Pewna propozycja (Od Tyks C.D Wszystkich Członków Bloga ^^)

Cześć moi mili! Aktywność Wam wzrosła, więc jestem z was dumna (i wspaniałomyślnie zezwalam na mówienie do mnie per pani TYGZ ;-; ). Mam dla was pewną propozycję, myślę, że raczej nie do odrzucenia ^^ Brakuje mi trochę tych chwil, w których zasiadaliśmy wszyscy do chatu i rozmawialiśmy o seks.. sektach iluminatorów i innych pierdołach. Argo pewnie też przyjdzie, o ile nie poruszymy moich ukochanych tematów..ehh.. być nastolatką trudno być (y). Chciałabym osobiście zaprosić was (byli członkowie też mogą być, może wyjątkowo ich zaproszę). Rzućcie mi tylko jakiś wolny termin, a zrobimy sobie wspólne, chatowe pogadanki na xat'cie/shoutbox'ie (wybierzcie, który chat wam odpowiada), i ustalimy godzinę. Jak dla mnie najlepsze są wieczorowe, ale niezbyt późno (do 22 w soboty/piątki maksymalnie, w inne dni do 20). To od was zależy. Pogaduchy nie będą na jaki,s konkretny temat. Żeby tylko były. I nikt nie będzie odrzucony/ignorowany (Tyks zagada do każdego, bo każdego z was kocha ;-;). Po prostu tęsknię za masowym chatowaniem. Co o tym myślicie?

Drodzy członkowie

Ze względu na aktualizację i wprowadzenie nowych udoskonaleń, prosimy was o poprawę waszych formularzy i ponowne wysłanie ich do Administratora.
(Przykład bierzcie stąd X. Jest to karta napisana na podstawie nowego formularza.)

    *Edit od Est*
Tak więc wasz mod/adm się wkurzył i zakończył mękę DiKi. Tyks przedłużała wam termin, jednak to koniec sielanki. Czas miał być do "pierwszego lutego", jednak każdy z was dostał powiadomienie od Administratora o wywaleniu nieaktywnych, tak więc tutaj.

Do NPC trafiają:
Dessari, Gray, Hellmestin, Julie, Primrose, Tenebrae i Zara.

Macie jeszcze jakąś możliwość powrotu, więc to przemyślcie, jeżeli znajdziecie czas.

Reszta:
Alnizane, Amir, Galaxia, Kelly, Ishya, Lucas, Urtear

Wszystkie te wymienione postacie umierają i nigdy nie będą w stanie powrócić do naszych szeregów. Mam nadzieję, że jednak ich sami autorzy kiedyś wrócą i jak kiedyś będziemy mogli napisać razem jakieś opowiadanie.


Nie wiem nie wiem..

Dobra, zmiana w autorach co zapewne was wkurzy:od dzisiaj nie możecie używać commissionów (w tytule arta jest to podane, to arty wykonane na zamówienie) ze względu na zjebane prawa autorskie. I PEWNIE PRZEZ MOJĄ GŁUPOTĘ STRACĘ MNÓSTWO WILKÓW. Nienawidzę tego. O razu mówię, że Est cholernie będzie tego przestrzegać, więc oszukać to raczej średnio. Przepraszam za utrudnienia, sama nie jestem tym zadowolona tym bardziej, że autorów jest mało.

Wszyscy w ciemności

wyglądają wystarczająco przyzwoicie

GODNOŚĆ: Cóż... Nikt tak do końca nie zna jego imienia. Nawet on sam. Więc tu jest mały problem. Bo nijak do niego powiesz - nie masz pewności, czy zareaguje. Więc tu robi się dziwnie. Bo on sam nie wie, jak inni mają do niego mówić. Dlatego najłatwiej byłoby ci mówić do niego Carnival, co jest chyba adekwatne do jego wyglądu. Co do ksywek... Toleruje każdą. Dosłownie. Niegdyś przecież nazywany był Bezimiennym, Odmieńcem bądź Obcym. Więc teraz jest mu wszystko jedno.
PRZYNALEŻNOŚĆ: Samotnik
PŁEĆ: Teoretycznie Carnival to basior. Ale praktycznie, to nie wiadomo. Czasem nazywany był facetem, czasem laską, czasem bezpłciowym... Różnie bywało. To też zależy od formy. Jako człowiek, Obcy przypomina chłopaka, zaś jako smok czasem wygląda jako dziewczyna. W wilczej formie, nijak nie jest podobny do ani jednej, ani drugiej płci, więc jest zapewne bezpłciowy. W sumie, posiada męskie narządy rozrodcze, więc wychodziłoby na to - facet. Jednak on sam we wnętrzu nie wie, kim się czuje. Więc płeć Bezimiennego pozostawiłabym do waszej interpretacji.
ORIENTACJA: W sumie, to chyba biseksualizm, ponieważ nie potrafi wybrać czy woli kobiety, czy mężczyzn. Swego czasu miał dziewczynę, jednak raz zdarzyło mu się mieć chłopaka.
WIEK: Carnival stracił rachubę na 125 roku życia. Jest on oczywiście nieśmiertelny (przekleństwo!), a starzenie zatrzymało mu się na 23 roku życia.
SYMPATIA: Aktualnie brak, jednakże coś pociąga go do Zdrajcy...
RODZINA: Matką Odmieńca jest wilczyca o imieniu Agatha, a ojcem zmiennokształtny o imieniu Morgrin. Nie posiada rodzeństwa.
STANOWISKO: Brak
CHARAKTER: Carnival jest cóż... Dość... Specyficzny. Tak. To odpowiednie określenie. Nie lubi towarzystwa innych wilków/ludzi/furry/smoków/demonów/Bóg wie czego jeszcze. Jest typowym, niezależnym samotnikiem. Do życia nie potrzebuje przyjaciół ani wrogów, uważa, że ważniejszy jest tlen. Przy pierwszym spotkaniu nie obędzie się bez szczerzenia kłów w dziwacznym uśmiechu. Jeśli zdobędziesz jego zaufanie, bądź szczęśliwy. Jeśli Carnival będzie uważał cię za wroga, nie obędzie się bez konfrontacji z użyciem zębów, pazurów i mocy. Bardzo szybko można stracić jego zaufanie, acz trudno je zdobyć. Łatwo się denerwuje, a jeszcze łatwiej wpada w szał. Słowa go nie ranią, nazywaj go jak chcesz, bo on się do tego przyzwyczaił. Bo czy nie wygląda na świetny obiekt żartów?
APARYCJA: Zacznijmy od formy wilczej, bo jej używa najczęściej. Jest wysoki (1.80m) i bardzo chudy. Nie. Nie przesadzam. Popatrz na jego bok. Kości prawie wyłażą na wierzch. Jego pysk jest długi z różowym nosem osadzonym na czubku i paszczą pełną zębów niżej. Jest on koloru fioletowego. Położone wyżej oko jest całkiem zielone, bez żadnych szparek, otoczone żółtym futrem. Ma on spiczaste uszu również koloru żółtego. Na jego policzku przebiega zielony pas. Na karku znajduje się gęsta, fioletowa grzywa, której fragment jest również pod brzuchem. Na szarym tułowiu umieszczone są zielone, tygrysie paski. Jego łapy są długie i chude, zakończone kolorowymi stopami i zielonymi pazurami. Ogon Odmieńca jest strasznie długi, pokryty zielonymi kropkami oraz zakończony czerwono-zieloną plamą. Przechodząc do formy ludzkiej... Jest on chłopakiem metr dziewięćdziesiąt o bladej cerze. Jego włosy są niebieskawe, zawsze pokryte różową bądź inną farbą. Ma on bezbarwne oczy, oraz kolczyki przy ich końcówkach. Posiada również piercing w nosie. Ubiera się luźno, a na lewym barku ma tatuaż przedstawiający połowę twarzy wilka, a połowę człowieka, całość zwieńczoną smoczymi skrzydłami. Ma on przypominać mu o jego potrójnej naturze. Czyli została tylko forma smocza... Jako smok jest dosyć niski (około 24m). Posiada skórzaste skrzydła w kolorze fioletu oraz beżowe paski na całym ciele. Nie ma tylnych łap, a jego oczy są czerwone. Na łbie posiada rogi. Jego ogon jest bardzo długi.
ŻYWIOŁY: Szaleństwo, Mrok, Natura
MOCE:
  • Furorem - Carnival dzięki tej mocy, potrafi na 1 godzinę pozbawić kogoś zmysłów, doprowadzić kogoś do szaleństwa. Zużywa przy tym strasznie dużo energii i może użyć tej mocy tylko raz w miesiącu. Dodatkowo, ofiara tej mocy po dojściu do siebie jest dosyć niemrawa.    
  • Tenebris - Carnival jest w stanie zgasić wszystkie światła w promieniu pół kilometra, dzięki czemu potrafi zaskoczyć wroga.   
  • Ostium - Carnival posiada zabójczy jad w kłach oraz pazurach.    
  • Naturae - Obcy potrafi przyspieszyć wzrost wszystkich roślin w jego otoczeniu.
ZAINTERESOWANIA/TALENTY: Basior ma smykałkę do... sprzątania i robienia na drutach. To dosyć dziwne, ale ma w zamiarze zrobić wełniane czapki i szaliki dla wszystkich wilków na tych terenach.
MOC SPECJALNA:
  • Furorem - Bezimienny potrafi wpaść w iście demoniczny szał. Nie da się go wtedy opanować, a jego oczy świecą zielonym światłem. Wtedy wszystkie jego moce i zmysły są ostrzejsze oraz mocniejsze.
HISTORIA: Carnival urodził się w górach. Jego rodzice byli dziwni i odseparowali się od innych. Żyli w ciągłym strachu i ciągle zmieniali miejsce pobytu. Po pewnym czasie, gdy Carnival miał 12 lat, spotkali wrogie wilki. Po tym wydarzeniu, wszystkie wspomnienia, aż do wkroczenia na Deltę, mu się zatarły.
PRZEDMIOTY: Zwykły kawałek sznurka, który był z pasa jego matki. Metalowa kulka, którą został postrzelony jego ojciec. Poza tym posiada małą skrzynkę, w której wszystko się mieści.
PAMIĄTKI: Brak
BANK: 1250$
INNE:
- Kocha kebaby
- Do wszystkiego daje musztardę
- Kiedyś palił
- Teraz popadł w nałóg alkoholu
- Wierzy w Bogów Greckich
- Był narkomanem, ale teraz jest na odwyku
- Podobnie jak Zdrajca, nie lubi się z prawami fizyki.
INNE ZDJĘCIA: Brak
TOWARZYSZ: Brak
CHAT: Alisha Alisha_jest_Jedi

