Od Somina C.D Haylee [+18]

Uśmiechnąłem się do niej. Może i w tym przesądzie jest trochę prawdy… Od wielu lat ani trochę się nie postarzałem na twarzy. Patrząc na nią, również nie mogłem zaprzeczyć temu wierzeniu.
- Tak szybko? Jeszcze nie zdążyłem ostygnąć. – poprawiłem włosy nachodzące mi na oczy.

Od Alexa C.D Azami, Syriusz

Nie do końca wiem, co sądzić na temat tej całej sprawy. Z jednej strony to wszystko wydaje się absurdem — ktoś pojawia się jakby znikąd, twojemu znajomemu mówiąc o dość bliskim pokrewieństwie między nimi, a tobie... tak z lekka to pod stalk mi podchodziło, nie wiem jak przysłuchującemu się temu wszystkiemu — podobno — jej bratu. Dodatkowo spotykałem kumpla po fachu, obecnie pracującego jako informator, który powiedział mi, że, cytuję „jakaś laska kazała mi szukać wiadomości o tym gościu, co przez niego na drugim końcu kraju wylądowałeś”. Oczywiście, mówiąc o tym 'gościu' miał na myśli Syriusza. Co się natomiast tyczy tego zwiedzania kraju powiem tylko tyle, że ludziom po wyjściu zza krat trudno znaleźć robotę. Ja już i bez tego miałem problemy, więc lepiej wcisnąć kit o podróży do Vegas na panienki niż powiedzieć prawdę, w następstwie gryząc łokcie z głodu. Wracając do tematu. Słysząc to zdanie, od razu nabrałem podejrzeń co do tego, kto to też mógł mu zlecić ów zadanie. Niestety, dyskrecja nie jest mocną stroną tego chłopaka, przez co wnet uzyskałem dokładny opis wyglądu, a także miejsca zamieszkania jego zleceniodawcy, a raczej zleceniodawczyni. Po tym można przewidzieć dalszy rozwój wydarzeń, którym było udanie się pod wskazany adres, a następnie wproszenie się do domu... jasny gwint, chyba muszę gdzieś sobie to imię zapisać... Azami. Tam, ignorując w większości słowa wypowiadane przez dziewczynę, uważnym wzrokiem skanowałem pomniejsze mieszkanko, ulokowane w dość spokojnej okolicy. W sumie, dla mnie każda okolica jest spokojna, jeśli idąc w stronę swojego domu, nie zastanawiasz się, czy aby przypadkiem tym razem to nie twoje drzwi uznano za zbyteczne na korytarzu, a wnętrze twojego lokum nie zostało splądrowane przez biedne nastolatki, które nawet na piwo i fajki nie mają. Nie to, żeby u mnie znalazły coś bardziej wartościowego jak pusta lodówka czy też telewizor ściągający 5 kanałów. Kto wie, może tylko i wyłącznie dzięki temu jeszcze nikt nie pokusił się na rabunek? Ehh... Znowu odbiegam od tematu.
Ponownie rozejrzałem się uważnie dookoła. Moje spojrzenie zostało przykute przez okno znajdujące się w salonie, za którym rozciągał się widok na kilka budynków, ulicę wypełnioną aktualnie ogromem ludzi oraz zatłoczoną niezliczoną ilością aut. Jak zawsze z resztą w godzinach popołudniowych. Nie chcąc wyjść jednak na niewychowanego człowieka, przebiegłem jeszcze raz wzrokiem po mieszkanku, a nie widząc na żadnej ścianie ołtarzyka czci ze zdjęciami Syriusza bądź moimi, spokojnie usiadłem na kanapie obok Azami, kątem oka przyglądając się jej poczynaniom. I jeżeli wcześniej miałem jakiekolwiek wątpliwości, w momencie, kiedy zaczęła szeptać sama do siebie pod nosem wszelka nadzieja na to, że jednak jest w miarę normalna, zniknęła. Próbowałem coś zrozumieć, lecz z ogólnego bełkotu potrafiłem wyłapać jedynie poszczególne słowa.
- Może najpierw mu o tym powiesz? — rzuciłem, przykuwając w ten sposób jej uwagę — No wiesz, z tego twojego miauczenia pod nosem wnioskuję, że zamierzasz się spakować i wyjechać stąd w trzy diabły. Nie sądzisz, że skoro najpierw zrobiłaś mu bałagan w głowie, mówiąc, że jesteście rodziną, a teraz nagle znikniesz bez słowa, on to przyjmie na spokojnie? W najlepszym przypadku uzna, że ćpałaś i gadałaś podobne rzeczy do każdego mijanego człowieka.
Po mych słowach w salonie zapadła głucha cisza, a ja uparcie wpatrywałem się w mebel stojący naprzeciwko mnie. Zakładając ręce za głowę, specjalnie unikałem jej wzroku, wykazując także niebywałe zainteresowanie kolorem ścian. Nie wiem, jak długo to wszystko trwało, ale w końcu Azami poderwała się gwałtownie z miejsca, znikając w innym z domowych pomieszczeń. Wyszła z niego po dłuższej chwili, ciągnąc za sobą pomniejszą torbę, z którą skierowała się do kuchni. Tam zaczęła otwierać niektóre z szafek, wyciągając z nich różne rzeczy i wrzucając do wypełniającej się z wolna torby. Czekaj no... noże też wrzucała? Długo ta torba raczej nie pociągnie.
- Słyszałaś ty, co mówiłem? A może już kompletnie nie kontaktujesz ze światem zewnętrznym? — zapytałem z kpiną, opierając się o framugę drzwi prowadzących do pomieszczenia, w którym się znajdowała.
- Nie mam na to czasu, ty to zrobisz. — Powiedziała bez chwili zawahania, jakby wypowiadane przez nią słowa były oczywistą oczywistością.
Ja natomiast nie mogłem zareagować inaczej niż głośnym prychnięciem, połączonym ze śmiechem oraz pokręceniem głową z dezaprobatą. Jeśli myślała, że tak łatwo sobie mną porządzi, będzie musiała się mocno zawieść. Nie mam w zwyczaju nikogo słuchać, a i dla niej wyjątku zrobić nie zamierzam.
- Czy ja na serio wyglądam ci na takiego, co nie mając nic lepszego do roboty, udaje posłańca? Zapomnij, to twoja sprawa. Ja cię nie wyręczę. — Rzuciłem z kpiną, patrząc wyzywająco w jej stronę.


Azami? Syriusz? Nie znam dokładnie twoich planów, więc nie chcę nic popsuć ; )

OD Ravenis CD Syriusz [+18]

Dawno się tak nie czułam...
Tak swobodnie... Tak bezpiecznie
Tak... Jakbym była wolna.

Od Tyks - List motywacyjny do całego DiKi

  Kochani, coś zaczęło się robić cicho. Znam ilość członków na blogu i wiem, na co was stać. Ja rozumiem - kończy się półrocze i na pewno część z was ma ogrom pracy. Mam zupełnie to samo. Do tego dochodzą jeszcze zamówienia na szablony, moderowanie na innych blogach, ale na DK zależy mi najbardziej. Spędziłam tutaj ponad dwa lata i nie chcę, żeby to upadło. Zachęcam was więc do zwiększenia swojej aktywności (mówię tu głównie o pisaniu opowiadań). Zapraszajcie znajomych, piszcie opowiadania również z innymi członkami (Tygz odpisuje z opóźnieniami, ale na priv zawsze mogę wam polecić najaktywniejszych członków).  Jeżeli chcecie z kimś popisać jakiś konkretny wątek, czy to romantyczny, czy coś innego, wpisujcie się pod tym postem! Na pewno znajdziecie kogoś równie interesującego jak ja, a może nawet bardziej! :)

Od Peruna C.D Fragonii

 Ta jedna chwila wystarczyła, aby czarny basior stracił całe panowanie nad sytuacją. Został przewrócony na plecy, a pistolet wypadł mu z dłoni. Chciał po niego sięgnąć, jednak broń wypadła za daleko, a jego palce napotykały tylko zimną, nieprzyjazną podłogę. Skrzywił się i w ostatniej chwili zdążył przeturlać się na bok, bowiem w tej właśnie chwili czarny byk już miał zadać mu cios prosto w szyję, co z pewnością skończyłoby się niechybną śmiercią dla Poety. A on jeszcze nie chciał umierać. Przymrużył oczy, szukając jakichkolwiek wrażliwych punktów, jednak nic takiego nie znalazł. Bestia była od niego kilka razy cięższa i kilkanaście razy silniejsza, a teraz to on był na przegranej pozycji. Leżał pod bykiem, bez jakiejkolwiek alternatywy. Czuł ten ciepły, a jednocześnie lodowaty oddech na swoim pysku, jakby właśnie poczuł oddech śmierci. Zamknął oczy, gorączkowo nad czymś myśląc. Przecież, cholera, musi być jakieś wyjście. Takie rzeczy się zdarzają na filmach, to niemożliwe, żeby takie wydarzenie dotknęło akurat jego. I właśnie w tym momencie się wściekł. Jakim prawem coś, co nawet nie ma ludzkiej formy ma decydować kiedy umrze?! Perun zdecydowanie wolał mieć kontrolę nad własnym życiem. A teraz tę kontrolę próbowano mu zabrać. Sięgnął do kieszeni, a jego dłoń zacisnęła się na pęku kluczy, które następnie wyszarpał z materiału. Łeb byka od razu odwrócił się w stronę tego brzęku, tak samo jak drugiej bestii. Szybko zabrał rękę i wbił klucze w gardło czarnego byka. Straszliwy ryk wyrwał się z jego piersi, z czasem przechodząc w bulgotanie, kiedy cała krew z niego uchodziła. Obryzgała Peruna, kiedy ten wyskoczył spod zwierzęcia. Mężczyzna zatoczył się, kiedy stanął na równe nogi. Chciał sięgnąć po pistolet, jednak było już za późno. Druga bestia już na niego szarżowała, jakby chciała pomścić swojego towarzysza broni. O nie, pomyślał Perun. Nie dam się zabić.
 Uskoczył w ostatniej chwili, a byk wbił swoje rogi w ścianę niedaleko niego. Ta chwilowa dezorientacja nie trwała jednak długo, gdyż zaraz potem ponownie je wyrwał, znowu kierując się w stronę basiora. Ten poczuł, jak krew w jego żyłach niby zamarza, jak nieznośny chłód wypełnia całe jego ciało. Tym razem jednak przemianie nie towarzyszył obezwładniający ból. Tym razem to jego wilcza postać od razu przejęła kontrolę nad umysłem basiora, a on nie musiał się już o nic martwić. Wilk miał teraz tylko jedno pragnienie. Ujść cało z życiem. Cichym warczeniem zwrócił na siebie uwagę bestii, która gwałtownie wypuściła powietrze z płuc. Kłęby pary na chwilę przysłoniły wilkowi widoczność, jednak nie na długo. Zanim zwierzę zaatakowało pierwsze, czarny wilk rzucił się na jego pysk, kłami sięgając do oczu, a następnie nozdrzy. Poczuł ten dziwny, nijaki smak pękającej gałki ocznej w swoim pysku, ale nie zaprzestał ataku. Zacisnął szczęki na nozdrzach zwierzęcia. Buchnęła z nich krew, na chwilę oślepiając wilka. Zaskowyczał jak zranione zwierzę, kiedy dostała mu się do oczu. Nie zwolnił uścisku. Zaparł się tylnymi łapami i po chwili odskoczył, ściągając z pyska byka pokaźny płat skóry, razem z mięsem i ścięgnami. Spod czarnej skóry wyzierała biała, naga czaszka. Wypluł skalp z obrzydzeniem i popatrzył się w te puste oczodoły. Z oczu wilka wyzierała nienawiść, czysta nienawiść. Nie znał bardziej złożonych emocji. Wszystko, co krzywdziło wilczka albo Peruna było złe. Byk wycofał się, jednak wilk poszedł za nim. A właściwie rzucił się pędem. Jak wielkie było jego zdziwienie, kiedy pod łóżkiem nie zastał podłogi, lecz portal, w którym zniknął jego przeciwnik.

Frago?

Od Darknessa C.D Reny

kilka godzin wcześniej...

