31 maja 2016

Wyganie

Wilk  Suzuya zostaje wygnana. Powodem jest skasowane konto na howrse i brak oznak życia przez bardzo długi czas. Jeżeli do wpisu czystkowatego (nieokreślony termin) nie zdobędzie nowego właściciela, zostanie uśmiercona.
~Tyks

Abyzou

Imię: Abyzou
Rasa: Hipogryf
Żywioł: Powietrze
Opis:  Cóż, Abyzou od 6 lat jest chowańcem Agnes. Jego charaker w niemałym stopniu polega od zachowania swojej pani. Jest agresywny, ale ma łagodne usposobienie do każdej płci żeńskiej. Kelley uwielbia spędzać czas na jego grzbiecie, nikomu nie pozwoli go skrzywdzić nawet za cenę życia. Może porozumiewać się telepatycznie z Kelley.
Moce:  ⦁ Otchłań powietrza, polega na wywołaniu ogłuszenia spowodowanego wiatrem. ⦁ Więzy ognia, dzięki tej mocy, Abyzou potrafi posługiwać się ogniem w dowolny sposób. ⦁ Nadnaturalna szybkość, podczas lotu, umiejętność ta sprawdza się idelanie, w razie niebezpieczeństwa czychającego na panią, może po prostu zabrać ją z tamtego miejsca.
Historia:  W dniu wyjazdu matki, Adelaide otrzymała list-
"Kochana Kelley, nie martw się tym, że wyjeżdżam. Nie wrócę, możesz traktować mnie jak najokropniejszą matkę na świecie. To prawda, jestem nią. Zostawiam własne dziecko... Niestety wiem, że nie potrafię na siebie zarobić, a co dopiero na własną córkę. Myślę, że to zrozumiesz. Na pocieszenie, mam dla ciebie przyjaciela. Dbaj o niego i postaraj się wychować go na porządnego chowańca. W wieku dwóch lat, przyzwałaś go sama. Z obawy przed ojcem, ukryłam jajo, ale teraz uważam, że dasz radę uchronić go przed ojcem. Zawsze będę cię kochać. -Mama"
Właściciel: Kelley


Od. Anubisa c.d Moon

- Co cię gryzie? - chłopak spojrzał na klacz.
Ta jednak prychnęła i pobiegła dalej. Chłopak był zbyt rozleniwiony, aby znowu zacząć ją gonić. Poza tym, wiedział, że nie ma to sensu. Usiadł wiec na pobliskim pniaku, wziął słomkę i zaczął ją rzuć. Przyglądał się całej  polanie. Po chwili poczuł nudności. Prawdopodobnie jakiś skutek uboczny eliksiru. Rozglądnął się. Moon nadal nie wróciła. Anubis oparł się więc o drzewo i zasnął
***
Obudził się w nocy. Ktoś, albo coś, chodziło w okół niego. Wstał. Był to koń, jednak nie klacz. Nie mogła być to Moon. Podszedł do Anubisa dostojnym krokiem. Anubis przemienił się w basiora i spojrzał wrogo na czarnego konia. Sam nie wiedział czemu, ale był pewny, że nie ma dobrych zamiarów. I faktycznie. Koń go zaatakował.
<Moon?>

Od. Kelley c.d Mine, Ryu



Spokojne, nudne popołudnie. Z resztą, jak zwykle. Czego się spodziewać po nic nie znaczącej atmosferze. Kleofas zapewne gdzieś się błąka albo spędza czas z Mroku. Abyzou poleciał zarżnąć trochę jedzonka dla siebie. Westchnęłam, po czym walnęłam głową o ścianę. Wiem! Kelley, poszukiwaczka przygód, nadchodzi! Zadowolona z siebie teleportowałam się na najbliższe drzewo.
-Dziś różowe? -usłyszałam głos chowańca.
Zwisnęłam w dół  na gałęzi. Przyzwyczaiłam się, z resztą bez powodu ubrałam mini.
-Tak, różowe z koronką! Idę ku przygodzie. A ty... Nawet nie waż ruszyć się za mną! -uśmiechnęłam się słodziutko.
Widziałam zażenowaną minę, znowu nie chce we mnie uwierzyć... Zwinnie zeskoczyłam na ziemię, automatycznie przemieniając się w wilka. Wolnym kłusikiem ruszyłam przed siebie. Jakiś krzyk? Nie... To po prostu kogoś obecność. Na moim terenie? Ach... Zapewne zmierzają ku Mroku... Ale po co? Przyśpieszyłam kroku. Zdecydowanie doszło do jakiegoś sporu.
Nie ładnie, nie można tłuc się bezinteresownie na moim terenie. Przemieniłam się w człowieka, i stosownie ukryłam przy krzakach. Pomimo mojego zaniżonego talentu w ukrywaniu się, nie powinni mnie zauważyć. Priorytetem jest zakończyć walkę, ale w odpowiednim momencie. Niech trochę się potłuką, rozrywka to cud! Facet i Kobieta, o ile mój wzrok się nie myli. O... Dziewczyna trafiła na drzewo. Lustrująco przyglądałam się każdym ruchom obcych.  Dotknęła drzewo? Owady? Serio... Te ohydctwa? Ledwo powstrzymałam się od śmiechu. Uu... Przestały atakować? Uu... Trochę za daleko to zaszło. Broń palna? Dziewczyna ledwo uniknała wszystkich strzałów. Ale jej wytrzymałość sięgała kresu. Po chwili, dostała kulą w nogę, w ramię. Zemdlała... Poczekałam moment. Zaraz się obudzi, będzie strasznie osłabiona. Innymi słowy nadchodzi moja kolej. Otworzyła oczy. Facet zbliżył się. Zamierzał zakończyć jej życie mieczem? Zatrzymam to bez problemu. Zamachnął się... AKCJA! Zteleportowałam się obok leżącej dziewczyny. Dotknęłam ją i przeteleportowałam ją kilka metrów dalej.
-Momenick, zaraz wszyściutko wyjaśnimy! -mój głos przybrał podekscytowanego tonu.
Zbliżyłam się do chłopaka.
-Kim jesteś? -odpowiedział zirytowany.
Zapadła cisza. Ile on miał wzrostu? Kolejny minus bycia niskim. Uniosłam głowę do góry. Włosy uczesane w kitkę. Z wyglądu nie był zły... W oczach mężczyzny było widać zakłopotanie.
-Meltdowner. -uśmiechnęłam się podając mu dłoń, niepewnie uścisnął ją. -Alpha Watahy Zachodu. -dodałam ciszej wyszczerzają się jeszcze bardziej.
Gwałtownie puścił moją rękę. Pff, mogłam nie mówić. Najwyraźniej należy do WKN, mam wrażenie, że tamta dziewczyna także. W takim razie, nie powinnam go tolerować... Chociaż, póki co pokażę się z 'lepszej' strony.
-A jakie jest twoje imię? -spytałam totalnie ignorując puszczenie dłoni.
-Nie powinno cię to interesować. -otrzymałam oschłą odpowiedź.
Uśmiechnęłam się sztucznie. Wilki z Karmazynowej są takie... Męczące? To chyba dobre określenie.
-Mym, w takim razie... Dlaczego ta dziewczyna jest taka poszkodowana? -odpowiedziałam niewinnie, wskazując palcem na wyczerpaną istotę. -To chyba jest już moją sprawą, pomimo tego, że należycie do WKN.
Poczułam zapach krwi, na moim ramieniu pojawiła się ręka poszkodowanej. Wstała? Czy może jeszcze ja zostałam nadziana na walkę?
<Mine, Ryu?>