Siła : 300 Szybkość: 200 Zwinność: 150 Moc: 1000 Technika: 350 Równowaga: 0 Zręczność: 1000 Ukrycie: 0


 Tak więc: Wybrane przez ciebie zdjęcia są Comissionami, więc niestety, ale jestem zmuszona stwierdzić, że musisz je zmienić. Co do statystyk: Jestem zdziwiona. Zero Równowagi? Rozumiem Ukrycie no, ale Równowaga? To znaczy, że nie może chyba nawet stanąć na własne nogi *iks de*
Mogłabym cię prosić o poprawki z twoim from i ponowne go wysłanie? Byłoby naprawdę miło :>

Walka z Lucyferem, czyli boss ostateczny B| (Od Zdrajcy)

Wiele się ostatnio wydarzyło. Wiele się ostatnio nie wydarzyło. Wiele mogło się wydarzyć. Ale się nie wydarzyło. Czy to istotne?
Zdrajca stał przed olbrzymim, czarnym pałacem, odpychającym nadmiarem ludzkich szczątków, porozwieszanych na murach lub wręcz wkomponowanych w elewację budynku. Krew się w nim gotowała, a błękitny motylek polatywał nad jego ramieniem. Nie ma litości. Nie ma miłosierdzia. Nie ma niczego, co mogłoby go powstrzymać. Już nie. Mechaniczna kończyna zgrzytnęła cicho, gdy ruszył przed siebie. Niewielki nóż, z wężowym wzorem w jego ręku, jakby reagując na nastrój swego pana, przeobraził się w olbrzymi, zakrzywiony miecz wyglądający, jakby wielokrotnie został wyszczerbiony i ponownie naostrzony przy użyciu prymitywnych narzędzi. Czarny płaszcz Śmierci powiewał delikatnie, w rytm kroków człowieka.
Jak się tutaj znalazł? Odpowiedź jest bardzo prosta. Ktoś... pewien osobnik przekroczył granicę, której nigdy nie powinien przekraczać. Której nikt, nigdy nie powinien przekraczać.
Miyashi. Miyashi została porwana. 
On napisał, że to nauczka za czytanie cudzej korespondencji. Tak. Zdrajca domyślał się dokładnie o co chodzi, jednak to nie usprawiedliwiało tego, co On zrobił. I za co teraz zapłaci.
Człowiek pchnął masywne wrota. W pierwszej chwili stawiły opór, co było najpoważniejszym błędem w ich życiu. Zdrajca zwiększył siłę nacisku i oba skrzydła, połączone ze sobą tysiącem żelaznych zasuw, runęły na czarną posadzkę wewnątrz zamku.
Czarnowłosy wszedł na nie czując, jak istoty uwiezione pod nimi szamocą się rozpaczliwie. Ich ciche jęki, ich powarkiwania i jazgoty tylko podnosiły jego poziom adrenaliny. Powiódł ponurym wzrokiem po świecących w ciemności oczach demonów.
- Zróbcie mi tę przyjemność i zgińcie wszyscy - mruknął, po czym z niesamowitą prędkością skoczył do przodu, jednym machnięciem tworząc pusty krąg wokół siebie. Stwory, trafione jego mieczem rozpływały się z cichym skowytem. Zdrajca... tańczył. Tańczył jak nigdy wcześniej pozwalając, by ciężar jego miecza obracał go w ślad za sobą, rozrywając małe ciała demonów.
Gwałtownie żałosne stworzenia pierzchły i człowiek, pochylający się właśnie nad ostatnim zabitym przez siebie demonem, obrócił głowę w kierunku dalszej części halu. W kierunku schodów na piętro. 
- No proszę, proszę. Kogo my tu mamy - mówił niski, kpiący głos. - Nikt inny, jak Zdrajca we własnej osobie. Znakomicie!
Człowiek powoli wyprostował się i stanął przodem do swojego przeciwnika.
- Gdzie ona jest? - warknął.
- Kto? Ona? - Demon uśmiechnął się szeroko, wskazując teatralnym gestem na sufit. Czarnowłosy uniósł głowę, by ujrzeć zamkniętą w klatce dziewczynkę, atakowaną przez czarne jak noc kruki.
- Miyashi! - krzyknął, a jego źrenice rozszerzyły się gwałtownie z wściekłości. Zacisnął mocniej zęby, a w kącikach ust pojawiła się piana. - Wytrzymaj jaszcze chwilę!
Spojrzał na demona. Demona - Lucyfera. I bez żadnego krwiożerczego komentarza ruszył na niego pełnym sprintem, kilka razy przeskakując między cieniami, by skrócić sobie drogę. Uderzył z dużą siłą, jednak demon z łatwością sparował cios klingą swojego miecza. Zdrajca wyprowadził kolejne uderzenie, potem kolejne i kolejne. Zasypywał przeciwnika gradem błyskawicznych cięć, jednocześnie szukając luki w jego obronie.
- Coś słabo zależy ci na tej dziewczynce. W ogóle się nie starasz - zakpił Lucyfer. Widać było, że doskonale się bawi kosztem Zdrajcy. Czarnowłosy tylko zacisnął zęby i zwiększył tempo zadawanych ciosów.
W którymś momencie popełnił jednak błąd, odsłaniając swoje żebra. Demon uśmiechnął się szerzej, a klinga jego miecza poszybowała w tamtym kierunku. 
Wszystko wydarzyło się w ułamkach sekund. Szeroki zamach, upadek Zdrajcy. Cięcie. 



Czarnowłosy klęczał za plecami przeciwnika, którego ciało zostało dość nierówno przepołowione i leżało teraz rozwalone na podłodze. Krew. Wszędzie była mnóstwo krwi.
- Ty pierdolony skurwysynie - warknęły oddzielone od siebie połówki twarzy. - Myślisz, że to koniec? Trzeba było poświęcić tą...
Zdrajca nadepnął ciężkim butem na twarz demona, rozgniatając ją i wcierając w posadzkę. Spojrzał w górę, w kierunku klatki Miyashi. Ze zdziwieniem zauważył, że Kerneg, jego towarzysz, właśnie wyciągał małą z jej wnętrza i troskliwie sadzał sobie na grzbiecie. Chwilę później wylądował na ziemi przed Zdrajcą.
- Dzięku... - chciał powiedzieć czarnowłosy, jednak stwór fuknął ostętacyjnie, posyłając w kierunku swego pana chmurę gorącego powietrza. Miyashi... płakała. - Miya... - Zdrajca wyciągnął rękę, jednak Kerneg się cofnął. Ponowie fuknął, cofnął się jeszcze kilka kroków, odwrócił i wybiegł z zamku, pozostawiając oszołomionego Zdrajcę samego z pokonanym Lucyferem.
- Chyba mimo wszystko dostałeś niezłą nauczkę - oznajmiła druga połowa twarzy demona, nim przygniótł ją ciężki glan. 
Zdrajca spojrzał na pokonanego przeciwnika z góry i wtedy zauważył, ze ten nie ma już rogów, za to z jego własnej głowy...
- Nie... - szepnął, dotykając twardych narośli i cofając się gwałtownie. - Nie! - krzyknął, przewracając się o schody i siadając na zimnych stopniach. Spróbował pociągnąć za niechciane elementy, wyrwać je...!
Gdy przed jego oczyma zamigotał błękitny motyl. Morfo Didius. Człowiek wyciągnął w jego stronę dłoń i delikatne stworzenie osiadło na palcu wskazującym, po czym powoli rozwiało się w pył, a z oczu czarnowłosego zaczęły płynąć łzy.

