Od Fragonii C.D Somin

  Dziewczynka obudziła się kilka godzin później. Nie była w stanie stwierdzić, czy jest to ranek, południe, czy wieczór. Rolety były zasłonięte, a w pokoju panował półmrok. Malutka przeraziła się. Miała ochotę znowu iść spać, albo po prostu uciec i wtulić się ponownie w ramiona Wilkobójcy, jednak... Właśnie. Tak naprawdę nie miała już przy sobie Darknessa. On jej nie chciał. Miał kogoś innego. Miał swoją rodzinę. Jedna gówniara była mu zbędna. Skuliła się przerażona. 
  Wtedy usłyszała kroki. Przykryła się tylko pościelą, aby nie widać było jej twarzy. Zamknęła oczy i po chwili poczuła czyjąś dłoń na swoich plecach. Zaciekawiona zdjęła z siebie pościel i spojrzała na mężczyznę, który trzymał w lewej ręce tabletki, a w prawej kubek z wodą. Wręczył dziewczynce obie rzeczy. 
  - Połknij i popij. - powiedział, siadając przy pobliskim stoliku. 
  Malutka jedynie skinęła głową i wzięła lekarstwo, które zaraz potem popiła zimną wodą. Miało nieprzyjemny posmak, jednak szybko się go pozbyła. Opatuliła się jedynie mocniej kocykiem i zamknęła znowu oczy. Poczuła dotyk mężczyzny i odruchowo cofnęła się do tyłu. Przyzwyczajona była jedynie do dotyku Marco, Siecia i właśnie Wisielca. Nie lubiła zadawać się z obcymi. 
  - J-j-już mi l-lepiej. - wyjąkała cichutko, pochylając głowę. - D-dziękuję z-za opiekę. 
  - Odpocznij. Nie chcę, żebyś mi tu padła. Mimo wszystko lepiej będzie, jeżeli odłożymy rozmowę na później, jeżeli się do mnie... przyzwyczaisz. - mruknął mężczyzna. 
  Fragonia nic nie powiedziała. Dopiła jedynie wodę i odstawiła kubek na bok. Wzięła głęboki oddech. i spojrzała beznamiętnie na mężczyznę. Tak właściwie to po co się do niego pchała? Dlaczego zawracała mu głowę? Jej już w sumie powinno być wszystko jedno. Darkness przynajmniej miałby spokój, gdyby ją zabrali. Ciekawe, czy w ogóle o niej teraz myślał? Czy poruszyłby go ten wypadek swojej... dawnej już ukochanej?
  - O-okej. - wyszeptała malutka, kładąc się znowu. - I-i przepraszam z-za kłopot. 
  Mężczyzna wziął kubek od dziewczyny, ale nic nie powiedział. Wyniósł się z powrotem do kuchni, aby dokończyć zaczęte wcześniej... śniadanie? Obiad? Jeszcze coś innego? 
  W każdym razie skoro dał małolacie czas wolny, to warto było ten czas jakoś wykorzystać. Malutka próbowała więc ponownie zasnąć, aby dać spokój mężczyźnie. Czuła się tak, jakby przebiegła maraton.  Nie musiała długo czekać. Znowu oddała się Morfeuszowi.(...)
  Obudził ją stukot. Taki dosyć głośny. Malutka podniosła się zdezorientowana i nie zważając na obolałe mięśnie, podniosła się i skierowała w stronę hałasu. Zobaczyła przeklinającego lekarza, który trzymał w rękach rozbitą tacę z jedzeniem dla Fragonii.
  - Pomóc? - zapytała malutka. 

Somin? Na gwałty się godzę, jakby co.
WDUPIŁO NOM CAŁY FAMILOOOK~

Od Peruna C.D Amithii

I właśnie w tym momencie drzwi otworzyły się z hukiem, a do środka wpadł Perun wraz z jeszcze jednym policjantem. Co prawda dopiero co wrócił, więc nie widział całego zajścia. Tak naprawdę od razu go wciągnęli na salę, rzucając tylko krótko "naruszenie praw". Nie wiedział, co miał ze sobą zrobić, więc po prostu ustawił się obok swojego kolegi czekając, aż ten łaskawie wyjaśni, o co chodzi. 
— Naruszenie nietykalności cielesnej. — rzucił krótko, a Perun już się domyślił, co się stało. — Mówi ci to coś, Thomas? 
— Jest karalne. — dodał Perun, opierając się o ścianę. — I niedopuszczalne. Mogą cię za to zwolnić z funkcji, wiesz? 
— A ciebie za spotykanie się z oskarżoną. — warknął Thomas, wbijając wściekłe spojrzenie w Peruna. 
Basior rzucił krótkie spojrzenie Amithii. Było to spojrzenie "ile wiedzą?". Niestety, nie doczekał się odpowiedzi. Westchnął cicho. Czuł, że teraz to on pójdzie na krzesło i będzie się spowiadał. Super. Po prostu super. Na razie jednak trzeba było rozwiązać sprawę tego naruszenia, co raczej długo nie potrwa. Świadkowie, kamery.. i takie rzeczy. Trzeba go tylko zawlec pod zarząd i wyjaśnić sytuację. A on się z tego nie wymiga. A co do sprawy Peruna.. Żadne z tego wykroczenie. Ma prawo do spotykania się z kim chce i kiedy chce.
— W takim razie.. — syknął tamten. — Wołkow zostaje. Reszta wypad. 
Basior z westchnięciem osunął się na krzesło, po czym rzucił tęskne spojrzenie w stronę zamkniętych drzwi. Nie widział sensu w tym niby przesłuchaniu. Nie zrobił nic złego. Zarzucił nogi na stół i odchylił się na krześle, jednocześnie pokazując, że całą sprawę ma głęboko gdzieś i Thomas robi niepotrzebne zamieszanie z tego powodu. Przecież nikogo nie zbił, tak jak on. Mężczyzna rzucił mu karcące spojrzenie, ale nic nie powiedział. No, dalej, pomyślał Perun. Przedstawienie czas zacząć. Basior tylko czekał, aż Thomas zacznie. Mógł go tak zjechać, że aż mu się odechce żyć. Ale nie zrobi tego, póki sobie na to nie zasłuży.
— Coś tam robił? — Oparł dłonie na blacie. Był zbyt blisko Peruna. Miało to na celu naruszyć jego przestrzeń, ale.. wilk miał to w dupie. Nie miał przestrzeni osobistej. Zbyt często była już naruszana, żeby teraz go to obeszło.
— Jadłem płatki. — Chamsko spojrzał mu w oczy, rzucając wyzwanie. Dotknij mnie, to spałuję cię tak, że będziesz szczał krwią przez rok. — Takie z cukrem i zimnym mlekiem. Kukurydziane. Całkiem smaczne, ale mógłbym zjeść coś innego.
— A wcześniej? — W powietrzu było czuć narastającą irytację.
— Brałem prysznic. — Czerwonowłosy ziewnął, ukazując swoje znużenie. — A wcześniej? Oglądałem film. A wcześniej? — Tu pozwolił sobie na złośliwy uśmiech. Całe NYPD wiedziało, jak Thomasowi układa się z żoną. Źle. — Uprawialiśmy seeks. Chcesz szczegóły, czy tak ogólnikowo ci wystarczy? — Thomas chciał mu przerwać, ale Perun kontynuował. — Nie martw się, ciebie też to kiedyś spotka. W życiu każdego człowieka przychodzi taki moment, kiedy zaczyna interesować się płcią przeciwną.. albo tą samą. Nie oceniam. Zazwyczaj to zbiega się ze zmianami w organizmie, ale może też przyjść wcześniej lub później. Coraz częściej słyszy się o presji, przez którą młodzi ludzie zmuszani są do odbywania pierwszego stosunku przedwcześnie..
— PERUN, KURWA TWOJA MAĆ! — krzyknął, na co przesłuchiwany położył po sobie uszy. — NIE PRZYSZEDŁEM TU SŁUCHAĆ WYKŁADU O DOJRZEWANIU! A za te stosunki z oskarżonymi.. udupią cię. Zobaczysz.
— A ciebie za naruszenie nietykalności cielesnej. — Wstał, nie mając dłużej ochoty grać grzecznego i miłego. — A także za wyzwiska skierowane w stronę funkcjonariusza społecznego. Wymieniać dalej, czy łaskawie zamkniesz ten ryj i przestaniesz się puszyć jak debil? Uderzyłeś kobietę, Thomas. Powinieneś się wstydzić. — Zrobił przerwę, żeby usłyszeć odpowiedź. Nie doczekał się jej. — Nic mi nie powiesz? Zupełnie nic? W takim razie żegnam.
Perun miał w dupie, czy dostanie za to naganę, czy nie. Opuścił salę, zostawiając tam Thomasa. Drzwi zamknęły się z hukiem, a on sam wyszedł na korytarz, gdzie czekała już Elitarna Loża Szyderców, zwana też jego kolegami z pracy i Amithią. Super. Nie wiedział, kogo obawiać się bardziej. Jeden z nich poderwał się, poklepał Peruna po ramieniu i rzucił coś w stylu "dobra robota, w końcu ktoś mu zamknął pysk". Westchnął cicho. Jeśli tylko ta mała kurewka Thomas poleci na skargę do sztabu, rzeczywiście może ponieść jakieś konsekwencje oprócz zaciekawionych lub karcących spojrzeń. Chociaż.. ha. Blake raczej nie będzie chciała go słuchać, kiedy dowie się, co takiego zrobił.
— Aż zgłodniałem z tego stresu. — burknął Perun. Pewnie, że nie zgłodniał. To była tylko wymówka, by opuścić komisariat. Oparł dłoń na klamce, ale przypomniał sobie, że chyba czegoś zapomniał. Nie, nie czegoś. Kogoś. Amithii. — Ktoś jedzie ze mną? — W duchu liczył, że zgłosi się kobieta. I nie przeliczył się, bo zaraz potem wstała i bez słowa ustawiła się obok.
Pchnął drzwi i przepuścił w nich Amithię, po czym skierował się do swojego auta. Czarny nissan patrol, jedna z niewielu miłości Peruna. Wsiadł na miejsce kierowcy, po czym uderzył ręką w radio. Ostatnimi czasy się buntowało, więc nie było innej drogi, żeby je włączyć. Po chwili płyta zaczęła się odtwarzać, wypuszczając pierwsze dźwięki Chorego na Wszystko. Zabawne. Właśnie tak czuł się teraz Perun. Szczerze nie obchodziła go opinia jego towarzyszki na temat muzyki, więc po prostu wzgłośnił radio do odpowiadającej mu głośności. Wyjechał z parkingu, po czym nacisnął mocniej na pedał gazu. Tak, zanim coś zje, ma ochotę na trochę zbyt szybkiej jazdy. Wyjechał z zabudowanego terenu i rozpędził się jeszcze bardziej. Nie zapiął pasów, ale kazał to zrobić Amithii.
— Gdzie jedziemy? — zapytała, wpatrując się w drogę przed sobą. Nic ciekawego, zwykłe zadupie dolne.
— Jeszcze nie wiem. — odpowiedział Perun, skręcając w jakąś drogę donikąd. — Ale jak będziemy wracać, wstąpimy do jakiejś knajpy. Lubisz Streeta? Bo ja uwielbiam.
— Jeszcze tam nie jadłam. — Amithia patrzyła przez okno. Aktualnie byli w jakimś lasku, gdzie nikt nie miał prawa ich niepokoić.
Perun zwolnił. Było tu cicho i spokojnie. Idealnie. Idealne miejsce na odpoczynek od idiotów. Coraz bardziej się ściemniało, co nadawało temu miejscu niemalże magiczną atmosferę. Basior uśmiechnął się delikatnie, po raz pierwszy szczerze tego dnia.

Amithia?

Od Somina C.D Valory [+18]

Ciepło dziewczyny i jej silny wabiący zapach spowodował, że na chwilę przestałem myśleć. Wszystko wokół straciło swoje barwy. Widoczne były tylko jej czerwone usta i ciemne włosy na jej jaskrawej karnacji. Jednak po chwili milczenia ugryzł mnie mój brak manier.
- Wybacz, nie mam pieniędzy przy sobie. – delikatnie zerwałem jej objęcie.
Po części to była prawda, nie noszę na co dzień gotówki. Zwykle posługuję się kartą i bynajmniej nie zadaję się z pannami lekkich obyczajów. Jedno głupie zdjęcie i można mieć zepsutą reputację do końca życia.
- Nie, nie trzeba. Ja nie z takich. Składam tylko taką małą prostą propozycję na wieczór.
Płatny zabójca, czy agentka z prasy? Zaczęło się robić coraz dziwniej. Nie jest to typowa sytuacja, którą spotyka się na co dzień. Złapałem dziewczynę za rękę i zabrałem na stronę. Musiałem to zrobić, by się upewnić, że wszystko gra. Nie stawiała najmniejszych oporów, kiedy zabrałem ją, bo bocznej alejki.