  Niezbadane są bowiem wyroki losu, drogi Wilkobójco. Nie myśl sobie, że wygrasz i tym razem. Być może wszystko się odwróci i szala zwycięstwa przesunie się na moją stronę. 
  Mroku zrobił kilka kroków w stronę wazonu, na którym twórca ukazał jedne z najlepszych scen walki pomiędzy demonem a panem Watahy Karmazynowej Nocy. Powstał całkiem niedawno, o ile dla kogoś niedawno wynosiło niewiele więcej niż sto lat. 
  Pamiętasz? 
 Zimny głos demona przeszył nagle jego umysł. Czarnowłosy skrzywił się, jakby poczuł okropny ból, jednak nie skomentował tego. Ugryzł się w język, zanim z jego ust wyleciało kilka rażących uszy określeń. 
  Pamiętam. 
 Przed oczami czarnowłosego stanęło kilka, dobrze znanych mu obrazów z pola walki. Ciała przeciwników, rozwalone na polanie, a zaraz koło nich - wykrwawiające się i martwe już basiory oraz wadery. Dobrze pamiętał i nie chciał do tego wracać. Po tej bitwie zamiast wesoło krzyczeć i bawić się, świętując swoje zwycięstwo, Darkness zamknął się w swoich czterech ścianach, wraz z wieloma wojownikami i lamentowali nad utratą najbliższych. Co w tym czasie robiła Mroku? Starała się jakoś odrodzić. A właściwie to starał. Wtedy jeszcze częściej używał męskiej, aniżeli żeńskiej postaci. Dopiero podczas kilku ostatnich lat bardziej upodobał sobie wygląd kobiecy. Być może dlatego, że w tym świecie były one o wiele bardziej wpływowe, aniżeli mężczyźni... Chcąc nie chcąc - kusząca sylwetka potrafiłaby zwieść nie jednego mężczyznę.
  Co mam ci załatwić, żebyś wreszcie zostawiła naszą watahę w spokoju? Nie chcemy niepotrzebnego rozlewu krwi. 
  Błąd. Ty nie chcesz. 
  Demon cofnął się i spojrzał na mężczyznę. Jego oczy świeciły szkarłatnym, pełnym żądzy blaskiem. Wilkobójca wiedział, że nie zwiastuje to niczego dobrego. Jeżeli zaraz się przemieni, będzie po nim. Popełnił jeden z największych błędów. Znalazł się na terytorium wroga i to całkiem sam, uzbrojony jedynie w swoją kosę i wilczą formę, którą w każdej chwili mógł przywołać. A on w każdej chwili mógł się zmienić.
  - Nie mam ochoty z tobą dłużej rozmawiać. To nie ma sensu. Wiesz, że się nie poddamy. Nie oddam ci Spatium i swojej watahy. O Assyrio możesz sobie walczyć. Mobius wydupczył. Mam gdzieś...
  - Nie masz. - odezwał się w końcu Mroku. - Nie masz ich gdzieś. Zależy ci na Assyrio. Zależy ci. Chcesz zagarnąć je wyłącznie dla siebie.
  I nie myliła się. W tym momencie sen się urwał. Czarnowłosy podniósł głowę. Ktoś szturchnął go ramieniem i wskazał na pewną dziewczynę. Chłopak najwidoczniej, w porównaniu do ojca, całkiem dobrze się bawił na tej dyskotece. Dosypanie jej czegoś do drinku żeby się nią pobawić..? Darkness otrząsnął się z tego. Nie chciał. Cholera jasna.. Ale kusiło. Bardzo. Znał barmana, a po tej cholernej wizji tego przeklętego demona musiał się jakoś odstresować. I jedynym sposobem jaki znał było pobawienie się z piękną nieznajomą. A raczej znajomą, bowiem Rena należała do jego watahy. [...]

Wybacz mi, ostatnio się w seksy nie bawię ;_;
Rena?

Od Nany C.D Ktokolwiek

Było, kurwa, zimno. Burze szalały podobno w całym królestwie, przynajmniej tyle byłam w stanie dowiedzieć się z rozklekotanego telewizora, który szczyt swojej kwiecistej (i elektrycznej) świetności przeżywał z dwadzieścia, może trzydzieści lat temu, jakby widok zza okna i siąpiący przez dach deszcz nie wystarczał. Dzięki wszystkim bóstwom nieba i ziemi, że zdecydowałam się jednak ruszyć kopytami prosto w objęcia Gothorlandu, a nie LorogCity, odcięcie od jedynego dochodu (czyli handlu) w takiej pogodzie musiało być dla ichnich mieszkańców katorgą. Co prawda w naszej obecnej lokalizacji łatwiej było o kłopoty, ale jednocześnie stacjonujące oddziały zapewniały względne poczucie bezpieczeństwa. Osoby nieochipowane nie miały tutaj wstępu, a LarogCity cieszyło się zbyt wielkim poszanowaniem jako główny ośrodek handlu Imperium, za dużo ludzi, za wiele niebezpiecznych ludzi, których nikt nie kontrolował.
Już chyba wolałam tyranię i despotyzm od niepewności dnia codziennego.
Podeszłam do grzejnika, zastanawiając się, co tym razem stało się z ogrzewaniem i jak bardzo zamierzam nienawidzić następnego majsterklepki, który przyjdzie, popatrzy, postuka, wypije kubek czy dwa kawy i stwierdzi, że najlepiej to zmienić mieszkanie.
Jakby w tej dzielnicy ludzie mieli jakiś wybór.
Kopnęłam grzejnik, z irytacją rejestrując, że nawet mój ulubiony sposób naprawiania wszystkiego (zepsuj ponownie, może zacznie działać) zdecydował się wziąć nogi za pas i niczego nie dał. Westchnęłam głośno, zbierając z pobliskiego krzesła kurtkę, żeby już po chwili stać przy drzwiach, ponownie mając te same wątpliwości.
A jakby tak się przenieść...? Mogłabym wziąć dodatkowe zlecenia, odłożyć nieco więcej z pracy w barze, może nawet zadbać nieco bardziej o obecny stan mieszkania, który nie wyglądał zbyt zachęcająco w metrykach sanitarnych, ale z drugiej strony, Mroku szalała już praktycznie wszędzie, Imperium zdawało się być najbezpieczniejszym wyborem.
No i wątpiłam, żeby Robert dał się ochipować, żeby tu za nami przyleźć, a jego sługusów bałam się nieco mniej. Omiotłam mieszkanie wzrokiem, wsłuchując się w nierównomierny, senny oddech, który był doskonale słyszalny przez cieniutkie ściany budynku. Hanka spała spokojnie, choć już wieczorem oczy jej leciały, zaczynała nosem pociągać i nie zdziwiłabym się, gdyby jutro obudziła się z chrypką. Po prostu cudownie.
Wymknęłam się przez drzwi na korytarz, cicho zamykając je za sobą. To będzie długa noc.

x X x

A może jednak nie? Bar nie wyglądał zbyt zachęcająco z zewnątrz, ale płacili barmankom wystarczająco dobrze, żebym mogła wytrzymać w przeładowanej tanimi perfumami atmosferze parę godzin. No i to zawsze było jedno z niewielu miejsc, w których mogłeś dowiedzieć się o ludziach dosłownie wszystkiego. Problemy życiowe? Skarbówka zaszła za skórę? Członek rodziny nie wylewa za kołnierz? Numer karty? No, może to ostatnie zostawało tylko marzeniem, ale człowiek mógł chociaż sobie przez moment podrzemać na jawie między wylewaniem jednego czy drugiego drinka.
Wylewaniem.
Podskoczyłam, odwracając się na jedną z kelnerek, łokciem uderzając w tackę obładowaną szklankami z procentową zawartością. Szkło stłukło się z hukiem o podłogę, przy okazji oblewając resztkami wielokolorowych cieczy jakąś osobę siedzącą tuż przy barze.
— Przepraszam, zaraz wszystko posprzątamy — rzuciłam szybko, bo kłopoty o tej godzinie to był zły pomysł, a szef stawał się powoli cięty na tego rodzaju błędy.

Od Syriusza C.D Ravenis [+16]

  Dwie, rządne cielesności bestie. Ona i on. Teraz byli tylko we dwoje, zamknięci w jednym pomieszczeniu. Co prawda, na podłodze, jednak i tutaj Syriusz był gotowy spełnić swoje żądze i pragnienia młodej pani doktor. Wydawała się taka piękna. Dopiero teraz dostrzegał jej atuty i te piękne, hipnotyzujące oczy. Była teraz tylko jego. Seksu nie uprawiał już od dobrych kilkunastu miesięcy. Nie był raczej typem szalonego napaleńca i nie robił tego z każdym. No... do dzisiaj. Nie znał jej w końcu długo. 
  Poznawał dopiero ciało młodej Ravenis. Jego ręce błądziły po jej talii i udach. Chciał się do niej dobrać jak najszybciej. Alkohol zdecydowanie podwyższył mu libido. Musiał jednak dać jej czas. Nie chciał być nachalny. Chciał, aby ona mu na to pozwoliła, chociaż jej uśmiech mówił sam za siebie. Chcę tego, Syriusz. Bierz mnie tu i teraz! A on z chęcią by to zrobił. Już miał zaczynać rozpinać koszulę dziewczyny, kiedy rudowłosa zajęła się jego bluzką. Włożyła mu ręce pod koszulkę i zdjęła zbędny kawałek materiału, który po chwili wylądował na jednej z butelek od winka. Mężczyzna był wniebowzięty. Wygląda na to, że jego partnerka nie zamierzała zostawać w spoczynku podczas ich pierwszej, wspólnej zabawy. Nie myśleli teraz nawet o konsekwencji tego czynu.

Od Azami C.D Aleksander, Syriusz

Jeden poszedł, choć wiedziałam, iż za wiele informacji im podałam to, wciąż chciałam coś dodać. Jednakże zatrzymam to dla siebie.
- Siostra. - powiedział. Spojrzałam na niego, zaciekawiona co powie więcej, jednak on tylko wstał i odszedł, nic nie mówiąc. Nie spodziewałam się wiele, przecież i tak przez większość życia, żyłam odizolowana, nawet teraz jak jestem widoczna dla tych istot, to aż dziwne. Zostałam w tamtym miejscu jeszcze przez trochę, nie miałam zbytnio gdzie się wybrać. Chociaż mogłam się wybrać na ziemię i poszukać jakiś poszlak, choć prywatny detektyw pracuje nad tym. Gdy będzie widzieć coś, wie, gdzie ma zostawić. Wszystko jest ważne, muszę odnaleźć siostrę i brata, może wtedy on uwierzy. Nie musiałam wstawać, zmieniłam swoją formę w węża.

Dzięki mojej mocy, która przydaje się zawsze. Cały czas jest używana to nawet niekiedy, aż czasem czuje, iż powoli zanikam. Niezbyt to mnie zniechęca, choć jak zniknę to może wtedy odnajdę zagubione bratnie duszę. Tak, tak wiem sporo, ględzę o jednym i tym samym, ale poradzić. Zatrzymałam się i czekałam, aż ofiara do mnie podrepcze. Głód się odzywał, czekałam, byłam blisko i delikatnie tknęłam kłami ofiarę. Została natychmiastowo sparaliżowana, dzięki temu mogłam skonsumować posiłek. Jakże pyszny i nawet się napełniłam. To niebywale ile można zdziałać, będąc pełnym.
***
Udałam się na ziemię. Musiałam sprawdzić mieszkanie oraz tropy detektywa, jak i swoje. Udałam się do swojego mieszkania, aby sprawdzić pocztę. Było jej sporo, a nawet i więcej. Wzięłam wszystko i poszłam usiąść przy stole. Otworzyłam laptopa, włączyłam go i poszłam po coś na ząb do kuchni. Wyjęłam ciasteczka oraz mleko, ruszyłam do lodówki po ciasto. Wszystko wzięłam i ruszyłam do stołu. Zanim jednak usiadłam, musiałam iść do drzwi. Spojrzałam przez sowie oko, stal tam Aleks. Nieco mnie to zdziwiło, jednak otworzyłam drzwi.
- O co chodzi? - spytałam.
- Wpuścisz mnie, czy będziemy tak stać w przejściu. - powiedział. Wypuściłam go do domu i zamknęłam za nim. Ruszyłam do stołu i czekałam, aż powie co, chce.
- Co chcesz Aleks, po co przyszedłeś. Skąd wiesz, gdzie mieszkam? - spytałam, patrząc na niego.
- Łatwo cię znaleźć. Twój detektyw nie należy tylko do ciebie. - powiedział.
Usiadłam i zaczęłam, sprawdzam pocztę, to meile. Kątem oka obserwowałam chłopaka, co robi. Spacerował po salonie, aż w końcu przyszedł i usiadł obok mnie. Niszczyłam to, co sprawdzałam i patrzyłam na coś nowego.
- Znowu ich dorwali, wywieźli, ale choć są bezpieczni. Może tym razem ich odnajdę. Rany no. - mamrotałam pod nosem. Spojrzałam na chłopaka. Poczułam, jakąś więź z bratem, jednak niedługo trzeba tam wrócić.

