Od Dorina C.D Persefony

 Chłopak siedział po turecku- a tak przynajmniej nazywali tą pozycję ci co odwiedzili Ziemię- na zimnej, kamiennej podłodze. Stukał rytmicznie palcami o ścianę, którą od góry zaczynał brać grzyb. Więzienie wyglądało jak rodem z siedemnastego wieku. Nikt by się nie spodziewał, że tkwi pod żywą, nowoczesną stolicą Imperium. Dorin nie był nawet zły, był raczej zniesmaczony, że tak łatwo dał się złapać i teraz musiał siedzieć w klatce jak jakiś szczur. Oparł głowę o wilgotną ścianę. Powierzchnia lekko zasyczała, a w górę uniosła się biaława smużka pary wodnej. Westchnął, miał dość tej wszechogarniającej wilgoci. Zdecydowanie miał dosyć też tych przebrzydłych krat, ale kto chciałby je w więzieniu przebywając w nim? Niespodziewanie na korytarzu dało się słyszeć stukot butów. Jego szpiczaste uszy drgnęły i lekko poruszyły się w kierunku dźwięku. Miał nadzieję, że to tylko kolejny obchód strażników, a nie jakiś pieprznięty naukowiec, który uznał, że eksperymenty to najlepsza rzecz jaką może robić podczas swojej wątpliwej kariery. Zastanawiał się czy imperialne leki w ogóle by na niego zadziałały. Kroki coraz bardziej zbliżały się do jego celi. Mimowolnie spojrzał obojętnym wzrokiem na korytarz. Zauważył strażnika z poparzoną facjatą. Na wspomnienie samego zajścia, na jego twarzy pojawił się lekko dostrzegalny uśmiech. Obok niego, szła na oko czernastoletnia, ciemnowłosa dziewczynka. Dori jednak nie dał się zmylić- biła od niej pewność siebie, a jej chód był lekko taneczny, taki jak u doświadczonych wojowników. Przestał stukać palcami gdy postacie zatrzymały się przed jego celą. Starał się nie wyrażać żadnych emocji, teraz to było na wagę złota. Maska obojętności jeszcze bardziej zgęstniała na jego twarzy. Kraty zatrzeszczały kiedy żołnierz je otwierał. Dziewczynka weszła sama, a on niewzruszenie wpatrywał się w jej jasne oczy, które kontrastowały z lekko oliwkową skórą i ciemnymi włosami. Zastanawiał się czy na pewno miała tylko czternaście lat, teraz to na ile się wyglądało mogło być bardzo, bardzo mylące, a sam był tego świetnym przykładem. Mała zabawnie przekrzywiła głowę, a chłopak czuł na sobie oceniający wzrok. Mimo to nie odwrócił wzroku, to nie był moment na okazywanie słabości, nawet po przez zwykłe odwrócenie spojrzenia.
— To on? — zapytała nieznajoma, jej głos przeszył ciszę, która zapanowała, a on sam odbił się echem po wąskich korytarzach więzienia.
Pytanie zawisło w powietrzu. Ani on ani strażnicy, nie mieli zamiaru odpowiadać. Chłopak zastanawiał się czy to był demon. Nie biła od niej ta aura zła i wypaczenia. Wyglądała na tak niewinną... Niestety pozory mylą, cholernie mylą, a ta istota to zapewne kolejna imperialna sadystka. Wszyscy tutaj byli pieprzonymi sadystami.
— Tak, to on — zachrypnięty głos rozległ się tuż za dziewczynką.
Zarówno on jak i sama ciemnowłosa spojrzeli na strażnika. Dorin doszedł do wniosku, że spalił mu nie tylko kawałek twarzy, ale najwidoczniej uszkodził mu też struny głosowe. Natomiast dziewczynka po raz kolejny dzisiaj zastanowiła się kto zatrudnia tych wszystkich debili. Ciekawe czy mężczyzna chciał przerwać ciszę czy po prostu dopiero teraz wymyślił odpowiedź na to pytanie... Znając Imperium to na pewno jest to ta druga opcja. Ta zmrużyła oczy gdy patrzyła na żołnierza. I to w stopniu pułkownika. Ich wzrok znów się spotkał, a dziewczynka już otwierała usta żeby coś powiedzieć.

Persu?

(*gdy ci zniknęły te do pogrubiania i przekrzywiania..* K, nie ważne. Co do opka- były dwa takie momenty, gdzie trzeba było rozdzielić, ponieważ się ĺatwo można było pogubić. Są też takie miejsca, gdzie zamiast przecinka wstawia się po prostu '-', ale niestety nie umiem wyjaśnić w jakich wypadkach.. ~Yoku)

Od Tyksony C.D Alex

  Biegnij. To nie tak daleko, jak ci się wydaje. Pozostało ci tylko kilkanaście metrów i będziesz uratowana. Obejrzyj się za siebie. Psy są zaledwie kilka metrów, ale dasz cholera radę, bo kto, jak nie najwspanialsza Tyks, nie prześcignąłby wściekłych furry?
  Tyks była już niedaleko swojej siedziby, ale Voodoo wciąż siedziało jej na ogonie. Przerwała ich przenajświętszy, i nawiasem mówiąc nielegalny, rytuał wskrzeszenia. Jak to się stało, że wpadła i swoją obecnością przestraszyła psy? Nie wiedziała, że w opuszczonym teatrze zebrało się to cholerstwo. Nienawidziła psów, och, jak bardzo nienawidziła psów! Zwłaszcza tych chodzących na dwóch łapach. Kundle furry to ostatnia rzecz o jaką się prosiła. Imperium było miejscem dziwnym, na pozór spokojnym, jednak łatwo można wpaść tutaj w nieodpowiednie towarzystwo i skończyć z obtłuczonym ryjem na OIOMie. 
  Ona nienawidziła tego miejsca, a po aferze z mistrzem świętego zakonu wiedziała już, że najlepiej sobie odpocząć na Ziemi. Najpierw jednak musiała zgubił te przeklęte psie mordy, a łatwo nie było. Pierwszych dwóch "zakonników" Tyksona pozbyła się z ogromną łatwością. Wystarczyło jedynie trochę obtłuc ich, by wiedzieli z kim zadarli, jednak mistrz i ta dwójka przerośniętych buldogów nie chciała dać za wygraną. Dlatego też Tyks nie miała innego wyboru. Ucieczka. Nie było to tchórzostwo. Czasem człowiek (i furry) musi wiedzieć, kiedy należy się wycofać. Lepszy taktyczny odwrót, niż głupota. W końcu, gdyby ta nadal waliła pięściami jak szalona, prawdopodobnie nie uszłaby z życiem. Stary wilkopodobny był w sędziwym wieku, ale mimo to miał znakomitą kondycję. Ciekawe, czy to dzięki jakiemuś eliksirowi nieśmiertelności, czy jego bogowie obdarzyli go niezwykłą energią. 
  To teraz jednak nie było istotne. Najważniejszą rzeczą była ucieczka i na tym właśnie nasza bohaterka musiała się skupić. Szkoda tylko, że była już zmęczona, a przeciwnicy byli niedaleko. Chciała uciec, ale całe ciało bolało ją z tego wysiłku. Musiała odpocząć... Nie, nie mogła! Oni by ją rozerwali na strzępy. Do mieszkania przecież pozostało jeszcze trochę. Jeszcze kilka przecznic. Darkness z pewnością odgoni tego buca. Prawdopodobnie... 
   W końcu dziewczyna nie wytrzymała. Nigdy nie czuła tak palącego bólu i tak strasznego zmęczenia. Miała wrażenie, że ktoś ścisnął jej płuca łańcuchem. Upadła na ziemię, tracąc całkowicie przytomność. 
  Obudziła się przed niewielkim budynkiem. Na ziemi. W dłoni miała karteczkę od tego przeklętego idioty, który próbował nastraszyć ją ekskomuniką. Tyksona raczej nie wierzyła w możliwości zmyślonych, małych sekt. Nad nią zebrał się tłum ludzi. Ktoś mówił o wezwaniu pogotowia, jednak nikt nie raczył się ruszyć, aby pomóc biednej, połamanej blondi. Właśnie. Tyks jakimś cudem dokonała nieświadomie przemiany w człowieka. Czyżby sprawka tego maga? prawdopodobnie. 
  — Z drogi. Nic mi nie jest. — warknęła, podnosząc się powoli z ziemi. 
  Ból był okropny, jednak dało się utrzymać równowagę, a Tyks miała tylko drobne problemy z chodzeniem. Pobliska kawiarenka wyglądała na tyle kusząco, że postanowiła tam się zatrzymać, przynajmniej na godzinkę. No i zadzwonić do Wilkobójcy, aby poinformować go o swoim stanie zdrowia, oraz ostatnich wydarzeniach. 
  Miała jednak pecha, gdyż została ograbiona przez członków sekty z wartościowych przedmiotów, w tym właśnie telefonu. Wściekła i obolała usiadła obok okna. Zauważyła, że przygląda jej się jakiś chłopak. Kiedy tylko ta spojrzała na niego, odezwał się do niej. Tyks nie zrozumiała go, za to mogłaby sobie rękę uciąć, że wcześniej widziała gdzieś tego mężczyznę. 
 — Pan.. do mnie gadaaa? — zapytała zdezorientowana.

