Wilk nie miał siły wstać. Całe ciało miał jak z ołowiu. Niech myślą, że jest martwy.
 Rany, które odniósł podczas szarpaniny wyglądały po prostu paskudnie. Nie był w stanie się nawet podnieść i uciec. Całe ciało piekło go żywym ogniem. Pył bitewny opadł. Na polu został już tylko on i setki truposzów. Oraz biały wilk, zbliżający się do niego niebezpiecznie.
 - Bardzo boli? - Mroku polizał czule jedną z ran basiora.
 Viper jęknął. Wcale nie był to kojący dotyk. Wręcz przeciwnie. Miał wrażenie, że ślina Mroku jeszcze bardziej pogłębia jego rany i otwiera dawno zlepione blizny. Basior warknął, aby odpędzić od siebie demona. Niestety, Mroku jedynie zaśmiał się i na powrót zaczął lizać basiora.
 - O-odejdź. Daj mi umrzeć!
 Biały wilk warknął coś pod nosem. Zmienił się w swoją humanoidalną formę i złapał z całej siły białego basiora za kark. Viper znieruchomiał. Jego wzrok rozpaczliwie szukał pomocy. Mroku wyczuł jego strach. Pogłębił ucisk, przez co basior zaczął się dusić. Położył jego łeb na ziemi.
  - Gdzie jest cyrograf? - warknął już mniej przyjaźnie w stronę chłopaka.
 Basior zacisnął zęby. Powstrzymał się ledwo od splunięcia w twarz demonowi. Nie był na tyle nierozważny. Wiedział, że ten gest tylko pogorszy jego sytuację. Tak pozostał ułamek nadziei, że jednak wydobrzeje.
 - W takim razie sam mnie do niego zaprowadzisz.
 Basior warknął i resztami sił próbował się podnieść. Na darmo. Biały wilczur wgryzł się w jego czaszkę. Viper wrzasnął, jednak jego krzyk nie trwał długo. Mroku ukrócił jego męki i wypuścił basiora. Percy'emu serce zabiło szybciej, a oczy zaszły krwią. Obudziła się w nim agresja i chęć zemsty. Wbił swoje pazury w ziemię. Spojrzał na białego basiora, który uśmiechnął się do niego i zniknął.
 Percy stracił przytomność.
 
  - V-viper? Dobrze się czujesz?
  Brązowowłosy otworzył szeroko oczy i rozejrzał się po pomieszczeniu. Był w namiocie medyka, a obok niego stała horda osób z różnych watah. Rozpoznał białowłosą kobietę, swojego brata, Darknessa, Zdrajcę, Fragonię, Est, Sansa, nieznajomą przyjaciółkę Tytanii oraz rudowłosą kobietę z kapturem na głowie.
 - G-gdzie Tytania? - zapytał chłopak ospałym głosem. - Hikaru? Mercury?
  Darkness zamierzał coś powiedzieć, jednak Zdrajca powstrzymał go od sarkastycznej uwagi i wyjął lustro. Wepchnął je bez słowa do ręki Percy'ego. Zdziwiony chłopak podniósł lustro, a kiedy spojrzał na swoje odbicie, wypuścił je. Nie posiadał ani źrenic, ani tęczówek. 
   Fragonia spojrzała przerażona na chłopaka, a potem na jego zabandażowane czoło. Czyżby chłopak mógł się czymś zarazić? Musiała pilnie porozmawiać z jego siostrą, jednak problem był w tym, że od czasu wypadku Vipera nikt jej nie widział. Rena była pewna, że dziewczyna już wcześniej coś planowała, jednak nie pozostawiła po sobie żadnego listu. Po wojnie wysłano część samotników na zwiady, aby dowiedzieli się co nie co o Mroku i spróbowali znaleźć Alphę Sekty Cieni. Na próżno. 
  Dziewczyna postanowiła przysłużyć się w końcu watasze. Zamierzała wyruszyć do spalonego obozu Mroku i tak odszukać Tytanię. Od czasu opuszczenia warowni przez krukony, nikt nie zbliżał się do tego miejsca. Po prostu większość osób uważała, że miejsce to było przeklęte. Fragonia postanowiła wmieszać do tego Fox. Zamierzała zaciągnąć ją na stronę. Nie wiedziała jednak, że nie tylko ona planowała zwiedzić ruinę pozostawioną po krukonach. 
