30 czerwca 2016

Od. Primrose c.d Darkness, Kelley

Wiedziałam, że tak to się skończy… Poszłam do kuchni bez słowa, zrobić coś do jedzenia. No już nie jestem taka wredna, żeby nic im nie dać. Modliłam się w duchu, aby Darkness nie miał fochów, że nie ma mięsa… Nie moja wina, że wczoraj wyjadłam całe mięso, które miałam w lodówce. Wzruszyłam ramionami i podałam Darkusiowi talerz, a następnie Kelley. Dziewczyna wciąż przeszywała wzrokiem nasza kochaną ( czujecie ten sarkazm? ) Alphę. Oczywiście Wilkobójca zaczął się awanturować, dlaczego w przygotowanym posiłku nie m mięsa. I moje dwugodzinne wypociny rzucił na ścianę, a po tym wyszedł wkurzony. Ale szczerze mówiąc… Też bym zjadła mięso…
- Moja ściana! – zaczęłam wyć z żalu i smutku.
- Primcia, poradzisz sobie. – Kelley uśmiechnęła się.
Prychnęłam i zaczęłam zamalowywać ślad po obiedzie, który nie zadowolił kubków smakowych Darkusia…
Po skończonej pracy poszłam do kuchni i zaczęłam przeszukiwać wszystkie szafki. Nic, a nic… Nawet złamanego ciastka… Nawet roztopionej czekolady…
- KELLEYYYYY…!!! – zawyłam i opadłam na podłogę. Po chwili usłyszałam powolne dreptanie w stronę kuchni.
- Tak, wiem nie ma czekolady…
- Ale ja dostałam depresji!
Po długim myśleniu ( aż mózg zaczął parować ) wpadłam na wspaniały pomysł. Zaczęłam iść na czworaka w stronę mojego kochanego smoczka, który posiada moc materializacji.
Stanęłam na klęczkach i dosłownie na nią padłam.
- Shaylaaaa!!! Proszęęęę!!!! Chcem czekolady!!!
- Nie tylko ty!
- No to chcemy czekolady…!!!
Smok spojrzał na mnie wzrokiem „ Czy ty kochana czasami nie przesadzasz? „ , a po tym pokręciła głową. Westchnęłam boleśnie i padłam na kanapę.
Usłyszałam zbliżające się kroki.
- O, chyba nasz kochany Darkuś idzie… - mruknęłam i zasłoniłam się poduszką. Drzwi otworzyły się z hukiem. Podniosłam wzrok i zobaczyłam mój najgorszy koszmar… Poharatanego Darknesia i pół przytomną, wiercącą się kurę…
Swoją zdobycz rzucił w stronę Kelley, a kura skakała jej po głowie, robiąc z jej włosów siano.
- Weź ze mnie to coś! – krzyczała i zaczęła biegać po całym salonie. Zbytnio nie zwracałam na to uwagi. Spojrzałam na Darka. Na jego twarzy widniał dumy uśmiech.
- Chyba nie powiesz, że TO zrobiła ta kura… - spojrzałam z zażenowaniem na jego ubranie, nie WRACAJ! Strzępy jego ubrania.
Mężczyzna tylko prychnął i kiwnął głową. Ja na to wybuchłam śmiechem.
- Prim do jasnej cholery! – usłyszałam wkurzoną Kelley – Zdejmiesz mi ten drób z głowy!?
Wyjęłam z szafki nóż i wycelowałam w tą biedną kurę.
- Nie! To JA chciałem ją zabić! – Darkuś krzyknął zdenerwowany.
Wzruszyłam ramionami – Masz problem, a i dzięki za mięsko! – uśmiechnęłam się i poszłam do kuchni przygotować obiadek…
- NIE! TO JEST MOJE! - warknął i rzucił się na mnie w akurat tej chwili kiedy włączyłam piekarnik. – TA kura miała być surowa!
- Wiem, dlatego włożyłam ją do pieca. – uśmiechnęłam się. – A teraz jeśli mógłbyś ze mnie zejść… Miażdżysz mi żebra…
Wilkobójca pokręcił głową. – To za karę… - uśmiechnął się.
- KELLEY! WEŹ ODE MNIE TEGO PEDOFILA!
( Kelluś, Darkusiu? )

Od. Vipera c.d Hikaru

Kiedy Hikaru uciekła Viper nawet nie zamierzał chować broni. Była naładowana silnymi środkami nasennymi. Nie zabił więc nikogo. Na jego szczęście. Po chwili zobaczył gliniarza stojącego nad nim. Niespodziewanie Viper uniósł ręce do góry w geście poddania się. Policjant wyjął krótkofalówkę i połączył się z pogotowiem. Jego pistolet był wycelowany w głowę chłopaka. Kiedy mężczyzna się rozłączył młody Alpha niespodziewanie rzucił się na niego. Padło kilka strzałów, z czego jeden był celny. Gliniarz trafił w łokieć Percy'ego, a ten się skulił i padł na ziemię. Ramię krwawiło bardziej niż pośladek. Wzrok miał zamglony i kręciło mu się w głowie. Nie miał siły wstać. Czekał, aż się wykrwawi. Zamknął oczy. Usłyszał szelest i poczuł, jak ktoś go podnosi i kładzie ja powierzchni pozbawionej grudek i trawy. Chłopak stracił poczucie czasu i miejsca. Nie wiedział, co się z nim dzieje. Stracił przytomność. Kiedy się obudził leżał na łóżku. Łeb mu pękał, jakby wypił nie wiadomo ile. Poruszył się i zmienił pozycję. Od razu tego pożałował. Przeszył go paraliżujący ból łydki. Syknął z bólu i wrócił do dawnej pozycji. Poprawił grzywkę i zobaczył, że do ręki ma podpiętą kroplówkę. Znajdował się w szpitalu. Nie za bardzo go to zachwyciło. Do sali weszła pielęgniarka z lekami i położyła je na pobliskim stoliku.
- Jak samopoczucie? - zapytała chłopaka i usiadła na łóżku Vipera.
Chłopak cały czas wpatrywał się w jej biust, dopóki ona się nie odezwała. Spojrzał na kobietę i powiedział spokojnym głosem:
- W miarę. Boli mnie głowa, pośladek i ramię.
Pielęgniarka westchnęła  i wstała. Podała chłopakowi jakieś leki. Nie był smaczny. Prawdopodobnie przeciwbólowy. Do pokoju jak gdyby nigdy nic wbił jego ojciec, potrącając przy tym pielęgniarkę, która omal nie rozbiła butelki po syropie. Prychnęła tylko cicho i wyszła z pomieszczenia. Wilkobójca starczał na Viperem osłupiały. Po chwili uśmiechnął się i powiedział:
-No, martwiłem się. Zadzwonili do mnie, że podobno wpakowałeś się z Hikaru w niezłe bagno. Oczywiście, twój ukochany ojciec ci pomógł, i zwalił winę na twoją "partnerkę".
Chłopak myślał, że zaraz na niego skoczy. Jak mógł całe podejrzenie skierować na własnego członka watahy?! Głowa opadła mu na poduszkę. Nerwowo podrapał się po nadgarstku.
- Podobno byłeś w cholernie ciężkim stanie i groziła ci utrata życia. Dodatkowo mieli drobne komplikacje tam na sali.
Chłopak skinął głową i spojrzał na ojca. Jego spojrzenie wyraźnie mówiło "Spi*dalaj". Darkness jednak zachowywał się tak, jakby tego nie widział. Po chwili do sali weszła,o dziwo, Hikaru. Spojrzała na Vipera i spytała:
- W porządku.
Chłopak wzruszył ramionami i rzucił się na poduszkę. Dało to do zrozumienia obojgu, że nie zamierza z nikim rozmawiać.
<Hikaru?>

Od. Darknessa c.d Tara

Darkness odwrócił głowę i spojrzał na klęczącą dziewczynę. Podszedł do niej po cichu  i złapał ją za rękę. Dziewczyna wstała. Oczy miała czerwone. Płakała, ale chłopak nie chciał się do tego mieszać. Tara wstała i zaczęła przeszukiwać półki z książkami. Całkowicie ignorowała mężczyznę. Po chwili natrafiła na jakąś książkę, która widocznie bardzo ją zaciekawiła. Wilkobójca miał pecha, bo nie widział tytułu książki, mimo iż za wszelką cenę chciał się dowiedzieć. Pomyślał jednak, że jest to może książka o roślinach lub samych zaświatach, więc dał jej spokój. Było to jednak coś zupełnie innego. Darkness podrapał się po karku i zapytał:
- Znalazłaś to co chciałaś? Możemy iść do tej lecznicy?
Dziewczyna tylko skinęła głową i złapała się Darknessa. Chłopak ją podniósł i w jednej chwili stali przed wejściem do szpitala. Tara zaczęła słabnąć a mężczyzna wbiegł jak najszybciej do budynku i zaczął wołać o pomoc. Trzeba przyznać, że był naprawdę świetnym aktorem. Po chwili pojawiła się obok niego kobieta , a za nią dwaj ratownicy z noszami. Wzięli od niego Tarę i pobiegli na pobliski blok operacyjny. Wilkobójca miał teraz inne rzeczy do roboty. Wyszedł ze szpitala, jednak zatrzymała go jakaś kobieta. Chciała z nim porozmawiać o tym, co się wcześniej wydarzyło i dlaczego dziewczyna, którą przywiózł jest ranna. On skłamał, że kiedy sobie spacerowali napadł ich jakiś szaleniec z nożem w ręce. Miał zamaskowaną twarz, więc nie byłby w stanie go rozpoznać. Odpowiedział też na parę innych pytań.
- Jest pan dla niej kim bliskim? - zapytała po chwilę kobieta.
Darkness podrapał się zakłopotany. Miał ochotę odpowiedzieć "NIE" ale zaczęliby coś podejrzewać. Poza tym, chciał być poinformowany o jej stanie zdrowia.
- Tak. Jestem jej mężem. - powiedział i poszedł do ubikacji.
Miał już dosyć tych pytań. Wyjął komórkę i zaczął przeglądać kontakty. Cztery nieodebrane połączenia i wszystkie od tej samej osoby. Jego córki. No cóż, wyzdrowiała. Po chwili wyszedł na korytarz i starał się grać "zatroskanego męża". Książka Tary leżała na pobliskim siedzeniu. Nie było na niej tytułu. Darkoss miał dziwne przeczucie, co do tej książki. Rozłożył się na dwóch krzesłach i zasnął. Obudziła go lekarka. Uśmiechnęła się przyjaźnie do mężczyzny i powiedziała:
- Już wszystko w porządku. Usunęliśmy nóż. Na razie odpoczywa. Może pan do niej zaglądnąć.
Darkness uśmiechnął się sztucznie i poszedł zobaczyć co z dziewczyną. Leżała w sali, gdzie nie było na szczęście żadnych namolnych pacjentów. Wszedł do środka i położył obok dziewczyny książkę. Wyrwał też kartkę z notatnika, wziął długopis i zaczął skrobać:

"Lepiej? Co do tego noża, używam go często przy gwałtach, lub
jeżeli chcę na ostro. Obiecuję, to ostatni raz, no chyba, że
mnie naprawdę wkurzysz. Wypoczywaj. Ja mam parę spraw do załatwienia."
~ Darkness.