Alexu? Wybacz, Mare miała ci odpisać, ale coś jej się nie spieszyło xd

Od Yoku CD Vipera/Darkness'a

Białowłosa wracała właśnie z co miesięcznych zakupów w pewnym monopolowym, spożywczym sklepie. Nie lubiała wychodzić do ludzi, można wręcz powiedzieć, że panicznie się ich bała. Nie widywano ją więc poza domem zbyt często, a mimo to, zawsze podczas tych jednych jedynych wyjść z terenu ulicy, łapał ją okropny pech. Tak samo było i tym razem. Normalnie idąc w życiu nie spodziewałaby się, że coś lub ktoś nią skoczy. Oczywiście wbrew wszystkiemu stało się tak. Jakiś biały zwierz wpadł na nią. Obok huknęły wypuszczone produkty i brązowa, przed momentem niesiona w zwierzęcym pysku walizka. Neko pisnęła chwiejąc się. Podjęła próbę rozpaczliwego machania rękami, próbując jakoś utrzymać równowagę, jednak zakończyło się to zwyczajnym upadkiem oraz ponownym obiciem tyłka. 3 raz pod rząd. Yoku skrzywiła się, czując na sobie wzrok przechodzących ludzi, zapewne kpiących w myślach z jej niezdarstwa.
-Uważaj jak leziesz lesz..czu-  strąciła z siebie postać.
Wkurzona uniosła zaciśniętą w pięść rękę i zaczęła nią wygrażać. Zaprzestała, rozpoznając w 'leszczu' Vipera. Bez słowa podniosła się z ziemi, a następnie z pogardliwym wyrazem twarzy schyliła by pozbierać rozsypane jabłka i inne tego typu rzeczy. Cicho zaklęła, gdy te zaczęły wypadać z przedziurawionej, ubłoconej siatki. Rzuciła po chwili zrezygnowana torbę na ziemię. Dopiero wtedy zorientowała się, że obok niej dalej, z walizką w dłoni stał Percy. Wyraźnie rozbawiony jej rozpaczliwymi próbami ogarnięcia rozsypanych zakupów, przyglądał się jakże wielkiemu, yokusiowemu nieszczęściu.
-Ty nie ciesz tak ryja, to przez ciebie.- ta warknęła, piorunując go wzrokiem. Ogon starannie owinięty wokół talii i ukryty pod płaszczem nastroczył się groźnie.
-Wyluzuj, nic się nie stało.- syn alphy zachichotał, zauważając wystające spod włosów Kami uszy. Położył wolną rękę na jej głowie, starając się ukryć wilcze części ciała.
Dziewczyna nieświadomie mruknęła. Nieco uspokojona za pomocą czegoś przypominającego głaskanie, odsunęła się. Nie chciała, by ktoś ją tykał po głowie, gdyż w takich momentach sama nie wiedziała co się z nią działo. Westchnęła. Spojrzała zrezygnowana na ziemię.
-I tak oto moje ostatnie pieniądze wpadły w błoto. I to dosłownie.- zacisnęła usta. Viper ponownie zaśmiał się.
Yo nic więcej nie mówiąc machnęła ręką, po czym szybkim krokiem ruszyła bez niczego, w kierunku swojego domu. Miała nadzieję, że dotrze tam w spokoju, i że przez kolejny miesiąc będzie mogła siedzieć samotnie w kącie, pijąc pozostałą resztkę soku pomarańczowego. W końcu nikt jej nie odwiedza, o to nie ma się co martwić, a zakupy mógł równie dobrze zrobić Nico. Rozmyślając tak, znowu na coś wleciała. Syknęła, uderzając łokciem w twardy beton. Misja "Upadek x4" wypełniona. Zmrużyła oczy, próbując przypomnieć sobie tożsamość gostka, który przed nią stał. Ah, no tak, Darkness.
-Więcej dzisiaj was tu w Holandii nie ma?- parsknęła zgryźliwie, wpatrując się w czarnowłosego. Z jego pomocą podniosła się z ziemi i przejechała ręką po okryciu. Ubłocone.
-Najwyraźniej nie.-mężczyzna uśmiechnął się złośliwie, sięgając do jej płaszcza. Wyjął coś z niego, po czym przeczesał palcami włosy udając, że nic nie wziął.
-Co wy tuu..?- dziewczyna niczego nie zauważyła. Uniosła jedną z brwi, pytając. Chciała wiedzieć co się takiego stało, że członkowie watahy znaleźli się w mało znanym Boxtel'u.
-Wy? Czyli widziałaś Vipera.. -Darkness mruknął sam do siebie, prawie niezauważalnie kiwając głową.- Nie ważne. Mieliśmy coś.. Odebrać. Tak, odebrać to dobre słowo.- rzucił nieco nerwowo.
-Czyli mogę spokojnie wracać do do domu.- wilczyca ominęła Wisielca.
Pędząc 'na zbity pysk' złapała w dłoń pasmo włosów. Wszystkie były brązowe, od mieszaniny ziemi i deszczu, który dłuższą chwilę wcześniej zaprzestał padać. Będąc przy drzwiach swojego mieszkania, zaczęła przeszukiwać kieszenie w poszukiwaniu kluczy, jednak nigdzie ich nie było. Przełknęła ślinę w obawie, że nie dostanie się do domu.
-Tego szukasz?- odwróciła się na pięcie, słysząc za sobą głos. Wilkobójca z chytrym uśmieszkiem machał jej metalowym przedmiotem przed nosem, pobrzękując.
 
Viper, Dark? I Tygz nie narzekaj, to ja nie umiem pisać xd

Od KTS "Walka z Horibble Smile" + Do Akali

Na zewnątrz była lekka mżawka. Simon dostał SMS o nowym zleceniu, niestety nie mógł go zignorować. Dziewczyna złapała go za nadgarstek i zapytała:
-Spotkamy się jeszcze kiedyś?
Mężczyzna wyrwał kartkę ze swojego zeszytu i napisał na nim swój numer telefonu, po czym podał go Akali.
-Jak będziesz miała czas w sobotę, to zadzwoń. -Powiedział, objął dziewczynę, po czym ją pocałował. Blond włosa odrętwiała. -No to jak będzie?
-Na pewno zadzwonię. -Powiedziała i wtuliła się w chłopaka.
Kilka minut później Simon wyszedł z mieszkania i poszedł w stronę Ruin Harpii. Celem jego zlecenia było zabójstwo handlarza narkotyków, mieszkającego niedaleko ruin zamku. Powodem tego była konkurencja ze strony zleceniodawcy. Droga głównymi ulicami była dosyć długa, więc Simon poszedł na skróty przez stary zaułek. Zerwał się silny wiatr i zaczęło padać. Chłopak zacząć cicho przeklinać. Nagle rozległ się głośny śmiech, dobiegający z uliczki obok. W cieniu zaułka pojawił się wielki, mroczny uśmiech.
-Co to ku*wa jest? -Powiedział Simon i cofnął się do tyłu, wyciągając z kieszeni nóż.
Wielkie coś otworzyło japę i wyszło z ciemności. Oczom mężczyzny ukazał się wielki, szczerzący się demon. Simon odskoczył do tyłu i zaczął uciekać, jednak to coś było zbyt szybkie i go dogoniło. Szybko wdrapał się na rynnę i wszedł po niej do starego mieszkania przez zniszczone okno.
-Japier**le, co to było? -Powiedział sam do siebie i wyjrzał przez okno. Demon zniknął.
Ludobójca wyszedł cicho na zewnątrz. Rozejrzał się i zobaczył tego demona siedzącego na klatce schodowej. Cicho się zakradł i wbił stworowi nóż w plecy. Demon zawarczał i po chwili zniknął. Na nożu została czarna, połyskująca plama. Chłopak odetchnął i poszedł dalej.
Kilka minut później doszedł do głównej siedziby dilera. Wszedł do środka i zaczął się rozglądać.
-Przyszedł, brać go! -Krzyknął mężczyzna stojący za ladą. Po chwili przyszło do niego jeszcze trzech wojowników. Najprawdopodobniej SMS, którego chłopak dostał to jedna wielka pułapka.
-Chcecie się zabawić? ZAPRASZAM! -Powiedział Simon i przyjął postać wilka. Skoczył na jednego z mężczyzn i odgryzł mu sporą część szyi. Drugi napastnik próbował uderzyć go krzesłem i... skończył wypatroszony. Trzeci spanikował i spróbował uciec, ale dzisiejszy dzień nie był dniem litości. Basior rzucił nim o ścianę,  rozwalając mu głowę. Po udanej samoobronie wrócił do ludzkiej postaci, wyszedł z budynku jakby gdyby nigdy nic i zaczął namierzać numer, przez który dano mu zlecenie.

*Podczas wędrówki w stronę Imperium napatoczyła się Caddy*

Aktualizacja 28.10.2017 + Akieta! Pomóż nam się rozwijać!


Witajcie Deltończycy! :)
  Wiecie dobrze, że powolnym krokiem zbliża się koniec miesiąca i drugie już urodzinki Divided Kingdom (Watahy Karmazynowej Nocy). Z tej okazji pragnę wam ogłosić kilka zmian, które zostaną wprowadzone w tym miesiącu:
  • Gazetka zacznie się pojawiać regularnie, co jeden miesiąc, a w niej informacje o osobach zagrożonych na blogu, o polowaniach, dodatkowych questach miesiąca, wydarzeniach fabularnych. Będzie się pojawiała w pierwsze weekendy miesiąca, o ile nie będzie żadnych nieoczekiwanych zwrotów akcji.
    Realia bloga zostaną ulepszone. Pojawi się kalendarz, a w nim najważniejsze święta obchodzone przez poszczególne królestwa.
    Rasy zostaną bardziej rozbudowane i pojawi się więcej Ras Premium.
    Przybędzie nam więcej nowych Postaci Trzecioplanowych i Istot z Bestiariusza.
    Rynek zostanie zaktualizowany. 
  • Adopcja zostanie rozbudowana.  
  • Pojawią się punkty.
  • W najbliższym czasie pojawi się event, o którym większość z was już słyszała. Będzie to jednocześnie z okazji halloween, jak i z drugich urodzin watahy.
  • Prawdopodobnie powstanie wspólny e-mail oraz konto na howrse.
  • Nowi autorzy
  Żeby jednak to wszystko doszło do skutku, potrzebujemy waszej pomocy. Wypełnij krótką ankietę dotyczącą nowości na blogu, a będę wdzięczna. Ostatnio jakoś was do pracy nie ciągnęło, więc chcemy wprowadzić kilka nowych rzeczy na blogu, abyście się nie zanudzili na śmierć. 

Ankieta!

Od Caddy C.D KTS

Tym razem miejscem, które odwiedziłam był  Qan'rat. Dokładniej nie mam pojęcia co tam robiłam, może to czysta ciekawość lub też zupełnie coś odmiennego. Któż to będzie wiedział. To szłam, to latałam, także teleportowałam się, bo czemu by nie. Nudziło mi się, nie miałam co robić. Wybrałam się do Ruin Zamku Harpii. Podobno jest nawiedzony. Warto sprawdzić samemu, niż wierzyć jakimś czubkom na słowo. Pewnie nawet tam nie wchodzili, bo się bali. Kto nie ryzykuje ten nic nie zyska, prawda?
Wchodząc na teren, poczułam dziwna aurę, ale mimo to podeszłam do drzwi i zapukałam. Gdy nic się nie stało, otworzyłam je. Kultura jest ważna, nawet jeśli ten dom jest nawiedzony to mimo wszystko ktoś tu mieszka.
- Wchodzę, lepiej się przygotuj i mnie wystrasz.
Przed wejściem do środka narysowałam latarkę, bądź też coś latarkopodobnego, aby mieć światełko. Im bardziej creppy, tym fajniej. Dorysowałam sobie parę osób, dokładniej rzec ujmując jakiegoś zwierzaka plus kilku towarzyszy. Były jak żywe- piękne i prawdziwe. Wkroczyłam do zamku i zaczęłam się rozglądać. Po chwili odnalazłam salon i kuchnię. Ruszyłam dalej, przyglądając się kolejnym pomieszczeniom. Przemierzyłam tak cały parter, po czym weszłam na piętro. Wciąż nic nie wyczuwałam, żadnego ducha albo upiora.
***
Spacerowałam sobie po okolicy. Takie to wszystko zniszczone, inne krainy są bardziej zadbane. Może tym tu mieszkańcom to nie przeszkadza, choć zapewne niektórzy się do tego nie przyznają. Obserwowałam ich i szukałam jakiegoś źródełka z wodą. Zauważyłam jakieś zamieszanie na jednej z dróżek. Udałam się tam, aby zobaczyć co się dzieje. Jakiś chłopak bił się z czterema innymi. Zaciekawiło mnie to więc znalazłam sobie miejsce i patrzyłam. Czarnowłosy niemal od razu przemienił się w upadłego, bądź też wilka, nie byłam pewna. Tak przynajmniej wyglądał. Mogłabym patrzeć na niego godzinami. Czekałam, aż skończy.