Od Evila do Arha

Godzina 0:00
Mieszkam, w piwnicy.
Dom się spalił.
Wyszedłem, na zewnątrz i zobaczyła kruka.
- To ja, Arh.
- Co tu robisz?
- A zobaczyłem spalony dom i przyleciałem tu.
- Aha.
Arh zamienił się w wilka i ja też.
- Choć, powiem ci coś w piwnicy.
- Okej.
1:00
- Wiesz, że od dawna nie widzę Berbali'ego?
- Ja też go nie widzę na delcie.
''Jest w śnieżnej krainie'' usłyszałem głos w mojej głowie.
- Arh usłyszałem głos w głowie.
- Co mówił?
- Że Berbali jest w śnieżnej krainie.
- Poczekaj tu.
- Oki.
Po chwili Arh jako kruk przyleciał z wielką księgą.
<Arh?>

Od Zdrajcy cd. Atosa

- Najkrótsza droga do tej doliny prowadzi przez Góry Kręte. Jednak są one dość rozległe i strome, więc wędrówka nie będzie łatwa - mówił Zdrajca. - Z drugiej strony możemy też wrócić do Doliny Brux i przez nią przedostać się na drugą stronę. Dodatkowo zaczyna już zmierzchać. Dla mnie to raczej sprzyjająca okoliczność, jednak ty raczej nie przywykłeś do wędrowania w nocy.
- Zdrajco, towarzyszu, przedmiot, którym stracił jest dla mnie niezwykle istotny. Nie zawaham się utracić kilku nocy, by go odzyskać. - W oczach basiora iskrzyła się determinacja. Wilk przez chwilę patrzył na niego, po czym pokiwał jakby do siebie głową. 
- Przeniosę nas - zaoferował. - Zaoszczędzimy w ten sposób nieco czasu. 
- Zgoda - przytaknął Atos. 
- Wstrzymaj oddech - poradził wilk i gwałtownie pociągnął towarzysza za sobą, w mrok.
Otoczyła ich lodowata ciemność, której strugi gładko opływały ciała wilków, pokrywając jednocześnie futro lepką mazią.
Kilka sekund później oba wilki wytoczyły się z cienia drzewa, przy czym Zdrajca gwałtownie wtoczył się w niego z powrotem, a Atos leżał, charcząc czarną cieczą, która mimo wstrzymywania oddechu dostała się do jego płuc. 
- Cóż to za ochyda? - spytał, przyglądając się, rozpływającemu się w promieniach zachodzącego słońca, mrokowi.
- To co widzisz. Czysty mrok - odparł Zdrajca, który zdążył się już podnieść i zaczął truchtać nerwowo w miejscu. - Jesteśmy na terenie Watahy Zachodu. Niebezpieczne miejsce.
- Bywasz czasem w tychże okolicach? - spytał Atos, patrząc z niepokojem na nerwowe zachowanie towarzysza.
- Byłam raz. Dawno temu. Jakiś wilk... chyba Kleofas oskarżył mnie o szpiegostwo i przegonił. - Zdrajca zawiesił na chwilę niepewnie głos, jakby nasłuchując. - Właściwie nie należałam wtedy do żadnej watahy.
- Bądźmy zatem ostrożni. Jakże rozległa jest ta dolina? - spytał Atos.
- Mieści się tu las, cmentarz i sporo pól. I bagna - oznajmił ponuro Zdrajca. - Całkiem sporo.
- Wyśmienicie, gdyż na polach smok na pewno nie zdoła się ukryć, podobnież nie podejrzewam jego obecności na cmentarzu. W lesie, z tego cóż mi wiadomo nie występują sprzyjające warunki do lądowania czy startowania dla takiegoż tupu smoka.
- Czyli bagna? - upewnił się wilk, a Atos pokiwał głową. - Jakby się zastanowić to nie dość, że są dość nieprzystępne, to jeszcze podchodzą pod same ściany górskie. To mogłoby być dobre miejsce dla smoka. Są w tamtym kierunku. - To mówiąc Zdrajca wskazał w punkt, położony gdzieś za plecami towarzysza.
- Ruszajmy więc.
Oba wilki potruchtały lekko przez ciemniejący z każdą sekundą las. Atos mógł mówić co chciał, jednak wyglądał coraz gorzej. Co prawda utrzymywał całkiem szybkie tępo, jednak widać było, że czasem gubi rytm i głośniej przesuwa łapą po gruncie. A jednak był zdeterminowany odzyskać zgubę. Choćby za cenę życia - pomyślał Zdrajca czując, jak po plecach przechodzi go dreszcz podniecenia. Zaprawdę, ten basior był niezwykle interesującą osobą. Jego towarzystwo coraz bardziej podobało się wilkowi.
Nagle twarda ściółka przerodziła się w miękki, lepki torf. Poszukiwacze zwolnili nieco kroku, po czym zatrzymali się. Zdrajca z zainteresowaniem podniósł łapę, przyglądając się jak lepka substancja, która do niej przywarła spada z powrotem na ziemie.
- Wygląda na to, żeśmy dotarli, drogi druhu. Bagna.
Zdrajca pokiwał głową. Rzeczywiście, widok, który roztaczał się przed jego oczyma zdecydowanie był bagnami. Nieprzyjemnymi, mokrymi, pełnymi oślizgłego śluzu i tego brązowego zapachu. Wilk wprost nie mógł się doczekać, kiedy tam wkroczy. Nawet wizja niebezpieczeństwa, stwarzanego przez Watahę Zachodu w tym miejscu wydawała mu się odległa.
- Ruszajmy - oznajmił Atos, jednak Zdrajca go powstrzymał.
- Ja swobodnie mogę poruszać się w nocy po takim terenie - oznajmił. - Jednak ty zginiesz, jeśli spróbujesz. Powinniśmy zaczekać do rana, żebyśmy nie zagubili naszej drogi. - Ostatnie słowa wypowiedział bardziej uroczystym i podniosłym tonem, niż resztę zdania, bezwiednie naśladując styl wypowiedzi towarzysza.
(Atos?)

Nowa Postać Trzecioplanowa!

Muhoko

HauRin
Rasa: Kitsune
Muhoko to samica, która żyje na tym świecie od niedawna, bo dopiero od 18 lat. Jest samiczką miłą i zrównoważoną, jednak w chwilach złości jest nie do opanowania. W końcu, 4 lata u ludzi zrobiły swoje. Gdy się wścieknie, jest nie do opanowania. Zachowuje się jak diabeł (czyt. Eponine/czasem jak Darkuś). Jednakże jest w tedy także silniejsza, szybsza, zwinniejsza, po prostu lepsza. Nosi imię po swojej praprapraprababce, która zmarła dokładnie 18 lat temu, w chwilach narodzin małej Muhoko. Niegdyś miała zasiąść na tronie w jej "stadzie", jednakże spanikowała przez natłok obowiązków i uciekła. Długo się zastanawiała, czy nie wrócić do rodziny i nie przejąć tronu, jednak dowiedziała się, że jej stadem zarządza teraz starszy brat Muhoko - Fukio. Po roku dowiedziała się o śmierci rodziców i Fukio. Zrozpaczona samica chciała popełnić samobójstwo, poprzez skok do morza i utonięcie. I tak zrobiła. Gdy tak stała nad klifem, patrząc w dół, sznur zacisnął jej się na karku, ciągnąc ją do tyłu. Po chwili siedziała zamknięta w klatce w furgonetce hycla. Wokół szczekały psy, miauczały koty, a mała, skulona Muhoko siedziała cicho w kącie swojej klatki. Po paru godzinach została wsadzona do innej klatki w schronisku. Siedziała tam około 2 miesięcy, gdy jakaś rodzina postanowiła ją wziąć. Spędziła u nich niecałe 3 lata, po czym uciekła przez niezamknięte okno. Po pewnym czasie znalazła się tutaj - na Delcie. I w ten sposób ta nietypowa istotka znalazła się miedzy nami.

