Od Taigi

Promienie słoneczne, nieznośnie dawały o sobie znać, świecąc mi prosto w oczy. Odwróciłam się od okna, a raczej dziury, która tylko kształtem okno przypominała. Przykryłam się szarym kocem po sam czubek głowy i westchnęłam głęboko. Kolejny dzień w tym jeb.anym labiryncie. Codziennie powtarzam sobie, że zmienię miejsce zamieszkanie i za każdym razem kończy się tym samym. Leniwie podniosłam się do siadu, rozglądając się dookoła, wszystko było w nienaruszonym stanie, a więc żaden nieproszony gość nie rozgościł się w mym skromnym mieszkanku. Wstałam z materaca, poprawiając białe włosy, które nieznośnie odstawały w każdym możliwym kierunku. Przeczesałam je dłonią kilka razy, aby chociaż trochę wyglądały na ułożone. Obmyłam twarz, opierając się ramionami nad małą miską, do której skapywały krople wody z mej twarzy. Oblizałam usta i uniosłam głowę ku górze, jakbym chciała wynurzyć się z odmętów wodnych i zaczerpnąć odrobinę świeżego powietrza.
Tak jak spałam, tak wyszłam na ścieżkę, a więc w fioletowej bieliźnie z niewielkimi kokardkami. Nigdy jakoś specjalnie nie zwracałam na nią uwagi, miała jedynie przykrywać intymne miejsca, a to czy będzie czarna, różowa czy biała, nie miała dla mnie najmniejszego znaczenia. Przeciągnęłam się i zrobiłam kilka przysiadów oraz skłonów, żeby rozprostować swoje, już jakże stare kości. Przejechałam wzrokiem po ścianach, kiedy zauważyłam znajomą zwisającym sylwetkę. Trzeba przyznać, że gdy weszłam tutaj pierwszy raz, to pełna od razy zaczęłam atakować wisielca, w końcu mało kto spodziewałby się tego, że zacznie mnie on atakować i dusić. Teatralnie zakryłam się rękoma, udając wielce zaskoczoną i oburzoną.
- Znowu mnie podglądasz, jak Ci nie wstyd! Biedną, bezbronną dziewczynę, aj, aj i tak twą żoną nie zostanę - Odwróciłam się do niego plecami, przykładając rękę do czoła. Weszłam do "domu", gdzie zaczęłam szukać swych ubrań, oraz całego ekwipunku. Chyba naprawdę potrzeba mi znajomych, zaczynam gadać z trupem, a to chyba źle. Założyłam na usta szarą maskę, która stanowiła dopełnienie całego stroju. Dołożyłam jeszcze pelerynę, która osłaniała całą moją twarz. Na ziemi, lepiej nie rzucać się w oczy, a nie ma się co oszukiwać, tam u nich panuje zupełnie inny styl, już raz przeszłam się po ulicy bez peleryny i wywołałam niemałe zamieszanie. Ostatni raz spojrzałam na zdjęcie matki. Uśmiechnęłam się sama do siebie i schowałam je w odpowiednie miejsce za pasem, z którego nie miało szans wylecieć. Jeżeli nie mam już nikogo na tym świecie, to niech, chociaż ona na mnie patrzy, gdziekolwiek się teraz znajduję. Dynamicznie ruszyłam na mur, który stanowił jedną ze ścian labiryntu, aby zaraz znajdować się nad nią. Dzięki jednej z moich mocy mogłam wręcz chodzić w powietrzu, co ułatwiało mi życie, w wielu sytuacjach. Rozejrzałam się dookoła, podziwiając widoki. Człowiek to jednak jest głupi. Może widzieć coś po raz tysięczny, a pomimo to wciąż wzbudza to w nim zachwyt. Najlepiej byłoby iść do wielkiego drzewa, tam znajduje się telereporter, jest blisko i poszłoby to szybko, ale jest jeden maleńki problem. Drzewne istoty, które bacznie obserwują okolice, aby nikt nie przedostał się do innego świata. Kilka razy udało mi się obok nich przemknąć, ale po ostatniej podróży, chyba troszkę się na mnie zdenerwowały. Jednakże! Kto nie ryzykuje, ten nie zyskuje. Będąc kilka metrów od docelowego miejsca, przygryzłam dolną wargę, obmyślając plan, w jaki mogłabym się tam dostać. Nie mam zamiaru znowu stanąć z nimi oko w oko. Włożyłam niesforny kosmyk włosów za ucho i podbiegłam jeszcze bliżej oraz wyżej. Nigdy nie miałam miarki w oczach, dlatego miałam leciutkie obawy przez tym, że wyląduje w złym miejscu, co z takiej wysokości skutkowałoby złamaną kością, jak nie kośćmi. Ostatecznie wylądowałam idealnie na niewidzialnej płytce tuż przed teleportem. Nie oglądając się za siebie, wskoczyłam do niego. W mgnieniu oka znalazłam się w starym budynku, gdzie leżały puste butelki oraz odłamki cegieł, czy też desek. Wstałam z ziemi, strzepując z siebie niewidzialny kurz. Ulotniłam się z pomieszczenia, wychodząc na mało ruchliwą ulicę. Odetchnęłam pełną piersią i żwawo ruszyłam do baru, który znajdował się nieopodal, aby coś zjeść. Po ostatniej jakże udanej wizycie tutaj pozwoliłam sobie pożyczyć kilka groszy od nieznajomego. Wyciągnęłam z kieszeni jeden banknot i kilka monet.
Jedzenie w tym świecie było po trzykroć lepsze niż to u nas, sama nie wiem, czy to ze wzgląd na to, że są tak bardzo do przodu, czy może też przez to, że przywiązują do tego stanowczo większą wagę, aniżeli w naszym świecie. Spojrzałam na jajecznicę oraz dwa tosty, które właśnie stały przede mną, z zadowoleniem złapałam za widelcem i zaczęłam jeść. Dopijałam świeżą kawę, kiedy do mych uszu doleciały bardzo ciekawe słowa.
- Podobno możesz w tym kasynie wygrać nawet dziesięć racy więcej, niż włożysz, ogarniasz to?! - Podniosłam kącik ust, przysłuchując się ich rozmowie, jednak szybko zakończyli temat, który był dla mnie najistotniejszy. Westchnęłam pod nosem. Nienawidzę tego robić, ale tutaj działa to lepiej aniżeli używanie siły. Podeszłam do owych mężczyzn i nachyliłam się w taki sposób, aby było widać skrawek mego dekoltu. Uśmiechnęłam się zalotnie i starałam się wysilić na jak najmilszy ton głosu.
- Słyszałam panowie, jak mówicie o pewnym kasynie, może powiecie mi coś więcej?
- A co taka śliczna buźka chce szukać w kasynie? Nasze towarzystwo jest o wiele ciekawsze!
- Mimo wszystko lubię się dobrze zabawić - Zaśmiałam się krótko. Po krótkiej rozmowie dowiedziałam się wszystkiego, co chciałam. Dawno nie grałam... Może szczęście się teraz do mnie uśmiechnie? Co prawda nie zależy mi na pieniądzach, wolałabym grać o piękne kryształy, ale lepszy rydz niż nic.
~*~
Gra szła mi dobrze jak jeszcze nigdy. Byłam również zaskoczona tym, że pozwolili mi obstawić kilka klejnotów, zamiast gotówki, jak widać, warto je nosić cały czas przy sobie. Rozejrzałam się po sali, widząc, że większość zaczyna mieć wątpliwości. Może i ich mimika była nieugięta, ale wszystko zdarzają oczy. Obstawiłam wszystko, pomimo iż nie u każdego szło wyczytać zdenerwowanie. Połowa odpadła, usuwając się w cień, ale znaleźli się i tacy, którzy chętne przystanęli na mą propozycję. Zaczęło się wykładanie kart. Bez najmniejszego zdenerwowania wyłożyłam to, co miałam. Szybko przeleciałam wzrokiem po pozostałych kartach, tak jak przewidziałam, szczęście było dzisiaj po mojej stronie. Pomimo usilnych błagań o następną kolejkę, wolałam się wycofać. Dobrze wiem, na jakiej to działa zasadzie. Teraz wygrywam, ale to kwestia jednej lub też dwóch kolejek, a przegram wszystko, co teraz mam. Na tym to właśnie polega, aby wycofać się w odpowiednim momencie. Całą moją wygraną wypłacili mi w gotówce. Spojrzałam na papierową torbę, gdzie znajdowało się mnóstwo banknotów.
- Jest w okolicy jakaś wymiana? Interesują mnie kryształy - Podniosłam leniwie wzrok na dwóch mężczyzn, którzy w odpowiedzi dali mi jedynie wizytówkę. Skinęłam głową i wyszłam z kasyna. Gra na pieniądze przestała sprawiać mi taką frajdę jak kiedyś, ach, gdybym znalazła kogoś, kto chciałby zagrać o coś naprawdę wartościowego, jak chociażby ostatnia butelka wody, czy kromka chleba, to dopiero byłyby emocję.
Po odebraniu kilku cudownych niebieskich kryształów i jednego diamentu oraz jedzenia na wynos mogłam wrócić do swojego świata, aby kontynuować tam mą marną egzystencję.
Byłam przygotowana na atak stworów, a także na szybką ucieczkę od nich, jednak gdy znalazłam się już na Delcie, coś mi nie pasowało. Nie było drzewa... Wszędzie były mury, a więc musi być jeszcze jedno wyjście w tej dziurze zabitej betonem. Odwróciłam się wręcz z tryumfalnym uśmiechem, kiedy moje oczęta dostrzegły dwójkę mężczyzn.
- Wiedziałam, że przekroczyłam limit szczęścia - Mruknęłam pod nosem, wciąż wpatrując się w nieznane mi sylwetki - No cześć - Zaczęłam oddalać się w przeciwnym kierunku, jakby niewzruszona ich widokiem. Odliczyłam do trzech, kiedy usłyszałam wycie, a więc jednak wilkołaki. Zanim ten pies zdążył znaleźć się obok mnie, stałam już dwa metry nad nim, przechylając głowę i przyglądając mu się z uwagą. Miał lśniącą białą sierść i nie do końca miły wyraz pyska.
- Wybacz kundlu, tak łatwo się nie dam - Mrugnęłam do niego. Chciałam już uciec z tego miejsca, kiedy coś zaczęło mnie dusić w gardle. Opadłam na ziemię, uderzając o zimny beton i wydając z siebie syczenie. W miejscu, gdzie powinien być biały pies, stał teraz czarnowłosy mężczyzna, którego łatwo byłoby znaleźć wśród tłumu. Naciągnęłam na usta maskę i zmarszczyłam brwi, starając się nie oddychać. Dym... Jedyna słabość... Zaczął kierować się w moim kierunku, a wokół nas zerwał się wiatr, im bliżej mnie był, tym stawał się silniejszy, aż w końcu zaczęły się tworzyć tornada. Ponownie zmienił swoją postać w wilka, na co przeklęłam w duchu. Wstałam, czując ból w prawej części żeber, nie ma sensu walczyć, zaraz będzie tu jego kompan, a z dwójką na pewno nie dam sobie rady. Machnęłam ręką, dzięki czemu wszystkie wiry runęły na niego, dzięki czemu zyskałam kilka sekund. Tym razem nie przeceniałam swoich umiejętności. Używając mocy "schodów" ewakuowałam się jak najszybciej z tego miejsca. Dopiero w połowie drogi, zauważyłam, że zostawiłam torbę z jedzeniem, w miejscu, gdzie mnie zaatakował. Trudno, obejdzie się. Doczłapałam się do swojej małej chatki, wyjmując kilka ziół, które rozgniotłam i nałożyłam na obolały bok. Tak bardzo kocham swoje szczęście.

Mobius?

Żmija... (xd Od Tary - Quest 1)

Usiadłam sobie wygodnie w fotelu , włączyłam telewizje i zaczęłam wszamać sałatkę z kurczakiem . Akurat zaczynały się wiadomości regionalne. Pierwszym tematem programu była tajemnicza śmierć trzech osób . Zaczęli podawać imiona i nazwiska osób zamordowanych a wśród nich była jedna dobrze mi znana osoba. Bez długiego namysłu odstawiłam do lodówki sałatkę i od razu wyszłam z mieszkania. Było już ciemno i przy ulicach były zaświecone lampy które oddawały tej tu sytuacji wymiar tajemniczości. Miejsce gdzie doszło do tego incydentu było niedaleko od mojego miejsca zamieszkania . Po kilkunastu minutach byłam już na miejscu i dookoła jeszcze kręcił się tłum ludzi oraz policja która zabraniała i wstępu. Szybko zaczęłam się rozglądać nad wejściem do pomieszczenia i jedynym miejscem które przyszło na myśl było okno z tyłu budynku gdzie zapewne nie było ludzi. Będąc już na miejscu wspięłam się na kontener który był tuż obok i bez problemu dostałam się do środka. Byłam w jakimś pomieszczeniu gdzie panował półmrok przez światło przechodzące z drzwi ze zniekształconą szybą. Słyszałam głosy dwóch mężczyzn z czego zrozumiałam że już się będą zbierać . To było mi bardzo na rękę. Kidy za drzwiami już się uciszyło wyszłam jeszcze rozglądając się dookoła czy aby na pewno już nikogo nie ma. W powietrzu jeszcze utrzymywała się aura uchodzącej energii życiowej. Weszłam do wielkiego pomieszczenia , można powiedzieć hali  i sama nie wiedziałam od czego mam zacząć. Usłyszałam jakieś szmery za sobą , od razu odwróciłam się i zobaczyłam policyjnego psa który bacznie mi się przyglądał . Zapewne już chciał zaszczekać i przy tym ujawnić moją obecność ale ja pierw użyłam swej zdolności. Machnęłam ręką a psu tylko zalśniły źrenice i odszedł.
Zamknęłam oczy i się skupiłam na otoczeniu. Musieli coś sprawcy zbrodni coś po sobie pozostawić . Gdy coś wyczułam od razu zerwałam się do tego miejsca. Uklękłam przy tym miejscu i dostrzegłam w koncie ślad po startej gumie od buta. Zaczęłam bacznie rozglądać się dookoła aż w końcu dostrzegłam coś pobłyskującego w stercie krzeseł które były wszystkie zsunięte do jednego konta . Podbiegłam tam i podniosłam ten przedmiot. Był to sygnet gdzie miał symbol węża z otwartą szczęką . Mówił o nich co nieco Darkness więc już wiedziałam z kim mam do czynienia . Na szczęście to zwykli ludzie więc nie musiałam się martwić. Przeczekałam chwile w budynku i wybiegłam z niego. Zlokalizowałam ich dość szybko , nie miałam z tym wielkich problemów. W miejscu gdzie oni byli było poza miastem więc mogłam swobodnie działać. Podleciałam do nich i schwytała ich pnączami , przywiązując ich solidnie do drzewa. Jeden z nich miał upuścił telefon więc skorzystałam z niego i zdzwoniłam po policje , po niecałych 15 minutach już byli a ja z ukrycia obserwowałam . Rozerznęli pnącza i zabrali ich do samochodu a następnie odjechali.