Wszystkie ofiary padły trupem, a on we krwi odszedł. Podążałam za nim, cały czas utrzymując odpowiednią odległość, co chwilę chowałam się w cieniu, aby mnie nie zobaczył. Zatrzymał się na pustkowiu. Podeszłam cicho, ale jego przede mną nie było.
- Długo będziesz się tak skradać jeszcze? - odwróciłam się i spojrzałam na niego. Złapałam go za ręce, aby nie mógł nic nimi zrobić.
- Nie próbuj żadnych sztuczek. - trzymałam go za nadgarstki, aby się uspokoił.
W sumie można powiedzieć, że chciałam go trzymać i czekałam na jakąś zmianę z agresora na słodziaka. Patrzyłam i czekałam. Odeszłam do tyłu parę kroków.
- Jestem spokojny. Więc kim jesteś i czego tu szukasz? - przeleciałam po nim całym oczami, po czym ponownie zatrzymałam się na jego twarzy, zerkałam ukosem na jego ręce.
- Byłam w okolicy. Jestem Caddy, a ty? Poza tym powinieneś pierwszy podać swoje imię. - Uśmiechnęłam się, oblizując wargi.
- Możesz mówić do mnie KTS. - odpowiedział i poszedł gdzieś. Ponownie ruszyłam za nim.
- Odbicie lustrzane to STK. Czyli Simon the killer.- trzeba sprawdzać ludzi, a ja mam talent w znajdywaniu informacji o nich. Usiadłam obok niego i czekałam na jakąś historię z dreszczykiem.

KTS?

Od Nixie CD Shadowa, Tytanii

Nawet chwili by sam nie wytrzymał. Rema parsknęła sama do siebie, trzymając wilczycę na rękach. Jako pół-robot nie dogadywała się zbytnio z ludźmi. Każdy uważał połowę metalowej twarzy i sztuczną rękę za coś nieakceptowalnego, toteż sprawę krótkiego pobytu w hotelu musiał załatwiać jej przyjaciel, a ona tymczasem próbowała nie ugiąć się pod ciężarem zwierzęcia. Wiadome więc, że odetchnęła z ulgą gdy Shadow wrócił i wziął od niej wilka. Udali się do wskazanej przez recepcjonistkę salki. Chłopak położył biało-czarną waderę na łóżku, sam natomiast rozsiadł się wygodnie na stojącej przed tv, czarnej kanapie. Nix usiadła obok niego i lekko przytuliła, na co ten zdrętwiał. Dziewczyna wyczuwając spięcie cicho zaśmiała się, po czym poklepała go wesoło po głowie. Złapała za pilot i włączyła przypadkowy program. Ziewnęła, gapiąc się na nazwę wylosowanego filmu. Jakiś horror. Może być.
Mniej więcej w połowie fimu, a przynajmniej jak na to wskazywała tak zwana telegazeta, dwójka usłyszała ciche skrzypienia mebla. Cień odwrócił się. Zamiast wilczycy, na łóżku siedziała teraz normalna dziewczyna. Wpatrywała się w nich martwym, nieobecnym wzrokiem, jakby widziała tylko pustkę. Miała szeroko otwarte oczy, cała się lekko trzęsła.
-Jeszcze chwilę zostanie właśnie tak otumaniona, ale to nie potrwa długo..-Nixie westchnęła patrząc na czarnowłosą dziewczynę. Wstała z kanapy, po czym podeszła do niej. Uklękła na łóżku.-Co z nią zrobimy?- mruknęła, łapiąc ją za podbródek. Lekko przejechała paznokciami po bladej skórze.
-Nie wiem. Może po prostu odstawmy do zamku, czy gdzieś?- Shadow wyłączył telewizor. Znudzony położył dłoń na swoim czole.
-Niee, to zbyt.. Szybko.- Qvix zaśmiała się złośliwie. -Chciała cię zabić, nie pamiętasz?- dodała przenosząc rękę na włosy powoli dochodzącej do siebie Tytanii. Wyciągnęła mały sztylet i zaczęła machać nim przed nieogarniającą co się dzieje istotą. Zachaczyła o kilka kruczoczarnych włosów, chcąc się ich nieco pozbyć.
Chłopak pokręcił głową, nieco zażenowany zaistniałą sytuacją. Nadal trzymał w jednej z kieszeni ubrania wyrwane serce czarta. Dotknął go lekko myśląc. Po krótkiej chwili złapał towarzyszkę pod ręce i ściągnął z łóżka.
-Nuuudziarz. Tylko pobawić się chciaaałam..- białowłosa jęknęła niezadowolona z tego, że została odciągnięta.-Obcięcie tych cudnych kłaków nie byłoby niczym złym!- roześmiała się, stając na proste nogi.
Shadow spiorunował ją wzrokiem, na co ta się skuliła. Spojrzała przepraszająco. Cień znowu skrzywił się, nie spuszczając oczu z córki alphy WKNu. Środek ze strzałek przestał działać, a Tytania gwałtownie zamrugała oczami. Zacisnęła zęby, rozpoznając dawnych członków watahy. Złapała swój nóż i ponownie rzuciła się wściekle na Shadowa, nadal wrzeszcząc, że to pieprzony zdrajca. Nix przewróciła oczami, po czym złapała Tiffany za rękę. Warknęła, aby ta się uspokoiła.
-Dobrze, odstawimy ją. Ale niech przestanie. Albo znowu ją uśpię.- Rema fuknęła, starając się utrzymać wierzgającą Tiff.
-To ja w recepcji ogarnę.- czarnooki wyszedł szybko z pokoju hotelowego.
Qvi pogłaskała dziewczynę chichocząc. Wyjęła z torby strzałkę, po czym wbiła ją w jej szyję. Wzięła kobietę na plecy i wyniosła z budynku. Na zewnątrz czekał już na nie drugi ze sług Mroku. Na widok ponownie uśpionej czarnowłosej zacisnął zęby. Nixie tylko się cicho zaśmiała widząc to.
~Shad? Tytania? Jak na pisane w autobusie o 5 nad ranem nie jest źle ;^;

Od Darknessa C.D Nemain

  - Chodzący przegryw życiowy. - westchnął Viper, wymierzając cios w białą bilę. Jeżeli teraz mu się uda, wygra partyjkę, a czarnowłosy znowu będzie musiał stawiać mu piwo. Od ostatnich kilku miesięcy, Wilkobójcy polepszył się kontakt z dziećmi, a szczególnie z Viperem. Często zdarzało mu się chodzić na bilarda, rzadziej zapraszał go do burdelu, lub na deltowskie turnieje. 
  Czarnowłosy spojrzał zaciekawiony na czarną bilę. Nie trafi, pomyślał,  już moja w tym głowa.
  Viper uderzył w bilę, ale zgodnie z przewidywaniami czarnowłosego, nie trafił. Zdenerwowany brunet przeklął i odłożył kij na bok. Darkness odetchnął z ulgą i sam wymierzył cios w bilę. 
  - I kto tu jest przegrywem? - zapytał, kątem oka spoglądając na swojego syna, który nerwowo chodził w okół stołu.  - Ta laska przypomniała mi o Nemain. W dodatku nosi takie samo imię, jak ona. Przeklęty los. 
  - Ostatnio to ty nie masz szczęścia do kobiet. - zaśmiał się syn Wisielca. - Najpierw zagubiony zacząłeś bawić się w geja, potem nieszczęśliwa miłość Tary, z którą nie wiadomo do końca, co się stało, próba poderwania Kelley, potem to zauroczenie własną uczennicą, a teraz śmierć twojej narzeczonej i jej cudowne "uzdrowienie".
  - To nie była moja narzeczona! - warknął rozdrażniony Wilkobójca. - Nawet jej nie kochałem. 
 Darkoss uderzył w bilę, jednak, podobnie zresztą jak wcześniej Viper, nie zdołał trafić. Miał wygraną pozycję, jednak chłopak zaczął grać mu na nerwach i skutecznie go rozproszył. 
  - Widzę, że nie tylko do zauroczeń nie masz ostatnio szczęścia. - mruknął brunet, strącając ostatnią bilę do dziury. - Stawiasz mi dzisiaj piwo i może jakąś ładną rudowłosą. Chętnie bym się rozerwał. 
  Wisielec rzucił tylko synowi klucze do mieszkania i oddalił się kilka kroków od swojej ulicy. Pozostało mu wrócić na Ziemię, gdzie mógłby zająć się w końcu swoimi trumnami, bo nic innego nie miał już do roboty. Fragonia wyjechała do internatu, Tytania o tej porze zapewne bawiła się na Qan'ratcie, a Anubis poszedł spać do znajomego. 
  Zastanawiając się nad kilkoma nieistotnymi sprawami nawet nie zauważył, kiedy wpadł na młodą kobietę. Tą samą, z którą spotkał się niedawno. Nemain.

Jestem magikiem. Znikłam całą wenę. Slakuś? Nemain?