Towarzysz - Flower

Safiru
IMIĘ: Flower
RASA: Magiczna Suczka
LEVEL: 1
WŁAŚCICIEL: Soe
OPIS: Flower jest miłą, i dobrą suczką, jest cierpliwa i radosna, lubi koty i dzikie koty, jest ciekawska, groźna kiedy widzi złe wilki, jest przyjacielska,
Flower urodziła, się w bogatym domu.
Jej właściciele umarli, ale ich syn nie.
Założył, jest złote rzeczy na szyje i zniknął.
Flower, była wyjątkowym psem.
Umiała, mówić i miała moce.
Uciekła, i została towarzyską Soey.
MODYFIKACJE: Złote Pazury
MOCE: 
  • Teleportacja, 
  • tworzenie że złota magicznych broni,


Punkty
 Siła: 15 Szybkość: 15 Wytrzymałość: 10 Magia: 20
 

Nic takiego... (Od Reny do Alishy)

Musiałam nieźle nastraszyć nową. Nawet zaoferowała mi pomoc. Nieźle, nie spodziewałabym się tego po jakimkolwiek wilku. Postanowiłam ją nieco uspokoić. Nie musiałam nawet kłamać.
- To nic takiego... Sama sobie poradzę. Po prostu trochę przesadziłam. Chciałam ci pokazać moje śnieżne przedstawienie ale zabrakło mi nieco sił.  To trochę wyczerpujące a temperatura mnie dobiła. - wyszeptałam. Ciężko mi było normalnie mówić. Było mi nieco niewygodnie toteż spróbowałam się obrócić. Przeszył mnie paraliżujący ból. Cholera! Trzeba było się zająć tą raną wcześniej. Miałam nadzieje, że nie weszło żadne zakażenie.
- Alisha? Kark. Sprawdź tam. Jak to teraz wygląda? Są jakieś zmiany? - zapytałam najgłośniej i wyraźniej jak tylko mogłam. Wadera wyglądała na zdziwioną.  Podeszła do mnie od tyłu. Czułam jak nosem przekłada moją sierść.
- Rena jesteś ranna! Ale... kiedy? - odparła zmartwiona.
- To to wiem. Przejęłam obrażenia od zająca. Nie jestem cudotwórcą. Wszytko co wyleczę odbija się na mnie. A teraz do rzeczy...
Wadera dokładnie opisała mi stan ugryzienia. Powiem wprost. Kolorowo to nie wyglądało. Nie mogłam jednak jej w to angażować. Jeśli będzie się trzymać blisko mnie nie będzie jej łatwo w Sekcie.
- Dzi-ęki... za wszystko. T-tera poradzę so...bię sama. - wydyszałam. Nie takiej reakcji spodziewałam się po Alishy. Zamiast odejść została ze mną. Mówiła, że mnie nie zostawi... Że każdy z watahy to rodzina.. Zabawne, a zarazem smutne. To dobra osoba. Dużo się na cierpi w życiu zwłaszcza, gdy ze mną zostanie. W pewnym momencie nie chciałam już słuchać jej tłumaczeń.
- Posłuchaj mnie! - krzyknęłam tak mocno jak byłam wstanie. Nim znów się odezwałam minęła dłuższa chwila na złapanie oddechu. - Nie robię ci tego nazłość. Jesteś... dobrym wilkiem. W przeciw-eństwie do innych nie rozsie-wasz jadu... Wła-aśnie dla...tego będziesz mieć po-od górkę...właszcza gdy będz... się ze mną trzy-ymać. Zaufaj... mi. - po koniec nie miałam już w ogóle sił na mówienie. Język mi się plątał zupełnie jak Zdrajcy. Niech go piekło pochłonie za to co zrobił. Miałam nadzieję, że odejdzie. Ma jeszcze szanse na skupienie się w łaski reszty puki nasz razem nie nakryją.

Od Atosa cd. Zdrajcy

Wilkołak i stwór z mroku przeszukali wiele jaskiń jednak w żadnej nie znaleźli winowajcy. Właśnie znajdowali się na samym początku ostatniej z nich. Atos wierzył z całego serca, że to właśnie tu ukrył się smok. Grota była ogromna. Nieporównywalnie większa, niż poprzednie oraz z wieloma odnogami.  Towarzysze doszli do wniosku, że najlepszym wyborem byłoby  rozdzielenie się. Tak też zrobili. Atos udał się w prawo, a Zdrajca prosto. Na drodze którą udał się wilkołak panowała nieprzenikniona ciemność. Gdyby nie pochodnia w ręku prawdopodobnie nic by nie dostrzegł. Niestety po wkroczeniu  w głębsze tereny niespodziewanie zawiał wiatr, a pochodnia zgasła zostawiając Atosa całkiem ślepego. O ściany odbił się donośny ryk. Po chwili przemówił zaspany kobiecy głos. 
- Kto śmie mnie budzić? - rzekła nieznajoma.
- Najmocniej przepraszam zacną damę. Me imię brzmi Atos i  poszukuję pewnego smoka. Niestety pochodnia, którą niosłem, zgasła pod wpływem nieoczekiwane ruchu powietrza... - zaczął wilkołak. Kobieta tylko zaśmiała się. Z wysoka poleciał ognisty pocisk, który trafiwszy w ścianę przemienił się w czarny płomień oświetlający wszystko. Oczom Atosa ukazał się piękny biały smok, o bardzo długim i smukłym ciele. Szyja gadziny na której znajdowała się głowa trwała niemal w pozycji pionowej. Łeb miał lekko zadarty do góry.
- Teraz lepiej? - zapytała szarmancko. 
- Ależ tak, zacny smoku. Proszę uracz mnie odpowiedzią... Oczy twe piękne niczym perły widziały może czerwonego pobratymca twego niosącego naszyjnik? Wiem, że dla waszego ludu wszystko co złote wam miłe, wszak  głową ręczę, że ten naszyjnik ma większą wartość dla mnie, niż dla was wszystkich razem. Pamiątka to bowiem po mej lubej! 
- Dość! - warknęła smoczyca. Słychać było gardłowe powarkiwania. Po długiej chwili milczenia nieznajoma przemówiła.
- Udaj się do Duugarda. Tam żyje złodziej, o którym mówisz.
- Znasz go, jaśnie pani?
- Aż za dobrze. To ja go tam wypędziłam. Jeśli nie zastaniesz go tam, zaczaj się na niego. W końcu wróci. A teraz odejdź. - burknęła.
- A zatem żegnam cię niewiasto, życząc powodzenia i wszystkiego co najlepsze.  - odparł Atos. Wziął pochodnię i przyłożył ją do czarnego ognia. Smoczycza ułożyła się do dalszego snu natomiast wilkołak odszedł zostawiając ją w spokoju. Gdy dotarł do miejsca w którym drogi się rozwidlały Zdrajca już na niego czekał.
- Nic... - rzuciło stworzenie, gdy tylko dostrzegło towarzysza. Basior zdał koledze sprawozdanie, nie pomijając żadnych szczegółów. Zdrajca słysząc to tylko westchnął. Postanowili sprawdzić trop dany im przez nieznajomą. Następny cel: dolina Duugarda!
(Zdrajca?)

''Talizman cz. 1'' (Od Berbalioxa)

Włożyłem,talizman człowieka.
Wpadłem jak szalony, do domu.
Pobiegłem, do kuchni.
Popchnąłem służącą, i powiedziałem do niej.
- Idź
Służąca, dla mnie sprzątaczka poszła.
Wyciągnąłem, z szuflady talizman w kolorze szarym.
- Nareszcie, mogę cię użyć.
Schowałem, go do kieszeni i poszedłem do pokoju.
- Gdzie, ta instrukcja?
Znalazłem, instrukcja i przeczytałem ją.
- Czarny kieł mam, ogon trzygłowego smoka jest, róg smoka śmierci nie mam.
Z szedłem na dół, mówiąc służącej żeby przyniosła wszystkie rogi smoków, z piwnicy.
12:00
Sprzątaczka, postawiła na podłodze wielkie pudło.
- Dobra, mam już ten róg.
Wrzuciłem, wszystkie składniki do kotła i wymieszałem.
Zamoczyłem,talizman w śmierdzącym czymś i zmienił kolor na czarno-biały.
 
 <Ciąg dalszy nastąpi>

Nowa Postać Trzecioplanowa!

Venus
ShadowDragon22
Rasa: Smok
Niezależna smoczyca, skrytobójca. Nie jest wrogiem, ani przyjacielem innych. Większość czasu spędza w samotności, ponieważ rzadko może spotkać przyjaciół, dlatego że znajdują się oni na Ziemi. Kocha słodycze oraz smak i zapach krwi. Pod postacią człowieka ma blond włosy oraz niebieskie oczy. Odznacza się pewnością siebie, lecz jest bardzo skryta i małomówna. Nie przywiązuje się do rzeczy materialnych. Wyjątkiem jest jej broń i naszyjnik, który dostała od swojego wampirzego przyjaciela, Shiro. Walczy sztyletami, które rzuca, albo atakuje nimi wręcz, mieczem w ostateczności, shurrikenami lub wachlarzem wojennym. W postaci smoka zieje czarnym ogniem, ponieważ jest smokiem cieni i mroku. Interesuje się muzyką, uwielbia grać na pianinie. Dużo czasu poświęca  na sport, dzięki czemu jest zwinna, a wolne chwile spędza na czytaniu. Jest kociarą.

