Od Fragonii C.D Marco

  Dziewczynka przygotowała dla chłopaka miejsce do spania. Nadal był to dla niej obcy człowiek, jednak czuła, że i tak nie ma już nic do stracenia. I tak dobrze czuła się w jego towarzystwie, więc albo był to znakomity manipulator, który zawładnął jej młodym umysłem, albo po prostu zwykły nastolatek, który chciał pomóc małej. W sercu dziewczyny zagościła ta iskierka nadziei. Musiała przyznać, że czarnowłosy był bardzo przystojny. 
  Czarnowłosy usadowił się wygodnie na kanapie i przykrył się kocem, otrzymanym od dziewczynki. Zdjął bluzkę, a ona zobaczyła jego dobrze zbudowany, nagi tors. Zarumieniła się i dała chłopakowi szklankę oraz butelkę z wodą, gdyby w nocy zachciało mu się pić. 
  — D...dobranoc. — wyjąkała i zamknęła za nim drzwi. Sama skierowała się do sypialni i położyła na łóżku.
  Mimo wielu prób nie potrafiła zasnąć. Kręciła się i wierciła, a w dodatku ciągle rozmyślała o nowo poznanym chłopaku. Marco na swój sposób był uroczy. I przystojny. Oraz opiekuńczy. Tak, nie potrafiła przestać o nim myśleć. Kiedy jednak zasnęła, obudziły ją koszmary. Frago znowu śniło się to samo. Cienie postaci, które podchodził do niej i szeptały okropne rzeczy. Rozpoznała w nich różne osoby. Swoich przyjaciół, rodziców, ludzi, których nienawidziła. A wszyscy byli nastawieni przeciwko niej. Jedynie największy kształt, przedstawiający na przemian kobietę i mężczyznę, wmawiał jej, jaka to ona jest cudowna i że zasługuje na coś więcej. To był Mroku. 
  — Wszystko w porządku? 
  Dziewczynka podskoczyła, słysząc spokojny głos swojego gościa. Spojrzała na niego, a potem na żyletki, które leżały na stole. Zawsze je tam trzymała. I zawsze po każdym koszmarze się okaleczała, chociaż nie potrzebny był koszmar, żeby zachęcić małolatę do takiego czynu. Robiła to, kiedy czuła się osaczona, niepotrzebna lub kiedy po prostu nie miała już sił. 
  Tym razem jednak nie sięgnęła po narzędzie. Czarnowłosy chłopak usiadł koło niej i pogłaskał ją po głowie. 
 — To tylko sen.. — pisnęła i zamknęła oczy.

<Marco?>

Odejście

Blue postanowił dzisiaj opuścić szeregi naszego bloga
Mamy nadzieję, że zawita kiedyś do nas ponownie.

GODNOŚĆ: Każdemu przedstawia się jak Blue. Po prostu Blue. I tak się do niego zwracaj. Rodzice jednak nazwali go Jasper i nie każdy wie o tym imieniu, ponieważ nie każdemu o nim mówi. Woli swój pseudonim niż prawdziwe imię. Posiada też przydomek Blue Comedian (Niebieski Comik) przez to, że wiele osób uważa go za zawodowego komika.
PRZYNALEŻNOŚĆ: Wataha Zachodu
PŁEĆ: Basior
ORIENTACJA: To...ciężki temat dla Blue. Kiedyś był aseksualny, a było to spowodowane depresją, stresem i lenistwem. Tak lenistwem. Przynajmniej tak myśli. Chociaż szczerze mówiąc nadal ma depresję itp., ale o tym za chwilę. Teraz już mu się na szczęście ,,polepszyło'' i jest heteroseksualny.
WIEK: Blue ma 23 lata, ale przeżył 79 wiosen. Blue po prostu przestał się starzeć w wieku 23 lat i jest nieśmiertalny.
RASA: Wilk Deltowski
SYMPATIA: Kilka wader wpadło mu w oko, ale wątpi, żeby coś z tego wyszło. Uważa, że raczej nikt nie obdarzy go jakimś większym uczuciem i nikt nie zaakceptuje jego charakteru na dłużej.
RODZINA: Koday- przyszywany brat, ojciec- Sarutobi, matka- Arc.

Od Darknessa C.D Youkami

   Kilkanaście dni przed planowanym przeniesieniem Frago do TICOD
   — A co ma być? — prychnął Wilkobójca i usiadł pod ścianą, oczekując jakiegoś cudu. — Żyje. I ma się dobrze, ale jest roztrzęsiona i tak dalej i tak dalej. Wygoniłem ją do pokoju. Dziewczę tam sobie odsapnie. 
  Yoku nic nie powiedziała. Pochyliła łepek i zaczęła bawić się znalezioną na ziemi figurką, przedstawiającą żółtego kotka z kiwającą się główką. Czarnowłosy wiedział, czyja to zabawka, jednak wolał się w tej chwili nie odzywać. I tak prędzej czy później Fragonia przypomni sobie o niej, przyjdzie i pewnie zrobi Youkami awanturę. 
   I rzeczywiście. Fragonia po kilku minutach przyszła po upragnioną figurkę. Youkami siedziała na kanapie i podrzucała ją do góry. Widząc dziewczynę, Fragonia pochyliła głowę i zapytała się grzeczne, czy może dostać swoją własność. Yoku oddała jej figurkę, a Frag otrzymawszy są, wybiegła z pomieszczenia, zamykając drzwi. Darkness tylko spojrzał podejrzliwie na Yokusia.
   — Mam dla ciebie misję. — uśmiechnął się w stronę białowłosej, która na te słowa wstała z kanapy i jakby znowu chciała się skierować do drzwi. — Drzwi są zamknięte na klucz, a klucza ci nie oddam, lady. 
   Dziewczyna spojrzała zdziwiona na Darknessa. W jego oku pojawił się ten szaleńczy błysk. Oblizał się. Youkami dobrze wiedziała, co to znaczy. Cofnęła się. Nie chciała mieć do czynienia z Wilkobójcą pod wpływem żądzy. Po chwili jednak szalony błysk, podobnie jak uśmiech z twarzy Darknessa, znikł. 
  — Musimy odebrać od mojego znajomego pewien cenny towar. 

<Yokuuu? Misja.>

Od Marco C.D Fragoni

Bez większego zastanawiania się ,przytuliłem dziewczynę. Wyczułem, że się rozluźniła.
- Spokojnie, wszystko będzie dobrze, a na razie postaraj się zjeść przynajmniej dwie kanapki.
Powiedziałem troskliwym głosem, a dziewczyna wzięła swoją wcześniejszą kanapkę, widząc to, uśmiechnąłem się, w stronę dziewczyny.
- Mogę skorzystać z toalety?
Dziewczyna skinęła głową. Po załatwieniu potrzeby wróciłem na dół. Zauważyłem, że Fragonia zjadła wszystkie przygotowane przeze mnie kanapki.
- Widzę, że smakowały. I jak, lepiej?
- Tak.
Dziewczyna spojrzała za okno. Było już ciemno.
- Może zostaniesz na noc. - Powiedziała nieśmiało.
- Nie chce się narzucać.
Zauważyłem wkradający się smutek na jej twarzy.
- No dobrze, nie odmawia się przecież propozycji od kobiety. Mogę spać na kanapie. - uśmiechnąłem się do niej.


(Fraguś ^^ )

Od Venus C.D. Alex "Szalona impreza."

Lekko się zarumieniłam gdy mnie do siebie przyciągnął, ale szybko zastąpił go rumieniec zirytowania. W końcu czemu on ma być niby zazdrosny?! Nie powinno go w ogóle obchodzić z kim będę. A z szczególnie z kim się dziś zabawię. Po jego słowach ruszyliśmy w głąb ciemnego korytarza, pląsały w nim kolorowe światła, których źródło miało w salonie z parkietem i barkiem, przed nami. Nad sufitem wisiały balony i co chwila spadało nam na głowę konfetti. Po lewej znajdowały się schody na piętro na którym powinna znajdować się sypialnia. Weszliśmy do salonu i na szczęście nie musiałam już dłużej stać w jego ramionach, bo wraz z wejściem do pomieszczenia spostrzegłam Isabel. Od razu wyrwałam się z rąk Alexa i rzuciłam ku zajętej piciem przy barku dziewczyny. Gdy mnie spostrzegła zdążyła tylko odstawić kieliszek, z którego i tak wylała trochę alkoholu, po czym wpadłam jej w ramiona.
- Wszystkiego najlepszego kochana! - Odklejając się od niej, złapałam za ręce i tym samym przekazałam torebkę z prezentem.
- Dziękuję skarbie! - Znów mnie przytuliła po czym spojrzałyśmy na siebie porozumiewawczo.
Po chwili dołączył do nas Alex. Isabel spojrzała na niego łapczywie, już wiedziałam że jej się spodobał.
- Wszystkiego najlepszego. - Ujął jej rękę i musnął ją swoimi ustami. Na twarzy dziewczyny wystąpił rumieniec, bardziej z zaskoczenia.
Zazwyczaj to ona podrywała facetów, ale skoro Alex lubi dziewczyny w taki typie. Na tą myśl poczułam się dziwnie niedobrze. Świetnie, nawet kropelki alkoholu, a ja już padam. Coś ze mną ewidentnie nie tak.
Uniosłam na niego tylko pytająco brew, a on puścił do mnie oczko. Prychnęłam przekręcając oczami.
- Eee...Dziękuję. Ty jesteś tym "szkodnikiem" o którym mówiła Nicol. Tak? - Spytała słodko. Już zarywa.
- No może nie szkodnikiem, raczej kimś o wiele bliższym. Ale tak. - HĘ!?
- Ta, komarem, tak samo wkurwiasz. - Rzuciłam. - Poproszę coś mocnego. - Poprosiłam barmana.
- Oj, daj spokój skarbie, ale jakby co to wiesz... - Porozumiewawcze spojrzenie.
- O tak, wiem aż za dużo. - Sięgnęłam po kieliszek pełen przezroczystego płynu i wypiłam na raz.
Po chwili podszedł do nas czarnowłosy chłopak, spojrzał na mnie z zadziornym uśmiechem i zwrócił się do Isabel.
- Hej, kim jest twoja znajoma?
- Ach, to Nicol, jest bardzo samotna, może jej pomożesz? - Lenny face.
Nim zdążyłam coś odpowiedzieć pchnęła mnie na chłopaka, a sama złapała zdezorientowanego Alexa i pociągnęła go na parkiet w tłum tańczących, on tylko zdążył rzucić mi błagalne spojrzenie.
- A więc Nicol, miło poznać, jestem Andres. - Powiedział podtrzymując mnie przed upadkiem.
- Mi również, wybacz za nią, lubi przesadzać. - Odparłam zakłopotana, ostrożnie wstając i opierając się o barek za plecami.
- Można zauważyć, a tamten chłopak?
- Chyba już jej. - Zaśmiałam się zerkając w stronę tańczących, gdzie czasem mogłam zobaczyć zarys moich przyjaciół.
- Czyli jesteś dziś wolna? - Zapytał lekko się przybliżając.
- Dziś tak. - Lekko się uśmiechnęłam.
Po kilkunastu kieliszkach, albo butelkach, powoli urywała mi się taśma, Andres zaproponował mi jeszcze narkotyki, więc...
- Jedna kreska i koniec. - Postanowiłam. Trzeba było wrócić jeszcze do domu. Choć teraz i tak bardziej przejmowałam się ile mam promili we krwi i czy mogę zobaczyć końcówkę swojego nosa niżeli co będzie za choćby chwilę.  
Usiedliśmy przy jednym ze stolików, po czym chłopak wysypał na blat biały proszek, a używając jakiejś karty kredytowej zrobił z niej równą kreseczkę.
- Kto pewszy? - Spytał, widać że alkohol zalał mu już mózg.
- Ja. - Odparłam niedbale wymachując rękami, próbując gestykulować.
Rozejrzałam się jeszcze po sali, zauważyłam Alexa idącego w naszą stronę, wyglądał jak siedem nieszczęść plus jeszcze trzy, które pokonały maraton na sześć kilometrów. Chyba Isabel naprawdę dała mu w kość. Spojrzałam z powrotem na stół i się zaciągnęłam. Nagle poczułam okropny ból głowy, którą chyba walnęłam w blat stołu. I tak o to działają na mnie narkotyki!!!
Po kilku minutach, chyba, stałam oparta o ścianę, obok na wpół śpiącego Alexa.
- Co mi sie stalo..? Spytałam masując skroń.
- Jakbym wiedział. - Odpowiedział z przeciągłym ziewnięciem.
- Na gurze jes-je-jest luzko.
- Idziemy! - Nagle jakby wylali na niego kubeł zimnej wody, co w sumie nie było by teraz takie dziwne, szczególnie ze znajomymi Isabel, wiem z własnego doświadczenia.
Pociągnął mnie w stronę schodów. Na które i tak z trudem weszłam, a raczej nie dałam rady i Alex musiał mnie wnieść. Złapał mnie i jak pannę młodą wniósł na górę, na moją twarz wpłynął okropny rumieniec. Na początku się wyrywałam, ale po tym jak prawie spadłam na piątym stopniu, przestałam. Odstawił mnie na szczycie schodów po czym przodem ruszył na koniec korytarza. Gdy otworzył drzwi ukazała na mnie niezwykle klimatyczna sceneria, ciemność którą odganiało tylko kilka świec, szkarłatna ułożona niedbale pościel, zasłonięte okna i płatki czerwonych róż, z skąd tam do cholery płatki?!
- Tu? - Spytał zniecierpliwiony.
- Aa, t- Lecz nim dokończyłam to krótkie teoretycznie zdanie, wydarzyło się coś równego mojemu szczęściu.
Poślizgnęłam się i runęłam na stojącego przede mną chłopaka, oboje upadliśmy na podłogę. Leżałam wręcz na nim, a nasze twarze dzieliło od zetknięcia ze sobą tylko kilka milimetrów, jedną ręką opierałam na jego szybko podnoszącej się klatce piersiowej, a druga leżała bardzo nisko, wręcz na intymnej części mężczyzny. Moją twarz zalał soczysty rumieniec, próbowałam się ruszyć, ale byłam sparaliżowana, tak jak z resztą niektóre części ciała Alexa. Miałam tylko szczęście że byliśmy w ubraniach.
Alex?