Od Marco C.D Fragonii

Fragonia wpiła się w usta chłopaka, który odwzajemnił pocałunek kotki. Był on długi i namiętny. Diablo wplótł rękę w brązowe włosy dziewczyny. Marco oderwał się od kotki, aby złapała oddech, po czym znowu zaczęli się całować. Ręka czarnowłosego powędrowała pod bluzkę Corneli. Lekko masował jej jedną pierś. Szybko pozbył się koszulki dziewczyny, która zasłoniła swoje niewielkie krągłości ręką. Marco ponownie dał jej całusa, co ją rozluźniło, po czym zszedł przez szyję do piersi i zaczął jedną z nich ssać, a drugą ugniatać. Fragonia leciutko się wygięła, a jej skóra się napięła pod wpływem dotyku chłopaka. Czarnowłosy zjechał jedna dłonią niżej, pod spodenki małej. Ta pisnęła z przyjemnością.
Diablo pozbył się jej spodni i majteczek, postanowił więc sam się rozebrać. Frago w tym czasie wstała i położyła ukochanego.
-Pozwól, że teraz ja.- powiedziała, po czym zniżyła się i wzięła przyjaciela chłopaka do ust.
Zajmowała się nim najlepiej jak potrafiła, dzięki czemu Diablo zaczął dyszeć. Po paru ruchach postanowił jednak odzyskać kontrolę i położył brązowowłosą na łóżku. Zaczął lizać i nadgryzać jeden z jej sutków, a drugi masować palcami. Wolną ręką zszedł do jej wilgotnej jamki i włożył jednego palca wewnątrz. Poruszał nim. Kotka zaczęła piszczeć, a demon podniósł wzrok, by widzieć jej reakcje. Po chwili przerwał, a nastolatka odwróciła się na brzuszek. Marco powoli w nią wszedł. Zatrzymał się na moment, aby ta się przyzwyczaiła, po czym zaczął się w niej ruszać. Mała wydawała z siebie piski rozkoszy. Po wszystkim poszli spać, a następnego ranka Diablo musiał odwieźć Fragonię do internetu.
(Fragi)

Ostatni Diler (Od Darknessa i Vipera do Yoku)

  Czarnowłosy spojrzał nieufnie na blondynkę, trzymającą dragi w lewej ręce. Majtała nimi przed nosem synalka Alphy, jakby traktowała go jak skorego do zabawy kociaka. Pewno myślała, że brunet zaraz zechce złapać i zabrać jej towar. Niedoczekanie. 
  - Ja wiem, czego chcę. - powiedziała beznamiętnie blondynka, rzucając za siebie torebkę z białym proszkiem. - Umawialiśmy się na 500 trefli, a przyniosłeś mi marne 450. Przeliczyłam dwa razy i dwa razy wyszło mi 450. 
  - Taka jesteś cwana? - zapytał znudzony Wilkobójca, wyciągając spluwę. Wycelował dokładnie w czoło znudzonej blondi. Dziewczyna znudzona przetarła tylko oczy i oparła się o fotel, czekając na dalszy ruch czarnowłosego. Wiedziała dobrze, że nie strzeli.
  - Pieprzona dilerka. - warknął Viper, zaciskając ręce. - Jestem pewien, że umawialiśmy się na 500 i 500 przywieźliśmy. Zwinęłaś kasę i teraz domagasz się reszty? 
  - Mogę już w nią strzelić? Naprawdę mnie korci. - jęknął Wilkobójca, dokładniej celując. 
  Blondynka tylko wzruszyła ramionami. Była zbyt pewna siebie. Albo wiedziała, że Darkness zużył już wcześniej wszystkie naboje, albo gdzieś w ciemności czaili się pozostali, którzy tylko czekali na kolejny ruch Wisielca, aby napaść dwójkę i ich obezwładnić. 
  Z Catelyn nie było tak łatwo. Typ zimnej, wrednej suki, która tylko zgrywała niewinną, słodką blondi. Viper dał mi szybki sygnał. Czarnowłosy uśmiechnął się złośliwie i w ułamku sekundy zmienił się w wilka, po czym skoczył, aby przegryźć krtań młodej. Brunet również dokonał przemiany i złapał walizkę, po czym, nie oglądając się za siebie, wybiegł z pomieszczenia. Biegł prosto, nie zważając na hałasy z tyłu. Skupił się tylko na tym, aby wyjść na zewnątrz. 
  I właśnie wtedy na nią wpadł. Wypuścił walizkę z pyska i wylądował na Youkami, dźwigającej torby. Prawdopodobnie z zakupami. 

Yoku? Wybacz bezsens, długość...

Od Fragonii C.D Marco

  No i kolejny koszmar. Mała obudziła się w środku nocy z płaczem. Marco nie było w pokoju. Prawdopodobnie poszedł do toalety. Była to kolejna pobudka w tym tygodniu w środku nocy. Dziewczynka strasznie trzęsła się z zimna. Szczelniej okryła się kołdrą.
  I w końcu przyszedł. Spoglądał na owiniętą dziewczynkę swoimi szkarłatnymi oczkami. Fragonia pochyliła głowę, ale on nadal nie mógł oderwać od niej wzroku.
  - Dlaczego nie śpisz? - zapytała cichutko Kotka.
  - Nigdy nie słyszałaś o tym, że... demony nie sypiają? - zapytał Marco, udając zaskoczenie.
  Na jego twarzy pojawił się szaleńczy uśmiech. Chłopak usiadł na łóżku dziewczynki. Malutka zaczęła się niepokoić. W jego oczach błyszczała ta dziwna iskierka szaleństwa. Miała wrażenie, że brakuje tylko kilku sekund i czarnowłosy rzuci się na nią. Zmienił formę. Skoczył. (...)

 Dziewczynka krzyknęła, kiedy poczuła czyjąś dłoń na swoim ramieniu. Otworzyła oczy i ujrzała czarnowłosego, który zmartwiony wpatrywał się w nią. To był tylko sen.
  - Malutka, już dobrze. Miałaś koszmary. - powiedział Diablo, głaszcząc po głowie swoją kotkę.
  - O-okej.. - westchnęła. - J-już dobrze. M-muszę się tylko przewietrzyć. J-jutro pojedziemy w końcu d-do tego internatu. - westchnęła.
  Fragonia chciała wstać, jednak czarnowłosy złapał ją za rękę. Prosił o jeszcze jeden dzień. Nie chciał tak szybko rozstawać się z brunetką. Ona również nie chciała go opuszczać, ale tak właśnie musiało być. Marco podniósł się i pocałował ją delikatnie w usta, a ona, nie wiedząc co zrobić, odwzajemniła gest.
   Szepnął tylko ciche: "proszę"i to wystarczyło. Mocniej złapał ją za rękę i przyciągnął jeszcze bliżej do siebie. Malutka go objęła i ponowiła całus. Holmes zaczął bawić się jej brązowymi lokami. Chciał się nią nacieszyć.

<Marco? Wybacz, brak weny?>

Od Enuri do Mroku

Enuri obudziła się wcześnie
Za oknem było jeszcze ciemno.
-Która jest godzina?- pomyślała nagłos, a następnie zerknęła na zegarek. -Dopiero piąta rana..- westchneła, opadając z powrotem na poduszkę.
Dziewczynka wzięła w swoje rączki brązowego królika, którego oczy były zrobione z guziczków.
-Boni, jak myślisz, co będziemy dzisiaj robić?
-Nie wiem Enuś.
-To chodź, ubierzemy się w ubranka do wyjścia.-powiedziała, wyskakując z łóżka i trzymając pluszaka za łapkę.
Podbiegła do szafy i się przebrała, po czym położyła się jeszcze do łóżka. Gdy już za drugim razem się obudziła, była godzina dziesiąta. Mała wyskoczyła z łóżka, wzięła z krzesła swoja małą torebeczkę, po czym wybiegła z pokoju. Skierowała się do głównej sali. Okazało się niestety, że była pusta. Powoli przeszła do następnego pomieszczenia, gdzie wpadła na krukona.
-Przepraszam.
-Pani cię szukała, czeka na ciebie w swoim pokoju.
-Yay, już lecę.
Enuri szybko pobiegła do pokoju swojej Pani, zatrzymała się przed wejściem i zapukała.
-Wejść.
Enu weszła powoli do pokoju Pani, zamykając za sobą drzwi.
-Wzywałaś mnie?-ukłoniła się. Po pomieszczeniu rozbrzmiał dźwięk stukania obcasów o posadzkę. Mroku złapała białowłosa za podbródek i skierował jej twarz tak, by widzieć przerażenie w oczach dziewczynki.
-To, że nie trzymam Cię na łańcuchu, nie oznacza, że masz wolną rękę. Masz przychodzić na każde wezwanie albo wrócisz na uwięź. Zrozumiałaś?!
-Tak Pani.
-To dobrze.-warknęła puszczając małą.
-A teraz chodź tutaj, trzeba cię ukarać, za nieposłuszeństwo.
(MROKU)

Czy to tylko przyzwyczajenie? (Od Darknessa C.D Nemain) [+12]

  Pokochała? Takie dziwki jak one nie mogę kochać. To była suka, która nie widziała nic, poza swoją własną szanowną dupą. Jego wina, że nie potrafiła upilnować dzieciaka? Jego wina, że pchała się do piekła na własne ryzyko, chcąc się z nim zabawić? Jego wina, że została zgwałcona? Nie miał obowiązku jej pilnować, a i tak wystarczająco jej pomógł. Nie chciał już jej więcej widzieć. Pokochała? To było bluźnierstwo i najzwyklejsze w świecie kłamstwo! Nie pozostało mu więc nic innego, jak tylko wrócić wściekły do domu. 
  Musiało minąć kilka dni, zanim zdołał to sobie wszystko od nowa poukładać. Viper zniknął na kilka dni, wmawiając, że znalazł pracę na końcu Qan'rat i zamierza sobie trochę dorobić, a ten nie miał czasu na uganianie się za synem. Tytania wiecznie była zajęta, to pracowała z Razem, to polowała na mutanty. Anubis z kolei wiecznie przesiadywał w swojej pracowni i ważył eliksiry. Fragoni nie było. To właśnie malutkiej tak bardzo mu brakowało. Ale poza nią, tęsknił za kimś jeszcze.
   Jesteś debilem, a ona była suką. Nie myśl o niej. 
  Ale wciąż myślał. Nie wiedział już sam, czy to pożądanie, czy coś zupełnie innego. Nie była też to zwykła tęsknota. Przyzwyczajenie do rudowłosej? 
  Im bardziej chcesz się od tego odciągnąć, tym mocniej o niej myślisz. Przypomnij sobie tą ostatnią, upojną noc z blondynem poznanym w kawiarni. 
  Czarnowłosy uśmiechnął się. Tak. (...)

  Ale nadal nie mógł zapomnieć. Pewnego dnia nie dał rady i jak opętany wrócił do domu Nemain. Zastał ją martwą, w wannie, skąpaną we własnej krwi. Nieśmiało dotknął jej poranionych nadgarstków. Zapach krwi był wręcz paraliżujący i to do tego stopnia, że kaprawe oko czarnowłosego zaświeciło. Skosztował krwi Nemain. W oczach miał łzy. Czyli jednak.

Nemain? Wybacz beznadzieję. ;-;

Chat RPG

W końcu jest wasz upragniony, stęskniony RPG. Otóż czat ten odbędzie się dokładnie za tydzień (21 października) w sobotę i będzie od godziny 20 do 22. 

Zapraszamy!