Mikstury

Rena
Składniki: Woda, Żabi Śluz, Popiół
Czas Mieszania: Minuta
Rena wyjęła łyżkę z wody, czekając na reakcję chemiczną. Niestety nic się nie stało, woda jedynie zastygła i przybrała zielony kolor. Wyglądał na pewien typ maści, które uśmierzały ból...

Haylee
Składniki; Futro Dwónożnego Borsuka, Zielony Puch, Rdzeń Meteoru oraz Żabi Śluz.
Czas  Mieszania: Dwie minuty.
Haylee po zmieszaniu składników otrzymała.. eliksir miłośny! Może zmienić zauroczenie dowolnego wilka na 4 dni (4 opowiadania)!

Araya
Składniki: Rdzeń Meteoru, Futro Dwónożnego Borsuka, Smocza Łuska
Czas Mieszania: Minuta i 30 sekund
Araya niestety nie otrzymała nic

"Nie próbuję pokonać przeciwnika...

..Staram się zniszczyć wiarę w jego własne siły. Zwątpienie do najprostsza droga do przegranej. Ludzie są równi – naprawdę równi – tylko wtedy, gdy każdy z nich mocno wierzy w siebie."
©Astri-Lohne

GODNOŚĆ: Taiga Nagiko, dla przyjaciół Tai, w świecie znana jako cisza
PRZYNALEŻNOŚĆ: Samotnik
PŁEĆ: Kobieta
ORIENTACJA: Hetero
WIEK: Wygląda na 20 lat i tego się trzymajmy
RASA: Mag
SYMPATIA: Powiedzmy, że lubi jednodniowe... Przepraszam nocne przygody, aniżeli długie związki.
RODZINA:
Lucy Nagiko - Matka dziewczyny, której pamięta tylko uśmiech. Zabita przez najeźdźców, na oczach własnej córki, która ledwo co nauczyła się mówić. Taiga, do dzisiaj miewa koszmary, w których widzi zakrwawioną twarz swojej matki, wypowiadającą ostatnie swoje słowa "Pamiętaj, że wyjątkowość, kryje się tam, gdzie nikt nie zagląda"
Dante Nagiko - Ojciec, który nigdy takiego przydomka otrzymać nie powinien. Zostawił ciężarną kobietę i uciekł w świat.
Cynthia Greenwood - Początkowo była dla niej obcą kobietą, w której widziałam swego wroga. Dopiero z czasem pojęła, że to dzięki niej, zdołała przeżyć. Po tragedii, do jakiej doszło, zaopiekowała się dziewczyną, była mentorką, nauczycielką, z czasem nawet i przyjaciółką. Traktowała ją jak własną córkę.
STANOWISKO: Najemnik
CHARAKTER: "Charakter tej dziewczyny jest niezwykle trudny do zrozumienia, ponieważ ma ona kilka twarzy, które stopniowo odkrywa przed nowo poznanymi ludźmi. Zacznijmy od tego, że stara się być normalną dziewczyną, co nie często jej wychodzi i czego nie widzi, kiedy znowu wpada w swoje małe dziwactwa. Uwielbia towarzystwo i nawet jeśli tego nie okazuje, to najchętniej wpakowałaby się nawet do grupki nieznanych jej osób. Chociaż również i ona posiada markotne dni. Nie boi się swojego ciała i jak sama twierdzi „Każdy ma przecież to samo... No dobra, prawie”, dlatego nie zdziw się, gdy bez krępacji oznajmi Ci, że idzie właśnie kupić nową bieliznę, lub też w mieszkaniu zacznie się przy Tobie rozbierać, no ale hej! Przecież jest u siebie. Chętnie dołączy do kłótni, a jeśli będzie na straconej pozycji, użyje swojego stałego argumentu „A ja mam cycki, wygrałam”, oczywiście nie używa tego w kłótni z innymi dziewczynami, lecz z nimi stara się nie kłócić, przecież wszystkie kobiety powinny trzymać się razem. Pomimo jej odwagi i otwartości, nie dopuści Cię do siebie tak od razu, uważnie i z rozwagą wybiera sobie najbliższych przyjaciół i to właśnie dla nich gotowa jest skoczyć w ogień, jeśli zajdzie taka potrzeba. Nie należy do osób cierpliwych, jeśli jeszcze w tej samej minucie nie dostanie jednoznacznej odpowiedzi, możesz się spodziewać jej krzyku, a kiedy dojdzie do tego i zły dzień to nawet wyzwisk i rzucania przypadkowymi przedmiotami, w takich przypadkach lepiej nie patrzeć jej w oczy, wtedy one wręcz zamrażają. Chamska, arogancka dziewczyna, która często używa sarkazmu, czasami rani nie tylko fizycznie ale i psychicznie.Uważa to za dobrą zabawę, nie dbając o uczucia innych potrafi ich zmanipulować tak, że wątpią we własne zdanie, zostawiając ich z tysiącami myśli odchodzi patrząc z daleka jak dana ofiara się zadręcza.

Świadoma swojej siły, lubi czasami wdawać się w małe bójki, które kończą się na kilku siniakach, zawsze po takim małym treningu podaje rękę drugiej osobie, bez znaczenia na to, jaki był wynik. Może wydawać się to śmieszne, ale stara się być dla wszystkich uczciwa. Pomimo tego, że żyje z dnia na dzień, łamie wszelkie możliwe zasady, to nie łamie danych obietnic. Nie przepada za wykonywaniem rozkazów innych, ale jeśli wie, że ktoś ma rację i umie gadać z sensem to zaciśnie zęby i posłusznie będzie wykonywać zadanie, jakie zostało jej przydzielone... Chociaż w sprawach łóżkowych bywa z nią różnie ( ͡° ͜ʖ ͡°). Uważa się za osobę pewną siebie, nie okazuje strachu, nawet jeśli zjada ją od środka, to będzie stać obok Ciebie z tym samym uśmiechem, a nawet rzuci jakimś żartem, co robi całkiem często w normalnych sytuacjach. Tylko w jednej sytuacji potrafi nawet piszczeć. Na widok węża będzie albo uciekać, albo zacznie używać swoich mocy, aby się go pozbyć. Oprócz węży kocha każde zwierzę, nawet te włochate pająki. To dla nich jej serce jest najbardziej ciepłe, a ona najchętniej zabrałaby wszystkie bezdomne istotki do swojego mieszkania. Nie jest bezduszna dla ludzi i również do nich niekiedy wyciągnie pomocną dłoń, chociaż powiedzmy sobie szczerze, nie zdarza się to zbyt często.
APARYCJA: Średniego wzrostu dziewczyna, mierząca aż 170 centymetrów. Jako kobieta posiada również i całkiem pokaźne kształty, zarówno biust, jak i jej biodra potrafią przyciągać spojrzenie, a wzmaga to jej strój, który nie jest zbyt „pełny". Pomimo kobiecych kształtów jest ona szczupła, a raczej wysportowana, dzięki codziennym treningom. Białe włosy sięgające za ramiona, codziennie żyją swym własnym życiem. Od małego, nie była zwolenniczką splatania ich, dlatego rzadko kiedy można ją ujrzeć w przysłowiowym "kucyku". Kiedy należy od niej uciekać? Kiedy jej włosy zmieniają kolor. Używając swojej ukrytej mocy jej włosy stają się krwistoczerwone, podobnie zresztą jak i oczy, które w normalnych warunkach mają delikatną barwę, wchodzącą w odcień fioletu. Na jej trupiobladej cerze, nie zobaczysz rumieńców, a tym bardziej szczerego uśmiechu. Pełne usta są wykrzywione w grymas niezadowolenia, bądź też ironiczny uśmiech. Ubrana w swoją małą zbroję, zasłania wszystkie blizny, które pozostawiła jej przeszłość. Nie chwali się nimi, nie opowiada o nich. Ukrywa je pod ubraniami najszczelniej jak to tylko możliwe. "Przezorny zawsze ubezpieczony", posiada przy sobie dwa sztylety, którymi przez te wszystkie lata nauczyła się operować do perfekcji. Zresztą, widząc małą, niegroźną walkę, posługuje się tylko nimi, jak sama twierdzi im mniej osób wie o jej mocy tym lepiej. Rzuca się w oczy to, że jak każda kobieta ma małą słabość do kamieni szlachetnych, zwłaszcza tych pięknych niebieskich, które wszywa w swoje ubrania.
ŻYWIOŁY: Głównym jej żywiołem jest przestrzeń, pobocznymi, które jej towarzyszą to mrok, oraz dźwięk
MOCE: 
  • Schody - Za pomocą małych ruchów dłoni, tworzą się małe niewidzialne kręgi, na które może wskoczyć, czy też wbiec. Ze względu na ich nieskończoną ilość, jest w stanie zbudować dla siebie schody, dzięki którym jest w stanie uciec, czy też dostać w miejsca, które są wysoko położone.
  • Wygłuszenie - Jak sama nazwa mówi, wygłusza okolice w promieniu nawet kilku kilometrów.
  • Wiry - Będąc w otwartej przestrzeni w otoczeniu jej osoby powstaje kilkadziesiąt niewielkich wirów, bądź też kilka ogromnych tornad, zmiatających wszystko z ziemi
  • Łańcuchy - Z cienia wyłaniają się węzy, przypominające łańcuch, które jednak są o wiele wytrzymalsze niż normalna stal. Oplatają przeciwnika, bądź też rozrywają go, w zależności od kaprysu Tai.
  • Powielanie - W mroku, jej postać staje się jedynie czarnym konturem, który zaczyna się powielać. Kilka czarnych postaci, może zaatakować, ale ataki są nieodczuwalne, ma to zmylić przeciwnika, przed prawdziwym zagrożeniem.
  • Siła wiatru - Z jej dłoni, zaczyna wydobywać się wiatr, który w zależności od potrzeby wieje z różną siłą. Idealny do walki wręcz.

ZAINTERESOWANIA/TALENTY: Każdy kto dowie się o jej wyczynach, myśli, że leci na ziemię, aby się trochę zabawić. Bezkarnie kogoś zabić, czy też znaleźć osła, który zapewni jej miłe chwilę. Oczywiście bez wątpienia takie akcje miały miejsce, ale jej głównym celem jest poznanie tego świata. To jest jej największe zainteresowanie, oglądanie ludzi, którzy nawet nie wiedzą o magii, o tym, że to wszystko co czytają w książkach, czy widzą w telewizji to prawda. Będąc na ziemi, zbiera różne rośliny, których raczej nie spotyka się w Delcie. Za każdym razem, gdy udaje jej się przedostać na ten niesamowity świat, odkrywa zupełnie co innego, dlatego stało się to jej pasją. Oprócz tego, ma jedną o której raczej nie mówi głośno... Uwielbia szyć. Sama szyje swoje stroję, a także gdy przychodzą biedniejsze dni to jest gotowa sprzedać uszyte przez siebie ubrania, jest to także poniekąd jej talent. Mówią, że to uzdolniona malarka. Sama by tak siebie nie nazwała, a za pędzel nie łapała już od ponad roku i nic nie mówi, żeby miało się to jakkolwiek zmienić.
MOC SPECJALNA: 
  • Przemiana - W początkowej fazie zmienia się kolor włosów oraz oczu. Dziewczyna zaczyna rzucać we wrogów kulami czarnej energii, a jej siła niewyobrażalnie rośnie. W krytycznej fazie, zmienia się cały jej wizerunek. Nie rozpoznaje wtedy ludzi, zamienia się w istnego demona. Wtedy energia, nie tylko wydobywa się z jej dłoni, ale również i z ust. Potrafi unieść się nad ziemią, pomimo iż nie widać, aby miała skrzydła i po anulowaniu wszystkich odlecieć jak najdalej od tego wszystkiego.