Od Syriusza C.D Aoife

  Leniwy dzień. Właściwie... co taki gnojek jak Syriusz może robić poza polowaniem i leniwym leżeniu na swoim ulubionym pieńku. Lew przeciągnął się i ziewnął po raz setny w tej godzinie. Jednak nadal nie wstawał. Czekał, aż coś ciekawego się wydarzy. Tak samo z siebie. Żeby ten dzień stał się ciekawszy. 
  I właśnie takim stał się po wylądowaniu obok Syriusza pięknej, czarnowłosej dziewczyny, która spojrzała na naszego lwa jakby z wyrzutem. Zaczęła nawet coś do niego mówić, jednak zwierz po prostu się nie przejął. Chyba pytała go o imię. Albo coś w tym stylu. Na wszelki wypadek zmiennokształtny przywołał swoją ludzką postać.
  — Syriusz. I wiesz, że to nieładnie przerywać innym drzemkę? Nic nie ukrywam, w niczym nie biorę udziału. Chcę się jedynie wyspać. — wymruczał, drapiąc się leniwie po karku.
  Nie miał kontaktu z drugą osobą odkąd... odkąd właściwie Fragonia pojechała do internatu, a lew przestał spotykać się z Tarą. Młoda, urocza anielica rozpłynęła się w powietrzu i słuch po niej niestety zaginął. A szkoda, bo może nawet coś by z tego wyszło. 
  Dziewczyna tylko przewróciła oczami i spojrzała z wrogością na chłopaka. Po chwili jednak na jej usta wpełzł uśmiech, a ona wzięła głęboki wdech. Musiał ją zdenerwować, ale dziewczę chyba nie chciało być niemiłe.  No cóż, może lepiej jej po prostu unikać i nie prowokować? 
   — Ale to jest moje miejsce. — powiedziała po chwili, starając się zachować spokojny ton głosu. — Więc... lepiej stąd zmykaj... Syriusz. 
   — Delta nie jest twoja. Ja sobie to miejsce znalazłem na drzemkę. Szkoda, że nie przestraszyłaś się moich kłów, to miałbym jedną, upierdliwą dziewczynę z głowy. Ale cóż... Jeżeli ci tak jebanie zależy na TYM konkretnym miejscu, to usunę się w cień, co czemu nie. — prychnąłem. — Do zobaczenia Aoife... kiedyś. Chociaż pewnie słowo żegnaj bardziej by pasowało do tej sytuacji. 
  Czarnowłosa już chciała mi coś powiedzieć, jednak ja nie miałem ochoty na dalsze rozmowy z nią. Musiał iść rozprostować swoje ludzkie kończyny, bo w końcu spędził kilka dobrych godzin w lwiej formie. W dodatku śpiąc na starym pieńku. Syriusz po chwili zdał sobie sprawę, że mógł przecież iść i jej podziękować. W końcu... gdyby nie ta laska, spędziłby jeszcze kilka godzin na leżeniu i marnowaniu swojego cennego czasu. 
  Ale hej, dzisiaj świat pędzi do przodu i poleniuchowanie nie jest wcale takie złe. Wszędzie wokół ludzi się śpieszą, a ja robię, co mi się podoba. Jedynie czasem zmuszony jestem słuchać mamrotania swojej pani Alphy, ale poza tym... luz.  

Aoife? Przepraszam, brak weny. :/

Od Nixie CD Shada, Tytanii

Nixie zaśmiała się na słowa Shadow'a. Sięgnęła dłonią do torby, tym samym muskając palcami zdobyte pieniądze. Ostatnio na hazardzie sporo zarobiła — miała same szczęśliwe karty. Dzięki sztucznej ręce mogła już sama tasować karty. Zawsze robiła to tak, by mieć same wyższe wartości, bądź też pasujące do siebie. Nie było to oszustwo, w przeciwieństwie do posiadania dodatkowych asów czy tym podobnym, jak to robili inni. Takim oto sposobem praktycznie zawsze wygrywała, więc biedą nie śmierdziała.
— Nie musimy czekać do ataku. Mam kilka krukonów, którzy tak samo nienawidzą Mroku. Z kolei innych.. Można przekupić. — zaśmiała się chytrze, szeptając chłopakowi na ucho, aby Tiffany przypadkiem nie usłyszała.
— Tak też możemy. — ten mruknął zastanawiając się.
Robotka odsunęła się i spojrzała na zdezorientowaną Tytanię. Czarnowłosa zacisnęła zęby, wpatrując się nienawistnie w obojga. Po chwili skoczyła na androidkę, przybijając ją do ziemi. Ta tylko uniosła brew kręcąc głową. W krótkim momencie to córka alphy miała bliski kontakt z podłożem, a Qvix znudzona siedziała na jej brzuchu.
— Nie bój nic. Nie wiem jak Shadow, ale ja przeszłam na tą stronę tylko dlatego, że potrzebuję bezpiecznego dostępu do technologii Imperium. — mruknęła. — No i dzięki temu teraz mam lepszy sprzęt. A przy okazji.. — pogłaskała dziewczynę po policzku —.. macie sprzymierzeńców po wrogiej stronie.
Czerwonowłosa zachichotała. Zeszła na ziemię, normalnie stając na nogach. Przeciągnęła się, aby rozprostować zastałe kości. Z jakiegoś powodu często to robiła. Dokładniej to potrzebowała 'odpoczynku' od sztucznych kończyn, gdyż obciążały one jej prawdziwe ciało. Nie zważając na obecność cienia i Tiff, rozłożyła się na kanapie. Wnioskując z tego co usłyszała, mieli teraz czekać, dopóki któryś z krukonów nie przyjdzie i nie zajmie się drugą z osób. Wykrzywiła twarz w grymasie. Nie chciało jej się marnować czasu na nie robieniu niczego. Znudzona zdjęła z twarzy gorącą już maskę, ukazując poparzoną część ciała. Schowała ją. Shadow już był przyzwyczajony do tego widoku, jednak mało kto poza nim widział Nix bez tego. Westchnęła, gdy zauważyła wpół przerażony, wpół zadziwiony wyraz. W sumie to nic nowego. Zarówno reakcja jej towarzysza, jak i każdego innego była taka sama. Mimo wszystko Qvi uśmiechnęła się. Wystawiła długi język, rozciągając go aż za brodę. Ziewnęła przeciągle. Złapała chłopaka za ubranie i przyciągnęła do siebie, chcąc poczuć jakiekolwiek ciepło. Wtuliła się w niego, nadal obserwując jednym okiem Tytanię.

Tytuś? Shadu?

Od Shadow'a C.D Nixie, Tytania

Trochę niezręcznie było siedzieć niedaleko rozwścieczonej Tytanii. Dziewczyna w każdej chwili mogła odwalić coś niespodziewanego. W sali było jakoś za spokojnie. Wszyscy w ciszy pożywiali się daniami sporządzonymi przez sługę Mroku i udawali, że są w miarę zadowoleni. W rzeczywistości nikt nie lubił siedzieć z nią przy jednym stole. Nawet krukoni starali się trzymać od niej z daleka i zjawiać się tylko na wezwanie. Cień starał się skończyć jeść jak najwcześniej, by móc szybko opuścić salę.
-Co wy dziś tacy cisi? -Zapytała Mroku, obserwując swoich gości.
-Lepiej być cicho, niż zaczynać niepotrzebne kłótnie. -Odpowiedział Shad.
-Kłótnie? Proponujesz coś?
-Nie, nic. -Odpowiedział i spuścił głowę.
Znów nastała cisza. Czarnowłosy skończył jeść i odszedł od stołu. Poszedł do swojego pokoju, usiadł na kanapie i zaczął myśleć o propozycji Nixie. Z jednej strony pozbycie się pani ciemności to dobry pomysł- można zawładnąć Imperium. Jednak z drugiej strony, to będzie trudne do wykonania, przez jej poparcie ze strony krukonów.
-Coś tak szybko wyszedł? -Zapytała Nixie, skacząc mu na plecy.
-A co, nie mogę?
-No możesz, ale... -W tym momencie się uśmiechnęła. -Ty coś knujesz, mam rację?
-No możliwe.
Coś ty wymyślił?
-Poczekamy do momentu ataku na Assyrio. Mieszkańcy będą się bronili i znając życie, duża część Krukonów zginie. Im mniej osób do obrony Mroku, tym lepiej. Potem przyjdziemy do niej, gdy będzie sama.
-A potem?
-Potem się zobaczy. Na razie trzeba czekać.
-Oki. -Powiedziała i przytuliła go.
*Kilka minut później*
Jeden z krukonów wszedł do pokoju i poprosił dwójkę, by popilnowali przez chwile Tytanii. Czarnowłosa siedziała w pokoju gościnnym i oglądała telewizję. Zmieniła kanał, gdy zobaczyła, że "zdrajcy" do niej przyszli.
-I co, zadowoleni z siebie jesteście? Assyrio czeka zagłada, głównie przez was. Macie coś do powiedzenia, czy będziecie tak stać i się gasić?
-Nie martw się, my już wiemy, co zrobić. -Powiedziała Nixie i przetarła rączki.
-Co planujecie?
-A coś ty taka ciekawska? Powinnaś wiedzieć tyle, że nie musisz się już martwić. Teraz siedź i odpoczywaj, wszystko jest załatwione.
-I mam wam ufać po tym wszystkim? Macie mnie za idiotkę? Ja...
-Spokojnie już. -Przerwał Shad. -Jeszcze będziesz nam dziękowała. A teraz siedź cicho, bo jeszcze Mroku usłyszy.


~Nixie, twoja kolej.  :3

Od Tytanii C.D Nixie, Shadowa

  Jeżeli tylko weźmiesz w tym udział, odzyskasz wolność. Nie jesteś pierwszym porwanym Spatiumczykiem tutaj. Masz szansę uwolnić siebie i ocalić braci. Jeżeli będziesz posłuszna, sowicie cię wynagrodzę. Jeżeli zaś będziesz gorsza od tej dwójki, chyba nie będę miała wyjścia i unicestwię ciebie oraz wszystkich więźniów, a w mojej kolekcji znajdzie się cyrograf podpisany przez twojego brata. 
  Słowa demona cały czas krążyły wokół Tytanii, która nie potrafiła uwolnić się od tego. Cały czas myślała nad swoją wczorajszą rozmową z białowłosą. Była zdolna do wszystkiego, jednak... jakim cudem zamierzała podpuścić Vipera i zmusić go do podpisania traktatu? Owszem, to był bardzo skąpy i pewny siebie debil, który mógł odwalić różne rzeczy, ale jeżeli chodzi o Mroku, Percy zawsze był ostrożny. Znienawidził ją. Ba, boi się jej. Nawet czasami patrzył krzywo na swoją siostrę, ponieważ ciągle przypominała mu demona w którego się zamieniła. Ich stosunki uległy pogorszeniu, jednak... mimo wszystko kochała brata.
  Nawet, jeśli ten demon żartował, ona nie mogła sobie pozwolić na ryzykowanie życiem Vipera. Naprawdę nie chciała stracić tego debila. Byli bliźniakami. Ich więź była szczególna. To oni ocalili Deltę, a potem stanęli ramię w ramię. Szkoda tylko, że na igrzyskach musieli stoczyć ze sobą walkę na śmierć i życie. Dzięki Bogu, nikt nie zginął. 
   Jednak to właśnie podczas tego konkursu wadera utraciła nad sobą kontrolę i omal nie rozerwała brata na strzępy. Co z tego, że założyła Sektę Cieni i chociaż przez chwilę to sama mogła sobie porządzić? Co z tego, że zwołała wojsko i była przez chwilę nawet silniejsza od WKNu? Część osób z SC tak naprawdę już nie żyło, albo odeszło w swoje własne strony. Co z innymi? Przeszli do WKNu lub pozostali samotnikami, jak wcześniej. Niektórzy, jak Haylee, pozostali jednak w Watasze Zachodu. Tytania, chodźmy chciała ich wszystkich przywołać, nie było jak. Została sama ze swoimi problemami. Mogła liczyć jedynie na Kasai, Renę oraz swoją rodzinę. Nie wliczając w to ojca, bo z Wilkobójcą to naprawdę różnie bywało. Raz nawet chciał ją zgwałcić. Był wtedy pijany, ale to nie usprawiedliwiało jego szalonych wybryków. 
  Wieczorem Mroku pozwoliła jej zasiąść przy stole. Była niebywale wspaniałomyślna. Tytania miała ochotę wybić jej zęby, kiedy usłyszała o owej uczcie. Chciała się stąd wydostać i ani myślała o spędzaniu czasu ze swoimi wrogami. Krukoni... chyba najbardziej parszywa rasa ptaków. Ludzi-ptaków. Najgorsze możliwe połączenie. Krzyżówka demona. 
   Nixie, siedząca po drugiej stronie sali, pomachała do niej złośliwie. Tytania przekręciła zdenerwowana głową i wystawiła jej środkowy palec tak, aby jednie kobieta-robot zauważyła ten gest. Nie miała ochoty patrzeć na tą blaszaną zabawkę od demona. Nienawidziła robotów prawie tak mocno jak krukonów. Cyborg, android, każde gówno było tyle samo warte. 
    — Miło, że wszyscy się wreszcie zjawili. — Mroku podeszła do swojego tronu i usiadła na nim, dumnie spoglądając na Tytanię. — Witam również naszego honorowego gościa - Tytanię! 
   Czarnowłosa tylko prychnęła i przewróciła się na drugi bok, aby nie patrzeć już na tą jej słodką mordkę. 
   — Córka naszego ukochanego nemezis, pana Wisielca, pomoże nam zdobyć Assyrio, pozostawione na pastwę losu przez TICOD. 
  Tiffany spojrzała przerażona na Mroku. Ona chyba nie mówiła poważnie... Assyrio był najcenniejszym królestwem. Jeżeli uda jej się podbić te tereny, cała Delta ma przesrane...

Nixie? Mroku? Shadow? Czas pomieszać troszkę w fabule.