Od Alex'a C.D Enuri

Już chyba drugi raz przechodziłem obok tej samej półki.
- Gdzie jest ten pieprzony koncentrat pomidorowy? - mruczałem pod nosem.
Można to uznać za ironię losu- nie gotuję, ale zakupy muszę robić. Po prostu kumplowi przypomniało się, że dawno nie jadł spaghetti, a jako że miałem wolne wysłał mnie do marketu po produkty.
I teraz stałem jak ostatni idiota wpatrując się w półki, czując coraz większe zniecierpliwienie. W końcu jest! Na samym dole, ukryty pod kartką z promocją na kukurydzę w puszce. Zabrałem słoiczek i z niemałą ulgą ruszyłem w stronę kasy, by tam znów wyklinać w trzy diabły kolejkę i jakże szybkie oraz precyzyjne ruchy kasjerki. Jednak prawdziwy sprawdzian mojej cierpliwości i wytrzymałości nadszedł w momencie podejścia do kasy, kiedy to sprzedawczyni wydawała mi resztę w drobniakach, które równie dobrze mogły zastąpić banknoty o dużych nominałach.
Gdy w końcu znalazłem się na zewnątrz, odetchnąłem głęboko i ruszyłem w stronę salonu. Foliowa reklamówka obijała się o moją lewą nogę z każdym krokiem, jednak ignorowałem to. Moje wnętrze wciąż było wręcz przepełnione chęcią przywalenia komuś w twarz. To właśnie dlatego kobiety chodzą na zakupy, a nie faceci. Nie mamy na to nerwów.
Przechodząc w pobliżu placu zabaw zobaczyłem dziwnie znajomą twarz. Mogłem się wręcz założyć, że gdyby ktoś przechodził teraz obok mnie usłyszałby trybiki pracujące w mojej głowie. Czekaj, czekaj... Skądś ją kojarzę... Kiedy owa postać zatrzymała się, wtedy mnie olśniło.
Zawołałem ją po imieniu, a ona odwróciła się w moją stronę. Ruszyłem w jej kierunku, w myślach przywołując wszystkie znane mi na jej temat informacje. Chociaż na przód wysunęło się najpierw jedno pytanie:
- Sama tu jesteś? - zapytałem, rozglądając się dookoła.
Dziewczynka przystąpiła z nogi na nogę, patrząc na wciąż bawiące się dzieci.
- Tak. - Odpowiedziała.
Otworzyłem szerzej oczy ze zdumienia.
- A ktoś wie, że tu jesteś?
Wydawało mi się to nieco dziwne, że Enuri nie przyszła tutaj z nikim. Przecież powinna z nią być... Ishi? Chyba tak miała na imię. Jezu, muszę w końcu zapamiętać przynajmniej ich imiona, bo w końcu pogubię się w tym wszystkim.
- A czy na to wygląda? - odpowiedziała mi pytaniem na pytanie, zadzierając podbródek do góry.
Przyglądałem się uważnie jej młodzieńczej twarzy, na której można było zobaczyć zmęczenie, troskę i coś, czego nie mogłem zinterpretować. Strach?
Odetchnąłem głęboko i ponownie rozejrzałem dookoła. Co ja mam teraz zrobić? Jasny gwint, znów odzywa się we mnie nadopiekuńczy braciszek. Przetarłem twarz dłonią i rzuciłem w stronę dziewczynki:
- Jeśli zaproponuję ci darmowy obiad oraz zapewnię dostęp do kablówki, nie będę miał problemów z Ishi?
Enuri spuściła nieco wzrok.
- Wątpię. - Odpowiedziała.
- No to chodź. - Powiedziałem i odwróciłem się na pięcie. Kiedy zauważyłem, że dziewczynka nie ruszyła się z miejsca, dodałem - Hej. to już nawet miłym nie można być? Później odprowadzę cię do domu, słowo honoru. Chyba, że sama pójdziesz do niego w tej chwili.
Enuri wyglądała, jakby chciała przystać na tą ostatnią propozycję, ale w tamtym momencie jej brzuch zaburczał głośno. Westchnęła cicho i dość niechętnie skinęła głową.
 
Enuri? Wiem, słabe

Od Kasai C.D Haylee

Dziewczyna prowadziła nosorożec jak zwykłym samochodom, a za nami jechały radiowozy. Trzymałam się mocno biednego nosorożca. Nie minęła godzina gdy zgubiliśmy tych policjantów. Lee zatrzymała się w parku po czym zeskoczyła z nosorożca wraz ze mną.
- Porypało cie!?
- Może trochę Sai.
Dziewczyna złapała mnie za rękę i znowu gdzieś ciągłą. Zabrała mnie do jakiegoś klubu gdzie dobrze się bawiła, ale ja powiem szczerze że beznadziejna tam muzyka grała. Siedziałam na sofie i piłam cole, a dziewczyna tajczyla do muzyki, która nie miała rytmu.
 
Haylee?

Jestem demonem...

...nie zmienisz tego, jestem złem a nie dobrem.
Safiru
GODNOŚĆ: Berbaliox, ale jego prawdziwe imię to Hesheriox ukradł imię Berbali'emu. Kiedy był mały mówiono na niego, Hesh.
PRZYNALEŻNOŚĆ: Sekta Cieni
PŁEĆ: Basior
ORIENTACJA: Hetero
WIEK: 8 lat nieśmiertelny ale może mieć 10 lat.
SYMPATIA: Brak
Tiffashy

RODZINA: Brat ghost matka Rose  ojciec umarł.
STANOWISKO: Wojownik
CHARAKTER: Berbaliox jest niemiły i groźny. Zły, kiedy widzi Berbali'ego, wtedy może zrobić się denerwujący. Kiedy coś zrobił staję się radosny.Jest nieśmiały, kiedy mówi do niego wadera. Jest szczęśliwy, tylko wtedy kiedy zrobi coś złego.
APARYCJA: Oczy w kolorze, żółto-pomarańczowym. Sierść brązowo-ruda. Uszy brązowe i trochę długie. Jako smok: Kolor czarny i trochę niebieskiego. Oczy w kolorze jasnym niebieskim. Skrzydła czarno-niebieskie
ŻYWIOŁY: Mrok, czarna magia, teleportacja.
MOCE:
  • Possession of black magic- Włada czarną magią.
  • Stealing power - Potrafi komuś zabrać moc. 
  • Day and gloom - kiedy gdzieś stoi, tam jest mrok.
ZAINTERESOWANIA/TALENTY:  Zainteresowania: koty. Talenty: Umie bardzo dobrze walczyć, ale pokonać bossa nigdy.
MOC SPECJALNA: 
  • fire dragon - jako smok może ziać niebieskim ogniem, który nawet spali stal.
HISTORIA:Wychowywał się, w krainie demonów.
Pewnego dnia, jego ojciec poszedł za polować, nigdy nie wrócił.
Kiedy, poszedł go szukać zobaczył basiora był to Kimuro.
Zabił, on jego ojca.
Dowiedział, się że Kimuro ma syna.
Szykował,się na zemstę.
Ale potem, syn Kimuro znikł że świata ludzi i dołączył do watahy karmazynowej nocy.
On, dołączył do Sekty Cieni
PRZEDMIOTY:Talizman Smoka kiedy go włoży może zamienić się w smoka
PAMIĄTKI: Talizman przemiany dostał go od ojca może zmienić się kiedy go włoży w człowieka
BANK: 0$
INNE:  
  • Jego wrogami są: Kimuro i Berbali.
  • Nie lubi miłych wilków.
CHAT: Soey_jest_robotem

Siła: 200 Szybkość: 100 Zwinność: 50 Moc: 200 Technika: 30 Równowaga: 80 Zręczność: 10 

UWAGA!

Ostrzegam was przed kopiarzem - valka ! Skopiowała dwa formularze naszych członków: Viper'a (którego kocha każdy poza ZDRAJCĄ i Alishę). W razie gdyby ktoś natknął się na podejrzany formularz na blogu, łudząco przypominający ten z WKJN proszę o zgłoszenie tego do mnie! Tyks nienawidzi kopiarzy!!!