Od. Hellmestina c.d Shiriov



Przytaknąłem, kobiety nie powstrzymam. Czułem zdesperowanie. Totalną irytację. Dałem się zranić takiemu gównie, a teraz dziewczyna usiłuje mnie opatrzyć. Czy może być gorzej? Zażenowany spojrzałem na sufit. Interesuje mnie jedno. Dlaczego opętaniec znalazł się w świecie ludzi? Kątem oka zerknąłem na Shiriov. Kończyła swoje opatrywanie. Pf...  Czy chcę, czy nie, wypada jej podziękować.
-Dzięki. -odparłem bezuczuciowo.
Spojrzała na mnie pretensjonalnie.
-Nie umiem dziękować, przykro mi. -mrugnąłem wystawiając język. -Idę posprzątać ciało opętańca.
Ruszyłem przed siebie, jednak - po chwili zatrzymałem się w miejscu.
-Nie musiałaś mnie opatrywać, dałbym sobie radę. -odparłem.
Dałbym głowę, że przeklnęła pod nosem. Cóż, ze mną nie da się wytrzymać. Hihi. Kontynuowałem zmierzanie do ciała. Phi, trochę krwi. Poprawka, dużo krwi. I znowu trzeba będzie myć podłogę. Poczułem lekki ból w niedawno nabytej ranie. Regeneracja, coś z wampira, ze mnie zostało. Ach, no tak, jeszcze żądze. Jak można zapomnieć o czymś takim?
 Nie wyglądało to zaciekawie. Ogólnie, nieźle rozpieprzyłem gościa. Jego ręka leżała w rogu pokoju, natomiast noga spoczywała na kanapie. Cholera, trzeba będzie prać tapicerkę. Hellmestin zamienia się w gosposię! Dumnie wkroczyłem do kuchni. Chwyciłem leżące na półce pożółkłe, gumowe rękawicie. Zdziwiło mnie zachowanie Shiriov. Dziewczyna siedziała na taborecie i patrzyła się pusto przed siebie. Cichutko skierowałem się w kierunku łazienki. Teraz detergenty! Szafeczka nad kiblem. Środku czyszczenia podłóg... Czy poradzisz sobie z krwią? Głupie pytanie. Wydałem na to coś niedużo moich cennych pieniędzy. Wróciłem do salonu. Czas zacząć walkę z brudem! Najpierw... Pozbędziemy się ciała. Zebrałem wszystkie części opętańca i wyrzuciłem je przez okno. W połowie spadania wszystko rozleciało się w drobny proch.
***
Jea! Środek czyszczący poradził sobie wręcz idealnie. Dobrze, że krew nie zaschła za szybko, inaczej miałbym większy problem. Cóż, teraz muszę zająć się tapicerką. Zamierzałem obejrzeć dokładnie kanapę, ale mój wzrok skupił się na czymś innym. Shiri. Stała za sofą gapiąc się na mnie.
(Shiriov xd, sory za to (7?) dni oczekiwania ;^;)