HISTORIA: Zostanie dosłana
PRZEDMIOTY:  Biała królicza łapka, która nosi przy sobie, uważa, że przynosi jej wielkie szczęścia, zwłaszcza, gdy zdarza jej się zagrać w karty na pieniądze. Nosi również przy sobie dwa sztylety oraz maskę, którą zakłada, gdy podróżuje z Ziemi do Delty
+ Sztylet - POTRAFI WALCZYĆ BEZ POMOCY
PAMIĄTKI: Zdjęcie, przedstawiające wizerunek matki. Stara zżółknięta fotografia, z podartymi rogami, stanowi jedyną pamiątkę po matce. Taiga pilnuje jej jak swojego małego oczka w głowie. Gotowa jest nawet za nie zabić, co już nie raz pokazała.
LOKALIZACJA: Assyrio, nie posiada ona swojego przytulnego mieszkanka, kilka desek zbitych do kupy, stanowi jej dom. Jest podróżniczką, dlatego nie przykłada wielkiej wagi do tego, gdzie aktualnie śpi.
BANK: 100.300 trefli / 2 kiery / 3 diamenty
INNE: 
  • Lubi hazard, jeśli tylko ma okazję wchodzi w jakiś zakład, bądź też gra w karty za pieniądze, bądź drogocenny kryształy, 
  • Wierzy w zabobony, dlatego właśnie nosi przy sobie króliczą łapkę,
  • Nigdy nie przyznaje się ile tak na prawdę ma lat, w stanach upojenia alkoholami mawia "kobieta jest jak wino, im starsza tym lepsza",
  • Ma mocną głowę do wina, ale przy innych alkoholach wymięka,
  • Miała już przygodę z kobietą, lecz po tym stwierdziła, że to nie jest dla niej,
  • Bierze prysznic tylko i wyłącznie w lodowatej głowie,
  • Gdy się denerwuje zaczyna przygryzać dolną wargę,
  • Jest aktorką, umie na zawołanie zacząć płakać i udawać zranioną, małą i niewinną dziewczynę,
  • Lubi żuć mięte,
  • Nienawidzi dymu, przez wzgląd na przeszłość, nawet odrobina przyprawia ją o duszności 
  • Przydomek "cisza" zdobyła dzięki temu, że wszystkie zaklęcia wypowiada w głowie, ewentualnie pomaga sobie drobnymi ruchami dłońmi, jednak nigdy nie mówi ich na głos
SIŁA - 1125 SZYBKOŚĆ - 1475 ZWINNOŚĆ - 1125 MOC - 1425
TECHNIKA - 1125 RÓWNOWAGA - 1025 ZRĘCZNOŚĆ - 1125 UKRYCIE - 1025

Od Reny cd Venus i Sarah

Nie spodziewałam się spotkaj jej. Smoczyca jak gwałtownie się pojawiła tak szybko zniknęła w cieniu. Niestety wraz ze mną. Byłam tym 'lekko' zaskoczona. Nie zdążyłam nawet zcęrpnąć powietrza nim zostałam wciągnięta. Po chwili znalazłyśmy się przed jakimś domem.
- Co ty robisz? - Zapytałam przez kaszel.
- Mam mały problem, a ty mi pomożesz w rozwiązaniu go. - Odpowiedziałam otwierając drewniane drzwi i skinieniem głowy wskazała na leżącą na podłodze brunetkę. Już na pierwszy rzut oka widziałam, że nie jest z nią najlepiej. Ba! Wyglądała tragicznie. Przeszyłam wzrokiem Venus.
- Co jej zrobiłaś? Kolejna twoja niedoszła ofiara nad którą się zlitowałaś? - wymamrotałam z ironią.
Usłyszawszy całą to historię westchnęłam. Bo cóż innego mi zostało? Pobiła rekord swojej nie roztropności. Przyjrzałam się dokładniej niejakiej Sarze. Jej ciało było mocno zatrute. Pomimo wszelkich starań nie byłam wstanie pobudzić jej układu immunologicznego. Zabójcza krew uszkodziła większość limfocytów. Węzły chłonne tak spuchły, że spokojnie dorównywały pięści Apolla. Nadrobienie tak wielkiego ubytku mogłoby się skończyć wycieńczeniem organizmu. Przyjęcie efektów na siebie też nie wchodziło w grę. Nawet jeśli podzieliłybyśmy go między siebie po równo wydłużyłoby tylko męki dziewczyny o kilkanaście godzin, a ja skończyłabym jak ona... Nie miałam pomysłu jak jej pomóc. Gdybym mogła wskrzeszać... Nagle olśniło mnie. Wzięłam głęboki wdech i przemówiłam spokojnym, stonowanym głosem:
- Masz dwa wyjścia; czekać aż umrzesz w męczarniach co sądząc po twojej kondycji zajmie ci to dwanaście godzin albo zginąć od jej ostrza. Jak wy to nazywacie.. Ah, eutanazja. - oczy dziewczyny zaszkliły się a Venus przybrała minę jakby miała zamiar mnie zabić. - Nikt jednak nie powiedział, że śmierć musi być końcem...
- Co masz namyśli? - zapyta słabym głosem.
- Wiesz, że niektóre istoty powracają po swojej śmierci, prawda? Przykładem może być towarzysze twojego Alphy. Zombie po śmierci stają się zwykłą, żądną mięsa i krwi skorupą. Ich dusza po śmierci zwyczajnie trafia do zaświatów. Inaczej się sprawy mają w przypadku wampirów...
- Czekaj, chcesz ją zmienić w krwiopijcę?! - oburzyła się blondwłosa.
- Pamiętaj przez kogo jest teraz w tarapatach. To jedyne wyjście. Jeśli mi nie wierzysz idź po jakiegoś innego medyka, by ją zbadał przy okazji tracąc czas jaki jej pozostał. - odparłam beznamiętnie. W odpowiedzi smoczyca jedynie warknęła z poirytowania
- Niech ci będzie! - burknęła po chwili już spokojniej dopytując "od czego zaczynamy?" Wpierw spojrzałam w oczy pacjentki, aby mieć pewność czy wie na co się pisze. Ta jakby zgadując co mam namyśli pomachała głową na zgodę. Widać że nie chciała jeszcze opuszczać tego świata. Zapewne miała bliskich, którzy tęskniliby po jej odejściu.
- Cmentarna katedra - odparłam.
Venus? Sarah?? Jak coś sknociłam to powiedźcie >.<

Nawrót choroby. (Od Fragonii)

  Kazuma, ogromny pasiasty kot, wtulił się w swoją właścicielkę, która raz po raz przejeżdżała ręką po jego grzbiecie, wywołując u tygrysiego demona spokojne pomruki. Fragonia ledwo powstrzymywała się od ponownego wybuchnięcia płaczem. Ledwo co demon zdołała ją uspokoić. Zacisnęła zęby i skupiła się na czymś zupełnie innym. Były to ciche pomruki jej towarzysza. Po chwili jednak jej myśli skierowały się na pana domu. Darkness wiele razy faworyzował ją wśród niewolnic. Nie była jego ladacznicą, a mimo to traktował ją z szacunkiem. Ba, ocalił jej życie, kiedy dziewczyna przesadziła z kolejnymi kreskami na rękach.
  Zamknęła oczy. Widziała jego uśmiech. Wręcz czuła, jak jego dłoń gładzi jej policzek. Tyks tak bardzo pragnęła, żeby wrócił. Tylko on jej pozostał. Straciła w końcu ostatnie dwie osoby, które naprawdę ją kochały. Serce Fragonii przyśpieszyło. Oddech znowu stał się niespokojny, a kiedy dziewczynka uwolniła się z transu, zdała sobie sprawę, że znowu płacze.
  – Co znowu? Chodzi o te dziewczyny, czy wspominasz najpiękniejsze chwile z Darknessem? – zapytał tygrys, podnosząc głowę. Spojrzał prosto w szklane oczy Cornelii.
 –  Ni-nie – zaprzeczyła dziewczyna, ocierając łzy. – Tym razem wspominam moją rodzinę. Prawdziwą rodzinę. Myślisz, że Andrew i tato nadal żyją?
 –  Jeżeli tak… –  zaczął spokojnie Kazuma. – To nie martw się. Prędzej czy później, jak Wilkobójca powie ci, co tak naprawdę czuje, a potem zabierze cię do ojca prosząc o twoją rękę.
 –  Tak, na pewno mnie kocha. – warknęła sarkastycznie czternastolatka i przewróciła oczami. Zapomniała o smutku po stracie dziewczyn. Na dwie minuty.
  Miała ochotę ukatrupić Kazumę za jego humorki. Na przemian był bezradną maskotką, traktującą Fragonię jak prawdziwą mamę i wrednym, starym tygrysem, chcącym uprzykrzyć życie innym. Cornelia nie miała mu jednak tego za złe. Miał już po prostu po dziurki w nosie zażaleń dziewczyny, a dobrze wiedział, że nie mógł sterować jej emocjami. Emocjami sterował tylko u wrogów a nie u swojej jedynej przyjaciółki. 
Mimo to zaryzykował i zastosował u dziewczynki małą dawkę spokojnego dotyku. Brunetka zadrżała, czując język tygrysa na swojej szyi. Oddech znowu spowolnił, a serce wróciło do swojego starego rytmu. Dziewczyna poczuła się jak po sporej dawce marihuany, którą kiedyś wcisnął jej Darkness. Wzięła raz, ale nie chciała więcej kosztować tego świństwa, mimo iż był to najlepszy lek bólowy i pozwolił jej na chwilę zapomnienia.  Zapomnienia. Właśnie.
 Może wziąć kolejną dawkę?
 – Nie myśl.. – warknął Tygrys i złapał ją za rękaw.
 –  Myślę. – mruknęła Tyks i uśmiechnęła się. I tak bardziej stoczyć się nie może.
 Strąciła nagle wielkoluda z siebie  ruszyła chwiejnym krokiem w stronę kuchni. Rany na rękach zaczęły palić, jakby ktoś zaczął robić jej tatuaż za pomocą rozgrzanego żelaza. Fragonia ledwo utrzymywała się na nogach. Kazuma, widząc co dzieje się z jej właścicielką, podbiegł do Tyks i podtrzymał dziewczynkę, zanim ta upadła na płytki. 
  Kiedy Tyks chciała coś powiedzieć, usłyszała pukanie do drzwi. Podniosła głowę i spojrzała na wejście do domu, znajdujące się kilka metrów od niej. Czyżby jej Alpha wrócił do domu? Tak wcześnie? I czemu dzwonił do drzwi? 
  Dzwonienie nie ustawało. Wręcz przeciwnie. Dziewczynka miała wrażenie, że ktoś, kto próbował wbić jej do domu zaraz rozsadzi ścianę. Schowała się za grzbietem Kazumy. Zgodnie z jej oczekiwaniem drzwi wyleciały po chwili z nawiasów, a przed nią stanęła postać. 

<Zbłąkana duszo? Nie było mnie stać na więcej.>

Od Shadowa (Quest 13)