  Młoda wojowniczka, Evangeline, była pierwszym samotnikiem, który postanowił położył łapy na zniszczonych zwojach pana Mroku. Białowłosa bez słowa opuściła obóz w nocy, kiedy część osób już spała, a druga część pilnowała obozu. Shadow znowu kłócił się z Alexem o to, który z nich ma mocniejszą głowę, Sarah próbowała znowu uwieść Kirisa, Est rozmawiała o czymś z Sansem, z kolei Viper, jego ojciec, oraz Zdrajca i Haylee postanowili ustalić.. właśnie, nikt nie wiedział co. Zbiorowisko Alph, na którym zabrakło założycielki Sekty Cieni oraz Bethy tej watahy. 
  Białowłosa skradała się cicho przez opuszczone namioty. Cudem było to, że nadal się trzymały. Nagle usłyszała hałas. Uniosła swoją broń do góry. Ktoś tu był. Czyżby Mroku? A może Tytania? 
  - Hey! Panie! Tu ktoś jest! - białowłosa rozpoznała ten głos.
  - Ciszej, bo nas usłyszą! - warknęła cicho brunetka, wchodząc do namiotu, w którym znajdowała się obecnie Evangeline. Cała trójka zamarła, widząc siebie nawzajem. 
 To jednak nie był koniec niespodzianek. Do namiotu, ni stąd ni z owąt, wpadła jeszcze jedna postać. Kocica, widząc trójkę, prychnęła i odsłoniła pazury, starając się wyglądać groźnie. Na Fox nie zrobiło to jednak zbytniego wrażenia. 
  - Przyznajcie się, trzymacie z Mroku i wiecie, gdzie jest Tytania! - zaczęła przemawiać Rena, ostrym głosem. 
  - Nie wiemy. Ja z Fox przyszłyśmy szukać tutaj poszlak dotyczących Mroku. 
  - Ja również. - przyznała się Evangeline po dłuższej chwili i schowała broń. 
 - Trzymajmy się wszyscy razem. - zadecydowała Fragonia. - Nie ma sensu szukać pojedynczo, tym bardziej, że wszystkie przyszłyśmy po to samo. 
  Nagle namiot, w którym znajdowały się dziewczyny (i Fox) zawalił się. Zdezorientowana czwórka próbowała wyjść na zewnątrz, jednak potykały się o siebie nawzajem. Fragonia była tak bardzo przerażona, że po kilku chwilach postanowiła usiąść i skulić się pod płachtą, cicho płacząc. Bała się, że Mroku jednak je dopadł. 
  Rena jako pierwsza zdołała wyjść na powierzchnię i zaczerpnąć świeżego powietrza. Coś pociągnęło ją za ogon. Przerażona kotka podskoczyła. Odwróciła się i ujrzała wilczą sylwetkę. Zadziwiająco podobną do Tytanii. Rena mimowolnie się uśmiechnęła i podbiegła do wadery. Kiedy jednak zamierzała się do niej odezwać, wilczyca skoczyła na nią i wgryzła się w kark kotołaczki, po czym po prostu rozpłynęła się w powietrzu. Kocica zakrztusiła się. 
  Z namiotu po chwili wylazła również Fox, a za nią Evangeline. Obie zdezorientowane spojrzały na Renę, która przewracała się z boku na bok jak opętana. Rudowłosa podeszła do kotki i trąciła ją lekko nogą. Kotołak natychmiast się na nią rzucił. To już nie była Rena. To był opętaniec. 
 Viper krążył niespokojnie po swoim namiocie. Do głowy przychodziły mu już tylko czarne myśli związane z jego siostrą. Dopiero co ją odzyskał, a już miał ją stracić? Wzrok basiora wydawał się być nieobecny. Percy znowu spojrzał w lustro. Nic się nie zmieniło. 
 - Kuźwa. - warknął przez zęby i znowu zaczął chodzić wokół stołu. 
 Ciszę przerwało dopiero wejście Tary. Wadera spojrzała na basiora i uśmiechnęła się, podając mu na stół jedzenie. Viper skierował swój wzrok na przygotowany posiłek. Mięso. Przekrwawiony stek. Krew. Wyczuł to. Spojrzał na byłego członka swojej watahy. Oblizał się ze smakiem, jakby brunetka była jakimś smakowitym kąskiem. Tara to zauważyła. Cofnęła się przerażona, ale było już za późno. Alpha WKJNu nie był już sobą. Zaatakował ją. Wbił jej swoje kły w czaszkę, tak jak Mroku zrobił to jemu. Czekał, aż się przemieni. Niedługo Viper miał się połączyć ze swoim panem. 