Od Tytanii C.D Apollo

  Dziewczyna wybuchnęła śmiechem, kiedy tylko czarnowłosy wyrzucił Apolla za drzwi. Nie śmiała się z reakcji Darknessa, a raczej z reakcji chłopca, który pomyślał, że Tytania mogłaby mieć chłopaka.. co samo w sobie wydawało się być niedorzeczne. Od ostatniego czasu dziewczyna nie zaprzątała sobie tym głowy. Z jednej strony nadal kochała Raza, jednak czuła, że jemu bardziej zależy na obowiązkach Werrana, niż na jej uczuciach. Skupiał się teraz przede wszystkim na tych swoich misjach wojennych i na złapaniu Mroku, co trochę irytowało małolatę. 
  - Co rżysz? - czarnowłosy uniósł brew do góry i pokazał ruchem głowy drzwi, za które wywalił biednego chłopca. - Skąd wzięłaś tego gówniaka? Nie mów mi proszę, że się puszczałaś, bo sorry, ale alimenty mnie nie pocieszą, jeżeli ten małolat będzie mi po domu ganiał. 
  - Ojcze, to tylko nasz gość. - Tytania zaczęła dzielnie bronić białowłosego Apolla. - Syn mojej przyjaciółki. Jest tu u nas tylko na kilka dni i nie będzie ci przeszkadzał. Zwłaszcza wtedy, kiedy będziesz sprowadzał do nas obce kobiety, przypominające nastolatki z małym biustem, brunetki o pięknych włosach.. 
   Darkness wyglądał na wściekłego. Ledwo powstrzymał się od uderzenia swojej córki. Zamiast tego, kopnął pobliski regał, który i tak był w opłakanym stanie. Tytania wstrzymała oddech. Odkąd Fragonia szykowała się do przeprowadzki, mężczyzna był wściekły i zaczął zamawiać prostytutki przypominające Frago - niskie brunetki o niezbyt obfitych kształtach. Przynajmniej to pozwalało mu się trochę rozluźnić po.. tym wszystkim. 
   - Nie będę cię już więcej prowokować. Zabieram Apolla do kina, ponoć grają dzisiaj jakąś ciekawą animację dla dzieci. A potem być może wezmę go do Qan'ratu, aby zobaczył to i owo. 
   Czarnowłosy tylko skinął głową i usiadł na podłodze. Tytania wyszła z pokoju i wpadła na białowłosego. Chłopczyk wpatrywał się w nią zaciekawiony. 
   - I jak? Pogodziłaś się ze swoim chłopakiem? - zapytał, wpatrując się z uśmiechem w Tytanię. Czarnowłosa tylko przewróciła oczami. 
     - Nie, ale postanowiłam zabrać cię dzisiaj do kina. - dziewczyna kucnęła i dotknęła Apolla w nosek. - Leci fajna bajka dla ciebie. Mam nadzieję, że miło spędzimy ten czas. Po kinie zabieram cię do Fast Fooda na coś do jedzenia. 
    Chłopiec skinął głową i już miał wyjść wraz ze swoją opiekunką, kiedy do drzwi ktoś zapukał. Tytania poszła otworzyć je, zostawiając Apollo samego. W drzwiach stał młody sąsiad, który wcześniej zarywał do Tytanii. Dziewczyna wpadła mu w oko, a mimo to on jej do gustu nie przypadł. Zaczęli ze sobą rozmawiać o jakiś pierdołach, a chłopak nieudolnie próbował umówić się z nią na drinka. Po chwili Tytania usłyszała trzask i przerażona skierowała się do kuchni. Na stole siedział Apollo, tłukąc szklanki.
   - Nie zdradzaj swojego chłopaka! - mruknął i odstawił szklankę.\

<Apollo? xP>

Od Vipera C.D Hikaru

  W tym momencie Viper miał ochotę tylko na jedno -  wygonić z domu niechcianego gościa, który wraz z Fire zaczął mu opróżniać lodówkę. Już wystarczająco przez rudą najadł się wstydu przy swojej córci. Brunetka wyciągnęła sałatkę w stronę Vipera. Wyglądała na zawstydzoną. 
  - Ymm.. sałatki.. mamo? 
  Brunet tylko fuknął na dziewczynę i ominął ją szerokim łukiem, kierując się na Hikaru, wpierdalającą jego nutellę. Rudowłosa nie wydawała się być zaniepokojona wyrazem twarzy Vipera. Zajęta była oblizywaniem naczynka. Nie trzeba było w końcu długo czekać, aby rudowłosa zjadła mu cały czekoladowy krem. Co więcej - nadal nie było jej mało i zaczęła szukać w lodówce czegoś jeszcze. Wyjęła wczorajszy kawałek pizzy z kurczakiem i już zamierzała go sobie włożyć do ust, kiedy zobaczyła coś jeszcze. 
  - Przygrzejesz? - zapytała, po czym wręczyła chłopakowi całe pudełko, a sama dobrała się do zamrażalki. Zobaczyła w niej całe pudełko lodów truskawkowych. Nie miała pojęcia, że Viper w Vao-Raxie postanowił sobie urządzić chatkę ziemianina i dodatkowo jeszcze wziąć jedzenie z Nowego Yorku. 
   - Słuchaj, nie chciałbym być nieuprzejmy, ale.. WYPIERDALAJ Z MOJEJ LODÓWKI! - wrzasnął po chwili chłopak. Fire wypuściła sałatkę z ręki. Nie spodziewała się takiej reakcji "mamy". 
   - Zluzuj. - Hikaru podniosła ręce do góry i jak skazaniec Vipera - wycofała się ze swojego raju. - Odkupię ci te lody. A może sama mam ci zrobić?
    Percy strzelił sobie porządnego facepalma słysząc dwuznaczną propozycję Hikaru. Dziewczyna spojrzała na niego i wybuchnęła śmiechem. Oczywiście - jego mina mówiła wszystko. Viper tylko przekręcił smutno głową. Przyniósł sobie do domu całkiem ciekawego osobnika. Z całkiem.. dużym biustem. Właśnie. Dopiero teraz zdał sobie sprawę, że odkąd dziewczyna wstała, cały czas patrzył się na jej cycki. Może to stąd rudowłosa zapytała się go o tego loda. 
     - Dobra, już. Koniec. - chłopak odwrócił się od Hikaru. - Sio z mojego domu. Masz dziesięć sekund, bo jak nie to.. 
     - Przelecisz mnie jak połowa lasek? - Hikaru znowu zrobiła dwuznaczną minę. 
      Viper już miał znowu wrzasnąć na rudowłosą, kiedy Fire zamknęła mu usta dłonią i przepraszając Hikaru za niesubordynację "mamy", zaciągnęła go do sąsiedniego pokoju. Viper wyglądał już do rozjuszonego do reszty. Fire usadowiła go na łóżku i zaczęła głaskać, żeby uspokoić chłopaka. Percy westchnął tylko i zdjął rękę dziewczyny ze swojej głowy. 
     - Poderwij ją! Widać, że na ciebie leci. - Fire poruszyła dwuznacznie brwiami i trąciła chłopaka. - Pierwsza dziewczyna, z którą pozwalam ci się przespać! 
     - Wybacz mi, ale to ja jestem tu dorosły, a ty jeszcze gówniarą, a tak się składa, że tej rudej nie ufam. Swatka się znalazła.
     - Ufasz każdej, tylko nie jej! - prychnęła Fire i znowu wtuliła się w Vipera. - Proszę. Z nią. Może sobie coś przypomnisz. 
     Percy spojrzał na Fire zażenowanym wzrokiem. Do pokoju po chwili wbiła rudowłosa, chcąc wiedzieć, co się dzieje. Brunet momentalnie wstał i po chwili znalazł się tuż przy niej. Uśmiechnął się uwodzicielko. Jeżeli faktycznie się znali, a jemu pamięć została wyczyszczona... Czasami miewał przebłyski z przeszłości. Była to arena, na której walczył z siostrą i kilkoma innymi wilkami. Pamiętał czarnego, wychudzonego wilka, który stał po stronie Tytanii, Anubisa walczącego oraz właśnie rudowłosą dziewczynę. Czy to jednak faktycznie była ona? 
    Chłopak mierzył ją od stóp do głowy, jednak nie był w stanie sobie nic przypomnieć. Był tak zamyślony, że nawet nie usłyszał drepczącej za nim Fire. Dziewczynka po chwili ominęła Percy'ego i stanęła za Hikaru. Rudowłosa nie zdążyła się obejrzeć, ponieważ po chwili brunetka popchnęła ją na chłopaka. Viper upadł na ziemię zdezorientowany. Na nim leżała Hikaru skrzywiona z bólu. No tak. Noga. Fire wyglądała na podekscytowaną. Wściekły Percy spojrzał na nią. Mówiła bezgłośnie dwa słowa: "Zrób to". 
     Percy więc zrobił. Złapał głowę dziewczyny i pocałował ją w usta. Rudowłosa wyglądała na zdezorientowaną, jednak nie odrywała się od chłopaka. Usłyszeli trzask zamykanych drzwi. Chłopak puścił głowę rudowłosej. Jego ręka powędrowała pod jej bluzkę.

<Hikaruuu? Zaczynamy? C:>

Od Vipera C.D Evie

  - Z wielką przyjemnością. - na twarz Vipera wpełzł typowy dla niego szarmancki uśmieszek. - Ale wolałbym opuścić ten budynek. Może to dziwne, ale nie mam w zwyczaju przesiadywać w domach publicznych. Zdecydowanie wolę swoje własne cztery kąty. 
   Evie tylko zmarszczyła brwi, ale skinęła chłopakowi. Zgadzała się. Chłopak wiedział jednak, że coś za łatwo mu poszło. Najwidoczniej dziewczyna chciała go poznać. Brunet znowu skierował swój wzrok na jej krągłości, jednak po chwili odwrócił wzrok. Cholera, Fire by go zabiła. Poza tym, jej członkostwo w TICOD było powodem, dla którego nie warto było zabawić się z dziewczyną. Mógłby tym gestem nawet wywołać wojnę, czego omal nie zrobił, dotykając Haylee w obecności Tytani, kiedy były jeszcze w Sekcie Cieni. 
    Dziewczyna wstała z łóżka i po chwili wraz z Viperem znaleźli się na dole. Przemykając niepostrzeżenie wydostali się z budynku i wylądowali na jakiejś ciemnej uliczce. Chłopak spojrzał w Evie. Jej skąpy strój rzucał się w oczy. Trzeba było coś z tym zrobić. 
    - Masz podobną figurę do mojej siostry. - zagadał brunet, przeczesując lewą ręką swoje włosy. - W jej szafie znajdę coś odpowiedniego. Nie martw się, nawet nie zauważy zniknięcia kilku ciuszków. Zwykle chodzi albo w czerwonej sukience, albo w wygodnych dresach, ale poza tym znajdę ci coś ładnego. Może, księżniczko, nie będziesz jak królowa, ale korona ci chyba nie spadnie. 
    Czarnowłosa zmierzyła Vipera dosyć.. dziwnym spojrzeniem. Czyżby wzięła ten tekst za podryw? Cóż, odkąd Viper stracił Hikaru popadł w depresję, z kolei po całej tej zmianie czasu stał się kompletnym erotomanem. Nie zwykłym, niegroźnym podrywaczem, jak dawniej. Można powiedzieć - dorósł, jednak stał się jak jeszcze większe dziecko. To chyba już nie był ten sam Viper, co kiedyś... Szkoda tylko, że nie pamiętał niczego z poprzedniego życia.
    Nie wiedział, czy dziewczyna mu ufa, jednak musiał zaryzykować. I starał się po drodze nie palnąć żadnej głupoty. Musiał pokazać się jej z jak najlepszej strony. Być może ta wizyta mogła polepszyć stosunki Traveles in Cleft of Dimensions oraz Watahy Karmazynowej Nocy. Albo wręcz przeciwnie, a Darkness rozszarpałby Mobiusa na strzępy, z kolei on straciłby łeb.. Na samą myśl o gniewie drugiego alphy zakręciło mu się w głowie. Jednocześnie powstrzymywał się od wybuchu śmiechem. Cóż, Darkness walący i wrzeszczący na Mobiusa byłby całkiem zabawny. 
   Długo nie trzeba było chodzić. Po kilkunastu minutach dwójka w końcu trafiła do wieżowca, w którym mieszkała słynna rodzinka Rivers. Percy wszedł jako pierwszy, by pokazać Evie, gdzie ma się kierować. Wsiedli do windy, a chłopak wybrał najwyższe piętro. W końcu winda otworzyła się i nasza parka stanęła przed drzwiami. Chłopak wpisał kod i po chwili wraz z czarnowłosą stanęli w dużym, luksusowym salonie. Za ogromnymi oknami widać było najpiękniejsze budynki w stolicy. Poza dwójką i kilkoma niewolnikami, którzy chodzili po domu, nikogo nie było. 
   - To co? Napijesz się czegoś? Kawy? Herbaty? - zapytał Percy, siadając na kanapie. Gestem wezwał do siebie dwunastoletnią, zielonowłosą dziewczynkę. 
   Evie skrzywiła się, widząc, że chłopak zamierza wykorzystać nieletnią do pracy za niego. Odmówiła więc kawy i herbaty, a poprosiła o zwykłą szklankę z wodą mineralną. Niewolniczka słysząc ją, wybiegła z pokoju, kierując się w stronę kuchni.