 
Aleksander? Syriusz?

Od Florence C.D Valory

- To jak? - rzuciła żółtooka, nie odrywając swego nieuniknionego spojrzenia od rannej kobiety
- Co jak? - warknęła pretensjonalnie Florence.
Miała już wystarczająco dużo stresu, a na pewno za dużo, aby do tej całej sterty dorzucać jeszcze czyjeś zażalenia. Nie chciała by nikt jej zawracał czterech litery, a już na pewno nie jakaś dziunia podająca się za szlachetnego basiora.
- Czego chcesz? - dopytała z jeszcze bardziej wyczuwalną pretensją, po krótkiej chwili milczenia.
- Zapłaty - odpowiedziała.- Zastanów się, na ile cenisz swoje życie. Pamiętaj, ze ono wciąż zależy ode mnie. Mogę wykonać jeden ruch, który pozbawi cię istnienia-w tym momencie kobieta wyjęła z torebki nóż. - Nie jesteś na tyle silna, żeby się bronić.
"Poważne posunięcie"-pomyślała niebiesko włosa. Wiedziała, że nie puści tego od tak płazem.
- Czy ty śmiesz mi grozić?! - wzburzyła się Flor.
Nigdy i pod żadnym pozorem nie pozwalała sobą manipulować. Kiedy usłyszała 'ofertę' miała ochotę zaraz wybuchnąć niczym bomba.
Wystawiła rękę przed siebie. Skierowała ją na Valory.
- Nadal chcesz stawiać swoje wymagania?! - rzekła, zaciskając dłoń.
Gest ten, bez wątpliwości nie był ani odrobinę przyjazny. Valory poczuła się teraz bardzo niekomfortowo, dziwnie, inaczej. Nie wiedziała, co teraz sie stanie. Na co ma się szykować? Co ją czeka? Widziała ogromne skupienie na twarzy Florence, ale też i przy tym konkretny gniew. To tylko wpedzilo ja w jeszcze większy zamęt. Sekundy wydłużały się niemiłosiernie w nieskończoność. Każda chwila niosła za sobą coraz to większy żal w oczach ciemnowłosej. Co się właściwie działo? Czerwono oka teraz z mocy specjalnej, czyli umiejętności zagotowania krwi przeciwnika. Nie wykorzystywała jej zbyt często, tylko w sytuacjach, gdy chciała pokazać, ze nie wolno z nią zadzierać.
Czarno włosa odniosła już widoczne zmiany na skórze. Stawała się ona znacząco bardziej czerwona. Czuła nieuniknione, pochłaniające ją ciepło; gorąc z każdej strony. Powoli spływał jej pot z czoła, a wszystko dopiero się rozkręcało. Mina dziewczyny okazywała bezradność. Przed chwila wyzywała Florence od tych, co nie mogą począć nic, kiedy sama właśnie powolutku zdychała.
- Nikt mi nie będzie składać warunków-odezwała się niebiesko włosa, przełamując ciszę. - Nikt. Zrozumiałaś?
- E..ehe...-wybełkotała niewyraźne. Jej spojrzenie mówiło samo za siebie. Było błagalne, prosiło o litość.
Czerwono oka widząc, jak stan Valory się znacznie pogarsza i graniczy z wycieczeniem, zaprzestała czary.
- Teraz jesteśmy kwita? - spytała. - Uratowanie życia za uratowanie życia? Chyba, że chcesz żebym cię teraz dobiła.
Brunetka zacisnęła zęby. Przecież też znała te i owe "sztuczki". Miała przecież od groma mocy, które niestety w tej sytuacji okazały się zbędne i w żaden sposób nie pomogłaby się jej obronić. Rozmyślała, czy nie dać nowo poznanej kobiecie nauczki, lecz na chwile obecną się wstrzymała.
Czy miała ochotę odegrać się na Flor? Trochę tak, trochę nie.
Bardzo ją zezłościła. Bardzo. Nie spłaciła długu w ten sposób, jaki Valory chciała i nie okazała wdzięczności za okazaną pomoc.
Aczkolwiek, po części jej zaimponowała. Spodobała jej się pewność siebie Flor oraz to, jak sobie poradziła. Podobało jej sie, że dziewczyna potrafiła postawić na swoim i jako jedna z bardzo niewielu osób, nie dać sie wciągnąć w gierki pani Moon. Czuła coś szczególnego do praktycznie nieznajomej dziewczyny, coś takiego, że albo ją pokocha albo znienawidzi.
Spojrzała na nią jeszcze raz. Nie wiedziała, co teraz. To koniec ich "przygody"? A może dopiero początek?


Valory?

Nawet jeden krok [...]

Nawet jeden krok w tył może uratować czyjeś życie. 
PRZEMIANA: Jej włosy z jasnej szarości przechodzą w czystą biel. Kolejnym jej etapem przemiany, są jej skrzydła, które wyrastają z jej łopatek. Anielskie pierze równie białe, jak jej piórka na głowie przebijają się przez rozpuszczone na plecach włosy. Ich rozpiętość jest niewielka, jak i jej blada aureolka. W tej postaci potrafi wznieść się w przestworza.
GODNOŚĆ:Rodzice obdarowali ją imieniem Spectre, ale częściej posługuje się przezwiskiem Aspse. Te dwie dziwne nazwy znaczą „Lustro” i „Patrzeć”. Dziewczyna rzadko przedstawia się z imienia.
STRONNICTWO: Neutralni
PŁEĆ: Kobieta
ORIENTACJA: Biseksualizm
WIEK: 16 lat
RASA: Anioł
 
RODZINA:
Ojciec – Spatium
Matka – Stella
STANOWISKO:
Medium
CHARAKTER: Gdyby świat dało podzielić się na dobro i zło, Spectre byłaby zdecydowanie przedstawicielką dobra. Jak każdy ona też posiada swoje grzeszki, ale porównując ludzi do jezior, na Apse można byłoby wpłynąć zdecydowanie głębiej niż na inne mętne wody i w dalszym ciągu byłoby widać dno. Dziewczyna może nawet przesadnio stara się nieść swoją pozytywną energię wszędzie. Nie jest jednak nie wiadomo jak otwarta. Apse jest zdystansowana do ludzi i nieufna z samego początku. Nie problem jednak ją trochę pozwodzić, by zaczęła ci ufać. Ona sama jednak zawsze jest prawdomówna i prawdziwa. Nie nosi ze sobą żadnych masek. Zawsze będzie taka sama. Potrafi oprzeć się całemu tłumowi, który będzie starał się ją zmienić. Jest idealną doradczynią i powierzycielką tajemnic. Jeszcze nie zdarzyło się jej złamać danego słowa.
Dziewczyna zawsze chętnie garnie się do pomocy. Lubi być „użyteczna”. Często zdoła zdziałać znacznie więcej dla innych niż dla samej siebie. Według niej dobro jest w stanie się poszerzać a tam, gdzie panuje dobro, tam żyją dobrzy ludzie.
Ma ogromne opory przed przebywaniem w otoczeniu ludzi mających czarne myśli. Nie boi się jednak kroczyć dalej przed siebie brnąć tam, gdzie nie powinna. Robi to tylko dlatego, że wierzy w to, iż jest w stanie zmienić nienawiść w miłość, smutek w radość, a kłamstwo w prawdę. Zawsze będzie przekładała dobro innych ponad swoje. Można ją porównać do posłańca w trakcie swojej podróży, na którym końcu stoi Darkness. Największe zło tego świata, które tak bardzo stara się usunąć.
APARYCJA: Dziewczyna posiada urodę albinosa z tym że jej oczy są niebieskie. Bladziutka posiada białe włosy, jak galowa koszula. Bez problemu mogłaby przefarbować się na dowolny kolor. Szkoda jednak tak idealnej bieli niszczyć i zamieniać jej na bardziej popularny kolor. Wyjątkowa uroda nie przeszkadza jej jednak w codziennym życiu. Nikt nie odbierał jej jako dziwadła. Poza tą odmiennością Apse ma przeciętne sto sześćdziesiąt parę centymetrów wzrostu i wagi poniżej pięćdziesięciu. Wygląda i jest dosyć kruchutka. Na pewno nie zostanie kulturystką tylko z jednym dobrze rozbudowanym mięśniem. Co z tego, że ten mięsień odpowiada za pozostałe.
ŻYWIOŁY: Światła — pozwala jasno myśleć nawet w mroku.
MOCE:
  • Jako medium, zdarza jej się widzieć przebłyski przyszłości, jednak na co dzień posługuje się magią obronną, jak na Anioła przystało. Wszystkie jej moce związane są z obroną, wzmocnieniem, lub leczeniem. Sama muchy nie skrzywdzi za pomocą swojej silnej magii.
ZAINTERESOWANIA/TALENTY: Apse mocno rozwija się na gałęzi umiejętności magicznej. Idzie tylko jedną nitką, chociaż mogłaby bez problemów opanować znacznie więcej zaklęć. Dziewczyna uznała, że magia ma jedynie służyć obronie i tylko takie zaklęcia są przez nią perfekcyjnie opanowane.
Prócz magią, dziewczyna jest bardzo pomocna. Pomoc innym ciężko zakwalifikować do zainteresowań czy też talentów, ale z pewnością można powiedzieć, że ma dryg do dzieci i leczenia. Nie robi tego zawodowo, ale potrafi bez większego wysiłku udzielić pierwszej pomocy, czy też zająć się trójką dzieci, które uważane są za „nie do ogarnięcia”.
Apse zdecydowanie umie przemówić ludziom do rozsądku, nieważne ile mają lat.
MOC SPECJALNA:
  • Wrodzona moc, którą zawdzięcza rodzicom, jest właśnie Spectre. To dzięki niej dziewczyna nazywa się tak, a nie inaczej i to dzięki niej potrafi ratować się z tarapatów. Czar umożliwia jej zawładnięcie nad czyimś ciałem, które wykonuje te same ruchy jak odbicie lustrzane. Działa to na nią jak alkohol. Im dłużej kogoś kontroluje, tym bardziej czuje się „ogłupiona”.

HISTORIA: Od zawsze wiodła spokojne życie pełne roboty. Praca nie sprawiała jej jednak wielu trudów. Traktowała ją jako coś przyjemnego. Dzięki niej dziewczyna stała się uczynna i odpowiedzialna. Nie nudziła się, jak na inteligentną osobę przystało. Zawsze umiała sobie znaleźć zajęcie. Wiecznie zabiegana. Jak nie dla siebie, to uczynnie poświęcała swój czas innym. Od zawsze była wzorem do naśladowania. Rodzice nie musieli przy niej bardzo się natrudzić. Miała to już zakodowane głęboko pod skórą w swoim DNA.
LOKALIZACJA: Mieszka na wyspie Spatium, a dokładniej w dolinie Brux. Jest to spokojne miejsce, z dala od ludzi. Zamieszkuje jeden z drewnianych domków tamtejszej wioski.
INNE:
  • -lubi zdobywać wiedzę;
  • -nienawidzi przebywać z depresyjnym otoczeniu;
  • -nie umie pływać i czuje strach, gdy dno znika w odmętach;
  • -nie zabiła nigdy żadnej żywej istoty;
  • -ubiera się jedynie w jasne ubrania, bo ciemne za mocno z jej cerą kontrastują i wygląda jak śmierć:
  • -nawet za cenę własnego życia pozbędzie się największego zła kroczącego po ziemi.