Włożył tą kartkę do książki i po cichu wyszedł z sali.
<Taruś? :3>

Od. Hikaru c.d Viper

Chłopak kazał mi uciekać. W pierwszej chwili nie wiedziałam co zrobić, przecież nie mogłam go tu tak zostawić na pastwę losu. Przekonało mnie jego pewne siebie spojrzenie, nie byłby zadowolony, gdybym jeszcze ja została złapana, przecież wtedy już nie mielibyśmy szansy. Wskoczyłam więc w krzaki i zaczęłam biec między drzewami. Tuż za sobą usłyszałam krzyki i nawoływania, a po chwili strzały z pistoletu. Przyśpieszyłam. Ktoś mnie ścigał, byłam pewna, słyszałam, jak policjanci wołają po posiłki. Nie mogłam się zatrzymać, mimo że coraz bardziej się męczyłam. Przystanęłam przy jednym z drzew, by nabrać tchu, nigdy nie byłam zbyt szybka czy dobra na długich dystansach. Wzięłam głęboki oddech. Odwróciłam lekko głowę, by spojrzeć czy wciąż mnie ścigają. To był błąd, duży błąd. Zza jednego z drzew wychylił się policjant i bez uprzedzenia strzelił w moją stronę. W jednej chwili straszny ból rozszedł się w okolicach ręki, szyi i ramienia. Moje ubranie szybko pokryło się krwią. Ruszyłam przed siebie, chociaż rana na ramieniu strasznie mi w tym przeszkadzała. W trakcie biegu urwałam dół koszulki i owinęłam sobie nim ranę, musiałam czymś przecież zatamować krew. Zaczynałam panikować, ścigali mnie ludzie, ja sama byłam postrzelona, Viper również. Po chwili las zaczął się przerzedzać, a ja ujrzałam zarys pierwszych budynków. Gdzieniegdzie widziałam ludzi, samochody, ulice. Biegłam, jak najszybciej tylko mogłam, nawet nie zauważyłam, kiedy wybiegłam na ulicę. Usłyszałam pisk opon. Coś we mnie uderzyło, wylądowałam na ziemi i potoczyłam się kilka metrów w przód. Teraz wszystko mnie bolało. Rana na ramieniu piekła i szczypała, miałam wrażenie, jakbym właśnie połamała sobie wszystkie żebra. Przez dłuższą chwilę nic nie widziałam i nie mogłam złapać oddechu. Po kilku sekundach wszystko powoli znów zaczynało nabierać barw, jednak ja sama zaczynałam się powoli dusić. Łapczywie próbowałam nabrać choć trochę tlenu, jednak nie mogłam. Wreszcie jednak dało mi się złapać oddech. Leżałam tak, ciesząc się, że żyje. Nie miałam sił. Ktoś nade mną stał, mówił coś. Nic nie słyszałam tylko pisk i szum w uszach. Ale żyłam! Chyba, sama już nie byłam pewna. Zamknęłam oczy, nie byłam w stanie się podnieść, wykonać choćby najmniejszego ruchu. Cieszyłam się jednak, że oddycham. Właściwie, co mnie obchodziło co się teraz stanie! W sumie to miejsce, gdzie akurat leżałam, był całkiem wygodne, trochę twarde, ale nadawało się do snu.
Otworzyłam oczy i zamrugałam, gdy ujrzałam tuż nad sobą jasny żyrandol. Gdzie byłam? Chciałam rozejrzeć się dookoła, jednak gdy tylko się ruszyłam, wszystko zaczęło mnie boleć. Leżałam na jakiejś kanapie pod kocem, który był naprawdę przyjemny i puszysty. Wreszcie jednak postanowiłam się podnieść. Uniosłam głowę do góry i spojrzałam po pomieszczeniu. Było dziwnie znajome, już kiedyś w nim byłam. Owinięta kocem rozglądałam się po meblach, ścianach i oknach. Byłam w domu Vipera i Tytani. Otworzyłam szerzej oczy, kiedy to do mnie dotarło. Ale jak tu się niby znalazłam?! Ktoś wszedł do salonu, przymrużyłam oczy. Anubis?! A, co się dziwie, to jego dom!
- O, już się obudziłaś? – uśmiechnął się.
- C-co ja tu robię? – zapytałam zdziwiona.
- Hmm, kulturalnie się przechadzałem po mieście i nagle patrzę, a tam jakaś laska cała we krwi wybiega z lasu i wskakuje na jezdnie. Ktoś ją potrącił, tak, że potoczyła się kilka dobrych metrów do przodu. Tak się przyglądam, a tu się okazuje, że to Hikaru jest tą laską we krwi! Teleportowałem cię tu, prosta sprawa — wytłumaczył krótko.
Spojrzałam na niego zdziwiona.
- Czyli potrącił mnie samochód? – chłopak kiwnął głową w odpowiedzi. – I JAKIM JA CUDEM JESZCZE ŻYJE?!
Anubis wzruszył ramionami.
- Kij wie, może masz twardą łepetynę? – zaśmiał się pod nosem. – Tak właściwie, to jak się tam niby znalazłaś? – spytał po chwili.
Pobladłam.
- O matko! Miałam ratować Vipera! – poderwałam się nagle z kanapy.
Zamrugałam lekko zdziwiona, coś było nie tak. Spojrzałam w dół, nie miałam koszulki, tylko biustonosz i spodnie. Podniosłam wzrok na Anubisa.
- TY MAŁY PEDOFILU – zaczęłam obrzucać go poduszkami. – ODDAWAJ MI KOSZULKĘ! – Zakryłam się na powrót kocem.
- Nie histeryzuj! Jakoś musiałem zatamować krew i zszyć ranę! Co, miałem to robić przez ubranie?! – chłopak odrzucił poduszkę w moją stronę.
- A od kiedy ty umiesz zszywać rany?! Lekarzem jesteś?
- A kto w ogóle powiedział, że ja umiem zszywać rany! Ale nie! Mógłbym cię tam zostawić na śmierć! A teraz oczywiście pretensja! – bulwersował się Anubis.
- Pff, koniec tematu, jak zejdę z powodu twoich niekompetencji, obiecuje Ci, że będę cię nawiedzać jako duch. A teraz przynieś mi jakąś koszulkę, bo ktoś tu zaraz zostanie uduszony – prychnęłam zirytowana.
Anubis wystawił mi język i wyszedł z salonu. Po chwili wrócił, trzymając w ręce szarą koszulkę. Kiedy ją na siebie założyłam, jej rękawy, które miały być krótkie, sięgały mi do łokci, a dół T-shirt’a do kolan. Z bólem przeszłam się po salonie, by nieco rozprostować jakimś cudem niepołamane kości.
- A wracając do tego, co powiedziałaś, o co chodzi z Viperem?
- Znów zapomniałam! Zaatakował nas jakiś smok, porwał Fire. A później przyjechała policja i zabrała Vipera, a ja uciekłam i… i… muszę go ratować!
- Gdzie jest? – próbował zrozumieć coś Anubis.
- Ile jest w okolicy szpitali?! - spytałam, ignorując jego pytanie.
- Dwa, góra trzy – mruknął zdziwiony chłopak.
Bez pożegnania, wybiegłam z domu chłopaka i ruszyłam w kierunku ulicy. Tym jednak razem nie dam wpakować się pod samochód! Złapałam pierwszą taksówkę. Gruby mężczyzna o krzaczastych wąsiskach obrócił głowę w moją stronę. Kazałam mu jechać do najbliższego szpitala. Po drodze nieco ochłonęłam, nie mogłam przecież tak z buta wpaść do szpitala i wydrzeć się „ODDAWAJCIE VIPERA”. Musiałam to rozegrać na spokojnie, poza tym, nawet nie wiedziałam, czy jest w tym, następnym czy może jeszcze innym szpitalu. Na zewnątrz zaczynało padać. Krople deszczu dudniły o dach taksówki. Kilka minut przed tym, jak dojechaliśmy do pierwszego szpitala, rozpętała się prawdziwa ulewa. Gdy już samochód zatrzymał się przed jasnym budynkiem, taksówkarz wystawił rękę w moim kierunku. Szybko wyciągnęłam z tylnej kieszeni jakieś pozwijane banknoty, ich ilość zadowoliła faceta. Wysiadłam i szybko schowałam się pod dachem. Taksówka odjechała. Wzięłam głęboki oddech i weszłam do wnętrza szpitalu. Pachniało tam lekarstwami, różnymi tabletkami czy innymi rzeczami związanymi z lekarzami. Znalazłam się w obszernej poczekalni, gdzie siedziało sporo osób. Przepchnęłam się do recepcji, ludzie stojący w kolejce nie byli tym faktem zadowoleni, jednak chyba postanowili mi odpuścić, kiedy posłałam im złowrogie spojrzenie, nie miałam zamiaru użerać się z bandą kaszlących i rzygających ludków.
- Szukam Percy’ego Riversa, jest może tu?
Kobieta spojrzała na mnie nieco zdziwiona.
- A kim dla niego jesteś, możemy udzielać takich informacji jedynie rodzinie.
"Szybko, wymyśl coś kobito, bo nic ci nie powiedzą!"
- Siostrą! Tak, tak, jestem jego siostrą!
Kobieta wywróciła oczyma, wyglądała, jakby nie chciała ze mną gadać. Nawet nie sprawdziła, czy rzeczywiście coś łączyło mnie z Viperem, ale zbytnio mi to nie przeszkadzało. Wskazała długopisem na jeden z korytarzy.
- Pójdziesz tamtędy, skręcisz w lewo, w prawo i tam powinien leżeć. Tylko nie wchodź do jego sali, musieliśmy dać mu trochę leków na uspokojenie, bo strasznie się wyrywał.
Podziękowałam i skierowałam się w stronę korytarza.
<Vipeeeeeer?>

Od. Anubisa c.d Moon

Spojrzałem na klacz, a właściwie kobietę. Już szczerze sam nie wiedziałem, co mogę myśleć. Kochałem ją. Wiedziałem o tym. Z całego serca jej pragnąłem, ale czasem robiła mi na złość. I to mocno. Poza tym "jestem jeszcze dzieckiem". Położyłem ostrożnie swoją rękę na ramieniu dziewczyny. Ta mnie zignorowała. Przybliżyłem się więc do niej. Tylko ostrożnie. Moon odwróciła głowę w moją stronę i nasze nosy się spotkały. Wpatrywałem się w jej oczy jak zahipnotyzowany. Przybliżyłem głowę Moon do swojej i powiedziałem cicho:
- Bardzo mi na tobie zależy. Nawet nie wiesz jak bardzo. Potrafię dochować tajemnicy. Nie chcesz rozmawiać? Nie rozmawiaj. Nie ma problemu. Ja się po prostu o ciebie martwię, i pilnie muszę cię o coś zapytać.
- Pytaj więc, Romeo. - powiedziała już uspokojona Moon.
Złapałem ją za rękę.
- Czy, chciałabyś, pomimo...ekhem, pewnych komplikacji, zostać...moją dziewczyną?
Moon spojrzała na mnie jak na wariata. Bałem się jej reakcji. Musiałem jednak zaryzykować, bo ją kochałem.
<Moon? Romantycznie <3>

29 czerwca 2016

Od. Vipera c.d Dessari

- Do niej? - prychnął Viper i odwrócił się. - To zołza skończona. Wolę pozostać tu, bo mnie zainteresowałaś.
Dziewczyna spojrzała na chłopaka. Zastanawiała się przez chwilę. Nie wiedziała, co może mu powiedzieć i o co dokładni mu chodziło. Po chwili jednak chłopak wstał i bez słowa wyszedł na zewnątrz. Po korytarzu przemieszczały się krasnoludy. Nie, miały sukienki. To musiałby być kobiety. Takie mini Konchity Wurst. Viper minął je i ruszył przed siebie. Pod nosem nucił sobie jakąś mało znaną melodię. Dotknął klamki i wyszedł na zewnątrz. Mimo, iż było lato na polu doskwierał chłód. Zamknął oczy i zastanowił się chwilę. Co powinien zrobić w takiej chwili? Jak poradzi sobie z ojcem? Nie miał pojęcia. Zrobił krok naprzód i jeszcze jeden. Zbliżył się do pobliskiego drzewa. Nie ważne, jak się starał, nie mógł przemienić je w kryształ. To wszystko przez Darknessa. Nienawidził go. Spojrzał w niebo i zobaczył gryfa. Wpatrywał siew niego takim wzrokiem, jakby zaraz miał go zabić..
<Dess? Po pierwsze wena, po drugie dziadkowie. >

Od. Vipera c.d Hikaru

Chłopak powoli otworzył oczy. Na niebie świeciło słońce, a w okół ruiny. Hikaru klęczała nad nim i trzymała go kurczowo za rękę. Jakby myślała, że nie żyje. Po chwili chłopak usłyszał syreny. Próbował się podnieść, ale słabo mu to poszło. Sparaliżował go ból. I strach. Chłopak zatkał uszy. W swojej głowie słyszał potworny głos. Jakby przemówił sam szatan. Chłopak wydał z siebie przeraźliwy jęk. Hikaru próbowała mu jakoś pomóc, jednak nie potrafiła. Kiedy to dziwne uczucie minęło, chłopak wreszcie mógł podnieść głowę. Otrząsnął się i zaczął cicho przeklinać. Po kilku minutach Viper usłyszał wycia syren. Nie możliwe, aby ludzie zobaczyli, co tu się działo. Dwa walczące ze sobą smoki. Chłopak podniósł się i otrzepał z kurzu.Widział już najeżdżającą karetkę, straż pożarną, policję i media. Zaraz się tutaj głośno zrobi. Do Vipera i dziewczyny podeszłą kobieta z mikrofonem, a za nią kamerzysta.
- Co się właściwie stało? - spytała reporterka Hikaru i podłożyła jej mikrofon.
- Co ma pani na myśli? - zapytał się Viper. - Mi nic nie widzieliśmy. Proszę dać nam spokój.
Kobieta jednak nie zamierzała się poddać. Spojrzała na chłopaka jak na pięciolatka i powiedziała:
- Byliście na miejscu zdarzenia! Czy to wy podłożyliście bombę?
Chłopak miał tego dosyć. Zaczął przeklinać na reporterkę. Oni widzieli smoki, a ludzie arabskich terrorystów.  I oni teraz myślą, że ci terroryści to Viper i Hikaru. Percy złapał Hikaru z rękę i zaczął z nią uciekać. Zauważyli to dwaj gliniarze, którzy pobiegli za nimi w pościg. Gdyby tylko mógł, chłopak przemieniłby się w wilka. Jednak..lepiej nie przy ludziach. Po chwili chłopak wyciągnął pistolet i wycelował w pierwszego gliniarza. Ten jednak nie rzucił broni. Stali tak naprzeciw siebie. Po chwili chłopak wcelował i trafił prosto w pierś. Jednak w tym samym czasie drugi mężczyzna wycelował w Vipera i trafił go w biodro. Chłopak syknął z bólu i osunął się na ziemię. Rana okropnie krwawiła. Odwrócił głowę i spojrzał na dziewczynę. Stałą tak i czekała. Chciała podejść do rannego Alphy, jednak ten kazał jej uciekać. Tak też zrobiła.
<Hikaru? Tyyyle na głowie ;_;>