  Zaczął się kolejny dzień, podczas którego łaziłem po całym Spatium, aby znaleźć coś do roboty. Oprócz nieudanej próby polowania nie działo się nic, więc poszedłem do Jessmay'a, by zapytać, czy nie dałby mi czegoś do roboty. Pukałem i czekałem jakieś 5 min. ale chyba nie było go w domu. Poszedłem znudzony do portu i wypłynąłem poza wyspę, by tam czegoś poszukać. Po jakimś czasie zrobiłem się cholernie głodny, a najbliższe miejsce, gdzie mogę zjeść, było na terenie imperium - Lorog City. Myślałem, że spokojnie wejdę do środka, jednak już przy bramie zatrzymał mnie strażnik.
-Stój! Czego tu szukasz? - Zapytał.
-Przyszedłem tu coś zjeść, bo przecież do centrum Imperium nie wejdę.
-A masz papiery na wejście lub znajomego stąd?
-Wiec... - Zdanie urwał mi głos kilku krasnoludów idących obok.
-Kami! Daj mu przejść, jest z nami. - Powiedział jeden z krasnoludów do strażnika.
-A to ja pana przepraszam, nie wiedziałem. - Powiedział strażnik i odsunął się z przejścia.
Podziękowałem krasnoludom za pomoc, po czym wszyscy poszliśmy do baru. Postawiłem im po piwie, po steku i usiedliśmy przy stole.
-Dziękuję wam jeszcze raz, ale dlaczego mi pomogliście wejść? Z tego, co wiem, nie ufacie zbytnio nietutejszym. - Zapytałem.
-Cóż, słyszeliśmy o tobie od naszych kuzynów. Podobno uratowałeś jedną z naszych wiosek przed demonem.
-Aaa, to. Pomoc za pomoc, bez nich bym nie wrócił do domu.
-Tak więc... Pomoc za pomoc. Pomogliśmy ci wejść, a teraz prosimy o pomoc ciebie.
-Co się stało?
-Mamy problem z jednym miernikiem. Może o nim słyszałeś, to taki jeden rodzaj demona. Rozbudowywaliśmy naszą bazę, a on przyszedł, przeszkadza w budowie i na dodatek nie możemy się go pozbyć. Pomożesz?
-Jasne, że pomogę, jestem wam to winien.
-Otworzyłem księgę i zacząłem szukać informacji o tym demonie.,,Miernik, mierniczy – polny demon z kategorii błędnych ogni; pokutująca dusza niesprawiedliwego geometry, wyobrażana często jako pełzający lub latający płomyk.
Według wierzeń ludowych dusze mierniczych, którzy źle wymierzyli pola, pojawiały się wszędzie tam, gdzie dokonywano pomiarów, tj. na łąkach, placach i drogach. Pokazywały się po zapadnięciu zmroku oraz w nocy. Występowały głównie w okresie wielkopostnym i adwentu.
Niekiedy przybierały kształt ognistej ręki trzymającej pióro, światełek albo ogromnych słupów ognia, czasami postaci trzymającej zapaloną świecę i przyrządy geodezyjne. Nienawidziły gwizdania, biły i deptały śmiałków, którzy ośmielili się zagwizdać w ich obecności, ale niekiedy właśnie gwizdaniem można było miernika odstraszyć."
-Cóż, może nie będzie łatwo, ale warto spróbować. -Powiedziałem cicho sam do siebie.
Ruszyliśmy do bazy zaraz po posiłku. Nie dziwię się, że demon im przeszkadzał. Ich zameczek był w lekkiej ruinie, a skończenie pracy na czele z demonem mogło trwać w nieskończoność. Weszliśmy do środka przez niskie, okrągławe drzwi. Wnętrze zamku wyglądało o wiele lepiej niż ściany z zewnątrz. Pierwszym pokojem, który widzi się po wejściu, jest przepiękny, duży salon z wieloma meblami i kominkiem.
-Wow, to wy tak mieszkacie? Zazdroszczę wam. -Pochwaliłem ich budowlę.
-Dziękujemy, ale jednak sam widzisz. Z wewnątrz wygląda fajnie, ale ściany się sypią i trzeba je wyremontować.
-Rozumiem. -Powiedziałem i rozglądałem się dalej po pomieszczeniu.
Dookoła panowała głucha cisza, nie licząc krasnoludów.
-No to, gdzie jest ten demon? -Zapytałem.
-Cóż, zwykle jak wstrzymujemy pracę, siedzi na strychu i coś grzebie w kufrach.
-A gdzie jest strych?
-Za tamtymi drzwiami są schody. -Powiedział i wskazał palcem na stare, pozłacane drzwi.
*Kilka minut później:
Szukanie nie odniosło skutku, demona prawdopodobnie nie było na strychu, ale mimo to czułem, że ktoś mnie ciągle obserwuje. Zacząłem podgwizdywać, aby zwabić demona, jednak nie pojawił się, musiał chować się gdzie indziej. Zszedłem na dół do krasnoludów ze złymi wieściami. Jednak po kilku minutach wpadłem na pomysł.
-Wiecie co? Zacznijcie remont. -Powiedziałem krasnoludom.
-Ale nie możemy zacząć budować, bo miernik przyjdzie. -Powiedział jeden z krasnoludów.
-O to chodzi, będzie łatwiej go znaleźć.
Już po kilku minutach krasnoludy zabrały do pracy, a ja wyczekiwałem tego demona. Nie musiałem długo czekać, miernik zjawił się prawie minutę po rozpoczęciu. Kształtem przypominał trochę wysokiego goblina, tyle że pobłyskiwał niebieskim płomieniem. Podbiegłem do niego i złapałem go za kark.
-Co ty tutaj robisz? -Zapytałem go, utrzymując niski ton głosu.
-Ja... Ja nic... Proszę, nie zabijaj. -Wyjęczał.
-To już zależy od ciebie. Albo się stąd wynosisz i nigdy nie wracasz, albo zginiesz. Co wolisz?
-No to ja idę. Przepraszam.
Po chwili demon rozsypał się w pył, który powiało gdzieś na wschód.
-Myślisz, że nie wróci? -Zapytał krasnolud.
-Mam taką nadzieję, ale jak się odważy, to wiecie, gdzie mnie znaleźć.
Po udanym zadaniu wróciłem do baru zjeść kolację, po czym wróciłem do jaskini.
W ciągu miesiąca żaden z moich znajomych krasnoludów nie wspomniał o powrocie miernika, najwyraźniej już nie wróci.

"Wielu z tych, którzy żyją...

...ZASŁUŻYŁO NA ŚMIERĆ. NIEJEDEN TEŻ Z TYCH, KTÓRZY ZASŁUŻYLI NA ŻYCIE UMARŁ. CZY MOŻESZ TYM UMARŁYM ZWRÓCIĆ ŻYCIE? NIE SZAFUJ WIĘC ŚMIERCIĄ W IMIĘ SPRAWIEDLIWOŚCI, BO NARAŻASZ WŁASNE BEZPIECZEŃSTWO. NAWET NAJMĄDRZEJSI MĘDRCY NIE WSZYSTKO WIEDZĄ"
Darmowy hosting zdjęć i obrazków
©SirWendigo
GODNOŚĆ: Mobius, imię bez głębszego znaczenia, czy przesłania, chociaż... Przesłanie jest jedno, nie wymawiaj tego imienia mając zamiar je poniżać, bo stracisz język i to nie koniecznie z jego ręki. Nazwisko natomiast wiele tysięcy lat temu trwożyło krew w żyłach, przywoływało lęk, nienawiść, cierpienie. Było ono potęgą, teraz został tylko jeden potomek. Syn rodziny królewskiej powinien nosić je z godnością, co czyni sam Mobius. Jego nazwisko to.. Brandford. Posiada także wiele pseudonimów jednak jedno, które zapadło mu w pamięć i najbardziej się spodobało, to "Dziecko krwi", gdyż jest zrodzony z łona, które zostało zapłodnione przez mordercę. Z tego powstała nawet historia, że Mobius od urodzenia jest żywiony krwią przeciwników ojca i w ten sposób staje się przeklęty jak on. Plotki nawet powiadały, że jego rządy będą prowadzone twardszą ręką, niż ówczesnego króla. Cóż za rozczarowanie, że teraz jest tylko zwykłym pachołkiem i nikt nie wie o jego królewskiej krwi. Pomińmy jednak kolejne fragmenty, jak wołał na niego lud. Najlepsi przyjaciele nazywają go Bisu. Spowodowane jest to tym, że jeden z nich się jąka i pewnego dnia wołając chłopaka przejęzyczył się i wykrzyczał "Mobisu".
PRZYNALEŻNOŚĆ: Jako syn rodziny królewskiej, posiadający w żyłach niezwykłą moc zamykania portalu, utworzył Traveles in Cleft of Dimensions. Wataha miała na celu obrony portali i osiedleniu się przy nich w jak największej ilości wymiarów i do tej pory wykonują swoje obowiązki wzorowo. Stali się strażnikami, którzy razem z wilkołakami pilnują by nie dochodziło do zamieszek na innych światach. 
PŁEĆ: Mężczyzna
ORIENTACJA: Mężczyzna kiedyś próbował zabaw z tą samą płcią, jednak nie przypadło mu to do gustu, zawsze wolał piękne kobiety, tak więc jest heteroseksualny
WIEK: Mobius przeżył wiele, ma doświadczenie i jest na tym świecie już 3146 lat 
RASA: Wilkołak
SYMPATIA: Mężczyzna nie ma nic do miłości, wręcz chciałby kiedyś się zakochać. Ale nie potrafi się zauroczyć pierwszym spojrzeniem, a nie poznał do tej pory dość interesującej kobiety. 
RODZINA:
Król Brandford - "Wojna musi po części rządzić się przypadkiem. Inaczej nie była by tak interesująca." ~ Słowa żyjącego trzy tysiące lat temu ojca Mobiusa, gdy ten nie rozumiał czemu król niesie zniszczenie i cierpienie. Zrozumiał że dla niego to tylko zabawa, a sam jest pogrążony w żądzy władzy. Mobius nigdy nie komentował zachowania już zmarłego ojca, jest on wręcz nienawidzony przez niego, więc ten słuchał go i zachowywał się w jego stosunku jak zwykły służący. Ich stosunki zawsze były chłodne. Król nigdy nie wzywa syna jeśli nie jest to kategorycznie potrzebne. Mobius nie nie uznaje wszystkich uczynków ojca za złe, gdyż widzi w nich większy cel, który i jemu mógłby przyjść na korzyść.
Królowa Brandford - Matka Mobiusa, próbowała wychować go na podobieństwo ojca, jednak mężczyzna podążył własną ścieżką. Mimo tego kobieta wspierała syna, przez co była z nim blisko. To jedyna osoba, którą Mobius kochał bezgranicznie, mimo jej wad i kilku ciemnych sekretów. Reakcja na plotki na temat jego matki jest całkowicie inna niż, gdy słyszy niepochlebne słowa na temat ojca. Obraza już dawno zmarłej królowej wywołuje w nim napad gniewu i nie boi się kogoś w takim momencie pozbawić języka, czy kilku palców za karę. W przypadku wyrzutów rzucanych w stronę króla, udaje że nic nie słyszy i przechodzi obojętnie obok, lub rozwiązuje sprawę dyplomatycznie. W razie kłopotów lub rozterek Mobius nie bał się zwrócić o radę do matki i zawsze mógł oczekiwać mądrej odpowiedzi, za którą niestety nie zawsze mógł podążyć. Miłość kobiety do króla czasami zaślepiała jej decyzje przez co każde słowa padające z ust królowej, Mobius musiał dokładnie weryfikować, by tak naprawdę z ust matki nie wyszły słowa jego ojca.
Amelia Brandford - Jako jedyna osoba krewna, która nadal żyje. Młodsza siostra z którą Mobius ma pozytywne relacje, tylko gdy oboje mają dobry humor. Kiedyś zazwyczaj mijali się bez słowa i nie widzieli całymi dniami, bo każdy był pochłonięty swoimi obowiązkami. Chociaż były dni gdy usiedli przy sobie, a Amelia bez ostrzeżenia zaczynała mówić co leży jej na duchu. Mimo niezbyt dobrych relacji Mobius ufa dziewczynie i gdy ta powie swój sekret on czuje się z tym źle i musi także powiedzieć co leży mu na sercu. Mimo że tego nie przyznają wiedzą, że mogą na siebie liczyć, w sumie trudno coś takiego przyznać, gdy oni zazwyczaj odgryzają sobie chamskimi odzywkami, gdyż dziewczyna potrafi być bardzo nieznośna, a Mobius przy niej akurat nie potrafi mieć za krzty cierpliwości. Rzecz, która najbardziej wskazuje na to, że są spokrewnieni to załatwianie wszystkiego dyplomatycznie zamiast siłą. Chociaż mówienie o sile przy tak małej Amelii jest dość zabawne, ale zwróćcie uwagę, że jedno jej kiwnięcie palcem i niewinny człowiek w każdej chwili może być okładany pięściami. Odpoczynek od młodszej siostry przyszedł już około kilkaset lat temu, Mobius nie widział jej od pory, gdy weszła do portalu w celu uporządkowania jakiś spraw.
Evie Frye - Kuzynka a zarazem najlepsza przyjaciółka Mobiusa i członkini jego watahy. Od samego początku dobrze się dogadywali. Mobius dobrze zna jej rozległe osobowości i potrafi się porozumieć z każdą, dzięki czemu rzadko kiedy dochodzi do jakichkolwiek sporów między tą dwójką, wręcz przeciwnie wymieniają się oni wiedzą i uczą od siebie nawzajem. Wszelakie konflikty między kuzynostwem dochodziły jedynie z powodu poglądów, które nieznacznie się różnią. Sarkastyczne odpowiedzi Evie, zazwyczaj są brane żartobliwie przez Mobiusa przez co oboje potrafią się rozluźnić w swoim towarzystwie i porozmawiać nawet na najskrytsze tematy. Oboje muszą udawać kogoś innego niż są, przez co dobrze się rozumieją, nawet bez słów. Zaufanie między nimi także jest niemożliwe do zachwiania bo wiedzą o sobie więcej niż ktokolwiek inny.
Noctis Lucis Caelum - Noctis od czasu wojny zawsze był najwierniejszym i najbardziej zaufanym człowiekiem Mobiusa. Poznali się kiedy to młody następca tronu w pozbawionym żywności krył się w jednej z opuszczonych chałup, a przemytnik dostarczył do niego zapasy żywności, w ten sposób ratując mu życie. Z pomocą Mobiusa, Noctis zdobył tytuł szlachecki i ziemię, lecz jak można się domyślać po upadku jego rodu było to już bez znaczenia. Od tamtego momentu Noctis zawsze towarzyszył Bisu. Mobius lubi jego towarzystwo, gdyż chłopak zawsze był wobec niego szczery i nigdy nie kłamał, ceni u niego jego prawdomówność i skromność. Nigdy nie miał mu za złe jego prawdomówności, nawet wtedy, gdy wypowiadał się źle na jego temat, czy też miał inne zdanie. Można więc powiedzieć, że Noctis to najwierniejszy sługą Mobiusa, a zarazem jego przyjacielem.
Crisis Strife - "Cichy jak cień. Lekki jak piórko. Zwinny jak wąż. Spokojny jak stojąca woda. Gładki jak letni jedwab. Szybki jak jeleń. Śliski jak węgorz. Silny jak niedźwiedź. Dziki jak wilk. Nieruchomy jak kamień".Wspomniany już w pseudonimie jąkający się przyjaciel Mobiusa. Chłopak pochodzi z biednej rodziny jednak następca tronu zawsze znalazł sposób by się z nim spotkać. Znają się od najmłodszych lat. Od dzieciństwa uczyli się nawzajem, Crisis pokazał Mobiusowi jak się kamuflować i rozróżniać kierunki o różnych porach dnia, następca tronu natomiast nauczył go szermierki, pisania i czytania. Ufają sobie i pomagają w każdej sytuacji. Darzą się także niewiarygodnym szacunkiem, a ich relacje są bliskie jak u braci. Do tej pory utrzymują ścisłe stosunki. 
CHARAKTER: "You picked a bad time for a visit!" Mobius: "I would've said you picked a bad time for a war!". Mobius, osoba która nienawidzi wojen, tym bardziej gdy zostają one wywołane z powodu żądzy władzy, co dokonało się w przypadku jego ojca. Woli wszystko załatwiać dyplomatycznie. Mimo że większość ludzi twierdzi inaczej, mężczyzna nie jest złym człowiekiem, chociaż zatwardziałym ateistą. Wielu wyrobiło sobie opinię na jego temat, nawet go nie widząc na oczy, gdyż obarczają syna za występki Ojca i spowodowane przez niego cierpienia. Chłopak jednak nie pokazuje przejęcia z tego powodu. Mimo wielokrotnych odrzuceń przez ludzi, ten potrafi im współczuć. Chodź wolałby wszystko załatwiać dyplomatycznie, to mimo to jest niezwykle uzdolnionym wojownikiem, który nie boi się pokazać swojego męstwa, honoru i siły. Dodatkowo jego skuteczność i to nie tylko w boju podkreśla niesamowita bystrość umysłu. Jest sprytny i mądry, choć wiele ludzi tego po nim nie podejrzewa, gdyż myślą, że kieruje się tylko siłą jak niegdyś jego ojciec, wykorzystuje to i przed nieznajomymi sprawnie to ukrywa. Niezwykły talent do strategii wojennej, komponuje się z odziedziczonym po ojcu talentem do walki. Posiada także dar oratorski, czyli dar słowa. Potrafi przemawiać publicznie i przekonać słuchaczy do swoich racji. Doskonale wie, co to obowiązek. Mobius dorastał, widząc swojego ojca zarówno jako ojca, jak i króla kraju, więc stara się rozwijać jako osoba i rozwijać rolę, której się podjął, czyli udawanie, że coś więcej łączy go z tym człowiekiem niż więzy krwi. Przejdźmy jednak do jego charakteru, jak się zachowuje i tym podobne. Nie ważne w jakim jest miejscu, jego królewskie wychowanie świeci po oczach, odzwierciedla to jego język ciała, równowaga i postawa, w przeciwieństwie do otaczających go przyjaciół. Ma bardzo złożony charakter, który zmagał się z wieloma emocjonalnymi zmartwieniami. Przez całe życie opiekowała się nim matka, bo ojciec miał królewskie zadania, zostawiając chłopaka w spokoju. Niemniej jednak z tego powodu nie stał się gorzkim i szorstkim mężczyzną. Mobius na co dzień walczy z artykulacją swoich uczuć. Nie raz zadaje sobie pytanie egzystencjalne, kim tak naprawdę jest i tym podobne. Bisu trzyma w sobie dużo zaangażowania i pary do roboty. W dzieciństwie Mobius był trudny do kontrolowania i był dość zbuntowany. Teraz jest całkowicie inaczej, słucha się innych i bierze pod uwagę ich zdanie, w końcu musiał się zmienić po tych dwóch mileniach. Chłopak nigdy nie wywiązuje się ze swoich obowiązków, ponieważ woli unikać problemów. Ale, ale znowu tak dużo informacji, a nie wiadomo jaki jest na co dzień. Tak więc to zdystansowany chłopak, ale nie boi się bycia miłym i uczynnym. Śmieje się tylko w towarzystwie, które mu na to pozwala. Ale są zawsze dwie strony medalu, w większości sytuacji to osoba mająca lodowy wyraz twarzy, kryjąca w sobie cząstkę cierpienia, ale to jest tylko wtedy gdy jest sam, ukrywa swoje drugie oblicze przed innymi. Potrafi być opryskliwy, ale to się dzieje, gdy już jest na granicy załamania nerwowego. Samo wyprowadzenie Mobiusa z równowagi nie jest wcale takie trudne, ale także nie łatwe, gdyż nie idzie na jakieś proste i tandetne wyzwiska. Kiedy postawi sobie jakiś cel zawsze do niego dąży. Zaczyna ufać ludziom dopiero wtedy gdy dobrze ich pozna, ale staje się wtedy dla nich także bardziej surowy i zdecydowany. Przyjmuje bez problemów odpowiedzialność za swoje stanowisko i nie zastanawia się czy ma się przyznać, że coś jest spowodowane z jego winy, lub nie. Wielu porównuje go do jego ojca, która który rządził tymi ziemiami trzy tysiące lata temu i można przyznać, że coś w tym jest. Jest równie inteligentny i błyskotliwy co władca. Mobius to osoba charyzmatyczna, potrafiąca skłonić ludzi do słuchania oraz twardym negocjatorem. Chłopak w niebezpiecznych sytuacjach najpierw myśli o sobie, a nie o ludziach których prowadzi, czy też najbliższych osobach. Chociaż próbując zachować pozory, ratuje ich. A raczej jest to spowodowane faktem iż wie jak cenne jest ludzie życie i nie umie sobie wyobrazić śmierci jednego z jego poddanych. Interesuje się polityką i często się w tym temacie wypowiada, jednak razem z tym słyszy o licznych intrygach, które go w ogóle nie obchodzą. Ma ogromną cierpliwości do administracyjnych spraw. Mężczyzna surowo przestrzega etosu rycerza, oraz kodeksu honorowego. Przez fakt iż ludzie patrzą na niego jak na jego ojca to wszystko co mówi, jest zwykle odbierane w najgorszy z możliwych sposobów. Jego bezceremonialne żarty traktowane są przez innych jako poważne zagrożenie. Jakiekolwiek decyzje Mobiusa zawsze są dokładnie przemyślane i rozważa ich wszelakie konsekwencje. To pokazuje cechy godne króla, tak więc jest następcą, który jak najbardziej zasługuje by sprawować władzę nad Traveles in Cleft of Dimensions. Nigdy nie ma uprzedzeń i wydaje obiektywne osądy, pełne ostrożności. Mobius ma trudności z ciężkimi sytuacjami i zaakceptowaniem brutalnej rzeczywistości. Jest bardzo lojalny i zawsze starta się dotrzymywać słowa. Od dziecka Mobius kochał powieści o rycerzach, do tego stopnia je ubóstwiał, że przyjął je za pewnik, że świat, wykreowany w opowieściach, jest taki naprawdę, dopiero podczas wojny, w której przypadkiem brał udział, jego wizja idealnego świata legła w gruzach, zaczyna też doceniać pierwotne wartości, jak rodzina i dom, którymi w czasie młodzieńczego buntu wyraźnie gardził.
APARYCJA: Młody, silny, przystojny, pełen werwy i gracji. Mobius to już dojrzały mężczyzna mający 184 cm wzrostu, mierząc przy tym jego szpiczasto stojące czarne włosy, wygolone z obu stron głowy. Jego twarz jest młoda i przystojna, a dodatkowego uroku dodają głębokie niebieskie oczy. Ma równe, lekko zadarte brwi, które nadają mu wrogiego wyrazu twarzy. Jego usta w kącikach są zszyte czarną nitką, przez co nie może szeroko otwierać ust. Nosi czarną kurtkę z motywami czaszki i wyszukane detale na kieszeniach. Wszelakie kieszonki ma wiecznie rozpięte. Pod spodem nosi stalową szarą koszulę z odciskiem czaszki. Nosi naszyjnik zrobiony z czaszki ptaka, a jego uszy zdobią duże zawiłe kolczyki. Aż ma się wrażenie, że jest wielbicielem śmierci, chociaż daleko mu do takiego typu człowieka. Mobius nosi także czarne spodnie i buty, których podeszwy są brązowe, niekiedy przypominają wręcz czerwień. Lata ćwiczeń z mieczem zaowocowały zgrabną sylwetką. Na lewej dłoni nosi długą pokrytą metalem rękawicę. Całe jego ciało jest pokryte czerwonymi malunkami. W przeciwieństwie do innych rycerzy nie nosi broni przy pasie, tylko na plecach, gdyż jest to wielki dwuręczny miecz. Jako wilk Mobius to biało-szary basior z niebieskimi uszami. Jego sierść jest wszędzie krótka, prócz na karku, przez co przypomina to trochę jego fryzurę z ludzkiej postaci. Na jego ciele są widoczne liczne blizny, a od jego głębokich niebieskich oczu odchodzą dwa czarne pasma. Uszy tak samo jak w dwunożnej formie są przekute i pokryte kolczykami. 
ŻYWIOŁY: Głównym żywiołem Mobiusa jest szkło, pobocznymi są natomiast woda i dym. 
MOCE: 