<Evie? Wybacz czas i długość.>

Konkurs #1 - Hikaru


Od Hikaru C.D. Vipera

Hikaru zdążyła się już zapomnieć, że dla Fire była „ojcem” nie zależnie od swojej płci. Szybko przypomniała sobie, że to jednak Viper został okrzyknięty „mamusią”, co zdecydowanie godziło w jego męską dumę. Dziewczyna mocno uścisnęła Fire i uśmiechnęła się do niej wesoło, mimo, że dalej dźwięczało jej w uszach po głośnym okrzyku brunetki.
Następnie Hikaru zwróciła wzrok ku Viperowi, który cały czerwony na twarzy, zbierał podziurawione kondomy z podłogi. Nie zrobił Fire dużej histerii, więc czerwono-włosa zaczęła podejrzewać, że chłopak jest już przyzwyczajony do takiego zachowania swojej córki.
- Po co właściwie dziurawisz gumki? – zapytała Hikaru, patrząc z uśmiechem na Fire.
Brunetka spojrzała krzywo na Vipera, przymrużyła oczy i wysyczała:
- Żeby się nie pieprzył po kątach z każdą napotkaną w mieście babą.
Hikaru zaśmiała się głupkowato pod nosem. Cóż, ona została narkomanką, a Viper seksoholikiem – świat zmierza do zagłady. Czerwono-włosa zaczęła rozglądać się po mieszkaniu. Salon, drzwi do innych pokoi i… kuchnia. O tak, jedzenie dalej było konikiem Hikaru – aż przypomniały jej się czasy gdy paliła kuchnie u Lucasa. Kiedyś nawet brała udział w zawodach z jedzenia, ale zdyskwalifikowano ją, bo podejrzewano, że musi brać jakiś doping, bo to nie możliwe, by była w stanie zjeść tak ogromne ilości jedzenia w tak krótkim czasie, nie zwymiotować, a na koniec nawet nie przytyć! A nawet jeśli cokolwiek przybrała na wadzę, to zawsze szło w cycki. O tak, cycki były jej najlepszym atutem, kiedyś nawet Darkness chciał decydować kto jest lepszy – Hikaru czy inna dziewczyna – tylko na podstawie ich biustu.
- A właśnie, co tam u Darknessa? – mruknęła Hikaru patrząc to na Fire, to na Vipera.
Chłopak wstał z kolan i spojrzał z politowaniem na prezerwatywy, po czym wyrzucił je do śmietnika w kuchni. Westchnął niezadowolony i odwrócił się w stronę Hikaru.
- Dobra, znasz mnie, znasz Fire, Fire zna ciebie, ale skąd do jasnej ciasnej wiesz jak nazywa się mój ojciec?! Raczej się tym nigdzie nie chwalę, zbyt dumny z tego nekrofila nie jestem…
Hikaru wywróciła oczyma.
- Ile jeszcze mam ci tłumaczyć, że świetnie się znamy? Wiem o tobie zbyt dużo.
Viper spojrzał na czerwono-włosą uważnie, jeszcze raz zmierzył ją podejrzliwym spojrzeniem.
- Na przykład? – mruknął po chwili.
Hikaru zamyśliła się, musiała znaleźć w swojej pamięci coś, co mogła wiedzieć tylko ona i Viper. Fire w tym czasie wyciągnęła z lodówki kartonik soczku i wbiła w niego słomkę, po czym zaczęła siorbać go powoli, przypatrując się swoim rodzicielom.
- Kiedyś oberwałeś w tyłek. Z broni palnej, teraz masz tam bliznę.
Viper pobladł i mimowolnie złapał się za pośladek. Fire słysząc to gwałtownie wciągnęła przez słomkę resztę soczku,          który nagle wyleciał jej nosem. Dziewczyna na przemian śmiała się i krzyczała, po tym jak soczek przeczyścił jej nos. Hikaru nie mogła rozróżnić, czy dziewczyna płacze ze śmiechu czy z bólu.
- Serio, nie kłamie, tak było – powiedziała Hikaru i spojrzała na zaskoczonego Vipera. – Ściągaj gacie to się przekonamy. – Uśmiechnęła się szeroko.
Viper przełknął ślinę.
- Rze… Rzeczywiście mam tam bliznę – wydukał zawstydzony. Fire wybuchła jeszcze większym śmiechem. – I rzeczywiście to od broni palnej, ale gdy to się stało, nikogo przy mnie nie było, a tym bardziej jakiejś rudej laski! – Viper zaczął się bronić.
Fire cała czerwona ze śmiechu spojrzała na ojca.
- NA PRAWDĘ?! DAŁEŚ SIĘ POSTRZELIĆ W DUPĘ?! W TYŁEK?! - wybełkotała, śmiejąc się jak szalona. 
Hikaru wywróciła oczyma. Chyba z jakiegoś powodu została wymazana ze wszystkich jego wspomnień. 
- Dobra, chyba się nie dogadamy, co ty jakiegoś Alzhaimera dostałeś czy jak?
- Viper? Alhaimera? Nie, po prostu coś mu się ostatnio na mózg rzuciło – mruknęła Fire patrząc z pogardą na swojego ojca-matkę. – Przespał się już chyba z połową bab z tego miasta, pieprzy się jak królik, chyba idzie w ślady Darknessa.
Hikaru zaśmiała się pod nosem.
- No, gdyby jeszcze te wszystkie kobiety były martwe, to jest jak Dark, nie ma różnicy.
Viper stał dalej na swoim miejscu i tylko z głupkowatym wyrazem twarzy przysłuchiwał się rozmowie dwóch dziewczyn.
- Chcesz coś do jedzenia? – zapytała w końcu Fire.
- No a jakże, czekałam tylko aż spytasz.
Fire podeszła do lodówki i otworzyła ją na oścież, tak by Hikaru z kanapy mogła zobaczyć, co się w niej znajduje. Lodówka była wypełniona jedzeniem wszelkiego rodzaju – szynkami, kabanosami, kawałkami mięsa,  warzywami i owocami, sosami i sałatkami. Hikaru przyglądała się uważnie temu pięknemu zjawiskowi, jakim była wypełniona po brzegi lodówka, aż wreszcie zdecydowała.
- Dawaj mi ten słoik Nutelli i łyżeczkę.
Fire wyciągnęła to co chciała Hikaru, oprócz tego wyjęła jeszcze małą sałatkę w plastikowym pojemniczku. Gdy tylko czerwono-włosa dostała do rąk swój upragniony słój Nutelli, zaczęła pochłaniać jej czubate łyżki. Fire natomiast kulturalnie zaczęła konsumować swoją sałatkę. Po chwili spojrzała na swojego otępiałego ojca, który dalej stał i patrzył na nie zaszokowany. 
<Viperrrrrrrrrrrrrrr?!> 

Od Fragonii C.D Marco

 Obudziłam się obok czarnowłosego chłopaka. Okropnie bolały mnie żebra po tym, jak spadła na mnie szafka, jednak czułam się o wiele lepiej. Nie chcąc budzić Marco, wstałam i poszłam do ubikacji. Kiedy wróciłam, był już na nogach. W lewej ręce trzymał tacę z kanapkami i herbatą dla mnie. 
  - Dz-dziękuję. - mruknęłam cichutko i wzięłam jedną z kanapek do ręki. - Wybacz, że sprawiam ci tyle kłopotów. 
  - Nie sprawiasz żadnych kłopotów.
 Nie słuchałam jednak czarnowłosego. Wiedziałam, że jest to kolejna ofiara moich działań i prędzej czy później albo zostawi mnie na lodzie, albo się przeze mnie zastrzeli. Usiadłam na kanapie i zaczęłam wymachiwać nogami. Czułam na sobie wzrok chłopaka, przez co lekko się zarumieniłam. Właściwie.. to było nieodpowiedzialne wpuszczać obcego do domu. Mógł mi coś zrobić. 
  - Należysz do TICOD? - zapytałam, biorąc pierwszy kęs. 
  - Tak. A ty do WKNu?
  Nie odpowiedziałam. Faktycznie, obecnie należałam, jednak Darkoss poinformował mnie o planach przeniesienia mojej osoby do sojuszniczego klanu. Nie byłam z tego powodu zadowolona, jednak już wystarczająco dużo członków watahy uświadomiło mi, że nasz związek jest niemożliwy. Darkness zamiast walczyć wolał się odciąć od problemu i zwyczajnie się mnie.. pozbyć. Poczułam się jak truchło. Znowu
  Emocje wzięły nade mną górę. Odłożyłam kanapkę. Nie zjadłam nawet połowy, co trochę zasmuciło mojego gościa. Chłopak przypominał mi Darknessa. Jednak wyglądał na dwadzieścia lat młodszego. Otarłam z oczu pierwsze łzy i wtuliłam się w miękką poduszkę. Marco to zauważył. Niespodziewanie przytulił mnie. Było to bardzo miłe z jego strony. Poczułam się o wiele lepiej. 

<Marco Holmes?>

Konkurs #5 - Od Pandory


Do Youkami C.D Darkness

Youkami skuliła się, słysząc ton mowy Darknessa. Bała się go, chociaż starała się tego jakoś specjalnie nie okazywać. Mruknęła cicho, wtulając głowę w rękę. Białowłosa po chwili poderwała się, słysząc hałas z sąsiedniego pokoju. Weszła szybko do niego, a widząc okaleczoną szkłem Fragonię, cicho westchnęła. Uklękła na ziemi, po czym zaczęła zbierać mniejsze i większe kawałki zbitego wazonu. W tym czasie Wisielec zaczął opatrywać dziewczynkę. A przynajmniej w teorii, ponieważ w praktyce mała nie pozwalała mu siebie dotknąć. Yo ignorując dwójkę, wyszła z rękami zapełnionymi fragmentami flakonu. Wyrzuciła je i cicho podeszła do wyjścia. Nacisnęła klamkę i pociągnęła za nią, jednak drzwi ani drgnęły.
-Zamknął na klucz, czy co?.- warknęła niezadowolona, nadal próbując otworzyć nieszczęsne drzwi.
Po krótkiej chwili zrezygnowana usiadła na skraju kanapy. Z pokoju obok wyszedł wkurzony mężczyzna. Gadał coś pod nosem.
-I co?- Yoku spytała unosząc jedną brew. Uniosła rękę i zaczęła się przypatrywać swoim paznokciom.
 