Od Peruna C.D Persefony

— A dziadków? Opiekunów? — Perun uniósł brew. Dobrze znał procedury. Jeśli nie znajdzie się żaden opiekun, będzie musiał zabrać ja do sierocińca.. A tego nie życzył najgorszemu wrogowi. A co dopiero jakiejś dziewczynce.
— Nie i nie. Ale nie możecie mnie oddać. Mam ojca. — odpowiedziała, lekceważąco odwracając wzrok od basiora.
— To niech cię stąd zabierze. — mruknął. — W przeciwnym razie będę musiał oddać cię do domu dziecka. Takie przepisy. — Lekko wzruszył ramionami.
Dopiero teraz wyglądała, jakby coś ją poruszyło. Oboje tego nie chcieli. Perun z litości, ona z sobie tylko znanego powodu. Co prawda była jeszcze jedna możliwość, ale Perun raczej nie dopuszczał jej do siebie. Mógł po prostu zabrać dziewczynę do siebie na ten czas. Mógł, ale nie był pewien, czy nie zamorduje go, jak będzie spał. W końcu jednak uznał, że nie jest tu mile widziany i opuścił salę, zostawiając dziewczynę samą. Sumienie jednak nie dawało mu spokoju. Ok, nie była zbyt miła, ale była tylko czternastoletnią dziewczynką, która zdecydowanie nie zasługiwała na pobyt w takim miejscu. Usiadł na krześle w poczekalni, budząc powszechne zdziwienie. No tak, nadal się nie przebrał. Oparł głowę na dłoniach, a ręce na kolanach. Spojrzał w dół, próbując pozbierać myśli. Czułby się źle z myślą, że skopał jakiejś małej istotce życie. Wiedział, że w sierocińcu nic dobrego go nie czeka. Zamknął oczy. A w domu będzie musiał mierzyć się z krytycznymi spojrzeniami i generalnie z obecnością młodej. Dawno już nie mieszkał z kimś, był raczej typem samotnika. Zresztą.. i tak częściej nie było go w domu niż był. Może jakoś przetrwałby tę świadomość, że w jego ukochanym mieszkaniu jest ktoś jeszcze oprócz niego. Albo zwyczajnie skupi się na pracy. Tak, tak będzie najlepiej dla każdego. Poza tym, ile trwa delegacja? Tydzień? Dwa? Po tym czasie ojciec na pewno zabierze dziewczynkę. A tyle czasu.. to dużo lub mało, zależy od sytuacji. Mało do wytrzymania, ale wystarczająco dużo, żeby zniszczyć jej psychikę w sierocińcu. Westchnął cicho, po czym rozpuścił włosy, które kaskadą opadły na jego plecy. Tak jakoś czuł się lepiej. Lepiej mu się myślało. Wstał, ponownie westchnął i podszedł do recepcji. Oni już o wszystkim wiedzieli, ale to nie była wina Peruna. To nie on źle podał znieczulenie.
— Persefona von Cortez. — rzucił do kobiety siedzącej przy ladzie. — Kiedy będzie można ją wypisać?
— Maksymalnie dwa dni będzie tu leżała. — odparła uprzejmie, sprawdzając coś w komputerze. — Tak, dwa dni, a potem może już iść do domu. Czemu pytasz, Wołkow?
— Wydaje mi się, że to ja będę musiał ją zabrać.. — Cicho jęknął, jakby dopiero teraz dotarł do niego sens wypowiedzianych słów. — Nie będę miał z tego powodu problemów, prawda?
Zaprzeczyła, lekko się uśmiechając. Ta, bardzo śmieszne, pomyślał Perun. Nie miał żadnego doświadczenia z czternastoletnimi dziewczynkami, które są w stanie zbić chirurga podczas operacji. A teraz będzie musiał gościć taką u siebie. O bogowie. Czemu on się na to zdecydował? Ma zdecydowanie za miękkie serce. Tak, o wiele za miękkie. Czas zacząć być złym gliną, a nie poetą z miękkim serduszkiem.

Dwa dni potem był już gotowy. Wyłożył kanapę pościelą, żeby mała miała gdzie spać. Założył też blokadę na drzwi i okna, żeby mu nie zwiała. Podpisał wszystkie niezbędne papiery, aż w końcu przyszedł ten dzień, kiedy miał ją zabrać. Przyszedł do szpitala po służbie, miał już na sobie cywilne ciuchy, co by nie straszyć pacjentów. Wszedł na salę, po czym podszedł do łóżka dziewczyny. Przez chwilę miał ochotę uciec, ale to nie było w jego stylu.
— Jedziemy do domu, Persefono. — oznajmił, nie patrząc na nią.

Persefona?

Od Persefony C.D Perun

  Wierzgała się przerażona. Im bardziej się ruszała, tym mocniejszy stawał się ból, a im bardziej bolało, tym bardziej się wierciła. Uderzyła swojego lekarza, który najwidoczniej był już wystarczający wściekły na pacjentkę. Odezwał się w niej instynkt Fragonii, która tak cholernie bała się bólu i obcych. Zamknęła oczy i znowu chciała uderzyć nieznajomego w nos, kiedy ten wyciągnął nagle igłę i wbił ją w ramię czarnowłosej. Ciało dziewczynki zwiotczało. Poczuła, że adrenalina powoli opada, jednak ból nadal jest intensywny. Znowu opadły z niej siły i zamknęła oczy. 
  Basior nałożył na twarz dziewczynki maskę tlenową i czekał, aż jego pacjentka zaśnie i będzie mógł zakończyć, co zaczął. Persefona była już na tyle przerażona, że nie wiedziała, czy przeżyje operację, ale teraz wyjątkowo się tym nie przejmowała. Chciała jedynie zasnąć. Miała w dupie, czy trafi przez to do Lucyfera, czy do samego Boga. (...)

  Sala pooperacyjna. To właśnie tam została przewieziona czarnowłosa. Dostała na tyle dużą dawkę leków, że spokojnie przespałaby pół dnia, gdyby nie interwencja tego chirurga od siedmiu boleści, który nie dał jej spokojnie postać. Musiał się dowiedzieć, czy jest z nią w porządku i będzie w stanie normalnie funkcjonować. Cóż, za taką pomyłkę anestezjolog musiałby zapłacić ogromną sumę dziewczynce, nie wspominając już o tym, że zostałby zwolniony dyscyplinarnie. Z kolei ten chirurg...   
  Persefona była na tyle wredną bestyjką, że szybko załatwiłaby u swojej pani coś specjalnego dla tego gnojarza, który (prawdopodobnie) chciał pobić Persefonę. A w każdym razie nie obchodził się z nią lekko, mimo iż ona też nie była grzeczna... Ale co miała powiedzieć przerażona czternastolatka, która nagle budzi się w jakimś dziwnym pomieszczeniu, cała rozebrana z uszkodzoną klatką piersiową z zupełnie obcym mężczyzną. To chyba był furry. Czyżby pies? Albo kojot? Wilk? 
  W każdym razie po dostaniu odpowiedniej ilości leków Perefona zaczęła odzyskiwać przytomność i zobaczyła ten sam ryjec, co na stole. A w każdym razie chyba to był on. Albo miał brata. Czarna sierść, białe łapy.. Tak, to zdecydowanie był jej chirurg. 
  - Jak się czujesz? - zapytał basior, spoglądając podejrzliwie na dziewczynkę, jakby swoim magicznym rentgenem w oczach chciał ją prześwietlić. 
  - A jak mogę się czuć? Omal nie zginęłam, pobiłam cię, a w dodatku będę miała traumę do końca życia. Mroku cię udupi. - prychnęła Persefona. 
  - Kim jesteś i gdzie są twoi rodzice? - zapytał nieznajomy, ignorując kąśliwe uwagi pacjentki. 
  - Persefona von Cortez. Nie mam rodziców. - powiedziała. - Matki nie znam, a ojca... ojciec... Jesteśmy ostro skłóceni, a on jest na delegacji, pajac jeden. - skłamała po dłuższej chwili. 
   Persefona omal nie walnęła największego głupstwa. Gdyby powiedziała, że nie ma rodziców i jest sama, miałaby przesrane. Znając życie Mroku będzie miała ją w dupie, a Fragonia nie da rady ją wydostać z sierocińca. A to ostatnie miejsce, gdzie dziewczyna chciała trafić.

Perun?

Od Peruna C.D Amithii

Kiedy wstał, był totalnie zamroczony. Potrzebował chwili, aby dowiedzieć się, gdzie się znajduje, a co najważniejsze, jak tu się znalazł. A no tak, mieszkanie Amithii. Bolący łeb. Kolejne nagranie.. Wstał, pościelił łóżko i przeciągnął się, chcąc pozbyć się resztek snu. Rozejrzał się po pokoju, zawołał imię właścicielki, ale nikt mu nie odpowiedział. Postanowił sam wyjść na poszukiwania łazienki, żeby chociaż trochę się ogarnąć. Nieśmiało uchylił drzwi, po czym wyszedł na korytarz. Nie widział, czy oprócz Amithii bywa tu ktoś jeszcze, więc na wszelki wypadek postanowił mieć się na baczności. Rozejrzał się po korytarzu i aż wstrzymał powietrze z wrażenia. Jakim cudem udało mu się dojść do tej sypialni? Amithia musiała go zaprowadzić, inaczej zgubiłby się praktycznie od razu. Przyłożył dłoń do ściany i poszedł w lewo, zaglądając do wszystkich pomieszczeń po kolei. Nie, nie i nie. Żadnej łazienki, no cholera. Poszedł więc w drugą stronę, tym razem już znalazł upragnione pomieszczenie.
Wszedł do środka, po czym pochylił się nad umywalką i przemył pysk zimną wodą. Chwycił jeden z ręczników, po czym położył go na umywalce. Zasnął w ubraniach zeszłej nocy, przez co czuł się niekomfortowo i potrzebował prysznica. Takiego chłodnego prysznica. Stanął więc w kabinie i zamknął drzwiczki, uprzednio oczywiście odwieszając ubrania na wieszak. Lekko zadrżał, kiedy na jego futro spłynęła fala zimnej wody. Potrzebował po prostu się przyzwyczaić. Obmył całe swoje ciało w zimnej wodzie, a potem na chwilę go zamroczyło. Do tego stopnia, że musiał przysiąść, aby nie upaść. Oparł się plecami o ściankę prysznica i zamknął oczy, próbując wyrównać oddech. Coś w jego wnętrzu bardzo chciało się wydostać, kiedy poczuło chłód. Perun nawet przez chwilę wahał się, czy nie wyciągnąć strzykawki i sobie nie ulżyć, ale po chwili odrzucił ten pomysł. Poczuł znajome swędzenie w zgięciu łokcia, ale dzielnie ze sobą walczył, żeby nie wyciągnąć strzykawki. W sumie, miał wszystko czego potrzeba.. Wystarczyło tylko wbić strzykawkę w żyłę i jakoś przetrwać ten potworny ból. Nie, Perun. Coś sobie obiecałeś. Wstał z ociąganiem, podpierając się o ściankę. Doskonale wiedział, że oprócz chwilowego odlotu przemiana nie zapewni mu nic dobrego. Wygrzebał się z kabiny i osuszył futro ręcznikiem. Kiedy było już w miarę suche, ubrał na siebie wczorajsze ubrania. Nie lubił tego robić, ale w tej sytuacji nie miał wyboru. I właśnie wtedy zadzwonił jego telefon. Odebrał go odruchowo, nawet nie patrząc na wyświetlacz.
— Detektyw Perun Wołkow.. — mruknął do słuchawki, opierając się o ścianę.
— Wstałeś już, księżniczko? — Od razu rozpoznał głos Amithii. — Nie masz służbowego telefonu czy co?
— No nie. — odparł, jakby sama nie mogła się tego domyślić. — Możemy się zająć już tym nagraniem.
— Właśnie dlatego do ciebie dzwonię. — wyjaśniła kobieta. — Po prostu zostań tam, gdzie jesteś. Przyjadę do ciebie.
— Jestem w łazience. Nawet nie wiem, gdzie dokładnie. — Kaszlnął, żeby ukryć zażenowanie. Nietrudno było się tu zgubić.
— Po prostu na mnie poczekaj. — Próbowała stłumić śmiech, ale jej to nie wyszło.

Amithia?

Od Darknessa C.D Nemain

  Wilkobójca nawet nie wiedział, że tak bardzo wciągnie go ten cały występ. Wpatrywał się beznamiętnie w pokaz i piękne tancerki. Nie na to jednak czekał. 
   Poza Deltą i Ziemią prawie w ogóle nie bawił się na innych wymiarach. Po niezbyt udanym wieczorze w Oblivium postanowił wiecznie siedzieć na dupie w swoim zamku, jednak... czy naprawdę było warto odmawiać tej czarującej kobiecie? Znał ją, jednak Nemain nie pamiętała za cholerę jego. No nic. Może przynajmniej zobaczy, jak słodko wywija dupą przed męską widownią. Najwyżej po powrocie do domu namówi Fragonię na małe co nie co.
   Aha. No tak, racja. Przecież Fragonia była na niego wściekła. Wściekła? Heh, to zdecydowanie za mało powiedziane. W dodatku zamieszkiwała teraz internat i nie było jak się do niej dostać. Poza służącymi i prostytutkami chyba nie miał przy sobie teraz nikogo płci pięknej. Chociaż... dawno nie baraszkował z drugim mężczyzną. Tak właściwie to od ponownego odejścia Mephistofela. Ach, naprawdę tęsknił za tym starym skurwysynem. 
  I w końcu wyszła. (...)