INNE ZDJĘCIA: 1||2

CHAT: Szyszka
EKWIPUNEK:
  • 0 trefli
  • Księga zaklęć leczniczych
  • Skórzany niebieski naszyjnik i bransoletka z cienkiego łańcuszka
Siła - 200 Szybkość - 500 Zwinność - 300 Moc - 1400
Technika - 0 Równowaga - 200 Zręczność - 0 Ukrycie - 400

Od Darknessa C.D Nemain

  Zabawa tak naprawdę dopiero teraz miała rozpocząć się na całego. Kolejny łyk mocniejszego trunku sprawił, że czarnowłosy zachwiał się niebezpiecznie, jednak przynajmniej sprawiał pozory twardego zawodnika. Dużo butelek leżało w sypialni jego niedoszłej kochanki. A oni pili i śpiewali, od czasu do czasu podrygiwali i rzucali przekleństwami na znienawidzone osoby. Śmiali się i razem płakali. Alkohol wydobył z nich wiele sekretów. Darkness zaczął nawet nawijać o swoim dzieciństwie. Opowiadał, jak to kiedyś pobił brata do nieprzytomności i jak jego wrzucono do lochów z karaluchami i pająkami. Pokąsany przez szkaradztwa wrócił rano do swojego pokoju, kiedy wreszcie wypuścił go strażnik. Jego matka musiała go potem uspokajać. Miał wtedy pięć lat, ale takie okropne dni zapamiętuje się na całe życie. Nemain również wyznała mu co nieco o sobie, między innymi jak poznała swojego narzeczonego. Wieczór był jednym słowem wręcz cudowny, a i tak zapowiadało się jeszcze lepiej, kiedy tylko kobieta położyła się na łóżku i spojrzała na Wilkobójcę uwodzicielskim wzrokiem. 
    - Co tam, mój wilczku? - zapytała, kiedy mężczyzna zbliżył niebezpiecznie twarz do jej biustu. 
  Zachichotała cichutko i pociągnęła go za włosy, przysuwając tym razem mordę Darkossa do swoich ust. Złożyła na nich delikatny pocałunek. Wilkobójca zanurzył swoją rękę w jej ciemnych włosach i zaczął się nimi bawić, oplatając je wokół swoich palców i od czasu do czasu lekko pociągając w dół. Pogłębił pocałunek. Ona dobrze wiedziała, czego teraz pragnął czarnowłosy. Bawił się teraz z dziewczyną. Alkohol źle na niego wpłynął. Trzeba było dużo mocy, aby upić tę dwójkę, jednak na każdego kiedyś przychodzi czas i czasem musi się poddać uzależniającej substancji.
  Żałował tylko, że nie miał przy sobie innych swoich zabawek. Ale w sumie... po co mu to było? W końcu świetnie dawał sobie radę. Sam na sam ze swoim własnym, prywatnym narkotykiem. Była teraz tylko jego. Nie zamierzał tym razem łatwo ją wypuścić ze swoich objęć. Ukąsił delikatnie jej dolną wargę i zjechał niżej, całując dokładnie szyjkę czarownicy.
   - To jak? - zapytała kobieta, bawiąc się włosami swojego dawnego alphy.
  - Będzie, jak ty zechcesz, moja najdroższa. Najpiękniejsza. Najseksowniejsza. - wyszeptał, na chwilę odstawiając pieszczoty na bok.
  Komplementy z ust jej dawnego ukochanego działały kojąco na uszy sługusa Pani Ciemności. Nemain nie ukrywała zainteresowania czarnowłosym, a on przestał ukrywać przed nią swoją rządzę. Wpierw sam zdjął bluzkę, chwaląc się przed kobietą swoim umięśnionym torsem. Dziewczyna zaczęła dotykać nieśmiało jego mięśni, jednak po chwili stała się bardziej pewna.

Nem? Nie umiem w gry wstępne, sorki xD

Mała informacja.

Ogłaszam, że kolejna część rynku (zbrojownia) została otworzona.
https://sklepwatahy.blogspot.com/p/zbroje.html
Jeżeli macie jakieś pomysły na broń/strój, to zapraszam do komentarzy.

Od Fragonii C.D Peruna

  Obudziła się w środku nocy, czując na sobie czyjś wzrok. Odwróciła się. Nie. To nie był Perun. On nadal spał. Spojrzała na zegarek, aby się dowiedzieć, która godzina. Minęła dopiero trzecia nad ranem, więc spokojnie mogła jeszcze pospać. Nadal jednak coś nie dawało jej spokoju. Próbowała skontaktować się z Persefoną, jednak nastolatka była poza jej zasięgiem. Chciała sięgnąć również po swój telefon, kiedy zdała sobie sprawę, że zostawiła go w łazience. A bała się wychodzić z łóżka, bo wyczuwała obecność jakiegoś obcego, który dostał się do ich sypialni. 
  - Halo? - pisnęła cichutko, mocniej wtulając się w poduszkę. 
  Kiedy zauważyła cień, który po kilku sekundach zniknął, przerażona uderzyła ręką swojego ukochanego w nos, wyrywając go przy tym ze spokojnego snu. Perun jęknął i spojrzał na kotkę. Wyczuł jej zaniepokojenie. 
   - Ktoś tu jest. - wyszeptała cichutko kotka, zmieniając natychmiast swoją formę na zwierzęcą i nadstawiwszy uszu, schowała się pod kołdrą, czekając na ruch basiora. Anthro szybko wyjął swoją broń i czekał na jakikolwiek ruch. Kiedy tylko stojąca w cieniu lampa została przewrócona przez skradającą się istotę, mężczyzna strzelił. Chybił jednak. 
   Fragonia zauważyła dodatkowy kształt. Nie zdążyła jednak zawołać swojego Peruniska, bowiem postać w kącie skoczyła na nią. Miała okropnie zimne łapska, jakby wyjęte z czarnej, lepiej mazi, przypominającej asfalt. Kocica rzucała się na wszystkie strony, próbując się wyrwać z zimnego i nieprzyjemnego uścisku. Postać jednak coraz bardziej zaciskała swój ucisk i kotce robiło się słabo. Zaczęło brakować jej tlenu. Miała wrażenie, że mijały godziny, a Perun nadal się nie odwracał. Walczył bowiem z dwoma potworami, przypominającymi kształtem dwa, potężne byki. Jednak tylko kształtem, ponieważ, podobnie jak jej porywacz, pokryte były czarną mazią. Jedynie dwa ślepia "zwierząt" błyszczały na biało. 
   - Tutaj! - zawołała wreszcie kotka, chociaż na chwilkę oswobadzając się z uścisku demona. 
  Perun odwrócił się tylko na chwilę, aby spojrzeć na ukochaną. Ta chwila wystarczyła, aby wylądował zaraz na podłodze, przygnieciony dwoma widmami. Trzecie widmo, niosące na swoich ramionach Fragonię, zanurkowało pod łóżko. Fragonia zamknęła oczy, a kiedy je otworzyła, nie była już w pokoju. Znajdowała się w jakimś pałacu, a dzień przybrał w końcu formę czarnowłosego mężczyzny bez lewego oka. Był niewiele wyższy od nastolatki, ale bardzo silny. Na jego twarzy zagościł okropny uśmieszek. Kiedy odsłonił swoje zęby, brunetka zdała sobie sprawę, że brakuje mu górnej jedynki. Wyglądał paskudnie. 
   - Fragonio... - zza jednym z białych filarów pojawiła się nagle Persefona. 
  Dziewczyna spojrzała przerażona na swoją siostrzyczkę bliźniaczkę, po czym zasłoniła rękami twarz. Brunetka pierwszy raz widziała, jak jej przyjaciółka płacze...
  - Przepraszam. - dodała po chwili, kiedy obok brunetki pojawiła się pani Mroku we własnej osobie.

Perun? A jak tobie idzie walka?

Gdyby nie [...]

Gdyby nie popełnione błędy, cały czas byśmy je ciągle popełniali~
 
GODNOŚĆ: Aridea Riannon Rosseau 
Dla bliżej poznanych Dea, dla bardzo bliskich osób Riana (nie wszyscy wiedzą, że ma drugie imię), w branży zwana Czarną Wróżką.
STRONNICTWO: Neutralna
PŁEĆ: Kobieta
ORIENTACJA: Heteroseksualna
WIEK: 108 lat
RASA: Mag
RODZINA: Oboje rodziców nie żyje, zginęli podczas jednej z prób zaklęć czarnej magii - ojciec od razu, matka wykańczała się powoli.
STANOWISKO: Alchemik i Czarnoksiężnik
 
CHARAKTER: Pierwsze, co można zauważyć, gdy dojdzie z nią do jakiegokolwiek kontaktu, to przede wszystkim to, że jest raczej małomówna. Powód jest tego taki, że odzywa się tylko wtedy, gdy uważa, iż jej słowa będą przydatne lub sensowne. A jeśli już coś powie, zrobi to cicho; gdy się tego nie dosłyszy, na próżno oczekiwać od niej powtórzenia. Można też wywnioskować, że niezbyt lubi towarzystwo ludzi  lub jakichkolwiek innych istot. Woli raczej siedzieć sama w swoim domowym zaciszu. A gdy już jest w jakimś towarzystwie, ceni sobie brak chlapania ozorem, wyrozumiałość i ograniczoną ciekawość. Jest też strasznie nieufna w stosunku do obcych i traktuje ich z dystansem, często nieco ozięble i formalistycznie. Gdy jednak uda się komuś zddobyć jej zaufanie, odkryje, że jest bardzo lojalna i pomocna. Z naciskiem na lojalna. Kolejną jej cechą jest to, że potrafi szybko się podnieść po wyrządzonych krzywdach. Lecz nie oznacza to, że o nich zapomina. Gdy widzi w tym sens, potrafi być pamiętliwa do bólu. Tak samo ze szczerością - nie lubi kłamać, bo po prostu uznaje to za bezsensowne i głupie. Przez to oczekuje takiej bezpośredniości i prawdomówności od innych - bez obaw, nie weźmie to za obraźliwe, no chyba że rzeczywiście ktoś chce być złośliwy i wrogi. No właśnie - jest uczulona na takie rzeczy i doskonale potrafi odczytywać ludzkie emocje, nie tylko z twarzy, ale też z obserwacji ciała, postawy i ruchów. Choć czasami fakt, bywają osoby, które stanowią dla niej zagadkę. Denerwuje ją to, bo lubi wiedzieć i rozumieć. O tak, to jest jej atrybut - ciągły głód wiedzy i rozumienia. Kocha poznawać nowe zjawiska i ich mechanikę, w młodości często przeprowadzała najrozmaitsze eksperymenty - jej ulubionymi były te na innych osobach, polegające na sprawdzeniu i obserwowaniu, jak dany osobnik zareaguje na daną sytuację. Nie lubi osób prostych, gadatliwych i głupich. A definicję głupoty ma taką - jeśli człowiek nie umie zauważyć siebie, swoich błędów, a potem innych i ich uczuć, to jest to definitywnie głupiec, śmieć niewarty uwagi i czasu. Bo trzeba wiedzieć, że jest w głębi dość wrażliwa wbrew pozorom, potrafi dobrze wczuwać się w inne osoby, dlatego nie musimy się bać z jej strony niezręcznych lub nieprzyjemnych dla nas pytań. Bo ona wie. Wie, że to właściwe i że gdyby ktoś chciał odpowiedzieć na takowe pytania, to by dawno sam o nich powiedział. A to wszystko ukrywa pod swoją maską chłodnej, doświadczonej czarodziejki.
APARYCJA: Z pewnością można powiedzieć, że jest niezwykła pod względem wyglądu. A przynajmniej częściowo. Włosy ma raczej przeciętne, ciemne i długie, często tworzące splątane loki. Jej sylwetka jest filigranowa, mierząca niecałe 167 cm wzrostu. Cerę ma bladą, gładką i delikatną, twarz nieco owalną, z małym, prostym noskiem i wydatnymi, trochę wąskimi ustami, zawsze malowanymi na malinowo. Najbardziej jednak uwagę przyciągają oczy. Duże, migdałowe oczy, otoczone firaną rzęs. Koloru intensywnego różu z domieszką fioletu, lśniące jakby wewnętrznym blaskiem. Dlatego maluje usta na tą właśnie barwę. Bo tylko jej tęczówki i jej wargi wydają się być żywe i kolorowe w jej wyglądzie. Ubiór też ma raczej ciemny - szare i czarne koronkowe suknie i inne tego typu szaty. Na specjalne okazje, ale takie naprawdę specjalne, zakłada identyczne kreacje, tyle że w bieli. Wygląda w nich tak niecodziennie, że aż zjawiskowo. Jednak wszyscy, którzy znają prawdziwą Arideę, zgodnie twierdzą, że biel to jej kolor. Nieodłącznym elementem jej ubioru jest złotosrebrny diadem z błękitnymi kryształkami. Stanowi on pamiątkę po zmarłej matce.
ŻYWIOŁY: Ciemność lub, jak kto woli, cień. Panowanie nad nim, stwarzanie go itp.
MOCE:
  •  1. Kontrolowanie cienia, nie tylko swojego. Chodzi tu o to, że potrafi zmienić jego kształt, wytworzyć go (np. na ścianie) albo zupełnie go ukryć. Dzięki temu może (i lubi) sprawić, że dostanie się złudzenia wszechobecnej ciemności lub postraszyć tym innych.
  • 2. Świetna forma w sztuce czarnoksięskiej - szybko przyswaja nowe zaklęcia i od razu osiąga w nich duże wyniki. Od talentu różni to, że nie traci przy tym zbyt dużo energii i potrafi czerpać ją z cienia (niżej).
  • 3. Pobieranie energii i siły z cienia. Nie lubi słońca między innymi dlatego, że ją osłabia - bo jest za jasno. Jest w swoim przysłowiowym żywiole, gdy jest ciemno, zimno i strasznie.
  • 4. Straszna aura. Czasami ma się wrażenie, że emanuje wprost złą energią, mroczną i przerażającą. Jednak cały sekret w tym, że potrafi wydzielać niewidoczny cień, który automatycznie wywołuje u innych gęsią skórkę i inne objawy strachu, przez co ofiara tej mocy ma właśnie wrażenie, że się boi. A czego? Oczywiście Aridei.