Od. Zdrajcy c.d Galaxy

Zatoczyłem się do tyłu, przewróciłam i przeturlałem po ziemi. Po czym chwiejnie wstałem i rozstawiając łapy na boki i opuszczając pysk w kierunku ziemi, by ustabilizować na chwilę pozycję spojrzałam na postać przede mną. Była biała i pachniała zwierzęciem, do tego miała długą, czarną grzywkę. Teraz patrzyła na mnie raczej groźnie i nieprzychylnie.
- Kim jesteś? – spytała, gwałtownie jeżąc sierść. Uniosłem jedną łapę, co poskutkowało natychmiastową utratą równowagi, która nie skończyła się upadkiem tylko dzięki szybkiemu, ponownemu odłożeniu jej.
- Tru… no… kreślić – stwierdziłam, patrząc w złote oczy stworzenia.
- Co? – zdziwiła się. Pokiwałem przecząco głowa. – Mów wyraźniej, inaczej rozszarpię cię tu i teraz! – zagroziła cicho. Nie podobał mi się jej ton. Całe jej zachowanie mi się nie podobało. Niosło ze sobą nieokreślone niebezpieczeństwo. Mówiło o kłopotach.
- S…akiem? – zaryzykowałem. Przez chwilę nie odpowiadała
- Co ty, głupi? No oczywiście, że ssakiem. Na dodatek wilkiem, jak przypuszczam. Tak samo jak ja. – Wadera wyglądała na zniecierpliwioną. Mięśnie na moich policzkach spięły się, odsłaniając zęby w czymś, co miałem nadzieję, jest uśmiechem. Słowa nieznajomej dużo wyjaśniały.
- B… może – odparłem.
- Pytałam personalnie. Kim jesteś. Do jakiej watahy należysz. Co tu robisz. To chyba powinno być logiczne, tak? – Kim jesteśmy, dokąd zmierzamy… Oto jest pytanie.
Wzruszyłem barkami, wprawiając w niebezpieczne falowanie całe moje wątłe ciało.
- A …y kim …steś? – Zwęziłem nieco łapy i pozwoliłem sobie na kontrolowane osunięcie się na ziemię. Nieznajoma zamrugała, zapewne, żeby nie stracić mnie z widoku.
(Galaxy?)

"Lecz rzeka wciąż płynie za progiem...

...a świat czeka na zewnątrz. To świat, w którym musimy żyć."


Kontakt: ketsurui
[wolf and human by Safiru]
Godność: Zdrajca, to jedyne miano, którego używa z częstotliwością większą, niż tylko raz. Nie przywiązuje się do imienia, często zdarza się je gubić i plątać. Nigdy nie wiesz, czy zareaguje, jak jedno z nich zawołasz. Przez Miyashi nazywany jest Turoki, a przez Tarę - Shadow.
Przynależność: Niepodległa Republika Samotników
Płeć: Zazwyczaj nie czuje się związana z żadną, miesza formy osobowe i popada w bezokoliczniki.
Orientacja: Aseksualna, z podkreśleniem na „seks”, gdyż trudno go uprawiać, bez stosownych narządów.
Wiek: Trudno stwierdzić.


Rasa: Nieokreślona. W jego rodzinnych stronach nazywany był "potworem", jednak nie zakwalifikowałbym go do tej kategorii. Jest raczej czymś w rodzaju istoty, powstałej z mroku. Jego ciało jest materialne, do momentu otrzymania obrażeń. Wtedy można zauważyć, zanim się nie zregeneruje, że pod spodem jest lepka, czarna maź. W samym środku Zdrajcy jest kryształ, utrzymujący jego postać w całości.