  • Smoke - Używa fajki do stworzenia wielkiej chmury czarnego dymu. Jego oczy są przystosowane, lecz przeciwnik nic nie dostrzeże, ani nie poczuje. Dym nie jest trujący, jednak wywołuje łzawienie oczu i ostry kaszel.
  • Glass floor - Jak sama nazwa wskazuje, Mobius potrafi otoczyć wszystko dokoła szkłem. przeciwnicy początkowo są pewni, że jest to lód, dlatego mężczyzna ma  przewagę zaskoczenia. Nie dość ze podłoże się śliskie, to może w jednym momencie je rozpić i skaleczyć poważnie przeciwnika. 
  • Water whip - Atak polegający na utworzeniu wodnego pejczu. Jest to smukła linia, która atakuje z taką prędkością, że ścięłaby drzewo. Możliwa jest do utworzenia nie tylko przy zbiornikach wodnych, ale także podczas deszczu, czy też z innej cieczy, ale nie dużo masywniejszej od wody. 
  • Odwodnienie - Potrafi kontrolować odwodnienie swojego organizmu
  • Cage - Tworzy klatkę w której są same lustra, przez co przeciwnik nie wie gdzie się znajduje, a on sam może go atakować ostrymi odłamkami szkła z różnych kierunków. 


ZAINTERESOWANIA/TALENTY: Podzielę to na mocne i słabe strony Mobiusa:
Mocne strony:
- Jazda Konno - Coś co było od niego oczekiwane, gdy miał osiem lat. Ma własnego konia imieniem Igła, to jego najbliższy towarzysz jak i przyjaciel. Jego jazda na tym koniu jest nieskazitelna, potrafi go ujeżdżać nawet stojąc na jego grzbiecie. Został także nauczony walki w siodle z pomocą miecza, kopii, czy pistoletu. W czasie tych trzech tysięcy lat wiele się nauczył.
- Walka mieczem - Był nauczany pod okiem najlepszych wojowników, ojciec zadbał by jego syn potrafił siekać mieczem. Aktualnie jego bronią jest broń ciężka, nie używa przy tym tarczy.
- Wykształcenie - Co prawda nie jest to coś niezwykłego jak na dzisiejsze czasy, lecz kiedyś było to prawie w ogóle niespotykane. Chociaż i tak jak na dzisiejsze czasy jest to dość niespotykane, przynajmniej w niektórych królestwach, jak większość stworzeń nie potrafi przeczytać nawet najprostszych wyrazów. Mężczyzna dużo czyta i lubi poznawać świat poprzez książki Dodatkowo mówi i czyta płynnie w kilku językach. Dodatkowo dużo studiował i jest Profesorem.
- Dobra orientacja w terenie - Od dziecka chłopak latał z przyjaciółmi po lasach i tam z ich pomocą nauczył się dobrej orientacji w terenie. Potrafi określić z łatwością kierunek świata, w dzień jak i w nocy. Dodatkowo ma dobrą pamięć i wchodząc do labiryntu, po delikatnym trudzie i tak by się wydostał.
- Taniec - Taniec towarzyski to jedyna z nielicznych atrakcji przynosząca przyjemność Mobiusowi. W momencie, gdy do jego uszu dojdzie muzyka, nie przeszkadza mu nawet to, że partnerka nie umie tańczyć, pewnie ją poprowadzi. by nie musiała się niczego obawiać. W slumsach, gdy usłyszy jakiegoś grajka, zawsze rzuca mu monetę.
- Strzelanie z kuszy - Mężczyzna ma niezwykłą celność jeśli chodzi o posługiwanie się kuszą, co innego jeśli chodzi o łuk, tym nie potrafi strzelać w ogóle. I tak dobrze, że tę perspektywę uwzględniła jego kuzynka Evie, która nauczyła go posługiwania się tą bronią. Kiedy ma w ręku ma kuszę nie trzeba się niczego obawiać, bez mrugnięcia okiem pozbawi życia osoby, która Ci zagraża.
- Dar oratorski - Czyli dar słowa. Potrafi przemawiać publicznie i przekonać słuchaczy do swoich racji.
- Kamuflaż - Potrafi się zakamuflować i ukryć na nawet najbardziej niekorzystnym terenie.
- Strzelanie z pistoletu.
- Hackowanie - Przez to, że dużo podróżuje między wymiarami, nauczył się wielu rzeczy tak jak hackowania wielu najlepiej strzeżonych systemów, nie zostając przy tym wykryty.