  Basior, wraz z nieobecną Tarą wyszedł na zewnątrz. Wyczuł kolejną świeżą krew. Spojrzał w tamtym kierunku. Niewinna, różowa wadera, kręcąca się podejrzanie wokół namiotu członka Niepodległej Republiki Samotników. Kiedy wyszedł stamtąd czarny basior, różowa aż pisnęła i wbiła do namiotu. 
  Viper ruszył za nią, a Tara pobiegła w inną stronę, szukając ofiar. Dzisiejszej nocy miała się rozpocząć rzeź.
  Rena próbowała rozszarpać zębiskami Fox, jednak ta była szybsza i uniknęła ciosu kotki. Evangeline ponownie uniosła broń i szykowała się do ataku. Z jednej strony była zdezorientowana. Właściwie to nie tylko ona. Fragonia w końcu zdołała się wygramolić z namiotu. Zobaczyła Renę, atakującą jej.. przyjaciółkę? Tak mogła nazwać Fox? W sumie.. polubiła dziewczynę, ale czy ona polubiła ją? 
  Dziewczyna zmieniła się w swoją zwierzęcą formę i bez zastanowienia zaatakowała Renę. Dorosła kocica była jednak od niej o wiele większa, co dawało jej przewagę. Fragonia z trudem unikała jej pazurów. Jakaś siła odepchnęła ją nagle do tyłu. Poczuła uderzenie w tył głowy. Fox. 
  Wilczyca zaatakowała rywalkę i powaliła ją, po czym nawzajem zaczęły się szarpać. Rena wyglądała na osłabioną. Był to świetny moment na atak. "Dalej Frago, zrób to dla Fox, niech będzie Darkness z ciebie dumny!". Istotka, z pozoru tak krucha, obudziła w sobie instynkt. Rzuciła się na kotkę, która zaczęła dusić Fox i zaczęła wymieniać ciosy. W tym samym czasie jej znajoma zmieniła formę i rzuciła się na kotołaka z jakimś narzędziem. Po chwili kocica padła martwa. 
  - Pobierzmy trochę jej śliny. Musimy przekazać ją Darkn.. - dziewczyna przerwała, czując ucisk w swojej klatce piersiowej. 
  Czuła, jak niewidzialny sznur owija się wokół jej klatki piersiowej. Odwróciła się i ujrzała jego twarz. Był taki podobny do jej ukochanego.. 
  Mroku uśmiechnął się złośliwie w stronę dziewczyny i dał jej do ręki kartkę. Po chwili rozpłynął się w powietrzu, a cały świat zawirował. Fragonia zamknęła oczy i po chwili skapowała się, że leży na ziemi. Z kartką w ręce. 
  - Żyj. - mruknęła jakby od niechcenia Foxu i podała rękę brunetce. 
  Dziewczyna wstała lekko chwiejąc się na nogach. Evangeline przyglądała się z zaciekawieniu trupowi kotołaka, od czasu do czasu go ruszając. Brunetka spojrzała na kartkę, którą otrzymała od demona.
Odkręcę to, co zrobiłam.
Zemszczę się na Mroku i na tych, którzy mieli mnie za byle dziwoląga ze względu na moje geny. 
Viper, przepraszam za to, co zrobiłam. Kocham zarówno Ciebie i Anubisa. Robię to dla was, moi mili. Cofnęłam się w czasie. Planuję odwrócić bieg wydarzeń. Będzie tak, jak dawniej. Jedna wataha, którą władamy tylko my troje. 
Ojciec nigdy nie miał prawa mieszać się w nasze życie. Zarówno on, jak i wszyscy, którzy wywrócili nasz świat do góry nogami. Zrobię to dla Ciebie - odnajdę Hikaru, Hellmestina, Yo, Agona i wszystkich tych, którzy byli naszą prawdziwą rodziną. 
 
   Darkness walczył z czterema opętańcami, którzy otoczyli go ze wszystkich stron. Est, Viper, Haylee i Kleofas otoczyli go ze wszystkich stron. To wszystko działo się tak szybko. Wilkobójca zmienił formę na ludzką i wyciągnął kosę. Będzie walczył z wilkami za pomocą magii i ostrzy. A jeżeli będzie musiał, wybije ich wszystkich. Poza jednym.