Rodzina: Zdrajca nie jest pewien czy takową posiada. Choć... wydaje mu się, że kiedyś miał siostrę i że miała na imię Ques.
Charakter: Jest dzikie, jak pierwotna magia. Ta magia, którą każdy wilk z łatwością czuje w podmuchu świeżego wiatru we włosach, podczas biegu bez opamiętania przez cichy, nocny las, gdy oko księżyca w pełni prześwituje przez gałęzie drzew. Nigdy nie wiesz, jak się zachowa. Jakby był… nie z tego świata. Wrażenie oczywiście jest mylne, choć... nie do końca. Skądkolwiek jednak pochodzi, na pierwszy rzut oka widać, że zostawił tam większą część siebie, w tym około cztery klepek. On nie istnieje, on pulsuje między byciem, a niebyciem. Czasem, gdy jest bardzo podniecony zaczyna mamrotać, niezrozumiale, a jego język nieustannie plącze się w supły i trudno go zrozumieć. Chociaż nawet jeśli… trudno cokolwiek z tego wywnioskować. Wypowiedzi Zdrajcy bywają czasem nieskładne, już podczas mówienia sprawiające wrażenie, że zaraz się rozlecą, jeśli ktoś szybko nie przyniesie kropelki. Mimo całego swojego wybrakowania nie myśl, że Zdrajca jest głupi. Posiada umysł ostry niczym brzytwa, a być może nawet bardziej. Problem polega na dziurawym przekazie wiadomości z mózgu do pyska, który nigdy nie odbywa się poprawnie, gubiąc po drodze sens wypowiedzi.
Na co dzień jest milczącą postacią, idealnie nadającą się do grania czarnego tła w szkolnym teatrzyku. Jest mistrzem gry w chowanego, bo nawet, gdy wszyscy wiedzą, że jest w pobliżu, zdają się nie zauważać jego obecności. Bardzo mu to odpowiada, woli robić swoje bez zbędnego hałasu, zataczając się z jednej łapy na drugą. Powoli i niezdarnie. Bezszelestnie szurając ogonem po ziemi. Nie jest dumny, nie jest wyniosły, nie jest chamski ani złośliwy. On po prostu cię ignoruje. To jedyna rzecz, w której jest mistrzem i którą potrafi robić całymi godzinami i nigdy mu się to nie znudzi. Generalnie nie jest zbyt barwny. Większości wilków szybko się nudzi zarówno dręczenie go, jak i próby zawiązania jakichś stosunków.
Cała jego mrukliwość bierze się z wprost niemożliwej niestabilności bytowej. Zdrajca wiele energii musi poświęcać na utrzymanie własnego „ja” przy sobie. Choć nieraz zdarza mu się je tracić, a po poszukiwaniach nigdy nie jest tą samą osobą. Większa część okolicy również zapewne już nigdy nie będzie tą samą okolicą.
Aparycja: Jako stworzenie czworonożne, trudno jest określić czy jest to wilk, czy jest to lis, a sam Zdrajca nie jest w stanie udzielić odpowiedzi na to pytanie, posiada futro czarne. Ale nie tak czarne jak przeciętna czerń nocy. Przywodzi na myśl bardziej pierwotny i głębszy mrok, w najciemniejszych odmętach wód, na samym dnie gigantycznych rowów. Ciemny, chlupoczący i niebezpieczny. Całe jego ciało jest smukłe… nie, to byłby zbyt duży eufemizm. Ono jest wychudzone do granic możliwości. Gdyby nie miejscami bujniesz futro zapewne widać by było wszystkie kości. Do tego jest raczej wysoki, jak na wilka, jednak zazwyczaj kuli się w niezwykły sposób i zdaje być dużo mniejszy, niż jest rzeczywiście. Jego oczy zmieniają barwę bez jakiejś konkretnej przyczyny, tak po prostu nie jest w stanie opanować ich formy, gdyż jak wiemy, oczy są zwierciadłem duszy, której Zdrajca po prostu nie posiada. Jego nieco dłuższy niż przeciętny język jest lekko srebrny po zewnętrznej stronie. Nieco uwagi warto też poświęcić jego uszom. Są niezwykle długie i nieco… nietoperzowate, postrzępione w całej ich długości. Na jego policzkach są postrzępione dziury na wylot, przez które widać kilka jego zębów i fragment języka. Nie ma nosa, w jego miejscu jest dziura, przypominająca wyglądem tą w wilczej czaszce. Jego lewa, tylna noga zastąpiona jest stalową protezą domowej roboty. W prawej łapie brakuje mu dwóch palców. Ogon wilka jest długi i ciężki, gdy idzie wydaje się, że zwisa bezwładnie za ciałem Zdrajcy. Mimo to zadziwiającym fenomenem jest fakt, że nie wydaje przy tym żadnego dźwięku, nawet posuwając się po liściach.
W jego drugiej, ludzkiej formie również jest niezwykle wysoki i patykowaty. Zachowuje swoje czarne włosy (choć nielicznie) oraz niezwykłe oczy. Cóż, w razie potrzeby zawsze można użyć soczewek. Jego włosy, krótkie i pozostające w wiecznym nieładzie, zakrywaj prawe oko. W tej formie nie posiada prawego ucha, w jego lewej dłoni brakuje dwóch palców, a jego lewa noga jest zastąpiona protezą. Cerę ma bladą i bardzo wrażliwą na kontakt ze słońcem. Bardzo szybko zaczyna z niej obłazić skóra. Dlatego w tej formie zawsze, ale to zawsze nosi długie stroje: bluzy z kapturem, bojówki, dresy, czasem wręcz kominiarki czy jakiegoś rodzaju maski. No i rękawiczki, pełne rzecz jasna. Obowiązkowym obuwiem dla Zdrajcy są niskie glany 10.
W obu formach posiada dziwną bliznę, przechodzącą przez nos, górną część policzka, znikającą na chwilę, by znów pojawić się na szyi i zejść aż na wysokość serca, lecz z prawej strony.
Stanowisko: Członek Rady Założycieli
Żywioł: Pierwotny Mrok, Obłęd, Cisza
Moce:
  • Regeneracja – przy pomocy otaczającej go ciemności potrafi odtworzyć dowolny fragment swojego ciała, a nawet dorobić dowolną kończynę lub inną wystającą część ciała. Nie działa na słońcu, a w dowolnym innym świetle jest proporcjonalnie osłabiona.
  • Cień – polega na wtopieniu się w dowolny rodzaj częściowego lub całkowitego braku światła, w celu pozostania niezauważonym. Pozwala również na zamieszkanie w czyimś cieniu na jakiś czas, bądź stałe. Nie działa w słońcu (no co ty nie powiesz?)
  • Chaos – wilk jest potencjalnie nieczuły na ataki, godzące w umysł i psychikę. Potencjalnie, bo są one oczywiście możliwe, jednak uruchamiany przy tym mechanizm wprowadza całkowity chaos w byt Zdrajcy oraz tego, kto próbuje na nim sztuczek umysłu. Zdecydowanie nieprzyjemne. Nie polecam.
  • Aura – otaczająca wilka osnowa, zakrzywiająca dźwięki. Tłumi to, co dzieje się wewnątrz, jednocześnie przepuszczając w naturalny sposób dźwięki zewnętrzne i potencjalnie naturalnie odtwarza dźwięki wewnętrzne.
  • Granica – nie jest to moc, którą wilk może przywołać na zawołanie. Ona aktywuje się sama, gdy Zdrajca doprowadzony przez kogoś do utraty panowania nad swoim bytem. Granica zostaje wtedy przełamana i to, co dzieje się z całą postacią wilka można opisać prosto jednym słowem - chaos. Jego lepka esencja traci wszelkie pozory futra i zaczyna falować, wylewając się z dopuszczalnych norm. Zagarnia i ożywia mrok wokół siebie. Jest dzika. Pierwotny mrok, budzący przerażenie we wszystkich istotach, budzący potrzebę stworzenia światła. Mrok pustych oczodołów potwora, wpatrującego się w ciebie zza twoich pleców. Stojącego zawsze za twoimi plecami, cicho dyszącego ci na kark. Jest wtedy nieprzewidywalny i nie do kontrolowania, póki nie pozbiera rozbitych fragmentów świadomości i nie poskłada ich na nowo w jakąś logiczną całość. Wspomniane wcześniej w charakterze "zgubienie własnego ja" wiąże się właśnie bezpośrednio z tą zdolnością. Nigdy nie wraca do dokładnie tego samego stanu z przed Granicy.
  • Teleportacja – Zdrajca potrafi przemieszczać się skokami pomiędzy plamami cienia, niebezpieczeństwo polega na tym, że nigdy nie wie, czy nie przeskoczy w ten sposób do antyświata. „Zostań w świetle” mówił ktoś, kiedyś. W przeszłości wilka, jednak za żadne skarby nie może sobie przypomnieć kto, ani dlaczego.
Zainteresowania/Talenty: Trudno stwierdzić czy ten wilk się czymś interesuje. Życie w drodze nie sprzyja stacjonarnym zainteresowaniom, a inne go nie ciekawią. Ale chyba lubi wilki. Tak, z odległości kilkunastu metrów ich życia są zadziwiająco ciekawe. Z kilku metrów… no cóż, raczej mniej.
Zdarza mu się też strugać w drewnie ułomne figurki, jednak trzeba być geniuszem, by rozpoznać, co właściwie miał na myśli. Mimo jak najszczerszych chęci zawsze w kluczowym momencie coś pójdzie nie tak.
Z talentów właściwych jego profesji… no cóż. Jak już wspomniałam jest mistrzem ukrywania się. Do tego dochodzi olbrzymia wprawa w posługiwaniu garotą, igłami i kilkoma rodzajami trucizn. Nigdy nie był dobry w otwartej walce, jednak w zadowalającym stopniu udało mu się opanować obsługę podwójnego noża, zwanego przez niego Aniołem.
Moce Specjalne:
  • Koszmar – Zdrajca może pochłaniać cudze sny i gromadzić je w kryształach. Zabrane sny zastępują nieludzkie koszmary. Kradzież snu odbywa się poprzez delikatne uciśnięcie z tyłu, pomiędzy szyją a głową. Blokuje to również fazę rem na pewien czas, uniemożliwiając wzbudzenie się. Same kryształy działają jak silny narkotyk, otumaniają, uzależniają i powoli odbierają energię życiową, zmieniając ofiarę w warzywo. Paskudne. Długotrwałe. Ale skuteczne. Już pomijam sam fakt, że odbierając komuś sen samemu może go przeglądnąć i wyłonić z niego stosowne wnioski.Również posiadając kilka luźnych kryształów może sztucznie wprowadzić stwora w stan snu REM. Wymaga to jednak wyciszenia środowiska i emocji samego stworzenia.
  • Nekromanta - Dzięki pokonaniu Lucyfera, wilk zyskał pewną władzę nad światem demonów. Oczywiście tylko drogami w stu procentach ludzkimi - przez wyrysowanie kręgu, zabezpieczenie, przyzwanie i kontrakt. Zdrajca potrafi przyzwać dowolną liczbę demonów i utrzymywać je jednocześnie, jednak łączna suma ich mocy nie może przewyższać mocy Zdrajcy. Jeśli nastąpiłaby taka sytuacja, demony wyrwałyby się spod kontroli i zabrały wilka do siebie, do piekła.
  • Strateg - Jest to moc wizualizacji  i planowania. Co to oznacza? Jeśli Zdrajca coś zobaczył raz w życiu to będzie w stanie odtworzyć tego kształt z dokładnością do milimetra. Z przedmiotów owych zaś tworzy w podświadomości całe mapy, które następnie mogą być wykorzystane przy orientacji w terenie lub... podczas planowania. Na stworzoną w ten sposób mapę jest w stanie nanosić i przemieszczać postacie, odgrywając prawdopodobne przebiegi zdarzeń - czy to wojny, czy burdy w karczmie. Łączy się to również z zaawansowaną obserwacją i analizą, którą jednak potrafi sobie uświadomić dopiero podczas używania tej mocy.
    Tworzenie mapy i zapisywanie w podświadomości trwa. Jeśli jest to robione na bieżąco to niezbyt długo, jednak jeśli Zdrajca musi odtworzyć dane miejsce z pamięci może to trwać do tygodnia, w zależności od obszaru. Wymaga od niego również skrajnego skupienia, z którego trudno jest go wyrwać, gdyż procesy wizualizacyjne pochłaniają 100% mocy obliczeniowej jego "mózgu".
    Strategie, obmyślone przez Zdrajcę tym sposobem sprawdzają się w 100%... w pewnym sensie, gdyż na każdą sytuację powstaje więcej niż jedna strategia, a skuteczność każdej wynosi proporcjonalną liczbę procentową. Wybór pomiędzy nimi i płynna zmiana strategii w trakcie mogą okazać się kluczowe, bo tak na prawdę zadziałało.
  • Mechanik - Ta moc łączy się bezpośrednio z mocą poprzednią. A przynajmniej elementem wizualizacyjnym. Zdrajca może zwizualizować sobie obiekt, a następnie skompilować różne elementy w ten sposób, by obiekt zadziałał. W ten sposób jest w stanie budować zaawansowane i dziwaczne maszyny oraz mechanizmy z rzeczy, których nie użyłby żaden poważny mechanik. Między innymi w ten sposób pracuje nad wypełnieniami w swoim ciele oraz instalacjami w całym latającym królestwie NRS. Ta moc była w nim od samego początku, jednak dopiero wizyta w swojej przeszłości odblokowała w nim pełną jej siłę. 
  • Kolekcjoner Osobliwości - Dzięki tej mocy Zdrajca może przechwycić esencję świeżo zabitej istoty i ukształtować ją na nowo z mroku, wkładając w nią część samego siebie. Im większy będzie to element, tym istota mocniej związana będzie z wilkiem. W przeciwieństwie do normalnego podziału ciała, odjęta cząstka będzie brakiem w ciele wilka. Nie zawsze dostrzegalnym na zewnątrz. W wypadku większego spustoszenia w ciele, brakujący element może zmienić swoje położenie.  Istoty tak stworzone posiadają w sobie kluczowy element - błękitny kryształ, umieszczony w miejscu, w którym zadany został śmiertelny cios. Ten kryształ jest niezbędny im do życia. Po jego utracie -ich ciało rozpływa się w lepką plamę mroku, który szybko jednak paruje, nie pozostawiając po sobie żadnego śladu.
    Zdrajca może widzieć oczyma, stworzonych w ten sposób Osobliwości. Odczuwa również ich skrajne emocje oraz ból. Może też w niewielkim stopniu wpływać na ich wolę i telepatycznie zaszczepiać w ich umysłach sugestie, co powinny zrobić. Jednak zwykle i bez tego są one posłuszne wilkowi.
    Osobliwości mają statystyki równe statystyką Zdrajcy, podzieloną przez ilość stworów.
    Osobliwości: 
    • Zguba: Jest masywnym, czarnym smokiem, a właściwie... czymś na kształt powleczonego częściowo łuską szkieletu smoka, w którego trzewiach pali się fioletowy, toksyczny dym. Cóż wiele o nim mówić? Smok jak smok. Wygląda jedynie na nieco bardziej zniszczonego i jakby... wyciągniętego zza grobu, a poza tym nie odbiega od normy. W górnej części jego głowy ukryty jest malutki ułamek błękitnego kryształu. Wraz z jego odebraniem, stwór zniknie. Zguba ma dość nieprzyjemny charakter... jak to smok, którego specjalizacją od zawsze było zniszczenie. Potrafi porozumiewać się jedynie w smoczym oraz mrocznym, jednak do jego ofiar zwykle dociera znaczenie jego słów. Zwykle jest to coś w stylu: "Pożrę cię!" albo "Giń, śmiertelniku!". Smok nie posługuje się zbyt długimi i skomplikowanymi zdaniami. Nie jest zbyt inteligentny, potrafi wykonywać tylko najprostsze rozkazy, otrzymane od Zdrajcy, tylko jeśli ten przekaże mu je dotykając swoją głową jego kryształu. Jest ślepo posłuszny otrzymanym w ten sposób poleceniom. Z jego pyska wydobywa się chmura toxycznego gazu, który przepala wszystko, co spotka na swojej drodze. Potrafi latać oczywiście oraz hipnotyzować ofiary spojrzeniem, jeśli będą na niego patrzeć dostatecznie długo. Nie posiada zbyt wielu mocy magicznych jako takich, jednak wiadomo - olbrzymi smok, z olbrzymim pyskiem, olbrzymimi kłami i pazurami nie jest zdecydowanie czymś, z czym chce się zadzierać. Po staniu się osobliwością Zguba stał się... bardziej zwrotny, że tak powiem, niż był za życia. Jest też w stanie skondensować swój rozmiar do wielkości małego kuca - tyle dokładnie zajmuje jego masa po ściśnięciu. Kiedyś razem z Mroku przejął władzę nad tymi terenami. Potem zbuntował się przeciwko swojej pani i przez pewien czas włóczył się po równinach niszcząc wszystko co popadnie. Potem...
    • Podporucznik Johan von Treskov: Johan jest przeciętnego wzrostu mężczyzną, ubranym w czarny, skórzany płaszcz, czarny pas, czarną czapkę, na którego twarzy założona jest czarna szmata, przysłaniająca jakiekolwiek jej szczegóły.Podporucznik jest osobą zimną i wyrachowaną. Czasem bywa milkliwy, jednak zazwyczaj jest nawet za bardzo rozgadany. Mówi przy tym z taką pogardą, że po kilku sekundach chciałoby się zaszyć mu usta. Wszechobecna ironia w jego słowach sprawia, że trudno rozróżnić kiedy mówi prawdę, a kiedy ironizuje. Przy tym jest prawdziwym służbistą. Zawsze trzyma się swoich zasad. Porządek to jego drugie imię. Nienawidzi osób nierozgarniętych, niepunktualnych, robiących wszystko na ostatnią chwilę, nieporządnych i niechlujnych. Irytuje go nawet najmniejsze zabrudzenie na jego mundurze. Ma na jego punkcie prawdziwą obsesję. Zawsze musi wyglądać perfekcyjnie. Podporucznik posiada zdolność przyśpieszania i zwalniania czasu. Do tego jego zdolności strzeleckie, wykształcone za życia, wspomagane są poprzez zdolność tworzenia pistoletów oraz amunicji z mroku. Od Lucyfera otrzymał też zdolność pochłaniania ludzkich dusz, w celu zregenerowania lub wzmocnienia swoich sił. Podobnie jak Zdrajca potrafi stawać się niewidocznym w cieniu. Johan był nazistowskim oficerem, zajmującym się przesłuchiwaniem podejrzanych o spiskowanie przeciwko Fuhlerowi. Po którego śmierci został powieszony. Jednak to byłaby bardzo nudna i krótka historia, gdyby na tym się skończyła. A nie skończyła. W drodze do piekła jego dusza została wykupiona przez potężnego demona, Lucyfera. Pieniądze przeszły z rąk do rąk. Pomniejsze demony twierdziły potem, że podporucznik został im wydarty siłą przez Archanioła! A podporucznik trafił na służbę do Lucyfa. Z jego rozkazu przybył na Deltę, by pozbyć się kilku niewygodnych wilczych władców. Potem....
    • St(r)ach: Stach - tak, to się przyjęło w potocznej mowie jego pana. To imię łączy w sobie całą frustrację i bezsilność, związaną z posiadaniem uczepionego siebie cienia. No więc Stach jest... nietypową istota, uwięzioną na granicy. Granicy widoczności, granicy istnienia, granicy pojmowania. Zazwyczaj z perspektywy osoby, która go zauważyła wygląda jak bezkształty cień, który umyka, gdy próbuje się na niego otwarcie spojrzeń. Jednak jeśli znaleźć się na tej samej płaszczyźnie co on - czyli na granicy - okazuje się, że stwór przypomina ubranego na czarno stracha na wróble w cylindrze, z twarzą zrobioną z białego materiału, zszytego poprzecznie na kształt uśmiechu, ciągnącego się dookoła głowy. Nie jest jakoś specjalnie rozmowny, jednak jest doskonałym obserwatorem. Nikt tak jak on nie podąża za swoim celem całymi godzinami. Szkoda tylko, że tym razem uczepił się Zdrajcy i jak dotąd ten nie znalazł sposobu, żeby skłonić stwora do wykonywania rozkazów. Bo ten stoi nawet na granicy dostępu swego pana i ten nie jest praktycznie w stanie nic z nim zrobić, póki również się na niej nie znajdzie. Mimo wszystko ich wieź jest niesamowicie mocna. Odłamek, wewnątrz głowy stwora, jest niezwykle duży - jego moc odpowiadała mocy stopy oraz łydki. Więc gdyby Zdrajca znalazł ciche, spokojne miejsce i całkowicie się wyciszył byłby pewnie w stanie porozumieć się ze stworem i wyciągnąć od niego informacje. Stach, jak już wspomniane było wcześniej, jest świetny w śledzeniu kogoś. Jeśli się do ciebie przyczepi, to nie odczepi się tak łatwo. I nie podziała teleportacja, maskowanie, wykrywanie się w dziwnych miejscach czy próby ciskania we wszystkich kierunkach pociskami na oślep. On... po prostu dalej będzie na granicy twojej percepcji. Poza tym... prawdopodobnie nie umie nic.
      Historia Stacha.
    • Kerneg: Dawniej tytułowany był, jako Król lasu "Nienazwanego", jednak odkąd został zabity przez Zdrajcę zdaje się, że stracił swoją pozycję, jako duch lasu. Po ponownym powołaniu do życia, jego ciało powstało z podobnego, cienistego i lepkiego tworzywa co sam jego twórca. Zachował częściowo swoje dawne barwy, jednak teraz są ciemniejsze i bardziej blade, niż uprzednio. W jego gardzieli zaś kryje się malutki ułamek błękitnego kryształu. Wraz z jego odebraniem, stwór zniknie. Nie jest on specjalnie silny, jednak w lesie potrafi się przemieszczać z niesamowicie dużą prędkością. Podobnie jak Zdrajcę, razi go światło, najbardziej słoneczne. Jest istotą niezwykle inteligentną, choć nie potrafi mówić. Z innymi stworzeniami porozumiewa się przy pomocy pomruków, warknięć i ryków. Oraz przez spojrzenie. Czasem nie trzeba słów, by po prostu poczuć, co ma na myśli. Spokojny, dobry. Niewzywany odpoczywa, nie widziany przez nikogo, w podziemnych grotach. Jest niezwykle uczynny i nigdy nie odmówiłby nikomu pomocy. Uwielbia najmłodszych, każdej rasy. Jest dla nich niezwykle pobłażliwy i pozwala im robić z sobą niemal wszystko, co zechcą. Żywi się zarówno mięsem, jak i roślinami, a także padliną i chorobami. Swoim przenikliwym wrzaskiem umie wybudzić ze snu zwierzęta, które zostały zabite przez inne zwierzęta. Razem z całymi, towarzyszącymi im emocjami. Gniewem, przerażeniem, rozpaczą. Może również rykiem powołać do życia duchy, żerujące na złych wspomnieniach i pojawiające się w formie zjaw przed istotami, pokazując im najgorsze wydarzenia z życia. Przeszłego i przyszłego. Pojawieniu się tych istot zawsze towarzyszy nadnaturalne zimno i mgła. Może je jednak wywoływać jedynie w nocy i w lesie, gdy warunki są ku temu sprzyjające. Budzi w ten sposób cały las. Potrafi też pobudzać do życia naturę w bardziej pożądany sposób, jak przyśpieszanie wzrostu kwiatów, drzew... gdy się zapędzi nawet do przekwitu. Potrafi też leczyć śmiertelne choroby poprzez dotyk swoimi rogami. Po uleczeniu w ten sposób zostaje wyryty w ciele leczonego znak. Leczenie w ten sposób jest niekorzystne tylko dla jednej osoby. Zdrajcy. Cała energia Kernega pochodzi właśnie od wilka, więc im więcej używa jej stwór, tym bardziej wilk jest wycieńczony. Dodatkowo ta czynność sprawia niemożliwy ból Zdrajcy. W momencie, w którym stał się Osobliwością uzyskał zdolność do przyłączania do swojego ciała elementów ciała dowolnej istoty żywej.
      Historia Kernega.
    • Centurion jest centaurem o brązowym umaszczeniu i wzorach wojennych na końskim tułowiu. Jego ludzka część jest jakby zaniedbana, wychudzona i porośnięta przez mech, a górna część głowy jest niemal jednolitą skorupą, z której wyrasta para jelenich rogów i uszy. Fragment kryształu w ciele Centuriona znajduje się w miejscu jego serca, po lewej stronie piersi.
      Centaur jest niezwykle honorowy, mimo wszystkiego, czego doświadczył w życiu i całego szaleństwa, które poprowadziło go do haniebnych czynów. Z całej siły wstydzi się za swoje postępki, przez co często jest ponury i milkliwy. Raczej stroni od towarzystwa, nawet samego Zdrajcy. Godzinami potrafi stać w jednym miejscu, wpatrując się w dal i myśląc o wszystkim, co stracił. Szczególnie o ukochanej klaczy. Tak, Centurion ma duszę romantyka, zatem długo będzie wspominał utraconą miłość. W tajemnicy przed wszystkimi tworzy wiersze, których nikomu nie będzie dane przeczytać, bo od razu po skreśleniu rzuca je na wiatr lub pali w kominku.
      Centurion nie posiada magicznych zdolności, jest jednak niezwykle silny, nawet jak na centaura i świetnie posługuje się włócznią. Dużą zaletą w boju są też jego kopyta i rogi, dzięki którym szarżujący centaur wydaje się czymś, czemu lepiej zejść z drogi.
      Gdy jeszcze żył w stadzie został bezpodstawnie oskarżony, poniżony i wygnany ze swojego stada przez swoje konkurenta o rękę klaczy, Thorgala, będącego synem wodza. Poprzysiągł więc zemstę na swoim stadzie. Nie mógł tego jednak dokonać będąc zwyczajnym centaurem, więc udał się do wiedźmy, by prosić ją o coś, co mu pomoże. Eliksir, który mu dała odebrał mu wzrok oraz ekstremalnie zniszczył jego ludzką połowę ciała, jednak zadziałał. Dał Centurionowi siłę, której pragnął, dzięki której wymordował wszystkie centaury ze swojego stada. Prawie wszystkie. Thorgal wymknął mu się, więc nie zważając na nic Centurion pognał w pogoń, tratując wszystko, co stanęło mu na drodze. Potem...
Historia: Placki. Bo to równie dobre słowo jak każde inne, by zacząć historię. Która zresztą nie jest długa. Hmm. Jest wręcz irytująco krótka, dlatego przeciągam wstęp. Czemu jest taka krótka? Zdrajca ma amnezję. Albo inaczej, Zdrajca nie potrafi uporządkować swojej egzystencji na tyle, by dostać się do pokładów pamięci sprzed okresu, w którym leżała w cieniu ruin jakiegoś łukowatego… czegoś. Co, jak później się okazało, było portalem. Była zagubiona, na wpół szalona. Najbliższa okolica nieco ucierpiała, jednak ostatecznie wszystko zakończyło się w najbardziej absurdalny sposób. Zdrajca się potknął. Z jego równowagą nic nie było w porządku. Najwyraźniej świat podążał w innym kierunku niż wilk i doszło do konfliktu interesów. Niemniej obudziło to Zdrajcę z transu i uświadomiło mu, że bezsensowne niszczenie i zabijanie niczemu nie służą. W poszukiwaniu odpowiedzi ruszył w głąb lądu.
Przedmioty:
  • Zestaw igieł, służących do zabijania bez śladu (nie rzadko zatrutych). Nawet nie posiadając stosownych mocy, Zdrajca, jako ich właściciel głosem lub dotykiem może wprawić je w stan lewitacji i wystrzelić w cel lub nanieść na niego powoli i precyzyjnie. Szczególnie przydatne w wilczej formie. 
  • Anioł – podwójne, czarne, zakrzywione ostrze, którym Zdrajca posługuje się w walce, a w którego trzonkach ukryte są dodatkowe noże do rzucania. 
  • Kilka garot, głównie przydają się, gdy jest człowiekiem, jednak jako wilk również nalazł dla nich kilka zastosowań. Oczywiście po odpowiednim przystosowaniu.
  • Dkern Flagrants, czyli demoniczna broń, mogąca przyjąć formę dowolnej broni czy to białej, czy palnej. Charakteryzuje się raczej topornością wykonania oraz widocznymi licznymi włóknami mięśniowymi, chropowatą skórą, a czasem również oczyma czy rogami. Na klindze zwykle wyryta jest misternie sylwetka węża oraz runy w demonicznym języku. Dkerna może dobyć jedynie właściciel, dla niego, nie ważne jak dużo ważyć będzie broń, której formę przyjął demon, zawsze będzie idealnie wyważona i dopasowana. Jednak jeśli ktokolwiek inny spróbuje go użyć to po pierwsze: będzie zdecydowanie zbyt ciężki, a po drugie cała broń rozpali się do czerwoności, uniemożliwiając praktycznie trzymanie.
  • Buty ze skrzydełkami, dzięki którym mógłby latać, gdyby chciał. Jednak raczej tego nie używa z racji braku osłon od światła w powietrzu. Co najwyżej w pochmurne dni.
  • Sztylet x2 (+15 do um.)
  • Tytanowa tarcza - nie przepuści żadnego ataku x2 (+50 do ukrycia oraz +20 do siły)
  • Miecz tytanów x5 (+100 do um.)
  • Naszyjnik z motylem - Czarne obwódki jego skrzydeł wykonane były z misternie rzeźbionego, poczernionego srebra, zaś barwne ich wnętrze wykonano z mistrzowsko rzeźbionych, cieniutkich odłamków jakiegoś niebieskiego kamienia szlachetnego. Dawało to wrażenie, że motylek zaraz się rozpadnie, że uleci na wietrze. Jednak by tego nie zrobił, uwiązany jest na cieniutkim, srebrnym łańcuszku. 
Pamiątki: Płaszcz zmarłego Śmierci. Wygląda na prawdę epicko, choć Zdrajcy nie wydaje się by miał jakieś magiczne właściwości. Okej, okej. Not true. Człowiek przypadkiem odkrył, że po rozdarciu materiał wraca do pierwotnej formy - nie ważne na ile kawałków go podzielić. Jest też niezwykle wytrzymały, jak na materiał.
Bank: 0$
Inne:
  • Do życia nie potrzebuje snu, jedzenia ani picia. Jednak jego istnienie warunkuje coś innego. Cień. Zdrajca nie może przebywać zbyt długo na słońcu, pod wpływem jego promieni traci swoje niesamowite umiejętności ukrycia. Oraz sporą część swojej już i tak niewielkiej masy. Dlatego też rzadko można go spotkać w dzień, a nawet jeśli, będzie siedział w jakimś ciemnym kącie i spokojnie sobie pozostawał niewidoczny.
  • Nie posiada typowych narządów. Uhm. Właściwie sam nie wie, co ma w środku. Ale paskudnie się klei i jest czarne. Dość niezidentyfikowane i nieprzyjemne.
  • Marzy o słońcu tak mocno, jak mocno można marzyć o czymś nieosiągalnym. Żyjąc w cieniu powtarza sobie, że któregoś dnia wyjdzie na słońce i poczeka, aż je ono spali. A tymczasem zadowoli się zimnem mroku.
  • Nie wiem, czy wspominałam już o tym wcześniej, jednak Zdrajca i prawa fizyki… delikatnie mówiąc nie lubią się za bardzo. Odwieczna walka wilka z nimi przejawia się między innymi w jego fatalnej równowadze i niezdarności. W jego obecności wiedz, że jeśli coś ma pójść nie tak, to pójdzie nie tak. Oczywiście być może kiedyś się wyrobi, gdy już lepiej pozna swoje ciało, jednak to wątpliwe.
  • Zdrajca, w ludzkiej formie, nie posiada pępka.
  • Jako stworzenie mroku doskonale widzi w ciemności, a nawet lepiej niż za dnia. Tam, gdzie normalne wilki widzą ciemność, wilk jest w stanie zauważyć nawet najdrobniejsze detale i szczegóły.
  • Jego aktualnym największym wrogiem jest Lucyfer, który w zemście za mało istotny wypadek porwał najcenniejszą dla Zdrajcy osobę - Miyashi i przetrzymywał w klatce. Po tym, jak Zdrajca go pokonał i upokorzył na oczach poddanych demon pragnie rewanżu i utrudnia wilkowi życie, jak tylko się da.
  • Nie posiada własnego mieszkania w świecie ludzi, czy nory na Delcie, za to pomieszkuje w Nawiedzonym Domu na Nawiedzonej Plaży, którą przez niemal cały rok skrywają chmury. Nawiedzony Dom jest o tyle niezwykłym miejscem, że żyje własnym życiem, a każdy przedmiot zawiera historię. Historię, która może gwałtownie z niego wyskoczyć i cię zabić. Dlatego też Zdrajca jest bardzo ostrożny w eksplorowaniu swojej kryjówki i zazwyczaj przesiaduje tylko w jednym, oczyszczonym i zabezpieczonym, okrągłym pomieszczeniu na samej górze wieżyczki.
Chat: Zdrajca(shotbox)/Zdrajca_Magia_Świąt (xat)