Od. Kelley



-Nuuuudaaa! Abyzou, poróbmy coś! -zawyłam, błagalnym wzrokiem patrząc na towarzysza.
Odpowiedział mi telepatycznie; Nie. Póki co, jak ustaliliśmy mieliśmy obejrzeć okolicę.
-Mam dość błądzimy tu od trzech godzin! -podrzuciłam łbem wykonując minę rozczarowanego dziecka.
Tym razem nie otrzymałam nawet telepatycznej odpowiedzi. Nudziło mi się, zero zabawy! Mam chodzić w kółko za Hipogryfem, naprawdę... Nie rozumiem jego techniki "oglądania okolicy:. Może lepiej by było kogoś zapytać co i jak? Nie wiem, znając życie Abyzou nie zadowoli ten pomysł. On zawsze chce robić wszystko na własną rękę. Towarzysz poruszył ogonem. To... To oznaczało zagrożenie! Wspaniale! Przymknęłam oczy. Gdzie? Nigdzie-odpowiedź Hipogryfa.  Fufu, jasne, mogłam spodziewać się takiej odpowiedzi. Jednak... Wróg znajdował się w pobliżu. Nie panikuj, ja się tym zajmę- usłyszałam kolejne słowa w głowie. Po pierwsze, nie panikuję! Po drugie... Shiitt, za kogo on się ma? Poradzę sobie! Rzeczywiście, walka z osłabieniem po długiej drodze może nie być łatwa. Dokładając to, że dość szybko się męczę... Zapewne nie uda mi się uniknąć wielu obrażeń. Cóż i tak, będzie to dla mnie zabawa.
-Dam radę sama. -burknęłam. -Potrzebuję rozrywki! -widziałam jego zażenowanie.
Potrząsnęłam pyskiem odrzucając grzywkę znad oczu. Usiadłam oczekując na wroga. Abyzou wzleciał na pobliskie drzewo. Chowaniec uszanował moją decyzję - tylko się cieszyć. Poczułam wroga. Stał pomiędzy dwoma krzewami. Śmierdział ptasią kupą, z wyglądu przypominał kruka, ale jednak był człowiekiem. Te stworzenia... To krukony - najwyraźniej. Pierwszy raz mam do czynienia z czymś takim. Zapewne gówniarz, nie zna mojej posady. W prawej ręce trzymał nóż. Planował mnie zabić? Zaczęłam się niekontrolowanie śmiać. Podejrzewam, iż wyglądałam jak psychopata. Cóż, w połowie była to prawda. Zaprzestałam. Znudził mnie śmiech, czas na prawdziwą zabawę! On jest w formie człowieczej, tak? Więc, czemu ja mam być w wilczej? Przemieniłam się w człowieka. Zza pleców wyciągnęłam wachlarz.
-Pokaż co potrafisz! -wyszczerzyłam się w krzywym uśmiechu, próbując go sprowokować.
Zezłościł się 3 słowami, ma dużyy problemik. Rzucił się z nożem na moją osobę. Zmaterializowałam się w miejscu, gdzie poprzednio stał wróg. Zdezorientowany krukon, zaatakował powietrze, omal nie wywracając się na ziemię. Takie stworzenie nie będzie w stanie nawet mnie drasnąć. Pff... Poczułam ukłucie w biodrze. To coś mnie dźgnęło? Jak zwykle za dużo pewności siebie, Kelley. Dosłyszałam Abyzou. Cholera, znowu?! Koniec zabawy. Zginie marnie! Machnęłam desperacko wachlarzem, skupiłam się na Aero Hand. Po chwili mgła kurzu zakryła wyrzuconego w powietrze krukona. Po dwóch sekundach ciało przeciwnika bezwładnie opadło na ziemię, a wokoło brzucha ptaszyska poczęła tworzyć się szkarłatna plama. Uśmiechnęłam się triumfalnie. Nie... Czemu...Dlaczego on wstaje?! Przyjęłam pozycję w gotowości. On-on się regeneruje?! To gówno nie może zrobić mi nic więcej. Poza tym, biodro zaczęło niemiłosiernie boleć. Zgięłam się w pół. Dlaczego akurat teraz? Krew? Na języku poczułam dziwny smak. Dotknęłam dłonią ust, czerwona ciecz... Szkarłat. Nie, na pewno nie. Jego broń znalazła się w powietrzu. Uniosłam się. Zemdleję. Abyzou mi pomoże jak go poproszę... Nie chcę go prosić... Niech zobaczy, że umiem poradzić sobie sama. W końcu jestem Alphą, nie? Odbiłam nóż w stronę wroga. Przez chwilę miałam wrażenie, że usłyszałam coś w typie "jak ona to...?". Upadłam na kolana, moje prawe biodro zakrwawiło materiał, a plama powiększała się z każdą sekundą. Zapomniałam. Położyłam rękę na ziemi. Zacisnęłam zęby, ziemia wokoło krukona zaczęła rozstępować się. Pochłonie go! Nie będę się cackać. Spojrzałam na drzewo. Z moich ust wydobył się jęk, a za tym kolejne strugi krwi. Drzewo upadło prosto na śmierdzącego ptaka. Nie żyje... Odetchnęłam z ulgą powodując kolejny przypływ krwi. Poruszył się? Skoro tak pogrywa, skończę z nim w dość drastyczny sposób. Musi mieć jakąś ranę! Ostatkami sił wstałam i chwiejnie podeszłam do wroga. Wsadziłam palec w jedną z bardziej otwartych ran. Eksplodował tworząc wokół siebie falę szkarłatnej cieczy --- Cała we krwi. Tym razem nie swojej. Spójrz za siebie zakomunikował Abyzou. Posłusznie skierowałam wzrok za siebie. Była tam postać. Z daleka czuć było ten ostry zapach. Opadłam na rozwaloną ziemię. Zadana przez krukona rana dawała się we znaki. Osoba opierała się o drzewo przyglądając mi się. Była tu przez cały czas? Przekrzywiłam głowę czekając aż postać coś odpowie.
<Ktosiu ^^? Płeć dowolna :P>

30 maja 2016

Władczyni Powietrza

"Wszyscy czerpiemy swoistą przyjemność z cudzego nieszczęścia, z cudzej rozpaczy. To sadyzm, gdy wczuwamy się w rolę oprawców. I masochizm, gdy identyfikujemy się z ofiarami przemocy."