Per pan Wilkobójca? *zieeew*

Konkurs #9 "Coś chyba jest nie tak.." - Od Taigi

Rzuciłam karty na stół z szerokim uśmiechem, widząc jak kolejna partia, należy do mnie. Szczęście, jakie towarzyszyło mi dzisiaj w grze, nie odpuszczało mnie nawet na moment. Zgarnęłam wszystkie papierki, zaczynając je przeliczać. Mam nadzieję, że nagroda zrekompensuje mi zepsute drzwi oraz wystarczy, aby zrobić zapasy żywności na jakiś czas. Po ostatniej nieszczęśliwej bójce lepiej się nie pokazywać w tym świecie przez kilka najbliższych dni. Wzięłam całą swoją pulę, wychodząc z ciasnego pomieszczenia. Nielegalny hazard podnieca jeszcze bardziej.
Zatrzymałam się przed klubem, patrząc zaciekawiona w mieniący się napis, który zapraszał do wejścia i skosztowania najlepszym drinków w okolicy. Uległam pięknym literą, łapiąc za lodowatą klamkę. Zasiadłam przy barze, zamawiając coś z delikatną pikanterią.
Rozmyślanie nad mą marną egzystencją przerwał mi czyiś dotyk. Młody mężczyzna, na oka ledwo po 18, próbował się wygęgać. Zabawnie patrzeć na takich młodziaków, którzy praktycznie zaczynają swoją historię z kobietami. Śmiem nawet twierdzić, że nigdy z żadną nie był. Nieudolne teksty typu "Bolało, jak spadłaś z nieba", nie robiły na mnie absolutnie żadnego wrażenia. W klubach, barach, podczas gier. Słychać to wszędzie, od facetów, którzy pragną tej nocy zaliczyć cokolwiek, co ma puls i cycki.
- Może się dosiądę? - Mruknął w końcu, na co się cicho zaśmiałam. Nie miałam ochoty na spędzaniu nocy w tutejszym hotelu, ale byłam ciekawa, jak odważny był ten młody. Wzruszyłam ramionami, przykładając usta do słomki, aby zabrać kolejny łyk alkoholu. Nie zawahał się. Pewnie usiadł obok mnie, zaczynając swoją bajerę. Kiepski w tym był, ja nie wiem, jak to możliwe w tych czasach. Mając dostęp do internetu, mając dostęp do wszelakich tekstów, poradników, nie mówiąc już o tym, że z twarzy nie był najgorszy. Ze śmiechem usiadłam na jego kolanach, opierając rękę na barku chłopaka. Uśmiechnęłam się zalotnie i podniosłam nogę w taki sposób, aby materiał delikatnie opadł i ukazał nagie udo.
- Coś tak nagle zaniemówił? - Podniosłam jedną brew, zbliżając się do jego twarzy. Dmuchnęłam ciepłym powietrzem wprost do jego ust, przez co odchylił się niebezpiecznie, zapominając najwyraźniej, że nie ma tutaj oparcia. Widząc, jak traci równowagę, zeskoczyłam na ziemię, poprawiając włosy. Do moich uszu doszedł huk, a zaraz po tym nieznośne jęczenie. Odwróciłam się rozbawiona tym widokiem. Kucnęłam przed młodym chłopcem, dopijając swój drink.
- Jak to mówią, za wysokie progi, jak na Twoje maleńkie nogi. Nie umiesz się obchodzić z kobietą, a mnie dzieci, które trzeba wszystkiego uczyć, nie interesują - Zrobiłam smutną minkę, kładąc na jego podbrzusze pustą szklankę. Naciągnęłam na głowę kaptur, kierując się w swoją stronę, do domu.
Padłam na łóżko jak długa. Cały czas miałam obolałe ciało po ostatniej bójce. Nie mogłam wyciągnąć sztyletu, a tym bardziej użyć magii, wtedy znowu zaczęłyby się dziwne plotki, a i mnie mogłyby czekać konsekwencję. Walka wręcz z trzema rosłymi mężczyznami do najłatwiejszych nie należała, zwłaszcza że w takich sytuacjach nikt nie gra fer. Usnęłam, jak dziecko, nawet nie miałam, kiedy się przebrać, czy coś zjeść. Rano obudziło mnie ciepłe powietrze, wydychane wprost na moją twarz. Poszłam spać sama, to pamiętam na pewno, więc kto właśnie leży obok mnie. Nie otwierając oczy, delikatnie przesunęłam ręką w miejsce, gdzie trzymałam broń. Zeskoczyłam gwałtownie z łóżka, gotowana do ewentualnej walki, kiedy mnie zmroziło. Na moim łóżku, leżałam ja... Znaczy się ta postać, miała włosy związane w warkocza, była ubrana w jakąś zwiewną sukienkę, a na twarzy malował jej się dziwny uśmiech.
- Znowu? - Mruknęłam, przypominając sobie zamianę ciał, która miała miejsce niecały tydzień temu. Przejrzałam się w sztylecie, gdzie widniała moja twarz, a więc co jest grane? - Znowu ktoś mi coś dolał - Burknęłam, przyglądając się dziwnie- Kim jesteś i jak się tutaj dostałaś?! - Warknęłam, kierując ostrze w jej kierunku.
- Ja.... Ja jestem Taiga Nagiko, obudziłam się tutaj. Miło mi Cię poznać - Podała mi rękę - Wiem, że jesteś zaskoczona, ale jestem tak jakby Tobą - Zaczęła chichotać, a ja zastanawiałam się, czy lepiej będzie płakać, czy może się śmiać. Jest oczywiście trzecia opcja. Stałam się psychiczna i już kompletnie padło mi na mózg.
- To nie możliwe - Zaśmiałam się krótko, poprawiając białe włosy, które odstawały w każdym możliwym kierunku.
- To, co wy wiecie o światach to pikuś - Wstała delikatnie i poprawiła sukienkę - Delta ma swój alternatywny świat, zresztą jak każdy. Ja właśnie pochodzę w takiej alternatywy - Uśmiechnęła się niewinnie.
- Powiedzmy, że Ci wierze - Zmarszczyłam brwi. Nie byłabym pewna, czy dobrze robię, ale byłam ciekawa tego alternatywnego świata i tego, jaka tam jestem - Więc... Co robisz na co dzień?
- Jestem gospodynią w domu. Mam dwójkę dzieci, męża - Zaczęła wymieniać, a mną wstrząsnęły dreszcze, jak to możliwe, że to ja?
- Gosposia? Dzieci, mąż? A co z walką? Z doskonaleniem swoich mocy, zwiedzaniem świata? - Zaczęłam, unosząc bezradnie ręce.
- Jaka walka? Przemoc rodzi tylko przemoc, nie warto wdawać się w bójki, trzeba być pokojowo nastawionym do każdego - Powiedziała radośnie, a ja wręcz nie mogłam uwierzyć, że to coś, jest mną - Gdzie jesteśmy? - Bez pytań wyszła, jeszcze tego mi brakuje, żeby się zgubiła. Złapałam za butelkę wody, starając się przy tym ogarnąć wszystkie myśli, co wcale łatwe nie było. Nim zdążyłam się dobrze napić, usłyszałam krzyk "głupia" pomyślałam, łapiąc za sztylety. Ujrzałam jedynie uciekającą w popłochy dziewczyny i małego węża. W sumie ciekawe jak się tutaj znalazł, podejrzewam, że uciekł z jakieś pułapki. Rozdeptałam mu łeb obcasem, zastanawiając się, gdzie jest ta idiotka, moja marna podróbka. Przechadzałam się spokojnie w kierunku, w którym pobiegła. W końcu, jeśli ją zabiją, to będzie tylko i wyłącznie jej wina, czyż nie?
Znalazłam ją, gdy rozmawiała z KTS, jejku jego mina wyrażała więcej niż tysiąc słów. Dziewczyna śmiała się, żartowała, nawet chciała go czymś częstować. Swoją drogą ciekawe skąd wzięła te ciasta, mam nadzieję, że nie z mojej szafy. Podeszłam do nich z obojętnym wyrazem twarzy.
- Nawet nie komentuj - Mruknęłam do chłopaka.
- Nie mam zamiaru - Burknął.
- To Twój kolega? Słodki jesteś, nawet trochę podobny do mojego męża, tylko musisz się częściej uśmiechać! I Żyj! Mamy tylko jedno życie, pamiętaj!
- Dosyć tego - Złapałam ją za tą sukieneczkę i zaczęłam ciągnąć w kierunku mieszkania.
- Dlaczego taka jesteś? Wiesz, że przez to możesz nie mieć przyjaciół?
- A wiesz, że nie chce ich mieć? I możesz się w końcu zamknąć! Mam ochotę Cię udusić. Wyglądasz może, jak ja, ale zupełnie mnie nie przypominasz, jak z Tobą ludzie wytrzymują? - Jęknęłam.
- A z Tobą? - Podniosła jedną brew, gdy byłyśmy już przy drzwiach- Żyjesz sama, nie ciężko się domyślić - Skrzyżowała ręce.
- O ja, księżniczka wie co to riposta - Zaśmiałam się - Słuchaj zrób coś i znikaj do swojego idealnego świata - Westchnęłam.
- Nigdy się nie nauczysz - Zaśmiała się. Miała tak irytujący śmiech. Odwróciłam się, chcąc na nią nakrzyczeć, wydrzeć się, zabić ją, cokolwiek. Za mną znajdował się jedynie goły mur. Mrugnęłam kilka razy zaskoczona, nagłym zniknięciem dziewczyny. Uszczypnęłam się kilka razy, nie spałam. Usiadłam na pierwszych stopniach i spojrzałam ku niebu. Rzeczywistość miesza mi się ze snem, czy może oszalałam już do reszty? Mam wrażenie, że na to pytanie nie prędko znajdę odpowiedź.

Konkurs #5 - Taiga


Ogłoszenie - blog miesiąca!

  Witajcie kochani! Chciałabym ogłosić wam, że Royalog znowu otworzył ankietę na blog miesiąca! Prosiłabym was o głosowanie, aby jeszcze więcej osób dowiedziało się o naszym cudownym DiKi! :D Chciałabym podziękować wam za to, że w ciągu kilku minut od otworzenia ankiety dostaliśmy już 28 głosów! Zachęcam do dalszej walki o pierwsze miejsce! :)

 Ankieta znajduje się na samym dole na Royalog. 

Od Vipera C.D Hikaru

  Zdezorientowany chłopak nie wiedział, jak się w tej chwili zachować. Wpatrywał się jak idiota w rudowłosą dziewczynę, jednak po chwili, widząc, że jeden z dryblasów pokazuje palcem na dziewczynę stojącą obok niego, pociągnął rudowłosą za rękę. Hikaru, o ile było to jej prawdziwe imię, bo nigdy tutaj nic nie wiadomo, pisnęła z bólu. No tak, noga. 
  Chłopak postanowił zrobić więc coś szalonego, a zarazem heroicznego, bo czemu by nie? Wziął dziewczynę na ręce i pobiegł tylnym wyjściem. Na szczęście do jego domu wcale nie było daleko. Dziewczyna kurczowo trzymała się szyi Vipera, żeby nie spaść. Chłopak czuł na niej swój wzrok. Tak, za wysoko trzymał rękę. 
  Wpadł jak burza do swojej kawalerki i na wszelki wypadek zamknął drzwi na klucz. Rzucił rudowłosą na kanapę. Nieznajoma-podająca-się-za-znajomą skrzywiła się. Nie był najdelikatniejszy, to fakt. Do pokoju po chwili, ze śmiertelnie poważną miną, weszła przybrana córeczka Vipera - smoczyca Fire. Czternastolatka trzymała w lewej ręce opakowanie z durexa, a w prawej kilka prezerwatyw. Wszystkie były przedziurawione. Nawet nie zauważyła leżącej na kanapie Hikaru. Podeszła do Vipera i rzuciła w niego gumkami. Brunet się skrzywił.
  - To nie tak, jak myślisz. Ona jest tylko gościem. Zresztą i tak chwilowym. - prychnął i skrzyżował ręce. - Poza tym, CZEMU?!
  - Teraz przynajmniej będziesz grzeczny i nie będziesz sprowadzał pierwszej lepszej rudej zdziry, która przypomina mi mojego tatę, abyś ją bezczelnie przele.. - zdezorientowana brunetka spojrzała zdziwiona w stronę rudowłosej pacjentki chłopaka.
  Fire nieśmiała podeszła do niej i dotknęła czoła rudowłosej. W jej oczach pojawiła się ekscytacja. Przytuliła Hikaru. 
 - TATO! - krzyknęła tak głośno, że rudowłosa omal nie ogłuchła. 
 Viper spojrzał zdezorientowany na Fire. Uklęknął i zaczął zbierać gumki cicho pogwizdując. Wstydził się teraz cholernie za małą, ale co mógł zrobić? Jak ona sobie ubzdurała, że ma nowego ojca, to brunet tak łatwo jej do rozumu na pewno nie przemówi.