Siła: 8 201 | Szybkość: 9 006 | Zwinność: 6 412 | Moc: 10 405
 Technika: 10 015 | Równowaga: 1 780 | Zręczność: 2 742 | Ukrycie: 8 001
 +200 do zajebistości od Est :*


TYTUŁY

Groza
Nieśmiertelny
Boss
Arcy Amor

28 czerwca 2016

Mroku zaktualizowała swój profil!

Od. Kano c.d Nyki

To, co wydarzyło się zaledwie kilka minut temu, wciąż siedziało mi w głowie. Moje moce, tak łatwo je straciłem. Czułem się teraz taki pusty, jakby czegoś mi brakowało. Byłem praktycznie bezbronny. No tak, miałem jeszcze swoje miecze i umiejętności fizyczne, ale byłem jedynie pryszczem na zadkach rulonów, które mogły zgnieść mnie w ciągu kilku sekund. No, zawsze mogłem użyć swoich mocy specjalnych, tylko były one dość wyczerpujące. Pocieszałem się, że jest jeszcze jakaś nadzieja, szans. Szkoda tylko, że te nic nieznaczące słowa otuchy nie wiele zdziałają. Przecież banda wilczków pozbawionych mocy nic nie zdziała przeciwko panu „Jestem wielki demon i gówn.o mi zrobicie”. Ale to była prawda. Nawet dużą grupą, byliśmy niczym w porównaniu do tego nadgniłego wypierdka społeczności. Idąc tak, nawet nie zauważyłem, jak ktoś szybko wyłania się z krzaków obok mnie. Już po chwili wylądowałem na ziemi, przygnieciony czyimś cielskiem. Zrzuciłem z siebie owego osobnika, a właściwie osobniczkę, którą okazała się być Nyki. Dziewczyna spojrzała na mnie nieprzytomnym wzorkiem i zamrugała zdziwiona. Jej włosy były całe potargane, a koszulka, którą akurat miała na sobie, również była nieźle ubrudzona. Gdzieniegdzie między jej włosy wplątały się liście i gałązki, ogólnie rzecz ujmując, wyglądała na mocno poturbowaną. Przyjrzałem jej się uważnie. Złapałem ją za ramiona i lekko potrząsnąłem nią.
- Nyki?! Co się stało?
Dziewczyna wzdrygnęła się, gdy tylko ją dotknąłem i pisnęła z bólu. Pomogłem jej wstać. Próbowałem coś z niej wyciągnąć, jednak dziewczyna nie odpowiadała. Kilka minut później pierwsze krople deszczu spadły na moją twarz. W kilka sekund rozpętała się ulewa. Włosy Nyki od razu przylepiły się jej do twarzy. Zdjąłem bluzę i nakryłem nią dziewczynę. Ta naciągnęła kaptur, tak by bardziej nie zmoknąć. Zaprowadziłem ją do swojego mieszkania. Całą drogę Nyki nic nie mówiła. Wreszcie doszliśmy do mojego mieszkania. Posadziłem dziewczynę na kanapie i zaparzyłem herbaty. Podałem kubek dziewczynie i usiadłem obok niej na kanapie.
- Czy teraz powiesz mi, co się stało? – spytałem Nyki.
Dziewczyna uniosła wzrok znad kubka parującego naparu.
- To był Dark. Kazał mi tam przyjść, nie wiedziałam czemu. I później, krzyczał, że jesteśmy zdrajcami i, że on nam jeszcze pokaże. Kopnął mnie aż pod ścianę. O co mu chodziło?
- Sam nie wiem. Oszalał. Odebrał nam moce.
<Nyki? Trochę nie miałam pomysłu na to opowiadanie>