  Czarnowłosy wyszedł, prychając głośno i obrzucając przekleństwami białowłosego. Wiele osób znało Wilkobójcę i naprawdę wielu oceniało go pochopnie. Dla innych był to sługus Mroku, a gdzie się tylko pojawiał, wybuchała panika. Bezwzględny morderca, pan śmierci i Bóg wie, co jeszcze. Z kolei inni traktowali go jak bóstwo, najdoskonalszego i wspaniałego władcę. Głównie zmarli, którzy mieli okazję spotkać go osobiście, ale również mieszkańcy czyśćca. Ten jednak wyglądał na antydarknessowca. 
  Jednak naprawdę nie warto było tutaj przychodzić. Narzeczony..? Raczej demon. Wilkobójca wiele razy miał do czynienia z takimi typami spod ciemnej gwiazdy. Ten koleś nie wyglądał mu na maga trzymającego po stronie nadnaturalnych... Oczywiście, gdyby pochodził z Delty. Chociaż... jeżeli go znał, to faktycznie wiele razy musiał przebywać na tej planecie. W końcu czarnowłosy, chcąc nie chcąc, jedynie tam zapisał się na karcie historii. Każdy planeta miała swoich bohaterów. Na ziemi był nim Jezus, walczący z szatanem. W Śródziemiu był nim mały hobbit, który pokonał Saurona. Z kolei na Delcie był nim właśnie Darkoss walczący z Mroku. 
  Ile jeszcze walk będzie musiał stoczyć z tym demonem, żeby raz na zawsze wyplenić go stąd? Mroku odradzała się za każdym razem. Teraz również byli na straconej pozycji, ale znając życie los uśmiechnie się do całego WKNu, zniszczą demona i nastanie pokój. Kto wie, może nawet wygnają lub zniewolą ludzi? Jednak historia lubi się powtarzać i Mroku powstanie... Kogo opęta tym razem? Poprzednio opętała jego córkę, a wcześniej jego brata. Chciała posiąść też duszę Śmierćmistrza, jednak to jej akurat nie wyszło. Może potem, jeżeli jego ród wymrze, a on zostanie sam, opęta jakiegoś nic nieznaczącego centaura? Albo Satyra?
  Darkoss już chciał opuścić to miejsce ze swoimi myślami, kiedy usłyszał cichy szloch. Na początku nie zwrócił nawet na niego uwagi, jednak po chwili coś nim jakby... szarpnęło. Trudno było mu opisać to uczucie. Cały plan odejścia z tego miejsca nagle legł w gruzach, powiem płacz zaciekawił Wisielca. Cofnął się i poszedł do małego schowka na miotły. Otworzył drzwi i zobaczył Nemain. Była w okropnym stanie.
  Z początku nie zwróciła uwagę na czarnowłosego, jednak po chwili spojrzała przerażona na Wilkobójcę, który, jakby nigdy nic, oparł się o ścianę i ziewnął znudzony. 
   - To jak? Chcesz zobaczyć moją planetę, czy nie dasz rady się pozbierać?

Nemain? 
Słowa: 530

Darkness zdobywa punkty dla WKNu!

Od Yoku CD Riversów

        Dziewczyna obserwowała uważnie rękę Darkness'a, błądzącą po materiale marynarki. Gdy sięgnął do kieszeni, w celu wyciągnięcia przed momentem wibrującego telefonu, chwyciła urządzenie, tym samym wyrywając je. Zerwała się z ziemi, w międzyczasie odblokowywując je. Czarnowłosy spojrzał na nią gniewnie.
— Oddawaj. — warknął wyciągając przed siebie dłoń.
— Nie — Youkami odparła pogodnie, ukradkiem zerkając na treść wysłanej wiadomości. Zdziwiła się, że jej nadawcą była córka Wilkobójcy. Ignorując rozkaz alphy nadal trzymała komórkę.
       "Masz to i to? Jeśli tak, to wtedy i wtedy zostaw mi to tu i tu." Mniej więcej tak brzmiał napisany tekst. Zanim jednak kociara zdążyła ją do końca przeczytać, poczuła zaciskającą się na szyi dłoń. Zaskoczona zamarła, a Wisielec odebrał jej telefon. Nie zwalniając uścisku, zaczął analizować sms'a. Neko pisnęła, powoli dusząc się. Rozpaczliwie wymachiwała rękami. Odetchnęła z ulgą, kiedy Darkoss puścił jej gardło. Przejechała palcami po czerwonym śladzie na skórze, cicho kaszląc. Ignorując Wisielca i jego chodzenie w koło, podeszła na czworakach do przewróconego stołu. Z trudem podniosła go, tym samym normalnie ustawiając. Oparła głowę o blat, po czym zaczęła się smutno bawić ogonem. Nie chciała oberwać. Po prostu po minie alphy, gdy dzwonek się odezwał, stwierdziła, że prawdopodobnie jest to czymś, o czym ktoś musi wiedzieć. A tymczasem znowu dostała po przysłowiowej głowie. Ba, dostawała i dostaje zawsze, ile kroć tylko spotykała kogokolwiek z męskiej części rodzinki Warren'ów. Yo skuliła się.
— Chcesz coś..? — spytała, wpatrując się w nerwowo krążącego po pomieszczeniu trzydziestolatka. — Nie zapominaj, co obiecałeś. — westchnęła, nie usłyszawszy odpowiedzi.
— Zamknij się, mam teraz większy problem. — Darkness skrzywił się.
— Jesteś w moim domu, mam prawo do szacunku chociaż tu, no ale ok..
Kami pokiwała ze zrozumieniem głową. Wstała i nie chcąc jeszcze bardziej denerwować nieumarłego, wyszła z pokoju na pole. Na plastikowym stole siedział czarny kot. Ta pogłaskała go czule, nie mając niczego innego do roboty. Słyszała przy okazji, jak wrzeszczał arabowaty sąsiad, prawdopodobnie na zwierzę, które zniszczyło jego ukochane wazony. A przynajmniej na to wyglądało.
— Mógłby sobie odpuścić. — Nico zamruczał, wtulając się w yokusiowy sweter.
Ta opuściła uszy. Wzięła towarzysza na ręce, po czym wniosła do domu. W tym samym momencie Viper wyszedł z łazienki, obwinięty ręcznikiem. Najwyraźniej nie miał nic do ubrania. W sumie nic dziwnego- kto by się spodziewał, że normalnie gdzieś pójdzie, a potem wyląduje cały brudny w czyimś domu? Dziewczyna westchnęła. Wypuściła Nico z rąk, a ten podbiegł do brązowowłosego. Zaczął mu się tulić do nóg, po czym nagle przestał i wskoczył na pierwszy schodek, tym samym dając znać, żeby Percy poszedł za nim. Chciał zaprowadzić go do pokoju, aby dać mu swoje własne ubrania. Miauknął przeciągle.

Darkness? Viper? Czuję się zawiedziona Tyksu :<
Słowa: 437
Yoku zdobywa punkty dla WKNu

Od Peruna C.D Amithii

On leżał na jej kanapie, ona leżała na nim, obejmując jego tors. Palcem kreślił niewidzialne kółka na jej plecach. Powinni się ubrać, ale nadal tego nie zrobili. Perun zamknął oczy, na chwilę dając się ponieść swoim myślom. Nie pamiętał, kiedy ostatnio był tak blisko z jakąkolwiek kobietą. To po prostu nie było w jego typie, umawiać się tak na jedną noc, chociaż od zakończenia jego związku doświadczał tylko takiej bliskości. Na jedną noc. Nic osobistego. Czy tęsknił za tym? W jakiś sposób na pewno. Czasem chciał po prostu mieć się do kogo przytulić, opowiedzieć komuś, jak chujowy był jego dzień. Nie miał nikogo takiego, a potrzebował. Czasem myślał, żeby sobie kupić psa, ale pies go nie pocieszy, nie zrozumie. Gdyby tylko palił, zapewne wypaliłby teraz całą paczkę fajek. Na chwilę obecną musiał zadowolić się tylko pieszczotami ciemnowłosej. Delikatnie krążył dłońmi po jej plecach, czasem robiąc kółka, czasem po prostu błądząc bez ładu i składu. Wsłuchiwał się w jej ciche pomrukiwania. Delikatnie zacisnął dłonie na jej barkach, po czym ostrożnie zaczął rozmasowywać jej i tak rozluźnione mięśnie. Poczuł dotyk na swojej klatce piersiowej, więc jego ruchy stały się nieco intensywniejsze. W tym momencie czuł się nawet dobrze, znaczy się, lepiej niż zwykle. 
— Smakował ci kurczak? — nagle rzuciła, kompletnie wybijając Peruna z toru. 
— Jaki kurczak? — otworzył oczy, zdziwiony. Jemu wczoraj nie urwał się film, pamiętał wszystko.. aż do momentu, kiedy jego myśli stały się wilcze. 
— Dałam ci kurczaka rano. — wyjaśniła, bawiąc się jego futrem na piersi. 
— Sądzę, że wilkowi we mnie bardzo smakował. — mruknął cicho. — Sądzę też, że cię lubi. 
— Sugerujesz, że wilk w tobie pragnie mnie pocałować? — zaśmiała się, wywołując u basiora lekki uśmiech. 
Przywarł wargami do jej warg, dalej gładząc ją po plecach. Podniósł się do pozycji siedzącej, przez co Amithia wylądowała na jego kolanach. Znowu chciał zacząć, ale akurat jak na złość wtedy zadzwonił telefon kobiety. 
— Oh.. jasne. — powiedziała do słuchawki, lekko marszcząc brwi. — Zaraz będę. Włącz nagrywanie. 
Po chwili rozłączyła się i rzuciła Perunowi szybkie spojrzenie typu "jedziemy". Nie protestował, po prostu ubrał się w swoje ciuchy, po czym pomógł ubrać się ciemnowłosej. Kiedy wsiedli do samochodu, dziewczyna mocno przycisnęła pedał gazu. Poeta chciał napomknąć, że jedzie trochę za szybko, ale ostatecznie się zamknął dla dobra sprawy. Musi mieć jakiś powód, skoro tak szybko jedzie. Krótkie, porozumiewawcze spojrzenie wystarczyło, żeby się dowiedział, że strona znowu została otwarta. 
— Więc.. naprawdę nie pamiętasz nic z bycia wilkiem? — Kiedy podkręcił głową na nie, mówiła dalej. — Szkoda. Byłeś wtedy wyjątkowo przyjemny, wiesz? 
— A teraz nie jestem przyjemny? — Zaczął się z nią drażnić. — Ale tak, nic nie pamiętam. Nie zachowuję jasności umysłu podczas przemian, moje myśli, o ile można to tak nazwać, są wilcze. To nawet przyjemne, tak po prostu się wyłączyć i zrzucić wszelkie zło na niewinne zwierzę. Przemiana kosztuje.. — Tu na chwilę zamarł, przypominając sobie wczorajszy ból. — Ale pomaga.
— Skoro cię boli, po co to robisz? — zapytała, gwałtownie hamując przed ścianą biura.
— A czemu ludzie wstrzykują sobie różne świństwa do żył? — mruknął. Chciał jak najszybciej zmienić temat. — Bo są uzależnieni. I po krótkim bólu znów jest pięknie. Ale, do rzeczy. Wiadomo coś? 
— Nie, tylko to, że znowu działa. Wszystkiego dowiemy się na górze. — odpowiedziała, wiodąc Peruna za sobą. 
Weszli po schodach do biura, potem przez jakieś drzwi na korytarz, i kolejne drzwi, i kolejne.. w końcu weszli do biura, gdzie siedział jakiś facet przed monitorem. Z początku basior zatrzymał się jak wryty, widząc to, co jest na nagraniu. Pomieszczenie takie jak ostatnio, to samo. Pod ścianą stał przezroczysty pojemnik, łączony stalowymi spoiwami. Prowadziło od niego kilka rurek, które znikały gdzieś poza kamerą. Po raz kolejny nad skrzynią było napisane "WINNY". Dopiero teraz skupił wzrok na mężczyźnie leżącym w skrzyni, ale jego uwagę zaraz potem zwróciła Amithia. Jej wargi bezgłośnie wyszeptały słowo "Lucas", a twarz stężała. Znali się..? Tak bardzo możliwe. 
— Ile wynosi próg tym razem? — Perun oparł się o biurko, pochylając się nad mężczyzną. 
— Piętnaście tysięcy. — Chłopak odchylił się na krześle. — Obecnie jest jakieś.. Dwanaście tysięcy trzysta dwadzieścia sześć.. siedem... osiem.. głosów. 
Jego oczy starały się wychwycić jakieś szczegóły, ale nie było tam nic podejrzanego. Upewnił się, że nagrywanie obrazu jest włączone i wrócił wzrokiem do ofiary. Była związana, jak zwykle. Przerażony, jak zwykle. Basiora te obrazy powinny szokować, ale widział już tyle zła, że nie robiły na nim większego wrażenia. Nie dało się mu pomóc i wszyscy o tym wiedzieli, więc spokojnie obserwował jak licznik się zapełnia. Nie musieli czekać długo, zapełnił się w przeciągu może.. trzech minut? Potem do pudła coś zaczęło się wlewać, coś cholernie zimnego, sądząc po szronie na szkle. Perun aż podrapał się po ręce, czując nieprzyjemne uczucie mrozu. Nagle uderzyło go potężne uczucie bólu w zatokach, aż musiał oprzeć się o biurko. Jęknął cicho, jednocześnie zaciskając powieki. Nic mu to nie pomogło. 
— Perun? — usłyszał za sobą głos Amithii. — Caleb, zajmiemy się tym jutro.

Perun przewrócił się na bok w łóżku, po raz kolejny próbując zasnąć. Utrudniało mu to kilka czynników, jak na przykład ból, obce łóżko i inne takie. W końcu jednak udało mu się usnąć, jednak wtedy już do pokoju wślizgnęła się jego właścicielka. Kiedy ułożyła się obok niego, już spał. Zupełnie odruchowo przygarnął ją do siebie, zamykając ją w swoich silnych ramionach. Jedna z jego dłoni wylądowała na brzuchu kobiety, który to delikatnie gładził przez sen.