   Czarnowłosy spojrzał z wyrzutem na syna. Viper jednak nic sobie z tego nie zrobił. Szedł dalej. Był pewien, że niedługo Wisielec raz na zawsze opuści świat żywych i zamknie się w tym swoim podziemiu. Gdzie byli inni członkowie? Prawdopodobnie uciekli, zostawiając Alphę samego. Mogli też błąkać się po obozie jako opętańcy. Jedno było pewne - z tej przygodny wyniknie jeszcze więcej ofiar. A jeżeli Ponurak przeżyje, przysiągł sobie, że rozerwie na strzępy KAŻDEGO, kto zostawił go na tej wojnie. Mephistofel znowu zapadł się pod ziemie. Uczucie do niego już całkowicie wygasło. Czarnowłosemu chodziło już tylko o zemstę.
  Haylee nagle zaatakowała, jednak dużo zwinniejszy basior uniknął ciosu. Wadera wpadła na ścianę. Uderzenie było tak mocne, że typowy wilk straciłby przytomność. Ale nie opętaniec. W ślady Haylee poszli inni. Zaatakowali Wilkobójcę i zaczęli powoli wgryzać się w różne części ciała. Basior zaczął pozyskiwać esencje z otaczających go istot, mając nadzieję, że wzmocni się dzięki temu, a opętańcy dadzą mu spokój. Ku jego przerażeniu - wcale tak się nie stało. Opętańcy byli tak dobrze zaprojektowanymi "zombie", że pozyskiwali nieskończoną energię od stwórcy. W ten sposób Darkness wykończyłby tylko opętanych.
  Do namiotu wszedł Zdrajca, a zaraz za nim - chmara sługusów Mroku. Przez oczy czarnowłosego człowieka Ponurak nie był w stanie sprawdzić, czy on jest tym opętańcem, czy nie. Dopiero, kiedy Zdrajda rzucił się na skradającemu się ku Wilkobójcy demonowi, basior zdał sobie sprawę, że jednak jego "przyjaciel" jeszcze jest normalny. Obaj zaczęli walczyć, odpychając od siebie wilki, jednak starając się nie robić im krzywdy. Do namiotu jak burza wpadła nagle młoda lwica, trzymając w paszczy zwiniętą kartkę.
 - Dakfness! - zawołała omal nie wypuszczając zwoju.
  Basior jednak był zbyt zajęty walką, by skupić się na dziewczynie. Kiedy jednak ją zobaczył, bez namysłu wyciągnął swoją kosę. Przedstawienie się skończyło. Wilkobójca bez namysłu uderzał w swoich dawnych sojuszników ostrzem. Po chwili część z nich padła martwa na ziemię.
 - FRAGO! - zawołał czarnowłosy. - UCIEKAJ STĄD! NIE DAMY SOBIE Z NIMI RADY! TO DOBRZE WYSZKOLENI WOJOWNICY KTÓRZY UZYSKALI CZĘŚĆ MOCY MROKU! WEŹ TYCH, KTÓRZY JESZCZE ZOSTALI I UCIEKAJ Z DELTY!!!
 W oczach dziewczynki pojawiły się pierwsze łzy. Nie mogła go zostawić, jednak wiedziała, że nie da sobie z nimi rady. Skoro tak wspaniali wojownicy mieli problem z opętańcami, to co dopiero młoda gówniara? Chciała uciec, jednak sumienie dręczyłoby ją do końca życia, gdyby Darkness umarł.
 - Prz-przepraszam. - powiedziała, odwracając się w stronę wyjścia. - K-kocham cię mój Wilkobójco.
 Czarnowłosy na chwilę przystanął. Spojrzał jej głęboko w oczy. I tutaj stał się cud. Darkness uśmiechnął się. Uśmiechnął się DO NIEJ. Jemu jednak zależało na bezpieczeństwu i życiu dziewczyny. Czyżby jednak odwzajemniał jej uczucie? Lwica nigdy, ale to nigdy nie czuła się tak szczęśliwa.
 Ta chwila rozproszenia miała zakończyć się tragicznie. Nagle Wilkobójcę coś przewróciło. Był to Viper. Jego syn. Fragonia widziała, jak Darkness się szarpał. Zrzucił młodego na ziemię. Lwica cofnęła się kilka kroków. Nagle poczuła, że coś chwyta ją za lewą łapę i brutalnie wyciągnęło na pole. Odwróciła się. Fioletowa wadera warknęła w jej stronę, a po chwili uśmiechnęła się i przegryzła tchawicę młodej. Lwica znieruchomiała. Oczy zaszły jej mgłą. To właśnie miał być koniec...