Od. Hikaru c.d Lucas

Taa, czyli nie tylko ja mam takie odpały. Stałam nad półprzytomnym chłopakiem, zalanym po czoło. W ręku trzymałam patelnie, wciąż byłam gotowa do ataku, tak na wszelki wypadek, gdyby Lucas znów zaczął szaleć. Szturchnęłam go lekko stopą w bok, żeby sprawdzić, czy kontaktuje. W odpowiedzi beknął donośnie. Skrzywiłam się, złapałam go za ręce i pociągnęłam w kierunku łazienki. Następnie przewiesiłam chłopaka przez bok wanny, tak na wszelki wypadek, jakby i jemu zachciało się rzygać. Zostawiłam go i zabrałam się za sprzątanie wymiocin. FUJ. Zużyłam chyba pół ręcznika papierowego i srajtaśmy. Gdy skończyłam, wróciłam do chłopaka. Mamrotał coś nad wanną. Czas było go ocucić, w najbardziej perfidny sposób, jaki znalazłam. Złapałam za słuchawkę prysznica i odkręciłam zimną wodę. Polałam Lucasa po głowie. Wystarczyły trzy sekundy, kiedy chłopak poderwał się z krzykiem i wypadł z łazienki. Gdy się podnosił, upuściłam słuchawkę prysznica, a woda rozlała się po całej podłodze. Lucas poślizgnął się i wyleciał do salonu. Runął na ziemię i potoczy się aż do kanapy. Gdy uderzył w kanapę, strącił poduszkę, która spadła mu na łeb.
- O CHOLE.RA! ATAKUJOOOOOOOOO, RATUNKUUUUU – krzyczał wniebogłosy.
Siłował się chwilę z poduszką, po chwili rzucił nią w bok, a ta wylądowała na stoliku, zrzucając przy tym na ziemię kilka kubków, które od razu rozpadły się na kilkadziesiąt kawałków. Zanim zdążyłby zdemolować więcej rzeczy, wymierzyłam mu kolejny, tym razem nieco lżejszy cios patelnią. Nie pomogło. Jeszcze bardziej się zdenerwował i rzucił się w moim kierunku. Wywrócił mnie na ziemię i zaczął atakować poduszką, którą porwał z kanapy. Złapałam za lampę stojącą tuż obok i zaczęłam okładać go nią po głowie. Wreszcie udało mi się go z siebie zepchnąć. Podniosłam się do góry. Ostatni raz walnęłam chłopaka w głowę, odpuścił. Nie zostawiając lampy, która była całkiem niezłą bronią, podeszłam do chłopaka. Lucas przyglądał mi się zdziwiony.
- Oszalałaś?! Patrz, jak wygląda teraz moje mieszkanie! – spojrzał na mnie z wyrzutem.
- Pff, a kto się spił i tak nabałaganił – wyszczerzyłam zęby.
Lucas podniósł się i otrzepał spodnie.
- Lepiej to posprzątajmy, zanim wróci Ishi – mruknął.
- Dziewczyna?
- To trudna sprawa – westchnął i zaczął zbierać większe kawałki szkła ze szklanek.
-Gdzie jest mop? – spytałam.
Chłopak wskazał na małe drzwi od schowka. Wyciągnęłam mop i zmyłam podłogę w łazience. Następnie ogarnęliśmy pozbijane kubki i ułożyliśmy poduszki na kanapie. Mieszkanie było już w miarę ogarnięte.
- O! Patrz, zostało jeszcze ciasteczko! – uśmiechnęłam się i sięgnęłam po paczkę, z której wystawało ciastko.
<Lucas?>

Zebranie!

Najpierw zapoznaj się z regulaminem!

Dyskretna Morderczyni

" Gdy stajesz się obojętny wszystko zaczyna się układać " ~ Hiro

Imię: Hiro Stark .Pełne imie to Hiro Rosemary Arya Stark. A jeśli chodzi o przezwiska czy coś to ma jedno bo tylko jedno jej nadano a brzmi ono Marry.
Płeć: No wiadomo ,że jest kobietą.Chyba ,że masz jakieś wątpliwości.
Orientacja: Heteroseksualna jednak też po części aseksualna.
Wiek: No więc jako wilk 5 lat a w swej człowieczej postaci jakieś 18 - 19 lat.A tak naprawdę ma 1200 lat.( Nieśmiertelna )
Rasa: Wilkołak
Sympatia: Szczerze ? Nigdy się nie zakochała i lepiej żeby tak zostało.
Rodzina: O ile można było by ich można tak nazwać.To nie byli ludzie a zwykłe potwory !
Stanowisko: Kat , Skrytobójca .
Charakter:
Jest to dziewczyna powściągliwa a z jej ust nigdy nie schodzi ironiczny uśmiech, którym obdarowuje każdego, co ludziom działa nie zwykle na nerwy. Ona sama wie, że swoim istnieniem robi na złość całemu światu, co sprawia jej nie zwykłą przyjemność. Jest naprawdę dziwaczna i posiada pokręcone poczucie humoru, choć właśnie najczęściej jest to tzw. ''czarny humor''. Jest naprawdę nieprzewidywalna, a dzięki swojej nie zaprzeczanej charyźmie jest uważana za osobę naprawdę sympatyczną, co nie jest prawdą. Jest przebiegła i niebezpieczna. Nie wolno jej lekceważyć gdy jest rozgniewana. Jest bardzo dobrą obserwatorką i wyraźnie dobrze zna ludzkie zachowania, bynajmniej złą ludzką stronę. Wiele rzeczy jest dla niej zabawne. Osobiście uważa, że dla niej dobra zabawa to nic innego jak chaos , który poniekąd sama w sobie przedstawia. Nigdy nie można określić co i kogo lubi. Jeżeli mamy być tu szczerzy, przyznam iż nasza Hiro jest socjopatą jak i masochistą, która ekscytuje się zadawaniem sobie samej bólu. Lubi, i cieszy ją wprowadzanie innych w sytuacje nędzne i chaotyczne. Jakoż iż jest socjopatą, nie przejawia empatii czy współczucia więc nie potrafi współczuć innym, więc nie robi jej różnicy gdy się nad kim czasami poznęca.
Aparycja: Jest dziewczyną średniego wzrostu ( 189 cm ) Posiada blond włoski, opadające na ramiona blada cera. Niska i dość chuda. Ma żółte oczka. Ubiera się w białe lub czarne rzeczy, często z niewielkimi akcentami żółci lub pomarańczy. Często na głowie ma kaptur.
Jako wilk jest wysokości dorosłego konia.Jest bardzo szczupła a wręcz wychudzona.Jej uszy są długie i wręcz przypominają rogi.Ma kródką fioletową sierść i całkowicie czerwone oczy.Jej ogon przypomina ogon szczura.
Żywioł: Magia , Mrok , Ogień.
Moce:
• Potrafi zamieniać się w kruka i, bardzo sporadycznie, w czarnego kota. Dzięki tej umiejętności często udaje się jej uciec z miejsca wypadku.
• Czarny ogień. Tak, czarny. Nie da się go zgasić, ani zatrzymać, jeśli władający nim tego nie chce.
• Telekineza-czyli przenoszenie przedmiotów za pomocą umysłu. Na razie Elena może poruszać rzeczy do 8 kilogramów.
• Cień. Mgła. Mrok. To wszystko wiąże się w jedną moc. Albo dwie. Elen może na kilka sekund wniknąć w ciemność, ale jest to bardzo wyczerpujące i wykańczające. Ta zdolność obejmuje także tworzenie mroku wokół niej. Rzadko z nich korzysta.
• Grawitacja? Phi. Nawet to można zagiąć do swoich potrzeb. Bo w końcu po co ma się gyrokinezę?
Zainteresowania/Talenty:
Cóż ... Hiro ma kilka talentów ale jest jeden dzięki któremu jest na tym świecie czyli kradzierze.Dziewczyna potrafi coś ukraść i pochwili wręcz wyparować ale to innym razem.Dziewczyna doskonale gra na skrzypcach i fortepianie.Kiedyś uczęszczała na zajęcia z gry na gitarze jednak naczyła się tylko jednej piosenki ponieważ uczyła się gry na gitarze przez jakieś trzy - dwa tygodnie.Hiro uwielbia spać i to chyba jej ulubiona czynność którą wykonuje w ciągu dnia.Nie lubi czytać ponieważ najczęściej zasypia podtczas czytania nawet jeżeli była by to najleprza i najciekawsza książka świata.
Umiejętności:
Siła 1000|Szybkość 700 |Zwinność 400
|Moc 500 | Technika 100|Równowaga 0 |Zręczność 100|Ukrycie 200
Historia:
Kiedy Marry miała 5 lat, kiedy po raz pierwszy trafiła na stół operacyjny. Rodzice powiedzieli, że jest to tylko krótkie badanie. Już więcej ich nie spotkała. Naukowcy podali jej środek nasenny i zapadła w sen. Bała się otworzyć oczy. Prawa ręka swędziała ją niemiłosiernie, a zawroty w głowie nie ustępowały. Chciała poprosić o lekarstwo, dzięki któremu przestanie ją boleć. Otworzyła oczy i zobaczyła, że zamiast ręki ma metalowy szkielet. Zaczęła krzyczeć, a wtedy naukowcy znowu wprawili ją w stan uśpienia. Potem okazało się, że była pierwszym mutantem, któremu stworzono sztuczną rękę. Laboratoryjnie wyhodowane komórki przypominały skórę, ale otaczały metalowe kości.Hiro przeżyła wiele zabiegów.
Nie tylko sprawili, że wyglądała pięknie. Dali jej też moce, których wcześniej nie posiadała. Starali się stworzyć osobę, która nie będzie odczuwała przyziemnych uczuć. Jednak nie da się tak do końca wyciszyć emocji, jest to zakodowane gdzieś tam głęboko w nas. Minęło półtora roku, odkąd uciekła z laboratorium. Na początku nie czuła nic. Ani bólu, strachu, gniewu, ani miłości, przyjaźni czy dobroci. Dopiero gdy przestali faszerować ją ,,lekarstwami”, zaczęła coś czuć. Jednak nie zdarzyło się jeszcze nic tak mocnego, co uwolniłoby jej uczucia spod jarzma wyciszenia.
Na początku było jej bardzo ciężko. Nie znała świata, prawie całe życie spędziła w laboratorium. Błąkała się po ulicach, umierając z głodu, a nikt jej nie chciał pomóc, bo myśleli, że jeżeli jest taka zadbana, to nie potrzebuje pomocy. Gdy była na krawędzi życia i śmierci znalazł ją Barry. Wiedział, jak bardzo trudno jest przeżyć w mieście. Przygarnął ją i pozwolił jej mieszkać w swoim zakładzie obuwniczym. Jest jedyną osobą (przynajmniej na razie), którą Hiro szanuje i darzy jakąś sympatią, przyjaźnią. Barry od razu zorientował się, że Hiro ma zadatki na zabójcę. Odkładał połowę swojego miesięcznego zarobku na budowę biura dla Hiro. Miała tam przyjmować zlecenia na zabójstwa. Dziewczyna wie, że nigdy nie spłaci tego długu. Żeby chociaż wspomóc Barrego zaczęła sprzedawać narkotyki. Była to dobra inwestycja. Zaczęło im się lepiej powodzić. A gdy budowa biura została zakończona, było im o wiele wiele lepiej. To zadziwiające, jak dużo ludzi pragnie czyjejś śmierci...
Inne:
• Naukowcy, który zrobili z niej mutanta, cóż, większość z nich nie żyje. A jeżeli Elena dowie się, że jest jeszcze ktoś, porzuca wszystko i idzie go zabić.
• Boi się, że nigdy nie poczuje świata, jak 14 lat wcześniej
Jedyną osobą, którą darzy przyjaźnią jest Barry
• Nigdy się nie zakochała, co też wywiera u niej strach
• Uwielbia capuccino z cynamonem i skórką z pomarańczy
• Ulubione danie: chlebki pita z kurczakiem, warzywami i ostrym sosem
• Mimo że jest dilerką nigdy nie brała narkotyków
Kontakt: Bezuczuciowa_

Od. Fragonii "Rozmowa z odmłodnionym wymyślonym psychopatą."