Zebranie

Akcja dzieje się a apartamentowcu Darknessa w Imperium.
Zebranie to miało dotyczyć członków Watahy Zachodu i WKNu
 Oraz Imperalczyków...
Przedstawiam - rozmowy pokojowe!



Aby przeżyć [...]

Aby przeżyć wystarczy słuchać i wykonywać rozkazy
GODNOŚĆ: Rodzice nazwali ją Enuri, ale głównie przedstawia się jako Enu
STRONNICTWO: Imperalczycy
PŁEĆ: Wadera
ORIENTACJA: Nie interesowała się jeszcze tym.
WIEK: Niecałe 12 lat
RASA: wilkołaki
SYMPATIA: ni ma
 

RODZINA: Jej rodzicieli zabiła Pani Mroku i teraz jest pod jej władzą.
CHARAKTER: Enuri jest paczką pełną niespodzianek. Raz jest miła, uśmiechnięta, raz ponura, a następnie wredna. Przez te lata spędzone pod „opiekom” Mroku nauczyła się wykonywać polecenia swojej Pani. Przez bycie w samotności mimo swojego wieku ma bardzo mocną wyobraźnię. Enu przez to, że większość czasu przebywa w niewoli, nauczyła się słuchać rozkazów swojej Pani, ale wbrew pozorom potrafi zaskoczyć czasem nawet swojego „właściciela". Potrafi być chytra i szczera do bólu. Tak naprawdę nie znosi być poniżana. Jest waleczna, więc mimo to, nawet niektóre krukony trzymają się przy niej z daleko.
ŻYWIOŁY: Wyobraźnia
MOCE:
  • - wprowadzenie świata marzeń w świat realny.
  • - Marionetki
  • - Misoki- Odporność na daną ilość bólu, a opętanie jest niemożliwe.
  • Trejn and brayt- Odporność na trucizny. Jest jeden minus - skutkiem tej mocy jest kręcenie, się w głowie. 
  • Caracas - moc pozwala przyciągać do siebie dowolny przedmiot.
MOC SPECJALNA:
  • Lisia męka- Ta moc wywołuje mgłę, której nikt nie powstrzyma oprócz osoby, która ją wywołała, u każdego osobnika ma różny wpływ np.: u jednych może być osłabienie, iluzje, bezdech itd. Może zaatakować wszystkich albo tylko wroga, max 60km.
ZAINTERESOWANIA/TALENTY: Zainteresowania: wszystko po trochu. Talent: nauczyła się żaglować. Dobrze się wspina i umie walczyć. Lubi sobie nucic i malowac.
HISTORIA: Enuri urodziła się w WKNie, znana jest każdemu członkowi w swojej watasze. Po jej czwartych urodzinach została porwana wraz ze swoimi rodzicami przez sługusów Mroku. Mroku zabiła rodziców, ponieważ nie chcieli być jej podlegli. Co do Enuri, Mroku chciała, by ja opętali, ale wszelki starania szły na marne. Od tamtej pory wykonuje prawie wszystkie rozkazy władcy Mroku.
Czasem się zastanawiała i podejmowała próby ucieczki ale nigdy jej się nie udało. Jest ciekawa czy kiedykolwiek stąd zostanie uwolniona.
LOKALIZACJA: Imerium
TOWARZYSZ: Boni, jej pluszowy królik.
CHAT: Kyu/Kyuubi
EKWIPUNEK: 2340 trefli, 2 diamenty
Siła:475 Szybkość:465 Zwinność:475 Moc:470 
Technika:475 Równowaga:475 Zręczność:480 Ukrycie:490

Rodzina inna niż wszystkie (Od Vipera C.D Hikaru)

  Chłopak westchnął ciężko, oczekując jakichkolwiek wiadomości. Zachował się jak debil, owszem, tym bardziej, że był lekarzem, a mimo wszystko wolał oddać Hikaru w ręce zupełnie obcych ludzi, by ci odebrali poród. Obiecał, że nic nie powie ojcu i namówi rudowłosą na oddanie malutkiej do domu dziecka. Nie mógł być ojcem. Nie nadawał się do tego.
  Stchórzył. Wielki Perseusz ze sławnej rodzinki Rivers stchórzył. Wychował smoka, walczył ze swoją demoniczną siostrą. Był dziedzicem tronu. A mimo to przerażał go fakt zostania ojcem, mimo iż... tak naprawdę już nim był. A może Fire nigdy nie była dla niego prawdziwą córką? Może to była tylko przyjaciółka, a na początku... zwierzak? 
  W końcu pielęgniarka z uśmiechem na ustach zaprosiła go do pokoju Hikaru. Na usta chłopaka wpełzł nerwowy uśmieszek. Hikaru najwyraźniej po tej całej akcji urwie mu oba jądra. Tylko ona byłaby na tyle brutalna. Na samą myśl spotkania ze świeżo upieczoną matką, chłopakowi zrobiło się niedobrze. W końcu jednak chłopak musiał stawić czoło szarej rzeczywistości. Zapukał do drzwi. Dobrze, że chociaż pojechał do kwiaciarni po jakiś drobny upominek. 
  — Um.... czy... — chłopak tylko wychylił głowę, kiedy Hikaru cisnęła w niego kubkiem sąsiadującej kobiety z napisem "Najlepsza mama". 
   Viper w ostatniej chwili zdołał zrobić unik. Kubek rozbił się o ścianę. Była wściekła. Viper tylko cichutko pisnął i wystawił nieśmiało rękę z kwiatami. Albo rudowłosa nie miała już w niego czym rzucać, albo faktycznie widok róż ją uspokoił. Chłopak jednak obstawiał tą pierwszą opcję.
   — Błagam, nie bij, nie odcinaj mi jąder, nie zabijaj mentalnie, nie wyrywaj kończyn, chcę tylko zobaczyć twojego... naszego dzieciaka. — mruknął chłopak, wychylając się cały z ukrycia.
  Hikaru w szpitalnej piżamie trzymała na rękach malutkie zawiniątko. Brunet nieśmiało podszedł do niej, aby zobaczyć swojego dzieciaka. Spojrzał zdziwiony na wilczą mordkę furry. Jedno trzeba jednak było przyznać. Dziewczynka naprawdę była urocza, pomimo swojego nietypowego wyglądu. 
  — To co teraz? — zapytała Hikaru całkiem poważnie, wpatrując się beznamiętnie w dziewczynkę. 
 — Będziesz nieźle wkurwiona, ale... Zostawmy ją. Zrobiliśmy błąd, teraz będziemy płacić. Najbardziej przeraża mnie reakcja ojca, który niedługo dowie się o tym, że został oficjalnie dziadkiem. 
 — Okej. W sumie... mała jest... podobna do mnie. Znaczy, do mojej wilczej formy... — westchnęła, tuląc malutką. 
  Viper poprosił ją, aby podała mu dziewczynkę. Furry nie było rzadkim zjawiskiem w Imperium, dlatego też rudowłosa nie miała problemów z lekarzami. Brunet jeszcze raz, dokładnie przyjrzał się swojemu potomkowi. 
  Rudowłosa poinformowała go o tym, że zamierza udać się do toalety. Jak na złość, kiedy tylko jego laska odeszła, malec zaczął domagać się jedzenia. Zdezorientowany Viper nie wiedział, czy wezwać pielęgniarki, czy zawołać Hikaru, czy sam musi załatwić mleko. Po chwili do pokoju weszła Fire z przygotowanym dla dziecka mlekiem. A w każdym razie to coś wyglądało jak mleko.
  — DAJ! — Viper nie czekając na jakąkolwiek reakcję dziewczyny złapał za butelkę i włożył ją do ust malutkiej, która natychmiast zaczęła je pić.
  — V..vi..
  Fire nie zdążyła nawet wyrwać mu butelki. Jęknęła tylko, kiedy chłopak oddał jej dumny puste naczynie. Gdyby tylko on wiedział, co jej podał...

[Hikaru? Córeczko? Kto pierwszy, ten lepszy.~  "Viper się okocił" ~ Tyks2k17]

Od Valory "Melanż" cz. 2

Jakiś czas po połknięciu przez Valory magicznej tabletki dziewczyna zaczęła odczuwać jej magiczne działanie. Spoglądała oszołomiona swoimi rozszerzonymi oczyma na otaczający ją świat, na bawiących się przy głośnej, elektronicznej muzyce ludzi. Na też chciała się bawić. Czuła, jak przeszywają ją dźwięki muzyki, jak wstępują w jej ciało i umysł. Tańczyła. To nie ona tańczyła, tylko muzyka, która w nią wstąpiła. Dziewczyna czuła się jak gwiazda, czuła, że wszyscy na nią patrzą.
W rzeczywistości nikt się na nią nie patrzał, każdy był zajęty sobą. Jedni pili, inni jarali zioło, a jeszcze inni niczym Valory tańczyli w narkotycznym szale czując się gwiazdami dzisiejszego wieczoru.
Val czuła jak każdy jeden dźwięk porusza jej ciałem. Muzyka nie była zbyt skomplikowana, było to tylko parę dźwięków następujących po sobie ciągle od nowa. Ale dla imprezowiczów była to najlepsza muzyka jak istnieje. Wszystko dzięki esctazom. Chyba nie było osoby, prócz dealera, który musiał być trzeźwy, żeby móc sprzedawać innym magiczne tabletki, która nie wzięła tego narkotyku.
Minęła jedna godzina, dwie, trzy, a Val dalej miała energie by tańczyć. Patrzyła się tempo w jedno miejsce swoimi wybałuszonymi oczami i powtarzała ciągle od nowa te same ruchy.
W pewnym momencie podszedł do niej diler, od którego kupiła magiczną tabletkę.
- Jak ci się podoba impreza? - uśmiechnął się do niej.
- Jest zaje.biście! Kocham imprezować! - powiedziała Valory nienaturalnie szczęśliwym głosem.
Dealer zaśmiał się i zaczął tańczyć razem z dziewczyną.
- Przyszłaś tu z jakąś inną dziewczyną. Rozdzieliłyście się?
- Nie obchodzi mnie, co ona robi i gdzie jest. Chcę się po prostu bawić!
- A może zabawisz się razem ze mną, jak już trochę wytrzeźwiejesz? - uśmiechnął się chłopak i złapał dziewczynę za tyłek. Wiedział, że jest tak naćpana, że nie odmówi, wiedział, że jest już jego. Chłopak napalił się na nią i to bardzo.
Valory uśmiechnęła się objęła go i zaczęła go namiętnie całować.
- Rozumiem, że się zgadzasz?
- Wiadomo.