<Hikarruuuu? Wybacz długość ;-; Zła Fire jest teraz dobra, bo odnalazła ojca xD>

Od Evie - Konkurs #3 "Porwanie"

W końcu wakacje, mogłam odpocząć od szkoły i wkurzających uczniów. Pierwszego dnia wolnego, wraz z chłopakiem poszliśmy do naszych znajomych, którzy codziennie zbierali się nad jeziorem, by pić oraz śmieszkować. Przywitali nas gorąco. W grupie 20 osób bardzo szybko odnalazłam swoich kumpli. Usiedliśmy i rozmawialiśmy. Po godzinie mój kolega zaproponował, że pójdzie po alko i kto chciałby mu pomóc nieść to wszystko. Razem z moim chłopakiem zgodziliśmy się mu ponieść zakupy. Nie zdziwiło nas to, że było tego od chuja. Oboje kupiliśmy tylko po jednej puszce piwa. Gdy tylko wyszłam ze sklepu, miałam dziwne wrażenie, że ktoś mnie śledzi. Jednak nikogo podejrzanego nie widziałam wokół siebie. Pewnie coś mi się znowu popierdoliło. Wróciliśmy do naszej grupki. Wszyscy rzucili się na alkohol jak głodne lwy na swoją ofiarę. Otworzyliśmy nasze butelki lub puszki. Nagle usłyszałam jakiś szelest dochodzących zza krzaków. Odwróciłam się zaskoczona i zaniepokojona. Podeszłam niepewnie do krzaków, by zobaczyć co to jest. Gapiłam się w nie przez 5 minut. W końcu gdy stwierdziłam, że tam nic nie ma, więc wróciłam do grupy. Chwyciłam swoje picie i wzięłam kilka łyków. Wszystko było spoko do czasu, kiedy wypiłam cały cydr. Zaczęło mi się kręcić w głowie i w końcu zemdlałam.
~ Jakiś czas później ~
Otworzyłam oczy i jedyne co zobaczyłam to słabe światło żarówki. Zobaczyłam dwa stare rowery, które należały do mojego brata. Skapnęłam się, że jestem w swojej piwnicy, której się od zawsze panicznie bałam. Chciałam wstać, ale zorientowałam się, że miałam związane nadgarstki i kostki.
- Co jest? - zaczęłam się rozglądać po piwnicy. Przede mną pojawiła się zakapturzona kobieta. Wyglądała jak asasyn.
- Evie? - uniosłam jedną brew.
- Nie wkurwiaj mnie - warknęła.
- Co tym razem? - przewróciłam oczami.
- Masz bardzo łatwo przekupnych przyjaciół... - zaczęła czarnowłosa.
- Eh wiem o tym - westchnęłam cicho.
- A teraz do rzeczy... - spojrzała na mnie wzrokiem mordercy. - Dlaczego spowodowałaś, że jestem w ciąży z Lucjanem, którego wykreowałaś na jakiegoś chuja z ładną buźką?! - wrzasnęła na mnie z delikatnym rumieńcem.
- Evie, zrozum to było potrzebne ze względu na fabułę - spuściłam wzrok, który wbiłam w podłogę - Przepraszam - dodałam smutnym głosem.
- A teraz to przepraszasz?! - warknęła bardzo, ale to w chuj bardzo niezadowolona. Nagle poczułam czyjąś dłoń na ramieniu. Odwróciłam się i zobaczyłam... Mobiusa?! Z wrażenia pisnęłam ze szczęścia. Był przystojniejszy niż na obrazkach.
- M...M...Mobius? - spojrzałam na niego z fascynacją.
- Nie spodziewałbym się, że twórca Evie, będzie tak samo reagować, albo i mocniej na mój widok... - pokręcił głową i zaśmiał się cicho pod nosem.
- Masz to cofnąć! - wrzasnęła Evie.
- Evie... - podszedł do niej Mobius - Jak twoja twórczyni powiedziała, to wszystko jest na potrzebę fabuły - dodał. W życiu bym się nie spodziewała, że on stanie w mojej obronie.
- Też mam ciebie zabić? - syknęła.
- Przepraszam za nią - westchnął głośno mężczyzna. Podszedł do kobiety i pogłaskał ją po głowie. - Wracamy i to bez dyskusji - powiedział poważnie Bisu i rzeczywiście to zrobili. Zniknęli mi przed oczami. Eh... Został jeszcze tylko jeden problem. Jak ja mam się teraz uwolnić?! Z wrażenia zapomniałam poprosić jednego z nich o to by mnie rozwiązał. Poruszyłam się delikatnie i nagle lina się sama z siebie rozwiązała. Uniosłam jedną brew, zastanawiając się co się właśnie odjebało. Przecież przed chwilą nie mogłam się ruszać a teraz? Bez problemu się uwolniłam. Czyżby strach spowodował tą całą iluzję? A chuj wie, ważne że jestem już wolna...
~ Oj Evie, będziesz teraz miała przejebane ~ zaśmiałam się w myślach.

Od Darknessa C.D Khazra

  Czarnowłosy usiadł przed komputerem i odpalił owe ustrojstwo. Fragonia w kuchni właśnie parzyła mu kawę i przygotowywała coś na obiad, zostawiając Darkossa z jego własnymi problemami. Dziewczynka odwiedzała go często, pomimo przeprowadzki. Nie chciała utracić kontaktu ze swoim mentorem. Nadal skrycie podkochiwała się w dorosłym mężczyźnie, jednak wiedziała dobrze, że ich związek jest niemożliwy do zrealizowania. Choćby przez nietolerancję niektórych członków watach, nie tylko WKNu.
  Fragonia w końcu zaniosła swojemu mistrzowi kubek pełen gorącego napoju. Darkoss nie przepadał szczerze za kawą, jednak potrafiła dać mu mocnego kopa. I ponoć dobrze wpływała na figurę. 
  - Co będziesz robił? - zapytała ze znudzeniem brunetka, opierając się o jego ramię. Darkoss jedną ręką przejechał po policzku Frago. Brunetka mimowolnie się uśmiechnęła. Uwielbiała jego dotyk. 
  - Pisał kolejny raport. Nienawidzę tego cholerstwa, ale trzeba się poświęcać. - czarnowłosy upił pierwszy łyk gorzkiego napoju. 
  Skrzywił się i podał Fragonii kubek. Dał jej tym samym do zrozumienia, że za mało dolała do tego krwi i czerwonego barwnika. Zrezygnowana brunetka skierowała się w stronę kostnicy, aby dolać jeszcze trochę szkarłatnej cieczy do napoju swojego pana. Kiedy tylko stanęła na klatce schodowej, usłyszała donośne pukanie do drzwi. Przerażona odstawiła kubek. Kto mógł o tej porze czegoś chcieć od jej pana? Miała nadzieję, że nie jest to policja. Podeszła do drzwi i lekutko je otworzyła. W progu stała jakaś kobieta, niosąca jakiś pakunek. 
  - Gdzie Darkness? - zapytała i ominęła brunetkę, wchodząc do domu. Fragonia wzięła głęboki oddech. Dariusz ją za to zabije. 
  - Na górze. - westchnęła i pokazała nieznajomej wejście do biura Darknessa.

<Khazra? Przepraszam za to okropieństwo ;-;>

Od Pandory do Miyashi

Włóczyłam się bez celu poza miastem, pogoda nie była za ciekawa, ale jaki dzieciak przejmuje się pogodą. Miałam potrzebne rzeczy w plecaku. Wiał mocny wiatr, ale gdy tylko weszłam do lasu, zrobiło się ciepło, drzewa zatrzymują wieją wiatr. Szłam lasem, odgarnęłam spadające kosmyki moich włosów do tyłu, usłyszałam mały szelest i ujrzałam dziewczynę, w różowym stroju i z ogonem. Podeszłam do niej, miała również czerwone oczy.
-Cześć.
Powiedziałam, podchodząc do dziewczyny.
-Jestem Pandora, a ty jak się nazywasz?
Czerwono oka spojrzała, na mnie i po chwili odpowiedziała.
-Nazywam się Miyashi.
-Miło cię poznać Miyashi
Dziewczyna mi się przyglądała, tak jakby sprawdzała, czy jestem wrogiem.
(MIYASHI^^)

To musiało nastąpić..

...koniec świata. Żegnajcie panie i panowie! Mam napisać swój testament?
  A tak na serio: KONIEC ŚWIATA DOPIERO BĘDZIE, bo oto do bloga powraca VIPEROWA RUDA!

Godność:  Hikaru. Jako człowiek Hikaru White.
Płeć:  Wadera
Orientacja: Hetero
Wiek:  17 lat, jest nieśmiertelna;
Rasa: Wilkołak;

