Strony

14 maja 2017

Od Fragonii "...kiedy łowca staje się zwierzyną" do Fox

   Fragonia uklękła i delikatnie pogłaskała martwego kozłorożca. Tak właśnie nazywała te stworzenia, przypominające kozy, jednak z rogiem na czole. Złożyła mu krótkie podziękowania. Jego truchło było jej cholernie potrzebne. Poza tym mogła w końcu pokazać ojcu, że poza wypadami do innych kolonii. Tak strasznie brakowało jej wypadów z Kathrine.. Humanoidalna przyjaciółka, przypominająca chichuachuę. 
  Spojrzała na zegarek. A więc.. dzisiaj spotkanie. Nie miała ochoty tam wbić. Najchętniej zostałaby w domu, gdyby nie to, że Sue została i jak na złość urządziła sobie z przyjaciółkami jakieś party. Miały tam siedzieć do drugiej nad ranem, grzebiąc w jej rzeczach i wyśmiewając jej kolekcje figurek. To było upokarzające. 
   Brązowowłosa przerzuciła sobie truchło przez ramie i ruszyła w stronę koloni. Na szczęście nie było to  daleko. Nie rozmyślając dłużej ruszyła do przodu. Chciała jeszcze przed nocą znaleźć się w piwnicy, gdzie mogła w spokoju poczytać książki. Musiała również pilnie porozmawiać z ojcem na temat swoich nocnych wypadów do innych kolonii i przeprosić go po ostatniej kłótni. Zwykle szybko przepraszała ojca, tym bardziej, że miała słabość do jego maślanych oczu i łagodnego uśmiechu. Zawsze czuła się przy nim swobodnie. Był dobrym człowiekiem, chociaż aż za bardzo troskliwym. I uwielbiał mieszać się w jej życie prywatne. 
  Wszyscy ludzie z wioski skupili swój wzrok na niosącej zdobycz Fragonii. Dziewczynka poczuła się dosyć niezręcznie. Przełknęła ślinę. Od kiedy to polowanie było dla tych ludzi czymś tak niesamowitym, żeby przypatrywali się córce jednego ze słynniejszych polityków, który planował w przyszłości dostać się do rady? Dziewczyna rzuciła zwierzynę przed drzwi domu. Zapukała do chaty. Serce biło jej coraz mocniej. Modliła się w duchu, aby ojciec był w domu, bo nie zniosłaby zachowania Sue. Dziewczyna z reguły zawsze była dla niej wredna, jednak kiedy w domu była głowa rodziny przynajmniej nie była aż tak sarkastyczna. 
  Ku niezadowoleniu brązowowłosej drzwi otworzyła jej wysoka blondynka, skąpo ubrana, nawet jak na Qan'ranczyka. Uśmiechnęła się złośliwie do brunetki, która spuściła tylko głowę.
  - Ocho, panna wojownik wbiła do chaty. Zobacz dziecko, jak ty wyglądasz. Stare przekrwawione szmaty.. pasują do ciebie jak ulał. 
  Widocznie miała dobry dzień, stwierdziła Fragonia i próbowała ją ominąć, jednak blondynka podcięła jej nogę, przez co czternastolatka upadła na ziemię. Dziewczynka chciała się jak najszybciej ulotnić. Dzisiaj z ojcem już nie porozmawia. 
  - Powiedz tacie, że przepraszam. - mruknęła cichutko i wstała, otrzepując kolana z kurzu. 
  W głowie przeklinała blondynkę. Szkoda, że nie potrafiła powiedzieć jej prosto w twarz, jaką ona była suką. Odwróciła się od dziewczyny i nie czekając na jej kolejne złośliwe uwagi, pobiegła przed siebie, w stronę wyjścia. Dzisiejszą noc spędzi u Kathrine o ile jej dumny ojciec na to pozwoli.
   Idąc tak rozmyślała nad tym wszystkim. Ojciec wiele razy proponował jej wyjście na zewnątrz. Kilku ludziom z wioski udało się przedostać do Imperium. Choćby dlatego, że udało im się wytworzyć podróbki chipów. Fragonia jednak nigdy nie chciała zakosztować życia w wielkim mieście. Nienawidziła tamtych ludzi. Co było w nich takiego wspaniałego?! Mieli siebie od lepszych, wykorzystywali jej braci... 
  Po chwili zdała sobie sprawę, że weszła na zupełnie nieznane tereny. Nie przypominała sobie tej łąki. Zdezorientowana próbowała zawrócić, jednak wiedziała, że zgubiła drogę. Ile szła? Pół godziny? Dziesięć minut? Spojrzała na zegarek. Trudno, jej grupa będzie musiała obejść się bez interwencji dziewczyny. I tak, od czasu wypadku nienawidziła tych ludzi równie mocno, jak Imperalczyków. 
  Nagle poczuła uderzenie. Upadła na ziemię zdezorientowana. Zdała sobie sprawę, że dwie ręce chwytają ją za biodra i unoszą do góry. 
  - No proszę! - czarnowłosy, nieznany dziewczynie mężczyzna spojrzał na swój łup. - Byłem pewien, że umarłaś, a tu niespodzianka! 
  - M-my się znamy? - wyjąkała brunetka. 
  Do czarnowłosego po chwili dołączyła jeszcze jedna osoba. Miała kobiece kształty, jednak twarz zasłaniał kaptur. Fragonia nie była w stanie dostrzec jej pełnego oblicza. Miała wrażenie, jakby ona w ogóle nie posiadała mordy. Czarnowłosy przerzucił ją przez ramię, zanim ta zdołała się dokładnie przyjrzeć kobiecie.
  - PUSZCZAJ MNIE! - wrzasnęła przerażona. - TO PODCHODZI POD MOLESTOWANIE SEKSUALNE!!! 
   - Nie. -zaprzeczył mężczyzna wkładając swoją rękę pod bieliznę dziewczyny. Ścisnął jej pośladek. - T O podchodzi pod molestowanie seksualne. 
   - Pani, proszę, pomóż! - pisnęła przerażona w stronę dziewczyny.
   - Panie, ja tu tylko po duszę przyszłam. - westchnęła kobieta o dziwnym akcencie.

<Fox? Żem się rozpisała. Postanowiłam zacząć fabułę od nowa, ze względu na zmianę fabuł bloga. Sorry, jeżeli ci coś przerwałam.>
  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Wędrowcze, oto masz możliwość pozostawienia po sobie śladu! Proszę o podpisanie się nickiem na howrse/imieniem postaci na Divided Kingdom. Obraźliwe i anonimowe komentarze będą usuwane!