Słabe strony:
- Nie potrafi pić - Chłopak pierwszy raz zaczął pić w wieku piętnastu lat, jednak reakcja jego organizmu na alkohol nie była ciekawa. Dodatkowo ma słabą głowę i łatwo go upić. Po pewnym incydencie, które zaszło gdy był nietrzeźwy przestał pić, teraz nie dotyka alkoholu. Jedynie kiedy jest zmuszony do skosztowania tego niedobrego spylu, jest gdy musi wznieść toast, ale i tak bierze wtedy mały łyk, lub udaje, że pije.
- Wspinaczka - Mężczyzna wiele razy próbował się wspinać, lecz nigdy nie posiadł tej umiejętności. Zwyczajnie tego nie umie, nie potrafi nawet tego wyćwiczyć. Samo wejście na drzewo przynosi mu trudność, a co dopiero mówić o jakimś klifie.
- Życie - Mobius mimo tego, że potrafi z łatwością odebrać życie wrogowi, to nie dopuszcza do siebie myśli, że ktoś z jego poddanych je utraci. Jeśli do tego dojdzie uważa, że zawiódł nie tylko jako Alpha, ale także towarzysz broni. Nie dla niego są decyzje, czy powinno się oddać jedno życie za tysiące czy nie. Dla niego każdy zasługuje na to by żyć i by chociaż spróbować go uratować, nieważne jak negatywne ale racjonalne argumenty na to otrzyma. Jego psychika podupadła bo straceniu trzy tysiące lat temu matkę i ojca, dlatego szkoli swoją psychikę i przygotowuję ja na kolejne rozczarowania i tragedie, chociaż wie, że nawet to, to może być za mało.
- Psychika - Stan psychiczny mężczyzny nie jest zły, ale także nie jest dobry. Po pewnych wydarzeniach z dzieciństwa jest podatny na niektóre zachowania ludzkie. Chociaż nie zalicza się do tego manipulacja, bo do tego nigdy nie pozwoli. Jednak gdy coś stanie się nagle, przykładowo ktoś umrze, może chwilowo stracić nad sobą panowanie i nie będzie wiedział co się z nim dzieje. W tym momencie może zacząć mordować, lub zachowywać się tak jak na osobę problemami psychicznymi "przystało". Najgorszym skutkiem takiego poczynania jest zmniejszenie morali jego ludzi, na co nie może sobie dopuścić, dlatego cały czas ma się na baczności i robi wszystko z dokładnym przemyśleniem i planem działania.
- Hazard - Mobius co prawda z tym skończył, jednak pod mocnym przymusem nie potrafi odmówić. Przez ten nałóg stracił już mnóstwo pieniędzy.
- Palenie - Mężczyzna za pomocą fajki używa jednej z najbardziej użytecznych mocy w jego arsenale, jednak przez to dużo pali, a jego organizm niedługo będzie w opłakanym stanie.
MOC SPECJALNA: 

  • Cleft of Dimensions - Moc, którą odziedziczył w królewskiej krwi, możliwość zamknięcia portalu do innych wymiarów. Jednak nie jest to tak łatwe, zamknięcie jak i otwarcie portalu kosztuje go wiele wysiłku. A próbę otwarcia bram z powrotem, mógłby zrobić dopiero po kilku dniach wypoczynku. 
HISTORIA: Pojawi się za kilka dni.
PRZEDMIOTY:  Fajka - Jest to magiczny przedmiot, który umożliwia Mobiusowi używać żywiołu dymu. Kolejną charakterystyczną rzeczą są duże, zawinięte kolczyki w uszach, oraz naszyjnik
zrobiony z czaszki ptaka.
Sztylet (+ 15 do wszystkich umiejętności)
LOKALIZACJA: Assyrio, tam aktualnie pilnuje portalu 
BANK: 68.340 trefli / 3 kiery / 2 diamenty
INNE: 

  • Pochodzi z rodziny królewskiej rządzącej ponad trzy tysiące lat temu,
  • Wielokrotna wspominana wojna w formularzu wybuchła trzy tysiące lat temu i sprawiła, że rodzina królewska Brandford upadła,
  • Przez używanie fajki to mocy dymu jego organizm jest w złym stanie, w tym stadium już potrafi wymiotować krwią,
  • Mobius posiada tik nerwowy, rozluźnia i zaciska ręce, jest to spowodowane tym, że podczas wojny prawie zamarzł i robił to by ogrzać swoje ręce i odzyskać w nich władzę,
  • Niegdyś lubił brać udział w turniejach rycerskich, gdyż jego dłoń dobrze leży na ciężkiej kopii,
  • Jego koń "Igła" to klacz, rasy hanowerskiej,
  • Od dziecka Mobius kochał powieści o rycerzach, do tego stopnia je ubóstwiał, że przyjął je za pewnik, że świat, wykreowany w opowieściach, jest taki naprawdę, dopiero podczas wojny, w której przypadkiem brał udział, jego wizja idealnego świata legła w gruzach, zaczyna też doceniać pierwotne wartości,
  • Kiedy był mały zawsze rozpalał wielkie ogniska, wyobrażając sobie, że jego rodzina jest niżej położona i spędza ze sobą dużo czasu przy ogniu, a także bardzo się kocha,
  • Nie przepada za warzywami,
  • Ma zamiłowanie do zwierząt domowych,
  • Zawsze chciał mieć smoka,
  • Czerwone malunki na jego ciele to oznaka jego rodu Brandford,
  • Podczas używania mocy, jego malunki stają się niebieskie,
  • Gdy w wieku szesnastu lat, tuż przed wojną został wysłany do rezydencji ciotki, została ona zaatakowana zaraz po jego odejściu (więcej w historii), podejrzewa się, że ktoś zlecił jego zabójstwo,
  • Stara się nie myśleć o pospiesznym przejęciu tronu, gdyż uważa, że gdyby to zrobił, zdradziłby w sercu swoją rodzinę,
  • "W żyłach Branford'ów wciąż płynie krew Pierwszych Ludzi. Wierzymy, że ten kto wydaje wyrok, sam powinien go wykonać. Jeśli chcesz odebrać komuś życie, powinieneś spojrzeć mu w oczy i wysłuchać jego ostatnich słów. Jesteś mu to winien. kiedy nie masz odwagi tego uczynić, skąd możesz wiedzieć, że ten człowiek zasługuje na śmierć?" To pierwsze dojrzałe, poważne i sprzeciwiające się słowa Mobiusa skierowane srogo do jego ojca, kiedy ten chciał zabić niewinnego człowieka za pomocą kupnego kata.
INNE ZDJĘCIA:
TOWARZYSZ: KĀBANKURU
CHAT: Talon / Pacyfista
"MOST PEOPLE THINK TIME IS LIKE A RIVER, THAT FLOWS SWIFT AND SURE IN ONE DIRECTION. BUT I HAVE SEEN THE FACE OF TIME, AND I CAN TELL YOU, THEY ARE WRONG. TIME IS AN OCEAN IN A STORM. YOU MAY WONDER WHO I AM AND WHY I SAY THIS. SIT DOWN, AND I WILL TELL YOU A TALE LIKE NONE THAT YOU HAVE EVER HEARD..."
STATYSTYKI:

SIŁA - 3050 SZYBKOŚĆ - 1100 ZWINNOŚĆ - 1545 MOC - 2515
TECHNIKA - 2065 RÓWNOWAGA - 1135 ZRĘCZNOŚĆ - 1565 UKRYCIE - 1065

The End.

  Uwaga! Post nie miał na celu nikogo faworyzować/karać/wyśmiewać. Są to jedynie moje przemyślenia dotyczące tego wszystkiego i proszę o uszanowanie mojego zdania, bo nie chcę kłócić się z nikim pod komentarzami. W razie czego - popiszę i wyjaśnię wszystko na priv. Post jest w ciul długi, ale ja jak się rozpiszę, to przynajmniej z 500 słów będzie :")
  Cóż.. co mi pozostaje? Na pewno nie zamknę watahy, a nietypowy tytuł posta był po to, aby przyciągnąć twoją uwagę do tego posta. Chcę uświadomić każdego z was, że nie zaciągnęłam tutaj Talona, żeby odwalił za mnie czarną robotę, żeby wywalić Est, czy żeby zrobić wam na złość, bo na pewno nie miałam tego na myśli i ci, którzy tak uważają, tkwią w błędzie. Nie jestem manipulantem i chcę być z wami szczera - skorzystałam z pomocy Talona, ponieważ ufam mu i wiem, że ma spore doświadczenie w tym co robi, a ja chciałam pomóc temu blogowi. Dla większości z was pewnie był idealny, jednak ja natrafiłam na ludzi, którzy nie rozumieli reali i fabuły bloga. Przyznałam im rację. Owszem, stali członkowie mogli wiedzieć, o co chodzi, ponieważ byli z blogiem przynajmniej od kilku wpisów, a ja chciałam być otwarta na nowych członków. 
Chyba moje nowe motto, które musiałam tu dać
  Odeszły z bloga dwie, ważne i aktywne osoby. Normalnie zaczęłabym ich molestować na priv, ale wiem, że to bez sensu, bo obie są na mnie wściekłe. Mimo wszystko dziękuję Argo i Evangeline za aktywność i świetne opowiadania. 
  Chcę, żebyście wiedzieli, że na blogu nikogo nie faworyzuję, bo odniosłam wrażenie, że członkowie bloga zaatakowali Talona, bo pojawił się nie wiadomo skąd, jako mój "pupilek". Nie, nie namawiałam go na dołączenie, ale on sam też nie wepchał się tu na siłę. Zaproponował pomoc, a ja postanowiłam ją przyjąć, bo raz już mnie obronił i znając życie zrobi to po raz kolejny. Tak samo ja będę go bronić na tym blogu, choćby cała wataha miała odejść lub urządzić protest. Najłatwiej byłoby zamknąć tego bloga i wyjechać w Bieszczady, jednak nie jestem tego typu osobą. Mogłabym też straszyć was zamknięciem bloga, ale znając życie 2/3 nie nabrałoby się na ten trik, a reszta pomyślałaby: "No nareszcie wyjdę z tego gówna!! *taniec radości*". Albo nawet na odwrót. 
  Chciałabym też podziękować kilku osobom za ciepłe słowa na priv (mi.n Suzu, werze, Talonowi), pomimo tej cholernej i zupełnie niepotrzebnej gównoburzy, która nastała na chacie. Takie sprawy należy wyjaśniać ze mną na chacie prywatnym, a nie znikać jak po włożeniu czapki niewidki. Jeżeli chcielibyście przywrócenia Est na stanowisko admina i podali odpowiednie argumenty, posłuchałabym was. Ale póki co nie mam o czym dyskutować. Z jednej strony czuję się jak kurwa, z drugiej jednak strony sytuacja ta nauczyła mnie kilku rzeczy:
  • Nie można się poddawać i trzeba leźć do przodu, a użalanie się nad straconymi osobami nic nie daje. Zrozumiałam to dopiero dzisiaj. Hikaru odeszła, Kelley odeszła, Argo odeszła, ale to się na blogach zdarza i nie można płakać nad rozlanym mlekiem, bo łzy na pewno nie zwrócą mi utraconych osób.
  • Nie można polegać tylko na innych, trzeba też zaufać samemu sobie. 
  Nie ważne, jak teraz wszystko się potoczy, ja i tak pozostanę wierna temu blogowi oraz lojalna wobec osób, które wspierają mnie w tym najgorszym czasie. Każdy blog upada, każdy ma jakiś kryzys. Kryzys na DiKi nastał, ale blog NIE UPADNIE NA MOJEJ WARCIE!!! Choćbym miała pisać opowiadania sama z Talonem i tak cholera go nie opuszczę. Choćbym nawet sama musiała ze sobą pisać i tak na nim pozostanę, a DiKi będzie otwarte dla każdego. Nie chcę mieć wśród was wrogów, szukam jedynie przyjaciół, lub choćby dobrych znajomych. Popiszę z kimkolwiek choćby na temat pogody! Będę szukać nowych członków, choćbym miała przeczesać cały internet.  Nie będę też tolerowała byle kłótni, przepisy zostaną zaostrzone, a ludzie, którzy będą na tym blogu pracować, zostaną sowicie nagrodzeni. Pod koniec każdego miesiąca będę robiła podsumowania (maj sobie odpuszczę...) i jedni otrzymają dodatkowe trefle (za siedzenie na chacie, za staż, za ilość opowiadań), drudzy upomnienia (za niepisanie, pyskowanie, kłótnie).
 Chciałabym również przeprosić osoby, które się na mnie zawiodły - Est, Argo i Evangeline. Nie wiem co powiedzieć.. wiem, nadwyrężyłam wasze zaufanie, jest mi głupio. Przepraszam. Nie potrafię pisać tego typu postów, zwłaszcza, jeżeli muszę przyznać innym rację. Mam wierszyk:

Każdy czasem upada
Każdy się czasem stacza
Każdy się czasem buntuje
Lecz miłość wszystko  wybacza
(śniło mi się, że kiedyś dałam go Miyashi na walentynki ;_;) 

 Jest jeszcze jedna kwestia, którą chcę poruszyć. Wiem, że większość z was pewnie teraz mnie nienawidzi. Postanowiłam zrobić więc czystkę. Czystka organizowana jest do 10 czerwca (dla Tayrona ze względu na nieobecność - do 20). Chcę zobaczyć, ile jeszcze wilczków będzie tutaj na blogu, bez względu na to, co się stanie. Będę starała się rozluźnić atmosferę, a jak się nam polepszy, to zrobię chat RPG. Delikatnie będę pchać ten wózek to przodu. Co zrobić, aby zostać. Wpisać się pod postem z imieniem swojego wilka. To tyle.

Zdrajca odchodzi...

Jak powyżej...