Siostrzany Spisek (Od Haylee Do Sarah)

Dziewczyna znajdowała się na terenie opuszczonej fabryki na obrzeżu miasta. To właśnie tu umówiły się na spotkanie, a że jej kochana siostrunia we krwi ma spóźnialstwo postanowiła się trochę rozejrzeć. Właśnie w ten sposób trafiła do piwnicy – legowiska „bestii”. W powietrzu było czuć stęchliznę i wszędzie walały się różne zmyśle machiny do tortur.  Sarah znajdowała się w samym centrum pomieszczenia z batem w ręku oraz z przywiązanym do krzesła, nagim mężczyzną. Zapewne, gdyby nie knebel z zużytych majtek w jego ustach, wołałby o pomoc. Haylee przeszła spokojnie obok niego i stanęła przy siostrze oparta plecami o ścianę.
- Zatem, czego chcesz? - rzuciła ozięble Haylee.
- Hay, jesteśmy rodziną... Czy muszę mieć jakiś powód do spotkania się z moją uroczą siostrzyczką? - zapytała spokojnie. Czuć było w jej głosie ciepło, które zdaniem pani alchemik było sztuczne. Sarah odłożyła bat na bok dając chwilę ulgi mężczyźnie po czym podeszła do siostry aby oprzeć głowę na jej ramieniu.
- Zawsze, gdy do mnie dzwonisz czegoś ode mnie chcesz, więc czemu miałoby być dziś inaczej?
- Wiesz Luśka jak-
- Nie nazywaj mnie tak. - wtrąciła Haylee.
- Dobrze... Wiesz  H a y  jak to jest się zakochać? Znasz to uczucie? Nie mam na myśli zwykłego pożądania tylko  miłość od pierwszego wejrzenia! Doskonale musisz je znać. W końcu nie bez powodu sprowadziłaś sobie aniołka do domu.
- I co twoja gadka o uczuciach ma wspólnego ze mną?
- Widzisz... mój ukochany... on... nie jest mną zainteresowany, ale wiem jak to zmienić. Wystarczy obrzydzić mu jego aktualny obiekt westchnień. Jeśli mi pomożesz obiecuję usunąć wszystkie twoje akta z bazy danych policji.  - zaproponowała Sarah. Wiedziała, że dziewczyna połknie haczyk, więc jeszcze nim Hay cokolwiek powiedziała na jej twarzy zagościł chytry uśmieszek.
- Khya! Nawet u glin masz wtyki? Dobra niech ci będzie tylko daj mi święty spokój i ani słowa Ai, kapiszi?
- Oczywiście.

Nowa Postać Trzecioplanowa!

Bariston
  Bariston przeżył już 130 lat. Często nazywany był Psychopatą bądź Szaleńcem. Jest on bratem Bergena. Nie jest on totalnie zły jak jego brat, jest raczej... neutralny. Z wyglądu przywodzi na myśl szaleńca, którym jest. Do głowy przychodzą mu różne dziwne pomysły, jak na przykład zrobienie ze swojego brata różowego jednorożca ( jednorożce są fajne ^^) Do miłości nie jest zdolny, ponieważ boi się odrzucenia ze strony drugiej osoby. Bardzo łatwo nim manipulować, jednak jest... delikatny i czuły. Często zdarza się mu gadać różne dziwne rzeczy jak np. "Cichaj! Przeprowadzam fotosyntezę" Nie posiada żadnych umiejętności magicznych :C

Nowa Postać Trzecioplanowa!

Eponie
Rasa: Opętaniec
Więc po kolei... Jest to istota licząca sobie już 114 wiosen, więc do młodych nie należy. Eponine jest bezduszną kreaturą, która tylko czeka na moment twojej słabości, by cię wykończyć. Jest masochistką, uwielbiającą zadawać ból zarówno fizyczny jak i psychiczny. Często miewa psychopatyczne odruchy, jak na przykład "przypadkowe" wbicie noża kuchennego w twój bark. Zazwyczaj tłumaczy się "Przepraszam, to był przypadek". Jest istotą całkowicie pod władzą Mroku, marionetką w jej/jego/tego rękach/łapach. Nic co jest delikatne nie wytrzyma przy niej dłużej nic pół minuty, ewentualnie aż CAŁĄ minutę. Jej hobby jest zabijanie w najbardziej wyszukane sposoby: od użycia jakiejś machiny śmierci do zwykłego wydłubania oczu i serca łyżeczką do herbaty. Jest niezdolna do odczuwania jakichkolwiek uczuć, a w miejscu jej serca jest dziura, wypełniona czarną energią. Co do umiejętności... Doskonale widzi w ciemności, jednak wystawiona na słońce jest okropnie osłabiona. Jedną kroplę krwi, która kapnęła na ziemię jest w stanie wyczuć w promieniu 5 kilometrów. Dzięki czarnej energii znajdującej się w niej, jest w stanie wytworzyć sobie dodatkowe części ciała, jak na przykład dodatkowe oczy, uszy itp. Jednak serca nie jest w stanie odtworzyć..

Od Alishy "Pomocna Łapa?" do Reny

Gdy Rena wyszła z jaskini, pomyślałam, że jednak nie tak łatwo będzie mi tu znaleźć przyjaciół. W końcu - wszystko tak dobrze mi dotychczas szło. Złapałam w miarę dobry kontakt z tą kotką oraz z Tytanią, ale nie! Musiałam wszystko zepsuć! Gdy tak biłam się ze swoimi myślami, usłyszałam stłumiony dźwięk, jak coś uderzyło o ziemię. Spojrzałam w tamtym kierunku i ujrzałam Renę leżącą bezwładnie na ziemi. Szybko pozbierałam myśli i ruszyłam w jej kierunku. Podczas biegu łapy same mi się plątały, trudno mi było złapać oddech. Ale jednak nie mogłam jej tak zostawić. Co z tego, że w pewnym sensie odrzuciła moją przyjaźń. Członek stada, to jednak rodzina, której w każdej sytuacji trzeba pomóc. Stanęłam nad leżącą kotką i sprawdziłam jej puls. Był wykrywalny, więc kotka jeszcze żyła. Powodem jej nagłego omdlenia, mogło być słońce. W ten dzień prażyło niemiłosiernie, mimo iż o tej porze roku to niepodobne. Delikatnie wsunęłam pysk pod ciało kotki i zarzuciłam ją sobie na grzbiet jednym ruchem. Na początku delikatnie ugięłam się pod jej ciężarem, jednak szybko się wyprostowałam i truchtem ruszyłam znaleźć kogoś, kto by mógł pomóc. Po paru minutach Rena ocknęła się i jęknęła cicho.
- Rena? Nic ci nie jest? - spytałam troskliwie
- Ni-e - jęknęła cicho
Przez kolejne parę minut szłam w ciszy, którą przerywał jedynie trzask łamanych gałązek i miarowy oddech kotki. Po chwili doszłyśmy do pewnego zacienionego wodospadu, przy którym leżała sterta kamieni pokrytych mchem.
- Połóż... Połóż mnie-e tutaj - wysapała Rena
Wykonałam jej prośbę. Opuściłam łeb i pozwoliłam by ruda kula futra ześlizgnęła się na głazy. Rena ciężko sapnęła po czym otworzyła oczy.
- Więc mam dwie sprawy... - zaczęłam delikatnie
- Jakie?
Wzięłam wdech i powiedziałam:
- Co się dokładnie stało, dlaczego zemdlałaś? I chyba przydałaby ci się pomocna łapa, nieprawdaż?

Rena?

Kradzież Mocy (Od Soe do Berbaliego)

Z teleportowałam,się do śnieżnej krainy.
Robiło, się ciemno ale mi to nie przeszkadzało.
Zauważyłam, białego basiora i tygrysa.
Pobiegłam, do nich.
-Hej,nazywam się Soey a wy?
- Jestem Berbali, a to Felixio.
Spytałam się, ich skąd są.
- Ja, niedawno dołączyła do watahy karmazynowe nocy.
- Wiesz, gdzie jest droga do watahy?
- Nie, ale mogę się tam z wami z teleportować.
Powiedziałam,Berbali'emu żeby chwycił się mojego ogona.
Felixio zrobił, to samo ale z ogonem Berbali'ego.
Zamknęłam, oczy i nic nie podziałało.
- I co, jesteśmy?
- Przecież, mogę się teleportować.
- Ja chyba, wiem co się stało.
Popatrzyłam, się na Berbali'ego.
- Berbaliox, ci zabrał te moc.