ZAINTERESOWANIA/TALENTY: Jako alchemiczka, doskonale potrafi rozpoznać prawie każde odkryte dotychczas zioło czy roślinę. Potrafi też zrobić z nich jakieś eliksiry, odwary i oleje, ale dopiero się uczy. Jak wspomniane było wcześniej, ma ciągły głód wiedzy, więc uwielbia literaturę naukową. A jako czarnoksiężnik używa i naucza czarnej magii. Nie wiąże się to z tym, że jest zła czy coś - po prostu lubi ten dreszczyk emocji. Zaczytuje się w książki o demonach, mrocznych zaklęciach i podobnych rzeczach. Można powiedzieć, że dysponuje sporą mocą, no chyba że jest w jasnym lub ciepłym miejscu.
MOC SPECJALNA:
  •  Używa jej tylko w ostateczności, a i tylko wtedy, gdy ma dość mocy. Jest to mianowicie pokazanie innym ich najgorszego koszmaru, lęku. Wystarczy, że spojrzy się jej w oczy, a ona od razu w pewnym sensie zahipnotyzuje i sprawi, że ujrzy się swoje strachy z głębi duszy. Nie lubi jednak tego tobić, bo często prowadzi to do lekkiego uszkodzenia psychiki ofiary, jeśli ta jest delikatna i wrażliwa.

HISTORIA: Należała do rodziny czarnoksięskiej, która była taką od zawsze. Ojciec mag, matka czarnoksiężnik. Między innymi to właśnie ukształtowało zainteresowania Aridei oraz jej powołanie. Od dziecka była uczona obcowania z magią, zwłaszcza tą mroczną. Jej rodzice byli jednymi z tych, co karmią swoje dziecko kłamstwiami - "To jest dobre", "Zobacz, jak ładnie wybucha", "Nie każdy lubi takie zaklęcia, więc musisz to ukrywać" itp. itd. Zawsze stwarzali dla niej wrażenie dobrych i miłych, działających w szczytnym celu, a tak naprawdę okrutnych. Ale okrutnych podświadomie, nie wiedzieli o tym. Byli zaślepieni swoimi  wizjami i przekonaniami, że robią to w imię nauki. Tak wychowywała się Aridea, lecz śmierć  rodziców wszystko zmieniła. Odkryła wtedy, co naprawdę robili i jakie to było. Ale nie przestraszyła  się, nawet przeciwnie - kontynuowała to. Poszła w ślady magii czarnoksięskiej, ale żeby to ukryć, została alchemikiem. Ba, nawet ją to interesuje, więc nie ma z tym ukrywaniem się większych problemów.
LOKALIZACJA: Urodziła się w Spatium i tam żyje, ale raczej się stamtąd nie rusza, chyba że chodzi o jakieś materiały do jej badań niedostępne u niej. Mieszka dość bogato, aczkolwiek nie potrzebuje zbyt dużej przestrzeni, zwłaszcza, że nie bardzo przepadałaby za współlokatorami. Dom jej to willa, dość dużych rozmiarów, urządzona z zewnątrz w tylu gotyckim - dużo czerni i strzelistych wieżyczek, skrywające jej małe sekrety.  W środku panuje natomiast styl wiktoriański, głównie w odcieniach szarości i fioletu. Posiada trzy sypialnie, dwa pokoje gościnne, salon, kilka łazienek. Całość ma dwa piętra z parterem. Natomiast w wieżyczkach ma, jak przypuszczają inni, swoje laboratoria i gabinety. Na terenie posiadłości, otoczonej zaklęciami ochronnymi, znajduje się mały budyneczek, w którym można zgłosić się do niej o porady lub różne usługi, np. uwarzenie jakiegoś eliksiru ziołowego lub rzucenie uroku na wskazaną osobę, a to wszystko za pieniądze.
INNE:  
  • 1. Lepiej dogaduje się z męską częścią społeczeństwa.
  • 2. Gdy się zastanawia, puka palcem w policzek.
  • 3. Ma irytujący nawyk do zostawiania swoich rzeczy gdzie popadnie, często celowo, pod pretekst. Szczęściem nie są to zazwyczaj rzeczy ważne.
  • 4. Jeszcze nigdy nie była w związku.
  • 5. Swój piękny i młody wygląd utrzymuje za pomocą ziół i zaklęć.

INNE ZDJĘCIA: 1||2
CHAT: GG: 64998283||DISCORD: EncyklopediaAnime#0280||SKYPE: KrainaRuszoffychLam
EKWIPUNEK:
  • 200 trefli
  • Przedmiot magiczny: lustro, które za pomocą odpowiedniego zaklęcia może wskazać wybraną osobę, o ile jest ona w miejscu, które zna - jeśli tak nie jest, widzi tylko osobę w pustej przestrzeni.
Siła - 100 Szybkość - 400 Zwinność - 600 Moc - 1000
 Technika - 100 Równowaga - 300 Zręczność - 300 Ukrycie - 200

OD Ravenis CD Syriusz [+16]

Patrzyłam na Syriusza, nic nie mówiąc. Nie wiedziałam, co powiedzieć. On... Czemu mi go przypomina?
Wzięłam głęboki wdech i oparłam się o biurko. Czułam jego wzrok na sobie.
- Nie myślę tylko o robocie. Nie siedzę na czterech literach i nie, nie interesuje się tylko sobą. Uwierz mi, że robię to, bo jestem to winna Mroku.
Syriusz podszedł do mnie i nic nie mówił. Patrzył tylko w moje oczy, jakby próbował wykryć kłamstwo. Chyba nie sądził, że TO usłyszy ode mnie. Położył mi rękę na ramieniu.
- Postaram się zrozumieć. - patrzył na mnie nadal, a potem się wycofał, idąc na kanapę. Wzięłam papiery i wyszłam z pokoju, czując jak pot mi zlatuje po skroni. Czemu tak... Czemu mój własny pacjent próbuje mnie wyleczyć to nie tak ma to działać! Warknęłam cicho i wzięłam głęboki wdech. Kartą, otworzyłam drzwi do laboratorium i podeszłam do akt. Ostatni raz tutaj byłam wieki temu. Jeszcze, kiedy moi przyjaciele żyli. Spędzałam tutaj z nimi czas. Razem sikę śmialiśmy, pijąc kawę czy tam kakao... A teraz ich nie ma. Bo chcieli mnie czegoś nauczyć, a tak im zależało, że poświęcili za to życie. Wyciągnęłam akta z tej sprawy, które osobiście pisałam. Wzięłam głęboki wdech i zacisnęłam rękę na papierach. Schowałam papiery, a szklanka obok mnie pękła. Zamknęłam oczy, żeby uspokoić oddech ci poszłam do siebie. Weszłam do gabinetu i usiadłam na kanapie po turecku. Zobaczyłam kątem oka, kilka butelek z mocnym piwem. Wzięłam je do ręki i otworzyłam butelkę. Jednak nie piłam. Tylko gapiłam się jak głupia, myśląc, czy nie wypić tego i zacząć jebać wszystko, co mnie otacza, ale nie mogłam. Chciałam odłożyć butelkę, a wtedy zatrzymała mnie ręka Syriusza. Spojrzałam na niego, a ten wyrzucił pustą butelkę za siebie. Usiadł obok mnie i zabrał butelkę alkoholu, zaczynając pić.
- Alkohol pomaga - spojrzał na mnie, śmierdząc alkoholem i objął mnie ramieniem - powinnaś spróbować.
Syriusz mnie mocniej przyciągnął do siebie, a ja nie mogłam nic zrobić przez chwilę. Po chwili jednak udało mi się odsunąć.
- Nie pije.
- A to szkoda - powiedział zmęczony Syriusz, wykrzywiając swoje usta w złośliwym uśmiechu - Kto nie pije, ten za Mroku!
- Zdajesz sobie sprawę, że z nią pracuję, prawda? - uniosłam brew, patrząc na niego. Myślałam, że jest tego świadom, a może to tak alkohol na niego działa...? Cholera wie, co teraz się dzieje w jego łbie.
- Że z kim? Że tę? - zapytał zdenerwowany, mocniej się upijając - No weź. Kilka łyków. Am am. - Syriusz ostro przeginał. Mam moce telepatyczne, jak się upije, to przez tydzień nie wstanę z łóżka, przez trzy razy mocniejszego kaca niż ktokolwiek mógłby mieć.
- Syriusz, powiedziałam. Nie.
- Proszę. Zatańczę dla ciebie nago. - powiedział chłopak, robiąc w moją stronę słodkie oczka - A teraz am!
- Syriusz ni-- - w tym momencie mężczyzna złapał mnie mocno za nadgarstki, przyciskając mocno do kanapy.
- Aaaam~ - włożył alkohol do moich ust i powoli ją przechylił. Nie mogłam... Czułam gorzki smak alkoholu. Próbowałam się wyrwać, ale płyn zrobił swoje, bo był aktualnie silniejszy ode mnie. Przybliżył się do mnie, mocniej przechylając butelkę. A ja tylko mogłam próbować pozbyć się butelki z moich ust, ale Syriusz za dobrze manipulował butelką. Gdy wypiłam połowę, puścił mnie i sam dokończył.
- CZY TY ZDURNIAŁEŚ!? - szybko wstałam, szukając adrenaliny, która by zwiększyła mój metabolizm i nie pozwoliła mi stracić zmysły.
- Nie. - odpowiedział Syriusz i zmienił formę w lwią i skoczył na mnie. Patrzyłam na niego z dołu, widząc na półce strzykawkę z tym, czego potrzebowałam. Jednak... Po co mi? Przecież teraz mogę zrobić cokolwiek chce i jutro tego żałować. Jutro, nie dziś. CO JA MÓWIĘ?!
- Syriusz! ZEJDŹ ZE MNIE! - krzyknęłam, chcąc wstać, póki jeszcze miałam trzeźwy chodź trochę mózg. Ten natomiast przemienił się w człowieka, sięgając po kolejną butelkę i wlał całą zawartość do moich ust. Prawie się zakrztusiłam, a gdy ze mnie zszedł, podniosłam się i zacisnęłam oczy. Poczułam, jak moje mięśnie się rozluźniają i spojrzałam na Syriusza. W pewnym momencie poczułam, jak moje racjonalne myślenie zniknęło. Czułam się dziwnie, ale... Byłam na tą chwilę wolna. Uśmiechnęłam się szeroko i objęłam go ramieniem.
- Ty niegrzeczny kotku - mruknęłam do niego - zawsze tak upijasz swoich doktorów?
- Tylko dla tych najseksowniejszych - szepnął mi do ucha, a ja położyłam go na podłodze. Nie wiem czemu to zrobiłam, ale położyłam rękę na jego kroczu i lekko nacisnęłam, schylając się do niego.
- Seksownych, powiadasz? - uśmiechnęłam się uwodzicielsko - To ty tutaj masz piękne ciało...
- Uwielbiam, kiedy tak lekarze mi mówią - westchnął - To co powiesz na... krótkie badania?
Uśmiechnęłam się i zjechałam dłońmi do góry, pod jego koszulkę. Powoli jechałam dłońmi do góry i do góry, aż odkrywałam połowę jego brzucha.
- A od czego chcesz zacząć?
- Pani doktor sama powinna zaproponować - powiedział niewinnym tonem. Schyliłam się do jego poziomu tak, że nasze usta dzieliło raptem kilka centymetrów, a ja czułam jak mnie pociąga. To uczucie, którego dawno nie czułam. Pojechałam dłońmi nieco wyżej, a potem zdjęłam jego koszulkę, odrzucając gdzieś na bok. Nie przeszkadzało mi to, że leżeliśmy na podłodze z resztą, jakby marudził, to by coś z tym zrobił. uśmiechnęłam się i położyłam ręce na jego klatce piersiowej, czując rytm jego serca. Nie odrywałam od niego wzroku, a nasze nosy były praktycznie zetknięte ze sobą. Patrzyliśmy na siebie, jakby zatrzymał się czas, a ja zaczęłam jeździć palcem po jego mostku.

 Syreeek? c: TO TWOJA WINA! XD

Powrót Hellmestina!