Pożegnanie... Od Evangeline Nobody

Mam nadzieję, że każdy otworzy ten post i go przeczyta. O to proszę. Chciałabym powiedzieć, że naprawdę jestem bardzo zirytowana tym, co się tutaj wydarzyło. Chociaż zaczęło się naprawdę spokojnie. Pewnego dnia w progi naszej, a raczej waszej watahy trafił zbłąkany wędrowiec. Wszyscy przyjęli go ciepło, mając nadzieję, że niedługo na stałe u nich zamieszka. Życzenie to miało się spełnić, jednak nie w ten sposób, w jaki wszyscy tego oczekiwali. Otóż wędrowiec ten otrzymał tytuł admina. Jednak był to dopiero początek licznych problemów, przez które piszę tę notkę. Potem w dziwny sposób zaczęli znikać pozostali admini. Admini odwalający ciężką harówkę, żeby ten blog działał jak najlepiej. Jednak główna adminka podjęła decyzję, a my, to znaczy ja, nie mamy prawa się z nią spierać. Ale i tak to robię. Chciałabym, żebyście wiedzieli, że jestem wkurzona. Mocno i konkretnie. Ale nie zgadniecie nigdy na co najbardziej. Nie na Tyks. Nie na Talona. (Przepraszam, że to robię Est, ale nie mam innego wyboru). Właśnie Est wkurzyła mnie najbardziej. Jej słowa, gdy dowiedziała się, że nie zamierzam tego tak zostawić. To było najgorsze. " Chociaż naprawdę jestem smutna z sytuacji jaka wyniknęła, nie mogę tego okazać, ponieważ wiem, że Tyks to delikatna osoba i nie chcę sprawić jej przykrości. Bardzo mi na niej zależy i nie chcę jej ranić. " I to była kropla, która przelała czarę goryczy. I to właśnie dlatego, rycząc jak bóbr, brnę w to dalej. Bo czuję, że muszę. Bo mam dość.

Kilka słów dla Talona: Naprawdę nie wiem co tu robisz, ale nie martw się... Na twoim miejscu mógłby być każdy i nie umniejszałoby to mojej irytacji. Nie wiem ile potrafisz, nie znam twojej historii, dlatego nie będę wypowiadać się na ten temat. Jednak według mnie było bardzo nie w porządku to, jak postąpiłeś. Zrobisz z moim zdaniem co chcesz.

Kilka do Tyks: Uwielbiam cię. Uwielbiałam odkąd tylko tu dołączyłam. Jesteś naprawdę świetną osobą, jednak nie wiem dlaczego te sprawy tak się potoczyły. Może i nie wiem wszystkiego, to fakt. Jednak moim zdaniem... mówiąc kolokwialnie: trochę spieprzyłaś. I mam nadzieję, że będziesz miała z tego naukę.

Do Est: Nie obwiniaj się, a wy nie obwiniajcie Est, bo to tylko i wyłącznie moja decyzja. <3

Do Argo: Świetnie się z tobą pisało i wątpię, żebym kiedykolwiek znalazła taką partnerkę do pisania jak ty...

Coraz więcej pola widzenia zasłaniają mi łzy.

Do Leny: Dziękuję za pomoc we wstawieniu tego <3 Kochałam z tobą pisać na shoutboxie

Kilka do Shadowa, Suz, Alexa,i całej reszty: Nie wiem, czy w ogóle ze mną pisaliście, ba!, czy w ogóle mnie kojarzycie, jednak jestem wam wszystkim bardzo wdzięczna za to, że mogłam was poznać. Za to, że byliście. <3 Myślę, że gdybym znała was w realu, to z pewnością zostalibyśmy przyjaciółmi. To był zaszczyt, móc z wami pisać

Tego wszystkiego jest po prostu za dużo. Całe moje życie wali mi się na głowę. W ciągu ostatnich kilku miesięcy odeszły ważne dla mnie osoby. Nie radzę sobie z innymi problemami, z którymi na co dzień muszę się zmagać. Pomagaliście mi. Być dalej tą pogodną osobą, którą znacie. Dziękuję wam za to. I przepraszam, że tyle przed wami ukrywałam. Jednak teraz... Nie daję rady... Także, żegnam się z wami, póki mam jeszcze na to siłę. Żegnam się, dopóki moja sentymentalność mnie nie złamie. Odchodzę z Divided Kingdom. Ponieważ Podzielone Królestwo podzieliło się na zawsze. Dla mnie straciło... To coś. Na zawsze wasza. Elviś. Dla niektórych Ash, Precelek, Ev, Evuś czy ktokolwiek inny. Proszę, nie zapomnijcie o mnie, ja na pewno nie zapomnę o was...
Tyks schrzaniłaś jeszcze bardziej

Od Verdandi C.D Viper

Lekcja numer jeden dla dobrego strażnika: ważną sprawą jest dokładna obserwacja otoczenia. Jeżeli osoba wykonującą tą robotę tego przestrzega, to połowa sukcesu za nami. Kolejnymi, równie ważnymi rzeczami o których musi pamiętać to wychwytywanie dziwnie zachowujących się osób a potem ich dogłębne analizowanie. To klucz do dobrze wykonywanej roboty. Obserwacja i analiza to cechy które powinien posiadać każdy strażnik bez wyjątku. Od tego często zależy powodzenie niektórych śledztw i misji. Strażnik to także tak bardzo niedoceniany zawód przez innych, nie mówiąc o braku szacunku wśród przestępców. Nie można mieć im tego za złe, w końcu działamy by utrzymywać ład i porządek na ulicach, a wszystkich rabusiów mamy natychmiast unieszkodliwić. Właściwie, to zdarza się, że nawet jesteśmy niemile widziany przez społeczeństwo wyższej klasy. Niektórzy spoglądają na nas z pogardą. Tak, oni również mają swoje za uszami i kto wie, czy czasem kogoś nie zdemaskujemy. Strażnik działa trochę jak szpieg, ale nie do końca. Nie pracujemy w ukryciu, my mamy jawnie dawać znać o tym, że obserwujemy. Wszystko widzimy i wszystko możemy. O ile mamy ku temu powód. Nie rzadko rzucają w nas obelgami, a my musimy je cierpliwie znosić. Mi, kobiecie z domu Zirran jest to totalnie obojętnie. Nie ma sensu się denerwować, rozumiem ich doskonale. Tak jak rozumiem zachowanie mojego brata. Jednakże, to nie czas by rozczulać się nad swoją rodziną i nienawiścią, którą zostałam obdarzona przez własnego członka rodziny. Skupmy się na tym, co dzieje się teraz.
Leżałam w jednej z najbardziej oddalonych cel pod pokładem statku. Nie wiem dokąd płynęliśmy. Dostałam jednak pewne zlecenie a raczej pewien kapitan podzielił się ze mną ze swoimi wątpliwościami co do lojalności niektórych członków załogi. Miałam zbadać tę sprawę jako dobry strażnik znający się na tej robocie. Z pewnością wkopali mnie w to koledzy, którzy ostatnio pełnili z nią wartę. No trudno, nie mogę być zła, nareszcie coś się dzieje. Widziałam jednak niechęć kapitana. Jestem przecież kobietą, a kobiety zwykle nie płynęły statkami. Zaskoczyło mnie jednak to, że nikt nie zwrócił uwagi na czarną kobietę w intensywnymi, niebieskimi oczami, która wślizgnęła się na pokład a potem jak nigdy nic zeszła pod pokład. Postanowiłam chwilę odpocząć i pomyśleć jak mam działać. Należało zachować należytą ostrożność. Jednak pomimo braku wygody, przysnęło mi się, jednak nie na tyle długo, bym zapadła w głęboki sen. Gdy poczułam czyjś dotyk, zareagowałam błyskawicznie. Otworzywszy szeroko oczy, kopnęłam instynktownie osobę stojącą obok. Trafiłam idealnie w twarz. Moje wyczucie i kobieca intuicja nigdy nie zawodzi. Bez zbędnego czekania na cokolwiek poderwałam się zajmując pozycję bojową. Po słowach chłopaka lekko ściągnęłam brwi ku sobie. No tak, przecież nie może zawiadomić załogi, bo cały plan spaliłby na panewce.
- Myślę, że zawiadomienie kapitana będzie zbędną czynnością. Doskonale wie o moim pobycie - powiedziałam z naturalnym dla siebie spokojem oraz delikatnie przebijającym się chłodem.
- Czemu tak twierdzisz? - spytał lustrując mnie spojrzeniem.
- Nie ma sensu tego ukrywać. Gdybym ci nie powiedziała, pewnie podzieliłbyś się swoim odkryciem z resztą załogi, a tego chcę uniknąć. Kapitan poprosił mnie, bym zbadała pewną sprawę. Podejrzewa, że któryś z członków załogi jest nielojalny. Oczywiście otrzymam wynagrodzenie. I pomimo, że oficjalnie jestem strażnikiem, chwilowo pełnię rolę szpiega - wytłumaczyłam wszystko nie owijając w bawełnę i po krótkiej ciszy, również zmierzyłam go spojrzeniem. - A ty mógłbyś mi pomóc. Nic więcej na ten temat wiedzieć nie musisz. Tym bardziej na mój. Wiesz wystarczająco - dodałam ciut bardziej ostro, żeby nie naciskał.

<Viper??>

Fajnie. No to się wypchaj pierzem. - czyli zabawy ciąg dalszy (Od Evangeline C.D Tyksony)

Przez chwilę stałam osłupiała, wpatrując się w kotołaka. Wzruszyłam ramionami.
-W takim razie nasze drogi w tym miejscu się rozchodzą. Myślę, że jest to dla ciebie dużo większa strata niż dla mnie. Pozdrów Darknessa ode mnie. Na pewno się ucieszy, że nie udało ci się nawet wynająć najemnika. Miło było cię poznać Tyksono - uśmiechnęłam się w duchu i zaczęłam iść w stronę swojego domu. Po chwili włożyłam podejrzaną mapę do torby. Nie wiem, co w tamtej chwili robiła Tyksona, ale stawiam dziesięć, nie, dwadzieścia trefli, że stała tam dalej, z sakiewką w dłoniach i głupią miną. Ciekawe po jakiego gwinta to zrobiła. No cóż, teraz to już nie mój problem. Przystanęłam na chwilę, zastanawiając się, czy Darkness tylko ją zabije, czy zrobi coś gorszego. Jak już mówiłam, teraz to nie mój problem. Ruszyłam w dalszą drogę. Starałam się odgadnąć po jaką cholerę w takim razie w ogóle przyszła, żeby mnie wynająć. Szczerze mówiąc, cała ta sprawa mocno śmierdziała. Ale jeżeli jeszcze raz ją spotkam, to z pewnością odpłacę jej się pięknym za nadobne. Przemieniłam się w wilka i pognałam do swojego domu z planem, by wieczorem wrócić do karczmy, w poszukiwaniu kolejnego zlecenia, tym razem prawdziwego.
(Tyks? Przepraszam, że takie krótkie i nijakie, ale na serio nie mam pojęcia o co mogło Ci chodzić xD)

Nowy Admin

Witajcie pyrpecie! :D
Jako iż jestem nowym adminem, wypadałoby żebym się przedstawił. Jestem Talon, dla niektóry znany jako Pacyfista. Jako iż następują zmiany na blogu, przyszedłem tutaj by pomóc mojej kochanej Tyks. Jestem w branży siedem lat, mam doświadczenie i mogę trochę pomóc, co zauważyła już Tyksu, gdy zacząłem na czacie wypisywać jej widoczne błędy, przykładowo w fabule. No ale tak, jestem tutaj na kilka tygodni, albo miesięcy, zależy ile zajmie głównej admince znalezienie jakiegoś
odpowiedzialnego admina by przejął moje miejsce, gdyż jestem tylko zastępstwem. Mimo tego, że nie jestem tutaj na stałe, to nie mam zamiaru się "opierdzielać" co warto wspomnieć już na początku. Jestem adminem aktywnym i wymagającym. Można mnie zastać zawsze po szesnastej. Ogólnie jestem bardzo aktywny.. i na czacie i w opowiadaniach. Jednak kiedy nie mam czasu informuję wszystkich członków. Czego też oczekuję od was. W przeciwieństwie do Tyks nie boję się kogoś wywalić na "zbity ryj" ~ ulubione powiedzonko. Jeśli widzę, że Ci zwyczajnie nie zależy no to co, pożegnamy się. Ja aktualnie pracuję, robię remont i przeprowadzam się, a dodatkowo mam dzieci, a mimo wszystko zawsze znajdę czas by napisać chociaż jedno opowiadanie raz na tydzień-maksymalnie dwa. No niestety mi kitu nie da się wsadzić. Jak będę zwracać wam uwagę na temat aktywności, a wy macie np: egzaminy, to chcę dostać dokładną datę, kiedy uzyskam opowiadanie na bloga. Skoro jestem prawą ręką adminki nie mam zamiaru tego spieprzyć. No trochę zastraszyłem, a teraz czas na kilka pozytywnych aspektów mojego charakteru! Jestem spokojnym, wyrozumiałym i zabawnym człowiekiem. Nie ma się czego bać, że zacznę się spinać, gdyż mam swoje lata i wyprowadzenie mnie z równowagi, jest zwyczajnie niemożliwe, co bardziej jest spowodowane moją osobowością niż wiekiem. Można bez problemów pisać do mnie w żartobliwy sposób, a nawet mnie wyzywać, mam ogromny dystans do swojej osoby.
 Moja postać powinna się pojawić w niedługim czasie, ale plany zawsze mogą się zmienić, dlatego nigdy nic nie obiecuję. Raczej zajmę się odciążeniem adminki z obowiązków, jak w tym natłoku znajdę czas, to postać się pojawi. Początkowo mogę być trochę zagubiony, gdyż no nagle podjęta została decyzja, że stanę się adminem tego bloga, więc musicie mnie kierować i mi wybaczyć. ;p Mam nadzieję, że razem damy radę i wytrzymacie z taką zidiociałą postacią jak ja.