I
Imię: Kelley Agnes Adelaide Leander, tak brzmi jej oficjalne imię, jednakże woli jak inni zwracają się do niej jednym imieniem: Kelley. Nie przeszkadza jej także przezwisko "Meltdowner" - zazwyczaj tak przedstawia się obcym.
Płeć: Wadera, dziewczę.
Orientacja: Biseksualna.
Wiek: W postaci ludzkiej jej wiek wynosi 14 lat i pięć miesięcy.
Rasa: Urodziła się jako człowiek, ale panowanie nad swoją drugą postacią uzyskała już w drugim roku życia.
Partner/ka: Pasowałby jej trójkącik. Raczej dwie dziewczynki + facecik, chociaż... Dwóch facetów i sama Kelley... Też nie byłoby źle!
Sympatia: Istnieje wiele interesujących basiorów, jak i wader.
Rodzina: Ojciec pijak - król, matki nie poznała za bardzo, ale pomimo tego traktuje swoją rodzicielkę z szacunkiem. Posiada kuzyna, właśnie do niego zamierza się wprowadzić. Wiadomo jej, że na imię mu Hellmestin.
Szczenięta: Póki co, chciałaby nacieszyć się wolnością.
Stanowisko: Alpha Watahy Zachodu, Nauczyciel Magii.
Charakter: Poczucie wyższości nad innymi... Magia przesiewająca przeznaczenie. Tak, na imię ma Kelley Agnes Adelaide Leander. Trochę długie? Zasługa jej wręcz ukochanej rodziny, należącej do rodziny królewskiej. Niezbyt śmieszne, pomyślmy tylko, zostanie księżniczką nie jest marzeniem każdej małej dziewczynki? Nie. Życie każdego urodzonego w tym psychiatryku jest specjalnie ułożone przez własną rodzinę. Zazwyczaj o wszystkim decyduje ojciec, a jak wiemy - kobiety są do tego o wiele lepsze. Takie mniemania reprezentują najmłodszą córkę rodziny Leander. Zacznijmy od początku, a nie. Może lepiej zacząć od najgorszych sytuacji, wykształcających charakter? Najwyraźniej. Kelley, urocza wisienka, dokładnie w piątym roku życia została skazana na eksperymenty. Powiązanie? Manipulacja wektorami oraz Meltdowner. Wszyscy twierdzili iż moce dziewczyny nie mogą być realne, cóż mylili się. Nawet bardzo... Używając kilku mocy naraz wydostała się z obiektu. Przeżycia podczas pobytu w ośrodku zmieniły ją w ogromnym stopniu. Do niedawna, dobrze wychowana Leander, stała się pyskującą, chamską, arogancką dziewczyną. Doprawdy, można przezwać ją psychopatką. Nie boi się krwi, choć na początku właśnie to przerażało ją najbardziej. Znudzona życiem, interesująca się śmiercią innych. Pragnąca zgonu wrogów. Szanująca przyjaciół, jednak aby zostać bliskim jej towarzyszem, nie musisz się zbytnio starać. Uwielbia zawierać nowe przyjaźnie, chociaż to do niej niepodobne. Według niej miłość jest cudowna, harem należy do jej marzeń. Jest także typową sadystką, ale potrafi być w 1% troskliwa, jeżeli ostatecznie wymaga tego sytuacja. Nigdy, nikomu nie da za wygraną, innymi słowy duch walki nigdy jej nie opuści. Ma swoją dumę Jest wręcz idealnym strategiem. Niekiedy podczas królewskich obrad bawiła się w kącie lalkami. Wtedy, często słyszała formy stratega, jak i ogólny tok myślenia. Na polu bitwy nie pozwoli zranić nikogo ze swoich. Pomimo swojego ogólnego wyglądu "słodziutkiej, nic nie potrafiącej lalki", potrafi myśleć w miarę logicznie. Szybko zapamiętuje rozmaite przedmioty, osoby, a nawet pojedyncze słowa. Nie potrafi kłamać, zazwyczaj, gdy już zaczyna, śmieje się do rozpuku.
Aparycja: Z pozorów wygląda na bezsilną, nie umiejącą o sobie zadbać dziewczynkę. Co prawda, jest jeszcze dzieckiem, jednak... Jej atuty kobiece są dość niepodobne do tych w jej wieku. Dodając to, że Kelley jest jeszcze w czasie rozwijania. Niestety istnieją też minusy, Leander jest nadzwyczaj niska. Jej wzrost wynosi równo metr 32 - przestała rosnąć w dziesiątym roku życia. Przez jej wzrost, jej chowaniec uwielbia nazwyać ją "lalką". Powód takiego wzrostu? Typowa głupota dziecka, wypiła miksturę królewskiego alchemika na zatrzymanie wzrostu. Obecnie, czternastoletniej Adelaide niezbyt to przeszkadza, gorzej jeżeli przyjdzie jej bawić się w zdejmowanie czegoś z półek. Do kolejnych plusów należą włosy o kolorze gumy balonowej sięgające za ładnie wymodelowane pośladki. Zazwyczaj uśmiechnięta, przeurocza panienka. Ogromne oczy w odcieniach niebieskiego, często przepełnione znudzeniem, niestety. Kelley nadzwyczaj szybko się nudzi, co niszczy jej dumną postawę.
W postaci wilczej, posiada puszystą, jednak niedługą sierść, w kolorze cappucino. Pod truskawkową grzywą, znajdują się turkusowe ślepia. Jej pazury - jej podręczna broń. Często na prawej łapie nosi bransoletkę z wyrytym "Leander". Na ogonie zazwyczaj można znaleźć malinową kokardę.
Żywioł: Powietrze, Wektory, Magia.
Moce:
  • Manipulacja wektorami, przykładowo - gdy w dziewczynę zostanie wystrzelony dowolny pocisk jest w stanie dowolnie zmanipulować jego wektor. Dzięki tej mocy, Kelley jest dość potężnym przeciwnikiem. Niestety po nadmiernym użyciu mocy, Leander dobitnie słabnie.
  • Teleportacja
  • Nadnaturalna szybkość, jest to nadzwyczaj specyficzna umiejętność polegająca na użyciu odpowiedniej ilości składników powietrza. Polega na zwiększeniu prędkości, do ponad normalnej
  • Telekineza
  • Aero Hand, jest to moc, która pozwala użytkownikowi na napędzanie obiektów dzięki używaniu wachlarza, chociaż ma możliwość użycia dłoni. Przykładowo; potrafi eksplodować krukona wyrzucając go w powietrze.
  • Geokineza, kontrola nad ziemią, powodowanie trzęsień ziemi.
  • Lygokineza, kontrola nad energią dowolnej postaci, działa tylko poprzez dotyk.
  • Audiokineza, manipulacja falami dźwięku.
  • Magnetokineza, kontrola nad magnetyzmem i metalami.
  • Sen, potrafi utworzyć własną rzeczywistość w śnie, może zabrać tam każdego, ale nikt nie wejdzie bez jej pozwolenia. Jest to ostateczna ucieczka przed wrogiem, postać nie zasypia, ale teleportuje się do innego wymiaru.
Zainteresowania/Talenty: Hm, do zainteresowań można dodać wielkość biustu dziewczyn, wygląd klaty facetów itd. Uwielbia gotować, jest to raczej najzwyklejsze hobby. Niezbyt przepada za ludźmi którzy kłamią jej prosto w twarz. Natomiast specjalne umiejętności... Nabyła ją niedawno, ale dzięki niej potrafi odwrócić kierunek obiegu krwi, wspomaga to Manipulacja Wektorami.
Moce specjalne:
  • Meltdowner, znany jako Particle Waveform, szybkie łącze Cannona. Ponieważ elektrony mają właściwości obu cząstek i fal, umiejętność Leander pozwala jej siłą kontrolować elektrony w "dwuznaczny" stan, innymi słowy kiedy we właściciela uderzą dowolne obiekty, elektrony są w stanie reagować zarówno jako cząstki lub fale ze względu na ich stan. Naturalnie, elektron mają masę bliską zeru, ale dlatego, że są "zatrzymane" w tym stanie, w jakim przyjmują postać; pozornie twardy przedmiot, który stał się psudo- ścianą. Następnie tworzy wysoko destrukcyjną wiązkę elektronów o niesamowitej prędkości, dzięki czemu jest w stanie przebić się przez z cel z tą samą prędkością. Jest to forma manipulacji elektronów: pozwala jej także mieć wpływa na ataki elektryczne, powodując zginięcie ich trakejtorii. Przybierają postać zielonego lasera.