Amithia? 
Słowa: 910
Perun zdobywa punkty dla Imperium!

Od Vipera i Darknessa C.D Youkami

  Chłopak był co najmniej zaskoczony. Przed oczami nadal miał widok zdezorientowanej Youkami, siedzącej w wannie, która dosyć szybko zareagowała na jego... jakże wielkie wejście. W każdym razie nie zobaczył niczego interesującego. Mimo wszystko nie chciał wyjść. Stał jak ten słup soli i wpatrywał się w dziewczynę, jakby nie mógł uwierzyć własnym oczom w to, co widzi. Mimowolnie uśmiechnął się i oblizał. Dopiero po chwili zdołał się opanować i wyjść z pokoju. 
  Darkness siedział uradowany na kanapie, oglądając walki MMA w telewizorze. Od czasu do czasu spoglądał też na swój cenny skarb, jakim była walizka. Otwarta. Viper, widząc zawartość, skrzywił się i westchnął. Po chwili z łazienki wyszła już ubrana Youkami, która spojrzała na Vipera wymownie, po czym oznajmiła, że łazienka jest już wolna. Brunet w końcu mógł wyjść i załatwić swoje potrzeby. Oraz porządnie się wykąpać. Na wszelki wypadek wziął ze sobą klucz. Kto wie, co nagle opęta Darkossa. A on nie chciał zginąć w ten sposób.
  Wilkobójca zaczął tarmosić białowłosą. Jego kaprawe oko zaświeciło się, informując o nagłym przypływie adrenaliny i chęci na coś więcej, niż tylko mizianie. Kiedy Yoku poczuła, że ten zaczyna być coraz bardziej nachalny, wstała i poszła zrezygnowana napić się czegoś. Kiedy tylko mruknęła coś o nieświeżym soku, czarnowłosy wybuchnął śmiechem. 
  — Biedna Yoku. Szkoda, że nie doszło między wami do czegoś jeszcze. Chociaż... może tak będzie lepiej dla mnie? Nie chcę mieć pod dachem jakiegoś bachora Vipera. — mruknął czarnowłosy, po czym przeciągnął się leniwie. — No cóż... Hellmestin ostatnio jest zajęty i nie dał mi towaru, więc trzeba było załatwić sobie to samemu. No nic, mam nadzieję, że jest dobrej jakość. To co by tu wypróbować...
  Darkness wziął do ręki paczuszkę z białym prochem i przyjrzał jej się uważnie. Otworzył i powąchał ją delikatnie, po czym stwierdził... stwierdził, że to była zwykła, sproszkowana kreda. Zdenerwowany kopnął stolik, który upadł z głośnym hukiem. Wraz z walizką. 
   — Suka. Podmieniła walizki. — warknął. 
  — Musiałeś długo nie ćpać, jeżeli nie potrafisz rozróżnić amfetaminy od kredy czy mąki.  — westchnęła smutno Yoku, odkładając sok na bok i siadając na podłogę. — A może zamówiłeś jakiś rzadki rodzaj, albo naprawdę zależało ci na kredzie. Kto tam wie...
  — Ta kurwa ostatni raz mnie wykiwała. No cóż, głupia nigdy nie była. Wiedziałem, że lepiej poczekać na Hellmestina, zaufanego dilera, niż męczyć się z tą ćpunką Artemizą. — mruknął pod nosem Wilkobójca, wstając z kanapy. 
  Po chwili poczuł wibracje w swojej kieszeni marynarki. Dostał wiadomość. Na bank od swojej córki, która niecierpliwiła się i chciała jak najszybciej dostać swój towar. Viper zabiłby go za to, bo w końcu chciał odciągnąć siostrę od narkotyków, a ten jej pomagał. I te ciągłe obietnice córki, że skończy z tym już raz na zawsze. Nigdy jednak tak nie było. Zawsze chciała więcej. I więcej. 

Yoku? Seksów może nie będzie, ale będzie pogoń za narkotykami. 
Słowa: 461
Viper i Darkness zdobywają punkty dla WKNu!

Od Peruna C.D Amithii [+18]

Nie myślał nad tym, co robi. Naprawdę nie myślał. Wypity alkohol uderzył w tętnicę i Perun dał się ponieść chwili. Zacisnął pazury na udzie kobiety, przyciągając ją do siebie. Wpił się w jej usta, a po krótkim pocałunku rozgryzł jej dolną wargę. Czuł, że chciała się od niego odsunąć, ale nie pozwolił jej na to. Zagiął palce mocniej, przez co szpony przebiły delikatną skórę kobiety i na jej udzie pojawiły się małe kropelki szkarłatu. Mruknął na ten widok z uznaniem, a następnie chwycił ramię przesłuchiwanej, po raz kolejny uniemożliwiając jej jakąkolwiek formę ucieczki. Kobieta jednak nie wyglądała, jakby chciała uciekać.. Wykorzystał to, a jakżeby inaczej. Jego dłonie powędrowały do spódnicy kobiety, którą to ściągnął z niej jednym ruchem. Zauważył błysk w jej oku i chwilę potem poczuł, jak ktoś zdejmuje szlafrok z jego ramion. Szczerze mówiąc, niezbyt się tym przejmował. Na trzeźwo może by zareagował, ale po pijaku nie było szans. Po prostu oddał się w dłonie kobiety, a także jakby w rewanżu, zdjął jej bieliznę. On nie miał nic na sobie, ona miała na sobie tylko koszulkę i stanik. Tego też trzeba się pozbyć, uznał. Nie walczyła, kiedy pozbawiał ją koszulki i stanika. Była zbyt zajęta patrzeniem się na jego ciało, co chyba mógł uznać za jakiś typ komplementu. On też patrzył na jej ciało, chociaż zupełnie nic nie czuł. Nic a nic, żadnego uczucia podniecenia. Zdawał sobie sprawę, że jego ciało powinno jakoś zareagować, ale nic takiego się nie stało.
— Masz piękne ciało. — powiedział po chwili, jakby zadośćuczynienie za brak jakiejkolwiek reakcji ze strony cielesnej. — Naprawdę.
— Dziękuję. — odpadła, bez cienia żadnego skrępowania zaistniałą sytuacją. Żadnego rumieńca, wstydliwego spuszczenia wzroku.. Nic, absolutnie nic.
Nagle popchnął Amithię na kanapę, sam opierając się tuż nad nią. Mocno docisnął nadgarstki kobiety do materaca i uśmiechnął się, serwując jeden z najbardziej perunowych uśmiechów. Zajrzał jej ciekawsko w oczy, a ona odwzajemniła jego spojrzenie. Basior zszedł pyskiem na jej szyję, z początku tylko delikatnie muskając ją wargami. Potem zaczął się rozkręcać, bo to już mu nie starczało. Wbił swoje wilcze kły w jej delikatną skórę, a gdy tylko kobieta się poruszyła, mocniej docisnął ją do kanapy. Zamruczała cicho, co mężczyzna odczytał jako jasny sygnał do działania, jako zezwolenie. Więc zszedł jeszcze niżej, aż do jej biustu. Poczuł, jak Amithia zaciska mu paznokcie na łopatkach i cicho zamruczał w odpowiedzi na to. No dalej, zrób to, pomyślał. Nic jednak nie powiedział, skupiając się na dziewczynie. Przesunął językiem po jej piersi, na drugiej zacisnął dłoń, na chwilę odrywając się od jej nadgarstków. Usłyszał cichy jęk, na co od razu postawił uszy. Nie wiedział, czy zrobił coś za mocno, czy co. I tak w obecnej sytuacji niezbyt go to obchodziło. Po krótkiej chwili skończył z tymi delikatnymi pieszczotami i jak gdyby nigdy nic ukąsił Amithię w sutek, wyzwalając kolejny jej jęk. Mimowolnie zamerdał ogonem, a po tym usłyszał dźwięk przewracanej szklanki. Cholera, pomyślał, Kto to tu postawił? Oh, no tak. On sam. Po krótkiej chwili poczuł też jak coś moczy jego futro na plecach. Świetnie, po prostu świetnie. Nic tak nie nadaje połysku sierści jak szkocka. 
— Chyba trzeba uzupełnić szklanki.. — rzuciła Amithia, niby mimochodem. Jej głos wyraźnie sugerował, że jednak nie trzeba, bo zaraz urwie jej się film.
Perun bez słowa napełnił szkło bursztynową cieczą i podstawił ją kobiecie do ust. Napiła się, po czym sama wzięła szklankę i odstawiła ją na podłodze, potem na powrót przylegając do warg basiora swoimi wargami. Można było powiedzieć, że alkohol nawet wyzwolił w Perunie pożądanie. I mógłby nawet przejść do rzeczy, gdyby nie to, że Amithia właśnie zemdlała.
Basior westchnął i wstał z niej, uważając na szkło. Eh, jakoś to sobie nadrobi.. Kiedyś. Ale przynajmniej teraz miał trochę czasu na zrobienie czegoś, czego od dawna potrzebował. Przykrył kobietę swoim szlafrokiem i poprawił jej poduszkę, po czym raźnym krokiem udał się w stronę łazienki. Był lekko.. no dobra, nie lekko. Był mocno podpity, więc co chwila chwiał się na nogach. Jakimś cudem doszedł do szafki nad umywalką o wyjął z niej czystą, nieużywaną strzykawkę, którą napełnił lodowatą wodą. Aby chociaż trochę powstrzymać skutki picia, usiadł na podłodze, opierając się o chłodną ścianę. Wyciągnął przed siebie prawą rękę, po czym docisnął strzykawkę do miejsca, gdzie powinny być żyły. Syknął, gdy dźgnął się kilka razy przez przypadek. Nie był w stanie opanować drżenia rąk, ale po kilkunastu próbach w końcu mu się udało.
Czuł, jak chłodna ciecz rozchodzi się po jego organizmie, zmuszając go do mobilizacji. Perun wiedział, że zaraz nadejdzie ogromny ból, więc po prostu zamknął oczy i położył się w oczekiwaniu na niego. Nie musiał długo czekać. Mięśnie wilczura zaczęły gwałtownie drżeć, a z kości wydobył się obrzydliwy chrzęst. Jęknął cicho. To tak cholernie bolało, kiedy zmieniał formę. Tak bardzo, jakby ktoś łamał mu wszystkie kości i nastawiał je na żywca, co w sumie się działo, bo musiały zmienić kształt by dopasować się do tej dzikszej formy Peruna. Skulił się na ziemi i czekał, aż zmiana dotknie także jego mózgu. Niech zmieni tok myślenia na czysto zwierzęcy, niech się już dłużej nie przejmuje. Po chwili, która wydawała się Perunowi wiecznością, ból minął, chociaż zmiana nadal nie dotknęła mózgu. No dalej. Podniósł się z ziemi, pazurami rysując płytki. Musiał się przewietrzyć, a póki jeszcze miał świadomość, mógł wyjść na balkon. Wilk uchylił drzwi nosem i w kilku susach znalazł się na świeżym powietrzu. Oparł się przed nimi łapami o barierkę i zamknął oczy, delektując się zapachem nocy. Obiecał sobie, że z tym zerwie.. Że już nie będzie się zmieniał. Że wyrzuci wszystkie strzykawki. Czuł, że świadomość powoli go opuszcza, ustępuje instynktom i domysłom. Bogowie, jakie to było dobre uczucie.. Po chwili wilk, bo już nie Perun, opuścił balkon i wszedł do mieszkania. Rozejrzał się, jakby czegoś szukał, jednak nic takiego nie znalazł. Wychwytywał tylko czyjś obcy zapach, ale wilkowi coś podpowiadało, że Perun zna ten zapach i nie stanowi on zagrożenia. Wszedł do salonu, skąd dochodził zapach. Lekko zjeżył się na widok obcej mu kobiety, która spała na kanapie Peruna. Nie stanowiła dla niego zagrożenia, więc wskoczył na kanapę i ułożył się tuż obok niej, zwijając się w kłębek. Wilk nie był wymagający, do snu wystarczyło mu jedynie ciepło i brak igieł wbijających się w ciało. W tym wilcza forma miała przewagę nad humanoidalną — nie miała bezsenności. Basior ziewnął, po czym złożył pysk na łapach i zamknął oczy. Czuł zmęczenie, ale nie mógł sobie zdawać sprawy, po czym. Umysł wilczka był o wiele prościej zbudowany, nie przejmował się żadnymi głupotami w pracy ani nie rozpamiętywał wydarzeń z przeszłości. Właśnie dlatego Perun używał tej formy jako narkotyk. Koił go. Pozwolił mu uciec od świata.

Ami?
Słowa: 1099
Perun zdobywa punkty dla Imperium!