Całuję, no i party hard ~ Człowiek który kocha wszystkich <3
Znalezione obrazy dla zapytania gif party hard

OD Tyksony C.D Evangeline

  - Rubin został odebrany mojemu panu. - powiedziała beznamiętnie kociara, machając niespokojnie ogonem i nieufnie mierząc wzrokiem dziewczynę. - Znajduje się w pewnej instytucji. Problem jest w tym, że policja uważa, iż Wilkobójca sfingował porwanie cennego kamienia. Tak, jak się pewnie spodziewałaś, szlachetny kamień miał właściwości magiczne. Ba, został odebrany pewnemu demonowi. Mój pracodawca nie poinformował mnie o właściwościach kamienia, jednak ponoć jak obecny właściciel dowie się o jego właściwościach, nie będzie przyjemnie...
 - Znasz może lokalizację diamentu? - Evangeline wyglądała na coraz bardziej zniecierpliwioną.
 - Tak. - odpowiedziała Tyksona i wręczyła kobiecie do ręki pergamin.
   Kiedy Evangeline go "otworzyła" jej oczom ukazał się plan ogromnej posiadłości. Domyśliła się już, że obecny posiadacz klejnotu był dobrze ułożonym człowiekiem i z pewnością posiadał zaawansowany system zabezpieczeń. Tyks wiedziała, że Evangeline z pewnością przyjmie wyzwanie, które jej przygotowała wraz z Wilkobójcą. Obserwowała bacznie dziewczynę. Kiedy zdała sobie sprawę, że jeszcze przez kilka minut Evangeline nie ruszy się z miejsca, zaczęła kręcić swoim ogonkiem na prawo i lewo. 
 - Mru mru. Dłuugo jeszcze? - mruknęła zniecierpliwiona Tyksona i nie czekając dłużej, wskoczyła na pobliskie drzewo. - Chyba, że stchórzyłaś i sama mam przejąć to zlecenie, a ty oddajesz mi moje pieniądze.. z dodatkowym procentem!
 - Czekaj, coś tu nie pasuje.. - mruknęła białowłosa i przekręciła mapę. - Tu nie..
  Kotołak nie czekał. Rzucił się na Evangeline i jak sprinter wyrwał jej woreczek z pieniędzmi. Białowłosa była zdziwiona reakcją współtoważysza.

<Evuś? x3 Zabawa w kotka!>

Od Shadow'a "Walka z Dark Rider'em"

Nastał późny wieczór, słońce zaczęło zachodzić, a do jaskini zostało mi jeszcze 8 kilometrów drogi przez las. Przykucnąłem na kamieniach przy brzegu jeziora, by zaczerpnąć trochę zimnej wody. Nagle zrobiło się ciemno, mimo że słońce było jeszcze na horyzoncie. W tafli jeziora zobaczyłem dziwny, jaskrawy cień, przemieszczający się kilka metrów za mną. Po kilku sekundach cień zaczął biec w moją stronę, zaczął przybierać formę humanoida na koniowatym wierzchowcu. Po chwili przyśpieszył i próbował mnie potrącić. Zrobiłem szybki unik i wleciałem do wody. Podniosłem głowę, popatrzyłem się w stronę, w którą to coś biegło, aby sprawdzić, czy to coś nadal tam jest. Jeździec przejechał kilka metrów, po czym zawrócił i zaczął biec w moją stronę. Podniosłem się z wody i ściągnąłem z pleców włócznie, którą następnie wycelowałem w stronę napastnika. Koń wleciał centralnie w jej ostrze, ale ona się od niego odbiła, jakby miał tytanowy pancerz, po czym mnie potrącił. Znów wpadłem do wody. Szybko wstałem i odwróciłem się w stronę jeźdźca. Jeździec po kilku metrach zwolnił i powoli odwrócił się.
-Szykuj się na zgon śmieciu -Powiedział, po czym wyciągnął miecz i zaczął jechać w moją stronę..
-O nie, ja się tak nie bawię. -Powiedziałem i szybko zacząłem biec w stronę lasu. 
Napastnik szybko zaczął mnie doganiać, byłem zbyt wolny, by uciec. Wbiegłem na najbliższe drzewo i usiadłem na gałęzi. Jeździec był coraz bliżej mnie. Co gorsza, widział, jak wchodziłem na drzewo. Poczekałem, aż stwór będzie trochę bliżej mnie, po czym wyskoczyłem na niego z drzewa, wywalając go na ziemię. Wierzchowiec pobiegł dalej, a jeździec leżał bezradnie na ziemi. Jedną ręką złapałem go za gardło, a drugą zacząłem tłuc go po twarzy. Po kilkunastu sekundach usłyszałem okropny ryk konia, a demon zaczął rozsypywać się w pył. Dla pewności sięgnąłem po sztylet i dźgałem nim jeźdźca w gardło. Po krótkiej chwili całkowicie się rozsypał. 
Zdyszany usiadłem pod drzewem, by chwilę odpocząć. Po minucie wstałem i poszedłem dalej. 
---------------------------------------------------------------------------
  • 200 punktów do szybkości i 100 do zręczności.
  • 100 monet.
Wstawione - Est.

Od Fox cd. Fragonii

  Dziewczyna, kompletnie przerażona, spróbowała się wyrwać, jednak Fox jakoś to nie ruszyło. Od jakiegoś czasu wogle mało ją ruszało. Z drugiej strony czy nie było niestosownym pozwolić temu mężczyźnie zgwałcić młodą na jej oczach? Coś w Fox drgnęło, jakaś... zapomniana struna. Mocno przykurzona i dość luźna, jednak nadal mogąca wydać cichy dźwięk.
  EJ ALE PANIE, NIE WYGŁUPIAJMY SIĘ, CO? zaproponowała, podchodząc bliżej Darknessa i dziewczyny. NIE MOŻESZ NAPASTOWAĆ KAŻDEJ DZIOŁCHY, CO JĄ NA DRODZE SPOTKAMY.
- A ty co, przyzwoitka? - warknął mężczyzna, jednak cofając dłoń spod bielizny nieznajomej. Widać z jakiegoś powodu nie chciał zaogniać tego sporu. Fox zastanowiło przez chwilę, dlaczego. W końcu... poznała go dopiero dnia poprzedniego. Sama nie wiedziała, dlaczego razem z nim wyruszyła na to odludzie. Jego postawa od razu wydała jej się odstraszająca i niemiła, jednak i tak zmierzali w tym samym kierunku. Być może dziewczyna nie chciała potem co chwila na niego wpadać i udawać, że wcale się nie mijają. Lepiej już było mieć go przy sobie. - Kutwa, lepiej byłoby ciebie zostawić, gdzie byłaś.
  Najwyraźniej i dla mężczyzny ich współpraca nie była zbytnio miła. Więc czemu on również postanowił z nią iść? 
  Fragonia wreszcie wyswobodziła się z uchwytu Darka i cofnęła o kilka kroków. Spojrzała na obu przybyszy z pełną przerażenia wściekłością, z jaką dzikie zwierzęta patrzą na osaczających je myśliwych.
- Skoro już mi popsułaś zabawę to przynajmniej zdecyduj się wreszcie, w którą stronę mamy iść - warknął Dakness do Fox, która nagle szalenie zainteresowała się jakąś niezwykle kształtną chmurą. - Hę, panie czarny kapturku?
- Wydawało mi się, coby dokładnie wiesz, dokąd zmierzomy - odpowiedziała z przekąsem, dalej nie tracąc zainteresowania obłokiem. - Somżyś powiedział "Za mną, znam te tereny, mały skurwysynu, czemu nie słuchasz jak do ciebie mówię, zostaw tego pierdolonego ptaka." Czy jakoś tok.
- Chyba jakoś tak. Nie miałaś widzieć śladu do tej twojej duszy? Dla twojej wiedzy nie mam wiele czasu na szukanie jej. 
  Fox westchnęła, spoglądając na Darknessa i na dyskretnie próbującą się wymknąć dziewczynę.
- Panie, może cobyś mnie nie zakręcił na początku to tyroz już byłoby po wszystkim, a tak...
- Chwila... - Mężczyzna gwałtownie odwrócił się i chwycił nieznajomą za ramię, przyciągając do siebie. - Nie pozwolę ci tak łatwo uciec mała. Co to to nie. A co do ciebie... - Darkness piorunował towarzyszkę wzrokiem. - Lepiej szybko to znOjdź, jak ty to mówisz i kończmy wspólny trip.
- Aj, aj, ser. - Dziewczyna udała, że niezdarnie salutuje, a czarna szata obsunęła się lekko pokazując kość i przyprawiając zdobycz Darka o drgawki.
(Darkness? Frago?)

Od Reny cd Venus "Ranny Jeniec"

Trzeba było przyznać, że tego się nie spodziewałam zwłaszcza po osobie która jeszcze chwilę temu próbowała mnie zabić. Dziewczyna padła przede mną ugodzona. Z rany ciekła fioletowo-czarna krew. Podbiegłam szybko do niej i sprawdziłam puls. Wyczuwalny. Wzięłam się za tamowanie krwotoku. Usunęłam narzędzie zbrodni i zrobiłam opaskę uciskową z części jej i moich ubrań po czym przyłożyłam dłoń do opatrunku. Za pomocą magii przyspieszyłam regenerację tkanek. Byłam dumna z siebie. Związałam jej nadgarstki oraz pozbyłam się całej broni jaką kobieta posiadała przy sobie, aby w razie odzyskania przytomności pierwszą rzeczą jaką zrobiła nie było rzucenie się na mnie.
       
                                       *                       *                      *
Obudziwszy się nieznajoma nie była najszczęśliwsza z powodu skrępowania.
- Nie ruszaj się! - warknęłam. - Jeszcze zrobisz sobie krzywdę... Nic ci nie zrobię pod warunkiem, że mnie nie zaatakujesz... - westchnęłam. - To jak będzie? Powiesz mi kto cię nasłał?
Venus? Nie wiem jak mogłabyś zareagować :>

Niemiłe spotkanie (Od Est cd. Darknessa)

Dziewczyna wzięła głęboki wdech.
- Gonili mnie. Nie wiem gdzie miałam się podziać... - Jej głos brzmiał na zmęczony. Jej mała ręka zacisnęła się na rączce torby z zakupami, które zrobiła zwiedzając Imperium.
- Co ma mnie to obchodzić? - spytał poddenerwowany Darkness, jego ręka spoczęła na biodrze, a wzrok wciąż nieugięty patrzył na Est z wyższością.
- Wiem, że się prawie nie znamy.. chyba, ale daj mi się ukryć tutaj, choć na chwilkę. - W niebieskich oczach zaświeciła mała iskierka nadziei. Czarnowłosy się wzdrygnął. Est pierwszy raz starała się być dla kogoś aż tak miła, chociaż widać było, że udawała. Zapewne nie chciała zostać porwana przez pierwszych lepszych bandytów, szwendających się na ulicach Imperium.
- Eh.. dobrze. Wejdź... - Wilkobójca zaprosił niechętnie niebieskowłosą do środka. - Tylko masz niczego nie dotykać, jasne?
- Jak słońce. - Uśmiechnęła się i szybko przeszła przez drzwi do mieszkania mężczyzny. Przejście zamknęło się, zabierając jej na wszelki wypadek jedyną drogę ucieczki. Usłyszała cichy zgrzyt kluczyka przekręcającego w zamku i już wiedziała, że nie ma odwrotu. Właśnie w tej chwili znajdowała się w apartamencie, jej prawie, że wroga i rozkoszowała się bezpieczeństwem, którego nie dawały jej ulice Imperium. Może nie czuła się tak do końca pewnie. Wiedziała, że Darkness nie żywi do niej żadnych uczuć i możliwe, że nie lubi jej tak samo jak ona jego, jednak przede wszystkim był dorosłym mężczyzną, czego Est po części się bała. Był także o wiele silniejszy od niej. I otworzył jej drzwi w samej bieliźnie, co oznaczało, że albo go wybudziła ze snu, albo Wilkobójca był zajęty zanim przyszła. Mimowolnie na jej twarz wpełzł blady rumieniec. Nie czuła niczego do czarnowłosego, jednak wciąż to było zawstydzające widzieć mężczyznę w samych bokserkach, kiedy nigdy nie miało się za dużej styczności z płcią przeciwną. Est nie zaliczała Sansa, przecież był szkieletem... - Ładnie się tu urządziłeś. - Stwierdziła, starając utrzymać się miły ton i sprowadzić rozmowę na dobry kierunek. Jego apartament był najzwyczajniejszym miejscem na ziemi, nie było jakieś wyjątkowe w porównaniu do wielkich mieszkań urzędników, które zdarzyło jej się już zobaczyć. Jedynie pojedyncze przedmioty wyróżniały się na tle zimnej jak lód atmosfery.
- Możliwe. - Darkness wzruszył ramionami, a jego ton jego głosu brzmiał obojętnie, jakby wcale go to nie obchodziło. - Przejdźmy może do salonu i porozmawiajmy o szczegółach twojego przybycia. - Dodał chłodno i ruszył w głąb korytarza a następnie zniknął w pierwszym przejściu, które jak dla Est wydawało się tak odległe. Dziewczyna wzięła głęboki wdech i ruszyła tam gdzie ostatnio zniknął wilkobójca, ma tyle do wyjaśnienia... aż mdliło się jej na samą myśl.
(Darkness? No nie było aż tak źle l-l moje jest gorsze :'D )