Umiejętności:
Szybkość1300|Zwinność1200|Siła1500|Moc1300|Technika950|Równowaga1050|Zręczność40|
Ukrycie300|
Historia: Hm... Kelley to ta urocza? Nie. Jak to nie? Ona zawsze wygląda jak wisienka! Mylisz się, tylko do pierwszych dwóch miesięcy można było ją nazwać słodką, nie pamiętasz? Rzeczywiście, masz rację. Kelley Agnes Ade...Adelaide Leander, czy tak brzmi jej oficjalne imię? Dokładnie. To posiadaczka dwóch zakazanych mocy! Nie... To- to niemożliwe... Agnes? Agnes była poddawana testom na podstawie wektorów! Tak! Została wygnana z rodziny Leander, aby zostać poddaną eksperymentom. Ale żeby sam król wygnał własną córkę z zamczyska... Manipulacja wektorami jest aż tak zakazana? Niestety tak, nie zapominaj, że nazywają ją Meltdowner. Biedne dziecko...
Nie żałowała wszystkiego czego dostąpiła się podczas pobytu w gronie rodziny Leander. Śmierć starszej siostry także była jej sprawką. Jej ręce nigdy nie zostaną oczyszczone z brudnej krwi. Właściwie, jedyną osobą, która doświadczyła jej podziwu była jej matka. Nie było osoby, której Agnes nie szanowała tak bardzo. Jej rodzicielka przekazała jej moc panowania nad wektorami.
Szkarłatna ciecz... Plama... Czy to krew? Ręka dziewczyny umazana była czerwoną substancją. Nastąpił wrzask. To-to koniec? Dłoń mocniej ścisnęła bladą rękę Asuli. Słone łzy wydostały się z zazwyczaj suchych oczu. Włosy o kolorze gumy balonowej gwałtownie wzleciały w powietrze. Pięciolatka ścisnęła mocniej skrawek sukienki. Podniosła lewą rękę ku niebu, z ust dziewczyny wydobył się krzyk wypełniony rozpaczą i gniewem. Na raz na dłoni pojawił się laser. Ręka skierowała się w stronę naukowców. Kolejne ruch różowych włosów. Meltdowner zrobiła krok do przodu dumnie wystawiając głowę.
Leander...Kelley Agnes Adelaide Leander
Laser zniknął. Ciemnogranatowa peleryna dziewczyny wolno powiewała na zmrożonym smutkiem wietrze. Czuła nicość... Furię wypełniającą całe jej serce. Zamarła... Ukłucie związane z nadużyciem mocy. Jej młode ciało nie uniosło ciężaru mocy. Z ust spłynęła stróżka krwi. Ostatnie co ujrzała... Przypominało strzykawkę.
Tak rozpoczęły się wstępne eksperymenty na Kelley. Rozpoczęli od samego strzelania z pospolitego pistoletu. Skończyło się na bombach, a rozważano użycie atomówki. Jednak... Pojawiły się pewne komplikacje. Po każdym nadużyciu mocy dziewczynka traciła przytomność. Pogarszało to się z każdym kolejnym eksperymentem, jednak jej moc przybierała na sile. Niedługo po tym, dokładniej... Gdy osiągnęła rok 7 do celi dotarł chowaniec, wraz z dość dużym jajkiem. Wręczył prezent prosto w otwarte dłonie Adelaide. Tak oto życia Abyzou zostało oddane w ręce młodej Leander. Doprawdy, dorastanie w ośrodku z przyjacielem było milsze. Dopiero trzy lata później otrzymała list od samej matki. Do tego czasu wraz z Abyzou uzyskali potężne moce. Kelley wchodząc na hipogryfie do zawsze czystego, białego pomieszczenia, gdzie tym razem jej moc miała być przetestowana przy użyciu karabinów, uśmiechnęła się szeroko przypatrując się siedzącym wysoko naukowcom. Ścisnęła pióro Abyzou mocniej niż zazwyczaj, jej stres przekraczał zwyczajne normy. Agnes zsunęła się z grzbietu chowańca. Obawiała się jednego, ośrodek był zapieczętowany przeciw magii, a naukowcy trenowali wyłącznie jej umiejętność manipulacji wektorów. Zawsze warto spróbować... Wystawiła otwartą dłoń nad głowę. Z ust dziewczyny wydobył się przeraźliwie głośny wrzask. Dosłownie po sekundzie z jej ręki wydobyło się lasery. Wyrzuciła w powietrze małe lusterko, powodując zwiększenie ilości laserów. Stawały się coraz szybsze, po czym zaczęły niszczyć ośrodek. Teraz Aero Hand... Wyciągnęła wachlarz i wyrzuciła w powietrze sparaliżowanych za szybą naukowców. Ostatnie co poczuła było puszyste futro i pióra. Po tym, zemdlała, co chwilę kaszląc krwią. Po ucieczce życie Kelley Agnes Adelaide Leander zmieniło się krytycznie, ale w końcu mogła poczuć prawdziwą wolność.
Przedmioty:
Sztylet - Przy ucieczce od naukowców, udało jej się zabrać ów miecz. Przecina on dosłownie wszystko, zostawiając za sobą fioletową truciznę. Niestety, ma swoją "osobowość". Jedynie Kelley może go używać.
Wachlarz - Dość specyficzny. Jednak nigdy się z nim nie rozstała. Przedmiot ułatwia jej użytkowanie z Aero Hand, jednak nie należy do magicznych.
Naszyjnik- Sama nie pamięta skąd go ma... Każde wspomnienie z tym naszyjnikiem, kończy się okropnym bólem głowy.
Pamiątki: Bursztyn, pamiątka po matce.
Towarzysz: Abyzou
Inne:
  • Zdjęcie
  • Przeraża ją wszystko, co związane z klaunami.
  • Uwielbia naleśniki z syropem klonowym. Gdyby mogła, jadłaby je codziennie.
  • Jednym z jej znaków rozpoznalnych jest mówienie do każdego po zdrobnieniach.
Kontakt: Mufik.