Od Persefony C.D Dorin

  Czarnowłosa poprawiła swoją fryzurkę. Strażnicy coś długo ciągnęli tego więźnia, jednak Persefona nie narzekała. Nie mogła się już doczekać, kiedy zabierze go do domu i... no cóż, pobawi się. I mówiąc o zabawie nie mam namyśli ani tortur, ani niczego złego. Mężczyzna naprawdę wydawał jej się interesujący, a ona chciała go najzwyczajniej w świecie poznać z bliska. Jedynie przy odrobinie szczęścia wyjawi jej jakieś informacje. 
  I w końcu przyszedł. Strażnicy oddali go w łapy dziewczynki, a malutka szybko wzięła strzykawkę i wbiła igłę rękę chłopaka. Ten nawet się nie skrzywił. Chip został wszczepiony i teraz czarnowłosa mogła oficjalnie nazwać Dorina swoim zwierzakiem. Nie było mowy o ucieczce... Znaczy, mógłby uciec, jednak z pewnością malutka szybko by go złapała. Nie zamierzała jednak robić krzywdy "elfowi". Za taki czyn, Mroku obcięłaby jej głowę. 
  — Chodź więc. — powiedziała spokojnym tonem głosu demonica. — Lepiej, żebyś nie używał żadnych sztuczek, kiedy pojawimy się w moim małym mieszkanku. Masz wszczepiony nadajnik, dzięki któremu łatwo będę mogła cię namierzyć. 
  Członek Watahy Zachodu zrozumiał, a w każdym razie dawał jej do zrozumienia, że nie musi powtarzać ponownie wiadomości. Mogli więc wyjść na zewnątrz. Czarnowłosa obawiała się jednego - ktoś mógłby zaciekawić się białowłosym. W końcu wyglądał jak żywo wyrwany z bajki o elfach, a nie jak typowy mieszkaniec Imperium. Trzeba było coś z tym zrobić.... 
  — Masz. Nałóż to. — mruknęła, podając mężczyźnie chustę oraz bluzę z kapturem. 
  Białowłosy bez żadnych wywodów założył bluzę oraz chustę. Wyglądał teraz bardziej jak typ spod ciemnej gwiazdy, niż człowiek wzięty z bajek Tolkiena. Czyli nie było tak źle. 
   Czarnowłosa złapała mężczyznę za rękę i bez słowa wyprowadziła go z kryjówki Mroku. Sama była w miarę dobrze ubrana. Z daleka ktoś mógłby wziąć tą dwójkę za rodzeństwo. Starszy, znudzony brat, ciągnięty przez gówniarę, która koniecznie musi mu pokazać jedno miejsce. Tym miejscem był właśnie dom Persefony, o ile można by go tak nazwać. 

Dorin? Przepraszam za długość, jednak nie wiedziałam, czy wykorzystasz okazję i uciekniesz, czy pozwolisz się prowadzić gówniarzowi. 
Słowa: 313
Persefona zdobywa punkty dla Imperium!

Od Valory do Somina (+12)

Kilka dni temu Valory postanowiła wybrać się do Otorm City, miasta w Imperium położonego blisko morza. Dziewczyna chciała zobaczyć jak plaże wyglądają w chłodniejsze dni. I była ciekawa tamtejszych ludzi. Ciekawe czy byli tacy chętni na seks jak ci w Aztarat City. Valory to tolerancyjna osoba, nie jest dla niej ważna rasa, wzrost, wiek czy religia. Ważne czy chce się z nią przeruchać.
- Aby życie miało smaczek, raz dziewczynka raz chłopaczek- nuciła pod nosem przeczesując swoje długie, gęste włosy.
Ubrana była w krótką miniówkę spod której było widać jej okrągły tyłeczek i czerwone stringi. Na ramiona zarzuciła przezroczystą bluzkę, spod której widać było jej równie czerwony stanik. Oczy miała mocno pomalowane, czarne cienie. Usta czerwone niczym krew kontrastowały z jej bladą skórą. Była gotowa na wyjście na miasto.
Postanowiła, że poprzechadza się jedną z ruchliwszych ulic, który były w pobliżu hotelu, w którym mieszkała. Powoli szła chodnikiem kręcąc biodrami. Na nogach miała długi kozaki na obcasie, co według niej dodawało jej gracji i piękna. Valory uważa się za idealną.
Rozejrzała się dookoła. Jakaś para, matka z dzieckiem. Nic ciekawego. Już zirytowana chciała wracać do hotelu, ale wtedy zauważyła jego. Chłopak trochę niższy od niej, ale czy wzrost miał jakiekolwiek znaczenie? Postanowiła podejść w jego stronę, powoli nikomu się nie spieszy. Chyba też ją zauważył. Val pomachała do niego i uśmiechnęła sie tajemniczo spoglądając na niego spod zasłony gęstych rzęs.
- Znamy się?- zapytał chłopak.
- Możemy się poznać- zachichotała Val i smyrnęła palcem chłopaka po policzku.- Wiesz, tak bliżej.
Chłopak przez chwilę się zastanowił, Lory w tym czasie objęła chłopaka i jęknęła mu do ucha:
- To jak będzie?


Somin? *lenny*
Słowa: 270
Valory zdobywa punkty dla Neutralnych!

Od Tytanii C.D Kasai

  Viper był dumny. Puszył się jak paw i opowiadał o swoich heroicznych czynach na arenie. Pokonał już czterech, w jednym pojedynku zremisował. Nie było źle, jednak Tytania chciała koniecznie pobić jego rekord. I tak była już wystarczająco zła na brata i swojego ojca, który z dupy zorganizował turniej rycerski na rynku. I nawet nie raczył zaprosić swojej ukochanej córuni. Anubis łaził bez celu po domu, mamrocząc coś pod nosem. Jemu chyba nawet nie pozwolili wystąpić. Był giermkiem Vipera i mimo ukończenia tych 16 lat, Darkoss nadal uważał go za niedojrzałego. 
  Tytania musiała skorzystać z tego, że Kasai wyszła, aby zobaczyć przeróżne stragany i zaczęła węszyć tu i ówdzie w poszukiwaniu jakiegoś ciekawego znaleziska. Ona zaś mogła sie wykazać. Pierwsza kobieta, która miała wystąpić. Damy nie miały w zwyczaju pchać się na turnieje rycerskie, ale nie dlatego, że im zabraniano. Po prostu niewiele decydowało się na drogę rycerza. Mężczyźni nieufnie spoglądali na młodą Bethę, przygotowującą się do zawodów. Na pierwszy ogień miał pójść początujący zabójca, zwinny i szybki, ale niezbyt silny. Przeciwieństwo wadery. 
  Na arenie panowała tylko jedna zasada - nie zabijaj. I nie używaj magii. To raczej będą dwie zasady. Czarnowłosa przeciągnęła się leniwie i jako swoją pierwszą broń wybrała topór. Zastanawiała się nad miną swojego ojca, kiedy dumnie oznajmi mu, że właśnie pokonała wszystkich uczestników, w tym Vipera. Zaśmiała się cicho pod nosem. Turniej czas zacząć! 

Kasai?
Słowa: 227
Tytania zdobywa punkty dla WKNu!

Od Tytanii C.D Apollo

  Czarnowłosa nie pamiętała nic. Obudziła się w ciemnym, bardzo ciasnym i wilgotnym pomieszczeniu, przypominającym loch Rivangoth. Jednak Tytania znała każdy zakątek swojego domu i rozpoznałaby nawet ciemny loch. Niestety, znajdowała się w zupełnie innym miejscu, jedynie przypominającym jej kochany zamek. 
   Zamknęła oczy. Cała obolała nie miała sił się podnieść. Nawet chciała się rozpłakać, jednak przypomniała sobie o ojcu. Widziała jego minę i słyszała jego krzyk. Cały czas w kółko wyzywał ją od szmat i powtarzał, że jeżeli potrafi się poryczeć w takiej sytuacji, to nie da rady zostać alphą. Alpha musi być silny. Po prostu musi. 
   Potem przypomniała sobie o malutkim, białowłosym chłopczyku. Film na pewno się skończył, a malec pewnie martwił się o ciocię. Teraz smutek przerodził się w gniew. Miała ochotę zmienić się w rozwścieczonego wilka i rozsadzić cały ten burdel, aby pobiec do swojego przybranego siostrzeńca. 
   Powoli wstała. Zamknęła oczy i zacisnęła zęby. Wzięła głęboki oddech i uchyliła powieki. Pozwoliła, żeby agresja przejęła kontrolę i zmieniła się w jej siłę. Serce zaczęło walić jej jak młot. Och, czy właśnie to czuł Darkness, kiedy rozwścieczony, ostatkiem sił rzucił się na Mroku, lądując w płomieniach? Spalił ciało demona, ale sam również stracił część wilczego pyska i został oszpecony. Och, Tytanio, nie myśl teraz o tym! Skup się na zadaniu. Musisz wrócić. Musisz odebrać Apolla i przyprowadzić go do matki. Rena na ciebie liczy. A malec w końcu bierze cię za wzór, do cholery!
   Usłyszała czyjeś kroki. Momentalnie położyła się na ziemi w takiej pozycji, w jakiej się obudziła i zamknęła oczy, próbując chociaż udawać, że śpi. Śmiech i kroki stawały się z każdą chwilą coraz głośniejsze i coraz bardziej nieznośne. Jednego z głosów nie pomyliłaby z niczym innym. Kobiecy, dosyć niski, lekceważący ton głosu, jakby pani rozmawiała z osobą niegodną jej widoku. Mroku. 
    Białowłosa otworzyła drzwi i zaraz potem zamknęła je za sobą na klucz. 
  - To na wypadek, gdyby przyszło ci do głowy uciec. - westchnęła białowłosa, jakby mówiła do jakiegoś niegrzecznego bachora.- I wiem, że nie śpisz. 
   Tytania momentalnie otworzyła oczy i spojrzała na Mroku. Wstała i otrzepała się z kurzu, jednak po chwili demon kopnął ją z całej siły z kolano. Czarnowłosa skuliła się i syknęła cicho z bólu, jednak nie opadła na ziemię. Spojrzała jedynie na demona z nienawiścią. Mroku, jej odwieczny wróg, przez którego straciła swoich przyjaciół z WKNu. Miała ochotę tą sukę rozszarpać na strzępy, jednak wiedziała, że demon jest silniejszy i nawet, gdyby nie była osłabiona, nie miałaby szans z demonem. 
  - Po cholerę mnie tu przytrzymujesz? Nie jestem ci do niczego potrzebna. Nie dam się drugi raz omamić. 
  - To to ja wiem. - westchnęła smutno Mroku, siadając na pobliskim krześle. - Ale i tak jesteś mi potrzebna, a szczególnie twoje geny. No i w swojej główce masz całkiem sporo informacji. Nie wyjawisz ich po dobroci, to będę cię torturować. W końcu sprawianie bólu daje mi naprawdę wiele radośći. 
  - Nienawidzę cię. - syknęła czarnowłosa, wstając. 
  - To to ja wiem. - powiedział demon i uśmiechnął się. - To co najpierw? Wyrywanie paznokci, czy wrzący olej? 

Apollo? Ratuj ciotkę! xd
Słowa: 502
Tytania zdobywa punkty dla WKNu!

Od Somina C.D Fragonii

- Czy mogłabyś otworzyć drzwi? Bardzo proszę, nie chcę mieć przez to problemów.
Dziewczyna wyglądała na bardziej zdezorientowaną ode mnie. Co jej strzeliło do głowy, by w tak kiepskim stanie jeszcze się rozbijać po korytarzu.
- Otwierać, bo wyważymy drzwi. – odezwał się starszy mężczyzna ze szpitalnej ochrony.
- O tym mówię. – wstałem, kierując się do drzwi, by je otworzyć.
- Nie! – podniosła się z podłogi i zastawiła drzwi. – Proszę.
- O co chodzi? – zapytałem zaciekawiony.
- Nie możesz tych drzwi otworzyć.
- To mi je wyważą, przesuń się.
- Jeśli tu wejdą, to mnie zamkną.
- Nagrabiłaś sobie?
- Można tak powiedzieć, dlatego proszę, pomóż mi. Zrobię wszystko. – dziewczyna wyciągnęła z kieszenie telefon. – Oddam nawet to, co przy sobie mam.
- Schowaj to, niepotrzebny mi twój telefon.
- Liczę do trzech i z drzwi zostaną drzazgi. – ponownie odezwała się ochrona.
Zostało naprawdę mało czasu, a nie zbierało się na to, że Cornelia miałaby sobie odpuścić. Pomogę, jeszcze nie wiem jak, ale pomogę, byle by mi drzwi nie rozwalali.
- Chwileczkę. – odpowiedziałem.
- Raz…
- Jakiej pomocy oczekujesz?
- Potrzebuję się na kilka dni schować. Nie sprawię żadnych problemów.
- Jak byś teraz ich nie robiła…
- Dwa…
- Zgoda, ale oczekuję w zamian wytłumaczeń tej sytuacji i trzymania języka za zębami.
- Trzy!
Złapałem szybko dziewczynę w pasie i odsunąłem od drzwi. Drugą ręką szybko złapałem za klucz w zamku i otworzyłem małej wytrzymałości przegrodę. Szkoda mi by było tych drewnianych drzwi. Zdążyłem do ich ciemnego koloru przywyknąć. Taran dosłownie śmignął mi koło biodra i o centymetry minął się z lakierem drzwi.
- Spokojnie! Mówiłem, że trzeba chwilę poczekać.
- Wszystko w porządku doktorze?
- Nie, o mało co nie pożegnałem się z drzwiami! Co wam odbiło?!
- Przed chwilą ta dziewczyna była dwumetrowym pumą. Jak mamy się nie mieszać?
- Ona nie stąd, potrzebowała tylko przeciwbólowych lekarstw. Już jest wszystko pod kontrolą.
Dziewczyna ewidentnie zemdlała z nadmiaru ból, który sobie zadała. Trzymałem ją na ramieniu, nie wyglądałem z nią poważnie. Bardziej jak dobry wujek. Ochrona się rozeszła, ja odłożyłem pac jętkę na miejsce i zleciłem założenie ponownie gipsu. Poprosiłem też, by na moją odpowiedzialność do wieczora ją wypisali ze szpitala. Sama twierdziła, że nie może tu zostać. Nie mam pojęcia czy nie poprzewracało jej się coś w głowie. Może prześwietlenie by się przydało? W każdym razie postanowiłem się jej stąd pozbyć. Nie była jedną z Imperium, nie miała tu rodziny. Jak się więc tu znalazła w wieku 14 lat? My zmiennokształtni ciągle tylko pod górkę.
Pod wieczór zabrałem Cornel ze sobą. Nie obudziła się od tamtego starcia z ochroną. Jak się do jutra nie obudzi, zanim nie wyjdę do pracy, mogę mieć problem. Chciałem się tylko czegoś od niej dowiedzieć. Zwykła ciekawość namnaża mi problemów. Kłopotliwe było iść z dzieckiem na ramieniu przez miasto po północy. Na moje szczęście nie plącze się wtedy wielu obywateli Imperium. Rozwinąłem w salonie wersalkę i zostawiłem tam tę sierotkę. Sprawdziłem jej tylko temperaturę i przykryłem kocem. Nie miałem siły na ścielenie tego wyrka. Nie posiadam fotela, a nie wypadało położyć jej na panelach. Mimo iż wiele nie waży i tak ciężko się coś z nią na plecach robi. Zabrałem futerał po kontrabasie i schowałem go do pracowni. Drzwi zamknięte na klucz, więc nie pozostało mi nic innego jak tylko rzucić się na łóżko i obudzić rano.
- Za jakie grzechy? Przecież tak ciężko pracuję. Przydałby mi się chociaż jeden dzień wolnego. I nie mówię tu o niedzieli.