Zoo (Od Haylee do Kasai)

- No to chodź! - zawołała Haylee puszczając się w bieg. Kasai ruszyła za nią. Wadera kilkukrotnie próbowała się dowiedzieć dokąd idą – bez skutku. Dopiero nieopodal celu alchemiczka łaskawie odpowiedziała.
- Na Ziemię! Dawno tam nie byłam. Mówię ci będzie super zabawa! - to powiedziawszy zwolniła nieco bieg aż w końcu stanęła. Przybrała ludzką postać a za nią Kasai po czym obie już w ludzkich formach przeszły przez portal. Nim się obejrzały znajdowały się w ciemnym zaułku między budynkami mieszkalnymi. Oparła się o ścianę z uśmiechem po czym z kieszeni wyjęła telefon. Zaczęła grzebać w internecie. W końcu znalazła wykaz filmów granych tego dnia w kinie. Zadowolona schowała smartfona. Uśmiechnięta podeszła bliżej Kasai.
- Idziemy? - zapytała uwodzicielsko wyciągając dłoń do wadery. Dziewczyna odepchnęła jej rękę. Obrażona  zaczęła iść przed nią pozostawiając za sobą słup soli znany jako Haylee. Reakcja rudowłosej bardzo zaskoczyła panią alchemik jednak ten stan nie trwał zbyt długo. Uśmiechnęła się pod nosem po czym wystartowała jak torpeda łapiąc po drodze Kasai za rękę i to pomimo jej protestów.
- Nowy York to duże miasto! Będę mieć problemy jeśli się zgubisz. - rzuciła. W tym czasie zdążyły już opuścić zaułek i teraz biegły wzdłuż ulicy. Haylee nie bacząc  na przechodniów wciąż parła do przodu popychając innych. Poleciało w ich stronę wiele bluzg.
-  Nie potrzebuję twojej pomocy! Sama potrafię o siebie zadbać.
- Khya! Nie wydzieraj się tak! To już nie daleko. Mamy mnóstwo czasu przed seansem i trzeba go dobrze spożytkować, więc przebieraj  nogami! - to mówiąc wskazała na wejście do zoo. Miłe, spokojne zwiedzanie... Widać było, że wpadło to w gust Kasai. Do czasu. Wystarczyło spuścić Hay na kilkanaście sekund aby wpakowała się w kłopoty. Dziewczyna zakradła się do wybiegu nosorożca z liną i puszką farby w spreju. Odwiedzający szybko zaalarmowali ochronę, gdy tylko otworzyła wybieg zwierzęcia. Pomimo oporu przywiązała jeden z końców liny do rogu a drugi pozostał wolny. Szybko też przyozdobiła zad stworzenia różowym podpisem. Gdy zjawili się ochroniarze zastali winowajczynię siedzącą na grzbiecie rozjuszonej bestii tratującej wszystko co na jej drodze. Nie mieli żadnych szans. Nosorożec nakierowany liną podbiegł do zdezorientowanej Kasai i gdy ją mijał Haylee złapała ją.
- Co ty wyprawiasz?!  - krzyknęła Kasai.
- Organizowałam powóz. - odpowiedziała cała rozradowana. Nosorożec z hukiem wyważył bramę i teraz właśnie wbiegli na ulicę. Kasai próbowała ją opamiętać ale na to było już zdecydowanie za późno. Ten zakład obudził w niej prawdziwego demona zabawy.
- Ej, Sai! Nie znam cię zbyt dobrze, więc ja zapodam ci parę pomysłów.  Wolisz teraz przejść się do na zakupy, dyskotekę czy może  do burdelu? Czekaj! Jeżeli nie lubisz gwaru znam parę spokojny i przyjemnych miejscówek. - zaproponowała farbowana brunetka.  W tle przygrywał akompaniament samochodowych klaksonów oraz odgłosów stłuczek i ścieranych opon. Jednak jak to ona ma w zwyczaju nie pozwoliła dość dziewczynie do głos.- Spokojnie, masz czas się zastanowić! Trochę czasu nam zejdzie na ucieczkę policji.
- Sai? Czekaj, ucieczkę? POLICJI?! O nie! Mnie w to nie mieszaj!
- Spoko-loko. Wszystko będzie dobrze. Już nie raz im się wymykałam. Nie zajmie to więcej niż półgodziny. W tym czasie rozsiądź się wygodnie i podziwiaj widoki! - zażartowała.
(Kasai?)

Mróz (Od Reny C.D Tytanii)

Chciałam, by otrzymał zasłużoną karę. Ale w tamtej chwili wolałam, aby po prostu ktoś ze mną był. Bałam się tego co we mnie kwitło. Bardzo chciałam powiedzieć Alphie o tym problemie jednak gdy w końcu zebrałam w sobie odwagę usłyszałam dzwonek telefonu Tytani, który skupił jej uwagę. Zacisnęłam mocniej wargi. Nawet nie zauważyłam kiedy po moich policzkach ściekły łzy... Ostatnio zdarza mi się to zdecydowanie za często. Szybko uporała się z urządzeniem. Przyjęłam niepewnie chusteczkę od Tytanii i wytarłam łzy. Moja twarz wykrzywiła się w histeryczny uśmiech.
- Tytanio... Muszę ci dużo problemów przynosić... Ciągle cię zawodzę... Jestem beznadziejna. Nie zdziwię się jeśli mi powiesz, że przynoszę ci wstyd i byłoby to całkowicie zrozumiałe ale proszę... Nie wy-ypędzaj nas. Następnym r-razem... następnym... j-ja będę silniejsza. - pod koniec zaczęłam się jąkać a mój głos łamać. Wadera wyglądała na zaskoczoną tym co powiedziałam. Jakby usłyszała najbardziej nieprawdopodobną historię. Szczególnie zareagowała na słowo „nas”. Położyła dłonie na moje barki. Spojrzała prosto w moje oczy. Niby zachowywała się normalnie, ale czuć było od niej mocno stępiony gniew.
- „Nas”? - zapytała z troską. Spuściłam tylko wzrok. Milczałam. - Rena, muszę to potwierdzić... Czy ty jesteś z nim w ciąży? - zapytała spokojnie. Na to słowo wzdrygnęłam się jakby ktoś wbił we mnie milion igieł. Nie musiałam już nawet odpowiadać. Pochyliłam głowę tak, że włosy zasłoniły mi szklące się oczy. Wcześniejszy stępiony gniew wadery był teraz bliższy furii mimo to starała się tego nie okazywać. Poczułam jak jej palce wbijają się  coraz mocniej w moje ramiona. Po chwili Tytania uniosła moją głowę i odsłoniła mi oczy. Z całą powagą w głosie mówiła, że jej nie zawiodłam i żebym więcej nie myślała tak o sobie.  Łatwo mówić... Najpierw podczas walki na Arenie, teraz to... nawet podczas takich łatwych czynnościach jak gotowanie potrafię zawalić. Jestem prawdziwą niedorajdą.
- Przepraszam... - powtarzałam cicho niczym mantrę. Moje nogi stały się jak z waty. Nawet nie wiem kiedy zsunęłam się na ziemię.  Tytania próbowała mnie uspokoić ale w tamtej chwili miałam zbyt wielki mętlik w głowie. Nie kontrolowane łzy zaczęły kapać na podłogę jedna za drugą. Gdy próbowałam tylko coś powiedzieć głos załamywał mi się, z trudem łapałam kolejny oddech. Można powiedzieć, że się niemal dusiłam. Po reakcji Tytanii jestem pewna, że było to słychać. Drżałam... Do tej pory ciarki przechodzą po mnie gdy myślę o NIM, ale wtedy... Ja... Po prostu wpadłam w histerię. Współczucie jakim próbowała mnie uraczyć wadera sprawiało tylko więcej bólu. Z jednej strony chciałam się wygadać, poczuć ulgę, wmówić sobie, że jednak nie jestem zerem natomiast z drugiej strony pragnęłam uciec, rozpaść się, zapaść pod ziemię albo... umrzeć. Zwyczajnie zniknąć. Było to dla mnie za wiele... Jestem taka słaba. Nawet nie zdałam sobie sprawę kiedy Tytania odsunęła się ode mnie.  W oddali poczułam śmiertelne przerażenie pochodzące zapewne od jakiejś myszy uciekającej przed drapieżnikiem. To uczucie, które często doświadczałam i powód dla którego stworzyłam mój mały raj. Orzeźwiające niczym podmuch lodowego wiatru. Miałam wrażenie, że niemal czuję je... Wtedy właśnie powróciło moje trzeźwe myślenie. Byłam przerażona tym widokiem. Całe pomieszczone było oszronione. Na moim podbródku wisiały sople lodu z łez a ja sama siedziałam w zaspie śniegu.  Spojrzałam na Tytanię. Wnioskując po dreszczach musiało być jej zimno. Mimo to uśmiechnęła się lekko.
- W końcu przestałaś powtarzać jedno słowo. - powiedziała. Chciałam ją przeprosić za to co zrobiłam ale gdy tylko otworzyłam usta spiorunowała mnie wzrokiem w stylu „Jeszcze raz to powiesz zabiję!” więc zamknęłam usta i spuściłam głowę. Czułam, że ostro sobie nagrabiłam i mi się dostanie jednak nic takiego się nie stało. Wciąż nie rozumiem czemu...

Od Enuri

Od dawna nie było widać ani słychać o Ishi i jej chłopaku. Dom był pusty więc wszystkim zajmowałam się sama, do szkoły ludzi przestałam chodzić bo uczą tam samych kłamstw. Aktualnie włucze się po mieście bez żadnego celu. Poszłam na plac zabaw pobawić się z dziećmi, zabawa trwała i trwała. Postanowiłam ruszyć dalej gdy nagle w mojej głowie pojawił się głos.
-,,Ja wrócę"!
Był to przeszywający głos Mroku, aż mną wstrząsnęło.
 -Enuri!
Usłyszałam że ktoś z watahy mnie woła.
 
(Ktoś chętny?)