Od Akali C.D KTS Simon

Był wczesny ranek, słońce jeszcze nie wyłoniło się znad lasu, który rósł jakiś kilometr od domku Akali. Niebo na wschodzie przybrało odcienie różu i fioletu, ale od zachodu miało jeszcze odcień ciemnego granatu.
Akali powolutku wybudzała się z głębokiego snu. Blondynka próbowała sobie przypomnieć, co dokładnie jej się śniło, ale nie była w stanie. Pamiętała tylko, że w śnie spędzała czas ze swoim nowym kolegą Simonem i sen ten należał do miłych snów. Akali przewróciła się na drugi bok, ale nie mogła ponownie zasnąć, więc postanowiła po cichu się ubrać się i przygotować śniadanie.
Wybrała z szafy długą do ziemi sukienkę w czarnym kolorze z haftowanymi czerwonymi różyczkami. Była to jedna z najlepszych sukni, które uszyła i nie ubierała jej na co dzień. Akali poszła ubrać suknię i uczesać włosy.
Kiedy wyszła spojrzała, czy Simon dalej śpi. Spał jeszcze. Akali zobaczyła, że kocyk, który dała mu do przykrycia lekko się z niego zsunął i dziewczyna delikatnie, żeby nie obudzić swojego gościa, poprawiła kocyk. Nie chciała przecież, żeby Simonowi było zimno. Uśmiechnęła się do niego, chociaż wiedziała, że śpi i tego nie zobaczy.
Dziewczyna poszła do kuchni przygotować coś do jedzenia. Nie miała zbyt wielu produktów spożywczych, pieniądze przeznaczone na nie wydawała raczej na narkotyki. Zawsze przecież mogła upolować sobie jakieś małe stworzenie. A po narkotykach i tak nie potrzebowała jeść przez kilka dni. Udało jej się jednak znaleźć produkty potrzebne do zrobienia naleśników i bitą śmietanę. Bita śmietana zawsze była u niej w domu, gdyż dziewczyna po prostu kochała ją jeść.
Jakiś czas później wstał Simon. Kiedy tylko Akali usłyszała, że chłopak wstał przyszła do salonu.
- Hej – przywitał się chłopak z właścicielką domu.
- Hej – odpowiedziała Akali. - Wstała trochę wcześniej i przygotowałam śniadanie. Mam nadzieję, że lubisz naleśniki.
- Jasne, że lubię - uśmiechnął się Simon.
Akali i Simon poszli do kuchni, gdzie już czekały przygotowane przez Akali naleśniki. Usiedli przy stole, a Akali uśmiechnęła się do chłopaka i podsunęła w jego stronę butelkę z bitą śmietaną. Kiedy zjedli chłopak podziękował Akali za jedzenie. Nadszedł czas rozstania. Akali nie chciała, żeby to kiedykolwiek nastąpiło. Simon był jedną osobą z którą mogła porozmawiać, poza jej bratem, od czasu śmierci jej kolegów.

Od Shadow'a "Zły czas" C.D Nixie, Tytania +12

*Kilka miesięcy po podbiciu Imperium przez Mroku*
Na najwyższym piętrze budynku odbywało się jakieś zebranie. Nixie weszła do pokoju, by obudzić czarnowłosego. Zaczęła go szturchać, a gdy to nie zadziałało- lekko go spoliczkowała.
Chłopak zsunął się z łóżka i położył się na podłodze.
-Proszę, daj mi jeszcze chwile pospać. -Powiedział zakrywając twarz poduszką.
-Nie, pani Mroku prosi cię, byś się zaraz zjawił. Chce z tobą porozmawiać.
-Powiedz jej, że...
-Chce Cię w tej chwili. Ubieraj się i chodź. -powiedziała, po czym wyszła z pokoju.
Shadow niechętnie założył uniform. Poszedł na górę, gdzie dostrzegł pani Mroku która krążyła po pomieszczeniu, trzymając w ręku sztylet. Cień był już przyszykowany na najgorsze.
-Dłużej się nie dało? Zebranie się już skończyło.
-Przepraszam, to się nie powtórzy. -powiedział kłaniając się.-Ech, trudno. -warknęła. -Mam dla ciebie inne zadanie. Uzyskaj dla mnie serce czarta. I nie, nie musisz za nim lecieć na Spatium. Jeden przedostał się przez portal i krąży po stolicy. Lepiej módl się, abyś je zdobył, bo wiesz, co w innym wypadku będzie.
-Tak Pani. -czarnowłosy jeszcze raz ukłonił się i odszedł.
Chłopak zabrał potrzebne rzeczy z pokoju. Wyszedł z budynku, cicho klnąc.
-Pomyśleć, że miałem mieć dzisiaj dzień wolny, ale nie, bo zawsze muszą mnie po coś wysłać.
*Jeb* Kawałek dachu wieżowca zleciał i uderzył w ziemię z dużą siłą, krusząc spory kawałek asfaltu. Mężczyzna spojrzał w górę. Dostrzegł coś dużego oraz szybkiego, skaczącego po dachach. Shadi uśmiechnął się i pobiegł za nim na szczyt budynku. Stwór był zbyt bystry, nie dało się go łatwo dogonić, zwłaszcza na takiej wysokości. Chłopak postanowił go trochę spowolnić,  strzelając mu z pistoletu w nogę. Potwór ryknął i natychmiast się odwrócił. Cień wyciągnął sztylet. Zaczął powoli podchodzić do czarta. Demon wściekł się, zaczął szarżować. Shadow skoczył mu na plecy, złapał za rogi i spróbował skręcić mu kark. Potwór zaczął się miotać, by zrzucić siebie przeciwnika, ale potknął się o krawędź dachu i oboje zlecieli w dół do starej, zniszczonej alejki. Rozległ się głośny dźwięk łamiących się kości. Prawdopodobnie zwierz połamał sobie kręgosłup podczas upadku. Shadi podniósł się z niego i przyjął postać wilka, by następnie rozpruć mu pazurami klatkę piersiową. Stwór ryknął z bólu i próbował jakoś wstać, był jednak zbyt osłabiony przez obrażenia. Wilk wgryzł mu się w gardło, by go szybciej zabić i w spokoju wyciąć potrzebny organ.
-Nareszcie, jesteś moje. -powiedział, wyjmując serce.
Nagle coś zaczęło warczeć.  Zza rogu wyskoczyła biała wadera.
-Proszę, kogo my tu mamy? Dawny sługa Darknessa?
-Kim...
-Zamknij się zdrajco! Nie odpuszczę ci zdrady ani zabicia mojego celu! -warknęła i rzuciła się z pazurami na Shada.
Zaczęła się bijatyka. Tytania wgryzła się w ciało basiora. Nagle uspokoiła się jednak, po czym padła nieprzytomna na ziemię. Shadow wstał i zauważył, że w jej szyi znajduje się jakaś strzałka.
-Chwili beze mnie nie wytrzymasz? -zaśmiała się Nixie, patrząc z dachu.
-Aż się cieszę, że Cię widzę. Czy ty ją...
-Zabiłam? Nie. To strzałka usypiająca, za jakiś czas się obudzi. -mruknęła i zeszła na dół. -Z resztą, zabicie jej mogłoby wywołać wojnę.
-Czemu?
-To Tytania, córka Alfy Karmazynowej Nocy.
-No to co z nią robimy?
-Niedaleko jest hotel, może zostawimy tam ją do czasu, aż się obudzi?
Chłopak przytaknął i wziął waderę na plecy.
*Pół godziny później w hotelu*
Nixie z Shadem siedzieli na kanapie i oglądali horror. Dziewczyna zauważyła, że wadera nie śpi i się na nich patrzy.
-...
~Nixie, Tytania?

Źle czy dobrze, okaże się później. [...]

..Ale trzeba działać, śmiało chwytać życie za grzywę. Wierz mi, malutka, żałuje się wyłącznie bezczynności, niezdecydowania, wahania. Czynów i decyzji, choć niekiedy przynoszą smutek i żal, nie żałuje się.
 