 
FRAGONIA?
Słowa: 584
Somin zdobywa punkty dla Imperium!

Od Peruna C.D Amithii

Czerwonowłosy wstał od stołu, zamknął za sobą biuro i wyszedł z budynku komisariatu. Było już ciemno, więc raczej patrzył pod nogi. Kilka razy zdarzyło mu się tak ładnie wyrżnąć na chodniku tylko dlatego, że potknął się o jakiś mały, ciemny przedmiot niewidoczny w mroku. Doskonale wiedział, co zrobi, jak tylko przyjdzie do domu. Zdejmie z siebie to wszystko, wejdzie do wanny i wykąpie się. A potem napije się szklaneczkę whisky.. Ewentualnie dwie.. Ewentualnie siedem. Z tą myślą udał się do swojego szarego mieszkania. Cieszył się, że to już koniec pracy, że może odpocząć. Jeszcze raz dokładnie sprawdził, czy ma wszystko. Klucze są, portfel jest, dokumenty są, pistolet jest, baton jest.. Ale czegoś nie było. Perun zmarszczył nos, chcąc sobie przypomnieć, co jeszcze miał. Cholera. Wizytówka. Właściwie, nie miał pojęcia, po co ją nosił. Może dlatego, że mu kazali. Teraz jednak jej nie było i nie przeszkadzałby mu ten fakt tak bardzo, gdyby nie to, że nie lubił nie mieć kontroli nad swoimi rzeczami. Ale w sumie, co tam było.. Tylko jego dane i inne tym podobne duperele. Jego personalia i tak były ogólnodostępne, więc nikt nic nie stracił. Poeta miał jedynie nadzieję, że ten głupi kawałek papieru się komuś przyda do lepszych celów niż noszenie go w kieszeni od munduru tylko po to, żeby była. Na przykład, powiedzmy, podkładka pod kubek. Albo coś, na czym można zapisać jakąś ważną rzecz, jak się spieszy. Listę do sklepu.. Dużo jest tych zastosowań i wszystkie są lepsze od tego, które było stosowane wcześniej. 
Z tą myślą otworzył drzwi od swojego mieszkania i wszedł do środka. Nic się nie zmieniło, tak samo czysto i szaro. Zakluczył drzwi, po czym rzucił swoje ubrania na krzesło, a buty zostawił pod ścianą przy wejściu. Był nagi. I teraz czekało go bezczynne oczekiwanie, aż woda naleje się do wanny, a on będzie mógł w spokoju się wykąpać. Tak, zdecydowanie potrzebował kąpieli relaksacyjnej. Takiej z bąbelkami i innym syfem. Chwycił telefon, żeby jakoś sobie umilić ten czas i usiadł w wannie. Woda sięgała mu zaledwie do kostek, ale przynajmniej była ciepła. A właściwie gorąca. Kiedy ojciec Peruna jeszcze żył, śmiał się, że Poeta lubi takie temperatury bo przypominają mu piekło, z którego wypełzł. Może i było w tym trochę prawdy. 
Oparł się o linoleum i zamknął oczy, czując jak przyjemne ciepło rozchodzi się po jego ciele i zwilża sierść, idealnie kontrastując z chłodem wanny. Basior odłożył telefon na bok wanny oraz jeszcze przez chwilę rozkoszował się tym uczuciem ciepła, ale po chwili skupił się już na kąpieli. Dokładnie wymył całe swoje ciało, na koniec zostawiając długie, czerwone włosy. Prawdę mówiąc, to one sprawiały więcej problemu niż pożytku, ale Perun ani myślał się ich pozbyć. Za bardzo się do nich przywiązał.. i gdyby je ściął na krótko, nie byłby sobą. Poza tym, długość nie była głównym problemem, bo była nią rozciągłość tej grzywy. Od głowy aż do końca ogona. Zawsze kończył w jakiejś bardzo niewygodnej pozycji, kiedy je mył, a mył je często. Dawało lepsze efekty niż yoga. Poza tym, siedzenie z odżywką to istna katorga. 
Wtarł szampon we włosy, oczywiście mocno się przy tym gimnastykując. Ze spłukiwaniem poszło już lepiej, ale przecież musiał nałożyć jeszcze odżywkę. Rozprowadził ją po całej długości, po czym znowu oparł się o oparcie wanny i zamknął oczy. Przez to, że był mokry, było mu teraz zimno. Jak będzie spłukiwał odżywkę, przejdzie mu. Leżał tak kilka minut i już miał się podnosić, gdy przerwał mu dzwonek od telefonu. Sprzęt zawibrował i po chwili wpadł do wody, a z gardła Peruna wydostało się soczyste "kurwa mać". Dobrze, że był wodoodporny. Chwycił telefon i spojrzał na wyświetlacz. Nie znał tego numeru, ale to tak jak większości, bo żadnego numeru nie zapisywał. Cicho westchnął i odebrał. 
— Halo? — powiedział do słuchawki, szybkim ruchem wyłączając wodę, żeby nic mu nie zakłócało rozmowy.
— Ta strona znowu jest aktywna. — Rozpoznał ten głos. To ta kobieta, którą dzisiaj przesłuchiwał. I już domyślił się, gdzie jest jego wizytówka. Świetnie. 
— Nie mogę w tej chwili podejść do laptopa. — odpowiedział, siląc się na upezejmy ton.
— Panie oficerze, to ważna sprawa. Na tym nagraniu może być wszystko.. — odpowiedziała tym swoim nęcącym głosem. To nie była sprawa Peruna, inni z jego wydziału już się tym zajmowali. On tylko pomagał. 
— Nie mogę. — mruknął do słuchawki. Kobieta znowu zaczęła coś mówić, ale on przerwał jej zdecydowanym tonem. — Siedzę nagi w wannie, z odżywką na włosach. Chyba nie oczekuje pani ode mnie, że w trzy sekundy zdążę się ogarnąć i dobiec do komputera zanim zacznie się transmisja? Nie posiadam też mocy bilokacji, nie rozdwoję się, choćbym chciał. Nie jestem też jakiś wyjątkowo szybki, żeby się wyrobić w tak krótkim czasie. 
— Oh.. — Tu na chwilę ją zatkało, chociaż nie na długo. — W takim razie, ktoś powinien przynieść panu tego laptopa. 
— Mieszkam sam, ale jeśli pani chce, to zapraszam. Mam ciastka i szkocką whisky. — mruknął Perun, podając potem swój adres. Raczej nie obawiał się żadnego ataku, więc swoim miejscem zamieszkania szastał na prawo i lewo. Nawet jeśli, i tak nikt by nie płakał po jego śmierci. No dobra, może jego przyjaciele z pracy, bo nie miałby kto odwalać brudnej roboty. Poza tym, w swoim szarym mieszkanku czuł się naprawdę dobrze i uważał je za dobre miejsce, by umrzeć. Ale dosyć tych smętów. Przecież nie myślał tak naprawdę. Raczej nikt go nie zabije. A nawet jeśli, nie będzie miał za złe śmierci z rąk pięknej kobiety.

Amithia? 
Słowa: 908
Perun zdobywa punkty dla Imperium!

RPG

Zasady znacie. Chyba. W każdym razie admin czuwa. Miejsce spotkania - apartamentowiec Darknessa w Imperium. Ogólnie akcja dzieje się w stolicy. Jak ktoś chce, może omijać ten dom z daleka i pochodzić sobie z własnym towarzyszem.

Od Peruna

Wyjął słuchawki z uszu i zabębnił pazurami o blat stołu. Patrzył na raport przed sobą. A właściwie jakąś żałosną imitację raportu, bo nic tu nie było oprócz godności, popełnionego przestępstwa i okoliczności, które też jakieś świetne i spójne nie były. Szczerze mówiąc, były beznadziejne, coś w stylu "zabili go i uciekł". Perun zdjął z siebie kurtkę i odwiesił ją na oparcie krzesła. Coś mu mówiło, że to będzie długa rozmowa. Standard w przypadku oskarżeń o morderstwo. Basior zamknął oczy i odchylił się, prawie tracąc równowagę na krześle. Szybko jednak poderwał się, gdy usłyszał pukanie do drzwi. Wsunął krzesło, schował słuchawki do kieszeni munduru i otworzył stalowe drzwi, wpuszczając do środka oskarżoną oraz policjanta, który ją wprowadzał. Skinął mu głową na przywitanie, po czym gestem nakazał zostawienie ich w świętym spokoju. Ten od razu to zrozumiał, ponieważ od razu wyszedł, dzięki czemu Perun mógł zamknąć drzwi na zamek.
— Amithia Barriaghar? — upewnił się, odsuwając krzesło po drugiej stronie stołu. Kobieta potwierdziła to lekkim skinieniem, a Poeta gestem nakazał jej, żeby usiadła. Sam przeszedł na drugą stronę, ale nie usiadł. Po prostu wolnym krokiem przechadzał się po pokoju. Jego łeb był spuszczony, ale bacznie obserwował oskarżoną. Tak na wszelki wypadek. — Została pani oskarżona o morderstwo, dokonane osiemnastego października w godzinach wieczornych. Czas zgonu został oszacowany między siedemnastą trzydzieści a osiemnastą trzydzieści. Ofiarą morderstwa padł młody chłopak, Till Kevnac. Co robiła pani tego dnia?
— Ja.. — zaczęła po chwili wahania. Kątem oka zauważył, że przegryza wargę. — Nie pamiętam. Naprawdę nie pamiętam.
Ja pierdolę. — pomyślał Perun, unosząc wzrok ku górze. Już wiedział, że ta cała dyskusja nie będzie prowadziła do niczego. Zawsze tak było. "Nie pamiętam", "nie wiem", "skąd ja mam to wiedzieć", "to było dawno". Na nieszczęście basiora, większość przesłuchiwanych się tak zachowywała. Z jednej strony było to zrozumiałe: stres i te sprawy.. ale z drugiej, na litość bogów, pamięć nie kasuje się wraz z przekroczeniem progu sali, chociaż Poeta ostatnimi razy odnosił takie wrażenie coraz częściej. Mężczyzna oparł się o blat, po czym spojrzał na twarz przesłuchiwanej. Nie wyrażała żadnych emocji, żadnego stresu czy też strachu. Oboje wiedzieli, że po prostu unikała konkretnych odpowiedzi i grała na czas. Ale co tam, Perun miał dzisiaj dobry humor i mógł siedzieć na tej sali ile tylko potrzeba.
— Nie? Nic a nic? — zacisnął pazury na stole. Wydały nieprzyjemny dźwięk, przeprawiający o gęsią skórkę. —  Nie sądzę, żeby pamięć, zwłaszcza o takich wydarzeniach, tak szybko uciekała.. Poza tym, tu nie chodzi tylko o winę. Alibi. Mówi to coś pani? Jeśli ktoś ma solidne, dobre alibi automatycznie znajduje się ponad kręgiem podejrzanych. W przypadku, kiedy takowego nie ma, nadal jest zagrożona. Jeśli tylko ktoś potwierdzi, powiedzmy, że była pani w sklepie, czy też u koleżanki, są od pani odrywane wszelkie zarzuty. A tak? Nic nie mogę zrobić. Radzę gruntownie przemyśleć, czy na pewno nie pamięta pani swoich czynności z tamtego dnia.
Dopiero teraz przyjrzał się dobrze oskarżonej. Czarnowłosa, smukła kobieta. Pewnie mogłaby budzić pożądanie, ba, pewnie to robi. Może właśnie dlatego to Poeta ją przesłuchuje. Bo nie poczuje tak zwanego "tego czegoś" i nie zrobi byle głupstwa z powodu jej wyglądu. Ona też mu się przyglądała, chociaż nie tak wnikliwie, jak on jej.
— Nie, naprawdę nic. — westchnęła i spuściła wzrok. — Przykro mi. Chyba nie mogę tu nic pomóc.
— Oh, wręcz przeciwnie, może pani pomóc bardzo wiele. — odpowiedział, siląc się na uprzejmy ton. Szczerze nienawidził kłamstwa i krętactwa, a tutaj znajdował się wyjątkowo parszywy przypadek, zwany także "nic nie wiem, straciłam pamięć". — Przebywała pani poza domem w tych godzinach?
— Możliwe. — Kobieta zaczęła bawić się sznurkiem od swojej bluzy. — Nie wiem. Co jak co, ale aż takiej dobrej pamięci nie mam.
— Jeśli nie będzie pani ze mną współpracowała, nie będę mógł pani stąd wypuścić. — oświadczył Perun, znowu z wolna zaczynając przechadzanie się po sali. — Naprawdę. Nie robię tego z czystej złośliwości.. Takie mam obowiązki. Im szybciej zacznie pani mówić, tym szybciej stąd wyjdziemy. Naprawdę.
— Naprawdę to ja nic nie wiem. — powtórzyła się. 
Naprawdę to ja zaraz ci zrobię krzywdę. — myśli Peruna znów zahuczały w jego głowie. Zero współpracy, pewnie, bo po co współpracować z policją. Czy ta dziewczyna naprawdę nie zdawała sobie sprawy z tego, że szkodzi tylko i wyłącznie sobie? Jasne, basior też wolałby być gdzieś indziej, ale w domu i tak nie miał co robić. Równie dobrze mógł tracić czas tutaj. Podszedł bliżej kobiety i jedną dłonią oparł się o kant stołu. Milcząc, wpatrywał się w nią jakby chciał przejrzeć ją na wylot. Niestety, nie miał ani rentgenu w oczach, ani nie czytał w myślach. Pozostało mu tylko czekać, aż sama się odezwie. A z doświadczenia wiedział, że mógł tak czekać i czekać, bo jak nie będzie chciała, to po dobroci się nie przyzna. Nawet jakby chciał, torturami nie mógłby wyłudzić żadnych informacji, nie może. Nie sądził też, że na nią by to podziałało. Tylko spokój w tej sytuacji może go uratować, a może też zdarzyć się tak, że oboje będą tutaj siedzieli i milczeli, aż w końcu ktoś wejdzie zaniepokojony tak długą nieobecnością. A sądząc po troskliwości jego kolegów z pracy, pewnie sobie trochę poczeka..