  [...] (Co Tytania dokładnie zrobiła, będzie jej małą tajemnicą). Nagle huk! Wadera opadła na ziemię. Poczuła ucisk demona na jej tchawicy. Dokonało się. Jej dusza miała trafić do Mroku. Spełniła swoje pragnienie, a teraz był czas na Mroku. 
 - Durne me dziecię! - zawołała wadera. - Myślałaś, że odzyskasz pobratymców? Że od tak można bawić się czasem, niczym bezbronną myszką?! 
 - Nie. Ale wiedziałam, że dzięki temu pokonam CIEBIE matko. 
  Mroku opadła na kolana. Jej forma na przemian zaczynała przybierać kształty Darknessa, Tytanii i innych ludzi, którzy podpisali kiedyś z nią pakt. Demon nagle rzucił się na waderę...
 ...i w tym samym momencie Tytania otworzyła oczy. Czuła, jak masa ludzi wpatruje się w nią z zaciekawieniem. Wśród nich - Darkness, Viper, Anubis, Rena i.. Raz! 
 - Ej! Miałaś chyba zły sen, księżniczko! - zawołał Percy. - Musiałem całą watahę zwołać, bo ty znowu lunatykowałaś! 
  - Gdzie.. ja.. jestem?- wyjąkała wadera.
 - Gdzie gdzie.. - prychnął basior przewracając oczami. - W domu. W Imperium. Nie pamiętasz? Przyszłaś tutaj z Razem. Znowu te psy ganiały was po ulicy. Potem półprzytomni zataczaliście się. Może coś ćpaliście, może piliście, gówno mnie to obchodzi. I tak ojciec się wkurzy, da ci szlaban na szlajanie się z innymi członkami WKJNu, WZ oraz innym tam.. I pewnie da ci opiekuna i na pewno nie będzie to twój kochaś! 
  Zdezorientowana Tytania wstała i rozejrzała się dokładnie po pomieszczeniu. Obok Reny pojawiły się dwa szkraby. Wadera rozpoznała w nich swoich małych podopiecznych. Imperium? Psy? O co tutaj chodziło? 
  - Zostawcie nas samych. - powiedział po chwili ciszy Wilkobócjca.
 Viper wyprowadził na zewnątrz wszystkich gości. W pomieszczeniu została już tylko Tytania i Darkness. Zdziwiona wadera spojrzała na basiora:
 - Co tu się odwala? - spytała niskim tonem, próbując zachować spokój, jednak niewiele brakowało, a wybuchłaby i rozsadziła wszystko dookoła. 
 - Wytłumaczę ci wszystko od nowa. Udało ci się. Cofnęłaś czas i ocaliłaś Deltę przed zagładą, ale sprowadziłaś ludzi. Co więcej - niektóre wydarzenia nie uległy zmianie. Faktycznie opuściłaś kiedyś WKJN, ale tylko po to, aby zrobić mi na złość. Przypłynęłaś na kontynent, do Imperium, tam założyłaś Sektę Cieni, porwałaś kilku moich ludzi. Nie wiem, o co poszło. Nie pamiętam. Rena została zgwałcona, Agon i Aragorn nie żyją. Podobnie jak Yo, Hikaru, Grece, Toxic.. Wiele się nie zmieniło. Tylko to, że okryliśmy, iż istnieje kontynent, oraz wyspa, wielkością przypominająca nasze Spatium. Niektóre wilki pamiętają wydarzenia z "tamtej" Delty. Ja, ty, Tyks i inni. Powinnaś być z siebie dumna. Uratowałaś życie wielu stworzeń i ci, którzy pamiętają tamte wydarzenia, będą ci wdzięczni. Zwołam naradę.
 Darkness otworzył drzwi, zanim Tytania zdążyła o cokolwiek zapytać. Basior przed wyjściem obiecał jej, że jutro na zgromadzeniu wszystko jej wytłumaczy. I oby. 
 - Aha. - zanim Wilkobójca wyszedł z pomieszczenia, wskazał na mapę, wiszącą na ścianie pokoju dziewczyny. - Chciałbym ci tylko powiedzieć, że Sekta została rozwiązana. Teraz znowu jesteśmy częścią rodziny.