Od Zdrajcy cd. Tary

  Otworzył oczy, by ujrzeć biały, niezbyt czysty sufit, na którym nieprzyjemnym, elektronicznym światłem jarzyły się lampy, dotkliwie parzyło jego oczy i skórę. Podniósł się ostrożnie, z przyzwyczajenia rozcierając bolący kark. Czyżby znowu się przewrócił?
  Cichy szmer przebiegł przez okolicę i Zdrajca zorientował się, że nie jest sam. Rozejrzał się, powoli przypominając sobie, gdzie jest i jak tu się znalazł. Jego spojrzenie natrafiło niespodziewanie piękne, błękitne oczy, jasnowłosej dziewczyny w stroju pielęgniarki. Wyglądała na nieco zaskoczoną, a gdy Zdrajca opuścił wzrok, w dłoniach ściskała defibrylator. Przełknął głośno ślinę.
  Dziewczyna jakby otrząsnęła się z szoku.
- Odsuńcie się wszyscy! Zasłaniacie mu dopływ tlenu! Jak tak dalej pójdzie to znowu zemdleje! - krzyknęła do otaczającego ich tłumu gapiów, który widząc, że nieprzytomny odzyskuje przytomność i tak już zaczynał wracać do swoich zajęć. Przedstawienie skończone. - Jak się czujesz - spytała dziewczyna Zdrajcę. - Coś cię boli? Masz zawroty głowy?
- ...ie - mruknął niewyraźnie Zdrajca.  - ...estem... jestem tylko trochę ...umaniony. Otumaniony. 
- Masz na coś alergię? Bierzesz jakieś leki? - dopytywała się dalej, a Zdrajca kręcił głową. Chorowałeś na coś ostatnio? Może zjadłeś coś dziwnego? Nie wyglądasz najlepiej. Zdarzało ci się mdleć w przeszłości? - Widząc, że człowiek wciąż zaprzecza zamyśliła się. - Najlepiej będzie, jeśli cię zbadam. Możesz wstać?
- Tak... ale myślę, że to nic takiego. Przyszedłem tutaj z dzieckiem... - Zdrajca spróbował wstać, jednak przy próbie podniesienia się, prawie ponownie się przewrócić. Gdyby dziewczyna go nie podtrzymała, pewnie wylądowałby twarzą na kafelkach. - Dziękuję. - Uśmiechnął się lekko i rozejrzał po korytarzu z niepokojem. - W każdym razie była ze mną pewna dziewczynka. Spotkałam ją na ulicy. Nie wyglądała najlepiej i chyba miała połamane palce. 
- Potem jej poszukamy - stwierdziła dziewczyna. - Najpierw musimy zająć się tobą. Z jakiegoś powodu, gdy straciłeś przytomność, straciłeś również oddech i puls. RKO nie pomogło i musiałam pójść po defibrylator.
- RKO...? - spytał człowiek.
Jasnowłosa machnęła lekceważąco ręką i pociągnęła poszkodowanego do jakiejś sali. Posadziła go stanowczo na białej kozetce. 
- Ja na prawdę nie potrzebuję badań... - próbował protestować Zdrajca, patrząc jak dziewczyna grzebie w podejrzanie wyglądającym sprzęcie.
(Tara? XD)

Walka z Nienazwanym czyli Konflikt z Żywą Padliną (Od Darknessa do kogokolwiek)


  Basior zadowolony ze swojego dzieła odsunął się od martwego jelenia. Przygoda na WKNie była męcząca, ale Darkness był pewny, że jeszcze nie raz nie dwa pojawi się na tej cudnej wyspie. Będzie to robił chyba na przerwach świątecznych. O ile takie jeszcze się zdarzą. Na WKJNie odkrył zdradę. Kilka zdrad. Wilki po raz kolejny zaczęły opuszczać watahę i przyłączać się do jego wrogów.
  Wilkobójca nie był wcale z tego powodu zadowolony, a wręcz wściekły, że pod rządami jego syna wilki bawią się z nim w ciuciubabkę i zdradzają go przy pierwszej lepszej okazji. I tak Darkoss widząc stan Viper'a nie był zadowolony. Biały wilk coraz częściej przesiadywał sam, najczęściej w jakimś cichym zakątku Delty, o którym wiedział tylko on i Mercury. Czasami ruda dołączała się do niego i siedzieli tak sami. Oboje. Niczym zakochani.
  Darkness uważał nawet, że po zostawieniu Vipera przez Hikaru chłopak stanie się homoseksualny, jednak on tak bardzo brzydził się tej orientacji, że nawet tak mocna zdrada narzeczonej nie sprawiła, że Percy stał się gejem. Co najwyżej stał się aseksualny. I zaczął bawić się w socjopatę z depresją.
  Warren po raz kolejny wgryzł się w ciało martwego zwierzęcia, odrywając głowę od tułowia. Rzucił ją w krzaki i po raz kolejny zaczął bawić się mięskiem. Nie był wcale głodny. Po prostu mu się okropnie nudziło. Nagle poczuł, że coś go próbuje odepchnąć. Poirytowany odwrócił się i zobaczył białego wilka, dobierającego się do truchła zwierzyny. 
 - Poebao? - warknął Wilkobójca z pełną gębą i uderzył z całej siły chuchro. 
 Nienazwany przewrócił się i wylądował po chwili w padlinie. Darkness nie czekając na jego reakcję wgryzł się mocno w kark wilka, dusząc go. Po chwili Bahur padł martwy. "Dziwne, zazwyczaj się bronił" - pomyślał Darkness i wziął się jeszcze raz do spożywania posiłku. Po chwili jednak padlina poruszyła się i wstała, szarżując na czarnego basiora. Darkness dostał dosłownie przebity na wylot. Nie przeszkodziło to jednak Wilkobójcy w poruszeniu się. Zwierzę nie miało typowej głowy. Miało coś na kształt macek. Kolejna sztuczka Bahura. 
 Poirytowany czarny wilk w końcu skoczył i zaczął wyjadać potworowi wnętrzności unikając ciosów. W końcu zwierzak padł martwy a zadowolony Darkness tylko popchnął truchło i oddalił się do swojej samotni, w której ktoś już na niego czekał. I zapewne nie był to Alfons Argony.

Ktosiu?

Od Vipera C.D Mercury


  Fire z trudem zdołała przecisnąć się przez zarastające drogę krzaki. Spojrzała ponuro na Percy'ego i westchnęła cicho. Widząc rudowłosą uśmiechnęła się szeroko i zawołała:
  - Wróciłaś! - po czym pobiegła w stronę dwójki kochanków, aby przytulić dziewczynę, jednak kiedy zobaczyła dokładniej jej twarz, zamarła. - Dopiero, co cię Hikaru zostawiła a ty już znalazłeś sobie kogoś innego...
  Viper spojrzał smutno na brązowowłosą i oderwał się od Mercury, żeby przytulić czternastolatkę. Dziewczyna jednak szybko go odepchnęła.
 - Oboje jesteście siebie warci. Ty i moja przybrana matka, która nas zostawiła!
 Fire często nazywała Hikaru swoją matką, gdyż wychowywała się z nią i Viperem. Chłopak spojrzał na nią zdenerwowany i warknął głośno:
 - Mam do tego prawo. Jej już nie ma. Zostawiła nas a ja mam prawo znaleźć sobie inną! Choć tutaj i ogrzej się, bo znowu zapomniałaś czapki.
 Brązowowłosa nie ruszyła się z miejsca. Otarła łzy i starała się powstrzymać od płaczu. Nie wychodziło jej to najlepiej. Skuliła się i odwróciła plecami do swojego opiekuna. Mercury wpatrywała się zdezorientowana to w Vipera, to w smutną smoczycę.
  Viper posłał spojrzenie rudowłosej w stylu: "Wybacz jej", a Mercury znowu się do niego przytuliła. Chłopak nie odwzajemnił uścisku. Cały czas wpatrywał się w siedzącą pod pieńkiem smoczycę, która rozpaliła ognisko, żeby się trochę ogrzać. Firesa nie odwróciła się już więcej do opiekuna. Mercury teraz już całkowicie ją ignorowała.
  Po chwili brązowowłosa nie wytrzymała i wstała:
 - Życzę udanej randki. - parsknęła przez zęby i przemieniła się w potężne smoczysko, żeby potem wzbić się w powietrze.
  Mercury podziwiała rozpiętość skrzydeł małego smoka, który po chwili zniknął całkowicie z pola widzenia dwójki. Rudowłosa odezwała się pierwsza:
 - To był ten smok? - pokazała na zdjęciu jajko. 
 - Tak, właśnie poznałaś moją przybraną córeczkę, która obecnie przechodzi kryzys. Nie przejmuj się, przejdzie jej za dzień, lub dwa, a jak nie, zmuszony będę ją poszukać i uspokoić.



Mercury? Wybacz tą beznadziejność. Brakus Wenus Totalus Chorobus