Amithia? 
Słowa: 861
Perun zdobywa punkty dla Imperium!

Od Reny cd Tytania i Viper

Słysząc pytanie Vipera Rena na chwilę się zawahała przed odpowiedzią. Kątem oka zerknęła na szatynkę jakby oczekując, że to ona przedstawi mu wersję wydarzeń. Zamiast tego betha dała jej do zrozumienia by to ona zaczęła.
 - To... powiedzmy to tak - gdyby nie Tytania trzymałabym się od tej watahy jak najdalej...   -  odparła jednak patrząc na Vipera zdała sobie sprawę  taka odpowiedź nie zadowoliła bruneta.Westchnęła i dodała - Dzięki Sekcie Cienia. Zawsze trzymałam się z dala od terenów jakichkolwiek watah, krocząc po ziemiach niczyich. Niestety nie wiedziałam, że miejsce do którego się udałam należało do nowo powstałej watahy. Członkowie... hmm.. Nie przywitali mnie ciepło, w sumie jak to każdego intruza. Mimo wszystko Tytania zaoferowała mi dołączenie do jej Sekty. Muszę przyznać, że sceptycznie podeszłam do tego pomysłu, ale z jakiegoś powodu się zgodziłam. Nie wiem czemu i ta wiedza nie jest wymagana, by odpowiedzieć na  twoje pytanie. Wracając - Żyło się całkiem znośnie aż... -  na chwilę się zatrzymała nie chcąc powiedzieć za dużo - do chwili w której Tytania postanowiła zwinąć to wszystko i wrócić do WKJNu. Rozumiałam jej tęsknotę za rodziną, i mimo że ta decyzja była jedyną, którą kwestionowałam,  poszłam z nią. Proszę, to już cała historia.
Rena odwróciła się do Tytanii poszukując cień dezaprobaty po swojej wypowiedzi. Na szczęście nie wydawało się by powiedziała coś nieodpowiedniego. Być może po prostu niczego nie dostrzegła. Viper wykrzywił usta w uśmiech. Pewnym siebie głosem, jak to na niego przystało, kontynuował
-  Od tego czasu chyba przyzwyczaiłaś się  do nas. W końcu w przeciwieństwie do improwizowanej bandy mojej siostry WKJN ma dobrą organizację, pełno spoko członków i co ważniejsze wiele ślicznych dziewczyn.
- Nie wymagaj, bym kłamała tylko po to by sprawić ci przyjemność. -  rzuciła nieco oschle.
Na chwilę zapadła niezręczna cisza, którą szybko przerwał brunet pytaniem o pochodzenie. To było coś nad czym nie trzeba było się rozwodzić. Jedno szybkie "Spatium" było wystarczającą odpowiedzią. Chłopak w międzyczasie przysiadł się do dziewczyn. Zmniejszenie dystansu między nią a nim wywołało u Reny tylko większe uczucie dyskomfortu. Jak można się domyślić nie wpłynęło to zbyt korzystnie na rozmowę.
- Wyglądasz  naprawdę młodo, chodź ze sposobu jaki mówisz mógłbym uwierzyć że już swoje przeżyłaś. Może jesteś nieśmiertelna? Pochwal się  ile masz lat.
Rena na chwilę zamyśliła próbując sobie przypomnieć jednak nic nie przyszło jej do głowy. Spróbowała więc to obliczyć to szybko na palcach. Podczas tej czynności szturchnęła niechcący łokciem bruneta. Ten incydent szybko wybił ją z zamysłu. Przesunęła się bliżej Tytanii na ile było to możliwe.
-  Nie mam pojęcia -  to mówiąc wzruszyła ramionami - Odkąd sięgam pamięcią widzę tylko las. Nie jestem wstanie przypomnieć sobie czegokolwiek co mogłoby służyć za wskazówkę odnośnie mojego wieku.
- Las? - powtórzył zaskoczony - Na pewno jest coś więcej, np. twój rodzinny dom, twoi rodzice. Cokolwiek.
Ale Rena milczała
- ...Może miałaś jakiś wypadek w wyniku, którego masz teraz amnezję... Nie przypominasz nic sobie?
- Pamiętam! - warknęła poirytowana po czym kontynuowała swoim normalnym, bezdusznym tonem -  ...Pamiętam doskonale las, wszystkie obrazy, wszystkie dźwięki. Z moją głową jest wszystko w porządku. Jeśli nie masz więcej pytań to pozwól, że już sobie pójdę. - dziewczyna podniosła się z kanapy i zaczęła się zbierać. Było już nieco po godzinie policyjnej, więc Rena dodała, by Tytania się o nią nie martwiła. Jak można się domyślić szatynka spróbowała przekonać blondynkę do zostania.

Viper? Tytania? Jak zechcesz to Rena zostanie. Ona zawsze cię słucha :v Po prostu lekko się zdenerwowała >.<
Słowa: 555
Rena zdobywa punkty dla WKNu!

Od Peruna [+16]

 Basior wszedł na salę i kilkukrotnie zamrugał, aby przyzwyczaić oczy do tego paskudnego sztucznego światła. Co on miał..? A, tak. Jakaś małolata została potrącona przez samochód. Podobno paskudnie to wygląda, a przynajmniej jego koledzy z pracy tak mówili. Wszystko było przygotowane, jedyne, co miał zrobić Perun to włączyć sobie radio dla umilenia czasu, przeprowadzić operację, wybudzić pacjentkę, posiedzieć z nią chwilę, żeby się upewnić czy wszystko jest w porządku i tyle, mógł iść do domu. Niczego bardziej nie pragnął niż iść do domu, położyć się w wannie pełnej gorącej wody, ewentualnie napić się whisky.. Albo winka. Ale czekała go jeszcze jedna operacja dzisiaj. 
Podszedł do blatu, wcisnął przycisk na radiu, na co ono przez chwilę przetwarzało dane, a po chwili wydostała się z niego jakaś muzyka. Sądząc po wstępie, był to jakiś kawałek Neny. W każdym razie było po niemiecku, a Perun jako tako znał ten język. Następnie jeszcze raz zdezynfekował ręce i podszedł do stołu. Szybkim ruchem odgarnął materiał z małolaty. Spodziewał się czegoś gorszego. Noga wykrzywiona w dosyć nienaturalny sposób, trochę obić.. Oh, czy to właśnie poszło żebro? Tak, chyba tak. Nie dość, że trzeba będzie je wstawić na swoje miejsce, to jeszcze usunąć z płuca. Lekko oblizał wargi, widząc tak rozległe obrażenia. Skóra nastolatki była usiana siniakami oraz otarciami, w sumie czego się spodziewać po potrąceniu. Najpierw zajmie się nogą.
Wyjął z kieszeni prześwietlenie i porównał je z rzeczywistym stanem. Śruby powinny załatwić sprawę, uniemożliwią przemieszczenie się, a noga szybciej się zrośnie. Poeta westchnął cicho, po czym poszedł do blatu i zabrał z niego skalpel. Całe szczęście, że był naostrzony. Wystarczą dwa nacięcia i można jechać ze śrubami. Te leżały już przygotowane na tacce, najwyraźniej osoba, która była przed nim zadbała o wszystko. Czemu nie przeprowadziła operacji za niego..? Eh. Miał nadzieję, że uwinie się z tym szybko. Perun dobrze wiedział, jakie "miłe" potrafią być potrącenia. Bezceremonialnie przeciął skórę na kolanie dziewczyny w dwóch miejscach. Z niemalże satysfakcją obserwował, jak skóra rozstępuje się, ukazując wnętrze nogi dziewczyny. Wsunął małą, stalową płytkę w uszkodzone miejsce i nastawił kości, zupełnie olewając to, że jego dłonie przybierają szkarłatną barwę. Pobawił się tak chwilę, a kiedy ułożenie nogi było prawidłowe, sięgnął po śruby. Ostrożnie umieścił je w otworach płytki, po czym bez oporów wkręcił je w kość. Położył uszy po sobie, słysząc ten paskudny odgłos wiercenia. Brr. Aż dostał gęsiej skórki. To był tego typu odgłos, jak ocieranie styropianem o styropian, albo, co gorsza, skrobanie widelcem o talerz. Chociaż nie, styropian był gorszy, a przynajmniej Poetę bardziej drażnił ten dźwięk. Po kilku minutach kolano było już stabilne. Basior chwycił jedną dłonią za łydkę dziewczyny, po czym na próbę zgiął staw. Wszystko ładnie się zginało, bez żadnego zarzutu. Po jakimś czasie siłowania się z nicią, udało mu się przebić ją przez skórę dziewczyny. Igła weszła jak w masło, bez problemu ją przebijając. Z satysfakcją obserwował, jak dwa rozcięte kawałki skóry łączą się ze sobą, zakrywając staw. 
Jedno z uszu skierował w stronę radia, na chwilę odwracając wzrok od swojej pacjentki. "Mann, wer hätte das gedacht.." zabrzmiało ze sprzętu. 
Dass es einmal soweit kommt. — dokończył Perun, cicho wzdychając. Naprawdę chciał już do domu, ale jeszcze zostało to nieszczęsne żebro do naprawienia.
Kiedy poszedł do pacjentki, znowu musiał gwałtownie zamrugać. Czy ona..? Czerwonowłosy niespokojnie zadrżał, obserwując dokładnie jej ciało. Wydawało mu się, że się ruszyła.. Nie, to niemożliwe. Przecież ktoś przed nim musiał podać dobrą dawkę znieczulenia. Musiał. Nie było innej opcji. Przyglądał się tak jeszcze przez chwilę, po czym podszedł do boku dziewczyny i przyjrzał się innej karcie, tym razem z prześwietleniem odcinka piersiowego. Żebro w płucach. Oh, ale on kochał takie przypadki. Ponownie westchnął, ale musiał to zrobić. Nacisnął skalpelem na jej bok, a kiedy wszedł w jej skórę, ostrożnie i z namaszczeniem przeciągnął ostrze do dołu, aż do wolnych żeber. Złamanie z powikłaniami, jak miło. Ostrożnie, bardzo ostrożnie usunął żebro z płuca dziewczyny. Obie rzeczy elegancko zrosną się samo. Będzie bolało, ale pewnie przepiszą jej jakieś dobre leki. Miał zabrać się do zszywania rany, kiedy nagle.. poruszyła się. I nie było tu mowy o żadnym przewidzeniu. Dziewczyna poruszyła się, a po chwili otworzyła oczy. 
Co, do kurwy nędzy?! — warknął Perun w myślach. — Przecież to chędożone znieczulenie musiało być odpowiednio podane! 
Cóż, dziewczyna była dowodem, że jednak nie musiało. Obserwował, jak niespokojnie oddycha i otwiera oczy. Nie wiedział, co ma ze sobą zrobić. Co by nie zrobił, byłoby źle, a o tej godzinie był już sam na dyżurze. Po chwili jednak opamiętał się i wyciągnął dłoń po sprzęt niezbędny do uśpienia pacjentki, ale było już za późno. Małolata otworzyła szeroko oczy, po czym zaczęła wyrywać się. Musiał siłą docisnąć ją do stołu, żeby nie zrobiła sobie krzywdy.
— Nie ruszaj się. Po prostu się nie ruszaj. — rozkazał Perun i wolną ręką sięgnął po maskę, ale dziewczyna najwyraźniej miała ochotę trochę sobie pocierpieć, bo zaczęła mu się wyrywać.
99 Jahre Krieg.. Liessen keinen Platz für Sieger. — Radio najwyraźniej uznało, że to najlepszy moment, aby samowolnie zmienić głośność na najwyższą.

Persefona?
Słowa: 833
Perun zdobywa punkty dla Imperium!