[Hioshiru-alter]
GODNOŚĆ: Peruna Rivers-White. Pieszczotliwie jest nazywana Percią.
PRZYNALEŻNOŚĆ: Wataha Karmazynowej Nocy
PŁEĆ: Wadera/dziewczyna
ORIENTACJA: Jest jeszcze dzieckiem, ale można już stwierdzić, że jest heteroseksualna.
WIEK: Młoda ma dopiero dziesięć lat, a więc wszystko jeszcze przed nią. Prawdopodobnie jest nieśmiertelna, tak jak jej rodzice.
RASA: Anthro. Ma możliwość przemiany z wilczej w pół-ludzką formę, w której jej wygląd lekko się różni.
SYMPATIA: Śpieszy jej się, ale nic nie poradzi na to, że jest za młoda na jakiekolwiek związki.
RODZINA: Matka Hikaru White, ojciec Perseusz Rivers i dziadek od strony ojca Darkness. Ma też przybraną siostrę, Fire. Reszty "rodziny" jeszcze nie poznała.
STANOWISKO: Ścieżka rozwoju - rycerz.
CHARAKTER: Już w tym wczesnym wieku można zauważyć pierwsze cechy Peruny. Przede wszystkim jest bardzo samodzielna. Nie lubi być wyręczana, a każde zadanie ciągnie do samego końca, więc można rzec, że jest wytrwała. Raczej nie da się jej zaliczyć do altruistów, ale jeśli nie widzi w danej sytuacji zagrożenia dla siebie, pierwsza podbiegnie, aby cię podnieść. Bardzo chciałaby być idealna, dobra i uczciwa i taka też stara się być, ale często kończy się jedynie na gadaniu. Jeśli mowa o gadaniu - mała to ogromna gaduła. Momentami potrafi mówić długo bez zaczerpnięcia powietrza, po prostu pytluje językiem jak profesjonalista. Często mówią jej, że ma się zamknąć, co przychodzi jej z trudem. Nie umie długo utrzymać języka za zębami, a jeśli milczy przez pół dnia wiedz, ze coś złego się dzieje. Jest bardzo odważna - czasami nawet głupio odważna. Potrafiłaby poświęcić się dla swojej rodziny i przyjaciół, którym jest niezwykle oddana. Na razie jednak (ponieważ dopiero trenuje), poświęcenie życia w obronie bliskich byłoby czystą głupotą. Mimo swojej dziecięcej ciekawości otaczającego ją świata i bycia natrętnym cieniem, dziewczyna z pewnością z tego wyrośnie i kto wie, może spełni swoje marzenie?
APARYCJA: Percia w swojej oryginalnej, wilczej postaci jest małą waderą o półdługim futerku koloru kremowego - aczkolwiek ubarwienie sierści może zmienić w zależności od padania światła. Ma proporcjonalne uszy oraz krótki pyszczek zakończony czarnym nosem. Jej ogon jest natomiast dość długi, z białą końcówką. Oczy mają okrągłe źrenice i tęczówki koloru złota.
W postaci Anthro jej futerko jest krótsze, ale za to miękkie, miększe niż papier Velvet i gładkie jak aksamit. Jak na dziecię jest wysoka (metr sześćdziesiąt) i ma *ekhem* bardzo kobiece kształty. Wprawdzie piersi jeszcze są małe (no bo to dziesięcioletnia dziewczynka!), ale niejeden osobnik oglądnął się za nią na ulicy. Posiada krótki, lekko zaokrąglony pyszczek, brązowy nosek i złoto-pomarańczowe oczy. Ogon długi, puszysty, o kolorze czekolady z kremowym wzorkiem i końcówką. W formie Anthro posiada też ptasie skrzydła o brązowo-białych piórach.
ŻYWIOŁY: Ogień, krew, natura.
 MOCE:  
* Ogniki - waderka umie stworzyć małe płomyki otaczające ją i oświetlające drogę. Nie są one widzialne ani wyczuwalne dla innych osobników, więc mało kto wie o tej umiejętności.
* Uzdrowienie - przy pomocy żywiołu krwi i natury potrafi usunąć drobne rany, czasem również te większe, ale wymaga to dużego pokładu energii. Peruna może też usuwać stany otumanienia, ogłuszenia etc.
* Ognista tarcza - Jeśli wymaga tego sytuacja, młoda może utworzyć barierę z ognia, która osłania ją i sojuszników. Tarcza jest odporna na wszelką broń i magię, jednak zneutralizować ją może woda. Po "ugaszeniu" można rozbić tarczę. Wystarczy po prostu mocny atak fizyczny.
Innych mocy jeszcze nie odkryła.
ZAINTERESOWANIA/TALENTY: Peruna czuje się dobrze w wodzie i uwielbia pływać. Może wydawać się to dziwne, ale jednak weekend bez wypadu nad jakiś zbiornik wody uważa za stracony. Jest świetną pływaczką. W dodatku uwielbia latanie pod wszelką postacią - zarówno na własnych skrzydłach, jak i podróże na statkach. To pierwsze, dzięki codziennym lotom opanowała prawie do perfekcji, jeśli natomiast chodzi o to drugie, to zdarza jej się rzadko i traktuje to raczej jako hobby, aniżeli rzecz przydatną w życiu.  Lubi też ekstremalne sytuacje, choć się do tego nie przyznaje. W wolnym czasie lubi czytać książki, pod warunkiem że są przepełnione akcją, bitwami i innymi aspektami z życia średniowiecznego rycerza.
MOC SPECJALNA: Jeszcze nie odkryta.
LOKALIZACJA: Mieszka jeszcze z rodzicami, w Vao- Rax.
EKWIPUNEK:
  • 200 trefli
  • Talizman w kształcie klepsydry - waderka nosi go cały czas i jest do niego bardzo przywiązana. Podczas używania mocy wisiorek zaczyna świecić. Poza tym jednak chyba nie ma żadnych magicznych zdolności.
INNE:
  • Często wystawia język, kiedy się na czymś skupia;
  • Lubi wszelką ekstremę;
  • Boi się swojego dziadka, ale się do tego nie przyznaje;
  • Przez pewien okres w swym życiu była rozdarta pomiędzy wybraniem ścieżki posłańca a rycerza. Zdecydowała się jednak na to drugie i nie żałuje swojej decyzji;
  • Mimo iż sama szkoli się w "zawodzie" typowym dla mężczyzn, nie popiera tego, aby dziewczyny zasilały szeregi armii;
  • Lubi mięso i ciężko jej przełknąć zielsko. Lubuje się też w jajkach, rybach i miodzie;
  • Kocha średniowiecze. Uwielbia o nim czytać i tak ją to wciągnęło, że wie bardzo dużo na ten temat - więcej, niż o historii własnego kraju;
  • Wbrew pozorom lubi jeść. Ma jednak dobrą przemianę materii, a i po słodycze sięga rzadko (czyt. kiedy jej pozwolą);
  • Jako niemowlę wypiła przypadkowo eliksir postarzania (czy coś w tym guście), przez co nagle podrosła.
CHAT: Percia [Shoutbox], Peruna Arkadia [Skype], Ziemniaczek [Discord], MilordZiemniaczek..../ZacnyZiemniaczek... [Xat] (często zmieniam ciąg dalszy nicku, czyli miejsce kropek)  
Siła - 501 Szybkość - 810 Zwinność - 445 Moc - 466
Technika - 105 Równowaga - 230 Zręczność - 200 Ukrycie - 243

Od Hikaru c.d. Viper

- NIE NIE NIE NIE NIE NIE NIE NIE -jęczała Hikaru siedząc w łazience.
Viper przekrecił się leniwie na kanapie i sięgnął bo chrupka serowego z paczki leżącej na stoliku obok. Rzucił obojętne spojrzenie w kierunku drzwi łazienki.
- Pali się? - mruknął ironicznie i zaczął chrupać kolejnego czipsa.
- Gorzej.
Viper poprawił sobie poduszkę pod głową i przysunął bliżej paczkę chrupków.
- Papier ci się skończył?  Mam ci przynieść nową rolkę? 
Hikaru wyszła cała blada z łazienki.
- Będziesz mieć bahora - jęknęła czerwonowłosa. Viper spojrzał na nią przerażony. Zamrugała oczami i otworzył usta ze zdziwienia. - Zrobiłam test - powiedziała i zamachała nim przed twarzą chłopaka.
Wtem, z impetem otworzyły się drzwi pokoju Fire. Dziewczyna wypadła na korytarz z szerokim uśmiechem na twarzy. Wyglądała na nieźle podjaraną.
- Będę mieć siostrzyczkę?! - krzyknęła, patrząc to no Vipera, to na Hikaru.
Chłopak leżał oszołomiony na kanapie i mruczał coś pod nosem. Czerwonowłosa spojrzała na niego z niezadowoleniem.
- Fire przeżyliśmy, to i drugiego dzieciaka możemy mieć - mruknęła Hikaru wywracając oczyma. Następnie obróciła się w stronę Fire. - Zacznijmy od tego, że to może być i dziewczynka i chłopiec, więc mamy loterie.
Viper kiwał się przerażony na kanapie i opychał się chrupkami, Hikaru trochę mu się nie dziwiła - Fire była bardzo samodzielna, a nowy dzieciak mógł być kompletnym idiotą. Wreszcie Viper wstał z kanapy i podszedł do Hikaru.
- Jeśli tylko spróbujesz mnie uderzyć w brzuch, żeby się tego pozbyć, to gwarantuje, że wrzucę cie przez okno - syknęła Hikaru ostrzegawczo i zmierzyła chłopaka wzrokiem.
Viper podszedł bliżej i zaczął szeptać do ucha czerwonowłosej. Ta szybko pokręciła głową.
- Nie, nie, nie. Po tym mogą być powikłania, a ja nie mam zamiaru złapać jakiegoś syfu. Dzieciak zostaje.
Fire spojrzała na Vipera.
- Chciałeś wyskrobać moją siostrzyczkę?!
Viper uśmiechnął się niezręcznie i podrapał po karku. Fire pokręciła głową z niezadowoleniem.
- O nie, ja chcę mieć siostrzyczkę i ją dostanę.
Hikaru zaśmiała się w duchu. Fire nie była już ośmioletnim dzieciakiem, a dorosłą dziewczyną, ale na wieść o dość nieplanowanym rodzeństwie, zaczęła cieszyć się jak głupia. Chyba po prostu nigdy nie miała dużo do czynienia z małym, irytującym pasożytem. Właściwie, gdyby nie obawa, że zaraz się jakimś HIVem czy innym cholerstwem, to czerwonowłosa w ciągu tygodnia pozbyłaby się niespodziewanego kłopotu. Ale cóż, chyba czas być choć trochę dojrzałym.
<Tyks? Ziemniaczku?>


Od Dorina C.D Sarah

Chłopak nie był ani trochę zmęczony długą wędrówką, może był trochę rozdrażniony, ale to i tak wynikało z kolejnych bezsensownych odwiedzin Imperium, na których nie dowiedział się niczego nowego. Bardzo nie lubił odwiedzać podwładnych Mroku, ale musiał to robić gdyż chciał być na bieżąco z wiadomościami o czynach demonów. Znowu tylko jedno hasło rzucało się w oczy "eksperymenty". Nie wierzył, że ludzie chcą zmieszać swoją krew z nimi, z wilkołakami, mutantami... Cieszył się, że on jeszcze trawił do niewoli, a nie do jakiegoś eksperymentu. To było by gorsze niż śmierć, w sumie widmo końca własnej egzystencji jakoś pocieszało Dorina. Poprawił rękawiczki na dłoniach, tylko ten niewielki kawałek materiału chronił go od niszczenia wszystkiego co dotknie. Po tak długim czasie nawet nie pamiętał faktury papieru, liści... Nie pamiętał jak to jest dotknąć coś bez strachu, że zaraz spłonie. Rozejrzał się dookoła niewidzącym wzrokiem, nie zauważył nic co by odbiegało od normy, bo niczego takiego też się nie spodziewał. Poczuł tylko słodki zapach krwi, ale nie było to nic nadzwyczajnego. Pewnie znowu ktoś z Watahy Zachodu polował na jego terenach. Jego terenach? Z tą częstotliwością z jaką tu był na pewno nic tutaj nie można było nazwać jego, chociaż może były to tereny watahy? Czy on w ogóle do nich należał? Dorin zmarszczył zabawnie nos. Chyba można powiedzieć, że tak, ale w sumie nigdy nie został oficjalnie do niej przyjęty... Raczej po prostu egzystowali w swoim towarzystwie, a chata chłopaka stała otwarta dla każdego członka Watahy Zachodu. Oczywiście i tak prawie nigdy go tam nie było, ale jak już się tam zjawiał nie miał nic przeciwko. Porzucił przemyślenia i zagłębił się w ciszy. Była taka błoga i relaksująca w porównaniu z hałasem Imperium... Coś jednak przeszkodziło mu w delektowaniu się tą ciszą. Pewna złamana przez kogoś gałązka. Odwrócił szybko głowę, a jego ręka podświadomie wylądowała na głowicy miecza. Nie zobaczył nikogo, ale może po prostu ktoś potrafił dobrze się ukrywać.

— Wiem, że tam jesteś! — rzucił obojętnie w na pozór pustą przestrzeń.