 Dziewczyna jedynie skinęła głową. Zapowiadała się długa noc. Żeby nie wtrącać się w sprawy innych członków watahy, wadera postanowiła do poranka nie ruszać się ze swojego-nie-swojego pokoju. Było to duże pomieszczenie, na środku - duże łoże, na którym obecnie siedziała, pod oknem biurko, a na nim broń biała różnego rodzaju. Prócz tego po bokach były szafki, a naprzeciwko dziewczyny, obok drzwi, wisiał GIGANTYCZNY telewizor. Na ogromnym ekranie postawiony był pilot. 
 Znudzona nastolatka wzięła go do ręki i włączyła dużym, czerwonym przyciskiem. Kiedy ekran nagle się uruchomił, dziewczyna odskoczyła i przywaliła głową w nogę łóżka. Na ekranie pojawiła się twarz białowłosego mężczyzny. 
 - Witam szanowną Tytanię! Jeśli myślisz, że ty i ta twoja żałosna wataszka daliście sobie ze mną radę, to jesteście w błędzie. Tak wam złoję dupę, że wkrótce nawet Zdrajca, którego z niewiadomych przyczyn tak strasznie nienawidzę, łącznie z Darknessem nie da rady wam pomóc! Miłego Dnia. 
 Mroku aka Bliźniak Darknessa zniknął z ekranu. Tytania znosu usiadła na łóżku cała roztrzęsiona. Kiedy ten przeklęty demon w końcu da jej święty spokój?
Wracamy z nową dawką energii na blog! Chwilowo jednak moje postacie są zawieszone (tz. pisać do mnie można, jednak formularze są niedostępne). Dlaczego? Aktualizuję je, ot co. Dajcie mi czas, give me a time ;-;
 Szablon nowy macie, fabuła jest gotowa, wszystko idzie jak z płatka. W razie pytań lub wykrytych błędów, informujcie mnie na PRIV. Chociaż.. zdałam sobie sprawę, że ten nowy szablon jednak średnio mi do gustu przypadł, soo.. chyba wkrótce znowu go zmienię! ^^ 
A teraz uciekam, zanim zaczniecie mnie obrzucać pomidorami!
Aha, jeżeli chodzi o postacie, które coś pamiętają z "tamtego" życia, nie, nie musicie mnie o niczym informować. Prosiłabym o zaktualizowanie formularzy, tym bardziej, że znowu powróciły Rasy oraz został dodany punkty: LOKALIZACJA! 
Jeżeli chcecie, aby wasza postać stała się tak jakby.. "nowa" z nową przeszłością (czyt. nie pamięta tamtego Deltowskiego życia), to wystarczy tylko zmienić historię.  
Przepraszam was znowu, za taką beznadzieję, ale jestem tak zmęczona, że po prostu ledwo piszę ;_; 
Niedługo pojawi się forum, niektóre zakładki mogą nie działać ze względu na aktualizację, lub działać nieprawidłowo! Ras premium jeszcze nie ma, najpóźniej pojawią się w niedzielę. 
Potraktujcie ten wpis fabularny, jako reinkarnację. 
Waszą
Moją
Waszych Postaci
CAŁEGO BLOGA!
~Z parszywym uśmieszkiem, satanistycznymi myślami i miłością do Darka, nieśmiertelna FRAGONIA aka TYKS(ONLOCK)!!

PS. Tak, ona przeżyła, jednak straciła wspomnienia. W dodatku jest teraz samotnym klanowiczem pewnego klanu, mieszkającym na Qan'racie bez przeszłości! Więcej wkrótce, po zmianie jej zuego formularza!  
PSS. Wiem, znowu miałam długie, nudne i bezsensowne przemówienie. Mówię, jak ktoś coś nie rozumie, to zapraszam na priv. Ja wszystko wytłumaczę. Przepraszam, ale naprawdę jestem zmęczona ;-; 
PSSS. Tak, odpowiem też na pytania w komentarzach. x.x
PSSSS. Dziękuję Argonie Ryuketsu za piękne mapy, przygotowane DLA NAS i za Est, która swoim jestestem pomagała mi przy blogu! Jesteście niezastąpione i niech Darkuś strzeże was od Mroku (i Zdrajcy) :** 

PSSSSS.: Do Argo - tak, możesz usunąć tych, którzy nie wpisali się na czystkę. Ale Est, ty to zrób. I dodajcie resztę do zakładek z członkami Błagam was, ja serio padam ;-;

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Wędrowcze, oto masz możliwość pozostawienia po sobie śladu! Proszę o podpisanie się nickiem na howrse/imieniem postaci na Divided Kingdom. Obraźliwe i anonimowe komentarze będą usuwane!