GODNOŚĆ: Hellmestin. Ostatecznie nazywać siebie "Ćpun" or Hell.
STRONNICTWO: Wataha Karmazynowej Nocy.
PŁEĆ: Basior, chłopak.
ORIENTACJA: Heteroseksualny, nigdy nie miał zapędów w kierunku innej orientacji.
WIEK: Wiele jego "przyjaciół", uważa, że dawno już powinien zginąć. Łącząc się ponownie z rzeczywistością wygląda dość młodo. Spokojnie można określić go na jakąś 25, ale uwierzcie, nikt nie jest młody. Zwłaszcza ćpuni.
RASA: Wilkołak.
SYMPATIA: Rozwinięta opowieść mogłaby trochę potrwać. Była to Cin, później Shiriov - jednak coś nie wyszło. Nie ma szczęścia do kobiet.

Od Alexa C.D Azami, Syriusz

Okej... To gdzie ta cela? Bo jeśli to wszystko dzieje się naprawdę, chyba nieświadomie trafiłem do wariatkowa. Dlaczego tak sądzę? Pomyślmy przez chwilę.
Raz na jakiś czas odwiedzasz Deltę — z braku większego zajęcia, bo na Ziemi nudzi ci się tak bardzo, że zaczynasz nawet rozważać rozebranie się jak do rosołu, ubrania wrzucając na kupkę, w następstwie ich pilnując. Trafiasz na Spatium — z pozoru przyjemne miejsce, z którego można mieć tylko i wyłącznie dobre wspomnienia. Tak jednak niestety nie jest. Spotykasz bowiem... znajomego, bo kumplem raczej go nazwać nie mogę. Nawet wspólne siedzenie w więzieniu jakoś mnie do niego nie przekonało, ale mniejsza o to. Stajesz naprzeciw niego i nawet nie wiesz kiedy, a zaczynacie się bić niczym kilkuletnie dzieci o ostatniego żelka w paczce. Nie pamiętam także powodu, dla którego poświęciłem mu swój jakże cenny czas — ot tak, jakby w mojej pamięci pojawiła się tak zwana stopklatka, rozdzielająca czas na zobaczenie Syriusza i na bójkę z nim. Do tego miejsca wszystko wygląda w miarę normalnie, a potencjalny słuchacz moich przemyśleń mógłby nie zrozumieć, o co mi chodzi z tym wariatkowem. Otóż cały cyrk zaczyna się w momencie, kiedy to przeze mnie omal ktoś nie spłonął żywcem. Tym ktosiem okazuje się dziewczyna, która nie dość, że zna nasze imiona (kiedy ja pierwszy raz widziałem ją na oczy), to zamiast później nam to jakoś wyjaśnić, rozpływa się w powietrzu jak gdyby nigdy nic. Pomińmy już lepiej fakt, że w ten sposób wykazała się tchórzostwem, a tego nienawidzę. Do rzeczy. W końcu, dzięki głupiemu szczęściu, razem z swoim niedawnym przeciwnikiem znajdujesz ów nieznajomą, która następnie informuje twojego towarzysza o pokrewieństwie między nimi, a tobie wciska jakąś gadkę o rozejrzeniu się dookoła. No halo, gdybym się nie rozglądał, już dawno zaliczyłbym spotkanie twarzą w zderzak z jakimś tirem. Przecież to oczywiste.
- Wierzysz jej? - zapytałem chłopaka siedzącego obok mnie.
Nie zniżyłem tonu głosu - mówiłem normalnie, bez ukrywania się, aby... czekaj, jak tam, aha... Azami też mogła usłyszeć. Mimo iż czułem na sobie jej uważne spojrzenie, ja sam przyglądałem się Syriuszowi, który odrywając zamyślony wzrok od dziewczyny również spojrzał w moim kierunku. Po jego twarzy widać było, że wyraźnie zastanawiał się nad prawdziwością słów wypowiadanych przez nieznajomą. Jakby było się nad czym zastanawiać.
- Sam nie wiem... - powiedział przeciągle, znów skupiając swoją uwagę na osobie, o którą ten cały szum.
Słysząc jego słowa, zakryłem twarz dłonią, następnie kręcąc nią ze zrezygnowaniem. W głowie natomiast próbowałem znaleźć jakieś racjonalne wytłumaczenie na to, czemu on się jeszcze nad tym zastanawia. Przecież to wszystko przypomina fabułę jakiejś kiepskiej komedii, w której nagle — z powodu braku akcji — jakby znikąd pojawia się jednorożec srający tęczą. No przecież to się wszystko kupy nie trzyma.
- A ty? - usłyszałem pytanie, a kiedy opuściłem rękę zobaczyłem utkwione w sobie spojrzenie tej podejrzanej dziewczyny.
- Szczerze? To jest chore. — zacząłem, odrywając od niej wzrok i kierując go na chłopaka siedzącego obok mnie — Dobra, nie ma co dłużej cię okłamywać. Kiedy się urodziłem, lekarze pobrali ode mnie materiał genetyczny. Rzekomo na rzecz badań na jakieś choroby, a tak naprawdę w całkowicie innym celu. Po jego odpowiednim zmodyfikowaniu, zapłodnili nim komórkę jajową kobiety metodą in vitro, a następnie wszczepili ją czy jak to się tam nazywa do ciała jej dawczyni. Ta urodziła piękną czwórkę dzieci, z których jestem nad wyraz dumny. Tak, mój drogi. Jestem twoim ojcem, tak samo jak twoim. — mówiąc, zerknąłem na Azami — Teraz wreszcie możemy stworzyć rodzinkę idealną, zamieszkać w drewnianym domku nad jeziorem i co wieczór urządzać sobie grilla, na którego będziemy zwoływać pół stanu. — kończąc, spojrzałem ostentacyjnie na Syriusza — I jak, wierzysz mi? Czy sam nie wiesz?
Nie musiałem się pytać. Doskonale widziałem, że patrzył na mnie jak na ostatniego debila, który upadając na podłogę, pogubił przy okazji kilka klepek. Co jak co, ale kilka minut temu ja tak patrzyłem na niego.
- Dobra, wiecie co? Chyba wasz ojczulek się nieco zmęczył, musi się przespać czy coś. Ja spadam, a wy tu sobie siedźcie i wciskajcie kit dalej.
Po tych słowach wstałem z wcześniej zajmowanego przeze mnie miejsca, po czym nawet nie spoglądając na swoich dotychczasowych towarzyszy ruszyłem w bliżej nieokreślonym kierunku.
- Wiedziałem, że zawsze byłeś tchórzem! — krzyknął za mną chłopak, po chwili dodając — Jak sytuacja ci nie pasuje, to uciekasz. To takie typowe.
Na tą zniewagę odwróciłem się na pięcie, ciągle jednak zmierzając w tym samym kierunku. Na twarzy pojawił się z kolei głupi uśmieszek, który stanie się chyba moją wizytówką.
- Czasami warto znać granicę między tchórzostwem, a ratowaniem zdrowego rozsądku. Tobie, Syriusz, radzę ją jak najszybciej znaleźć, bo jak tak dalej pójdzie, znów wylądujesz za kratami. Tyle, że w psychiatryku.
Po tych słowach ponownie się odwróciłem, na odchodnym jedynie machając im na pożegnanie.

Syriusz? Azami? Nie odbierzcie go źle, on po prostu taki jest :D

Jeżeli jesteś tym [...]

Jeżeli jesteś tym, kto spojrzał w oczy demonowi, wiedz że ci nie pomogę... Nawet nie próbuj...
 
GODNOŚĆ: Każdy mówi mu Wath, jednak gdy spytasz się go o jego prawdziwe imię powie ci tylko litery B i N. Jego nazwisko jest ''różne'', mówi że ma na nazwisko Blood, czasami Blooder i Blantho.
STRONNICTWO: Wataha Karmazynowej Nocy
PŁEĆ: Basior/Chłopak
ORIENTACJA: Bi
WIEK: Około 18 lat w postaci furry.
RASA: Wilkołak
SYMPATIA: Sanle
RODZINA:
Ojciec - nie znał go.
Matka - Marlen (Blood)
Starszy brat (nie żyje) - Evalan, Evil, Evo Blood-Mahine
 
STANOWISKO: Jeździec i Łucznik
CHARAKTER: Wath jest raczej opanowanym, spokojnym wilkiem. Jednak czasami się wkurza. Lubi siedzieć w zaciszu, nie rozmawiać i myśleć o wszystkim. Każdy weekend spędza w swym ponurym domu, gdzie najczęściej mile nie wita gości, takich jak rodziców lub swoich wrogów. Jest waleczny i tchórzliwy, w pewnym momentach. Nie lubi pomagania i gdy np. jakieś dziecko pyta się go czy pomoże mu w czymś ignoruję je i idzie w swą stronę, pokazując ''fochy''. Ma bliską więź z pewnym demonem, przez co czasami sprawia że staję się tak zwanym ''psychopatą''.
ŻYWIOŁY:
Główny:
Ciemność
Poboczne:
Iluzja
Czarna Magia
MOCE:
Isikhala esimnyama:
Wchodzi do jakiegoś pomieszczenia, w którym znajduję się np. jego wróg i powoduję całkowitą ciemność w pomieszczeniu, przez co może przejść gdzie indziej, nie zauważony przez wroga .
''Ukubona izinto ezingekho okuvezwa ukudungeka kwemizwa'':
Powoduje (przez przypadek) ''halucynacje'' u mn. swoich rodziców, wrogów i przyjaciół.
Telepatia
Potrafi rozmawiać w myślach z innymi.
ZAINTERESOWANIA/TALENTY:
Zainteresowanie: Alchemia (jak zawsze, nigdy tego nie zmieni)
Talent: Spryt, dobra orientacja w terenie i chyba... tyle...
MOC SPECJALNA:
Ridere daemonium:
Jak widać, za pomocą bliskiej więzi z pewnym
demonem (którego imienia nie pamięta), moc ta
powoduje ''zmienienie się'' ich ciał.
HISTORIA:
Rok nieznany. Była to jesień, jak pamięta. Tereny nieznanej krainy.
Jego matka, jedynie ona, opiekowała się nim i bratem. Wtedy nie wiedział jeszcze gdzie się urodził i kim był jego ojciec. Evalan lubił się z nim droczyć, co powodowało czasami krótkie, dziecięce walki. Nie miał przyjaciół, jednak jeżeli mogłoby tu dodać przyjaciół Evalana to byli też jego. Nazywali się: Stan i Berlosh.
Marlen (ich matka) czasami była dla nich agresywna, a Wath myślał czy ''na pewno'' była magicznym wilkiem czy zwyczajnym. Jej kolor był taki jak zwyczajnych wilków, co wzbudziło niepokój w małym szczeniaku. Pewnego dnia, gdy stał się wilczym nastolatkiem, postanowił uciec od matki, jednak jego starszy brat też chciał z nim uciec. Razem uciekli jednak coś ich oddzieliło. Evil zniknął na zawsze, a Wath dostał się do Spatium, nie pamiętając o niczym. Spotkał tam ciemnoszarego basiora i białą waderę, z którymi się zaprzyjaźnił. Ich przyjaźń zrosła się w najlepszą, aż do teraz...
Więcej w opowiadaniu.
INNE:
  • Ma małą amnezję i sklerozę.
  • Boi się pająków.
  • Ma homofobie.
  • Ma krew zwyczajnego wilka i magicznego wilka przez ojca, tak samo jak jego nieżywy brat.
TOWARZYSZ: Kiedyś miał.
CHAT: Berlosh1226
EKWIPUNEK:
  • 200 trefli
  • Łuk

Siła - 350 Szybkość - 409 Zwinność - 400 Moc - 210
Technika - 199 Równowaga - 100 Zręczność - 40 Ukrycie - 105

Od Haylee cd Somin [18+]


Dajcie mi wszyscy [...]