Kim jestem? Tyks. COFNIJ! Mam na imię Cornelia. Tyks, to mój ulubiony pseudonim zaraz po Fragonii. Zwykła nastolatka, która we wrześniu idzie do gimnazjum, aby ponabijać się z tych gówniarzy, co mnie męczyli. Co obecnie robię? Czatuję. No i zżeram sałatkę. I piszę opowiadanie. Niedawno mnie natchnęło, a kiedy tak się dzieje należy bezzwłocznie zacząć pisać. Nabiłam na widelec kolejny kawałek mięsa i wsadziłam go sobie do ust. Pycha. Ale nie zastąpi mi to lazanii. Po chwili wyłączyłam blogera i przeniosłam się na moją internetową watahę. Tak mogłam siebie nazwać Tyks. Zaczęłam coś szybko skrobać. Opisywanie swoich czynności jest tak cholernie męczące i nudne. Zaraz miał nastąpić zwrot akcji. Wzięłam kolejną porcję sałatki do ust. "Za dużo kukurydzy" - pomyślałam i znowu przeniosłam się na chat. WKJN to moja wataha. Dużo wspaniałych członków i mnóstwo frajdy. Chyba najwięcej radości dawały mi chaty RPG. Nigdy nie zapomnę, jak Viper, moja postać, wsadziła geja do piwnicy, bo ten chciał go zgwałcić. Na samą myśl uśmiech pojawił się na mojej twarzy. Nagle przerwałam pisanie. Straciłam wątek. Gdybym wczoraj się do tego zabrała! Coś mnie rozproszyło. Żałowałam jednego.. To, co niby się wydarzyło kilka miesięcy temu.. to był sen. Przelałam go na wirtualną kartkę i udostępniłam. Oprócz przeżycia czegoś niezwykłego miałam jeszcze jedno marzenie: MIEĆ JAK NAJWIĘCEJ ZAJEBISTYCH CZŁONKÓW! Nudne jest życie prostej dziewczyny z Polski. Aż zbytnio. Nie wiedziałam jednak, że od TEGO dnia moje życie ulegnie zmianie. A jak to się miało stać. Ano, nikt mi nie uwierzy. Rozmawiałam z Darkiem. TYM DARKNESSEM. Jak to się stało? No cóż. Zaczęło się od noclegu.
***
Fragonia otworzyła oczy. Cała zlana potem przewróciła się na drugi bok, aby nie patrzeć na drzwi. W drugim pokoju spokojnie spali jej dziadkowie. Można było powiedzieć, że dziewczyna po prostu miała koszmar. Tak też było. Kiedy tylko zamknęła oczy kilka godzin temu, znalazła się w pokoju. W szarym, bez drzwi i okien pokoju. Meble były bardzo zaniedbane. Dziewczyna usłyszała wrzask. Zacisnęła wargi, a z oczu opłynęły jej łzy. Znała dobre ten głos, mimo iż nigdy go nie słyszała w świecie realnym. Zaczęła się rzucać po pokoju. Chciała mu pomóc, ale nie mogła. Wkrótce obok niej pojawił się wysoki mężczyzna w masce. Otarł jej łzy i powiedział cicho:
- Wszystko będzie dobrze. To tylko sen, a Viperowi nic się nie stało.
Sen się zmienił.  Fragonia siedziała teraz na kocyku, a obok niej Anka, jej znajoma. Kiedyś może i przyjaciółka. Jasnowłosa wpatrywała się beznamiętnie w Cornelię, a ta cały czas się oglądała za siebie. Po chwili wstała i odeszła. W stronę domu. Kiedy dotknęła klamki, poczuła straszny smród. Odwróciła się. Za nią stał zombie. Po chwili otworzyła oczy. Była pewna, że zombie zaraz ją zje. Obudziła się jednak w porę. Po chwili usłyszała za sobą głos:
- Nie ma jak postraszyć małe dziewczynki okrutnymi obrazkami.
Cornelia odwróciła się i spojrzała na chłopca w jej wieku. Miał czarne włosy i charakterystyczne oko z czerwoną tęczówką. Uśmiechał się do niej. Był wysoki jak na swój wiek, może nawet wyższy niż "Cygan" z jej klasy (wysoki jak brzoza, głupi jak koza). Dziewczyna usiadła powoli na łóżko sparaliżowana strachem. Chłopak podał jej rękę:
- Coś taka sztywna? Na necie zapamiętałem cię jako naprawdę wesołą osóbkę z obsesją na moim punkcie. Odmłodniałem, jak widzisz. Mam teraz mniej więcej trzynaście lat. Ty kończysz trzeciego i ile się nie mylę. To teraz zagadka: kim jestem?
Fragonia wstała i spojrzała na niego morderczym wzrokiem:
- To sen? Jeżeli nie, to nie zrobicie ze mnie wariatki! A WILKOBÓJCA TO TYLKO MÓJ WYTWÓR! - warknęła tak głośno, że bała się przez chwilę, czy nie obudziła dziadków. 
Chłopak skwasił się i usiadł obok niej. Swoją lodowatą dłoń położył na jej biodrze.
- Ranisz mnie tymi słowami. - powiedział spokojnym głosem. - Mam cię zgwałcić, żebyś mi uwierzyła? Wiesz, mam charakterystyczne ruchy w robieniu dzieci.
Dziewczyna skrzywia się. To było obrzydliwe, naprawdę. Ale uśmiechnęła się. Nie, nie była do tego stopnia zboczona, żeby się przed nim rozebrać. Po prostu chłopak ją rozśmieszył. Uderzyła go w rękę i powiedziała:
- Nie musisz. Nie chcę trafić do psychiatryka, ale... skoro tu jesteś, to nie będę cię wyganiać. Mam jednak zasady: nie dotykaj mnie, nie wpatruj się w mój biust i tyłek, nie baw się kosą, nie morduj, zachowuj się jak normalny nastolatek, skoro nim jesteś.

|C.D.N|

Od. Virio c.d Dessari

- A Ciebie?! - krzyknąłem.
- Goniłam go pierwsza! - krzyknęła.
- Ale ja widziałem pierwszy!
- No ale ja się rzuciłem pierwsza!
- Ale ja byłem silniejszy!
- A ja szybsza!!! - głośno krzyknęła.
Po chwili zobaczyłem że to wadera.
- Przepraszam - powiedziałem.
Ona tylko posłała mi zimne spojrzenie. Ja udawałem że nie widzę tego.
- Jestem Virio.
- Dessari.
- A więc, Dessari - zacząłem - Jesteś tu od dawna?
- Tak, a ty?
- Od wczoraj
- A widziałeś tu już wszystko?
- Nie wszystko, ale widziałem Ciebie. To już coś!
Wadera zaśmiała się. Spodobała mi się. Nie zawsze jestem taki bezduszny i nudny, jestem troskliwy, miły, czasami trochę wredny ale trudno. Ta wadera przypadła mi do gustu. Nie jest taka jak inne, sztuczne i różowe <tu nie chcę urazić żadnych wilków >. Ona ma charakter.
- A może się razem przejdziemy? - zapytałem.
<Dessari?>

27 czerwca 2016

Niech cię nie zmyli kolor jej futra


" Nie uni­kaj słów go­ryczy, chłod­nych spoj­rzeń i ciepłych dłoni."

Imię: Sagrina
Płeć: Wadera/Kobieta
Orientacja: Hetero
Wiek: Wygląda jak 2 letni wilk, jako człowiek ma 19 lat. Jednakże jest nieśmiertelna
Rasa: Jakoś sama nie wie, Magiczny Wilkołak? A może zajebisty pudrowo-różowy jednorożec? Jakoś tak.
Sympatia: Nie myślała nad tym, możliwe że ta opcja jest całkowicie dla niej obca.
Rodzina: Siostra: Sora (WMW)
Stanowisko: Obrończyni Alf Charakter: Tutaj gdyby ktoś chciał opisać Sagrinę miałby małe pole do popisu. Bowiem nie da się z niej czytać jak z otwartej księgi, po za tym jest bardzo zmienna. Sagi staje się tak naprawdę sobą przy bliskich jej osobach. Wcześniej jest jej tylko piekielny demon, który odzwierciedla jej osobowość, a to co nosiło się pod jej imieniem było dobrym wilkiem. W rzeczywistości jak się okazuję Sag jest impulsywną waderą całkowicie oddaną swoim instynktom. Mimo inteligencji w młodym wieku teraz nie chętnie oddaje się jakimś trudnym zagadkom i czemuś co wymaga myślenia na zaawansowanych obrotach. W dalszym ciągu nie lubi samotności, ale już nie w takim stopniu jak kiedyś. Samica powoli dorośleje psychicznie i obserwowanie jak jej przyjaciele przychodzą i odchodzą z watahy staję się dla niej smutne i czasem po prostu potrzebuje samotności. Wobec nowych wilków jest zdecydowanie bardziej nieufna i agresywna. Sagrina dalej jest optymistką, lubi żartować i śmiać się. Tak... Zwłaszcza się śmiać. Wadera często dostaję tak zwanej głupawki bez konkretnego powodu. Sagri jest teraz bardziej agresywna i łatwiej ją zdenerwować w porównaniu do tego jak było wcześniej. Pozbyła się swojej nieśmiałości, a zdobyła odwagę. Jest rządna przygód, nie cofnie się przed niczym, co ją czasem przeraża... A jeśli mowa o pewnym zdarzeniu to ono bardziej wydobyła na wierzch całe zło będące w Sagrinie... Teraz tamta Sagi jest gdzieś wewnątrz tej i wychodzi na zewnątrz gdy tamta duszyczka czuje się swojo. Te dwie dusze często rozmawiają ze sobą w myślach. Przykładowo samica nie pamięta całkowicie swojej rodziny - tylko siostrę, myśli, że urodziła się i wychowała w Watasze Magicznych Talentów, niestety ona tam tylko się przeprowadziła. wcześniej była w bardzo złym miejscu.. Ma też problemy z dopasowywaniem imion nowo poznanych wilków z ich wyglądem, z czasem jednak to mija.Sagi dobrze pamięta to jak zasmakowała w wilczym mięsie pod postacią demona. Od tego czasu jest wegetarianką.
Aparycja: Róż chyba zalał jej futro. Gradient na włosach, możesz nazywac to ombree jak wolisz. Miodowe oczy, długie czarne rzęsy. Po 2 kolczyki na każdym z uszów, dwa kolczyki w wardze dolnej i jeden w nosie. Tatułaże przy oczach. Nosi czasem apaszki, ale to zadko się zdarza. Gdy jest jakas okazja potrafi zmienić kolor końcówek włosów.
Żywioł: Czas, Sen i Pogoda
Moce:
  • - zatrzymanie czasu, czyli wszystkiego i wszystkich na 1 godzinę.
  • - wchodzenie w umysł innego wilka/człowieka
  • - zastopowanie czasu dla jednej osoby na parę sekund (czesem w tedy gdy chce aby przestała paplać lub w celu ucieczki)
  • - rozpętywanie wichur i tornad
  • - zamiana w "wietrznego ducha"
  • - zmiana snów
  • - zmiana pogody, mogą występować różne zjawiska pogodowe w zależności od nastroju wadery
Zainteresowania/Talenty:
  • ` śpiewa i rysuje
  • ` nie jest dobra w siłowaniu się na rękę
  • ` kocha zachody słońca
  • ` uwielbia wodę i kąpiele
  • ` tępi kłamców
Moce Specjalne: 
  • Cofnięcie się do przeszłości i naprawienie czegoś lub zmienienie, które będzie miało wpływ na teraźniejszość lub przyszłość. Jednakże nie może cofać się zbyt daleko.
Umiejętności:
|Siła: 120|Szybkość: 100|Zwinność: 100|Moc: 1800|Technika: 540|Równowaga: 140|
|Zręczność: 100|Ukrycie: 100|

Historia: Urodziła się w Watasze Magicznych Talentów, gdzie kładli nacisk na rozwijanie się w kwestii mocy. Sagrina miała siostrę Sorę, jednakże ta nie mała wielce super zdolności, więc rodzice bardziej nakładali presję na Sagrinę. W końcu różowa wadera nie wytrzymała i uciekła. Jej wędrówka była długa. Natykała się na wiele niebezpieczeństw. Czasem nawet igrała ze śmiercią. Ale w końcu udało się jej znaleźć dom. Była to Wataha Karmazynowej Nocy. Przyjęto ją tam dobrze więc postanowiła się zadomowić i zostac na stałe. Ma nadzieję, ze zdobędzie tu swoją Utopię.
Przedmioty: Talizman zmiany czasu
Inne:
  • ` Kocha żelki i draże!
  • ` Śpiewa, można powiedzieć, że nałogowo
  • ` uwielbia błyskotki i inne duperele, jednakże nie jest materialistką i tym bardziej nie jest zachłanna.
  • ` jest zabawna
  • ` w czasie furii jej oczy bieleją
  • ` czasem ma różne wizje, przy niektórych nawet może stracić życie
  • ` bawi się eliksirami i innymi truciznami
Kontakt: yulca [H] blackbloogcoprsebride@gmail.com

Od. Dessari c.d Virio

Wstałam szybko z jeszcze wilgotnej ziemi po tym jak zbudził mnie skrzek mojego bardzo wkurwiającego pseudo nietoperza. Niewyspana poszłam do lasu. Wiadomy zamiar, głód doprowadził mnie do zwierzyny. W tym przypadku była to sarna, młoda mała sarenka. Nigdzie w pobliżu nie było byka, anie łani. Żadnego stada, kogokolwiek kto mógłby pilnować młodego. świetna okazja dla mnie. Otrząsnęłam się, otworzyłam lekko zaspane ślepia i zaczęłam się skradać do zwierzyny. Powoli i bezszelestnie. Rozglądałam się czasem na boki w celu zobaczenia czy na sarnę nie czai się jakikolwiek inne drapieżnik. Było pusto.
- Dzień znakomity - pomyślałam
Wypięłam zad ku górze i nagle rzuciłam się na upatrzony obiekt. Zaczęła się mała pogoń, gdy miałam zadać ostateczny cios, skoczyć i wbić kły w zwierze coś przerwało mi atak. Jakiś palant zaczął gonić zwierzynę razem ze mną. Szybko zatrzymałam się, a przy hamowaniu przeturlałam się kilka metrów z powodu zbyt wielkiego rozpędu w biegu. Wilk, w tym przypadku basior - także zastopował.
- Powaliło cię?! - warknęłam na niego głodna i zła
Już na starcie zaczęłam go nie lubić.
<Virio?>