Od Mobiusa C.D Evie

Od ostatniej kłótni Evie nie odezwała się do mnie słowem. Nic dziwnego, po tym co jej powiedziałem. Aż narzuca się pytanie co jest lepsze "Słodkie kłamstwo, czy gorzka prawda"? Mimo świadomości, że dobrze postąpiłem czułem ogromny żal. Postanowiłem przeprosić dziewczynę, lecz już jej nie było. Jedyne czego się dowiedziałem to, to, że odjechała z Lucjanem. Nie wiedziałem gdzie, ani na jak długo. Wreszcie któregoś wieczoru przechodziłem obok knajpy i zobaczyłem przez szybę ładną brunetkę, która siedziała sama przy kontuarze. Miała na sobie spódnicę typową dla pań z lekkimi obyczajami, ale skoro wygląda na samotną, czemu nie dotrzymać jej towarzystwa? Wszedłem do środka i jak się okazało była to porządna kobieta, potrzebująca miłości po rozstaniu z mężem. Nigdy nie lubiłem korzystać z takich okazji. Zamyśliłem się i po chwili zamówiłem nad odpowiedni trunki. Obudziłem się ze znajomą czarną dziurą w pamięci. Czułem koszmarne kłębowisko złych snów z tyłu głowy. Otworzyłem oczy, a słońce przeszyło moje źrenice i wbiło się gdzieś w głąb silnie obolałej głowy. Miałem wrażenie, że mózg zaczyna skwierczeć i zaraz wypłynie mi uszami. Odetchnąłem ciężko ustami, jednak poczułem jedynie ohydny smak whisky i papierosów. Od razu poczułem ciężkość, mój żołądek był jak czarna torba wypchana śmieciami, a kibel czeka na ich zabranie. Co się działo wczoraj? Za nic nie pamiętam, jak mogę w ogóle kierować do siebie takie pytania, jak ledwo przypominam sobie jakie mam nazwisko? Usłyszałem donośne chrapanie obok mnie. Odwróciłem głowę, choć szyja zaprotestowała kującym bólem. Przetarłem ją dłonią na rozluźnienie i otwierając delikatnie oczy, by światło znowu nie wypaliło mi mózgu, dostrzegłem ułożoną na brzuchu nagą kobietę. Jak jej było na imię? Aishwa? Nie. Alisha? Jestem blisko, ale to jeszcze nie to. Przyjdzie mi to do głowy wcześniej lub później. Zobaczyłem ją przez szybę, rozstała się z mężem, mieliśmy spory ubaw, do momentu... Na imię jej Ashna! Pamiętam jak wołałem jej imię, gdy.. tego fragmentu, już pamiętać nie chcę. Spojrzałem na opuchnięte dłonie i liczne siniaki na ciele. Pod paznokciami była nawet zaschnięta krew. W głowie miałem złego psa, na trzeźwo potrafię trzymać go na wodzy, jednak gdy jestem pijany. Nie zdziwiłbym się jakbym kogoś skrzywdził. To kolejny powód dlaczego nie lubię alkoholu. Trzy tysiące lat i nie zrobiłem niczego co mogłoby mnie pogrążyć, lub siedziałoby mi na sumieniu do końca życia. Kto wie, może zrobiłem to zeszłego wieczoru? Prędzej czy później i tak to by się stało. Wspomnienia powoli wracały, ale nie chciałem się na nich skupiać. Dotknąłem delikatnie usta i wyczułem na nich tkwiący tłuszcz z typowych potraw na Assyrio. Otworzyłem szeroko oczy i nagle światło nie było mi straszne. Byłem w moim mieszkaniu. Zaciągnąłem się otaczającymi mnie zapachami. Kobieta nie pachniała jak ziemianka. Widocznie przekraczała teleport. Następnym razem pozostanę przy Imperium, mniejsze ryzyko... Najważniejsze, że wszystkie zęby mam na swoim miejscu. Sturlałem się z materacu na kolana, dźwignąłem się niepewnie na nogi i zachwiałem się, kiedy pokój zatańczył przed moimi oczami powolne tango. Ogarnę się i wyjdę na miasto. Poczułem przeszywający ból w skroni. Ewidentnie zajmie mi to chwilę dłużej
~Kilka godzin później~
- Nic nie mów mojej mamie, że będę miała dziecko z gwałtu - Gdy usłyszałem te słowa zamarłem. Patrzyłem na kobietę z niedowierzaniem. Gwałt? Przed oczami pojawił mi się cały obraz. Evie jest naprawdę silna, jak bardzo niebezpieczny jest ten mężczyzna, że... Zacisnąłem szczęki, aż do poczucia ogromnego bólu. Byłem zły na kobietę, że dała sobie to zrobić, a codziennie szasta niby istniejącą miłością do mnie. Jednak to uczucie szybko umilkło. Czułem przerażenie, współczucie i troskę. Wiedziałem, że tego nie chciała
- Pozwól mi na chwile przyjść do ciebie - Spojrzała na mnie błagalnie. Momentalnie się otrząsnąłem, zdjąłem swoją kurtkę i otuliłem nią Evie. Wziąłem dziewczynę na ręce i skierowałem się do wyjścia. Bez słowa wyszedłem na korytarz i nie zwracając uwagi na spoczywające na mnie spojrzenia zbiegłem po schodach. Kuzynka była na tyle zawstydzona tym co się dzieje, że schowała twarz w mojej koszulce i mocno zacisnęła na niej drobne pięści. Czułem przerażenie, serce biło mi jak młotem, ilość faktów, która napłynęła do mojej głowy była przytłaczająca
- Mobius, co ty robisz? - Usłyszałem właścicielkę burdelu, chciałem odwrócić do niej głowę, jednak błyskawica przeszyła moją skroń. Kac nadal mnie trzymał
- Nie widać? - Uśmiechnąłem się delikatnie do kobiety, a ta z niedowierzaniem kazała ochroniarzom mnie zatrzymać
- Kochany, rozumiem wszytko, ale nie możesz tak po prostu zabierać jedną z moich kobiet - Słysząc to zmarszczyłem brwi i zbliżyłem się do prostytutki
- Nie nazywaj ją jak jedną ze swoich brudnych dziwek - Wbiłem w nią wzrok pełen pogardy, Big mama zlękła się i upadła na ziemię. Widząc mnie pierwszy raz w takim stanie pozwoliła mi odejść. Ominąłem ochroniarzy, którzy prędko odsunęli się do tyłu z widoczną ulga, że nie muszę się ze mną bić. Przechodząc ciemnymi uliczkami po kilkunastu minutach znaleźliśmy się w moim starym mieszkaniu z Imperium. Nie był bardzo zadbany, jednak jest światło i woda, to co najważniejsze. Ułożyłem w siadzie Evie na twardym łóżku. Idąc do szafki z butelkami czystej wody, poczułem skurcz niezadowolonego żołądka. Tym razem towarzyszył mi ucisk, jakby dłoni owiniętej wokół moich organów. To obudziło wszystkie nieodpowiednie bodźce, kwaśny zapach jajek na miękko, smak frytek z kechupem, tłustych kiełbas, karkówki, sardynek i bekonu. Całe to gówno, którym się opychałem ostatniej nocy pomiędzy drinkami. Wiedziałem, że zaraz puszczę pawia, jednak w ostatniej chwili kwaśna gorycz zatrzymała się w gardle i powróciła do żołądka
- Wszystko w porządku? - Zapytała zaniepokojona Evie, a ja jedynie pomachałem zrozumiale dłonią. Otworzyłem zakurzoną szafkę, wyjmując butelkę wody. Obmyłem porcelanowy kubek wodą w umywalce i postawiłem go ciężko na blacie. Chcąc już zrobić to co zamierzałem, wsadziłem nagle głowę pod kran i całą ją zamoczyłem. Zrobiłem to jakby z nadzieją, że wszystkie troski ze mnie spłyną i wszelkie nieodpowiednie myśli. Otarłem się ręcznikiem i ułożyłem go na karku
- Jak powiesz ciotce o gwałcie na pewno zakończy tę maskaradę - Powiedziałem spokojnie nalewając wody do kubka
- Nie rozśmieszaj mnie, uzna, ze wymyśliłam tę bajeczkę, bo zaszłam w ciążę po jakże romantycznym i ostrym seksie z Lucjanem! - Warknęła z ironią - Pewnie zapomniałam o pigułkach i robię to bym mogła się z Tobą spotykać - Głos dziewczyny zaczynał się robić coraz bardziej donośny i nerwowy - Mam gdzieś tego chuja! Pokazać co mi zrobił!? Bił mnie i gwałcił! A może ty też mi nie wierzysz?! - Zaczęła krzyczeć, kobieta miała napad paniki. Uśmiechnięty, lecz poważny, dwukrotnie klasnąłem w dłonie, jak nauczyciel gramatyki przywołujący klasę do porządku
- Wierzę Ci - Westchnąłem biorąc kubek wody i podchodząc do dziewczyny - I nikt więcej Cie nie krzywdzi - Ucałowałem ją w czoło i dałem jej się napić. Wyprostowałem się i podszedłem do okna, zacząłem patrzeć na ludzi sunących po ulicach
- Nadal boli Cie brzuch? - Zapytałem niepewnie - Uderzył cię tam? - Spojrzałem na nią kątem oka
- Nie raz.. - Wydusiła z widocznym przeszywającym ją bólem
- Muszę zabrać Cię do szpitala, w każdej chwili możesz poronić - Nie odwracając się czekałem na jej odpowiedź. Evie dobrze mnie znała, wiedziała, że się martwię, ale targają mną także inne negatywne emocje. Chwilowo jej stan jest bardzo zły, jeśli zacznie krwawić, oznacza to, że może poronić. Na co mimo nękających mnie myśli, nie mogę dopuścić

< Evie? >

Od Kido "Walka z Horrible Smile”


Mężczyzna leniwie podniósł się z krzesła, reagując na głośny odgłos dzwonka. Podszedł do drzwi i odebrał kubełek kurczaków z KFC. Położył jedzenie na stoliku przed telewizorem i usiadł na kanapie. Od dwóch dni Kido planował wybrać się na miasto. Potrzebował pewnych przedmiotów, których na jego niekorzyść nie był w stanie zakupić przez internet. Znudzony, bez powodu przełączał kanały w telewizorze. Owszem, mógł zająć się czymś bardziej pożytecznym, ale w obecnej chwili nawet sprzątanie domu nie było dla niego konieczne. Parę tygodni temu zadecydował zatrudnić pokojówkę, więc większość jego dotychczasowych obowiązków, których i tak nie było dużo, zniknęło z "listy". Zmęczony potarł czoło i wyrzucił do kosza pusty kubełek. Niecałe dziesięć minut później odpalił motor i wyjechał z garażu. Zaparkował w pobliżu jednej z pobocznych alejek i zsiadł z motoru. Spokojnie wszedł w "bramy" kasyna i omijając wszelkie znane mu atrakcje usiadł przy barze.
- Do Keiry. - przeszył wzrokiem młodego pracownika.
Jedna z kobiet przy ruletce krzyknęła coś po włosku i podeszła do brązowowłosego.
- Keira? - mruknęła, wyjmując papierosa z ust. - Chodź ze mną.
Aki pewnym krokiem ruszył za dziewczyną. Rudowłosa doprowadziła go do pewnego momentu, po czym konkretnie zawróciła mrucząc coś pod nosem. Mężczyzna ruszył przed siebie, by po chwili zniknąć pod ciemnozieloną płachtą. Pociągnął za dźwignię i wszedł do piwnicy kasyna. W drzwiach stała niewysoka brunetka, o zielonych oczach. Owinęła kosmyk włosów wokół palca i zadała proste pytanie "To co zawsze?". Nie chodziło tu o używki, czy cokolwiek powiązanego z uzależnieniem. Kido oczekiwał na nową miksturę, która miała pomóc mu w dalszej pracy. Kobieta podała mu pudełko z trunkiem.
- Dam ci ją, o ile zrobisz coś dla mnie... Jeden z moich klientów skarży się na upiora przebywającego w ciemnych zaułkach.
- Upiora? - spytał, oglądając fiolkę.
- Dokładnie, podobno straszy samotnie chodzących ludzi, przez co bar nocny klienta podupada. Nie mam czasu aby się tym zająć więc daję ci pole do popisu.
- Mi? - przewrócił oczami.
- Tak.
- Inaczej tego nie dostanę? - wskazał na butelkę.
- Mógłbyś zrobić coś innego, ale wiem, że nie będziesz na to zbyt chętny. - odpowiedziała brunetka kręcąc głową.
- Jasne.
***
Stojąc po środku mrocznej alejki Aki wyciągnął za pleców genjitsu no sakkaku, w postaci sztyletu. Wyrył w ziemi "X" i powoli skierował się w głębszą stronę uliczki. Nie musiał spacerować zbyt długo, obrócił wzrok na pierwszy błysk ognia i zmusił bestię do przybrania prawdziwej postaci. Spokojnym krokiem wypełnionym unikaniem ataków doprowadził potwora do "X" i czekać na to co się wydarzy. Wcześniej zastawiona pułapka była genialnym pomysłem. Ospały Kido podszedł do kreatury i pozbawił go jego ordynarnej postaci.
- To było obleśne.
***
Odebrał swój przedmiot i powrócił do domu.