Dajcie mi wszyscy święty spokój
[Astri-Sjursen]
GODNOŚĆ: Ptaszki ćwierkają, że ma na imię Naira Abelys, ale pytając wprost, otrzymasz jedynie zaprzeczenie. Wzrusz ramionami i uznaj, że przecież przedstawia się Nana, więc tak powinna mieć na imię, prawda? Nana Kahona, to brzmi o wiele lepiej, nie sądzisz?
STRONNICTWO: Neutralni, jeszcze nie zbzikowała, żeby się wpakować w większą zadymę z konfliktami między stronnictwami.
PŁEĆ: Kobieta.
ORIENTACJA: Biseksualna, panie i panów zapraszamy.
WIEK: Powoli dobiega trzydziestu lat, nie oceniaj.
RASA: Mag
SYMPATIA: Nie szuka związku, prędzej przygodnego seksu od czasu do czasu
 

RODZINA: Rzesza ciotek, wujków, kuzynek, kuzynów, rodzice mieli zdecydowanie zbyt dużo rodzeństwa. Ale o siostrach Nairy nie mówmy. Nigdy. Zostaje za to Hannah Kahona - dziesięcioletnia córka, pyskowiec, który zbyt wcześnie wszedł w fazę buntu, światłość jej życia i jednocześnie jedno wielkie, marudne utrapienie.
STANOWISKO: Barmanka w nocnym klubie, zdarzają się gorsze roboty, zwłaszcza w despotycznym mieście, którym rządzi tyran.
CHARAKTER:

Nana? Nana.
W tych dwóch zdaniach można by zamknąć całą jej postać, postawę życiową i wrodzoną nienawiść do robienia rzeczy, które nie mają jakiegokolwiek sensu czy znaczenia. Naira należy do tej grupy ludzi, którzy potrafią się w życiu zakręcić, ustawić na odpowiednim poziomie, a przynajmniej orbitować wokół niego marzeniami. Bo z rzeczywistością to nieco różnie bywa, zdarza się. Przecież nie można cały czas wygrywać, o czym dziewczyna doskonale wie, ale nie przeszkadza jej to przeć uparcie do przodu. Postanowiła sobie za cel wyrwanie się z rodzinnego zadupia, co szybko osiągnęła. Zdecydowała spróbować przeżyć w mieście i przeżyła, choć jej warunki bytowe pozostawiają sporo do życzenia. Kosmiczne ceny mieszkań, czynsz, który sprawia, że biedna, uciemiężona klasa niższa musi wypruwać sobie żyły, aby utrzymać swoje cztery ściany, to wszystko składa się na obraz trzydziestolatki.
Chodzące indywiduum, kuriozum, które z jednej strony nie ma ochoty ruszać tyłka ze starej i niewygodnej kanapy, a z drugiej nie może się powstrzymać przed podejmowaniem kolejnych aktywności fizycznych. Jak to sama zainteresowana mówi, najtrudniej jest wstać i się ruszyć, a potem wszystko idzie z górki. Nana jest doskonałym obserwatorem, a przy tym wśród dużych skupisk ludzkich czuje się jak w domu. Umiejętnie manipuluje ludźmi, rzuca nieco podszyte jadem komentarze, ale przy tym trzyma umiarkowany poziom - co moje, to moje, reszta mnie nie interesuje. Z kilku prostych przyczyn, Nana jest niezwykle empatyczną osobą, aczkolwiek nienawidzi wtrącania się w cudze sprawy - z wzajemnością, gdy ktoś pragnie wchodzić z butami do jej życia. Poszli won, na to mamy cztery ściany i sufit, żeby własne brudy w domu prać. Albo kogoś nimi lać, interpretacja dowolna. Na pierwszy rzut oka nieco trudno się z nią porozumieć, zdenerwowana lub zirytowana mówi bardzo dużo, bardzo szybko, przerzuca lekkimi komentarzami, atakuje szpilami w postaci mało przychylnych uwag czy marudzi na wszystko i wszystkich, choć sama nie przywiązuje do tego wielkiej wagi. Jest pełna życia, co widać po jej energicznych ruchach, gestykulacji, która często woła o pomstę do nieba. Charakterystyczny, wiejski akcent dodaje jej tylko dodatkowego animuszu, choć udało się jej go prawie całkowicie wyeliminować, pojawia się wyłącznie w chwilach wyjątkowego wzburzenia.
Ale najczęściej Nana jest zmęczona. Jest zmęczona sobą, swoim życiem, swoimi marzeniami i kilkuletnim szczęściem, chodzącym promieniem słońca, będącym wynikiem "błędu młodości". Jej ruchy stają się wolniejsze, słowa bardziej wyważone, przez wsiowe naleciałości, zasypia na stojąco. Przełyka cicho ślinę, kiwa głową i ignoruje kolejne komentarze, rzucane w kierunku jej i reszty kelnerek w podrzędnej, podmiejskiej knajpie. Czasem chciałaby powiedzieć, że lubi się uczyć. Że jest w tym dobra, że połknęła słownik, że szybko nauczyła się pisać i czytać. Że nauka jest droga, więc jej nie stać, a na razie posłała do szkoły Hankę i to wystarczająco nadszarpnęło rodzinny budżet. Że chciałaby bawić się mechaniką, bo nie ma nic wspanialszego, niż obserwowanie jak magia krąży wyspecjalizowanym układem, uruchamia skomplikowany mechanizm, spełnia to, co wydawało się jeszcze kilka lat temu nierealne, ale przecież Nana wie lepiej, że magia może być kompatybilna z techniką. Tylko Nana milczy, bo już nie ma na imię Naira, nie ma za sobą wielopokoleniowej rodzinki, która zresztą odradzała jej nagły wyjazd po zaliczeniu wpadki z synem gospodarza z naprzeciwka, ale przede wszystkim: Nana jest dumna, dlatego zagryza tylko wargę, odbiera kolejne zamówienie i udaje, że nie czuje obrzydliwego klepnięcia na swoim tyłku. Przecież nie wróci po tylu latach do domu z podkulonym ogonem.
Nana? Nana.
ZAINTERESOWANIA/TALENTY: Nana interesuje się magią i technologią, to jej konik. Od dziecka pasjonowała się mechaniką, Imperium wydawało jej się rajem na ziemi, a potem dorosła i wyszło, że ambicje nie zdały się na zbyt wiele. Interesuje się składaniem mniejszych robocików, tworzeniem programowalnych, zintegrowanych układów. Oprócz tego gra na gitarze i udaje, że wcale nie bada natury magii,. Wcale.
HISTORIA: Trudno powiedzieć, co takiego spaprało się w życiu Nany.
Tak umiera dziecko skazane na sukces.
Urodziła się jako ostatnia szansa na ratowanie kolejnego małżeństwa jej ojca, w rezultacie ma szóstkę rodzeństwa, z czego tylko dwoje jest z jednej matki. Wychowana na rodzinnej farmie, po tym jak jej ojciec-mag stracił wszelkie wpływy w towarzystwie i zdecydował się ruszyć na wieś, zgrywając przeciętnego farmera (o pewnych sekretach i długach lepiej nie wiedzieć...), targana dziecięcą pewnością siebie, nadmuchanym szkolnymi sukcesami ego i ambicjami ojca, była skazana na sukces. Miała szansę, możliwości, odkrywała własne pasje, zdobywała mentalne szczyty. Ćwiczyła, pracowała i pomagała w gospodarstwie, uczęszczała do miejscowej szkoły podstawowej, choć nie oferowała ona edukacji na sensownym poziomie, to nauka czytania i pisania otworzyła przed dziewczyną całkowicie nowy świat. Świat książek, mechaniki, magii. Te wszystkie historie stały na wyciągnięcie ręki, ojciec wyjeżdżał raz na tydzień na miejski targ i nigdy nie zapomniał, aby wpaść do biblioteki i wypożyczyć dla córek trochę książek. Zaczęła czytać, uczyć się na własną rękę, próbować tworzyć, choć nie osiągnęła żadnego większego sukcesu. Czas mijał, życie trwało dalej i nagle się okazało, że pora dorosnąć. Wziąć odpowiedzialność za swoje czyny. Może nawet dać się zaprosić na jarmark chłopakowi z naprzeciwka, wyjść za mąż za podstawionego przez ciotkę, dobrze sytuowanego kandydata, ale przecież miała szansę. Ambicje. Możliwości. Marzenia.
Więc zanim się obejrzała, nagle się okazało, że młodzieńczy, trywialny romans zaowocował ciążą. Naira pokiwała głową, przyjęła na siebie burę, jak to możliwe, żeby panna, w dodatku uzdolniona magicznie, szlajała się po stogach siana, niedopuszczalne i szczeniackie zachowanie. Poklepała pocieszająco po ramieniu tego wyrostka, który zapuścił się w rejony jej bielizny o parę błędów za daleko, mówiąc, że nie oczekuje od niego pomocy. Że sobie poradzi. Potem uśmiechnęła się, zamknęła w izbie z ojcem na godziną rozmowę i wyszła z domu z sakiewką, plecakiem i przeświadczeniem, że Naira już nie żyje.
Tak rodzi się dziewczyna, która musi zasłużyć na własny sukces.
Ucieka między krajami.
Pierwszy rok był ciężki, pieniędzy nie wystarczyło na długo, a zanim się zorientowała, to już musiała ratować swój tyłek przed kolejną burdą. Znalezienie pracy graniczyło z cudem, miejsc na uniwersytetach nie było dla takich jak ona, wnioskując na fakcie, że jej edukacja właściwa, szkolna, zakończyła się na nauce pisania i czytania. Dlatego pracuje jeszcze ciężej, uczy się, zawiera nowe znajomości i wymienia lata cerowania, szycia na naukę języków. Uczy się szybko, choć zaczyna potrzebować okularów, bo słabe światło w szwalni nie pozostawia złudzeń, że długo tutaj nie będzie mogła zostać. Nie w tym zaduchu, nie w tym gwarze maszyn, to nie jest dobre miejsce na wychowanie dziecka. Więc uczy się, ile może i bierze tak dużo, jak może. Powoli wyzbywa się wiejskiego akcentu, zaczyna mówić płynnie po "obczyźnianemu", zaczyna uczyć się drugiego języka. Dostaje wikt i opierunek, na więcej nie może liczyć, a jednak, gdy odchodzi na miesiąc przed rozwiązaniem otrzymuje dodatkową wypłatę i polecenie do innej roboty. Zdobywa numery, namiary, jedna ze znajomości przeradza się w coś więcej.
Tak pojawia się zmiana, bo teraz już nic nie robi dla siebie.
Ambicje nie zapełnią pustej miski, więc ucieka jeszcze dalej. Z cudzymi pieniędzy, byłym mężem, który jednak pozwalał sobie na zbyt dużo, świadomością, że niczego nie umie, wie jeszcze mniej, ale teraz już nie może się poddać. Ani wrócić z podkulonym ogonem.
Zanim się orientuje, już niedługo później siedzi w swojej nowej norze, zapyziałym mieszkaniu, które ma jednak sprawne oświetlenie, okna, które się otwierają i częściowo wyposażoną łazienkę. Hanka jest cudowna, ma oczy swojego ojca, ale jej uśmiech i dziewczyna chyba sobie uświadamia, że jednak coś jej w życiu wyszło. Tak rodzi się Nana. Pracuje, wychowuje, żyje. Robi wszystko co może, co nie może też, w końcu jaki ma wybór?
LOKALIZACJA: Aktualnie trudno powiedzieć, bo Nana łapie jedną robotę za druga, udając, że sobie radzi. W dużej mierze jej lokalizacja zależy od tego, gdzie dostanie robotę. Obecnie stacjonuje w Gothorland, gdzie podłapała podrzędną fuchę.
INNE:
  • x) Pachnie cytrusami, którymi zajada się na potęgę,
  • x) Nałogowo pali, zbyt dużo pije i w gorszym momentach zdarzało jej się sięgać po mocniejsze środki,
  • x) Przedstawia się fałszywym imieniem i nazwiskiem (Nana Kahona),
  • x) W pakiecie despotyczny, były mąż, zbyt pokręcone koligacje rodzinne, upadek rodzinnego, magicznego biznesu i ujmę na honorze
  • x) Gdy się zdenerwuje, zaczyna mówić z typowym, wiejskim akcentem


TOWARZYSZ: Nie jest w stanie zająć się sobą, zwierzakiem tym bardziej,  córką już w ogóle.
CHAT: Meian
EKWIPUNEK:
  • 500 trefli
Siła - 100 Szybkość - 400 Zwinność - 300 Moc - 1500
Technika - 150 Równowaga - 200 Zręczność - 200 Ukrycie - 250