Od. Lucasa c.d Hikaru "Zemsta za zjedzone ciastka

UWAGA: To opowiadanie (nie) miało na celu w jakikolwiek sposób ośmieszyć Putina!
Dziewczyna wzięła sobie z szafki MOJE ULUBIONE ciastka ( ostatnie pudełko T-T ) i zaczęła je jeść. A nie! To nie było jedzenie, to było opychanie się! Nastała cisza. Szczerze, byłem zdziwiony, że jest nadzwyczaj spokojna… Każdy kto wyląduje w moim domu i dowiaduje się, że jestem opętany, albo ucieka z krzykiem, albo dostaję patelnią w łeb.
- Nie boisz się, że coś ci zrobię? – zapytałem niepewnie i byłem już gotowy na atak patelnią.
Dziewczyna spojrzała na mnie z dziwnym wyrazem twarzy.
- Wiesz, mam takiego kaca, że raczej skupiam się na tym, żeby nie obrzygać ci całego mieszkania, niż na tym, żeby ten demon w tobie mnie zaatakował… - powiedziała z gębą pełną MOICH ciasteczek! Tak, nie mogę tego przeżyć, że to ONA je TE ciasta, a nie JA! Jaki ja jestem zachłanny.
- Wiesz, ja bym teraz nie jadł tych ciastek, jeśli przed chwilą miałaś mdłości… - powiedziałem szukając jakiegoś whiskey w szafce. Od kiedy ja tyle piję!? Zaraz będę jak Darkness!
- Dam radę… - mruknęła
- Gimon* - mruknąłem i jak na zawołanie zwróciła MOJE ciasteczka.
- Od razu mi lepiej… - uśmiechnęła się do siebie.
- Moje ciasteczka… - wyszeptałem , stojąc na środku pokoju pijąc whiskey z butelki.
- Powiem, że były dobre… Gdzie kupiłeś?
- W Biedronce… - powiedziałem załamany. - Ja tego sprzątać NIE będę! – krzyknąłem i z szybkością błyskawicy uciekłem z pokoju.
Rozłożyłem się na łóżku, zastanawiając się nad marnym życiem moich ciastek… Co ja z tymi ciastkami do cholery mam?!
Chciałem zatopić swój smutek w alkoholu ( trzeba być debilem, żeby użalać się nad zjedzonymi ciastkami ). Więc teraz poszedłem po tradycyjną polską wódkę!
Następnie udałem się w stronę salonu, gdzie zastałem Hikaru leżącą na kanapie, która oglądała telewizję.
Chwiejąc się usiadłem na fotelu. Wyjąłem kartkę i kolorowe kredki. ( kolorowe kredki… A jakie niby są? ) i z tego powodu, że byłem pijany jak nigdy w życiu zacząłem śpiewać „ Putin, Putout „ a na kartce zacząłem rysować: Putina z moimi ulubionymi ciastkami w różowym puszystym stroju, który tańczy na tęczy… Po chwili zacząłem śmiać się jak opętany.
Spojrzałem w stronę Hikuni, a jej wzrok oznaczał: „ Stary, na haju jesteś czy co?! „
Następnie totalnie mi odbiło… Zacząłem skakać z moim dziełem po całym salonie śpiewając:
- PINK PUTIN(<- zrobiłam to specjalnie ) UNICORNS DANCING ON RAINBOWS!!!
Po chwili oberwałem i NA PEWNO nie zgadniecie czym! Okrutnym narzędziem zbrodni, którym obrywałem od Ishi i innych czyli…. PATELNIĄ! A potem nastała ciemność.
*Gimon- wątpię
(Hikaru? Nie sądzisz, że trochę dziwnie to wyszło )

Formularz Szczeniaka już gotowy!

Jak zapewne widzieliście, jest coraz więcej par w watasze. Postanowiłam więc w końcu przygotować formularz. Miałam problem z internetem, a w dodatku później mi się skasował. Jako iż formularz jest ten sam na WI (Wilcze Imperium) I WKJN (Wataha Karmazynowej Nocy) zrobiłam jeden na dwie watahy. Myślę, że wam to nie przeszkodzi, tym bardziej, że jest przez to tylko jeden podpunkt więcej. Macie gwaranę, że nie pomylę watach! >Link Do Formularza<
Przypominam też o trwającym nadal konkursie! Jeżeli masz jakiś pomysł na ulepszenie watahy to nie wahaj się i pisz!  Nagrody są wysoki! ^^

26 czerwca 2016

Wolf Of Romance

Imię: Virio
Płeć: Basior/mężczyzna
Orientacja: 100% hetero
Wiek: 18, jest nieśmiertelny
Rasa: Wilk zmiennokształtny
Sympatia:  Szuka tej jedynej, ta która nią będzie...NIEZŁA SZCZĘŚCIARA!!!
Rodzina: Siostra - Galaxy
Stanowisko: Obrońca Alf ❤
Charakter: Virio jest niesamowicie romantyczny. Kocha całować wadery. Jest zabawny i wesoły. Na ojca raczej się nie nadaje. Jego partnerka nie mogłaby mieć szczeniaków, ale nieźle się by z nim BAWIŁA. Jest odważny i dumny. Pewny siebie także. Jest dobry w s****e.
Aparycja: Ten basior jest bardzo umięśniony i dobrze zbudowany. Ma zwinne palce, co bardzo mu pomaga w zabawianiu się z waderami. Ma brązową sierść. Posiada też zielone oczy. Ma duże zwinne usta.
 Moce:
  • *Latanie 
  • *Wie o czym marzą wadery
Zainteresowania/Talenty:  Virio lubi bawić się i całować z waderami. Lubi leniuchować.
Umiejętności: 
|Siła: 500| Szybkość: 300| Zwinność: 1000| Moc:100| Technika:200| Równowaga: 100| Zręczność: 200|Ukrycie:100|
Historia:  Och, ta historia jest niesamowicie nudna. Jest także krótka, nie dużo tu mówić. Po prostu urodził się z siostrą (Galaxy) w jaskini rodziców. No a potem poszukali innej wataszki. A dlaczego? To jest pytanie. Virio pokłucił się z rodzicami i odszedł. Galaxy bardzo go kochała (teraz go nie znosi) więc poszła z nim. Znaleźli tą watahę. Galaxy namawiała go by przeprosił rodziców. On tego nie zrobił i jeszcze pokłucił się z Galaxy.
Inne: 
  • Woli zabawiać się i całować z waderami w ciele człowieka. 
  • -Kocha cukierki. 
  • -Jest bardzo dziki 
  • -Lubi odważne i dzikie wadery.
Kontakt: ---

Mruczysława


Imię: Mruczysława
Rasa: Kot
Żywioł: Woda
Opis: To jest kot rasy sfinks. Jak każdy widzi jest bezwłosy. Kot ten jest koloru szaro - czarnego. Ma piękne zielonkawe duże oczy i czarny nos. Mruczysława jest miła i inteligentna. Kate mówi na nią Mruczka lub Mrucz. Mruczka lubi gdy jest jej ciepło, No bo jest bezwłosa!
Moce:  Super szybkość, SUPER SŁODKOŚĆ
Historia:Kate i Mrucz poznały się w innej watasze. Katelyn szukała tej Watahy i wtedy zauważyła zimną Mruczkę. Postanowiła ją przygarnąć. Wzięła ją ze sobą na poszukiwania watahy.
Właściciel: Katelyn

Od Nightengale c.d Accalia.


,,Ślub - chwila, o której nigdy nie zapomnę"
Dzisiaj jest ta chwila - ślub. Nasz ślub. Mój i Accali. Przygotowywałem się do ślubu. Byłem bardzo poddenerwowany. Myślałem o Accali, pewnie wygląda pięknie. Mój przyjaciel Kleofas był tam ze mną i pomagał mi.
- Wyglądasz....OK - powiedział Kleofas.
- OK? - spojrzałem na niego - Ja muszę wyglądać....NIEZIEMSKO
- Nie wiem, czy da się to załatwić. - zaśmiał się basior.
- A ty z kim idziesz na ślub? - zapytałem Kleofasa. On zarumienił się.
- Z nikim - odpowiedział.
- Będzie tam kilka kumpeli Accali - powiedziałem.
Kleo pomógł mi dobrać krawat, co u wilków dziwne ale to ślub. Przygotowaliśmy się i wyruszyliśmy do kościoła. Oczywiście dla wilków, hehe. Czekałem już przy ołtarzu. Podszedł do mnie proboszcz.
- Po ślubie chcę zrobić niespodziankę - poinformowałem go. On odszedł.
Zastanawiałem się co robi Ali i jak wygląda. Pojawiła się! Wyglądała NIEZIEMSKO i przepięknie. Nie mogłem się napatrzeć. Prowadził ją jej ojciec. Za nią szły szczeniaki sypiące kwiatki, jeden z nich niósł obrączki. Kate i Galaxy szły za Accalią i jej ojcem. Wyglądały cudnie, lecz nie tak jak moja partnerka. Podeszła do ołtarza. Kate, Galaxy, ojciec Accali i szczeniaki usiadły na swoich miejscach. Proboszcz podszedł, spojrzał na nas.
- Te dwie istoty - Accalia Grimm i Nightengale, chcą związać się węzłem małżeńskim. - powiedział.
Spojrzałem na Ali, uśmiechnęła się tak jak ja.
- Jesteś piękna - powiedziałem.
- Ty też ładnie wyglądasz - zarumieniła się Accalia. Proboszcz mówił coś, ale ja wpatrywałem się w moją waderę i nie słyszałem. W końcu usłyszałem, jak proboszcz mówi:
- Czy ty Nightengale z Watahy Zachodu chcecz wziąć tą Accalię Grimm za żonę i kochać ją do końca życia?
- Tak, chcę - wyruszyłem się.
Kate już płakała ze szczęścia. Po chwili przytuliła Kleofasa, który zrobił to samo.
- A czy ty Accalio Grimm chcesz wziąć tego Nightengale za męża i kochać go do końca życia? - zapytał proboszcz patrząc na Accalię.
- Tak, chcę - odpowiedziała.
- Możesz pocałować pannę młodą - powiedział proboszcz, spojrzał na mnie. Ja ją namiętnie pocałowałem. Wszyscy wyszli z ustrojonego pięknie kościoła. Poszliśmy na imprezę do dużej jaskini. Było tam tak wiele przekąsek: jelenie, dziki, lisy, króliki, węże, przekąski warzywne, owoce i wiele innych. Usiedliśmy przy jedzeniu. Accalia i ja zjedliśmy jelenie i dziki, a do tego wypiliśmy wodę z jeziora. Zauważyłem, że Kleo i Kate siedzą obok siebie i rozmawiają. Galaxy co chwilę wtrącała się do ich rozmowy. Zabaawnee. Wilki i wadery zaczęli tańczyć po boku jaskini. Accalia i ja weszliśmy na parkiet. Wszyscy odsunęli się. Tańczyliśmy i tak tańczyliśmy. Gdy skończyliśmy nasz taniec, na parkiet weszli inni. Kate tańczyła z Kleofasem, niezadowolona Galaxy ze szczeniakami, ja z Accalią oczywiście a inni z innymi. Było świetnie. Po kilku godzinach poczuliśmy senność, a Accalia ból.
- Co jest? - zapytałem.
- Mówiłam, jestem w ciąży - powiedziała jęcząc z bólu.
- Cieszę się, ale martwię się o Ciebie, najdroższa - pocałowałem ją w policzek.
- Boli - jęczała Accalia.
- Musisz odpocząć, chodźmy do pokoju, może się prześpimy?
- Ale ty się zabaw.
- Nie, to nasz ślub.
Poszliśmy do pokoju i poszliśmy spać. Przytuliłem Ali.
~5 godzin później. Godz. 23~
Obudziłem się. Poszedłem do sali. Wilki jeszcze tańczyły. Kate siedziała sama. Galaxy znalazła towarzystwo innych wader, a Kleo siedział przy stole.
- Kleo - podszedłem do niego - Chcesz zatańczyć z ładną waderą?
- Noo może...
Zaprowadziłem go do Katelyn. Ona popatrzyła na nas.
- Mogę w czymś pomóc? - zapytała.
- Tak, to jest Kleofas - powiedziałem.
- Wiem kto to - zaśmiała się.
- Zatańczcie! - popchnąłem ich do siebie.
Zaczęli tańczyć razem i rozmawiać. Minęło kilka godzin zabawy. Accalia weszła do sali. Trochę potańczyliśmy.
~Po ślubie~
Ali mieszkała już u mnie. Było nam bardzo miło. Jedzenie wzięliśmy do nas, Alia musi dużo jeść. Opiekowałem się nią, rozmawiałem i byłem prawdziwym troskliwym ojcem.
<Ali?>
Szablon wykonała Fragonia na rzecz bloga Wilcza Przystań. || Credits