< To tak, do zwinności poproszę +300 :3 >

Od Alexa C.D Venus

Pomimo tego, iż dziewczyna rozmawiała z telefonem przyłożonym blisko ucha, wysoki głos osoby po drugiej stronie słuchawki był dość trudny do zignorowania. Wesoły szczebiot, bo tak to tylko można było nazwać, spowodowałby pewnie pęknięcie bębenków w moich uszach, gdyby to mnie przypadł zaszczyt odebrania połączenia. Był to zatem kolejny powód do tego, by obdarzyć szacunkiem dziewczynę siedzącą obok mnie, która zdawała się zupełnie nie zwracać na to uwagi. Na jej twarzy nie można było zobaczyć jakiegokolwiek grymasu, kiedy dzwoniąca osoba przeciągnęła głos na jakimś trudnym do zrozumienia przez to wyrazie. Odpowiedź Venus nielekko mnie wówczas uraziła, jednak moje ego nie pozwoliło mi dać tego po sobie poznać. Po raz już chyba setny leniwie przeciągnąłem się na łóżku lokatorki tego pokoju. Następnie ziewnąłem przeciągle, zamykając oczy i odruchowo drapiąc się z tyłu głowy. Trwało to ledwo kilka sekund, po których upływie opuściłem rękę oraz ponownie rozejrzałem się po pokoju. Moją uwagę wnet przykuło jednak stanowcze stwierdzenie dziewczyny odnośnie jakiegoś wyjścia.
- Że chę? - zapytałem, ciągle słabo kontaktując ze światem zewnętrznym.
Jej policzki z przepełniającej ją pewnie z wolna wściekłości przybrały blado różowy kolor, który w sumie nawet mi się podobał. Muszę ją zatem częściej denerwować, jednak nie do tego stopnia, by do akcji wkraczała patelnia... Kiedyś całkowicie przypadkiem wyrzucę to przeklęte naczynie kuchenne przez okno.
- Chociaż raz mógłbyś mnie słuchać. - powiedziała, raptownie wstając i ruszając w stronę ogromnej szafy - Specjalnie więc dla twojego niedorozwiniętego mózgu powtórzę, że idziemy dzisiaj na 18-tkę do Isabelle. I nie toleruję żadnych wymówek.
Nim po raz kolejny zdążyłem ziewnąć, zakryłem twarz dłońmi udając w ten sposób swego rodzaju załamanie. Tak naprawdę był to jednak pretekst do tego, by móc pozbyć się nadmiaru tlenu z płuc, nie pokazując tego dziewczynie. Kiedy cel ów postępowania został wykonany, opuściłem ręce, opierając je o kolana. Jednocześnie spojrzałem w stronę Venus, która jak typowa przedstawicielka tej piękniejszej części społeczeństwa stała przed otwartą na oścież szafą, w pozie wyrażającej głębokie zamyślenie.
- Chyba się przesłyszałem. Powiedziałaś: my? Przecież podobno jestem szkodnikiem, a z takimi nie wypada się przy ludziach pokazywać...
Na reakcję nie trzeba było długo czekać. W moją stronę poleciał jakiś przedmiot, lecz szybkość jego lotu nie pozwoliła na stwierdzenie, co to jest. Dopiero po tym, jak zamiast spotkać się z moją twarzą zaliczył spotkanie ze ścianą za mną, odważyłem się spojrzeć za siebie wprost na groźnie wyglądający but, którego obcas przypominał wykałaczkę idealną do nabijania gałek ocznych na jego czubek. Patrzyłem przez chwilę z lekkim niedowierzaniem na tą z pozoru niewinną część garderoby, która w jednej sekundzie może stać się przedmiotem czyjeś śmierci. Po chwili spoglądałem szeroko uśmiechnięty w stronę dziewczyny, w lewej ręce trzymając swoją nową broń, której para znajdowała się po drugiej stronie pokoju w dłoniach lokatorki.
- Naprawdę jest mi miło, że chcesz mnie zabrać ze sobą. Nie sądzę jednak, że taki bucik - mówiąc, uniosłem czarną szpilkę do góry - byłby odpowiedni dla mnie.
Nim jednak zdążyła odpowiedzieć - co znając życie byłoby jednoznaczne z krzykami oraz kolejnym butem lecącym w moją stronę - wstałem z łóżka i podszedłem do niej. Następnie podałem jej drugą część pary obuwia, nie pozwalając sobie odmówić spojrzenia w jej oczy. Ta skupiona była jednak na wyrywaniu wręcz z mojej ręki swojej własności, a zanim poniosła wzrok przyłapując mnie tym samym na dosłownym gapieniu się, odwróciłem głowę w kierunku wnętrza szafy. Widok, jaki tam ujrzałem, zapamiętam chyba do końca życia.
- Matko Boska... - jedynie te dwa słowa były w stanie opuścić moje gardło, a mina z pewnością odzwierciedlała zaskoczenie dające się słyszeć w samym głosie.
Nie mam bladego pojęcia, jakim cudem nie zauważyłem tego wczoraj wieczorem, ale w tej szafie... jest wszystko. Dosłownie. Spodnie, bluzki, koszule w kratki, w paski, trampki... i chyba to są koturny. Można by tak wymieniać w nieskończoność, albo ogólnie to nazwać jako jedno wielkie miszmasz. Problem polegał jeszcze na tym, że niekoniecznie wszystko miało swoje wyznaczone miejsce w tym meblu, w którym nie było widać tylnej ściany... A może właśnie odkryłem przejście do Narnii? Nie dane mi było jednak dalej spoglądać na to przypominające zakład odzieżowy po wybuchu atomówki miejsce, gdyż kilka sekund później drzwi od tego portalu do innego wymiaru zatrzasnęły się z hukiem, a przed meblem pojawiła się znajoma mi sylwetka.
- Nie waż się nigdy więcej zaglądać do mojej szafy, zrozumiano? - brzmiąca bardziej niż groźba aniżeli pytanie wypowiedź momentalnie przywróciła mnie do rzeczywistości.
Niemrawo skinąłem głową, kręcąc nią później nieco i mrugając oczami, zupełnie jakby tamten widok miał wkrótce stać się jednym z moich przyszłych koszmarów. No ale kto widział mieć upchnięte w jednym miejscu tyle ubrań?! Przecież to praktycznie niemożliwe! Zamiast jednak podzielić się tymi przemyśleniami z dziewczyną, cofnąłem się kilka kroków, by następnie obrócić się na pięcie i ruszyć w stronę pierwszej z brzegu wydawającej się być najbardziej interesującą w tym pomieszczeniu rzeczy, którą okazało się być okno. Według swoich zwyczajów, podszedłem do niego z prawej strony, jedynie kątem oka spoglądając na ciągnącą się pod spodem uliczkę. Jednak oprócz paru kubłów na śmieci, kilku będących kartonami domów oraz bezpańskich psów, nic ciekawego nie przykuło mojej uwagi na dłużej. Mimo to dalej wpatrywałem się niemal bezmyślnym wzrokiem w tą ślepą uliczkę, nie wiedząc, co dalej zrobić. Chwilę później jednak moja druga natura dała o sobie znać, czego dowodem na to było trudne do opisania swędzenie karku oraz zjeżenie się włosków tam znajdujących. Mimowolnie nakryłem to miejsce dłonią, zerkając przez ramię i tak jak się spodziewając, ujrzałem wpatrującą się we mnie Venus. Poza podobna do tej przed szafą, kiedy wzrok miała utkwiony we mnie, nie świadczyła o niczym dobrym. A przynajmniej dla mnie.
- Nie możesz tak iść. Musisz się przebrać. - Stwierdziła tonem nieznoszącym słowa sprzeciwu.
Ja jednak, posiadając tendencje do miana samobójcy, po raz kolejny spróbowałem sprzeciwić się jej woli.
- A kto powiedział, że pójdę? Może mam inne, ciekawsze rzeczy do zrobienia niż chodzenie na jakieś urodziny?
Pierwszą z odpowiedzi było niemal mordercze spojrzenie dziewczyny utkwione we mnie, które dało mi sporo do myślenia nad tym, czy aby na pewno lubię swoje życie. Chwilę potem ciszę panującą w pokoju przerwało jej ciche, aczkolwiek stanowcze stwierdzenie, będące poniekąd rozkazem oraz istnym szantażem.
- Ja powiedziałam, że pójdziesz. I powtórzę, że żadnych wymówek nie toleruję. A teraz bądź tak miły, wyjdź na korytarz, po czym wejdź w najbliższe drzwi po lewej stronie. Tam masz coś dla siebie znaleźć, a jak nie to sama ci wybiorę. A wierz mi, nie będę patrzeć na to, czy kolor owego ubrania to czarny, biały czy zielony. Nie zdziw się więc, jeśli za kilka godzin zmuszony zostaniesz do chodzenia w soczyście różowym garniturze, bo taki też tam jest. Twój wybór. - Kończąc, skrzyżowała ręce na piersi, uśmiechając się kpiarsko.
Ja natomiast przechyliłem lekko głowę, już chcąc pytać się, skąd niby miałaby się zabrać moja nagła niechęć do różowego koloru, o którym dotychczas nie rozmawialiśmy. Sprawa ta była bardzo podobna do tamtej, gdzie głównym obiektem mojej nienawiści są ogórki. Z resztą, do tej samej kategorii można podpiąć moje słynne i będące już przeszłością kłótnie z byłym szefem. Zamiast jednak zacząć ten temat, postanowiłem odpuścić, powolnym krokiem idąc w stronę drzwi, nie spuszczając jednocześnie wzroku z twarzy Ven. Kiedy znalazłem się dostatecznie blisko niej, odpowiedziałem.
- Zgoda, pójdę. Ale nie dlatego, że ty mi kazałaś. Nie można przecież przegapić okazji, żeby zobaczyć cię w sukience. - widząc jej zdenerwowane spojrzenie oraz te urocze rumieńce wykwitające na jej policzkach, dodałem - Chyba że okażesz się tchórzem i ubierzesz spodnie. Wtedy będę mieć niemały ubaw.
Nim lokatorka zdążyła zmienić zdanie i faktycznie przyczynić się do mojej śmierci, w oka mgnieniu znalazłem się przy drzwiach. Chwilę potem opuszczałem już korytarz, wchodząc do wskazanego przez dziewczynę pokoju. Chwila zastanowienia oraz sprawdzenie rozmiarów - co było dość ważne ze względu na przypuszczalne "kształty" poprzedniego właściciela - wystarczyły, by omijając szerokim łukiem wspominany wcześniej różowy strój wyjściowy (a więc jednak nie blefowała z nim), ponownie znaleźć się w pomieszczeniu, w którym dzisiaj rano się obudziłem. Rzuciłem wybraną część garderoby na łóżko, obserwując krzątającą się po pokoju dziewczynę. Nim jednak zdążyłem się odezwać, usłyszałem odpowiedź:
- Idę kupić jakiś prezent dla Isabelle. Ty w tym czasie zrób, co też miałeś takiego ważnego. Jak wrócę wypiorę to, co tam sobie zabrałeś i zacznę się przygotowywać. Masz tu być o wpół do szóstej, wykąpany i wyglądający jak człowiek. Nie chcę, żeby myśleli, że przyszłam z bezdomnym, zrozumiano?
Nie czekając na moją odpowiedź, zabrała rzuconą na biurku torebkę, po czym ruszyła w stronę drzwi. Nim zdążyła wyjść, zdołałem z siebie wydusić:
- A jeśli nie przyjdę i cię wystawię to co mi zrobisz?
Odpowiedź nadeszła niemal natychmiast, a ja sam siebie przeklnąłem za to, że tak dobrze mnie zna.
- Za bardzo mnie lubisz, by zrobić coś takiego. - Posłała w moją stronę promienny i zarazem szyderczy uśmiech, po czym zniknęła na korytarzu.
*****************************************
Po załatwieniu kilku spraw, zarówno na Ziemi jak i Delcie oraz wypełnieniu rozkazu dotyczącego prysznica, ze zrezygnowaniem przeniosłem się ponownie do domu dziewczyny. W ostatnim momencie zdałem sobie sprawę z tego, że mogę wpaść w najmniej odpowiednim momencie. Dlatego bardziej ze względu na dobre samopoczucie Venus niż swoje korzyści płynące z zobaczenia "czegoś więcej", przeniosłem się w taki sposób, aby stać twarzą skierowaną w kierunku ściany, celowo robiąc przy tym nieco hałasu. I tak jak się spodziewałem, odpowiedział mi cichy okrzyk zaskoczenia oraz krzątanina gdzieś za moimi plecami. Czy ja zawsze muszę być taki nieomylny? Moje ego wzrosło co najmniej dwukrotnie.
- Czyżbym ci w czymś przeszkodził? - zapytałem niewinnym głosem, ruchem sugerując chęć odwrócenia się w jej stronę.
Nim jednak zdążyłem chociażby w połowie wykonać ten gest, na mojej głowie wylądowało jakieś ubranie w czerwoną kartkę.
- Nawet nie próbuj tego zdjąć. Inaczej szykuj się na swój własny pogrzeb.
Jej głos nie był jednak przepełniony groźbą czy też strachem tak jak można by było przypuszczać, a czymś na kształt ulgi. Chwilę zajęło mi zrozumienie i pojęcie, że powodem dla ów spokoju odnośnie jej "bezpieczeństwa" mogła być czarna mgła, z wolna rozpływająca się w powietrzu wokół mnie. Było to bowiem świadectwo tego, że nie stałem tutaj zbyt długo. A przynajmniej nie jako człowiek.
- Spokojnie... Aż takim zboczeńcem nie jestem, a przynajmniej na takiego postaram się nie wyglądać.
Odpowiedziało mi jedynie ciche westchnienie, które było ostatnim dźwiękiem, jaki usłyszały cztery ściany pokoju przez następne 5... 10... 15... 20... minut.
- Długo jeszcze, zaraz korzenie tu zapuszczę... - niemal wyjęczałem, opierając czoło o ścianę, co z perspektywy obserwatora musiało wyglądać komicznie zważywszy na moje "nakrycie głowy".
- Daj mi jeszcze 15 minut, muszę iść do łazienki. Ty w tym czasie się przebierz. To co wybrałeś zostało jeszcze wyprasowane, więc uszanuj moją pracę.