Od. Gray'a c.d Tenebrae

Od Gray'a c.d Tenebrae
Podsumowanie spotkania z rodzicami... HORROR! Boże... Wciąż jeden temat. " Gray! Chcielibyśmy mieć wnuki! Gray! Dlaczego Tene nie jest w ciąży!? " Mój Boże... Tene położyła głowę na moich kolanach i zasnęła. Nie dziwię się. Rodzice ją ciągle męczyli... To był zły pomysł... No, ale i tak w końcu kiedyś by to nastało... Wpatrywałem się pustym wzrokiem w sufit. Nie mogłem myśleć o niczym innym tylko o gadaniu moich rodziców... Ja i dzieci? JA?! Wiem, że się powtarzam... Ale ja się na ojca nienadaję! A oni myślą, że to tak łatwo... Westchnąłem i próbowałem wstać. No w końcu się udało przykryłem Tene kocem i zabrałem się za sprzątanie. Przebrałem się i usiadłem przy stole, zacząłem myśleć nad garniturem... Nie mogę przecież wziąść tego samego... Niebieski? Nie... Czarny? Eh... Oklepany... Szary? Nigdy w życiu... Błękitny... Tak chyba błękitny... Westchnąłem. No to błękitny. I teraz jedno zasadnicze pytanie... Gdzie jest Ice. Po chwili kotka weszła do domu. Spojrzała na mnie zdesperowanym wzrokiem.
- Poszli sobie? Nie ma ich? - zapytała zdenerwowana. Podniosłem brew.
- To ty już nie pamiętasz jak było kiedy mnie im pokazałeś?! - wszasnęła na mnie.
- Dobra, już spokojnie... - próbowałem ją uspokoić... - Teraz mam prośbę... Mogłabyś pomóc Tene w wyborze sukni ślubnej?
- A kiedy to?
- Za dwa tygodnie...
- Co?! Przecież to mało czasu?! I ty chcesz to wszystko w dwa tygodnie zrobić?! Czy ty jeszcze masz mózg? - wrzasnęła. - A czasami się nad tym zastanawiam... - zachichotała.
- Dobra, bo ci żyłka pęknie...
Kotka spojrzała na mnie morderczym wzrokiem, ale potem się uśmiechnęła.
- Ja się wszystkim zajmę... Garnitur błękitny, prawda? - oznajmiła. Kiwnąłem głową.
- Wyślę zaproszenia, wszystko ustalę... Ale wiesz... Jest coś do tego potrzebne... - uśmiechnęła się tajemniczo. Eh... Westchnąłem i wyjąłem z portfela kartę.
- Tylko błagam... Nie zrób ze mnie bankruta... - powiedziałem i podałem kotce kartę. Ona złapała ją w pyszczek.
- Nie martw się... - wymamrotała.
- A wogle... Jak chcesz wszystko ustalić, kupić, zamówić? No nieokłamujmy się... Dobrze nie zaeragują na mówiącego kota...
Ice westchnęła.
- Gray... Umiem tworzyć iluzje, pamiętasz? Jeśli ktoś w nie uwierzy, one stają się prawdą... - powiedziała to takim tonem jakby udzielała wykładu na lekcji... Kiwnąłem głową.
- No to rób swoje. - uśmiechnąłem się.
- Ty mnie wykorzystujesz! - warknęła i odeszła. Ja tylko pokręciłem głową.
- Nie kupuj garnituru!
Kotka przystanęła i spojrzała na mnie dziwnym wzrokiem.
- Dlaczego?
- Sam uszyję. - uśmiechnąłem się.
- Ty nie miałeś igły w rękach od dwóch lat!? - krzyknęła zdziwiona.
- Dwóch miesięcy... - poprawiłem ją. Ona odeszła bez słowa. Ja wyjąłem kartkę i długopis.
" Idę po materiały. Niedługo wrócę. Nie bądź zdziwiona, jeśli Ice będzie cię pospieszać...
Kc. Gray " napisałem na kartce i przeteleportowałem się do sklepu. Kupiłem materiał i wróciłem do domu. Weszłem do mojego pokoju i zabrałem się do roboty...

( Tene?)