Od Syriusza C.D Ravenis

  Młoda pani doktor wyglądała tak, jakby właśnie przechodziła jakieś stadium depresji. Nigdy nie potrafiłem do końca zgłębić się w cierpienia tych osób. Fragonia też była dla mnie jedną wielką niewiadomą. Ostatnio tak właściwie nie spędzaliśmy wiele czasu razem. Kilka miesięcy temu był ten ostatni raz, kiedy spotkaliśmy się na kawie. Już wtedy wyglądała okropnie, jakby wyszła z jakiegoś koszmaru. Potem zniknęła. Rozpłynęła się w powietrzu. Próbowałem się z nią skontaktować, nawet poszedłem do Darknessa, aby sprawdzić, czy ona faktycznie żyje. Okazało się, że wysłał ją do internatu. I dzięki Bogu utrzymywał z nią kontakt. Zaraz po wbiciu do zamku i krótkiej rozmowie (a właściwie kłótni), zostałem wyrzucony na ryj z zamku. 
  Nie wiem, co mnie tak dokładnie podkusiło, ale wstałem i stanąłem za Ravenis, po czym delikatnie ją objąłem. Znieruchomiała. Trochę tak, jakby mój uścisk ją ranił, albo... no nie wiem, zabił? Onieśmielił? Pocałowałem tył jej główki, jak to robiłem z Fragonią, kiedy ta miała gorsze dni i potrzebowała czułości drugiej osoby. Wszystkie kobiety potrzebowały tego od czasu do czasu. Nawet moja pani doktor. 
  - Wyglądasz jak Fragonia kilka chwil po tym, jak znajdywałem ją całą upapraną swoją krwią na podłodze w łazience. - powiedziałem zbyt wesołym tonem głosu, zaczynając się delikatnie kołysać z Ravenis. - Ale podepresować każdy z nas kiedyś musi, czyż nie tak? Jest coś, co mogę dla ciebie zrobić, Ravciu?   
  Spojrzała na mnie zaskoczonym wzrokiem, jednak nie na moje oczy, tylko na policzek. - Ja... - ledwo co się odezwała. Delikatnie się próbowała się wyrwać z mojego uścisku. - Możesz mnie puścić? - odwróciła wzrok.
  - To nie fajne. - stwierdziłem smutno, mocniej zaciskając swój uścisk, w którym utknęła biedna pani doktor. - Liczyłem na jakąś inną prośbę. Nie uważasz, że tulenie się jest...dobre?
  Gdy wzmocniłem swój uścisk, gwałtownie zastygła na chwilę, nic nie robiąc. - Nie rozumiesz... Ja nie mogę tak stać, mam robotę. 
  Postanowiłem więc dać jej spokój. Westchnąłem zdenerwowany. No tak, praca w końcu zawsze była najważniejsza, a większość ludzi i magicznych myśli tylko o swoich durnych czterech literach. 
   - Syriusz... - westchnęła nagle smutno, spoglądając na moje nogi, jakby nie miała odwagi spojrzeć mi prosto w twarz - nie chce stracić ci na oczach. Znasz mnie jaką pracowitą Panią Doktor i nawet jakbym chciała, nie mogę tego zmienić... Obiecałam to sobie..
    - Nie no, spoko. To ja przepraszam. Nie powinienem był tak się zachowywać wobec ciebie. Przepraszam.  

Ravenis? Przerwałam, bo jestem ciekawa x3

Od Sir She CD Amithii

 Kiedy Sir She się obudził, jego oczy zaczęły niespokojnie wodzić po całym pomieszczeniu. Był obolały.. I nie wiedział, co się dzieje. Oddech przyśpieszył. Ostrożnie rozprostował rękę, jakby bał się, że najmniejszy ruch może ją złamać. Rozprostował ją jedynie na tyle, na ile pozwalał mu łańcuch.. którego teraz jednak nie czuł na swoim przegubie. Jego spojrzenie w ułamku chwili skierowało się na rękę, ale nie dostrzegł tam nic, co by go krępowało. Wstał jak źrebak, który po raz pierwszy podnosi się na równe nogi. Niepewnie i nieufnie, jakby nie ufał temu podłożu. Prawdą jednak było, że nie ufał tamtej dziewczynie, która go uwięziła. Kto wie, czy nie pracowała z tamtą suką i z tamtym wilkiem, którzy odebrali mu to, co najważniejsze - wolność? Co, jeśli jest wyżej niż wydział narkotyków w NYPD? Źrenice Sir She zwęziły się na chwilę ze strachu, ale zaraz potem powróciły do normalności. Zaśmiał się gorzko. To nie jego uczucia. To uczucia tego paskudnego, małego szczenięcia, które to tak bardzo mu przeszkadzało swoją obecnością w  j e g o  ciele. Czego się boisz, She?, zapytał się w myślach, a jego twarz wykrzywił obłąkańczy grymas, który kiedyś mógł być uśmiechem. Śmierci? Ha! Śmierć jest niczym. Niczym dla kolesia takiego jak She. Prawdę mówiąc, miał głęboko w dupie swoją egzystencję w tym teatrze bólu i porażek. Wstał, a wtedy z jego ramion zsunęło się.. coś. Czerwone coś, czego She nazwy nie pamiętał. Kojarzyło mu się z ciepłem. I powinno dawać ciepło, jednak teraz było mokre od jego potu. Parsknął z obrzydzeniem i wysunął rękę, żeby oprzeć się o ścianę.
I wtedy go ścięło. Upadł na kolana, a z jego gardła wydostał się tylko zdławiony jęk. Bolało, tak kurwesko bolało. Gdzie jest ta kurwa z tabletkami przeciwbólowymi? Przyłożył dłoń do swojego boku, jakby spodziewał się dotknąć krwi. Nic takiego się jednak nie stało. Ból odsadzał go od środka, jednak był to tylko ból odstawienny. Nic mu nie jest. To go tylko wyniszcza od środka. Gnije. Zasyczał wściekle, jeszcze raz się podnosząc z podłogi, a przynajmniej podejmując taką próbę.
Sir She. — usłyszał cichy głos w swojej głowie. Tylko nie ta jebana ciota. Ostatnia osoba, której potrzebuje do szczęścia. — Sir She. Nie mów tak o niej. Opiekuje się tobą. Rozkuła cię. Zdajesz sobie sprawę, że zapewne jeśli będziesz się dalej zachowywał jak dziki, skuje cię z powrotem i zabierze koc? Aha, koc. Tak to się nazywało. Ale She nie słuchał. She miał w dupie Chłopca i jego uczucia. Potrzebował tabletek przeciwbólowych. Uderzył pięścią w niewielki dzwonek, a potem po raz kolejny osunął się z jękiem na posadzkę.

Ami?

Od Azami do Syriusza i Aleksandra

Kamuflaż jest czymś, co używam niemal cały czas, są wyjątki, gdy się pojawiam i jakoś tam funkcjonuje, jednakże wolę się ukryć i być nieuchwytna dla nikogo. Tak jest łatwiej i lepiej. Mogę bez problemu obserwować brata, przyszłego króla oraz Aleksandra. Bądź też inne zwierzęta, istotki magiczne czy też ludzi. Nie pytają się mnie o nic, nawet nie wyczuwają mojej obecności. To aż tak weszło mi w nawyk, że czasem znikam. Przyzwyczajenie. Jednak tym razem wyszło nieco nie po mojej myśli.. Zaczęło się od ognia, już opowiadam.
-----_-------__------_-_---------____--------
Wstałam dziś jakoś przed południem. Jama, w której czasem śpię, jest ciepła i delikatnie wilgotna, ale to dobrze. Mam blisko do wody, czy też do roślin. Wypoczęta, świeża i gotowa ruszyłam w kamuflażu na spacer, aby coś przekąsić. Moje węże także mi pomagają, w tym też mają kamuflaż, to pomaga, gdyż wtedy nikt nie próbuje ich zabić. Już były takie kreatury, lecz wracając. Szłam sobie przez las spokojnie, patrząc na przyrodę. Gdy usłyszałam krzyki, skierowałam się tam, jednak to, co zobaczyłam, było przytłaczające i aż serce się łamało. Walczyli ze sobą jakieś dwa ogary, a przez nich umierali inni. To małe bezbronne zwierzaki to też inne początki, co było najgorsze, ich mocą był ogień, rzucali do siebie, a ten spalał wszystko do około. Nie chciałam w tym grać, chciałam i próbowałam uciec, jednak trafił ogień w miejsce, gdzie stałam. Odskoczyłam, a ogień zaczął płonąć. Przerażona, sparaliżowana, nie mogłam nic zrobić. Serce mi bilo jak szalone, chciałam krzyknąć, jednak nic nie wydobyło się z moich ust. Kamuflaż zniknął, a ogień powoli mnie dosięgał, próbowałam walczyć, błagałam sama siebie.
~ Boże nie, nie mogę tu zginąć, proszę, rusz się, tak wiem, że się boisz, ale rusz się szybciej. No dawaj, Azami proszę. - mówiłam sama do siebie, prosiłam sama siebie, ale to nic nie dało. Zamknęłam tylko oczy i błagałam o szybki koniec..
Czekałam i czekałam, nic się nie stało, gdy otworzyłam oczy przede mną, nie było ognia. Stał jakiś chłopak, rozpoznałam go, to był Alex. Jednak wciąż byłam przerażona, choć powoli mogłam ponownie się ruszyć. Gdy pojawił się Syriusz, próbowałam zniknąć, bo nie wiem, czy wie, iż jesteśmy rodzeństwem. Pomogli mi wstać, odsunęłam się trochę, a węże mogły się ukryć. Wyglądałam jak zwyczajna osoba.
- Dzięki za pomoc, a ty Alex baw się ogień gdzieś inaczej. Hej Syriusz. - powiedziałam z lekkim uśmiechem. Pod ich nogami wyrosły kwiaty, to ich rozkojarzyło i mogłam zlać się z tłem. Stałam tam chwilę, po czym uciekam, jednak nie wiem jakim cudem znaleźli mnie przy potrójnym wodospadzie.
- Kim jesteś? Skąd nas znasz? - spytali obaj.
- Azami, widuje was, czasem. - rzekłam, jednak to nie wystarczy. Moje małe dziecinki, wynurzyły się z wody w pełnej okazałości i otoczyły mnie. Uśmiechnęłam się nie znacznie i wypowiedziałam kilka słów w wężowym języku. Brat spojrzał na mnie, jednak przemilczał to. Obaj jeszcze stali, zanim z winorośli stworzyłam im siedziska, siedli na nich.
- Nie macie nic do dodania. - stwierdziłam, choć oni chyba nie zauważyli.
- Kim jesteś Azami? - spytał Syriusz. Powinnam mu odpowiedzieć, choć może zgadnie, albo też nie.
- Jestem twoja bliźniacza siostra, mamy również jeszcze jedną siostrę i brata. - odrzekłam ze spokojem.
- Skąd mnie znasz? - spytał drugi.
- Alex wiem o tobie dużo. Gdy świat jest tak ogromny, czasem trzeba zacząć obserwować to, co nas otacza. - powiedziałam. Milczeli dalej. Może trawili to albo też nie. Choć tyle, że jestem przy wodzie. Teraz mogę się zanurzyć albo skoczyć z wodospadu i mnie nie znajdą.

Aleksander? Syriusz?

Od Peruna C.D Fragonii

  Obserwowałem jak ciepła woda nalewa się do wanny i czułem, jak przytłacza mnie to uczucie senność i spokoju. Marzyłem teraz tylko o tym, aby móc położyć się spać. Oczy mi się same zamykały, a przecież jeszcze trzeba było się wykąpać oraz zmusić malutką do wykąpania się, która pewnie była zmęczona jeszcze bardziej ode mnie. A może.. Może da się to załatwić w nieco krótszy, chociaż tego obiecać nie mogę, ale na pewno w przyjemniejszy sposób. Wsunąłem łapę do wody, aby zobaczyć, czy nadaje się już do kąpieli. Poziom był zadowalający, temperatura chyba też, a przynajmniej dla mnie była jak najbardziej okej. Prześlizgnąłem się z łazienki do naszego pokoju i szybko ogarnąłem sytuację. Fragonia na szczęście nadal nie spała, po prostu przytuliła się do kołdry. W takiej właśnie pozycji odpoczywała. Jej klatka piersiowa unosiła się równomiernie, spokojnie, jakby już udało jej się uspokoić oddech po tym wszystkim. Pisnęła cichutko, kiedy poderwałem ją z łóżka, a następnie zajrzała mi z ciekawością w oczy. Uśmiechnąłem się tylko, poprawiając chwyt. Dziewczyna mocno uczepiła się mojego futra na szyi, jakby bała się upadku z tej wysokości. Spokojnym krokiem przeszedłem z nią do wanny, dopiero tam ją odstawiając. Nieco podkuliła nóżki, kiedy jej skóra zetknęła się z ciepłą taflą wody. Zaraz jednak jej twarz się nieco rozpromieniła, ale nadal mogłem dostrzec tam zmęczenie.
Ostrożnie osunąłem się z nią na dno, powoli zatapiając się w tym przyjemnym cieple. Malutka wtuliła się we mnie, mrucząc przy tym jak kotka. Zmoczyłem łapę, żeby następnie zwilżyć plecki małej. Wsunęła palce głębiej futro, nieco mierzwiąc sierść na boku mojej szyi. Z trudem zmusiłem się jakiegokolwiek ruchu dalej, żeby przemyć brunetkę, która najwyraźniej do końca tej nocy miała zamiar siedzieć przytulona do mojego futra.

Jakie to beznadziejne. Frago?