Po tych słowach dało się słyszeć cicho zamykane drzwi, a następnie równe oraz stanowcze kroki na korytarzu. Co ona taka spięta jest? Z ulgą zdjąłem tą jeszcze gorzej wyglądającą z zewnątrz niż z mojej poprzedniej perspektywy koszulę, nie rozumiejąc, na co ta cała maskarada. Jakby mogła mieć coś, co by mnie zdziwiło... jakkolwiek dziwnie to brzmi. Wnet porzuciłem jednak te myśli, rozglądając się po pokoju. Porządek w nim można by porównać do miejsca, gdzie wpuszczono stado rozwydrzonych małp napędzanych podwójną dawką kofeiny. Z trudem odnalazłem to, co wedle woli Ven miałem założyć. Gratulując więc sobie za pomysł z zabraniem jedynie połowy stroju, zmianie uległa tylko górna część garderoby. Wykazując się jednak typowym bezmózgowcem, najpierw ściągnąłem to co miałem na sobie, a dopiero potem zabrałem się za rozpinanie guzików swojego przyszłego ubioru. I choćbym nie wiadomo jak głośno się zachowywał, nie byłem w stanie nie usłyszeć ponownie otwieranych drzwi. Przez chwilę obawiałem się, że może to być właścicielka tego domu, lecz kiedy nie usłyszałem żadnego krzyku uznałem, że tylko jedna osoba mogła tu wejść. W głowie pojawiło się wspomnienie z wczoraj, kiedy to weszła do pokoju i zastała mnie rozłożonego w najlepsze na jej łóżku... Jeśli teraz ma takie same rumieńce na policzkach, warto by je było zobaczyć.
- Gdzie tu sprawiedliwość, ja się pytam? - rzuciłem przez ramię, kończąc walkę z ostatnim guzikiem - Ja nie mogę na ciebie patrzeć, a ty się lampisz przez cały czas. Buzię lepiej zamknij.
- Jakbym miała na co patrzeć. - usłyszałem odpowiedź, a następnie kolejną krzątaninę z tyłu - Butów zapomniałam, a bez nich nigdzie nie idę.
- Czyżby to były te zabójcze szpilki, którymi chciałaś mnie zabić? - zapytałem, narzucając ma siebie materiał.
- Tak, to właśnie te. Widziałeś je gdzieś moż... Dobra, już mam. - nie czekając na moją reakcję, bardziej usłyszałem niż zobaczyłem, że ponownie zmierza w stronę drzwi - Czekam na ciebie za 10 minut na zewnątrz, ulicę dalej. Ani mi się waż spóźnić.
Po tych słowach zniknęła ponownie, pozostawiając mnie z pytaniem na wagę życia i śmierci: ubrała te spodnie czy nie? Bo nie wiem, jakie jest inne wytłumaczenie na to, że ciągle ucieka przed moim wzrokiem... No bo chyba nie chodzi po całym domu w samej bieliźnie, no nie? Ale jeśli jednak tak było... Do diabła, mogłem się odwrócić. Takie właśnie myśli towarzyszyły mi przy zapinaniu rzędu guzików, a kiedy dotarłem do dwóch ostatnich najbliżej szyi, włączył mi się tryb leniwca. Zamiast więc dalej się tym zajmować, dałem sobie święty spokój. Dopiero teraz zrozumiałem, w co ja się tak faktycznie wpakowałem. Ja, dusza towarzystwa, otwarty na nowe znajomości, wieczny optymista. Czuć ten sarkazm. Już chciałem ponownie zniknąć w cieniu, jednak coś kazało mi zostać i czekać... Sam nie wiem, na co i co by to miało takiego być. Zmarszczyłem lekko brwi, kręcąc po chwili głową, po czym ruszyłem w stronę ostatnio upatrzonej sobie przeze mnie szafy. Nim jednak zdążyłem dojść do wymaganego cienia, na korytarzu ponownie rozległy się znajome kroki. Z ledwością zwalczyłem pokusę wyjrzenia na hol, lecz słysząc głosy dochodzące z dołu domu całkowicie upewniłem się w przekonaniu, że byłby to bardzo zły pomysł. I tak już czułem się bowiem jak przestępca, który stojąc przy tych drzwiach podsłuchuje każde ze słów mieszkańców tego domu.
- Nicol, a ty dokąd? - dało się słyszeć głos kobiety, która jeszcze kilka godzin temu przyszła do jej pokoju i przykrywała Ven niezliczoną ilością kocy - Dzisiaj rano byłaś umierająca, a teraz wychodzisz? I to w takim stroju?
Pierwsze, co przeszło mi przez myśli: a może jednak nie założyła tych spodni? Chwilę potem potrząsnąłem mocno głową, skupiając się na powoli rozkręcającej się kłótni na parterze, próbując znaleźć jakieś wyjście z tej sytuacji. Niestety, miałem tylko jeden pomysł, jednak wiem, że wprowadzenie go w życie może mi zapewnić "gniew Venus" oraz kolejne spotkanie z Panią Patelnią, a tego mój nos może już nie wytrzymać.
- Idę na 18-tkę do Isabelle. Umówiłam się z nią już wcześniej i nie chcę jej sprawić teraz przykrości nie przychodząc. Bardzo jej zależy na mojej obecności.
Bardzo przekonywująca zarówno odpowiedź, jak i głos dziewczyny na mało jednak się zdał. Starsza kobieta odpowiedziała tak szybko i zwięźle, że jej słowa można porównać do naboi opuszczających broń maszynową: trafiających w cel z zawrotną prędkością. W niektórych momentach było ją dość trudno zrozumieć, jednak ogólny sens wypowiedzi był taki: nigdzie nie pójdziesz. Rzucane były różne argumenty, między innymi jej poranny stan zdrowia, możliwość nawrotu choroby, po te prawdopodobne na różnych "imprezach", czyli pijaństwo, naćpanie się, gwałt i tak dalej. Zostawię to może lepiej bez komentarza. Na nic się zdały zapewnienia Venus, iż wszystko jest w porządku oraz że nic jej się nie stanie, bo będzie na siebie uważać. Taka wymiana zdań trwała jeszcze dość długo, a kiedy usłyszałem kroki rozchodzące się już na schodach, uznałem że nie ma na co czekać. Szczerze? Nawet nie wiem, po co to robię. Równie dobrze mógłbym przecież siedzieć z nią w pokoju do końca dnia, jednak coś kazało mi zrobić wszystko, byleby tylko wyciągnąć Ven z tego domu. Kilka sekund później już stałem przed drzwiami wejściowymi, rezygnując ze swojego jakże rozpoznawalnego walenia jak ostatni idiota na rzecz kilkukrotnego, lekkiego, aczkolwiek stanowczego pukania. Chwila wyczekiwania, aby kroki za tym przeklętym kawałkiem drewna ucichły, a zasłonka w bocznym oknie przestała falować, by w końcu usłyszeć chrzęst otwieranego zamka. Przywołałem na twarz jakże promienny i sztuczny uśmiech, w następnej sekundzie posyłając go właścicielce tegoż domu pojawiającej się w szparze powstałej między drzwiami a futryną.
- Dzień dobry. Czy zastałem jeszcze Nicol? - rzuciłem, w duchu modląc się, by owa kobieta nie rozpoznała ubrania, które mam aktualnie na sobie.
Ta odpowiedziała dopiero po chwili, przed tym jeszcze zerkając przez ramię do wnętrza domu. Cóż za kobieca solidarność.
- Dzień dobry... Tak, jest i będzie w domu. Coś przekazać?
No i fajnie. Co by tu wymyślić, żeby ją wyciągnąć... Dobra, idziemy na żywioł. Zmarszczyłem lekko brwi, udając w ten sposób niemałe zdziwienie oraz powątpiewanie w prawdziwość słów właścicielki.
- Dziwne. Jeszcze kilka dni temu mówiła, że pójdzie. Spotkałem ją nawet dzisiaj przed południem na mieście i dalej uważała, że się pojawi. Wspominała coś o tym, że źle się czuje, dlatego obiecałem, że przyjdę... Mogę z nią chociaż porozmawiać? Chciałbym wiedzieć, czemu nagle się rozmyśliła.
Na raz za jej plecami dało się słyszeć szybkie wbieganie po schodach, a następnie trzask zamykanych drzwi. Kobieta zerknęła przez ramię, a po cichym westchnieniu wpuściła mnie do środka. Stanąłem w małym i dziwnie przytulnym holu, którego sklepienie stanowiło jedność z tym na piętrze. Prowadziły na nie drewniane i nasuwające wrażenie całkiem starych drewniane stopnie, po których to chwilę temu wbiegała Venus. Gdzie jej tak śpieszno? Nie dane było mi się jednak dłużej nad tym zastanawiać, gdyż czując na sobie czyiś wzrok zmuszony byłem spojrzeć w kierunku właścicielki ów domu, która przyglądała mi się badawczym wzrokiem. Wykorzystując więc cały talent aktorski, jaki mam w sobie, udałem zdanie sobie sprawy z naprawdę poważnej gafy (co po części było nawet prawdą), wyciągając rękę przed siebie.
- Niech mi pani wybaczy, zapomniałem się przedstawić. Alexander Midnight, choć nie obrażę się, jeśli będzie mi pani mówiła Alex.
Ta najpierw spojrzała na mnie zaskoczona, po czym podała mi swoją dłoń, odpowiadając:
- Cecylia, miło mi cię poznać. Skąd tak w ogóle znasz Nicol? Nigdy o tobie nie wspominała.
Nie dziwiąc się na to bardzo dobre pytanie, próbowałem na szybko wymyślić jakąś odpowiedź. Z tej opresji uratował mnie ponowny trzask zamykanych na górze drzwi oraz tupot stóp na schodach. Spojrzałem w tamtą stronę... i tylko przykrywczy uśmiech zdobiący moją twarz był powodem, przez który nie przeklnąłem głośno. Te zabójcze buty, które jeszcze dzisiejszego ranka miały za zadanie pozbawić mnie oczu, teraz prezentowały się znacznie lepiej na zgrabnych oraz sprawiających wrażenie niesamowicie długich nogach dziewczyny. Wraz z każdym pokonywanym przez dziewczynę stopniem miałem okazję patrzeć na falujący delikatnie rąbek sukienki, co jakiś czas dotykający skóry nad kolanem. Po chwili wzrok prześlizgnął się we wręcz ślimaczym tempie do wciętej talii, która jednocześnie stanowiła linię oddzielającą rozkloszowany, blado różowy dół stroju od czarnej góry, pozostawiającej odkryte obojczyki. Popularne ramiączka zastąpiły cienkie paski oplatające ramiona. Całość stroju dopełniała luźna, rzemykowa bransoletka znajdująca się na jej lewym nadgarstku oraz niemal ciężki do zauważenia makijaż. Nawet zwyczajnie rozpuszczone włosy zdawały się być dziełem najlepszego w swoim fachu fryzjera na świecie... Do diabła, mogła ubrać te spodnie. Będę czuć się zazdrosny.
- O, Alex, już jesteś. - głos dziewczyny wyrwał mnie z zamyślenia, a uśmieszek widoczny na jej twarz świadczył o tym, iż doskonale zdawała sobie sprawę z tego, jak duże wrażenie wywarła - Niestety, ale nie mogę iść na urodziny Isabelle. Możesz ją w moim imieniu przeprosić i dać ten prezent?
Dopiero teraz zauważyłem, że w prawej dłoni trzyma ozdobną torebkę, którą podsunęła pod moją rękę. Patrząc jej w oczy i rozumiejąc, co ma przez to na myśli, zabrałem pakunek odpowiadając:
- Szkoda. Isabelle bardzo się cieszyła, kiedy powiedziałaś jej, że przyjdziesz. Zaplanowała cały wieczór tak, abyście mogły spędzić jak najwięcej czasu ze sobą... Trudno, przekażę jej to, a i prezent też... A ty co będziesz teraz robić?
Dziewczyna przybrała najbardziej smutny i zniechęcony wyraz twarzy, na jaki chyba tylko ją było stać, po czym wzruszając ramionami odpowiedziała:
- Jeszcze nie wiem. Nie mogę wyjść, więc chyba pozostaje mi siedzieć przez cały wieczór przed telewizorem i oglądać jakieś odmóżdżacze albo podglądać w oknie naszą sąsiadkę. Wczoraj wyrzuciła telewizor przez okno, kto wie, może dzisiaj to będzie listonosz?
Jedynie uważny wzrok Venus powstrzymał mnie od parsknięcia śmiechem. No tak, to zdecydowanie nie jest czas na to. Poza tym, wciąż czułem na nas wzrok właścicielki domu, której już z pewnością zaczęło być żal Nicol. Wzdychając więc cicho, cofnąłem się w stronę drzwi. Po omacku rozpocząłem poszukiwania klamki, a kiedy ją znalazłem, rzuciłem w stronę Ven:
- Mam tylko nadzieję, że nie zanudzisz się tutaj na śmierć. Spróbuję jakoś wyjaśnić Isabelle, że chciałaś przyjść, ale nie mogłaś. Powinna to zrozumieć, w końcu przyjaźnicie się od wielu lat. Wybaczy ci, na pewno.
Nim jednak ta zdążyła odpowiedzieć, Cecylia teatralnie uniosła ku górze obie ręce, wzdychając przy tym głęboko i mówiąc w stronę dziewczyny:
- No już dobra. Idź. Ale pod warunkiem, że... - dalszy ciąg jej wypowiedzi został zagłuszony przez rzucającą się na nią Ven.
Po silnym uścisku, podziękowaniu i wysłuchaniu listy warunków (która zdawała się ciągnąć w nieskończoność), w końcu wyszliśmy na zewnątrz. Mnie też postawiono jednak warunek, aby Nicol wróciła - tutaj ciąg przymiotników - do domu. Nie mając innego wyjścia zgodziłem się, jednocześnie próbując nie wywrócić przez ciągnącą mnie jak psa dziewczynę. Ruszyliśmy w ciszy, a ja wręcz czułem, jak ktoś ponownie patrzy przez to boczne okienko. Po wejściu na chodnik, bez słowa jednocześnie skręciliśmy w prawo, by po kilkunastu metrach zgodnym krokiem wejść w opuszczoną uliczkę i rozpłynąć się w powietrzu. To Venus wybrała cel teleportacji, tak więc dopiero po opadnięciu mgły mogłem rozejrzeć się dookoła. Staliśmy na uboczu jakiegoś przepełnionego parkingu, otoczonego z każdej strony lasem. Z oddali słychać było głośną muzykę, której brzmienie już przyprawiało mnie o mdłości.
- W co ja się tak właściwie wkopałem? - zapytałem sam siebie, a widząc idącą w kierunku wielkiego budynku dziewczynę, ruszyłem za nią.
Będąc prawie przy drzwiach, widząc wpatrujących się w Venus facetów, - nie trzeba opisywać powodów do takiego postępowania ani ich spojrzeń - mimowolnie objąłem ją w pasie, przyciągając bliżej siebie. Nim ta zdążyła coś powiedzieć, pochyliłem się w jej stronę i rzuciłem szeptem:
- Jakby nie patrzeć, obiecałem cię pilnować. A widząc tych tu z boku, którzy najchętniej zjedliby cię na kolację i nie tylko, nie mogę nie reagować. Wierz mi, jeszcze mi za to podziękujesz. I nie, wcale nie jestem zazdrosny. - dodałem po chwili, widząc spojrzenie Venus.

<Ven? Dostałaś trochę swobody i już go jak psa traktujesz. Wybacz za końcowy chaos, ale naprawdę, ja się poprawię ;-;>