Od, Enuri c.d Ishi

Opatuliłam się w koc przy tym cicho szlochając. Podszedł do mnie Lukas, przytulił mnie I głaszcząc mnie po głowie zaczął mnie uspokajać.
- Spokojnie, nic ci nie grozi.
Powiedział spokojnym i ciepłym głosem.
-Wiem, ale to nie przesto....
-A przez co?
-Przeszłości. Historia lubi się powtarzać, ale wybiera sobie innych aktorów.
Gdy skończyliśmy naszą rozmowę, poszliśmy do kuchni. Zjadłam płatki przy tym pijąc sok z porzeczek.
-Ble.... Kwaśne.
-Tak wiem.
Nagle go zamurowało.
-Co się stało?
Zapytałam Lukasa.
-Ishi...
Złapałam się go i po chwili, znaleźliśmy się na cmentarzu. Rozglądaliśmy się dookoła, ale nigdzie jej nie widzieliśmy.
-Enu!!
Lukas znalazł ją pod drzewem miała rościety brzuch.
-Musimy ją stąd zabrać i podłączyć jej krew.
Chłopak wziął Ishi na ręce
-Spotkamy się w domu.
Powiedziałam do Lukasa.
-Zgoda.
Odparł po czym zniknął.
-Mroku gdzie jesteś!!???
Krzyknęłam, a po chwili zjawiła się demonica.
-Kogo ja tu widzę? Enuri!
- Mroku... Nie krzywdzi Ishi i reszty ważnych mi osób! Wiem że zależy ci na mnie!
Ostatnie zdanie zaczęłam mówić cichszym głosem. Demonica podeszła do mnie klaszcząc.
-Tyle dobrego że wiesz czego oczekuje. (Pokazała palcem na trzy groby) Wiesz kim są te martwe istoty?
-Nie..
-Te pierwsze trupy, to marne stworzenia, które wydały na świat Ishi. Ten zaś jest grobem jej córki, jesteście do siebie bardzo podobne.
Spojrzałam na Mroku podejrzanym wzrokiem.
-Pokaże ci, jak chcesz?
-Zgoda.
Po chwili widziałam urywki życia Ishi. Była tam ona, Lukas i ich córka. Wyglądali na szczęśliwych, po paru latach Lukas zabił swoją córkę, a Ishi zaczęła go odtrącać. Po czym spotkali mnie, wróciłam na cmetarz.
- I jak?!
-Miałaś rację jesteśmy podobne.
Powiedziałam smutnym głosem.
- Więc sama widzisz, oni kochają cię tylko dlatego że ja poprzypominasz. Więc wróć do mnie.
-Muszę się dowiedzieć czy to prawda!
Demon najwyraźniej przeklną pod nosem, po czym znalazłam się w centrum miasta a demon zniknął. Wróciłam do domu, Ishi już nic nie groziło. Stanęłam przed nimi i spytałam.
- Kochacie mnie tylko dlatego że przypominam wam, wasza córkę.
Oboje spojrzeli na mnie zaskoczeni.
- Enu....
-Odpowiedzcie!
Podniosłam głos.
(Ishi , domino ruszło a jaki będzie koniec)

29 maja 2016

Od. Prim c.d Amir

Usłyszałam szelest. Wstałam i zaczęłam się rozglądać. Przywołałam miecz. Spojrzałam na Amira. Spał... Uśmiechnęłam się i wyszłam przed jaskinię. Oparłam się o kamień i czekałam... Czekałam aż on się zjawi... Czułam to... Jest blisko... Bardzo blisko. Ponowny szelest. Odwróciłam głowę. Znowu on. Kierował się w stronę Amira. Serio jest taki ślepy, że mnie nie zauważył? Wyciągnął sztylet i w tym samym czasie odepchnęłam go.
- Prim? - podniósł ze zdziwienia brew.
- Myślisz, że tak łatwo go zabijesz? - uśmiechnęłam się. Odepchnęłam go... Ale ten szybko skoczył na mnie.
- Oj, skąd tak dobrze umiesz walczyć? - zapytał zdziwiony...
- Ach, wiesz... Coś tam można samemu się nauczyć, kiedy jest się opuszczonym przez ojca... - powiedziałam i przeciełam mu rękę. Ale jednak po chwili rana zniknęła. Westchnęłam.
- Oj, jesteś tak słaba... Że nie umiesz mnie drasnąć? - uśmiechnął się. Pfff... Wypraszam to sobie!
- Oj, chyba ty jesteś taki słaby, że nie wytrzymasz nawet kilku sekund z raną, bo musisz ją zregenerować....
Ojciec zamilkł. Po chwili atakował z większą siłą. Była trudno, ale jakoś udawało mi się powstrzymać ciosy.
- Co ty jesteś taka uparta? Tak bardzo ci na nim zależy?
- Napewno bardzić niż tobie zależało na mojej matce! - warknęłam i ponownie go odepchnęłam. - A, i pamiętaj... Jeśli wciąż będziesz chciał go zabić... Bądź pewien... Że nie ujdzie ci to na sucho... - uśmiechnęłam się. On przystanął. Spojrzałam na niego niepokojącym wzrokiem. Po chwili drasnął mnie w rękę i podłożył mi nogę.
- Naiwna jak twoja mama... - uśmiechnął się. Przewróciłam oczami. Oplątałam korzeniem jego szyję, ale to mu wcale nie przeszkadzało. Westchnęłam.
- Amir! - wrzasnęłam. Żadnej odpowiedzi. - Amir! Wstawaj do jasnej cholery!!! - teraz to była wkurzona. Po chwili wyszedł zaspany z jaskini.
- Co się... - mruknął, ale po chwili otworzył, ze zdumienia oczy.
- Teraz cię mam... - ojciec uśmiechnął się i ruszył na Amira.
- W twoich snach... - uśmiechnęłam się i zaplątałam mu nogę. Jakoś wstałam i pobiegłam do Amira. Wzięłam go za rękę i przeteleportowaliśmy się do... Do... Gdzie? Ale w czasie teleportacji ojciec trafił mnie sztyletem. Upadliśmy na trawę. Zaczęłam się dusić.
- N-nie mogłam zabrać nas do domu... - powiedziałam na jednym oddechu. Amir spojrzał na mnie przerażony.
- Prim... - wyszeptał patrząc na moją ranę.
- Myślisz, że nie czuję?! - warknęłam i wyjęłam sztylet. Od razu z rany polexiała krew. Amir podbiegł do mnie cały spanikowany. Wziął mnie na ręce i pobiegł w stronę strumyka. Obmył mi rany.
- Podaj mi torbę... - ledwo co wyszeptałam. Szybko przyniósł torbę, a ja wyjęłam zniej bandaże.
- Ja to zrobię... - powiedział i uśmiechnął się. Po chwili bandaż owijał mi cały brzuch. Odetchnęłam z ulgą.
- Przepraszam... - Amir wyszeptał i mnie przytulił.
- Nie ma za co... - mruknęłam.
- Ale przeze mnie jesteś ranna...
Spojrzałam na niego zdziwiona.
- Ale to przeze mnie, że ojciec chce cię zabić... - powiedziałam i spojrzałam na strumyk. Tak naprawdę nie miałam siły na nic... Powoli zamykały mi się oczy, ale niemogłam zasnąć... A jeśli ojciec znowu się zjawi?
- Prześpij się... Musisz odpocząć... - powiedział opiekuńczo. Pokręciłam głową. Amir westchnął.
- Dziękuję... - chłopak uśmiechnął się. Odwzajemniłam gest i momentalnie zasnęłam. Miałam nie zasypiać!!!