Nie spodziewał się żadnej reakcji, po prostu chciał się upewnić, że to było tylko jakieś dzikie zwierzę. Zdziwił się jednak bardzo gdy zobaczył, że zza drzew wychodzi jakaś postać, jednakże jego twarz nadal pozostawała całkowicie obojętna. Przyjrzał się nieznajomej gdyż okazało się, że była kobietą. Nie kojarzył jej. Czyżby nowy nabytek Watahy Zachodu? Szybko taksował ją wzrokiem, ona również wydawała mu się lekko zdziwiona albo też zaciekawiona. Długie, ciemne włosy opadały na jej niewinną twarz, ale chłopak wiedział, że w tych czasach nawet urocze niemowlaki potrafią zabić. Fiołkowe oczy również na niego spoglądały spod gęstych rzęs. Dziewczynę, na oko dwudziestoparo latenia, nadal lekko skrywały niskie krzewy. Chłopak milczał i czekał aż niewiasta wreszcie coś powie albo przynajmniej odejdzie z okolic jego chaty. Niezręczna cisza zaległa nad dwoma postaciami.

(Sarah?)

"Demon kazał walczyć" (Od Tytanii do Shadowa)

  Altari przeklną pod nosem i pokazał mi swoje świeżo nabyte rany, z których jeszcze sączyła się krew. Tytania delikatnie przejechała palcem po jednej z jego kresek. Mężczyzna syknął, a czarnowłosa mimowolnie się uśmiechnęła. 
   — Zadarłeś z niewłaściwym demonem, jednak jeżeli tak bardzo ci zależy, postaram się go wytropić i zabić. I tak masz szczęście, że nie był to wielki M. Być może nawet nie przeżyłbyś z nim spotkania. 
   — Tak tak, już nie gadaj tyle. — warknął przez zęby mężczyzna, zasłaniając swoje przedramię.  — Zrób to po starej znajomości. Zależy mi, żeby ten potwór nigdy więcej nie pojawił mi się w tych stronach. Abym nigdy więcej już go nie oglądał. Żywego. 
  Tytania westchnęła smutno. Altari nie raz uratował jej dupę, kiedy ta uciekała przed krukonami, a w dodatku był jej cennym informatorem. I jedynym dobrym znajomym w Imperium. Za to bardzo cennym. Miał wiele sojuszników w podziemiach. Miał jednak jedną, znaczącą wadę. Był zbyt przewrażliwiony. Równie dobrze mógł go podrapać zwykły kotek, a ten zacząłby wyzywać go od diabłów. Tym razem jednak nie przeginał. 
  Wadera już kiedyś widziała bardzo podobne ślady. Ostatnio nawet krążyły plotki o opętanym zwierzęciu, które atakowała mieszkańców stolicy. Ponoć przybył z jej zamku. Być może była to prawda, gdyż w Rivangoth byli przetrzymywani więźniowie. Większość z nich to były demony, bądź widma. Nieliczni to ludzie, którzy przekroczyli tereny Watahy Karmazynowej Nocy. 
  — Zobaczę, co da się zrobić. — mruknęła ni to do chłopaka, ni to do siebie. — Daj mi tydzień, na wytropienie tej bestii. Jestem pewna, że czart dobrze się ukrywa i łatwo nie będzie go znaleźć. 
  — Tydzień?! — brunet lekko się przeraził, jednak po chwili jego wina znowu zaczął grać faceta obojętnego. — A jeżeli za dodatkową opłatą wytropisz go dla mnie o wiele szybciej?
   Tiffany skrzywiła się i już zamierzała coś powiedzieć, że odmawia, jednak słowa ugrzęzły jej w gardle. No tak, pieniądze. Nie ukrywała, że przydałyby jej się kolejne trefle. 
  Nawet nie wiedziała, że tak łatwo da się namówić prośbą mężczyzny. W rzeczywistości mogłaby faktycznie wziąć się już teraz, jednak przez ostatnie problemy na Spatium była potrzebna akurat w swoim królestwie i nie zamierzała przebywać w stolicy dłużej, niż to konieczne. Za taką sumę jednak była w stanie wytropić tego potwora. Miała gdzieś losy ludzi. Tutaj po prostu chodziło o kasę. 
  I wreszcie to poczuła. Okropny smród, dochodzący z ciemniejszego zaułka, niedaleko domu mężczyzny. Nie miała przy sobie broni. Jedyną jej osłoną była wilcza sierść oraz pazury. Zaatakować teraz, czy poczekać? 
  Dopiero potem zdała sobie sprawę, że jednak nie miała wyboru. Usłyszała bowiem przeraźliwy ryk za rogiem. Był to odgłos bestii, która konała w okropnych męczarniach. Tytania pobiegła w tamtą stronę i spotkała jego. Zdrajca. Czarny wilk, "dosiadający" z ogromnym trudem czarta.  Tytania warknęła i poczuła, jak budzi się w niej ta nienawiść. Zdrajca. Chciał zabrać JEJ bestię.

(Miało być do Alexa, ale uznałam, że bym się wstydziła, bo w końcu pisze długie opki, no i tak padło na Ciebie. Shadow? :3)

Od Sarah do Dorina

Właśnie wyszłam z cmentarza i kierowałam się do siostry. Drogę do przebycia miałam długą, ale z drugiej strony moja dodatkowa szybkość ułatwiła mi sytuacje. Przemieniłam się w wilka i zaczęłam biec w stronę Watahy Zachodu. Biegłam przez góry, lasy, rzeki, a zmęczenia nie odczuwałam. Czułam się wtedy wolna. Robiłam sobie co jakiś czas przerwy by zregenerować siły, a po tem znów ruszałam w drogę. Zbliżałam się do granic jej terenu gdy poczułam lekką woń słodkiej krwi unoszącą się po lesie. Nagle poczułam głód spowodowany dawno nie spożywanym pokarmem. Zaczęłam powoli się zatrzymywać aż w końcu stanęłam i węszyłam okolice. Gdy złapałam trop ruszyłam w jego kierunku biegiem. Czułam się coraz gorzej, chodź potrafiłam jeszcze opanować moje potrzeby. W końcu znalazłam się naprzeciw nieznajomemu. Szybko ukryłam się przed jego spojrzeniem i myślałam że mnie nie zauważył, gdyż szedł dalej. Jego białe włosy powiewały na delikatnym wietrze a ciało poruszało się zgrabnie i cicho. Przemieniłam się i ruszyłam za nim, zaciekawiona gdzie zmierza.
 ~~PS. Sory że takie krótkie ale nie miałam jak zacząć :p

Więźniowie (Od Persefony do kogokolwiek)

(Jeżeli nikt nie odpisze w ciągu tygodnia, pomęczę wylosowanego przeze mnie bohatera, także nie czujcie się bezpieczni)
  Przyłożyła mu nóż do krtani i czekała na jakąkolwiek reakcję nieznajomego. Krukon tylko się uśmiechnął, widząc niezbyt wysoką czternastolatkę, próbującą dobrać się do jego strun głosowych. A w każdym razie tak to wyglądało. Mimo noża przy szyi i ogromnego ryzyka, krukon był niezwykle spokojny. Wpatrywał się zniesmaczony na dziewczynkę. W końcu ta odłożyła nóż, uśmiechając się. Nawet nie wiedział, jaką ona miała nad nim przewagę...  
  — Już, już, nie musiałaś się tak rozpędzać. —  zaśmiał się czarnowłosy.
  Persefona prychnęła i jak rozzłoszczony bachor tupnęła nogą, pokazując swoje niezadowolenie z postawy strażnika. Oczekiwała, że ze względu na to, kim była, nieznajomy wpuści ją do środka. Tak się jednak nie stało. Traktował ją jak zwykłą gówniarę. Nie był pierwszy. Inni jednak po krótkiej chwili żałowali swojego postępowania. Mimo to Persefona nie zamierzała się nad nim pastwić. Zwyczajne zabijanie ją nie jarało. Po drugie nie chciała podpaść Mroku jeszcze bardziej. 
  — Chciałabym tylko zobaczyć się z twoją panią. — powiedziała najspokojniejszym tonem głosu, na jaki było ją stać. — Jestem Persu. 
  Czarnowłosy przewrócił oczami i kiedy dziewczynka już miała powiedzieć o nim coś bardzo niemiłego, kobieta demon otworzyła drzwi, uderzając przy tym swojego podwładnego. Krukon jęknął z bólu i przeklną, co dodatkowo tylko rozzłościło Mroku, która nie lubiła wzywania swojego imienia nadaremno.
  Dziewczynka mimowolnie uśmiechnęła się, widząc kobietę, która zaprosiła ją ruchem ręki do swojego gabinetu. Persefona poczuła, wzrok tysiąca kruków umieszczonych w klatkach na sobie. Pani Imperalczyków bardzo kochała te ptaki. Według najstarszych legend to właśnie ona powołała ich również do życia i obdarowała część z nich swoją mocą. Tak oto powstali prawdziwi krukoni. 
  — Siadaj, proszę. — Mroku wyszczerzyła swoje ostre zęby i oblizała się, widząc Pandorę siadającą na jednym z foteli. 
  Gabinet Mroku był godny prawdziwego biznesmena. Ogromne biurko, które przesłaniało większą część gigantycznego okna, pełniącego funkcję jednej ze ścian z widokiem na piękniejszą część stolicy. Chociaż... czy stolica Imperium ma piękniejsze i brzydsze strony?  Dla Persefony wszystko wyglądało tak samo - ogromne wieżowce, tłumy ludzi, różne, unowocześnione pojazdy, kolorowe neony bijące po oczach. Dla takiego demona jak ona był to widok zarówno piękny, jak i ohydny zarazem. Nie było tutaj za wiele drzew.  Właściwie to nie było ich wcale. Ludzie wyglądali dosłownie jak zombie, wiecznie śpieszące się do pracy. Praca, dom, praca, dom. Nie było miejsca na rodziny, spotkania towarzyskie.
  — Imperium jest dziwne. — podsumowała spokojnie Persefona, nie mogąc oderwać wzroku od szyby. — Ludzie nic, tylko ciągle się śpieszą. Nie mają czasu, by pomyśleć.
  — To jest mój idealny porządek. Nie mają czasu, nie mają możliwości się buntować. Idą jak w szwajcarskim zegarku.
  Persefona się skrzywiła. Praktycznie w ogóle nie przychodziła na ziemię, więc określenie "szwajcarski zegarek" było dla niej niezrozumiałe. Mroku dostrzegła zagubienie młodej, jednak nic nie powiedziała. Westchnęła ciężko i skierowała wzrok w tą samą stronę, co młody cień.
  — Mogę zobaczyć się z twoją ostatnią zdobyczą, o pani? — zapytała niespodziewanie młoda.
  Mroku zmierzyła wzrokiem swoją podopieczną, ale ruchem głowy pokazała jej, że zgadza się. Przynajmniej na krótką wizytę. Była pewna, że taka osoba jak Persu nie będzie w stanie jej zaszkodzić. Nie doceniała jednak młodego demona.

<Ktoś?>