( Amir?)

Od. Ishi c.d Enuri

Lucas był nieruchomy... Po kilku minutach wyjęłam kły z jego szyi.
Spojrzałam na niego przestraszona.
- Przepraszam... - wyszeptałam a zmoich oczu poleciały łzy. Lucas mnie przytulił.
- Nic nie szkodzi... - uśmiechnął się. Byłam zaskoczona jego reakcją... Myślałam, że nakrzyczy na mnie i odejdzie... A jednak tak nie było... Chłopak bez słowa wyszedł z pokoju. Zostałam sama. Znowu myśli samobójcze... Ale już nie przez Lucasa, ale przeze mnie... Teraz to ja krzywdzę ludzi... Siedziałam nad rozlaną na podłodze krwią. Zamoczyłam w niej palce... Spojrzałam na nią z chęcią spróbowania.
- Nie... Nie mogę... - szepnęłam i szybko ją otarłam o bluzkę. Słyszałam krzyki dziewczynki. Jednak nic do mnie nie dochodziło... Jedyne co usłyszałam to " Tato " uśmiechnęłam się sama do siebie. Wstałam i spojrzałam w lustro. Byłam cała we krwi... Zmieniłam bluzkę i poszłam do Enuri. Leżała przykryta kocem i płakała.
- Enu... - wyszeptałam i zrobiłam jeden krok. Po chwili poczułam dotyk na moim ramieniu. Lucas...
- Ja do niej pójdę... - wyszeptał mi do ucha. Kiwnęłam głową i odeszłam. Słyszałam same szepty... Stałam oparta o ścianę i patrzyłam w sufit... Po niedługim namyśle przeteleportowałam się na cmentarz... Nie byłam tam chyba od 2 lat... Podeszłam do grobu moich rodziców i córki... Uklęknęłam przed nimi i wpatrywałam się. Trwało to dosyć długo... Po chwili poczułam zapach wilka. Odwróciłam głowę i zobaczyłam Mroku...
- Gdzie Enuri? - warknęła na mnie, pokazując śnieżnobiałe kły.
- Myślałam, że wiesz...
- Co z nią zrobiłaś?!
- Nic... Zaadoptowałam... Jakiś problem? - uśmiechnęłam się szyderczo. Zamieniła się w człowieka i rzuciła mną o ziemię. Trzeba przyznać ma nieziemską siłę.
- Jak jeszcze stawi przede mną opór... Bąd pewna, że wszystkoch powybijam... - warknęłam i zamieniając się w wilka przejechała mi łapą po brzuchu. Następnie zniknęła... Cud, że jeszcze żyję... Wstałam, ale po chwili upadłam... Nie mam siły.
- Ch*lera! - krzyknęłam i jakoś się podniosłam. Oparłam się o najbliższe drzewo i oddychałam szybko. Dotknęłam rany. Ręka cała we krwi. No cóż... Zasłużyłam... To za to co zrobiłam Lucasowi... Enuri... Usiadłam przy drzewie i zamkmęłam oczy...

( Enu? Masakra z tego wyszła...)

Katelyn

 [Wilka wykonał/a: Safiru] 

To, że milczę, nie znaczy, że nie mam nic do powiedzenia

Stronnictwo: Wataha Zachodu
Imię: Katelyn, lubi być nazywana Kate lub Katherine
Płeć: Wadera
Orientacja: Heteroseksulna (podkochuje się w basiorach).
Wiek:  19 lat, nieśmiertelna
Rasa: Wilk Magiczny
Sympatia: Szuka
Rodzina: Nie pamięta. Szczeniąt nie ma, ale chce.
Stanowisko: Delta
Charakter: Kate jest miła i pomocna. Wygląda na spokojnego i nieśmiałego wilka, ale naprawdę jest odważna i śmiała. Jest przyjacielska. Katelyn czasem bywa wredna. Uwielbia bawić się ze swoimi przyjaciółmi. Jest też troskliwa i opiekuńcza. Kate jest raczej spokojna.
Aparycja: Kate to biały wilk z puchatą sierścią. Na swoim futrze ma niebieskie paski. Ma błękitne i duże oczy. Katelyn ma biały nos. Jej specjalnym wyróżnieniem w wyglądzie jest niebieski krzyżyk na jednej łapie.
Żywioł: Woda, powietrze
Moce:
  • *Niewidzialność
  • *Czytanie w myślach
  • *Rozmowa z innymi zwierzętami
  • *Teleportacja
  • *Super szybkość
  • *Zatrzymywanie czasu
  • *Przepowiadanie przyszłości (to nie zawsze wychodzi)

Zainteresowania/Talenty: Kate jest zwinna i szybka, lubi dużo biegać. Uwielbia turlać się w trawie. Lubi też całymi dniami leniuchować.
Moce Specjalne:
  • Specjalną mocą Kate jest..... uzdrawianie zwierząt (jednak nie wilków)
|Siła: 0|Szybkość 1 000|Zwinność 1 000|Moc 500|Technika 500|Równowaga 0|Zręczność 0|Ukrycie 0|

Historia: Kate razem z rodziną należała do innej watahy. Kate nie pamięta już swojej rodziny, bo stało się to jak była mała. Została z niej wyrzucona. Kate zawsze różniła się od innych. Jej rodzina została tam. Kate ponad dwa miesiące szukała nowej watahy, ale nie znalazła jej. Jej dzieciństwo było raczej trudne. Nie miała przyjaciół. Teraz znalazła tą watahę i postanowiła dołączyć. Kate ma nadzieję, że jej życie zmieni się. Kiedyś Katelyn bawiła się na łące z innymi wilkami, których raczej nie lubiła, wszystkie wilki chciały popływać w wodzie, a Kate miała sprawdzić czy jest tam głęboko. Kate prawie utonęła. Lecz jej tata ( którego już teraz nie pamięta) uratował ją.
Przedmioty:
  • Magiczny: amulet
  • Nie magiczny: skrzynia i patyk
Inne:
  • Kate ma straszne uczulenie na kurz.
Kontakt:  kulka 2005 [H]
Szablon wykonała Fragonia na rzecz bloga Wilcza Przystań. || Credits